Synowie Rosemary 03 – Niegrzeczni chłopcy

Marcin zaśmiał się pod nosem i opadł na duży fotel stojący przy biurku. Rozejrzał się po pokoju urządzonym w typowo dziewczyński sposób. Jak dobrze już go znał? Zupełnie uwielbiał swoich bogatych przyjaciół i to, że gdy już u nich bywał miał okazje przebywać w tych ładnych wnętrzach, jakby nagle należał do innego świata.
Jednym ruchem wyjął z kieszeni kurtki paczkę papierosów i ujął jednego między wargi by go wyciągnąć ze środka, po czym podpalił go i zaciągnął mocno.
– Och…! – usłyszał i uniósł leniwie spojrzenie na stojące przed nim rozłożone łóżko. Nad nim wisiał mały baldachim jakby naiwnie chciał świadczyć, że pokój ten należy do jakiejś małej niewinnej księżniczki. I może faktycznie tak było? Tylko czy białe mebelki i tapeta w kwiatki tak bardzo stylizująca wnętrze na pokoje nastolatków z amerykańskich filmów cokolwiek zmieniała? Ta mała księżniczka, do której należała ta komnata już dawno przestała być niewinną. Każde z nich uwielbiało jednak ten pokój. Spotykali się tu bardzo często na seks, a ten niewinny wystrój chyba ich tylko jeszcze bardziej nakręcał. Wzrokiem przesunął po półnagiej już Majce, właścicielce pokoju, i Klaudii, która zawzięcie uciskała jedną z piersi dziewczyny.
Śledząc to nieco obojętnym spojrzeniem rozsiadł się wygodniej w fotelu i ponownie zaciągnął się mocniej dymem.
– Filipa nie będzie w końcu? – dopytał ingerując w długi pocałunek dziewczyn.
Majka zerknęła na niego krótko i wzruszyła ramionami.
– Nie wiem… – westchnęła nim objęła Klaudię za szyję i wczepiła się w jej usta. Marcin obserwował jak szybko podciąga do góry bluzkę dziewczyny i pochyla się nisko by zacząć całować ją po dekolcie.
Klaudia wczepiwszy palce we włosy brunetki przyciskała ją do siebie i mruczała cicho. W końcu dziewczyna zsunęła jej biustonosz i zaczęła powoli i drażniąco pieścić jej piersi.
Marcin ze swojego miejsca widział dokładnie jak obie drżą lekko i słyszał ich ciężkie oddechy. W głębi duszy lubił na nie patrzeć. Lubił widzieć jak się całują i jak mała Majka próbuje zdominować Klaudię, co oczywiście bardzo rzadko jej się udawało.
Sam jednak nie zamierzał dzisiaj do nich dołączać. Nie lubił gdy na ich spotkaniach brakowało Filipa, chłopak zawsze jakoś bardziej potrafił go rozpalić niż dziewczyny. Ale popatrzeć zawsze mógł. Lubił zresztą oglądać seks, a że miał taką możliwość bardziej lubił robić to na żywo niż oglądać porno w internecie.
Dlatego też z zafascynowaniem przyglądał się jak dziewczyny pozbywają się ubrań, a ich ciała lekko już spocone lśnią od potu – właśnie to chyba najbardziej lubił. Patrzeć jak rumiana Majka zagryza białe ząbki na twardych sutkach Klaudii i ciągnie za nie do tej pory, aż blondynka z sykiem oderwie ją od siebie. Jak ciała dążące tylko do jednego ocierają się o siebie tak zmysłowo i kusząco.
– Jesteś niemożliwa… – zaśmiała się Klaudia ciasno obejmując dziewczynę udami i falując lekko ciałem.
Marcin uśmiechnął się oszczędnie, a blondynka odwróciła ku niemu spojrzenie i z chwili na chwilę, gdy Majka zjeżdżała niżej ustami, patrzyła na niego nieco wilgotnym, intensywnym wzrokiem. Nie musiał odrywać spojrzenia by wiedzieć, w którym momencie brunetka sięgnęła wargami między jej uda, bo przecież na twarzy Klaudii wszystko było tak doskonale widoczne. Lubił patrzeć jak przygryza wargi i oddycha ciężej przez szeroko rozszerzające się nozdrza.
Jednak zsunął niżej wzrok, by zobaczyć, jak mocno zaciska drżące uda na ramionach Majki, która zaciekle ją pieściła, wypinając się mocno i naprawdę kusząco.
Marcin przymknął oczy i wsłuchując się w tę rozpalającą muzykę ich urywanych oddechów wpuścił dym z ust.
– Ochmmm…! – usłyszał i aż sam napiął lekko uda – Marcin…! Marcin… – dotarło do niego, a gdy uchylił powieki dojrzał, jak Klaudia zaciskając mocno rękę na jasnej pościeli, wpatruje się w niego intensywnie. Posłał jej więc pytające spojrzenie i uśmiechnął krzywo.
– Przyszedłeś żeby… żeby och… patrzeć? – zapytała nieco łamiącym się głosem dziewczyna i wygięła lekko.
– Lubię na was patrzeć – wzruszył ramionami Marcin. – Zdecydowanie bardziej niż was posuwać. Nie chce mi się dzisiaj – zaśmiał się podpierając brodę na dłoni i popalając powoli. – Musiałbym obsłużyć was dwie. Nie chce mi się – zaśmiał się czując jednak, że powoli zaczyna się podniecać.
Klaudia zaśmiała się tylko zakrywając twarz rękoma i wzdychając cicho.
– Tak… nawet byś nie wytrzymał – wydusiła z trudem, a Marcin prychnął głośno.
– Bo to nie jest film porno – wzruszył ramionami i zaciągnął się ponownie papierosem. – Zerżnąłbym Filipa, ale dupek nie przyszedł – powiedział tylko i oblizał usta.
– Mmm… możesz mnie… – westchnął Klaudia i przygryzając wargę złapała nagle Majkę za włosy – O mój Boże… Majka… – szepnęła przymykając jeszcze oczy.
Marcin uśmiechnął się lekko i oblizał wargi wpatrując się jak ciało blondynki napina się jakby co raz traktowane było prądem.
– Może później – zamruczał przesuwając wzrokiem po ich szczupłych ciałach. Naprawdę to lubił i bez zdziwienia rejestrował, że jego ciało też. Kiedy zdał sobie sprawę ze swojej ręki leżącej na udzie, zagasił papierosa w doniczce na parapecie za sobą i zacisnął lekko palce przygryzając wargę. W końcu jednak uniósł lekko biodra i zsunął z nich spodnie. Przypatrując się dziewczynom pomasował się przez slipy i zaraz wyjął penisa na wierzch.
Z chwili na chwilę podniecał się bardziej i nabierał ochoty by jednak dołączyć do zabawy. Każdy posuwisty ruch ręki na penisie rozgrzewał go mocniej i mocniej, i nawet jeżeli wcześniej nie miał zupełnie nastroju powoli zaczynał nim przesiąkać. Nigdy zresztą nie opierał się za bardzo.
Po kilku chwilach dotarł do niego cichy jęk, a on szybko objął spojrzeniem twarz Klaudii. To jak dziewczyny dochodziły zawsze go fascynowało. Lubił patrzeć jak się kulą i drżą ekstatycznie, i tym razem też wpatrywał się w to niemal oczarowany.
– Och… Boże! – jęknęła blondynka, a Majka zaśmiała się głośno czując jak dziewczyna ściska ją mocno udami.
Kiedy Klaudia opadł z powrotem na pościel łapiąc głębokie oddechy, Majka uniosła na niego ciemne spojrzenie i oblizała lekko usta.
– Marcin… to co? – dopytała. – Pouczysz mnie trochę? – zapytała niskim głosem, a chłopak zaśmiał się cicho i pstryknął palcem sztywnego penisa.
W końcu jednak uniósł się z miejsca i w dwóch krokach znalazł się przy niej.
– No pewnie – powiedział łapiąc ją za ramię i przyciągając do siebie. – To dla naszego wspólnego dobra – szepnął z lekkim uśmiechem i odgarnął z jej czerwonej buzi włosy. – To weź go powoli…
Majka oparła dłonie na jego udach i zerknęła na niego z dołu. Powoli objęła ustami główkę jego członka i odetchnęła ciężej przez nos.
Chłopak zaśmiał się cicho i wypiął do przodu biodra, powoli zrzucając z siebie kurtkę i koszulę. Kiedy skończył wsunął dłoń na głowę dziewczyny i pociągnął ją lekko za włosy.
– Nie spiesz się – szepnął i uśmiechnął się do Klaudii, która gdy tylko znalazła się przy nim przesunęła dłonią po jego udzie i zaraz wsunęła ją na jego pośladek. Masując go lekko sama zbliżyła wargi do jego penisa i polizała go po boku.
– Nnmm… – westchnął Marcin odchylając głowę na kark i przymykając oczy. – Dziwki… – zamruczał i spiął się lekko czując, jak blondynka szczypie go mocno w udo.
Zaśmiał się tylko i pogłaskał ją po głowie.
– To komplement – zamruczał oddając się przyjemności.

*
Po skończonej pracy Adam podjechał pod szkołę Marcina.
Przejeżdżając obok bramy śledził uważnie wychodzących z niej uczniów, ale nigdzie nie widząc chłopaka podjechał nieco dalej i zatrzymał się przy przystanku autobusowym. Marcin mówił mu ostatnio by nie czekał przed szkołą ze względu na dyrektora, ale Adam nie wnikał w to za bardzo. Podjechał tylko po niego, bo mieli się spotkać na obiedzie, a z tego co pamiętał mniej więcej o tej porze chłopak kończył we czwartki.
Kiedy ściągnął kask podrapał się po karku i skubiąc lekko wargę wbił wzrok w czerwone poprzeczki przystanku.
Tak właściwie to wcale nie chciało mu się jechać na ten głupi obiad. Miał dużo pracy, a nawet jeżeli nie to zawsze mógł coś porobić przy motocyklu, a wieczorem przejść się do jakiegoś klubu czy baru.
Kiedy tak czekał na Marcina szybko poczuł jak zaczyna mu się nudzić, a z nudów, jak zwykle, brało go na jakieś większe i głębsze rozmyślania.
Szybko więc zaczął wspominać ostatnie jego spotkanie z chłopakiem. To, jak go wziął nie mogąc oczywiście się powstrzymać. Ale to było trudne – oprzeć się kiedy już dawno byli po pierwszym razie, który zresztą sam zainicjował. Czy miał wyrzuty sumienia?
Marcin z pewnością miał ciężki charakter, ale Adam nie dziwił się temu. Po tym w jakim domu chłopak wyrastał – w jakim obaj wyrastali – Adam nie był w szoku. Zawsze też przez wzgląd na to, ulegał mu i pobłażał, nie do końca jednak będąc przekonanym czy to w porządku. Pewnie nie. Ale tak wiele rzeczy, które zrobił było tak zupełnie kurewskich, że teraz już nawet nie poddawał ich analizie. Działy się. On taki był i Marcin też. Pasowali do siebie od zawsze.
Nagle w jego rozmyślania wdarł się dźwięk zatrzymującego się na przystanku autobusu. Mężczyzna nieco zblazowanym spojrzeniem przesunął wzrokiem po szarych twarzach siedzących w środku ludzi. Nie zatrzymał się jednak na żadnej zbyt długo, ale odetchnął z ulgą. Nie lubił myśleć o Marcinie ani o tym, co między nimi było.
– Łał! – usłyszał za sobą i odwrócił się lekko.
Kiedy jego wzrok padł na szczupłego chłopca wlepiającego wzrok w jego motocykl przybrał na twarz pewny siebie uśmieszek. W takich chwilach szybko odpychał Marcina na bok. Nastolatek był jak straszny sen, jak koszmar który go dręczył, ale który on sam wyhodował na swoim ramieniu. Chciał zapominać o tym jak najczęściej i teraz gdy widział zaciekawionego nim chłopaka o ładnej buzi nie zmierzał przepuszczać takiej okazji.
– Ale zajebisty! – dodał nastolatek i zerknął nieco niepewnie na Adama.
W jego oczach blondyn od razu dostrzegł ten błysk zainteresowania i tylko wzruszył ramionami uśmiechając się czarująco. Wielkie, zielone oczy od razu zalśniły, a na policzkach niewysokiego w sumie bruneta mechanik dostrzegł lekki rumieniec.
– Dzięki – odparł niskim głosem, wbijając spojrzenie w oczy chłopaka.
Ten zaśmiał się nieco nerwowo i odgarnął z czoła ciemny pukiel włosów wystający spod czapki.
– No kilka razy już chyba widziałem cię pod szkołą – powiedział szybko i przygryzł wargę. – Cholernie mi się podoba – dodał kiwając głową z uznaniem i wsuwając dłonie w kieszenie obszernej kurtki.
– Ej, Kamil! – krzyknął któryś z chłopaków stojących nieopodal na przystanku. – Autobus już jedzie! – dodał, a chłopak posłał mu nieco rozgorączkowane spojrzenie. Teraz gdy w końcu odważył się podejść nie mógł zrezygnować. Tyle razy już chciał to zrobić gdy widział tego mężczyznę czekającego pod szkołą.
– No już! – odparł i spojrzał jeszcze na Adama jakby licząc, że ten sam go zatrzyma. – Cholera, jak tylko będę mógł zrobię sobie prawko na motor – zaśmiał się. – Ten pewnie kosztował fortunę – dodał i zerknął na blondyna pytająco.
Mężczyzna pokiwał głową i spojrzał pewniej w oczy chłopaka.
– W sumie to tak – przyznał bez mrugnięcia okiem chociaż było to kolejne pieprzone kłamstwo. – Ale jest wart swojej ceny.
– A co to za model?
– Zx czternaście r – wyjaśnił Adam. – Oczywiście z moją inicjatywą. Interesujesz się motocyklami? – dopytał patrząc na niego przenikliwie. Nawet gdyby się nie interesował Adam już go widział w swoim łóżku.
Kamil przygryzł policzek od środka i odetchnął pod nosem.
– Ten… bardzo mi się podoba – powiedział tylko i zerknął na niego w napięciu.
– To co? Może chcesz żebym cię przewiózł? – zaproponował od razu Adam pewnym siebie tonem. Gdy tylko dostrzegł, jak chłopakowi błyszczą się bardziej oczy zaśmiał się w duchu. Chciał trochę odreagować po Marcinie.
– Kamil! – zawołał jeszcze raz stojący dalej chłopak lecz żaden z nich nawet na niego się nie obejrzał.
– No nie wiem… – zaczął i zmrużył lekko oczy.
– To tylko przejażdżka – zaśmiał się mężczyzna i zerknął w stronę nadjeżdżającego autobusu.
– No niby..
– Kamil, jedziesz?
– Ile masz lat? – dopytał jeszcze Adam przyglądając się jego twarzy nieco naznaczonej przez młodzieńczy trądzik.
– Szesnaście – powiedział powoli Kamil. – Ale w marcu kończę siedemnastkę – dodał szybko. – A ty?
– Dwadzieścia jeden – powiedział mechanik i wychylił się by odpiąć drugi kask po czym podał go chłopakowi. – Mam na imię Adam – dodał jeszcze.
Brunet zerknął na trzymany w dłoniach kask nieco niepewnie i odetchnął cicho. Obejrzał się tylko za zatrzymującym się na przystanku autobusem i w końcu skinął głową.
– No… dobra – powiedział i przesunął palcami po lakierowanej powierzchni kasku nie wiedząc nawet jak dokładnie go założyć.
Mężczyzna widząc jego niepewność zaśmiał się pod nosem i przyciągnął go za rękaw kurtki by pomóc mu go wcisnąć na głowę i zaraz sam założył swój.
– No wskakuj. Odwiozę cię do domu – dodał wskazując głową odjeżdżający autobus.
Kamil zacisnął nieco pięści i spojrzał w oczy mężczyzny.
– Na pewno? – zapytał tylko chociaż w duchu bardzo tego chciał. Bo czemu niby nie? Taka okazja!
Adam roześmiał się dźwięcznie odrzucając głowę na kark.
– Daj spokój mały – zawołał. – Jestem odpowiedzialnym facetem. Jeżdżę od lat i na pewno odstawię cię całego do domu – zapewnił i uśmiechnął się do nieco ciepło. – Wskakuj i obejmij mnie mocno w pasie – dodał i opuścił na dół szkiełko, w którym chłopak dostrzegł własne odbicie.
Szybko jednak, nie chcąc wyjść na tchórza, usiadł za mężczyzną i wczepił dłonie w skórzany materiał jego kurtki i zacisnął nieco kolana na jego bokach.
Adam skinął głową i powoli zjechali na jezdnię dołączając się do ruchu. Dopiero w tej chwili Kamil uświadomił sobie, że przecież wcale nie podał mężczyźnie swojego adresu. Ale cholera, to nie był czas na wątpliwości. Taki facet z takim motocyklem. Każdy by uległ.

Po kilku minutach wyjechali w końcu za miasto i Adam przyspieszył znacznie. Siedzący za nim chłopak czuł buzującą w nim adrenalinę. Podekscytowanie mieszało się w nim ze strachem, a w głowie wirowały setki scenariuszy. Nie był bezmyślny i starał się nie myśleć o tym, że właśnie zupełnie obcy facet wywozi go motorem za miasto. Facet o głębokim spojrzeniu i naprawdę strasznych oczach, których widok zlewał go falą dreszczy. Gdy tylko Kamil przypominał sobie jak te są głęboko osadzone miał wrażenie, że jego ciało jednocześnie drętwieje z podniecenia i ze strachu.
Co chwilę myślał o tym, jak jest głupi lub jakim jest szczęściarzem.
Szybko też prędkość jaką osiągali otumaniała jego zmysły. Tak szalenie mu się to podobało. Nie mógł już się doczekać by opowiedzieć Bartkowi o tych wrażeniach. Był święcie przekonany, że mógłby tak jechać w nieskończoność.
Kiedy po kilkunastu kolejnych minutach Adam zjechał w miej uczęszczaną boczną drogę, a później powoli na polną żwirówkę, nastolatek niemal nie jęknął z zawodem. Nie miał pojęcia dokąd mężczyzna go zabiera, ale jakie to miało znaczenie dopóki jechali?
Po kilkudziesięciu metrach zatrzymali się przy niewielkim zagajniku.
Kiedy Adam zgasił silnik, chłopak zeskoczył z siedzenia i zaczął rozpinać kask śmiejąc się do siebie.
– Ja….! Cholera…. Adam! – zaśmiał się ściągając kask razem z czapką i przegarniając dłonią rozpadające się na wszystkie strony sprężynki włosów. – Zajebiście! – zaśmiał się obejmując spojrzeniem zarówno motor jak i motocyklistę.
– No ja myślę – odparł Adam i gdy ustawił motor na stopce i sam ściągnął kask. Oparł się zaraz tyłem o siedzenie i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. – Palisz? – dopytał wyciągając ją w kierunku chłopaka.
Kamil zawahał się zaciskając dłonie na trzymanym kasku i obejrzał za siebie. W oddali widział pierwsze budynki miasta, w którym gdzieś tam w pracy byli jego rodzice, jego znajomi na pewno siedzący nad jutrzejszym sprawdzianem z chemii, a on był tutaj.
Kiedy wrócił spojrzeniem do mężczyzny zadrżał lekko widząc jego intensywne spojrzenie. W końcu nieco drżącą ręką sięgnął po papierosa i przygryzł lekko wargę.
Adam dostrzegł bez trudu jego zdenerwowanie, ale nic nie mówiąc sam wyciągnął papierosa wargami z paczki i sięgnął po zapalniczkę. Obserwując chłopaka z krzywym uśmiechem, który niemal nie schodził mu z ust podpalił mu papierosa i tylko czekał aż ten zakrztusi się dymem.
Kamil nieco drżącymi wargami obejmował filtr i w momencie gdy mężczyzna podsunął mu ogień zaciągnął się mocno. Odsunął od razu fajka od siebie i ze łzami w oczach odkaszlnął kilka razy.
– Cholera… – sapnął, a Adam zaśmiał się cicho.
– Powoli, mały – rzucił i poklepał go po ramieniu po czym sam podpalając sobie fajka zaciągnął się dymem.
Kamil kiedy już zaczerpnął powietrza powoli zaciągnął się kolejnym buchem. Zdecydowanie nie mógł wyglądać tak dobrze jak motocyklista z tym fajkiem, ale chciał chociaż sprawiać pozory.
– Fajne miejsce – powiedział w końcu przyglądając się Adamowi pobudzonym spojrzeniem.
Mężczyzna wzruszył ramionami i obejrzał się za siebie.
– No, może być. Tą drogą, dalej, jedzie się do mojej babki – dodał chcąc jakimiś informacjami o sobie wzbudzić w nastolatku większe zaufanie. – A twoi rodzice nie będą źli jak spóźnisz się do domu? – zapytał jeszcze z lekkim uśmiechem.
– Nie – zapewnił szybko Kamil i zaśmiał się cicho. – I tak są w pracy. Jak wrócę z godzinę później nawet nie zauważą.
Adam pokiwał głową i odebrał od chłopaka kask i zaczepił go na kierownicy.
– A gdybyś wrócił ze trzy godziny później? – dopytał niższym głosem i złapał go za przód kurtki i przyciągnął lekko do siebie.
Kamil zupełnie zapominając o trzymanym między palcami papierosie, zaczerwienił się lekko i podszedł bliżej mężczyzny.
– No nie wiem… – wydusił czując, jak zaczynają mu drżeć nogi, a w ustach robi się strasznie sucho. – Pewnie też nie – dodał jak zahipnotyzowany wpatrując się w oczy motocyklisty.
Ten uśmiechnął się i bawiąc się suwakiem jego kurtki popalał powoli papierosa przyglądając mu się z zaciekawieniem.
– Wiesz… mam wrażenie, że gdzieś już ciebie widziałem – powiedział chłopak wpatrując się w jego oczy.
– Tak? – zaśmiał się Adam – Wiesz, jak to się mówi? – dopytał lecz widząc nic nie rozumiejące spojrzenie nastolatka zaśmiał się pod nosem – Że jak widzisz kogoś po raz pierwszy i masz wrażenie, że już go znasz to ten ktoś jest aniołem – zaśmiał się i odrzucił na bok niedopalony do końca papieros.
Położył dłonie na bokach Kamila i przyciągnął go jeszcze bliżej.
– Tego nie słyszałem – przyznał chrapliwie chłopak i oblizał niespokojnie usta. Po chwili wahania sam upuścił na ziemie papierosa i oparł drżące dłonie na ramionach blondyna.
– Moja matka zawsze tak mówiła – dodał Adam i oblizał powoli wargi, co tylko jeszcze bardziej podnieciło Kamila. – Masz fajne włosy – zaśmiał się jeszcze i spojrzał na nastolatka wyjątkowo ciepło.
Kamil sięgnął ręką do góry i przetrzepał grzywkę palcami.
– Są wkurwiające – przyznał tylko i przysunął się jeszcze bliżej, wsłuchując się w tubalny śmiech motocyklisty.
– A wiesz, że tacy uroczy chłopcy nie powinni przeklinać? – zaśmiał się Adam i wsunął dłonie na jego lędźwie.
– Nie jestem uroczym chłopcem – zaprzeczył żywo Kamil, chociaż w gruncie rzeczy nim był. Uprzejmym, miłym i porządnym chłopakiem.
– Mmm… więc jesteś niegrzeczny? – zamruczał Adam pochłonięty przez grę jaką prowadził.
– Nhm! – pokiwał głową nastolatek i drżąc rejestrował każdy centymetr w jakim się zbliżali do siebie.
– Pokażesz mi jak bardzo? – dodał jeszcze mechanik wsuwając jedną z dłoni na jego kark i przyciągając go niżej ku sobie.
Kamil drżącymi dłońmi wczepił się w ramiona Adama i ponownie pokiwał głową. Co innego mógł robić kiedy taki facet był tak blisko niego? Mógł tylko się zgadzać i pozwalać na wszystko, czego ten tylko zechce.
Kiedy ich usta się złączyły zadrżał jeszcze mocniej i nieco niezdarnie próbował oddać pocałunek. Tylko że zupełnie, ale to zupełnie się na tym nie znał. Nigdy wcześniej się nie całował i chociaż wiedział, że byłby naiwny sądząc że Adam się tego nie domyśli chciał sprawiać pozory.
Oddychając głęboko pozwalał mężczyźnie wprawnie penetrować swoje usta i skubać wargi. Sapnął ciężej gdy blondyn zsunął dłonie na tył jego ud i pomasował je mocno i przeciągle, a gdy dotarł rękoma do jego pośladków spiął je mocniej i jęknął zaskoczony.
Nie miał pojęcia czy powinien się opierać, odsuwać się skoro nie był pewien czy poza całowaniem się, chce czegoś więcej.
Boże, nie tak szybko! – krzyczały jego myśli, ale jego rozochocone ciało i inny cichy głosik z tyłu głowy podpowiadały mu, że to zupełnie okej. Bo i czemu nie!? Tysiące ludzi pieprzyło się na pierwszych randkach!
Adam wyczuwając jak młody drży mocno, zaśmiał się w jego wargi i zacisnął dłonie na jego pośladkach. Początkowo nie zakładał, że chłopak jest prawiczkiem, ale to zupełnie mu nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej zachęcało do zakręcenia się wokół niego.
W końcu skubiące jego usta wargami odsunął się od niego i potarł nosem o jego policzek.
– Chyba jesteś grzeczniejszy niż ci się wydaje… – szepnął uśmiechając się stale i czując jak chłopak się trzęsie. – Ale wiesz, nic na siłę – dodał i przygryzł wargę łapiąc na sobie szybkie spojrzenie Kamila.
Chłopak zaczerwienił się lekko i skrzywił wyraźnie.
– Nie przeszkadza ci to? – zapytał. Nie chciał wyjść na gówniarza, tak bardzo tego nie chciał!
Blondyn pokręcił głową i ujął jego podbródek między kciuk, a palec wskazujący.
– Nie, to urocze – zapewnił szczerze i uśmiechnął się lekko. – To fajnie, że nie jesteś małą puszczalską ciotą – dodał nie pamiętając już ile razy nazywał tak Marcina.
Widząc niepewnie spojrzenie Kamila zaśmiał się i złapał go za szelki plecaka.
– Serio – dodał i spojrzał na jego zaczerwienione lekko usta. – Facetom rośnie ego jak mają okazję kogoś rozdziewiczyć – powiedział jeszcze na co twarz bruneta zlała się mocnym rumieńcem.
– A-ale… – zająkał się i odetchnął głęboko zapominając języka w gębie. Spojrzał na niego nieco wystraszonym wzrokiem i oblizał mrowiące usta.
Adam obserwując jego reakcje nie mógł nie myśleć jak rozkosznym chłopcem jeszcze był Kamil. Dostrzegając w jego kieszeni telefon wyjął go i zaśmiał się na widok tapety z logiem The Hives.
– Cholera uwielbiam ich – powiedział i przygryzł wargę. – Musisz wpaść do mnie. Rok temu byłem na ich koncercie w Berlinie z paczką znajomych i mam film z podróży. Byliśmy motocyklami.
Kamil ożywił się ponownie i złapał go mocniej za ramiona.
– Tak? – dopytał i spojrzał na blondyna z nową porcją zafascynowania. – Też chciałem wtedy jechać, ale… no.. rodzice stwierdzili, że gówniarz ze mnie jeszcze – dokończył nadymając lekko policzki.
Adam pokiwał głową i wstukał swój numer w telefon chłopaka po czym z powrotem wsunął go w kieszeń jego spodni.
– Też bym cię nie puścił – zaśmiał się i objął go lekko ramionami. – Zapisałem ci swój numer, możesz napisać wieczorem. Może umówimy się na ten film, mmm?
Kamil pokiwał żywo głową i odetchnął głęboko.
– A teraz…? – dopytał nagle. – Musimy już wracać? – zapytał nieco zawiedzionym tonem, a Adam tylko skinął głową.
– Musimy, ale im prędzej się rozstaniemy tym prędzej znowu się spotkamy – roześmiał się słysząc jak te słowa zabrzmiały. – Ale wstępnie umówmy się na weekend, co? Będziesz miał wolne od szkoły, ja od pracy… okej? – dopytał uśmiechając się się lekko do chłopaka.
Kamil pomasował go po ramionach i skinął twierdząco głową.
– No dobra – westchnął cicho.
Adam nie musiał być żadnym medium, by widzieć jak podoba się chłopakowi. By wiedzieć, że będzie dla niego pierwszym, że prawdopodobnie chłopak będzie drżał z niecierpliwości żeby z nim się spotkać.
Przez to co miał z Marcinem naprawdę rzadko umawiał się z kimś więcej.
Ale Marcin nie był jedyny na całym świecie. Mógł przecież być z kimś innym. I w tej chwili Adam chciał wierzyć w to, że uda mu się być z kimś normalnie. Zupełnie nie myślał, że pakuje się w kolejny chory układ z nie do końca dojrzałym i pewnym siebie człowiekiem.
Ale może o to chodziło?
Może lubił grać tego pieprzonego, starszego braciszka. Może właśnie to w tym wszystkim go podniecało i obaj z Marcinem byli chorzy?

Kiedy odstawił chłopaka do domu – z drugiej strony nie mógł nie zauważyć, że trafił mu się konkretny mały bogacz – od razu ruszył w kierunku własnego osiedla.
Marcin nie dzwonił z pretensjami więc pewnie jak zwykle i on o nim zapomniał, albo postanowił się obrazić za to, że Adam nie czekał na niego jak kundel pod bramą szkoły.
To były jego częste zagrywki i mężczyzna niejednokrotnie śmiał się z siebie jak słabym był palantem, bo wystarczył mały foch chłopaka i on już był urobiony.
Nie chciał tego, nie chciał być takim psem, nawet jeżeli w oczywisty sposób był.
Nieco niezadowolony zatrzymał motor po blokiem na osiedlu, na którym spędzili z Marcinem większość swojego życia i odetchnął ciężko. Poza obawami o motocykl, kierowała nim czysta niechęć. Tak bardzo nienawidził tego miejsca i uczuć jakie go zalewały gdy tu był. Młody mężczyzna nie mógł nie dostrzegać w nich jakiejś celowości – to one go mobilizowały, przestawiały w tryb ‚super czujny’. Ale czy to nie Marcin go tego nauczył? Swoimi słowami, zachowaniem, podejrzeniami. Adam czuł się niemal jak jego ofiara chociaż doskonale wiedział, że to wszystko to jego pieprzona wina. Ale lubił ją zwalać na matkę i na ojca. Bo dlaczego nie? Przecież byli chorą, patologiczną rodziną. Wszyscy byli winni, wszyscy i to wcale nie tak, że on najbardziej. Lubił to sobie wmawiać.
Mnąc w ustach przekleństwa zgarnął oba kaski i ruszył w kierunku jednego z pięciopiętrowych bloków. Szarych i dobijających go poukładanymi między jego ścianami wspomnieniami.
Drzwi od klatki jak zawsze były otwarte, bo domofon już dawno wywaliły osiedlowe karczki. Kiedy wszedł do środka skrzywił się na widok obdrapanych ścian pomazanych sprejem. To wszystko było jak kpina, zwykła kpina. Nie chciał tu być i zaczynał zachowywać się jak zwykle – złośliwie i wrogo, chociaż nawet nie przeszedł jeszcze drzwi mieszkania. Ale jak miałby zachowywać się inaczej? Lata prania mózgu jakie tu przeżył wytresowały już w nim odruchy, które niełatwo było porzucić.
W końcu dopadł do ciemnych drzwi mieszkania. Wszedł przez nie bez pukania i uśmiechnął się nieco nerwowo.
– No hej, cześć! – rzucił w głąb napinając lekko mięśnie. Przez kilka kolejnych sekund niemal słyszał jak głośno wali jego serce, a pieprzony płytki oddech chrapliwie uchodzi przez jego nozdrza. Wzrokiem przesunął po szarych już ścianach przedpokoju i czekał na jakikolwiek znak, by wiedzieć już czego ma się spodziewać.
– Adam! – usłyszał głos matki i ta zaraz wyszła z kuchni. Uśmiechała się lekko i patrzyła na niego chyba normalnie, więc mechanik mógł się tylko domyślać, że tym razem wszystko było okej. Chyba.
– Cześć mamo – powiedział i odłożył kaski na półkę na buty stojącą pod wieszakiem. Ręce lekko mu drżały, gdy to robił. Gdy odpinał kurtkę i buty było podobnie, ale to miejsce i niepewność jaką zawsze w nim czuł, później też bezsilność, zawsze tak na niego działały. A on czuł się jak na grze w ruletkę – nigdy nie wiedział co tu zastanie, ani tym bardziej co znowu zostawi za sobą.
Stojąca przy nim kobieta otarła dłonie w fartuszek i odebrała od niego kurtkę by odwiesić ją na wieszak. Kiedy tylko to zrobiła ucałowała go w policzek.
Zawsze na te gesty Adam reagował nieco sztywno. Dopiero jak się stąd wyniósł to matka zaczęła o robić – witać go buziakami i takimi pierdołami, czułościami które nigdy nie były na miejscu w tym domu. To zawsze śmieszyło mężczyznę, bo tak często dostrzegał, że ona tego wymaga, że powinien ją całować na powitanie i pożegnanie skoro już się wyniósł z domu. Kiedy napotkał jej ciepłe, jasne spojrzenie szybko poczuł spływającą mu po gardle gorycz. Tak bardzo chciałby być podobnym do niej – mieć ciemne włosy i dobrotliwe spojrzenie, ale obaj byli podobni do ojca. I Adam zawsze uwielbiał w tym dopatrywać się całej winy. Nie w sobie tylko we krwi i genach jakie po nim odziedziczyli.
– Róża? Kiedy obiad? – usłyszał z salonu tubalny głos ojca.
Jego zmysły od razu się wyostrzyły i chociaż nie słyszał by mężczyzna był już po kilku głębszych, nie potrafił przestać być czujnym.
– Zaraz, zaraz. Marcina jeszcze nie ma – rzuciła kobieta w kierunku drzwi i zaraz przeniosła spojrzenie na starszego z synów. – A gdzie twój brat? Myślałam, że przyjedziecie razem…
Adam skrzywił się lekko i wzruszył ramionami.
– Nie wiem mamo, nie jestem jego stróżem – rzucił odwracając wzrok. – Pewnie się gdzieś szlaja jak zwykle z tymi dzieciakami z centrum – powiedział tylko, a matka pokiwała głową.
– No dobrze, to poczekamy jeszcze trochę – powiedziała i uśmiechnęła się lekko. – Pomożesz mi nakryć do stołu? – zapytała tym ciepłym głosem. – I zostaniesz chyba na noc, co? – dodała, a Adam mimowolnie i odruchowo odwzajemnił uśmiech i skinął głową.
– Pewnie – powiedział wbrew sobie i zaraz ruszył za nią do kuchni.
Mimo wszystko jakoś głupio było mu odmówić.

Reklamy

8 thoughts on “Synowie Rosemary 03 – Niegrzeczni chłopcy

  1. Przeczytałam wcześniej, ale zapomniałam skomentować i tak teraz znalazłam trochę czasu. Uff. Totalnie mnie zmasakrowałaś. Czytam ten rozdział i czytam (patolka, każdy z każdym xd), nagle jest ten ostatni akapit i coś o bracie Adama, Marcinie. I tak się zastanawiam… Pomyliłam imiona? Brat Marcina ma takie same imię jak jego chłopak czy na odwrót? Nie… jadę na górę, sprawdzam imiona, przeglądam wszystko wzdłuż i wszerz… nie no, Adam to Adam, Marcin to Marcin.
    Adam i Marcin to rodzeństwo.

    Kocham *.*

    Ale tego naprawdę się nie spodziewałam. Adam był taki obcy – no niby pod tą szkoła powiedział Marcin do dyrektora, że to był brat, ale myślałam, że to kłamstwo.
    Dopiero teraz tak szczerze do mnie dotarło, że to bracia, upewniły mnie komentarze powyżej, bo swoim myślom nie chciałam dać wiary.

    Udało Ci się zmylić przynajmniej jedną osobę.
    Z tego, co widzę w komentarzach, to raczej powinnam napisać: nie udało Ci się zmylić tylko jednej osoby xd

    Super…
    Jak patolka – to patolka!
    Sama uwielbiam takie zakazane wątki, z pewnością dodają niekoniecznie zdrowego dreszczyku emocji podczas czytania.

    Przyznaję, o ile wiedziałam, że Marcin do grzecznych domorosłych dzieci nie należy, to nie spodziewałam się po nim czegoś takiego, co miało miejsce z tamtymi dziewczynami. Orgie? Rly??

    Zaś postać Kamila od pierwszego przeczytania mnie urzekła i złapała za serducho. On jest taki naiwny, przy tym niewinny i uroczy. Czuć, że z Adamem mimo wszystko może nawiązać jakieś trwalsze (zdrowe!) relacje.
    W końcu mam tu ulubioną postać, dzięki Ci :D

    Tak sobie myślę, że troszkę inaczej może mogłaś nas „powiadomić” o tym, że Marcin i Adam są braćmi. Chociaż… to ja taka niekumata xd Fajnie by było, gdyby ta informacja stanowiła swoisty punkt kulminacyjny, a nie była tak przemycona „mimochodem”. Z tym że są to moje osobiste wynurzenia i zachcianki.

    Cieszę się, że każde Twoje opowiadanie posiada swój własny klimat, że postacie są dynamiczne – widzę, że próbujesz ciągle czegoś nowego i masz niesamowite pomysły.

    Oby jak najszybciej do następnego!
    Pozdrawiam :)

    1. Ha ha! Cieszę się, bo z tego co piszesz z Tobą poszło zgodnie z planem. No i wiesz ile radochy miałam pisząc np Marcina mówiącego ‚Lubisz zgrywać takiego pieprzonego braciszka’ itp? No a z tym dyrektorem. Myślę, że będąc w sytuacji Marcina kto by normalnie przyznał że o to kochanek? Skoro nastolatek chce poderwać Brunona?
      Ale to takie dziwne. Bo jednak i kochanek i bart. Kto by pomyślał, że Marcin jest taki szczery. xDD

      Sama mówisz: jak patolka to patolka. Wobec tego te orgie chyba az nie są tak szokujące? xDD Marcin jest wyzwolonym, niezależnym gówniarzem. O bujnej chyba wyobraźni, także co to dla niego taka orgia. C:

      Oj chciałabym dla Adama dobrze i tym dobrem może być Kamil, ale czy na pewno? Nie zapominajmy o innym uroczym nastolatku trzymającym rękę na pulsie. Poza tym, no z każdym rozdziałem staram się odkryć coś nowego i się jeszcze okaże czy związek Adama z Kamilem jest możliwy.

      Możesz mieć rację, ale pomyśl, że skoro fakt, że są braćmi przeszedł tak mimochodem to co ja muszę Wam szykować na ten punkt kulminacyjny? (hehe… pogrążam się? TuT). Domyślam się, ze byś wolała żeby się wydało, żeby ktoś ich przyłapał na seksie, cooo? >DDD

      Huhu, dziękuję! Staram się naprawdę!C:
      Dzięki! No i przepraszam, że tak późno odpisuję, i że to do ‚jak najszybciej do następnego’ troszkę się przeciągnęło. :<
      Ale już jutro, jutrooo!

      Pozdrawiam ciepło!

  2. Adam i Marcin… Spokrownieni. A wlasnie sie zastanawialem, o co chodzi z tym drugim synem! No ale to jak, oni uprawiaja seks itp? xd
    Glupi Adam, glupi Marcin. Oni zyja w otwartym zwiazku, ze tak sie zdradzaja? Cos czuje, ze Kamil na dlugo zostanie z motocyklista. Do tego ten pocalunek z obcym facetem.. Dzisiejsza mlodziez :D
    Byly bledy, ale jest naprawde wczesnie i strasznie nie mam ochoty ich wypisywac, przepraszam :(
    Pozdrawiam

    Damiann

    1. No jak seks uprawiają… normalnie. Widocznie im to nie przeszkadza.
      Myślę, że ten ich ‚związek’ to taki dziwny twór. O ile w ogóle można to nazwać związkiem. Pewnie tak, ale co ja tam się znam…
      Ty byś nie uległ panu z motocyklem i w skórze? Taki tam pocałunek, każdy by chciał. xDD

      To nic, nic. Zawsze tak dzielnie wypisujesz. To oczywiste że możesz mieć dość. xD
      Trzymaj się ciepło!

  3. Chwila, moment… Marcin jest bratem Adama?! O cholera, zaskoczyłaś mnie ; o I to całkiem pozytywnie c:
    Serio, lubię takie wątki, to źle? ._.
    Oczywiście cały rozdział cudowny, niesamowicie cieszy mnie odkrywanie kolejnych elementów rzeczywistości naszych głównych bohaterów ^^
    Pozdrawiam i byle do 12 lutego! xD <3

    1. Tak, jest. xD Cóż fajnie, że chociaż Ciebie udało mi się zaskoczyć, bo jednak trochę starałam, żeby ich pokrewieństwo nie było aż tak oczywiste. I byłam z siebie taka dumna, że mi się udawało…czy coś… Hehe. Fajno! <333
      Nie wiem czy to źle… Hmm… Jak coś to już jesteśmy dwie. xDD
      Dziękuję, pozdrawiam również i do zobaczenia! <3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s