Fanfik od Juna

Bezchmurne nocne niebo rozświetlone światłem odbijanym przez sierp księżyca powodowało, że urodziwy młodzieniec zajmujący miejsce na zewnętrznej stronie parapetu jednej ze strzelistych wież, był bardziej widoczny niż sam zakładał.
Westchnął cicho, obserwując z góry scenę rozgrywającą się wewnątrz przestronnej sali i założył pasmo ciemnych włosów za blade jak i reszta ciała ucho. Wiele razy wyobrażał sobie, że również znajduje się w tej cudownej, bogatej sali, i że z bliska może dostrzec tego, którego obraz spędzałby mu sen z powiek, gdyby tylko był w stanie spać. Niestety to nie było mu dane i ciągle powtarzał sobie, że powinien cieszyć się, że w ogóle ma możliwość obserwowania tak wspaniałej osobistości jaką niewątpliwie był książę Anthony.
Plotki o nim dotarły do Theo już kilka lat wcześniej, ale dopiero niedawno nasiliły się tak bardzo, że wampir zapragnął sprawdzić czy chociaż połowa z nich jest prawdziwa. Oczywiście odległość i fakt, że nie mógł pozwolić się złapać, wiele utrudniała, ale młodzieniec przekonał się chociaż, że w istocie męstwo i uroda księcia nie jest w plotkach przejaskrawiona. Ośmieliłby się nawet o stwierdzenie, że ta była wyjątkowo niedoceniana. Od razu też zaczynał myśleć o prawdziwości reszty tego co zasłyszał, a to sprawiało, że jego blade policzki jakimś cudem pokrywały się szkarłatem. Theo nie miał pojęcia jak to w ogóle możliwe w jego szczególnym przypadku, ale może dlatego, że tak bardzo różnił się od innych swoich pobratymców, działy się z nim tak dziwne rzeczy.
Theo przygryzł lekko czerwoną wargę i przesunął długim paznokciem po szybie zapisując na niej imię księcia kilka razy.
Gdy do jego wrażliwych uszu dotarły pierwsze dźwięki muzyki, wyprostował się lekko i łapczywym wzrokiem objął sylwetkę księcia. Ten wyróżniał się dosłownie wszystkim na tle innych śmiertelników. Jego nienaganne maniery, a jednocześnie ten dziwny dystans, który narzucał całą swoją postacią, sprawiały, że w żyłach Theo wrzała aż krew jego byłych ofiar. Nawet z tak daleka książę go rozpalał.
Młodzieniec westchnął cicho z podekscytowaniem, kiedy Anthony porwał do tańca jakąś uroczą panienkę. Z zazdrością wpatrywał się w ich płynne ruchy i z niemałą satysfakcją stwierdził, że niemal wszyscy goście skupili się na tańcu księcia i młodej dziewczyny, przyglądając im się z nie mniejszym niż on zafascynowaniem. Był całkowicie przekonany, że inne panienki tak samo jak i on wyobrażają sobie, że to one są na miejscu tej szczęściary, której udało się zainteresować sobą samego księcia. Przymknąwszy oczy, Theo pomyślał o silnych ramionach Anthonego, które wspierałyby by go, gdy wirowałby z nim w tańcu. Och, gdyby tylko dane było mu spędzenie takiego balu w towarzystwie księcia, na pewno wykorzystałby ten czas jak najlepiej. Zrobiłby dosłownie wszystko, żeby zainteresować sobą Anthonego.
Noc upływała Theo podobnie jak te ostatnie. Nie pamiętał już nawet dokładnie, kiedy zjawił się tu po raz pierwszy, ale od tego czasu przychodził już co noc. Nie miał zresztą zbyt wielu zajęć. Samotne życie wampira było nużące, a życie między mu podobnymi też nigdy go nie rozpieszczało. Różnił się od nich niemal w każdym aspekcie i wyjątkowo bolesne były docinki, których nigdy sobie nie żałowali. Przecież sam Theo nie miał żadnego wpływu na to jak wiele było w nim typowo ludzkich odruchów i pragnień. Wolałby ich nie mieć. Wolałby być prawdziwym wampirem. Na tyle prawdziwym, by tolerować chociaż ludzką krew, która szkodziła mu wyjątkowo.
W środku nocy Theo uświadomił sobie nagle, że wyobrażenia o nim w roli księżniczki Anthonego pochłonęły go tak bardzo, że książę zniknął mu z oczu. Młodzieniec jęknął z niezadowoleniem, bezskutecznie próbując odnaleźć między gośćmi postać mężczyzny. Do świtu zostało już tylko kilka godzin, wiec Theo i tak nie miał wiele czasu. Chciał go jednak jeszcze zobaczyć nim z żalem będzie musiał udać się do swojego schronienia, w którym czekała na niego jego stara i zniszczona trumna.
Przez chwilę zdawało mu się, że słyszy na dole jakieś poruszenie, więc wyostrzył zmysły nasłuchując. Głosy jednak ucichły, a uspokojony Theo z powrotem odwrócił się w stronę szyby. Otworzył szerzej oczy i uchylił usta, a jego wysunięte delikatnie kły błysnęły w świetle księżyca. Chciał coś powiedzieć, ale słowa ugrzęzły mu w gardle na widok uśmiechającego się do niego czarująco księcia, który stał za szybą i przyglądał mu się z zainteresowaniem.
Kły Theo wysunęły się bardziej, jak miały w zwyczaju zawsze gdy albo był głodny, albo jak w tej sytuacji – podniecony. Właśnie to było ostatnim, co udało mu się zapamiętać, nim obraz przed jego oczami się rozmazał.
Nie wiedział dokładnie po jakim czasie odzyskał zdolność widzenia, ale rzeczywistość w jakiej się znalazł była dla niego dziwnie podejrzana. Ubrany we wspaniałe szaty, tak różne od tych, w których paradował na co dzień, zajmował miejsce przy długim stole, którego blaty uginały się aż od różnorodnych potraw. Siedział na jakimś podwyższeniu, bo bez trudu mógł ogarnąć wzrokiem całą salę i wszystkich gości.
– Theo… – usłyszał głos, który sprawił, że dreszcze przeszły mu po plecach i odwrócił twarz w lewą stronę.
– Och… – jęknął cichutko na widok siedzącego przy nim Anthonego, a jego ciałem ponownie wstrząsnął dreszcz.
– Czym się tak denerwujesz, mm? – zapytał delikatnie i założył mu za ucho pasmo ciemnych włosów. – To nasz wielki dzień – powiedział swobodnie, a Theo bez większego zrozumienia pokiwał głową, zbyt oczarowany by pytać o czym mówi książę.
Anthony uśmiechnął się do niego tajemniczo i pochylił się do jego ucha, na co Theo aż napiął całe ciało i wyprostował się jak struna.
– Nie mogę doczekać się już końca przyjęcia – wyszeptał i przygryzł ucho wampira, na co ten westchnął głośno i zacisnął dłonie na obrusie. – Ciągle myślę o naszej nocy poślubnej – wyjaśnił, a Theo aż zakrztusił się pitą z kielicha, który raptem znalazł się w jego dłoni, króliczą krwią.
– Pa-panie! – krzyknął, bo dłoń Anthonego znalazła się na jego kroczu i zacisnęła mocno.
– Wstawaj – powiedział ostrzej książę, a Theo aż podskoczył na krześle. Zaraz jednak powiódł wzrokiem za spojrzeniem mężczyzny, które skupiało się na jego kroczu. – Wstawaj! – powtórzył z wyrzutem, ale penis Theo, co było dla niego niezrozumiałe, pozostawał niewzruszony.
Wampir zmrużył oczy i przetarł je szybko kilkakrotnie, bo piękna sala, w której był napastowany przez księcia znikała mu z oczu.
– Nareszcie! – dobiegł go zadowolony głos mężczyzny, a Theo oblizał lekko usta, zerkając w miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu znajdowało się jego krocze by zobaczyć, czy to jego stan wprawił księcia w dobry nastrój.
Krocze Theo jednak gdzieś zniknęło wraz z resztą jego ciała, a jednym impulsem jaki do niego docierał był tępy ból. Wampir jęknął cicho, sięgając do swoich oczu by przetrzeć je ponownie. W tej chwili uświadomił sobie również, że tym razem prawdziwie zaczyna czuć własne ciało i niezgrabnie podniósł się do siadu, bo do tej pory leżał płasko na zimnej posadzce.
– Nareszcie wstałeś! – po raz któryś usłyszał głos księcia, ale tym razem nie był on jedynie wytworem jego wyobraźni, a najprawdziwszą prawdą.
Książę Anthony stał przed nim niemal na wyciągnięcie ręki, chociaż ten cudowny obrazek psuły może jedynie dzielące ich stalowe pręty. Oczarowany Theo niewiele myśląc wyciągnął dłoń przed siebie, chcąc upewnić się czy to aby nie kolejny piękny sen, który pozostawi po sobie jedynie niedosyt.
– Och… srebro?! – jęknął wampir, gdy jego ciałem wstrząsnął nieprzyjemny dreszcz, kiedy tylko dotknął jednego z prętów.
Książę Anthony wyszczerzył się w szerokim uśmiechu, który dodał mu młodzieńczego charakteru. Zaraz też pokiwał głową, zachwycony tym, jak dobrze przygotował się do tego spotkania z wampirem.
– Panie… – wyszeptał Theo z pytaniem wymalowanym na twarzy.
Czuł jednocześnie lekki strach i niesamowite podniecenie. Mężczyzna jego marzeń trzymał go w klatce! Doprawdy, czy mógłby prosić o więcej? Nie miał pojęcia jakie plany wobec niego ma Anthony, ale to sprawiało, że czuł się jeszcze bardziej od niego zależny, zdany na jego łaskę.
– Masz jakieś imię? – rzucił książę, który do tej pory bacznie przypatrywał się wampirowi.
Zastanawiał się czy kuszące rumieńce na jego twarzy są jakimś efektem ubocznym tego, że wcześniej potraktował swojego podglądacza czosnkiem. Od jednego z uczonych dowiedział się, że jego zapach wprowadza wampiry w stan uśpienia i często doprowadza do halucynacji, co mógł obserwować jeszcze nie tak dawno, kiedy młody wampir wił się na podłodze i krzyczał jakieś wyjęte z kontekstu słowa i zdania.
O samej obecności wampirzego gościa dowiedział się już przeszło kilka tygodni wcześniej, ale dopiero niedawno udało mu się opracować idealny plan schwytania tego ciekawskiego stworzenia. Zastanawiało go, czym wampir motywował swoje postępowanie, ale nie był to główny cel, który przyświecał mu kiedy podjął decyzję, że chce go zniewolić.
– Theo, panie… – cichy głos wampira wyrwał Anthonego z zamyślenia.
– Theo… – powtórzył za nim książę, a wampir poczuł jak czerwień zalewa całą jego twarz. – Mówże czego ci trzeba – zarządził nagle i rozłożył ręce w geście, którego Theo nie zrozumiał, ale dodało to mężczyźnie jeszcze więcej dostojności i majestatu. – Nie znam się tak dobrze na wampirach – dodał, a młodzieniec pokiwał głową, zafascynowany postawą księcia. – Krwi? Dziewic? – zasugerował, a wampir aż westchnął cichutko, zauroczony tym jak bardzo Anthony chciałby mu dogodzić.
– Wystarczy trumna, panie – odpowiedział skromnie Theo.
Wprawiony w konsternację Anthony podrapał się po policzku pokrytym jasnym zarostem i zamruczał cicho.
– Trumna… mówisz – powtórzył za nim w zamyśleniu, a wampir z łagodnym uśmiechem potaknął mu.
– Jeśli to nie problem – dodał nieśmiało i potarł o siebie udami. Może i był więźniem księcia, ale ten przejmował się nim tak bardzo, że na pewno nie chciał go skrzywdzić! – Panie… – zaczął po chwili Theo, dochodząc do wniosku, że mimo wszystko powinien zainteresować się swoim losem. – Co zamierzasz ze mną zrobić? – wyszeptał z napięciem w głosie, bo pytanie wypowiedziane na głos sprawiło, że ujrzał przed sobą miliony scenariuszy ze sobą i księciem w roli głównej, których spełnienie było teraz bardziej prawdopodobne niż kiedykolwiek wcześniej.
Anthony oblizał usta, wpatrując się w czerwone wargi Theo i rozejrzał się po długim korytarzu, oświetlonym jedynie kilkoma pochodniami.
– Mogę ci zaufać…? – zapytał, przysuwając się lekko do kart, a wampir aż sapnął cicho i szybko pokiwał głową, w napięciu czekając na jakiś gest ze strony mężczyzny.
Książę uśmiechnął się kącikami ust i wszedł zaraz do celi. Theo z napięciem śledził jego ruchy, a gdy drzwi z posrebrzanych stalowych prętów zatrzasnęły się za Anthonym, wlepił w niego swoje lśniące wampirze oczy.
Mężczyzna pokiwał głową sam do siebie, przesuwając wzrokiem po sylwetce wampira. Może ten nie był z najwyżej półki, ale niewątpliwie wyglądał jak prawdziwy wampir i na pewno żadna charakteryzacja nie mogła się z tym równać.
– Chodzi o przebranie – wyjaśnił rzeczowo książę, krzyżując ramiona na piersi i patrząc na Theo z góry. Ten niby mógł wstać, ale było mu dobrze, kiedy Anthony patrzył na niego w ten sposób i z tej perspektywy.
– Mmm, panie – westchnął cicho wampir, zadzierając głowę do góry i przyglądając się przystojnej twarzy mężczyzny. – Nie jestem pewien czy aby rozumiem… – dodał nieśmiało, a Anthony przewrócił teatralnie oczami.
– Mam dość! – oświadczył, a Theo aż podskoczył na miejscu, gdy książę upadł kolanami na miejsce przy nim i spojrzał mu władczo w oczy. – Tego roku pragnę olśnić wszystkich swym przebraniem i jestem pewien, że zostałeś mi zesłany, aby mi w tym pomóc! – wyjaśnił z pasją w głosie i sięgnął do bladej dłoni wampira. – Masz mnie zmienić! – zażądał i spojrzał na niego uparcie.
– Zmienić… – powtórzył za księciem Theo i pokiwał głową, chociaż niewiele z tego rozumiał.
– W istocie – odparł stanowczo Anthony i potaknął samemu sobie. – Jak to działa? – zapytał zaraz, unosząc do góry jedną brew. – Uczeni mówili, że kluczowe jest ugryzienie – dodał, a Theo aż jęknął cichutko.
– Jesteś pewien, panie? – zapytał i oblizał mrowiące go usta.
– Oczywiście! – potwierdził od razu książę. – Pomyśl tylko! Czymże będą przebrania duchów z prześcieradeł czy sztuczne wampirze kły, kiedy ja mogę mieć prawdziwe! – oznajmił pewnie, przekonany o geniuszu swojego planu.
Theo odetchnął głęboko, gdy jego podsycana przez spragnione czułości ciało wyobraźnia, podsunęła mu pewną myśl. Wampir aż zadrżał, wstrząśnięty własnym zepsuciem i przebiegłością. Odkaszlną kilka razy, zwracając na siebie uwagę księcia.
– Niestety panie, ale ugryzienie nie jest tu najistotniejsze – odparł Theo, a widząc cień strachu w oczach Anthonego pokręcił głową i uśmiechnął się życzliwie.– Przemiana jest jednak możliwa – dodał, co niewątpliwie uspokoiło księcia.
– Jak? Mówże natychmiast!- rzucił podekscytowany i zaciekawiony.
Theo odetchnął głęboko i z wypiekami na policzkach przywołał do siebie Anthonego gestem dłoni. Kiedy jego twarz od twarzy wampira dzieliły tylko milimetry, Theo pochylił się do ucha księcia i wyjaśnił mu „co i jak”, tłumacząc ze szczegółami w jaki sposób można przemienić Anthonego w wampira z prawdziwego zdarzenia. Gdy skończył odsunął się od księcia sztywno i popatrzył mu w oczy pewnie – teraz nie mógł się wycofać.
Anthony przez chwilę bił się z myślami, ale niedługo potem jego usta wykrzywił szeroki uśmiech, na co penis Theo nie został obojętny.
– Och… mój drogi… – rzucił książę i posłał wampirowi tak intensywne spojrzenie, że kły tamtego wysunęły się całkowicie, przez co ugryzł się w język boleśnie. – Zabierzmy się więc do tego od razu – rzucił z błyskiem w oczach i przewrócił wampira na plecy. – W końcu jak powiedziałeś „być może jeden raz nie wystarczy” – powiedział elektryzującym głosem, tak że włoski na ciele Theo stanęły dęba, a ten podrzucił do góry biodrami, ocierając się o krocze Anthonego.
– Nie… czasami trzeba co najmniej kilka… a żeby efekt się utrzymał należy zabieg powtarzać- wymyślił na poczekaniu.
Anthony pokiwał poważnie głową i wyszczerzył się do Theo w szerokim uśmiechu.
– Całe szczęście jestem bardzo zmotywowany by osiągnąć swój cel – powiedział mocnym głosem książę, a już po chwili jego wargi przykryły usta Theo w namiętnym pocałunku.

Reklamy

7 thoughts on “Fanfik od Juna

  1. Eeeej, dobre ;__; Podoba mi się ^^ Bardzo mi się podoba :3 Tylko, że… w takim momencie? :C Uciąć akcję przed najlepszym, ranisz :c
    Ale bardzo ciekawe spojrzenie, zupełnie inne, choć bohaterowie dobrze nam znani :>
    Bardzo miło się czytało, pomimo zakończenia, a raczej MOMENTU, W KTÓRYM NASTĄPIŁO >.<
    Pozdrawiam Juna! :3

    Inga, a co do Ciebie… My tu cały czas czekamy, a w każdym razie ja ;_; Planujesz zaszczycić nas jakimś opowiadankiem w najbliższym czasie? Brakuje mi Twojej twórczości :c
    I Ciebie również pozdrawiam <3 <3 :c

    1. Dziękuję za miłe słowa~! Ach, to nieszczęsne zakończenie. Następnym razem obiecuję postarać się bardziej xD.
      A Ingusię trzeba bardzo mocno zmotywować, ale myślę że za jakiś czas na pewno czymś nowym zaskoczy! :3

    2. Haaa~~! Planuję, planuję! Oczywiście, że tak! C:
      Może jeszcze dzisiaj napiszę posta z wiadomościami co planuję. Tylko najpierw muszę stworzyć banner do nowego opka. >D
      Jeeeju…. QuQ Mnie też brakuje tego rytuału wrzucania rozdziału co tydzień. Mam wrażenie, że między innymi to trzymało mnie jakoś w ryzach. A teraz cóż… się rozlazłam jak stary kapeć. :II

      Trzymaj się ciepło! <33

    1. Nie myślałam o Tośku na dole, ale właściwie czemu nie xD. Chociaż nie wiem czy takiemu księciu godziłoby się być pod takim ciapowatym wampirem. No ja wieeeeeem, że szkoda, ale tak to każdy może sobie ułożyć idealny przebieg tej przemiany i niczego nie narzucam 8D.
      Dziękuję Ci bardzo C:

  2. Ha haaa. >DD
    Fanfik leżał na dysku i płakał głośno, żeby w końcu się ukazać na blogu.
    I o to jest. Junowy fanfik.
    Wszystko pięknie, a Theo taki uległy… ha ha ha… Zresztą Junie! Mój zachwyt nie zna granic i zawsze sobie wyobrażam takiego Theo na podłodze przed Tośkiem i to jest takie dobre. XDD Te jego oczęta tak wpatrzone w naszego księcia…
    Alee mam nadzieję, że nie tylko ode mnie oberwie Ci się za skończenie W TAKIM MOMENCIE! >DD

    Dziękuję!
    *ściska*
    <33333333

    1. Do usług~! HYHY
      Ten moment był baaaardzo odpowiedni, bo przecież dalsza akcja jest i tak bardziej niż oczywista. XD

      Cieszę się, że polubiłaś tego ficzka *U*! No i nie ma za co. <33

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s