Jego Królewska Mość 02

Kiedy w końcu Angus wjechał do miasta, czuł już przyjemne mrowienie na ciele. W końcu był w domu.
Kiedy obejrzał się za siebie szybko dostrzegł zadowolone miny swoich towarzyszy, którzy również musieli stęsknić się za domem.
Jadąc w kierunku zamku, książę śledził mijane budynki. Widok znajomych dachów, sukien mijanych kobiet tylko potęgował jego niecierpliwość. Powinien w końcu wrócić tu na stałe, był tego pewien, bo w końcu miał do kogo wracać, pomyślał i uśmiechał się nieco krzywo. Kochał to uczucie spełnienia gdy po miesiącach tęsknoty znowu mijał bramy stolicy.
Kłaniający się mu ludzie, których przecież nie znał osobiście, też zawsze wydawali się mu tacy bliscy. Ich uśmiechy, okrzyki powitania – wszystko było idealne.
Nim dojechał do zamku, jego towarzysze rozjechali się w swoich kierunkach. I prawdopodobnie to on jako ostatni zajedzie do ‚domu’. Nie popędzając konia, przyglądał się wysokim wieżom i grubym murom, które otaczały zamek. Spędził w nim najlepsze lata, to pewne, ale w jednym momencie musiał odejść. Nigdy nie widział siebie jako władcy, nigdy nie chciał nim być, chociaż do tego przygotowywał go ojciec. Ale był jeszcze Sheri. Jego mały, słodki Sheri – zawsze tak go pamiętał. Jako uroczego, małego rudzielca wpatrzonego w niego jak w obrazek, naśladującego jego czyny, włażącego mu na kolana. Tylko takim chciał go widzieć, bo z biegiem lat Angus nie poznawał już chłopaka. Wszystko w nim stawało się obce i zimne i wydawało się, że już za późno na to by cokolwiek zmienić.
To była jego wina? Że go zostawił? Być może. Może i dlatego  też coraz częściej uciekał. Na coraz dłuższe wyprawy, pomimo stęsknionego kochanka czekającego w zamku.
Kiedy był już na drodze do wrót, skrzywił się lekko. Myśli o Sheridanie szybko stłamsiły jego radość. Zamiast donic z kwiatami, miał już przed oczyma brata, jego zimne oczy, brzydkie miny i przykre słowa. Teraz tak to wyglądało.
Spuszczając wzrok na łeb konia, Angus odetchnął cicho. Tęsknił za dawnymi czasami, ale wiedział już, że nic ich nie przywróci. Że wszystko cokolwiek było dobre w Sherim, chyba na zawsze już zgasło.
Nie minęło wiele czasu nim pojawił się służący, chcący odebrać konia. Później już przywitanie z czekającą na niego w gotowości służbą, kolacja w jej towarzystwie.
Kiedy dobiegała końca Angus odstawił kielich na stół i zwrócił się do Mahona.
– Gdzie jest mój brat? – zapytał uśmiechając się delikatnie.
Mahon pokiwał tylko głową, odwzajemniając uśmiech.
– W swojej komnacie, panie. – odparł pochylając nisko głowę.
W końcu! Cały dwór cieszył się z przyjazdu Angusa. Wraz z wiadomością, ze zbliża się do bram, każde z nich odetchnęło z ulgą. Każde, oprócz króla, który zamknął się w swojej komnacie.
– Pójdźmy, Mahonie – zwrócił się do służącego Angus – Po drodze opowiesz mi czego tym razem dopuścił się mój brat.
– Dobrze… – przytaknął Mahon, ruszając za postawnym mężczyzną.
Kiedy stanęli przed drzwiami komnaty Sheridana, Angus wyglądał już na bardzo rozwścieczonego. Nie mógł pojąć jak jego brat mógł dopuszczać się takich grzechów. Mógł zrozumieć jego zainteresowanie mężczyznami, ale wszystko inne sprawiało, że robiło mu się niemal mdło. Czy król nie powinien być wzorem? Nie powinien być dobrym ojcem dla swoich poddanych? Sheridan zamiast tego stosował terror i wyznawał rozpustę, i za każdym razem, gdy Angus wracał go domu, nie mógł nadziwić się, że jego mały brat był zdolny do czegoś takiego.
– Dobrze, dziękuję ci, możesz odejść. – zwrócił się do Mahona, łapiąc za klamki ciemnych drzwi – Pora bym rozmówił się z moim bratem.
Służący skinął mu głową i posyłając przeciągłe spojrzenie odszedł korytarzem, a Angus wszedł z rozmachem do pokoju.
– Gdzie jest mój brat!? – zawołał wchodząc i zatrzaskując za sobą drzwi.
Wszedłszy do pomieszczenia od razu skierował swe kroki ku wielkiemu łożu, w którym jak zwykle pod tuzinem pierzyn chował się przed nim Sheridan.
Mijając złocone meble doszedł do niego po kilku chwilach i coraz bardziej zły, ściągnął z niego pościel.
Bolało go zachowanie młodszego brata. Kochał go całym sercem, a on? Nie czekał na niego nigdy, a przecież na każdej z wypraw mógł zostać zamordowany. Nie rozumiał jego zachowania, ale starał się być dla niego dobrym, pomimo jego skandalicznego sposobu bycia.
– Dlaczego mnie nie przywitałeś? – zapytał, zwracając spojrzenie na skulonego chłopaka.
Sheridan uniósł na niego wrogie spojrzenie i schował nogi pod haftowaną koszulę nocną.
– Dlaczego mój brat, jest jedyną osobą, której nie cieszy mój przyjazd?
Chłopak nie odpowiedział, nawet na niego nie spojrzał. W końcu doskonale znał jego rysy twarzy. Jego szeroką szczękę, rudawą brodę i szerokie brwi, spod których mądrze zerkały zielone oczy. W końcu zawsze był porównywany do starszego brata! Zawsze był nazywany tym gorszym bratem, wymoczkiem, dwórką! Ale nie mógł zaprzeczyć, to była prawda.
– Czy ty w ogóle słuchasz co do ciebie mówię…? Sheri…? – zapytał Angus, wyciągając do niego dużą dłoń. Chłopak odtrącił ją i odsunął się do wezgłowia łóżka.
– Dlaczego miałbym…? – prychnął odwracając się do niego plecami i kuląc na poduszkach – Nie wracasz przecież z końca świata…
– Nie interesuje cię moja wyprawa? – zapytał starszy mężczyzna.
– Nie interesują mnie żałosne potyczki brudnych chłopów… – syknął przez zęby Sheridan.
Angus odetchnął ciężko i przygryzł wargę. Te parę słów, które usłyszał ponownie go zabolało. Nie chodziło tu o porównanie go do chłopa, ale o to, że jego brat był względem niego tak nieczuły. Przecież mieli tylko siebie czy nie powinni się wspierać? Czy Sheridan nie bał się ani razu, że, kiedyś nie wróci z którejś wyprawy?
Zawsze gdy wracał do domu, był pełen nadziei, ale też zawsze, gdy spędził z nim kilka godzin zaczynał czuć się jak wrak. Gorzej niż po bitwie, gorzej niż po otrzymaniu pchnięcia nożem. Tylko jego brat to potrafił. Sprawić, że czuł się jak słaby i bezbronny młodzik.
– Mahon mówił mi o twoim skandalicznym zachowaniu… – zauważył w końcu – Co ty sobie wyobrażasz?! – rzucił odwracając go w swoją stronę – Jesteś królem! Jaki dajesz przykład?
Chłopak prychnął, zwracając ku niemu zamglone spojrzenie.
– Taki, jaki chcę. Jestem królem. – odparł delikatnym głosem, a zauważając jak Angus zaciska pieści na jego ramionach ledwie powstrzymał głośne westchnienie.
– To nie znaczy, że możesz wieszać ludzi bezpodstawnie! Albo używać sobie na służących! – warknął mężczyzna.
– Jestem królem, mogę skazać na szubienicę każdego. – syknął chłopak – Nawet ciebie!
Angus posłał mu wściekłe spojrzenie i pchnął go silnie na pościel.
– Mnie chcesz powiesić? – zaśmiał się tubalnie, przyciskając go do pierzyn – Mnie, Sheri?
Chłopak przełknął ciężko ślinę.
– Mówiłem ci już, kochany braciszku, jak bardzo cię nienawidzę? – rzucił król wpatrując się w niego z czystą nienawiścią wypisaną na twarzy.
Dotyk rąk brata bardzo go bolał, palił przez rękawy koszuli i zostawiał ślady na przedramionach.
Angus nic nie wiedział! Przyjeżdżał tu, odstawiał grę swoim idealnym, przykładnym zachowaniem, swoją udawaną dobrocią. A przecież nie było na tym świecie gorszego człowieka niż on. Sheridan nie znał nikogo okrutniejszego ani bezwzględniejszego niż Angus.
Spojrzał mu głęboko w oczy i uśmiechnął się kpiąco, czując jak pod jego twardym wzrokiem zaczyna drżeć.
– Tak, Angusie…. – zasyczał jak żmija – Gdybym tylko chciał, zawisnąłbyś o świcie… – zaśmiał się.
Wiszący nad nim mężczyzna zacisnął mocno wargi.
– A dlaczego nie? – warknął – Proszę bardzo, nie boję się śmierci!
– Więc może powinieneś zacząć! Zapewniam, że dla ciebie wymyśliłem masę nowych tortur. – zachichotał król – I zabijam cię za każdym razem, gdy tylko dowiaduję się o twoim przyjeździe. – szepnął z satysfakcją dostrzegając ból w oczach brata.
Angus pokręcił tylko głową i po chwili oparł czoło o obojczyk chłopaka.
– Dlaczego, Sheri…? – zapytał po kilku minutach – Dlaczego mój mały braciszek, stał się czymś takim?
Chłopak zastygł pod ciałem Angusa i w końcu odepchnął go rękoma. Na niewiele się to zdało, bo przy bracie był tylko wątłym chłopcem, nie tak silnym, nie tak dobrze zbudowanym.
– Wynoś się stąd…! – wydusił w końcu – Nie chcę cię widzieć!
Angus przesunął ręką po ramieniu chłopaka i w końcu uniósł się z łóżka.
– Obyś nie żałował swoich słów. – rzucił i ruszył do drzwi. – Mamy tylko siebie Sheri, a ty traktujesz mnie jak najgorszego wroga. – westchnął i wyszedł z komnaty.
– Bo nim jesteś! – krzyknął za nim Sheri – Jesteś najgorszy! Nienawidzę cię! Słyszysz? Nienawidzę! – wrzasnął, a Angus zacisnął mocno zęby.
Naprawdę w takich momentach też nienawidził Sheridana.
Jak on mógł mówić to wszystko? Jak mógł tak bardzo pobłądzić? Zamiast go kochać – nienawidził, zamiast szanować – poniżał go. Ale Angus nie umiał być wobec niego bardziej surowy. Rozumiał że młodzieniec dźwigał na sobie wielki ciężar i odpowiedzialność, i musiał jakoś odreagować, ale dlaczego akurat na nim?
Idąc sprężystym krokiem przez korytarz, książę odetchnął ciężej.
Bardzo chciał już znaleźć się w ramionach, które na pewno go nie odepchną. W ramionach osoby, która już od lat z utęsknieniem go wygląda i zawsze za nim tęskni.
– Mahonie… – westchnął Angus, spoglądając na służącego ponad planszą. – Szach i mat. – zaśmiał się do niego.
Mężczyzna uniósł ręce w geście poddania i wyprostował na krześle.
– Nie jestem już małym chłopcem, nie musisz mi dawać wygrywać. – powiedział czystym głosem Agnus.
– Nadal jesteś moim panem. – uśmiechnął się do niego starszy mężczyzna i przesunął ciepłym spojrzeniem po jego przystojnej twarzy.
Książę zaśmiał się lekko, odrzucając głowę do tyłu.
Wykąpany i najedzony, ochłonął po rozmowie z bratem. Bardzo chciał z nim ponownie się spotkać. Porozmawiać otwarcie, dowiedzieć się dlaczego ten czuje do niego taką niechęć. Dlaczego go od siebie odpycha. Ale za każdym razem Sheri patrzył na niego, jakby chciał go zamordować, a to skutecznie go hamowało i Angus miał wrażenie, że nic nie boli równie mocno jak to.
Szybko jednak, otrząsnął się z ponurych myśli i wstał od stolika, by podejść do służącego.
– Nie lubię, gdy ktoś mnie traktuje ulgowo… – powiedział przesuwając dłonią po jego ramieniu.
Przyjrzał się twarzy Mahona. Siwiejące już na skroniach kasztanowe włosy, były świadectwem lat, które razem spędzili, a ciepło bijące od jego ciała, sprawiało, że czuł się naprawdę jak w domu. W końcu jak w domu.
– Myślę, że do tego, że ja cię tak traktuję, powinieneś przywyknąć już dawno temu. – zauważył lokaj.
Angus przygryzł wargę i przykucnął przy krześle służącego.
– Masz rację… – westchnął, kładąc głowę na jego kolanach, zaraz też przymknął oczy, czując w swoich włosach palce Mahona.
– Kiedy teraz wyjeżdżasz? – zapytał starszy mężczyzna.
– Dopiero przyjechałem… – zaśmiał się Angus, przesuwając ręką po jego łydce.
Mahon zaśmiał się również i pochylił do jego ucha.
– A ja już zaczynam tęsknić. – szepnął.
Wiedział, że nie zatrzyma przy sobie ukochanego. Nieważne jak wielkim był wojownikiem, z jednym nie potrafił walczyć. I nawet jego, ich, miłość nie potrafiła go uwiązać w tym miejscu. Zresztą Angus nie był Sheridanem – nie znosił bólu, cierpienia. I wcale na nie nie zasługiwał. Wiedząc to, Mahon już dawno przestał go prosić, by został na dłużej. Nawet gdy jego wizyty było coraz krótsze starł się to dzielnie znieść, zrozumieć to jakoś. Poza tym dla kogo innego miałby znaleźć usprawiedliwienie, jak nie dla niego? Kochał go więc zawsze go popierał, zawsze był za nim, za jego decyzjami.
Angus przełknął ciężej ślinę i oblizał wargi bez problemu dostrzegając jak zapał kochanka nieco gaśnie. Nie chciał go ranić, ale wystarczyła ta krótka rozmowa z bratem, a on już pragnął uciec na koniec świata, gdzie nadal mógłby wyobrażać sobie, że jest tak, jak dawniej. Że Sheri jest taki jak dawniej.
– Na razie ciesz się moją obecnością… – szepnął, podnosząc głowę – Wyjadę za kilka dni, więc nie możemy ich zmarnować. – dodał, posyłając mu lekki uśmiech.
Mahon ujął jego twarz w dłonie i spojrzał przenikliwie w oczy.
– Co się dzieje, mój książę? – zapytał, masując jego policzek kciukiem – Masz smutne oczy… – zauważył.
Angus odwzajemnił głębokie spojrzenie i wymusił na twarzy uśmiech.
– Angusie… – powtórzył kochanek.
Książę odetchnął i spuścił spojrzenie.
– Wiesz, co mi powiedział dzisiaj mój brat? – zapytał w końcu retorycznie – Że gdyby tylko zechciał, już z samego rana wisiałbym na stryczku. – zaśmiał się gorzko – Mój brat, Mahonie.
Służący zmarszczył brwi i poczuł aż dreszcze przebiegające po jego plecach. Doskonale wiedział, że Sheridana było stać na coś takiego. Ten chłopak nie miał szacunku do nikogo, nawet do swojego starszego brata, któremu należał się najgłębszy respekt. Tylko chował się tak przed nim, jakby się bał i za każdym razem Mahon miał wrażenie, że skorupa tego strachu w końcu pęknie, a wtedy miotający się chłopak zrobi coś naprawdę głupiego.
– Nie miałby odwagi tego zrobić. – powiedział nieco wbrew swoim rozważaniom – Dopuszcza się wielu rzeczy lecz tego by nie zrobił. – dodał jakby chciał sam siebie przekonać.
– Żałuję teraz… – westchnął Angus – Żałuję, że nie zostałem, gdy mnie o to prosiłeś.
Gdyby mógł cofnąć czas, uległby namowom Mahona, by zostać królem. Chociaż wiedział, że jego prośba była bardziej motywowana tym, by mogli być blisko siebie, a nie do końca dobrem królestwa. Ale nie, on wolał podróże, potyczki i pojedynki. Chciał odejść od pogrążonego w żałobie zamku, nie mógł znieść łez Sheridana, ani żalu służby.
– Za późno na żal, Angusie. – odetchnął służący, gładząc go po ramionach. – Sheridan nie zrobiłby tego. Pomimo tego jaki jest.
Angus odetchnął ciężko i przymknął oczy.
Chciał w to wierzyć, ale w jakiś sposób bał się chłopaka. Jego oczu, tego co robił, tego co mógł zrobić – nawet jemu– jako władca. Zawahałby się? Żałowałby?
– Kocham cię, Mahonie… – powiedział po kilku chwilach.
Tak naprawdę tylko ten mężczyzna był jego domem. Nie Sheridan, który z niewiadomych przyczyn go nienawidził, nie wielki zamek. Tylko Mahon, który już od lat czekał na niego, który zawsze witał go z otwartymi ramionami.
Mahon uśmiechnął się delikatnie i pochylił się do jego twarzy. Z westchnieniem ulgi musnął jego popękane usta swoimi.
– Ja kocham cię bardziej. – powiedział odrywając się od nich na chwilę – I wydaje mi się, że za każdym razem tęsknię bardziej. – dodał, błądząc spojrzeniem po jego twarzy.
Byli razem już od przeszło dziesięciu lat, a on chyba starzał się nieuchronnie, bo stawał się strasznie sentymentalny. Dni dłużyły mu się bardziej, szczególnie gdy Angus był na wyprawach.
Przysięgał mu milion razy, że będzie strzegł Sheridana i sam też miał słabość do chłopca. Do wspomnienia chłopca sprzed lat, kiedy był jeszcze niewinny i dobry. Kiedy nie miał tych chorych napadów, kiedy nie był tak okrutny.
Mahon miał świadomość, że nadal mu ulega. Że wystarczy by tylko zobaczył łzy w jego oczach, albo smutną minę od razu wracał do przeszłości. Gdy zaraz po śmierci rodziców, Angus wyjechał to on sam opiekował się Sheridanem. I nie mógł uwierzyć, że tak źle mu poszło. Że z chłopca wyrósł taki potwór.
– Chciałbym zabronić ci jechać. – dodał, prychając pod nosem. Nie chciał już myśleć o władcy. Nie dzisiaj, gdy w końcu mógł cieszyć się obecnością ukochanego.
Książę wychylił się do niego i wsunął rękę na jego kark. Pocałował go mocno i jęknął w jego usta. Tyle miesięcy na to czekał, mając do dyspozycji tylko wspomnienia z ich wspólnych spotkań.
Uwielbiał to, że przy Mahonie czuł się tak swobodnie, nie jak książę, czy dowódca wojsk. Kochał jego cierpliwe inteligentne spojrzenie i uśmiech, często goszczący na jego pełnych wargach.
– Kiedy będę już stary… – zaczął, a Mahon zamknął mu usta pocałunkiem.
– Jaką mam pewność, że wrócisz za kilka miesięcy? – zapytał, kręcąc głową – Żadnej… Więc nie myślmy o tym co będzie za kilkadziesiąt lat…
Angus odetchnął drżąco, masując dłońmi jego tors.
– Masz rację… – szepnął – Dopóki tu jestem, po prostu cieszmy się sobą…
Powoli sięgnął dłońmi do zapięcia jego uniformu i wbijając się w jego usta zaczął go rozbierać i całować z oddaniem. Miał wrażenie, że to on jest sługą Mahona, zresztą chciał nim być.
Za tyle rzeczy był mu wdzięczny, za tyle chwil, które niejednokrotnie go ratowały, gdy strudzony okrucieństwami wojny i oziębłością brata wracał w jego ramiona.

Zdeterminowany Sheridan ruszył pewnym krokiem w kierunku komnaty brata. Nie przeszkadzała mu zupełnie zimna posadzka, która paliła jego nagie stopy. Parł przed siebie niestrudzony. W końcu po tylu latach postanowił mu to powiedzieć.
Nie mogło być tak, że przed nim drżał, bo to on był władcą – jego miano się bać. I Angus też powinien. Może się upokorzy tą wizytą, ale wbrew temu co przedtem mówił chciał go zobaczyć. Widok jego twarzy zawsze napełniał go nowa dawką energii, to przez niego taki był i to dzięki niemu miał siłę na wszystko co robił.
Nigdy nie był taki jak on, ale zawsze w przeszłości chciał mu dorównać. Ale nie był ani tak umięśniony, ani tak przystojny jak on. Mieli tych samych rodziców, a jednak było jak ogień i woda. Zupełnie inni.
Kiedy stanął pod drzwiami jego komnaty zdziwił się brakiem służby i uchylił cicho jedno skrzydło.
W pierwszej chwili zastygł widząc obu mężczyzn splecionych w miłosnym uścisku. Gdy w jednym z nich rozpoznał Mahona, oparł się ciężej o drzwi i zasłonił usta dłonią, by stłumić jęk.
Ich przyspieszone oddechy i tłumione jęki, wypełniały komnatę, i nawet z odległości kilkunastu metrów czuł zapach ich ciał. Widział ich spojrzenia, słyszał ich czułe słowa, które ze sobą wymieniali, zapewnienia o miłości, o przyszłości, o wszystkim tym, czego on nie posiadał i nie posiądzie. Teraz już to wiedział na pewno. Widząc ich, zupełnie już stracił nadzieję, a przecież jeszcze chwilę temu, jeszcze kilkanaście minut temu, poczuł się inaczej. Chciał kolejnej szansy, chciał zacząć na nowo, poprosić o pomoc. Nie bać się prawdy. Ale teraz?
Znowu, jak przed laty poczuł szczere łzy płynące po jego policzkach lecz po chwili otarł je ze złością.
Jak Angus mógł mu to zrobić?

Reklamy

4 thoughts on “Jego Królewska Mość 02

  1. ,,Kochał to uczycie spełnienia gdy po miesiącach tęsknoty znowu mijał bramy stolicy.” ~ ,,uczucie”
    ,,Może i dlatego tego też coraz częściej uciekał.” ~ bez jednego tego
    ,,Służący zmarszczył brwi i poczuł aż deszcze przebiegające po jego plecach.” ~ ,,dreszcze”
    ,,Jego oczu, tego co robił, tego co mógł zrobić – nawet mu – jako władca.” a nie powinno byc ,,nawet jemu”?
    ,,Że wystarczy by tylko zobaczył łzy w jego oczach, albo smutną minę od razu wracał do przeszłość.” ~ ,,przeszłości”.
    Kurde! Czemu Sheridan ich zobaczyl, a moglo byc tak dobrze :(
    Czyzby krol sie zakochal w Mahonie? Kto wie, moze i Mahon zdradzi Angusa, ale przeciez sa ze soba juz 10 lat…
    Mam nadzieje, ze mlodszemu nie strzeli nic glupiego do glowy i nie zrobi krzywdy i jemu i Angusowi.
    Ciekaw jestem czy sobie odejdzie czy mezczyzni go zauwaza, mam nadzieje na to drugie :D
    Pozdrawiam

    Damiann

  2. No i wreszcie doczekałam się kolejnego rozdziału „Jego Królewskiej Mości” ^^
    Nie można się nie zgodzić z tezą, że to opowiadanie ma w sobie coś niesamowitego. Przyciąga uwagę, jest zupełnie inne od reszty Twoich historii, ale równie dobre co rozbudowane fabularnie „Till We Are”, czy poruszające „Ćmy i Anioły”.
    Jestem zafascynowana postacią Sheridana *.* Chłopak jest bardzo niewzorcowy i można odnieść wrażenie, że aż prosi o poznanie jego przeszłości.
    Mam nadzieję, że już wkrótce będę mogła przeczytać dalszy ciąg tej opowieści, nie mogę się doczekać :)

    Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s