Till We Are Vol. 3 Ch.15

Keith widząc jak wyniośle Catherine Linwood odwraca się od Ethana, jęknął aż w duchu. Przeprosił towarzystwo i pochylił się do ucha Giny.
– Chyba jednak mamy problem. – szepnął  – Zaraz wrócę. – dodał.
Gina skinęła tylko głową i powiodła wzrokiem w kierunku, w którym ruszył Keith.
Kiedy rzeźbiarz doszedł do Ethana, położył mu lekko rękę na plecach i zaglądnął w jego twarz.
Obawiał się tego, co może wyniknąć ze spotkania chłopaka z rodzicami. Niby wiedział, bo Ethan mówił mu już nie raz, że nie ulegnie im, że absolutnie się od nich odciął. Jednak przez wzgląd na wspomnienia, on nie mógł być spokojny. Doskonale wiedział jak kobieta przez lata manipulowała synem i z jaką łatwością jej to przychodziło. Pamiętał też, że przestrzegał chłopaka, że wystarczy mały wybryk, coś co często robił w przeszłości i on zostawi go natychmiast. Ale na wszystkie świętości, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że są to jedynie puste słowa. Przez ostatnie dni był tak szczęśliwy, że nie wiedział co musiałoby się stać, by go teraz zostawił. Był pewien, że nie pozwoli mu odejść. Tym razem już na pewno nie.
– Wszystko dobrze? – zapytał troskliwie i spojrzał głębiej w jego błękitne oczy.
Ethan zaśmiał się tylko głośno i pokiwał głową, dosuwając się bardziej do jego ciała.
– Tak. – rzucił wesołym tonem i wyszczerzył się w tym swoim urzekającym uśmiechu.
Keith odetchnął płycej i uśmiechnął się do kochanka o wiele skromniej.
– Co ona znowu chciała? – zapytał przyglądając mu się uważnie.
Chłopak wzruszył tylko ramionami i zaśmiał się ponownie.
– Chyba się przywitać. – powiedział i pochylił się bardziej do mężczyzny – Wiesz…. mam wrażenie, że tylko ja ci jeszcze nie pogratulowałem… – szepnął i oblizał lekko usta, widząc, ze zwraca tym uwagę blondyna.
Keith uniósł brew do góry i skinął głową.
– Bo to prawda. – powiedział powoli – W ogóle cały wieczór czekam, aż podejdzie do mnie moja muza i jak na razie jestem nią bardzo, bardzo zawiedziony. – powiedział niskim tonem.
Szatyn zadrżał wsłuchując się w wibrujący głos mężczyzny. Jego kark kłuły drobne igiełki podniecenia i czuł już jak pod cienką, niemal prześwitująca koszulą wszystkie włoski staja mu dęba.
Odetchnął płycej i zerknął w oczy kochanka.
Uwielbiał je. Szczególnie gdy były tak pociemniałe i gdy wpatrywały się w niego z tlącym się w nich pożądaniem.
– Och… więc gratuluję… – szepnął zaciskając palce na jego przedramieniu. Przełykając ciężej ślinę, nawet nie zdawał już sobie sprawy z tego jak bardzo są blisko siebie. Że w ogóle stoją pod tym obrazem, na którym on prezentuje niemal wszystkie swoje atuty. Cicha muzyka i szmery rozmów też zupełnie przestał słyszeć, a wszystko inne co widział zupełnie się zatarło. Bo był tylko on, Keith.
– Gdybym tylko był milionerem, kupiłbym wszystkie pańskie obrazy, panie Hayward… – dodał.
– Miło mi to słyszeć… – odparł rzeźbiarz z błyskiem w oku – Cena jest jednak do negocjacji, panie…?
– Linwood. – skinął głową Ethan, uświadamiając sobie, że zaczynają się pod nim uginać nogi – I jeżeli pan tak mówi, to chyba mam kilka… propozycji. – szepnął.
– Propozycji?
– Tak. Zrobiłbym wiele, by mieć jeden z obrazów pańskiego… pędzla… – dodał znacząco, zerkając lekko w dół jego ciała.
Keith zacisnął zęby i pochylił się bardziej do jego twarzy.
– Puścisz się za kilka machnięć pędzlem i trochę farby? – szepnął nieco ochrypłym głosem.
Och, miał ochotę złapać go za włosy i pociągnąć w dół do swojego penisa, który powoli zaczął budzić się do życia. Oblizał się dyskretnie, dostrzegając rozpalone spojrzenie chłopaka. Od razu też pomyślał o tym, że na pewno znaleźliby sobie jakiś przytulny składzik na miotły, gdzie mógłby go solidnie przerżnąć. Tak jak ostatnio, po namalowaniu wiszącego za nimi obrazu.
Ethan jęknął cicho i pokiwał szybko głowa.
– Tak… – odparł – Co tylko pan zechce… Już widzę je w swoim wnętrzu… Na pewno wzbudziłyby wiele sensacji… – dodał uświadamiając sobie, że praktycznie już jest sztywny.
Nawet nie zauważył w którym momencie jeszcze bardziej przekroczył granicę, której powinni się trzymać. Pragnąc być jeszcze bliżej jego warg uniósł się lekko na palcach i wychylił do nich swoje spierzchnięte usta.
Nie miał pojęcia czy udało mu się stłumić jęk, gdy jego wargi na chwilę złączyły się z wargami blondyna, jednak już od tego poczuł tyle ‚sensacji’ w sobie, że miał ochotę krzyczeć.
Keith złapał za wargę chłopaka i zassał się na niej lekko. Zaraz jednak odsunął się powoli od jego warg i spojrzał mu w oczy. Oddychając ciężej przyglądał mu się przez chwilę, po czym odsunął na większą odległość i odchrząknął lekko.
– Tak… więc jedną sensację mamy już gotową. – powiedział i posłał chłopakowi krzywy uśmiech.
Ethan skrzywił się lekko i spojrzał na niego z winą wypisaną na twarzy.
– Przepraszam…? – rzucił lecz rzeźbiarz szybko sięgnął do jego włosów i poczochrał je lekko.
– Nie wygłupiaj się. – zaśmiał się i pokręcił głową.
Nigdy nie ukrywał się z Ethanem, ale też nigdy nie miał okazji by być z nim aż tak bardzo out. Czy to było złe? Jeszcze się okaże. Zwłaszcza, gdy usłyszy opinię rodziców Giny, którzy prawdopodobnie wrócą do starych zwyczajów traktowania jego osoby. Ale sam fakt, że pocałowali się tak przy innych, napełnił go takim dziwnym uczuciem. Poczuł się tak, jakby nie był już tylko kochankiem Ethana, jakby ten jeden pocałunek udowodnił, że między nimi jest coś o wiele więcej. W końcu inni też go widzieli i chociaż na pozór nie wywołał on żadnej reakcji, Keith był pewien, że dla większości było to czymś ciekawszym niż wszystkie jego prace razem wzięte.
Uśmiechał się jeszcze do chłopaka i pogłaskał go uspokajająco po ramieniu, widząc, że ten nie do końca jest przekonany.
Szatyn rozejrzał się dyskretnie lecz szybko uległ spokojowi, który bił od mężczyzny.
– Mhm, widzę, że żadna z wystaw w tej galerii nie może się obejść bez skandalu. – usłyszeli naraz przy sobie głos Giny. – Wiecie, wolałam podejść, gdyby przyszło wam do głowy coś bardziej głupiego. – dodała z przekąsem.
Keith zaśmiał się tylko widząc jej rumieńce i uspokoił ją szybko.
– Nic głupiego by się nie stało…
– Tak… – pokręciła dziewczyna głową i zerknęła na stojącego obok szatyna.
Cholernie mu zazdrościła. Tak bardzo. Ale z drugiej strony Keith patrzył na niego w TEN sposób, prawda? Na nią nigdy tak nie spojrzy. W końcu była siostrą jego zmarłej żony. Tylko i aż przyjaciółką. Przełykając gorycz odetchnęła głębiej i uśmiechnęła się lekko.
– Może tak… – rzuciła bezmyślnie i szybko poprawiła loki.
– To był tylko całus. – rzucił chłopak z trudem powstrzymując się przed wtuleniem się w ramię blondyna.
Dziewczyna ponownie powątpiewająco skinęła głową. W końcu nie była ślepa. I chociaż stała po zupełnie drugiej stronie sali, niemal czuła to napięcie między nimi. Zresztą jak chyba każdy. Łącznie z jej rodzicami i oburzoną matką samego Ethana, która od razu niemal wybiegła z sali.
– Niedługo będzie bankiet w sali obok, – powiedziała nie chcąc już roztrząsać całej tej sprawy. Tym bardziej, że wspominając ten pocałunek, chociaż życzyła rzeźbiarzowi szczęścia, czuła to nieprzyjemne kłucie w klatce piersiowej. – będzie sporo znanych osób. Chyba zostaniecie? – rzuciła i uśmiechnęła się delikatnie mimo wszystko.

Kiedy bankiet trwał w najlepsze, Keith w końcu wyrwał się na trochę i wyszedł za galerię by zapalić i odetchnąć świeżym powietrzem. Dawno odzwyczaił się od takich imprez i w ogóle jakiegokolwiek życia towarzyskiego. Ale przy Ethanie chyba powinien chociaż stwarzać pozory nie tak zasiedziałego staruszka, jakim się czuł przez ostatnie lata po śmierci Jane. Musiał za nim nadążać.
Opierając się o zimną ścianę budynku, zaciągnął się papierosem i odetchnął głęboko, czując nieprzyjemne drapanie w gardle. Pokaszlując lekko w końcu po raz kolejny nabrał dużo powietrza do płuc i skrzywił się lekko. Zdecydowanie powinien już odstawić fajki. Ale codziennie to sobie obiecywał i po prostu nie mógł.
Po kilku chwilach, niespokojne myśli zastąpiło wspomnienie zupełnie świeże, jeszcze z tego wieczora. Mężczyzna nie mógł zupełnie nic poradzić na to, że na samą myśl, czuł to buchające gorąco. Nie mógł się już doczekać, gdy wrócą do domu i będą się kochać. Był pewien że tak skończy się ten wieczór. Zresztą, czy nie zasłużył na małą nagrodę? Chociażby w postaci tyłka tego seksownego szczeniaka?
Uśmiechając się do swoich fantazji, powoli wypalał papierosa, wpatrując się nic niewidzącym wzrokiem w ścianę naprzeciwko. Przed oczyma już miał jego ciało zroszone potem i drżące łopatki, gdy będzie go brał od tyłu. Tak, jak szatyn najbardziej lubił.
Może dlatego zupełnie nie zwrócił uwagi na mężczyznę w garniturze, który wyszedł z galerii i niespodziewanie znalazł się przy nim.
Rzeźbiarz aż zamrugał gdy nagle przed nim wyrosła sylwetka nieznajomego, a jego wzrok od razu padł na nieustępliwe, zimne oczy mężczyzny.
Blondyn przełknął ciężej i wbił się bardziej w ścianę, naprężając wszystkie mięśnie.
– Ten zaułek nie jest aż tak ciasny – rzucił w końcu, odejmując papierosa od ust i przekręcając go w palcach. Jak na razie to jego postrzegał jako potencjalną i jedyną broń jaką posiadał. Jednak twarz tego mężczyzny szybko poddała wątpliwościom pomysł, by przypalenie go tylko fajkiem dało jakikolwiek rezultat.
Keith nigdy nie był dobry w bójkach, ale od tego faceta na kilometr pachniało kłopotami. A co gorsza, cholernie profesjonalnymi kłopotami.
Uśmiechając się krzywo, Keith spojrzał pewnie w zimne oczy nieznajomego i uśmiechnął się krzywo.
– Obawiam się, że całe Denver jest za małe dla nas dwóch. – powiedział spokojnym głosem mężczyzna i wyprostował się bardziej. – Nie tylko ten zaułek.
Po chwili sięgnął do wewnętrznej kieszeni czarnej marynarki i wyjął bardzo grubą kopertę. Jej kształt jednoznacznie sugerował, że gdyby Keith ja wziął przez dłuższy czas mógłby zupełnie nie pracować, a opalać się gdzieś na europejskiej plaży.
Rzeźbiarz zmarszczył się jednak i oblizał wargi.
– Zainteresował się pan jedną z moich prac? – zapytał od razu i spojrzał wyzywająco w jego oczy.
Nie wierzył, że znowu przez to przechodzi. Że znowu ta jędza stara się go przekupić. W końcu kto inny bardziej niż ona chciałby by zniknął z miasta.
– Tak. Jedną szczególnie. – powiedział zimnym głosem nieznajomy – I razem z moim pracodawcą wolelibyśmy by była to jedyna, unikatowa praca. Tylko w naszej kolekcji.
– Obawiam się, że nie mogę tego obiecać.
– Nie musi pan nic obiecywać. – dodał od razu mężczyzna, a jego głos chyba ze słowa na słowo stawał się zimniejszy – Tu jest pięćdziesiąt tysięcy. Weźmie je pan, sprzeda dom, który kupię od pana od ręki i zniknie pan z Denver. – powiedział, a Keith aż prychnął pod nosem.
Zmełł w ustach przekleństwo i od razu pokręcił głową. Adrenalina już uderzała mu do głowy, ale starał się myśleć zupełnie racjonalnie. A jego realne szanse z jakimś najętym przez Catherine pachołkiem malały z sekundy na sekundę.
– Nie. I możesz powiedzieć swojemu pracodawcy, że nawet jeżeli wyjadę, nie wyjadę bez Ethana. – powiedział chłodno – Powiedz jej też, że próby zastraszenia mnie czy nasyłanie na mnie oprychów jest raczej żałosnym sposobem na odzyskanie syna. – dodał i pokręcił głową, oddychając głębiej.
Nieznajomy stężał na twarzy jeszcze bardziej i zazgrzytał aż zębami.
– Chyba nie rozumie pan…
– Nie, to ty nie rozumiesz. – przerwał mu butnie rzeźbiarz – Powiedz jej, że mam już dosyć tych pieprzonych pogróżek, głuchych telefonów i tego całego przestawienia, które uskutecznia. – dodał, oddychając jeszcze głębiej – Niech w końcu da sobie spokój i spróbuje się dogadać z chłopakiem jak normalna matka, a nie próbuje mnie zastraszyć lub przekupić. – syknął.
Nie raz już wyciągał ze skrzynki dziwne listy z pogróżkami. Oczywiście od razu domyślił się od kogo są. Przecież nikomu nie naraził się aż tak bardzo, jak matce Ethana, prawda? Śmieszyło go jednak to wszystko, bo nie podejrzewał, że Catherine mogła być aż tak infantylna.
Teraz jednak stojąc przed tym barczystym mężczyzną, czuł już prawdziwe zagrożenie. Wszystko wyglądało na to, że to już nie są żarty, a kobieta naprawdę straciła cierpliwość. Kto wie, może nawet ten cały pocałunek był przyczyną tej konfrontacji.
Krzywiąc się w duchu, rzeźbiarz spojrzał wyczekująco w oczy mężczyzny.
– Nie wyrażam się jasno? – zapytał nieco niecierpliwie. Nie chciał pokazać mu, że się boi, chociaż może i faktycznie tak było.
– Wyraża się pan, panie Hayward. – powiedział nieznajomy i odetchnął głęboko, chowając kopertę do kieszeni – Bardzo żałuję, że nie możemy się dogadać.
Keith zacisnął zęby i pokręcił głową.
– Raczej nie. – powiedział – I gdyby Catherine zechciała, na pewno Ethan odnowiłby z nimi relację. Tylko ona musi zaakceptować to, że jest gejem i przestać nim manipulować.
– Obawiam się, że jedyną osobą manipulującą chłopakiem, jest pan, panie Hayward.
Blondyn spojrzał na niego otwierając szerzej oczy.
– Tak, pan… – westchnął jakby teatralnie mężczyzna i schylił na chwilę głowę.
Tylko tyle zauważył nim został przyciśnięty przez napastnika do ściany budynku. Odetchnął głębiej czując na szyi coś nieprzyjemnie zimnego i wbił się mocniej w ścianę łapiąc za ramię mężczyzny i próbując je odciągnąć. Szybko jednak przekonał się, że ma naprawdę niewielkie szanse w starciu z nim, bo jego ręka nawet nie drgnęła. Jednak nadal wciskała stal w jego skórę, a druga dociskała go do muru.
Keith sapnął ponownie przez nos, czując ja gęste robi się wokół powietrze. Wiedział, a raczej miał nadzieję, że ten facet nie zamorduje go ot tak za galerią, jednak nie mógł poradzić nic na to, że nogi automatyczne mu zmiękły.
– To jest jakiś argument… – wydusił łapiąc głębszy oddech i oblizując wargi nerwowo.
Zupełnie zapomniał o papierosie, który już wcześniej upuszczony na bruk, zgasł gdy jeszcze trzymał go między palcami.
Nieznajomy wymusił sztuczny uśmiech i zbliżył się do twarzy blondyna.
– Też tak uważam. – powiedział nadal opanowanym głosem – Głupio by było stracić życie z tak durnego powodu jak zauroczenie… – syknął.
Rzeźbiarz skinął głową oddychając płycej.
– Z powodu zauroczenia… może i tak… – odparł z trudem i jęknął cicho.
– Niech więc pan przemyśli moją propozycję. – rzucił nieznajomy po czym w końcu go puścił. Nim odwrócił się na pięcie, poprawił jeszcze marynarkę i rzucił blondynowi krótkie spojrzenie.
Keith oparł się ciężej o ścianę, oddychając łapczywie i masując się po szyi. Zerknął w stronę oddalającego się napastnika lecz zaraz spuścił głowę wbijając wzrok w asfalt pod nogami.
Zamrugał kilka razy i zaciągnął się bardziej powietrzem, które jak na złość zdawało się być ciężkie i zbyt gęste, by dostać się do jego płuc. Szybko jednak zganił się w myślach, starając się uspokoić szalejące serce.
– Kurwa… – wydusił i szybko sięgnął do kieszeni, w której przed laty zwykł nosić inhalator. Oczywiście jednak nie znalazł go bo przecież wszystko było świetnie, więc po cholerę miałby go nosić przy sobie, pomyślał kpiąco, i oparł zacisnął pięść opartą o ścianę. Po chwili starając się oddychać wolniej i głębiej osunął się po ścianie i usiadł pod nią. Wiedział, że za wszelką cenę musi się uspokoić i w końcu odetchnąć.
Szybko jednak okazało się, że niemal zupełnie nie jest to możliwe, a do jego płuc chyba już wcale nie dopływało żadne powietrze. Czując zawroty głowy i mroczki przed oczyma z braku tlenu, sięgnął drżącą ręką po telefon. Dopiero gdy w jego źrenice uderzyło rażące światło wyświetlacza zdał sobie sprawę, że przez łzy stojące w oczach nie jest w stanie nic zobaczyć.
Oddychając chrapliwie wybrał pierwszy numer i po kilku dłużących się w nieskończoność chwilach wcisnął przycisk wybierania.

Ethan grzecznie słuchając uprzejmych rozmów, w końcu odszedł na bok odetchnął ciężej.
Bardzo chciałby wrócić już do domu. Był już nieco zmęczony i czekał posłusznie, aż kochanek wróci z papierosa i będą mogli się ulotnić.
Obserwując kątem oka salę bankietowa, w pewnym momencie zmarszczył mocno brwi. Chociaż zajęty był rozmową, szybko zdał sobie sprawę, że Keitha nie ma znacznie dłużej niż potrzeba na wypalenie jednego szluga. Szybko podszedł do Giny i odciągnął ją na bok.
– Hej… Keith jeszcze nie wrócił? – zapytał, a dziewczyna wzruszyła ramionami.
– Nie mam pojęcia. – odparła – A wychodził w ogóle?
– No na papierosa, ale już dawno temu. – wyjaśnił chłopak i pokręcił głową.
Na widok miny Giny spiął się znacznie.
– Jak to na papierosa? – niemal warknęła i szybko ruszyła ku wyjściu – Cholera, przecież jest astmatykiem! – dodał przełykając z trudem ślinę – Lekarz zabronił mu palić.
Ethan, który ruszył tuż za nią, jęknął cicho. Zupełnie nie miał pojęcia, że Keith choruje na astmę i cholera, jeżeli dostał ataku, to gdy już wydobrzeje, chyba go zadusi. Co prawda chłopak widział, że mężczyzna paląc często pokaszluje, jednak zupełnie nie przyszedł mu do głowy taki scenariusz.
Pędząc za Giną korytarzem, czuł jak serce podchodzi mu do gardła. W końcu gdy oboje dopadli do drzwi, pierwszy złapał za klamkę i pociągnął za nią po czym popchnął drzwi.
Dziewczyna, która wypadła na zewnątrz, niemal od razu znalazła się przy leżącym pod ścianą blondynie. Ethna jęknął niemal płaczliwie i stanął jak wryty. Już raz przechodził przez coś podobnego. I teraz ponownie jak wtedy, czuł już napływające do oczu łzy. Widział, jak dziewczyna unosi nieco rzeźbiarza i podnosi ku sobie jego twarz, sam jednak nie mógł się ruszyć. Wpatrywał się tylko w pociemniałą twarz mężczyzny a jedyne co słyszał to jego krótkie chrapliwe oddechy.
W pewnym momencie miał wrażenie, że czas się niemal zatrzymał, a on sam nie mógł nawet poruszyć palcem.
Dopiero gdy Gina, spojrzała na niego surowo, a on dostrzegł, że jej usta się poruszają, zamrugał kilka razy i dopadł do ciała kochanka.
– Weź kluczyki i poszukaj w aucie inhalatora, ja zadzwonię po pogotowie – powiedziała stanowczo i zerknęła na niego wyczekująco. Dopiero, gdy szatyn pokiwał głową zdawała się odetchnąć z ulgą.
Ethan zerkając na twarz Keith sięgnął do jego kieszeni i po chwili wydłubał z niej kluczyki i pilota do auta. Posyłając ostatnie spojrzenie jego niemal nieobecnej twarzy, w końcu zerwał się z miejsca i popędził przed siebie, pragnąć jak najszybciej wrócić do ukochanego.
Kiedy po kilku niesamowicie dłużących się chwilach biegu dopadł do auta, stojącego na parkingu szybko je otworzył. Szarpiąc za klamkę, miał wrażenie, ze zaraz ją wyrwie, podobnie jak uchwyt od schowka,w którym jako pierwszym oczekiwał znaleźć przedmiot. Drżącymi rękoma zaczął przewalać znajdujące się w nim przedmioty. Kiedy w końcu w mroku jego spojrzenie padło na okrągły inhalator zaśmiał się z ulgą i złapał do w dłoń. Szybko okręcił się i ruszył z powrotem, słysząc już syrenę karetki.
Nie wiedział już sam czy zamknął za sobą samochód czy też nie. Miał tylko wrażenie, że zbyt długo zabawił przy samochodzie, a każda sekunda była zupełnie bezcenna.
Zbierając po drodze łzy w policzków, jak w amoku biegł ku zaułkowi, w którym leżał Keith. Był przekonany, że widok jego sinej twarzy będzie prześladował go już do końca życia.

Reklamy

14 thoughts on “Till We Are Vol. 3 Ch.15

  1. Ejjjj nie, tylko nie Keith :( Mam nadzieję, że skończy się tylko na strachu i szybko wróci do zdrowia i do Ethan’a. Tworzą taką zajebistą parę, że ach i och! <3 Tylko ta głupia matka Ethan'a bruździ, grrr…

    Pozdrawiam i życzę weny :)

    1. Och, witam serdecznie na blogu! C:
      Dziękuję za komentarz i cóż… zapraszam na następne rozdziały. Okaże się jak z tym zdrówkiem rzeźbiarza. No i co ztą wredną francą… :I

      Dziękuję i również pozdrawiam! C:

  2. trzymam mocno kciuki za Keitha, żeby z tego wyszedł, bo jest moim ulubionym bohaterem tego opowiadania i nie wyobrażam sobie, żeby mogło go zabraknąć w ostatnim rozdziale. i tak, jak już wydobrzeje to Ethan powinien mu spuścić niezłe manto :x a matka Ethana to jest już całkiem stuknięta. głupia pizda. niech się odczepi od Keitha i da swojemu synowi żyć tak jak on tego chce. wrr! poza tym Ethan i Keith muszą być razem do końca, szczęśliwi jak teraz <3

    1. Och, ja też jestem za tym, żeby Ethan zrugał mocno kochanka.
      Co do Catherine to… ech… taki człowiek, który zawsze musi dopiąć swego… Szkoda, że nie dostrzega tego, jak bardzo działa na szkodę Ethanowi. :C

  3. Ta kobieta jest po prostu nieobliczalna. Wszystkiego się można było po niej spodziewać, jednak że z niej jest AŻ TAKA SUKA, to się nie spodziewałam. Przeszła samą siebie. Ja rozumiem, że chce odzyskać syna, ale żeby się posuwać do czegoś takiego?! Przekupstwo, dobra, jeszcze mogę jako tako przełknąć, ale zastraszanie?! Żeby jej jeszcze chodziło o dobro syna, ale coś mi mówi, że bardziej ją obchodzi reputacja niż szczęście własnego syna. Chociaż nawet to by jej nie usprawiedliwiało. Przecież Keith mógł zginąć!!! Coś takiego chyba podchodzi pod paragraf. Prawda? Przecież groźby są karalne. Nawet kogoś tak wysoko postawionego jak pani Linwood prawo obowiązuje.
    A teraz Keith. Normalnie mam go ochotę palnąć w łeb. No, proszę, on naprawdę jest taki głupi? Ja go nie chcę obrażać, bardzo go lubię, ale kto normalny, chory na astmę pali papierosy??? Mam nadzieję, że wszystko z nim będzie w porządku. Naprawdę się wystraszyłam, jak mu zabrakło tchu i się na ziemię osunął.
    Ethan… on chyba źle przeżywa takie kryzysowe momenty jak wypadki czy atak choroby. Takie samo zaćmienie miał przy wypadku Anthony’ego. W takich chwilach nie potrafi zachować zimnej krwi i zwyczajnie panikuje.
    Liczę na szczęśliwe zakończenie dla nich. Jak dla mnie mogą się wyprowadzić, byle jak najdalej od tej zimnej suki, matki Ethana, którą interesuje tylko to, co ludzie myślą.

    „Ethan jęknął cicho i pokiwał szybko głowa.” – „głową”.
    „Uśmiechając się krzywo, Keith spojrzał pewnie w zimne oczy nieznajomego i uśmiechnął się krzywo.” – wywal jedno „uśmiechnął się krzywo” bo dwa razy jest bez sensu.
    „Oczywiście jednak nie znalazł go bo przecież wszystko było świetnie, więc po cholerę miałby go nosić przy sobie, pomyślał kpiąco, i oparł zacisnął pięść opartą o ścianę.” – oparł zaciśniętą pięść” albo zacisnął pięść opartą”. Jedno i drugie jednocześnie – nie.
    „Ethan grzecznie słuchając uprzejmych rozmów, w końcu odszedł na bok odetchnął ciężej.” – tu brakuje „i”.
    „Obserwując kątem oka salę bankietowa, w pewnym momencie zmarszczył mocno brwi.” – bankietową”.
    „Cholera, przecież jest astmatykiem! – dodał przełykając z trudem ślinę” – „dodała” i przecinka brakuje.
    „Kiedy w końcu w mroku jego spojrzenie padło na okrągły inhalator zaśmiał się z ulgą i złapał do w dłoń.” – „go” nie „do”.
    „Zbierając po drodze łzy w policzków, jak w amoku biegł ku zaułkowi, w którym leżał Keith.” – „z” nie „w”.

    Pozdrawiam i życzę weny.

    1. „Ethan jęknął cicho i pokiwał szybko głowa.” – „głową”. Boze.. Godzine szukalem tego bledu, zeby go „wytknac”, ale za cholere go nie znalazlem! Tak to jest kiedy twoj telefon sie wylacza i kasuje caly komentarz, ty znowu musisz od poczatku go pisac, i od poczatku czytac caly rozdzial w celu odnalezienia i skopiowania bledow.. Przy koncowkach juz nie wyrabialem, bo czytalem zbyt szybko i to bylo zbyt emocjonujace :P
      Dziekuje! :D

    2. Och, ją zawsze chyba tylko to obchodziło. :I Niestety, Ethan chyba jeszcze swoje od niej dostanie. :C To przykre, i tak szczerze mi już zaczyna być jej bardziej szkoda, jeżeli myśli, że pieniądze i zastraszanie, wszystko załatwią. :I heh, są karalne, ale zawsze Keith może dojść do wniosku, że ‚załatwi to sam’. W końcu już ostatnio dał popis tego jak bardzo jest odpowiedzialny. Ech…
      Co do Ethana. Tak, nerwów to on nie ma zbyt wytrzymałych. Niestety. Na szczęście Gina była jako tako ogarnięta i udało się jej myśleć raczej racjonalnie. Chłopak chyba za bardzo się boi, że coś może stracić. Ale ja się mu chyba nie dziwię tak do końca.
      Dziękuję za błędy i również pozdrawiam.

  4. Czemu ten rozdział wydaje mi się tak brutalnie krótki? Serce mi wali jak młotem… Jezu, nawet nie wiem co napisać.
    Nie znoszę rodziców Keitha… jak można się w taki prostacki sposób zachowywać? I do tego ten atak astmy… to mnie zabija…-.-”
    A gdy tylko pomyślę, że nie będę w stanie przeczytać kolejnego rozdziału, bo w czwartek wyjeżdżam i nie będę miała dostępu do internetu, to aż coś mnie ściska…
    I oczywiście, gdy już z Ethanem będzie wszystko w porządku ( nie przyjmuję niczego innego do wiadomości) to nie widzę innego wyjścia dla nich, jak wyprowadzka z Denver. Inaczej nie będą mieli szansy na spokojne życie…
    Rozdział… przytłaczający.. smutny, ale jak zawsze cudowny :D
    Pozdrawiam! ;)

    1. Uch… bo jest brutalnie krótki. :C
      Ale, chyba treściwy i dosyć… sensacyjny, więc mam nadzieję, że nie jest tak źle.
      Och… Czy chłopcy sie wyprowadzą to się jeszcze okaże. A może w końcu coś się stanie i Catherine da już spokój?
      Jeju, wiesz… Mam nadzieję, że wrócisz niedługo i zobaczę Cię pod którymś rozdziałem. W każdym razie mam nadzieję, że jedziesz na jakieś wakacje i wypoczniesz sobie porządnie! xDD
      Ściskam gorąco i czekam! : D
      <33

  5. ,,Wiesz…. mam wrażenie, że tylko ja ci jeszcze nie pogratulowałem… – szepnął i oblizał lekko usta, widząc, ze zwraca tym uwagę blondyna.” ~ ,,że”
    ,,Jego kark kłuły drobne igiełki podniecenia i czuł już jak pod cienką, niemal prześwitująca koszulą wszystkie włoski staja mu dęba.” ~ ,,stają”
    ,,Był pewien że tak skończy się ten wieczór.” ~ przecinek przed ,,że”
    ,,Blondyn przełknął ciężej i wbił się bardziej w ścianę, naprężając wszystkie mięśnie.” ~ Co przelknał? Sline?
    ,,Jej kształt jednoznacznie sugerował, że gdyby Keith ja wziął przez dłuższy czas mógłby zupełnie nie pracować, a opalać…” ~ ,,ją”
    ,,Powiedz jej, że mam już dosyć tych pieprzonych pogróżek, głuchych telefonów i tego całego przestawienia, które uskutecznia.” ~ ,,przedstawienia”
    ,,Keith sapnął ponownie przez nos, czując ja gęste robi się wokół powietrze. Wiedział, a raczej miał nadzieję, że ten facet nie zamorduje go ot tak za galerią, jednak nie mógł poradzić nic na to, że nogi automatyczne mu zmiękły.” ~ ,,jak” i ,,automatycznie”
    ,,Oczywiście jednak nie znalazł go bo przecież wszystko było świetnie, więc…” ~ przecinek przed ,,bo”
    ,,Obserwując kątek oka salę bankietowa, w pewnym momencie zmarszczył mocno brwi. Chociaż zajęty był rozmową, szybko zdał sobie sprawę, że Keitha nie ma znacznie dłużej niż potrzeba na wypalenie jednego szluga. Szybko podszedł go Giny i odciągnął ją na bok.” ~ ,,kątem”, ,,bankietową”, ,,do”
    ,,- Jak to na papierosa? – niemal warknęła i szybko ruszyła ku wyjściu – Cholera, przecież jest astmatykiem! – dodał przełykając z trudem ślinę – Lekarz zabronił mu palić.” ~ a nie ,,dodała”?
    ,,Dziewczyna, która wypadł na zewnątrz, niemal od razu znalazła się przy niemal lezącym pod ścianą blondynie.” ~ ,,wypadła”, bez jednego ,,niemal”
    ,,Wpatrywał się tylko w pociemniałą twarz mężczyzny a jedyne co słyszał to jego krótkie chrapliwe oddechy.” ~ przecinek przed ,,a”
    ,,- Weź kluczyki i poszukaj w aucie inhalatora, ja zadzwonię po pogotowie – powiedziała stanowczo i zerknęła na niego wyczekująco. Dopiero, gdy szatyn pokiwał głową zdawała się odetchnąć z ulgą.” ~ kropka przed myslnikiem i z wielkiel litery ,,powiedziała”
    ,,Ethan zerkając na twarz Keith sięgnął do jego kieszeni i po chwili wydłubał z niej kluczyki i pilota do auta.” ~ ,,Keitha”.
    Strasznie duzo ,,niemal” w tym rozdziale. Jestem porazony ich iloscia.
    Powinno byc „Rozdzial 15” nie 14 :)
    Mam nadzieje, ze rzezbiazowi nic sie nie stanie. Nie przezylbym gdyby Ethan go stracil..
    Szkoda mi bardzo Giny. Ciekawe czy znajdzie sobie kogos..
    Powinni isc na policje z ta matka Ethana. Glupia suka >:(
    Pozdrawiam

    Damiann

  6. Jezu… Nie wiem co powinnam powiedzieć…
    Nie podejrzewałam, że Catherine jest w stanie posunąć się aż tak daleko. Zapomniałam już jak bardzo zawsze mnie irytowała, ale z dzisiejszym rozdziałem jedynie uświadomiłam sobie jakim okropnym człowiekiem jest. I nie spodziewałam się, że nagle znów zacznie robić coś tak głupiego, usprawiedliwiając się chęcią odzyskania syna.
    Poza tym Keith jest skończonym debilem -.- Chyba każdy na miejscu Ethana pomyślałby to, co napisałaś: „jeżeli dostał ataku, to gdy już wydobrzeje, chyba go zadusi”. Mam tylko nadzieję, że faktycznie wydobrzeje, bo jeśli miałoby mu się coś stać… Nawet nie chcę o tym myśleć. Nigdy nie rozważałam takiego scenariusza, że któryś z tych panów miałby umrzeć i nadal nie zamierzam, bo to moja ulubiona para, do której mam największy sentyment. Jeśli nie będzie dla nich happy endu, to powiedzenie, że będzie mi przykro jest za małym określeniem. O ile zawsze wolałam opowiadania bez szczęśliwego zakończenia, tak teraz nie przyjmuję do wiadomości, że może być inaczej. Nie w przypadku Ethana i Keitha! :c
    Uff, to chyba wszystko, co miałam napisać…
    Będę wyczekiwać następnego rozdziału jeszcze bardziej niż zwykle!
    Pozdrawiam i życzę duuuużo weny <3

    1. Och, ja myślę, że byłoby to bardzo dziwne gdyby kobieta tak po prostu odpuściła. Zwłaszcza po tym pocałunku, który tak niewątpliwie wzbudził tyle sensacji w towarzystwie.
      Nuuu…. najmądrzej to on się nie zachował, niestety. Ale cóż. Chyba każdy, gdy choroba przestaje szaleć, zaczyna o niej zapominać, bo przecież ‚czuje się dobrze’. :/ Niestety.
      Och… umrzeć…. Czy ja jestem az tak…. (nie)przewidywalna? : D

      Dziękuję i również gorąco pozdrawiam!
      <33

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s