Jego Królewska Mość 03

Kiedy słońce zachodziło, plac egzekucyjny był pełen.
O ile Sheridan zawsze zabiegał o to by jak najwięcej mieszkańców oglądało wyroki, o tyle teraz nawet nie musiał rozsyłać wici, by ci przyszli. W końcu to, co miało się dzisiaj zdarzyć przyciągnęło wielu gapiów, nawet tych, którzy zawsze byli przeciwni tego rodzaju spektaklom. Wszyscy chcieli i wszyscy powinni zobaczyć jak karze KAŻDEGO, kto odważy się go zdradzić. KAŻDEGO. Bez względu na lata razem spędzone, bez względu na więzi jakie między nimi były. Bez względu na krew.
Kiedy sam tego poranka wstał z fotela, w którym spędził czas do wschodu słońca, nie pomyślał ani razu by cofnąć decyzję. Nie chciał jej cofać. Kara została wymierzona i była w pełni zasłużona. Był królem, został zdradzony. A zdrajców zawsze karał stryczkiem.
Gdy ubrał się, tym razem wyjątkowo bez pomocy Mahona, wyszedł z komnaty. Zdeterminowanym krokiem szedł przed siebie, nie zwracając uwagi na urzędników, którzy od razu, gdy wyszedł z sypialni, dopadli do niego. Błagali go, zaklinali, straszyli po to by cofnął wyrok, ale on był nieugięty. Tak jak zawsze. Nie mógł pozwolić by to co widział ubiegłej nocy, co słyszał, co powiedział, jakkolwiek wpłynęło na jego nieugiętą osobowość. Był władcą i musiał mieć stabilny, mocy charakter. To zawsze mówił mu Mahon i on zamierzał taki właśnie być. By być najlepszym, by zasłużyć na pochwałę, jakiej nigdy nie usłyszał z ukochanych ust. Ale to nic, bo te usta, już niedługo zamilkną na wieki. Już nigdy nie skosztują innych, już nigdy go nie zdradzą.
Kiedy wszedł do sali jadalnianej wszystko było przygotowane idealnie. Posiłek, służące oczekujące na jego widzimisię. Tym razem jednak Sheridan nawet nie spojrzał na nie ani na podane dania. Nie zwracał też uwagi na mijający czas. Nikt go nie zaczepiał, nikt nic nie mówił, a on gdy poczuł taka potrzebę wstał od stołu i ruszył do sali tronowej.
Był już zupełnie jak wyuczony pies. Znał swoje obowiązki, co dzień niemal robił to samo. Posiłki, audiencje, spotkania z nauczycielami, urzędnikami. Wszystko to robił o czasie. Bez przypomnień, bez poganiania. I co, nie poradzi sobie? Oczywiście, że poradzi. Poradzi sobie idealnie. Był idealny, był władcą.
Czasami miewał krótkie myśli, w których pragnął pójść do niego. Zobaczyć, czy będzie go błagał o łaskę, zobaczyć czy powie, że to jego jednak kocha, że to tej nocy było jedną wielką pomyłką. Że to był błąd, bo przecież te wszystkie lata upewniły go w tym, że to on, Sheridan był mu najbliższy. On. ON!
Zobaczyć jego ukochaną twarz i zrezygnować z zamiaru. Ukarać tylko głównego winnego, który go uwiódł i dalej żyć szczęśliwie. Nawet w tej rozłące, oczekując jego powrotu.
Sam nie wiedział już dlaczego było tak, że nogi mu drżały gdy po zakończonych zajęciach zaszedł do swojej komnaty. Tam przebrał się w ciemniejsze ubrania i zarzucił na plecy królewska pelerynę, którą Mahon nakazywał mu zakładać tylko na ważne uroczystości. Miał wrażenie, że brakuje mu jego głosu, który kierował jego ruchami. Duże dłonie służącego zawsze ubierały go sprawnie. Sprawniej niż on sam to robił i przecież mógł go przywołać. Rozkazać mu sobie pomóc. W końcu Mahon był jego najbardziej zaufanym człowiekiem, kimś na kim wiecznie polegał. I jak mógł mu to zrobić? Jak mógł go zdradzić.
Zerkając sobie w oczy Sheridan wykrzywił różowe wargi. Kiedy skończył się ubierać podszedł do łoża i przystanął przy nim. Tknięty impulsem pochylił się do niego i przesunął dłonią po jego brzegu.
Jak to mogło się stać?
Ale może, przez te wszystkie lata był zbyt naiwny? Był dzieckiem, to pewne. Wierzył w to, że go zdobędzie. Że będą razem wbrew wszystkiemu. Wbrew skandalowi, który by wywołali.
W końcu mieli tylko siebie, czy nie to zawsze słyszał?

Angus oblizał usta i przeszedł niespokojnym krokiem po ciasnej celi. Nie miał do końca pojęcia co tak właściwie się z nim działo. Co tak właściwie tu robił.
Przez wiele godzin na uwięzi analizował wczorajszy wieczór, gdy zmęczeni i nasycenia sobą, leżeli z Mahonem przy sobie, a do jego komnaty wpadli strażnicy i ich wywlekli z pomieszczenia.
Chyba tylko resztką szacunku, jakim go darzyli pozwolili im okryć się choć częścią ubrań i skierowali się do lochów.
Angus wiedział, że nikt inny nie mógł wydać rozkazu jak Sheridan. Jednak nie miał pojęcia ani skąd o nich wiedział, ani w ogóle dlaczego to zrobił. Dlaczego ich uwięził. Sam przecież wiódł o wiele bardziej rozpustne życie, o wiele bardziej grzeszne niż oni, którzy przecież robili to z miłości, nie dla czystej rozrywki jak jego brat.
Podchodząc do ciężkich drzwi, książę przyłożył do nich policzek i wtulił się w nie. Tak bardzo martwił się o Mahona. Chciał być pewien, że nic mu nie jest, a przecież znał już Sheridana. Jego zwyczaje, to jak lubił się zabawiać. Jego może nie tknie, ze względu na krew, ale Mahon był zupełnie zagrożony i podległy jego woli. I Angus obiecywał sobie już od momentu pojmania, że jeżeli coś mu się stanie, to Sheridan odpowie za to własną głową, bez względu na wszystko. Gdy tylko zakończy tę farsę i ich wypuści. Pomści to upokorzenie i w końcu zabierze się za niego. Wychowa go odpowiednio, ciężką ręką. Nie będzie już uciekał, nie będzie mu pobłażał. Sheridan odpowie za wszystko.
W chwili gdy drzwi celi się otworzyły i weszło w nie dwóch strażników, Angus spojrzał na nich twardo. Oni jednak unikali jego wzroku i bez słowa wyciągnęli go na zewnątrz. Nie zdjęli mu kajdan i bez słowa poprowadzili w kierunku, w którym Angus nigdy nie spodziewał się pójść. Znał go doskonale, ale nigdy nie myślał, że będzie przemierzał go jako pojmany.
– Czy mój brat postradał rozum? – warknął szarpiąc się w stalowych uściskach mężczyzn – Do cholery, odpowiedzcie mi…! Natychmiast żądam wyjaśnień! – krzyknął lecz strażnicy nie zdawali się być pod wrażeniem jego głosu.
Angus miał nadzieję, że to tylko jakiś żart, że to kolejna próba, chora zabawa w jakiej miał uczestniczyć, bo jego brat miał znowu jakiś napad.
Z każdym krokiem, gdy zbliżali się do wyjścia z lochów, serce podchodziło mu do gardła. Ciemny korytarz przyprawiał go jak nigdy o dreszcze, i niejednokrotnie słyszał piski pomieszkujących tu szczurów. Kiedy w końcu dotarli do kraty, za którą rozpościerał się widok na plac przez zamkiem, na którym rozgrywano egzekucje, Angus aż jęknął głośno. Ten był wypełniony niemal po brzegi, jednak w momencie gdy przechodzili, ludzie ścisnęli się robiąc im przejście wprost do podestu. Na nim ustawiono dwie szubienice, a powrozy, które z nich zwisały, bujały się lekko na wietrze.
– To jakaś kpina? – zawołał Angus zaniepokojony – Żart? – warknął szarpiąc się nadal.
Jego głos odbijał się od ścian budynków, bo ludzie przybyli na egzekucję w większości po prostu milczeli.
– Chcę rozmawiać z moim bratem! – zagrzmiał książę i spojrzał wyczekująco na prowadzącego go strażnika. Ten jednak zupełnie go zignorował uparcie prowadząc przed siebie.
Kiedy ustawiono go przy jednym z powrozów, przełknął ciężko ślinę. Obserwując tłum gawiedzi jęknął w duchu. Miejsce Sheridana nadal było puste, ale wiedział, że chłopak uwielbia takie zabawy i jeżeli ktokolwiek ma dzisiaj zawisnąć na pewno się zjawi by to oglądać. Po chwili wbił wzrok w wyjście z lochów, z którego go przyprowadzono, a gdy dostrzegł jak kraty ponownie się unoszą, poczuł jak nogi się pod nim uginają. Widok Mahona przejął go trwogą. Odziany w łachmany kochanek prezentował sobą tragiczny obraz, a Angus nie wątpił już, że brat używał na nim całą noc w jednych z sal tortur.
Każdy krok musiał mu sprawiać ogromny ból, bo nawet gdy twarz pokrytą miał nabrzmiałymi siniakami, Angus dostrzegł na niej grymas bólu.
Nie mogąc znieść widoku jego poturbowanego ciała, szybko odnalazł spojrzeniem jego oczy i gdy udało mu się nawiązać kontakt, nie zamierzał go zrywać. Gdy tylko był bliżej, Angus miał wrażenie, że w jego oczach dostrzega ulgę. I znał go przecież na wylot. Był pewien, że Mahonowi ulżyło na jego widok. Że cieszy się, że przynajmniej on jest cały, że może go zobaczyć po tej ciężkiej nocy. Angus znał serce Mahona, wiedział to doskonale, że teraz, gdy musiał być pewien, że śmierć jest tak bliska cieszy się jedynie z tego, że może po raz ostatni go zobaczyć.
Zaciskając drżące wargi, Angus pokręcił lekko głową, starając się wyrzucić sprzed oczu obraz wiszącego kochanka. To nie mogło się zdarzyć, Sheridan musi się nimi bawić.
Kiedy przy sąsiedniej pętli ustawiono Mahona, Angus spojrzał na niego czule i przepraszająco, ale szybko spojrzenie kochanka uspokoiło go. Niezależnie od tego co się stanie, najważniejsze, że mogli być przy sobie. W końcu ukochany zawsze obawiał się, że Angus umrze gdzieś w walce i nie pozostanie po nim nawet ciało, które mógłby opłakiwać.
– Ja… – zaczął wpatrując się w ukochanego pełnymi łez oczyma.
Nim zdołał wypowiedzieć ostatnie słowa, dostrzegł jak kochanek skinął mu głową. On wiedział. Musiał wiedzieć. Angus nie był pewien, czy mężczyzna w ogóle może coś powiedzieć po całej nocy tortur, ale wydawało mu się że doskonale słyszy jego zapewnienia o miłości.
– Nie…! Nie! Co robisz? – niemal krzyknął dostrzegając, jak kat zakłada Mahonowi pętlę na szyję – Rozkazuję ci.. – zaczął drżącym głosem i przystąpił do niego o krok. Szybko jednak został zatrzymany przez silną dłoń strażnika stojącego za nim.
– To ja jestem królem. – usłyszał i natychmiast odwrócił się w kierunku głosu brata – Ja więc wydaję rozkazy. – dodał jeszcze Sheridan patrząc na niego obojętnym wzrokiem – Zresztą to ty wcisnąłeś mi koronę na głowę.
Angus spojrzał na niego ze złością i pokręcił głową.
– Jak możesz… ? – wycedził – Dlaczego to robisz? – dodał głośniej, zerkając kątem oka na kochanka, który teraz tylko już czekał na skinienie króla.
Sheridan odwrócił na chwilę spojrzenie, nie mogąc znieść widoku przed sobą.
– Zdradziliście mnie. – powiedział tylko i po chwili uniósł się z miejsca.
Dla niego w tym momencie nie było już tłumu obserwującego każdy jego ruch, nie było już zamku za nim. Widział tylko podest, na którym właśnie miał stracić wszystko co kochał, wszystko dlaczego żył.
Podświadomie chciał przedłużyć ten moment rozłąki, więc wolnym wzrokiem wszedł po kilku schodkach i stanął przed Angusem.
Widział w jego oczach taką nienawiść, a przecież zawsze zależało mu na jego opinii. Zawsze chciał mu imponować, zawsze chciał być go godzien. Ale on nigdy nie dostrzegał jego starań. Gdy był dobry, karcił go za to, że ma zbyt miękkie serce, gdy był twardy, zarzucał mu nieczułość, gdy był szalony, zarzucał mu… szaleństwo. I Sheridan nie miał już pojęcia jaki miał dla niego być, nie wiedział co zrobić, by Angus go pokochał.
On sam wiecznie był porównywany do Angusa, zawsze to jego stawiano mu za wzór. Ale Sheridan wiedział, że Angus jest okrutny. Bawił się nim, jego sercem, jego myślami. Przytulał go, całował lekko, tylko tak, by mógł poczuć na ustach miękkość jego warg. A później odsuwał się od niego, mówił mu, że go kocha i szedł pieprzyć się z innymi mężczyznami. Sheridan wiedział od dawna, że Angus lubi mężczyzn, ale nie podejrzewał, że może sypiać z Mahonem. Mężczyzną, którego uważał niemal za ojca, a na pewno za przyjaciela.
– Zdradziliśmy? – powtórzył książę – Sheri… co ty wygadujesz? – dopytał Angus patrząc mu rozpaczliwie w oczy.
Władca skinął głową i odwrócił spojrzenie.
– Dlaczego? – zapytał i położył mu ręce na szyi i pomasował ją lekko – Dlaczego, Angusie? – szeptał czując łzy napływające mu do oczu. Miał ich powiesić, patrzeć jak jego ukochany brat buja się na stryczku – Wybrałeś jego, tak…? Nie pozwolę być wam razem, nigdy. – dodał patrząc mu twardo w oczy – Rozumiesz? Jesteś mój!
Angus spojrzał na niego niezrozumiale i pokręcił głową.
– Co ty w ogóle mówisz…? – jęknął i zerknął ponad jego ramieniem na tłum starający się podsłuchać ich słowa – Porozmawiaj ze mną. – poprosił szybko – Powiedz mi co się stało, dlaczego…
– Za późno. – jęknął Sheridan i po chwili wtulił się w szeroki tors księcia – Słyszałem was wczoraj. To jego kochasz, nie mnie… ale ja nie zniosę by miał cię ktoś inny… – powiedział nie mogąc zupełnie odsunąć się od jego ciała. Zawsze pragnął mieć je w ramionach, czuć jego twardość i ciepło.
– Sheri… – jęknął Angus i żałując że zakute z tyłu ręce uniemożliwiają mu objęcie brata – Kocham cię… – powiedział i zerknął na Mahona, który przyglądał im się nerwowo.
Sheridan prychnął jednak i odepchnął Angusa.
– Kłamiesz! – krzyknął i otarł mokre od łez policzki – Dla ciebie liczy się tylko on! – machnął na służącego ręką – I odbiorę ci wszystko co najcenniejsze, zobaczysz! Mówiłem, że gdy tylko zachcę zawiśniesz! – dodał i odwrócił się zamaszyście, po czym ruszył na swoje miejsce.
Gdy opadł na fotel ze złością wymalowaną na twarzy szybko machnął katu ręką. Widząc to Angus zadrżał mocno.
– Nie! – krzyknął, gdy mężczyzna łapał już za wajchę – Nie, Sheri… powiedz czego chcesz… Powiedz mi czego dokładnie chcesz. Błagam cię… – jęknął opadając na kolana i wbijając w niego wzrok.
– Na co czekasz? – wycedził Sheridan wpatrując się w kata, a Angus obejrzał się szybko słysząc za sobą skrzypienie.
– Nie, She…ri… – powtarzał rozpaczliwe – Co zechcesz, przysięgam. Słyszysz? Sheri…! Sheri! Nie…. – jęknął i zaszlochał głośno odwracając się ku Mahonowi, który charcząc miotał się na powrozie. – Sheri… błagam cię…! – krzyczał wpatrując się uparcie w kochanka i mając nadzieję, że to co widzi jest tylko złudzeniem.
– To, czego chcę, odebrał mi ten mężczyzna. – powiedział Sheridan wpatrując się w dygoczące ciało służącego i wsłuchując się w szloch brata. Z obojętną miną, obserwował ciało na sznurze i westchnął głośno.
Po chwili uniósł się z miejsca i ponownie wspiął się na podest. Kiedy znalazł się przy Angusie pogładził go po skulonych plecach.
– Widzisz jak to, jest gdy tracisz coś, co kochasz? – szepnął spuszczając wzrok na jego włosy i zatapiając w nich palce.
Angus odsunął się od niego i spojrzał na niego z furią w oczach.
– Co ty możesz o tym wiedzieć!? – warknął.
Król odetchnął i pokiwał tylko głową. Po chwili uśmiechnął się tylko krzywo i oblizał usta.
– Zaraz się dowiem – powiedział tylko i zerknął na jego usta.
One nigdy go nie całowały w taki sposób, w jaki pragnął, nigdy nie pieściły jego ciała tak jak powinny. Tych dwóch słów, które pragnął usłyszeć, nigdy nie wypowiadały tak, jak powinny. A przecież czy pragnął tak wiele? Tylko by jego gorące uczucia zostały odwzajemnione. Angus nie miał pojęcia jaką władzę nad nim posiadał.
– Nienawidzę cię, Sheri! – wycedził Angus, a chłopak tylko skinął głową, spoglądając krótko w jego pełne łez oczy.
– W końcu mówisz prawdę. – zauważył tylko i uniósł się z miejsca.
Kiedy usiadł na fotelu Angus stał już z pętlą na szyi i wpatrywał się w niego z nienawiścią.
Nie miał nawet chwili gdy przemyśleć słowa Sheridana. Był tylko przekonany, że chłopak już do końca postradał rozum, że nie ma już pojęcia co robi. Jak mógł go zabić? Tak po prostu. Mahona, który był zawsze przy nim i jego, swojego jedynego brata. Tylko ich miał i co właśnie robił?
– Więc chcesz umrzeć? – dopytał król widząc jego uparte spojrzenie. Chciał dać mu jednak szansę. Gdyby tylko Angus potrafił go pokochać, obiecał mu, że się postara.
Angus skinął tylko i odwrócił głowę w kierunku martwego kochanka. Po tym co zrobił chłopak nie mógłby już z nim normalnie żyć. Nigdy by mu tego nie wybaczył, nigdy nie przestałby myśleć o zemście i nawet teraz potrafił tylko wyobrażać go sobie na miejscu Mahona. Bardzo pragnął go tak ujrzeć za to co im zrobił. Zawsze balansował na granicy śmierci, ale teraz nawet jeżeli czuł jakikolwiek strach, widok martwego ukochanego pobudzał jego pewność siebie. Nie mógł ulec bratu, nie mógł mu pokazać swojego lęku.
Przełykając łzy wpatrywał się uparcie w nieruchomą twarz kochanka. Najważniejsze, że byli razem – powtarzał sobie w duchu, starając się odciąć od myśli o tym, że już za moment jego dusza, podobnie jak dusza Mahona uleci do krainy ich przodków. I wierzył, że gdy już zasiądą pomiędzy nimi, będą razem.
– Pożałujesz tego, w momencie gdy pętla się zaciśnie. – dodał Sheridan, widząc, że nawet teraz brat nie patrzy na niego, a na tamtego mężczyznę.
W końcu skinął katu ręką. Tym razem już mężczyzna się nie wahał jak poprzednio i szybko pociągnął za dźwignię. Słysząc dźwięk opadającej klapy, Sheridan drgnął i poderwał się z miejsca.
Szybko jednak opadł na nie z powrotem i przymknął powieki. Wiele razy już oglądał egzekucje i pamiętał z jaką ekscytacją przyglądał się wijącym się na sznurze ciałom. Tym razem jednak wystarczy że słyszał tego odgłosy, czuł, że robi mu się mdło. Zaciskając mocno powieki, odwrócił głowę w drugą stronę i podniósł wzrok na mur budynku.
Czuł wzbierający w nim szloch i bezsilność, która ogarniała go z każdą minutą. Tak bardzo go kochał lecz on zawsze widział w nim tylko brata. Brata. A on chciał mu oddać całego siebie i również posiąść go na własność. Byliby tacy szczęśliwi gdyby tylko Angus zechciał, gdyby tylko nie oddał się Mahonowi.
Sheridan nie miał pojęcia jak teraz będzie żył bez niego. A może po prostu wmówi sobie, że ukochany jest na jednej ze swoich wypraw?  Tych długich, wieloletnich. A on będzie czekał na niego w swojej sypialni, aż przyjdzie i zedrze z niego kołdrę. Złapie go za nadgarstki i z tym intensywnym spojrzeniem przyciśnie go do pościeli, zawiśnie nad nim, a on poczuje na swojej twarzy jego gorący oddech.
Zawsze coś hamowało Angusa przed posunięciem się dalej i teraz już Sheridan wiedział co. To Mahon. To Mahon był wszystkiemu winien.
Dopiero po kilku chwilach przeniósł wzrok na podest i przesunął wzrokiem po nogach Angusa. Nie odważył się podnieść wzroku wyżej i wcisnął się bardziej w oparcie fotela.
Naprawdę, Angus nie żył. Naprawdę go stracił. Zabił go.
– Truchło wyrzućcie, a mojego brata złóżcie na marach. – zdołał tylko powiedzieć nim niemal zerwał się z miejsca i ruszył ku wejściu na zamek.
Nie zamierzał pozwolić duszy Mahona spocząć w spokoju. To przez niego stracił Angusa, to on mu go odebrał.
Sheridan nawet nie chciał roztrząsać tego, czy postąpił słusznie czy też nie. W końcu to Angus go zdradził, sam wybrał sobie taki los. Czego się właściwie spodziewał? Że prawda o ich relacji nigdy nie wyjdzie na jaw? Że on tak łatwo im to wybaczy? Że nie poniosą konsekwencji? Musiałby być głupi. I chyba był, skoro zamiast jego wybrał jakiegoś tam służącego.
Idąc przed siebie wsłuchiwał się w stukot obcasów obijających się o kamienną posadzkę. Pusty korytarz dłużył się w nieskończoność, a łzy po jego policzkach płynęły już nieskrępowane niczyimi spojrzeniami.
Chciał usłyszeć jego niski głos, który czasami z taką czułością zwracał się do niego. Tylko on tak mówił. Tylko Angus potrafił pieścić jego zmysły swoim głosem. I na wszystko co było mu drogie, chciał jeszcze raz z jego ust usłyszeć swoje imię.
Sheri…  She… ri..
Władca zatrzymał się z pół kroku i odwrócił szybko rozglądając się dookoła. Oblizał niespokojnie drżące wargi i zadygotał przejęty zimnym dreszczem.
Serce waliło mu jak oszalałe.

Reklamy

5 thoughts on “Jego Królewska Mość 03

  1. Żeby tworzyć takie postaci jak Sheridan, trzeba mieć jakieś dni, kiedy ma się ochotę na sadyzm x’3
    Krótkość i zwięzłość tego opowiadania ma swój urok. Zastanawiam się, co mogło się stać dalej z Sheridanem, prawdopodobnie mógłby oszaleć czy wpaść w jakąś deprechę x3
    Nie wiem czemu, ale lubiłam postać Mahona – od zawsze podobali mi się służący z ‚sekretami’ wobec władców, tacy niewinnni.
    Kiedy Sheridan pierwszy raz wspomniał jego imię pomyślałam sobie, że nie podobają mu się meble wykonane z machoniu… Ale to szczegół :))
    W każdym razie jego postawa jest równocześnie okrutna i smutna. Czy to możliwe, aby stać się takim sadystą, kiedy ktoś niestety nie jest w stanie dać ci tego, czego chcesz? Sheridan najwyraźniej nie potrafi pogodzić się z decyzjami odmiennymi od tych jego własnych.

  2. To było takie smutne, a równocześnie takie piękne… Z jednej strony cały czas siedziała we mnie nadzieja, że Sheridan odpuści bratu i Mahonowi, a z drugiej wiedziałam, że historia bardzo by straciła przy takim zakończeniu. Więc w pewnym sensie cieszę się, że ta dwójka zginęła, choć dawno nie płakałam przy czymś tak bardzo.
    Szkoda, że nie będzie kontynuacji, ale mam nadzieję, że jeszcze nie raz zaskoczysz nas taką perełką :)
    Pozdrawiam!

    1. Nawet nie wiesz ile razy sama chciałam by Angus i Mahon przeżyli. Nawet pisząc już te sceny tak sobie pomyślałam: cholera, co ty właściwie piszesz? Gdzie i żyli długo i szczęśliwie?
      Ale ten happy end nie był zarezerwowany temu opowiadaniu, ani Sheridanowi, ani Angusowi i Mahonowi, bo ich dusze też zostały rozdzielone.
      Jej… ‚perełka’… ojjj *idzie beczeć do kąta* <33333
      DZIĘKUJĘ! <3333333

      Do zobaczenia wkrótce!

  3. O. Moj. Boze. To bylo straszne! Myslalem, ze Sheridan odpusci Mahonowi i Angusowi, a on ich zabil… Ja myslalem, ze on kocha Mahon, nie Angusa.. Co za smiec! Dobrze mu tak! Niech teraz cierpi. Zabil wlasnego brata, to ma za swoje.
    Pierwszy raz chyba tak placze przy Twoim opowiadaniu, i nie dosc, ze mam katar to teraz juz calkowicie mam zatkany nos :D
    Pozdrawiam

    Damiann

    1. Cóż, przyznam że do końca chciałam by nie było oczywistym kogo Sheri kocha. Sheridan jest okrutny, ale też nie wydaje mi się, ze jest taki prosty.
      Wiesz, że ja też jestem okrutnkiem? I cieszę się, że wywołałam te łzy. Bardzo. *daje chusteczkę*

      Trzymaj się ciepło!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s