Till We Are Vol. 3 Ch.04

Jake ze złością odrzucił telefon na bok zabrał się za nalewanie piwa. Nie miał pojęcia co takiego nagadał Danny’emu Trevor, ale oczyma wyobraźni widział już jak morduje barmana. To, że Dan nie odbierał od niego telefonu nie pomagało mu się wcale uspokoić i już w kościach czuł zbliżającą się bójkę.
Oczywiście z samego rana był w domu kochanka, ale Dan nawet jeżeli był w mieszkaniu, nie otworzył mu. W nocy też miał wyłączony telefon, co sprawiało, że Jake odchodził od zmysłów. Z tego co pamiętał, Danny miał tego dnia popołudniowy dyżur, więc powinien go skończyć przed dziesiątą. Latynos miał już plan, chociaż może nie najmądrzejszy, to liczył na to, że zadziała. Musiałby też w ten sposób odkryć kilka wad przed kochankiem, ale był przekonany, że nieważne jak, ważne by Dan poznał prawdę.
A prawda była jedna – nie zdradził go.
Po kilkunastu minutach obsługiwania klientów, poinformował drugiego barmana, że wychodzi na przerwę. Chłopak już kilka razy zwracał mu uwagę by, przestał wisieć na telefonie i był milszy dla gości. Jake ignorując te pouczenia i zgarniając ze sobą telefon, wyszedł na zaplecze.
Teraz już wiedział, że popełnił błąd wstawiając się za Trevorem u szefa, praca z byłym kochankiem nigdy nie przynosi nic dobrego, a on jak ostatni głupek łudził się, że będą normalnie współpracować. Naprawdę sądził, że mężczyzna nie jest zawistnym dupkiem? Wiedział, że zasłużył, ale byli już chyba dorośli, prawda?
Zapalając papierosa i zaciągając się nim mocno, wybrał numer Danny’ego.
Wsłuchując się w sygnał w słuchawce, przełknął aż ciężej ślinę, przypominając sobie wczorajsze słowa kochanka. Że żałuje, że zostawił dla niego tamtego faceta, że żałuje, że się poznali. To bardzo go dotknęło, tym bardziej, że naprawdę kochał Dana i naprawdę mu na nim zależało. Robił wszystko, by lekarz był z nim szczęśliwy, by czuł się dużo lepiej niż ze swoim byłym.
– Przestań do mnie wydzwaniać. – usłyszał nagle chłodny głos kochanka i odetchnął płycej.
– Nie przestanę, dopóki ze mną nie porozmawiasz. – odparł od razu, uśmiechając się głupio do siebie.
Po drugiej stronie słuchawki usłyszał zniecierpliwione westchnienie i oparł się ciężej o wilgotną ścianę budynku.
– Co chcesz mi powiedzieć? – wydusił z siebie Dan, a Jake słyszał jak jego głos lekko drży.
– Nie zdradziłem cię. – powiedział od razu – Nie mógłbym… – zaczął, a Danny przerwał mu cichym prychnięciem.
– Doskonale wiesz, że mógłbyś. – powiedział cicho – To nie byłaby twoja pierwsza zdrada, więc przestań już. Sam mi mówiłeś, że zdradzałeś swoich byłych…
– Ale ciebie nie mógłbym i tego nie zrobiłem. – rzucił twardo Jake i zaciągnął się papierosem – Jesteś dla mnie najważniejszy, Dan. – dodał, przesuwając spojrzeniem po wyjściu z zaułka, w którym stał – Okłamałem cię, to prawda, ale nie zdradziłem. – powiedział w  końcu.
Lekarz zamilkł na dłuższą chwilę i odetchnął głośniej do telefonu.
– Okłamałeś…?
Jake pokiwał do siebie głową.
– Tak… Przepraszam… – zaczął spokojniejszym tonem – Powiedziałem ci, że nie znam tego barmana, a prawda jest taka, że… że byłem kiedyś z Trevorem. No i byłem wobec niego strasznym chujem, zdradziłem go kilka razy, a w końcu zostawiłem. – przyznał, zaciskając mocniej palce na telefonie i wsłuchując się w reakcje kochanka po drugiej stronie. – Nie wiedziałem jakbyś zareagował, gdybyś dowiedział się, że pracuję z byłym i…
– I dlatego pomyślałeś, że lepiej bym sądził, że mnie zdradziłeś? – wtrącił Dan, drżącym głosem.
– Ale… wierzysz mi? – zapytał cicho Jake, odrzucając wypalonego papierosa pod nogi.
Kochanek zamilkł, a Latynos przed oczyma widział już, jak  ten zaciska wargi w zastanowieniu, wydawało mu się, że zna już jego reakcje na wylot. Czekając z bijącym sercem na odpowiedź, dochodził do wniosku, że sam by pewnie sobie nie uwierzył.
– Muszę iść na salę. – powiedział w  końcu Danny i rozłączył się.
Jake przeklął siarczyście i wepchnął telefon do kieszeni.
Dobre było to, że kochanek w  końcu odebrał, ale Jake był pewien, że mu nie uwierzył. Jeszcze bardziej zdenerwowany wrócił do budynku.
Po zakończonej zmianie, zdeterminowany ruszył do mieszkania Trevora. Liczył na to, że przez te kilka lat mężczyzna nigdzie się nie przeniósł i że będzie mógł z nim spokojnie ‚pogadać’.
Kiedy wszedł do kilkupiętrowego budynku, skrzywił się aż do swoich wspomnień. Starał się zrozumieć postępowanie Trevora, ale za nic nie mógł tego zrobić. To było już tak dawno temu, że nawet on sam nie umiałby tak długo trzymać do kogokolwiek urazy.
Gdy stanął przed jasnymi drzwiami do mieszkania, zapukał w nie mocno. Było już po północy, jednak jak pamiętał Trevor zawsze do późna oglądał jakieś filmy, gdy miał wolne. Tak, jak przypuszczał, po kilku chwilach mężczyzna otworzył mu drzwi i stanął przed nim w  samych bokserkach.
– Jake… – uśmiechnął się krzywo unosząc cienką brew do góry.
Latynos przesunął tylko wzrokiem po wyższym i silniej od siebie zbudowanym mężczyźnie i pokręcił głową.
– Nie mów, że jesteś zdziwiony. – rzucił, odpychając go i wchodząc do ciemnego, ciasnego przedpokoju.
Pewnym krokiem ruszył do salonu, z którego sączyło się niebieskawe światło włączonego telewizora.
– Nie jestem. – pokręcił głową Trevor, wchodząc za nim i przysiadając na oparciu kanapy – Nie rozumiem tylko, po chuj tu przylazłeś? – dodał, oblizując usta i zakładając ręce na piersi.
Jake pokręcił głową czując niezdrowe podniecenie i zacisnął kilka razy pięści.
– Mówiłem ci wczoraj,  że Danny to mój facet.  – powiedział, czując jak serce zaczyna mu szybciej bić – A ty wtedy stwierdziłeś, że…  Warto mu nagadać jakichś bzdur, tak?
Trevor uniósł rękę i przeczesał nią ciemne włosy.
– Powiedziałem mu tylko, że jako twój kochanek nie musi płacić za zamówienie. – rzucił lekko barman, przesuwając wzrokiem po jego twarzy.
Latynos zaśmiał się pod nosem.
– I w jakiś dziwny sposób wyszło na to, że go zdradzam, tak? – syknął.
– A nie zdradzasz? – zakpił Trevor – Przecież zawsze to robisz. Każdego,  z którym byłeś zdradziłeś, więc nie sądzę by tym razem było inaczej.  I może lepiej, że wcześniej się facet dowiedział, jakim chujem naprawdę jesteś.
Jake odetchnął głęboko i powoli rozpiął skórzaną kurtkę.
– To zabawne, gdy prosiłeś mnie o pracę w Asylumie, wydawało mi się, że byłeś jakiś milszy…
Trevor wzruszył ramionami.
– Powiedzmy, że potrafię oddzielić relacje zawodowe od prywatnych. A prywatnie sądzę, że jesteś największą łajzą, jaką w życiu spotkałem. – prychnął – Zawsze rozkochujesz w sobie facetów, łapiąc ich na ten śmieszny tekst o miłości od pierwszego wejrzenia. – zaśmiał się wyższy z mężczyzn – I teraz myślę, że w zasadzie mogłem dłużej pogadać z tym Dannym i mu to po prostu powiedzieć. – powiedział, patrząc wrogo na mężczyznę.
– Nic nie wiesz. – podsumował Jake – Jego naprawdę kocham.
– Tak… na pewno podobają mu się twoje piękne słowa o miłości. – powiedział sarkastycznie Trevor – Przyznaję, że do tego masz akurat talent. – syknął wściekły, nie wspominając już o tym, że to jego zapewniał o prawdziwości uczucia.
Przecież doskonale pamiętał obietnice Jake’a i wszystko to, co mu mówił. Pomimo upływu czasu, musiał przyznać, że nadal miał żal do Latynosa. Mężczyzna wiedział co mówić i kiedy, potrafił zabiegać o facetów, potrafił owinąć ich sobie wokół palca. Jego zapewnienia o miłości i przeznaczeniu nigdy nie brzmiały pompatycznie, były takie akurat. Akurat by dotrzeć do serca każdego, by omamić i uwieść.
I chociaż Jake sprawiał, że inni wierzyli w  jego słowa, sam chyba nie do końca to robił. Nie miał oporów, by zdradzać, by kłamać i w rezultacie poznawać inne osoby, które według niego są mu przeznaczone.
To było aż śmieszne, że wszyscy tak mu ulegali, a najbardziej śmieszyło Trevora to, że sam mu uległ. Że wybaczył mu pierwszą zdradę, że tak długo cierpiał po rozstaniu z nim.
Jake pokręcił tylko głową.
– Wiesz, że nienawidzę, gdy ktoś wpieprza się w moje życie. – warknął, oddychając głębiej – Naprawdę tego, kurwa, nienawidzę! – dodał mocnym tonem, oblizując usta i napinając kark.
Trevor zmrużył oczy i przełknął ciężej ślinę.
– Czego jeszcze chcesz? – zapytał marszcząc brwi – To dziwne, bo zamiast nachodzić mnie, powinieneś raczej być u tego swojego, co?
Jake zadrżał oddychając ciężko. Przed oczyma widział już scenę, gdy powala Trevora na podłogę i okłada go pięściami. Krew wrzała mu w żyłach, gdy mierzył mężczyznę wściekłym, rozbudzonym spojrzeniem. Idąc do niego był nastawiony na bójkę, naprawdę musiał jakoś się rozładować. Trevor zdawał się go prowokować każdym słowem i Latynos z trudem powstrzymywał się przed rzuceniem na niego.
Jakaś jego część mówiła mu, że przecież nie ma ku temu powodów, że w gruncie rzeczy sam zawalił sprawę z Danem, a barman ma prawo by być na niego zły. Jednak z chwili na chwilę coraz bardziej ogarniała go chęć uderzenia go. Uderzenia kogokolwiek, czegokolwiek, byle w końcu dać upust emocjom, jakie się w nim kłębiły.
W pewnym momencie przestał już nawet słuchać Trevora i wyobrażał tylko sobie jak się biją.
– Nie słyszałeś!? – warknął głośniej mężczyzna – Wynoś się stąd! – niemal krzyknął, popychając go lekko ku wyjściu.
Jake sapnął głośno, jakby z ulgą i również go od siebie odepchnął, czując niezdrowe podniecenie. Chciał go sprowokować do bójki.
– Masz kurwa, pięć sekund. – syknął Trevor, na co Latynos uśmiechnął się kpiąco, wbijając w niego prowokujące spojrzenie.  Przełykając ciężko ślinę, czekał aż dany mu czas się skończy i mężczyzna go zaatakuje.
Po chwili jednak Trevor pokręcił tylko głową i machnął na niego ręką.
– Nie sprowokujesz mnie. – dodał.
Przecież znał nawyki Jake’a. Seks albo bójka, czy nie tak zawsze mu mówił? Wiedział, że Latynos ma problemy z agresją i dziwił się sobie, że dopiero teraz odkrył cel jego wizyty.
– Ten twój Danny już wie z jaką przyjemnością rzucasz się na ludzi? – zapytał kpiąco i pokręcił głową – Wynoś się stąd nim zadzwonię po policję. – syknął jeszcze, zakładając ramiona na piersiach. – Domyślam się też, że o zawiasach też mu tchórzu nie powiedziałeś. – prychnął mężczyzna.
Sam przecież też o nich dowiedział się, gdy znaleźli się w podbramkowej sytuacji.
Jake odetchnął płycej, starając się uspokoić i zacząć myśleć racjonalnie. Trevor znał go dobrze i wiedział też, że magiczne słowo ‘policja’ działa na niego otrzeźwiająco.
– Mam nadzieję… że wszystko sobie wyjaśniliśmy. – powiedział zimnym tonem – I radzę ci już nie wtrącać się i przywyknąć do jego wizyt w Asylumie. – warknął i w końcu wycofał się z mieszkania Trevora.
Oddychając ciężko, ruszył w dół klatki schodowej. Przez chwilę naprawdę myślał tylko o jednym, a  przecież milion razy postanawiał, panować nad sobą. Nie znosił tej strony siebie i wciąż pamiętał o zawiasach, które miał za pobicie w klubie, w którym dawniej pracował. Dlatego powinien chyba podziękować Trevorowi za to, że w porę go zgasił. Brakowało mu jeszcze problemów z psami!
Pomimo, że wiedział to wszystko, gdy wybiegł na ulicę nadal był bardzo nabuzowany. Ze złością kopnął w stojący  obok śmietnik, który zgiął się w kilku miejscach i przekręcił na metalowym pręcie, do którego był przymocowany.
– Kurwa… – warknął Latynos, wpychając rękę w kieszeń w poszukiwaniu kluczyków od auta.
Gdy je znalazł, wsiadł szybko do samochodu i zatrzasnął drzwi z głośnym trzaskiem. Czuł jak go nosi i wściekle uderzył w kierownicę kilka razy.
W końcu ze zrywem ruszył z parkingu, czując jak całe jego ciało pulsuje.
Kiedy po szaleńczej jeździe przez miasto zatrzymał się pod apartamentowcem Danny’ego, zaczął krążyć nerwowo pod drzwiami. Nadal go nosiło i normalnie nie pokazałby się w takim stanie lekarzowi, ale musiał coś zrobić. COŚ do czego całe jego ciało  się rwało, czuł to. Musiał coś zrobić.
Po kilku minutach odetchnął kilka razy głęboko i podszedł do drzwi. Drepcząc w miejscu, ze złością uderzył w ścianę, słysząc aż jak coś gruchocze mu w ręce.
Wydał z siebie stłumiony jęk bólu i uniósł rękę ku twarzy. Powoli rozprostował drżące palce, z ulgą dostrzegając że nie są połamane. Oblizał tylko knykcie z krwi i westchnął czując, jak uchodzi z niego trochę ciśnienia.
W końcu sięgnął ręką do domofonu i nacisnął guzik, przytrzymując go długo.
Po kilku dłużących mu się sekundach, usłyszał w  końcu zaspany głos  kochanka.
– … tak? – mruknął Dan i stłumił ziewnięcie.
Przetarł jeszcze twarz i oprał się o drzwi, przymykając oczy.
– Wpuść mnie… – usłyszał cichy głos Jake’a i aż otworzył szeroko oczy – Danny…
Lekarz zmarszczył brwi i zacisnął dłoń na słuchawce.
– Jesteś pijany? – rzucił.
– Nie Dan, nie jestem… Proszę, porozmawiaj ze mną. – powiedział półgłosem Jake.
Dany odetchnął ciężko w słuchawkę. Odkąd kochanek zadzwonił do niego podczas dyżuru zupełnie nie mógł się skupić i zebrać myśli. Nie wiedział czemu Jake od razu nie powiedział mu prawdy, czemu pozwolił by myślał, że jest zdradzany.
– Wchodź… – westchnął, otwierając mu drzwi i odwieszając słuchawkę.
Jake wszedł do budynku i szybko ruszył do windy. W kilkanaście sekund znalazł się pod drzwiami Danny’ego i zapukał w nie zniecierpliwiony.
Westchnął aż głośniej gdy po chwili ujrzał kochanka stojącego przed nim w rozwiązanym szlafroku.
– Dan… – westchnął, podchodząc bliżej z zamiarem przytulenia go.
Lekarz jednak odsunął się wpuszczając go do środka.
– Wiesz, która jest godzina? – rzucił, starając się na niego nie patrzeć.
Mimo wszystko tęsknił za nim, szczególnie, gdy dowiedział się, o tym że żadnej zdrady nie było. Chciał w to wierzyć, w to, że Jake nie potraktował go w ten sposób. Żaden z nich nie był święty, ale to chyba nie znaczyło, że już nigdy nie będą mogli nikomu zaufać.
– Wiem, ale… Cholera, Dan… – jęknął, przysuwając się do niego i przyciskając go do ściany. – Muszę z tobą porozmawiać… – dodał, wsuwając dłoń na jego kark i unieruchomił jego głowę.
Zaraz też z jękiem przywarł do jego warg i zassał się na nich mocno.
Danny jęknął, zapierając się rękoma o jego tors.
– To jest rozmowa? – syknął, odwracając głowę i oddychając ciężej.
Jake westchnął głośno i zaczął całować go po policzku, dociskając go do ściany.
– Czemu mnie okłamałeś? – zapytał Danny, odchylając się od jego ust – Jake, do jasnej cholery…! – warknął w końcu, mocno odpychając mężczyznę.
– Nie chciałem cię denerwować… – rzucił na odczepnego barman, zsuwając ręce na jego pośladki i masując je mocno.
Danny pokręcił głową, próbując odsunąć się od jego dłoni. Darował już sobie dalszy komentarz, ale przecież to, że Jake pracował z byłym nie przeszkadzałoby mu jakoś specjalnie. Gdyby tylko mężczyzną od razu mu powiedział, gdyby tylko był szczery.
– Nie kłam więcej. – dodał zgaszony, przestając się w końcu opierać.
Jake pokiwał głową i wcałował się w szyję kochanka  z głośnym westchnieniem. Liżąc go przeciągle, otarł się o niego mocno i docisnął do siebie jego biodra.
– Ja… nie chcę ciebie stracić… – westchnął, całując go w usta.
Nigdy jeszcze nie wyznał Danowi swojego uczucia. Jakoś dziwnie bał się to zrobić, jakby samo powiedzenie tego na głos miało zapeszyć, sprawić, że któryś z nich zechce odejść. I chociaż Trevor miał rację, że każdego w dziwny sposób potrafił zmanipulować i omamić pięknym słowami, Dana chyba nie potrafił.
– Nie wiem co robić… – szepnął jeszcze, oddychając ciężko i opierając głowę o jego czoło.
Miał wiele sekretów przed kochankiem, praktycznie zawsze wymigiwał się od opowiadania mu o sobie i swojej przeszłości, chociaż wiedział, że w pewien sposób ranił tym Danny’ego.
Całując go niespiesznie uspokajał się czując, jak wcześniejsza złość z niego uchodzi. Nie czując jednak by kochanek, zbyt żywo oddawał pieszczotę, odsunął się i spojrzał  na niego pytająco.
– Jesteś zły? – zapytał, przygryzając wargę.
Danny pokręcił tylko głową.
– Nie stójmy w drzwiach. – westchnął tylko i w kilku krokach przeszedł do otwartego na kuchnię salonu. Po chwili usiadł na jednej z ciemnych kanap, nie podnosząc wzroku na Jake’a
– Danny… cholera, przepraszam.
Lekarz pokręcił tylko głową.
– Po prostu nie wiem, czemu… gadamy o bzdurach, a gdy jest coś ważnego zawsze mnie zbywasz… – powiedział nagle Dan, uświadamiając to sobie – Zaciągasz do łóżka i tyle. Nie tak miało to wszystko wyglądać. Miało być inaczej.
Latynos przełknął ciężko ślinę i i przykucnął przed kochankiem.
– Przecież to nie tak… – odparł powoli, gładząc go po udach – Faktycznie jest kilka rzeczy, którymi nie chcę się przed tobą chwalić, ale to nie dlatego, że mi na tobie nie zależy. Że nie traktuję ciebie poważnie, albo jak.. seks. – wydusił z siebie barman.
Danny zerknął na niego czujniej.
– Jesteśmy już trochę ze sobą… Chyba możesz mi zaufać. – westchnął, spuszczając wzrok na jego dłonie na swoich udach i zaraz zmarszczył brwi, widząc na jednej z nich zaschniętą krew – Biłeś się? – uniósł na niego spojrzenie i spojrzał pytająco.
Jake pokręcił głową.
– Na szczęście nie… – odparł zabierając rękę – To nic takiego. – westchnął wychylając się do pocałunku – Chcesz się kochać? – zapytał zaraz, a Danny zmarszczył brwi, czując się znowu olewany.
– Nie chcę, Jake! – niemal warknął – Co z tą ręką? – powtórzył pytanie, denerwując się jeszcze bardziej.
Czy ten związek nie miał być inny niż z Aaronem? Nie miał być szczery?
Jake odetchnął płycej i zacisnął zęby, czując jak ponownie wzbiera w nim złość, której chyba już nie będzie umiał opanować.
– Czy to takie ważne? – burknął Jake, wychylił się do ust kochanka i pocałował go mocno. Czując jak ten chce się od niego odsunąć, objął go mocno ramionami i przycisnął do siebie.
– Jake…! – Danny, odchylił się jak tylko mógł i odwrócił głowę.
Serce zaczęło mu bić mocniej, gdy Latynos wsunął się na jego kolana i po chwili przewrócił na kanapę. Przygnieciony jego ciałem nie mógł się praktycznie ruszyć i zadrżał aż czując, jak barman zaciska zęby na jego skórze.
– Do cholery…! – warknął, zaczynając się szarpać.
Mężczyzna zaśmiał się tylko pod nosem, czując jak kochanek podrzuca biodrami.
– To wcale nie jest śmieszne…. – wydusił z siebie lekarz, spanikowany zerkając ku górze, gdzie Jake przytrzymywał jego dłonie.
– No, nie jest… – westchnął mężczyzna, obcałowując jego tors.
Bardzo podniecony westchnął głośno, czując pod wargami skórę Dana. Naprawdę ją uwielbiał – jej zapach, to, jaka była ciepła.
– To mnie puść! – syknął kochanek – Słyszysz?! – warknął, starając się wyswobodzić ręce.
Zupełnie nie poznawał Jake’a. Nie chciał się z nim pieprzyć, do cholery, więc czemu nagle znalazł się pod nim? Zawsze kochali się dosyć ostro, ale to stanowczo mu się nie podobało. Zaczynało mu się robić mdło, gdy Latynos ocierał się o niego sugestywnie i lizał go przeciągle po sutkach.
Przez kilka chwil szarpał się z nim, zaciskając mocno zęby i oddychając ciężko przez nos.
Z przerażeniem dostrzegał, że Jake jest bardzo podniecony, że przyciska się do niego coraz mocniej.  W końcu jęknął głucho, gdy barman, ujmując jego nadgarstki w jedną dłoń, drugą zsunął na jego krocze.
– Cholera… Jake! – zwołał zduszonym głosem i zerknął jeszcze ku górze. Był przerażony tym, jak bardzo jest słaby i tym, że barman wydaje się być kimś zupełnie innym. Nie tym kochanym, czułym facetem z którym był do tej pory.
– Na pewno chcesz to zrobić? – zapytał go drżącym głosem i w końcu Latynos podniósł na niego spojrzenie. Pokiwał głową i pochylił się do jego ust.
– Chcę się z tobą kochać… – westchnął, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy.
– Nie, do cholery! – warknął Dan, szarpiąc się mocniej – Ty chcesz mnie po prostu… zgwałcić! – wydusił z siebie, starając się zapanować na drżeniem ciała.
Jake spojrzał na niego w  dziwny sposób.
– Co ty opowiadasz? – zapytał zaskoczony – Przecież… przecież zawsze tak się kochamy. – rzucił, przyglądając się jego twarzy.
Jęknął aż cicho, dostrzegając na niej przerażenie i niechęć.
– Nie Jake, nigdy TAK się nie kochamy! – syknął Danny, wyrywając w końcu ręce z zelżałego uścisku i spychając z siebie mężczyznę. – Co się z tobą, do jasnej cholery, dzieje? – zapytał zduszonym półgłosem.
Latynos odetchnął głęboko i zerknął, na siedzącego obok kochanka, który zaciskając wargi, rozmasowywał nadgarstki.
To przecież wcale nie było tak, że chciał wziąć Dana siłą. Przecież nigdy, w  stosunku do niego nie był agresywny i nie chciał być. Jęknął tylko cicho i przetarł dłonią twarz.
– Przepraszam… – westchnął, sięgając ręką do jego dłoni.
Dan wstał z  kanapy i spojrzał na niego zdenerwowany.
– Albo mi wytłumaczysz co się  z tobą ostatnio dzieje, albo się wynoś! – warknął na niego.
Jake oblizał wolno usta i pokręcił głową.
– Nie mam pojęcia…. – westchnął po kilku chwilach – Nie panuję nad sobą… czasami…  – powiedział w końcu, wsuwając ręce we włosy.
Odetchnął kilka razy ciężko i przełknął ciężko ślinę.
– To może zacznij, do cholery! – rzucił lekarz – Przez chwilę myślałem, że… – zaczął czując jak mocno wali mu serce.
Latynos jęknął w duchu i uniósł się.
– Wybacz mi… – szepnął – Naprawdę cię przepraszam, więcej… to się więcej nie powtórzy, przysięgam… – szepnął, ujmując jego twarz w dłonie i pocierając palcami jego policzki.
Danny napiął się lekko i spojrzał mu w oczy. W końcu pokręcił głową i złapał Jake’a za poły skórzanej kurtki.
– Co się dzieje…?- westchnął, uspokajając się powoli.
Latynos pochylił się lekko i pocałował go delikatnie, drżącymi wargami.
– Przepraszam… po prostu tak cholernie mi na tobie zależy, a ta cała sytuacja z Trevorem… – westchnął – Po prostu nie wiem już sam. – jęknął cicho. – Nie zdradziłbym cię. Zaufaj mi. – dodał, a Danny przełknął ciężej ślinę, powracając do sytuacji sprzed chwili.
–  Mów mi co się dzieje i wtedy wszystko będzie dobrze. – zapewnił go, samemu wychylając się do krótkiego pocałunku. – Skoro ja mam ufać tobie, ty musisz zaufać mnie. – dodał jeszcze, przytulając się w końcu do niego.
Mimo wszystko marszczył brwi i pokręcił aż głową, przełykając mocniej ślinę.
– Muszę ci coś powiedzieć, Jake… – wetchnął w końcu, odrywając się od niego i zerkając mu niepewnie w oczy.
Latynos spojrzał na niego pytająco i pomasował go po ramionach.
– Dzwonił do mnie Aaron. Dzisiaj. – powiedział powoli lekarz, czując, że ten moment nie jest chyba zbyt dobry na poruszanie tego tematu. – Chce się ze mną spotkać. – dodał, czując, jak palce kochanka, zaciskają się na jego skórze i zaraz jęknął aż zaskoczony.
– Chyba nie zamierzasz się zgodzić? – zapytał barman, starając się ignorować narastającą w nim złość.
Dan pokręcił głową, chcąc się od niego odsunąć.
– Już się zgodziłem. – powiedział półgłosem.
Jake odetchnął głęboko i zacisnął mocno zęby.
– Chyba żartujesz… – syknął, oblizując wargi.
Nie dalej jak wczoraj Danny powiedział mu, że żałuje rozstania, a teraz szedł na spotkanie z byłym?
– A może tak naprawdę to ty do niego zadzwoniłeś?! – rzucił rozzłoszczony i popchnął kochanka na kanapę.
Odetchnął głęboko i odwrócił plecami do mężczyzny.
Naprawdę nie chciał robić mu krzywdy.

Reklamy

13 thoughts on “Till We Are Vol. 3 Ch.04

  1. No proszę, proszę… jeszcze się okaże, że ten cudowny, wspaniały, najlepszy, no po prostu „IDEALNY” Jake to bokser i obije twarzyczkę doktorkowi na kwaśne jabłko! :D I bardzo dobrze, niech ma za swoje. Narzekał na Aarona, źle mu z nim było? Teraz będzie miał te upragnione emocje w związku, oj tak! :D

    Pozdrawiam i życzę weny :)

  2. ,,Widział, że zasłużył, ale byli już chyba dorośli, prawda?” ~ ,,wiedział”
    ,,- Mówiłem ci wczoraj,  że Danny to mój facet.  – powiedział, czując jak serce zaczyna mu szybciej bić – A ty wtedy stwierdziłeś, że nie wiem…? Warto mu nagadać jakichś bzdur, tak?” ~ nie rozumiem tego zdania – ,,A ty stwierdziłeś wtedy, że nie wiem…?”
    ,,Jake sapnął głośno, jakby z ulgą i również go od siebie odepchnął, czując niezdrowe podniecenie. ” ~ ,,niezdrowe podniecenie” powtarza sie dwa razy. Takie teksty zostaja w pamieci dlugo dlatego kiedy ono sie powtarza czuc jak bardzo zle to brzmi w tekscie.
    ,,Po chwili jednak Trevor pokręcił tylko głowa i machnął na niego ręką.” ~ ,,głową”
    Tak sie ciesze, ze jest tyle osob , ktore nie lubia Jake’a. Zwykly frajer i tyle. Chcial go zgwalcic. Niech znajdzie sobie jakiegos alfonsa, a nie.. Mam nadzieje, ze w nastepnym odcinku bedzie juz o Aaronie.
    Mi sie wydaje, ze to jednak Aaro zadzwonil do Dannyego. Co prawda to jest ,,ciapa” – jak to bylo napisane w poprzednim komentarzu- w uczuciach, ale sadze, ze facet sie zmienil.
    Takze wedlug mnie to Aaron POWINIEN byc z Dannym a NIE Jake.
    Dobrze, ze Trevor nagadal tych ,,bzdur” Dannyemu. Bo czy nie przez to lekarz wie jaki jest jego chlopak?
    Pozdrawiam

    Damiann

    1. Mmmm…. po co Jake’owi alfons? xD
      Och… cóż, ja mam wrażenie, że nie tak łatwo byłoby chłopcom się rozstać, a Dan raczej nie chciałby ponownie być z Aaronem. Nawet gdyby zerwał z Jake’m i nawet gdyby kucharz faktycznie się zmienił.
      Tak i już.
      Dzięki za literówki, pozdrawiam.

  3. teraz nie lubię Jake’a jeszcze bardziej ;/
    co za idiota, pff.
    i właśnie tak się zastanawiam, czy Danny sam nie zadzwonił do Aarona.. w końcu z tego, co pamiętam Aar nie był jakiś szczególnie wylewny i z jego naturą to po takim czasie raczej by nie dał o sb znać…
    choć w sumie może się zmienił i chce odzyskać ukochanego? sama nie wiem…
    ale czekam na niego ! <3
    weny i pozdrawiam ;)

  4. Czyli Jake jednak nie zdradził, a to była zwykła zawiść barmana, czyli jedyna opcja, która przyszła mi do głowy na jego usprawiedliwienie. Tylko dlaczego nie cieszę się tak jak powinnam, na tą informację? Wiem. Dlatego, że popsuł wszystko swoją agresywna naturą i tym, jak próbował zgwałcić kochanka. Normalnie miałam ochotę walnąć go w ten łeb. Arrrrrgh. Nie dziwię się, że Dan się wystraszył i się na niego wściekł. Trevorowi też się w sumie aż tak bardzo nie dziwię. Nie wiem, czy bardziej kierowała nim chęć zemsty, czy to, że chciał uprzedzić lekarza o tym, jaki jest Jake, ale w każdym razie trochę się Jake’owi należało. Będzie sobie musiał zapracować, żeby naprawić sobie u mnie opinię, bo została poważnie nadszarpnięta. Najbardziej szkoda mi w tym wszystkim Danny’ego.
    Co do Aarona… Mam jakieś dziwne przeczucie, że to Danny zadzwonił do niego, a nie odwrotnie. Może się mylę, a może moja teoria o wypłakaniu się na ramieniu byłego kochanka ma jakiś sens? W każdym razie nie sądzę, żeby Aaron do niego zadzwonił po tak długim czasie, bo po co? Mam nadzieję, że „zobaczę” go w następnym odcinku. Trochę się za nim stęskniłam i zastanawiam się, czy zaszła w nim jakaś przemiana, czy nadal jest taką ciapą tłumiącą w sobie emocje.
    Czekam na następny rozdział z niecierpliwością.
    To chyba tyle, co chciałam powiedzieć. Czekam na dalszy rozwój wydarzeń u Keitha i Ethana, no i oczywiście o obiecane topowanie Theo (co oczywiście nie jest najważniejsze w tym momencie, jednakowoż wyczekuję tego wydarzenia z niecierpliwością).

    „- Tak… na pewno podobają mu się twoje piękne słowa o miłość.” – a nie „miłości”?
    „– Muszę z tobą porozmawiać… – dodał, wsuwając dłoń na jego kark i uruchomił jego głowę.” – a nie „unieruchomił”?
    ” Gdyby tylko mężczyzną od razu mu powiedział, gdyby tylko był szczery.” – „mężczyzna”.
    ” Jakoś dziwnie bał się to zrobić, jakby samo powiedzenie tego na głos miało zapeszyć, sprawić, że któryś z nim zechce odejść.” – „nich”.

    Pozdrawiam i życzę weny :)

    1. Jake’owi się bardzo należało. Nie ukrywajmy nie jest jednak taki idealnym i tak dalej, nie ma idealnych ludzi. C:
      Mmm… w sprawie Aarona sama się przekonasz, ja jako że go znam to cóż… Szału nie ma. Nie wiem jak możecie za nim tęsknić xD
      Haaa tak, Theo na górze, będzie będzie. Wszystko w swoim czasie. C:

      Dziękuję za literówki! <333
      Zdrówka i do zobaczenia. C:

  5. W momencie, kiedy okazało się, że Jake nie zdradził Danny’ego, nieco podwyższyło mi się zdanie o nim, ale tylko po ty by zaraz drastycznie spaść. Naprawdę nie chcę żeby byli razem… ; – ; Myślę, że jeśli Aaron by się postarał, ale tak bardzo postarał, to mogliby być ze sobą szczęśliwi. Według mnie barman nie jest takim facetem, jakiego chciał Dan :c
    W sumie to nie wiem co tu jeszcze napisać… Chyba wszystko, co przyszło mi do głowy, już powiedziałam .__.
    Liczę, że za tydzień będzie trochę Aarona, brakuje mi go c:

    Pozdrawiam i życzę weny :3

    1. Myślisz, że Aaron, skoro od trzech miesięcy nie odezwał się do Dana, to teraz nagle postanowi o niego naprawdę zawalczyć? Że się zmienił? xD
      Tak, będzie Aaron, ale chyba niekoniecznie taki, jakim by wszyscy go widzieli. xD

      Dziękuję! Trzymaj się! C:

  6. Może faktycznie nie zdradził Dana, jednak coraz bardziej go nie lubię. Jake jest … nie wiem jak to określić, najlepiej pasuje mi słowo „śliski”. Z drugiej strony Aaron to zwykła „ciapa”, nie masz czasem w zanadrzu jakiegoś trzeciego faceta ;-)
    Pozdrawiam i życzę weny :-)

    1. Haaa.. tak, trzeci facet byłby chyba najlepszym rozwiązaniem, ale co z tą chemią między Danem a Jake’m? C:
      Nieee…. to się nie może tak po prostu skończyć. xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s