Synowie Rosemary. Prolog

Ściśnięty między dwoma ciałami Marcin rzucił krótkie spojrzenie Klaudii. Dziewczyna odwzajemniła delikatny uśmiech i posyłając mu powłóczyste spojrzenie zbliżyła się do niego ponownie. Zakładając mu ręce na szyję przylgnęła do jego ciała i uwodząc go spojrzeniem ocierała się o niego kilka chwil. Była nico niższa od niego, ale niebotyczne szpilki, które miała tego wieczoru na nogach dodawały jej akurat tyle, by zrównać się z nim wzrostem.
Niewiele było trzeba, by Marcin poczuł drgnięcie w spodniach i jak zahipnotyzowany wciskał krocze w gorące zagłębienie u góry jej ud. Wydawało mu się, że czuje wilgotne gorąco, które szybko powstało między ich ciałami, ale oczy dziewczyny zdawały się go jeszcze bardziej prowokować. Jeszcze mocniej uwodzić.
Nie widział już niemal nic prócz jej mysich włosów, które teraz błyskające jupitery barwiły na fioletowo i czerwono, i prócz jej oczu. Wielkich, błyszczących i mocno umalowanych. Nieco rozszerzone źrenice i uchylone, błyszczące usta od razu go oczarowały. ‚Oczarowały’.
Marcin przysunął usta do jej ucha i owiał je gorącym powietrzem. Palcami przesuwał drażniąco po jej lędźwiach i biodrach okrytych cienkim materiałem czarnej sukienki. Ta zdecydowanie była dłuższa niż zazwyczaj więc od razu, przykuła jego uwagę.
– Dziwka… – szepnął i zaśmiał się lekko nie wyczuwając pod palcami nawet najcieńszego paseczka bielizny. Wsunął jednak dłonie na jej pośladki i pomasował je mocniej.
Blondynka odrzuciła do tyłu głowę i roześmiała się głośno lecz jej śmiech szybko utonął w głośniej muzyce, którą dudniła cała sala. Tańcząc nadal przy nim bez przerwy niemal wpatrywała się w jego oczy, w których co chwilę odbijały się inne kolory świateł.
Jak zwykle była pod wrażeniem tego jak głęboko są osadzone. Czasami wręcz, w mroku, widziała tylko malutkie ogniki, jakby płonące gdzieś w środku niego.
– Jesteś kurewsko straszny… – szepnęła przesuwając dłonią po jego krótkich włosach, ściętych niemal przy samej skórze – Kurewsko, Marcin. – powtórzyła, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie.
Chłopak docisnął więc ją do siebie i wsunął kolano między jej uda. Ta roześmiała się ponownie i pokręciła głową. Szybko jednak zacisnęła się na jego nodze i przez kilka chwil tańczyli w ten sposób.
Nie przejmowali się niczym, bo czy ktokolwiek mógł ich widzieć? A nawet jeżeli, czy nie zasługiwali na poklask? Na spojrzenia? Te pełne żałosnej zazdrości i te pompatycznego oburzenia. Każde z nich było dla nich jak miód. A oni mogli błyszczeć od jego grubej warstwy, uwielbiali to. Uwielbiali udawać, że mają to zupełnie gdzieś.
Marcin czuł, jak po skroni spływa mu kropelka potu, a spływając niżej i niżej, łaskotała go nieprzyjemnie. Szybko dostrzegł, jak Klaudia wbija w nią spojrzenie i oblizuje wargi. W ustach zrobiło mu się bardzo sucho.
– Hej… – rzuciła nagle Klaudia odklejając się od jego ramienia i spojrzała na nie niego krótko po czym przeniosła wymownie wzrok ponad jego ramię – Spójrz. – zaśmiała się i okręciła w ten sposób, by Marcin mógł spojrzeć w określonym kierunku.
Chłopka rozejrzał się i pokręcił głową.
– Ciota. – wydyszał jej do ucha i zaśmiał się głośniej, czując jak blondynka zaciska dłoń na jego marynarce.
– Szybko się pocieszył. – zauważyła blondynka, przesuwając palcami po jego wilgotnym od potu karku – Miał cierpieć dłużej. – dodała i zerknęła na niego wymownie.
Marcin pokręcił głową rozbawiony i przesunął dłońmi po miękkim materiale jej stroju.
– Mam go pobić? – zapytał pochylając się do jej twarzy – Czy może zerżnąć? Mmm? – zaśmiał się już niemal w jej usta – Jakby to cię w ogóle obchodziło…!
Klaudia spojrzała na niego wykrzywiając usta w ten cholernie zabawny – w tej sytuacji – sposób, po czym sięgnęła do jego warg i przygryzła jedną z nich.
– W chuj nie. – zamruczała.
Marcin spojrzał jeszcze uważnie w jej oczy, a widząc w nich tylko i wyłącznie lekceważące odbicie pokręcił głową.
– Dziwka. – zaśmiał się głośniej i zaraz ujął ją za rękę. Pocałował ją w jej wierzch robiąc szarmancką minę, która wbrew pozorom dodawała uroku jego wulgarności i uniósł brew w pytającym geście – Pijemy? – dopytał jeszcze, a dziewczyna szybko pokiwała głową.
– Pi – je – my…! – zaśmiała się i sama pociągnęła go w kierunku ich stolika.
Marcin idąc za nią przeczesał dłonią wilgotne włosy i zaraz klepnął ją lekko w pośladek przy okazji zahaczając spojrzeniem o jedną z nauczycielek matematyki. Ledwie powstrzymał się przed puszczeniem do niej oczka i zaraz skupił wzrok na długim, nieco roztrzepanym kucyku idącej przed nim dziewczyny.
Kiedy dopadli do swojego stolika ustawionego pod szczebelkami sali gimnastycznej Marcin uśmiechnął się krzywo do siedzącego przy nim towarzystwa i zaraz opadł na wolne miejsce. Sięgnął po sok, oczywiście zmieszany z czymś ekstra i upił spory łyk.
– Ja jebie… ! – zaśmiał się ciemnowłosy Filip, który przysłuchiwał się słowom Majki siedzącej na jego kolanach.
Marcin objął wzrokiem tańczących na środku sali ludzi i pokręcił głową.
Miał wrażenie, że albo za mało wypił, albo za mało spalił, bo szybko poczuł ogarniający go niesmak i zawód tym jak toczy się ta cała pożal się Boże impreza.
Sięgając do ucha, podrapał się przy tunelu i zaraz przeniósł wzrok na siedzącą przed nim parę. Widział dłoń Filipa wsuwającą się dalej po udzie dziewczyny. Uśmiechnął się tylko krzywo i zerknął na Klaudię siedzącą obok i śledzącą nieco zamglonym spojrzeniem pozostałych uczniów bawiących się na sali.
– Filip, nie przesadzasz? – usłyszeli nagle nad sobą dojrzały głos jednej z biologic.
Marcin uniósł ku niej spojrzenie i uśmiechnął się szeroko, jednak kobieta z niezadowoloną miną na nieco pomarszczonej już twarzy patrzyła wymownie na Filipa.
Chłopak odpychany przed Majkę spojrzał również na nauczycielkę i skrzywił się lekko.
– Ma pani rację, pani profesor. – zaśmiał się chrapliwym głosem – Zupełnie przesadzam. – dodał i zsunął dłoń na kolano dziewczyny.
Nauczycielka wymusiła w jego stronę uśmiech i kręcąc głową odeszła od ich stolika.
Oczywiście od razu każde z nich wybuchło śmiechem. To było tak zabawne! A najgłośniej śmiał się Filip i wychylił się przez kolana dziewczyny by sięgnąć po stojącą na niskim stoliku szklankę.
– Nie mam pojęcia po chuj tu przyszliśmy. – zaśmiał się na tyle głośno, by przekrzyczeć muzykę. Spojrzał porozumiewawczo na Marcina i puścił mu oczko.
Chłopak wzruszył tylko ramionami i prychnął pod nosem.
– Boooo… – zaczął i zaraz podrapał się palcem przy nosie – Bo tak. Połowinki bez nas? – zaśmiał się i pokręcił głową – Dopiero się rozkręcam. – dodał rozsiadając się wygodnie na miejscu w czerwonym fotelu.
Rozejrzał się po sali, która na tę okazję przyozdobiona przez jedną z firm cateringowych tonęła co chwilę w innej barwie świateł. Wśród ubranych w garnitury chłopaków i dziewczyn w kusych sukienkach co chwilę migała mu twarz jakiegoś nauczyciela. Każdy z nich był tak beznadziejnie niezadowolony, że musi ich pilnować, że na pewno gdyby Marcin miał jakiekolwiek współczucie dla czegokolwiek, współczułby właśnie im. Ale on, za chuj nie posiadał tego czegoś, zupełnie nie. Średnio podobał mu się ten pomysł z imprezą w szkole, ale nie zamierzał narzekać, póki udało im się przemycić alkohol i napalić się nieco przed samym zajściem.
– O matko! – zawołała nagle Majka i odwróciła się ku nim – Nie uwierzycie jakie ploty ostatnio słyszałam! – zachichotała pochylając się ku nim.
Marcin zmrużył lekko oczy i pochylił w jej kierunku.
– No, jakie? – dopytał przesuwając wzrokiem po zarumienionej od alkoholu twarzy dziewczyny.
– Wiecie, że nasz… – zaczęła nieco niewyraźnie dziewczyna i odwróciła się na chwilę by uderzyć po ręce Filipa, który najwidoczniej majstrował przy zamku jej sukienki – Nasz kochany pan dyrektor… – ciągnęła i zaśmiała się głośniej – … miał epizod z jakimś panem? – dokończyła, a Klaudia prychnęła głośno, uderzając ją lekko w kolano, które do tej pory masowała nieco pieszczotliwie.
– Bzdura. Przecież ma żonę i bachory. – rzuciła lecz uśmiechnęła się lekko do Marcina.
– No i co z tego!? – zawołała Majka robiąc zabawną minę – Jedno drugiego nie wyklucza… poza tym to było lata temu.
Marcin przyjrzał się dziewczynie i pokręcił głową.
– Ciekawe czy wolał jak mu ładowali, czy sam posuwał. – rzucił Filip znad ramienia dziewczyny.
Klaudia zaśmiała się głośniej i spojrzała na Marcina. Pogłaskała go po głowę i zmrużyła lekko oczy.
– Zapytajmy znawcę tematu. – rzuciła – Marcin, jak myślisz?
Marcin wydął lekko usta i wzruszył ramionami.
– Chuj wie… – mruknął – Pewnie wtedy dawał dupy. Teraz pewnie by sam wziął. – odpowiedział i sięgnął po szklankę z której upił sporo.
– Marcin… – zawołała nagle Majka i obejrzała się na Filipa – I co, dałbyś mu? – dopytała, a chłopak spojrzał na nią niemal z politowaniem.
Po chwili głębszego zastanowienie wzruszył lekko ramionami.
– Bo ja wiem… nie wygląda tak źle. – powiedział w końcu przywołując na myśl postać dyrektora – Ale teraz on posuwa cipki więc nie wiem czy mam u niego szanse. – dodał z udawanym żalem.
– Eeeeej… ale nie poddawaj się. – zaśmiał się Filip i poklepał go po ramieniu – Masz fajną dziurę, zechce cię. – dodał też już podpitym głosem.
Klaudia pokręciła głową i zaśmiała się głośno.
– Jebane pedały. – zachichotała lecz zaraz wsunęła się na kolana Marcina i objęła go za szyję – Wiecie co? Ta impreza ssie. Nie podoba mi się. – rzuciła niezadowolonym tonem i spojrzała wyczekująco na Marcina.
– Idziemy gdzieś indziej? – zapytał Filip głaszcząc brunetkę po ramieniu.
– Nie. – Klaudia zrobiła minkę – Musimy tę rozkręcić. Marcin…? – spojrzała z nadzieją w jego głęboko osadzone oczy, które zawsze napawały ją nutką niepokoju, co bardzo jej się podobało.
– Zawsze możemy iść do mnie. – zaoferował się Filip – Starszych nie ma… możemy się zabawić. – dodał i przygryzł zęby na ramieniu Majki. Dziewczyna pisnęła lekko i przygryzła wargę.
– Macie ochotę? – podłapała i spojrzała na nich wyczekująco – A jak nie to sami pójdziemy. – dodała widocznie już napalona na cały pomysł.
Marcin przesunął palcami po brodzie wpatrując się w tłum, a gdy po chwili mignęła mu twarz samego dyrektora uśmiechnął się krzywo.
– No… sam nie wiem. Mam ochotę tu trochę podziałać. – zauważył i zerknął na Klaudię – Nie chcę nic mówić, ale jesteście tak nudni ostatnio! – dodał marszcząc nos – Seks to nie wszystko, mmm? Ile można się gzić?
– No Marcin! – zachichotała Majka – Miałeś wprowadzić mnie w tajne… tajniki magicznej sztuki fellatio. – powiedziała swoim cienkim głosikiem, a chłopak tylko przewrócił oczyma.
– Uczyłem Filipa, niech ci pokaże. – powiedział wzruszając ramionami i zaczął śledzić pozostałych uczniów liceum bawiących się w najlepsze na parkiecie.
Klaudia powiodła wzrokiem za jego spojrzeniem i uniosła do góry brew.
– Chyba żartujesz! – zawołała na wpół poważnie widząc kogo śledzi wzrokiem Marcin.
– Sądzisz, że nie dam rady? – zamruczał chłopak i przesunął palcami po jej obojczyku.
– Ale co? Co? – dopytał Filip.
Klaudia odwróciła się do nich i pokręciła głową.
– Marcin chce uwieść naszego miśka. – wyjaśniła, a chłopak roześmiał się głośno.
– No co ty? Marcin?
Marcin za to wzruszył ramionami.
– Czemu nie? Co mi zrobią? – dopytał – Wywalą mnie? – zakpił, bo przecież i tak mu nie zależało na tej pieprzonej szkole. Na niczym prawie mu nie zależało. A może raczej to czego pragnął, przyćmiewało tak błahe rzeczy, jak pieprzona szkoła.
– Stary, facet ma żonę i bachory. Myślisz że poleci na twoją dziurę? – podsunął Filip i pokręcił głową.
– Czemu nie? – zachichotał Marcin – Może ma już dość rozjechanej szpary? – prychnął – Wybadam go… – powiedział i oblizał lekko usta – Wybacz kochanie. – zaśmiał się i pocałował Klaudię w usta.
Dziewczyna pokręciła nieco głową i zsunęła się z kolan Marcina by zająć swoje miejsce w fotelu.
– Nie uda ci się. – rzucił Filip jeszcze, a Marcin spojrzał na niego z góry.
– Zakład? – prychnął – Jak się nie uda to…
– To przez cały miesiąc będziesz na dole. – zaśmiał się chłopak – O, i oddasz mi ten pieprzony zegarek.
Marcin spojrzał na swój nadgarstek i oblizał lekko usta na widok zegarka przywiezionego mu przez starszego brata.
– Okej. – powiedział powoli i spojrzał poważniej na Filipa – Zakład stoi. – niemal zamruczał pochylając się do niego.
Filip zmrużył oczy i uśmiechnął się krzywo.
– Stoi… – westchnął i pomimo dziewczyny siedzącej na jego kolanach uniósł się lekko i sięgnął wargami do jego ust. Przygryzł je lekko i zaraz opad ponownie na fotel.
– Nie daj dupy. – zaśmiał się.
– O to, kurwa, chodzi żebym dał. – prychnął Marcin i obejrzał się na Klaudię – Chodź mała, pomożesz mi. – dodał.
Dziewczyna przez chwilę przyglądała mu się lecz w końcu ruszyła posłusznie za nim.
Marcin poprawił poły marynarki i ruszył przez tłum.
Muzyka dudniła mu w uszach, a całe ciało przyjemnie mrowiło. Adrenalina rozgrzewała jego ciało i wszystko zdawało się być coraz lepsze, coraz zabawniejsze. Tak tego chciał! W końcu coś zrobić, w końcu coś poczuć. Coś nowego, innego. Nie myślał już wiele, zresztą jak zawsze. Ale zawsze też, gdy mu się to zdarzało dochodził do wniosku, że to nie czas na myślenie. Ma siedemnaście lat, zjebane życie – nie chciał myśleć, nie miał czasu.
Tańczący ludzie byli jak pionki, które on zgrabnie omijał. Co chwilę się o kogoś ocierał, co chwilę ktoś go dotykał. Powietrze było ciężkie i otumaniające, dokładnie takie jakie uwielbiał. Wydawało się, że spowalnia jego ruchy, a on jak na spowolnionym filmie, klatka po klatce był coraz bliżej obranego celu. Światła migały hipnotyzując powoli, prawie tak powoli, jak on mrugał powiekami. Basy zlewały się w jedno z jego szaleńczo bijącym sercem, które teraz czuł tak wyraźnie. I to ten rytm przywrócił jego percepcji właściwe tory. Nakręcał go. Każde uderzenie było jak kolejny głośny krok, jak kolejny przyspieszony oddech. To było nawet lepsze. Lepsze od seksu, od wódki, od każdego pojedynczego bucha, którym często jarał się jak przedszkolak. A przecież TO, było tak proste, tak prymitywne i zawsze tkwiło gdzieś w nim. Ta adrenalina, ten dreszczyk.
Dopiero po kilku chwilach ponownie odnalazł wzrokiem byłego Klaudii i uśmiechnął się krzywo na jego widok.
– Możesz zacząć krzyczeć. – zaśmiał się przez ramię do swojej partnerki – Albo lecieć po jakiegoś nauczyciela. – dodał nie widząc na horyzoncie żadnego.
Kiedy po kilku chwilach znalazł się nie daleko chłopaka okręcającego jakąś dziewczynę wzruszył ramionami i przyglądał mu się nachalnie przez kilka chwil. W tamtym momencie czuł się jakby przeżywał katharsis i nagle, zupełnie nagle, pusty w środku zaczął napełniać się właśnie TYM.
Obserwowany chłopak w końcu poczuł na sobie jego palący wzrok i przystanął aż mierząc go groźnym spojrzeniem. Znali się doskonale.
Marcin zrobił kilka kroków i złapał go szybko za koszulę.
– I co, chuju? – rzucił mu w twarz i nie czekając już na nic zamachnął się mocno.
I starał się ukryć uśmiech wykwitły na ustach.

*
Marcin wyciągnął z kieszeni telefon i sprawdził godzinę.
Zatrząsł się lekko i ściągnął poły marynarki. Oczywiście kawalerzył i nie zabrał ze sobą kurtki chociaż październikowy wieczór od początku już był chłodny. Popalany wolno papieros wyjątkowo go uspokajał i chłopak miał wrażenie, że z każdym kolejnym haustem dymu robi mu się coraz lepiej. Nadal czuł to drżenie rąk po bójce. Ta nie była długa, ale wystarczająca by poczuł się lepiej.
Stojąc w cieniu drzewa niedaleko bramy, opierał się o pokryty klinkierem mur. Starał się wyglądać na rozluźnionego, ale i tak drżał mocno, zerkając co chwilę w jednym kierunku. Nasłuchiwał uważnie jedynego dźwięku, który doprowadzał jego ciało niemal do ekstazy. Czas ponownie zdawał się zwolnić, ale bogowie, teraz to tak bardzo go irytowało!
W końcu, po przeszło półgodzinie marznięcia dosłyszał TEN dźwięk. Niski, nieco turkotliwy i niesamowicie podniecający. Kiedy tylko dotarł do jego uszu, Marcin przybrał jeszcze bardziej nonszalancką pozę i podpalił kolejnego papierosa. Nie musiał długo czekać nim przy krawężniku zatrzymał się czarny ścigacz na którego widok, chłopak miał ochotę jęczeć z rozkoszy. Lakier na nim błyszczał tak seksownie i chłopak tysiąc razy wyobrażał sobie jak rozkłada nogi właśnie na skórzanym siedzeniu motocykla.
Przygryzając zęby na filtrze obserwował jak kierowca podpiera się nogą o asfalt i rozpina pasek kasku. Cały ubrany był oczywiście w czarną skórę, co tylko dopełniało jego wizerunku. Kiedy zdjął z głowy kask uśmiechnął się z wyższością i pokręcił głową.
– I co, młody? – rzucił swoim seksownym, chrapliwym głosem i pokręcił głową – Myślałem, że matka zabroniła ci palić. – dodał zerkając znacząco na jego dłoń w której żarzył się papieros.
Marcin tylko zaśmiał spod nosem i pokręcił głową.
– Tak? – prychnął i podszedł do mężczyzny wbijając w niego intensywne spojrzenie – Nienawidzę, gdy udajesz takiego troskliwego.
Doskonale wiedział, że Adam ma głęboko w dupie praktycznie wszystko i wszystkich, i pewnie to tak bardzo mu imponowało. To że był właśnie taki. Cholernie niezależny, pewny siebie, a przy tym kurewsko seksowny i stanowczy. On też chciał taki być, chciał by to Adam nauczył go żyć, by zabrał go ze sobą, tak jak niejednokrotnie mu obiecał, gdy leżeli razem w łóżku.
– Od kiedy w ogóle cię to obchodzi? – dodał, ale odrzucił papierosa na bok i wsunął dłonie w kieszenie.
Wbił w niego natarczywe spojrzenie, aż w końcu Adam zaśmiał się głośno i przegarnął dłonią ciemne blond włosy. Marcin nigdy nie mógł ogarnąć, jak to było, że nawet po zdjęciu kasku fala nad jego czołem wydawała się być tak idealna.
Mężczyzna pokręcił głową i szybko złapał go za kark silną dłonią w rękawiczce i przyciągnął go do pocałunku. Marcin usztywnił kark nie chcąc dać po sobie poznać jak pragnął jego dominujących ust. Ale oddawał pocałunek żarliwie ciesząc się z chwil, w których mogli być złączeni.
– Co tym razem? – dopytał Adam odsuwając się od jego ust i na koniec przygryzając je mocno. Chłopak nieco otumaniony tym pocałunkiem odetchnął głęboko nadal wpatrując się w jego usta.
– Ym… stanąłem w obronie honoru damy. – powiedział napinając lekko uda.
– Tej twojej suki z paczki? – zakpił Adam i pokręcił głową – Nawet mnie nie wkurwiaj. Miałeś być grzeczny. – dodał mrużąc lekko oczy i rzucając mu ostre spojrzenie.
– Byłem, Adam. To nie moja wina. – skłamał Marcin – A co, martwisz się? – dodał niby lekkim tonem ale w środku aż drżał. Chciał by się Adam martwił, by traktował go jak najcenniejszy skarb jaki posiadał.
Adam pokręcił tylko głową i odwrócił się po drugi kask.
– Wsiadaj. – syknął wpychając mu go w ręce i rzucając gniewne spojrzenie.
Marcin odetchnął głęboko i złapał za kask po czym usiadł są Adamem na ścigaczu. Od razu przysunął się jak najbliżej niego i zaciągnął zapachem jego wody po goleniu.
– Jesteś seksowny gdy się na mnie gniewasz.
– Nie gniewam się. Zachowujesz się jak głupi gówniarz. – warknął Adam i pokręcił głową – Bezmózgi gówniarz.
– O co ta drama… – Marcin przewrócił oczyma – Wcale nie jesteś lepszy. – dodał jeszcze przymierzając się do nałożenia kasku. Ile razy widział Adama po bójkach, które ten sam prowokował? Ile razy oglądał jego siniaki?
– Lubisz się tak zgrywać, co? – prychnął – Udawać takiego pieprzonego, starszego braciszka…
– Marcin…! – zaczął już ostrzej mężczyzna lecz chłopak poklepał go po plecach.
– No już, już… – westchnął – Jedziemy? Chyba mamy ciekawsze rzeczy do robienia niż debatowanie nad moimi grzeszkami.
– Kurwa, Marcin…! – ponownie warknął Adam, ale zaraz machnął ręką – Jakie rzeczy?
– Nie wiem… seks? Pojedziemy do ciebie? – podsunął chłopak wciskając na głowę kask i obejmując go ramionami.
Adam odetchnął tylko głębiej i wzruszył ramionami.
– Nie zasłużyłeś. Odstawię cię do domu i spadam. – dodał tylko i szybko założył swój.
Marcin bez słowa ścisnął go udami po bokach i przymknął powieki gdy ruszali.
Mógłby spędzić tak życie – wtulając się w jego plecy i jechać przed siebie dokładnie tam, gdzie Adam zechce.

Reklamy

11 thoughts on “Synowie Rosemary. Prolog

  1. Wreszcie się zabrałam za czytanie Synów. Trochę mi zeszło, ale jak się już wzięłam, to myślę, że wkrótce mi się uda nadgonić i będę na bieżąco. Prolog zachęcający do dalszego czytania. Klimat zdecydowanie inny od TWA. Postacie dość specyficzne i aż się chce o nich wiedzieć więcej, co, jak, po co i dlaczego. Czyżby się szykował romans między braćmi? A może już coś między nimi jest? Bo z tego, co zrozumiałam, Marcin i Adam są braćmi. A może coś się szykuje z tym Filipem? Na razie mam same pytania i żadnej odpowiedzi. Ciekawa jestem, jak to wszystko się dalej potoczy. Swoją drogą, ciekawa jestem, co z tym zakładem XD
    Pozdrawiam i życzę weny

  2. To co mi przyszło na myśl po przeczytaniu to: „wow”. Tego się na pewno nie spodziewałam! No wow, po prostu.. :P
    Postacie są kompletnie inne, z tego co można zauważyć i jeśli w ogóle w jakikolwiek sposób można je porównywać do np. Till We Are. Zaskoczyłaś mnie. Myślałam nad tym opowiadaniem i jedyne co tytuł mi mówił, a wyobraźnia przytakiwała, to były jakieś.. dawniejsze czasy, z jakimiś paniczami i tak dalej, ale może to była reakcja przez „Jego Królewską Mość”, nie wiem :P
    Tym bardziej, że „Rosemary” kojarzy mi się właśnie z jakąś dworzanką(haha..-.-”) … coś w tym stylu. Ale to nie ważne. ^^
    Podoba mi się pomysł tak młodych bohaterów i naprawdę zaintrygowałaś mnie postacią Adama, do tego stopnia, że końcówkę czytałam chyba z trzy razy.
    Nie mogę się doczekać co nam przedstawisz w tym opowiadaniu, tym bardziej patrząc na tą specyficzną grupkę będącą na imprezie (w pewnej chwili miałam mętlik pod tytułem „to on jest gejem, bi, czy że o co chodzi właściwie.. i czy one są lesbijkami?” sieczka zamiast mózgu, lecz zganiam to przez swój optymizm na naprawdę późną porę czytania ^^ ) i oczywiście tyczy się to również Adama ^^
    Pozdrawiam! :)

    1. Ha ha.
      Dobrze, że są inne. Nie będziecie się nudzić. Na pewno nie z Marcinem. xD Przyznaję się, że inspiracją do tytułu było raczej skojarzenie ze słowem ‚rosemary’, patrząc przez pryzmat filmu „Dziecko Rosemary”.
      No mnie też się podoba ta końcówka. xDD
      Przyznaję się, że mam duże oczekiwania co do Synów i uwierz, nadal wszystko jest tak dokładnie analizowane, hehe… Oby wszystko poszło z planem.
      Na wyjaśnienie niektórych rzeczy trzeba będzie trochę poczekać. Ale, prędzej dowiemy się jak to jest z tą paczką, niż jak to jest z tym Adamem. Proszę o jeszcze trochę cierpliwości.
      Rozdział już za dwie godziny! c:

      Do zobaczenia!

  3. No zupełnie inny klimat niż w TWA, ale chyba można było się tego spodziewać. Żeby nie było, ja nie narzekam, to był komplement ^^ Dobrze jest pisać różne rzeczy, a powyższy prolog jest tak dobry, tak zachęcający, że już na starcie mogę powiedzieć, że będę uwielbiać to opowiadanie c: I chcę już pierwszy rozdział, nie mogę się doczekać ;_;
    Pozdrawiam! <3

    1. Dzięki!
      Jestem podobnego zdania, za mało napisałam w życiu by się powtarzać. xD Także Synowie są- mam nadzieję – czymś zupełnie innym nić TWA. Skoro prolog Cię zachęcił mam nadzieję, że rozwój wydarzeń wciągnie i na koniec powiesz mi ‚Cholera Inga, to był najlepszy tekst jaki do tej pory napisałaś’. xD A ja później napiszę kolejny, jeszcze lepszy od poprzedniego. C:
      Czego sobie w Wam życzę, i by to moje pisanie nie stało się monotonne. C:

      Ściskam ciepło!
      <3

  4. Podoba mi się, bardzo mi się podoba :D
    Nie mogę się już doczekać pierwszego rozdziału~~

    Zaciekawiła mnie postać Adama, nie wiem czemu… Może to przez czarną skórę i ścigacz? … Tak chyba tak, mam do tego słabość xD

    Życzę dużo weny w 2015 r. :D

    1. Witaj Yumi chan!
      Też mam do tego słabość, Adam to taki seksiak. Aż strach. xD

      Dziękuję i życzę dużo szczęścia w nowym roku!
      Zaglądaj jak najczęściej, zapraszam! C:

  5. Wiesz, nigdy nie zwracałam większej uwagi na stronę ortograficzno-gramatyczną tekstów, chyba że te błędy były po prostu rażące. Także pod tym względem nie oceniam, natomiast bardzo podoba mi się jak prowadzisz akcję, te „podskórne emocje” zawarte w tekście.
    Inga, to dopiero prolog, aż się boję co będzie dalej ;-)

    1. Dziękuję! Staram się nie robić błędów i hehe, zawsze byłam zdania, że o chociażby takie literówki to tak ‚łatwo wyłapać’. No ale okazuje się, że to wcale a wcale nie jest takie proste. :I
      Lubię pisać „podskórne emocje’, ale wiem, że muszę się nauczyć tez pisać opisy chociażby miejsc… U mnie tego jak na lekarstwo, a czasami by się przydało. C:

      Nie bój się, nie będzie aż tak źle. C: Ale mam nadzieję, że mimo wszystko Ci się spodoba. C:

  6. WOW! Robi wrażenie, intryguje, już chciałoby się kolejny rozdział. I mam wrażenie, że to opowiadanie przebije TWA :-)

    1. Cieszę się! I tak właściwie mam nadzieję, że Synowie przebiją TWA, to by znaczyło, że jednak jakiś progres nastąpił. xD Do TWA zawsze będę miała sentyment, jednak no, chciałoby się być coraz lepszym. C:

      Pozdrawiam ciepło!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s