Synowie Rosemary 14 – Gej

Bruno wbił spojrzenie w lśniące oczy chłopaka przy sobie i zacisnął mocno wargi.
– Marcin… – szepnął ponownie i pokręcił głową. Drżącą, dużą dłonią przesunął po jego policzku i uparcie wpatrywał się w niego, jakby licząc na to, że to właśnie ten chłopak stanie się wybawieniem od wszystkich jego problemów.
Cholera, czy był głupi, mając nadzieję właśnie na to? Doskonale zdawał sobie sprawę jak beznadziejnie bierze wszystko na poważnie, jak szybko mógłby naciąć się, gdyby Marcin chciał tylko się zabawić i go upokorzyć. Ale czy na to nie było już za późno? Przecież stał przed nim zupełnie otwarty, zupełnie odsłonięty z tą swoją największą słabością. Ale gdyby tylko Marcin go zrozumiał, gdyby tylko chciał…
Gładząc go po skórze, przygryzłszy wargę chłonął widok jego młodzieńczej twarzy.
Tak wiele wspólnych cech widział w chłopaku i w sobie sprzed lat, i tak bardzo chciał wrócić do tamtego czasu. Może nie był szczęśliwszy, licząc na to, że jego związek z Jakubem będzie czymś ponad ludzi i ponad szarą, otaczającą ich rzeczywistość. I choć było trudno musiał przyznać, że o ile nie szczęśliwszy to przynajmniej czuł się wolny, a nie tak osaczony jak przy Agnieszce.
Nagle jednak mając przed sobą tego chłopaka, ponownie poczuł powiew wolności, a w jego oczach było coś tak pociągającego, że nie mógłby mu nie ulec.
Mężczyzna odetchnął ciężej i objął ciasno Marcina w pasie. Dyskretnie rozejrzał się wokół, a kiedy jego spojrzenie padło na okno wychodzące na pogrążony w ciemności szkolny dziedziniec, zawahał się.
– Możemy…? – westchnął blondyn obejmując go mocno ramionami i wciskając się mocniej plecami w ścianę.
Kiedy tylko wyczuł wahanie dyrektora podążył za jego wzrokiem i odsunął się od niego.
– Nikogo już nie ma…. – dodał jednak podszedł do komputera i zamknął go, po czym przeszedł do drzwi, zgasił światło i zamknął drzwi na kluczyk. Kiedy wrócił do Brunona ujął go lekko za dłoń i ponownie wrócił na swoje miejsce między nim, a ścianą. Spojrzał w jego oczy poważnie i uśmiechnął się lekko.
– Skoro ja chcę… i ty też… – zaczął i pogłaskał go lekko po torsie, a zaraz wsunął dłonie na jego barki, by zepchnąć z nich marynarkę – To nic złego. Obaj wiemy, co robimy – dodał i odetchnął świszcząco, wpatrując się uparcie w ciemne oczy bruneta. Po prawdzie nie mógł się już doczekać, kiedy ten ponownie pocałuje go tak zachłannie, jakby już od wieków nie całował nikogo.
I kiedy ten faktycznie pochylił się do jego ust i skubnął je zębami, poczuł silny dreszcz spływający po swoich plecach. Bruno też to chyba przeżył, bo zacisnął mocniej dłonie wokół jego pasa i pogłębił pocałunek. Całował go naprawdę dobrze – tak mocno i umiejętnie, ale i on sam nie pozostawał mu dłużny. Masował jego tors wpijając się w jego usta i naiwnie walcząc o zdominowanie tego pocałunku.
– Och…! – jęknął wsuwając udo między nogi mężczyzny i zafalował mocniej biodrami. Bruno napiął się nieco i kiedy Marcin odchylił głowę do tyłu zaraz zsunął się ustami na jego gładką, buchającą gorącem szyję.
Szalenie podobało mu się jak Marcin nadstawiał się do jego dłoni, a jego ciało idealnie do nich pasowało. Podobnie jak jego plecy i ramiona, szyja i udo, które tak bezbłędnie natrafiało na jego męskość i pobudzało ją w szybkim tempie. Czy to nie było nadzwyczajne? Nigdy nie czuł tego tak mocno z Agnieszką, nawet na początku ich związku. W każdym razie teraz mu się tak wydawało.
Całując jego szyję, powoli podciągnął jego bluzę i koszulkę, i wsunął dłonie na jego lędźwie. Te też były tak przyjemnie gorące i drżąc, zachęcały by je masować i ugniatać.
– Och… kochałeś… się kiedyś z facetem? – zapytał nagle Marcin, ale on nie odsunął się od jego skóry. Sięgnął tylko ustami do jego ucha i przygryzł je delikatnie.
– Kiedyś… – odparł i pocałował go wzdłuż chrząstki. – Bardzo dawno temu – dodał pieszcząc go nieco niecierpliwie.
Marcin jęknął cicho i pokiwał głową.
– Tak… myślałem – szepnął odchylając się bardziej i zaciskając mocno palce na jego ramionach.
Bruno odsunął się na kilka centymetrów i spojrzał w oczy chłopaka. Kiedy Marcin uśmiechnął się w ten uroczy, zawadiacki sposób, szybko sięgnął go jego warg i przygryzł je lekko.
Kiedy odsunął się od nich, sam uśmiechnął się lekko i pomasował chłopak po plecach.
– Mm… wyglądam na takiego? – zapytał przesuwając pieszczotliwie nosem po jego policzku.
Nastolatek zaśmiał się tylko i objął go za szyję. Zakręcił lekko biodrami i pokręcił głową.
– Całkiem nie – odparł i sam sięgnął do jego warg. – Strasznie mnie drapiesz… – rzucił mimochodem i wypiął mocniej biodra, by otrzeć się o udo mężczyzny.
– Przepraszam. Przeszkadza ci? – zapytał natychmiast Bruno oblizując usta.
– Nie. Podoba mi się – zapewnił Marcin i pocałował go pewniej.
Powoli zsunął dłoń po jego torsie aż w końcu dotarł do paska spodni i wysunął jego koniec ze szlufki.
– To co… mam się tobą zająć? – zapytał nieco niewinnie lecz w jego oczach zupełnie tej niewinności Bruno nie dostrzegł. Westchnął nieco zduszonym głosem i zsunął wzrok na dłoń chłopaka, która sprawnie radziła sobie z zapięciem jego spodni.
– A może ja tobą? – zapytał i oblizał usta, a rękoma sięgnął do jego pośladków. Pomasował je drżącym dłońmi i odetchnął świszcząco w jego szyję.
Blondyn jęknął cicho i pokiwał głową.
– Tak… – szepnął lecz sam wsunął dłoń w spodnie Brunona i pomasował gorącą wypukłość w jego spodniach. – Ja chyba… i tak, szybko skończę – dodał z lekkim uśmiechem i zacisnął kilka razy dłoń na jego penisie. Już tak ocenił go na satysfakcjonujący go rozmiar i skubiąc zębami wargę sięgnął drugą dłonią do jego spodni by zsunąć je z bioder. Kiedy to zrobił spuścił głowę i przyglądając się swoim rękom, powoli wyciągnął na wierzch penisa.
– Och… – westchnął i zerknął krótko w oczy dyrektora. Oddychając głęboko ujął jego trzon pewnie i zaczął stymulować go powolnymi, drażniącymi ruchami.
Bruno zacisnął mocniej zęby i przycisnął go mocniej do kąta. To, co czuł wywiewało z jego głowy wszelkie myśli, zbędne myśli, które co chwila pojawiały się tylko po to, by wybić go z rytmu. Ale kiedy miał tak blisko rękę blondyna i czuł te ruchy na swoim członku, chyba nic nie liczyło się bardziej.
– Marcin… – zamruczał nisko i wsunął rękę w jego spodnie. Kiedy natrafił nią na gładkie pośladki chłopaka ścisnął jeden z nich i sapnął głośniej. – Och… Boże… – szepnął wsuwając rękę dalej i sięgając nią aż do jego jąder. Niemal się zaśmiał czując je pomiędzy palcami, a kiedy kciukiem sięgnął między jego połóweczki, zadrżał mocniej natrafiając jego opuszkiem na zaciśniętą mocno szparkę i rosnące przy niej delikatne włoski.
– Cholera.. – jęknął i zaśmiał się tylko w jego szyję.
Marcin oderwał wzrok od penisa Brunona i zerknął na niego zaciekawiony.
– Cooo? – zapytał i sam pocałował go po brodzie, kłującą go nieco twardym zarostem.
– Nmmm… nic… nic – westchnął Bruno dłońmi badając te rejony ciała chłopaka. Był nimi tak zafrasowany, że w pewnym momencie nawet zapomniał o tym, że i sam Marcin pieści go ręką.
– Chcę cię zobaczyć… – szepnął po chwili i odsunął się lekko od ucznia.
Blondyn spojrzał na niego nieco zaskoczony, ale w końcu tylko pokiwał głową i sięgnął ręką do swoich spodni. Kiedy zsunął je z bioder, zerknął wyczekująco na kochanka i pomasował się po udzie.
– I jak? – zapytał i oblizał suche wargi.
– Z tyłu… – szepnął Bruno i powoli przekręcił go przodem do ściany.
Marcin zadrżał, ale posłusznie oparł czoło o zimną ścianę i wypiął się lekko. Od razu poczuł na swoich pośladkach silne dłonie mężczyzny, dotykające go nieco niecierpliwie i nadal niepewnie, jakby Bruno bał się go zranić takim dotykiem.
– Mmm! – zamruczał i zacisnął w pieści dłonie oparte o ścianę. Podobało mu się z jaką uwagą mężczyzna go dotyka, jakby chciał sobie przypomnieć jak się to robi z facetem.
I po prawdzie tak też było. Bruno nie mógł oderwać spojrzenia od jego jasnych pośladków, odbijających się od ciemności. Nie mógł przestać ich masować, dotykać, ani przesuwać palcami między nimi. Miał wrażenie, że całą noc mogły spędzić w ten właśnie sposób.
Kiedy przez przypadek dotknął ich główką penisa jęknął aż cicho i w porywie chwili ucałował chłopaka w kark.
– Och, Marcin… – westchnął ponownie i ujął swoją męskość w dłoń. Oddychając głośno zaczął rysować jej czubkiem po skórze blondyna. Tak dawno nie czuł czegoś takiego, tak dawno nie był z nikim tak blisko. Przecież nawet to, nie mogłoby zostać porównane do seksu, jaki miał ze swoją żoną.
Na wspomnienie o niej warknął cicho i zaraz wpasował się penisem w rowek między połóweczkami chłopaka. Kiedy poruszył biodrami sam Marcin jęknął głośniej, co podnieciło go jeszcze bardziej. Bardzo chciał by i jemu było dobrze, chciał się spisać, być najlepszym.
Bujając biodrami coraz szybciej, miał wrażenie, że skończy przed Marcinem, nawet w niego nie wchodząc. Był tak rozpalony i spragniony, że nawet nie zauważył kiedy powolny, posuwisty rytm przekształcił się w zupełnie szalone, chaotyczne tempo.
Marcin zaśmiał się tylko i pociągnął nosem.
– Tak, ale – zaczął i uchylił się do tyłu by złożyć głowę na ramieniu dyrektora. – To mało… za mało – jęknął wypinając mocniej pośladki do jego kutasa, którego główka co chwilę drażniła jego szparkę.
Bruno sapnął nad nim głośniej i pokiwał głową.
– Nie mamy nic… – szepnął zaciskając pace na jego biodrach i ocierając się o niego jeszcze i jeszcze mocniej. Przecież to zupełnie by mu wystarczyło, myślał upojony ich bliskością.
W końcu jednak nadludzką siłą udało mu się opanować i oparł czoło o bark blondyna.
– To nic – westchnął Marcin. – Ślina… – szepnął tylko oparł rozgrzane czoło o ścianę.
Bruno zawahał się chwilę i odetchnął ciężej. Powoli zaczął obcałowywać kark Marcina, dłonie wsuwając pod ubranie, na jego tors.
– Och Marcin… – westchnął pieszcząc go drażniąco. – Nie będzie bolało…? – zapytał, a chłopak szybko pokręcił głową.
Zaśmiał się cicho i sięgnął do tyłu do jego biodra, by zacisnąć na nim palce.
– Daj spokój – jęknął zaciskając pośladki na członku, nadal tkwiącym między nimi. Sam nie mógł się już doczekać!
Bruno odetchnął głębiej lecz w końcu sięgnął dłonią do swoich ust i splunął na palce. Zaraz też przysunął je do szparki chłopaka i naparł na nią środkowym palcem. Sam cały drżał gdy bardzo powoli wsuwał się do środka, a dziurka zaciskała się na nim mocno. Zerkając w tamtym kierunku badał ją przez kilka chwil i rozciągał, zaraz dołączając i drugi palec.
Co chwilę spoglądał na Marcina, chcąc się upewnić, że nie sprawia mu bólu, i że sam nastolatek nie chce przerwać.
– Podoba ci się? – zapytał chrapliwie, posuwając jego dziurkę palcami w coraz szybszym tempie.
Chłopak pokręcił głową i jęknął cicho, marszcząc mocno szerokie brwi.
– Tak! Dobrze… – jęknął i zagryzł wargi. – Tylko wię-ęcej chcę… – dodał wbijając palce w biodro starszego mężczyzny.
Bruno pokiwał głową i sięgnął drugą dłonią do swoich ust. Splunąwszy na nią, sięgną nią do swojego członka i natarł go śliną, wzdychając głośniej gdy dotykał się po główce penisa.
Kiedy po chwili wyjął palce wnętrza chłopaka, ponownie nawilżył jego szparkę i zaraz, nie mogąc już dłużej wytrzymać przysunął się członkiem do jego pulsującej dziurki.
– Mogę? – zapytał cicho lecz Marcin w odpowiedzi wypiął się tylko mocniej.
Zachęcony mężczyzna naparł na mały otworek i jęknął nisko, kiedy bardzo powoli przeciskał się przez ciasny mięsień.
– Ooo… och! – wydusił przez zdławione gardło i zaraz ciasno przytulił do siebie chłopaka.
– Dobrze…? Dobrze ci? – dopytywał Marcin i niecierpliwie zafalował biodrami, lecz Bruno powstrzymał go rękoma.
– Nhmmm… – zamruczał i skubnął zębami jego ucho. Już od wieków chyba nie był w tak ciasnej i gorącej dziurce, pomyślał rozpustnie i zaczął powoli się poruszać. Uważnie obserwował rekcje nastolatka, który nieco chaotycznie poruszał się pod nim, i dopiero gdy był już pewien, że nie dzieje się nic złego wbił się w niego mocniej.
Chłopak pisnął głośniej lecz na jego twarzy nie było grymasu bólu, a raczej ta mina przepełniona wyuzdaną rozkoszą.
– Och! Mocnie-ej! – zachęcał, samemu nadając im szybszy rytm.
Bruno na skraju szaleństwa, nie potrzebował wiele by zupełnie się zatracić w tym co robił. Wbił mocno palce w biodra nastolatka i zaczął posuwać go jeszcze i jeszcze szybciej.
– Marcin! – wzdychał co chwilę. – Marcin!
Chłopak wykręcił się by sięgnąć do jego warg lecz w tym samym momencie Bruno pchnął biodrami mocniej, przyszpilając go do ściany.
Zafascynowany, półprzytomnym spojrzeniem obserwował twarz chłopaka, który tak zmysłowo wił się między nim, a ścianą.
– Cholera… jesteś… och, Marcin! – jęknął podrygując biodrami i wsuwając się w niego mocno, aż słyszał jak jego jądra obijają się głośno o jego ciało.
– Tak! Wieeem! – odparł roztrzęsiony chłopak i oparł się przedramionami o ścianę. – Ty też… Tak mi dobrzeee! – jęknął drżąco i pokręcił głową. – Nhmm! Tak! Bruno…! Tak! – powtarzał rozognionym głosem i objął się jego ramionami w pasie.
Bruno zacisnął zęby na jego karku i wzdychał w niego równie głośno, co sam nastolatek, a w głowie huczała mu tylko jedna myśl – oszalał.
Czując ogarniające go spełnienie wysunął się z wnętrza Marcina i zaczął masturbować się szybko wdychając jego seksowny zapach. Kiedy doszedł na jego pośladki, wzdrygnął się mocniej, bo widok kropel jego nasienia na tej jędrnej, jasnej skórze zaserwował mu kolejny wzrost libido. Tak, że czuł, że mógłby wziąć Marcina jeszcze raz, i jeszcze. Aż do samego rana, póki jego sekretarka nie rozgościłaby się w gabinecie obok.
Dopiero po chwili uzmysłowił sobie, że zafrasowany sobą, zupełnie zapomniał o nastolatku lecz kiedy sięgnął do jego penisa, ten złapał go mocno za nadgarstek.
– Och…! Już… już… – mamrotał i dopiero teraz Bruno zdał sobie sprawę z tego, że chłopak masturbuje się pospiesznie. Wpatrzony w niego skubał wargami jego ucho i skórę na szyi, nie mogąc uwierzyć w to, co się działo. Ale na pewno, na pewno tego nie żałował – krzyczały jego myśli.
Kiedy Marcin doszedł, odwrócił się do Brunona przodem i uśmiechnął się do niego robiąc przy tym naprawdę rozkoszną minę.
– Nnn… i jak? Jak ci było? – szepnął wtulając się kroczem w jego biodra.
Bruno oblizał usta i pokręcił głową, zerkając w dół. Ich ciała przylegały do siebie tak ciasno, a on bez przeszkód czuł męskość chłopaka na swojej. Nawet już zapomniał jak uwielbia to uczucie.
– Niesamowicie… – szepnął i spojrzał mu głęboko w oczy. – Jesteś niesamowity, Marcin… cudowny… najlepszy… – powtarzał muskając jego usta swoimi.
Nie myślał. W jego głowie był tylko Marcin i naprawdę, Bruno całym sobą czuł, że mógłby go pokochać, że mógłby z nim być i tym razem, gdyby naprawdę dane mu było takie życie nie wyparłby się go, nie starałby się zmienić. Byłby taki szczęśliwy, mogąc widzieć na co dzień te wlepione w siebie wielkie oczy, błyszczące tak zadziornie.
Pieszczotliwie przesunął palcami po policzku nastolatka i ucałował go już znacznie czulej.
– Nie sądziłem, że… moglibyśmy… że my… – zaczynał oddychając ciężko. – Że tak pasujemy… – westchnął i pocałował go w usta,
Marcin roześmiał się tylko i pokręcił głową.
– Mówiłem, że tak, głuptasie – szepnął i zarzucił mu ręce na szyję. – Kocham cię – dodał ściszonym głosem i uśmiechnął się szeroko.
Bruno odetchnął tylko i sam uśmiechnął się nieco skromniej.
– Masz piękny uśmiech – dodał nie mogąc się na niego napatrzeć.
Cholera, byłby taki szczęśliwy mogąc widzieć go na co dzień.

*

– Ja pierdolę! – rzucił pochylając się do ucha Klaudii i zaśmiał się głośniej. – Był jak prawiczek…. – chichotał, a dziewczyna pokręciła głową i poklepała go po udach.
– Nie wierzę! Nie, nie wierzę ci! – powtórzyła już któryś raz z kolei.
Marcin zaśmiał się tylko pewnie i wzruszył ramionami. Zaraz ręką odsunął na bok kurtkę, która ponownie przesłoniła mu twarz dziewczyny i sięgnął do swojego swetra. Bez żadnych przeszkód poklepał się palcami po szyi na którym widoczne było spore zaczerwienienie.
– Tu mnie ugryzł jak kończył – dodał nieco zduszonym głosem i zaraz przesunął palce dalej. – A to zostawił później, a to wcześniej – wskazywał kolejne malinki na swojej skórze.
Dziewczyna tylko pokręciła głową i zacisnęła usta.
– Pierdolisz! – niemal krzyknęła i zakryła usta dłonią. – To mógł być każdy…
– Ale był on. Chyba mi ufasz? – zaśmiał się chłopak w wyjątkowo świetnym humorze. – Zobaczysz sama! Na pewno będzie się na mnie gapił na polaku. On taki jest – roześmiał się przypominając sobie szczegóły wczorajszego wieczoru, który nadal utrzymywał go w stanie euforii i triumfu.
Chyba nic nie zepsułoby mu teraz humoru, myślał, przypominając sobie te wszystkie słowa Brunona. Te jego reakcje na wszelkie pieszczoty, jego niecierpliwość i drżące ciało.
– Jezu… ufam, ale sam wiesz… Przecież on… rety…! Ma żonę i bachora – zauważył Klaudia lecz Marcin jedynie machnął ręka i poprawił się na ławeczce.
– Wiesz, dymał mnie tak, jakby to mu wcale nie przeszkadzało – powiedział pewnym tonem. Przecież tak było. I to jego spojrzenie na koniec – było takie, jakby oni zupełnie już przestali się liczyć. Jakby to on, Marcin był najważniejszy.
– Mogę się założyć, – zaczął i zmarszczył brwi gdy nagle poprzez gwar rozmów dało się słyszeć dzwonek na lekcję – że jeszcze trochę i on będzie cały już mój… to taki typ – dodał i podniósł się z miejsca. – Pewnie układa teraz w głowie historię naszej wielkiej miłości – zakpił podnosząc z podłogi torbę swoja i przyjaciółki. Kiedy dziewczyna podniosła się z miejsca, podał jej ją i oboje wyszli z szatni.
– Ja pierdolę, Marcin – zaśmiała się Klaudia, oglądając się ku niemu, kiedy wyszli na wąski korytarzyk między boksami. – Jesteś takim skurwysynem! – podsumowała, ale spojrzała na niego z podziwem. A Marcinowi pasowało to spojrzenie.
Nagle jednak zatrzymał się i uśmiechnął się szerzej, kiedy naprzeciwko nich stanął niewysoki chłopak i wbił w niego spojrzenie swoich, wielkich zielonych oczu. Je Marcin poznałby bez problemu, w końcu nienawidził ich tak bardzo.
– Cześć! – zawołał jednak i przygryzł wargę, która już rozciągała mu się w uśmiechu.
Klaudia spojrzała zaskoczona na chłopaka przed nimi, a później przeniosła pytający wzrok na blondyna.
– Cześć, Marcin… – westchnął Kamil i spojrzał na niego niepewnie. – Mm.. możemy pogadać? – zapytał i podrapał się po odsłoniętym ramieniu.
Marcin odetchnął głębiej i szybko pokiwał głową.
– Pewnie! Jasne! – zawołał i głośno klepnął Klaudię w tyłek. Cholera, czy ten dzień mógłby być jeszcze lepszy? – pomyślał widząc spojrzenie Kamila.
Kiedy tylko dziewczyna odeszła zerknął pytająco na chłopaka i uśmiechnął się do niego uprzejmie.
– No co tam? – zapytał, a brunet przygładził ręką odstające na wszystkie strony włosy.
Nie miał pojęcia czy dobrze robi, ani po co to robi, ale chciał zrobić cokolwiek. Adam ignorował go już kolejny dzień, a on nie miał pojęcia co się dzieje. Nie mógł pozwolić by ich związek się rozpadł, nawet o tym nie myślał, jednak czasami bał się, że nie nadąży na mężczyzną. Nie rozumiał w ogóle dlaczego tak go ostrzegał przed bratem, ani jak w ogóle mógł go wtedy wyrzucić. A chciał to zrozumieć, chciał być dla niego lepszym chłopakiem.
Rozluźnił się nieco widząc uśmiech Marcina.
– No… już po dzwonku i w sumie powinienem iść już na trening… – zaczął i spojrzał na niego, w ten sposób, że blondyn od razu przyjął bardziej pewną siebie i dominującą postawę.
– Daj spokój, mów co się dzieje – rzucił uprzejmie. – W końcu jesteśmy… prawie rodziną? – dodał wpatrując się w jego oczy niezbyt nachalnie. Tylko w środku coś się w nim gotowało, ale wiedział, że ten gnojek już zaczyna swoją karę, za to, że w ogóle odważył się spojrzeć na jego Adama.
Kamil zaśmiał się nieco nerwowo i rozejrzał niepewnie.
– No… tak… – sapnął i przygryzł wargę. W końcu zganił się w duchu i pokiwał głową. Nie mógł być miękki, nie takiego chłopaka Adam potrzebował. – Wiesz, martwię się o Adama – powiedział od razu i odetchnął głębiej. Kiedy napotkał pytające spojrzenie Marcina uśmiechnął się nieco nerwowo.
– Czemu?
– Bo wiesz… Adam, on nie odzywa się do mnie zupełnie – zaczął spoglądając na niego szczerze. – Zastanawiam się czy to okej, że się o nas dowiedziałeś – dodał ważąc każde słowo i przyglądając się chłopakowi. Tylko że wcale, a wcale w jego zachowaniu nie widział nic podejrzanego, Wręcz przeciwnie, Marcin wydawał się być miły i przyjazny, wbrew temu co sam o nim sądził nim go poznał.
– Czemu nie? – blondyn wzruszył ramionami. – Rzadko zaglądam mu do łóżka – dodał zbywczo i poklepał Kamila po ramieniu. Czuł się jak władca świata. – Rozstaliście się? – zapytał półtonem i aż zadrżał. Czy to nie byłoby cudowne?
Kiedy Kamil pokręcił przecząco głową, powieka nawet mu nie drgnęła.
– Nie, ale… On chyba nie chce żebyśmy się bliżej poznawali – powiedział powoli. – Znaczy ty i ja. Wiesz dlaczego? O to jest zły? – zapytał, a blondyn pokręcił głową, udając zastanowienie.
– Nie wiem… – zaczął i pochylił się ku Kamilowi. – Może boi się, że mu cię ukradnę? – podsunął, a Kamil zaczerwienił się na policzkach i cofnął o krok.
– C-co? – wydukał i zmarszczył mocno brwi. Kiedy Marcin roześmiał się w głos, on przypatrywał mu się mocno. Cholera, musiało być coś nie tak z którymś z nich, ale Adam, jego Adam, musiał być w porządku.
– No już, już… Żartuję przecież – śmiał się Marcin co raz poklepując go po ramieniu.
Kamil zerknął na jego rękę i zmarszczył się mocniej. Zupełnie nie podobały mu się takie żarty, ani to w jak pretensjonalny sposób Marcin go poklepywał.
– Nie żartuj tak – powiedział chłodniejszym tonem. – Nie podobają mi się takie żarty – dodał pewnie i przygryzł wargę.
Marcin przewrócił oczyma i zachichotał już spokojniej.
– Nie bądź taki sztywny, rety! – zbył go i wzruszył ramionami. – Mmm… tak między nami, Adam szybko się nudzi, wiesz? – powiedział po chwili, mając nadzieje, że wystraszy trochę tego dzieciaka. – Znam go i wiem, że możesz przy nim czuć się jak ktoś wyjątkowy, ale.. on jest… dobry tylko na jakiś czas – dodał i spojrzał na niego dłużej.
Brunet spojrzał na niego zaskoczony i pokręcił głową.
– Co? To nieprawda – wtrącił od razu i zacisnął lekko pięści. – Widocznie nie znasz go tak dobrze, jak ci się wydaje – dodał jeszcze i zadrżał. Zupełnie mu nie wierzył.
– A ty go znasz? – rzucił Marcin niby zwykłym tonem, który jednak dla Kamila brzmiał wyjątkowo prześmiewczo.
– Znam. Znam go bardzo dobrze… i wiem, że… – zaczął lecz zawahał się w ostatniej chwili i zacisnął usta. – Adam taki nie jest – powiedział i przysunął się do blondyna. – On… kocha mnie – dodał jeszcze nieco ściszonym głosem i odetchnął płycej.
Z każdym słowem Marcina, czuł się coraz dziwniej, jakby te budowały między nimi jakąś granicę. Zresztą Kamil nieraz słyszał o wyczynach Szmidta, sam nawet raz widział jaki ten potrafi być nieprzyjemny. Czemu dla niego miąłby być inny?
Chociaż był, na początku przecież. I wtedy gdy się poznali u Adama.
Kiedy poczuł ponownie klepniecie w ramię zmrużył lekko oczy i odetchnął głębiej.
– No pewnie… pewnie, mały – rzucił tym dziwnym tonem. – To nie tak, że chcę cię zniechęcić. W sumie to nawet fajnie byłoby gdyby udało ci się go nieco usidlić.
Kamil odetchnął tylko i skinął głową.
– No dobra tam.. dzięki… – rzucił i rozejrzał się na boki. – Ja już będę szedł na trening – dodał chcąc na spokojnie przeanalizować słowa Marcina. Tylko, że był pewien, że jego ocena, Adama jest fałszywa, że mimo że są braćmi, to tak naprawdę niewiele o sobie wiedzą. W każdym razie Marcin o mechaniku nie wiedział zupełnie nic. No może prawie nic.
– No jasne. Ja też spadam. Zaraz do domu – rzucił Marcin neutralnym tonem i wyciągnął do niego dłoń. – Może mimo wszystko spotkamy się kiedyś we trzech, co? – zaproponował.
Brunet machinalnie pokiwał głową i oddał uścisk ręki. I tylko gdy Marcin przytrzymał ją dłużej i spojrzał mu tak mocniej w oczy, poczuł się nieco niepewnie.
W końcu, gdy został sam, na korytarzyku, ruszył ku wyjściu i odetchnął ciężej.
Naprawdę niepokoił się o Adama i tak strasznie brakowało mu chwil, które razem spędzali. Czy mężczyzna za nim nie tęsknił? Czy nie chciałby być przy nim? Czy nie chciał mu wyjaśnić tamtego wieczoru? Kamil strasznie tego pragnął, bo z każdym dniem tak niemożliwie tęsknił.
Kiedy szedł przez trawnik w kierunku wejścia na halę, w końcu przełamał się i wyciągnął telefon z kieszeni.
Pewnie, że miał mu nie ulegać. Pewnie, że chciał by to Adam napisał czy zadzwonił pierwszy i przeprosił go za tamto, bo mimo że Kamil nie był pamiętliwy, zrobiło mu się tak przykro, gdy jego własny facet wstawił go za drzwi dosłownie w samych skarpetkach. Przez chwilę poczuł się naprawdę jak śmieć, albo co gorsza – dziwka. Na samo wspomnienie zatrząsł się i zaczerwienił na policzkach. Mimo to wpisał szybko wiadomość w okienku i przeczytał ją kilka razy, aż w końcu upewnił się, że w tych dwóch zdaniach zawiera się wszystko co na tę chwilę chciał powiedzieć swojemu chłopakowi. W końcu kochał go i czekał, aż ten się odezwie.
Z nieco zmartwioną miną wszedł do budynku i od razu ruszył spokojnym krokiem w kierunku szatni. Mijając wejście na halę już z daleka dostrzegł rozgrzewających się chłopaków, a gdy jego spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem Bartka, uśmiechnął się nawet lekko i przyspieszył kroku.
W szatni od razy ściągnął z siebie koszulkę i sięgnął po kluczyk od szafki. Zawsze trochę śmieszyły go te zamki, bo i tak już dawno ustalili, że każdy z nich miał kluczyk, który pasuje do co czwartego słupka.
Przymykając oczy uśmiechnął się szerzej. Nie mógł już doczekać się kiedy wejdzie na boisko i wraz z potem i zmęczeniem, wyleje z siebie całe nerwy. Uwielbiał grać i czasami nawet marzyło mu się, że i Adam mógłby kiedyś przyjść i go zobaczyć na jakimś turnieju. Chciałby przed nim zabłysnąć, pokazać mu co tak naprawdę umie. Później, gdy już wygrywali w tych jego marzeniach, mechanik brał go do siebie i chwalił go, powoli rozbierając z ubrań i całując go mocno. Czasami te fantazje były jeszcze bardziej zwariowane, bo nawet nie wracali do kawalerki Adama i kochali się tu, w szatni czy w przylegającej do niej ubikacji. A może w składziku na sprzęt? – pomyślał Kamil i nagle uśmiech zastygł mu na ustach.
Kiedy uchylił drzwiczki szafki niemal od razu zalała go fala kokardek i kulek z bibuły w różnych odcieniach różu. Serce w nim zamarło tylko po to by zaraz zabić mocno i boleśnie.
– Boże… Boże… – mamrotał wpatrując się w bałagan u swoich stóp. Od razu jego wzrok wyłapał większe, białe kartki złożone w kilka części. Były cienkie więc doskonale widział, że jest na nich coś napisane.
W końcu przełamał się i przyklęknął przy nich i choć wiedział co na nich będzie, jak głupi zaczął je rozkładać.
„Ciota… lubię kutasy… mała cipka…” – czytał choć dłonie drżały mu tak bardzo, że nie mógł utrzymać prosto kartki. Z każdą kolejną kartą czerwienił się mocniej, a oddychał tak łapczywie, że miał wrażenie, że jego płuca zaraz wybuchną.
„Pizda.. lodziara…” Boże, ile jeszcze – myślał rozpaczliwie, czując dławienie w gardle.
Kto mógłby mu to zrobić i czemu? Nawet gdyby ktoś go zauważył z Adamem, nawet całujących się to cholera, co komu do tego? Czy to było aż tak złe?
Niby wiedział, że tego nie uniknie. Że spotykając się z kimkolwiek może zostać przyuważony i naprawdę wierzył, że umiałby z tym sobie poradzić. Z każdym komentarzem, z każdym złym słowem. W końcu to było chyba częścią tego, że był gejem. Tylko naprawdę, dlaczego to zdarzyło się teraz? O ile łatwiej byłoby mu gdyby miał przy sobie Adama, gdyby miał pewność, że gdy do niego zadzwoni to ten odbierze i go pocieszy. Powie coś takiego, co w jednej sekundzie zmazałoby całe upokorzenie. Szybko sięgnął do kieszeni po telefon i wybrał numer mężczyzny. Jednak po drugiej stronie był tylko ten irytujący sygnał. Kiedy połączenie zostało zerwane, chłopak jeszcze raz wybrał ten sam numer lecz i tym razem został zignorowany.
Ponownie objął spojrzeniem cały różowy bałagan i wczepił palce we włosy. Co miast z tym zrobić? Co jeżeli ktoś to zobaczy, co jeżeli chłopacy? Przecież nie chcieliby w swojej drużynie cioty, nieważne jak dobrym byłaby libero, pomyślał gorzko i pociągnął nosem.
Po chwili uniósł spojrzenie na drzwi i zadrżał mocniej. Szybko zaczął wrzucać papiery z powrotem do swojej szafki, za wszelka cenę starając się nie rozbeczeć.
– Nie waż się, kurwa, ryczeć – usłyszał i zaczerpnął głęboko powietrza.
Nie będzie, na pewno nie będzie, powtarzał, uparcie licząc na to, że już w tej chwili nie płyną mu łzy po policzkach.

Reklamy

9 thoughts on “Synowie Rosemary 14 – Gej

  1. O jaj… To było takie gorące. Gdyby tylko Marcin skupił się na Brunie i zostawił brata i Kamila w spokoju, byłabym bardzo tym faktem uradowana. Jednak nie może być tak pięknie, prawda? Przynajmniej jeszcze nie teraz.
    Szkoda mi Kamila. On jest taki biedny w tym wszystkim. Na dodatek jego facet go olewa, bo najprawdopodobniej przeżywa wielki ból dupy, że Marcinek się o wszystkim dowiedział.
    Lecę czytać dalej, bo muszę się dowiedzieć, kto nie pozwala się popłakać biednemu Kamilowi.
    Chybabym świra dostała, jakbym musiała czekać na następny rozdział.

  2. Marcin to rzeczywiście straszny skurwysyn i nawet nie chodzi mi o Brunona, nie, to mnie naprawdę ucieszyło. Ale te „wiadomości” w szafce Kamila… no bo zakładam, że to jego dzieło, nieprawdaż? Kto inny mógłby się dowiedzieć i kto inny miałby powód, żeby coś takiego robić? Żal mi biedaczka, chłopak nawet nie wiedział, w co się pakuje zbliżając się do Adama ;-;
    Ej, no chyba, że Marcin tylko puścił plotę, a zawsze znajdzie się jakiś homofob, który uzna, że trzeba „karać degeneratów za grzechy”… Tak, czy inaczej, nie wyobrażam sobie, żeby Marcin się do tego nie mieszał. To, jak pomyślał, że dzień nie może być lepszy, kiedy zobaczył Kamila, nie może wynikać tylko z tego, że chciał mu nieco dokuczyć.
    Chcę dalszego rozwoju sytuacji, teraz, już… ._.
    Pozdrawiam!

    1. I to jaki. heh :< No a Kamil będzie musiał się wykazać i odpornością i cierpliwością, jeżeli to między nim a Adamem miałoby przetrwać. Niestety, nie wiedział, że pakiecie może dostać takiego Marcina.
      Myślę, że każda z tych opcji pasuje do niego jak ulał. Niestety.
      A akcja już jutro. Hehe… aż sama się boję!
      Dzięki za komentarz! Trzymaj się! <3

    1. Tylko, że ten nicpoń już się zakochał. No i nie wiem, czy tak łatwo byłoby mu zmienić niecnego Adama, na jakiegoś ułożonego pana bez problemów. C:

  3. Czyżby Marcin już zaczynał odgrywać sie na Kamilu? Boże jak mi go szkoda, kijem byn Marcina od niego odganiała.
    Seks z Brunonem gorący, nie mógłby sie Marcin na nim skupić w zupełności?
    Myślałam, że Adam się odezwie.. I że gdy dowie się o tej akcji jakoś zareaguje..

    1. Nie skomentuje akcji z Brunonem i Marcinem.
      Ale zastanawiam sie kto chce udupic Kamila? Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi sie ze to jednak nie ten rozwydrzony gowniarz Marcin tylko ktos inny.. I do tego ktos kazal mu nie ryczec. A moze to Adam? Chociaz w to watpie…
      Tak malo! Za malo dla mnie ;(
      Wydaje mi sie, ze piszesz czasami cos pare razy, np. ,,kocham go co mam robic zeby mnie tez pokochal? […] Co mam robic boze tak go kocham […] moze powinienem sie bardziej postarac, zeby mnie pokochal” Cos w tym stylu. Tak poza tym jest ok :)
      I troche bledow bylo, ale nie moge ich wymienic bo mam zepsuty telefon, ktory nie moze kopiowac. Glownie to byly literowki.

      1. Jej, jesteś zły. Za Brunona. Hehe…
        No teraz jak po szkole się rozeszło, że Kamil jest gejem, to w sumie ktokolwiek, komu to przeszkadza mógłby, prawda? Wybacz, ale ooo, rozdział miał niemal osiem stron, czyli standardowo.
        Z tymi powtórzeniami to faktycznie. Muszę się ogarnąć, bo o, to nie wygląda dobrze. ECH.
        No dzięki za zwrócenie uwagi, będę się bardziej przykładać. c:
        Pozdrawiam!

    2. Kamil się mu pewno poskarży, znaczy Adamowi. Ale jej, czy Marcin byłby zdolny do czegoś takiego? No nie wię… >D
      Co nie zmienia tego, że o, biedna Myszka. :<

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s