Synowie Rosemary 16 – Jak władca świata

Na zewnątrz już od dawna panował mrok. Gęsta noc wpłynęła również do wnętrza samochodu, w którym na desce rozdzielczej paliło się tylko kilka kolorowych kontrolek.
Dosyć niewielkie wnętrze auta wypełniał ciężki zapach i odgłosy chrapliwych oddechów. Na rozłożonym tylnym siedzeniu było sporo miejsca, akurat tyle by dwaj kochankowie mogli bez przeszkód nacieszyć się sobą. Gdzieś przez myśl Brunona przeszło, że takie rodzinne, duże auta są właśnie do tego stworzone – do seksu na tylnym siedzeniu.
Nawet czuł się nieco zażenowany kiedy tak wspólnie z Marcinem rozkładali siedzenie i upychali w kącie bagażnika niemowlęcy fotelik. To nieco wybiło go z rytmu jednak uśmiech i dłonie Marcina szybko pozbawiły go wszelkich skrupułów.
Jego szczupłe ładne ciało było naprawdę uzależniające, a on chyba wpadł w ten nałóg już bez reszty. Bez niego nie umiał się odnaleźć.
Teraz kiedy wchodził w niego tak głęboko, a Marcin tylko wił się pod nim i wzdychał, miał wrażenie że to samego Boga złapał za nogi. Było mu tak cudownie za każdym razem gdy się kochali i był pewien, że to nigdy mu się nie przeje.
– Och…Marcin… – szepnął spoglądając między ich ciała, gdzie jego penis zagłębiał się między pośladkami nastolatka.
– Nnnn… Nnn? – jęknął chłopak i przygryzł mocno wargę. Rumieńce na jego buzi były tak obłędne i seksowne, no i te oczy. Skryte w ciemności co chwilę błyszczały mocniej.
– Jesteś… och… – zaczął Bruno i pochylił się mocniej by sięgnąć do jego warg. Ucałował je nieco nieporadnie i szarpnął mocniej biodrami.
Nagle poczuł jak Marcin łapie go kurczowo za szyję i ociera się członkiem o jego podbrzusze.
– Dobrze… ci…? – wydyszał mężczyzna sięgając wargami do jego ucha i pieszcząc je mocno.
Chłopak wyprężył się mocniej i pokiwał głową.
– T-tak! – westchnął i wsunął dłoń na lędźwie kochanka.
Bruno zaśmiał się nisko ale zaraz również zdusił jęk i podpierając się na łokciach po bokach głowy nastolatka, zaczął w niego wchodzić jeszcze szybciej.
– Och…! Bru-uno! – jęknął Marcin oddychając spazmatycznie. – Mo-mocniej! – westchnął, a dyrektor wtulił twarz w jego szyję. Podrzucając mocno biodrami sporadycznie całował chłopaka po skórze. Jego zapach również był przecudowny, Bruno wręcz szalał na jego punkcie.
– Och, Marcin… – westchnął i zgodnie z jego życzeniem przyspieszył. Czuł się jak szaleniec, kiedy tak mocno go kochał. Nie sądził, nie pamiętał by kiedykolwiek zachowywał się aż tak. Nieraz myślał o tym, że będąc z chłopakiem zachowuje się jak zwierzę, a coś co nazywał ‚kochaniem’, było niczym innym jak ostrym rżnięciem.
Nagle Marcin jęknął głośniej i podrzucił mocno biodrami.
– Kurwa! Chole-era! – warknął i szybko zaczął się masturbować wsuwając dłoń między ich ciała. Widząc to, Bruno tylko jęknął jeszcze mocniej pobudzony. Szybko dopadł wargami do ucha chłopaka i zaczął je przygryzać. Wiedział już, że Marcin to lubił, że tak dochodził szybciej i mocniej.
Niemal od razu poczuł jak ten wbija paznokcie w jego bok i podrzuca biodrami żywiej.
– Tak? Dobrze? – dopytywał Bruno chrapliwym głosem, a Marcin tylko jęczał i dotykał się niecierpliwymi ruchami.
Zaraz jednak przestał i objął go ciasno, dochodząc z głośniejszym westchnieniem.
Bruno, w mroku widział ten seksowny grymas na jego twarzy. Uwielbiał go takim. Kiedy chłopak uchylił powieki, uśmiechnął się do niego spełniony i ponownie objął go za szyję.
– Mmm… skończysz w mojej dziurze? – zamruczał całując jego usta powoli.
Brunet westchnął w jego wargi i pokiwał głową.
– Tak… Marcin! – rzucił na wydechu wchodząc w niego w spokojniejszym już, stałym rytmie. – Ja… – zaczął lecz zaraz przymknął oczy i ponownie wtulił twarz w jego gorącą szyję.
Kilka chwil jeszcze podrzucał biodrami, ściskany przez uda Marcina i w końcu, drżąc doszedł w nim, dokładnie tak, jak Marcin chciał.
Kiedy wykończony opadł na niego, odetchnął głęboko, nadal podrygując biodrami. Czuł na sobie masujące jego plecy dłonie chłopaka i dopiero po dłużej chwili, kiedy ochłonął odkleił się od niego i ułożył z boku. Podkurczając nogi by się zmieścić w małej przestrzeni, splótł je z nogami blondyna i złożył głowę na podłożonym pod nią ramieniu.
– Nmm… – westchnął i oblizał usta obserwując zarumienioną twarz swojego młodego kochanka. Od razu sięgnął do jego torsu i pomasował go przeciągłym ruchem. – Ślicznie wyglądasz po wszystkim – zapewnił i ucałował go lekko w ramię.
Marcin zaśmiał się tylko i przekręcił w jego stronę. Przysunął się blisko i wtulił w jego nagi tors.
– Dzięki… – szepnął, a Bruno pogłaskał go lekko po spoconej głowie.
– I pachniesz seksownie – dodał mężczyzna, a Marcin jedynie pokręcił głową rozbawiony.
– Daj spokój – zaśmiał się i pociągnął lekko nosem.
Przez chwilę leżeli w milczeniu, kiedy to Bruno mógł głaskać jego gładkie ciało i sporadycznie całować go to tu to tam. Jakoś zupełnie nie spieszyło mu się do domu, ani tym bardziej do Agnieszki. Nie było aż tak późno, jednak zimą noc i spokój w mieście zaczynały się szybciej. A jego obrzeża już zupełnie było opustoszałe i ciche. Idealne do takich schadzek.
– Kocham cię, wiesz? – szepnął Marcin zwracając ku sobie jego myśli.
– Wiem – odparł Bruno i pocałował go lekko.
Przecież całym sobą czuł wielkość tego uczucia między nimi. Spotykali się od prawie trzech tygodni, a on miał wrażenie, że ten czas był najlepszym w jego życiu. Widział jak Marcinowi zależy, dostrzegał jego rozkochane spojrzenie i coraz częściej czuł, że dla niego, właśnie dla niego, mógłby zostawić wszystko, co miał. Tylko Marcin zaczynał się liczyć i te ich spotkania.
– Wiesz… chciałbym mieć ciebie na dłużej – szeptał chłopak, a on głaskał go czule.
– Tak? Na jak długo? – dopytał rozleniwiony i uśmiechnął się lekko.
– Sam nie wiem… – Marcin przewrócił oczyma – Na zawsze? – szepnął i zaraz pocałował go krótko. – Lub chociaż na kilka dni…
Bruno oddał pieszczotę i zaraz pogłaskał kochanka po policzku.
– Mmm… może moglibyśmy gdzieś razem wyjechać? – zaproponował i skubnął jego wargę zębami. – Co ty na to? – dopytał, a chłopak wyszczerzył się mocno. Zaraz jednak ułożył się płasko i pokręcił głową.
– Byłoby super, ale na obecnym etapie życia nie mam hajsu na wyjazdy – rzucił i uśmiechnął się lekko.
Brunet tylko prychnął i przygarnął go do siebie.
– Chyba nie sądzisz, że kazałbym ci płacić, mmm? – zapytał i pocałował go czule w policzek. Marcin posłał mu nieco spięte spojrzenie i wzruszył ramionami.
– Głupio byłoby gdybyś płacił za mnie, co? – rzucił i zaraz wtulił się w niego. – Nie możesz tak wykorzystywać tego, że jesteś starszy i masz dobrą posadkę – dodał i sięgnął dłonią do jego uda, by pomasować go po nim przeciągle. – Jakoś zadowolę się tobą tylko w te poniedziałki, środy i piątki i tymi wyjazdami za miasto. Nie jest tak źle i się nie nudzę, bo och… nie pozwalasz mi na to – dodał i pomasował lekko jego penisa,
Bruno przygryzł wargę i pokręcił głową.
– Jesteś słodki – zaśmiał się niskim tonem i pogłaskał go po boku.
– A ty jesteś jedyną osobą, która mogłaby powiedzieć coś takiego – westchnął nastolatek.
– Ale wiesz, podoba mi się ten pomysł – szepnął po chwili Bruno i oblizał wargi – Chyba nie powinienem cię namawiać do opuszczania szkoły, ale gdybyśmy wyjechali na dwa czy trzy dni – powiedział czując jak jemu samemu coraz bardziej podoba się ten pomysł. Marcin pokręcił głową i westchnął tylko.
– Jasne…
– Dokąd byś chciał pojechać? – zapytał Bruno i ujął jego twarz za podbródek by unieść ku sobie.
Chłopak zmarszczył brwi i pokręcił głową.
– Nie chcę nigdzie. Nie mam kasy – powtórzył odwracając wzrok.
– Daj spokój, to byłby prezent – szepnął Bruno i sięgnął do jego ust.
Nagle Marcin odsunął się i spojrzał na niego uważniej.
– Prezent? – rzucił nieco ostrym tonem i usiadł na siedzeniu. – Jak dla dziwki, tak? – syknął i przybrał nieco płaczliwą minę.
Bruno od razu uniósł się na miejscu i sięgnął do jego dłoni.
– Nie, Marcin… co ty wygadujesz? – zapytał i oblizał usta.
– A co? Może nie? – zakpił chłopak i wyrwał mu swoją rękę. – Kim innym niby jestem dla ciebie? – dodał nieco zgaszony i zaraz sięgnął po swoje ubranie.
Bruno szybko złapał go za ręce i unieruchomił je.
– Na pewno nie… dziwką – powiedział czując jak to określenie z trudem przechodzi mu przez gardło.
Chłopak spojrzał mu poważnie w oczy i zaraz oparł się o przednie siedzenie.
– Strasznie mi na tobie zależy – ciągnął dyrektor, a Marcin wpatrywał się w niego spokojnym, wyuczonym spojrzeniem.
Lubił w ten właśnie sposób prowokować Brunona. Widzieć jak ten się głowi nad tym co mu powiedzieć, by go nie urazić. To było tak śmieszne, bo gdyby tylko wiedział, co tak naprawdę on sam czuje, na pewno nie byłby taki kochany.
To prawda, że nikt nigdy nie szeptałby mu do ucha takich słów jak Bruno, że jest uroczy, słodki, piękny i tym podobne rzeczy. To było dziwne, ale Marcin wiedział przecież, że to nic innego jak efekt jego gierek. Co innego miał Bruno myśleć skoro on tak się starał być takim uroczym właśnie chłopcem?
Wzdychając cicho przyglądał się jego twarzy i oczom, które wprost płonęły gdy patrzyły na niego. Chyba nikt nigdy tak na niego nie patrzył, przeszło mu przez myśl, gdy tak się wpatrywał w niego nawet do końca nie słuchając co Bruno mówi.
– Ale nadal jestem tym drugim – rzucił przerywając mu monolog.
Mężczyzna zawahał się widocznie i po chwili przygarnął go do siebie.
To nie tak, że po tych kilku spotkaniach nagle szaleńczo zakochał się w Marcinie. A przynajmniej, strasznie tego nie chciał. Wiedział, że posiada tę cechę, że jak smarkacz potrafi przeżywać takie zauroczenia, że potrafi sobie wmówić wszystko.
Ale czy mógłby żyć bez Marcina? Teraz już na pewno nie, na pewno nie umiałby go odstawić i poświęcić się rodzinie. Czy to nie było zakochaniem?
– Nie jesteś – szepnął i wbił w niego spojrzenie. – Wiesz, Marcin… jesteś najważniejszy – zapewnił i pogłaskał go po policzku.
– A ona? – zapytał chłopak i przygryzł wargę.
– Nie kocham jej – powiedział cicho Bruno, śledząc te jego kuszące wargi. – Wiesz, przy tobie… czuję się wolny. Jesteś jak… naprawdę, uwielbiam cię, jesteś taki świeży i tak mnie rozpalasz – dodał dyrektor, a Marcin z trudem powstrzymał wybuch śmiechu. Sam też uwielbiał Brunona i zasób słów jakim operował. – Jesteś moim natchnieniem – dodał jeszcze mężczyzna i przysunął się by pocałować go mocno.
Chłopak oddał pocałunek i złapał go za nadgarstki.
– Ale… nie zostawisz jej prawda? – zapytał, a Bruno spojrzał na niego poważnie. Widział w jego oczach tak silne pragnienie, że tu na miejscu gotów był przysiąc mu wszystko czego ten by zechciał. Zresztą, co go trzymało przy tej kobiecie?
– Zostawię – szepnął, a serce zabiło mu szybciej gdy dostrzegł w oczach chłopaka ten błysk i ulgę.
– I będziesz tylko mój? – dopytywał chłopak, a on pokiwał głową. – I zamieszkamy razem? Wiesz, jak już skończę osiemnastkę? – zapytał, a Bruno szybko i bezmyślnie się zgodził.
– Pewnie, pewnie Marcin – zapewniał go z pasją w głosie. – Nie pozwolę ci odejść, wiesz? Jesteś… wszystkim tym, za czym tęskniłem przez te lata – szepnął obcałowując jego twarz.
Marcin uśmiechnął się tylko i ponownie zagryzł mocno wargę w tym seksownym grymasie.
– Nie chcę się tobą dzielić – powiedział, a brunet odetchnął drżąco.
– Wiem, wiem, Marcin. To już niedługo potrwa, obiecuję – powiedział, a widząc, że z każdym jego słowem chłopak pogodnieje, sam odetchnął rozluźniony. Naprawdę, tego co mieli nie zamieniłby na nic innego. Tylko Marcin był ważny, tylko z nim czuł się spełniony i szczęśliwy.
– Kocham cię – szepnął czując, że serce mu wali jakby sam miał te naście lat i przeżywał swoją pierwszą miłość.
Marcin spojrzał na niego zaskoczony i roześmiał się głośno. Cholera, udało mu się? Po tych kilku tygodniach Bruno naprawdę był już jego? Widząc jego poważne spojrzenie śmiał się dalej i rzucił mu się na szyję.
– Ale naprawdę? – zapytał naiwnym głosikiem, kiedy udało mu się opanować śmiech.
– Naprawdę.
– To dobrze… Bruno… – szepnął i pocałował go przy uchu. – Nie masz pojęcia jak się cieszę – westchnął do jego ucha. – Zobaczysz, że ze mną będzie ci najlepiej – dodał i odetchnął głęboko.

Kiedy Bruno odwiózł Marcina i podjechał pod własny dom przez kilka jeszcze minut siedział w samochodzie. Nigdy jeszcze nie był w domu tak późno i nawet Agnieszka dzwoniła już kilka razy lecz on konsekwentnie ignorował jej telefony. Zdecydowanie była ostatnią osobą, której chciał słuchać. Widzieć chyba też.
Siedząc w aucie spokojnym wzrokiem wpatrywał się w nieduży domek, który kupili całkiem niedawno. Zaciągnęli kredyt lecz z posadami jakie mieli spokojnie było ich stać na życie w tej średniej klasie. Jednak on nie był przywiązany do tego miejsca, w zasadzie nie wiązało się z nim nic szczególnego, czego mógłby żałować.
Wiele razy z Marcinem snuli plany odnośnie ich przyszłości i ta wydawała mu się być o wiele, wiele lepsza niż to co czekało go tutaj. Co Agnieszka miała mu do zaoferowania? Naprawdę już nic do niej nie czuł, miał wrażenie, że podczas tych kilku spotkań Marcin bez trudu zgasił wszelkie uczucia jakie mógł jeszcze żywić wobec niej. I był pewien, że nie chce tak żyć – udawać że wszystko jest w porządku, że jest szczęśliwy. Cholera, wcale nie był. Wcale nie uśmiechało mu się bycie takim statecznym panem, bo wszystko czego pragnął to wolność. Marcin i wolność.
Wracając do domu miał chwilę by upewnić się w podjętej decyzji, bo myśl o tym gościła w jego głowie już od początku tego romansu. Nie był typem, który umiał prowadzić podwójne życie i dosyć pokracznie mu to wychodziło. Nawet Aga ponownie zaczynała czuć, że coś jest nie tak. Czy to znowu przez to, że nie pieprzyli się już od dłuższego czasu? To było dla niej wyznacznikiem tego, czy między nimi było dobrze?
Ale teraz Bruno miał wrażenie, że od wieków dobrze nie było. Znaczy było, ale z Marcinem, nie z nią – poprawił się wysiadł z auta, które zatrzymał przed bramą.
Słysząc skrzypiący śnieg pod stopami odetchnął drżąco i wbił kod w domofon po czym zaraz wszedł na dróżkę prowadzącą ku drzwiom.
Już sobie wyobrażał co jego żona mu powie, jak zareaguje, gdy on po prostu spakuje walizki i się wyniesie. Czemu miałby tego nie robić? Czy zasłużył w ogóle na cierpienie przy niej? Na wyrzeczenia, na okłamywanie siebie i jej? Na pewno nie!
Kiedy wszedł do środka nawet nie zatrzymał się w przedpokoju by zdjąć buty i płaszcz, od razu ruszył dalej i zaraz wszedł na schody prowadzące do ich sypialni. Kiedy do niej wchodził niemal zderzył się z Agnieszką w drzwiach.
– Bruno! – westchnęła i oparła ręce na biodrach. – Gdzie byłeś? Wiesz jak się martwiłam? – zapytała przybierając nieco surową minę, a on aż cofnął się o krok.
– Nie mam ochoty na twoje wymówki – rzucił tylko i odsunął ją z przejścia. Szybko przeszedł do garderoby i wyciągnął z niej dużą walizkę. Od razu rozłożył ją na ziemi i otworzył po czym podniósł się i wrzucił do niej kilka ubrań.
– Co ty robisz? – zapytała Agnieszka choć chwilę chyba zajęło jej uzmysłowienie sobie tego, czego właśnie jest świadkiem.
Bruno spojrzał na nią krótko i przełknął ciężej ślinę.
– Odchodzę. Widzisz przecież – rzucił krótko zapełniając walizkę ubraniami.
Agnieszka wpatrywała się w niego w niemym szoku i dopiero po chwili dopadła do niego i zaczęła wyrywać mu rzeczy z rąk.
– Zwariowałeś? – szepnęła drżącym głosem. – Bruno…! – wydusiła szarpiąc mocno trzymaną przez niego marynarką.
Mężczyzna nie mógł na nią patrzeć i puścił ubranie. Teoretycznie nie potrzebował wcale tej marynarki, miał przecież inne.
– Cz-czemu tak nagle? – zapytała Aga i zaczęła wybierać z jego walizki ubrania.
Bruno oblizał tylko usta i zmarszczył brwi, kiedy jego pakowanie się polegało na chowaniu rzeczy, które Aga wyciągała z jego walizki i odrzucała albo na ziemię, albo na stojące nieopodal łóżko.
– Nagle? Agnieszka… między nami nic już nie ma – powiedział ze spokojem, o który nawet siebie nie podejrzewał. – Może tobie odpowiada takie życie, mnie nie – dodał, a ona tylko jęknęła.
– Proszę cię… porozmawiajmy – szepnęła pełnym łez głosem. – Nie możesz odejść… nie pozwolę ci! Kocham cię! Czy to nic dla ciebie nie znaczy? – zapytała jeszcze i w końcu załamała ręce zdając sobie sprawę z tego, że w ten sposób mogą bawić się do samego rana.
Kiedy się odsunęła, brunet szybko zgarnął swoje ubrania do walizki i zapiął ją do połowy. Szybko przeszedł z nią do łazienki i wrzucił do niej swoją szczoteczkę do zębów i kilka kosmetyków.
– I tylko dlatego ja mam się męczyć? – zapytał bezlitośnie, bo Agnieszka podążała za nim krok w krok, ściskając kurczowo jedną z jego koszul. – Wiedziałaś przecież! Wiedziałaś, że odejdę – dodał przypominając sobie nagle jedną z ich kłótni.
Agnieszka zatrzęsła się mocno i zaszlochała cicho.
– Ale… ale było dobrze… – jęknęła i spojrzała na niego wyjątkowo bolesnym spojrzeniem. Widok jej zapłakanej twarzy poruszył go lecz tylko zacisnął zęby i minął ją wchodząc z powrotem do ich sypialni.
– Po resztę rzeczy przyjadę innym razem – powiedział wyważonym tonem, a Aga dopadła do niego i pokręciła głową.
– Nie! Nie… nie! Bruno… proszę…! – zawołała łamiącym się głosem. Bruno zatrzymał się na chwilę i odetchnął ciężko.
– Daj spokój… między nami, to koniec – dodał, a ona zapłakała głośniej.
– Ale czemu? Dlaczego? Co zrobiłam źle, przecież tak cię kochałam… kocham! Nadal… Bruno…! – mówiła nabrzmiałym od łez, łamiącym się głosem.
Mężczyzna odsunął się od niej i odetchnął głębiej.
– Mówiłem ci. Nie kocham cię – dodał i ruszył ku drzwiom. Zatrzymał się w nich i spojrzał na nią bardziej miękko. – Ja… zakochałem się… na nowo i wiesz… jestem szczęśliwszy – powiedział ale widząc minę kobiety tylko się skrzywił.
Ta wyrażała maksimum niedowierzania, a Agnieszka wyglądała tak jakby zaraz miała albo wybuchnąć śmiechem albo jeszcze głośniejszym szlochem. Nie wierzyła mu. Albo pewnie myślała, że jak on mógł się zakochać, że to jakaś kpina. Że jak on mógł mieć jakiekolwiek inne życie poza nią.
– I co? – rzuciła nieco rozzłoszczona. – Dla jakiejś wypindrzonej lafiryndy chcesz mnie zostawić? – zapytała, a on tylko przewrócił oczyma i odwrócił się w drzwiach wychodząc na mały korytarzyk. – Co, jest młodsza? Ładniejsza? – dopytywała idąc za nim.
Bruno tylko zaciskał usta nie zatrzymując się nawet. Myślał już tylko o tym, że jeszcze chwila i będzie wolny, wystarczyło tylko wyjść za drzwi, wsiąść do auta i odjechać.
– A… A Cyprian? Co z nim? – rzuciła nagle kobieta stojąc u szczytu schodów, z których on niemal już zszedł. Zatrzymał się nagle i odetchnął drżąco. Z tym też się liczył, naprawdę, ale miał wrażenie, że to dziecko, cóż… było kolejnym problemem? Naprawdę żałował, że razem z Agą się na nie zdecydowali, choć jeszcze jakiś czas temu uważał się przecież za jakiegoś wielkiego szczęściarza. Teraz za to miał wrażenie, że razem z miłością do Agnieszki, odeszła mu i miłość do małego. I jeżeli z jakiegokolwiek powodu mógłby czuć do siebie żal to właśnie dlatego.
Odwrócił się ku Agnieszce lecz nie spojrzał jej w oczy, właśnie ze względu na niego nie umiał tego z robić.
– Cóż… myślę, że i tak nie byłbym dobrym ojcem – powiedział nieco zduszonym tonem i po raz pierwszy tego wieczoru poczuł jakieś ukłucie w sercu. – Wiesz Aga… on… nie powinien się narodzić, nie sądzisz? Nie myślisz, że dziecko to nie jest coś, co… – zaczął lecz usłyszał jak Agnieszka zbiega ze schodów i po chwili poczuł mocne uderzenie w twarz.
– Wynoś się! – krzyknęła patrząc na niego z mieszanką strachu i zaskoczenia w spojrzeniu. – Kurwa! Kurwa, Bruno! Wynoś się natychmiast! – dodała mocniejszym tonem i popchnęła go w stronę drzwi. – Jak w ogóle możesz!? To twój syn! Syn, rozumiesz?! Nie zabawka, którą się nagle znudziłeś! – dodała, stale popychając go ku wyjściu.
W końcu Bruno nacisnął na klamkę i wypadł na zewnątrz. Mróz od razu uderzył w jego rozgrzane policzki. To nie było zabawne? Jego żona sama wywalała go z domu.
– Nie coś, czego ot tak możesz się wyrzec! – dodała Aga na boso wypadając na zaśnieżone schody przed drzwiami.
– Nie wyrzekam – rzucił szybko Bruno odwracając się ku niej i zaciskając mocniej ręką na uchwycie walizki. – Po prostu…! Świetne sobie spoiwo dla nas znalazłaś, co? – rzucił bezmyślnie i machnął ręką – Nie mogłaś wpaść na nic lepszego niż dziecko! – dodał, a Aga spojrzała na niego w niedowierzaniu.
– Co ty pieprzysz?! – warknęła i sapnęła ciężko. – Sam… razem się na nie zdecydowaliśmy!- dodała mocnym tonem, a on tylko się skrzywił – I co? Nagle to ja, tak? Zmusiłam cię?! Może zaraz usłyszę, że siłą cię wzięłam i… cholera! Jak możesz?! Jak, kurwa, możesz?! – krzyknęła wściekła, choć po policzkach płynęły jej łzy.
Bruno zacisnął tylko zęby i odetchnął głębiej.
– Posłuchaj – zaczął już spokojniejszym tonem. – Chcę rozwodu, zgódź się. I tak między nami niczego już nie będzie – dodał, a on tylko się zaśmiała.
– Jesteś takim hipokrytą… kurwa… Kto jeszcze nie tak dawno…? Mówiłeś… mówiłeś, że nas kochasz, że potrzebujesz – dodała z żalem w głosie, a on odwrócił spojrzenie. – Nie wierzę, że to wszystko teraz powiedziałeś. Dla jakiejś pieprzonej zdziry! Już nigdy go nie zobaczysz! Skoro tak żałujesz!
– A ty? Co teraz robisz? – rzucił Bruno podchodząc blisko niej, bo doskonale słyszał jak ich kłótnia niesie się echem po całym osiedlu. – Szantażujesz mnie dzieckiem? Taka jesteś wspaniała? – zakpił wpatrując się ze wściekłością w jej oczy. – Na dziecko chcesz mnie zatrzymać?
– Na twojego syna, Bruno! – wycedziła Aga i zacisnęła mocno pięści. – Nie na jakieś tam dziecko! Na twojego syna, który śpi teraz na górze! Co mu powiem za kilka lat? Że jego tatuś poleciał za spódniczką i go zostawił? Że nazwał go błędem!? Tego chcesz?! To mam mu powiedzieć!?
Bruno zaczerwienił się ze złości i pokręcił głową.
– Przestań w końcu grać mi na sumieniu! Świetna w tym jesteś, co? Nie możemy rozstać się jak normalni ludzie? – warknął lecz po minie kobiety widział, że jakiekolwiek dogadanie się w tym momencie nie wchodzi w grę.
– Ale ty nie jesteś normalny! – krzyknęła Aga i odepchnęła go mocno. – Nie wierzę! Nie sądziłam, że kiedykolwiek zrobisz nam coś takiego! Że możesz być taki zimny i nieczuły! – dodała zupełnie się nie hamując. – Mam nadzieję, że ona cię kiedyś zostawi, wiesz? Że oskubie cię i zostawi z gołą dupą, ale nie łudź się, że cię przyjmę z powrotem! – dodała ostro, a on tylko pokręcił głową.
– I kto tu jest hipokrytą? – zakpił. – Jeszcze nie tak dawno mówiłaś inaczej! Nie bój się, nie wrócę do ciebie! Do twoich pretensji i wiecznych wymagań! Do tej klatki, którą mi zbudowałaś w tym swoim małym światku – dodał i przełknął ciężko ślinę.
Agnieszka uśmiechnęła się brzydko i pokiwała głową.
– Więc to moja wina? Tak?!
– A czyja? – syknął Bruno, choć i on sądził, że winny jest tylko i wyłącznie on sam. – Ciągle tylko masz pretensje, ciągle na mnie naciskasz! Potrzebujesz niewolnika, nie męża – dodał, a Agnieszka pokręciła głową.
– Gadasz takie rzeczy, Bruno… zupełnie cię nie poznaję. Co się z tobą stało, do cholery!? – dodała ostro, a on odetchnął głośno.
– Przecież ty, nigdy mnie nie znałaś! Chodziło ci tylko o ustawionego męża, o dziecko, domek i ogródek! – dodał nieprzyjemnym tonem, a kobieta otarła twarz z łez.
– Nie będę tego słuchać – rzuciła nieco żałosnym głosem i pociągnęła nosem. – Rób co chcesz i obyś tego nie żałował – dodała i wycofała się do środka po czym zatrzasnęła mocno drzwi.
Bruno zacisnął zęby i odwrócił się na pięcie. Szybkim krokiem ruszył ku bramce i kiedy za nią wyszedł nadal czuł jak trzęsie się cały ze złości. Kiedy wrzucił walizkę do bagażnika szybko przeszedł na przód auta i wsiadł do środka.
Nie miał pojęcia czego się spodziewał, ale nie było mu lekko. Czuł się naprawdę zdruzgotany, bo jak ona mogła? Powiedzieć to wszystko? Sam też się nie popisał, ale cholera, czy tylko ze względu na małego miał się z nią męczyć? Cholera! Mógł nadal go widywać, mógł łożyć na jego utrzymanie, by wszystko było tak, jak trzeba. Ale to ona, tak, ona! To wszystko była jej wina, bo przecież, gdyby tylko Agnieszka była inna, to nic złego by się nie stało.
Całą drogę do jednego z miejscowych hotelików złościł się na żonę. Nie wierzył, że potrafiła mówić takie podłe rzeczy. Że była taka głupia. Przecież on sam mówił tylko prawdę względem małego. Przecież gdyby go nie było, nie musiałby się w przyszłości dowiadywać że jego ‚tatuś poleciał za spódniczką’. Przecież i ona musiała mieć tego świadomość, że to o to właśnie chodziło, że oboje najwidoczniej nie powinni mieć dzieci, skoro nie potrafią im zapewnić rodziny i bezpiecznego domu.
A on sam? Był taki głupi! Jak mógł się łudzić tyle lat? Tyle lat żyć w kłamstwie będąc pod wrażeniem tego fałszywego wizerunku Agi?
Kiedy zatrzymał się na parkingu przed hotelem, wcisnął twarz w dłonie i odetchnął drżąco. Wiedział doskonale kto go rozumiał i kto umiałby go pocieszyć. Nie czekał więc długo i wybrał numer kochanka.
Denerwował się trochę oczekując aż ten odbierze, ale gdy w końcu usłyszał jego nieco ochrypły głos, zaśmiał się z ulgą.
– Tak? Bruno?
– Marcin… Marcin… – westchnął i odchylił głowę na zagłówek. – Wiesz… oszalałem… – szepnął i oblizał wargi.
– Nmm… jak to? – nastolatek odchrząknął tylko, a brunet przesunął dłonią po kierownicy.
– Zostawiłem… ją… Agę – powiedział półgłosem. – Wiesz? Dla ciebie… tak, jak chciałeś i teraz już będziemy mogli być razem – dodał, a Marcin aż westchnął zaskoczony.
– Naprawdę? – dopytał przygryzając wargę rozciągającą mu się w uśmiechu. Oczy od razu mu zabłysły w ten sposób, że Klaudia aż zadrżała i przycisnęła bardziej ucho do trzymanego przez niego telefonu.
– Tak, tak Marcin – powiedział Bruno i ponownie odetchnął głośno.
– Gdzie jesteś?
– W hotelu.
– Przyjechać? – dopytał Marcin symulując zatroskany ton i przesunął dłonią po udzie dziewczyny.
Bruno milczał przez dłuższy czas widocznie walcząc ze sobą.
– Nie… nie, Marcin. Przyjdź tylko jutro do mnie. Do gabinetu, dobrze? – powiedział w końcu, a Marcin szybko pokiwał głową.
– Pewnie, będę – zapewnił i odetchnął by się nie zaśmiać. – Kocham cię – dodał po chwili takim tonem, że aż Klaudia spojrzała na niego wytrzeszczając mocno oczy.
– Ja ciebie też – zapewnił dyrektor i westchnął do słuchawki. – Wiesz… najmocniej. Nigdy w życiu nie kochałem bardziej…
– Ja też, Bruno – szepnął nastolatek i uśmiechnął się krzywo do Klaudii. – Teraz już będzie tylko lepiej. Dobrze zrobiłeś, ona i tak przecież nie rozumiała tego, co czujesz – dodał współczującym tonem, a Bruno prychnął cicho.
– Wiem, ale to nie dlatego czuję się jak ostatni chuj… – powiedział.
– Nie powinieneś tak się czuć – zaczął Marcin.
– Powinienem… wiesz w tym wszystkim zupełnie zapomniałem o Cyprianie… – szepnął mężczyzna z wyczuwalnym żalem w głosie.
– Daj spokój, Bruno – wtrącił szybko chłopak. – Nie zostawiasz jego, tylko ją. On tu nie ma nic do rzeczy, w końcu jest i będzie twoim synem. To, że zostawisz Agnieszkę tego nie zmieni – dodał.
– Masz rację, Marcin… Jak zwykle – dodał, a blondyn zaśmiał się delikatnie.
– No wiem. Nie zadręczaj się tak, przecież właśnie zaczynamy nowe życie, mmm? – dodał ciepłym tonem.
– Dobrze… tylko chciałem cię usłyszeć – westchnął Bruno, a Marcin skinął głową zerkając w oczy dziewczyny.
– I co? Lepiej choć trochę?
– Pewnie. Kocham cię – powtórzył dyrektor. – No nic, wyśpij się przed szkołą, a ja pójdę się zarejestrować. Coś czuję, że pomieszkam tu dłuższy czas – dopowiedział – To dobranoc.
– Dobranoc, Bruno – szepnął Marcin i odczekał chwilę nim mężczyzna się rozłączy.
Kiedy usłyszał w telefonie sygnał, odsunął go od ucha i spojrzał intensywnie w oczy przyjaciółki.
– Kurwa… Marcin… – szepnęła i złożyła głowę przy jego ramieniu. – Co ty najlepszego zrobiłeś? – zapytała i przekręciła się na plecy. Na wąskim łóżku Marcina nie mieli zbyt wiele miejsca.
– Jak to co? – zapytał chłopak przekręcając się na bok i obejmując ją w pasie. – Tylko to, co chciałem. Czego ty chciałaś i o co się założyłem z Filipem – odparł i złapał za guzik jej bluzki i pokręcił nim lekko.
Dziewczyna przygryzła wargę i przesunęła dłonią po ścianie.
– Jesteś takim skurwysynem… – dodała lecz uśmiechnęła się lekko i zerknęła mu w oczy nieco rozbawiona – Marcin… Marcin… oszalałem – zakpiła i pokręciła głową. – I co? Chociaż warto było? – Pewnie, że warto – westchnął chłopak i również ułożył się na wznak. – Wiesz nikt nigdy nie patrzył na mnie tak, jak on. Nikt nigdy nie mówił mi tyle razy, że mnie kocha, i że chce być ze mną już na zawsze… to brzmi jak… jakaś perspektywa… – dodał, a Klaudia ponownie spojrzała na niego zaskoczona.
– A ty? – zapytała szybko i aż uniosła się na łokciu. – Bo brzmisz co najmniej niepokojąco…
Marcin zmrużył oczy i uśmiechnął się krzywo.
– Kochasz go? – dopytała Klaudia przybierając zaaferowaną minę.
Blondyn przeciągnął się lekko i zaśmiał pod nosem, czując się silny jak nigdy w życiu.
– Oszalałaś? – rzucił spokojnym tonem, a widząc jej spojrzenie pokręcił głową. – Ty tylko zakład.
– Zakład to był do momentu, w którym cię pierwszy raz zaliczył.- zauważyła dziewczyna i zmarszczyła brwi. – Po co to dalej ciągniesz?
– Bo ja wiem… dla zabawy? – podsunął blondyn i spojrzał na nią przenikliwie.
Zaraz jednak przymknął oczy i odetchnął głęboko.

Reklamy

10 thoughts on “Synowie Rosemary 16 – Jak władca świata

  1. Już sama nie wiem, co myśleć o Marcinie. Nie mogę go nazwać całkiem złym, bo mam coraz większe wrażenie, że zakłada maskę zimnego drania, a tak naprawdę w środku siedzi wrażliwy chłopak potrzebujący bliskości i miłości.
    Wiedziałam, że to małżeństwo długo nie potrwa. Bruno trochę przesadził, mówiąc coś takiego o swoim synu i najbardziej w tym wszystkim szkoda mi Cypriana, ale lepiej, jak dyro odszedł teraz, niż miałby z Agą udawać szczęśliwą rodzinkę. Nawet jak Marcin okaże się zimnym draniem i zostawi zakochanego w nim dyrektora, to to rozstanie z żoną wyjdzie mu na dobre. Przynajmniej według mnie.
    Pozdrawiam i życzę weny

  2. Pozwolę sobie odpowiedzieć zbiorczo, bo chyba tak będzie prościej. C:
    Cóż, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a emocje jakie wzbudził ten rozdział szalenie mnie zaskoczyły. Sądzę, że to co się stało było jedynie kwestią czasu, a Marcin to nieco przyspieszył. Bo faktycznie, w małżeństwie Brunona nie układało się już od dawna, a i on sam nie jest typem mężczyzny, który potrafi opierać się swoim uczuciom. Zdradził Agnieszkę, zostawił Cypriana, ale wydaje mi się, że będąc z nimi do tej pory i tak robił im wiele złego. Teraz w końcu ich zostawił.
    Nie dziwię się Agnieszce, że nie wytrzymała, kiedy Bruno tak wypalił z tym małym. W końcu w jednej chwili, jednym zdaniem, poddał wątpliwości cały sens ich związku, jej życia, którym przecież była rodzina. Jasne, że to okrutne, ale wydaje mi się, że on nie o tyle mówił to by ją zranić, a po prostu szczerze tak myślał. i szczerze współczuł Cyprianowi tego, co się wydarzyło, bo przecież to ten mały jest chyba największą ofiarą ich nieudanego związku.
    Marcin jak to Marcin. Jest uparty i po trupach mógłby dążyć do tego, co sobie założył. Sama nie wiem czy ulega Brunonowi, czy mięknie, ale na pewno nigdy nie był z kimś tak wrażliwym jak dyrektor. Będąc z Adamem raczej nie doświadczał takich słów – wszyscy wiemy ja wyglądał ten romans, kiedy motocyklista ulegał mu, ale ciągle borykał się z wyrzutami sumienia. Bruno nawet jeżeli je ma, to w Marcinie raczej znajduje wytchnienie niż koleją ich dawkę, jest dla niego taki kochany i ich romans w takich chwilach wygląda niemal sielankowo. Z Adamem Marcin nigdy nie przeżyłby czegoś takiego i pewnie dlatego czasami zdarza mu się nieco spuszczać gardę.

    Damian, mam nadzieję, że Cię jeszcze zaskoczę, bo wydaje mi się, że jesteś już pewien co do tego happy endu i tego, jak to się wszystko zakończy. Cóż, pozostaje mi zalecać cierpliwość. ;D

    Dramo, jak zwykle mega długi komentarz. Nawiasem, uwielbiam je czytać, bo widać, że rozdziały pomimo wielu, wielu emocji tez skłaniają Cię do dłuższego zastanowienia nad tekstem. Nie chciałam nigdy był był on czarno-biały, a kiedy widzę Twoje komentarze czuję, że osiągam swoje cele. :D

    Podobnie Alive, masz rację, ciężko tak po prostu określić kto tu jest największym skurwysynem, kto jest najbardziej poszkodowany, a ocena bohaterów na pewno podlega doświadczeniom komentującego. Sama aż nie mogę się doczekać, kiedy wydarzenia przybiorą szybszy obrót, a to już się powoli zaczyna. Hehe. Z drugiej strony to trochę przerażające, bo nie mam pomysłu na opowiadanie po Synach… .____,

    elixa, jej, wyczuwam w Tobie dobrego człowieka. Nie wiem czy Marcin zdąży się otworzyć przed Brunonem i przed sobą, by odkryć, że jednak nie jest taki zepsuty. Może w duszy już coś przeczuwa takiego? Bruno pewnie swoją czułością umiałby go oswoić, ale niestety, nie tylko dyrektor ma wpływ na nastolatka. Jest jeszcze Adam, Kamil i chyba śmiało mogę zdradzić, że te światy ponownie się zderzą. Już niedługo. >D

    Dziękuję ślicznie za wszystkie opinie i już wstawiam rozdział! Po takich pięknych komentarzach już się nie mogę doczekać by przekonać się czy i kolejna notka wzbudzi tyle emocji. XD Mam nadzieję, lel. C:

    Pozdrawiam! <33

  3. Jakie tu ostre wymiany zdań w komentarzach, aż się boję napisać, co myślę o rozdziale, bo jeszcze będą na mnie krzyczeć : // XD
    A tak poważnie: tu nie ma jednej słusznej opinii, każdy ma jakieś własne doświadczenia i poglądy, i to na nich będzie opierał swoje zdanie. Jeśli ktoś kiedyś został zdradzony, prawdopodobnie uzna Brunona za ostatnią szmatę, ale dla kogoś, kto żył w takim toksycznym związku bez uczuć, jego decyzja była jedyną słuszną. Patrząc na to zupełnie z boku, obiektywnie, trzeba zauważyć, że tu każdy jest w pewnym stopniu poszkodowany. Agnieszka straciła męża, Cyprian ojca, choć jeszcze nie jest tego świadomy, Bruno jest manipulowany przez Marcina i zupełnie nie potrafi dostrzec, że ten ukrywa się za jakąś maską dla chorego zakładu… A Marcin też wiele przeszedł w życiu. Nie chcę go usprawiedliwiać, bo to, co robi, jest straszne, ale on sam też nie zauważa, że potrzebuje pomocy. Najlepiej psychologa.
    I chyba właśnie to jest takie piękne w tym opowiadaniu, takie magiczne, że nie można uznać, kto jest czemu winny tak do końca. Co innego było w „Till We Are”, gdzie przykładowa matka Ethana robiła swojemu dziecko krzywdę, a co innego tu, gdzie trudno szukać jednego źródła całego zła.
    Tak w każdym razie to widzę.
    A rozdział był super, jak zwykle c:
    Pozdrawiam <3

  4. „Jesteś takim skurwysynem” -no to prawda, pierwsze co przyszło mi na myśl podczas czytania to właśnie to że Marcin to pierdolony gnój jest, że tak perfidnie wykorzystuje uczucia Brunona, że dla niego to tylko jakaś głupia gierka , a ten kocha go całym sobą i jest w stanie dla niego wszystko poświęcić. Zirytowałam się strasznie, jednak wydaje mi się że Marcin powierzchownie to taki pozer lecz w środku wszystko się w nim kotłuje, ta końcówka taka niejednoznaczna jakby wlaśnie autorka puszczała do nas oczko;) sam Marcin stwierdził że nikt dotąd tyle razy nie powiedział mu że kocha czy że go podziwia tak jak Brunon, no i na pytanie Klaudi czy kocha Brunona nie odpowiedzial wprost tak czy nie tylko się wymigał i nie było to szczere bo on sam chyba zaczyna zdawać sobie sprawę że sie zakochuję w dyrku, a przed innymi zakłada maskę i udaje cwaniaczka. To jeden z niewielu bohaterów których można kochać i nienawidzić jednocześnie :)

  5. Weszłam, przeczytałam i zauważyłam dwa, mało pozytywne komentarze. No cóż… Ciężko się dziwić ich treści. Ale może ja spojrzę na to z trochę innej strony.
    Agnieszka nie robi najlepiej chcąc go trzymać przy sobie siłą. Czuję, że sprawi Bruno jeszcze dużo problemów swoją zaborczością. Zapewne, ciekawie byłoby, gdyby odkryła z kim romansuje jej mąż. Byłby ubaw po pachy. Pokazałaby rogi, już to widzę.
    Bruno może i jest naiwny. Ale nie rozumiem negatywnej treści poprzednich komentarzy. Zastanawiam się, czy zdaniem moich poprzedników, Bruno miał się męczyć w nieudanym związku? Chciał to załatwić polubownie, nie wyszło, trudno, ale co ma do tego wywalanie go ze szkoły, etc? W związku nie układało im się już przed wkroczeniem Marcina do akcji i przed tym całym romansem. Bruno sam zdecydował się, że chce zostawić to co ma. Oczywiście, Marcin miał na to wpływ, ale mimo że chłopak robi dużo złego, to uważam, że dzięki niemu Bruno podjął tą jedną słuszną decyzję – zostawił Agnieszkę i zakończył coś, co i tak nie miało przyszłości. Takie związki nie mają prawa bytu. Odbiłoby się to na wszystkich dwa razy mocniej niż jego odejście.
    A Marcin nadal się sam przed sobą nie przyznaję, ale myślę, że on też „kocha”. Może jeszcze nie na tyle mocno, żeby to dostrzec, ale jednak coś w tym jest. Nie wierzę, że jest takim bezwartościowym gnojkiem. Możliwe, że dlatego iż nie chcę w to wierzyć, ale mam nadzieje, że moje wierzenia są słuszne. Chłopak sam dużo w życiu przeszedł i pewnie stąd większość jego zachowań, jednak gdzieś jest w nim ten normalny chłopak.
    Nie lubię, gdy ktoś bezpodstawnie i bez głębszego przemyślenia negatywnie wypowiada się o jakichkolwiek postaciach, zwłaszcza, gdy tak jak Twoje mają one naprawdę większą głębie. To nie są postacie na papierze, w Twoich opowiadaniach mają one swoje dusze, za które bardzo, ale to bardzo je cenię.

    Opowiadanie uwielbiam, skłania mnie do pewnych przemyśleń. Ma w sobie jakąś delikatność, której może niektórzy nie widzą, ale ja chwilami dostrzegam naprawdę dokładnie.
    Pozostaje mi życzyć weny, happy endu i Brunona nadal jako dyrektora szkoły. Pozdrawiam.

    1. Moze zostac wywalony ze szkoly, bo zwiazek ucznia z nauczycielem jest karalny. Kazdy to powinien wiedziec i nie ma praktycznie zadnej mozliwosci, zeby taki dyrektor nie zostal zwolniony i nawet chyba nie poszedl do wiezienia.
      Tez przyjmuje do wiadomosci, ze facet sie meczyl w zwiazku i tez uwazam, ze nie powinien w nim gnic, ale wedlug Ciebie zdrada to juz cos dobrego by sie od tego oderwac? Bo ja, np. bym wolal sie rozstac i dopiero sie bzykac z jakims gowniarzem zwlaszcza gdybym byl nauczycielem.
      Do tego obwiniac dziecko o cale nieszczescie to troche niedojrzale. Mimo tego, ze Bruno przezyl ta nieszczesliwa milosc z Jakubem, to powinien miec troche oleju w glowie nie jakas lepiaca sie maz, ktora nie pozwala mu dostrzec prawdy i tego jak Marcin nim manipuluje.
      Wybaczy mu jak sie dowie? Bo ja na jego miejscu walnal bym go w twarz i nie chcial nigdy wiecej widziec takiego smiecia, ktory mial zabawe z uczuc ,,doroslego” faceta, ktory na dovra sprawe nim nie jest, bo nawet nie ma jaj zeby powiedziec zonie, ze pieprzy sie z inna.
      Dziecku tez wspolczuje, bo nie chcialbym sie kiedys dowiedziec, ze moj ojciec zdradzil matke ,,z lafirynda w spodniczce”. Sam z wlasnego doswiadczenia wiem jak to jest sie czegos takiego dowiedziec i jednoczesnie byc zdradzonym, najmilszym uczuciem to nie jest.
      Wedlug mnie – Bruno to zaslepiony kretyn, ktory nie wie co robi, zachowuje sie jak male dziecko ,,wyjedzmy gdzies, dalsze plany na przyszlosc, kocham Cie – na zawsze” – nic nie trwa wiecznie, a on predzej czy pozniej pozna prawde i mam nadzieje, ze razem z prawda skonczy sie ich zwiazek.
      Marcin – poszkodoane przez los dziecko, ktore nie potrafi niczego zrozumiec ani byc wdzieczne za cos. Nie wiem ile jadu musi miec czlowiek w sobie, zeby sie tak zachowywac. Nikt nie chce sie zadawac z kims takim, chyba, ze jest mocno kopniety.
      Agnieszka – slabo, ze jest taka nachalna, ale wiem co to zazdrosc i mocne przywiazanie, wiec w pelni ja rozumiem. Swego czasu tez uganialem sie za pewnym chlopakiem i totalnie mi na jeho punkcie odbilo, a czlowiek zdesperowany robi duzo durnych rzeczy. Pewnie ona tez tak zrobi.
      Pozdrawiam :)

      1. Odniosę się do samego początku twojego komentarza: Doskonale wiem, że coś takiego jest karalne. Oczywiście. Ale twój poprzedni komentarz był po prostu przepełniony nienawiścią i brzmiało to po prostu tak, jakbyś chciał jak najgorzej dla niego „bo tak”, ze względu nawet nie wiadomo na co, gdyż niczego nie uzasadniłeś. Just sayin.
        Ba, nie mówię też, że zdrada to coś dobrego. Nie ma tam NIGDZIE wspomnianego czegoś takiego. Nie rozumiem tylko czemu wywlekasz jakieś „ot” do mojego komentarza. Jasne, ze zrobił źle. Napisałam, ze jest naiwny. To co robi jest w pewien sposób głupie, ale to tylko potwierdza to co chciałam przekazać w poprzednim komentarzu: Dobrze, że to zakończył teraz, bo gdyby trzymał to dłużej nikomu na dobre by nie wyszło. Lepiej wcześniej, niż później. A jak to się na Brunonie odbije? To już będzie jego porażka.
        Proszę o czytanie z jakimś głębszym zrozumieniem, bo jeśli miałeś na celu zaprzeczenie mojemu komentarzowi – nie wyszło Ci to do końca.
        Cieszę się, że mój komentarz jednak skłonił Cię do jakiejś nieco głębszej i bardziej treściwej wypowiedzi.

        1. Wypowiedzialas sie teraz tak jakbys miala mi cos za zle. Spokojnie dziewczyno, wyluzuj. Wydawalo mi sie, ze zapytalas – ,,Co ma do tego wywalanie go ze szkoly?” Moze zle zrozumialem, ale przepraszac nie bede. Mimo wszystko to opowiadanie, wiec juz tak bardzo sie tym wszystkim nie przejmujmy i nie naskakujmy na siebie. To, co sie tu dzieje to tylko wymysl autorki, nie realne wydarzenia.
          Moj komentarz jest taki jaki jest – tak sie wypowiadam na co dzien, wiec i on bedzie w taki sposob napisany ;)

    1. A ja mam nadzieję, że manipulatorek sie w końcu wykrochmali jak dyra wywalą ze szkoły i zrozumie jak to jest byc manipulowanym. Może ktos go zrozumie. Ja troche go roumiem:-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s