Jego Królewska Mość 01

Głośny stukot obcasów niósł się po pałacu i przejmował trwogą krzątającą się po nim służbę. Wszyscy oczyma wyobraźni widzieli już młodego władcę, który dumnie wyprostowany, zmierzał w kierunku sali jadalnianej, na środku której ustawiony był długi stół zastawiony jadłem.
Jedna z pokojówek w ostatnim momencie pochyliła się w kierunku stołu, by sprawdzić czystość porcelanowej zastawy, po czym wyprostowała się obok pozostałej służby oczekującej na władcę.
Nim król postawił pierwszy krok, na marmurowej posadzce sali, wszyscy wstrzymali oddechy, wpatrując się w ociekającą złotem, białą ścianę naprzeciw nich, oddaloną o kilkanaście metrów. Przez wielkie okna za nimi, wpadało rażące światło, odbijając się w pozłacanych sztućcach i kielichach, i dopiero, gdy lokaj stojący najbliżej królewskiego krzesła zobaczył na przeciwległej ścianie jasne plamki jasnego światła, odbijanego przez zastawę, zacisnął mocniej szczękę. Już miał wołać służących, by zawiesili w oknach zasłony, gdy wysokie na kilka metrów, bogato rzeźbione drzwi zostały uchylone przez odźwiernych.
– Zasłonić okna! – rozbrzmiał po pomieszczeniu pierwszy rozkaz i w sekundę, przy zewnętrznych oknach znaleźli się służący, ciągnący za grube liny i powoli zaciągający zasłony.
W niedługim czasie sala pogrążyła się w ciepłym półmroku i zapalono w niej lampy.
Władca lekkim krokiem zbliżył się do stołu i zatrzymał przy swoim krześle.
– Mahonie… – zamruczał, przesuwając delikatną dłonią po rzeźbionych brzegach oparcia – Mahonie… Dlaczego to ja muszę dbać o takie bzdury, gdy to na moich barkach spoczywa całe królestwo? – zapytał, delikatnie stąpając w atłasowych pantofelkach w kierunku służącego.
Mahon przełknął ciężko ślinę, czując jak pod czarnym frakiem, pod jasną koszulą, po jego placach przebiega dreszcz. Często śmiał się z siebie w duchu, że pomimo tego, że był  trzy razy starszy od króla, drżał przed nim jak osika. Nie tak to powinno wyglądać.
Gdy chłopak podszedł do niego, stanął za nim i położył ręce na galonach, którymi wykończony był jego uniform. Mahon od razu poczuł zapach perfum, których używał władca i przełknął ciężej ślinę, gdy chłopak naparł mu na plecy.
– Co się z tobą dzieje ostatnimi czasy, Mahonie…? – zapytał niskim głosem, opierając się mocno o jego barki, gdy stawał na placach, by dosięgnąć jego ucha.
Służący stał niewzruszenie, wpatrując się w przestrzeń przed sobą. Czuł niemal jak stojące niedaleko niego dziewczęta, obsługujące króla podczas posiłku, drżą i sam zaczynał reagować podobnie na bliskość władcy.
Jeżeli od niego by to zależało, chłopak nigdy nie objąłby tronu. Być może było w nim coś, co pozwalało mu pomimo młodego wieku rozsądnie rządzić poddanymi, jednak ilość skandali, w których uczestniczył była wprost proporcjonalna, o ile nie większa, niż liczba jego sukcesów.
– O czym myślisz, gdy przemawia do ciebie król? – usłyszał i aż przeraził się, że chłopak mógł cokolwiek wiedzieć na temat jego myśli, którymi przecież z nikim się nie dzielił.
– O niczym, Wasza Królewska Mość. – wydusił przez zaciśnięte gardło i postąpił kilka kroków by odsunąć młodzieńcowi ciężkie krzesło.
Chłopak odrzucił na bok ciemnobordową pelerynę, obszytą złotymi haftami i uśmiechnął się przebiegle. Przeszedł do siedzenia i usiadł przy stole.
Mahon zaczął nakładać mu posiłek, a sam władca spojrzał zielonym, przenikliwym spojrzeniem na zlęknione służące.
– Jego Królewska Mość nie powinien zakładać tej peleryny w zwykły dzień. – odważył się zauważyć straszy mężczyzna, gdy stawiał przed nim talerz.
– Nie podobam ci się w niej…? – zapytał chłopak, wracając do niego spojrzeniem i przybierając na twarzy smutną minkę.
Mahon przełknął ciężej ślinę. Dobrze wiedział, że to tylko gra siedemnastolatka, jednak serce zwyczajnie mu miękło, gdy widział go takiego. Od zawsze się nim zajmował, więc teraz z trudem hamował się przed odruchem pogłaskania go po głowie. Zresztą, gdy na niego ponownie spojrzał po raz kolejny uświadomił sobie, że Sheridan nie jest już niewinnym dzieckiem. Zwłaszcza nie niewinnym.
– Jak zwykle wyglądasz pięknie, panie… – odparł, pragnąc odsunąć się już od niego.
Nim jednak zdążył to zrobić młodzieniec złapał go za rękę swoją chłodną dłonią i pomasował ją lekko. Mahon spłonął na policzkach i odetchnął ciężej.
– Pięknie, mówisz… – szepnął, przesuwając językiem po zębach – Jednak każesz mi ją zdjąć… Czy to znaczy, że chcesz mnie w jakiś sposób… wykorzystać, Mahonie? – zapytał, przenosząc prowokujące spojrzenie na czerwone na twarzach pokojówki, które uparcie wpatrywały się przed siebie.
Służący jęknął głucho, czując jak jego serce przyspiesza.
– N-nie, panie… – zaczął, jąkając się.
Król opadł do tyłu na beżowe obicie oparcia i podparł głowę na ręce ułożonej na podłokietniku.
Jego mina wyrażała maksymalne oburzenie.
– Chcesz, przez to powiedzieć, że nie jestem godzien twej uwagi? – zapytał unosząc rudą, wąską brew do góry.
– Nie, panie…. – jęknął Mahon.
Czy nie powinien już się przyzwyczaić do takiego Sheridana? W końcu już od dawna taki właśnie był. Już od dawna grał na nosach wszystkich służących, robił z nimi co chciał i zmuszał do swojego widzimisię.
Król odgarnął z twarzy rude włosy, które proste i lśniące sięgały połowy jego szyi. Każdy kto go kiedykolwiek widział, musiał przyznać, że młodzieniec był niezwykłej urody. Cera, niemal porcelanowa bez zbędnych, modnych pudrów wyglądała rześko, a przenikliwe spojrzenie zielonych oczu, studiowało wszystko z wymalowaną w nich inteligencją i tym zadziornym, złośliwym błyskiem.
– Jesteś beznadziejny, Mahonie… – skwitował chłopak, a mężczyzna tylko skinął głową w geście pokory i odsunął się na kilka kroków.
Jak się spodziewał, król tak, jak ostatnio miał w zwyczaju, sięgnął rękoma do talerza i zaczął jeść przyrządzoną przez kucharza pieczeń. Z dziwnym uśmiechem na ustach odrywał palcami mięso z kości i wpychał je sobie do ust. Mahon nie odważył się już zauważyć, że nie przystoi królowi nie korzystać ze sztućców i jeść jak jakiś chłop, więc spokojnie obserwował go, ciesząc się, że jak do tej pory nie stało się nic złego.
Władca jednak jak zwykle nie jadł zbyt dużo, więc już po kilku minutach upił nieco wina z kielicha i powoli sięgnął po ostatni kęs z talerza.
– Ooooch… – jęknął ekstatycznie, odchylając się na oparcie i ocierając ręce w serwetę.
Na dźwięk jego przeciągłego jęku, wszyscy zadrżeli, czując wstępujące na policzki rumieńce.
– Mmmm… – jęknął Sheridan i spojrzał po stojącej przy stole służbie – Pyszne… Muszę chyba pochwalić kucharza… – zaśmiał się przebiegle i przygryzł wargę.
Po chwili, jakby tknięty impulsem uniósł się i z dzikim uśmiechem zsunął ze stołu zastawę wraz ze znajdującym się na nim jedzeniem. Wszyscy na sali aż podskoczyli, gdy porcelanowe talarze z głośnym hukiem rozbiły się o posadzkę, a srebrne patery i miseczki zabrzęczały, odbijając się od niej i tocząc w różne strony.
Król spojrzał na swoje dzieło i już po chwili wyprostował się dumnie.
– Ty! – zawołał zerkając na niższą z pokojówek, która od razu przebiegła na drugą stronę stołu i pochyliła się nad bałaganem.
Drżącymi dłońmi zaczęła składać miski, brudząc fartuszek jedzeniem i modląc się w duchu, by król nie kontynuował swojej zabawy.
Sheridan jednak spojrzał na nią rozbawiony i już po chwili wyszedł zza stołu i popchnął ją nogą bardziej do dołu.
Dziewczyna upadła niżej, w ostatniej chwili podpierając się rękoma. Za sobą usłyszała głośne westchnienie króla i poczuła jak ten unosi jej suknię do góry.
– Nie, błagam… – jęknęła, przymykając aż oczy i czerwieniejąc na policzkach.
Król jednak roześmiał się głośniej i pochylił się nad nią bardziej ciałem.
– Och, Elizo… nie powiesz mi, że nie przywykłaś… – zamruczał do jej ucha, liżąc ją po nim przeciągle.
Zdecydowanie ta służka była jego ulubioną. Miała piękne duże piersi i gładkie uda, które uwielbiał podszczypywać.
Dziewczyna zacisnęła tylko zęby czując pierwsze łzy spływające po jej policzkach, gdy król przesunął dłońmi po wnętrzu jej drżących ud. Sheridan delikatnymi palcami przesuwał pieszczotliwie po jej ciele. Gładził jej pośladki i drażnił placami przerwę między nimi. Na ustach w tym czasie tkwił mu ten krzywy, wyuzdany uśmiech, który gorszył stojących wokół służących.
W końcu przycisnął się do niej biodrami i zakrył ją własnym ciałem.
– Och.. – jęknął, przymykając oczy i ocierając się o nią – Uch! – stęknął, odchylając głowę do tyłu.
Kilka kolejnych ruchów sprawiło, że Eliza poczuła już na swoich pośladkach twardość, którą dzielił od niej tylko cienki materiał, jedwabnych rajtuzów króla.
Po kilku minutach, czując jak biodra same wyrywają się do ciała służki, chłopak wstał i spojrzał na Mahona wyczekująco. Zacisnął aż pośladki i odetchnął drżąco, z trudem uspokajając swoje ciało.
– Och… gdzie ten kucharz? – zapytał wracając na krzesło – Ile każecie mi jeszcze czekać?! – zawołał, sięgając dłonią do krocza i masując widoczną pod obcisłymi rajtuzami erekcję.
W jednej chwili stanął przed nim mężczyzna, który ściągając nakrycie głowy zgniótł je w rękach, nie ważąc się spojrzeć na króla.
– P-panie… – ukłonił się przed nim nisko.
Sheridan uśmiechnął się do niego szeroko.
– Przygotowałeś mi przepyszny posiłek. – powiedział nisko chłopak, studiując jego zaczerwienioną, krągłą twarz – I chcę ci jakoś podziękować… – zaśmiał się, wskazując ręką na klęczącą niedaleko niego dziewczynę, z podwiniętą do góry suknią.
Kucharz spojrzał na niego zlękniony i przełknął ciężej ślinę.
– Jego Królewska Mość wybaczy, ja.. ja nie m-mogę… – szepnął mężczyzna, bardziej kraśniejąc na policzkach.
Sheridan spojrzał na niego z zainteresowaniem i wystudiowanym uśmiechem.
– Odmawiasz prezentu od swojego króla…? – zapytał, patrząc na niego z dołu.
– E-eliza jest moją s-siostrą… – wydusił z siebie mężczyzna, ściskając czepek w dłoniach.
Shreidan na jego słowa uśmiechnął się szerzej.
– Doskonale! – zawołał, aż dostając na policzkach rumieńców –  Skoro nie chcesz przyjąć prezentu, potraktuj to jako rozkaz! – zaśmiał się chłopak – Zresztą, spójrz tylko na to ciało… – szepnął, wstając i pochodząc do niego, przesunął ręką po jego ramieniu – Spójrz na tę różę… – szepnął mu do ucha, na co mężczyzna zerknął między uda Elizy – Musisz przyznać, że twoja siostra jest urodziwą kobietą… – wyszeptał do jego ucha.
Kucharz poczuł pot spływający po jego skroni.
Tak bardzo nienawidził Króla. Tak bardzo! Ile razy upokarzał Elizę? Ile razy poniżał służbę i drwił sobie ze wszystkich zasad jakim powinno podlegać jego sumienie?! Za każdym razem przekonywał się dobitnie, że Sheridan nie miał sumienia.
– No dalej… weź ją! – rozkazał mu twardym szeptem i stojąc za nim, przesunął dłonią po jego udzie.
Chłopakowi aż zrobiło się słabo, gdy wyobraził sobie jak… on… Elizę…
– Nie! – wydusił z siebie, przełykając ciężko ślinę i zaciskając pięści.
– Nie? – powtórzył za nim jak echo Sheridan  – Sprzeciwiasz się swojemu władcy? – powiedział złowrogo siedemnastolatek i zacisnął dłoń między udami kucharza.
Mężczyzna odwrócił się do króla i uniósł na niego spojrzenie – twarde i pogardliwe. Przecież się go nie bał do cholery! Przecież był głupim dzieckiem, młodszym od niego o całe dziesięć lat! Szczupłym wymoczkiem, o delikatnych, jak dwórka dłoniach. Co mógł mu zrobić? Nic!
– Jesteś okrutnym rozpustnikiem, Sheridan! – rzucił, czując dudniącą mu w żyłach krew. – Powinieneś sczeznąć w piekle…! – dodał, mając wrażenie że to ktoś inny przez niego przemawia. Bo jak on mógł? Tak do króla…?
Nie spodziewał się zaskoczenia na jego twarzy, jednak szeroki uśmiech jaki na niej wykwitł, przeraził go.
Gdy rzucił się z dłońmi do jego szyi i zacisnął je silnie wokół niej, król zaczął śmiać się mu w twarz. Złota korona, którą miał na głowie potoczyła się z brzękiem po posadzce, gdy upadli na nią i zaczęli się szamotać.
Sheridan złapał kucharza za nadgarstki i widząc zmierzających ku nim strażników, zaczął krzyczeć.
– Nie! Nie! – wycharczał, dziwnie zadowolonym głosem – Czekajcie!
Kucharz zacisnął mocniej pięści wokół jego delikatnej szyi. Uśmiech na jego twarzy rozwścieczał go bardziej, wilgotne błyszczące oczy doprowadzały do obłędu. Zniszczy go, rozwali jego głowę o posadzkę i zakończy to okropne nieporozumienie. Ten chłopak NIGDY nie powinien objąć tronu. Tacy ludzie nie powinni chodzić po tym świecie!
Sheridan podniecony wił się pod kucharzem. Dłonie zaciskające się wokół jego szyi odbierały mu dech w piersiach. Brak powietrza uciskał jego płuca, wszystko wokół niego zaczęło wirować. Tak pięknie, tak żywo, kolorowo. Jakby był już po kilkunastu kielichach wina, jakby odpływał. Nad sobą widział twarz mężczyzny. Był wściekły. Jeszcze chwila jego paznokcie wbiją mu się w szyję, jeszcze chwila, a rozedrą jego skórę.
– S-ss…. Stra… szzz… – wycharczał, czując jak jego wzrok odpływa gdzieś w głąb jego ciała i już po chwili uzbrojeni mężczyźni odciągnęli od niego kucharza.
– Ha ha ha… – Sheridan odetchnął głośno, rozmasowując szyję. Po chwili uniósł się na łokciach zanosząc się szatańskim chichotem.
Na policzkach czuł już wypieki. Z braku powietrza? Z podniecenia? Gdy po kilku minutach uniósł się do siadu, rozejrzał się po sali. Służba wpatrywała się w niemym szoku w jego postać. Ich twarze były zaszokowane, jakby to co robił było po raz pierwszy.
W końcu zwrócił spojrzenie na kucharza wiszącego miedzy dwoma strażnikami. Mężczyzna wpatrywał się w niego z przerażeniem.
– Spłoniesz w piekle… – wycharczał, na co Sheridan przesunął językiem po ustach.
– Och Elizo…! – zaśmiał się król, zwracając wzrok do siedzącej w resztkach jedzenia służącej – Ten twój brat… taki szlachetny… – zamruczał, ruszając ku kucharzowi na czworakach – Przytrzymajcie go na ziemi! – rzucił, a gdy strażnicy to zrobili, wpełzł na jego ciało i usiadł mu na biodrach.
Kucharz zaczął nimi podrzucać jak szalony, jednak silne ramiona przytrzymywały jego ręce przy posadzce.
– Ty szczurze….! – wrzasnął, a Sheridan wybuchł kolejną salwą śmiechu i zafalował biodrami, odpowiadając na jego ruchy.
– Taaaak? – zachichotał – Do swojego władcy tak się zwracasz? – zaśmiał się patrząc na niego z góry.
Zaraz też sięgnął go jego fartucha i zerwał go z jego ciała.
– Panie… – zawołał Mahon, ruszając w jego kierunku lecz twarde spojrzenie, jakie ku niemu skierował chłopak, zatrzymało go w miejscu.
Dopiero po chwili król odwrócił się do kucharza i rozdarł jego koszulę.
Dociskając się biodrami, do jego krocza, przesuwał dłońmi po jego umięśnionej kletce piersiowej.
– Szkoda, że po wszystkim zawiśniesz… – zaśmiał się, oddychając ciężej i wybijając na jego biodrach szybki rytm. – Och! – jęknął, czując oblewające jego plecy gorąco – Szkoooda… – zamruczał, pojękując nieskrępowanie.
Twarz leżącego pod nim mężczyzny wyrażała wielkie obrzydzenie, które wprawiało go w zachwyt. Podniecało go jeszcze bardziej i chyba cudem nie sięgnął ręką do własnego krocza i nie wyciągnął na wierzch pulsującej męskości.
– Jesteś… jesteś przeklęty… – wycharczał kucharz szamocząc się jeszcze bardziej.
Czuł na swoich biodrach twardość chłopaka i miał ważnienie, że jeszcze chwila, a sam spłonie. To było tak ohydne. Tak upokarzające.
Jednak na twarzy króla malował się wyraz rozkoszy. Policzki pokryte rumieńcem i zamglone spojrzenie przyciągały jego spojrzenie.
– Jestem…! – jęknął przeciągle Sheridan, ocierając się o niego mocno a paznokcie wbijając w jego tors.
Jego szybkie oddechy i jęki rozbrzmiewały echem w pomieszczeniu, a służba, zawstydzona do granic, wbijała wzrok w ściany przed sobą, udając jak zwykle, że nic nie widzi.
Sheridan jęczał coraz głośniej i już po chwili zacisnął mocno zęby i odrzucił głowę do tyłu, wciskając się w bardziej w biodra kucharza, i kończąc z głośnym jękiem.
Kucharz pod nim zastygł w bezruchu i przełknął ciężko ślinę. Nienawidził go… tak bardzo nienawidził!
Po kilku chwilach król pochylił się nad nim, podpierając się na dłoniach po bokach jego głowy. Uśmiechnął się lubieżnie i spojrzał głęboko w przestraszone, zapłakane oczy. Nie mógł nasycić się ich wyrazem. Uspokajając oddech tonął w ich głębi z wyrazem rozpusty i fascynacji wypisanym na twarzy.
– Zawiśniesz o zmierzchu. – szepnął, przesuwając chłodną dłonią po jego policzku. – Dostarczyłeś mi wielu rozrywek… za to chyba trafisz do nieba… – zamruczał, uśmiechając się delikatnie.
Kiedy z niego zszedł, wyprostował się dumnie i spojrzał na niego przenikliwe.
– Zabierzcie go. – rzucił do strażników.
Kucharz przesunął wzrokiem po jego sylwetce i zaczął oddychać ciężko.
– Obyś zdechł… – wydusił z siebie, odrywając wzrok od dużej plamy na przodzie jego jasnych rajtuzów.
Sheridan tylko się zaśmiał i odprawił go ręką.
Kiedy odwrócił się do stołu uśmiechnął się na widok Mahona, trzymającego w dłoniach jego koronę. Kiedy do niego podszedł, służący założył mu ją na głowę, a sam król wyprostował się dumnie.
– No i jak ci się dzisiaj podobało, Mahonie? – zapytał siadając ponownie na krześle przy stole.
Mężczyzna odetchnął ciężko i przymknął oczy.
– Jak zwykle, panie… – wydusił, porażony po raz kolejny jego zachowaniem.
Sheridan zachichotał i potarł się po kroczu.
Dopiero po chwili, skierował rozognione spojrzenie na Elizę, która z płaczem doczołgała się do jego stóp.
– Panie… – załkała, łapiąc go za łydki.
Rozbawiony król, zerknął na nią i poklepał ją po głowie.
– Co tam, Elizo? – zapytał, uśmiechając się szeroko – Dzielnego masz brata. A właściwie miałaś…
Dziewczyna, pociągając nosem, zaczęła zdzierać z siebie ubranie.
– Panie… panie! Błagam…. Zrób ze mną co zechcesz… – załkała – Co zechcesz, tylko odpuść mojemu bratu, on… on nie wiedział co czyni…
Król spojrzał na nią przechylając głowę na bok. Po chwili sięgnął dłonią do jej policzka i zebrał kciukiem łzy. Czuł jak jej obfite piersi uwolnione z sukni, ocierają się ciężko o jego nogi.
– Wszystko… Panie, wszystko dla ciebie zrobię… – łkała, wychylając się do niego, a dłońmi ściskała jego łydki – Panie, jestem cała twoja…
– Jesteś.. – zachichotał, zbliżając do niej twarz – I zamknij się już… – dodał, odpychając ją  brutalnie nogą.
Dziewczyna upadła, uderzając głową o stół i jęknęła głucho.
– Zabierzcie ją! – warknął zniecierpliwiony władca.
Strażnicy przypadli do służącej i zaczęli ją odciągać w kierunku drzwi.
– Panie…! Panie! – łkała, dopóki nie zamknięto za nią drzwi.
Sheridan zadowolony z siebie opadł z westchnieniem na oparcie krzesła.
Po kilku minutach zerknął na Mahona i przygryzł wargę.
– Co dzisiaj jeszcze mnie czeka? – zapytał, spoglądając na niego spod długich rzęs.
Służący spojrzał na niego starając się zachować zimny wyraz twarzy. Tak naprawdę żałował, że Sheridan stał się czymś takim.
Od lat opiekował się nim, nawet gdy jeszcze żyli jego rodzice. Później, gdy zginęli w zamachu, a starszy z braci zrzekł się korony, bo miał zamiłowanie do wojaczki też zawsze był przy nim. I to na jego oczach Sheridan zaczął tak się zmieniać, a on wolał myśleć, że jego charakter i zamiłowania są skutkiem przedwczesnej śmierci rodziców. Bo przecież nikt sam z siebie taki nie był.
– Hrabia D’Arcy prosił o pilną audiencję kilka dni temu. Jego Królewska Mość obiecał wysłuchać go dzisiaj… – dodał znaczącym tonem – O zmierzchu egzekucja.
Sheridan wyprostował się i odetchnął.
– Doskonale. Zadedykuję ją hrabiemu. – zaśmiał się i wstał.
Gdy stanął przed Mahonem, wyciągnął ku niemu dłoń. Służący pocałował ją z namaszczeniem, pochylając nisko głowę.
– Wiadomo co z moim bratem? – zapytał chłodnym tonem król.
Służący pokiwał szybko głową.
– Tak, przyjeżdża jutro…
Sheridan otworzył szerzej oczy i zacisnął zęby.
– I mówisz mi to dopiero teraz?! – wykrzyknął , uderzając go w twarz.
Mahon zniósł dzielnie to uderzenie i nie podniósł nawet wzroku.
– Wybacz panie… – szepnął, w głębi duszy czując spokój na myśl o jutrzejszym powrocie starszego z braci.
Król oddychając ciężko, niemal czul kręcące mu się pod powiekami łzy.
– Pomóż mi się przygotować do spotkania z hrabią! – warknął na niego i odwrócił się zamaszyście.
Sprężystym krokiem ruszył ku wyjściu z sali jadalnianej.
Mahon spojrzał po pozostałej służbie, która wydawała się dziwnie rozluźniona.
– Posprzątajcie to w  końcu, do licha! – rzucił do nich, nim popędził za królem.
Kiedy szli korytarzem w kierunku jego komnat, niemal czuł bijąca od niego złość.
– Jak mogłeś mi nie powiedzieć wcześniej! – wybuchnął nagle chłopak, zatrzymując się i odwracając w jego stronę – Doskonale wiesz…!
Służący pochylił tylko głowę.
– Wybacz, panie… – powtórzył cierpliwe, umiejętnie maskując cisnący mu się na usta uśmiech.
– Wiesz, z czym się wiąże jego wizyta! – krzyknął chłopak.
Nagle westchnął ciężko i już po chwili starszy mężczyzna usłyszał jak pociąga nosem. Kiedy uniósł  wzrok, jego spojrzenie padło na załzawione oczy króla. Coś ścisnęło jego serce, gdy ujrzał go takim.
Kiedy chłopak rozpłakał się i pochylił w jego kierunku, oczywiście objął go, przyciskając do swojej piersi. Nie wiedział czy to kolejna gra, czy może tym razem faktycznie król cierpi. A on niezależnie od tego, powinien być jego podporą.
– Boję się go… – jęknął Sheridan, zaciskając pieści na jego fraku – Boję się go! – dodał.
Mahon pogładził go uspokajająco po plecach. Coraz częściej zaczynał zastanawiać się czy Sheridanem aby na pewno wszystko jest w porządku. Jego wahania nastrojów, jego preferencje były tak bardzo inne, tak bardzo okrutne.
Dlaczego to on musiał zostać królem? Czemu starszy z braci, który był przecież mądrzejszy, bardziej opanowany i obyty, musiał zrzec się tronu? O ile życie na zamku byłoby łatwiejsze gdyby do pierworodny syn został władcą. Wyglądałoby cały czas tak, jak podczas jego krótkich wizyt. Przy bracie Sheridan był dużo spokojniejszy, nie miał tych napadów agresji lub płaczu. Nie był rozpustnym grzesznikiem, a pokornym chłopcem, czyli tym, kim zawsze powinien być.
Sam Angus, starszy brat, był tak bardzo opanowany. Tak dobry. Jednym spojrzeniem potrafił zgasić króla, jednym gestem przywoływał go do porządku. Był uprzejmy wobec służby, cierpliwy. Nie uważał ich za przedmioty, tylko za ludzi. Często samego Mahona, jako dawnego doradcę ojca, pytał o zdanie dotyczące posunięć taktycznych  ich wojsk. Czasami zapraszał go do gry w szachy i rozmawiał z nim jak z równym. Był dobrym człowiekiem, o złotym sercu i zapewne byłby jeszcze lepszym królem.
Nie to, co Sheridan.
– Dlaczego się Wasza Wysokość boi własnego brata? – odważył się zapytać Sheridana.
Chłopak pociągnął nosem.
– An… Angus jest.. – zająknął się król, bardziej wciskając w jego pierś – Jest… okrutny… – wydusił z siebie.
Mahon prychnął cicho pod nosem.
Wiedział, że to kolejna gierka Sheridana. Że Chłopak znowu z niego kpi, że knuje kolejną intrygę. Nie powiedział już nic, mając nadzieję, że jeszcze chwila i Sheridan się uspokoi.
Chłopak wtulił się mocniej w ramiona służącego. Otulony jego ciepłem, wciągnął w nozdrza jego zapach. Tylko jego jeszcze nigdy nie miał, przeszło mu przez myśl i zaraz schował twarz bardziej w jego uniform. Pociągnął jeszcze nosem i wprawił w drżenie ramiona, by ukryć widmo uśmiechu, który zagościło na jego twarzy.

Sheridan musnął dłonią, rękę Hrabiego, leżącą na podłokietniku fotela.
– Piękną mamy pogodę… – zauważył Hrabia, oblizując usta i zerkając krótko na twarz króla.
– To prawda Hubercie. – zamruczał nisko władca, patrząc na niego przeciągle – Idealną na egzekucję… – dodał odwracając twarz w kierunku ustawionej na podeście szubienicy.
Wiedział, że musi zachować zimną twarz i chłodnym wzrokiem obserwował kata, który ustawiał kucharza na podeście.
Zebrani na placu ludzie w milczeniu obserwowali scenę.
W tak pogodny dzień zdecydowanie nikt nie chciał oglądać wiszącego na stryczku trupa i sam władca się temu nie dziwił. Znaczy nie dziwiłby się, gdyby był na ich miejscu. Ale nie był, a mężczyzna zasłużył na karę. Zasłużył, prawda?
Sheridan omiótł wzrokiem drewniany podest  i szubienicę. W stronę zebranego na placu tłumu nie zerknął nawet i po chwili zwrócił spojrzenie ku siedzącemu obok Hrabiemu.
– Pięknie wyglądasz w tym słońcu, Hubercie… – szepnął, pochylając się ku niemu.
Mężczyzna odwrócił ku niemu twarz i spojrzał w jego oczy z pożądaniem.
– Ty piękniej, panie… – skinął lekko głową i omiótł go spojrzeniem.
Po chwili jednak potarł dłonią, gładki policzek i odgarnął za ucho pukiel, który wysunął mu się z białej peruki. Sam nie znosił egzekucji. Uważał, że jest na nie zbyt wrażliwy. Jednak jak mógł, wyznać królowi, że nie podziela jego fascynacji? Doskonale wiedział, że Sheridan uwielbia brutalność. W końcu nawet, gdy spędzali ze sobą czas w jego komnatach, młody władca lubił bluzgać lub wiązać go czymś. A on, Hubert, nie mógł się temu sprzeciwić. I tak uważał, że spotkał go niemały zaszczyt w końcu był kochankiem króla. Jednym z jego kochanków. A władca dbał o swoje mienie, tego nie można mu było odmówić.
Zerknął kątem oka na siedzącego obok chłopaka. Był od niego młodszy o kilkanaście lat i naprawdę piękny.
Kiedy na podeście zawrzało, gdy wystąpił jeden ze strażników, by odczytać przewinienia kucharza, Sheridanowi aż oczy zabłysły. W tych momentach Hubert się go bał.
– … zdrada stanu… zamach na Jego Królewską… Sheridana… sutenerstwo… sodomia… – do jego uszu docierały tylko urywki zdań, jednak za co był skazany mężczyzna, Huber nawet nie wiedział.
Wiedział tylko, że co najmniej połowa z tych zarzutów jest kłamstwem, skoro wieszano go tego samego dnia.
Sam powiódł wzrokiem ku szubienicy i już po chwili dostrzegł, jak schodzi z niej strażnik, a kat zerka pytająco na króla.
Chłopak, zachowując zimną twarz przyjrzał się kucharzowi, który patrzył w przestrzeń przed siebie. Hubert był pewien, że władca czeka aż ten coś powie, aż zacznie się rzucać, błagać o łaskę. Przecież znał go tak dobrze, od kilku lat już ze sobą sypiali.
Kucharz jednak nijak nie zareagował, nawet nie zerknął w ich stronę. Po chwili Sheridan z zastygłą twarzą skinął dłonią katu. Mężczyzna w czarnym kapturze pociągnął za wajchę i w tej samej sekundzie spod stóp skazańca usunęła się zapadnia, a jego ciało zaczęło dygotać na naprężonym powrozie.
Hubert, czując mdłości, odwrócił wzrok na młodzieńca przy swoim boku. To jednak okazało się być jeszcze gorszą alternatywą, bo twarz chłopaka, mimo że na pozór zimna i nieporuszona, w jego oczach aż ociekała emocjami. Widział jego zafascynowanie, gdy wpatrywał się w drgające ciało, w kąciku jego ust czaił się taki krzywy uśmieszek. Szatański uśmieszek, którego nie dostrzegłby żaden z jego poddanych. Sheridan powoli oblizał usta, a on niemal czuł bijące od niego podekscytowanie. Było mu słabo i czuł już jak coś podchodzi mu do gardła.
Uniósł się z krzesła i pochylił w jego kierunku.
– Wybacz…Panie…  – skłonił się nisko i zszedł z podestu, na którym były ustawione ich miejsca.
Kiedy był na dole, szybkim krokiem ruszył za stojących wokół niego strażników i schylił się w pół, wymiotując.
Sheridan odprowadził wzrokiem mężczyznę i wyprostował się dumnie, wbijając spojrzenie w kołyszące się na sznurze zwłoki.
Za szubienicą widział odległą bramę wjazdową do miasta.
Jutrzejszy dzień niósł ze sobą milion wrażeń, tego był pewien. Tak samo jak tego, że gdy tylko Angus przestąpi drzwi zamku, Mahon opowie mu wszystko, co działo się podczas jego trzymiesięcznej nieobecności.
Po chwili podparł podbródek dłonią i zasłonił palcami cień uśmiechu, który musiał pojawić się na jego twarzy.
– Czekam, Angusie… – mruknął do siebie, zaciskając zęby i patrząc wrogo w kierunku bramy.

Reklamy

9 thoughts on “Jego Królewska Mość 01

  1. Przeklety Sheridan!
    Jak moglas byc tak brutalna zeby napisac cos takiego?:<
    Mam nadzieje, ze Angus cos z nim zrobi. Az dziw, ze ma tylko 17 lat..

    Damiann

    1. Hihi lubie taką brutalność, przyjemnie się później patrzy jak taki demon staje się potulny i grzeczny XD Mam nadzieje, że jego brat nie będzie zbyt wyrozumiały, i nauczy Sherida dobrych manier 3:) Och jutrzejszy dzień….Nie mogę się doczekać c;

      1. Ha ha ha… Witam witam! No nie wiem nie wiem. Sheri chyba… Uch.
        Mam nadzieję, że opowiadanie Cię nie zawiodło, jeżeli przeczytałaś. C:
        Czy Sheri się nauczył?

  2. Noom, nie spodziewałam się TAKIEGO czegoś ^^ Król, jest dosyć specyficzną osobą i bardzo dobrze, lubię dziwne skrajności, a już najbardziej uwielbiam patrzeć jak się później łamią, zaczynają rozumieć i tak dalej(co swoją drogą, ciekawa jestem czy nastąpi ^^) Wyczuwam jakąś traumę albo zwyczajną chęć pokazania ludziom, że się nie nadaje do obejmowania władzy. Czyżby Królciunio chciał kogoś podirytować, czy zwrócić na siebie uwagę? ^^ Gdy to czytałam spadło na mnie miliony uczuć, od zdziwienia do… sama nie wiem czego. W pewnym momencie miałam na twarzy chyba odrobinę psychopatyczny uśmiech, i nie powiem, ludzie w autobusie odrobinę dziwnie się na mnie patrzyli.
    Już jestem zaintrygowana dalszym rozwojem akcji. Choć nie jestem zbytnią fanką średniowiecznych czasów, to tutaj, o tyle ile mogę stwierdzić z takiego fragmentu, odpowiada mi to. Król może robić co chce i pokazać na co go stać. Ukazać całą swoją spaczoną psychikę. Ciekawe, ciekawe…
    I zastanawia mnie jeszcze jedno: jak ty wpadłaś na pomysł z tym opowiadaniem. Jest to zaiste intrygujące ^.^

    PS
    Taki jeden dzień w roku jest spoczo. I jednorożce są spoko. Co do różu, to jednak preferuję umiar, ze względu na obsesyjne zamiłowanie moich policzków względem niego.. ^.-

  3. „Coraz częściej zaczynał zastanawiać się czy Sheridanem aby na pewno wszystko jest w porządku.”- „z Sheridanem”.
    „O ile życie na zamku byłoby łatwiejsze gdyby do pierworodny syn został władcą.”- „to” nie „do”.
    „Pociągnął jeszcze nosem i wprawił w drżenie ramiona, by ukryć widmo uśmiechu, który zagościło na jego twarzy.”- „które”.
    „(…) do jego uszu docierały tylko urywki zdań, jednak z co był skazany mężczyzna, Huber nawet nie wiedział.”- „Hubert”

    Co by tu… Ten Sheridan to niezły drań. Na dodatek strasznie okrutny. Strasznie szkoda mi tego kucharza. Temu królowi przydałoby się, żeby ktoś mu utarł nosa. Jak na razie nie wzbudził we mnie ani odrobiny sympatii. Nie wiem, czy jest tak rozpieszczony, czy rodzice go nie kochali, ole okropny z niego dzieciuch, który musi mieć wszystko co chce, a jak jego życzenie nie zostanie spełnione to na szubienicę. Jak Ethana pokochałam, tak on okropnie mi działa na nerwy, Zobaczymy co będzie dalej, bo jak na razie, to mam ochotę go udusić. Współczuję całej jego służbie i podziwiam tego kucharza, że tak to wszystko zniósł z godnością.
    Czekam z niecierpliwością na następną część, bo mimo że chłopak strasznie mnie denerwuje, to opko mnie zaintrygowało.
    Pozdrawiam i życzę weny :)

  4. Inga~! Primo, przepraszam, że się systematycznie komentarze z mojej strony nie pojawiały. Podłamka na studiach i sesyja nie wróżyły nic dobrego. Ale, ale zawsze co tydzień czytałam Twoje opowiadanie. Teraz w chwili oddechu pomiędzy projektami, a pracami pisemnymi postanowiłam się zmotywować i coś napisać.
    Ta miniaturka zaczęła się dość…brutalnie. Nie przepadam za osobami o takim charakterze, król mnie rozczarował, nie sądziłam, że będzie taki straszny (to chyba trafne określenie). Ale, ale czekam na ciąg dalszy z lekką obawą i przyjemnością czekam na ciąg dalszy.
    Weny słońce, i dużo, dużo miłości w te walentynki (nienawidzę tego’święta’, ale dla Ciebie pokuszę się o życzenia ^^). Weny~!

  5. Trochę mnie ten rozdział… zaskoczył! Nie spodziewałam się takiego frywolnego króla~ Ale czekam co będzie dalej, mam nadzieję, że przygotowałaś ciekawą fabułę i mnie nie zawiedziesz -.^

  6. Jestem na tak *.* Jak najbardziej w moich klimatach ^^ Trochę się obawiałam piątku bez rozdziału Till We Are, ale teraz widzę, że niepotrzebnie :3
    Sheridan… Trochę mam mieszane uczucia wobec niego. Na pewno jest intrygującą postacią, ale… No właśnie. Ale. Nie wiem czy mam ochotę go zabić czy przytulić xD Trochę mi przypomina Ethana, co jest dużym plusem c;
    Moją uwagę przykuł w dużej mierze Mahon. Stwarza pozory cichutkiego gościa, ale czuję, że jeszcze się rozkręci ;>

    Czekam na Walentynkowy bonus i pozdrawiam <3 :3

    1. cóż…to było zaskakujące…
      jestem ciekawa, co będzie dalej.
      zachowanie króla nie wydaje się zbyt…normalne i nawet głęboka trauma, czy coś, nie tłumaczy takiego…czegoś xD
      Mahon mnie zaintrygował ^^
      czekam na kolejną część ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s