Till We Are Vol. 2 Ch.14

 – Ślicznie wyglądasz. – rzucił Keith i z miłym uśmiechem na ustach i ujął pod rękę Ginę, która wyszła po niego przed galerię.
– Dziękuję… – szepnęła kobieta, uśmiechając się delikatnie i rumieniąc lekko na policzkach. – Ale nie musisz mi się podlizywać za tę wejściówkę. – zaśmiała się zaraz i poprowadziła go do środka.
Prawda był taka, że szalenie zależało jej na tym, by się mu spodobać  i doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
Mężczyzna ujął ją pod ramię i pewnie poprowadził do wnętrza sali,  gdzie przy akompaniamencie lekkiej melodii, goście przechadzali się oglądając wystawę.
– Spóźniłem się na otwarcie… dużo mnie ominęło? – zapytał, pochylając się, a ona aż odetchnęła bardziej zapachem jego wody po goleniu.
Sama sobie się dziwiła,  że aż tak na niego reaguje.  Podkochiwała się w nim od zawsze, ale zawsze też skrzętnie to w  sobie ukrywała.  Kiedy jednak Keith wyznał jej, że zaczął się z kimś spotkać, to jakby złamało ten mur jakim była Jane. Przestała tak bardzo martwić się o to, że być może jest jeszcze za wcześnie na to, by mógł zacząć się z  kimś spotykać. Na początku oczywiście była w szoku, że mógł związać się z innym facetem, z gejem. Jednak ten chłopak go zostawił, wyjechał bez słowa, więc tamto było już chyba skończone.
I może to była jej szansa? Znak, że teraz w końcu mogliby być razem? Wspierać się i kochać, i oczywiście pamiętać o Jane. Tak, jak powinno być.
I dla niego założyła dzisiaj szkarłatną sukienkę, bo wiedziała, że lubił taki kolor, że lubił jak Jane miała pomalowane szminką usta. I może to było przegięcie, może powinna być sobą, a nie modelować się na swoją zmarłą siostrę, ale gdy już się przyszykowała do wyjścia, ze zdziwieniem odkryła, że wygląda naprawdę ładnie.  Że to wszytko do niej pasuje.
– Nie… Nic takiego. – odparła półgłosem – Kilka nadętych przemów chłopaka o jego inspiracjach, znaczy o kroplach deszczu… – dodała, podchodząc z Keithem do jednego z obrazów.
– Wierzę… – odparł od razu patrząc na płótno, od którego niemal dostał zawrotów głowy, przytłoczony ilością barw i Bóg wie czego jeszcze, użytego przez autora.
Kątem oka dostrzegł krążącego po sali kelnera i gdy ten do nich podszedł, podał Ginie kieliszek sampana i wziął jeden dla siebie.
– No i przemawiała jeszcze jego sponsorka… – dodała Gina, po czym ugryzła się w język.
Nie chciała przypominać Keithowi o tamtym chłopaku pod żadnym pozorem. Oczywiście była zazdrosna, to swoją drogą, ale z drugiej strony, ciężko było jej pogodzić się z tym, że Keith mógłby być z mężczyzną. Była otwarta na różne wybryki, szczególnie, że wielu młodych artystów przedstawiało się jako homoseksualiści i może to było błędne myślenie, ale na nich przymykała jakoś oko. Jednak gdy próbowała wyobrazić sobie Keitha z innym mężczyzną aż przejmował ją dreszcz. Nie przywykła do takich modelów, a rodzice zawsze wychowywali ją i Jane w tradycyjnych wartościach.
– Pewnie drżała nad talentem dzieciaka i jego wielką, świetlaną przyszłością. – zauważył kąśliwie Keith, rozglądając się dyskretnie w poszukiwaniu kobiety.
– Jakbyś przy tym był… – zaśmiała się Gina.
– Znam ją trochę. – uśmiechnął się lekko Keith, odrywając się na chwilę od obserwowania ludzi.
Chciał znaleźć matkę Ethana lecz przestronna sala w której byli wcale mu tego nie ułatwiała, w dodatku filary, które stały w kilku miejscach, także. Po chwili pokręcił tylko głową i odwrócił się do Giny.
W ogóle kiedy ją zobaczył coś ciężkiego spadło na jego pierś. Dziewczyna bardzo przypominała Jane, jednak dzisiaj o mało serce nie wyskoczyło mu z piersi, gdy ją ujrzał, czekającą w drzwiach galerii. Nawet włosy miała rozpuszczone i zaczesane na tę samą stronę, co Jane zazwyczaj, nie wspominając już o sukience, czy ciemnobeżowej szmince na ustach.
Keith nie wiedział co o tym myśleć i nie wiedział, jak miał się czuć widząc ją taką.
Gina w gruncie rzeczy zaskoczyła go tym, że pomimo tego, że powiedział jej o Ethanie, to jednak odezwała się ponownie do niego. Doskonale znał zdanie rodziny zmarłej małżonki na temat homoseksualizmu. Domyślał się jednak, że Gina nic im nie powiedziała. Choć w zasadzie jemu nie robiło to żadnej różnicy, co sobie pomyślą. Już nie.
Gina natomiast stawała się dla niego zagadką. Doceniał ich spotkania, ale nieraz zauważał z jej strony dziwne sygnały. Może był przeczulony, a może zupełnie się na tym nie znał, ale miał czasami wrażenie, że dziewczyna oczekuje od niego ‘czegoś’. W zasadzie wolał tego nawet nie nazywać, bo wtedy ‘to’ stałoby się jeszcze bardziej realne, a on zupełnie nie był na ‘to’ gotowy. Przywykł do traktowania jej jak młodszej siostry. Gdy zaczął spotykać się z Jane, kobieta mieszkała jeszcze z rodzicami i Gina często nalegała, by ją zabierali ze sobą na spacer, czy do kina. Była o siedem lat młodsza od Jane i bywała naprawdę nieznośną gówniarą, jak się wtedy często śmiała starsza z sióstr.
Ale teraz? Gina nie była już małą dziewczynką, którą mógłby czochrać po grzywce i dokuczać jej. Była dojrzałą kobietą, a co najgorsze inteligentną kobietą, która potrafiła podkreślić swoje atuty nie tylko te fizyczne. I może ta czerwona sukienka była przypadkiem, może wcale nie miała wyglądać jak Jane, może wcale nie chciała zawrócić mu w głowie i burzyć jego poukładanego w  tych rejonach życia. Bo życie z Jane było ułożone i zamknięte. Tego był pewien, aż do momentu, gdy zobaczył dzisiaj Ginę.
Przechadzając się z nią po galerii zauważał, że zwracała na siebie uwagę wielu mężczyzn, że nawet ci, którzy przyszli z partnerkami zerkali na nią ukradkiem. I to sprawiało, że czuł się niemal jak wtedy, gdy bywał gdzieś z żoną. Z każdą minutą zdawało mu się, że na sali robi się coraz duszniej i tłoczniej. Z każdą sekundą coraz bardziej pragnął już wracać do domu.
Kiedy był już bliski zaproponowania tego Ginie w końcu dostrzegł Catherine Linwood, która zmierzała do wyjścia. Kobieta ubrana w wytworną suknię, wyglądała jak matrona jakiegoś dystyngowanego rodu, a mężczyzna, którego miała przy boku niewątpliwie potęgował tylko to wrażenie. Był jak filar, który ją podpierał i sprawiał, że kobieta jaśniała jeszcze bardziej, zdawała się być bardziej dumna i silniejsza.
Keith zerknął krótko na Ginę i niemal wepchnął jej własny kieliszek w dłonie.
– Przepraszam cię, Gino… Muszę na chwilę wyjść. – rzucił widząc, jak para znika za drzwiami – Zaraz wrócę.
– Jasne, tylko… – zaczęła dziewczyna, jednak rzeźbiarza już przy niej nie było, zauważyła tylko, jak zmierza w kierunku drzwi. Dopiero po kilku minutach namysłu ruszyła za nim.
Keith spokojnie poczekał aż państwo Linwood odbiorą płaszcze od szatniarza i wyjdą przed budynek. Jak przypuszczał pod galerią czekał już na nich samochód, a kierowca otwierał przed nimi drzwi. Szybko więc wybiegł za nimi i zatrzymał ich jeszcze nim do niego wsiedli.
– Przepraszam! – zawołał i podszedł do nich przełykając dumę, która stawała mu w gardle – Przepraszam, że państwu przeszkadzam.. – zaczął uważnie dobierając słowa.
– Czego pan chce…? – rzuciła wyniośle Catherine.
– Kim pan jest? – zapytał szpakowaty mężczyzna u jej boku i zmarszczył brwi.
– Nazywam się Keith Hayward… – zaczął rzeźbiarz, wyciągając do niego rękę.
– Kochanie, to ten rzeźbiarz… – wypluła z pogardą kobieta, na co Keith zabrał dłoń z powrotem.
– Tak… – westchnął, czując, że rozmowa na pewno nie przebiegnie tak, jakby sobie tego życzył – Chciałem zapytać państwa, czy wiecie, co się dzieje z Ethanem… – dodał, patrząc w oczy mężczyzny. Wiedział doskonale, że nie ma co szukać zrozumienia u matki chłopaka.
Mężczyzna zmarszczył się jeszcze bardziej i zerknął na żonę.
– Od ponad miesiąca nie dał znaku życia. – zaczął blondyn – Chciałem się tylko dowiedzieć, czy u niego wszystko w porządku… – powiedział hamując emocje, jak tylko potrafił.
Doskonale wiedział, że się przed nimi korzy, jak jakiś idiota. Dokładnie tak się czuł. Wiedział jednak, że jeżeli ktokolwiek mógłby wiedzieć co dzieje się z Ethanem, to byłaby to niewątpliwie ta wścibska jędza. Miedzy innymi dlatego zdecydował się przyjść na te wystawę, wbić w znienawidzony garnitur i podejść do kobiety. Z trudem przełknął dumę, bo w końcu to Catherine nienawidził najbardziej na całym świecie.
– Czemu mielibyśmy panu cokolwiek powiedzieć… panie… – mężczyzna zawiesił znacząco głos.
– Hayward… – przedstawił się ponownie rzeźbiarz, przymykając aż oczy.
Czy Ethan nie mówił przypadkiem, że jego ojciec jest rozsądniejszy i w jakiś sposób lepszy od matki? Jak na  razie zbierał również same minusy i zachowywał jak nowobogacki dupek.
– Nie niepokoiłbym państwa, gdybym się o niego nie martwił. – dodał jeszcze, starając się brzmieć łagodnie.
– To nie pańska sprawa. – rzuciła kobieta – Mówiłam panu, by dał już pan mu spokój. Ethan nie chce mieć z panem nic wspólnego! – dodała odwracając się i wsiadając do auta. – Leonardzie, wracamy. – rzuciła z głębi samochodu.
Mężczyzna wsiadł za nią, lecz Keith dając upust emocjom podbiegł do kierowcy zamykającego drzwi i odepchnął go nieco.
– To JEST moja sprawa! – rzucił, blokując drzwi ramieniem – Jestem partnerem pańskiego syna. – dodał, zwracając się tylko i wyłącznie do mężczyzny, mając nadzieję na odrobinę zrozumienia chociaż z jego  strony – Proszę, nich mi pan powie cokolwiek… – dodał, rzucając mu niemal błagalne spojrzenie.
– Niech pan, odejdzie od samochodu! – usłyszał głos kierowcy, który zaczął go odciągać od auta.
– Pojechał na tę pieprzoną terapię? – zawołał Keith – Niech pan powie, co się  z nim dzieje! ?– dodał wyrywając się mężczyźnie. – Muszę  to wiedzieć!
Nim Leonard Linwood zamknął drzwi, rzucił mu dziwne spojrzenie, które wgniotło go w ziemię razem z silnym pchnięciem kierowcy. Keith upadł na chodnik i nim zdołał się z niego podnieść, usłyszał cichy szmer uruchamianego silnika.
Kiedy wstał, spojrzał za samochodem i skrzywił się, przymykając oczy. Czuł się poniżony jak nigdy. Jakby był jakimś śmieciem czy drobinkami pyłu na bucie Linwooda. Ale do cholery, oni nie mieli prawa tak go traktować! A on miał prawo dowiedzieć się, co się dzieje z tym szczeniakiem. Kiedy tylko o nim myślał, był tak zły na niego, że gdyby chłopak był obok, chyba oberwałby po tyłku i to nie raz. Keith nie miał pojęcia jak student mógł mu to zrobić i pomimo tego, że minął już miesiąc, nadal czuł na przemian złość i rozczarowanie. Co gorsza, dochodziła też do tego tęsknota, która, co śmieszniejsze, niemal blokowała go całego. Czasami, podczas szkicowania projektów, łapał się na tym, że wgapiał się w kartkę snując jakieś makabryczne wizje Ethana w zakładzie psychiatrycznym, na terapii. Czy Ethan nie mógł  mu chociaż powiedzieć,  dokąd wyjeżdża? Czy aż tak w niego nie wierzył, aż tak bardzo, miał ich związek za nic? Za przelotną znajomość?
Upokorzony Keith poprawił jeszcze marynarkę nim odwrócił się w kierunku wejścia do galerii. Wiedział, że musi wrócić do Giny, być idealnym towarzyszem i dżentelmenem, i przynajmniej odwieźć ją do domu, nim pewnie jak zwykle w takich momentach słabości i tęsknoty za Ethanem, sięgnie po fajki i to głupie wino, które zawsze pijał student.
Kiedy się jednak odwrócił aż jęknął w duchu, widząc stojącą na schodach Ginę.
Wszystko dzisiaj zdawało się pieprzyć i brakowało jeszcze tego, by Gina była świadkiem jego poniżenia. Zastanawiając się, co mógłby powiedzieć, powoli ruszył w  jej kierunku. Kilka metrów, które ich dzieliło, nie przyniosło mu olśnienia i marszcząc się cały stanął w końcu przed kobietą.
Po jej minie domyślał się, że wszystko widziała.
– Keith… – westchnęła cicho, nie podnosząc na niego spojrzenia.
Mężczyzna, który właśnie miał zaproponować powrót do domu, napiął się cały  i spojrzał na nią wyczekująco.
Gina nie wiedziała co powiedzieć i biła się ciągle z myślami. Nie przypuszczała nawet, że Keith mógłby być nadal tak bardzo zaangażowany w tamtą sprawę. Tym bardziej, że nie rozmawiali o tym od popołudnia w restauracji, gdy wyznał jej wszystko.
Nagle poczuła się głupio w tej sukni, z tą szminką na ustach.
– Ty… naprawdę…? – zaczęła, czując, że jeszcze chwila i się rozklei.
– Co naprawdę? – dopytał Keith nieco szorstkim tonem.
– Naprawdę tak z tym… Ethanem? – zapytała – Naprawdę, aż tak ci na nim zależy? – dopytała, unosząc w końcu na niego wzrok.
– Gina… – jęknął mężczyzna, czując jak przytłacza go poczucie winy z jej powodu – Tak. Zależy mi na nim najbardziej na świecie. – powiedział i po chwili wyciągnął rękę, by pogładzić ją po ramieniu.
– Ja… – zaczęła dziewczyna drżącym głosem, a Keith ponownie cały się spiął.
W myślach błagał ją by nie kończyła, by nie dokładała mu już kolejnego balastu, którym byłoby jej wyznanie. Co miałby jej wtedy powiedzieć? Ale z drugiej strony, był za nią odpowiedzialny. Był dorosłym facetem i udawanie, że nic nie wie o jej zadurzeniu byłoby prawdziwym pokazem tchórzostwa i słabości.
– Keith… wracajmy już… – powiedziała w końcu cicho i odwróciła wilgotne spojrzenie.
– Dobrze, chodź po płaszcz. – postanowił mężczyzna, czując chwilową ulgę.
Gdy byli już  w samochodzie, ponownie dopadły go wyrzuty sumienia. Może powinien jak facet po prostu z nią pogadać I dać jej kosza. I zapewne złamać serce. Dlaczego to wszytko było takie popieprzone…?
Jęknął po raz setny w duchu, zaciskając ręce na kierownicy i zerkając kątem oka na siedzącą obok Ginę.
Dziewczyna była widocznie przybita  i chociaż tyle dobrego, że nie płakała. Keith odetchnął ciężko zastanawiając się czy poruszyć w ogóle ten temat, czy nie.
Gina miała podobne myśli.  Bardzo pragnęła wejść w głowę rzeźbiarza i dowiedzieć się co on o tym wszystkim sądzi i ile wie. Nie miała pojęcia jakby zareagowała, gdyby nagle poruszył ten temat. Skłamałaby, a może zaczęłaby płakać lub krzyczeć? Ta sytuacja była tak chora, że aż ją mdliło.
Odruchowo sięgnęła pałacami do ust , które zdawały się lepić od nałożonej na nie szminki. Szybko jednak je cofnęła wiedząc, jakby to wyglądało.
Kiedy po kilkunastu minutach jazdy zatrzymali się przed jej mieszkaniem, odetchnęła z ulgą. W zasadzie było jej bardzo głupio, zwłaszcza, że wtedy przed galerią, miała tyle chorych, upokarzających myśli. Właściwe dziękowała Bogu, że nie wypowiedziała żadnej z nich na głos. A chciała mu powiedzieć, że ten cały Ethan nie jest jego wart, że nigdy nie da mu tego, co mogłaby dać prawdziwa kobieta i że ona jest gotowa mu to udowodnić choćby zaraz. Niewątpliwie, gdyby te słowa padły, nie spojrzałaby mu później w oczy.
– Um.. to dzięki, że poszedłeś ze mną… – powiedziała, sięgając do klamki.
– To ja dziękuję za bilet…  Poczekaj… – westchnął Keith, wyskakując z auta i podbiegając z jej strony, by otworzyć przed nią drzwi.
Gina uśmiechnęła się blado na ten gest i wysiadła z samochodu.
– Odprowadzę cię do drzwi. – postanowił mężczyzna, a ona jęknęła w duchu.
Czy on musiał być aż TAKI? Jedyne czego potrzebowała to święty spokój, by zebrać myśli, by ochłonąć. A Keith przedłużał jej tortury jakimś głupim odprowadzaniem…
Kiedy byli pod wejściem do wieżowca, szybko sięgnęła za klamkę, jednak rzeźbiarz  złapał ją za rękę. Teraz to jej serce omal stanęło i to ona błagała w myślach, by tylko nic nie mówił.
– Gina… – powiedział miękko, tym swoim głębokim głosem – Ja… Przepraszam cię.
Dziewczyna zadrżała.
– Nie masz mnie za co przepraszać. – uśmiechnęła się sztucznie.
– Mam. Bądź ze mną szczera, Gina. – dodał Keith, patrząc na nią wyczekująco.
Dziewczyna drżała, nie mogąc odezwać się ani słowem. Co to zmieni, że mu powie? Tylko tyle, że będzie musiała pozbyć się jakichkolwiek złudzeń, że ponownie będzie musiała słuchać tego, że on jest z Ethanem.
– Jestem. – powiedziała w  końcu  – Dobranoc, Keith. – dodała, stając na palcach i całując go szybko w policzek.
Później zniknęła za drzwiami, zostawiając Keitha z jeszcze większym poczuciem winy.
Mężczyzna, jeszcze nim doszedł do samochodu, wyciągnął papierosy i podpalił jednego.
Co miał teraz robić z Giną, z Ethanem?

*

Po powrocie do domu Aaron położył się na zwyczajową drzemkę. Rzadko gotował sobie obiady, bo praca na kuchni w restauracji, a szczególnie sam zapach potraw, które przygotowywali, skutecznie zapełniał jego żołądek.
Jednak od kilku dni, a dokładnie od ostatniej wizyty Danny’ego, zupełnie nie mógł zasnąć. Ani po powrocie z pracy, ani później, gdy kładł  się już na noc.
Nie miał oczywiście odwagi do niego zadzwonić, nawet nie wiedział, co miałby mu powiedzieć. Powinien go przeprosić, to pewne. Niepotrzebnie tak wtedy na niego naskoczył. Gdy teraz o tym myślał, uważał, że strasznie się wygłupił, w końcu Danny tylko go całował, co Aaron bardzo lubił. Nie zmieniało to jednak tego, że chyba umarłby ze wstydu, gdyby później w pracy, usłyszał jakiś niewybredny żart na temat malinki. A takie żarty u  nich w pracy były na porządku dziennym i nie ominęłyby również jego.
Blondyn jęknął głucho, zasłaniając twarz dłońmi.
Niewymownie wkurzała go ta jego niepewność. Chyba tylko cudem nie mieszkał jeszcze z mamusią, która robiłaby mu pranie. To było tak bardzo żałosne, że aż poczerwieniał na policzkach.
Pamiętał ich pierwsze spotkanie w kawiarni, do której lubił chodzić. Kiedy zauważył, że zwrócił uwagę Danny’ego, nie mógł tego ogarnąć. Wiedział, że nie jest żadnym modelem i był naprawdę zaskoczony, że mógł zwrócić czyjekolwiek uwagę.
Oczywiście miał kiedyś dziewczynę, oczywiście była idealnie wychowana, jego matka ją bardzo lubiła. Ale z czasem to po prostu się wypaliło.
I gdy Danny, dosiadł się do niego w kawiarni, wyglądało to jak zwykła pogawędka. Tak samo kilka kolejnych rozmów i spotkań, które dla niego były tylko spotkaniami ze znajomym, z przyjacielem. Dopiero gdy pewnego razu oglądali u niego mecz, lekarz usnął na jego ramieniu. I Aaron musiał przyznać mecz był bardzo nudny. Ale nie wiedział sam czemu drżał jak osika, gdy głowa Danny’ego coraz niżej zsuwała się po oparciu zielonej kanapy, aż w końcu spoczęła na jego ramieniu. Doskonale też pamiętał jaką poczuł wtedy ulgę i jak, pomimo drżenia i obaw, pragnął ująć go wtedy za rękę. Oczywiście nie zrobił tego.
To Danny nagle splótł  nim palce i uniósł głowę, wlepiając w niego spojrzenie. I pocałował go, a jemu wydawało się to takie naturalne, więc oddał ten pocałunek.
Później gdy zaczęli być już ze sobą tak naprawdę, to było to coś pięknego. Był spełniony i szczęśliwy, a takie wzajemne zafascynowanie trwało znacznie dłużej, niż jak twierdzili niektórzy, cztery miesiące. W każdym razie z jego strony. Lekarz był dla niego idealny, chociaż czasem krępował go komplementami, czy małymi prezentami.
Aaron miał swoje lata, jednak nigdy nie był przebojowy ani w żaden sposób popularny. I był tego świadomy. Zawsze powściągliwy w uczuciach, by się nie sparzyć i nie zbłaźnić, po prostu nie umiał być spontaniczny. Nawet jeżeli się starał, jeżeli chciał się postarać właśnie  dla Danny’ego, od środka coś go blokowało. Rozumiał, że kochanek chciał gdzieś wyjść , to normalne przecież, jak się z kimś jest. Ale co jeżeli nie spodobałoby mu się to, co by przygotował? Gdyby skompromitował się przed nim i Danny by go zostawił? Aaron tego nie chciał. Danny był taki… Pasowali do siebie, idealnie. Byli bardzo do siebie podobni z charakteru, mieli podobne potrzeby. A przynajmniej do pewnego momentu.
Miesiąc temu wszystko zaczęło się psuć. Czuł to. Każde spotkanie kończyło się  kolejnymi niedomówieniami i spięciami. Gdy lekarz odpychał go i wybiegał z mieszkania, Aaron nie potrafił go zatrzymać, nie wiedząc, czy powinien to robić. Nie chciał go denerwować jeszcze bardziej.
Leżąc na kanapie i rozmyślając tak, dochodził zawsze do wniosku, że musi coś ze sobą zrobić, inaczej jego związek rozpadnie się tak, jak ten poprzedni. Chciał się zmienić, naprawdę.
Po kilku tak spędzonych godzinach, wyjął w końcu telefon i wybrał numer kochanka.
Danny odebrał dopiero, gdy miał już zamiar rozłączyć się ze zrezygnowanym westchnieniem.
– Hej… – odezwał się zgaszonym głosem, który wyprawił Aarona w niesmak. To znowu była jego wina.
– Danny… – powiedział półgłosem, zaciskając mocno dłoń na telefonie – Spotkamy się?
Po drugiej stronie słuchawki zapanowała cisza, która sprawiła, że serce niemal podeszło mu do gardła.
– Mam dzisiaj nockę, Aaron… – powiedział lekarz jakby luźniejszym tonem – Zaraz wychodzę do pracy.
Kucharz jęknął w duchu z zawodem. Gdyby zadzwonił od razu, mogliby się jeszcze spotkać, a tak… znowu wszystko przez jego gapiostwo!
– Cieszę się, że zadzwoniłeś. – dodał jeszcze Danny.
Blondyn przełknął ślinę, zbierając się w sobie.
– To, z tym czasem… To aktualne? – zapytał, bo tamte słowa ciążyły mu na sercu.
Czy prośba o danie sobie czasu, nie była preludium do rozstania? Oczywiście był gotów dać kochankowi tyle czasu, ile by zechciał. Zrobiłby naprawdę wiele, gdyby tylko mogli być razem.
W słuchawce usłyszał, jak Danny wzdycha głośno.
– Nie wiem… Ja… Nie wiem, Aaron. – jęknął mężczyzna – Mam tyle wątpliwości.  Przepraszam…
Aaron, odetchnął płytko. Czy to nie on miał przepraszać?  Chciał nawiązać do tamtej sytuacji na kanapie, jednak nim się do tego zebrał w sobie, Danny odezwał się ponownie.
– Przepraszam, muszę już wychodzić do pracy.
– Kiedy się spotkamy? – zapytał jeszcze kucharz, siadając aż na kanapie.
Danny odetchnął głośno w słuchawce, co sprawiło, że blondyna przebiegł aż zimny dreszcz. Czy to oznaczało zniecierpliwienie, kochanek miał już go dosyć, narzucał mu się?
Czekał na jego odpowiedź, słysząc łomotanie własnego serca i starając się nie poddawać czarnym myślom, które szybko napłynęły do jego głowy. Czuł całym sobą, że Danny nie miał ochoty go widzieć i cudem chyba nie jęknął z bezsilności i rozczarowania. Przedłużająca się cisza po drugiej stronie słuchawki zaczynała wwiercać się w jego mózg.
Zagryzł wargę i zacisnął dłoń na włosach.
– O-odezwij się… – szepnął, mając nadzieję, że nie brzmi to zbyt żałośnie.
Bo czy lekarz chciał mieć żałosnego faceta? Raczej nie. Wolałby męskiego, zdecydowanego i seksownego mężczyznę, a nie użalającą się nad sobą ofiarę losu. Każdy by wolał.
– Brakuje mi ciebie… – dodał cicho.
– Spotkajmy się jutro… – usłyszał w końcu i poczuł, jak wielki kamień spada z jego serca – O trzynastej, w naszej kawiarni. Dobranoc.
– Dobranoc… – odparł i już po chwili usłyszał sygnał na linii.
Wyłączając telefon, położył się z powrotem na kanapie.
Miał wrażenie, że to spotkanie wcale nie będzie dla niego dobre.

Przez całą drogę do pracy i pierwszą godzinę w niej spędzoną, Danny próbował przełknąć gnębiące go wyrzuty sumienia. Specjalnie wziął dodatkowy dyżur, bo tylko przy pracy mógł się od nich uwolnić. To ‚ brakuje mi ciebie’ powracało do niego jak echo, i sprawiało, że zaczynał wariować z poczucia winy.
Nie wiedział, jak spojrzy jutro w oczy Aaronowi, co mu powie, szczególnie, że niemal ciągle myślał o tamtym wieczorze w klubie, a pocałunek z Jake’m niemal śnił mu się po nocach. I najgorsze było to, że wspomnienie o nim było żywe i rozpalało go ogniem. Po prostu nie mógł o tym zapomnieć.
Nie myślał już nawet, by pójść ponownie do klubu, nigdy więcej nie zamierzał spotkać tego barmana. I wtedy na pewno zapomni.
Nie wiedział tylko, czy mówić o tym Aaronowi, czy nie. Raz wmawiał sobie, że to przecież nie jego wina, że Jake to na nim wymusił, a zaraz dochodził do wniosku,  że mógłby mu się oprzeć, gdyby tylko chciał i że zdradził swojego partnera.
Kiedy wszedł do pustego pokoju lekarzy,  usiadł ciężko za biurkiem, postanawiając wypełnić zaległe papiery. Cieszył się, że akurat nikogo w nim nie było i że nocna zmiana zapowiadała się spokojnie, o ile nie przywiozą nikogo z wypadku.
Raporty z porannej operacji nie przyniosły jednak ukojenia jego myślom. Skończył wgapiając się w skoroszyt przed sobą i przekręcając w palcach długopis.
Bał się jutrzejszego spotkania. Bardzo się bał.
Pamiętał, jak pierwszy raz pocałował Aarona, jak udawał że zasypia, tylko po to, by móc zetknąć się ciałem, z ciałem kucharza.  Podchody te teraz wydawały mu się nieco śmieszne, ale ile by dał, by wszystko było takie jak wtedy. By dopiero się poznawali, by zafascynowani sobą, nie widzieli swoich niedoskonałości. Ale czy to było możliwe, by między nimi jeszcze kiedykolwiek tak było?
Danny miał wrażenie, że coś się między nimi wypaliło.
Siedząc tak  w ciszy, w końcu poczuł ból karku i postanowił przenieść się na kanapę, stojącą naprzeciw biurka. I tak pewnie nie skończyłby tych papierów. Kiedy się uniósł jego wzrok padł na postać w drzwiach i aż skrzywił się nieznacznie.
– Tak, jak myślałem. – usłyszał i aż jęknął na dźwięk jego głosu – Dobrze ci w tym fartuchu, panie doktorze.
Jake, w typowy dla siebie sposób opierał się o futrynę drzwi i wyglądał przy tym tak seksownie… jak zawsze zresztą, pomyślał zaraz Danny, opierając się o biurko za sobą i zakładając ręce na klatce piersiowej. Mężczyzną był wysoki, a spodnie opinające jego uda i ciemna, motocyklowa kurtka podkreślały tylko jego charakter. Pierwszy raz widział mężczyznę w rozpuszczonych włosach, które sięgały do połowy szyi, okalając jego twarz małymi splatanymi ze sobą loczkami.
– Po co przyszedłeś?  – zapytał mrużąc oczy.
Jake potarł dłonią po zarośniętym policzku i wszedł do pomieszczenia, przymykając za sobą drzwi.
– Chciałem cię przeprosić… I zobaczyć. – powiedział, podchodząc do niego po cichu.
Lekarz aż wzdrygnął się na dźwięk jego spokojnego głosu. Gdy Latynos znalazł się przy nim, aż odsunął się zapobiegliwie o kilka centymetrów.
– Skąd wiedziałeś gdzie pracuję? – zapytał, odsuwając się bardziej, gdy tylko poczuł jego zapach.
Jake wzruszył ramionami i stanął obok niego, również opierając się o biurko.
– Z internetu. Po nazwisku cię znalazłem… – wzruszył ramionami – Każdy szpital ma swój profil i wypisanych specjalistów. To nie było trudne. – uśmiechnął się krzywo.
Danny przełknął nerwowo ślinę.  Brakowało mu jeszcze wizyty barmana!
– Świetnie… – szepnął pod nosem, na co mężczyzna obok roześmiał się w głos.
– Aż tak nie chcesz mnie widzieć? – zapytał, uśmiechając się lekko i przysuwając do niego.
Danny jęknął w duchu, postanawiając być niedostępnym i stanowczym. Nie mógł sobie pozwolić na jakąkolwiek słabość, bo był pewien, że mężczyzna od razu by ją wykorzystał.
– Dziwisz mi się? – zapytał cicho, bo w gruncie rzeczy nie wiedział, co odpowiedzieć.
Jake zaśmiał się cicho i odetchnął po chwili ciężko.
– Nie powinienem był tego robić… – przyznał poważniejąc i opuszczając ręce po sobie – Nie powinienem był też mówić później tego wszystkiego. – wyznał, zerkając na niego bokiem.
Lekarz spojrzał na niego w zaskoczeniu i gdy ich spojrzenia się zetknęły, odwrócił szybko wzrok. Potulny i skruszony Jake był niecodziennym widokiem, i na nieszczęście dla sobie Danny czuł, że nie będzie umiał być zbyt długo zły.
– Ale to się stało i nie cofnę czasu. –  westchnął Latynos, zaciskając dłonie na blacie biurka za sobą.
– Dobra… – jęknął Danny, ulegając mężczyźnie. Był nieco uspokojony i w gruncie rzeczy zadowolony z tych przeprosin. Nie należał do osób, które długo chowałyby urazę do kogoś. Poza tym skoro Jake przyznał, że to był błąd, to może i jemu szybko uda się o tym zapomnieć? – Zapomnijmy o tym obaj…
– Nie mogę zapomnieć… – przerwał mu barman, szybko odbierając mu jakiekolwiek złudzenia – Dlatego przyszedłem.
Jake zamilkł na chwilę.
Wiedział, że Danny’emu to się nie spodoba. Wiedział też, że mężczyzna miał innego, i że być może po prostu zostanie spławiony, ale nie zamierzał tak po prostu odpuścić. Zamierzał trochę powalczyć, bo naprawdę miał przeczucie, że lekarz nie jest szczęśliwy i że on, pomimo swoich wad, potrafiłby mu dać więcej szczęścia niż tamten mężczyzna. Nie wiedział jak długo będzie musiał się starać, ale był pewien, że ma szanse. Pamiętał doskonale żarliwość z jaką lekarz odpowiedział na tamten pocałunek, pamiętał, jak wcześniej, przed barem ciało lekarza drżało od jego bliskości. I pamiętał też, co on sam wtedy czuł. Był przekonany, że warto spróbować.
Po ich pierwszym spotkaniu, może to głupie, ale czekał na kolejne. Z nadzieją, każdego wieczoru zerkał w tańczący na parkiecie tłum, licząc na to, że wyjdzie z niego Danny. Miał wrażenie, że to było takie od pierwszego wejrzenia, a skoro już coś takiego poczuł, nie chciał dać temu odejść tak po prostu.
– Daj mi…
– Przecież wiesz, że mam kogoś! – warknął rozjuszony lekarz i aż odszedł od biurka, stając naprzeciw niego. – Po co tu w ogóle przychodziłeś? Masz takie hobby? Mieszać ludziom w związkach? – wyrzucał z siebie Danny – Może weź pod uwagę moje zdanie, co?
Jake sięgnął ręką do dłoni mężczyzny. Gdy dotknął jego skóry, poczuł aż iskierki i po tym, jak lekarz się wzdrygnął, był pewien, że on też je poczuł.
– Czego się boisz, Danny… – powiedział miękko – Wszystko zależy od ciebie. Pomyśl o tym.
Lekarz ze złością wyrwał rękę z jego uścisku.
– Nie chcę już myśleć! – niemal warknął – Nic ostatnio nie robię, tylko myślę i naprawdę mam już tego dosyć!
Jake odbił się od biurka i zbliżył na małą odległość.
– To nie myśl… – szepnął, błądząc spojrzeniem po jego twarzy.
Chciał go pocałować. Czuł przyspieszony oddech Danny’ego na swoich ustach i poczuł przyjemny dreszcz podniecenia, wspinający się po jego kręgosłupie.
Lekarz jęknął aż, zaczynając drżeć.
Przed oczyma już widział, jak się całują, jak spragnieni swoich ust, zachłannie przyciskają się do siebie. Barman popycha go na kanapę stojącą za nim, a może to on popchnie jego na biurko? Raporty rozsypią się na podłogę, stojąca na blacie lampka zadrży tak,  jak stojące w pojemniku długopisy i pieczątki.
Wiedział, że obaj nie zwróciliby na to najmniejszej uwagi.
Od razu pomyślał o Aaronie, który nawet nie śmiałyby przyjść tu do niego, nie mówiąc już o tym, by stanąć przed nim tak blisko i proponować zapomnienie się.
Jake pomimo rosnącego z sekundy na sekundę napięcia, opierał się całą siłą woli. Nie chciał go zmuszać, tak jak poprzednio, ale może tego właśnie mężczyzna potrzebował? Czegoś, co go popchnie do podjęcia decyzji?
– Danny… – szepnął, ocierając się już ustami o jego spierzchnięte wargi.
Od razu poczuł ukłucie podniecenia i pożądania. Złożył w końcu gorący, powolny pocałunek w kąciku jego uchylonych lekko ust. Nie mógł powstrzymać westchnienia ulgi, które wyrwało mu się z płuc i przysuwając się bliżej, kontynuował pieszczotę, zauważając jak ciało lekarza nieprzerwanie dygocze.
Danny zacisnął zęby. Chciał się odsunąć jednak zamiast tego pozwalał barmanowi się całować. Nie umiał go odepchnąć, chociaż czuł, że jego pocałunki stają się coraz bardziej łapczywe.
‚To nie jest takie łatwe’ przypomniał sobie, wcześniejsze słowa Jake’a z klubu. Gdy z każdym muśnięciem jego warg, czuł jak sztywnieje w spodniach, pomyślał, że to prawda. To wcale nie było łatwe, tym bardziej, gdy w końcu dostawało się coś, czego od zawsze się pragnęło.
A on zawsze chciał, by ktoś go zdominował, by po prostu przyszedł i go wziął. Pocałował zdecydowanie i pozwolił się ponieść emocjom. Z Aaronem nigdy tego nie czuł. Na początku on wszystko inicjował, później gdy kucharz do tego się przełamał i tak zawsze był taki… Wszystko w sypialni lub na kanapie, by nikt nie słyszał, by nikt się nie domyślał. Zaciąganie zasłonek, zagryzanie zębów i tłumienie jęków. Nawet gdy leżeli na łóżku w sypialni pytał go, czy mu wygodnie, podczas gdy on, nie myślał o niczym innym, jak o tym, by kochanek w końcu w niego wszedł i doprowadził do końca.
Ale to nie był powód. Ani żadne usprawiedliwienie.
Danny przymknął oczy, powracając myślami do tych wszystkich razów, gdy przysięgał sobie, że nigdy nie zdradzi swojego partnera. Nigdy tego nie chciał. Chciał być uczciwy i szczery, i do tej pory doskonale mu się to udawało.
Tylko że te usta, język, który niemo prosił go o wpuszczenie do środka…
Samo ciało zaczynało już go zdradzać. Począwszy od penisa, a na rękach skończywszy, które już unosiły się, by przycisnąć Latynosa bardziej do siebie. Poruszył drżącymi wargami i natychmiast poczuł na nich usta mężczyzny i język, który chciał wedrzeć się do środka. Drapiący zarost nie pomagał w niczym, a wręcz przeciwnie, zmusił go do cichego westchnienia. Oddychając ciężko, przekręcił głowę skierowując pocałunki na policzek, nim pozwoliłby sobie odpowiedzieć na którykolwiek z nich.
Jake pieścił ustami jego skórę, wcałowując się w kącik pomiędzy uchem, a szczęką mężczyzny. Od razu poczuł, że to jego wrażliwy punkt, bo w końcu Danny położył ręce na jego barkach i zacisnął na nich palce, odchylając przy tym bardziej głowę.
– Uwielbiam twój zapach… – mruknął barman, przesuwając nosem po jego szyi.  –  Danny… Kochaj się ze mną…
Danny  spłonął na policzkach i jęknął głośniej, czując jak członek w spodniach reaguje żywo na te chrapliwe słowa.
Błagał w myślach, by ktoś im przeszkodził.
Sam po prostu nie umiał.

Reklamy

14 thoughts on “Till We Are Vol. 2 Ch.14

  1. Witam,
    ech, Keith umiera z tęsknoty, powinien jasno i dosadnie powiedzieć Ginny, ze nie jest nią zainteresowany, Aaron niech powalczy, chociaż sam zadzwonił….
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie

  2. Nareszcie coś dla mnie. Co prawda nie Ethan, ale Keith również cieszy. Wcale się nie dziwie Keith’owi, że umiera z tęsknoty za nim, bo ja już „umarłam” kilka razy. Jakoś tak dziwnie bez Ethan’a. Niech wraca jak najszybciej, a jeśli to niemożliwe to błaagam, napisz co u niego słychać, co porabia… No, bo chyba nie pojechał na tą głupią terapię? Nie mógł! -.- A ta głupia bitch to mnie tak irytuje, że jak nigdy nie życzę nikomu źle, tak mam nadzieję, że w którymś rozdziale wpadnie pod rozpędzony samochód i tyle będziemy o niej słyszeć :D
    Nie wiedzieć czemu zaczynam lubić tego Aaron’a. Kurde, niby tak samo biedny jak Theo na początku opowiadania, ale jednak da się go lubić. A Danny to zaraz dostanie w dziób, ode mnie! Zamiast zająć się swoim chłopakiem to ogląda się za jakimś puszczalskim, który nie potrafi uszanować czyjegoś związku. Oburzona jestem! :O Btw, oczyma wyobraźni już widzę jak Aaron wpada do pokoju lekarskiego, wywala barmana za drzwi, na zbity pysk i to z nim Danny przeżywa chwile zapomnienia :3

    Pozdrawiam :)

    1. Obawiam się, że Ethan potrzebuje spokoju od nas wszystkich. Niech się chłopak dobrze zastanowi nad sobą i swoim życiem i wróci jak już będzie poukładany. xDD I pewny, że chce być tylko z Keithem.
      he he he… wyobraziłam sobie Keitha na pogrzebie Catherine. xDD Jak tak stoi nad trumną, zachowując pełną powagę a w środku wyobraża sobie jak na niej stepuje~~ łaaa~~ xDDD
      Mnie za to Aaron zawsze denerwował. xDD He he~~~
      Kucharz wywalający Jake’a za drzwi, tego moja wyobraźnia już nie potrafi~~ xDDD

      Pozdrawiam~! <3

  3. Już robię chyba trzecie podejście do tego komentarza T.T Wszystko przez Danny’ego i Jake’a! Tak bardzo polubiłam Aarona, a Danny tak bardzo go krzywdzi ; – ; Mam nadzieję, że to się zmieni; trzymam kciuki za ich związek <3
    A co do Keitha to bardzo się cieszę, że wreszcie rozdział z nim :3 Mimo, że moje modły nie zostały wysłuchane i Linwood nie wrócił :c Nadal :c
    Oczywiście współczuję Ginie, ale mimo to mam nadzieję, że Keith nie zacznie z nią romansować i będzie wierny Ethanowi (o ile w tym przypadku można to tak nazwać) o.o
    No cóż, życzę weny i czekam na piątek ^.^

  4. wszyscy piszą takie długie combokomenty, aż wstyd coś tu w ogóle dodawać, ale jak czytam jakieś opowiadanie, które mi się podoba, to czuję się w obowiązku cokolwiek naskrobać. generalnie dopiero wczoraj miałam czas nadrobić poprzedni rozdział, więc będzie od razu opinia z dwóch;D
    podoba mi się relacja Danny’ego i Jake’a, ma w sobie taką dzikość, namiętność. kibicuje im z całej duszy i z całego serca. Aaron jest mdły i nudny, nie potrafi zawalczyć o swoje; byłabym bardzo rozczarowana, gdyby Danny był jednak z nim, bo tak wypada. no ileż razy już próbowali coś z tym zrobić i nie wyszło? wygląda na to, że tylko Danny się stara, a Aaronowi jest wszystko jedno.
    mam nadzieję, że Ethan się ogarnie i w końcu wróci, bo popełnia największy błąd swojego życia – ktoś (np. Gina) sprzątnie mu faceta sprzed nosa i co?
    ah, i nie martw się, nie jesteś fangerlem ;) widywałam gorsze – szczególnie w piątki na Harajuku… brrr, koszmar.

    1. Nie~~ Wiesz, nawet krótki komentarz jest miły, nie musi odpowiadać długością połowie rozdziału. C:
      Cieszę się, że nie oceniasz Danny’ego źle i w jakiś sposób rozumiesz jego związek z Aaronem. Aaron jest taki… własnie taki. Może kiedyś się zmieni. Ale nie wiadomo czy nie będzie już za późno…
      Ethan potrzebuje trochę czasu. I oby Keith był wytrwały w oczekiwaniu. C:

      Ha~! Więc jest jeszcze dla mnie nadzieja! xDD
      Całe szczęście.

      Trzymaj się ciepło!
      <333

  5. O. Moj. Boze.
    Nie! Danny nie moze tego zrobic. No przeciez on kocha Aarona i tykko jege. Kurde, a przeciez on ce sie zmienic noooooo ;(
    Mam takie mieszane uczucia. Jak moglas skonczyc w takim momencie?
    Niech Aaron przyjedzie do tego szpitala i ich nakryje. Ale by byl akcja :D
    Pozdrawiam

    Damiann

  6. Mój ukochany Keith Hayward! <3
    Nie cierpię rodziców studenta. Jak mogli tak potraktować Keitha? Oni w ogóle uczuć nie mają. Potwory. ~
    Jedyny plus tej brzydkiej sceny jest taki, że Gina to widziała i może coś do niej dotarło. Niepotrzebnie sobie robi nadzieje. Nie chciałabym też, żeby Keith z litości wplątywał się w związek z nią, to byłoby straszne. ~
    Jest szansa, że poczytamy o Ethanie "na wygnaniu" czy dopiero jak wróci do Denver? Oby szybko to się stało, bo Keith gotów błagać na kolanach to wredne babsko, zwane matką Ethana, aby mu coś powiedziała. ~

    1. C:
      Rodzice Ethana to chyba ogólnie wrogowie publiczni numer jeden~~ xD Ale nikt się nie dziwi, z ich podejściem…
      Cóż… Jak postąpi Keith… Nie ukrywajmy, Ethan go po prostu trochę olał. Też nie był w stosunku do niego fair, więc nie wiadomo jak długo będzie czekał…
      Niestety, chyba musimy czekać powrót Ethana by się dowiedzieć gdzie był i co w końcu postanowił ze sobą zrobić… C:

  7. Domyśliłam się trochę jak to jest z Giną, bo ta jej reakcja na wieść o chłopaku Keitha była przesadzona. W sensie, byłaby gdyby chodziło tylko o „zdradę” Jane. Wiedziałam, że musi być drugie dno. Kiedy nasz studencik wróci? I co z architektem?

    „Danny miał wrażenie, że coś się między nimi wypaliło.” – potrafisz dobić człowieka. Wątek Dannego i Aarona jest mi dziwnie bliski, więc ciekawie, a jednocześnie ciężko mi się to czyta. Może znajdziesz jakiś złoty środek na monotonnie, oby nie była to zdrada. Tak jak Jake jest boski, to… Nie umiem tolerować zdrad. Sama jestem w związku, w którym nie raz mam na to ochotę… W którym nie jestem do końca szczęśliwa i się nudzę, ale nie wyobrażam sobie zdradzić, nigdy. Chociaż u mnie raczej nie ma szans na spotkanie takiego seksi barmana.
    Dobrze, że pokazałaś to od strony Aarona. Aż zaczęłam si ę zastanawiać „Może mój facet też ma podobnie?”, tylko że on też szczególnie wylewny nie jest. To chyba najgorsze dla związku, gdy nawet nie wiesz, czy mu zależy. Spytasz, czy chce zerwa, to powie, że nie, ale nic więcej. Nie czujesz tego. I masz wrażenie, że tylko ty się starasz. Tak ma chyba Danny.
    Ale może warto dać Aaronowi szansę, może uda mu się zmienić. Chociaż, co z tego, że chce, że tak mówi, skoro nic nie robi.

    Spontaniczności chyba nie da się wyuczyć, a brakuje tego zarówno Aaronowi jak i mojemu facetowi. A czy to tak źle, że tego pragniemy z Dannym? Heh, czasem człowiek ma ochotę poczuć dominację, a nie tylko słyszeć „Dobrze? W porządku? Wygodnie ci? A może inna pozycja?”.
    Tragedia.
    Pozdrawiam :)

    1. Ha ha~! Nie miałam zamiaru cię dobijać! Pod żadnym pozorem~~ C:
      Huuu… nie zdradzę czy do zdrady nie dojdzie czy dojdzie,ale nie wiem czy przypadkiem i teraz nie masz racji… Może Aaron już jest stracony…?
      A może nagle zacznie się starać, kto wie…?
      no dobra, ja wiem… xD

      No ja rozumiem, że różnie ludki mają, i może Aaron jest w jakiś sposób poszkodowany, i chce ale nie umie być inny. A Danny.. może on nie ma już do tego cierpliwości…? W końcu tak, jak napisałaś, każdy chce czuć ze strony swojego partnera jakieś zaangażowanie. W końcu czasami słowa, to tylko słowa… I nawet jak ktoś to często powtarza, to jakoś nie czuje się tej miłości…
      “Dobrze? W porządku? Wygodnie ci? A może inna pozycja?”. – dokładnie~~ Dx

      Całusy~~<3
      Och! I życzę takiego Jake!
      A może Rudy jednak coś z siebie wykrzesze?
      Różnie w życiu bywa~~
      Trzymam kciuki~! <3

  8. O matuś. Namąciłaś mi w głowie tym Jake’m. No bo mimo najlepszych chęci nie potrafię wyobrazić sobie dalszej pszyszłości Danny’ego i Aarona. Między lekarzem a Jake’m jest taka chemia, że po prostu nie mogą nie być razem. Aż mi się gorąco zrobiło. Ale mimo wszystko, wolałabym, aby Danny najpierw zerwał z Aaronem, a potem szedł „do łóżka” (wiesz, czemu w cudzusłowiu XD) z Jake’m. Chociażby przez telefon (wiem, że to szczyt chamstwa itd, ale lepsze to niż zdrada). Chyba się nie pomyliłam co do Aarona. Facet jest za mało pewny siebie, a właściwie w ogóle jej nie posiada. Mimo całej sympatii do Aarona, bo nie mogę powiedzieć, że go nie lubię, po prostu nie widzę sensu tego związku. Nie wiem, czy kucharz aż tak kocha Danny’ego, czy po prostu boi się, że zostanie sam, ale zdecydowanie powinien wziąć się za siebie. Nie życzę mu źle, ale to co miał z Dannym może faktycznie się wypaliło? Może będzie szczęśliwszy z kimś innym?

    Keith widzę, że zauważył, że nie jest dla Giny obojętny. Ale nadal kocha Ethana, więc póki chłopak nie powie ostatniego słowa, to czuję, że rzeźbiarz, to Gina nie będzie miała u niego szans. Co ten chłopak z nim robi? Nie dość, że wpędza go z powrotem w nałóg, to jeszcze wprowadził go w taką desperację, że korzył się przed tą zimną suką, matką Ethana. Ethan, wracaj, bo ja i Keith już dłużej tego nie zniesiemy! XD Dobra, odwala mi. Ale serio zaczynam się martwić, czy nie poszedł na tą terapię… Ale chyba tego nie zrobił, co? Miał tylko przemyśleć kilka rzeczy. No, ale ile można myśleć?

    „Kiedy tylko o nim myślał, był tak zły na niego, że gdyby chłopak był obok, chyb oberwałby po tyłku i to nie raz.”- „chyba”
    „Mężczyzna, który właśnie miał zaproponować powrót do domu, napiął się cały spojrzał na nią wyczekująco.”- powinno być chyba „i spojrzał”
    „Dobrze, chodź płaszcz.”- „po płaszcz”
    „Każde spotkanie kończyło się kolejnymi niedomowieniami i spięciami.”- „niedomówieniami”
    „Gdy dotknął tego skóry, poczuł aż iskierki i po tym, jak lekarz się wzdrygnął, był pewien, że on też je poczuł.”- a nie „jego”?

  9. Tak zauważyłam, że najpierw pisałaś, że Gina założyła ciemnoszmaragdową sukienkę, a potem, że czerwoną ^-^;
    Już myślałam, że nie będzie nic o Dannym, a tu niespodziewajka! Ciekawe, czy ulegnie… Z jednej strony chciałabym, żeby uległ (no bo seksy, łuhuuu~), a z drugiej najpierw mógłby zakończyć związek z Aaronem. Bo nie sądzę, żeby kucharz się zmienił, nawet mimo chęci.

    1. Już poprawiłam. xD Dziękuję, że zwróciłaś uwagę.
      Myślę, że jeżeli Danny ulegnie to… wyrzuty sumienia zeżrą do do cna. xD
      Mmm… ale może Aaron jednak wkroczy do akcji~~

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s