Synowie Rosemary 02 – Przypadek… Marcina Szmidta

Po wyjściu z pokoju nauczycielskiego, Bruno odetchnął cicho.
W zasadzie nie lubił rozmawiać o Marcinie. Chłopak wydawał się być zawsze problemem, zakłócającym całkiem spokojne życie liceum. To, nie było aż tak duże, jego poziom na tle miasta był raczej średni, ale plasował się na zadowalającym, drugim miejscu. Zresztą, Bruno nigdy nie oczekiwał, że raptem wszystko będzie tu najlepsze, w końcu nigdy nie było, ani za jego kadencji, ani za kadencji poprzedniego dyrektora.
Nigdy zresztą nie narzekano tu na rekrutację bo przecież i tak jako jedno z trzech liceów w mieście, zawsze miało dość wysoki nabór.
Tylko ten Marcin Szmidt.
Brunonowi wydawało się, że zna już chłopaka. Ubiegły rok jego błyskotliwej kariery szkolnego chuligana i chłopaka, który zasadniczo olewał co tylko się dało, zdawał się jasno określać, czego można się po nim spodziewać. Czyli bójek, bójek i bójek. Czasami jakiegoś pyskowania na lekcji, czasami wnoszenia alkoholu na teren szkoły, czy niszczenia czegoś w szatni. On i jego paczka wiecznie lansujących się gówniarzy, jakby zamierzała obalić cały system. Oczywiście w ten śmieszny, młodzieńczy sposób.
Cały ubiegły rok każde z nich usilnie dbało, by jego reputacja była na określonym poziomie, a niejeden z nauczycieli już nie raz sugerował by usunąć ich ze szkoły, tylko, że on, dyrektor, oczywiście nie chciał na to się zgodzić.
Bruno nie uważał, by ich zachowanie jakoś szczególnie odbiegało czy raziło na tle zachowań innych dzieciaków. Zresztą nigdy nie był despotyczny i jakby tłumaczył ich prawami młodości.
Zresztą czy którekolwiek z nich, nauczycieli, w młodości było tak idealne i porządne? Każdy z nich miał jakąś tam przeszłość, barwniejszą lub nie i Bruno to rozumiał. Rozumiał, że ogłada i mądrość przychodzą z wiekiem, a wszystko co dzieje się po drodze kształtuje każdego człowieka, określa go.
Oczywiście nie lekceważył ich zachowań, karał, rozmawiał rodzicami, raz nawet zawiesił Majkę Leśniewską w prawach ucznia, ale poza tym? Miał ich wyrzucić? Nie uczyli się źle, maturę raczej zdadzą, a nawet jeżeli nie, Bruno był pewien, że posiadają jakiś zasób mądrości życiowych, które może nie otworzą przed nimi karier naukowych, ale pozwolą im żyć. Po prostu żyć.
Czasami nawet śmiał się w duchu z ich wybryków, czasami im folgował i to nadawało rytm całemu cyklowi nauki w szkole.
Idąc korytarzem i wymijając uczniów Bruno zerknął na zegarek na nadgarstku. Był już nieco spóźniony, ale nie sądził, by Marcin był zły że rozmowa zabierze mu nieco lekcji fizyki. Tego był akurat pewien.
Odpowiadając na powitania uczniów z lekkim uśmiechem w końcu dotarł do ostatniego korytarza, mniej już zatłoczonego, prowadzącego do jego sekretariatu i gabinetu. Bardzo podobało mu się wnętrze tutejszego liceum i pamiętał pod jakim był wrażeniem, gdy przyjechał tu po raz pierwszy kilkanaście lat temu, by rozpocząć swoją karierę polonisty. Miasto nie było zbyt wielkie, nie było też tak głośne, ani uciążliwe, ale zdecydowanie ze wszystkich szkół to ta był najładniejsza. Białe ściany i wysokie sufity w połączeniu z ciemnymi, mahoniowymi ościeżnicami drzwi czy samymi drzwiami sprawiały wrażenie bardzo schludnych i eleganckich. Sam budynek zresztą w takich klasycystycznych formach szalenie mu się podobał, czasami wręcz gdy wracał do domu po godzinach był nim aż zauroczony. Uwielbiał taki wystrój, lubił też gdy jego kroki odbijały się echem po pustych korytarzach. Brakowało wtedy tylko kilku wytwornych dam w sukniach i panów w surdutach.
Bruno zaśmiał się w duchu z siebie, trzęsąc głową i wracając do rzeczywistości. Nie powinien sobie na to pozwalać, szczególnie teraz i już sobie wyobrażał ganiący go wzrok Agnieszki i jej głos, przywołujący go do porządku.
Kiedy wszedł do sekretariatu odetchnął aż na widok Marcina, który osunąwszy się na krześle mierzył nieco znudzonym wzrokiem sekretarkę.
– Och, przepraszam Marcin – rzucił odetchnąwszy w duchu i skinął po drodze sekretarce. Kobieta zerknęła na niego podejrzanie ciepłym wzrokiem i uśmiechnęła lekko. – Byłem w pokoju nauczycielskim porozmawiać o tobie – dodał ruszając od razu do drzwi swojego gabinetu i wchodząc do środka. – Zapraszam – dodał nie zamykając ich za sobą.
Od razu ruszył w kierunku dużego, ciemnego biurka stojącego na tle okna i odłożył na jego wierzch kalendarz, w którym zapisywał dosłownie wszystko, bo zawsze miał tendencję do zapominania. I siebie, i innych ważnych rzeczy.
– Nic się nie stało. Nie żebym się spieszył na fizykę – zaśmiał się Marcin, a on zerknął na niego krótko. Szybko zaczął przetrząsać kieszenie w poszukiwaniu swojego pióra. Jak zwykle nie mógł go wsadzić do kieszonki wewnątrz marynarki, zganił się w myślach i potarł po brodzie zastanawiając się gdzie mógł je zostawić i jak bardzo Agnieszka będzie zła, ze znowu zgubił prezent od niej.
– Mmm… domyślam się – rzucił tylko i wskazał chłopakowi dłonią krzesło stojące przy dostawce do biurka. Na kilka chwil zawiesił na nim wzrok i w końcu również zajął swoje miejsce.
Nie lubił Marcina. Wiedział doskonale, że nie ma tu miejsca na jego prywatne odczucia, ale naprawdę nie lubił Marcina. Nie tego Marcina.
Jeszcze, gdy chłopak usilnie się buntował, gdy był próżny i arogancki, Bruno umiał się do niego jakoś ustosunkować, ale w tym roku, już od kilku miesięcy po prostu nie umiał na niego patrzeć. Cały czas miał wrażenie, że chłopak obserwuje go jakimś cholernie dziwnym wzrokiem. Czasami wyzywającym, czasami tak podejrzanie zafrasowanym. Niejednokrotnie na lekcjach, które przeprowadzał w drugiej D, miał wrażenie, że chłopak czegoś od niego chce. Patrzy się na niego nachalnie, w ten perfidny sposób łapie jego spojrzenie, które zgodnie ze wszelkimi zasadami powinien od razu spuszczać, a nie prowokować jego, starszego mężczyznę, by to on pierwszy się odwracał. Pewnie to był pewien rodzaj prowokacji i Bruno wiedział, że przegrywa, gdy zawsze odwraca się do tablicy bądź przenosi wzrok zupełnie gdzie indziej, ale nie umiał przyjąć jego spojrzenia. Ono było najgorsze. Marcin miał tak specyficznie głęboko osadzone oczy, że jego wzrok wręcz przerażał, szczególnie takie zasuszone korniki jakim on sam był.
Wiedział, że to śmieszne, że czasami się boi chłopaka, ale tak, jak jego spojrzenie przerażało, przerażała również jego zmiana.
Chłopak na przestrzeni kilku miesięcy, zdawał się łagodnieć. Poprawiał się w nauce, poprawiał się w zachowaniu, chociaż zdawały mu się wpadki. Bruno na początku podchodził do tego sceptycznie, ale zawsze wierzył w jakiś tam potencjał młodzieży. Poza tym niejednokrotnie już nasłuchał się tego, jak starsi koledzy spekulowali na temat tego, że Marcin Szmidt na pewno coś knuje, albo, że na pewno ta jego przemiana nie potrwa długo. Bruno nie chciał taki być. Nie chciał skreślać chłopaka, w końcu ten był tak młody, że miał prawo zacząć od nowa nie jeden jeszcze raz. Mógł zrozumieć, mogło zacząć mu zależeć, prawda?
Odetchnąwszy głęboko dyrektor przed kilka chwil dumał jeszcze nad tym specyficznym przypadkiem Marcina, aż w końcu pokręcił do siebie głową. W końcu po coś go tu wezwał i chociaż wydawało mu się, że zaczyna mięknąć nie mógł pozwolić by ostatnia bójka uszła chłopakowi płazem.
– Chciałbyś mi coś powiedzieć? – dopytał go niskim głosem, a Marcin odwrócił spojrzenie w bok.
– A powinienem…? – zapytał nieco buńczucznie, na co Bruno pokręcił głową.
Mężczyzna zmierzył ucznia nieco chłodnym spojrzeniem i uniósł lekko brew. Znał charakterek chłopaka i jego sposób bycia. Nigdy też nie chciał być dyrkiem po czterdziestce, któremu ktoś wsadził w tyłek kij od miotły, ale z Marcinem nie lubił przekraczać granic. Tylko że pewnie sam wcześniej, przed tą przemianą, zatarł je wyraźnie, chcąc trafić do zbuntowanego nastolatka.
– Tak, powinieneś – odparł tylko zaplatając dłonie na blacie biurka.
Widząc pytający wzrok chłopaka, uśmiechnął się kącikiem ust i westchnął pod nosem.
– Słuchaj – zaczął wbijając w niego spojrzenie – Cieszę się, że się starasz. Rozmawiałem przed chwilą z panią Sobczyńską i wiem, że poprawiłeś się w nauce, ale twoje zachowanie nadal pozostawia wiele do życzenia, nie sądzisz? – dodał, patrząc jak uczeń osuwa się niżej w fotelu.
– Staram się – powtórzył za nim i spojrzał mu dłużej w oczy. – Ale… uważam, że…
– Że kolejne bójki są dowodem twoich starań? – zakpił widząc jak chłopak momentalnie się krzywi.
– To on mnie sprowokował. – rzucił pewnym głosem Marcin – Czemu z nim pan nie rozmawia, tylko zwala wszystko na mnie? – dodał przybierając minę pokrzywdzonego szczeniaka.
Mężczyzna odetchnął głęboko i wyprostował mocniej.
– Nie zwalam tego na ciebie – powiedział wyważonym tonem, – Ale sam przyznaj, że znając twoją reputację wiecznego awanturnika nie mogę zareagować inaczej niż poprosić cię byś jutro stawił się tutaj z którymś z rodziców – dodał jeszcze, a chłopak prychnął pod nosem.
Bruno doskonale znał już takie sztuczki mające wzbudzić jego litość lub odwrócić uwagę od głównego winnego. Marcin taki zresztą był. Był przecież! Zawsze szukał wykrętów, zawsze chciał się wymigać, ugrać coś, prawda? W każdym razie kilka miesięcy temu to było jeszcze prawdą, ale teraz?
– I nie obchodzi pana to, że to Piotrek mnie sprowokował? – dodał Marcin, co bardziej go zaintrygowało.
– Powiesz mi czym? – zapytał i pokiwał głową z powątpiewaniem, gdy uczeń ponownie prychnął cicho – No właśnie. Piotrek skończył u higienistki z rozwalonym nosem, a ty twierdzisz, że to on cię zaatakował. Sprowokował, ale zupełnie nie wiesz czemu…
– Wiem! – rzucił szybko nastolatek i posłał mu widocznie wrogie spojrzenie.
– To mi powiedz. Jeżeli cię obraził wyciągnę konsekwencje.
– Sam sobie z tym poradzę – uciął Marcin i spuścił wzrok. – Dobra… widzę, że nic to pana nie obchodzi. Tylko wtedy, jak już zaczynam się bronić, to pan mnie oskarża – powiedział jeszcze, co wywołało kolejny pełen powątpiewania uśmiech na twarzy Brunona.
– Przed czym się bronisz? Możesz mi powiedzieć – powtórzył mężczyzna obserwując go uważnie.
– Przed… niczym. Nieważne – niemal warknął chłopak i podrapał się za uchem.
Mężczyzna uniósł wyżej brew i odetchnął ciężej.
– Jeżeli dzieje się ci coś złego, to mi powiedz. Razem rozwiążemy ten problem, dobrze? – dodał jeszcze, a blondyn uśmiechnął się gorzko.
– Jasne… – syknął, jakby zupełnie gdzieś miał jego pomoc. Jakby był dawnym Marcinem.
– Cieszę się, że to rozumiesz – westchnął mężczyzna i odchylił się lekko na fotelu – To wszystko. Możesz wracać na lekcje – dodał przyglądając się chłopakowi. W jednej chwili wydawało się, że dostrzega na jego twarzy wahanie, zupełnie nietypowe dla niego. Czy Marcin nigdy nie był taki pewnym siebie chłopakiem? Nawet zbyt pewnym, ale jednak?
Zafrasowany mężczyzna obserwował jak uczeń unosi się z ociąganiem i rusza powoli w kierunku drzwi. Liczył na kolejną chwilę wątpliwości, że Marcin zatrzyma się i w końcu wyrzuci to z siebie. Zaspokoi jego ciekawość i odkryje przed nim wszystkie karty.
I gdy chłopak zatrzymał się z dłonią na klamce, Bruno niemal uśmiechnął się zwycięsko, tylko że spojrzenie ucznia od razu pozbyło go tego głupiego uczucia wygranej. Znowu ono. To przenikliwe, nieco chłodne spojrzenie, za którym musiało kryć się coś. Coś, co strasznie go niepokoiło.
Nawet nie tylko jako jego nauczyciela, ale też po prostu jako człowieka. Bruno był strasznie ciekaw.
Czy Marcin potrzebował jakiejś pomocy? Czy wplątał się w coś, co naprawdę stało się niebezpieczne, co nie było już tylko przeklinaniem i nastoletnim buntem? Czego ten chłopak chciał? Czego od niego oczekiwał?
Bruno był pewien, że mu pomoże, o ile tylko będzie wiedział w czym. Był tu od tego by pomagać.
– Mmm… wie pan… – zaczął wyjątkowo niepewnym tonem Marcin i zaraz odwrócił wzrok. Bruno od razu wbił w niego dosyć przenikliwe i wyważone, tak bardzo dla niego typowe. – Powiedział… powiedział, że jestem puszczalskim pedałem i rozkładam nogi dla każdego lepszego skurwiela – dokończył Marcin niby lekkim tonem i przez chwilę odwzajemnił poważne spojrzenie Brunona. – A ja nie jestem puszczalski i nie robię tego z każdym – dopełnił wpatrując się w niego tak, jakby tylko czekał, że Bruno przyzna mu rację.
I mężczyzna naprawdę był o krok od takiego zapewnienia, chociaż zupełnie nie znał Marcina pod tym kątem. Ale wydawało mu się, nie, był pewien, że w oczach chłopaka naprawdę dostrzega mieszankę bólu, buntu i przede wszystkim potrzeby akceptacji. Czy nie tego Marcin mógł pragnąć? Nie tego MUSIAŁ chcieć?
Brunetowi wydawało się, że jego mózg naprawdę nie radzi sobie z przyswojeniem tej informacji. W mgnieniu oka przeszedł przez fazy kpin z podążającego za tą ‚modą’ chłopaka, współczucia, że w ten sposób nastolatek pragnie przyciągnąć czyjąś atencję, i w końcu żalu, że to prowokuje innych i samego chłopaka do takiego, a nie innego zachowania. I w milisekundzie wszystkie informacje odnośnie Marcina Szmidta zupełnie przeorganizowały się w jego głowie.
– I co pan mu zrobi? – dopytał chłopak spokojnym tonem wyrywając dyrektora z zamyślenia – Postawi naganę w dzienniku? – dodał głosem przesiąkniętym ironią i spojrzał na Brunona tak, jakby to on był wszystkiemu winien. – To na pewno mi pomoże, co? – dodał krzywiąc się widocznie.
Mężczyzna odetchnął w duchu nie mając pojęcia jak powinien zareagować. Nie sądził lub raczej nie wydawało mu się że w tak statystycznie niewielkim mieście znajdzie się ktoś taki? A może nie myślał, że znajdzie się ktoś out. A sumie sam już nie wiedział czy w ogóle poświęcał jakąkolwiek uwagę temu tematowi, by rozważał preferencje seksualne swoich uczniów. Przecież to było śmieszne.
– No… tak myślałem – usłyszał ochrypły głos Marcina. – To do widzenia.
Bruno pokręcił szybko głową i westchnął w duchu.
– Poczekaj…! – rzucił za nim głośniej. – Jesteś gejem? – dopytał unosząc się z miejsca.
Od razu zauważył na twarzy chłopaka dziwny grymas.
– I co z tego? – warknął blondyn przyjmując widocznie typową dla siebie obronną i buntowniczą postawę.
– Nic. To nic złego – odparł łagodnie dyrektor i przetarł brodę palcami. – No dobrze, możesz iść. Porozmawiam z Piotrem – dodał jeszcze łagodniejszym tonem. Nie chciał by Marcin myślał, że ma w nim wroga.
Uczeń skinął głową i odwrócił się do wyjścia, a Bruno wpatrywał się w niego trochę otumanionym wzrokiem. Czy naprawdę to było dla niego aż takim szokiem?
– Tylko… moja matka nie wie – usłyszał jeszcze podszyty niepewnością głos chłopaka. – Więc gdyby pan mógł…
– Dobrze – pokiwał szybko głową i postarał się o lekki uśmiech. – No, zmykaj na lekcje – powtórzył i zaraz odwrócił się do biurka by przesunąć leżący na nim kalendarz o kilka centymetrów.
Sam nie wiedział czemu tak zareagował. Mógł się tylko domyślać, jednak był na siebie zły. Jakby ta informacja była takim ciężkim kalibrem, nie do przyjęcia ot tak.
A myślał, że jest odporny na te tematy, że naprawdę jest otwarty.
Tylko że w tym co czuł, chyba nie było odrazy czy braku akceptacji. To chyba był bardziej strach i bezsilność. Tylko czy naprawdę spowodowana sytuacją Marcina?

Kiedy wrócił do domu na przedmieściach, Agnieszka od razu dostrzegła, że jest wyjątkowo nawet jak na siebie rozkojarzony. Przywitała się z nim jak zwykle, podała kolację, którą razem zjedli i w końcu, jak co wieczór usiedli na kanapie w niewielkim, jasnym salonie ich domu.
Bruno czując się zupełnie odrealnionym przypatrywał się kobiecie i ich małej, słodkiej kuleczce, którą kobieta z troską trzymała w ramionach. Tylko nagle ten ich codzienny rytuał mówienia sobie o minionym dniu i bycia ze sobą stał się dla niego dziwnie… dziwny. Nie mógł skupić myśli ani na żonie, ani na dziecku. A słowa kobiety zdawały się przepływać obok.
Po kilku chwilach wpatrywania się w kasztanowłosą kobietę w końcu kopnął się mentalnie w duchu i wtulił twarz w szyję żony. Uwielbiał delikatny zapach jej ciała, teraz także przesiąknięty pudrami i zapachem nawilżanych chusteczek dla niemowląt. To też kochał. Zawsze chciał mieć rodzinę i Agnieszka, a teraz także mały Cyprian byli jego dwoma cudami, które chociaż późno, szybko stały się centrum jego świata.
– Wiesz co…? – usłyszał nagle, gdy przymykając oczy utonął w uroku tej chwili.
– Mmm? – zamruczał tylko gładząc kobietę po odkrytym kolanie. Zawsze uwielbiał gdy Agnieszka nosiła sukienki czy spódnice, uwielbiał jej szczupłe kostki i smukłe łydki. Wszystko w niej było takie urocze – kasztanowe loki, wielkie zielone oczy okolone gęstymi rzęsami, drobne usteczka i piegi. Kochał jej smukłe palce, które zupełnie idealnie wyglądałyby na klawiaturze fortepianu, ale teraz zawsze tak starannie i troskliwie ubierały bądź przewijały ich malucha. Bruno było może próżny, ale uważał że tworzyli naprawdę piękny obrazek. Naprawdę udane małżeństwo i zgranych przyjaciół.
– Dziwny jesteś dzisiaj – zaśmiała się Agnieszka tym barwnym głosem, a Bruno uniósł głowę i zmarszczył lekko gęste, ciemne brwi.
– Taaaak? – zapytał przeciągając to słowa i zakładając łokieć na oparcie kanapy obitej kwiecistą tapicerką, by sięgnąć do jej wysoko upiętego koka. Zdecydowanie bardziej wolał, gdy kobieta miała rozpuszczone włosy.
– Tak – zaśmiała się Agnieszka i pokręciła głową. – Wiem, że może nie pociągają cię moje traumatyczne przeżycia z tym jak mały dzisiaj się wiercił nie dając się przewinąć, ale mógłbyś wykazać chociaż odrobinę zainteresowania – dodała jeszcze tym zabawnym tonem, który od razu przywołał na twarz bruneta uśmiech.
– No, mógłbym – potwierdził zsuwając z jej włosów gumkę. – Mam wrażenie, że ten postnik zupełnie wdał się w ciebie – zaśmiał się jeszcze posyłając jej czułe spojrzenie. – Pamiętam, jak twój ojciec opowiadał mi jak od małego nie mogłaś usiedzieć w miejscu. Krwi nie oszukasz – dodał jeszcze przepuszczając między palcami jej włosy.
– W takie dnie jak dzisiejszy wolałabym, żeby Cyprian wdał się w ciebie, wiesz? – dodała zerkając na trzymane w ramionach dziecko. – Żeby był taki spokojny i wyrósł na takiego romantycznego, szarmanckiego pana – uściśliła i zerknęła na męża.
Bruno zmarszczył się w uśmiechu i pokiwał głową.
– Takiego nieżyciowego pana? – zażartował, a Agnieszka szybko pokiwała głową.
– No, nie śmiej się. To ważne – powiedziała. – Chcę żeby był najszczęśliwszy na świecie, ale żeby nie był głupim smarkaczem jak dzisiejsi młodzi chłopcy. Musze ci to tłumaczyć? Chyba nie – dodała z lekkim uśmiechem i spojrzała czule na Cypriana. – Mógłby lubić Norwida i Leśmiana, ale musi też skakać po drzewach i być towarzyski. Trochę bardziej niż ty, kochanie – zaśmiała się, a Bruno tylko pokręcił głową.
– Masz rację – westchnął tylko i sięgnął wargami do policzka Agnieszki. Jej skóra była taka delikatna i ciepła, tak bardzo znajoma i kochana. – Norwida musi lubić, bo ma po nim imię. Już ja się o to postaram – zapewnił.
– Nie mogę się już doczekać, aż zacznie chodzić, wiesz? – zaczęła kobieta żywym głosem. – Dorota przywiozła mi dzisiaj trochę takich rozkosznych ubranek. I takie… papucie śliczne – zaśmiała się, a Bruno tylko westchnął widząc jak błyszczą się jej oczy. – Och, tylko wiesz… jestem dzisiaj strasznie zmęczona – dodała po chwili Agnieszka i wydęła zabawnie policzki widząc jak malec się rozbudza. – Naprawdę, cały dzień płakał, to mam nadzieję, że chociaż noc całą prześpi z tej… – powiedziała lecz nim skończyła, malec skrzywił się i zaczynając popiskiwać.
Bruno zaśmiał się i uniósł by wziąć dziecko na ręce po czym szybko cmoknął żonę w usta i uniósł się z kanapy.
– To idź weź kąpiel, a ja postaram się położyć małego spać, dobrze? – powiedział spokojnym tonem, a Agnieszka od razu poderwała się z miejsca.
– Kocham cię – zaśmiała się, jakby to, że brunet zajmował się ich dzieckiem było jakimś wyczynem i szybko mrugnęła do niego. – Tylko nie myśl, że szybko skończę – dodała, a Bruno tylko się zaśmiał.
– Nie myślę – odparł znając możliwości żony jeżeli chodzi o czas spędzany w wannie. – Tylko tam nie zaśnij i się nie utop, bo nie wiem jakbym sobie poradził później sam z dzieckiem – powiedział na wpół poważnie,
Agnieszka przytuliła się do jego ramienia i uśmiechnęła szeroko.
– Mhmmm… samotna matka jeszcze jakoś sobie poradzi, ale samotny ojciec… Brzmi naprawdę smutno – uśmiechnęła się i pocałowała go krótko po czym zaraz ruszyła ku wyjścia z przestronnego salonu.
Bruno obserwował jak zwinnie wbiega po schodach na górę już po drodze zaczynając nucić coś pod nosem.
– No mały, bądź miły dla tatusia i nie płacz zbyt głośno – powiedział przechodząc do części kuchennej i wyjmując butelkę z podgrzewacza. – Pokażemy mamie, jak zapanować na piskliwymi dziećmi, mmm? – dodał jeszcze ruszając również na górę, po drodze zatrzymując się jeszcze przy kominku naprzeciwko kanapy i wygaszając większość świateł na dole.
Wchodząc po jasnych schodach zaśmiał się tylko słysząc ciepły głos Agnieszki nucącej którąś z radiowych piosenek i przeszedł małym korytarzykiem do niewielkiego pokoiku, w którym stała kołyska Cypriana.
Ten najcieplejszy ze wszystkich trzech sypialni był oczywiście przesycony zabawkami i rzeczami potrzebnymi przy dziecku. Bruno rozejrzał się po ścianach pokoiku w kolorze morelowym, jak to określała jego żona. Ułożył malca w łóżeczku. Ten co chwilę krzywił się, wzdychał i wydawał te zabawne niemowlęce odgłosy i gdy mężczyzna przysunął do jego ust smoczek butelki, uśmiechnął się szeroko widząc jak mały od razu łapczywie się do niej przyssał i przykucnął przy kołysce by zacząć nią lekko bujać. W zasadzie trochę bał się, że gdy skończy już się ten okres w którym Cyprian tylko jadł i spał, szybko zacznie się czas ząbkowania, siadania, biegania i chociażby układanie go do snu przestanie już być tak łatwe.
Nie miał pojęcia ile czasu tak trwał przy łóżeczku na przemian wpatrując się w swojego syna, myśląc o swojej rodzinie, o pracy i ogólnie o życiu. Dopiero gdy poczuł wsuwające się na jego ramiona niewielkie dłonie odkleił wzrok od śpiącej twarzyczki dziecka i uniósł spojrzenie na Agnieszkę stojącą za nim.
– No i znowu – zaśmiała się cicho kobieta ciągnąc go do góry. – Bruno… coś się stało? – dopytała przybierając nieco zatroskaną minę.
Mężczyzna omiótł wzrokiem wielki turban z ręcznika na jej głowie i wzruszył ramionami.
– Nawet nie. Po prostu jestem szczęśliwy – dodał wsuwając dłonie na boki kobiety okryte cienką nocną koszulką.
Agnieszka wsunęła dłonie na jego ramiona i zaraz objęła go za szyję.
– Ja chyba też – zachichotała wpatrując się mu głęboko w oczy. – Gdyby jeszcze mój mąż nie był tak roztrzepany zazwyczaj, byłabym na pewno – dodała i odetchnęła cicho. – Wiesz Bruno… – zaczęła i po chwil wtuliła się w niego mocno.
– No wiem, wiem – zaśmiał się nisko mężczyzna i oddał uścisk. – Pójdę pod prysznic, a ty możesz zasłać łóżko, mm?
– To jeszcze tego nie zrobiłeś? – dopytała Agnieszka symulując oburzony ton i zaraz pociągnęła go w kierunku wyjścia z pokoiku.

Leżąc w ciemnej sypialni, Bruno odetchnął cicho i zerknął na skuloną przy nim żonę. Kobieta szybko zasnęła zmęczona, ale on tej nocy zupełnie nie mógł usnąć. Miał wrażenie, że coś uparcie go niepokoi.
Zawsze mówił Agnieszce o wszystkich wydarzeniach ze szkoły i nawet na początku mówił jej o Marcinie, ale czasem temat chłopaka wiązł mu w gardle.
Wydawało mu się to być śmieszne, ale nie wiedział dokładnie czemu tak reaguje na chłopaka. Jego nagłe zainteresowanie chociażby literaturą, niespodziewane aktywności na jego lekcjach były po prostu dziwne. Znaczy Bruno, nie dziwiłby się im, gdyby nie to, jak Marcin na niego patrzył, jego dzisiejsze wyznanie jeszcze bardziej pogłębiło jego niepokój.
Nigdy nie twierdził, że jest z Agnieszką nieszczęśliwy. Kochał ją przecież tak bardzo, kochał Cypriana i nigdy, nigdy aż do dzisiaj, nie przywoływał do siebie tamtego romansu. Aż do chwili, gdy Marcin tak się zaperzył, mówiąc mu, że jest gejem.
Mężczyzna nie wracał nigdy do przeszłości. W każdym razem nie do tamtej przeszłości, ale czasami widząc tą buńczuczną postawę młodzieńca nie mógł odepchnąć od siebie wspomnień. Te wraz z nadejściem nocy i ciszy zdawały się nagle zalewać całą jego głowę i otulać jego ciało strachem.
Bruno byłby głupi, gdyby udawał, że w pewien sposób nie utożsamiał się teraz chłopakiem. Że jego wyznanie nie rozjaśniło mu nagle jego problemów. Niezrozumienie, odrzucenie, brak akceptacji ze strony otoczenia i tej płynącej od siebie. Znał to przecież doskonale.
Szybko w jego głowie osoba Marcina odbudowała się na nowo. Nie postrzegał go już jako chuligana i buntownika wiecznie coś knującego, a raczej zaszczutego w sobie dzieciaka, który nie potrafił znaleźć spokoju i siebie. Który pod pozorami takiego pewnego chłopaka, tak naprawdę cierpi, który pod maską obojętności i chłodu ukrywa tak naprawdę smutek, który broni się agresją, który potrzebuje naprawdę wsparcia i pocieszenia, a nie kar i kolejnych wymagań.
Zakładając ramię pod głowę Bruno uśmiechnął się do siebie gorzko.
Bał się swoich wspomnień i poniekąd wstydził się ich. Tylko że obraz tamtego mężczyzny, jak po wszystkim zwykł nazywać Jakuba, nie chciał odejść spod jego powiek.
Pamiętał czas gdy byli razem, pamiętał ich wspólne noce i czas który wydawał mu się być szczęśliwy. Ale jeszcze dokładniej pamiętał to wszystko później.
Gdy jeszcze bywając w domu próbował nakierować na to swoich rodziców, na to, że mógłby być z mężczyzną, że takie związki przecież istnieją, że nie są złe. Razem z tymi wspomnieniami przychodziły i te, w których ojciec jasno określał takie rzeczy jako ‚zbliżający się koniec świata’, jako coś okropnego, przeciw wszelkim zasadom natury, moralności i religii. I chociaż Bruno się starał, nigdy nie usłyszał niczego, co w jego głowie zasiałoby ziarno nadziei na zrozumienie i akceptację. Nawet ze strony matki. Szybko więc, gdy rodzice zdawali się zacząć coś podejrzewać porzucił te tematy, nie chciał by go odtrącili i mimo zapewnień Jakuba nie umiał przestać pogrążać się w niechęci do siebie i do niego. Tak bardzo bał się wtedy odrzucenia i wyśmiania, tak bardzo nie chciał być inny, wytykany palcami, wyśmiewany. Wiedział, że niewielu ludzi go zrozumie, że zawsze będąc takim będzie gorszy, że straci wszystko i nie było nikogo, kto upewniłby go że będzie inaczej. Nawet Jakub, który wkładał mu w głowę puste obietnice borykał się z ojcem, który niejednokrotnie mu groził czy go wyklinał, po tym jak mężczyzna im powiedział o swoich preferencjach, więc jak Bruno miał uwierzyć, że będzie dobrze? To nie były dobre czasy dla gejów.
W tej chwili nawet Bruno nie umiałby zliczyć dni, które spędził na żałowaniu, na przeklinaniu siebie za swoją inność. Nienawidził siebie to pewne, niemal zawalił studia przez ten strach, przez chęć zamknięcia się we własnym pokoju w internacie, przez ochotę zniknięcia z tego świata. Z czasem oczywiście i Jakub go zostawił, ale Bruno nie dziwił mu się. Ileż razy sam to wszystko kończył? Ile razy się wahał? Nikt na dobrą sprawę nie wytrzymałby takiej huśtawki, nawet Jakub z całym swoim wielkim sercem.
Wiele miesięcy Bruno dochodził po wszystkim do siebie, tyle czasu wypierał z siebie i ze swoich wspomnień Jakuba, chciał zapomnieć. Wymazać ten czas, być normalnym, mieć szanse na dobrą przyszłość, na karierę. Nie był żadnym bohaterem, chciał żyć, nawet ulegając presji otoczenia, nawet wbrew swoim instynktom i wbrew pożądaniu. Chyba cudem skończył studia, cudem przeżył ten czas będący teraz dla niego tylko ciemną otchłanią od której stronił nawet we wspomnieniach.
Dopiero gdy sprowadził się tutaj, po kilku latach skupiania się na pacy i wmawianiu sobie, że to był tylko młodzieńczy wybryk, a może raczej, że tamtego wcale nie było, udało mu się wmusić w siebie, że jest normalny. W pełnym tego słowa znaczeniu. Musiał przecież być normalny.
I dopiero sześć lat temu, gdy spotkał Agnieszkę udało mu się już na dobre pożegnać z tamtym sobą. Skupiał się na niej. I kochał ją, wbrew obawom umiał z nią być, umiał odgrodzić się od przeszłości, być kimś innym. Nigdy tego nie żałował, wytrwale budował życie z nią. Jedyną kobietą w całym swoim życiu.
Nie powiedział jej o tamtym, przecież tamtego nie było. Jakub był zjawą, duchem, którego przestał się bać. Dopiero dzisiaj ponownie poczuł jak ten zaczyna go nawiedzać, tylko czemu?
Niejednokrotnie przecież mówił o homoseksualizmie, niejednokrotnie słuchał o tym chociażby w wiadomościach czy w przypadkowych rozmowach. Umiał się od niego odciąć, w końcu on nie był gejem. Miał żonę, teraz syna, miał obrączkę na palcu i chyba sądził, że mały krążek roztacza wokół niego pole siłowe określające go jako pełnokrwistego heteroseksualnego mężczyznę. Podobnie jak Cyprian był na to dowodem, jak każda namiętna noc spędzona z Agnieszką.
Tylko na Boga, dlaczego teraz o tym myśli? Dlaczego nazywa tak swoje małżeństwo? Czemu określa swoją rodzinę mianem tarczy, ochrony? Od czego się odgradzał?
Przełykając ciężko ślinę, Bruno przekręcił się w stronę Agnieszki i ułożył na boku. Nigdy nie myślał o niej jak o tarczy, zawsze była częścią jego normalnego życia. Czymś, czemu nikt się nie dziwił. Ot zwykła kobieta, z lekko garbatym nosem i on – zwykły facet z ciemnymi oczyma. Mieli zwykły, niewielki domek na przedmieściach, zwykłego syna leżącego w kołysce tuż za ścianą. Co rano mieli swoje zwykłe obowiązki, jak miliony zwykłych ludzi na świecie.
Mężczyzna odetchnął cicho i objął kobietę ramieniem.
Znał obawy Marcina, jak mu się wydawało. Znał jego motywy aż za dobrze.
Nie miał pojęcia jak miałby pomóc, ale nie chciał by chłopak przechodził taką gehennę, jak on swego czasu. Teraz zresztą było inaczej, łatwiej, jak przypuszczał Bruno. Na pewno łatwiej niż te dwadzieścia lat temu. Prościej było znaleźć pomoc, akceptację, a to, że Marcin mu się zwierzył oznaczało, że Bruno musiał teraz wziąć za to odpowiedzialność. Tak czuł.
Tylko jak on chciał mu pomóc, skoro sam, gdy był w podobnej sytuacji stchórzył i wyparł się siebie?
I jak to się miało do tego, że czuje się przy Agnieszce szczęśliwy? Bo przecież ją kochał.
Tylko jakie to miało w tej chwili znaczenie.
Tu nie chodziło o niego. Tylko o Marcina. Bruno nie musiał sięgać do przeszłości, nie aż tak głęboko. Nie musiał robić rachunku ze swego życia. Nie musiał myśleć o Jakubie.

Po niemal nieprzespanej nocy, nieco zły pojechał do pracy. Korzyści z tego dumania były takie, że przynajmniej odciążył Agnieszkę i za każdym razem sam wstawał do małego.
Jadąc przez nieco zatłoczone w porannych godzinach miasto wsłuchiwał się w głos dziennikarza płynący z radia. Kilka piosenek i cholernie długie bloki reklam denerwowały go jak nigdy.
Przy śniadaniu niemal czuł się winny przy żonie. Kobieta, jak zwykle była wobec niego troskliwa i czuła, nie miała pojęcia, że on całą noc spędził na rozmyślaniach o innym MĘŻCZYŹNIE. Nie znała tej części jego przeszłości, a Bruno, jak siedemnastolatek był niemal przerażony tym co się w nim rodziło.
Czuł, że to dusi go w środku, ale nie miał pojęcia jak by zareagowała Agnieszka na taką spowiedź. I w ogóle, czy chciałaby coś takiego usłyszeć? Ich związek oparty na szczerość przetrwałby coś takiego?
Ale przecież to była przeszłość. Dawno uśpiona i wyparta, teraz tylko wzruszona przez Marcina Szmidta.
Coś paliło go wewnątrz by jej wyznać wszystko, ale z drugiej strony może to się uspokoi? Może to nic, tylko dzień słabości?
Kiedy zatrzymał się na parkingu pod szkołą, uspokoił się nieco. Tu, w szkole nie powinien się rozpraszać takimi rozmyślaniami. Kiedy wyjął z tylnego siedzenia auta aktówkę i zamknął samochód, od ruszył w kierunku w bramy. Nie zdążył jednak zrobić kilku kroków, gdy zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej, przy krawężniku zatrzymał się czarny motocykl.
Bruno zastygł natychmiastowo patrząc jak z siedzenia zeskakuje Marcin i oddaje kierowcy kask.
Postawny motocyklista zdawał się coś mówić do chłopaka, ale chociaż Bruno nie mógł dostrzec jego twarzy nie sądził by był to ktokolwiek w wieku Marcina. Na pewno też nie był już nastolatkiem, bo jaki nastolatek może mieć taką sylwetkę? Którego byłoby stać na taki motor?
Realnie zaniepokojony patrzył jak chłopak odprowadza wzrokiem mężczyznę i zaraz nonszalanckim krokiem, rusza w kierunku wejścia do szkoły.
Mózg Brunona od razu wzbił się na wyżyny fantazji. Może był staroświecki, ale już widział, jak Marcin jest zmuszany do robienia rzeczy, jakich wcale nie chciałby robić, jak jest wykorzystywany przez jakiegoś tam motocyklistę w skórach, albo jak sypia z kimś za pieniądze. Tak przecież mogłoby być, nawet jeżeli nastolatek wczoraj zapewnił go, że wcale się nie puszcza. Ale przecież może nie mieć wyboru. Przecież za swojej młodości Bruno niejedno słyszał o tym środowisku, w które nigdy nie miał najmniejszej ochoty się zagłębiać.
Dostrzegając, że Marcin jest już w połowie drogi do drzwi wejściowych, Bruno przyspieszył kroku.
– Marcin… dzień dobry – zawołał za nim.
Chłopak obejrzał się i uśmiechnął do niego. Bruno był przekonany, że tym uśmiechem chłopak chce ukryć swoje zażenowanie. Młodzież przecież taka teraz była. Uśmiechała się by zakryć wstyd, by przykleić na twarz swoistą maskę pozorów.
Bruno podszedł i zatrzymał się kilka kroków od niego.
– Kto to był? – dopytał zaniepokojony i spojrzał na niego poważnie.
Marcin obejrzał się w kierunku bramy i milczał kilka sekund, te sekundy jedynie upewniły Brunona w swoich spekulacjach.
– Cóż… – zaczął nieco się ociągając – To mój brat – powiedział.
Brunet zmarszczył mocno brwi. Jego wcześniejsze wahanie zupełnie go nie przekonywało. Znał mniej więcej sytuację materialną rodziny Marcina, wiedział że ten ma starszego brata, który skończył jakąś zawodówkę, jednak nie ufał mu zupełnie. I to spojrzenie chłopaka, tak natarczywe, jakby nastolatek chciał go upewnić w swoich słowach. Jakby czekał, aż Bruno uzna je za prawdę.
– Czy ktoś z twoich rodziców będzie dzisiaj w szkole? – dopytał chłodnym tonem Bruno. Nie mógł na chłopaka naciskać, ale naprawdę mu nie wierzył.
– Nie. Mama przeprasza, ale nie może dzisiaj przyjść – powiedział Marcin, a dyrektor widząc jak uparcie na niego patrzy, nie mógł w to uwierzyć. – Pracuje.
– A ojciec? – dopytał.
– Ojciec też – rzucił uczeń i uśmiechnął się kącikiem ust – Ale ja mogę z panem porozmawiać – zapewnił, na co Bruno tylko pokręcił głową. W jego głowie paliła się czerwona lampa z wielkim napisem ‚KŁAMSTWO!!’. Był zły na blondyna, że po wczorajszym nadal postanawia z nim pogrywać. Że udaje, że kłamie. Ale z drugiej strony to tylko prowokowało go bardziej by przyjrzeć mu się bliżej, by wyciągnąć z niego wszystko. I być może wprosić się z pomocą.
– Marcin… – westchnął i zacisnął mocniej dłoń na rączce aktówki. – Kogo ty chcesz oszukać? Jeżeli jutro nie przyjdziesz do szkoły z matką lub ojcem, sam do nich pojadę. Nie bądź bezczelny i nie kłam mi więcej w żywe oczy. – uciął i zaraz na pozór tylko spokojnym krokiem ruszył w kierunku drzwi.
Czuł, jak jego głowę zalewają setki obrazów. Całe jego ciało było roztrzęsione.
Nie miał pojęcia w co wplątał się Marcin, ale był pewien, że wiele może się po nim spodziewać.

Reklamy

15 thoughts on “Synowie Rosemary 02 – Przypadek… Marcina Szmidta

  1. Fajnie było to jeszcze raz przeczytać, tym razem od strony Bruno. Miło wiedzieć, co myślą na dany temat obie strony. Ciekawa jestem, jak to się dalej potoczy. Niby poczytałabym o jego romansie z Marcinem, ale z drugiej strony szkoda rozbijać rodzinę. Zwłaszcza że Marcin nie traktuje tego powaznie, tylko jak głupią grę. Dla niego to zwykły zakład i raczej nie wiąże żadnej przyszłości z dyrektorem. Jeśli nauczyciel połknie haczyk i będzie grać z nim w jego grę, może się na tym ostro przejechać. Chyba że jakimś cudem chłopakowi zacznie zależeć. No nic. Zostaje mi czytać dalej. Na razie jest ciekawie i zapowiada się, że będzie jeszcze lepiej.
    Pozdrawiam i życzę weny

  2. W końcu i ja skomentuję! :)
    Więc tak – czytam Twoje opowiadania już od jakiegoś czasu. Nie będę ukrywać, że „Ćmy i Anioły” ujęły mnie mocno za serducho i nadal nie chcą puścić, tak ogólnie bardzo lubię Twoje opowiadania. Ale jak te się zaczęło… taka chwilowa konsternacja, musiałam trochę na siłę przeczytać pierwszy rozdział i zacząć drugi. Jednak z biegiem akcji nabrało to rumieńców. I fenomenalnie, że napisałaś cały rozdział z perspektywy dyrektorka. Uwielbiam takie fabuły, takie prowokowanie, podstępy… a do tego Yaoi! Zastanawiam się tylko, jak dojdzie do ich romansu – dyrektor i uczeń? Skandal! Ja tylko na to czekam, ale w świecie rzeczywistym przykro by mi było faceta – żeby przez jednego niesfornego ucznia jego małe stabilne szczęście w postaci rodziny i pracy prysnęło jak bańka mydlana.
    Pozdrawiam i dziękuję za to, że dla nas piszesz :)

    1. Witam, witam!
      Miło, że w końcu dajesz znać o sobie. To nie jest koniecznie, ale zawsze robi się cieplej, jak pojawia się na blogu nowy aktywny Czytelnik. C:
      Oj, Ćmy to coś do czego sama również lubię wracać, by się nieco wyciszyć. Cieszę się, że i Ciebie ruszyły. C:
      Tak, to będzie skandal. Tym bardziej, że nie ukrywajmy, Marcin robi to dla żartu, dla zakładu i swoich ambicji. A Bruno? Taka z niego dobra dusza… No nie wiem, czy dla któregokolwiek z nich skończy się to dobrze (znaczy ja wiem, ha! xD). Tak mi się przypomniało powiedzonko, że jak się ma miękkie serce trzeba tyłek mieć twardy. Ale czy Bruno taki ma?
      Tak się zastanawiam… bo mówisz, że ciężko Ci było się przełamać, by zacząć czytać SR. Ciekawe do ilu rozdziałów dotrwasz… albo czy to, co przyniesie kolejny, zupełnie Cię nie odepchnie… hehe…
      Pisanie to sama przyjemność, a takie komentarze to już w ogóle, nadprogramowe profity! I to ja dziękuję za miłe słowa i za czytanie tej mojej domorosłej twórczości! C:

      Pozdrawiam!

      1. To takie frustrujące – Ty już wszystko wiesz!
        Tak teraz patrzę i widzę, że napisałam pierwszy rozdział, a miałam na myśli Prolog… Pierwszy rozdział zaczęłam na siłę, bo wstęp zamotał mi w głowie, ale jak zaczęłam, to czytałam z przyjemnością :3 Drugi rozdział to już w ogóle był cudowny i teraz tylko czekam i czekam na następny!
        Jeszcze chciałam dopisać, że TWA budziło we mnie skrajne emocje, a moim niezaprzeczalnym faworytem był… Ethan. Na przykład Theo mnie trochę irytował – a z tego co kojarzę (zresztą on i Anthony byli główną parą!), to on był Twoim faworytem. I tym się nie przejmuj – jeśli czytelnicy oceniają bohaterów jak prawdziwych ludzi, to znaczy, że dobrze ich tworzysz. Tego Ci gratuluję, bo wykreowanie całego świata fikcyjnego jest sporym wyczynem.
        Aa, jeszcze jedno! Zauważyłam, zwłaszcza w TWA przy Anthony’m, że często jak tworzysz w dialogu pytania, to wstawiasz na końcu mhm/mm, które oznacza w sumie „co”. Mnie to przeszkadzało, najbardziej wtedy, gdy inni bohaterowie też zaczęli tego używać (epidemia jakaś? xd). Absolutnie nie musisz tego brać pod uwagę – po prostu żeby nie było zbyt tęczowo, to kilka słów krytyki należało wplątać :D
        Tyle ode mnie, czekam na dalszy ciąg!

        1. Ojejej. Nie tak znowu wszystko. xD
          Ethan prawie wszystkich oczarował. Ale to ładnie. Co do Theo i tego, że był moim faworytem. To było raczej tak, że Theo i Anthony to byli moi pierwsi chłopcy. Także do nich miałam największy sentyment, czasami – przyznaję – szpile w Theo mnie nieco irytowały, ale byłabym głupia jakbym się na kogoś złościła, że go nie lubi. Bez przesady xDD Dziękuję!
          Tego ‚mmm’ nawet nie pamiętam. Znaczy używam czasami (często) bo sama tak mówię? Często mi się zdarza w każdym razie. Ale postaram się zwracać na to większą uwagę, żeby było już lepiej. xD
          Dzięki za tak długo komentarz i serdecznie pozdrawiam, i zapraszam na ciąg dalszy Synów!

  3. Ach… Co raz to bardziej zaczyna mi się podobać ;) Też uwielbiam czytać o związkach z dużą różnicą wieku i nie mogę się wprost doczekać kiedy opowiadanie rozkręci się na dobre. Wierzę, że masz na nie świetny pomysł ;p

    1. Witaj Dramo! Twój piękny nick, aż zachęca by powitać Cię z honorami. Uwielbiam dramy i ta w końcu oficjalnie pojawiła się na moim blogu. *fanfary* *U*
      Nuuu, ten rozdział był spokojniejszy, ale z każdym następnym będzie goręcej! C:
      Dzięki za komentarz!

    1. Haha. Och, myślę, że Marcin miałby dużo radochy mogąc wykładać się na tym biurku. xDD
      Coś czuję, że to opowiadanie trafi w Twoje gusta. Ale śmiało, pisz co jeszcze lubisz~! xDDDD

  4. „Mam wrażenie, że ten postnik zupełnie wdał się w ciebie – zaśmiał się jeszcze posyłając jej czułe spojrzenie. ” ~ ,,psotnik”
    ,,- W takie dnie jak dzisiejszy wolałabym, żeby Cyprian wdał się w ciebie, wiesz? – …” ~ a nie ,,dni”?
    ,,Kiedy wyjał z tylnego siedzenia auta aktówkę i zamknął samochód, od ruszył w kierunku w bramy.” ~ bez jednego w i te od nie pasuje.
    Ja tez zawsze jak sie zawstydzam to zaczynam sie glupio usmiechac i czerwienic. Chyba kazdy tak ma, to takie zenujace xD
    Jestem bardzo ciekaw jak to wszystko rozegrasz. Bruno, ktory kiedys byl gejem ewidentnie zaczyna cos znowu czuc, do tego Marcin, ktory chce go uwiesc. Wyczuwam zdrade… :(

    1. Bardzo ciekawie było przeczytać wszystko raz jeszcze z perspektywy pana dyrektora, w dodatku perspektywy tak ładnie ubarwionej przemyśleniami dotyczącymi przeszłości i teraźniejszości c:
      Bruno popełnił kolosalny błąd odcinając się od swojego prawdziwego „ja”, a jeszcze większy decydując się na życie wbrew sobie. Za każdym razem, kiedy czytam historie takich osób, to aż mi się zimno robi, biedni ci ludzie i niestety zbyt nieświadomi tego, że niemal na pewno wszystko do nich wróci. Nie można przestać być sobą :x
      Niby przykra sytuacja, ale coś we mnie aż się wierci z niecierpliwością na myśl o tym, jak Marcin pięknie zniszczy sielankową rzeczywistość pana „już nie jestem gejem”. A właściwie jak już zaczął niszczyć! Ha!
      Więc pewnie spłonę w piekle za takie myśli, ale wprost nie mogę się doczekać, żeby to zobaczyć xD Przepraszam >.<
      Odliczam dni do kolejnego rozdziału i pozdrawiam! <3

      1. Mnie się wydaje, że to nie jest do końca takie proste xD. Bruno wydaje się całkiem spełnionym facetem, a rodzina w dużym stopniu się do tego przyczynia. Gdyby był z mężczyzną ciągle mógłby być pełen obaw, a reakcja rodziców czy opinia społeczna na pewno niczego by mu nie ułatwiała. Tym bardziej, że gdyby nie był out ciągle i tak żyłby w konflikcie ze sobą.

        1. A ja się jednak nadal będę upierać, że gdyby żył zgodnie z samym sobą, wszystko byłoby lepiej! xD
          No chyba, że Bruno jest biseksualny albo queer, wtedy można patrzeć na to z nieco innej perspektywy… Że też dopiero teraz się nad tym zastanawiam ; o xD

          1. Właśnie to miałam na myśli xD. W końcu nigdzie nie było powiedziane, że Bruno jest stuprocentowym, ukrywającym się gejem.

          2. Serce się raduje widząc takie dyskusje pod rozdziałem! xDD Oby jak najczęściej! xDD
            Od siebie dodam tylko tyle, że zgadzam się. Trudno jest żyć wbrew sobie. Jednak Bruno jest naprawdę szczęśliwy z Agnieszką. Mają dziecko, które kocha i w ogóle. W związek z Agą też wszedł jak już był pogodzony ze wszystkim, co starałam się się w rozdziale ukazać. Dawniej tak, buntował się, jednak to przeszłość, która chociaż bolesna jest już tylko przeszłością.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s