Synowie Rosemary 11 – Zobaczysz!

– Posłuchaj, nie życzę sobie więcej takich sytuacji! – rzucił dyrektor rozemocjonowanym tonem, a Marcin pokornie wpatrywał się w blat ciemnego biurka. Odetchnął płycej i przygryzł wargę, by nie uśmiechnąć się i nie prowokować więcej mężczyzny.
– Czy ty w ogóle pomyślałeś..?! – niemal huknął na niego Bruno i zaraz odsunął się od biurka i odszedł do okna. – Nie mam pojęcia o czym w ogóle myślałeś! – poprawił się i pokręcił głową. – I czy w ogóle! – dodał ostro, a Marcin zerknął na niego krótko i odetchnął.
Żałował, że nie umie przywołać na twarz rumieńców, ale posłał mu zawstydzone spojrzenie i oblizał usta.
– Przepraszam – szepnął słabym głosem i przymknął oczy.
Cholera, wcale nie było mu wstyd. To było takie podniecające! I z niemałą przyjemnością już teraz i od razu zająłby miejsce na ciemnym biurku i rozłożył nogi tak szeroko, jak tylko może.
Zaraz po tym pocałunku, kiedy Bruno wygonił go z klasy, już się bał, że to wydarzenie obejdzie się bez echa, ale nie musiał długo czekać bo tylko i jedynie czterdzieści pięć minut minęło nim Wilczyński ‚zaprosił’ go do swojego gabinetu. I co jeszcze ciekawsze wcale, a wcale nie wydawał się być obojętnym na tamto wydarzenie.
Jasne, że mógł się bać, że ktoś to zobaczy, jasne, że mógł się bać o swoją posadę, ale przecież Marcin widział te emocje w jego oczach. I wiedział, że kryje się za nimi coś więcej niż strach. Czuł to całym sobą. Nieważne czy to sobie wmawiał – wiedział doskonale, że to początek. I nawet jeżeli była to tylko gra, z każdą chwilą, gdy nabierała takich rumieńców, szalenie go nakręcała.
Oczywiście, że nadal całym sobą kochał Adama, ale czy to byłaby zdrada? Nie, nie byłaby. Przecież to tylko niewinna zabawa, do której on sam ma prawo. Jest przecież młody i może sobie używać życia. Chciał go używać.
– Przepraszasz? – huknął Bruno i szybko podszedł do biurka. Oparł się o nie rękoma i pochylił w jego stronę. – Marcin, ostrzegam cię! Na za dużo sobie pozwalasz, młody człowieku! – dodał, a chłopak niemal nie parsknął śmiechem. ‚Młody człowieku’? Boże, to brzmiało tak śmiesznie w ustach Brunona. Jakby był jakimś sędziwym staruszkiem.
Ale z drugiej strony Marcin podniecił się bardziej widząc jego złe spojrzenie, pod którym powinien ulec. Doskonale wiedział, że Wilczyński tego właśnie po nim się spodziewa.
Zmarszczył więc brwi i bardziej pochylił głowę.
– Przepraszam… – szepnął ponownie i skulił ramiona. – To nie… to nie tak… – dodał i zagryzł mocniej usta.
Bruno sapnął ciężko i zacisnął drżące dłonie w pięści.
– Co nie tak? Coś ty znowu wymyślił, co? – rzucił rozgniewanym tonem, a uczeń zawiercił się na krześle.
– To tylko… – zająkał się i spojrzał na niego żałośnie. – Tylko po-pożeganie… ja nie chciałem nic… złego – dodał skruszony. – Przepraszam… ja nie zrobię tego więcej. Przepraszam – dodał niemal rozpaczliwym głosem. Zrobi to na pewno, przeszło mu przez myśl. Przecież gdyby nic nie było na rzeczy czy dłonie Brunona drżałyby tak mocno? Czy byłby aż tak wściekły?
I dobrze! Niech myśli o nim, gdy będzie posuwał tą swoją żonkę w tych górach, niech wyobraża sobie, że to z nim się pieprzy.
– Pożegnanie?! – zaśmiał się gorzko mężczyzna. – Marcin! Jestem twoim nauczycielem! NAUCZYCIELEM! Rozumiesz? Nie możesz…! – zaczął doniosłym głosem lecz zaraz zerknął w kierunku drzwi i pochylił się do niego mocniej. – Nie możesz mnie ot tak całować! – dodał już nieco ciszej i pokręcił głową. – Ja już nie wiem, co z tobą jest nie tak… – dodał nim wyprostował się przy biurku.
Marcin przełknął głośno ślinę i odwrócił spojrzenie.
– Nic… ja… uwielbiam pana – powiedział drżącym głosem. – Pana zajęcia i to, jaki pan jest. Pana głos i… tyle nas przecież łączy. Tyle mogę się od pana nauczyć o… o literaturze i w ogóle… no i… chcę być bliżej… To przecież… przecież normalne jak się kogoś kocha, prawda? – dodał i spojrzał na niego wielkimi oczyma. Od razu dostrzegł drgnięcie mężczyzny, więc spojrzał na niego intensywniej i potarł o siebie wargami.
– Marcin…
– Ale dlaczego nie? Przecież to nic złego… gdybyśmy się kochali… – dodał jeszcze chłopak i odetchnął głośniej.
Dyrektor wpatrywał się w niego z dziwnym wyrazem na twarzy, a on biorąc to za dobrą monetę wyprostował się i podsunął do krawędzi biurka.
– Ja i pan… ja chcę żeby pan mnie nauczył wszystkiego… zawsze sobie wyobrażam, jak… moglibyśmy razem… wie pan, czytać poezję i w ogóle… Zaraził mnie pan tym – dodał mając nadzieję, że nie przegina.
Ale przecież znał go już trochę. Widział jak zawsze podczas zajęć dyrektor odpływa, czytając te romantyczne bzdury, albo jak oczy mu błyszczą i kąciki ust wyginają się w skrytym uśmiechu, gdy omawiał dla nich jakieś wiersze czy sonety. On taki był – niepoprawnie romantyczny, jak Marcin go określał. Pewnie niejeden raz marzył o jakichś wielkich uniesieniach i tym podobnych sprawach. Ta fascynacja i zaangażowanie były w nim bardzo oczywiste, a Marcin umiał to dostrzec. Przecież tak długo go już obserwował.
– To nie tak… że… Sam nie wiem, co pan o mnie myśli… – dodał niemal łamiącym się głosem. – Ale ja… nie chciałem nic złego, ja tylko… tylko chciałem być bliżej… – szepnął i posłał mu kolejne skruszone spojrzenie. – Gdybyśmy… gdyby pan dał mi szansę… zechciał być… – zawiesił głos i zakrył oczy powiekami.
– Ale ja ciebie nie kocham, dziecko – przerwał mu Bruno i spojrzał na niego bezradnie. – Rozumiesz? Między nami nigdy nie będzie niczego więcej. Jestem od ciebie ponad dwa razy starszy, mam rodzinę, a ty…
– Nie jestem dzieckiem…!
– Dobrze. Dobrze… mogę zrozumieć, że w jakiś sposób się mną zafascynowałeś, ale nie łudź się, że będzie z tego coś więcej – uciął mężczyzna. – Jedyne, co mogę ci zaproponować to wizyta u psychologa. Na pewno pomoże ci poradzić sobie z tym fatalnym zauroczeniem – dodał.
Marcin jęknął cicho i wygiął usta w podkówkę.
– Fatalnym? – powtórzył i pokręcił głową. – Myślałem… że pan… mnie zrozumie… że… – Wilczyński pokręcił głową i usiadł w końcu w fotelu naprzeciwko niego. – Że dla pana… to… to coś więcej, że widzi pan… – zaczął i zaraz uniósł się z miejsca, po czym rzucił mu ostatnie błagalne spojrzenie. – Niech mi pan da szansę… – szepnął lecz dyrektor jedynie spojrzał na niego sztywno.
– O jakiej szansie mówisz, Marcin? – zapytał niskim, spokojnym tonem. – Między nami nie ma prawa nic się wydarzyć – powiedział powoli. – Ty chyba nie dostrzegasz rzeczywistości. Nie widzisz? Nie widzisz ile nas dzieli? Marcin… Między mną, a tobą nic nigdy się nie wydarzy. Jesteśmy sobie obcy i tak pozostanie. Pogódź się z tym – dodał i sięgnął do notesu chcąc dać chłopakowi do zrozumienia, że rozmowa jest już skończona.
Marcin zacisnął zęby i wpatrywał się niego chwilę.
– Nie… nie sądziłem, że potrafi pan być tak nieczuły… – szepnął i sięgnął po plecak leżący obok krzesła. Zarzucił go na ramię i odetchnął głęboko. – Myślałem, że… sam już nie wiem… do widzenia – dodał i zaraz odwrócił się na pięcie i szybko ruszył ku drzwiom.
Jak się spodziewał Bruno tym razem go nie zatrzymał, ale i on sam tego nie oczekiwał. Liczył jednak, że jego słowa jakoś poruszą takiego uczuciowca, jak dyrektor. Że może zaboli go to określenie ‚nieczuły’, że może zechce coś mu udowodnić. Dzisiaj, jutro czy kiedyś tam. Coś na pewno udało mu się dzisiaj zasiać i pewnie tylko musi jeszcze trochę poczekać, na plony.
Kiedy z tymi myślami wyszedł na korytarz zaśmiał się pod nosem, dochodząc do wniosku jak bardzo sam staje się już ‚poetycki’.
Wymijając pierwszaków tłoczących się pod salami w końcu doszedł do klatki schodowej i zbiegł do piwnicy gdzie znajdowały się szatnie. Przechodząc przez boksy zawieszone kurtkami i płaszczami, a także zawalone rozrzuconymi pod ławeczkami butami, w końcu dotarł do tego należącego do ich klasy. Uśmiechnął się zawadiacko kiedy wszedł do środka i cała jego klika zwróciła ku niemu spojrzenia.
– No, Romeo i jak tam? – rzucił Filip siedzący na podłodze naprzeciwko ławeczki. Blondyn tylko parsknął zamykając za sobą drzwiczki z metalowej siatki.
– Obiecująco – odparł i zaraz opadł na ławkę obok Klaudii.
– Ale to co, w końcu coś ci się udało zdziałać? – zapytała dziewczyna upijając nieco kawy z papierowego kubka.
Marcin pokiwał głową i przygryzł wargę.
– No raczej nie inaczej – zaśmiał się i oparł o jedna z kurtek wiszących za nimi. – Czy mam minę przegrywa? No chyba nie! – dodał, a Filip zaśmiał się głośno i wzruszył ramionami.
– To co było? – zapytał i ziewnął.
– Pocałowałem go – wyszczerzył się Marcin dumny z siebie jak paw.
– Nie pierdol! – zawołała żywo Majka i wychyliła się zza Klaudii, by spojrzeć na niego żywiej. – Nie wierzę.
Marcin wzruszył ramionami i podrapał się po głowie.
– Nie musisz – prychnął. – Ale to był tylko taki buziak, nic konkretniejszego. Z nim trzeba ostrożnie – dodał z lekkim uśmiechem.
– Ale serio? – dopytał Filip wpatrując się w niego mocno. – I pozwolił ci na to?
– No… nie. To było z zaskoczenia. No a teraz musiał mnie za to opierdolić, po to mnie wezwał do siebie – wyjaśnił Marcin. – Ale spokojnie. On będzie mój – powiedział pewnym siebie tonem. – Pokażę wam. Wszystkim wam pokażę – zaśmiał się przymykając oczy.
Filip spojrzał na niego nieco skołowany i zaraz przeniósł wzrok na dziewczyny.
– Wiesz, Marcin… – zaczął po kilku chwilach. – Ten zakład… to było takie tylko… pierdolenie. Popiliśmy się wtedy i w ogóle. Nie bierz tego tak na serio – dodał jakby ostrożnie.
– No właśnie – podłapała Majka i odetchnęła głośno. Oni wszyscy doskonale wiedzieli na ile stać Marcina, i że ten często robił rzeczy, których oni nigdy by się nie spodziewali. O których nigdy by nie pomyśleli. I chociaż na początku było to tak bardzo imponujące i zabawne, coraz częściej stawało się przerażające. Ta marcinowa determinacja. Nie raz przecież o tym mówili gdy byli sami. O tym, że Marcin przesadza, że to z Wilczyńskim to może już za wiele, ale Marcin był tym tak bardzo pochłonięty. Ta jego gra w klasie i zaangażowanie. To jak poprawiał się w nauce byleby zaimponować dyrektorowi, to jak się do tego przygotowywał, jak to wszystko planował, nieraz nawet śledząc mężczyznę. Czy to nie było chore?
Filip spojrzał na Majkę znacząco i pokręcił głową.
– Wiesz, Marcin… – zaczął i oblizał usta. – To jasne, że facet jest hetero. Ma żonkę, dzieciaka chyba, to trochę taka… przesada? – podsunął, a Marcin uchylił powieki i spojrzał na niego pociemniałym spojrzeniem. Uśmiechnął się kącikiem ust i zmrużył lekko oczy, które w mroku szatni zalśniły jakby z oddali.
– Naprawdę Filip? – zapytał spokojnym wręcz wibrującym tonem. – Naprawdę już wymiękasz? Czego się boisz, skoro nic z tego cię, kurwa, nie dotyczy – dodał, a siedzący naprzeciwko chłopak przewrócił oczyma i wzruszył ramionami.
– Posłuchaj… – zaczął w końcu, zaciskając nieco pięści. – To, co robimy między sobą… jest spoko. Nie narzekam, podoba mi się. Ale my się na to zgadzamy. Zgadzamy się bawić w te twoje gierki i wszystko jest fair…
– Ale? – zapytał Marcin i spojrzał na niego prowokująco.
– Ale uważam… uważam, że to, co robisz jest jakąś chorą, kurwa, grą. Co chcesz osiągnąć? Co? – dopytał denerwując się tym jego spokojnym spojrzeniem. – Jak rozwalisz mu rodzinę, to co będziesz z tego miał? – zapytał napinając się gdy Marcin prychnął lekceważąco.
– Bo ja wiem…? Satysfakcję? Dobry seks i może coś jeszcze? – powiedział luźnym tonem i wsunął dłoń na udo siedzącej obok Klaudii.
– Ale Marcin… to przegięcie. Odpuść już – dodała Majka unosząc się z ławki i popatrzyła na niego uważnie. Blondyn od razu dostrzegł jak dłonie jej drżą, a ona starając się to ukryć zaciska je w pięści. – Co chcesz więcej? Przecież Misiek… on jest w porządku, całkiem w porządku przecież. To byłoby ostatnim skurwysyństwem, nie sądzisz? Zabawiłeś się i okej. Pocałowałeś go, wygrałeś zakład. To koniec – powiedziała i przełknęła ciężej ślinę, kiedy Marcin uniósł się z miejsca.
Podszedł do niej w jednym kroku i oparł dłonie na ramionach.
– Majka… wiem, że jesteś taką słodką, małą księżniczką – zaczął wpatrując się jej pewnie w oczy. – Ale wiesz, ja nie jestem twoim pieprzonym pachołkiem. Sama mnie podjudzałaś, wtedy. Nie pamiętasz? – zapytał, a ona spojrzała na niego z dołu nieco przestraszona.
Filip zerknął na Klaudię licząc, że i ona zabierze głos w tej sprawie. Przecież to ją Marcin najbardziej lubił. Niech coś powie!
Ale dziewczyna wpatrywała się w Marcina jak w obrazek, uważnie wsłuchując się w jego słowa.
– Nie… nie podjudzałam – powiedziała Majka ciszej. – Marcin…
– Marcin… – zaczął Filip i uniósł się z miejsca. Szybko złapał Majkę za rękę i odciągnął ją od chłopaka. – Daj już spokój. Zrobisz przecież co zechcesz – dodał starając się spojrzeć na niego stanowczo. Ale cholera. Przecież to on rządził. To on zawsze mówił im co i gdzie będą robić, to on… nimi kierował.
– Boże, ale z was nudziarze! – rzuciła Klaudia w końcu, chociaż Filip nie tego od niej oczekiwał. – Dajcie spokój, to tylko zabawa. Jak stary ulegnie to będzie to tylko jego wina, niczyja inna – dodała patrząc na Marcina, jakby oczekiwała od niego pochwały.
Blondyn uśmiechnął się pewnie i opadł zaraz obok niej na ławeczce.
– No brawo, kochanie – zaśmiał się masując ją po udzie. – Przecież siłą go nie wezmę. To będzie jego własna decyzja – dodał i spojrzał na Filipa i Majkę ostro.
Dziewczyna dosunęła się do chłopaka stojącego obok i odetchnęła ciężko.
– Ja nie wiem… tego się właśnie boję – dodał ciszej i odwróciła spojrzenie. – Tylko wiesz… ja nie jestem pewna, czy… czy bym chciała, żeby na przykład mój ojciec zrobił coś takiego mnie… albo mąż czy chłopak…
– Przecież ciągle pieprzę się z Filipem. To wiesz jakie to uczucie, prawda? – zakpił Marcin spoglądając na nią z dołu w ten sposób, że czuła się jakby to on jednak górował. Zresztą zawsze tak było.
– To co innego, Marcin – powiedziała brunetka i zacisnęła wargi. – To zasady, zasady swingersów, nasze zasady, pamiętasz? To jest fair, a to co ty chcesz zrobić… cholera… co ty chcesz sobie udowodnić, co? – zapytała i cudem powstrzymała się przed cofnięciem do tyłu, gdy chłopak rzucił jej to swoje spojrzenie. Szybko spojrzała na Filipa prosząco, ale i on, podobnie jak ona sama po prostu bał się Marcina. Jego nieprzewidywalności, jego pomysłów.
– Mmm…. masz wyrzuty sumienia? Taka teraz jesteś uczciwa… – zakpił blondyn spokojnym tonem. – To śmieszne, wiesz? – dodał patrząc na nią przenikliwie. Nie musiał nic więcej mówić, a ona też już w duchu niemal błagała by tego nie robił. – To w chuj śmieszne jacy, kurwa, teraz jesteście uczciwi – powiedział dosadnie, a ona szybko pokręciła głową. Oczywiście, nie łudziła się, że z nim wygra. Zastanawiała się tylko czy na każdego z nich ‚coś ma’. Na nią akurat tak.
Majka przymknęła tylko oczy i wzruszyła ramionami.
– Dobrze… dobrze już… rób co chcesz – szepnęła tylko i zaraz zerknęła na Filipa uważnie. Widziała niezrozumienie w jego oczach i bała się, że zacznie pytać. A ona nie chciała ryzykować, dobrze im było razem. Tylko Marcin. To on zawsze mieszał. To wszystko przez niego, przez jego głupie gierki i manipulacje. A oni byli tacy głupi, że dawali sobą tak sterować. Tylko czemu dopiero teraz to zauważyła?
– No dziękuję, kurwa, za pozwolenie – zakpił blondyn, a ona przełknęła gorycz zbierającą się w jej ustach. Zerknęła jeszcze na Klaudię, która roześmiała się w głos i również spojrzała na nią prowokująco. Czy jeszcze były przyjaciółkami? Zanim pojawił się Marcin, była tego pewna. Ale teraz? Teraz Klaudia była zafascynowana byciem ‚bogatą suką’, a na Marcina patrzyła jak na guru. Nieważne co robił, zawsze była za nim i za jego ‚zajebistymi’ pomysłami.
– Chodźmy – rzucił Filip i odwrócił się po plecak. Majka spojrzała na niego i zaraz sama sięgnęła po swoją torbę. Przez chwilę wydawało jej się, że Filip unika jej spojrzenia.
Kiedy wyszli przez sąsiednie boksy na wąski korytarzyk szybko złapała go za rękę.
– Hej… Filip… – zawołała wpatrując się w niego prosząco. Wiedział? Czemu na nią nie patrzył? Może też miał coś na sumieniu? Może też jeden jedyny raz również uległ Marcinowi? W końcu blondyn mówił do nich obojga – ‚tacy uczciwi’. A ona już doskonale wiedziała, jak dobiera słowa. I żadne nie mogło być przypadkowe.
– Daj spokój, Majka… – westchnął brunet i obejrzał się na nią. – To nic. To nieważne. To nic – szepnął i zaraz przytulił ją mocno.

W wyśmienitym nastroju Marcin przemierzał kolejne ulice. Od jego liceum niedaleko było do kawalerki Adama, ale musiał na drogę pieszo poświęcić jakieś piętnaście czy dwadzieścia minut.
Oczywiście dla zwiększenia dramatyzmu przed dyrektorem, uciekł z ostatnich zajęć. Był pewien, że mężczyzna się o tym dowie i wielce prawdopodobnym było to, że pomyśli o tym jak bardzo go zranił. I co z tego, że w tym czasie wspólnie z Klaudią wpadli do drogerii by zwinąć perfumy, które podobały się dziewczynie? Nikt prócz ich dwójki o tym nie wiedział.
Marcin uwielbiał ten sport. Uwielbiał swoją bogatą paczkę, to, że dzięki nim miał wiele możliwości, mógł bywać w ich domach i zażywać luksusów. Bardziej jednak podniecało go to, jak on – taki zwykły koleś z najbiedniejszego i najbardziej zapuszczonego osiedla w mieście, może nimi sterować. Szczególnie Klaudią, która było dosłownie na skinienie jego palca. Przecież równie dobrze mogła sobie sama kupić te zasrane perfumy! Te trzysta – czterysta złotych były dla niej jak pstryknięcie palcami, ale ona wolała kraść. Byli do siebie nieco podobni, ciągle szukali nowych wrażeń i adrenaliny. Ona go rozumiała. Wiedziała, co tak bardzo pociąga go w uwodzeniu Brunona, wiedziała też kiedy być cicho i co powiedzieć, by wszyscy byli zadowoleni.
Czasami jednak wkurzały go te dziwne odpały Majki i Filipa. Boże, czy oni serio myśleli, że tu chodzi o wygraną w zakładzie? Którego warunków zresztą już nawet nie pamiętał? No i co z tego, że rozwali Wilczyńskiemu rodzinę? Czy on jeden ją straci? Raczej nie. Ale tak bardzo wkurwiało go coś takiego, jak choćby próby Majki w poruszeniu jego sumienia. Nie znosił pierdolenia o bachorach, że takie biedne, że bez ojca. Gdy słyszał coś takiego aż krew się w nim gotowała! Czemu niby miał temu dziecku współczuć? Albo żonie Brunona? Czy jemu ktokolwiek kiedykolwiek współczuł? Zresztą, Marcin tego nie potrzebował . Radził sobie bez pomocy, bez litości czy współczucia i było mu świetnie! A oni próbując grać takich dobrodusznych tylko się ośmieszali.
Czy Majka w ogóle pomyślała o Filipie, gdy pewnego razu byli razem na imprezie w jednym z zapuszczonych klubów w okolicy jego osiedla? Raczej nie miała wyrzutów sumienia, gdy pijana tańczyła striptiz na stole. A Filip? Też o niej nie myślał, gdy na jednym z ognisk, tuż za jej plecami przespał się z jakąś wyzwoloną pierwszoklasistką. To było żałosne. Oni byli żałośni. I jeszcze śmieli zwracać mu uwagę, podczas gdy tak naprawdę się go bali.
Czy sądzili, że zdołają to przed nim ukryć? Te drżące dłonie, niepewne spojrzenia. I choć momentami dla Marcina było to śmieszne, nie zamierzał ich uspokajać. Niech się boją, to nawet lepiej dla niego samego.
Kiedy żwawym krokiem wszedł już na plac przy którym znajdowała się ulica, na której mieszkał Adam, Marcin zaśmiał się głośniej. Życie było takie wspaniałe! Kiedy ma się te siedemnaście lat i to wszystko co ma on, nie można narzekać. Teraz jeszcze tylko podroczy się z bratem. Jeszcze tylko go podotyka, pocałuje, kto wie, może znowu będą się pieprzyć jakby nic innego na świecie nie miało znaczenia?
Kiedy po kilku chwilach marszu w końcu stanął w bramie przed drzwiami do klatki, uśmiechnął się pod nosem. Drzwi były uchylone więc wszedł szybko do środka. Biegiem pokonał kilka schodków i dopadł do drzwi i zapukał w nie mocno. Niemal natychmiast nacisnął na klamkę, a gdy ta nie ustąpiła westchnął tylko głośniej i załomotał w nie z większą werwą.
Nie miał pojęcia jak długo musiał czekać, ale w końcu po dłużących się chwilach, skrzydło się uchyliło i stanął w nich Adam.
– No heeeeej…! – zawołał Marcin nie mogą powstrzymać szerokiego uśmiechu na widok jego półnagiego torsu. Od razu rzucił mu się z ramionami na szyję lecz Adam cały jakby sztywny nawet nie zareagował na ten uścisk.
– Co ty tu robisz? – zapytał zamiast przywitać się z nim normalnie. Zresztą co innego miał powiedzieć? W głowie miał mętlik, a w łóżku niemal już rozebranego Kamila.
– Ja… Jak to co? – sapnął Marcin i odsunął się od niego. Przygryzł mocno wargę i przełknął ciężej ślinę czując się wybitnie dziwnie.
Adam odetchnął nieco zniecierpliwiony. Czy zawsze robił taką minę na jego widok?, przeszło mu przez myśli i niemal natychmiast spoważniał.
– Po prostu. Co tu robisz, Marcin? – zapytał chłodnym tonem mechanik. – Nie byliśmy umówieni. Nie dzwoniłeś, że przyjdziesz.
– No to co z tego? – niemal warknął chłopak i zacisnął pięści. – O co chodzi? – sapnął zaglądając mu przez ramię do wnętrza kawalerki. Jego wzrok padł jednak na przeciwległą ścianę, a Adam nie pozwolił mu wejść dalej. – Co jest?! Chyba nie muszę ci się zapowiadać! – dodał ostrzej i posłał mu zirytowane spojrzenie.
– Nie zaszkodziłoby jednak… – zaczął mężczyzna i nawet nie zareagował, gdy brat w końcu przepchnął się obok niego i wparował do środka. – …gdybyś mnie poinformował – dokończył już chyba bardziej do siebie i przetarł twarz ręką.
Kiedy zamknął drzwi zaraz ruszył wąskim korytarzem w kierunku wnętrza pomieszczenia. Nie sądził, że Marcin dowie się tak szybko. Zresztą, czy w ogóle myślał o takim scenariuszu? Nawet jeżeli to w nim Marcin wpadał w furię i niemal roznosił na miazgę całe jego mieszkanie, jego i bezbronnego Kamila. Zresztą do tej pory było tak dobrze. Z Kamilem nie spotykali się na mieście, zawsze gdy Marcin miał przyjść, Adam upewniał się, że Małego tu nie będzie. Po co mieliby się poznawać, po co Kamil miałby mieć styczność z takim chłopakiem jakim był jego brat? Mściwy, cyniczny, arogancki i zły brat. Mężczyzna nie chciał, by Marcin miał jakikolwiek wpływ na Kamila. To już naprawdę byłoby nie fair.
W końcu stanął przy chłopaku, który zatrzymawszy się przy kanapie wpatrywał się na jego łóżko odetchnął tylko głębiej. Dziwił się sobie, że był tak spokojny, że nawet w środku nie trząsł się cały i się nie bał, że oto cała prawda wyszła na jaw. Poza tym i tak chyba cały strach i skrępowanie, jakie mogło pomieścić to pomieszczenie czuł jednak Kamil.
Chłopak cały czerwony na buzi wpatrywał się w nich wyjątkowo zmieszany, a koszulka, którą musiał założyć na siebie w pośpiechu tylko dodawała mu uroku rażąc oczy wystającą spod szyi metką. I na pewno gdyby tylko nie obecność brata, Adam roześmiałby się szczerze, rozbrojony tym zachowaniem. Tak jednak tylko wpatrywał się w chłopca, który z widocznym trudem przywołał na twarz lekki uśmiech i zaraz nieco drżącą dłonią poklepał się po sterczących włosach.
– Eee…. em… – wydusił i zaczerwienił się jeszcze mocniej posyłając Adamowi niemal błagalne spojrzenie.
Nie miał pojęcia co zrobić czy powiedzieć. Czuł na sobie spojrzenie swojego chłopaka no i jego brata. Ten drugi jednak wpatrywał się w niego tak mocno i przenikliwie, że nie mógł nie czerwienić się mocniej i mocniej. Miał wrażenie, jakby został przyłapany na czymś naprawdę, naprawdę okropnym.
Drżącą dłonią pogładził kołdrę leżącą na udach, która jak na razie skutecznie zasłaniała wybrzuszenie w jego dżinsach.
Nie miał pojęcia czy Marcin wiedział o upodobaniach brata. Może o to chodziło? Może był w szoku zastając w łóżku Adama innego chłopaka? Ale choć Kamil nie był na bieżąco z plotkami ze szkoły nie raz słyszał, że Marcin… cóż, że Marcin jest bardzo doświadczony i zabawowy, więc może to nie powinno stanowić aż tak wielkiego problemu? Zerknął na niego krótko i zaraz przeniósł wzrok na stojącego obok Adama, który też widocznie stracił wyjątkowo tego dnia dobry humor.
Wpatrując się tak w nich, brunet przygryzł wargę. Byli tak bardzo do siebie podobni! To było aż niesamowite! Choć z drugiej strony miał wrażenie, że Adam pomimo tego, że miał raczej gęste brwi i głęboko osadzone oczy, patrzył na niego zawsze tak cieplej i czulej. Czasami ze smutkiem, czasami nie, ale nigdy nie było w jego oczach takiego błysku, jak u Marcina. Ta mała iskierka wywołała w nim drżenie aż w samym środku, tak jakby naprawdę zaraz miało się zdarzyć coś złego.
Podskoczył aż gdy Marcin roześmiał się w głos i dalej wpatrywał się w niego, teraz jednak przechylając na bok głowę. W jednej chwili ta iskierka znikła, a na jej miejscu pojawiło się coś skrajnie innego
– Cholera…. sorry! – zawołał cieplejszym tonem i zaraz ruszył ku niemu z wyciągniętą dłonią. – Nie miałem pojęcia, że… – zaczął, a Kamil szybko sam zbliżył się bardziej by się z nim przywitać. Więc jednak? Nie było tak źle?
Nagle jednak Adam złapał Marcina za nadgarstek i pokręcił głową patrząc na brata wyjątkowo zimno. Brunet spojrzał na niego zaskoczony i zaraz przeniósł wzrok na Marcina. Szybko jednak przekonał się, że to coś, dzieje się poza nim. Tylko między nimi, a on jest tu obcy. Czy Adam się go wstydził? O co chodziło?! – krzyczały jego myśli, kiedy tak czekał na jakikolwiek ruch z ich strony.
– Kamil… Kamil wróć już do domu… – zaczął Adam, a Marcin wyrwał dłoń z jego uścisku.
Prychnął tylko i wzruszył ramionami, zaraz wciskając dłonie w kieszenie swojej kurtki.
– Ale… no, Adam… – zaczął niepewnie brunet i powoli uniósł się z miejsca.
Mechanik szybko podszedł do niego i ujął go pod ramię, by niemal zwlec go z łóżka. Zaskoczony chłopak podążył za nim, nie mając już żadnego wyboru.
– To pa, Kamil! – usłyszał za sobą spokojny głos Marcina i obejrzał się w ostatniej chwili by dostrzec na jego twarzy uśmiech. – Fajnie było cię poznać!
Adam sapnął nad nim i kiedy w końcu dotarli do drzwi oparł dłonie na jego ramionach.
– Zadzwonię, dobrze? – szepnął tak cicho, że Kamil ledwie go usłyszał. Zaraz też sięgnął po jego kurtkę i zarzucił mu ją na ramiona, uprzednio wyciągając z rękawa szalik i czapkę z wielkim pomponem na samym czubku. Od razu wcisnął mu ją na głowę, a wokół szyi okręcił szalik.
Kamil w niemym szoku poddawał się temu, nie mając pojęcia, co się wokół niego dzieje. Już po chwili Adam wcisnął mu w dłonie plecak i buty, a on jeszcze mocniej wytrzeszczył oczy, gdy już zaraz jego własny facet wystawił go za drzwi.
– Posłuchaj… – zaczął kiedy wyszedł z nim na klatkę i zamknął za sobą drzwi. – Nie wolno ci zadawać się z Marcinem, rozumiesz? – dopytał odwracając go ku sobie. – Nie rozmawiaj z nim o niczym, nie ufaj mu, nie staraj się nawet poznać go bliżej…
Kamil mocno zmarszczył brwi i uchylił usta.
– Co…? – wydusił i pokręcił głową.
Nim zdołał powiedzieć coś więcej, mężczyzna ścisnął mocniej jego ramiona i pochylił bardziej ku niemu.
– Nie wolno ci się z nim zdawać. To nie jest towarzystwo dla ciebie, wiesz? – dodał, widząc, że Kamil nie rozumie nic z tego co słyszy, szybko pokręcił głową. – Po prostu… Nie wierz w to co mówi. Nie spotykaj się z nim sam na sam. Ten chłopak… Marcin… on nie chce dla ciebie dobrze, wiesz?
– Ale… czemu? Przecież wcale się nie znamy… – zauważył brunet i przełknął ciężej ślinę. – To boli, Adam… – szepnął jeszcze zerkając na palce mechanika zaciskające się mocno na jego ramionach.
Mężczyzna zacisnął wargi i odetchnął ciężej.
– Proszę cię… Proszę, Kamil – szepnął po chwili patrząc na niego tak intensywnie jak nigdy dotąd. – Po prostu mi zaufaj. Posłuchaj się mnie, dobrze? – dodał nieco roztrzęsionym tonem. – Przecież wiesz, że ja chcę dla ciebie jak najlepiej, tak? Kocham cię, proszę… bądź mi posłuszny. Tylko w tej sprawie… – powiedział nim pocałował go czule. – Idź już. Później zadzwonię, dobrze?
Chłopak przez kilka jeszcze chwil wpatrywał się w Adama starając się zrozumieć cokolwiek, prócz tego, że ma się trzymać z dala od Marcina, i że teraz ma już spadać. Nie wiedział czemu. Czy Marcin nie chciał się z nim przywitać? Nie chciał się zapoznać bliżej? Czy to nie byłoby fajne? Móc zapoznać się bliżej z bratem swojego faceta, jeżeli ten nie miał nic przeciwko?
W końcu jednak skinął ostrożnie głową. Odsunął się od kochanka i położył plecak na zimnej posadzce, i pochylił się, by założyć buty.
– Dobra… – zaczął – Ale Adam… musisz mi to wyjaśnić – dodał i spojrzał na niego poważnie.
Mechanik pokiwał szybko głową i wyprostował się bardziej, opierając się o drzwi. Nie miał pojęcia jak wielki można czuć żal, ale ten naprawdę szybko zdominował jego uczucia. Cholera, czy to nie Marcina powinien wygonić? Powinien, pomyślał gorzko, obserwując jak Kamil ubiera się z nieco zawziętą miną.
– To pa – mruknął chłopak nawet na niego nie zerkając i ruszył powoli schodami w dół. Adam nie mógł wiedzieć jak wiele go to kosztowało, ani że cudem powstrzymał się od łez.
Wpatrywał się w niego nim ten wyszedł z kamienicy, a gdy to się stało, zacisnął mocno pięści. Boże, co jeszcze Marcin mu odbierze?! Czego jeszcze Marcin chciał!? Przecież zawsze miał wszystko czego pragnął, zawsze wszystko niszczył, zawsze zmuszał go do wyrzeczeń.
Ale tym razem… Cholera! Kurwa mać! Tym razem to już koniec – myślał buntowniczo Adam i w końcu wszedł do mieszkania.
Kiedy stanął przed Marcinem, miał wrażenie, że brat sobie z niego kpi. Że jeszcze chwila i znowu się roześmieje, jednak tym razem już w taki brzydki, tryumfalny sposób.
– Po co przylazłeś…? – wycedził opierając się o blat oddzielający aneks kuchenny od reszty pokoju.
Marcin uśmiechnął się krzywo i wzruszył ramionami.
– Odwiedzić mojego ukochanego braciszka. Tak cię to dziwi? – zapytał tak irytująco spokojnym tonem i zakręcił się na stołku, na którym siedział. – Chyba nie przeszkodziłem… – dodał i uniósł na niego prowokujące spojrzenie.
Adam napiął się cały i pochylił w jego stronę.
– Kpisz sobie ze mnie? – syknął nie zastanawiając się nawet jak później będzie żałował tego wieczoru. Tego jak odnosi się do Marcina, jak go traktuje.
Siedemnastolatek oparł się łokciami o blat i przechylił mocniej głowę.
– Hmm… ja? Powinienem był cię uprzedzić? – zapytał i nadął lekko policzki. – Żebyś wywalił tego zajebanego gówniarza i zrobił w swoim łóżku miejsce dla mnie? – dodał ironicznie, a Adam uderzył dłońmi o stół.
– Przestań! – huknął na niego. – Wynoś się! – warknął. Gdyby jeszcze Marcin nie patrzył tak na niego! Gdyby był taki jak zawsze – nieporadny i nieco rozbity, na pewno by mu uległ. Ale nie. Tym razem był chyba sobą – wredną, jadowitą żmiją.
Adam nie mógł na niego patrzeć. Na te jego miny, na jego pewną siebie twarz tak cholernie spokojną, podczas gdy on sam czuł jak każdy mięsień jego ciała drży.
– Od kiedy mówisz do mnie tym tonem, mmm? – zapytał Marcin i zamrużył lekko oczy. – Ten związek chyba ci nie służy… – szepnął i zaraz pochylił się ku niemu. – Pożałujesz tego… Pożałujesz Adam i ten śmieszny chłopaczek też – dodał twardym, wibrującym tonem.
– Przestań mnie, kurwa, straszyć! Co ty sobie wyobrażasz, co? – krzyknął Adam i w jednym kroku znalazł się przy nim. – Nie myśl sobie, że wszystko ci wolno – dodał i szturchnął go lekko.
Marcin uniósł się z miejsca i odepchnął go mocniej.
– JA? JA, KURWA? – zaśmiał się gorzko. – Jak do tej pory to ty, kurwa, robiłeś ze mnie kretyna. Fajnie było? Pieprzyć się ze mną, a później posuwać tego gnojka? Kurwa, jaki z ciebie chuj! – warknął i pokręcił głową. – I to ja niby jestem najgorszy? A ty? Jaki wobec tego jesteś?!
– Powiedziała najbardziej rozjechana szpara w całym mieście! – zakpił Adam i pokręcił głową. – Myślisz, że nie wiem? Że nie wiem, że się puszczasz? Że nie wiem co robisz z tymi swoimi tak zwanymi przyjaciółmi? Że nie wiem, że kradniesz? Choćby ta jebana kurtka! Ja pierdolę! Chcesz mnie kurwa pouczać? – dodał mocnym tonem i złapał go za kołnierz. – To koniec! Koniec tego chorego czegoś między nami, rozumiesz? Mam ciebie dość! Tego jak zgrywasz pokrzywdzoną sierotkę, jak mną manipulujesz! Nie myśl, że ci ulegnę!
Marcin zaparł się mocno i odepchnął od brata.
– Chyba nie sądzisz, że ci pozwolę! – warknął i spojrzał na niego tak zimno jak jeszcze nigdy. Adam jednak zaślepiony złością zdawał się zupełnie izolować od jego słów. – Myślisz, że zapomniałem? – syknął. – Że możesz mnie pieprzyć, a teraz wyrzucić jak śmiecia!? Nie, Adam… nie… Pożałujesz tego. I ten krzywy kutasik też pożałuje! – dodał uśmiechając się kącikiem usta. – Zobaczysz, kurwa, wszyscy zobaczycie! – dodał i spojrzał na niego z wyższością. – To wszystko twoja jebana wina! To jaki jestem, to twoja kurwa wina! Myślisz, że zapomniałem? Nie wiesz na co mnie stać, nie masz nawet, kurwa, pojęcia!
Adam zmrużył mocno oczy i pokręcił głową.
– Wynoś się! Nie chcę cię tu więcej widzieć – powtórzył wmawiając sobie, że nic nie słyszał, że nic nie powiedział. To było nawet lepsze, takie izolowanie się.
– Pierdolę to. Ty i ten chłopaczek… Na pewno będzie szczęśliwy, gdy się dowie jak rżnąłeś mnie tuż po nim… było tak? Było?! – sączył Marcin. – A może… może opowiem mu jak mnie zgwałciłeś? Co? Co on na to? Ile ma lat? Tyle ile ja miałem? – syknął.
Adam szybko dopadł do niego i po krótkiej szarpaninie w końcu wykręcił mu ręce do tyłu.
– Przestań, kurwa kłamać! – warknął mu do ucha i pociągnął w stronę kanapy. Rzucił go na nią i spojrzał na niego zimno. – Posłuchaj mnie… – zaczął dysząc ciężko. – Teraz stąd wyjdziesz, a jutro spotkamy się na tym zasranym obiedzie w domu. Ty, kurwa, będziesz uroczym Marcinkiem, a ja będę twoim troskliwym starszym braciszkiem. Czy to, kurwa, jasne? – wycedził, a Marcin spojrzał na niego z dołu wojowniczo – Chcesz komuś powiedzieć? Proszę, idź. Idź i się pochwal, na pewno będzie ci lepiej w pogotowiu, albo w sierocińcu. A ja, kurwa, w pierdlu będę miał spokój! Spokój od ciebie! – dodał nie mając chyba pojęcia jakie słowa wypływają z jego ust. Pewnie gdyby nie był tak wzburzony umiałby je zatrzymać tylko w odmętach swoich myśli.
Marcin roześmiał się głośno i pokręcił głową.
– Zobaczysz… zobaczysz, Adam – wydusił i zwlókł się z łóżka. – Pożałujesz tych słów, pożałujesz tego wieczoru. Jeszcze nawet bardziej i tego w którym mnie wziąłeś – dodał i ruszył na miękkich nogach w stronę drzwi. Kiedy do nich dopadł obejrzał się jeszcze na stojącego przy kanapie Adama.
– Mnie się tak nie traktuje! – dodał mocnym tonem i zmrużył oczy. – Jesteś taki słaby i żałosny… zobaczysz, Adam.

Reklamy

9 thoughts on “Synowie Rosemary 11 – Zobaczysz!

  1. Jak ten Marcin mnie irytuje. Grrr… Nie wiem, jak można być takim draniem. On się nie liczy z niczyimi uczuciami. On tu jest najważniejszy i koniec. Nic więcej się nie liczy. Nawet przyjaciół traktuje jak jakiś podgatunek. Nie sądziłam, że tak szybko się dowie o Kamilu, ale w miarę jak był coraz bliżej drzwi mieszkania brata, coraz bardziej czułam, że Mały jest w środku.
    Szkoda mi Kamila. On najbardziej dostaje po dupie, a nic złego nie zrobił. Mam nadzieję, że Adam będzie się trzymał tego, co powiedział i to naprawdę koniec tej chorej relacji, która go łączy z bratem. I to Marcin powinien wylecieć za drzwi, a nie Kamil. Coraz bardziej go nie lubię. Nie zmienia to jednak faktu, że jest jedną z najciekawszych postaci.
    Robię Ci komentarzowy spam, ale mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe.
    Pozdrawiam i życzę weny

  2. Wykreowałaś Marcina na takiego dupka i manipulanta! Nienawidzę go, wszystko zniszczy! Mam malutką nadzieję, ze to wszystko jakoś się ułoży a Marcin dostanie nauczkę i Adam nie da się więcej zmanipulować a Kamil nie będzie chciał się z nim zakolegować :/
    Rozdział jak zawsze świetny, trzymasz terminy a to się bardzo ceni ;) Pozdrawiam

  3. Wiecie, ja mysle, ze gdyby to wszystko dzialo sie naprawde, w zyciu realny to na pewno by sie wam to nie spodobalo. Zwlaszcza mi. Trzeba troche trzezwo patrzec na niektore sprawy. Ja sie zazwyczaj patrze na zachowanie osoby, w tym przypadku najbardziej mnie denerwuje Marcin, ktory jest typowym zarozumialcem, ktory mysli, ze jest najlepszy i wszystko mu mozna. ,,Mnie sie tak nie traktuje”. Pewny siebie dupek, ktory w zyciu za bardzo sie zachlysnal swoim ego. Z kim przystajesz takim sie stajesz. Klaudia chyba sie nim zauroczyla. Nie wiem jak mozna polubic w ogole kogos takiego?
    Szkoda mi strasznie Kamila. Gdybym byl na jego miejscu na pewno bym sie zalamal. Dowiedziec sie, ze moj facet zdradzal mnie z wlasnym bratem..
    Mam nadzieje, ze Bruno nie da sie zmanipulowac..

  4. Marcin planuje rozbić życie wszystkim dookoła? Bo tak to trochę wygląda. Brunon, Adam, Kamil, nawet przyjaciele… W jakiś sposób podoba mi się to, co robi, chociaż aprobata Klaudii mnie zirytowała. Trochę zaleciało hipokryzją, ale cóż… Może to tak na mnie wpłynęło dlatego, że jej zachowanie zdecydowanie sugerowało puste popieranie działań Marcina. Bez żadnej refleksji, po prostu ‚Co z tego, że to nie do końca dobre, skoro to Marcin?’ Nie wiem, laska jest w nim zauroczona, czy co?
    Zastanawia mnie, co zrobi Adam, kiedy jego braciszek już wyjawi prawdę o ich relacjach Kamilowi. Bo wnioskuję, że tak właśnie się stanie. Może być… nieciekawie.
    No i Brunon, bo ostatnio między nimi trochę się podziało.
    …a ja nadal kibicuję Marcinowi :x
    Pozdrawiam!

    1. Faktycznie tak to wygląda. Ale może z jego perspektywy bardziej tak, że dba o swoje interesy. Nie jestem pewna czy inni się dla niego liczą? No, może prócz Adama. c: Myślę, że co do Klaudii masz wiele racji. Nie sądzę by tam występowała jakaś większa refleksja – ot, ‚ale jestem złą suką omj ‚. Marcin bardzo pasuje do wizerunku jaki ona chce sobą reprezentować. C:
      Nie jestem pewna czy mimo wszystko Marcin by aż tak ryzykował, by komuś o tym mówić. Co nie znaczy, że Kamil się może nie dowiedzieć. Z jednej strony byłaby piękna drama, z drugiej Mały to takie niewiniątko. Adam jak Adam, ale jak on by to przełknął skoro tak bardzo się kocha w mechaniku?
      Dzięki!
      Trzymaj się ciepło! <3

  5. No to się porobiło i teraz ciekawe będzie jak dalej się potoczy, nie żal mi młodego bo nie znoszę manipulatorów. A Adam przesadził i niepotrzebnie to ciągnął tyle czasu teraz on i Kamil zapłacą pewnie za wszystko co było i nie było ich winą.

    1. <3 Przed świętami zyskałaś sobie nową czytelniczkę. Wcześniejsze rozdziały przeczytałam w niecałe dwa dni, a później to tylko na bieżąco czekałam, aż pojawią się następne dwie części. Nawet nie wiesz, jak bardzo negatywne emocje budzi we mnie Marcin. Jeszcze w żadnym z czytanych opowiadań, nie było postaci, która tyle nerwów by mi zszargała, a może po prostu zbytnio się emocjonuję podczas czytania? Błędów nie wyłapałam, ale też jakoś ich nie szukałam, mogę pogratulować rozwiniętego warsztatu pisarskiego! Mogę spytać od ilu lat już coś skrobiesz? Tak z czystej ciekawości :) Dużo weny i wytrwałości!
      KillCheerleader.

      1. Witam serdecznie na blogu!
        Super, że postanowiłaś dać o sobie znać! I jeszcze lepiej, że rozdziały tak Cię pochłonęły! C:
        Może i się emocjonujesz, ale to dobrze. Fajnie jest czasami w coś się tak wczuć i wciągnąć. Może dzięki temu na dłużej zapamiętasz opowiadanie? c:
        No wiesz, nie jest to obowiązkowe by wyłapywać za mnie błędy. Fajnie jak ludki je wskażą bo mogę je poprawić by innym czytało się lepiej. Nie znaczy to jednak, że sama się nie staram. Staram się ale jestem taką lamą jeżeli o to chodzi. Ech… 8D
        To trudne pytanie. Od zawsze coś tam skrobałam. W okresie gimnazjum to nawet już książki w zeszytach pisałam. Są tragiczne xDDD No ale zawsze to jakieś doświadczenie. A tak już na serio to chyba właśnie na kilka miesięcy przed założeniem bloga, czyli od 2013, kiedy zaczęłam TWA. Od tego czasu to już jestem taka mega obowiązkowa, a cotygodniowe (haha!) wstawianie rozdziałów to taki obowiązek. No i dalszy trening. C: Dziękuję, ten ‚warsztat’ brzmi tak pięknie! Uwielbiam to słowo. C:
        Pozdrawiam gorąco!

    2. No tak może być. Marcin jest niezrównoważony i nie wiadomo co mu do głowy wpadnie. Adam pewnie gdyby wiedział, już od początku trzymałby ręce przy sobie. Heh…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s