Synowie Rosemary 08 – I jak go nie kochać? cz.I

Kamil nieco rozemocjonowany szybko wpychał w siebie jedzenie. Tego wieczora miał się spotkać z Adamem i mógł nawet nic nie jeść, i już lecieć do niego. Uwielbiał u niego być. W małej kawalerce motocyklisty czuł się już niemal jak u siebie i widział, że i Adamowi to odpowiada. W końcu ten tak często go do siebie zapraszał! Gdyby go nie chciał, albo gdyby chciał się nim tylko zabawić na pewno nie byłby dla niego tak dobry, prawda?
– Wolniej, Kamil – rzucił znad talerza ojciec, a on aż odetchnął i na kilka sekund zwolnił wiosłowanie widelcem.
– I co, i cooo? Smakuje wam? – dopytywała Ewa z dumną miną. Kamil skinął tylko głową widząc, że siostra w niego wbija najczujniejsze spojrzenie.
– Smakue…! – sapnął z pełną buzią, a czternastolatka przeniosła spojrzenie na Grześka, najstarszego z braci.
Chłopak tylko wzruszył ramionami i zakręcił widelcem w kupce rozgotowanego makaronu.
– Może być… – mruknął, a dziewczyna przeniosła pytający wzrok na matkę.
Kamil nawet się nie wsłuchiwał w pochwały rodziców, chcąc jak najszybciej móc odejść od stołu. Kiedy usłyszał dobiegający go z góry dźwięk telefonu wyprostował się jak struna i zastygł w bezruchu.
– Nie ma mowy – usłyszał od razu i spojrzał błagalnie na matkę. – Ustaliliśmy, że obiad jest czasem dla rodziny, oddzwonisz później – dodała, a on skrzywił się i spuścił wzrok swój talerz.
– No właśnie – dopowiedział ojciec, a on skinął głową. – Kocha to poczeka – zaśmiał się jeszcze, a Ewa zachichotała głośno.
– Noooo… – niemal pisnęła mu do ucha. – To powiesz jak na imię ma ta twoja dziewczyna? – zapytała nieco kpiącym tonem.
Kamil odetchnął i zarumienił się lekko.
– Mm… nijak – burknął, na co wszyscy pozostali – standardowo prócz Grześka – roześmiali się głośno.
– No już, nie musisz być taki skryty – dodała matka, a on spojrzał na nią nieco zgaszonym wzrokiem.
– Mamo, proszę… – jęknął z zażenowania i upił ze szklanki soku.
– Wiesz, fajnie byłoby ją poznać, mm? – zaśmiał się jeszcze ojciec i zerknął porozumiewawczo na matkę. – Tak sobie myślę, że na Grześka raczej nie mamy co liczyć, więc chociaż ty mógłbyś nam kogoś do domu sprowadzić, co? – zaśmiał się, a starszy z braci ponownie zamruczał w wyrazie wiecznego niezadowolenia.
Kamil odetchnął w duchu i pokręcił głową.
– Nie wiem, zapytam – rzucił zbywczo wpychając do ust kolejną porcję makaronu. Kątem oka jeszcze dostrzegł jak ojciec kręci głową z lekkim uśmiechem.
– Wiesz, skarbie, nie zjemy jej – powiedziała matka jedząc powoli. – Ale miło byłoby ją zobaczyć i porozmawiać chwilkę, mmm? – dodała, a Kamil tylko pokiwał głową nie chcąc już wchodzić w zbędne dyskusje. Kiedy już skończył niemal zaśmiał się z ulgą i odłożył sztućce.
– To ja dziękuję! – zawołał i złapał za swój talerz. Kiedy okrążył stół szybko znalazł się w kuchni i wrzucił talerz do zlewu.
– Powoli! – usłyszał głos ojca, ale już nawet się nie oglądając przebiegł wokół ściany oddzielającej kuchnię od salonu i jadalni i wpadł na schody. Miał wrażenie, że za chwilę z nich zleci, ale liczyło się tylko to by jak najszybciej złapać telefon i upewnić się, że to nie Adamowi kazał na siebie czekać.
W kilku krokach przemierzył mały korytarzyk i kiedy znalazł się w swoim pokoju szybko, mijając wielką szafę, zgarnął ze stojącego za nią biurka komórkę i rzucił się z nią na łóżko. Nogi zaraz oparł o błękitną ścianę i uśmiechnął się do siebie. Kiedy odblokował telefon odetchnął tylko na widok nieodebranego połączenia od Adama i skrzywił się lekko. Od razu wybrał jego numer i zerwał się z miejsca.
Wsłuchując się w sygnał po drugiej stronie, podszedł do drzwi i zamknął je na głucho po czym podszedł do szafy przesłaniającej większość ściany.
Mimo wszystko często zastanawiał się jakby to było powiedzieć rodzicom, że jest gejem. Oczywiście był siebie pewny, ale przypuszczał, że może usłyszeć coś o znajdowaniu siebie, o tym, że może nie spotkał jeszcze żadnej odpowiedniej dziewczyny. Liczył się z tym, ale znał już odpowiedź na wszelkie pytania i sugestie – był gejem i koniec. Nie sądził by mu odmieniło się za kila lat, bo przecież to nie było coś co się samemu wybiera. Nie był głupi, nie jedną już historię o gejach przeczytał w internecie. Jasne, że marzyło mu się, że usłyszy coś takiego jak w jednym z videoblogów, gdy ojciec zapewniał swoich synów, że ich kocha, i że oni są tacy jacy są i w ogóle, że to nic. Bardzo tego dla siebie pragnął! Wiedział, że rodzice nie wygoniliby go z domu – a takie historie też czytywał – ale nie sądził też, że byliby zadowoleni, gdyby prawda wyszła na jaw. Ciągle się o to martwił, o to, że ktoś go zobaczy z Adamem w niedwuznacznej sytuacji i może dlatego tak bardzo odpowiadał mu tryb w jakim się widywali – zawsze u Adama. Może i fajnie byłoby pójść gdzieś razem, ale na razie wystarczały mu sporadyczne przejażdżki motocyklem mężczyzny za miasto. Tam też mogli być nieco bardziej swobodni.
Mimo wszystko też coraz bardziej był przy nim śmiały, coraz częściej – chociaż przecież zawsze uważał, że seks to nie to, o co mu chodzi – chciał się z nim kochać. Czasami złościł się na Adama, że ten ma te swoje ‚rodzinne sprawy’ ale chyba nie mógł sobie wyobrazić odpowiedniejszego faceta na pierwszy raz! Blondyn był idealny!
Wsłuchując się w sygnał w telefonie Kamil wyszczerzył się do siebie szeroko. Boże, przecież on naprawdę go kochał! To było takie niesamowite, że mogli być ze sobą, że Adam też go chciał.
Często gdy czekając na autobus widywał go przed szkołą tylko marzył o tym, by mieć odwagę do niego podejść, a wieczorami przed zaśnięciem układał sobie w głowie przebieg ich spotkania. Nigdy jednak nie sądził by to stało się prawdą, by miał u mężczyzny jakieś szanse i traktował to jako zwykłe zauroczenie, które przecież w tym wieku były normą.
Był taki zakochany w Adamie, jeszcze bardziej pod jego wrażeniem, gdy znali się już bliżej.
Kiedy czasami przypominał sobie ich spotkania, aż drżał cały! Pamiętał chyba każdy raz, gdy motocyklista go dotykał – każde pojedyncze muśnięcie dłoni i jego ust, i nawet te trzy – dokładnie! – lody, które mu zrobił. Kamil myślał wtedy, że zwariuje i chociaż kończył bardzo szybko ciągle miał wrażenie, że nie czuł nigdy czegoś podobnie cudownego. Był pewien, że absolutnie nikt nie robi tego lepiej niż Adam!
W końcu też jego myśli zbłądziły do ich ostatniego spotkania kilka dni temu, kiedy i on tego spróbował. Czerwieniejąc na policzkach wspominał to uczucie, kiedy zaciskał usta na penisie mężczyzny, od razu też wydawało mu się, że poczuł jego zapach.
– Halo? Kamil? – usłyszał nagle i pokręcił głową, jakby chciał się otrząsnąć z zadumy.
– No hej! – zawołał gdy tylko usłyszał nieco chropowaty głos swojego chłopaka. – Co tam? W ogóle przepraszam, że nie odebrałem, ale byłem na obiedzie, a wiesz jak to u mnie wygląda – zaśmiał się rozemocjonowanym głosem. – Ale już się ubieram i niedługo mam autobus – dodał uśmiechając się do siebie i wyciągając z szafy czyste, ciemne spodnie.
– Oj mały… – zaczął Adam po drugiej stronie słuchawki i odetchnął głośno.
Kamil tylko zachichotał i przytrzymując telefon ramieniem, zaczął się rozbierać.
– Wiem, wiem, umawialiśmy się inaczej, ale moi rodzice są straszni jeżeli chodzi o te obiadki – dodał zadeptując z siebie spodnie. – Ale za dziesięć minut mam autobus, więc u ciebie będę za jakieś, mmm… czterdzieści minut? – zaśmiał się nasłuchując reakcji mężczyzny.
– Wiesz, ja zadzwoniłem do ciebie bo muszę to odwołać – powiedział Adam nieco sztywnym tonem, na co Kamil od razu zamarł.
– Ale… jak to? – zapytał ujmując telefon w dłoń marszcząc mocno brwi. – Przecież jeszcze… niedawno pisałeś, że… nie możesz się doczekać i w ogóle… – zaczął i zniechęcony oparł się o drzwi szafy.
– No wiem… cholera, może innym razem? Jutro? – dodał Adam, Kamil oblizał wargi i przygryzł je mocno.
– A… a powiesz mi co się stało? – zapytał ciszej modląc się w duchu by nie usłyszeć znowu, że to te ‚rodzinne sprawy’.
Przełknął ciężej ślinę słysząc jak Adam wzdycha i poczuł jak powoli jego wyśmienity nastrój ulatuje.
– Wiesz… to rodzinne…
– Wiem – burknął nieco rozzłoszczony i zagryzł zęby. – Kurde, zawsze mi to mówisz! Okej, ja to rozumiem, że może ci coś wypaść, rozumiem, że to ‚rodzinne’ ale wiesz… no, jesteś chyba ze mną, a nic mi nie mówisz! – dodał z mieszanką gniewu i zawodu w głosie. – O co chodzi, co? Nie ufasz mi? Pewnie chcesz mnie tylko… – zaczął zezłoszczony i zerknął na drzwi zaciskając usta.
– Co ty opowiadasz…?
– A może jest inaczej? – przerwał mu brunet i odetchnął ciężej. – Nieważne ile mamy planów, ty ot tak potrafisz je zmienić, bo nagle wypadają ci te ‚rodzinne sprawy’! – rzucił oskarżycielsko. – Mam wrażenie, że w ogóle się dla ciebie nie liczę, wiesz? Że zawsze masz coś ważniejszego od mnie. Jest fajnie, a ty nagle… dzwonisz i wszystko psujesz – dodał z żalem.
Nie chciał przesadzać i kłócić się z Adamem, ale taka była prawda. Nawet jak było fajnie, to zawsze ta ‚rodzina’ Adama wszystko psuła. On rozumiał, że są sprawy, na które nie ma się wpływu i na początku był naprawdę cierpliwy. Ale Adam te nagłe sprawy miał tak często, że jego wyobraźnia zaczynała szaleć. Nie wiedział już co myśleć, kiedy Adam tak mówił, kiedy nagle potrafił go wyprosić od siebie, nieważne czego by nie robili.
– A może… może… – zaczął pod wpływem emocji czując jak coś podchodzi mu do gardła. – Może masz już kogoś innego? – rzucił i zastygł czując jak przechodzą go ciarki. Zawsze był pewien, że nie pozwoli się zdradzać, ale z drugiej strony wierzył, że Adam jest inny niż ci wszyscy geje z internetu.
– Kurwa, daj już spokój – rzucił Adam też widocznie poddenerwowany. – Nie mam teraz czasu na twoje humory! Cholera jasna! Czy naprawdę myślisz, że tego chcę? Że nie wolałbym być z tobą? – dodał ostrzej.
– Skoro nie jesteś to na to właśnie to wygląda! – odparł Kamil czując jak usta wyginają mu się w podkówkę. – Powiesz mi chociaż o co chodzi? – zapytał po chwili milczenia.
– O nic! O nic, cholera! To moja osobista sprawa, a jak nie możesz tego zrozumieć to trudno – dodał nieco zduszonym głosem Adam. – Myślałem, że nie jesteś taki… – dodał, a chłopak aż otworzył szerzej oczy ze zdumienia.
– Jaki nie jestem? – zapytał nieco gorzko.
– Że nie jesteś takim głupim smarkaczem. Że nie zachowujesz się jak dzieciak! – rzucił Adam, a on przygryzł drżącą wargę.
– No i fajnie – burknął. – Super… ciekawe kto zachowuje się jak gówniarz – powiedział tylko i wzruszył ramionami. – Zresztą jak sobie chcesz, jak ci nie zależy to nie. Przecież cię nie zmuszę – dodał nie chcąc już bardziej nakręcać tej kłótni.
Naprawdę czasami tak bardzo nie rozumiał Adama!
– Szkoda, że dopiero teraz na to wpadłeś! – zakpił jeszcze mężczyzna.
Kamil prychnął pod nosem i skinął głową.
– Nie wiem, Adam… – zaczął już spokojniejszym tonem. – Myślałem, że między nami jest nieco inaczej – powiedział powoli. – Ale jak chcesz. Nie będę się z tobą kłócił. Mam nadzieję, że wszystko jest dobrze i że to nic poważnego. Powodzenia – dodał zgaszonym tonem, a Adam tylko warknął do słuchawki.
– Też tak, kurwa myślałem! – rzucił wściekły. – Myślałem, że mnie rozumiesz! Nieważne, kurwa, pa! – warknął.
Kamil skinął głową do siebie i powoli upchnął spodnie, które zamierzał założyć, z powrotem do szafy.
– Pewnie, pa… – rzucił już do sygnału po drugiej stronie.
Kiedy zasunął drzwi szafy odetchnął tylko i przetarł oczy palcami. Po chwili też zniechęcony przeszedł do biurka ustawionego przy szafie i usiadł w fotelu. Szybko też rozłożył przed sobą podręcznik od biologii i zeszyt, i ujmując w dłoń długopis zaczął stukać nim po książce.
Naprawdę czasami był zły za to na Adama. Czy tylko jemu tak bardzo zależało na tych ich spotkaniach? On potrafił skłamać trenerowi, że źle się czuje, żeby pójść do mężczyzny, potrafił odkładać naukę na noc, by móc z nim pobyć. Nie liczyło się dla niego to, że po powrocie już siedział do czwartej czy piątej nad ranem, bo tak bardzo chciał się z nim widywać, a nie mógł zawalić nauki. Zresztą! Po spotkaniach z Adamem nawet całonocne kucie szło mu sprawniej, a kolejnego dnia chociaż wstawał niewyspany czuł się jakby mógł góry przenosić.
Nie wiedział, czy Adam nie czuł podobnie? Okej, on może był jeszcze gówniarzem i może świrował, bo miał w końcu swojego pierwszego chłopaka. Ba, swojego mężczyznę! Ale czy Adam się nie cieszył, że ma jego?
Było im ze sobą dobrze – jak się przytulali, gadali czy dotykali, ale Adam prawie wcale go do siebie nie dopuszczał. Na początku jeszcze czasami coś wspominał o swojej rodzinie, ale z czasem po prostu puszczał mimo uszu jego pytania, albo zagadywał go o czymś innym. Kamil nie chciał takiego związku. Był zawsze szczery i dosyć prostolinijny, nie chciał niedomówień czy właśnie takich kłótni, i wierzył, że wystarczy pogadać. Tylko pogadać i to rozwiąże każdy problem.
Adam taki nie był. Zawsze coś ukrywał, czegoś mu nie mówił, miał swoje towarzystwo, swoje myśli, którymi rzadko z nim się dzielił. Na początku to było takie super, taki mężczyzna – szalenie przystojny, na czarnym motorze, w skórze, owiany mgiełką tajemnicy. To nadal mu się podobało, ale myślał, że jak się z kimś jest w poważnym związku, to mu się ufa. Mówi mu się o swoich problemach i dzieli się swoimi myślami. Chciał być taki wyjątkowy, żeby Adam go do siebie dopuścił bliżej i za każdym razem, gdy mężczyzna uświadamiał mu, że tak nie jest było mu naprawdę przykro.
– O fuuu! Ubierz się! – usłyszał nagle i poderwał wzrok znad tekstu, w który się wpatrywał.
– Ewka! – warknął na siostrę i rzucił w nią gumką do ścierania. – Ile razy mam mówić, żebyś pukała zanim wejdziesz?! – dodał ostro i zmarszczył brwi.
Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami i zaśmiała się marszcząc piegowaty nos. Przeszła nad leżącymi na środku jasnej podłogi spodniami i gdy była już przy nim uderzyła go w plecy otwartą dłonią.
– Oj tam. Mama się pyta czy nigdzie jednak nie idziesz, bo nie ma mowy żebyś wyszedł znowu na noc – powiedziała, a on wzruszył ramionami.
– Nie, nie idę – burknął okręcając się na fotelu i pochylając się ponownie nad zeszytem. – Idź już sobie – dodał, ale siostra zaraz jak zwykle zaczęła go ciągać za włosy. Oczywiście tylko on musiał odziedziczyć te sprężynki po ojcu. O ile ten zawsze ścinał się na krótko i wyglądał dobrze, Kamil w podobnej fryzurze wyglądał jakby miał jakieś wodogłowie.
– Ojeeej – zaśmiała się Ewa ciągając go za pojedyncze sprężynki. – Tak mi przykro. Zerwała z tobą? Nie żebym się nie spodziewała – dodała i wyszczerzyła się nad nim mocno.
– Boże, nienawidzę cię – rzucił Kamil przez ramię i machnął dłonią by odtrącić jej ręce od swoich włosów. – Precz z moich oczu, glucie – dodał jeszcze, w duchu nieco pogodniejąc. Ewa za to pociągnęła go za włosy mocniej.
– Jak się odzywasz do swojej jedynej ukochanej, młodszej siostrzyczki? – zapytała udając gniewny ton, a Kamil zaśmiał się głośniej i wzruszył ramionami.
– A jak ty się odzywasz do swojego starszego brata? – dopytał i zaraz pacnął rękę siostry, która sięgała do jego telefonu. – Czego?! – rzucił spuszczając wzrok na podręcznik.
– Daj pograć – zajęczała nastolatka lecz on odepchnął ją mocniej ramieniem.
– Nie ma mowy, masz swój telefon – odparł nawet na nią nie patrząc. – Poza tym, czego znowu przylazłaś? Uczę się, nie widzisz?
Ewa skrzywiła się i zaraz usiadła na stojącym za nim łóżku.
– Odkąd masz dziewczynę, to jesteś burak – powiedziała wzdychając.
– Bo nie daję ci grać na telefonie? – podsunął Kamil i okręcił się do niej.
– Nooo…
– Znam cię głupku, chcesz przeczytać moje smsy – rzucił w nią ołówkiem i uśmiechnął wymuszenie.
Ewa podparła się z tyłu na rękach i nadęła nieco policzki.
– Wcale nie! – zawołała i zmrużyła oczy wpatrując się w niego. – No, ale chyba możesz mi powiedzieć, co? – dopytała. – No wieeesz, jaka jest i takie tam. Nie spodziewam się wcale, że ładna i mądra, bo w końcu musicie do siebie pasować… – zaczęła, a Kamil spojrzał na nią sceptycznie i podciągnął nogi na siedzenie krzesła. – To ta Alka, z fb co zawsze ci komentuje fotki? Siatkarzu? – zaśmiała się, a on spojrzał na nią z politowaniem.
– Nie, nie Alka, trolu – rzucił i potarł się rękoma po odsłoniętych piszczelach.
– No, ale ona zawsze ci tak słodko pisze, jak to z ciebie cud-libero i takie tam – zachichotała. – Jesteś głupkiem jak nie wiesz, że na ciebie leci – dodała przyglądając mu się uważnie.
– I co z tego? – rzucił chłopak i ziewnął przeciągając się na krześle.
– Jest brzydka, pasujecie do siebie – wzruszyła ramionami i spojrzała na niego prowokująco.
Chłopak przewrócił oczyma i zaśmiał się pod nosem.
– Hmm… skoro tak to wolę nie myśleć jak będzie wyglądał twój chłopak – powiedział powoli i uśmiechnął się przebiegle zerkając wymownie na zaczerwienienie na jej policzku. – Myślisz, że znajdziesz takiego pryszczaka? – zaśmiał się i uniósł dłoń osłaniając się przed lecącym w jego stronę jaśkiem.
– Cham! – zawołała Ewa i zmrużyła oczy – Mam mniej pryszczy niż ty – burknęła robiąc zagniewaną minę.
– To trądzik, głupku. Niektórzy w tym towarzystwie przynajmniej dojrzewają – śmiał Kamil widząc jak dziewczyna zaczyna się złościć – Ale ten twój na policzku jest tak ohydnie wielki – dodał, a Ewka wychyliła się i uderzyła go ręką w kolano.
– Aleś ty głupi! To uczulenie! – dodała nadymając policzki.
– Trzeba było nie zapychać się czekoladą… – odparł i zaśmiał się sięgając do szuflady po batonika. Pomachał nim przed oczami siostry i zaraz odchylił się na fotelu otwierając słodycz.
– Wiesz co, nie mamy już o czym rozmawiać. Jesteś najgorszy – dodała unosząc się z łóżka. Zmierzyła go chłodnym spojrzeniem i zaśmiała się pod nosem.
– Wyglądasz jak szympans – rzuciła mrużąc oczy i patrząc na jego owłosione nogi. – To obrzydliwe – dodała lecz on tylko się roześmiał.
– Oj Ewka, to dojrzewanie – zaśmiał się. – Ale co ty wiesz, tobie jeszcze długo pewnie nic nie urośnie, smarku – zaśmiał się okręcając z powrotem do biurka. Wyszczerzył się do niej jeszcze szeroko i zaraz pokazał język.
– Świnia – skwitowała Ewa i założyła ręce na biodrach.
Kamil prychnął głośno i pokręcił głową.
– Sama zaczęłaś – wzruszył ramionami i wystawił jej język.
Ewa głośno wypuściła powietrze w płuc i pokręciła głową.
– Dobra już… weź – mruknęła. – Pożyczysz mi dychę? – zapytała przyglądając mu się uważnie.
Kamil roześmiał się głośno i pokręcił głową.
– Oczywiście, że nie – odpowiedział w dobrym nastroju. – Już tak wisisz mi z pięć.
– No Kamiiiil! – zawołała Ewa i spojrzała na niego błagalnie. – No weź… na kratę, skończyły mi się smsy.
– Jak non stop wisisz na telefonie…
– Już weź. Jak skończę szesnastkę i przejdę na abonament to ci oddam – zapewniła, a chłopak aż spojrzał na nią zatrzymując batona w połowie drogi do ust.
– To za dwa lata, glucie – rzucił. – Chyba sobie kpisz…
– No nie… nie bądź taki – jęknęła dziewczyna, a on tylko przewrócił oczyma.
– W ogóle nie umiesz oszczędzać – rzucił i chcąc już sobie oszczędzić dalszego marudzenia sięgnął do szuflady. – Ale to ostatni raz jak ci pożyczam – zapewnił, chociaż ten ostatni raz był już kilkanaście razu temu.
– No tak! – zapewniła siostra i uśmiechnęła się lekko. Kiedy złapała za banknot wyszczerzyła się mocniej i ruszyła ku drzwiom.
– Dzięki, brat! – rzuciła przez ramię. – Ale i tak jesteś brzydkim szympansem! – dodała wypadając z pokoju.
– Ewka! – zawołał za nią Kamil bardziej dla zasady niż faktycznie ze złości.
Kiedy zaraz spuścił wzrok na książkę uśmiechnął się jednak lekko i sięgnął do stojącego na biurku kubka po kolejny ołówek. Przynajmniej to się nigdy nie zmieniało, pomyślał zupełnie rozluźniony i postanowił już nie przejmować się Adamem, a naprawdę skupić na nauce.

Nagle wyrwany ze snu aż zamrugał i rozejrzał się półprzytomnie po pokoju. Słysząc rozdzierający dzwonek komórki poderwał się szybko i zaplątując się w kołdrę niemal spadł z łóżka. Kiedy w końcu dopadł do telefonu leżącego na biurku i dostrzegł, że dzwoni Adam, poczuł jak serce zaczyna mu bić mocno i nieprzyjemnie.
– Tak? Adam? – rzucił odbierając i mocno przyciskając telefon do ucha. Jego ciało drżało mocno, a do gardła podchodziło coś nieprzyjemnego. – Adam? – rzucił głośniej.
– No… hej… – odezwał się w końcu mężczyzna, a Kamil spojrzał w stronę okna, od którego rozchodził się głośny stukot kropel deszczu uderzających o szybę.
– Co… coś się stało? – sapnął niemal już zaczynając się modlić, by wszystko było okej. Była niemal trzecia nad ranem. Adam nigdy nie dzwonił o takiej porze!
– Nie, nie mały. Wszystko w porządku, nie panikuj – powiedział Adam, a on odetchnął tylko ciężej i napiął się w oczekiwaniu. – Wiesz, jestem… pod twoim domem. Wyjdziesz na chwilę? – zapytał, a Kamil ponownie poczuł zlewającą go falę dreszczy. Tym razem już tych gorących, sprawiających, że kolana drżą i ciężko jest ustać normalnie na nogach.
– Ale jak to? – zapytał dopadając do okna, chociaż to wcale nie wychodziło na ulicę przed domem.
– No przyjechałem. Przeprosić. Wymkniesz się na chwilkę? Wiem że pada i jest zimno, ale… proszę – dodał Adam takim niskim głosem, który Kamila zawsze urzekał.
Chłopak zawahał się przez chwilę czy nie przetrzymać mężczyzny nieco dłużej, lecz w końcu pokręcił głową. Przecież wcale taki nie był – pomyślał i zaraz pokiwał głową.
– No dobrze… – sapnął, chociaż czuł, że mógłby skakać ze szczęścia. – To daj mi chwilę, muszę się ubrać, okej? – dodał półtonem.
– Pewnie – odpowiedział od razu Adam. – Stoję tu na zakręcie, na przystanku – dodał. – Podejdziesz?
– Jasne! – rzucił Kamil i uśmiechnął się do siebie. – To na razie.
– No, czekam – usłyszał jeszcze nim rozłączył się i odłożył telefon na bok.
Szybko też sięgnął po leżące na fotelu ubrania i zaczął je wciągać na rozdygotane ciało. Nie mógł uwierzyć, że Adam przyjechał specjalnie tylko po to by go przeprosić. Jak mógł mu nie ulec, nie kochać go? Mężczyzna był idealny, zupełnie wspaniały!
Kamil nigdy nie wymykał się nocą z domu, i to jeszcze na spotkanie ze swoim facetem! Był tak roztrzęsiony i podekscytowany, że ledwie dał radę zapiąć guzik w dżinsach. Kiedy naciągnął na koszulkę od spania bluzę, a później jeszcze na stopy skarpetki, powoli sięgnął po klucze do kieszonki plecaka.
Wyjął je starając się nimi nie brzęczeć i na miękkich nogach ruszył ku drzwiom. Kiedy wyszedł z pokoju w pierwszej chwili zatrzymał się w korytarzu i nasłuchiwał przez moment. Do jego uszu jednak dobiegło jedynie chrapanie ojca, więc powoli przeszedł do schodów i zaczął schodzić na dół. Miał wrażenie, że każdy jego krok i oddech są tak nienaturalnie głośne, a klucze, które przecież kurczowo ściskał w pięści co krok grzechoczą głośno. No i jego serce waliło jak dzwon i dziwne, że nie postawił całego domu na nogi!
Kiedy zszedł w końcu do przedpokoju, szybko przeszedł do małej sionki i zamknął za sobą drzwi. Te oczywiście jak na złość skrzypnęły, a klamka odskoczyła głośno, ale Kamil starał się nie dopowiadać sobie niczego. Po prostu sięgnął po buty, założył kurtkę i wcisnął na głowę czapkę. Bardzo powoli odkluczył drzwi i wyślizgnął się na podwórze. Kiedy ostrożnie, zerkając w okna poprzekręcał zamki, ruszył powoli, niemal jak włamywacz, w stronę bramki. Ją też zamykał i otwierał z największą uwagą, a gdy był już na ulicy po raz ostatni zerknął w ciemne okna.
Nie poczuł nawet chłodu i deszczu, a kiedy odwrócił się w stronę zakrętu przygryzł wargę na widok stojącego przy wiacie przystankowej ścigacza. Za wielką reklamą banku wsadzoną pomiędzy ścinki z pleksi nie mógł dojrzeć Adama, ale widział unoszący się z wnętrza przystanku dym. Niemal od razu ruszył w tamtą stronę biegiem, nie chciał by blondyn czekał już dłużej. A może to on sam, nie chciał już zwlekać? Chciał zapomnieć o tamtej sprzeczce i usłyszeć, że jest dla niego najważniejszy.
Mijając kilka domków jednorodzinnych, w kilkanaście sekund przebiegł dzielącą ich odległość i w końcu stanął przed siedzącym na ławeczce Adamem.
Mężczyzna siedział w rozkroku i palił powoli, a obok niego na ławce leżał kask, a na nim rękawice.
Kamil bez słowa przygryzł wargę i wbił w niego wyczekujące spojrzenie. Czekał, na jego słowa, ale nie mógł przed sobą ukryć jak bardzo cieszył się, że go widzi. Jak szalenie mu ulżyło.
– Hej… – rzucił blondyn, a on tylko skinął głową.
Z walącym mocno sercem przyglądał się, jak Adam odrzuca dalej niedopalonego papierosa. Kiedy wychylił się i złapał go za dłoń, poczuł aż przeszywający go prąd.
– Przepraszam – rzucił nisko Adam przyciągając go do siebie i kładąc ręce na jego biodrach. – Naprawdę. Nie powinienem był tego robić – dodał spoglądając na niego z dołu.
Chłopak oblizał powoli wargi i skinął głową.
– To nie było zbyt miłe… – zauważył i odgarnął na bok przemoczone włosy, wystające spod czapki.
– No nie. Wiem – powiedział motocyklista wpatrując się w niego. – Nie bądź już zły.
Kamil westchnął opierając dłonie na jego ramionach.
– Adam… – zaczął. – Wiesz… to nie chodzi o to, że… ja rozumiem. Staram się w każdym razie, ale… chcę żebyś wiedział, że możesz na mnie liczyć. Jak coś się dzieje to zawsze możesz mi powiedzieć, wiesz? – dodał głaszcząc go powoli palcami.
Adam skinął głową i uśmiechnął się nieco gorzko.
– Wiem, mały… – szepnął spuszczając na chwilę wzrok. Ale z drugiej strony co miał mu powiedzieć? Że właśnie odwiózł Marcina do domu, a wcześniej pieprzyli się jak dwa niewyżyte króliki? Sam nie mógł siebie znieść, gdy to wspominał.
Jakiś czas udawało mu się ignorować brata, ale nie mógł tak długo. Czuł się od niego uzależniony, nawet jeżeli bardzo chciał go odstawić.
– Cholera… – sapnął wtulając twarz w jego kurtkę i obejmując go mocniej ramionami.
Chciał mu powiedzieć. A może po prostu powiedzieć komukolwiek? Kamil pewnie nie był odpowiednią osobą, ale on czuł, że zwariuje. Jeszcze trochę i naprawdę się w tym zatraci.
Ale komu miał powiedzieć? Kto by go zrozumiał, nie oceniał, a wsłuchał i mu pomógł? Kamil?
Kiedy zerknął na chłopaka, niemal jęknął widząc jego czujne, rozkochane spojrzenie. Nie mógł mu tego zrobić.
Sam też już nie pamiętał, kiedy ostatnio nie czuł się tak źle. Kiedy nie uważał siebie za ostatniego chuja. Z dnia na dzień było gorzej i tylko Kamil, z tym swoim spojrzeniem trochę mu pomagał. To było chore, ale w jego spojrzeniu odnajdywał spojrzenie Marcina, to sprzed niemal trzech lat kiedy jego brat był tylko chłopcem. Zapatrzonym w niego chłopakiem, a nie małą, jadowitą kurwą.
– Hej… już dobrze – szepnął Kamil i uniósł zaraz ku siebie twarz blondyna. – Już… już okej, wiesz? Jestem przy tobie przecież – wydusił i pochylił się by pocałować go lekko w usta.
Czasami nie mógł znieść widoku Adama i jego twarzy, po której przebiegał cień.
Kiedy mężczyzna skinął głową i uśmiechnął się kącikiem ust, sam wyszczerzył się bardziej.
– No, wiesz… może… wiem, że nie chcesz mi czegoś powiedzieć – zaczął z wahaniem. – Ale ja… ja ciebie kocham i zawsze jestem po twojej stronie – zapewnił żywo.
Adam zaśmiał się cicho i pokiwał głową.
– Jesteś głuptas – szepnął nim przyciągnął go bliżej do mocnego pocałunku. Rozsmakowując się w jego wargach masował jego biodra i już po chwili zsunął dłonie na jego szczupłe pośladki.
Kamil nawet nie miał pojęcia, w którym momencie ich pocałunek stał się tak intensywny, a dłonie mężczyzny na jego ciele pobudziły go mocno.
– A…ach… Adam…! – sapnął odpowiadając na jego pocałunki umiejętniej niż jakiś czas temu. Blondyn jednak nadal całował go mocno i masował drażniąco jego uda.
– Wiesz…? – szepnął w końcu skubiąc zębami jego wargi.
– Mmm?
– Ja… wiem, że obiecałem na ciebie czekać – szepnął wsuwając chłodną dłoń pod jego ubranie i masując go po plecach, – ale chcę… kochać się z tobą. Naprawdę dzisiaj… potrzebuję cię tak… – dodał i zerknął w jego oczy otaczającym ich mroku.
Kamil spiął się mocniej i oblizał wargi. Odwzajemnił jednak to spojrzenie, a jego ciało jeszcze mocniej zaczęło dygotać.
– Nmmm… my-myślałem o tym ostatnio… – szepnął cichutko. – I chyba… chciałbym już… – wyznał czerwieniejąc na policzkach. – Z tobą… – uściślił i uśmiechnął się nieco nerwowo.
Adam pocałował go czule i skinął głową.
– Będę delikatny – obiecał unosząc się powoli i obejmując go mocno. – Chciałbym tylko… – zawahał się i zaśmiał pod nosem. – Żebyś był jak deszcz…
– Deszcz? – dopytał Kamil, a Adam pochylił się i ucałował go w usta mocniej.
– Nhm, deszcz – potwierdził i docisnął go do siebie mocniej, całując zachłannie.

Reklamy

8 thoughts on “Synowie Rosemary 08 – I jak go nie kochać? cz.I

  1. Bosheeee, szaleję, kiedy tylko o tym myślę i sobie przypominam… Było tak fajnie i rodzinnie, potem ta kłótnia, która była gorzkim, ale przyjemnym dodatkiem, następnie siostra. Ooo, to mi skradło serce xD.
    I Adaś~
    Adaś nocą na swoim czarnym rumaku (YOLO). I już wariowałam ze szczęścia, kiedy się wydało. Aleco?Jak?Dlaczego?Jawiedziałam,ale…Nie,Adaśnieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee… EMOCJE ;n;;;;;
    Daj mi więceeej, już, zaraaaaz, natychmiaaaast, daaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaai ;u;;;;

  2. „Nigdy jednak nie sadził by to stało się prawdą, by miał u mężczyzny jakieś szanse i traktował to jako zwykłe zauroczenie, które przecież w tym wieku były normą.” – ~ ,,sądził”
    „Ewa głośno wypuścił powietrze w płuc i pokręciła głową.” ~ ,,wypuściła”.
    Szkoda mi strasznie Kamila. Doslownie pare chwil temu Adam zdradzil go z wlasnym bratem. Juz chce sie dowiedziec jaka bedzie jego reakcja – Kamila i Adama na reakcje Kamila jak sie o wszystkim dowie. Wszystko jest takie ciekawe. To napiecie i do tego rozdzial zakonczony w takim momencie :<
    Uwielbiam dramy <3

    1. haha, a kto ich nie lubi? C:
      Nu, Adam chyba nie ma wstydu żadnego. Przed chwilą skończył się pieprzyć z braciszkiem a już chce zaciągnąć do łóżka Kamila. ECH n:III
      Dzięki za literówy. Czy mi się zdaje, czy ich jakoś mniej ostatnio? >D

  3. Szkoda mi Adama.. Jeszcze bardziej Kamila…
    Chora sytuacja, ale ponoć z każdej jest jakieś wyjście. Właśnie „jakieś”..
    Coś czuję, że Adam, Kamil i Marcin nie wyjdą obronną ręką i że każdy będzie na swój sposób zraniony i skrzywiony (psychicznie)

    1. Tak to chora sytuacja szkoda mi Kamila ale Adama i Marcina chyba nie, jeżeli jest sie uzależnionym to oprócz krzywdzenia siebie nie powinno krzywdzić sie innych bo potem i tak wychodzi na to że wszyscy sa w ciemniej d…

      1. W sumie racja. Kamil niczym nie ‚zawinił’ po prostu zakochał się w Adamie nie wiedząc o nim nic właściwie. No ale tak to już jest jak ma się te naście lat (hoho >D) i się przeżywa taką pierwszą miłość. Pech chciał, że akurat padło na takiego Adasia… heh

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s