Synowie Rosemary 01- Marcin taki nie jest.

Marcin zsunął się niżej w fotelu i oparł się łokciami o podłokietniki. Przygryzając wargę przesunął spojrzeniem po doskonale już sobie znanym sekretariacie i posłał wymuszony uśmiech w kierunku sekretarki. Kobieta wyglądając zza biurka i łapiąc jego spojrzenie odwzajemniła sztuczny grymas i zaraz pochyliła się nad swoimi papierami, zaciskając mocno umalowane na ciemno usta.
W jasnym pomieszczeniu było wiele rzeczy na których chłopak mógł skupić wzrok, ale bywał tu tak często, że znał wszystko na pamięć. Poczynając od dużego prostokątnego zegara na ścianie, poprzez biurko sekretarki dyrektora, a kończąc na ciemnych szafach stojących dalej, tuż przy oknie.
W końcu zerknął w stronę drzwi kilka kroków od niego i uśmiechnął się krzywo, na widok tabliczki z wyraźnym napisem: DYREKTOR mgr Bruno Wilczyński. Przez kilka chwil mierzył ją spojrzeniem aż w końcu zsunął wzrok na swoje dłonie zaplecione wyżej brzuchu.
– Mógłbyś usiąść prosto? – usłyszał nagle głos pełen pretensji i tylko odetchnął głośniej na znak swojego niezadowolenia. Spełnił jednak ‚prośbę’ sekretarki wychodząc z zasady że tak starego i wrednego babsztyla nie da się przegadać. W każdym razie nie miał dzisiaj nawet ochoty próbować.
Gdy się już wyprostował spojrzał na nią tylko wyzywająco i zaraz zaczął stukać tyłem głowy o ścianę za nim. Nie mógł długo usiedzieć w miejscu i aż go skręcało by coś zrobić. Cokolwiek, byleby nie tracić już więcej czasu.
Ale tak właściwie, przecież go nie tracił. Z każdą taką rozmową, z każdym spotkaniem był coraz bliżej Wilczyńskiego i był pewien, że niedługo go dopadnie. Uchodzi go i okręci w ogół palca, tak że mężczyzna będzie jego.
Na początku faktycznie był to może tylko głupi zakład postawiony po kilku zbyt wielu łykach alkoholu, ale z czasem bardzo się w to wkręcił. Zaczęło mu zależeć na tym by się w końcu przekonać jak to jest, jak to byłoby akurat z nim. Co mu szkodziło spróbować? Chciał to poczuć i już od kilku tygodni starał się jak najczęściej rozmawiać z dyrektorem. Pokazywać mu się z tej lepszej strony, w którą z czasem naprawdę się wkręcił. Udawanie takiego porządnego – w każdym razie porządniejszego – zaczynało mu odpowiadać, widząc szok nauczycieli gdy zdarzało mu się dostać jakąś wyższą ocenę za sprawdzian czy odpowiedź z przerobionego materiału czuł się tak inaczej. Ale wiedział, że jeżeli tylko w teren pójdzie plotka, że staje się inny, lepszy, będzie miał większe szanse u Wilczyńskiego. Bardzo pragnął jego zainteresowania i nawet u niego na lekcjach języka polskiego ostatnimi czasy był uważniejszy i aktywniejszy. Chciał w nim zakorzenić cząstkę siebie, zasiać jakieś ziarno, jakąś więź, którą odczułby nawet sam mężczyzna.
Strasznie jarało go to jak łatwo idzie mu takie udawanie i wkręcanie innych ludzi.
Kiedy przymknął oczy na kilka chwil od razu jednak pomyślał o Adamie.
Doskonale zdawał sobie sprawę jak oberwałby od niego, gdyby i on się o tym dowiedział. Ale czasami myślał, że nawet gdyby mu się udało, ten romans z dyrektorem mógłby obrócić na swoją korzyść. Może mógłby wzbudzić zazdrość Adama? Jego gniew, który jakimś cudem obróciłby się w prawdziwa troskę i prawdziwe uczucie? A nie to, co teraz mieli.
Po krótkiej chwili Marcin pochylił się do przodu i podparł się łokciami o kolana.
Zaraz kończyła się przerwa, ale nie mógł narzekać, że opuści kolejną nudną lekcję fizyki, gdy zamiast tego miał szansę poflirtować z poważanym panem Wilczyńskim.
W momencie, gdy już układał sobie scenariusz na kilka przyszłych minut, drzwi od sekretariatu uchyliły się i wpadł przez nie wysoki, postawny mężczyzna.
– Och, przepraszam Marcin.- rzucił i skinął po drodze sekretarce – Byłem w pokoju nauczycielskim porozmawiać o tobie – dodał przechodząc od razu do drzwi swojego gabinetu i wchodząc do środka. – Zapraszam – rzucił ciepłym głosem zostawiając za sobą uchylone skrzydło.
Marcin, który od razu wyprostował się jak struna zgarnął z podłogi swój plecak i poprawiając jeszcze ciemną bluzę wszedł za nim do pomieszczenia i zamknął za nimi drzwi.
– Nic się nie stało. Nie żebym się spieszył na fizykę – zaśmiał się obserwując jak mężczyzna odkłada na duże biurko gruby kalendarz i przeciera dłonią po porośniętej ciemnym zarostem twarzy.
– Mmm… domyślam się – rzucił tylko i wskazał mu dłonią krzesło stojące przy dostawce do ciemnego biurka. Zerknął na niego krótko tymi głębokimi, brązowymi oczyma i w końcu zajął swoje miejsce.
– Chciałbyś mi coś powiedzieć? – dopytał go niskim głosem, Marcin odwrócił spojrzenie w bok.
– A powinienem…? – rzucił cicho i przygryzł lekko wargę.
Nie raz już rozmawiali, ale od samego początku Marcin starał się nie stawiać między nimi aż takiej bariery i mówić raczej luźnym tonem. Uprzejmym, ale pewnym siebie, nierobiącym z niego uległej kluchy.
Po chwili uniósł spojrzenie na lśniący blat biurka. Ten zazwyczaj był pedantycznie czysty i praktycznie pusty, nie licząc stojącej na nim lampy i leżącego kalendarza, z którym dyrektor zazwyczaj się nie rozstawał.
– Tak, powinieneś – usłyszał i przeniósł spojrzenie na splecione na blacie biurka dłonie. Przez kilka chwil mierzył wzrokiem złotą obrączkę na serdecznym palcu, a później wzdłuż ramion okrytych rękawami ciemnej marynarki dotarł aż do stanowczo męskiej twarzy nauczyciela.
Posłał mu tylko pytające spojrzenie i wzruszył ramionami.
– Słuchaj – zaczął Wilczyński i wbił w niego spojrzenie – Cieszę się, że się starasz. Rozmawiałem przed chwilą z panią Sobczyńską i wiem, że poprawiłeś się w nauce, ale twoje zachowanie nadal pozostawia wiele do życzenia, nie sądzisz? – dodał a Marcin zsunął się niżej w fotelu.
– Staram się – powtórzył za nim i spojrzał mu dłużej w oczy. – Ale… uważam, że…
– Że kolejne bójki są dowodem twoich starań? – zakpił dyrekto,r a on skrzywił się lekko.
– To on mnie sprowokował. – dodał pewnym głosem – Czemu z nim pan nie rozmawia, tylko zwala wszystko na mnie? – dodał przybierając minę pokrzywdzonego szczeniaka.
Mężczyzna odetchnął głęboko i wyprostował mocniej.
– Nie zwalam tego na ciebie – powiedział wyważonym tonem – Ale sam przyznaj, że znając twoją reputację wiecznego awanturnika nie mogę zareagować inaczej niż poprosić cię byś jutro stawił się tutaj z którymś z rodziców. – dodał jeszcze, a chłopak prychnął pod nosem.
– I nie obchodzi pana to, że to Piotrek mnie sprowokował? – dopytał chłodniejszym tonem, a dyrektor spojrzał na niego wyczekująco.
– Powiesz mi czym? – rzucił i tylko skinął głową gdy Marcin ponownie prychnął cicho – No właśnie. Piotrek skończył u higienistki z rozwalonym nosem, a ty twierdzisz, że to on cię zaatakował. Sprowokował, ale zupełnie nie wiesz czemu…
– Wiem! – rzucił szybko chłopka i spojrzał na niego nieco zezłoszczony.
– To mi powiedz. Jeżeli cię obraził wyciągnę konsekwencje.
– Sam sobie z tym poradzę. – uciął Marcin i spuścił wzrok na swoje spodnie – Dobra… widzę, że nic to pana nie obchodzi. Tylko wtedy jak już zaczynam się bronić, to pan mnie oskarża. – dodał lecz widząc dobrotliwy uśmiech bruneta aż skrzywił się mocniej.
– Przed czym się bronisz? Możesz mi powiedzieć.
– Przed… niczym. Nieważne. – dodał chłopak i podrapał się za uchem.
Mężczyzna uniósł wyżej brew i odetchnął ciężej.
– Jeżeli dzieje się ci coś złego, to mi powiedz. Razem rozwiążemy ten problem, dobrze? – rzucił jeszcze, a blondyn uśmiechnął się gorzko.
– Jasne… – syknął.
– Cieszę się, że to rozumiesz. – westchnął Wilczyński i odchylił się lekko na fotelu – To wszystko. Możesz wracać na lekcje.
Marcin zerknął na niego szybko i przygryzł wargę.
Nie mógł jeszcze pójść, nie teraz.
Oczywistym było, że nie może tak od razu stać się super miłym prymusem i jeszcze na potwierdzenie tego wstąpić to Caritasu, ale nie mógł odejść zostawiając po sobie tak złe wrażenie.
Uniósł się z miejsca z ociąganiem i ruszył powoli do drzwi, zaciskając dłoń na szelce zielonego plecaka.
Kiedy był już przy drzwiach, położył dłoń na klamce i obejrzał się w kierunku dyrektora.
– Mmm… wie pan… – zaczął dość niepewnym tonem i odwrócił spojrzenie, gdy ponownie zaczął go świdrować przenikliwy wzrok dyrektora – Powiedział… powiedział, że jestem puszczalskim pedałem i rozkładam nogi dla każdego lepszego skurwiela. – rzucił pewnym tonem i przez chwilę spojrzał mu poważnie w oczy – A ja nie jestem puszczalski i nie robię tego z każdym – uzupełnił i przez chwilę sycił się zaskoczeniem wymalowanym na twarzy Wilczyńskiego.
Brunet zadawał się zaciąć na chwilę i bić się z myślami.
– I co pan mu zrobi? – dopytał chłopak spokojnym tonem – Postawi naganę w dzienniku? – zakpił i uśmiechnął się gorzko posyłając mu spojrzenie pełne pretensji. – To na pewno mi pomoże, co? – dodał i skrzywił się lekko.
Od razu jednak dostrzegł, że w twarzy i spojrzeniu dyrektora coś się zmieniło. Może Majka serio miała rację? Może faktycznie ich Misiek miał słabość do mężczyzn w przeszłości? Zawsze wszyscy nabijali się, że w opozycji dla swojego wyglądu taka dobra z niego dusza i natchniona mimoza, więc pewnie współczułby mu gdyby dowiedział się jakim to jest prześladowanym przez innych dzieciakiem. Ale nie, nie mógł go uważać za dzieciaka, musiał myśleć o nim inaczej. Bardziej.
Marcina ciekawiło jeszcze to, czy Wilczyński był out czy zupełnie nie, i w końcu uległ presji i związał się z byle jaką rurą by zadowolić otoczenie. Jeżeli tak było był pewien, że miał go w kieszeni. Był pewien, że zburzy jego poukładane życie i wciągnie w romans, jak w jednej z powieści, czy tych wierszy, o których mówił zawsze z wyczuwalną w głosie pasją.
Widząc jego minę zaśmiał się w duchu zwycięsko lecz na zewnątrz wydobył z siebie tylko pełen rozczarowania uśmiech.
– No… tak myślałem – rzucił nieco ochrypłym tonem – To do widzenia – rzucił i odwrócił się do drzwi.
– Poczekaj…! – usłyszał nagle i z wielkim trudem powstrzymał śmiech – Jesteś gejem? – dopytał mężczyzna i uniósł się z miejsca.
– I co z tego? – niemal warknął Marcin z satysfakcją dostrzegając, że dyrektor przyjmuje bardziej przychylną mu postawę.
– Nic. To nic złego – powiedział mężczyzna i przetarł brodę palcami – No dobrze, możesz iść. Porozmawiam z Piotrem – dodał jeszcze.
Marcin skinął głowa i zaraz ponownie odwrócił się do bruneta.
– Tylko… moja matka nie wie – powiedział nieco niepewnie – Więc gdyby pan mógł…
– Dobrze – nauczyciel pokiwał szybko głową i posłał Marcinowi coś na kształt uśmiechu – No, zmykaj na lekcje. – powtórzył i zaraz odwrócił się do biurka.
Gdy Marcin wyszedł z gabinetu, a później także z sekretariatu zaśmiał się pod nosem i ruszył pewnym krokiem przed siebie do sali od fizyki.
Czuł, że tego dnia osiągnął naprawdę dużo! Widział wahanie na twarzy Wilczyńskiego, widział to doskonale. Czuł, że trafił w dziesiątkę i o ile tylko nie przesadzi w żadną ze stron uda mu się osiągnąć zmierzony cel, będzie go miał jak na widelcu!

Kiedy po kilku kolejnych godzinach zajęć w końcu całą paczką wyszli ze szkoły, Marcin od razu zdecydował, że pójdą wszyscy na podwórko jednej z opuszczonych kamienic by uczcić jego sukces, o którym zresztą opowiedział im z niemałą dumą. Wszyscy byli zdania, że plotki są jednak prawdą, a to zwiększało szanse chłopaka o jakieś siedemdziesiąt procent. Jak zwykle na tych spotkaniach nieco wypili i już snuli jakieś niestworzone historie o byłym Wilczyńskiego.
Dopiero po paru tak spędzonych godzinach każde z nich rozeszło się w swoją stronę. Marcin bardziej, na obrzeża miasta, gdzie mieszkał w jednym z bloków, a reszta bardziej ku centrum, by później także się rozdzielić i wrócić do domów.
Marcin idąc pewnym siebie krokiem już widział jak dyrektor mu ulega, już to czuł. Nie miał pojęcia co będzie gdy już go zaliczy, ale później będzie się tym martwił. Nie teraz gdy mógł sycić się ta grą.
Mijane szare budynki tego dnia nawet nie psuły mu humoru, był zbyt zafrasowany swoimi wielkimi planami.
Kiedy był już niedaleko domu w jego kieszeni rozdzwonił się telefon, a on widząc kto dzwoni skrzywił się tylko mocniej.
– No? Co tam? – rzucił na starcie nieco zniecierpliwionym tonem.
– Wiesz Marcin… – zaczęła jego matka nieco zmienionym głosem – Ja dzisiaj idę nocować do cioci Zosi. Obiad jest na kuchence, dobrze? – dodała, a on zacisnął mocno pięść na słuchowca.
– Znowu? – syknął złoszcząc się jakby na nią. Nie chciał jednak słuchać jej tłumaczeń więc szybko warknął do słuchawki – Dobra, pa. – mruknął i zatrzymał się w miejscu.
Przez kilka chwil walczył z myślami. Było już późno, ale w takiej sytuacji nie mógł wrócić do domu? Nie chciał tam wracać! Cholera!
Po kilku chwilach odwrócił się na pięcie i ruszył szybkim krokiem w kierunku centrum.
Już po drodze wskoczył w autobus i po niecałej godzinie wysiadł na znanym już sobie przystanku niedaleko starego rynku. Kilka minut szedł chodnikiem aż w końcu sklecił w bramę jednej z kamieniczek i oparł się o ścianę.
Kilka szybkich wdechów i mrugnięć oczyma i już czuł jak pod powiekami zbierają mu się łzy. Musiał się zdenerwować bardziej i bardziej, zacząć myśleć o czymś złym. Niby nie musiał daleko szukać.
Przed naciśnięciem guzika w domofonie potarł jeszcze mocno oczy i w pochylił nisko głowę, starając się wczuć.
– Tak? – usłyszał nieco zniekształcony głos i zmarszczył mocno brwi.
– Adam? – rzucił nieco drżącym głosem – Mogę? Proszę… – szepnął i pociągnął nosem.
– Marcin? Co się stało? Cholera, właź! – rzucił szybko i otworzył mu drzwi.
Marcin wykrzywił usta w podkówkę i szybko wpadł do środka. Biegiem pokonał półpiętro i w końcu zatrzymał się pod drzwiami mieszkania mężczyzny.
Te uchyliły się od razu, a on na widok Adama skrzywił się lekko.
– Hej… – rzucił bezbarwnym tonem i uśmiechnął się w zbolałym grymasie – Mogę dzisiaj u ciebie spać? – dopytał i odwrócił spojrzenie.
Adam odetchnął głęboko i zmarszczył mocno brwi.
– Co się stało? – dopytał niskim głosem i przegarnął rękoma jasne włosy.
Chłopak przesunął dyskretnie wzrokiem po jego ciele opiętym czarnym swetrem i wzruszył ramionami.
– Jak myślisz? – rzucił cicho lecz zaraz postarał się o pewniejszą minę.
– Ojciec? – rzucił tylko Adam i wprowadził go do środka.
Marcin wszedł do małego przedpokoiku i pokiwał głową. Uśmiechnął się skromie na widok stojącego w korytarzu motocykla, który praktycznie zajmował całą przestrzeń. Podziwiał Adama, że temu się chce codziennie go tu wciągać. Niby było to raptem kilka stopni i na pewno ścigacz był tu bezpieczniejszy, ale i tak chłopak był pod wrażeniem. Zresztą był pod wrażeniem wszystkiego co robił Adaś, jak uwielbiał go nazywać.
– No… matka dzwoniła, że idzie spać do ciotki, a ja nie chcę tam wracać. – powiedział zdejmując kurtkę i odwieszając ją na wieszak.
– Kurwa – syknął Adam i zaraz przygarnął go do siebie mocno – To nic. Nie musisz. – zapewnił i pocałował go w czubek głowy. Był zły, że matka zawsze tak wkręcała Marcina, zostawiała go samego z pijanym ojcem. Nie dziwił się, że młody uciekał zawsze do niego i on nie miałby serca jeszcze go od siebie wywalić, albo posłać do domu. Ale był zły. Zawsze miał ochotę do niej zadzwonić i nawrzucać, chociaż ostatecznie nie robił nic, prócz opiekowania się chłopakiem.
Marcin wtulił się w tors wyższego mężczyzny i zaciągnął się ukochanym zapachem.
– Sorry, że tak ci się zawsze na głowę zwalam… – zaczął zaciskając pięści na jego swetrze.
– Przestań. Gdzie indziej miąłbyś iść? – uciął Adam i odetchnął ciężko. Zaraz odsunął się lekko i ujął jego twarz w dłonie. – Chcesz coś do picia? – zapytał – Jakąś kolację? – uśmiechnął się nieco krzywo w specyficzny dla siebie sposób.
Marcin wzruszył ramionami i pokiwał głową.
– No… mógłbym – westchnął – Ale jak to mają być te obrzydliwe parówki to wolę tylko kawę – uśmiechnął się lekko i wbił spojrzenie w jego niebieskawe oczy. Uwielbiał ich barwę i te żółtawe plamki tuż przy źrenicy i mógłby wpatrywać się w nie naprawdę bez końca. Gdyby tylko Adam mu pozwolił.
– No to chodź. Właź dalej. – rzucił i pociągnął chłopaka w głąb kawalerki.
Ta składała się z niewielkiej łazienki, do której drzwi znajdowały się w wąskim korytarzyku i z jednego dużego pomieszczenia stanowiącego salon i sypialnię Adama. Na nią otwarta była także kuchnia oddzielona tylko wysokim blatem i to ku niej obaj skierowali swoje kroki.
Marcin zajął miejsce na wysokim stołku, a Adam przeszedł do lodówki. Szybko wyciągnął z niej jakąś wędlinę i masło i postawił przed blondynem, po czym położył jeszcze obok bochenek chleba.
– Mi też możesz zrobić. – rzucił, a Marcin tylko się skrzywił.
– Myślałem, że to ty mnie ugościsz… chociaż raz – westchnął i sięgnął po podany mu nóż.
– Nie przeginaj. Ciesz się, że nie każę ci sprzątać w zamian za nocowanie – dodał i odwrócił się, by nalać do czajnika wody.
Chłopak wzruszył ramionami i zaczął smarować kromki grubą warstwą masła.
– No, a jak tam w pracy? – zapytał po chwili i omiótł spojrzeniem jego szerokie plecy.
– A okej. Przywieźli nam kilka aut po stłuczce więc jest co robić. – powiedział Adam zasypując jeden kubek kawą, a do drugiego wrzucając torebkę herbaty. – Nie narzekam, szef nagania nam robotę więc jest bosko. Czego więcej mógłbym chcieć – dodał i podparł się ramionami o blat przy którym siedział Marcin. – A co ze szkołą?
Chłopak wzruszył znowu ramionami i ułożył na posmarowanej kromce plasterek wędliny. Nim się spostrzegł mężczyzna porwał kanapkę i jednym kęsem ugryzł jej niemal połowę. Na ten widok westchnął tylko głośno i posłał mu sceptyczne spojrzenie.
– Okej… może być, nie narzekam. Nauczyciele naganiają nam sprawdziany więc mam co robić – mruknął robiąc kolejną kanapkę dla siebie i jeszcze jedną dla Adama – Zabierzesz mnie kiedyś do warsztatu? – zapytał a mężczyzna posłał mu dziwne spojrzenie.
– Po co? – prychnął rozbawiony – Chcesz pooglądać dupy innych chłopaków?
– Nie… po prostu jestem ciekaw jak pracujesz – wyjaśnił Marcin i spojrzał za Adamem, który odwrócił się by zalać kubki wodą. Kiedy przestawił je na blat chłopak skrzywił się i spojrzał na niego z wyrzutem. – Chciałem kawę – zauważył na co mężczyzna roześmiał się głośno.
– Jak zejdzie ci mleko spod nosa, może w końcu ci ją postawię. – zaśmiał się jeszcze głośniej widząc minę chłopaka.
Blondyn pokazał mu tylko język i zaraz skupił się na swojej kanapce. Myślami był już przy nim i obejmował go ciasno. Zawsze wydawało mu się jednak, że w takie noce jak ta, mężczyzna stronił od jego bliskość. Zawsze chętniej się nim ‚zajmował’, kochał się nim mocno i żarliwie, ale gdy on przychodził do niego, by nie spędzać nocy z pijanym ojcem Adam zdawał się do traktować nieco inaczej. Ale to inaczej, zupełnie mu się nie podobało.
Zjadł powoli kanapkę i odetchnął na widok dużych dłoni mężczyzny widząc jak ten robi sprawnie kilka kolejnych kanapek. Naprawdę, brakowało mu jeszcze tego, by dał mu ciepłe kapcie na nogi i wepchnął w ręce ulubiony, niebieski kocyk!
Marcin złościł się mocniej w każdej sekundzie, ale to zdawało się być ich rutyną. Podobnie jak ta adamowa troska, gdy mówił mu o ojcu. Czyżby obaj grali tak idealnie?
Adam nigdy nie był w tych grach tak doskonały jak on, ale tego akurat Marcin nie umiał przejrzeć. Chciał znać jego wszystkie powody, tylko mimo wszystko nigdy nie odważył się pytać. Ani za pierwszym razem, gdy w ciemności niewielkiego pokoiku mechanik go pocałował po karku i zaczął dotykać, ani nigdy później podczas żadnego z ich kolejnych razów.
– Nie jesteś zabawny – powiedział cicho i zmarszczył lekko brwi. Zasłonił się kubkiem i upił z niego kilka łyków gorącej herbaty, kuląc się bardziej w sobie.
Adam tylko pokręcił głową i zaraz odwrócił się by pochować jedzenie do lodówki i szafek. Na środku zostawił tylko talerz kanapek i swój kubek z kawą.
Chłopak za to śledził go uważnie i wzdychał pod nosem. Uwielbiał ich gry, bardzo. I chyba właśnie to, że Adam je odwzajemniał było w nim tak bardzo pociągające i urzekające. To, że zbawiał go w ten jeden z najbardziej prymitywnych i uzależniających sposobów. Nie w jego stylu były wielkie słowa, ani pogadanki umoralniające. Wiedział o nim milion okropnych rzeczy i Marcin wierzył, że to w właśnie w nim lubił. Nie udawaną pruderię czy naiwną szlachetność. Brał go całego, z każdym jego najmniejszym brudem. Marcin wierzył, że to one są jego atutami, że to one przyciągają do niego ciało mechanika. To był ten typ mężczyzny, który pragnie wiecznej adrenaliny, a on nią był. Jak jej wielka dawka w przeskalowanej strzykawce.
Po cichu blondyn zsunął się z taboretu i podszedł do mężczyzny. Wsunął dłonie na jego plecy i pomasował je mocno i odetchnął ciężej czując rozluźniający go dreszcz.
– Adam… – westchnął i zaraz wsunął się między niego a blat. Kiedy pomasował go po torsie zerknął w jego oczy poważnie i przełknął ciężej – Chcesz? – zapytał oblizując usta.
Ciało mechanika widocznie się napięło i gdy ten spojrzał w dół na chłopaka od razu sam przybrał poważniejszą minę.
– Znowu to robisz, co? – zaczął marszcząc brwi – To wszystko po to by wpakować mi się do łóżka? – dopytał jeszcze głosem nieprzesiąkniętym żadnym uczuciem.
– Masz coś przeciwko? – odparł cicho Marcin jednak złagodził nieco spojrzenie, by nie sprowokować Adama – Skoro i tak już tu jestem… możemy całą noc gadać o tym… – zaciął się i pokręcił głową – A możemy o tym zapomnieć. Co ty na to? – dopytał i uśmiechnął się jedną stroną ust.
Mechanik zmrużył lekko oczy i odetchnął głęboko.
– Tak, możemy… – powiedział i szybko uszczypnął go w bok – Ale wkurwia mnie to, jak próbujesz ze mną pogrywać – dodał – Mam zadzwonić? Zapytać jaka jest prawda? – rzucił i zaraz sięgnął po telefon tkwiący w kieszenie chłopaka.
– Jasne… dzwoń sobie. – wzruszył ramionami blondyn i oparł się łokciami o blat za sobą.
Tak jak się spodziewał już po chwili telefon wylądował obok talerza z kanapkami, a Adam pochylił się do niego.
– No dobra… dobra… – szepnął przy jego ustach i pocałował je powoli, na początku tylko skubiąc je delikatnie wargami – Komu mam wierzyć, jak nie tobie. – zaśmiał się w TEN sposób. Marcin to uwielbiał. Gdy mężczyzna mówił w niejednoznaczny sposób, który nie przypisywał jego słów ani kłamstwu, ani prawdzie. A on w takich sytuacjach mógł je przecież interpretować jak tylko mu się podobało.
Już po chwili poczuł jak silne ciało Adama zbliża się do niego. Gdy ten się zgarbił do pocałunku, chłopak zaplótł mu ręce na szyi i wcałował się głębiej w jego wargi. Miał doświadczenie i umiał się całować, ale i tak był pod wrażeniem techniki kochanka. Ten łącząc ich w tej namiętnej pieszczocie, docisnął się biodrami do jego krocza i zafalował nimi lekko.
– Nie mów później, że jestem zły… – szepnął w przerwie na złapanie oddechu i zaraz ponownie przywarł do jego ust. Pieszcząc je sprawnie, pomasował Marcina po biodrach i nie ociągając się sięgnął do guzika jego spodni.
Blondyn zaśmiał się cicho zerkając w dół. Ten dźwięk, gdy guzik wyskakiwał z dziurki niemal doprowadzał go do szaleństwa. Tylko Adaś umiał tak rozpinać spodnie. W ten super podniecający sposób.
Jego silne dłonie wsunęły się na jego brzuch i zaraz podwinęły wyżej bluzę i koszulkę. Szorstkie palce przez chwilę masowały jego wrażliwą skórę, a oczy świdrowały go w głębokim spojrzeniu.
Tego chcesz? – myślał Marcin oddychając coraz ciężej i poddając się lekkiemu otumanieniu. Zgodnie z gestem kochanka ciągnącym do góry jego ubrania, uniósł wysoko ręce i pozwolił siebie ich pozbawić. Cały czas pod jego bacznym spojrzeniem, drżał na najmniejszy grymas jego twarzy.
Mężczyzna był jak posąg, tylko skóra błyszczała mu nieco bardziej od potu i świadczyła, że sam zaczyna się rozpalać.
– Rozbierzesz się? – szepnął chłopak oblizując usta i zerkając na niego w napięciu.
– Wolę gdy ty jesteś nagi – powiedział twardo Adam i pochylił się by przygryźć jego wargę. Blondyn sapnął tylko i pokiwał głową. Gdy się kochali uwielbiał mieć go nad sobą, czuć jak mechanik panuje nad wszystkim, oddziela go od tamtego świata, od tego o czymkolwiek mógłby myśleć, cokolwiek mógłby knuć. W jego ramionach to wszystko traciło na znaczeniu.
– Ale ja tez lubię na ciebie patrzeć… – odparł Marcin i przełknął ciężej ślinę.
– To nic… poczekaj… – powiedział spokojnym tonem mężczyzna.
Powoli rozpiął jego spodnie i zsunął je w dół. W ślad za spodniami poszły bokserki chłopaka i gdy Adam zepchnął mu je aż po łydki, wyprostował się i spojrzał na niego z góry. Zaraz zakrył dużą dłonią jego przyrodzenie i zaczął je pobudzać zdecydowanymi, posuwistymi ruchami.
– Mów coś. – wtrącał Marcin drżąc mocniej.
Wiedział, że zasadniczo Adam nie gada podczas seksu, że nie lubi wydawać z siebie głośnych dźwięków. Nie lubił się odkrywać, ani słuchać krzyków i strasznie, strasznie przedłużał każdą z pieszczot.
Ale wbrew pozorom to jeszcze bardziej go podniecało. To tak, jakby nagle, czas który wiecznie Marcinowi umykał nagle zatrzymywał się w miejscu. Jakby to mechanik nim władał i w tym momencie przedłużał jego życie o kolejne minuty.
I jego ciało. Zdawało się zupełnie zmieniać formę pod jego dłońmi. Falowało, drżało i napinało się mocno, a on czuł jakby od wieków był już na niekończącym się haju. W swoim, w ich świecie. W świecie dłoni Adama.
Krople potu zaczynały spływać mu po karku i skroniach, znaczyć sobie drażliwe ścieżki po wilgotnym ciele. I to tylko dzięki tej dłoni, która w nieustającym rytmie sukcesywnie poruszała się po jego kroczu. Twarde palce czuł wszędzie. Na penisie, na nabrzmiałych jądrach i jeszcze dalej za nimi. Jak znaczyły sobie drogę dalej i dalej, jak złośliwa kropla wody drążąca skałę. I gdy wydawało mu się, że tylko milimetry dzielą jego opuszek palca od zaciśniętej mocno dziurki, mężczyzna odsunął się od niego lekko i przekręcił do siebie tyłem.
Blondyn instynktownie wypiął się w jego stronę i szybko pochyl jak twarda wypukłość kuje go w pośladki. Jak próbuje się wpasować między nie, ale więziona przez spodnie mężczyzny zupełnie nie może się tam zagłębić.
Oddychając głęboko i głośno Marcin złapał się dłońmi za blat. Ten wydawał się być tak absurdalnie zimny, w opozycji dla jego, parującego z podniecenia ciała.
– Adam…! – sapnął przymykając oczy i czując dłonie wsuwające się na wnętrze jego ud – Cholera… kurwa… – szepnął oblizując co chwilę wargi.
Ręce kochanka już mocniej sunęły po jego ciele, mocnymi pulsującymi ruchami niemal unosiły do nad podłogą, wbijając go w krocze mechanika.
– Cholera… powiedz coś. – syknął i jęknął zduszenie gdy Adam pomasował mocno jego dyndającego luźno penisa – Powiedz… – szepnął i obejrzał się lekko za siebie.
Pociemniałe spojrzenie zmiękczyło mu nogi, a on szybko odwrócił się z powrotem, jakby nagle poczuł strach. Ale ten dreszcz, który przebiegł jego ciało nie mógł nim być. Czy będąc w takiej ekstazie można było w ogóle czuć cokolwiek innego? Nie miał pojęcia jak dłonie, mogą tak rozgrzewać, ale on falował między nimi a szorstkimi dżinsami kochanka, jakby dzięki temu mógł w ogóle żyć.
W końcu poczuł, jak Adam odsuwa się od niego na chwilę. Nie obejrzał się za siebie chociaż słyszał dźwięk otwieranej szafki i zaraz zamykania jej drzwiczek. Po chwili ponownie poczuł za sobą tę gorącą obecność, a kilka cichych dźwięków później poczuł wąską i zimna strużkę wpływającą między jego pośladki.
– Nnn! – wzdrygnął się lecz przymknął oczy i odchylił głowę na kark.
Ponownie te wspaniałe palce zaczęły masować jego pośladki i przerwę między nimi. Każdy okrężny ruch stawał się coraz gorętszy, szczególnie gdy mężczyzna masował go palcem przy wejściu.
– Adam! Adam! – jęknął kilka razy wsłuchując się napięciu w jego ciężkie oddechy. Niemal czuł je na karku, jak spływały z niego kaskadą dreszczy.
Wzbił się na palce, gdy po chwili palec kochanka wsunął się do jego środka.
– Och! – syknął wyższym tonem i zakręcił biodrami zachęcając i Adama by zaczął go rozciągać. Lecz z drugiej strony nie chciał wcale się spieszyć. Nie chciał jeszcze kończyć, chociaż miał wrażenie, że całe jego wilgotne, drżące ciało już skończyło, a penis ronił wielkie krople.
– Bo-że… Adam! – wzdragał się wczuwając się w każdy kolejny palec – Mów coś! – rozkazał lecz sam pisnał głośniej gdy nagle wdarł się w niego twardy, gorący kawał ciała kochanka – Kurwa! Kurwa! – powtarzał bezmyślnie wyginając się mocniej i przytulając tors do chłodnego blatu pod nim.
Kutas w jego szparce wydawał się być duży jak nigdy i pompował w niego gorąco z każdym silnym ruchem Adama.
– A-Adam! – jęknął i zaraz zacisnął zęby na przedramieniu. Kolejne mocne pchnięcie wbiło go podbrzuszem w drewniana krawędź, a on aż zarył nosem o blat.
Teraz słyszał nad sobą drżące westchnienia i pomruki. Uwielbiał je. To było tak, jakby z każdym z nich z Adama miało coś wyjść. Jakaś bestia, która zaraz zaleje jego wnętrze.
Palce kochanka wczepiły się boleśnie w jego biodra, by go przytrzymywać, ale i tak każdy mocny ruch odrywał jego palce od podłogi.
– Adaaam! Adam! – wzdychał za każdym razem i oddychał spazmatycznie. Już po chwili cudowna gama dźwięków którą słyszał wzbogaciła się o ten specyficzny odgłos uderzających o siebie ciał, ja obwisłe twarde jądra mechanika uderzały w to super wrażliwe na jego ciele miejsce.
– Nnn! Nnn! – dyszał chłopak zaciskając mocno oczy. Po powiekami widział serię barw, a Adam posuwając go mocno i szybko tylko dostarczał mu kolejnych doznań, gdy ocierał się w jego wnętrzu o jego prostatę. To było tak cholernie drażniące i Marcin był pewien, że zupełnie zamierzone. By go drażnić nie zaspokoić.
Jęknął z zawodem gdy zupełnie nagle i tego został pozbawiony.
Słyszał za sobą jak Adam masturbuje się pospiesznie i po chwili dusząc w sobie westchnienia spuścił się na jego mokre pośladki. Chłopak czuł tylko pulsujące wnętrze i leżał niemal półprzytomnie na blacie. Gdy uchylił powieki natrafił wzrokiem na talerz z kanapkami, a przewrócone kubki z napojami balansowały na krawędzi stołu.
Drżącą dłonią sięgnął do swojego penisa i potarł jego główkę.
– Adam… – szepnął chowając twarz w zgięciu łokcia – Adam… – mamrotał wyobrażając sobie, jego spocone lepkie ciało. Czuł jak mężczyzna rozsmarowuje penisem swoje nasienie miedzy jego połóweczkami, jak palcami ponownie napiera na jego rozpaloną i nieco podrażnioną szparkę.
Jego ciałem targały silne spazmy, a on z sekundy i tylko na sekundę odleciał zupełnie, fundując sobie kolejny z najlepszych odjazdów w życiu.

Kolejnego ranka, Adam przed pracą odwiózł do do szkoły.
Blondyn całą noc nie ma nie spał, sycąc się chociażby widokiem jego ciała i jego ciepłem.
Kiedy zatrzymali się na parkingu, Adam nawet nie zgasił silnika i nie ściągnął z głowy kasku. Przez zaciemnioną szybkę uśmiechnął się tylko do niego w tym czarującym grymasie i puścił mu oczko.
Marcin był jak naćpany tą ubiegłą nocą. Jakby mógł żyć nią przez kilka najbliższy dni.
Kiedy mechanik, zwracając na siebie ogólną uwagę odjechał na tym swoim seksownym ścigaczu, Marcin odwrócił się w kierunku bramy prowadzącej na placyk przed szkołą. Dumny jak paw, w za dużych nieco spodniach Adama ruszył w kierunku ciemnych drzwi placówki. Czuł na sobie pełne zazdrości spojrzenia i to prostowało go jeszcze mocniej.
Czy ktokolwiek z to obecnych mógł pochwalić się takim facetem? Tajemniczym, seksowny i jeszcze jeżdżącym takim cackiem?
– Marcin… dzień dobry. – usłyszał nagle i odwrócił się szybko. Nieco zaskoczony uniósł wysoko brew ale i postarał się o uprzejmy uśmiech.
Dyrektor zbliżył się do niego na przyzwoitą odległość i wbił w niego stanowcze spojrzenie.
– Kto to był? – dopytał jakby zaniepokojony.
Blondyn odetchnął płytko i zerknął w kierunku bramy. Kilka chwil zastanawiał się usilnie nad odpowiedział i w końcu spojrzał pewniej w oczy Wilczyńskiego.
– Cóż… – zaczął nieco się ociągając – To mój brat. – powiedział.
Nie chciał przekreślać sobie szans. Nie mógł sobie pozwolić na to, by Wilczyński miał go za tego ‚puszczalskiego pedała pieprzącego się z każdy skurwysynem’.
Widząc jednak powątpiewające spojrzenie dyrektora skrzywił się mocno w duchu.
– Czy ktoś z twoich rodziców będzie dzisiaj w szkole? – dopytał tonem, który w uszach Marcina brzmiał nieco oschle. Oschlej niż chociażby wczoraj.
– Nie. Mama przeprasza, ale nie może dzisiaj przyjść. – skłamał – Pracuje.
– A ojciec?
– Ojciec też. – powiedział i uśmiechnął się kącikiem ust – Ale ja mogę z panem porozmawiać. – zapewnił,a brunet tylko pokręcił głową.
– Marcin… – westchnął i zacisnął mocniej dłoń na rączce aktówki – Kogo ty chcesz oszukać? Jeżeli jutro nie przyjdziesz do szkoły z matką lub ojcem, sam do nich pojadę. Nie bądź bezczelny i nie kłam mi więcej w żywe oczy. – dodał i zaraz spokojnym krokiem ruszył w kierunku drzwi.
Marcin zacisnął zęby i odprowadził mężczyznę w duchu.
Czuł rozlewający się w nim smak zwycięstwa.

Reklamy

7 thoughts on “Synowie Rosemary 01- Marcin taki nie jest.

  1. Robi się coraz ciekawiej. Szkoda mi Marcina. Pewnie stał się taki przez środowisko, w którym się wychował. Ojciec pijak, pewnie do tego awantury urządza, a matka zamiast zrobić coś z tym, ucieka i zostawia syna samego. Ok, w pewnym sensie ją też rrozumiem. Może kocha tego swojego męża pijaka i woli się ewakuować w bezpieczne miejsce i przeczekać burzę niż zawiadomić policję albo inne służby, ale pomyślałaby trochę o synu, jak on się z tym wszystkim czuje… Co do relacji braci, do normalnych nie należą. Adam może i traktuje to na luzie, jako zwykły seks, formę relaksu, czy dosyć specyficzny sposób na uspokojenie młodego, żeby zapomniał o problemach w domu itp, ale Marcin traktuje to chyba poważniej, ma nadzieję na coś więcej, ale że jego brat w ogóle nie bierze czegoś takiego pod uwagę, pieprzy się z byle kim. Nie wiem, czy lepiej dla niego nie byłoby lepiej, gdyby ukierunkował swoje uczucia na kogoś innego, bo z nastawieniem Adama nie sądzę, żeby było coś więcej między nimi niż jest teraz. Ciekawa jestem akcji z dyrektorem. Jak narazie polubiłam faceta bardziej niż Adaśka. Wątpię, żeby któreś z rodziców Marcina przyszło do szkoły. Jeśli już, to może Marcin powie Adasiowi, żeby przyszedł do szkoły porozmawiać z dyrektorem… Bo nie sądzę, żeby ojciec się tym przejął, a matce może nawet nie chcieć powiedzieć. Chociaż… Co ja tam wiem. Ten Marcin kryje w sobie więcej zagadek niż o nim wiadomo. Nie mogę się doczekać, jak się coś wyjaśni. Fajnie, że akcja się dzieje w Polsce. Tym przyjemniej się czyta.
    Pozdrawiam i życzę weny

  2. Huh, że też dopiero teraz tutaj wbiłam .a.
    Psst, wyłapałam jeszcze trochę literówek, przecinków i innych takich~
    „zakpił dyrekto,r”
    „Nie teraz gdy mógł sycić się ta grą.” – ‚tą’
    „Blondyn instynktownie wypiął się w jego stronę i szybko pochyl jak twarda wypukłość kuje go w pośladki.” – ‚poczuł’?
    „a kilka cichych dźwięków później poczuł wąską i zimna strużkę wpływającą między jego pośladki.” – ‚zimną’
    „Po powiekami widział serię barw” – ‚pod’
    „By go drażnić nie zaspokoić.” – ‚by go drażnić, (a) nie zaspokoić’?
    „Kolejnego ranka, Adam przed pracą odwiózł do do szkoły.” – ‚odwiózł go do szkoły’
    „Blondyn całą noc nie ma nie spał, sycąc się chociażby widokiem jego ciała i jego ciepłem.” – ‚niemal nie spał’?
    „Nieco zaskoczony uniósł wysoko brew ale i postarał się o uprzejmy uśmiech.” – ‚uniósł wysoko brew, ale”
    „Kilka chwil zastanawiał się usilnie nad odpowiedział i w końcu spojrzał pewniej w oczy Wilczyńskiego.” – ‚odpowiedzią’
    „zapewnił,a brunet tylko pokręcił głową.” – brakuje spacji
    Okey, pora przejść do fabuły i postaci – ciekawie się zapowiada (w ogóle co te zakłady i co ten Marcin ;o) i strasznie intryguje mnie Adam i dyrektor. No nic, idę czytać dalej co mogę, czekam na kolejne rozdziały, rozwój akcji i pozdrawiam :3

    1. Witam witam! C:
      Dziękuję za wyłapanie błędów! C:

      Ten Marcin to zły jest. Adam mało lepszy. Bruno pewno też. xDDD
      Ale by się przekonać zapraszam do czytania. Mogę mijać się z prawdą. ;p

      Pozdrawiam gorąco! C:

  3. ,, – Cieszę się, że to rozumiesz – westchnął Walczyński i odchylił się lekko na fotelu. – To wszystko. Możesz wracać na lekcje.” ~ ,,Wilczyński”
    ,, – Nie mów później, że jestem zły… – szepnął w przewie na złapanie oddechu i zaraz ponownie przywarł do jego ust.” ~ ,,w przerwie”
    ,,Ten wydawał się być tak zimny, w opozycja dla jego parującego z podniecenia ciała” ~ ,,w opozyzja”?
    ,,Dymny jak paw, w za dużych nieco spodniach Adama ruszył w kierunku ciemnych drzwi placówki.” ~ ,,Dumny”
    ,,Tajemniczym, seksowny i jeszcze jeżdżącym taki cackiem?” ~ ,,jeżdżącym takim cackiem?”
    Ja tez mam mieszane uczucia, co do Adama. W sumie do Wilczynskiego tez. Wydaje mi sie z jednej strony, ze Adam nie kocha Marcina, a Wilczynski gejem nie jest, ale jak to jest naprawde to nie wiem. Mam jednak nadzieje, ze Marcin bedzie z Adamem, bo przeciez dyrektor ma zone i dziecko, prawda? Z tym dzieckiem to nie wiem, bo za bardzo nie pamietam :p
    Licze na akcje i dramy! :D
    Pozdrawiam

    Damiann

    1. Ojeeeej, Damiann! Od wieków Cię tu nie było. W pewnym momencie zaczynałam się niepokoić. xD
      Jak tam w szkole i w ogóle?
      Nuu, Wilczyński ma żonę i dziecko, ale w sumie nie wiemy jeszcze co ‚ma’ Adaś. >D Dramy będą, to mogę Ci obiecać. xD
      Dziękuję za literówy i fajnie Cię znowu widzieć!
      Pozdrawiam!

  4. Kocham Marcina! <3 Uwielbiam takich bohaterów ^^ Jest taki nieprzewidywalny, nieschematyczny;p aż by się chciało wejść w jego głowę i zobaczyć, co tam się dzieje… a wydaje mi się, że dzieje się sporo ciekawych rzeczy c:
    Co do Adama mam nieco mieszane uczucia. Mam nadzieję, że po kilku następnych rozdziałach wyrobi mi się już na jego temat opinia, oby pozytywna :3
    Pozdrawiam! <3

    1. Ha haa. No tak, tak. Całkiem sporo, tylko nie wiem czy koniecznie są to dobre rzeczy. Ale przecież nie muszą. Nie mogę się doczekać Twojej reakcji na kolejne rozdziały!
      Postaram się powoli wszystko odsłaniać. Jestem okrutnikiem. Wierzę, że Adam uzyska przede wszystkim sprawiedliwą ocenę, a czy będzie pozytywna…? Hyhy xDDDD

      Trzymaj się ciepło i do zobaczenia!
      <33

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s