Synowie Rosemary 10 – Nie pociągają…

Przez kilka krótkich chwil wsłuchiwał się jeszcze w dobiegające z sąsiedniego pokoju popiskiwanie przeplatane spokojnym głosem Agnieszki. Kobieta nuciła cicho jedną z kołysanek ze swojego repertuaru, aż w końcu wszystko ucichło, a Bruno napiął się lekko.
Nie zauważył nawet, w którym momencie ich wspólnego życia zaczął się przy Agnieszce spinać, ale kiedy dotarło do niego to, że w jakiś sposób boi się z nią przebywać sam na sam, nie umiał już zupełnie się rozluźnić. A najgorsze było to, że ona wiedziała. Czytała w nim jak w otwartej księdze i choć pewnie niektóre rozdziały były dla niej niejasne, a niektóre jeszcze niedostępne, wyglądało na to, że zna go na wylot. W przeciwieństwie do niego samego. Jemu wydawało się, że nie zna nawet małej części siebie. Wiedział tylko tyle że było mu coraz trudniej tu być.
Na kilka chwil przymknął oczy i zastanowił się chwilę. Boże, nawet nie pamiętał ile jego mały ma miesięcy. Trzy? Pięć? Coś chyba pomiędzy, pomyślał nim usłyszał jak drzwi do pokoju uchylają się, a kobieta podeszła do łóżka i wsunęła się na nie ostrożnie.
– Śpi? – zapytał chyba bez sensu i zerknął na nią uważnie.
– No mam nadzieję – uśmiechnęła się do niego i zaraz wsunęła się na jego tors. – A mój mąż, czemu jeszcze nie śpi, mm? – dopytała gładząc go przez koszulę i spoglądając na niego ciepło.
Od tego spojrzenia jednak przejął go dreszcz, bo czy ona powinna tak patrzeć? Gdyby tylko wiedziała…!
– Po prostu… ciężko mi się zasypia ostatnio – powiedział cicho i objął ją ramieniem, bardziej z przyzwyczajenia. – Może więc nie musisz wstawać już do małego, skoro ja i tak nie śpię – dodał gładząc ją automatycznie po skórze.
Agnieszka otarła się o niego lekko i objęła ciaśniej.
– Czy ja wiem… lubię do niego wstawać – szepnęła rysując palcem po jego żebrach. – Może na początku było ciężko, ale teraz już się przyzwyczaiłam – dodała z lekkim uśmiechem, który wyraźnie było słychać w jej głosie.
Bruno miał wrażenie, że w nocy, Agnieszka nie pamięta już ich kłótni, które odbywali za dnia. A te jak na złość, zdarzały się tak często, że sam nie wiedział już jak w ogóle było możliwe, że teraz są tak blisko. Że tulą się do siebie, że rozmawiają szeptem w ten właśnie sposób.
Nie miał pojęcia czy to dobre. Wiedział, że nazajutrz, gdy wróci ze szkoły znowu się pokłócą, a później w nocy znowu będą tak leżeć. Czy to mu odpowiadało? Czy tak miało być?
Od kilku już tygodni ich życie tak właśnie wyglądało. Mała, błaha rzecz wzniecała pożar, ale nie ten, który wzniecić chciał Bruno, tylko ten inny. To było śmieszne, jak wiele rzeczy między nimi wygasło, a jak wiele innych, do tej pory nieznanych, płonęło radośnie, dzieląc ich z każdym dniem bardziej.
– Wiesz Bruno… – usłyszał i zerknął na kobietę pytająco. – Jak już oboje nie śpimy… może możemy się kochać? – zapytała ciszej i uśmiechnęła się kącikiem ust.
Mężczyzna uniósł wyżej brew i poczuł jak w pierwszym momencie zaczyna mu brakować tchu. Tego też już nie pamiętał. Kiedy ostatnio się kochali? Pewnie już minęło kilka miesięcy. Może z pół roku, przeszło mu przez myśl i niemal nie roześmiał się głośno. Najgorsze było to, że jemu wcale nie brakowało seksu. Nawet z Agnieszką.
– Nie wiem… to trochę wcześnie – odparł jak zawsze i oblizał lekko wargi.
Od razu poczuł jak półleżąca na nim kobieta drgnęła i usłyszał jej westchnienie.
– Wcześnie? – powtórzyła i po chwili sięgnęła ustami do jego szyi. – Bruno… minęło już cztery i pół miesiąca od porodu. Wszystko jest dobrze, naprawdę – dodała pieszcząc powoli jego szyję i masując go po boku ręką. – Nie musisz się bać, że mi coś zrobisz… – szepnęła jeszcze i uniosła się na łokciu by sięgnąć do jego warg.
Mężczyzna zmarszczył brwi, ale oddał powolny pocałunek. Po chwili jednak odsunął się od niej lekko i spojrzał na nią przepraszająco.
– Nie wiem… nie wydaje mi się – powiedział tylko i pogłaskał ją po policzku drżącą ręką. Boże, czy ręce zawsze mu tak drżały?

Agnieszka spojrzała na niego na granicy zirytowania i niepokoju, po czym odwróciła wzrok. Przez chwilę widocznie biła się z myślami, aż w końcu w jej oczach zabłysły ogniki determinacji.
– Ale ja to wiem – powiedziała krótko i przygryzła wargę. – Nie sądzisz, że coś jest nie tak? Może powinniśmy pójść do lekarza? – zaproponowała, a on napiął się jeszcze mocniej.
– Aga, dajmy sobie jeszcze trochę czasu – powiedział od razu i odetchnął głośniej. – Nie chcę cię skrzywdzić. Poród to nie coś takiego… hop siup. Pozwólmy, żeby wszystko się dobrze zagoiło. Nie chcę żeby cię bolał ten pierwszy seks po, dobrze? – dodał, a Agnieszka zaśmiała się pod nosem.
– Mi to mówisz? – rzuciła odsuwając się bardziej. – W porządku, tylko ile ja mam jeszcze się goić? Byłam u ginekologa, od dawna wszystko jest dobrze, nie rozumiem o co chodzi… O co chodzi tobie – uściśliła i wpatrując się w niego nieco natarczywie – Dobrze… może nie jestem taka jędrna i idealna, jak przedtem, ale cholera… nie jest aż tak tragicznie chyba, co? Powiesz mi? Nie podobam ci się już? – dodała, a jej oczy wyraźnie się zaszkliły.
Bruno zacisnął zęby i uniósł się do siadu.
– Daj spokój! To źle? Źle, że się troszczę? Że nie chcę zranić, tylko tyle – dodał nieco głośniej.
Agnieszka uniosła się za nim i pokręciła głową.
– Nie, to nie jest złe – powiedziała. – Ale według ciebie chyba złe jest to, że ja chcę się kochać. Nie wiem, ty nie? Nie brakuje ci tego? Od tylu miesięcy już tego nie robiliśmy – dodała. – Przed porodem bałeś się o dziecko, teraz boisz się o mnie… Rety, już zawsze tak będzie? – rzuciła, a Bruno ukląkł na pościeli i sapnął głośniej.
– Boże, Aga! – rzucił tylko nie mogąc znaleźć żadnych słów, które wybawiłyby go z opresji. Zaraz zsunął się z łóżka i spojrzał na nią nieco bezradnie.
– Bruno…! Powiedz mi co się dzieje – usłyszał za sobą i drgnął mocno. – Cholera, przecież widzę, tak? Już nie chodzi mi o seks, chodzi mi o nas. O ciebie. Co się dzieje? – dopytała, a on obejrzał się na nią i zacisnął usta.
Przez kilka długich chwil wpatrywał się jej oczy i zastanawiał się jak to w ogóle możliwe, że stojące w nich łzy nadal nie popłynęły. On sam przecież miał ochotę wyć z bezsilności. Nie czuł niemal nic do niej. Chyba, że obojętność można nazwać jakimś wielkim uczuciem. A może raczej przyzwyczajenie. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie chodzi tu wcale o seks, o jej ciało zmienione nieco po porodzie. On po prostu zdawał sobie doskonale sprawę, że nieważne jak mieliby się kochać, on i tak nie da rady. Co byłoby boleśniejsze dla niej? To, że nie stanąłby mu przy ich zbliżeniu, czy może to, że do tego zbliżenia wcale nie dochodzi?
– Bruno – powtórzyła miękko. – Przecież jesteśmy małżeństwem. Czemu mi nie ufasz? Przecież ja… ja zrobię co tylko mogę, żeby ci pomóc, jeżeli masz jakiś problem. To coś w szkole? – zapytała jeszcze, a on odwrócił wzrok.
– Nie Aga, nie w szkole – bąknął i zaraz zmarszczył brwi. – Wszystko jest dobrze – upierał się wbrew jej powątpiewającemu spojrzeniu – Czemu ty z kolei się twierdzisz, że nie jest? – dodał ostrzej, choć czuł w środku wstyd. Jak mógł tak do niej mówić? Czemu używał tego tonu?
Wpatrywał się przez chwilę w jej lśniące oczy.
Nie, kochał ją. Naprawdę ją kochał, ale to nie była już miłość romantyczna, którą dawniej czuł. Przez myśl mu przeszło, że kocha ją tylko tak, jak można kochać matkę swojego dziecka. Ale czy istniała taka miłość, nie powiązana z pożądaniem i tym wszystkim?
Ponownie spojrzał gdzieś w bok. A Cyprian? Czy on go kochał?
Poczuł aż rumieńce na policzkach, gdy tylko to pomyślał. Przecież to był jego syn, to oczywiste, że tak, pomyślał rozpaczliwie i odetchnął głębiej.
– Bo widzę, że tak jest – kontynuowała Agnieszka, a on tylko zacisnął mocniej pięści. – Bruno… pójdźmy do seksuologa, co? Pogadajmy szczerze ze sobą. Ja ciebie kocham, chcę byś był ze mną szczęśliwy – ciągnęła, lecz Bruno umiał tylko patrzeć na jej usta składające się w kolejne wyrazy – W każdym małżeństwie zdarzają się kryzysy i to nic… Wiem, że nawet jeżeli chcieliśmy Cypriana, to jego narodziny dużo zmieniły, i to nowa sytuacja dla nas obojga, ale poradzimy sobie z tym. Nie odsuwaj się ode mnie – dodała, a on spojrzał na nią niemal żałośnie.
– Myślisz, że… mogę bardziej? – rzucił cicho i natychmiast tego pożałował, gdy tylko dostrzegł drgniecie kobiety.
– Odsunąć się? – zapytała cicho. – Myślę, że możesz, ale czemu chcesz to zrobić?
– Chcę? Myślisz, że robię to celowo? – zapytał ostrożnie.
Agnieszka pokręciła głową i przygryzła dolną wargę.
– Myślę, że nie… myślę, że w którymś momencie coś się stało – zaczęła. – Coś, co przeoczyłam. Zawsze… z tobą musiałam być uważna, wiem to. Znam cię, Bruno, nie od dzisiaj. Dlatego wiem, że…
– Że…?
– Że sam się poddasz. Nie chcę zostać sama. Kocham cię – dodała żywiej i spojrzała na niego z dołu z tak wielką nadzieją w oczach, że jakaś część jego miała ochotę ją zniszczyć. – Zawsze chciałam żeby niczego ci przy mnie nie brakowało. I starałam się. I dalej będę się starać. Tylko mi pozwól.
Bruno skrzywił się i pokręcił głową.
Czy to nie brzmiało żałośnie? Był słaby, zawsze na utrzymaniu Agnieszki, która faktycznie strzegła ich rodziny. Utrzymywała ją przy życiu, zgodziła się być z nim, choć musiała wiedzieć, że to nie będzie łatwe. Po co im było to dziecko? Czy nie byłoby mu teraz łatwiej odejść? Gdyby nie Cyprian, mógłby się uwolnić.
Kiedy zdał sobie sprawę z tych myśli cofnął się o krok i zaraz podszedł do szafy.
– Bruno! Gdzie idziesz…? – rzuciła kobieta i zaraz zerwała się z łóżka.
– Nie wiem… pobiegać – wzruszył ramionami wciągając nogawki dresu. – Daj już spokój. Śpij i przestań fantazjować – burknął ubierając się szybko.
– Bruno… – jęknęła Agnieszka i westchnęła głośno. – Ja już nie wiem. Nie wiem co mam robić, nie wiem co mówić. Teraz będziesz udawał, że to nic? – rzuciła wyraźnie na granicy łez. – Nie rób tego, nie odsuwaj się… powiedz mi…
– Cholera! O co ci chodzi? – niemal na nią warknął wciągając na siebie bluzę. – Czego ci brakuje!? Masz wszystko przecież, czego chciałaś! Nie tego? Nie domu, dziecka, rodziny? Co ci nie pasuje!? Po co jeszcze wymyślasz jakieś problemy! – dodał ostro. Czy nie łatwiej było zwalić wszystko na nią? – Musisz to robić? Czy to, że jesteśmy małżeństwem oznacza, że nie mogę po prostu pobyć sam ze swoimi myślami? Nawet one muszą być nasze wspólne? Ale pewnie nasłuchałaś się złotych rad tej twojej Beatki! Musisz z nią o nas rozmawiać? Nie możesz odpuścić? – dodał ostro, a Agnieszka wcisnęła twarz w dłonie.
– To przecież…
– Nie, Aga! Skończ już! – warknął i ruszył ku drzwiom. – Uspokój się i skończ. Nie widzisz, że to właśnie o to chodzi? O to twoje naleganie, naciskanie! Boże święty! Czy ja nie mogę mieć ani chwili spokoju?
– Spokoju od nas? Od swojej rodziny? – zawołała nagle Agnieszka i spojrzała na niego z żalem. – Tak ci przeszkadzamy? Może jeszcze kilka takich kłótni i usłyszę, że w ogóle jesteśmy błędem, co? – zakpiła gorzko, a Bruno tylko pokręcił głową.
– Przestań, Aga! – niemal krzyknął. Czemu ona wiedziała to wszystko? Czemu bez pozwolenia przeglądała jego myśli i tak bezczelnie wypowiadała je na głos pozbawiając go złudzeń, że nie były prawdziwe? Nie chciał tak myśleć, nie mógł, bo wtedy wszystko zacznie się sypać.
– Mam przestać? – zaśmiała się gorzko. – Kiedy ostatnio miałeś małego na rękach? Kiedy ostatnio choć trochę zainteresowało cię to, co o nim mówię, gdy wracasz z pracy? Przecież widzę, jak wszystko co ci opowiadam, przepływa gdzieś obok – dodała coraz bardziej zła.
– Bo ile mogę słuchać tego samego? O pampersach, o kupkach i o kaszkach! To faktycznie fascynujące! – rzucił bez namysłu i niemal w tej samej chwili tego pożałował.
– No bardzo mi przykro, że brakuje ci wrażeń! – zakpiła Agnieszka, a w jej spojrzeniu coś się zmieniło. – Masz inną. Inną, która ci ich dostarcza – stwierdziła i zacisnęła usta.
– Co? – wydusił Bruno i pokręcił głową z niedowierzaniem. – Co ty znowu wymyślasz? – syknął, a Agnieszka powoli zeszła z łóżka.
– Nie chcesz seksu ze mną, nic mi nie mówisz. Kłócimy się non stop i potrzebujesz spokoju. Czy to nie jasne? – rzuciła. – Cholera…
– Przestań! Nigdy nie miałem żadnej kobiety, prócz ciebie i nigdy z żadną inną nie będę – wycedził wpatrując się w nią ze złością.
– Jasne! Jasne! Nie wierzę ci, rozumiesz? – zawołała z płaczem Agnieszka – Nie wierzę ci! Nie umiem tego wyjaśnić, ale czuję, że masz w głowie coś innego niż my! Co mam myśleć? Co mam robić, kiedy do ciebie nic nie trafia!? Znudziliśmy ci się? Myślisz, że rodzina to zabawa? Że możesz się z niej wycofać kiedy chcesz? Zo…
– No właśnie, kurwa, nie mogę! – przerwał jej Bruno, a Agnieszka spojrzała na niego wystraszona i pokręciła głową. Nie powiedziała już nic, tylko minęła go i odepchnęła od drzwi. Sama wypadła na zewnątrz i zamknęła się w pokoju Cypriana, a już po chwili do uszu Brunona dobiegł jej płacz.
Cholera, to nie tak miało być, przeszło mu przez myśl i uśmiechnął się gorzko.
Tylko czy to wszystko nie było prawdą?
Może nie dorósł do tego jeszcze? Może nie powinien się z nią wiązać, nie powinni mieć dziecka. Nie miał pojęcia, gdzie podziało się to ‚kochanie’, które czuł do niej jeszcze nie tak dawno. Czemu nagle to wszystko zgasło?
Ale prawdą było, że nie pociągały go te pieluszki i kaszki. Niemowlęce gaworzenie, też nie wzbudzało w nim emocji, a Agnieszka się nim tak ekscytowała niemal każdego dnia i już zaczynała domagać się od małego tego całego ‚mama’. A on? Miał wrażenie, że to nie jest jego życie. Że nie tak ono miało wyglądać.
Tylko czemu jeszcze kilka tygodni temu był jeszcze taki szczęśliwy? A może tylko sobie wmawiał?
Może to faktycznie był jakiś kryzys. Jego kryzys wieku średniego, w który właśnie wkraczał? To nie była wina Agnieszki, że nie był wobec niej szczery. Że nie chciał z nią mówić o swoich wątpliwościach, ale w ‚odpowiednich’ chwilach umiał powiedzieć coś takiego jak to przed chwilą. Umiał ją zranić, chociaż tyle, przemknęło mu przez myśl. Ale może do tego dążył? By go sama znienawidziła i zostawiła? Wtedy nie byłby winny, prawda?
Przez kilka chwil stał bezradnie w miejscu i wsłuchiwał się we własne myśli. Ciągle serce waliło mu mocno, a burza w głowie nie dawała się uspokoić.
Zawsze nazywał ją ‚Agą’, gdy był zły lub częściej – zdenerwowany. Nie lubił tego zdrobnienia, brzmiało tak pretensjonalnie. Kiedy przymknął oczy od razu dostrzegł pod powiekami obraz kobiety. Bardzo lubił jej śliczną twarz i piegi. Piegi były absolutnie rozkoszne. Tak samo jak jej uśmiech.
Może to o to chodziło? Może powinien na nią tylko patrzeć? Od początku może powinien na tym poprzestać? Nie dawać się podrywać, nie oświadczać się, nie przekraczać tej cienkiej granicy. Ale teraz czuł, że na miejscu granicy sam zbudował gruby mur, za który nie mógł już wrócić.
Czuł się jak w pułapce, osaczany przez jej pretensje albo naciski. ‚Nie odsuwaj się’, ‚Co się dzieje, Bruno?’ brzmiało mu w głowie. Nie znosił tego. Zawsze miał wrażenie, że w ten sposób Aga stara się wywlec na wierzch zupełnie wszystko, nawet to czym on sam nie chce się nią dzielić. Że przypadkiem coś powie, o jakieś jedno słowo za dużo.
Czasami tak bardzo irytowała go jej troska, jej czułość, na którą raczej nie zasłużył. Z każdym dniem czuł się gorzej, z każdą chwilą miał ważenie, że ją jeszcze bardziej zawodzi. I siebie, i małego. Że jednak to życie, o które tak bardzo się stara jest jego porażką. Że nadal jest słaby. Że przegrał.
Po kilku chwilach wyszedł z sypialni podszedł do drzwi pokoiku Cypriana. Zapukał w nie lekko i nacisnął na klamkę.
– Agnieszka, przepraszam – rzucił półtonem, gdy okazało się, że drzwi są zamknięte. – Wracaj do łóżka, dobrze? – dodał i usłyszał, jak kobieta pociąga nosem. – Nie płacz już… – szepnął zmarszcząc mocno brwi. Nigdy nie chciał być powodem jej łez, ale jak na złość, coraz częściej był.
– Zostaw mnie – usłyszał jej zduszony głos. – Odpocznij ode mnie, co? Przecież tego chciałeś.
– Agnieszka…
– No co? Odpocznij, bo jak nie… to odejdziesz, tak? – dodała z żalem, a on zacisnął tylko usta.
– Kochanie… – zaczął miękko, ale nawet dla niego to słowo zabrzmiało strasznie dziwnie. Agnieszce chyba też, bo ponownie zaśmiała się cicho, śmiechem przepełnionym goryczą – To tylko… kryzys. Nawet najlepsze małżeństwa je mają – powiedział nieco sztywno, a ona głośniej pociągnęła nosem.
– Tak. Mają – odparła niby obojętnie lecz nadal nie otworzyła drzwi.
– Dobrze… skoro tak, pójdę spać na dół. Wróć do łóżka i spróbuj zasnąć – powiedział tylko mężczyzna i odetchnął głębiej. – Przepraszam – powtórzył nim odkleił się od drzwi i przeszedł do schodów.
Był głupi i okrutny.

Bruno odetchnął i odłożył na biurko podręcznik po czym przesunął wzrokiem po klasie. Naprawdę miał wrażenie, że niemal nikt go nie słucha, że prowadzi zajęcia sam ze sobą. Chociaż nie, kłamał. Było kilka osób, bardziej zaangażowanych. Dokładnie cztery. Jedna robiąca zaciekle notatki, dwie słuchające co mówi, i jedna może nie słuchająca, ale wgapiająca się w niego natarczywie.
Mężczyzna zacisnął aż dłonie na krawędzi biurka i po chwili odbił się od niego, by przejść do krzesła.
– Przypominam wam, że na następnych zajęciach zaczynamy ‚Nie-boską’ – rzucił głośno. – Oczywiście rozpoczniemy sprawdzianem z treści. Mam nadzieję, że już zaczęliście czytać – dodał jeszcze i uśmiechnął się skromnie.
– Ale to kiedy? – rzucił ktoś, a on jednym ruchem złożył leżący na blacie biurka dziennik. – Może przełożymy?
– Za tydzień. I żadnego przekładania. Nie będzie mnie przez najbliższe dni, więc macie więcej czasu. Mam nadzieję, że go właściwie wykorzystacie – dodał lecz jego słowa już po chwili utonęły w głośnym szuraniu krzeseł, dochodzącym z sąsiednich klas. Niemal od razu wszyscy z drugiej D zerwali się z miejsc, już niemal zupełnie nie zwracając na niego uwagi. Kiedy dotarły do niego pojedyncze pożegnania, skinął głową odpowiadając na nie, samemu również skupiając się bardziej na zbieraniu swoich rzeczy.
Kiedy chował do wewnętrznej kieszeni marynarki pióro zdał sobie sprawę z czyjejś obecności i niemal nie jęknął, gdy po uniesieniu spojrzenia, napotkał wzrok Marcina.
– Coś jeszcze, Marcin? – zapytał spokojnym głosem, a chłopak ruszył w jego kierunku z uśmiechem.
– Nie… znaczy chciałem powiedzieć panu, że już przeczytałem – rzucił ożywionym tonem mijając ławki i w końcu stając przed biurkiem.
– ‚Nie-boską’? – dopytał Bruno, a gdy chłopak pokiwał głową odpowiedział lekkim uśmiechem. – I jak? Podobało ci się? – zapytał składając na stosik swoje rzeczy.
– No! Pierwsza część super! No tylko później trochę nuda, jak zaczyna się ta cała rewolucja – zaśmiał się i wzruszył ramionami. – A panu się podoba? – zapytał zaraz. – W ogóle, jak to jest? Nie wierzę, że panu podobają się wszystkie lektury, które przerabiamy!
Bruno spojrzał krótko na Marcina i zastanowił się chwilę.
– Nie wszystkie mi się podobają, co nie znaczy, że nie doceniam ich walorów – powiedział krótko i zaraz ruszył ku drzwiom, zaciskając dłoń na trzymanym kluczyku od sali. – To co ci się najbardziej podobało? – zapytał przesuwając wzrokiem po porterach pisarzy, które zawszone były na ścianie, w której osadzono drzwi.
Marcin idący obok przygryzł wargę i zaśmiał się pod nosem.
– Wie pan, ta cud-dziewica. No i to jak zwodziła Henryka – zaśmiał się. – Znaczy, bo ja to sobie zawsze tak wyobrażam, no i ona dla mnie wygląda jak ta Emily, z ‚Gnijącej Panny Młodej’. Zna pan? – dopytał, a Bruno uśmiechnął się nieco rozluźniony.
– Tak, znam. Raz jedna dziewczyna pisała maturę i miała temat związany z kinem. Strasznie się wtedy upierała na Burtona – powiedział spokojnym tonem. – Cieszę się, że jesteś już po lekturze, mam nadzieję, że i sprawdzian pójdzie ci dobrze – dodał i obejrzał się na chłopaka, który zatrzymał się przy ostatniej ławce.
Marcin spojrzał na niego poważniej i pokiwał głową.
– No, też mam nadzieję. Chyba nieźle mi idzie ostatnio, co? – zapytał lekkim tonem, a Bruno skinął głową.
– Nieźle – przyznał. – Dobrze byłoby gdybyś jeszcze popracował nad zachowaniem. No i chemią – zauważył, a chłopak roześmiał się głośniej.
Mężczyzna uśmiechnął się nieco rozluźniony i przez chwilę przyglądał się chłopakowi. Dopiero po chwili odwrócił wzrok, gdy ten, odwzajemnił to spojrzenie.
Nie miał pojęcia czemu ostatnio przestawało mu ono przeszkadzać. Przywykł? Może.
W każdym razie było ono miłą odskocznią od obojętności pozostałych uczniów, właściwie robiących mu łaskę, że bywają na zajęciach.
Problemy z Agnieszką, skutecznie dominowały jego myśli, tak, że nawet nie myślał już o chłopaku i tamtym wyznaniu. Zresztą może to była tylko próba? Albo jakiś rodzaj prowokacji?
Z każdymi zajęciami Marcin zaczynał mu coraz bardziej imponować. Oczywiście na tym bardziej szkolnym tle. Angażował się, słuchał go, często nawet dyskutował z nim na zajęciach. Może to było zbyt ideologiczne, ale czy sam Bruno nigdy nie chciał mieć takiego ucznia? Wpatrzonego w siebie, lubiącego dyskutować z nim o literaturze? Dzięki któremu czułby się ‚Kapitanem’.
Uśmiechnął się lekko do swoich myśli, nie będąc zupełnie pewnym czy są trafne. Kiedy jednak usłyszał westchnienie Marcina zerknął na niego już poważniej otrząsając się z marzeń.
Chłopak przygryzł wargę i spojrzał na niego przenikliwie.
– Wyjeżdża pan? – zapytał spokojnym głosem, a Bruno skinął głową.
– Tak, z żoną w góry – odparł nim zdał sobie sprawę, że nie musi się Marcinowi tłumaczyć.
– Ooo… to fajnie – rzucił chłopak, choć po jego twarzy trudno byłoby wywnioskować, że podoba mu się ten pomysł. – Szkoda tylko, że nie będzie zajęć – dodał spuszczając spojrzenie. – No, ale pewnie dużo ma pan na głowie, co? No i pewnie chce pan poświęcić jej trochę czasu więcej…
– Coś tak jakby – zaśmiał się Bruno i westchnął. – Idziemy? Przepraszam cię, ale zaraz koniec przerwy i zaczynam kolejne zajęcia. – powiedział. Przecież wcale nie chciał jechać. Wolałby być tu, w szkole, gdzie nie musiał aż tak skupiać się na żonie i ich sypiącym się małżeństwie, które miało uratować ten głupi wyjazd. Ale cholera! Jak cokolwiek ma się poprawić? Czy ona naprawdę liczyła, że poruszony atmosferą tych pseudo-góralskich chałupek zacznie mieć na nią ochotę? Że przełamią ‚barierę’ i zaczną się kochać? Przecież on nie potrzebował do tego gór i kominka! Zresztą sam nie wiedział już, czego do tego potrzebował, przeszło mu przez myśli, gdy z westchnieniem omiótł wzrokiem usta chłopaka.
Marcin pokiwał głową i z ociąganiem zarzucił plecak na ramię.
– No dobrze – rzucił na wydechu i spojrzał na niego nieco niepewnie, co wzbudziło w mężczyźnie niepokój. – Dobrze… już idę. Pomyślałem, że fajnie byłoby się pożegnać. Lubię pana zajęcia – dodał lekko drżącym głosem i uśmiechnął się nieco zawadiacko.
– Dziękuję, Marcin. Idziemy? – zapytał Bruno i zagrzechotał lekko kluczykiem.
– Nhm… za chwilę, dobrze? – rzucił Marcin i odetchnął drżąco.
Dyrektor zerknął na niego nieco zaniepokojony.
– Wszystko dobrze? – dopytał i zbliżył się do niego nieco.
Marcin spojrzał na niego pobudzonym spojrzeniem i skinął głową.
– Tak… dobrze – rzucił. – Musiałem się przeziębić. Dzisiaj coś mi się w głowie kręci – dodał, a Bruno pochylił się bardziej by spojrzeć mu w oczy.
– Powinieneś pójść do pielęgniarki, jeżeli źle się czujesz – dodał i przyłożył mu dłoń do czoła. – Chyba nie masz gorączki – zauważył, a Marcin spojrzał na niego wielkimi oczyma.
– No sam nie wiem… – westchnął i oblizał lekko spierzchnięte usta.
– Ale na wszelki wypadek powinieneś się jej pokazać. Chodź, poproszę kogoś, by cię odprowadził – dodał Bruno ujmując go lekko za ramię. – W razie czego możesz zadzwonić po brata, żeby po ciebie przyjechał i odwiózł do domu? – zapytał, a Marcin pokiwał głową.
– Tak, mogę – odparł półtonem i przełknął głośniej ślinę.
Bruno nawet nie spostrzegł, w którym momencie Marcin złapał go za dłoń i zacisnął na niej palce.
Ale Marcin to zrobił. Ścisnął ją mocno i szybko wzbił się na palce po to, by wychylić się do jego warg. Ucałował je krótko i szybko wrócił na swoje miejsce, po czym spojrzał na ich splecione nadal dłonie.
– To do widzenia – rzucił cicho i uśmiechnął się kącikiem ust. Przez chwilę jeszcze ściskał jego rękę po czym zaraz ruszył do drzwi, uśmiechając się do siebie z zadowoleniem wypisanym na twarzy.
Czuł na swojej skórze nieco drażniący odcisk zarostu mężczyzny i z trudem powstrzymał się przed obejrzeniem się za siebie, by przyjrzeć się skutkom tego pocałunku.

Reklamy

10 thoughts on “Synowie Rosemary 10 – Nie pociągają…

  1. Czemu ja wiedziałam, że Marcin go pocałuje? Już sama nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Marcin jest jaki jest, ale chyba nie jest głównym powodem, przez który małżeństwo Bruna się sypie. Niby mówił, ze kocha swoją żonę, ale czy nie oszukiwał sam siebie? Czy nie pomylił tego uczucia z czymś innym? Może kiedyś coś do niej czuł, ale się wypaliło i zostało tylko przyzwyczajenie? Poczucie obowiązku? Bo przecież ma z nią dziecko i nie może tak łatwo tego wszystkiego skończyć. Mam wrażenie, że Aga już go nie pociąga, o ile kiedykolwiek pociągała. Gdyby było inaczej, nie szukałby jakichś głupich wymówek, byleby tylko nie musieć się przespać z własną żoną. Ciekawa jestem, jak to się wszystko dalej potoczy. Aga ma charakterek i raczej nie da się tak łatwo sprawić.
    Pozdrawiam i życzę weny

  2. Marcin <3 Po ostatnich przesłodzonych, cukrowych rozdziałach z Adamem i Kamilem, wreszcie cudowna odskocznia w szarą, trudną rzeczywistość. Bruno jest super! Żona, yyy nie wiem co o niej myśleć, ale nie najgorsza. Ma charakter! :D
    Pozdrawiam i czekam na następny rozdział BrunoxMarcin :3

    1. Haha. Było trochę smutku w tamtych rozdziałach przecież!
      No Aga nie jest najgorsza. Znaczy, no wiadomo, jak dla kogo. Brunonowi zaczyna chyba przeszkadzać. C:
      BrunoxMarcin… Obiecuję, że coś z nimi na pewno będzie. >D

      Fajnie, że znowu piszesz! Pozdrawiam! C:

  3. Swietnie malujesz emocje, życie. Błyszczysz jak nigdy dotąd. Marcin w formie widzę. :) Relacja małżeńska tak strasznie dobrze przedstawiona. Czysto. Bez patosu i parodii. Kurde. Bruno Marcin Adam. Moi ulubieńcy. Cos jest intrygującego zarówno w kuszeniu jak i braterskiej relacji. Kamil mnie wkurwia. O. ;)

    1. Ojej. ;u;
      Dziękuję! <3333
      Marcin do złego zawsze jest w formie. xDD
      Naprawdę? Bruno? Ten niezdecydowaniec? Który, hehe, wydaje się, nie umie sobie poradzić ze swoim życiem? Ma rodzinę i chyba tego żałuje? Jeeeej xDDD Mały jest najszczerszy i najuczciwszy, i chyba mu się to nie opłaca. C:

      Pozdrawiam! <33

      1. Czy jest niezdecydowańcem? Nie sądzę. Sądzę że wpadł w pułapkę zaprzeczania tego kim się jest. Bo tak było prościej. Otoczenie itd itp. On jest bardzo prawdziwy. Wiesz, ludzie skutecznie okłamują sami siebie całymi latami, że są szczęśliwi uciszając głos który próbuje uświadomić im że utknęli i że szczęście jeszcze jest dla nich dostępne. Tylko musi pojawić się coś lub ktoś kto im to uświadomi. O tym jest Marcin dla Bruna. Więc to nie jest tak że rodzina wynika z tego że on jest niezdecydowany. Bo gdy ja zakładał wierzył że tego chce.

        A Kamil? A idź! Jakiś taki infantylny i zasmarkany.

        Adam powinien (jeśli już nie chcesz pochylić się nad moim zdeprawowanym pomysłem :) ) miec kogoś o silnym charakterze kto być może też się zagubił.

        Marcin. To Adam go „stworzył” a Adama każdy lubi. Marcin jest ofiarą. On zagubił się w tym co robi Adam. Uwiodl go a później odpycha. Więc zauważył że gdy gra na uczuciach Adama to ten zwraca na niego uwagę to tak robi. Pogubił się.

        Adam Marcin Bruno !!!!.

        Kamil do innego miasta!!! :D

        1. Czyli sprowokowałam! Ha! C:
          No tak, tak. Z większością się zgadzam, ale też nie wiem czy jednak Marcin wyzwoli Brunona. Znaczy może w nim coś obudzić, jakąś wolę walki o zmianę swojego życia. I pewnie, gdyby był normalnym, dobrym chłopakiem Bruno miałby jakieś szanse. A tak… oj, mam same czarne myśli w głowie. Przynajmniej na razie.
          A Kamil? Przecież jest słodki! >D Ma szesnaście lat, hej, no chyba nie może być takim doroślakiem. xDD
          Huhuu… Zdeprawowany pomysł to ten by Adaś był z Marcinem? xD Booożeee, jaki z Ciebie okrutnik! XDDD Przecież Adam by zupełnie się rozpadł. Tak sądzę… W ogóle, póki gra się toczy nie można tak osądzać. Marcin i jego interwencje na pewno działają cuda! xDD
          No okej, Adam uwiódł Marcina. Ale wiemy jaki jest Marcin. Czy naprawdę jest aż tak nieporadny by nie poradzić sobie bez brata? Czemu w ogóle się upiera by z nim być i w ogóle… Niby jest ofiarą, a jednak… nie zachowuje się jak ona, nie myśli jak ona. Sądzę, że ma naprawdę ‚jasny’ umysł i pewnie gdyby był w tym wszystkim poszkodowany potrafiłby sobie poradzić. Ale z jakiegoś powodu nie chce…?

          Hahaha. Biedny Kamilek. xDDDD

  4. ,, Z każdym dniem czuł się gorzej, z każdą chwilą miał ważenie, że ją jeszcze bardziej zawodzi.” ~ ,,wrażenie”
    ,,… – zapytał przesuwając wzrokiem po porterach pisarzy, które zawszone były na ścianie, w której osadzono drzwi.” ~ ,,zawieszone”
    Troszke bylo powtorzen.
    O jezu. Jak. Ja. Nienawidze Marcina!!! Rzygam nim po prostu, nienawidze takich bezczelnych ludzi. W ogole jak mozna sie tak bawic ludzmi? Do tego przez niego zwiazek Bruna sie sypie, co za chore… Dlatego gej nie powinien nigdy sie wiazac z kobieta i miec dziecko. To tak jakby chcial ukryc swoja prawdziwa orientacja, a potem i tak wszystko wychodzi na jaw i wielki placz, ze maz zone zdradzil z facetem. Tak, za duzo Ukrytej Prawdy xDD
    Ale nie, serio. Mam nadzieje, ze wszystko bedzie dobrze miedzy nimi i Marcin dostanie solidnego kopa od brata i nauczyciela. Nalezy mu sie. Nie jest mi go ani troche zal. Mala dziwka, manipulant i kto wie co jeszcze…
    Czekam na Kamila i Adama :3

    1. Hmmm… czy ja wiem, czy to przez Marcina? No pewnie, że to on wzbudził w Brunonie wspomnienia z dawnych czasów, ale nie wydaje mi się, żeby teraz to właśnie to było czymś co determinuje uczucia dyrektora. Owszem, jak teraz go Marcin pocałował to jest dla niego kolejny problem, ale jak na razie Marcin chyba nie ma bezpośredniego wpływu na to, że jego małżeństwo się sypie. To jest w samym Brunonie. To, że go nie pociągają te rodzinne rzeczy, to że ma ten swój kryzys. Tak w każdym razie ja uważam xDDD
      Oj, Marcin umie sobie radzić w życiu. Nie wiem czy prędko tego kopa dostanie. A może nawet jeżeli to będzie umiał to obrócić na swoją korzyść? C:

      Dzięęęęki wielkie za literówy!!
      Pozdrawiam! c:

  5. Smutno. I choć nie czytało się ciężko, to było ciężko podczas rozmów Brunona i Agnieszki. Z drugiej strony w jakimś momencie udzieliło mi się też podejście Brunona i chyba potrafiłam zrozumieć go nieco lepiej. Ładne to było. Ranią się nawzajem, ale nie można powiedzieć by ktokolwiek robił to umyślnie.
    Mimo tego co na koniec zrobił Marcin, przeniesienie akcji do szkoły pozwoliło mi trochę odetchnąć, od tej naprawdę duszącej atmosfery. Rzeczywiście trochę krótko, ale treść to rekompensuje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s