Synowie Rosemary 05 – Marzenia i koszmary

Sobotni trening już od rana stanowił dla Kamila problem. Cały czas jego myśli błądziły w rejonach czwartkowego spotkania z Adamem. Chłopak pamiętał doskonale jak mężczyzna sam wpisywał mu numer swojego telefonu i jak zachęcał go, by do niego napisać. Kamil przecież wcale o to nie prosił, prawda? I to w jego mniemaniu wykluczało to, że mężczyzna podał mu zły numer, byleby mieć spokój.
Później już całe czwartkowe popołudnie Kamil zastanawiał się co mógłby mu napisać. Chyba z tysiąc razy zaczynał wiadomość, tysiąc razy ją kasował i poprawiał by brzmiała dobrze. By Adam nie pomyślał, że ma na karku napalonego, zafascynowanego nim gówniarza. Cholera, wcale nie był taki! Znaczy, był.
To oczywiste, że się napalił. W końcu tyle już razy widział motocyklistę przed szkołą i marzył o tym, że rozmawiają, że umawiają się i kto wie? Może nawet zostają parą? I teraz, gdy udało im się poznać, jak Kamil mógłby nie mieć jeszcze śmielszych marzeń? Jak mógłby nie drżeć z niecierpliwości? W końcu to było tak, jakby jego sny zaczynały się spełniać.
Może był dziecinny i naiwny, ale z drugiej strony łatwo zauważał, – zupełnie nie będąc zadufanym w sobie – że jest chyba nieco dojrzalszy od reszty chłopaków. Nie był jak oni. Nie myślał i nie gadał non stop o cyckach, zaliczaniu i piciu. Chociaż czasami to robił, oczywiście by sprawiać pozory i by nikt nie zauważył, że w sumie to bardziej pociągają go penisy niż cycki.
Nie chciał zostać odrzucony przez drużynę czy klasę, ale to, że musiał się z tym ukrywać naprawdę czasami sprawiało, że czuł się jak odrealniona kukła grająca Kamila. Nie mógł być tak zupełnie sobą. Nawet wczoraj w szkole skłamał Bartkowi, że motocyklista był kumplem jego starszego brata, a nie facetem, o którym miewał mokre sny.
To było trudne, bardzo, ale we czwartek, kiedy był tylko z Adamem nagle wydawało mu się że te dylematy zeszły na dalszy plan. Przy nim mógł być gejem i to było tak zupełnie dziwne. Kamil nie mógł w to uwierzyć i ekscytował się tym cały późniejszy czas.
Czasami też się zastanawiał czy nie jest jednak zbyt oczywisty ze swoimi preferencjami. Blondyn wydawał się zauważyć je od razu! Chłopak pamiętał jego znaczące, intensywne spojrzenie i gesty jeszcze przy przystanku, które nawet on nie posiadający żadnego doświadczenia mógł określić jako flirt.
Po napisaniu smsa do motocyklisty, niemal stale miał przy sobie telefon i zerkał na niego, by się upewnić, czy Adam przypadkiem nie odpisał, a czy on sam tego nie przegapił.
Blondyn wyglądał na doświadczonego i na pewno już z niejednym spał facetem. Kamil nie łudził się, że byłby dla niego pierwszym, albo że na tym spotkaniu faktycznie grzecznie oglądaliby ten film z podróży, ale chciał w końcu przeżyć jakiekolwiek zbliżenie, a nie wiecznie zadowalać się pornosami i własną ręką! Albo pisaniem na czatach z kolesiami, którzy w całym tym szale zachowywali się jak zwierzęta dążące tylko do ruchania.
Czy chciał tak wiele? Tylko mężczyznę, który powoli wprowadziłby go w to wszystko. Nawet gdyby nie byli ze sobą już do końca życia, to mogliby coś do siebie poczuć, prawda? Być ze sobą kilka miesięcy czy lat, postarać się, dbać o siebie. Tego chciał Kamil, a nie byle kogo chętnego tylko na jego dupę.
Jasne, sam miewał takie dni, kiedy i on myślał tylko o jednym, ale w gruncie rzeczy wolałby chyba już być wieczną dziewicą niż oddać się pierwszemu lepszemu. Chociaż oczywiście, czasami miewał zupełnie inne myśli, a desperacja i samotność kierowały go właśnie na czaty. I dzięki Bogu, wystarczyło tylko kilka wiadomości od ‚napalonego18’, czy też innego ‚wielkiego_pytona0294’ a cała desperacja odchodziła jak ręką odjął.
– Kurwa, Kamil! – usłyszał tubalny głos trenera i aż wyprostował się mocniej oglądając się za piłką, która śmignęła mu obok łokcia. – Weź już, zejdź z boiska, bo nie mogę na ciebie patrzeć dzisiaj – dodał mężczyzna, a chłopak tylko odetchnął ciężej.
– Już, już. Sorry, trenerze – zawołał i poprawił związane w ciasny kucyk włosy.
– Jaką ty dzisiaj grasz siatkówkę, co? – warknął trener stojący poza linią pola i drepczący aż w miejscu. Kamil doskonale wiedział, że musiał go bardzo zirytować, skoro ten aż przeklinał.
– Już…
– Nie, cholera, to już piąta szmata pod rząd, z takim libero to możemy się mierzyć, ale z tymi fryzjerkami z zedezetów – zironizował, a Kamil skrzywił się mocniej.
– Dobra weź stary, już go nie wkurwiaj – mruknął jeden ze stojących niedaleko chłopaków i poklepał go po ramieniu tym samym popychając w kierunku ławek stojących za trenerem.
Kamil odetchnął ciężej i wzruszył ramionami.
– Wojtek, wchodzisz – rzucił jeszcze mężczyzna odnotowując coś na kartce, a kiedy Kamil go mijał złapał to mocniej za ramię. – Co jest? Wczoraj i dzisiaj grasz najbardziej pedalską siatkówkę w swojej historii – zaburczał na niego i posłał mu przenikliwe spojrzenie. Kamil tylko się skrzywił, a przez myśl mu przeszło, że przecież jest pedałem, to wszystko się zgadza.
– Sam nie wiem, jakaś zła passa – wzruszył ramionami i gdy odebrał jeszcze pokrzepiające w założeniu klepnięcie w ramię, podszedł do porzuconej przy ławce torby, na której leżał ręcznik i butelka wody. Od razu też wygrzebał z torby telefon i sprawdził wiadomości. Sam już nie wiedział, czy zdołował się bardziej brakiem odzewu ze strony Adama, czy może przyjął to jako kolejną ‚szmatę’, która po prostu przemknęła obok. Upewnił się jeszcze, że dźwięki ma włączone na całą głośność i nieco zrezygnowany podszedł kosza z piłkami i wyjął jedną. Później już ruszył w kierunku odleglejszej części hali i zaczął zagrywać mocno na ścianę, by zmęczyć się i wypocić wszystkie niepokoje.
Naprawdę liczył na pogłębienie znajomości z Adamem. Wydawało mu się, że mężczyzna jest nim zainteresowany, przecież sam chciał się z nim spotkać. Tymczasem jednak nie odzywał się do niego, nawet nie odpisał na tego durnego smsa. A przecież mógł napisać, że jednak nic z tego, że mu się odmieniło, czy coś w tym stylu. Ale on milczał cały czwartkowy wieczór, cały piątek i cały sobotni poranek. To było dołujące, a Kamil czuł się, jak wystawiona do wiatru głupia panna i nadal oczywiście czekał.
Czasami korciło go, żeby samemu jeszcze raz napisać. Drugiego smsa z czymś żartobliwym, ale nie chciał być nachalny. Naprawdę nie miał już pojęcia co robić. Odpuścić? Po tym jak wypatrywał blondyna pod szkołą? Albo jak słysząc przejeżdżający gdzieś niedaleko motocykl oglądał się czy przypadkiem nie jest to ta czarna japońska bestia?
– Ja pierdole… – westchnął po raz kolejny uderzając mocno piłką. – Nie wytrzymam… – dodał jeszcze i gdy złapał piłkę usiadł na parkiet i zaczął obserwować grających kolegów.
Szybko oczywiście zaczął wspominać pocałunek z Adamem. Pierwszy w jego życiu! Pierwszy pocałunek, pierwszy papieros i pierwsza przejażdżka motocyklem.
Cholera! A może gdyby wtedy zrobili coś więcej, zachęciłby mężczyznę mocniej? Może niepotrzebnie się opierał i powinien właśnie być jak ci panowie z czatów? Tylko, że Adam przecież mówił, że mu się podoba to, że jest jeszcze dziewicą.
Na samą myśl Kamil zaczerwienił się mocno i opadł plecami na podłogę.
Nie miał chłopaka było mu źle, miał kogoś kto chyba jest (był?) nim zainteresowany i jest jeszcze gorzej, a on miał wrażenie, że za chwilę już zacznie się turlać po parkiecie z bezradności.

– Śpiiiisz? – usłyszał nagle i poczuł szturchnięcie w udo. Szybko uchylił powieki, a widząc nad sobą twarz Bartka tylko przekręcił się na bok i objął ciasno piłkę, kuląc się niemal w kłębek. Nawet nie usłyszał kiedy wszyscy zaczęli się rozchodzić, a trener gwizdkiem zakończył ćwiczenia.
– Co jest, co? – dopytał chłopak swoim nieco ochrypłym głosem.
Kamil nie wiedząc w sumie co miałby powiedzieć po chwili usiadł i rzucił krótkie spojrzenie przyjacielowi. Ten za to zmarszczył grube krzaczaste brwi, które niemal zlewały się z przydługą czarną grzywką. Wydął jeszcze usta i oparł dłonie na biodrach.
– Cierpisz? – dopytał typowym dla siebie tonem i spojrzał na niego wyczekująco.
Kamil prychnął i szybko rzucił mu piłką w brzuch.
– Jep… – rzucił i uniósł się z ziemi. – Jak cholera – zaśmiał się by zatuszować to, że naprawdę czuł się nieswojo.
– No i dobrze. Zasłużyłeś po dzisiejszym – powiedział Bartek i pokiwał głową. – A możesz mi powiedzieć, co tobie jest? To niepodobne do pupilka, żeby puszczał takie piłki. I to jeszcze od kogo? Masz świadomość, że zagrywał wtedy Donżuan? – dodał, a Kamil skrzywił się mocno, mając przed oczyma twarz najnowszego nabytku drużyny, który w wielu momentach okazywał się być największą pomyłką.
– No nie… – jęknął. – Ja pierdolę, ale wstyd – dodał, a Bartek walnął go dłonią w plecy i roześmiał głośno.
– No! – zawołał zadowolonym tonem. – Grał prosto na ciebie. W sumie tylko czekałem aż przywali ci w twarz. Może byś się wtedy obudził, księżniczko – zaśmiał się jeszcze.
– No… cholera. Popisałem się dzisiaj… – dodał niezadowolony Kamil i ruszył w kierunku swoich rzeczy.
Bartek śmiał się ciągle i zarzucił mu ramię na kark. Był od niego wyższy więc z łatwością mógł nad nim górować i jak często robił – nazywać od karzełków.
– Trener powiedział, – dodał jeszcze wybitnie zadowolonym tonem, – żebyśmy wybili ci z głowy tę pannicę, bo działa na ciebie destrukcyjnie. No, albo żebyśmy upewnili się, że daje ci dupy, żebyś nie był taki zestresowany – powiedział jeszcze przyciskając go do siebie.
Kamil zaczerwienił się na policzkach i odepchnął od siebie chłopaka.
– Jezuuu… – jęknął. – Jesteście buraki – mruknął chociaż Bartek cały czas się z niego nabijał.
– A i masz złożyć sprzęt, tak powiedział – śmiał się przyjaciel. – Chociaż w tym wypadku, to raczej rozłożyć, co? If you know what I mean – dodał i poruszył sugestywnie brwiami.
– Ja pierdolę, co tobie jest dzisiaj? – warknął Kamil i zaczął zbierać piłki do kosza.
Bartek za to rozłożył się na ławce i przyglądał mu się rozbawiony.
– Wiesz, jestem oburzony, że nic mi nie powiedziałeś – dodał. – Komu jak komu…
– Nie muszę ci mówić wszystkiego – podsumował Kamil i przywrócił oczyma podjeżdżając wózkiem dalej.
– No, ale taka nowina. Przestaniesz w końcu być takim głupim prawiczkiem – zaśmiał się przyjaciel, i zaraz uchylił się ze śmiechem widząc lecącą w jego stronę piłkę.
– Powiedział najbardziej rozchwytywany zaganiacz w mieście – zakpił Kamil i pokręcił głową. – Może martw się o własne dziewictwo, co?
Bartek zaśmiał się głośno i pokręcił głową.
– Ale twoje bardziej mnie w tej chwili pociąga – odparł niezrażony minami chłopaka i pociągnął spory łyk z butelki wody. Oczywiście tej należącej do Kamila. – To powiesz mi, jaka ona jest? Mmm? Możesz zacząć od mądra i inteligentna, później przejść do wymiarów.
Kamil zastanowił się chwilę i uśmiechnął pod nosem. Nie miał pojęcia jakie wymiary powinien mieć idealny facet, ale czuł, że Adam jest niebezpiecznie blisko nich. No i jakie powinien wziąć pod uwagę? Klatkę piersiową, pas i biodra? Czy może zgoła coś innego?, pomyślał i zaczerwienił się nieznacznie. To oczywiście nie uszło uwadze Bartka, który zawył głośno.
– Uhuhuu… O czym ty myślisz, mm? – zaśmiał się. – Na pewno nie uwierzę, że o jej bogatym wnętrzu – dodał prześmiewczo, a Kamil spojrzał na niego krótko.
Serce zaczęło walić mu mocniej, gdy pomyślał, że jakimś cudem Bartek mógł mieć wgląd w jego myśli, w których aktualnie kształtowało się wyobrażenie penisa motocyklisty. Zaczerwieniony mocniej, odwrócił się od przyjaciela i zaczął zbierać piłki z większą werwą starając się ignorować śmiech nabijającego się niego bruneta.
– Hej, telefon! – wydarł się nagle Bartek, a chłopak obejrzał się na niego. – Ja pierdolę, jak tak będziesz o niej dumał to wylecisz z drużyny, nawet jeżeli jesteś pupilkiem… – chichotał, a Kamil biegiem rzucił się w stronę torby, w której już grzebał Bartek.
– Ada…? – zachichotał chłopak i już miał odbierać, kiedy Kamil dopadł do niego i wyrwał mu telefon z ręki.
‚Boże, Boże…’ – powtarzał w duchu i niemal się zaśmiał widząc na wyświetlaczy te trzy literki.
– Ta… tak? – rzucił szybko odbierając i przyciskając telefon do ucha.
– Kamil? – usłyszał po drugiej stronie ten wibrujący głos. Jęknął niemal gdy Bartek dopadł do niego z boku chcąc podsłuchać rozmowę. Na oślep sięgnął palcem do przycisku by ściszyć głośność.
– Tak… – wydusił starając się odsunąć od siebie przyjaciela – Och… tak. – potwierdził żywo kiwając głową.
Adam po drugiej stronie słuchawki zamilkł na kilka chwil, podczas których Kamil za wszelką cenę starał się uwolnić od nachalnego chłopaka.
– Nie przeszkadzam? – zapytał w końcu motocyklista niskim tonem, a Kamil aż jęknął cichutko.
– Nie, nie… coś ty! – zawołał szybko i spojrzał błagalnie na przyjaciela. – Po porostu Bartek mi wisi na ramieniu i… no… wiesz… – wydusił, rozpaczliwie pragnąc, by przyjaciel rozpłynął się w powietrzu.
Adam za to zaśmiał się ponownie.
– Nmmm… to pewnie nie za bardzo możesz gadać? – dopytał. – Czy może wręcz przeciwnie, mmm?
– No… nie za bardzo – przyznał Kamil odpychając od siebie ręce bruneta. – Ale… ale no… czekałem, wiesz? – dodał przełykając ciężej ślinę i czując wchodzące na policzki gorąco.
Bartek aż zesztywniał dostrzegając to i spojrzał na niego zaskoczony.
– Przepraszam – westchnął Adam. – Miałem trochę rodzinnych spraw do załatwienia, ale pamiętałem ciągle, że na dzisiaj jesteśmy umówieni – zapewnił, a Kamil uśmiechnął się mimowolnie i odsunął od Bartka dalej. – O ile nadal masz ochotę – usłyszał i aż przygryzł wargę.
– Pewnie! Jasne, że tak! – zawołał ściskając mocno komórkę w drżącej dłoni. – Pewnie… Ada… – zaciął się i pokręcił głową.
– No już, już… – wciął się motocyklista z tubalnym śmiechem. – To może o osiemnastej? Pasuje ci?
– Oczywiście!
– Podjechać po ciebie?
– N-nie… przyjadę autobusem… – westchnął Kamil pewien, że nawet na piechotę by poszedł, nieważne jak daleko.
– To wyślę ci adres smsem, okej? Żebyś nie zapomniał – niemal zamruczał Adam, a Kamil czuł jak cały drży z ekscytacji.
– Dobrze, okej! – rzucił szybko i odetchnął głęboko. – Ale… na pewno to nie problem? – dopytał ciszej, a mężczyzna zaśmiał się głośno.
– Kamil, daj spokój. Mówiłem już, nie? Chciałbym cię bliżej… poznać. Zobaczysz będzie fajnie, a ja obiecuję trzymać ręce przy sobie… oczywiście w granicach rozsądku – dodał.
– Yy… no wiem, wiem. To do zobaczenia, co? Jak coś to się odezwę jeszcze – zapewnił i obejrzał się w końcu na Bartka, który przypatrywał mu się sceptycznie.
– Jasne, to pa.
– Pa… – westchnął Kamil i gdy blondyn się rozłączył wsłuchiwał się jeszcze w sygnał w telefonie.
W końcu jednak oblizał usta, które same zaczynały rozciągać mu się w uśmiechu i odwrócił się w stronę przyjaciela.
– Ja… pierdolę… – wydusił i potarł oczy dłońmi. – Ja pierdolę, Bartek! – wydarł się w końcu i doskoczył do niego ze śmiechem. – Nie chcę się chwalić, ale czuję, że już nie na długo pozostaniemy braćmi w mrokach celibatu – zachichotał i szturchnął go mocno. – Ja pierdolę…! – krzyknął jeszcze i chociaż był niższy niż Bartek zarzucił mu ramię na szyję. – Ale nie bój się, nie bój, zejdę czasami do ciebie otoczony oparami seksu… – żartował dalej zupełnie się zapominając.
Bartek skrzywił się, ale zaraz roześmiał się głośno.
– Ta… no już, już. Nie ekscytuj się tak, bo ci nie stanie – zaśmiał się odsuwając się od niego.
– Spokojnie, Bartek… cholera – zaśmiał się jeszcze i wrócił do sprzątania zupełnie już nie przejmując się docinkami przyjaciela odnośnie jego ‚uroczych rumieńców’ i ‚ciała drżącego jak osika’.

Cały dzień siedział jak na szpilkach. Śmiał się z siebie, że się szykuje na randkę jak dziewczyna, ale musiał czymś się zająć. Przygotować się na wszystko. Nie mógł być pewien co się wydarzy tego wieczora, ale był tak zaślepiony szczęściem, że niemal chodził po ścianach. Wykąpał się porządnie, największą uwagę skupiając oczywiście w wiadomych miejscach i snuł fantastyczne wizje ich spotkania. Przed wyjściem oczywiście sto razy poprawiał sterczące na wszystkie strony sprężynki i nawet ojciec i siostra zaczęli się z niego nabijać, że szykuje się na randkę.
Kamil miał wrażenie, że jeszcze chwila i ojciec zacznie mu wpychać w ręce gumki, więc gdy ten zaproponował mu podwózkę szybko się pożegnał i popędził na autobus. Jeszcze tego mu brakowało!
Kiedy był już na starym rynku uważniej przyglądał się kamieniczkom i w końcu odnalazł tę właściwą, a jego serce i żołądek zdawały się wariować.
Co on robił? Ponownie myślał o tym jak jest naiwny. Nie znał Adama, mężczyzna był starszy, z każdej strony wyglądał na niezłe ziółko i mieli spotkać się u niego. W jednej chwili chłopak miewał tragiczne wizje siebie – głupiego, wykorzystanego chłopaka, a w drugiej, ciężko było mu uwierzyć, że Adam mógłby chcieć go skrzywdzić. Chłopak nie chciał popadać w paranoję, ale to był jego pierwszy raz. Pierwszy facet, pierwsza randka, To oczywiste, że się bał! Każdy posiadający odrobinę rozsądku by się bał.
Kiedy wszedł w bramę poprawił jeszcze czapkę i sprawdził godzinę. Był o dwadzieścia minut za wcześnie, ale gdyby pojechał późniejszym autobusem, spóźniłby się piętnaście! Nie chciał się spóźnić i zrobić na Adamie złego wrażenia, ale z drugiej strony jak był tak wcześnie to może mężczyzna uzna go za nadgorliwego napaleńca?
Kamil jęknął cicho i oparł się o ścianę przy drzwiach. Może powinien poczekać chociaż z dziesięć minut? To niby niedługo, pomyślał i potarł twarz rękoma.
Gdy tak stał i dumał, szybko doszedł do wniosku, że jest jakiś głupi, że przesadza, że zaczyna świrować. Przybierając zaciekłą minę w końcu nacisnął guzik od domofonu i zaczął nasłuchiwać.
– Tak? – usłyszał po kilkunastu dłużących się sekundach.
– No… to ja, Kamil. Jestem trochę wcześniej bo… tak miałem autobus i no… – zaczął się plątać i zaczerwienił mocniej. Ale Adam roześmiał się tylko głośno i zaraz otworzył mu drzwi.
– Super. Właź, to pierwsze drzwi po prawej – rzucił nim chłopak usłyszał jak odkłada słuchawkę.
– O… okej.. – mruknął do siebie Kamil i wszedł na klatkę schodową.
Na nieco drżących nogach pokonał schody i zatrzymał się przed drzwiami. Nim zdążył zapukać te uchyliły się, a jego wzrok padł na tors Adama skryty pod ciemną koszulką bez rękawów.
Kamil uśmiechnął się lekko dostrzegając jak ponad złotym napisem ‚KISS’, spod nieco przeźroczystego materiału, wygląda srebrny wisiorek i uniósł wzrok jeszcze wyżej by spojrzeć w twarz mężczyzny.
– Cześć – powiedział w końcu i przygryzł wargę, by nie śmiać się jak głupek.
Motocyklista skinął głową i pochylił się do niego, by pocałować go lekko w wargi zaraz wciągnął go do środka.
– No hej. Trafiłeś bez problemu? – dopytał, a chłopak szybko pokiwał, rozpinając kurtkę. Westchnął jeszcze na widok stojącego w przejściu motocykla i zaraz ściągnął z głowy czapkę.
– Jasne – odparł upychając ją w kieszeni i zaraz rozebrał się z kurtki – Tylko te autobusy… gdybym pojechał późniejszym to bym się trochę spóźnił – usprawiedliwiał się.
– Daj już spokój. Faktycznie, dziesięć minut przed czasem przyszedłeś, ale to przecież nic takiego – powiedział Adam zabierając mu kurtkę i odwieszając ją na wieszak. – Nie masz się czym przejmować – zaśmiał się i zaraz złapał go za rękę i pociągnął dalej w głąb mieszkania.
Kamil odetchnął ponownie wzrokiem chłonąc nieco zawalone pomieszczenie, które chyba stanowiło całe mieszkanko. Jego wystrój strasznie pasował do Adama – począwszy od łóżka z rozkopaną, ciemną pościelą, poprzez nieliczne plakaty na ścianach, aż do walających się przy jednym ze stolików płyt i kluczy.
– Chcesz się rozejrzeć? – zaśmiał się Adam zatrzymując się przy kanapie i uśmiechnął się do niego. Kamil tylko westchnął i zaśmiał się cicho.
– No wiesz, nie wiem czy to ma jakikolwiek sens, bo wszystko i tak jest na wierzchu – zaśmiał się odrywając spojrzenie od stolika przy jednej ze ścian, na którym walały się jakieś części, pewnie od motocykla, jak pomyślał.
Adam zaśmiał się i pchnął go na kanapę.
– W sumie racja. Siadaj – rzucił i ruszył do lodówki. – To jak ci minął dzień? – zapytał i otworzył ją po czym wyjął dwie butelki piwa.
Kamil korzystając z okazji wpatrywał się w niego mocno z zachwytem i dopiero gdy ten wracał, przeniósł wzrok na stolik przed kanapą i walające się na nim papiery. Od razu było widać, że na Adamie to spotkanie nie wywołało żadnej wielkiej presji. On sam pewnie wysprzątałby cały pokój, dom i podwórze, gdyby miał go do siebie zaprosić.
– No byłem na treningu rano, a później, jak wróciłem, był już obiad, poturlałem się trochę po domu i jestem – uśmiechnął się i spojrzał na mężczyznę.
– A co trenujesz? – dopytał blondyn podchodząc do niego i dając mu butelkę. Od razu dostrzegł niepewne spojrzenie chłopaka, który jednak przyjął piwo i uśmiechnął się lekko.
– Siatkówkę – powiedział z widocznie zadowoloną miną. – Już od hm… piątej klasy podstawówki? – uściślił i przygryzając wargę odkręcił kapsel. Strasznie nie lubił piwa, ale przecież głupio było odmówić. Upił niewielki łyk i powstrzymał się przez skrzywieniem buzi.
– Super! A na jakiej grasz pozycji? – dopytał Adam rozsiadając się na kanapie. – Nie jesteś zbyt wysoki jak na siatkarza, co? Pewnie libero? – dodał, a chłopak wyszczerzył się i pokiwał głową. Adam jednak zrobił zabawną minę i oparł rękę za nim na oparciu kanapy.
– Co? – zaśmiał się Kamil – Nie mów, że mi współczujesz… – zachichotał.
– No to trochę smutne być libero. Chyba – zaczął mężczyzna i podrapał się po karku. – Zawsze najwięcej chwały zdobywają atakujący, co? – dodał, a chłopak zaśmiał się głośno. – No co… z tego co tam się orientuję z telewizji, ale nie musi to być prawda, będąc libero skupiasz się tylko na odbiorze, nie zagrywasz, nie blokujesz… Tylko latasz tam taki malutki i w dodatku w innym niż reszta składu stroju. To smutne. Jesteście teamem, a ty musisz być inny.
– Wiesz, takie międzyszkolne rozgrywki to trochę się różnią od mistrzostw świata – zaśmiał się rozluźniony Kamil. – Poza tym bez dobrego libero, nawet mając świetnych atakujących jest ciężko. Dobry odbiór to podstawa – dodał pewnie i wziął kolejny łyk piwa.
– Czyli co? Nie muszę cię pocieszać? – rzucił Adam niższym tonem i uśmiechnął się w tak absolutnie uroczy sposób, że chłopak aż zastygł i zapatrzył się na niego gotów przyznać, że będąc libero czuje się zupełnie źle i samotnie na boisku.
– Hee… wiesz… – zająknął się i napił się piwa po czym skrzywił już odruchowo. – Na potrzeby naszych spotkań mogę udawać, że jestem samotnym, odrzuconym libero… – odważył się powiedzieć na co Adam zaśmiał się głośno. Pochylił się do niego i pocałował go lekko w policzek i pogłaskał po głowie.
– Nie, nie musisz udawać, żebym miał ochotę cię przytulać i dotykać – zapewnił, a chłopak zarumienił się jeszcze mocniej i oblizał wargi.
– Nmmm… to co? – zapytał po kilku chwilach. – Oglądamy ten film? – zapytał, a Adam odetchnął ciężej.
– No właśnie nie – powiedział i spojrzał na niego przepraszająco. – Ten miałem na płycie – dodał i odstawił butelkę na stolik i zaczął szukać czegoś pod papierami. – Na tej dokładnie – dodał wyciągając w końcu niebieski krążek z napisem ‚BERLIN’. – Ale jest już tak porysowana, że nie mogę jej odtworzyć – przyznał. – Trochę szkoda, ale może ktoś ma ze znajomych to kiedyś sobie przegram. W zamian za to możemy obejrzeć sobie coś innego. Co lubisz? – dopytał opadając ponownie na kanapę tym razem jednak bliżej Kamila.
Chłopak odetchnął czując ciepło bijące od mężczyzny i zastanowił się chwilę.
– Lubię filmy o zombiakach – powiedział w końcu i uśmiechnął się lekko, – albo thrillery. A ty?
– Ja chyba bardziej filmy akcji, ale nie mam za dużo czasu by oglądać. Czasami jak przychodzi mój brat to… to oglądamy – powiedział, a Kamil spojrzał na niego uważniej, dostrzegając cień przebiegający po twarzy mężczyzny.
– Masz brata? – dopytał stukając palcami w szyjkę butelki.
– Tak. Marcina. Chodzi do twojej szkoły – powiedział mężczyzna i sięgnął po butelkę stojącą na stoliku.
– Oo… Marcin? Marcin Szmidt? – zaskoczył brunet i aż spojrzał na Adama żywiej. – Rety.. teraz widzę, faktycznie… podobni jesteście strasznie – zaśmiał się pokręcił głową. – To pewnie dlatego miałem wrażenie, że się spotkaliśmy już dawniej.
– Znasz go? – dopytał Adam starając się robić dobrą minę do złej gry, bo czuł jak nastrój o który się starał przez ostatnie godziny, szybko z niego ulatuje.
– No… w naszej szkole to chyba wszyscy go znają – powiedział Kamil. – Taki z niego trochę… buntownik? Zawsze jak jest jakaś afera to Marcin jest pierwszy podejrzany i szybko okazuje się, że też jest w nią zamieszany – zaśmiał się jeszcze i pokręcił głową. – Ale tak szczerze to się tym nie interesuję, bo moje życie to tylko szkoła i treningi, i nauka – dodał i przygryzł wargę.
– No dobrze, nie będziemy chyba gadać o moim bracie, co? – zaśmiał się Adam nieco sztucznie i przysunął od Kamila bardziej – Kogo on teraz obchodzi… – dodał i wsunął dłoń na udo Kamila.
Chłopak zadrżał widocznie i wcisnął plecami w oparcie kanapy.
– Nn… no mnie na pewno nie… – powiedział i wychylił się by odstawić butelkę na stolik.
Adam uśmiechnął się szerzej i zrobił to samo, po czym pochylił się już nad brunetem, wsuwając dłonie na jego biodra. Nie zamierzał dać sobie zepsuć humoru, po tym jak pod niemal dwóch dniach udręki po spotkaniu z bratem, w miarę odzyskał siebie.
O ile jeszcze spotykali się tutaj, jakoś łatwiej było mu się od wszystkiego odciąć. Ale gdy byli w domu, gdy w domu uprawiali seks, z ojcem i matką za ścianą, czuł się jakby robił coś najgorszego. Tutaj było inaczej. To było śmieszne i irracjonalne, ale tu było inaczej. Nie był więźniem Marcina, umiał mu się czasami sprzeciwić, być ostrzejszym. A w domu? W domu był jak rozgotowana klucha, którą chłopak lepił wedle swojego widzimisię i ustawiał go jak tylko chciał.
– No właśnie – szepnął i pocałował go lekko, a Kamil aż jęknął w jego usta i nieco niepewnie wsunął ręce na jego szyję. – To chyba już wiem, co będziemy oglądać… A raczej, co ja będę – zamruczał i powoli pogłębił pocałunek.
Chłopak zaczerwienił się mocniej i zakręcił się na kanapie.
– Nmm… a… a powiesz mi… coś więcej? – szepnął chrapliwie, gdy Adam skubał jego wargi i masował po udach.
– A co byś chciał wiedzieć? – dopytał wsuwając powoli dłoń pod jego bluzę i koszulkę, i zaciskając palce na jego skórze.
– Och… no może, czym się zajmujesz? – westchnął Kamil oddychając głębiej.
– Jestem mechanikiem – odparł Adam zjeżdżając ustami na szyję chłopaka. Gdy tylko jej dotknął, ten skulił się mocno i jęknął, oblizując wargi. – A teraz ty mi powiedz czy miałeś już wcześniej chłopaka, mmm? – dopytał zakrywając go mocniej swoim ciałem.
Kamil odetchnął drżąco i spojrzał na mężczyznę z ogromną dawką podniecenia i niepewności w oczach.
– Ale… – zająknął się zapierając się nieco dłońmi. – Znaczy, wiesz przecież…
Adam zaśmiał się i pochylił do jego warg.
– No wiem, ale chcę wiedzieć czy całuję ciebie też jako pierwszy – powiedział doskonale już znając na to odpowiedz.
Kamil zaczerwienił się mocno i przełknął ciężko ślinę.
– Tak… bo wiesz, ja nie chcę… tak z byle kim – powiedział wpatrując się w jego oczy.
Mechanik pokiwał głową i ponownie przysunął do jego warg.
– Nie jestem byle kim – powiedział. – Intrygujesz mnie i podobasz mi się – westchnął masując dłonią jego biodro. – I to fajnie być pierwszym dla takiego miłego chłopaka – dodał i sięgnął do jego ucha.
Zaśmiał się cicho, czując jak Kamil napina się i zaczyna dygotać pod jego ustami. Dłonią powoli masował jego ciało, rejestrując, że i chłopak niepewnie zaczyna przesuwać dłońmi po jego torsie.
Kiedy złapał jego wargi w pocałunek, nie mógł powstrzymać uśmiechu, gdy czuł niepewność i brak doświadczenia bruneta.
Ten był tak inny od Marcina. O wiele, wiele lepszy. Adam nie miał wątpliwości, że tak było. Na przestrzeni tych dwóch dni, gdy wahał się czy odpisać chłopakowi niejednokrotnie dochodził do wniosku, że gdyby się oparł bratu, postarał się znaleźć kogoś normalnego, może jeszcze coś by z niego było. Może jego życie stałoby się lepsze i przede wszystkim szczęśliwsze.
– Jesteś słodki – szepnął pieszcząc go niespiesznie i w końcu wsunął dłoń między uda chłopaka. Nie trudno było mu dostrzec zauroczenie Kamila i to, jak bardzo ten stara u niego zapunktować. Chociażby to piwo. Adam widział, jak chłopak je męczy, widział też jak drży pod jego ustami i czasami chce go też chyba powstrzymać przed kolejnym ruchem.
– Spokojnie – szepnął gdy brunet po raz kolejny złapał go za nadgarstek. – Tylko trochę cię dotknę, głuptasie – zamruczał obcałowując ucho chłopaka. Czuł na ręku buchające od jego krocza gorąco i to, że zaledwie po tych kilku chwilach pieszczot jego penis był już zupełnie twardy.
Kiedy zerknął na jego rozpalone policzki, uśmiechnął się i pocałował go w jeden z nich.
Kamil za to oddychając łapczywie, zaciskał mocno powieki. Niby liczył się z tym, ale i tak taki dotyk był dla niego zupełną nowością i wielkim, ogromnym przeżyciem.
– Poczekaj… Adam… – jęknął i ponownie złapał go za nadgarstek, gdy uświadomił sobie, że palce blondyna są już za pasem jego spodni. – Nnnn… poczekaj… – wydusił.
Adam przypadł do jego ucha wargami i zaczął pieścić je mocniej. Pociągnął go lekko pod siebie, tak by Kamil oparł się głową o podłokietnik i wsunął się między jego uda.
– Nie…! – jęknął chłopak i zaparł się mocniej rękoma.
– Cii… – westchnął mężczyzna. – Będzie naprawdę miło. Zrelaksuj się, nie zrobię ci nic złego – westchnął dociskając się do jego krocza własnym członkiem i zafalował mocno biodrami.
Ten jeden ruch sprawił się Kamil niemal od razu doszedł, a w każdym razie otworzył szeroko oczy i zesztywniał porażony nowym wrażeniem.
Boże, nie był głupi. Adam był dorosłym mężczyzną, na pewno na coś liczył. Wcale nie musiał na niego uważać, ani obchodzić się z nim jak z jajkiem. Na pewno coś mu się należało. Na pewno, powtarzał sobie w myślach przejęty.
– Adam…! – jęknął gdy mechanik ponownie otarł się o niego mocno.
Blondyn uśmiechnął się do niego krzywo i pocałował głęboko.
– Nie krępuj się – szepnął przy jego wargach i zaraz zaczął przesuwać pocałunki w kierunku ucha chłopaka. – Nauczę cię wszystkiego, wiesz? Zobaczysz, Kamil… – westchnął i ponownie poruszył się posuwiście.
– Och! A-ale… – zaczął brunet i wygiął się pod ciałem kochanka. – Ja…
– Nmm? – zamruczał mężczyzna całując go niespiesznie i wsłuchując się w jego łapczywe oddechy. – Tak jest dobrze, co? – szepnął bujając biodrami. – Czujesz? – dopytał oblizując lekko jego ucho. – Czujesz go? – westchnął, a Kamil jęknął płaczliwie.
– Tak…! Adam… Haaa… czuję… – drżał mocno zaciskając palce na jego barkach. Czuł twardość na własnym penisie i wręcz wariował, bo każdy jego zmysł skupiał się właśnie na tym. Tylko na tym, a spazmy przechodzące jego ciało zdawały się zagłuszać zdrowy rozsądek.
– Jeju…! – jęknął wyższym głosem o ścisnął mocno uda na bokach poruszającego się na nim mężczyzny. – Nnn….! – jęknął nim zacisnął mocno oczy i zęby. Nie chciał być śmieszny i nie chciał piszczeć, ale było mu tak dobrze, tak wspaniale!
W końcu też oddychając ciężko przez nos podrzucił mocno biodrami i drżąc w ramionach Adama doszedł w bieliznę. Czuł jak ubrania lepię się do jego spoconego ciała. Czuł jak wszystko w nim drży mocno i wręcz rozpływa z przyjemności.
Kiedy uchylił powieki dostrzegł jak Adam sam zaciska usta i nadal poruszając się mocno sam chyba stara się zaspokoić. Westchnął głośniej czując jak ten podrzuca biodrami i oddycha ciężko.
– Kurwa! – syknął po chwili mechanik i zsunął się z niego po czym wyciągnął z kieszeni telefon. Dopiero wtedy doszedł do Kamila dźwięk wibracji, jakby chłopak dopiero teraz odzyskiwał zmysły.
Adam zerknął krótko na wyświetlacz, a w jego oczach Kamil dostrzegł coś tak zimnego, że aż poczuł się nieswojo tak pod nim.
– Czego? – syknął. – Czego znowu chcesz? Przeszkadzasz mi! – rzucił między ciężkimi oddechami.
Kamil oblizał usta i powoli wysunął spod jego ciała i skulił w kąciku kanapy. – Nie, nie! Nie przychodź… We czwartek? – dodał ironicznie, w ogóle nie dostrzegając chyba chłopaka – Nie! Daj mi odetchnąć! Nie… nie obchodzi mnie to… Nie. To nie twoja sprawa. Przestań… kłamiesz! Znowu kłamiesz, co? – dodał pewnym tonem i wstał z miejsca.
Kamil wpatrywał się w niego niepewnie, czując jak mocno wali mu serce. Sam już nie wiedział czy to od tego przed chwilą, czy może ze strachu. Adam wydawał się być zupełnie obcy, ale zaraz, zaraz… czy on w ogóle go znał?
– Nie… – warknął blondyn do słuchawki już nieco spokojniej. – Nie potrzebuję… Poczekaj, poczekaj! – dodał i obejrzał się w końcu na Kamila i zacisnął zęby. – Poczekaj…. Co się stało? Tak wiem, imieniny… Jak zwykle… Dobrze… Przyjdź… Nhm… Pamiętam. Na razie – dodał i wyłączył telefon.
Widząc wystraszonego Kamila przetarł twarz ręką i odetchnął głęboko.
– Posłuchaj, Kamil… – zaczął i podszedł do niego.
Brunet napiął się lekko i zmarszczył brwi. Widział, że Adam jest zdenerwowany i nie czuł się z tym do końca bezpiecznie.
– Coś się stało? – dopytał nieco chrapliwie chłopak, wstydząc się spojrzeć blondynowi w oczy. – Jesteś zły…
– Przepraszam… – westchnął Adam i pogłaskał go po policzku. – To… rodzinna sprawa. Mógłbyś już wrócić do domu? Będziesz miał autobus? – dopytał, a Kamil tylko posłał mu zawiedzione spojrzenie. – Jeżeli nie to szybko cię odwiozę – dodał, a chłopak pokręcił głową.
– Nie, nie trzeba… A mógłbym, tylko do łazienki na chwilę? – zapytał skrępowany i zawstydzony.
Adam szybko pokiwał głową i wskazał mu drzwi.
Chłopak ruszył w ich stronę, a kiedy za nimi zniknął, mężczyzna zaklął ze złości.
Czego on od niego chce? Ten pieprzony Marcin? Każdy, każdy najlepszy moment w jego życiu zawsze musiał być psuty właśnie przez niego! Nigdy nie mógł mu dać ochłonąć, nigdy nie mógł sobie sam poradzić. Zawsze tu przyłaził, zawsze mu przeszkadzał. I teraz, i dawniej. Dawniej też tak było. Był tylko Marcin, tylko on. Dla niego Adam rezygnował ze swojego życia i przyjemności, dla niego zawsze się poświęcał.
Ale do ciężkiego chuja, jak miał mu odmówić słysząc ten jego głos? Proszący głos, wystraszonego Marcinka, który bał się balującego z kolegami ojca. Nie mógł go zostawić, jeszcze nie dzisiaj.
Mechanik westchnął i zgarnął z komódki paczkę papierosów po czym podpalił jednego i zaciągnął się mocniej dymem.
Tak bardzo chciał się odciąć, ograniczyć to wszystko, a Kamil – słodki chłopiec o tym roześmianym spojrzeniu, wydawał się być taki dobry do tego. Żeby się odbić i spróbować normalnego życia. Jasne, był jeszcze dzieciakiem, ale śmiał się tak ładnie i patrzył na niego tak ciepło. Inaczej niż Marcin, w którego spojrzeniu widział tylko kolejne wymagania, oskarżenia i smutek.
Kiedy Kamil wyszedł z łazienki, mężczyzna uniósł się i pogłaskał go po policzku wolną dłonią
– Wszystko dobrze? – dopytał na próżno starając się uchwycić jego spojrzenie.
Chłopak pokiwał głową i przygarbił się mocniej.
– To pójdę już, pa – westchnął ruszając zdeterminowanym krokiem w kierunku wieszaka.
Zupełnie nie tak to sobie wyobrażał. Rozumiał że coś Adamowi wyskoczyło, ale po tym… po tym co zrobili naprawdę liczył na coś innego niż odesłanie go do domu. No dobrze, może nie był to ‚prawdziwy’ seks ale byli tak blisko, Kamil czuł się naprawdę skrępowany tym jak ochoczo się ocierał o Adama, jak jęczał, wzdychał i jak spuścił się od tego wszystkiego. Ale może to nie było nic takiego dla Adama. Przecież on mógł mieć takich naiwniaków na pęczki.
Blondyn widząc minę chłopaka szybko złapał go za rękę i odwrócił ku sobie.
– Mogę zadzwonić jutro? – zapytał i zaciągnął się fajkiem. Postarał się o uśmiech i odgarnął z czoła Kamila włosy. – Umówilibyśmy się znowu – dodał uśmiechając się pewnie, chociaż wcale pewnie się nie czuł. Przez lata przywykł do takiego udawania.
– Nmm… ale na pewno zadzwonisz? – zapytał Kamil i spojrzał na niego z wahaniem.
– Jasne. Obiecuję – westchnął mężczyzna.
– A… – zaczął Kamil – To głupie… i naiwne, i pewnie szczeniackie. No i śmieszne… będziesz się śmiał? – dopytywał, a Adam pokręcił głową i już na starcie wybuchł śmiechem.
– Przeraża mnie twoja mina – rzucił i zaraz przysunął papierosa do ust. – No mów, co to takiego.
– Bo ja… wiesz… – wyznał powoli chłopak. – Ja bym chciał z tobą… – zaczął przesuwając po jego twarzy rozbieganym wzrokiem – No wiesz… spróbować…
Adam zmrużył oczy i uśmiechnął się kącikiem ust.
– Poznać się lepiej i… takie tam… – dodał na wydechu brunet.
Mężczyzna przełknął ciężko ślinę i oparł się plecami o ścianę, wpatrując się w niego przenikliwie.
Nie sądził, by taki ktoś jak on był gotów go poznawać. Nie sądził też, by ktokolwiek mógł znieść całą prawdę o nim. Tym bardziej szesnastoletni niewinny chłopiec.
Adam odetchnął głębiej i wychylił się do komódki, by wrzucić papierosa do stojącego na nim kubka, po czym pochylił się do Kamila i objął go mocno.
– Wiesz… jesteś bardzo słodki. I uroczy – zapewnił. – I miło mi będzie jeżeli będziemy jeszcze się spotykać – powiedział powoli i pocałował go przy uchu.
Kamil odetchnął ciężko i pokiwał głową, szybko też uśmiechnął się bardziej i spojrzał na mężczyznę ożywiony. Ten wsunął dłoń na jego kark, by przyciągnąć go do głębokiego pocałunku.
– Mmmm… no dobrze… dobrze – sapnął brunet i uśmiechnął się szczerze.
Odsunął się do Adama i pochylił po buty, a później ubrał kurtkę i naciągnął na włosy czapkę.
– To widzimy się? – rzucił.
– Pewnie, słodki – zaśmiał się Adam i cmoknął go szybko w usta.
– To pa…
– Pa.
– Nie zapomnisz zadzwonić? – chłopak zatrzymał się jeszcze w drzwiach i obejrzał się na niego.
– Nie zapomnę – obiecał mechanik.
– To dobrej nocy…
– Nhm… – zaśmiał się przyglądając się Kamilowi łagodnie.
– I miłych snów.
– Wzajemnie – odparł.
– To pa.
– Pa… – westchnął Adam zamykając w końcu drzwi i opierając się o nie ramieniem.
Kamil nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że ta noc będzie kolejną najgorszą i przyniesie za sobą tylko koszmary.
Nie minęło parę minut nim usłyszał głośną wibrację leżącego na stole telefonu. Podszedł do niego szybko, nastawiony już na najgorsze.
‚No i dzięki za dzisiaj. I w ogóle. Może następnym razem będziemy mogli pobyć ze sobą dłużej i noooo… Powodzenia ze wszystkim. <33333 Pierwsza baza!’ – pisał Kamil, a Adam nie mógł nie uśmiechnąć się do telefonu.
‚A nie home run? >D’ – odpisał szybko i usiadł na kanapie z lekkim uśmiechem.
‚Ale jak to?’ – dostał odpowiedź i tylko zachichotał. Nim jednak zdążył odpisać szybko wyświetliła mu się kolejna wiadomość:
‚Jesteś straszny Dx’
‚Ale skoro tak, to jestem na prowadzeniu. HA!’
Adam zaśmiał się tylko i przygryzł wargę. W tym samym momencie jednak jęknął słysząc dzwonek domofonu.
Boże, a gdyby tak udawał, że go nie ma? Schował się pod kołdrą, czy w łazience i całą noc pisał głupawe smsy? Od razu jednak stanął mu przed oczyma obraz brata. Ten najgorszy i wywołujący najwięcej wyrzutów sumienia. I słowa Marcina. Też najgorsze.
‚Nie zostawiaj mnie’ – zabrzmiało mu w myślach i chociaż nie chciał, szybko ruszył w kierunku drzwi.

Reklamy

9 thoughts on “Synowie Rosemary 05 – Marzenia i koszmary

  1. Marcin mnie wkurza, jak jeszcze żadna z Twoich postaci. No, może poza matką Ethana. Wiem, że chłopak nie miał łatwego życia i że Adaś zaczął tą całą sytuację między nimi, ale Marcin mógłby mu odpuścić i pozwolić żyć własnym życiem. To jego „nie zostawiaj mnie” zaczyna mi działać na nerwy.
    Kamilek jest taki kochany i aż mi się go szkoda zrobiło. Mam nadzieję, że mu się ułoży z Adamem, bo oboje zasługują na to, żeby być szczęśliwymi. No i liczę na to, że Marcin zmądrzeje i zostawi brata w spokoju. Może jest jeszcze dla niego jakaś nadzieja i przekieruje swoje uczucia na kogoś innego i zbuduje z kimś jakąś zdrowszą relację, bo to, co w tej chwili ma z bratem nie jest dobre dla żadnego z nich.
    Ehh, lecę czytać dalej.
    Pozdrawiam i życzę weny

  2. Adam musi się nauczyć mówić nie bratu w ogóle powinien się powoli odciąć od Marcina chociaż wiem ,że to nie będzie proste. W ogóle jak się dowie o Kamilu to dopiero będzie. Marcin jest nieprzewidywalny nie wiadomo co by mu do tej główki strzeliło. Strach się bać :p No ale zobaczymy co będzie dalej.

    1. Tak naprawdę, to ja wolę nie wyobrażać sobie tego dnia, gdy Marcin się dowie… heh… Nie przewiduję nic dobrego. A Adam… Fajnie byłoby gdyby nauczył sie odmawiać Marcinowi, ale nie wiem czy przypadkiem wyrzuty sumienia, nie przejmują tu pałeczki. I ciężko… Zapracował sobie.

      C:

  3. Dopiero dzięki temu rozdziałowi dotarło do mnie, w jak beznadziejnej sytuacji jest Adam. Aż ja czuję taką bezsilność, kiedy czytam, jak musi wyprosić Kamila, bo znowu młodszy braciszek. A on musi czuć się znacznie gorzej ._.
    Pozdrawiam! <3

    1. No jest, ale sam sobie się o nią postarał. Był głupim naiwniakiem, a teraz cóż. Niełatwo mu będzie się uwolnić od Marcina, oj na pewno nie. Swoją drogą ciekawe co by było, jakby Marcin się dowiedział o Kamilku… aż sama się boję. >D

      Trzymaj się! <3

  4. „nieco zrezygnowany podszedł kosza z piłkami” – ‚podszedł do kosza’
    „mruknął chociaż Bartek cały czas się z niego nabijał.” – ‚mruknął, chociaż’
    Jejku, wyczuwam mocne shippowanie Kamila i Adama <3 to, w jaki sposób się zachowują kupiło mnie totalnie :D

    1. Myślę, że każda para kciuków się przyda w tej sytuacji. Kamil jest takim rozkoszniakiem, że zdecydowanie zasługuje na coś dobrego na pierwszy raz. C: Tylko czy to na pewno będzie Adaś?

      Dziękuję za wyłapanie błędów i pozdrawiam!
      C;

    1. Ale… Marcinowi? >D No nie wiem czy on by się zgodził na jakąkolwiek terapię. Pewnie prędzej by wysłał wszystkich pozostałych. C:

      Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s