Synowie Rosemary 15 – To nadal ja

Kamil odetchnął drżąco i pokiwał głową.
– Nie… nie będę – zdołał wydusić przez zaciśnięte gardło i pociągnął cicho nosem. Chyba nie mógł wyobrazić sobie bardziej upokarzającej sytuacji.
Kiedy uniósł wzrok na Trenera i jego szeroką twarz, drgnął mocniej i zastygł w bezruchu. Po jego minie doskonale dostrzegł, że tym jak panicznie stara się schować ten śmietnik z powrotem, pogrąża się jeszcze bardziej i jeszcze mocniej się ośmiesza.
– I co teraz? – usłyszał nad sobą i zagryzł mocno wargi.
Co miał mu powiedzieć i po co? Tak wiele razy, gdy któremuś z nich coś nie szło, Trener miał w zwyczaju wyzywać ich od ciot czy pedałów i choć z boku mogło to wyglądać niedobrze, każdy z nich cenił go i szanował. Nie był on typem faceta, który głaskał po główce chociażby w ramach pochwały, prędzej zabierał ich na lody do Maka, a teraz gdy byli już w liceum, czasami, po dobrym turnieju zabierał ich na piwo choć przecież większość z nich była nieletnia. Ale oni nie chcieli innego trenera. Uwielbiali to jaki jest wymagający i doskonale wiedzieli, że zawsze gdy sądzili, że są już na granicy własnej wytrzymałości, to on odsuwał ją od nich i wyciągał z nich jeszcze i jeszcze więcej.
Tak właściwie Kamil trenował przy nim już od jakiejś czwartej klasy podstawówki, więc znali się na wylot i może między innymi dlatego Trener darzył go jakąś większą sympatią, bo tak prawie wszyscy dawni gracze odeszli – a to z drużyny, a to wyjechali z miasta, czy po prostu znudziło im się granie i zajmowali się czymś zupełnie innym. Tylko on i Bartek siedzieli w tym składzie najdłużej i ostatnią rzeczą, jakiej Kamil chciał to ośmieszyć się właśnie przed nim – przed Trenerem.
Słysząc jego pytanie wzruszył ramionami i pokiwał głową.
– Posprzątam, przebiorę się i przyjdę na boisko – powiedział cicho i skulił lekko ramiona.
– Czyli to prawda? – usłyszał nad sobą i zerknął na niego nieco przerażony.
Mógł jeszcze skłamać i się wyprzeć, powiedzieć, że to jakiś żart, ale czy po jego pierwszej reakcji mężczyzna nie domyślił się, że to musi być fakt?
– Nhm… – mruknął tylko i powoli uniósł się z podłogi
– Nie słyszę?! – warknął Trener, a on aż podskoczył.
– Tak! Tak, to prawda, Trenerze – rzucił głośniej i spojrzał mu poważnie w oczy.
Mężczyzna wsunął rękę w kieszeń i uśmiechnął się w dziwny sposób.
– Kurwa… – rzucił i postukał się po boku notesem trzymanym pod pachą. – I, kurwa, dobrze – powiedział tym swoim specyficznym tonem. – Tego jeszcze u nas nie było – dodał i skinął mu głową. – Zaraz chcę cię widzieć na boisku i nie maż się jak jakaś ciota – dopowiedział po czym wyszedł z szatni.
Kamil odetchnął ciężko i przymknął na chwilę oczy. Chyba poszło mu nieźle, pomyślał i ponownie zaczerpnął więcej powietrza w płuca. Niemal od razu podszedł do kąta i przesunął kosz ku swojej szafce. Zdjął z niego pokrywkę i szybko zaczął sprzątać.
Domyślał się, że jeżeli wie Trener to i reszta drużyny wie, ale tak zupełnie nagle zrobiło mu się to obojętne. W końcu jeżeli on go nie wywalił i w jakiś sposób nie miał z tym problemu, czemu oni by mieli go mieć? Każdy z nich po części chciał być jak Trener więc może i oni to przyjmą ze spokojem?
Wiele razy Kamil zastanawiał się jakby to było, gdyby wszyscy się dowiedzieli i pewnie, że czasami się bał, że stanie się pośmiewiskiem, że zostanie wykluczony z drużyny i zostanie szkolnym kozłem ofiarnym. Ale zawsze też chciał być sobą, nie chciał się wypierać, albo kłamać. W końcu czego mu brakowało? Ci, którzy go znali od lat i nie wiedzieli o jego orientacji, jakoś go lubili i było dobrze, czemu nagle mieliby się odsunąć? W końcu nadal pozostawał taki sam, to tylko oni wiedzieli więcej. I niezależnie od tego Kamil chciał być taki dumny i silny, nie chciał być mięczakiem. Nie był nim przecież!
Gdy uporał się bałaganem i przebrał się do treningu, wyszedł z szatni. Jasne, że się bał, ale zaciskając pięści parł przed siebie. Taki chciał być! Dokładnie taki, powtarzał uparcie, kiedy zdeterminowany wszedł na halę.
Zabawne było to jak wszyscy nagle znieruchomieli i wbili w niego spojrzenia. No jasne, wiedzieli, pomyślał i uśmiechnął się nieco nerwowo.
– No siemka – rzucił podchodząc do nich by się przywitać.
Nikt jednak mu nie odpowiedział, a on odetchnął tylko ciężej ruszył pewnym krokiem w kierunku kosza z piłkami by zacząć rozgrzewkę.
– No dobra, panienki, rozgrzewajcie się szybko, nie mam czasu tu z wami siedzieć do wieczora – huknął Trener i wszyscy wrócili do swoich zajęć.
Kamil zerknął na Bartka z którym zawsze się rozgrzewał w parze, ale widząc, że ten ignorując go podchodzi do Wojtka i z nim zaczyna ćwiczyć, sam zajął właśnie miejsce drugiego libero, który zawsze pozostawał bez pary. Zblazowanym wzrokiem przesunął po białej wysokiej ścianie i zaczął na nią powoli zagrywać, rozciągając się sukcesywnie.
Po rozgrzewce, każdy z nich ustawił się na swoim stałym miejscu po obu stronach siatki. Kamil nie chciał myśleć zupełnie o niczym, chciał robić to co robił najlepiej, czyli po prostu grać dobrą siatkówkę. Teoretycznie po to tu właśnie był, a nie po to by się tłumaczyć czy usprawiedliwiać. Przecież nie zrobił nic złego, prawda?
Starał się więc ignorować chłopaków, który podbierali mu piłki, nie pozwalając mu zupełnie na odbiór. W końcu często było tak, że gdy on nie miał szans na przyjęcie robił to rozgrywający czy asekurujący blok. I naprawdę nie chciał się tym denerwować, choć czas płynął, a on po kilkunastu akcjach nie dotknął nawet piłki. Co chwilę zerkał na Trenera, aż ten go w końcu zruga, ale mężczyzna, albo siedząc na ławeczce i wypełniał jakieś papiery, albo patrzył na niego w ten prowokujący sposób. Chłopak doskonale wiedział, że właśnie go testuje – znał już ten uśmieszek i niby obojętną minę mężczyzny.
Podczas kolejnej akcji zacisnął mocno pięści. Nie mógł na to pozwalać, w końcu nadal był grze, a piłka leciała wprost na niego, choć Donżuan starał się zagrać oczywiście w inną stronę.
Z uśmiechem ustawił się w pozycji już w momencie zagrania wiedząc, że będzie dziecinnie łatwa do odbioru. Jednak nie zdążył jej odebrać. Nagle poczuł mocne szarpnięcie i zatoczył się w bok, a piłkę odebrał rozgrywający w tej turze Tomek.
Kamil warknął głośno i zaraz dopadł do niego.
– Co jest!? – rzucił rozzłoszczony i pchnął go mocno do tyłu. – Chyba ja jestem przyjmującym! Ślepy jesteś? – dodał ostro, a na sali w końcu rozległ się głośny gwizd.
– Co się dzieje? – zapytał Trener z tym swoim uśmieszkiem i uniósł się z ławki. – Jakiś problem? – dopytał niby niewinnie, choć Kamil doskonale wiedział, że w duchu ten cieszył się jak dziecko.
– No to chyba Tomek ma problem, skoro wpieprza się w moją robotę – rzucił i spojrzał ponownie na chłopaka. Ten pokręcił głową i wzruszył ramionami.
– Wiesz, nie ma tu dla ciebie żadnej roboty i fajnie, że w końcu to zauważyłeś – burknął.
Kamil zmarszczył mocno brwi i spojrzał na niego bez zrozumienia choć doskonale wiedział przecież o co chodzi.
– Tak? A to czemu? – zapytał butnie i przełknął ciężej ślinę.
– Kurwa, Kamil, przestań już… – rzucił stojący po drugiej stronie siatki Marek. Wszyscy podeszli do siatki i jak zwykle przełożyli ręce zawieszając je przez kratki.
– O co wam chodzi? – dopytał Kamil i pokręcił głową.
– Nie chcemy żebyś był w naszej drużynie – powiedział Grzesiek, a Kamil aż zaśmiał się na wydechu.
– A czemu niby? – syknął. W końcu to on był w drużynie już od jej początków!
– Wiesz czemu. To żadna przyjemność być w drużynie z pedałem – burknął Drugi Tomek i zmarszczył piegowaty nos.
Kamil sapnął i zerknął na Bartka, który uparcie ignorował jego spojrzenie. Czy to było złe, że liczył choć na jego wsparcie? Spojrzał ze złością na Drugiego Tomka i pokiwał głową.
– Do tej pory jakoś byłeś i nie narzekałeś – wzruszył ramionami i przeczesał dłonią włosy, które wyszły mu spod gumki.
– Ale to coś innego, gościu! – warknął Maciek trzymający pod pachą piłkę. – Ja w dupie mam co ty tam robisz sobie w domu, ale nie chcę grać z tobą w drużynie. Z czym masz problem? – dodał, a Kamil zacisnął pięści jeżąc się cały.
– Świetnie! – rzucił. – Szkoda tylko, że nie masz żadnego wyboru, bo ja nie zamierzam rezygnować – dodał najpewniejszym tonem na jaki było go stać.
– Ale to wcale nie zależy od ciebie – rzucił Donżuan. – Zróbmy głosowanie – zaproponował, a Kamil aż pokręcił głową. Przecież wszyscy byli przeciw niemu, jakie miał szanse?
– Ej, ej! O co znowu wam chodzi, panienki? – huknął nagle Trener i wszedł między nich.
Większość z chłopaków tylko przewróciło oczyma i pokręciło głową.
– O to, że Kamil jest ciotą. Literalnie ciotą – powiedział Tomek ostrym, wyraźnym tonem. – I my nie chcemy go w drużynie.
– Aha… – mruknął mężczyzna robiąc głupią minę i podrapał się po głowie, po rzadkich włosach związanych w luźną kitkę. – Ale w sensie, że co? Dobiera się do waszych tyłków? – zapytał, a część z chłopaków jęknęła tylko, nie mając widocznie ochoty na żadną pogadankę.
– No, na razie nie – burknął Marek.
– A co? Jak wszystkie paniusie bierzecie razem prysznice, że ma zacząć? – rzucił jeszcze Trener tym kpiącym tonem.
– Nie… – jęknął Donżuan i skrzywił się mocno.
– To o co wam, kurwa, chodzi? – warknął mężczyzna rozkładając ręce. – Czy ja do chuja nie mogę mieć ani chwili spokoju? Ciągle musicie robić jakieś pierdolone problemy? – dodał czerwieniejąc nieco na buzi.
– Nie, ale ja nie chcę grać z nim na jednym polu.
– To przejdź na drugie, kurwa – burknął Trener, a Tomek wzruszył ramionami i zaraz przeszedł pod siatką.
– No, już. To teraz gramy pięciu na siedmiu? – zapytał chłopak i spojrzał wyzywająco na resztę chłopaków stojących po stronie Kamila. Zaraz jednak i oni przeszli pod siatką i dołączyli do reszty. Nawet Bartek.
Brunet zaśmiał się pod nosem i pokręcił głową.
– Jesteście tacy żałośni – mruknął, a Trener podrapał się po brodzie.
– To ty jesteś. Kurwa, Kamil, serio? Serio jesteś pedałem? – warknął Marek, a on odetchnął ciężej.
– I co z tego? Chyba nie trzeba być super uber hetero by móc grać w siatkę? – zapytał ironicznie.
– No jak chce się grać z nami to raczej trzeba – powiedział jeszcze Wojtek, a Kamil opuścił ręce po sobie.
– Ale o co wam chodzi?
– O to, że jesteś pedałem.
– A konkretnie? – dopytał zirytowany Kamil i spojrzał na nich na granicy rozczarowania i wściekłości. Miał wrażenie, że tu chodzi bardziej o zasadę, tym bardziej, że większość z nich wcale się nie odzywała. Nawet ten debil, Bartek.
– O to, że jesteś pedałem – powtórzył Tomek, a on tylko westchnął i pokręcił głową.
– To faktycznie mocny argument – burknął i spojrzał na Trenera, który zdawał się trawić coś w środku. Najprawdopodobniej było to ‚wkurwienie’, które wręcz płonęło w jego oczach.
– Nikt nie chce z tobą grać – rzucił Tomek, a on pokiwał głową.
– Jak na razie tylko kilku z was nie chce, a najbardziej ty – rzucił Kamil i uśmiechnął się uprzejmie. – Może sam jesteś gejem, że tak się stawiasz, co? Boisz się, że się wyda? Spokojnie, akurat od kilku lat muszę oglądać wasze tyłki i jakoś na widok żadnego mi nie stanął – dodał butnym tonem i machnął ręką. Był już tak zły, że sam nie wiedział co gada.
– Zamknij się, to obrzydliwe – rzucił Grzesiek.
– Dobra, głosujmy – powtórzył Donżuan i spojrzał po chłopakach. – Kto nie chce żeby Kamil dalej grał? – zapytał i pierwszy uniósł wysoko rękę. Zaraz za nim i reszta oczywiście uniosła dłonie, no i nawet ten zdrajca, Bartek.
Kamil uśmiechnął się brzydko zerkając w jego oczy i pokiwał głową.
– Okej. A kto chce, by grał? – zapytał Donżuan z pewnym siebie uśmieszkiem.
– Cóż… ja chcę – odezwał się Trener, a Tomek jęknął głośno.
– No pewnie, w końcu to pupilek.
– No pewnie. W końcu sobie na to zapracował w odróżnieniu od niektórych kutasów, które zamiast grać drżą o swoje dupy – rzucił mężczyzna i spojrzał na nich prowokująco. – No i widzę tu jeszcze jednego wielkiego chuja, co Bartek? – rzucił i spojrzał na niego wymownie.
Ten zaczerwienił się aż po cebulki włosów i burknął coś pod nosem.
– Czemu pan tak go broni? – zapytał Wojtek i spojrzał na bruneta wojowniczo.
– Bo jest moim pupilkiem? – zakpił Trener i wzruszył ramionami. – Bo w odróżnieniu od was nie robi jakiejś jebanej draki o to, że lubi ssać fiuty, a zamiast tego stara się grać? A chyba, kurwa, po to się tu spotkaliśmy, co? Naprawdę sadzicie, że chce mi się słuchać waszych nastoletnich dramatów? Że mam na to jakiś czas? Że wstaję o czwartej rano i jadę jebane trzy godziny do tej dziury, właśnie po to by pilnować waszego analnego dziewictwa? – dodał, a Kamil zerknął na niego i zacisnął mocno usta, bo te jakoś same wyginały mu się w uśmiechu. To, że miał po swojej stronie Trenera znaczyło dla niego chyba najwięcej, nawet jeżeli faktycznie nie mógłby już grać, to na pewno osłodziłoby mu życie.
Widząc, że Wojtek nadal chce coś dodać, Trener pokręcił głową i spojrzał na niego ostro.
– Jakoś nie wydaje mi się, żebyś był w stanie zastąpić go na boisku. Mamy tylko dwóch przyjmujących w tym ciebie, panienkę, która na turniejach sika po udach ze strachu. Rozumiem więc, że skoro wywalamy Kamila, to ty będziesz naszym jedynym libero? – dodał nieprzyjemnym tonem i pokiwał głową. – Zajebiście. Niniejszym rozwiązuję drużynę. Dziękuję. Żegnam – dodał i ruszył w stronę ławki. – W końcu będę miał czas wyjechać na urlop, a nie ferie czy święta muszę się z wami, kurwa, użerać – dodał i zabrał swoją butelkę wody, po czym ruszył w stronę drzwi. – Macie się dogadać, a do tego czasu zawieszam treningi.
Kamil przygryzł mocno wargę i obejrzał się za nim krótko. Co prawda nie była to jego pierwsza rezygnacja i zawsze pomimo tego, że tak się nakręcał to zjawiał się na kolejnym treningu. Był przekonany, że i tym razem tak będzie.
Kiedy Trener zniknął za drzwiami odwrócił się do chłopaków, którzy w większości posyłali mu wrogie spojrzenia.
– Słuchajcie – zaczął. – Nie wiem o co wam chodzi, tak naprawdę. Dla mnie to śmieszne, że tak wam to przeszkadza, ale cholera…
– Zamknij się już, kurwa – burknął Tomek i ruszył w stronę wyjścia.
– O co ci chodzi? – zawołał za nim głośnej brunet. – Co się tak stawiasz, przecież jesteśmy drużyną.
– Byliśmy drużyną – mruknął Donżuan i minął go rzucając mu niechętne spojrzenie. – Ale ty wszystko zjebałeś – dodał, a Kamil niemal nie zachłysnął się powietrzem. Jak ten głupek mógł jego o to oskarżać? Mieć do niego pretensje jeżeli był w drużynie od niespełna dwóch miesięcy?!
– Ja? – zawołał i pokręcił głową patrząc jak każdy po kolei rusza ku drzwiom. – Bartek…! – zawołał i ruszył za chłopakiem. – Co jest? Czemu mi to robisz? – dodał łapiąc go za ramię.
Chłopak rozejrzał się po ostatnich kolegach schodzących z nim z boiska i wyrwał mu rękę z uścisku.
– Zostaw mnie – burknął i pokręcił głową. – Nie sądziłem, że taki jesteś. Nigdy nic mi nie powiedziałeś! A ja… ja… wiesz, to w sumie obrzydliwe – dodał i zaczerwienił się lekko.
Kamil uniósł wysoko brew i pokręcił głową.
– Co? Daj spokój. Znamy się od wieków… o co chodzi? To aż taki problem? – zapytał wpatrując się w niego miękko. Czy i Bartek naprawdę taki był? Co im wszystkim było? Naprawdę chodziło o to, że był gejem, że bali się że może mieć coś do nich? Przecież to było śmieszne, myślał gorączkowo.
Bartek tylko wzruszył ramionami i odsunął się od niego.
– Teraz jeszcze rozwaliłeś naszą drużynę – dodał patrząc na niego z niechęcią.
– Przecież wiesz, że Trener zawsze robi takie dramy – burknął brunet i przygryzł wargę. – Przecież… no… to nadal ja, nadal możemy być kumplami, ja nic…
– Ja nie chcę być twoim kumplem – rzucił od razu Bartek.
– Co?
– Żeby myśleli, że jestem jak ty? Nie, dzięki – sapnął i szybko ruszył ku wyjściu.
Kamil odprowadził go wzrokiem i przeklął głośno. Domyślał się, że zrobią z tego aferę. Ale ta w zasadzie wydawała mu się być strasznie pusta i bezsensowna. Bo o co tak naprawdę im chodziło? Jakie mieli argumenty by go wywalić, prócz tego durnego ‚bo jesteś pedałem’?
Wzdychając głośno obejrzał się w stronę boiska. Zaraz też ruszył w kierunku słupów od siatki i zaczął je rozkręcać. W końcu ktoś musiał posprzątać. To trudno, pomyślał i przygryzł lekko wargę. Powoli zaczął ogarniać go smutek, a myśli o dziwo nie błądziły wokół drużyny. Prawda, przejął się trochę, ale przynajmniej miał poparcie Trenera. Może gdyby ten się uparł, mógłby nadal grać? Może i chłopaki się przełamią gdy zatęsknią za treningami?
Bardziej przejmował się tym, czy Adam mu odpisał. Czy między nimi będzie jeszcze jak dawniej? Czy będzie mógł na nim polegać? Bardzo chciał go zobaczyć, powiedzieć mu co się stało i poskarżyć się, że od tamtego dnia jakoś zupełnie nic mu nie wychodzi.

Adam zatrzymał motocykl tuż przy zamkniętej bramie jednorodzinnego domku. Był już wieczór i w końcu tej zimy zaczynał prószyć powoli śnieg. Co prawda z deszczem, ale zawsze. Nie znosił zim, bo jakoś nie miał sumienia narażać motocykla na wszechobecną sól na drogach, która sukcesywnie dobierała się do jego ukochanego sprzętu.
Na szczęście drogowcy jeszcze nie wylecieli na ulice by wysypać na asfalt tegoroczny zapas soli, więc jak na razie mógł być spokojny.
Kiedy jednak zerknął w kierunku domu i przez okno dostrzegł poruszające się wewnątrz postacie, wcale taki nie był. Jasne, że nie przedstawi się jako chłopak, ale i tak, konfrontacja z rodzicami Małego, nie widziała mu się najlepiej, tym bardziej gdy wspominał to, jak ostatnio się popisał wystawiając Kamila za drzwi. I może dlatego, że do tej pory był takim tchórzem i chujem, teraz chciał odpokutować i wykazać się chociaż szczątkami odwagi. Udowodnić coś i sobie i Kamilowi, no i odwiedzić go w domu. Chłopak chyba chciałby czegoś takiego.
W końcu zatrzymał się przy bramce i złapał za klamkę. Kiedy ta nie ustąpiła szarpnął nią mocniej i dopiero po chwili dostrzegł panel od domofonu. Uśmiechnął się nieco krzywo i wcisnął przycisk. To było takie piękne – ta granica między nim a Kamilem. Alarm w domu, coroczne wakacje za granicą no i przede wszystkim ta rodzina, która w najmniejszym nawet punkcie nie przypominała mu jego własnej.
– Tak? – usłyszał nagle i pochylił się lekko zerkając w stronę okna i drzwi.
– Mmm… dobry wieczór – zaczął nieco ochrypłym tonem i przycisnął do siebie mocniej kask. – Zastałem może Kamila? – zapytał nieco sztywno.
– Kamila? A kim pan jest? – usłyszał i dostrzegł w oknie kobiecą sylwetkę.
– Ja… jestem… znajomym – zawahał się odetchnął ciężej. Nie spodziewał się nawet żadnych pytań. Boże, chciał z nim tylko pogadać przecież.
– Dobrze… dobrze, niech pan wejdzie – usłyszał i zaraz nacisnął na klamkę. Obejrzał się jeszcze na motocykl choć nie sądził by na tak ‚dobrym’ osiedlu mogło mu się coś stać. Kiedy stanął przed drzwiami te uchyliły się i stanęła przed nim niewysoka kobieta o oczach Kamila, najpewniej jego matka.
Adam uśmiechnął się nieco wymuszenie i skinął jej głową.
– Dzień dobry… wieczór – przywitał się raz jeszcze czując na sobie jej podejrzliwe spojrzenie. Chyba naprawdę musiał mieć jakąś zakazaną mordę, skoro matka chłopaka tak mu się przyglądała.
– Dobry wieczór. Nie sądziłam, że Kamil ma takich znajomych… – zaczęła spokojnym tonem, przytrzymując ręką drzwi.
– Takich, to znaczy? – zapytał Adam i przesunął dłonią w rękawiczce po niedogolonym policzku.
– Sama nie wiem…
– Starych? – podsunął mężczyzna i zaśmiał się nieco sztucznie.
– Też… wygląda pan jak typ spod ciemnej gwiazdy – dodała stonowanym głosem. – Czy mój syn wplatał się w coś nielegalnego? Przyszedł pan po pieniądze? Za narkotyki? – wypaliła, a on z trudem powstrzymał się by się nie cofnąć.
– Yy… nie. Ja tylko… chciałem z nim pogadać… – powiedział i spojrzał na nią zaskoczony. Nie sądził, że jego matka była aż taka.
– A może… może ściągasz z niego haracz, co? Chodzicie do tej samej szkoły? Ostatnio Kamil za…
– Mamo, Boże – usłyszał nagle Adam i zerknął w stronę drzwi prowadzących do przedpokoju. – Co też wymyślasz, już serio… – jęknął jeszcze Kamil i szybko znalazł się przy nich.
Z trudem powstrzymał szeroki uśmiech i chęć rzucenia się Adamowi na szyję. Przyszedł jednak! Jednak się odezwał – huczało mu w głowie, a on miał ochotę skakać z radości.
– No co… jest dużo starszy… – dodała kobieta. – Skąd możecie się znać…?
– O rety! Nie aż tak dużo. Poza tym czy ja mogę mieć kolegów tylko w szkole? – burknął brunet, a kobieta spojrzała na niego tak, jakby faktycznie tak miało być. – To Adam, mamo. Adam to moja mama – rzucił i zaraz wciągnął motocyklistę za rękaw do środka.
Nim matka zdążyła przyczepić się jeszcze o coś, szybko poprowadził go dalej i zaraz wciągnął na schody, nie pozwalając mu nawet ściągnąć butów, ani rozejrzeć się bardziej. Dopiero gdy byli na górze w niewielkim otwartym saloniku, Adam miał okazję dostrzec kilka regałów z książkami i dwa fotele, a później już Mały podprowadził go do jednych z kilkorga drzwi i wepchnął do środka.
– No… cześć… – wydusił mężczyzna kiedy byli już w środku i brunet zamknął za nimi drzwi.
Kamil odsunął się od niego na kilka kroków i skinął głową.
– Cześć… – rzucił widocznie spięty i oblizał usta.
Blondyn rozejrzał się po wąskim pokoiku i odetchnął głębiej. Ten bardzo pasował do Kamila. Jasne, ciepłe meble i zielone ściany były bardzo w jego stylu, pomyślał i uśmiechnął się lekko.
– Wiesz… dostałem twojego smsa – powiedział cicho i sięgnął do jego ręki. Ujął ją lekko i dopiero wtedy zdał sobie sprawę z rękawic, które nadal miał na dłoniach. – Możemy pogadać? – zapytał przysuwając rękę do ust i łapiąc nimi za rzepy.
Chłopak skinął głową i odebrał od niego kask, po czym położył go na stojącą niedaleko drzwi komódkę.
– Jasne… rozbierz się, a ja może przyniosę jakiś sok, co? – zaproponował i nagle usłyszał pukanie do drzwi.
Adam skinął głową i zaczął rozpinać kurtkę, zaciekawiony przyglądał się jak Kamil otwiera matce drzwi. Ta oczywiście miała w rękach szklanki z sokiem i posłała mu przenikliwe spojrzenie, zbywając syna kilkoma słowami.
– Rety…! – jęknął brunet, kiedy w końcu udało mu się spławić matkę. – Weź, moja mama jest tragiczna jeżeli chodzi o nadopiekuńczość… – powiedział i podszedł bliżej łóżka, na które Adam odkładał właśnie kurtkę i rękawice.
– No zauważyłem – uśmiechnął się mężczyzna i odetchnął płycej. – Myślisz, że nas podsłuchuje, albo, że zaraz tu wparuje? – rzucił mimochodem, a chłopak obejrzał się błagalnie na drzwi.
– Nie… mam nadzieję, że nie… – jęknął a Adam roześmiał się pod nosem. Zaraz znowu złapała Małego za rękę i przyciągnął do siebie by pocałować go czule.
– Też mam taką nadzieję – westchnął lecz zaraz puścił chłopaka i usiadł na krześle stojącym przy biurku. – Nie odsunąłeś się, to chyba znaczy, że jesteś gotów mi wybaczyć, co? – powiedział cicho i uśmiechnął się lekko.
Kamil zaczerwienił się i usiadł naprzeciwko niego na łóżku.
– Mmm… no nie wiem… – zaczął skubać zębami wargę. – Obiecałeś mi wyjaśnienia, a na razie chyba próbujesz mnie zagadywać – powiedział przesuwając dłońmi po pościeli. – No i… przez te ostatnie dni… czemu się nie odzywałeś? – zapytał ostrożnie, uważnie przyglądając się mężczyźnie.
Adam odetchnął i spuścił na chwilę wzrok. Długo zastanawiał się co powiedzieć chłopakowi i raczej prawda nie wchodziła tu w grę. Bo i co miał mu powiedzieć? Że sypiał z Marcinem? Że go zdradzał z własnym bratem? Nawet dla niego brzmiało to jak jakiś ponury żart.
– Bo wiesz… Marcin… to nie jest towarzystwo dla ciebie – zaczął nieco nerwowo. – On ciągle wplątuje się w jakieś problemy, w dodatku ma takie skłonności… do naginania rzeczywistości. No i nie jest między nami najlepiej i myślę, że mógłby chcieć nas skłócić. Wiesz, dla zabawy – powiedział cicho i oblizał usta.
Kamil odetchnął głośniej i skinął głową. To co mówił Adam w zasadzie pasowało do dzisiejszego zachowania Marcina.
– Mm… wiesz… rozmawiałem dzisiaj z nim i… – zaczął i zaśmiał się pod nosem. – W pewnym momencie stwierdził, że możesz się mną bawić i…
– To nieprawda – zaprzeczył szybko Adam i szybko usiadł na łóżku przy Kamilu. – Nie bawię się tobą, uwierz mi – powiedział i ujął jego twarz w dłoń. – To on bawi się wszystkimi. Widzisz? Właśnie dlatego nie chciałem byście mieli ze sobą kontakt – dodał i przełknął gorycz stojącą w ustach. – Marcin jest chory i tak to właśnie wygląda – westchnął i przesunął pobudzonym wzrokiem po buzi chłopca.
Był naprawdę najgorszy. Jak łatwo było zrzucić całą winę na Marcina! Ale gdyby mógł ten ostatni raz być chujem, zamknąć sprawę z bratem i jakoś obudzić się w nowej, lepszej rzeczywistości. Nawet jego kosztem, ale odbić się od dna i jakoś to wszystko odpokutować.
Brunet pokiwał głową i spojrzał ciepło na Adama. Nie miał powodów by mu nie wierzyć.
– Co nie zmienia faktu, że mogłeś wcześniej się odezwać… wiesz… to był najgorszy tydzień w moim życiu – dodał i uśmiechnął się nieco krzywo.
– Przepraszam – szepnął Adam pochylając się do niego i całując go mocniej w usta. Chłopak oddał pocałunek lecz zaraz obejrzał się na drzwi. – Wiem, wiem… ale trochę się stęskniłem – westchnął motocyklista i pogłaskał go lekko po udzie.
Kamil uśmiechnął się nieco przepraszająco i zwiększył między nimi dystans.
– Mmm… czyli Marcin leczy się u jakiegoś psychologa czy…
– Nie. O to chodzi, że nie chce – kłamał dalej Adam stale zapadając się w sobie. – To nie jest takie proste. Czasami miewa lepsze dni, a czasami robi takie awantury, że nawet sobie nie wyobrażasz. Podobnie jak tego, co potrafi wywlec z tej swojej głowy, co nawymyślać… – dodał i odetchnął głęboko.
Kamil widząc zdenerwowanie mechanika oblizał sam wargi.
– Co takiego…? – szepnął w napięciu.
Adam drgnął mocno i posłał mu nieprzeniknione spojrzenie. Mógłby mu powiedzieć prawdę? Prawdę ukrytą w kłamstwie?
– No wiesz… – zaczął i przygryzł wargi. – Różne rzeczy… na przykład o… nas.. – dokończył i zmarszczył mocno brwi. Widząc zaintrygowane spojrzenie chłopca speszył się i zaraz poczochrał go po miękkich włosach.
– No ale to mój brat – dopowiedział. – Nie mogę go tak zostawić.
Brunet pokiwał głową i uśmiechnął się delikatnie.
– No tak… to jasne. Teraz mi trochę głupio, że tak często się denerwowałem na ciebie przez te rodzinne sprawy – powiedział. – Mogłeś od razu powiedzieć mi o co chodzi. Przecież zrozumiałbym – dodał i spojrzał na niego rozkochanym wzrokiem.
Zaraz zmrużył oczy i zagryzł wargę.
– Pasuje ci to. Wyglądasz jak taki zupełny badass – zaśmiał się zerkając na jego policzki.
Adam roześmiał się i przejechał ręką po szorstkim policzku.
– Ała… chyba nie jest tak źle…Widzisz? Nawet nie miałem siły się ogarnąć, jak było między nami niefajnie – rzucił i od razu dostrzegł jak Mały rośnie w sobie. Ale nastolatek zaśmiał się tylko i szybko ucałował go w policzek.
– Ale czarujesz – rzucił mimochodem i odetchnął ciężko. – Wiesz co? – zaczął, a widząc zainteresowanie w oczach mężczyzny uśmiechnął się rozluźniony. – Ktoś nas chyba przyłapał – westchnął i uśmiechnął się krzywo.
– Jak to?
– No, chłopaki mnie dzisiaj z drużyny wywalili – wyjaśnił i oparł brodę o ręce podparte na kolanach. – I ktoś wrzucił mi do szafki jakieś różowe konfetti. Pełno tam było kokardek i kulek, i kartek z epitetami – dodał, a Adam spojrzał na niego w szoku.
– Żartujesz…?
– Nie – westchnął Kamil. – Na szczęście Trener stanął za mną to może jakoś to przejdzie – dodał. – Ale to pewnie któryś z nich, wiesz jakie są te szafki. Prawie każdy kluczyk do wszystkich pasuje.
Adam przełknął gulę stojącą mu w gardle i skinął głową. Przyciągnął chłopaka do siebie i objął ramieniem. Czemu jedyną osobą odpowiedzialną za coś takiego wydawał się być Marcin? Tylko jemu pasowało takie świństwo.
– Nie wiedziałem… to dlatego dzisiaj dzwoniłeś? – zapytał, a gdy Mały pokiwał głową pocałował go lekko w czubek głowy. – Byłem w pracy i dopiero później zauważyłem. Przepraszam.
– Dobra tam. To nic. Ale wiesz, czuję się jakoś tak… lżej? Znaczy… odnoszę wrażenie, że jakoś nic się nie zmieniło, choć oczywiście wolałbym móc nadal grać. Ale to co gadali później to było takie… nijakie? Wiesz, jakby czepiali się bardziej dla jakiejś dziwnej zasady niż dlatego, że to faktycznie problem – dodał i zerknął na niego spokojnym spojrzeniem.
– Nhmm… choć nie zmienia to faktu, że to trochę chujowe – powiedział mechanik. – Chyba… muszę cię pocieszyć – szepnął i pogłaskał go po boku.
– Tak? A jak?
– No wiesz… może jakiś lodzik, albo… sam nie wiem, na co masz ochotę…?
– Na lody na pewno – przyznał chłopak i zerknął w stronę drzwi. – Ale to nie tylko to. Jeszcze jak wracałem to niektórzy mnie wyzywali – dodał rozluźniony.
– Mmm… chcesz żebym zrobił z nimi porządek? – zapytał wsuwając palce pod jego koszulkę.
– Niekoniecznie, ale możesz się pokazać – zaśmiał się Mały i spoważniał na chwilę. – Ale wiesz co było najgorsze?
– No co?
– Bartek – rzucił Kamil robiąc smutną minę. – Powiedział, że nie chce by inni uznali, że jest taki jak ja i że nie jesteśmy już kumplami – dodał, a Adam odetchnął głębiej.
– To chyba nie pocieszy cię zwykły lodzik – powiedział niby lekko, ale spojrzał mu w oczy tak, że Kamil od razu się uśmiechnął i skinął głową.
– Chyba nie… – szepnął i zaraz objął go mocno ramionami. – Kocham cię, wiesz? – szepnął przymykając oczy. – Tak się cieszę, że przyjechałeś. Z tobą… z tobą to nawet to nie jest takie straszne…
– No pewnie. To co jedziemy do mnie? Nie pozwolę ci się smucić samemu – zapewnił i pogłaskał go po włosach.
– A co będziemy robić? – zapytał niby naiwnie chłopak.
– Smucić się razem i się kochać – powiedział Adam i zerknął na niego w dół.
Kamil zaśmiał się pod nosem i wzmocnił uścisk na jego ciele. Gdyby tak mógł mieć go ciągle przy sobie, wszystko byłoby milion razy lepsze.

Reklamy

9 thoughts on “Synowie Rosemary 15 – To nadal ja

  1. To było takie smutne, jak cała drużyna się na Kamila wypięła i kazała spadać. Nawet ten cały Bartek, który uważał się za jego przyjaciela teraz nie chce go znać. I to dlaczego? Tylko dlatego, że ma inne preferencje seksualne? Myślą, że jak gej, to leci na wszystko, co ma fiuta? A może to chodzi bardziej o zasadę? Ale czy zadawanie się z gejem to taki mega obciach? Nie powinno się oceniać ludzi pod względem preferencji, tylko po tym, jakimi są ludźmi. Jakoś do tej pory jakoś mogli grać z nim na jednym boisku, więc co za problem, by robić to dalej? Ehhh…
    Trenera polubiłam. Może uda mu się poukładać w głowach chłopaków z drużyny i zaakceptują Kamila takim, jakim jest, bo inny nie będzie.
    Dobrze, że Adasiek przyszedł do Kamila. Małemu przyda się pocieszenie, bo ostatnio coś go życie nie rozpieszcza.
    Matka Kamila jest mega nadopiekuńcza. Chłopak nie ma z nią łatwo.
    Pozdrawiam i życzę weny

  2. Nie mam nic do Kamila i do Adama, jako postaci, ale czytają o nich razem tylko się denerwuje. Generalnie nie widzę ich razem, Adam jest za bardzo załamany a Kamil za naiwny by go przejrzeć. Wróże im mniejszą lub większą tragedie, może wtedy na zgliszczach zbudują coś prawdziwego, bo na razie ich związek to trochę taka farsa.

    1. Faktycznie, wiedząc to co my wiemy, jest to trochę przykre widzieć jak starają się zbudować coś, co ma tak małe szanse. Ale jakieś tam zawsze są. Na razie jednak pozwólmy Małemu cieszyć się tą pierwszą miłością jaką przeżywa, no a Adamowi łudzić się, że jest na tyle silny, że uwolni się w końcu.
      I kto wie. Może będzie tak jak mówisz i w końcu im się uda. C:

      Pozdrawiam!

  3. „Adam to moja mama” – cóż, bez przecinka wygląda to dosyć… zabawnie x3
    „Chyba naprawdę musiał mieć jakąś zakazaną mordę, skoro matka chłopaka tak mu się przyglądała.” – tak mnie to rozśmieszyło, że prawie się zdradziłam śmiechem, że nie śpię grubo po 2 w nocy :D
    Serce mi się kraje, gdy czytam, jak Adam okłamuje Kamila. Lubię tę parę i jak tak dalej będzie to wyglądać, to nie wiem co zrobię .a.
    Dobra, dość marudzenia, skończę czymś pozytywnym – postać Trenera strasznie mi się podoba i wzbudza we mnie wielkie pokłady sympatii :3

    1. Aż sama się uśmiałam. Heheee… Ja na szczęście nie mam kogo budzić o tej porze. C:
      Okłamuje, ale pomyśl co by się mogło stać, gdyby powiedział prawdę. ‚Wiesz, on może się na tobie mścić, bo w sumie to jesteśmy kochankami (byliśmy?)’ – nie brzmi to zbyt dobrze i nie wiem sama, jak Myszka by to przyjęła.
      OI, zdradzę W SEKRECIE, że pan Trener to jeeeeeeej, pobudził moją wyobraźnię i aż się prosi o jakiś soczysty bonusik. Mnie pozostaje tylko to sobie wyobrażać w pracy czy szkole, hehe, i się ślinić. Ale kiedyś, może. Może niedługo uda mi się, jak odpadnie z mojego grafiku szkoła? Oby! C:

  4. Kamil ,- oj biedny kotek, ale dzielnie sobie radzi, najważniejsze że ma oparcie w Adamie, widać że się kochają. Hmm zakładam że to wszystko przez rozwydrzonego Marcinka, kiedy ten chłopak w końcu się ogarnie ?! w sumie to liczę że ten ‚romans’ Marcina z Brunonem nabierze rumieńców i że Marcin się zmieni tj. zakocha się na prawdę w dyrku i będzie happy end – żyli długo i szczęśliwie; ale chyba jestem zbytnią optymistką bo w sumie trudno mi sobie to wyobrazić no bo jak: nastolatek z czterdziestolatkiem i do tego ta relacja uczeń -nauczyciel, Brunon jakby to wyszło na jaw to nie miałby życia :'(
    Wracając do Adama – heh dobrze to wykombinował z tą chorobą psychiczną Marcina, no ale prawda pewnie i tak wyjdzie na jaw, no cóż jestem bardzo ciekawa jak to wszystko potoczy się dalej ,więc nie żałuj klawiatury tylko pisz pisz pisz; czekam z niecierpliwością :)
    Dodam tylko że po raz pierwszy komentuje ale jestem tu bywalcem od jakiegoś czasu, przeczytałam już całe Till we are i jestem pod wrażeniem choć Synowie Rosmery jeszcze bardziej mi sie podobają ;)
    Pozdrawiam wszystkich czytelników

    1. Dzień dobry, exilo! Miło, że w końcu znalazłaś chwilę żeby skomentować. To, że Synowie podobają się bardziej to jak najbardziej budująca wiadomość. Gdyby lepsze było TWA to znaczyłoby, że nie dość że się nie poprawiłam w pisaniu, to jeszcze się cofnęłam :I
      Oj, Bruno w tym całym zafascynowaniu Marcinem pewnie nawet o konsekwencjach nie pomyślał. Nie wiem czy ma takie szczęście by ich uniknąć. Myślisz, że Marcin mógłby się zmienić?
      Kolejna osoba, która w niego w miarę wierzy, to dobrze. Adam się już raczej poddał co do niego, no i teraz Kamil ma przyjemność go poznawać.
      Nie żałuję klawiatury. Tylko ta przeklęta sesja i zaliczenia. ECH. :<<

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam gorąco! Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się odezwiesz! C:

  5. No i tak. Myślę, że to dopiero początek pomysłów Marcina. Jeśli chodzi o siatkówkę to skurczybyki i tyle. Drużyny siatkarskie wyróżniają się inteligencją a nie testosteronem. Chyba że na tym poziomie rozum nie potrzebny:-)

    1. No to czym się wyróżniają chyba w dużej mierze zależy od dojrzałości składu. Cóż… tu wyszło nie za ciekawie. Niestety dla Kamilka.
      C:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s