Synowie Rosemary 04 – Bracia

Adam odetchnął w duchu i uśmiechnął się lekko do matki, która siedząc naprzeciwko wypytywała go o pracę i mieszkanie. Ojciec siedzący na kanapie przed telewizorem co chwila rzucał typowy dla siebie komentarz i choć te na pozór były niewinne, mechanik czuł sączący się z nich jad.
Jasny salon, który od święta pełnił funkcję jadalni, pachniał jak zwykle tanimi, mocnymi perfumami z linii ‚Być może’, których matka używała już od lat. Odkąd Adam właściwie pamiętał.
Nic nigdy nie kojarzyło mu się gorzej niż ten szyprowy zapach, którymi przesiąknięte były dywany, narzutki na fotelach i serwetki na półkach dużego ciemnego kredensu, stojącego przy jednej ze ścian.
Młody mężczyzna zgarbił się w duchu. To miejsce zawsze pozbawiało go animuszu, doprowadzało wręcz do tak skrajnych myśli, że sam się sobie dziwił. Zawsze tak bardzo pragnął stąd odejść, wyrwać się, a gdy mu się to w końcu udało i tak wracał do domu. Na żałosne obiadki, podczas których udawali taką piękną rodzinę.
Adam niejednokrotnie kpił sobie z tego jak matka – czy czasami również ojciec – byli tacy… normalni. Jak każdy normalny rodzic. Pytali go o pracę, o plany, o dziewczyny. Ale on nigdy nie zapomniał niemal bezsennych nocy, gdy słuchał zza ściany ich kłótni i przytulał do siebie płaczącego Marcina. Ani słów ojca zapewniających go o tym jakie to z niego zero, jak głupim jest smarkaczem, z którego i tak nic dobrego nigdy nie wyrośnie. Do tej pory, nawet gdy się nie starał za bardzo, widział przed oczyma jego przekrwione oczy, zamglone pijackim szałem i ten śmieszny krok, od ściany do ściany byleby tylko dowlec się jakoś do salonu i zalec na jednym z miękkich foteli.
Pamiętał jak wiele razy życzył mu jak najgorzej tylko po to, by w nocy wstawać co jakiś czas i sprawdzać czy w ogóle oddycha, bo obawa że coś się stanie była tak bardzo realna. Głupi był wtedy, bo zaczynał się wręcz modlić, by było okej tylko po to, by kolejnego wieczora słysząc jak wraca znowu pijany życzyć mu rychłej śmierci.
Jak zwykle roztargniony Adam odpowiadał zdawkowo na pytania matki, starając się wybić z głowy wspomnienia i żal jak w sobie nosił. Również do matki. Kobieta zawsze prowokowała męża, zawsze – Adam był pewien, że zupełnie świadomie – dodawała o jedno, głupie słowo za dużo. Ale po kolejnej awanturze i wyzwiskach, jak zwykle jeździła do swojej siostry na noc, zostawiając jego – małego, głupiego Adama z ojcem i Marcinem.
Zawsze oczekiwała od niego dojrzałości, ale to było tak komiczne, gdy od sześcio-, siedmiolatka żądała czegoś, czego sama zdawała się nie posiadać. Ale on musiał troszczyć się o brata zawsze i wszędzie. Pilnować go, karmić, później zabawiać i tłumaczyć co tak właściwie się dzieje z rodzicami. Ci oczywiście nigdy mu nie pomagali. Zawsze gdy ojciec był trzeźwy, a matka nie aż tak zirytowana jego bezrobociem i lenistwem byli tacy dobrzy. Adam pamiętał jak wiele razy, gdy jego nie było już na to stać, zazdrościł bratu czułości okazywanej przez kobietę. Ile razy sam pragnął tak po prostu się do niej przytulić? Być tylko obok jako dziecko, bezbronny gówniarz, który mógł być słaby, mógł pozwolić sobie na łzy. Gdy jeszcze mieszkał w domu tak wiele razy podczas rodzinnych obiadów, gdy zjeżdżali się jeszcze dalsi krewni, słyszał słowa matki: ‚Och, Adam to taki mój siłacz’. Ale cholera! On nie był siłaczem. Ile razy miał ochotę po prostu się rozbeczeć? Nawet gdy miał już te szesnaście czy siedemnaście lat. Nie był silny, zupełnie nie. To ona mu to wmawiała, wymuszała to na nim. Bo on przecież był odpowiedzialny, silny, prawie dorosły. Musiał zajmować się bratem, musiał ogarnąć mieszkanie gdy ona była w pracy, a ojciec spał lub włóczył się i chlał na osiedlu. To on pilnował by Marcin odrabiał lekcje, by się mył, by jadł.
Niejednokrotnie już miał go dość. Złość na ojca przelewał na młodszego, bezbronnego chłopca, który był jego balastem. Chciał uciekać z domu od obowiązków, do których przecież nigdy nie dorósł. Ale jak mógłby? Zostawić matkę pracującą całymi dniami i dźwigającą na swoich barkach całą ich rodzinę? Albo Marcina? Samego z pijanym ojcem? By bał się tak, jak on? By w ciszy liczył jego cuchnące alkoholem oddechy, modlił się by jutro było lepiej? Jak mógłby to zrobić?
Nie umiał. Nawet jeżeli nie rozumiał, czemu to on po całym dniu w szkole musiał jeszcze sprzątać i gotować w domu, podczas gdy ojciec całymi dniami spał na kanapie, nawet jeżeli wkurzało go to niemiłosierne gdy musiał uciekać ze szkoły by odebrać Marcina z przedszkola nie umiał się postawić. Nienawidził siedzieć w domu. Chciał jak wszyscy imprezować, włóczyć się po mieście i zakazanych klubach w biednych dzielnicach, gdzie wpuszczano już od piętnastu czasem czternastu lat. Tylko, że gdy już próbował zawsze coś podpowiadało mu, że jak on tak może? Jak może robić to przede wszystkim Marcinowi? Nie chciał by brat był taki jak on, by miał tak zepsutą młodość. I jedynie to go trzymało w domu – mały, bezbronny Marcin. To Adam go wychowywał przez większość czasu, to on mówił mu co dobre a co złe. Starał się do cholery, ale jak on, przecież jeszcze dziecko, mógł wychować młodszego zaledwie o trzy lata chłopca? ‚Nie jesteś moim ojcem’ – darł się na niego dorastający chłopak, ‚Nienawidzę cię!’, ‚Nie będziesz mi niczego zabraniał!’ – ile razy musiał z tym walczyć? Ile razy temu uległ, czując że te i inne słowa jego wymuskanego, młodszego braciszka wbijają się w niego boleśnie.
I to mu do dzisiaj zostało. To uleganie Marcinowi, to dbanie o niego, bycie niemal na każdy jego najmniejszy gest. Tym bardziej, że później chociaż miał o niego dbać, zrobił mu coś takiego. Potraktował jak swój eksperyment. Jak test na orientację.
A może po prostu chciał być bliżej kogokolwiek? Może o to chodziło, a nie o to, że był złym, ostatnim chujem pieprzącym własnego brata. Może był chory, po prostu chory i spragniony bliskości. Szczególnie wtedy.
Kiedy uniósł wzrok na matkę miał wrażenie, że opuszczają go wszystkie siły. Był tu pewnie około trzydziestu minut, a wydawało mu się, że ponownie jest zaszczutym nastolatkiem. I on był niby silny? Nie, na pewno nie.
– No, Marcin, w końcu! – zawołała kobieta wychylając się na krześle, a Adam spiął się lekko.
Kiedy w końcu chłopak zjawił się w pomieszczeniu, wbił w niego natarczywe spojrzenie. Ale Marcin szybko do niego podszedł i wyciągnął do niego dłoń.
– Adam! – zawołał z uśmiechem. – Jesteś! – dodał i spojrzał mu dłużej w oczy. – No i co tam? Jak tam w pracy? – dopytywał widocznie kpiąc ze starszego brata.
Matka jednak zaśmiała się tylko jakby się cieszyła z ich zażyłości, ojciec zaburczał coś pod nosem, i jedynie mechanik spiął się mocno gdy nastolatek wsunął dłonie na jego ramiona i stanął za nim.
– Dawno cię nie było – dodał przytulając go lekko. – W końcu się stęskniłeś za domem, co? – powiedział, a Adam zaśmiał się nieco histerycznie. Marcin z niego kpił, zawsze to robił. Zawsze go dotykał tu w domu, zawsze mówił tym pełnym ironii tonem.
– No trochę – skłamał więc mężczyzna i sięgnął dłonią by poczochrać Marcina po włosach. Uśmiechnął się do matki, która uniosła się z miejsca i komunikując im że idzie nakładać obiad wyszła z salonu.
– Ja też tęskniłem – szepnął mu wprost do ucha, na co przeszły go ciarki.
Nim jednak zdążył odpowiedzieć nastolatek już siadał na krześle wcześniej zajmowanym przez matkę i wbijał w niego to swoje ironiczne spojrzenie.
Tylko w domu na niego tak patrzył. Tak, jakby nic nie obchodził go ten uskuteczniany przez wszystkich teatrzyk. Adam jednak czuł, że go to boli i chociaż jakaś część jego podszeptywała mu, że chłopak jest perfidny i wyrachowany, to on wolał nadal łudzić się, że jego mały Marcinek tylko się tak broni. Buduje wokół siebie mur, by nie zwariować. I to on jest zły, bo zostawił go tutaj. Z matką i wiecznie pijanym ojcem. Jak mógł wobec tego być dla niego surowy? Jak mógł mu czegokolwiek odmówić? Zawsze wtedy przypominał sobie jak brat stawał w drzwiach jego mieszkania i dopiero wtedy dostrzegał w jego oczach prawdziwe emocje – ból, strach i smutek. Czuł, że właśnie taki jest Marcin, a to co teraz to tylko ochrona, tylko gra.
– I jak tam w szkole? – zapytał łagodnym tonem, na co Marcin wzruszył ramionami.
– A nudy. Same nudy – podkreślił i ziewnął szeroko. – Miałeś czekać na mnie… – dodał jeszcze i spojrzał na niego poważniej. Adamowi od razu zrobiło się głupio, bo przecież chłopak na niego liczył, prawda?
– Nie było cię, więc pojechałem – powiedział jednak nieco szorstko. – Możesz mi powiedzieć gdzie się znowu włóczyłeś? – dopytał ostrzej niż zamierzał. – Znowu cuchniesz fajkami, Marcin – dodał pochylając się do niego, co jednak nie miało aż tak wielkiego znaczenia, bo ojciec i tak wlepiony był tylko w telewizor i w rozgrywające się na jego ekranie dramaty.
Siedemnastolatek zmrużył lekko oczy i odchylił na oparcie krzesła.
– Daj już spokój – rzucił tylko zakładając ramiona na torsie. – Sam palisz.
– Mam prawie dwadzieścia jeden lat, nie siedemnaście. Cholera, dobrze wiesz, że matka…
– Tego nie lubi – dokończył chłopak i przewrócił oczyma. Po chwili spojrzał jednak na Adama tak smutnym spojrzeniem, że aż głupio mu się zrobiło. Ale pokręcił tylko głową i złapał za widelec zaczynając okręcać go w palcach.
– Zawsze musisz postawić na swoim – syknął tylko mechanik, jakby przez lata go do tego nie przyzwyczajał.
Marcin zacisnął wargi i już miał unosić się z miejsca gdy do salonu z talerzami weszła matka. Na jej widok chłopak uśmiechnął się lekko i rozsiadł się wygodniej.
– Jestem głodny jak wilk – rzucił wesołym tonem i spojrzał na kobietę niemal szczenięco. Ta jak zwykle pogłaskała go pieszczotliwie po głowie i podsunęła mu półmisek z surówką.
– Jedzcie chłopcy, jedzcie – westchnęła tylko i zerknęła na siedzącego na kanapie mężczyznę. – Robert, obiad – dodała neutralnym tonem i sama zajęła miejsce obok Adama. – Lubię jak jesteśmy wszyscy razem – dodała delikatnie.
Mechanik odetchnął tylko głębiej i zaczął powoli jeść, i dopiero gdy ojciec usiadł obok Marcina poczuł jak coś staje mu w gardle. Każdy z nich był niemal jak kropka w kropkę – te same blond włosy, te same oczy osadzone głęboko i niemal te same ostre rysy, intrygujące, a jednak odpychające. Adam wiedział doskonale co każdy z nich miał zapisane w genach i nie było to nic czym chciał się chwalić.
Posiłek mijał jak zwykle w tej sztucznej atmosferze, którą miał ochotę rzygać. I tylko Marcina było mu szkoda. Gdy widział jak chłopak się uśmiecha, dostrzegał w jego oczach tylko smutek i napięcie, i też coś z rodziców – chęć udawania, że wszystko jest dobrze.

Kiedy kolacja dobiegła końca, posiedzieli jeszcze jakiś czas przy stole, serniku, który upiekła matka i przed telewizorem. Później już Marcin pociągnął Adama do swojego pokoju, nie mogąc doczekać się gdy zostaną sami.
Pokoik był bardzo ciasny i Adam pamiętał jak swego czasu znajdowały się w nim upchnięte na ścisk dwa tapczany. Teraz na miejscu jego łóżka stało biurko ze starym komputerem i walało się kilka zeszytów. Puste ściany były wręcz dołujące, a słaba, zakurzona żarówka pod kuchennym żyrandolem dawała jeszcze mniej światła niż teoretycznie powinna.
Marcin wpuścił brata do pokoju i przechodząc obok stojącej przy drzwiach starej szafie domknął ją z głośnym trzaskiem i przybrał nieco poważniejszą już minkę.
– Wiesz… czekałem na ciebie – powiedział przechodząc do poobklejanego naklejkami biurka stojącego pod oknem i wysunął szufladę.
Adam, który usiadł na łóżku wzruszył lekko ramionami.
– Ja też, Marcin – odparł i zmrużył oczy widząc jak spod szpargałów chłopak wyciąga paczkę papierosów kupionych z przemytu na melinie.
– Obiecałeś mi – dodał ciszej siedemnastolatek i siadając na biurku uchylił okno. – No ale jak zwykle prawda? Musiałeś mi pokazać kto tutaj rządzi, co? – dodał chcąc wzbudzić w nim wyrzuty sumienia. Sam się spóźnił i to bardzo więc nawet się nie zdziwił, że Adam już sobie pojechał, ale wiedział jak mężczyzna łatwo mu ulega, jak niejednokrotnie bolą go takie słowa, a jednocześnie wzbudzają w nim chęć wynagrodzenia mu wszystkiego. Szczególnie gdy byli w swoim rodzinnym, ukochanym domu.
– Może mi powiesz co było ważniejsze, mm? – zapytał udając na pozór obojętny ton i wzruszył ramionami podpalając papierosa.
Mechanik zacisnął zęby i odwrócił spojrzenie.
– Nie było cię, to pojechałem – uciął i uniósł się z miejsca. – Cholera, znowu byłeś z tymi gnojkami z centrum? Może ty mi się pochwalisz co robiłeś? – dodał chłodno i złapał go za nadgarstek zatrzymując papierosa w połowie drogi do jego warg.
Marcin spojrzał w bok i zmełł coś w ustach.
– Nic, po prostu łaziliśmy po mieście – fuknął. – To lepsze niż siedzenie tutaj, co? Myślisz, że chcę tu być? Ty jesteś mądry, bo masz swoje mieszkanie i nie musisz ciągle na nich patrzeć – dodał jeszcze doskonale zdając sobie sprawę z tego, co wzrusza Adama. I rzeczywiście brat poluzował uścisk na jego nadgarstku i przybrał współczujące spojrzenie.
– Słuchaj… już niedługo i ty będziesz mógł się stąd wynieść – powiedział. – Dobrze wiesz, że gdyby coś się działo, to ja ciebie zawsze przenocuję – dodał, ale widząc krzywą minę nastolatka uniósł ku sobie jego podbródek i uśmiechnął lekko. – No już… Marcin. Tyle wytrzymałeś to i jeszcze trochę wytrzymasz, nie? – dodał. – Tylko te dzieciaki, z którymi się zadajesz… to nie jest towarzystwo dla ciebie wiesz? Czego oni od ciebie chcą? – dopytał.
Znał Filipa Pawlika i tę całą Sandrę, wiedział jakim są towarzystwem i był niemal pewien, że te bogate dzieciaki nie mogą chcieć od Marcina niczego na serio, nie mogą go po prostu lubić. Przecież to był zupełnie inny świat niż ich i bał się, że oczywiście to jego mały braciszek na tym ucierpi.
– Chłopcy… – usłyszeli nagle głos matki, a Adam w jednej chwili wyciągnął papierosa z dłoni siedemnastolatka i zaciągnął nim lekko. – Przyniosłam ci poduszkę, Adam… – powiedziała i skrzywiła się lekko zerkając na jego dłoń. – Adam… prosiłam, żebyś nie palił w mieszkaniu, co? Przecież mogłeś wyjść na balkon – dodała, ale uśmiechnęła się i pogroziła mu zabawnie palcem.
– Myślałem, że kładziecie się już spać i nie chciałem wam przeszkadzać – skłamał tylko mężczyzna. – A ty mamo, o której jutro wstajesz? – zapytał i strzepał popiół za okno.
– Przed piątą, muszę przyszykować śniadanie dla małego, bo jak zazwyczaj pójdzie bez. Jest takim leniuchem – dodała chociaż nie brzmiała jakby jej to faktycznie przeszkadzało. – A czemu? Zbudzić cię?
– Nie, mam jutro na popołudnie to się nie przejmuj niczym, odwiozę Marcina do szkoły i zrobię mu śniadanie, a ty możesz się przespać dłużej, co? – dodał jak za każdym razem, gdy miał możliwości i był w domu.
Kobieta założyła pukiel włosów za ucho i uśmiechnęła lekko.
– Dobrze, dziękuję – powiedziała i spojrzała na nich ciepło. – No to dobranoc, chłopcy.
– Dobranoc, mamo – zawołał wesołym tonem Marcin, a Adam tylko skinął głową.
Kiedy kobieta już wyszła, a oni dostrzegli przez szybę w drzwiach że gasi już wszędzie światła, Marcin zerknął na Adama i przygryzł wargę.
– No i co teraz? – dopytał, a mechanik wypalił do końca papierosa i wyrzucił peta przez okno.
– Idziemy spać – powiedział po prostu. – Masz jutro do szkoły – dodał, a nastolatek zsunął się z biurka by on mógł zamknąć okno.
Chłopka tylko się zaśmiał i przeszedł do drzwi by zamknąć je na łucznik i zgasić światło.
– Nie jest jeszcze tak późno… – westchnął i gdy wrócił do łóżka zaczął się rozbierać.
Adam zacisnął zęby i przymknął na chwilę oczy.
– Marcin…! – warknął, ale chłopak ku jego zdumieniu gdy został już w samych majtkach położył się na łóżko pod kołdrą.
Widząc to, Adam odetchnął z ulgą i sam rozebrał się do bokserek.
– Nadal zamykasz drzwi? – dopytał wsuwając się pod pościel i układając na plecach.
Marcin tylko wzruszył ramionami i wsunął pod kołdrą dłoń na jego tors.
– Po prostu tak jest bezpieczniej – powiedział przytulając się do niego i składając głowę na jego ramieniu. Nie dodawał już nic, że nie chciał by domownicy odzwyczaili się od zamkniętych drzwi ze względu na takie właśnie sytuacje jak dzisiejsza. By były zamknięte gdy będą z Adamem, gdy będą mieli okazję żeby się kochać.
Kiedy chłopak wsunął się na jego tors Adam napiął się lekko. Zastygł jeszcze bardziej gdy poczuł na swojej skórze jego suche wargi.
– Marcin… – rzucił półtonem i odsunął go od siebie. – Cholera… – dodał chociaż zawsze tak robił. Odsuwał go na początku tylko po to by za kilka chwil mu ulec.
– Co jest? – dopytał nastolatek i uniósł się by spojrzeć w mroku w jego oczy.
– No nie wiem, nie tutaj – westchnął mechanik i pokręcił głową. – Poza tym nie… – powinniśmy, dokończył w myślach, ale widząc minę brata zacisnął usta.
– Tęsknię za tobą, wiesz? – szepnął chłopak przybierając maskę smutnego, niewinnego chłopca. – Nie lubię spać sam.
Adam odetchnął i przyciągnął do siebie chłopaka, gdy ten wtulił się w niego pogłaskał go lekko po włosach i pocałował lekko w czubek głowy.
– A powiesz mi? Co w domu? – zapytał cicho. – Ale tak naprawdę, co?
Marcin wtulił się mocniej w bok starszego brata i westchnął ciężko.
– To, co zwykle. Tutaj od lat już się nic nie zmienia – podsumował niby lekkim tonem.
– A ojciec?
– Ojciec? Nie wiem, nie gadam z nim prawie wcale – bąknął Marcin i wzruszył ramionami. – Dzisiaj coś wyjątkowo był miły. Nawet tylko raz cię opierdolił, co?
Adam syknął i skrzywił się.
– Nie mów tak – rzucił odruchowo i przełknął gorycz.
– Czemu nie? Chuj…
– Marcin, proszę cię – powiedział chłodniej Adam i zacisnął lekko palce na jego ramieniu.
– Ale to pewnie dlatego, że wyjątkowo jest trzeźwy. W miarę – zaśmiał się Marcin. Oczywiście pomijał, że ojcu zdarzało się to już znacznie częściej, że w ich domu zaczynało się poprawiać. Wiedział, że tylko dzięki ojcu i jego nałogowi brat jest wobec niego tak uległy, że mu współczuje i żałuje go, ma wyrzuty sumienia, że się wyniósł.
– Adaś… obiecasz mi coś? – zapytał po chwili szeptem.
– Co takiego?
– Że… będę mógł się do ciebie wynieść niedługo, co? Że nie będę musiał już tu dłużej być… proszę… – dodał cicho chłopak – Wiesz, ostatnio tak się wkurwił, że siedzę przy kompie, że mi go zwalił z biurka i zaczął się drzeć, że nic tylko się lampię w ten monitor. Że tylko się włóczę gdzieś, albo siedzę przy nim – dopowiedział, a Adam zdusił w sobie jęk. – Mam już tego dość, teraz już nawet nie mam na czym odrobić lekcji czy po prostu posiedzieć w internecie.
Mężczyzna odetchnął i pogłaskał go uspokajająco.
– To nic… zawsze mogę ci oddać laptopa, okej? Będzie dobrze – zapewnił chociaż przed oczyma już miał tego furiata wrzeszczącego na Marcina.
– A może mógłbym zamiast tego przychodzić do ciebie, co? – dopytał chłopak. – Wiesz zresztą jaka tu jest atmosfera do nauki – prychnął i pocałował go lekko przy sutku.
Adam nie miał pojęcia jak ma w tej chwili się zezłościć, gdy było mu tak żal brata.
– Ale wiesz, że jak będziesz u mnie to będziesz musiał się uczyć, co? A nie… seks i filmy – powiedział poważniej.
– Pewnie, wiem – zapewnił Marcin i uniósł się by szybko cmoknąć go w usta. – Niedługo matura, muszę się trochę zacząć ogarniać, nie? – zaśmiał się. – I po prawdzie już zacząłem – pochwalił się. – Jak tak trochę posiedziałem nad polakiem, to okazuje się, że jest całkiem znośny, wiesz? – zaśmiał się głaszcząc go lekko. – I matma, i chemia też. Tylko ta historia… nie mam pamięci do dat – dodał wsuwając lekko kolano na twarde udo Adama.
– Tak? I nie kłamiesz? – dopytał mężczyzna. – Na pewno się poprawiłeś?
– No tak! Mówię ci przecież – westchnął nastolatek i ułożył głowę na jego torsie. – Tobie bym przecież nie skłamał – szepnął jeszcze i spojrzał na niego jak słodki szczeniak. – Wiesz Adaś… jak sobie pomyślę, że mógłbym z tobą zamieszkać to… tak inaczej jest trochę. Nie chcę też być tylko takim darmozjadem później i chociaż się do czynszu dorzucić.
– Mmm… no ale po liceum, musisz iść przecież na studia – zauważył Adam. – Wybrałeś coś? – zapytał jeszcze.
Marcin pokręcił głową przecząco i przygryzł wargę.
– No nie… ale pomyślałem, że wiesz… może bym wyjechał stąd? Na studia może do Wrocławia albo Torunia…
– To świetny pomysł – pochwalił go Adam. – Ale jak tak, to musisz się przyłożyć do nauki.
– No wiem… i dlatego pomyślałem, że u ciebie będzie mi łatwiej – uśmiechnął się Marcin. – Będę miał spokój przynajmniej – wymyślał Marcin, a widząc jak punktuje u brata uważał tylko by nie przegiąć.
– Cieszę się, że jesteś taki ambitny – dodał jeszcze ciepło mężczyzna.
Siedemnastolatek wyszczerzył się szeroko i pokiwał głową.
– Nie chcę skończyć jak ten dupek – powiedział i skinął głową w kierunku drzwi, a Adam pogłaskał go po włosach.
– I nie skończysz, przecież masz mnie, prawda? Pomogę ci – zapewnił i przymknął oczy.
Marcin przez kilka chwil chłonął wzrokiem jego twarz i w końcu przekręcił się na łóżku, plecami do niego.
– Przytulisz? – zapytał ciszej niewinnym głosem.
Adam niemal od razu przypadł do jego pleców i objął go mocno, dociskając do siebie.
– Oj mały… zaskoczyłeś mnie dzisiaj, wiesz? – szepnął w jego kark. – Tak się cieszę… nie masz pojęcia. Zawsze chciałem żebyś w końcu zaczął traktować życie bardziej poważnie. – dodał i skrzywił się w duchu. Już kto jak kto, ale oni musieli traktować je na serio. – Wiesz, mój znajomy składa kompy, może podrzucę mu twojego i coś naprawi?
– Mógłbyś?
– Pewnie, może uda się coś zrobić.
– Dzięki Adaś – westchnął Marcin i złapał go za dłoń przyciągając ją do swoich ust. – Kocham cię… – dodał jeszcze i przełknął ciężej ślinę.
– Ja ciebie też – odparł Adam i napiął lekko uda czując, że mimo wszystko, gdy miał przy swoim kroczu pośladki chłopaka zaczyna się rozbudzać. Nie miał pojęcia, że chłopak dba, aby co jakiś czas ‚niechcący’ otrzeć się o niego.
A Marcin wiedział jak musi być dzisiaj cierpliwy, ale wiedział też, że Adam ulegnie. Westchnął więc ciszej i wtulił się mocniej w jego gorący tors.
Czuł w ustach gorycz, gdy słyszał wyznania Adama, bo miał świadomość, że ta ‚miłość’ tak naprawdę nie jest ‚tym’ rodzajem miłości. Śmiał się z siebie w duchu, bo chyba Adam był jedyny w całym jego życiu i oczywiście był dla niego niedostępny. Nawet jeżeli się dotykali, kochali się i nawet jeżeli byli braćmi to wydawało się, że i tak już od samego początku był przegranym.
Widział doskonale, że dla Adama jest tylko bratem, tylko seksem i wyrzutami sumienia, ale co z tego? To on to zaczął, niech teraz za to odpowie. Zasłużył przecież, a Marcin wiedział, że do końca życia nie pozwoli mu związać się już z nikim, że do końca życia będzie go dręczył, za tamtą noc, w którą on ot tak go wziął i w sobie rozkochał.
Pamiętał ją. Jak jego niepewne usta zaczęły całować go po karku, a dłonie dotykały jego szczupłego ciała. Chociaż minęły już niemal trzy lata, on nadal je czuł na sobie i pamiętał jak bezpiecznie się czuł tamtej nocy. Pomimo bólu i niezrozumienia, poddał się temu, a wszystko to zagłuszyło kolejną awanturę, trzask drzwi za którymi zniknęła matka uciekając do swojej siostry i wyzwiska ojca kierowane do niej, do nich i chyba do całego osiedla.
A później już nie było ważne co ojciec niszczył w szale, ani co wrzeszczał, oni zamykali się tylko na łucznik i kochali się póki wszystko nie ucichło, a cichło szybko gdy tylko zaczynali się całować i dotykać. Wtedy nie liczyło się nic.
Nieraz nieruchomieli, gdy ojciec zaczynał dobijać się do ich pokoju, chcąc zapewne wyładować całą swoją frustrację na Adamie. I Marcin pamiętał, jak brat zawsze go wtedy zostawiał na kilka chwil, a on kuląc się pod kołdrą przysłuchiwał się temu wszystkiemu. Adam nigdy nie pyskował ojcu, był twardy i silny, z opanowaniem godnym chyba największej nagrody odciągał go od nich, przechodził z nim do salonu i starał się zaciągnąć do łóżka. Nie raz wracał poobijany albo wycofany i zraniony, ale tylko po to by jego ochronić, by on mógł mieć spokój. A później jeszcze wychodził kilka razy, by ‚sprawdzić czy wszystko w porządku’.
Ale niedługo tak było. Później po prostu go zostawił, a on musiał sam mierzyć się z ojcem.
Nie był jednak jak Adam. Darł się z nim na równi, nie pozwalał sobą pomiatać ani dogadywać, było mu obojętne w jakim miejscu mieszkania śpi ten skurwiel, ani czy w ogóle do niego trafiał. Nie było mu go żal, nie czuł do niego nic oprócz niechęci i odrazy. W końcu od zawsze był właśnie tym – pijanym ścierwem niszczącym ich życie.
Z drugiej jednak strony zawsze podziwiał Adama i jego wytrwałość, dojrzałość, którą emanował i siłą, która jemu, gdy by jeszcze głupim gówniarzem, dodawała więcej odwagi.
– Adaś… – szepnął po chwili zdając sobie sprawę z pocałunków mężczyzny, którymi ten obsypuje jego kark.
– Ciii… – westchnął leżący za nim blondyn i przesunął drażniąco dłonią po jego boku. – Nic nie mów. Przepraszam – dodał i zsunął dłoń na jego podbrzusze.
Marcin zadrżał i zafalował lekko ciałem.
– Adaś… – jęknął lecz brat szybko zamknął mu usta pocałunkiem. – Nnn… Ada… – zaczął cofajac głowę i szybko wcisnął twarz w poduszkę, gdy poczuł dłoń mężczyzny na swoim kroczu.
Ten przyciskał go bardziej do ściany i ocierał się o niego lekko.
– To nic… to nic… – westchnął całując go po uchu. – Przepraszam – powtórzył ale już i tak wiedział, że jest za późno by mógł się powstrzymać. Jakoś jego ciało chciało Marcina, jakoś zawsze mu ulegało.
– Przestań – jęknął nastolatek. – Przestań Adam. Przecież wiesz… – szepnął drżącym z podniecenia głosem i wykręcił szyję, by ponownie napotkać jego usta. Nie lubił, gdy Adam go przepraszał za to co robią. Przecież to nie było nic złego, przecież Adam był mu najbliższy.
– Wiem, wiem… – szeptał mechanik. – Wiem… Ciii… – dodał i sięgnął wargami do jego ucha.
Dłonią masował jego krocze i wnętrze ud, dociskając go tym samym do swojej twardej męskości. Po chwili też wsunął rękę w jego bieliznę i zaczął pieścić go jeszcze intensywniej, masując jego penisa i jądra.
Marcin zsunął z tyłka bieliznę i sięgnął dłonią do tyłu, by zepchnąć z jego bioder bokserki. Czuł jak drży mocno i jak bardzo go chce. Wcisnął jego członka między swoje pośladki i zacisnął się na nim, bujając biodrami.
– Adaś… Adam… – powtarzał zduszonym szeptem i gdy poczuł dłoń brata zaciskającą się na swoim penisie zaczął mocniej się w nią wbijać.
Przez chwilę tylko wsłuchiwał się w podniecające skrzypienie sprężyn w starym materacu, a czując jak robi mu się goręcej wcisnął twarz w poduszkę jeszcze mocniej i dyszał w nią chrapliwie.
Nigdy nie potrzebował zbyt wiele i chociaż chciał kochać i dotykać się długo, szybko spuścił się w dłoń Adama.
Mężczyzna całując Marcina po spoconej szyi falował mocniej biodrami, a gdy nastolatek doszedł zaczął masować go po szczupłym torsie wcierając w jego skórę nasienie.
– Nowy rekord, co? – zamruczał mu do ucha i wycofał się nieco. Gdy ujął swoją męskość u nasady zaczął przesuwać jej czubkiem po rowku chłopaka i oparł czoło o jego kark. Nadal czuł jak ciało Marcina drży, a ten próbuje uspokoić oddech.
Chłopak jęknął cicho i po chwili spróbował odwrócić się ku niemu, ale Adam jak zwykle przytrzymał go mocno tyłem do siebie.
– Adam… – jęknął nastolatek i wypiął się tylko mocniej. – Wsuń się… – zachęcał. – Wiem, że chcesz. Adam… – mówił drżącym szeptem wsłuchując się w jego ciężkie oddechy za sobą. – Adaś… – dodał prosząco.
Nieruchomiejąc nasłuchiwał ruchów mężczyzny i przez kilka jeszcze chwil próbował go zachęcić do siebie, jednak gdy poczuł jak Adam strzela na jego pośladki skrzywił się i zacisnął dłoń na kołdrze.
– Jesteś najgorszy… – syknął odsuwając się od niego i wtulając bardziej w zimną ścianę.
Naprawdę był zły. Zły, że Adam go nie wziął, że nawet nie pozwalał mu na siebie patrzeć za długo podczas seksu, że to on decydował kiedy mogą to robić, a kiedy nie. To tak bardzo go złościło! Nienawidził tego uczucia, bo chociaż wiedział jak łatwo może nim manipulować, czuł się momentami jak jego zabawka. Jakby Adam tak wobec niego uległy, nadal był ponad nim – silny i niezależny. Uwielbiał to w nim z jednej strony, a z drugiej irytował się bardzo, mając wrażenie, że jeszcze kilka takich razów i mężczyzna naprawdę go zostawi i odepchnie. Przestanie go chcieć, wmówi sobie że ‚nie powinni’ i nauczy się mu odmawiać. Tego chyba Marcin bał się najbardziej.
– Nienawidzę cię, Adam… czemu mi to robisz? – dodał łamiącym się głosem by wzbudzić w nim wyrzuty sumienia – Jesteś najgorszy… – powtórzył i wcisnął twarz w poduszkę.
Adam odetchnął tylko i przełknął gorycz stojącą mu w gardle. Jednym ruchem podciągnął bokserki i zsunął się z łóżka.
– Jestem – dodał chłodnym tonem i sięgnął do swoich ciuchów, z których wyciągnął telefon. – Śpij – polecił bratu i stanął przy biurku. Sięgając do paczki papierosów leżącej na blacie wyjął jednego wargami i zapalił. Przez chwilę wpatrywał się w leżącego do niego tyłem Marcina.
– Przepraszam, Marcin – szepnął i uchylił okno po czym przysiadł na biurku.
– Pierdol się, chuju – warknął chłopak, a Adam tylko zacisnął usta.
Nie odezwał się już ani słowem, nie chcąc ani nakręcać siebie ani nastolatka.
Odblokował więc telefon i ze zblazowanym spojrzeniem odebrał wiadomość. Nie miał pojęcia czy na widok słów napisanych przez Kamila uśmiechnął się lekko czy może skrzywił z niechęcią, ale wpatrując się w nie poczuł się jeszcze gorzej. Od razu przypomniał sobie to zafascynowane spojrzenie jakim mierzył go chłopak i jego niepewność gdy się całowali.
W niektórych chwilach chciał się odciąć od Marcina, nadal pomimo tego ile lat minęło czuł się za niego tak przytłaczająco odpowiedzialny. Wiedział, że nie może sobie pozwolić na inny związek, wiedział jak Marcin zareaguje.
– Nie zostawiaj mnie… – usłyszał po chwili i spiął się mocno. – Adam… proszę…
Przełykając ciężko ślinę wbił wzrok w ekran telefonu i wyświetloną na nim wiadomość.
– Adaś… – powtórzył chłopak i przekręcił się na plecy.
Mężczyzna z żalem odłożył komórkę na bok i wyrzucił niedopalonego papierosa przez okno.
– Dlaczego mi to robisz? Mam tylko ciebie…
– Mówisz tak tylko dlatego, że cię nie wziąłem? – rzucił nieco chłodno mechanik i spojrzał z góry na chłopaka.
– Nie o to chodzi… odsuwasz się ode mnie. Myślisz, że nie widzę? Żałujesz, tego co jest między nami, prawda? Nie znosisz mnie, nie? – dodał, a Adam zacisnął zęby. – Mam tylko ciebie, Adaś…
Adam przymknął powieki i po chwili wrócił na łóżko i ułożył się obok Marcina.
– Głuptasie… – szepnął ujmując jego twarz w dłonie. – Głupku mały. Też mam tylko ciebie, pamiętasz? Obiecałem ci kiedyś, że zawsze będę przy tobie, bo tylko na siebie możemy liczyć – dodał lecz tak naprawdę niczego nie żałował bardziej niż tych słów. – Jesteś moim małym braciszkiem – dodał to, co zawsze wszystko tłumaczyło. Bo na kim innym miał Marcin polegać? Na ojcu? Na matce? Swoich bogatych znajomych? Miał tylko jego, a i on sam przez lata przywykł, że dba o chłopaka. Mógł się złościć, mógł się buntować, ale i tak wiedział, że na zawsze już są związani w tej relacji. Przecież gdyby tylko chciał odepchnąłby go, zostawił, przecież potrafił być stanowczy i nieugięty. Tylko że to był Marcin. Jego mały Marcin, którego musiał chronić i dbać o niego. Co zrobiłby Marcin bez niego? A on sam? Co by mu zostało, gdyby go stracił?
Nastolatek pokiwał głową i wychylił się do jego ust, by pocałować je lekko.
– Nie zostawiaj mnie… – szepnął i wtulił się w jego tors. – Mam tylko ciebie… – wydusił dbając, by jego głos załamał się w odpowiednim momencie.

Reklamy

13 thoughts on “Synowie Rosemary 04 – Bracia

  1. Długo mnie tu nie było, ale w końcu wróciłam. Mam nadzieję, że na dłużej.
    Kamila pokochałam, jak tylko się pojawił. Jest słodki i uroczy i mam nadzieję, że będzie z Adamem. Nie podoba mi się to, co jest między mechanikiem a jego bratem. Te relacje nie są zdrowe, ale o dziwo nie dlatego, że są rodzeństwem. Marcin może i kocha swojego brata i może nie tylko braterską miłością, ale i tą romantyczną, ale wyraźnie widać, że Adam chce to skończyć. Nie wiem, czy Marcin się mści na bratu w ten sposób, czy naprawdę aż tak mu zależy, że za wszelką cenę chce zatrzymać przy sobie, że nie liczy się z jego uczuciami, ale żadna z tych opcji mi się nie podoba i nie usprawiedliwia chłopaka. Może i Adam to wszystko zaczął, bo dopadła go chwila słabości i jest to głównie jego wina, ale chce to skończyć i Marcin powinien mu na to pozwolić, a nie zatrzymywać go na siłę. Chyba że coś źle zrozumiałam i Adam oszukuje sam siebie, mówiąc, że nie chce ciągnąć z bratem tego typu relacji, to wtedy inna sprawa. Mimo wszystko nie podoba mi się zachowanie Marcina, który jest istnym przeciwieństwem Kamila.
    Ok, lecę czytać dalej, bo jestem ciekawa, jak to się rozwinie.

  2. Normalnie nie mogę, na początku myślałam, biedny Marcinek pokrzywdzony przez los, chłopak szuka miłości i w ogóle zagubiony a teraz zmieniłam zdanie. Biednym Marcinkiem to on nie jest, bliżej mu do małego perfidnego hipokryty i popapranego manipulanta co gorsza manipuluje osobę, która jak twierdzi kocha nie tylko miłości braterska ale tą romantyczną. No normalnie ,aż mnie coś bierze. Może i Adam to zaczął ale z tego co się doczytałam to było zagubienie a teraz widać ,że chciałby to skończyć ale Marcin cały czas robi z siebie skrzywdzonego przez los chłopaczka ale nie przesadzajmy jak by chciał to by sobie zbudował normalny związek bez manipulacji i grania na emocjach , szczerze nienawidzę czegoś takiego. Szkoda mi tylko Adama bo dobry chłopak mam nadzieje, że z tym loczkowatym Kamilem mu się ułoży i w końcu skończy to chore związek czy jak to zwać z bratem. Tak w ogóle to nie mam nic do kazirodztwa, każdy szuka szczęścia i każdy ma do niego prawo ale nie tak jak to robi Marcin dla mnie to już chore jest. Jakby obaj byli z tego zadowoleni i pewni ,że taki coś im odpowiada to oki ale Marcin wyczuwa ,że Adaś chce to skończyć i mu nie pozwala.
    Boże ale się rozpisałam ale normalnie się zbulwersowałam,jeszcze jak rozwali małżeństwo kierując się tylko i wyłącznie zakładem niczym więcej a na to się zapowiada to nie wiem czy będzie szansa ,że znajdą jakiś plusy w postępowaniu Marcina. Moim zdaniem potrzebny mu psycholog i to szybko.
    Chyba to już wszystko wyrzuciłam z siebie co leżało na wątrobie i mi lżej ;p idę czytać dalej i wkurzać się dalej na to co wyrabia ta mała żmijka, podstępna. Mam nadzieje ,że ktoś mu w końcu przytrze nos porządnie dzięki czemu będzie miał na prawdę pretekst do udawania wielce skrzywdzonego przez wszystko i wszystkich chłopca jak to udaje teraz.
    Jak na razie najlepsze opowiadanie:) trzymaj tam dalej weny życzę i pozdrawiam.
    Katarina.

  3. Kurde… Dziewczyno. Wspaniale rozpisane emocje.
    Poruszające. I co jest największą wykładnią dobrego opowiadania/tekstu/historii WKURZA. Chodzę i dumam nad dalszym rozwojem historii już 3 dzien !! Cholera jasna!!! I wiesz co, jestem zdeprawowana czy cos. Ale kibicuje Adamowi i Marcinowi. Jako parze. Wiem wiem powinnam kibicować żeby zbudowali szczęście z kimś innym. Ale nie moge. Uważam ze istnieją relacje i milosc które wykraczają poza tym co jest normalne. Ze nie ma czegoś takiego jak normalność. I że milosc to uczucie które samo wybiera kogo bedzie łączyć. I wie najlepiej. I kurde no weź no. Prosze no! ;) Adam + Marcin, ok? ;)

    1. Dziękuję, dziękuję. *kłania się*<33 I w ogóle~~! JAK JA CIĘ DAWNO NIE WIDZIAŁAM! QuQ
      Nie pozostaje mi nic innego jak cieszyć się, że Cię wkurza. xD
      Wiesz, myślę że tutaj największym problemem nie jest to że są braćmi. Wbrew pozorom. Największym problemem jest chyba Marcin, który jest… cóż… jaki jest. No ale to moje takie dumanie.
      Heh… wiesz ja wiem jak to się skończy i… nie porzucisz mnie, co? Chyba muszę się przygotować na bicie. he….

      <3333

      1. Cały czas jestem tylko cicho :) daj Marcinowi szansę. Może się zmieni… albo i nie :) kurczę z jednej strony chciałabym być w twojej głowie i wszystko już wiedzieć. A z drugiej strony cholera te emocje z rozdziału na rozdział ! Wkurza i to jak!! :) nie martw się wciąż tu jestem i zostanę już zawsze :)

        1. Huhu. Marcin ciągle ma jakieś szanse, ale sama zobacz co on robi. :I
          Hehe, będę torturować Was powoli. C: Dobrzu, dobrzu! Trzymam Cię za słowo! Odzywaj się tylko czasami. <333

  4. Nie podoba mi sie zachowanie Marcina. Manipuluje bratem, traktuje go przedmiotowa tak jakby ten byl laleczka voodoo. Nie rozumiem tylko czemu to robi, skoro Adam zawsze go chronil. Moze to dlatego, ze ten go zostawil po jakims czasie? Albo, ze go wzial, gdy byl jeszcze mlodszy? Oboje sa dosyc dziwni, dziwnie sie zachowali i zachowuja. Nie rozumiem nadal jaki jest sens kazirdczej milosci. Ja np nie wyobrazam sobie uprawiac seksu z kuzynem, bo to takie zenujace stac nawet nago przed kims z rodziny :>

    1. Czemu to robi… myślę, że mimo wszystko i nawet jeżeli – jak twierdzi – kocha Adama, to jednak starszy brat wiele mu odebrał. Z drugiej też strony wiele mu obiecał, tak myślę. Myślę też się skoro to już wszystko miedzy nimi się stało, to wszystko to w pewien sposób determinuje ich zachowania w stosunku, chociażby do siebie wzajemnie. To nie może być łatwe. Z jednej strony to każdy z nich sobie zbiera, prawda? A z drugiej sama nie wiem, którego bardziej mi szkoda…

      No z kuzynem jak z kuzynem dalszym, ale z rodzonym bratem… ech… Inga… >D
      Pozdrawiam!

  5. Tak weszłam teraz z zamiarem napisania komentarza, a tu nic. Nie wiem, co napisać.
    Ta sytuacja jest niezdrowa. Wydaje mi się, że gdyby Adam nie doprowadził do takiej toksycznej relacji między nimi, to mimo wszystko z Marcinem byłoby lepiej, nie byłby tak zdeprawowany. Takie moje gdybanie. Teraz najlepiej by postąpił, gdyby uciął z nim kontakt, zaczął żyć własnym życiem – bo Marcin mu sporo uniemożliwia. Z jednak strony żal mi właśnie Marcina, z drugiej sam jest na tyle zepsuty, że aż ciężko mi te współczucie do niego z siebie wykrzesać. Mam ambiwalentne uczucia względem braci, względem ich postępowania.
    Czekam teraz na rozwój wydarzeń z dyrektorkiem :D Jak daleko Marcin się posunie?
    Pozdrawiam :)

    1. C:
      Myślę, że Adam sobie na to poniekąd zapracował tym co zrobił Marcinowi, ale hej, Marcin też ma głowę. Też ma rozum, szkoda że nie używa go lepiej… heh…
      Marcin niczego nie umożliwia Adamowi, nieukrywajmy, jest chyba jak pijawka, co?
      Jak mówisz – Marcin jest zepsuty, więc sądzę że posunie się naprawdę daleeeko. >D

      Pozdrawiam! C:

  6. Och, kocham, uwielbiam! Relacja między Marcinem a Adamem jest taka nieprostolinijna i niezwykła. Mimo całej tej toksyczności, wciąż jest jakąś formą miłości i wsparcia. Brak mi słów, by opisać, jak bardzo urzeka mnie to opowiadanie <3
    Czekam na kolejne rozdziały, oczywiście z dużą niecierpliwością ^^ Pozdrawiam! <3

    1. Jest to forma miłości na pewno, nie jestem jednak pewna czy to wszystko poszło w dobrym kierunku. Nie chodzi mi tu o pokrewieństwo ale o Marcina i to w jakim kierunku on zmierza…
      Cieszę się, że się podoba! Jak zwykle zapraszam do czytania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s