Synowie Rosemary 07 – Kochanie

– Słu… Słucham? – wydusił Bruno i odsunął się od chłopaka na dwa kroki. Nieco bezmyślnie wpatrywał się w niego, słysząc, jak wypowiedziane przed chwilą słowa jakby odbijając się od ścian gabinetu wracają do niego znowu i znowu.
Przełykając ciężej ślinę pokręcił tylko głową i mając wrażenie, że nogi się pod nim uginają przeszedł do okna i oparł się ciężko o parapet.
Nie miał pojęcia co myśleć o tym wszystkim. Doskonale wiedział, że jeszcze kilka tygodni temu uznałby te słowa za chorą manipulację Marcina, ale dzisiaj? Po tych wszystkich rozmowach z nim, podczas których – wydawało mu się – poznał go naprawdę, to nie było takie oczywiste. Nagle też to wszystko złożyło się w całość, to nagłe zainteresowanie literaturą i jego zajęciami, to, że tak często się spotykali.
Czy to nie było zbyt śmiałe myślenie? Ale chyba jedyne logiczne, tak myślał. Przełykając ciężej pomasował się ręką po brodzie i odetchnął głęboko. Nie miał pojęcia co teraz niby miał mu powiedzieć, ale chyba cholernie żałował tych wszystkich razów, gdy z Marcinem przekraczał granicę nauczyciel – uczeń. Po cholerę to robił?
Uśmiechając się gorzko przegarnął dłonią włosy i pokręcił głową.
– Kocham pana – powtórzył Marcin zgaszonym spojrzeniem przesuwając po jego sylwetce.
Kiedy Bruno się odwrócił, a ich spojrzenia się spotkały, miał wrażenie, że po jego plecach spływa lodowata fala. To nie mogło dziać się naprawdę.
Marcin widząc wystraszone spojrzenie mężczyzny oblizał powoli wargę i ponownie schował twarz w ramionach. Nie chciał się cieszyć na zapas, ale wydawało mu się, że na dobre odwrócił uwagę mężczyzny od sytuacji w domu.
Odetchnąwszy głęboko zmarszczył brwi chcąc przybrać jeszcze bardziej żałośniejszy wyraz twarzy. Dopiero wtedy spojrzał na mężczyznę, nieco niepewnie i zaraz spuścił wzrok.
– Nie odpowie mi pan? – zapytał półtonem i zaczął nerwowo wykręcać palce.
Dyrektor wbił się mocniej w parapet i zaczerpnął powietrza.
– Kpisz sobie ze mnie! – rzucił nagle czując rosnącą w nim złość. – To kolejna gierka, Marcin! – dodał pewnie podchodząc do biurka i uderzając w blat pięściami. – Tak? Tak, Marcin!? – rzucił oddychając głośno.
Blondyn posłał mu zbolałe spojrzenie i ponownie spuścił je na swoje dłonie.
– Nie… – sapnął kręcąc głową.
– Nie kłam, gówniarzu! Doskonale cię znam! – dodał ostro Bruno, a jego głos w opozycji dla tonu Marcina zdawał się drżeć. I mężczyzna faktycznie był cały roztrzęsiony. – Po co to robisz? To nie jest sposób… – zaczął, a chłopak spojrzał na niego z żalem.
– Jaki sposób? Na co? – zapytał patrząc na niego niemal oskarżycielsko. – To pan… – szepnął, a Bruno aż się wyprostował.
– Ja? Co ja ci zrobiłem? – sapnął wpatrując się w niego w niedowierzaniu.
Marcin jakby puścił to pomimo uszu i uśmiechnął się gorzko.
– Kto panu powiedział? Przecież ja nikomu… nic… – mówił cicho. – I teraz, pan chce mieć ze mną spokój? – dodał i zaraz uniósł się z miejsca z miną zbitego psa. – Nieważne… nie będę już panu wchodził w drogę… – rzucił jeszcze zduszonym tonem i odetchnął drżąco.
Bruno wpatrywał się w niego w niemym szoku, a widząc, że ten zmierza ku drzwiom szybko zbliżył się do niego i złapał go za ramię.
– Ja? Marcin! Co ty wygadujesz? Co ty robisz? – dopytywał rozemocjonowany zaciskając dłonie na jego ramionach i potrząsając nim.
Chłopak skrzywił się i odwrócił głowę od mężczyzny.
– Nic… nic już nie chcę – powiedział żałośnie i spojrzał na niego pełnymi łez oczyma. – Po prostu… był pan dla mnie dobry i… to się stało, co mam niby zrobić? – dodał płaczliwie.
Bruno widząc grymas bólu na twarzy nastolatka puścił go i przyglądał mu się intensywnie.
– Zapomnieć. Jestem twoim nauczycielem, Marcin. Coś ty sobie myślał? – rzucił i pokręcił głową. Widząc stan w jakim był chłopak odetchnął cicho i podprowadził go do biurka.
– Wybacz mi mój wybuch – zaczął sadzając go na krześle i kucając przy nim. – Rozumiem… rozumiem, że mogłeś nieco nadinterpretować moje zainteresowanie, dlatego chcę cię przeprosić.
– Nie musi pan…
– Widocznie muszę. Zrozum tylko, że między nami nigdy nic nie będzie – powiedział jeszcze Bruno, a Marcin odwrócił się od niego, jakby wstydząc się swoich łez.
– Bo… bo jestem pańskim uczniem? – szepnął nabrzmiałym od łez głosem.
– Też. Mam żonę i dziecko. Nie interesują mnie mężczyźni – dodał Bruno pewnym tonem.
Marcin zacisnął oczy i odetchnął kilka razy. W końcu odwrócił się ku Brunonowi i spojrzał na niego mokrym wzrokiem.
– Ale… mógłby mnie pan… raz… – zaczął zerkając na jego usta i pociągając nosem.
Bruno widząc gdzie ląduje wzrok ucznia odsunął się nieco i pokręcił głową.
– Chyba zwariowałeś… Marcin. Między nami nigdy niczego nie było. Nie ma i nie będzie. Rozumiesz? – powtórzył, a chłopak spuścił wzrok i pokiwał głową.
– Tylko raz… już więcej tu nie przyjdę – zapewnił żałosnym tonem.
Bruno pokręcił głową i zbliżył się do niego, starając się patrzeć na niego łagodniej. Nie pocałował go tylko pogładził lekko ręką po ramieniu.
– Marcin, to o co mnie prosisz jest niemożliwe i doskonale zdajesz sobie z tego sprawę – powiedział.
Chłopak pociągnął nosem głośno i zatrząsł się lekko.
– Przepraszam… – sapnął i otarł nos rękawem kurtki. – Pewnie uważa mnie pan za żałosnego gnojka – dodał gorzko, a Bruno pokręcił głową i uniósł ku sobie jego twarz.
– Nie, nie uważam – powiedział i uniósł się z miejsca nie chcąc już bardziej zbliżać się do chłopaka. – Czasami tak jest, że człowiek czuje do kogoś coś czego nie powinien – dodał i podszedł do swojego fotela.
– Miał pan tak kiedyś? – zapytał cicho Marcin i spojrzał na niego jakby z nadzieją.
Mężczyzna pokiwał głową i odetchnął.
– Dawno temu tak – przyznał i usiadł na fotelu. – To jednak nie jest istotne. Marcin… – zawahał się i spojrzał po leżących przed nim dokumentach. – Musisz skupić się na sobie. Na nauce. I najlepiej żebyś interesował się chłopakami w swoim wieku, dobrze? – dodał przełykając ciężej. – W każdym razie, znasz moje stanowisko w tej sprawie – powiedział, a Marcin pokiwał głową. – Wracając do najważniejszego… – zaczął a chłopak spojrzał na niego wystraszony. – Dzisiaj po lekcjach zaczekaj na mnie na parkingu, pojedziemy do ciebie do domu, dobrze? Będzie twoja matka? – zapytał, a Marcin wzruszył ramionami.
– Nie mam pojęcia, może być w drugiej pracy – powiedział zduszonym tonem.
Bruno pokiwał głową.
– Zapisz mi jej numer – powiedział podsuwając mu kartkę i podając pióro. – Może nie będzie jej, ale zastaniemy ojca, mm? – dodał przyglądając mu się uważnie.
Marcin wzruszył ramionami i gdy odnalazł w telefonie numer matki zaraz sięgnął po pióro.
– I nie zgłosi pan? – zapytał cicho, drżąca ręką zapisując numer.
– Najpierw chcę zobaczyć co faktycznie tam się dzieje, dobrze? – usłyszał i pokiwał głową. Z ociąganiem oddał mężczyźnie pióro i kartkę, po czym nie patrząc na niego uniósł się z miejsca.
– To… do później… – szepnął przybity i przygryzając wargę ruszył powoli w kierunku drzwi.
Liczył na to, że mężczyzna go jeszcze zatrzyma. Powie coś więcej odnośnie ich relacji, jego szans czy może coś o swojej przeszłości. Jednak nie czuł żalu, gdy tak się nie stało. Po prostu wyszedł z gabinetu i nim nie opuścił sekretariatu nie odważył się zmienić miny. Jakoś mimo wszystko czuł, że to dopiero się zaczyna.

Po zakończonej pracy Bruno szybkim krokiem ruszył w stronę parkingu. Nie miał pojęcia co też ubzdurał sobie Marcin, ale jakoś nie umiał pozbyć się wrażenia, że to wszystko to tylko kłamstwo. Czy Marcin go testował? Czego w ogóle od niego chciał?
Podczas trzech godzin nim druga D skończyła lekcje, niejednokrotnie rozmyślał o tamtej rozmowie i gdy był sam utwierdzał się w przekonaniu, że to nic takiego. Wystarczyło jednak że wyszedł na parking i dostrzegł przygarbionego Marcina stojącego przy jego aucie, a od razu zaczął mieć wątpliwości. Co jeżeli to była prawda? Co powinien zrobić?
Cokolwiek między nimi było zupełnie niemożliwe i sam pomysł chłopaka… też był zupełnie absurdalny. Gdzieś z tyłu głowy kołatała mu się myśl, że to tylko kolejny ‚żart’. Że może chce coś sobie czy komuś udowodnić starając się go poderwać. Ale te łzy w jego gabinecie były tak prawdziwe i przejmujące. Jego zawiedzione spojrzenie naprawdę go poruszyło. Prawda, że pamiętał jego lekkie słowa, o podrywaniu tatuśków, ale cholera. To mogła być tylko poza, Marcin lubił pozować na takiego silnego i aroganckiego chuligana. A dzisiaj chyba znowu odkrył przed nim kolejne karty. Bruno nie mógłby uwierzyć, że to wszystko była zgrywa.
Nawet teraz gdy dostrzegł jego minę zrobiło mu się żal chłopaka.
– Dzień dobry – rzucił otwierając pilotem auto. – Wsiadaj i jedziemy. To na Sienkiewicza, tak? – dopytał otwierając tylne drzwi by odłożyć aktówkę.
Marcin pokiwał głową i wsiadł na miejscu pasażera. Starał się nie patrzeć na dyrektora i choć jeszcze chwilę temu śmiał się za winklem z Filipem i Majką, tak teraz starał się wyglądać na pokrzywdzonego, biednego chłopaczka.
Kiedy Bruno usiadł obok niego nawet nie uniósł na niego spojrzenia, chcąc wyglądać na naprawdę przybitego.
Jadąc przez miasto Bruno starał się zdusić dziwne uczucie, które towarzyszyło mu gdy tak siedział obok tego chłopaka. Wolał nie widzieć, o czym ten myśli i ciągle się bał, że Marcin poruszy tamten temat. Wolał już chyba nie słyszeć żadnych wyznań z jego ust. Kiedy ruszali z czerwonego Marcin zaczerpnął w końcu powietrza i spojrzał na profil mężczyzny poważnie.
– Mmm… myślał pan trochę? – zapytał spokojnym tonem. – Trochę o tym co mówiłem?
Bruno uniósł brew i zerknął na chłopaka.
– Jak mógłbym nie – odpowiedział tylko i przeniósł wzrok na ulicę. – Mówiłem ci już, Marcin, jak to wszystko wygląda – dodał a blondyn zacisnął mocno wargi.
– Ale… zastanowi się pan? – dopytał.
– Marcin. Tutaj nie ma nad czym się zastanawiać – uciął i pokręcił głową. Mimo wątpliwości i współczucia dla ucznia nie chciał mu już ulegać. – Mówiłem ci. Mam żonę, dziecko. Nie interesują mnie mężczyźni. Nie zamierzam ci tego sto razy powtarzać. Przykro mi – dodał by załagodzić nieco swój ton. Nie chciał sobie nawet wyobrażać siebie z Marcinem. Nie mógł tego robić.
Chłopak odwrócił spojrzenie i wzruszył ramionami.
– Jak pan chce… – mruknął i przez resztę drogi nie odzywał się wcale.
Bał się trochę, że w domu zastaną pijanego ojca. To byłoby najgorsze. Tak normalnie chyba nie było w mieszkaniu nic, do czego mógłby się Wilczyński przyczepić – ani za dużego bałaganu, ani strasznie jakoś widocznej nędzy. Ot normalne mieszkanie, jak większości rodzin na tym osiedlu. Gdy wychodził do szkoły zauważył, że matka zostawiła na szafce jakieś mrożonki by odpuściły, więc to równie dobrze można by było podciągnąć pod zamiar ugotowania normalnego obiadu, czy coś w tym stylu. Zresztą wiedział doskonale, że wszystko zależy od tego, czy dyrektor naprawdę się chce do niego przyczepić. Jeżeli zechce, to i ciuchy zalegające na fotelu w jego pokoju będą mu przeszkadzały.
Po kilkunastu minutach, kiedy dał mężczyźnie kilka wskazówek jak dojechać na jego osiedle, w końcu zatrzymali się na parkingu.
– No jak? – dopytał patrząc na szare bloki i gołe drzewa rosnące przy zdewastowanym placu zabaw. – Jak się panu podoba? – uśmiechnął się krzywo i wysiadł z auta.
Bruno spojonym spojrzeniem przesunął po okolicy i wyłączył silnik. Odruchowo już sięgnął do tyłu po aktówkę, a w końcu zamknął auto pilotem i podszedł do chłopaka.
– Osiedle jak osiedle. Możemy iść dalej – dodał i spojrzał uważnie na widocznie zestresowanego ucznia.
Marcin skinął głową i pewnym krokiem ruszył w kierunku zamazanej graffiti klatki jednego z budynków. Oczywiście domofon był zniszczony, więc drzwi nawet w zimę były otwarte. Poprowadził więc mężczyznę dalej, do wnętrza obdrapanej klatki schodowej. Liczył na to, że o tak wczesnej porze ojca nie ma i jest gdzieś na ‚lunchu’ z kolegami. Niemal codziennie bywał, więc czemu tym razem miało być inaczej?
W końcu wdrapali się na trzecie piętro, a on otworzył szybko drzwi mieszkania wyjętym po drodze kluczem. To, że były zamknięte od razu poprawiło mu humor. Mieszkanie było puste.
– Zapraszam na salony – rzucił nieco kpiącym tonem i wpuścił mężczyznę do ciemnego przedpokoju. Kiedy Bruno wszedł zamknął za nim drzwi i zaraz zsunął z ramion kurtkę.
– Nie wiem… zrobić panu herbatę? – zapytał odwieszając ją na wieszak i zdejmując z nóg buty. – Pierwszy raz mam taką wizytację, więc nie wiem jak powinienem się zachować – zaśmiał się i podniósł z ziemi plecak.
Brunet zacisnął mocniej pięść na rączce trzymanej aktówki i odetchnął.
– Może rozejrzę się, dobrze? – zapytał, a Marcin wzruszył ramionami.
– Jasne – rzucił i zaraz wkroczył do otwartej małej kuchenki. – Tu jest kuchnia. Od razu pana uprzedzę, że wystrój mamy raczej w bardzo gierkowskim stylu… – prychnął i podszedł do lodówki. – Chce pan zajrzeć do szafek czy mam co jeść? Może do lodówki? – dodał ironicznie, a Bruno westchnął pod nosem.
– Musisz być tak cyniczny? – zapytał tylko, przesuwając spojrzeniem po wnętrzu lodówki.
Marcin uśmiechnął się krzywo i przesunął wzrokiem po półkach.
– Można powiedzieć, że jest w połowie pełna, co? – rzucił i spojrzał wyczekująco na mężczyznę. – Teraz pokażę panu salon – dodał przez ramię. Mężczyzna ostatnim spojrzeniem przesunął po starych meblach, na których stały w rządku słoiczki w przyprawami, plastikowy chlebak, a w zlewie stało kilka brudnych naczyń – zwykły kuchenny krajobraz.
Zaraz odwrócił się za blondynem i po przejściu przez korytarz weszli do większego pokoju. Spokojnym spojrzeniem przesunął po ciemnym kredensie, na którym jak to zwykle bywa szybko widać było kurz, rozesłane łóżko z nieco skołtunioną pościelą nie zrobiło też na nim większego wrażenia. Podobnie jak kilka buteleczek z lekarstwami stojącymi na większym stole, do którego dostawione były krzesła.
– Tutaj śpią rodzice – rzucił Marcin i zaraz wycofał się z pomieszczenia i otworzył białe drzwi w końcu korytarza. – Tu jest łazienka – rzucił i zapalił w niej światło by dyrektor mógł do niej zajrzeć. Kiedy mężczyzna się wycofał zerknął na niego uważniej i zaraz ruszył do swojego pokoju.
– No, a tu śpię ja – rzucił wchodząc do wąskiego pokoiku i automatycznie już domknął stale uchylające się drzwi starej szafy.
Bruno wszedł do pokoiku i rozejrzał się uważniej.
– Nmmm… nie masz komputera? – dopytał, a Marcin pokręcił głową.
– Nie, mam. Tylko Adam zabrał go do naprawy – powiedział podchodząc do łóżka i kiedy odchylił koc, wziął na ręce laptopa. – Na ten czas pożyczył mi swojego laptopa do nauki – uśmiechnął się i odstawił sprzęt na biurko pod oknem.
– Trochę smutny ten twój pokój – powiedział rozglądając się po pustych ścianach.
– Mnie się podoba – wzruszył ramionami blondyn i oparł się o biurko.
– Żadnych plakatów, zdjęć… to takie nienastolatkowe – zauważył dyrektor lecz uśmiechnął się do niego lekko. Naprawdę nie miał się do czego przyczepić. Mieszkanie, jak mieszkanie, przecież logiczne było, że kobieta pracująca na dwie zmiany nie będzie co drugi dzień ścierała kurzu z półek, a nastolatek nie ma zazwyczaj czasu by zaściełać swoje łózko z rana.
– Niepotrzebny szajs, zresztą tak jest jakoś przestrzenniej – powiedział i przygryzł lekko wargę uważnie przyglądając się mężczyźnie. Miał go w końcu w swoim pokoju, prawda? – A zdjęcia mam w albumie. Pokazać panu? – dopytał luźnym tonem.
Bruno okręcił się jeszcze by rozejrzeć bardziej po pokoju i pokręcił głową.
– Nie, nie musisz – powiedział. – A powiedz mi, masz internet? – dopytał, a gdy chłopak pokiwał głową, sam skinął lekko. – Czyli możesz tu się spokojnie uczyć?
– Moje oceny są coraz lepsze, więc chyba tak – wzruszył ramionami Marcin i wypiął lekko biodra do przodu. Bruno skinął głową i zerknął na niego nieco uspokojony.
– No dobrze… Żałuję, że nie ma twojego ojca – dodał i westchnął. – Chodzi do jakiejś pracy? – zapytał.
Marcin nauczony doświadczeniem pokręcił głową lecz szybko dodał:
– Nie. Ciągle szuka – skłamał i oblizał lekko wargi widząc, że dyrektor się mu przygląda.
– Dobrze… Pozwolę sobie jeszcze zadzwonić do twojej matki i umówić się na spotkanie – powiedział. Kilka razy już się z nią spotykał gdy chłopak coś nawywijał i musiał przyznać, że miał o niej dobre zdanie. No może zauważał, że kobieta ma tendencję do przesadnego bronienia „Marcinka”, ale tak poza tym kojarzył ją raczej jako uśmiechniętą tylko nieco zmęczoną kobietę. A przecież gdyby działo się tu źle, coś by na pewno zauważył.
Blondyn skinął głową widocznie rozluźniony i posłał mężczyźnie intensywne spojrzenie. Już odkąd tu weszli wyobrażał sobie ich razem na łóżku i nie mógł ukryć, że podnieciła go ta wizja. Odetchnął głębiej i uchylił nieco wargi.
– I co pan postanowił? – zapytał niższym tonem nie spuszczając z niego bacznego wzroku.
Bruno odetchnął i odwrócił wzrok.
– Nie wiem, Marcin. Wszystko wydaje się być w porządku – zaczął.
– Bo jest. Naprawdę – zapewnił szybko uczeń. – Wtedy może trochę przesadziłem, nie? Wie pan, czasami coś mi odwala. To nie tak… znaczy noo… Ojciec pije czasami, ale to nie wiąże się z jakimiś strasznymi dramami – dodał i uśmiechnął się lekko. – Ośmielę się nawet stwierdzić, że jesteśmy jedną z porządniejszych rodzin w tym segmencie – zaśmiał się mając ochotę zapalić.
Bruno skinął głową i odetchnął.
– Przyznam, że uspokoiłem się trochę – powiedział ostrożnie i ponownie przesunął wzrokiem po biurku chłopaka na którym leżało kilka podręczników.
– To super. Ja postaram się już więcej nie histeryzować – dodał zerkając na niego z czającym się w kącikach ust uśmiechem. – No i w ogóle… za to w gabinecie… też przepraszam. Może niekoniecznie chciał pan to wiedzieć, co? To chyba trochę bardziej problem – dodał i prychnął pod nosem spuszczając wzrok.
Bruno odetchnął głębiej i pokręcił głową.
– Nie wiem Marcin, czego oczekiwałeś ode mnie – powiedział powoli przyglądając się mu. – Doskonale wiesz, że mam rodzinę.
– Wiem… – mruknął chłopak i przesunął ręką po krawędzi biurka. – Ale wielu facetów tak mówi… znaczy, wie pan – zawahał się i spojrzał na niego niepewnie.
Bruno zmarszczył brwi i pokręcił głową.
– Nie, nie wiem – rzucił wpatrując się w niego podejrzliwie.
– No… często tak jest, że facet zakłada rodzinę, by mieć takie zaplecze, że nie jest homo, nie? Dużo o tym się słyszy – dodał, a mężczyzna aż drgnął.
Milczał przez dłużą chwilę czując jak spokój, który jeszcze kilkanaście sekund czuł przy uczniu nagle z niego ulatuje.
– Tak? I myślisz, że jestem takim mężczyzną? – zapytał dosyć chłodnym tonem.
Marcin zerknął na niego szybko i milczał przez kilka chwil.
– Nie wiem – wydusił. – Nie wiem jakim jest pan mężczyzną – powiedział dochodząc do wniosku, że jest to jedyna odpowiedź jakiej powinien użyć. – Tak po prostu bywa. Mówię tylko – dodał ciszej.
– Zapewniam cię Marcin, że kocham swoją żonę i nie potrzebuję żadnych dodatkowych wrażeń – powiedział spokojnym tonem Bruno, chociaż w środku się w nim aż gotowało. – Tym bardziej, że zupełnie nie pociągają mnie mężczyźni. Nie muszę ci się tłumaczyć. Jestem twoim nauczycielem i wydaje mi się, że stanowczo za daleko to zaszło – dodał surowszym tonem i posłał mu ganiące spojrzenie. – Dobrze, to wszystko. Do widzenia – rzucił i szybko skierował się do drzwi.
Marcin spuścił głowę i zacisnął usta by się nie uśmiechnąć.
– Ma pan rację. Przepraszam. Do widzenia – zawołał za nim i przygryzł wargę. Czuł jak całe jego ciało mrowi przyjemnie. Nie miał pojęcia czy to normalne, że podnieca się tak bardzo, ale aż zakręcił niespokojnie biodrami gdy usłyszał dźwięk zamykanych drzwi.
Niby nic się nie stało, nie zrobili kolejnego kroku. Nadal nie wiedział jak to jest z Wilczyńskim, nie zauważył, by choć trochę interesował go w innym sensie niż jako uczeń. Ale czuł to podekscytowanie i dziwne uczucie triumfu. Naprawdę.

*

Półleżąc na torsie mężczyzny Kamil wyszczerzył się do siebie i zaraz zerknął w górę na spokojną twarz Adama. Boże, gdyby tylko mógł nigdy by już stąd nie wychodził. Mógłby tak leżeć na tym łóżku i leżeć, i powoli poznawać się z blondynem. Jeżeli na początku miał jakiekolwiek wątpliwości te kilka tygodni podczas których spotykali się przynajmniej raz w tygodniu była dla niego wprost niesamowita.
Jasne, że Adam strasznie często się do niego dobierał, ale zawsze widząc jego wahanie odpuszczał mu i dotykał go jedynie przez bieliznę. To było tak zupełnie rozkoszne, a przy tym sprawiało, że i on sam czuł się przy nim naprawdę coraz bezpieczniej.
Co za tym idzie coraz częściej też zastanawiał się nad ‚wyjściem z szafy’. Bartek już tak wiele razy go naciskał, by w końcu mu wyjawił kim jest ta tajemnicza nieznajoma, i Kamil myślał o tym jakby zareagował na wieść, że to jest on – tajemniczy nieznajomy. Czasami nawet był już bliski wyznania prawdy, ale zawsze wtedy jego gardło zaciskało się, a żołądek zaczynał się buntować. Podobnie było w domu. Niby nie gadało się u nich o tym, a Kamil sto razy rozpatrywał różne scenariusze. Aż od tych, w których ojciec mówi mu, że bez względu na wszystko jest są rodziną, a to jest zupełnie normalne, aż do tego, w którym wygania go z domu i wyklina. Zawsze wtedy wyobrażał sobie, że Adam go przygarnia, że żyją tak razem szczęśliwi i nie liczy się nic – ani obowiązki, ani rodzice, a oni razem na motorze Adama przemierzają świat. Naprawdę sądził, że gdyby tylko mogli być razem, nawet brak akceptacji ze strony rodziny byłoby mu łatwo znieść.
Wzdychając głośniej potarł policzkiem o tors mężczyzny i uśmiechnął się do siebie.
– Mmm? Co tak wzdychasz, mały? – zamruczał nad nim mechanik rozbudzając się z drzemki i od razu pogładził go ręką po boku.
– Nic, nic… tak tylko się zastanawiam – zaśmiał się Kamil i uniósł lekko by sięgnąć do jego ust.
Pocałował go i zaraz spojrzał na niego śmiejącymi się oczyma.
– Nad czym? – zapytał sennie Adam i zaraz uniósł dłoń do twarzy by przetrzeć zaspane oczy.
– Nad życiem. Tak ogólnie – westchnął i przygryzł wargę. – Lubisz mnie, nie? – dopytał żywiej wpatrując się w niego ożywiony.
Adam zaśmiał się zupełnie oczarowany tym pytaniem. Uwielbiał niewinność Kamila, to, że z każdym spotkaniem ich relacja powoli nabierała tempa. Nie rzucali się na siebie jak zwierzęta, po prostu poznawali się, przekonywali do siebie. To było bardzo urocze. Inne niż to co do tej pory znał.
– Gdybym cię nie lubił, nie pozwoliłbym ci się całować – zaśmiał się na wspomnienie każdego razu, kiedy Kamil sam inicjował pocałunki.
Chłopak zachichotał i pokiwał głową.
– Ja też cię lubię, nawet bardzo – odparł i przyjrzał mu się ciepłym wzrokiem. Zaraz zarumienił się i złożył głowę na je jego ciele. – Wiesz… trochę sobie ostatnio też myślałem – zaczął nieco niepewnie. – Wiesz o tym, co ostatnio… – zaczął i odetchnął drżąco. Wiedział, że nie o to chodzi w ich związku, ale on niemal czuł się już gotowy.
– O seksie? – westchnął Adam przymykając oczy. Chłopak szybko uniósł się i spojrzał na niego spod burzy włosów.
– Noo… Chciałbym to zrobić z tobą po raz pierwszy – przyznał ostrożnie i zaczerwienił się mocniej. – Ale nie wiem, czy już dzisiaj – dodał i pogłaskał go po torsie.
Mężczyzna uśmiechnął się w typowy dla siebie sposób i pokręcił głową.
– Mówiłem ci już, nie ma pośpiechu – zapewnił i spojrzał na niego łagodnie. – Jak wydaje ci się, że się niecierpliwię to musisz wiedzieć, że wcale tak nie jest. Wiesz, wydaje mi się, że rozumiem jak ważny jest pierwszy raz… z niewłaściwą osobą nigdy nie jest dobry – powiedział poważniejąc nieco i odwracając wzrok. – Dlatego poczekam ile zechcesz – dodał i przełknął gorycz która stanęła mu w ustach.
Zawsze tak było. Nieważne o czym mówili, niemal wszystko kojarzyło mu się z Marcinem. Wystarczyło słowo, zdanie, a jemu przed oczyma od razu stawał brat. Nie chciał tego, chciał się uwolnić, ale nie umiał się odciąć. Ciągle na nowo przeżywał tamtą noc zastanawiając się dlaczego do diabła to zrobił. Dlaczego nie zobaczył tej granicy, jaką powinno stanowić dla niego pokrewieństwo.
Po kilku chwilach uśmiechnął się do Kamila, zdając sobie sprawę z jego obecności i przygryzł wargę.
– Okej, mały – zaczął i wysunął się delikatnie spod niego. – Muszę zapalić – dodał, a chłopak tylko pokiwał głową. Leżąc na boku przyglądał się jak mężczyzna przechodzi do komódki.
– Denerwujesz się? – zapytał składając głowę na ramionach, przyglądając się jak rozsypuje na niedużej bletce baku i nieco drżącymi palcami zawija skręta.
– Czemu pytasz? – zaśmiał się mężczyzna i obejrzał na niego.
– Zawsze mówiłeś, że… jak się denerwujesz… to pomaga… – powiedział Kamil i przygryzł wargę. Po tych kilku razach wydawało mu się, że przywykł do tego, że Adam się upala, ale nadal czuł się z tym dziwnie. Dla niego to było złe. Nie spotkał się z tym nigdy wcześniej, ale zawsze był przeciwko nawet temu. Teraz jednak ciekawiło go jak to smakuje. Blondyn zawsze pytał go tylko raz czy chce, a on zawsze odmawiał, ale teraz? W końcu chciał być bliżej. Może to było śmieszne, nie chciał też wyjść na głupiego małolata, ale ile by nie czytał o jaraniu, w internecie zawsze zalazł coś co go niepokoiło.
– Nie. Chcę tylko się wyluzować… – mruknął pod nosem mężczyzna.
Kiedy Adam wrócił do niego, usiadł na kanapie i przyglądał się jak ten podpala skręta i po chwili zaciąga się mocno. W takich chwilach zawsze zastanawiał się, czy Adam bierze lub brał coś jeszcze. Czasami może jak jakiś debil przyglądał się jego ciału, by znaleźć jakiekolwiek oznaki.
Obserwując go nieco bardziej poważnym spojrzeniem odetchnął słodkawym dymem.
Adam wypuszczając powoli powietrze z płuc odchylił się na oparcie kanapy i zerknął na niego pytająco. Kiedy chłopak pokręcił szybko głową, sam zaciągnął się znowu i oblizał usta.
– Nie patrz tak na mnie… – zaśmiał się wypuszczając dym i uśmiechając się kącikiem ust. – Mam wrażenie, że chcesz mnie strzelić po głowie i pogrozić palcem – dodał przysuwając skręta do ust.
Kamil wzruszył tylko ramionami i wpatrywał się w cały ten rytuał.
– Czasami mam ochotę – przyznał nieprzekonany, a Adam zaśmiał się głośniej.
– Nie lubię bicia w łóżku – puścił mu oczko i zaciągnął się znowu. Kiedy po kilku chwilach wypuścił dym wychylił się by odłożyć skręta do stojącej na stole popielniczki – Nmmm… – westchnął chcąc ułożyć się do poprzedniej pozycji. – Jest dobrze… – zamruczał z lekkim uśmiechem, gdy Kamil położył się na nim.
Przyciągnął go do siebie i pocałował mocniej.
Kamil zaparł się nieco rękoma lecz ulegając oddał pocałunek i spojrzał na blondyna z góry. Czasami marzyło mu się, że będzie czymś co wyciągnie Adama z tego wszystkiego. Że ten przestanie palić i nigdy już więcej na jego twarzy nie zagości ten cień. Był niemal pewien, że z czasem mu się to uda.
Kiedy silne dłonie odgarnęły z jego twarzy włosy uśmiechnął się do niego czule i szybko cmoknął w usta.
– Wiesz… – zaczął i spuścił wzrok przybierając więcej kolorów. – Nie jestem chyba gotowy na wszystko… ale jest coś, czego chciałbym… spróbować… – powiedział nieco niepewnie.
Adam przygryzł wargę i uśmiechnął się szerzej.
– Nmm? Czego? – dopytał masującego po ramionach.
Chłopak zerknął w dół jego ciała i przysunął niepewnie dłoń do jego krocza.
– Ty… nie raz już mi robiłeś, nie? – szepnął zaciskając palce na jego ubraniu. – A ja… mógłbym też się w końcu wykazać… w czymkolwiek – dodał, a mężczyzna zaśmiał się głośno.
Wsunąwszy dłoń na jego szyję przyciągnął go do kolejnego pocałunku i zafalował biodrami by otrzeć się mocniej o jego rękę.
– Nie umiem ci odmówić… – zaśmiał się w jego wargi i przygryzł lekko. – To co? Chcesz spróbować? – zamruczał w wyjątkowo dobrym humorze.
– Chcę żeby było ci dobrze – westchnął Kamil. – Żebyś mógł się wyluzować, bez tego – dodał i zerknął na niego wymownie, mając na myśli zielsko, które palił.
Adam zaśmiał się głośno i mocniej wcałował się w jego wargi.
– Nmmm… okej – szepnął. – To nie zwlekajmy już dłużej, mmm? Dawno nikt mi nie robił dobrego loda. – szepnął i sięgnął do zapięcia swoich spodni.
Kiedy zsunął je do połowy ud, uniósł się by ściągnąć z siebie również koszulę.
Brunet wpatrywał się w niego zaczynając drżeć, a w miarę jak ciało mechanika się odsłaniało sam podniecał się mocniej. W końcu miał wrażenie, że tylko od tego widoku jest już sztywny zupełnie. Tak bardzo podobało mu się ciało Adama. Było zdrowe i silne, jak ciało jakiegoś modela.
– Adam… szepnął klęcząc między jego nogami. Zaraz dopadł do jego spodni i ściągnął mu je, po czym nieco nieufnie przyjrzał się bokserkom, które nadal zasłaniały jego krocze.
Blondyn zaśmiał się i pomasował się po członku, patrząc na niego tak, że Kamil w jednej chwili poczuł się jakby był władcą świata. Jakby Adam należał tylko do niego. Zresztą. Przecież tak było, prawda?
Drżąc mocno sięgnął do jego warg i pocałował go lekko, dłońmi masując silny tors. Powoli zsunął się wargami na jego szyję i chociaż starał się budować napięcie, był na to zbyt niecierpliwy. Na kilka sekund zassał się na jego sutku masując przy tym penisa, a w końcu gdy jego wargi natrafiły na materiał bielziny przełknął ciężej i zaczerwienił się jeszcze mocniej.
– A… Adam… – szepnął i zerknął na niego do góry.
Mężczyzna uśmiechnął się do niego zachęcająco.
– Nmmm? No dalej… – westchnął i zafalował biodrami. – Kiedyś musi być ten pierwszy raz.
Kamil pokiwał głową i oblizał wargi. Przyjrzał się dłoni Adama, który masował się po kroczu i w końcu pocałował go lekko w udo, powoli dotykając. Pod materiałem bielizny doskonale czuł jego ciało, które jeszcze chyba nigdy nie było tak blisko niego.
Adam zaśmiał się przymykając oczy. Czuł wszystko tak mocno i dobrze, że nie trzeba mu było dużo, by zesztywnieć. Te kilka pocałunków i niepewnie dłonie chłopaka szalenie go podkręcały, a po tych kilku buchach to było zawsze jeszcze lepsze.
Kamil westchnął zadowolony, gdy masując jego penisa dostrzegał jak za każdym ruchem jego członek staje się większy i większy. Kiedy pod palcami wyczuł w końcu twardość sam napiął mocniej uda i powoli odchylił materiał.
Sapnął na widok ciemno różowego penisa i szybko zerknął na zadowolonego Adama. Widząc jego wyraz twarzy uśmiechał się do siebie i pomasował go po członku.
– Ja-jak coś to powiedz – sapnął pochylając się do niego.
Otumaniony przez zapach blondyna szybko ucałował czubek penisa – tak na odwagę. Czując go pod ustami westchnął głośniej i powoli zsunął niżej bokserki.
Oczywiście, że całe swoje ‚umiejętności’ czerpał z pornosów, ale starał się zrobić to dobrze. Masując silne uda całował go po penisie i lizał go lekko po boku. Słysząc jak Adam wzdycha jeszcze bardziej się nakręcał i robił się jeszcze śmielszy. W końcu objął jego główkę wargami i zassał się na niej, a gdy jego kochanek spiął się lekko, sam miał ochotę śmiać się ze szczęścia. Czy to nie znaczyło, że było dobrze?
Nie brał go zbyt głęboko nie chcąc się ośmieszyć, gdyby się udławił. Zaraz też sięgnął dłonią do jego nabrzmiałych jąder i pomasował je lekko. Czytał w internecie, że podczas obciągania nie można o nich zapominać.
Ośmielony, w końcu ujął członka w rękę i wzmocnił nieco pieszczoty, a po chwili odchylił go i wcisnął twarz dalej, by wcałować się w dwie kuleczki poniżej.
– Nmmm… – westchnął nad nim Adam, a on zerknął na niego szybko.
– Do-dobrze? – szepnął oblizując jego penisa i ponownie zasysając się na jego główce.
– Tak… – szepnął mężczyzna, z niemal nieobecnym uśmiechem na twarzy. – Porób tak jeszcze chwilę… – westchnął przygryzając lekko wargę i falując biodrami.
Kamil więc z największym zaangażowaniem pieścił go, jak najlepiej tylko umiał. Doskonale wiedział, że jest jeszcze w tym słaby, ale miał nadzieję, że punktuje właśnie tym – zapałem.
Miał też wrażenie, że złapał byka za rogi. Przecież miał takiego faceta! Takiego pięknego i wspaniałego mężczyznę, myślał czując jak rozlewa się w nim gorąco. Naprawdę go kochał. Naprawdę! – myślał czują jego przyjemny smak i zapach. Był taki szczęśliwy!
Kiedy poczuł jak Adam ciągnie go do góry, sapnął cicho i ułożył się na jego ciele. Mężczyzna przyciągnął go do głebokiego pocałunku, a sam zaczął masturbować się mocniejszymi ruchami.
Chłopak wpatrywał się w niego, co raz zerkając na jego dłoń. W końcu sięgnął ustami do jego ucha i zaczął je mocno pieścić.
– Dobrze? – szeptał, a Adam ze zduszonym westchnieniem pokiwał głową.
– Nmm… – jęknął. – Będą z ciebie ludzie – zaśmiał się nieco chrapliwie i podrzucił biodrami, dotykając się mocniej.
Brunet czuł jak jego ciało się spina i drży, z każdą chwilą bliżej końca. Znał je już przecież trochę. Nie raz dotykali się przez ubrania, doprowadzając się do końca. Czuł jak silne, obejmujące go ramię mężczyzny ściska go mocniej, więc ponownie wpił się w jego skórę, bardzo w tym miejscu wrażliwą.
– Och… – sapnął Adam wypinając biodra do góry. – Och…! Bo-że…! – jęknął głośniej i oddychając ciężej doszedł w swoją rękę.
Przytulając mocniej Kamila do swojego rozgrzanego ciała, przesunął nosem po jego policzku.
– Nmm… tak mi dobrze… – zaśmiał się otumaniony wrażeniami. – Tak…
Chłopak spojrzał na niego z szerokim uśmiechem i pokiwał głową. Przez chwilę przyglądał mu się intensywniej, aż w końcu drżąc mocno pochylił się do jego ucha.
– Kocham cię… – szepnął drżąco i pocałował go lekko w płatek ucha.

Reklamy

19 thoughts on “Synowie Rosemary 07 – Kochanie

  1. Mały drań z tego Marcina. Gdyby mu chociaż zależało na dyrektorze, to jeszcze bym zrozumiała, ale on to robi dla głupiego zakładu. Mam złe przeczucie, że uda mu się złamać Brunona, bo potrafi być bardzo przekonujący. Póki co, dyrcio jednak jakoś się trzyma, więc to może tylko takie przeczucie.
    Podoba mi się relacja Adama z Kamilem. Może Kamilowi uda się wyciągnąć mechanika z bagna, w które się wpakował na własne życzenie. Ciekawa jestem jak Adaś zareaguje na kamilowe wyznanie.

  2. Tak sie zaczalem zastanawiac – jak mozecie zyczyc szczescia Marcinowi i Brunonowi, Brunowi – jak to sie odmienia!? xD
    Ja osobiscie nie chcialbym, zeby Marcinowi sie powiodlo i Bruno zdradzil zone i zostawil dziecko na dodatek.. Nie lubie tego, to smutne :(
    Ale co poradzic – wyglodniali czytelnicy maja swoich ulubionych bohaterow, ktorych lacza podswiadomie w pary i w tym przypadku jest to nauczyciel i nastolatek.
    Choc sam mam podobna sytuacje, co Marcin (nie z domem i nie rucham sie z bratem xD) to jednak moj nie jest zonaty, wiec nie jest tak chujowo jak u Marcinka xD

    1. Hehe. Jak ja się cieszę, że każdy kibicuje innej parze. xD
      Odmienia się ‚Brunonowi’. No i nie przesaaadzaj. Nie jest tak źle. Poza tym jeszcze Adam może być z Marcinem, nigdzie nie jest powiedziane, że Marcin rozwali związek Brunona, tym bardziej, że jak na razie dyrcio trzyma się -hehe- twardo.
      Ha ha, jak nie jest żonaty, to chyba wcale nie powinno być chujowo…?

  3. To opowiadanie jest naprawdę cudowne. Mam nadzieję, że mimo wszystko Adam będzie z Marcinem. Kamil co prawda jest słodki i kochany, ale w tym przypadku bardziej podobają mi się relacje między braćmi. Brunecik niech sobie kogoś innego znajdzie. x3

    1. Serdecznie witam na blogu, Kiro! Fajnie, że piszesz.
      Niestety nie mogę obiecać, że Twoje życzenie się spełni, ale nie mówię tez że nie. C: Wiem, że to między Adamem a Marcinem jest pociągające, ale przecież Kamilek taki zakochany. Czemu Marcinowi ma się udać, a jemu nie? Ja nie wiem już co tu jest fair. xDDD

  4. Naprawdę brakuje mi słów! Po prostu… WOW. To wszystko jest takie świeże, intensywne, zupełnie nowe. Czegoś takiego jeszcze nie przyszło mi czytać i powiem, że strasznie mi się to podoba. Wiem, że czeka ich wszystkich jeszcze wiele, wiele problemów. Trochę się cieszę, że Marcinowi chwilowi opada ta maska manipulanta i pokazuje kawałek siebie. A to, co powstaje między Adamem i Kamilem jest naprawdę słodkie i mam nadzieję, że Marcin niczego nie zniszczy.

    1. Ojej… dziękuję! Szalenie motywują takie słowa, bo jednak człowiek duma nad tymi opowiadaniami i duma i czasami taki bezsens (mam świadka <3), się stara żeby było ciekawe i inaczej i o… Jak się udaje to aż serce sie raduje. C:
      Ojej, znając Marcina, on łatwo nie odpuści. :I
      No nic, zapraszam na kolejne rozdziały i do przeczytania! C:

  5. Oficjalnie Marcin zostaje moją ulubioną postacią tego opowiadania. Niezwykle podoba mi się to, jak go wykreowałaś c: Lubię takich manipulatorów, a on w dodatku jest nieco niezrównoważony, co nabija mu u mnie dodatkowe punkty xD
    Czuję się z tym podle, ale trzymam za niego kciuki, żeby udało mu się zdobyć dyrektora. Trochę mi żal Brunona, widząc, jak działa na niego każda sugestia Marcina dotycząca jego orientacji, ale… No nie wiem, nie mogę się doczekać, aż się podda ;-;
    Oczywiście wątek o Adamie i Kamilu też mi się podoba, ich relacja jest taka urocza i… niewinna? Dobra odskocznia od wydarzeń, których głównym bohaterem jest Marcin; chodzi mi zarówno o jego zachowanie wobec brata, jak i Brunona.
    Czekam na ósmy rozdział!
    Pozdrawiam <3

    1. Haha! Okej. Może powinnam zrobić plebiscyt? C:
      Fajnie, że Synowie wzbudzają tak skrajne emocje. No i mi też żal Brunona, ale nie sądzę by dla niego kiedykolwiek było to łatwe, tym bardziej, że no… wiemy jak było z Jakubem i z nim samym w przeszłości. A on jak głupi sobie wmawia, że Marcin czuje się podobnie. No ale za naiwność też się płaci. I on… chyba zapłaci. >D
      Nu, na razie Marcin odpuścił Adamowi to i jest nieco sielankowo, ale… wiemy jaki jest Marcin. Chyba żaden z Czytelników nie łudzi się, że to koniec.
      Pozdrawiam również i zapraszam w piątek! C:

  6. Marcin jest świetną postacią! Przecież społeczeństwo uwielbia antybohaterów! A Marcin jest idealnym przykładem takiej postaci :D Ma świetnie zarysowaną psychikę, jak wszystkie twoje postaci (dlatego tak lubię twoje opowiadania), znaczy jeszcze tylko Kamil jest lekko niedorobiony, przynajmniej według mnie. Nie lubię Adama… Jest osobą, która nie potrafi wypić piwa, które sobie nawarzył, tworzy jeszcze więcej problemów, które spowodują, że będzie mógł stracić WSZYSTKO, od brata, chłopaka, przyjaciół, rodziny po wolność, pracę itp itp.

    Opowiadanie jak najbardziej na plus, od dawna szukałam coś wpierniczającego się w psychikę bohaterów. A tu jest to świetnie podkreślone, i do tego nie nachalnie *_*

    Pozdrawiam, i oczekuję na następne rozdziały :3

    Ps. Mam nadzieję, że Dyrek się przełamie Marcinkowi :3

    1. Witaj Migotku!
      Dziękuję, dziękuję! A mi się podoba to, że niektórzy – jak Ty- go lubią, a niektórzy nie. Taką postacią miał być. Z jednej strony wzbudzającą sympatię (bo taki buntownik i rozchwiany w dodatku) i litość/współczucie (bo Adam taki zły), a z drugiej nielubiany (bo taki manipulator i intrygant). c: Dziękuję, naprawdę każdą postać staram się dopracować i przemyśleć, a Kamil… cóż, o nim jeszcze nie wiemy zbyt wiele, a i nieczęsto się pojawia chyba. A jak już to tez tak o… hehe. Myślę, że z czasem się jeszcze wyklaruje, ale nie wiem czy jego zwykłe życie nie zostanie przyćmione przez chłopców. C: Postaram się by tak nie było! C:

      Ha! Dziękuję, dziękuję! I mam nadzieję (i przeczucie) że nie zawiedziesz się dalszym przebiegiem wydarzeń. C:
      Pozdrawiam ciepło! C:

  7. No dobra. Jednak nie lubie Marcina. Na poczatku serio uwazalem, ze to rzeczywiscie poszkodowany dzieciak, ale po tym rozdziale i akcji z nauczycielem? Totalnie zmieniam o nim zdanie. Klamca, manipulator i mala knujaca dziwka. Nienawidze takich ludzi.
    A Kamil wydaje sie byc bardzo dobrym chlopakiem. Mam nadzieje, ze Adam odpusci sobie Marcina i bedzie z nim. No i nie wciagnie go w te ,,skretowe” sprawy..
    A i mam nadzieje, ze Bruno nie zrobi nic glupiego :/ Nie chcialbym kiedys zapytac mamy czemu nie jest z ojcem i uslyszec odpowiedz ,,Twoj tata zdradzil mnie z dzieciakiem”
    ,,Na kilka sekund zassał się na jego sutku masując przy tym penisa, a w końcu gdy jego wargi natrafiły na materiał bielziny przełknął ciężej i zaczerwienił się jeszcze mocniej.” ~ ,,bielizny”.

    1. No szczerze też uważam, że zdrowsze było by dla Adama poświęcenie się Kamilowi, ale nie jestem pewna, czy to takie proste przez to co ma z Marcinem.
      Oj, wiesz… to chyba jeszcze zależy od matki. Ja na pewno tak bym nie powiedziała, nawet gdyby faktycznie było to z ‚dzieciakiem’. Wszystko zależy od doboru słów. No ale nic to.

      Dzięki i do przeczytania za tydzień! C:

  8. Wytrzymałam, jak widać C:
    Ojej, co się tutaj wyrabia. Zastanawia mnie jak będzie dalej wyglądać relacja Adama z Marcinem i, chyba przez moje dziwne wymagania do różnych rzeczy, liczę na jakieś wielkie dramy/konflikty :D

    1. Haha, cieszę się bardzo!
      Cóż, myślę, że po tym co już wiadomo z tekstu, mogę śmiało obiecać, że dram i konfliktów nie zabraknie! xD
      To teraz do następnego piątku! c:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s