Synowie Rosemary 17 – Mimo wszystko

Już z samego rana, Marcin, sprężystym krokiem ruszy ku gabinetowi Brunona. Nie miał pojęcia, że sprawy przybiorą tak szybki obrót, że dla dyrektora wystarczy tylko te kilka spotkań, kilkanaście dni, na odrzucenie wszystkiego co tak właściwie posiadał. Było to na swój sposób bardzo w stylu Brunona – bardzo pasowało do niego takie podążanie za impulsem, za czymś, co dla samego Marcina było patetyczną gierką słów i ‚uczuć’. Ale stało się, Bruno był już jego. Czy to nie było dowodem na jego talent? Umiał uwodzić, umiał zmusić nawet kogoś takiego jak Bruno do zrobienia tego, czego on sam chciał. To było tak proste.
Bruno ufał mu jak głupi, zwierzał mu się nawet ze swoich dylematów odnośnie Agnieszki i w pewien sposób Marcin czuł nad nim władzę, czuł, że brunet zrobi wiele by go zadowolić. A teraz gdy tylko w nim miał oparcie, pewnie zrobiłby jeszcze więcej. To pasowało do niego.
Zaaferowany romansem z dyrektorem nawet umiał jakoś odciąć się od Adama i tego jego chłopaczka. Choć oczywiście nie poddał się. To tylko sytuacja wymagała tego, by na kilka chwil odpuścił.
Wczorajsze pytania Klaudii, jej podejrzenia też go bawiły. Nie wierzył, że dziewczyna była tak naiwna, że sądzi, że on mógłby się zakochać w kimś takim, jak Bruno. Jasne, seks zawsze był fajny, ale chłopak nie sądził by między nim, a Brunonem kiedykolwiek mogłoby być coś więcej. Coś takiego jak z Adamem. Z nikim nigdy nie przeżyłby czegoś tak wyjątkowego i niepowtarzalnego, nigdy nikogo nie pokochałby aż tak, bo i z nikim innym, nigdy nie podzieli tego, co dzielił z bratem. Nie wierzył by istniało cokolwiek trwalszego.
Jednak mimo wszystko całkiem lubił spotkania z dyrektorem. Tak, jak mówił Klaudii – nikt nigdy nie widział w nim takich rzeczy, co Bruno. I choć było to w gruncie rzeczy zabawne, w pewien sposób go kusiło bardziej. Zatrzymywało choć na chwilę, kiedy w całości poświęcał się tej grze. To było dobre i na razie nie zamierzał sobie tego odmawiać, choć prawdą było, że wolałby by to z ust Adama popłynęły takie słowa.
Było nieco przed dzwonkiem, kiedy wszedł do sekretariatu i wyjątkowo skłonił się uprzejmie sekretarce. Łapiąc na sobie jej spojrzenie wytłumaczył, że dyrektor chciał go widzieć i zaraz nonszalanckim krokiem przeszedł do drzwi prowadzących do jego gabinetu. Kiedy je uchylił, przygryzł aż wargę na widok pochylonego nad dokumentami mężczyzny. To był fajny widok, zwłaszcza gdy wspomniał jak raz mieli tu seks, albo jak zazwyczaj po szkole spotykali się tu i całowali się, póki nie pojechali za miasto.
– Dzień dobry! – rzucił głośno gdy zamykał drzwi i zaraz ruszył w stronę biurka.
Bruno uniósł szybko wzrok i uśmiechnął się krzywo do chłopaka.
– Cześć – westchnął i uniósł się, a gdy Marcin zatrzymał się po drugiej stronie biurka pochylił się i szybko objął jego twarz dłońmi. Ucałował mocno jego wargi i zaraz puścił chłopaka, nie chcąc by pani Basia ich nakryła gdyby miała do niego jakąś sprawę. Widząc rozkochane spojrzenie Marcina odetchnął głębiej i wskazał mu ręką krzesło.
– I jak się czujesz dzisiaj? – zapytał szybko Marcin i uśmiechnął się pokrzepiająco. Bruno pokręcił głową i wzruszył ramionami.
– Całkiem znośnie – rzucił półtonem siadając naprzeciwko i od razu wbijając wzrok w jego oczy. – Zresztą sam wiesz… to jedyne słuszne wyjście z tej sytuacji. Między mną, a Agą już dawno wszystko się wypaliło… – powiedział trzeźwym tonem, a blondyn skinął głową.
– No wiem… ale gdyby nie ja nadal byś z nią żył, nie? – zapytał i spojrzał na niego nieco niepewnie.
– No tak – westchnął Bruno i pochylił się do niego, by sięgnąć do jego dłoni leżącej na blacie biurka. – Ale dzięki tobie w końcu miałem odwagę by to zakończyć – zauważył i uśmiechnął się lekko. – Wiesz, już nie raz z Agnieszką staraliśmy się to posklejać, udawaliśmy, że coś z tego będzie, ale w ostatnich miesiącach to… na palcach jednej ręki mogę policzyć chwile, które były dobre – dodał i pomasował palcami jego dłoń. – Nie myśl, że to twoja wina – dopowiedział widząc jego zmartwione spojrzenie. – To była tylko kwestia czasu – szepnął i spojrzał na jego wargi.
Marcin pokiwał głową i splótł z nim palce.
– Pewnie… – odetchnął i uśmiechnął się czarująco. – I co? Jak samotna noc w hotelu? Może dzisiejszą moglibyśmy spędzić razem? – zapytał jeszcze lecz mężczyzna tylko się strapił.
– To nie jest chyba dobry pomysł… Znaczy, chcę spędzić z tobą noc, ale ten hotel nie jest dobrym pomysłem – sprostował. Mimo wszystko był dosyć znaną osobą w mieście i tak wzbudził wczoraj nie mała sensację. Nie tylko kłótnią z żoną, którą słyszeć musiało całe osiedle, ale i rezerwacją pokoju w hotelu na najbliższe dwa tygodnie.
– Może podjadę po ciebie i pojedziemy… za miasto? – zapytał, a Marcin wzruszył jedynie ramionami.
– Trochę już mi się przejadł ten seks w aucie – zaśmiał się i pochylił ku niemu. – Możemy pojechać gdzieś indziej, m? Wiem, może pojedziemy obwodnicą i weźmiemy pokój w jakimś motelu dla tirowców? – zaproponował takim tonem, jakby oferował Brunonowi jakąś niesamowitą przygodę. I Bruno tak też to odebrał – jak widok na coś szalonego, na coś co tylko z Marcinem mógł przeżyć. Zaśmiał się pod nosem i uniósł z miejsca.
– Okej, możemy tak zrobić w sumie. Nie budziłem się jeszcze przy tobie, mm? – westchnął i podszedł do niego. Chłopak uniósł się z miejsca i zarzucił mu ramiona na szyję.
– No nie… ale nie jestem pewien czy dam ci zasnąć – zachichotał i sięgnął do jego warg. – Choć chyba powinienem, co? – dodał i mrugnął zaczepnie. Na pierwszy rzut oka brunet wyglądał tak, jakby nie spał całą noc i faktycznie tak było. Nie umiał mimo wszystko być tak nieczuły i odciąć się od tego co usłyszał i co sam powiedział Agnieszce. Stale też myślał o małym, choć ten przed rozstaniem rzadko gościł w jego rozmyślaniach. Teraz ogarniały go wyrzuty sumienia, bo jednak miał zobowiązania co do swojej rodziny, choć ta już dawno się rozpadła. Nie chciał wracać, nie mógł, nie śmiałby o to prosić Agi i nawet nie chciałby tego robić. Z Marcinem wszystko było lepsze, z nim był o wiele, wiele szczęśliwszy i nie chciał z tego rezygnować. Nie umiałby. Chciałby jedynie dogadać się z Agą, mieć możliwość widywania syna. Przecież to nie Cyprian temu wszystkiemu zawinił i w gruncie rzeczy to on był owocem i największą ofiarą tego całego nieporozumienia jakim był ten ślub z Agnieszką.
– Nmm… chwilę mógłbym się przespać – zaśmiał się nisko Bruno i objął go w pasie. Przesunął po jego twarzy miękkim wzrokiem i przysunął się do jego warg. Pocałował go mocniej, masując przy tym po lędźwiach. – Nie mogę się już doczekać, wiesz? – szepnął w jego usta i skubnął je zębami. – Bądź grzeczny na lekcjach i nie uciekaj dzisiaj, dobrze? – dodał muskając jego usta swoimi.
Marcin zaśmiał się i skinął głową.
– No dobrze, dobrze – rzucił przewracając oczyma i otarł się o jego krocze płynnym ruchem. – Ale tylko dzisiaj i tylko dlatego, że cię kocham – dodał, a Bruno aż uśmiechnął się szerzej czując, że robi mu się o wiele, wiele lżej na sercu.
– Pewnie, Marcin – westchnął z ociąganiem odsuwając się od niego. – Ja ciebie też kocham – szepnął i pocałował go po raz ostatni. – A teraz zmykaj już na lekcje – dodał i wrócił na swoje miejsce za biurkiem.
Blondyn zaśmiał się i pochylił nad nim.
– No, ale usprawiedliwiłbyś mi chyba tę nieobecność, mm? – dopytywał w doskonałym humorze, przyglądając się Brunonowi. Ten tylko pokręcił głową i zaśmiał się nisko.
– Pewnie, gdybyś spędził te godziny ze mną zastanowiłbym się, ale jeżeli masz zamiar uciec z Klaudią, Majką i Filipem, to raczej nie – powiedział i odchylił się w fotelu.
Marcin przeszedł do niego i stanął za nim.
– Mmm… jesteś zazdrosny? – zamruczał mu do ucha, masując przeciągle jego tors i wsuwając palce w przerwy między guzikami.
Bruno odetchnął i pokręcił głową, sięgając do jego dłoni.
– Możemy tak się umówić – powiedział odsuwając go delikatnie od siebie. – To chyba jasne, że wolałbym byś ze mną spędzał czas – dodał.
– Ale ty i tak byłbyś w pracy – zauważył chłopak i nim od niego odszedł skubnął zębami jego ucho. To sprawiło, że Bruno zadrżał mocno i zakręcił się nieco niespokojnie w fotelu.
– Jeżeli będziesz się starał, to pojedziemy gdzieś na kilka dni i nieobecności mógłbyś zostawić na ten czas, co myślisz? – zaproponował, a Marcin zaśmiał się głośniej.
– Pomyślę – westchnął i uśmiechnął się do niego szeroko.
Dyrektor zapatrzył się na niego z lekkim uśmiechem. Naprawdę uwielbiał go takim widzieć, czuć, że może jeszcze kogoś uszczęśliwić. A gdy tym kimś był dodatkowo Marcin, rósł w sobie bardziej.
– Dobrze, to do zobaczenia po lekcjach – rzucił tylko wpatrując się w niego mocno.
Blondyn skinął głowa i mrugnął do niego ponownie, zaraz też okręcił się na pięcie i ruszył w kierunku wyjścia.
Kiedy wypadł na korytarz odetchnął głęboko. Czuł się naprawdę niesamowicie. Szybko też ruszył w kierunku zejścia do piwnicy, gdzie znajdowały się szatnie. Musiał przecież zdać Klaudii relacje z tego króciutkiego spotkania, a później zaciągnąć ją na lekcje, choć i on tego dnia zupełnie nie miał ochoty na siedzenie w szkole.
Rzadko teraz widywał się z Majką i Filipem i wydawało mu się, że ta para miała już dosyć lekkiego życia z nim i Klaudią. Śmieszyło go jedynie to, jak bardzo i jak nagle stali się tacy przykładni i obowiązkowi. Zaliczali niemal wszystkie zajęcia, testy i niemal wcale nie bywali już na imprezach. Ale jemu, dopóki miał wpatrzoną w siebie Klaudię, nie robiło to aż tak wielkiej różnicy. Nie zależało mu na nich aż tak, a raczej na ich kasie i tym, jak wiele umieli dzięki niej załatwić. Jednak teraz, gdy okręcił sobie wokół palca Wilczyńskiego, dziewczyna była jeszcze bardziej nim zaaferowana, jeszcze częściej się widywali, bo ona była wprost spragniona nowości o mężczyźnie, a sam Marcin nie miał żadnych skrupułów i nie wahał się opowiadać jej z najmniejszymi szczegółami, każdego z ich spotkań i zbliżeń.
Kiedy zbiegał ze schodów i wszedł na korytarz prowadzący do boksów zwolnił nieco kroku. Od razu rozpoznał kucającego przy siatce chłopaka i burzę jego ciemnych, mocno kręconych włosów.
– O, hej – rzucił podchodząc do niego i uśmiechając się uprzejmie. – Dawno się nie wiedzieliśmy – dodał kiedy stanął tuż nad nim.
Brunet spojrzał na niego wielkimi i nieco mokrymi oczami, po czym zaraz spuścił wzrok.
Marcin uśmiechnął się krzywo, starając się jednak ukryć ten uśmiech, widząc jak Kamil stara się wepchnąć do poszarpanego plecaka książki.
– Co jest? – dopytał jeszcze by sprawiać pozory i ukucnął przy nim. – Pomóc ci? – zapytał, a Kamil zacisnął drżące wargi.
– Nie – wydusił dopiero po chwili i gdy zapiął plecak, odwrócił go do góry dnem, a że to było porwane, przez nie wepchnął do środka wszystkie rozwalone wokół rzeczy. – To nic, muszę iść na lekcje – dodał i zaraz uniósł się z miejsca. Przez chwilę przyglądał mu się uważniej, a w końcu tylko pokręcił głową, wspominając słowa Adama. Nie był słaby, nie chciał taki być, ale cholera, funkcjonowanie w tej szkole nagle stawało się dla niego naprawdę wielkim wyzwaniem. Większym niż jeszcze kilka dni temu. Szybko jednak otarł buzię i uśmiechnął się z trudem do Marcina.
– Mmm… a powiesz mi, kto to zrobił? – zapytał blondyn, a on tylko wzruszył ramionami.
– To takie ważne? – zbył go i przygryzł wargę. – Wiesz, serio muszę spadać. I tak już jestem spóźniony – dodał nieco przepraszającym tonem.
Marcin, który uniósł się zaraz za nim pokiwał głową i poklepał go po ramieniu.
– No ale wiesz, jakby coś to przecież jesteśmy przyjaciółmi – powiedział łagodnym tonem. – Może razem poradzilibyśmy sobie z tymi żartownisiami – dodał skinąwszy na porwany plecak.
Brunet pokręcił głową i cofnął się o krok widząc, że Marcin chce go poklepać po ramieniu ponownie.
– Daj spokój, to moja sprawa – rzucił tylko, a blondyn zagryzł policzki od środka.
– No dobra… a Adam wie? – zapytał po chwili. Kamil tylko się zaczerwienił i spojrzał na niego twardziej.
– To moja sprawa. Ani Adama, ani twoja. Daj mi spokój – burknął i wyminął go, szybko ruszając korytarzem.
Naprawdę nie sądził by skarżenie się Adamowi miało jakiś sens. Nie był przecież taką kluchą, był facetem i poradzi sobie ze wszystkim sam. Poza tym, czy Adam nie miał dosyć zmartwień i smutków? Kamil nie chciał dokładać mu kolejnych. Wystarczyło, że Marcinem stale się przejmował, nim nie musiał. W nim powinien mieć oparcie, a nie – lulać go, jak ryczy, bo nagle w szkole wszystkim odwaliło.
Prawda była jednak taka, że nic nie układało się lepiej. Jasne, że mógł ignorować wyzwiska, że mógł przełknąć jakoś fakt, że sprawa z drużyną nie ruszyła ani trochę do przodu. Wiedział, że to kwestia czasu, że te wyzwiska i popychania miną, kiedy tylko przestanie być sensacją. Nie miał pojęcia jak długo nią będzie, ale drugi tydzień się już męczył i każdego dnia powtarzał sobie że to już niedługo musi być koniec. Bo musiał, prawda? Jak długo może się komuś chcieć krzyczeć za nim, że jest ciotą i pedałem, albo mijać go i szturchać za każdym razem?
Mimo tego, że wiedział to doskonale i starał się sobie wmówić, że ‚to nic’, to było mu bardzo źle. W klasie też nagle niewiele osób się do niego odzywało. Nie wspominał już o Bartku, który zupełnie go olewał i nawet omijał go wzrokiem. Nagle stał się trędowatym, i nagle wszyscy jego dawni znajomi zupełnie przestali go znać. Od kilku dni nawet już nie wchodził na fejsa, ani w ogóle nie włączał żadnego z komunikatorów. To, że musieli się na nim wyładować było normalne, ale nie był pewien czy powinno to wyglądać AŻ tak. Jakby naprawdę to z kim był dotyczyło ich wszystkich, jakby nagle cały świat był oburzony tym z kim sypia i co lubi. To było śmieszne, zwłaszcza, gdy wypowiadali się o nim ludzie, których ani on nie znał, ani oni jego nie znali.
Nieczęsto już wychodził z domu. No chyba że do Adama, bo tylko u niego, choć nie mówił mu o tych prześladowaniach, czuł się szczęśliwy. Kiedy się całowali, przytulali czy kochali, nagle zapominał o wszystkim i chciał by na zawsze tak już zostało. By mógł nie iść do szkoły kolejnego dnia, nie musieć uważać na każdym kroku, ani nie zgrywać takie twardziela, olewającego te wszystkie docinki. Choć oczywiście chciał taki być.
Kolejne lekcje mijały mu zbyt szybko, a przerwy jak na złość dłużyły się w nieskończoność. Kiedyś podczas nich śmiał się z kumplami, a teraz jak jakiś dureń podpierał ściany, udając że sprawdza coś w telefonie lub, że powtarza przed zajęciami. Nie liczył już ile razy wytrącano mu zeszyty i książki z rąk lub popychano go. I to właściwie była jedyna jego interakcja z klasą, czy ludźmi ze szkoły. Upokorzony, nie mógł nawet odetchnąć, bo gdzieś pomiędzy tymi incydentami, musiał udawać przed sobą i nauczycielami, przed nimi wszystkimi, że jest ponad to. Bo przecież chciał być ponad to, zawsze uważał, że gdy spotka go coś takiego, to taki właśnie będzie, ale kiedy to się działo, nie umiał być taki, jak w tych swoich wyobrażeniach i to jeszcze bardziej go dobijało, bo zawodził nawet siebie.
W domu też nie było zbyt dobrze, bo przecież Ewka, czy Grzesiek, który z cały czas siedzieli w internecie i na fb, musieli już coś wiedzieć. Grzesiek jak zawsze miał wszystko gdzieś, to może i to by olał, ale Ewka? Ona od razu poleciałaby z twarzą do rodziców, od razu wypaplałaby im wszystko i co on wtedy by im powiedział? Czuł się jak wrak, nie był gotowy na taką rozmowę. Nie chciał też by siostra pomyślała o nim coś złego przez te wszystkie komentarze, albo co gorsza, by i ją przez to właśnie spotkało coś złego.
Każdego dnia wracał jak na szpilkach do domu, a siedząc z nimi przy kolacji, tylko czekał, aż ktoś poruszy ten temat. Aż zaczną go wypytywać, krzyczeć na niego lub mu współczuć. Miał wrażenie, że taka rozmowa byłaby kolejnym upokorzeniem. Nigdy nie sadził, że jest tak słaby, że to wszystko co o sobie myślał, było tylko pobożnymi życzeniami.
W końcu po siedmiu godzinach męki szybko wpadł do biblioteki by oddać zaległe książki. To nawet mu pasowało, bo w szatni, w której byłby już po dzwonku byłby spokój, a on bez zbędnych komentarzy mógłby się przebrać i szybko pobiec na autobus, wskoczyć do niego, wcisnąć w uszy słuchawki i za pół godziny być już w domu.
I wszystko szło zgodnie z planem, dopóki nie wbiegł do szatni.
Ta była cicha i niemal pusta, więc bez wahania szybkim krokiem ruszył w kierunku boksu należącego do jego klasy. Gdy do niego wpadł nie mógł już się cofnąć, bo jeden ze szkolnych tępaków szybko złapał go za ramię i pociągnął do siebie.
– No i co, cioto? – syknął, a Kamil tylko jęknął czując jak chłopak, Mariusz, wykręca mu ramię. Stojący przy nim Kacper tylko zarechotał i zaraz obaj sprowadzili go na ziemię.
– Zostawcie… mnie! – sapnął brunet starając się im wyrwać, ale w porównaniu do nich niewiele miał siły. Przez myśl, przeszło mu nawet by zacząć krzyczeć, ale zaraz poczuł na swoich ustach dużą spoconą dłoń. Nie miał pojęcia do czego oni byli zdolni, ale niemal natychmiast Mariusz przycisnął go kolanem do podłogi, a nad nim zawisł Robert, a jego twarz rozjaśnił brzydki uśmiech.
– Nnn! – jęknął Kamil szarpiąc się i czując jak do oczy zaczynają mu podchodzić łzy. W głowie kwitły mu najczarniejsze scenariusze i nie miał pojęcia czy przypadkiem nie odetchnął z ulgą, gdy w rękach Roberta dostrzegł zwykły, czarny marker.
– Kurwa… narysuj mu kutasa – śmiał się Kacper wciskając mu dłoń w usta i śledząc wzrokiem ślady, powstające na jego czole i policzkach.
Brunet szarpał się już nieco lżej, czując jak bardzo już mu przestaje na wszystkim zależeć.
– I napisz ‚ssij gałę’ – burknął Mariusz, a on zacisnął mocno oczy. Nie miał pojęcia jak długo to trwało, ale on czuł wyraźnie jak zimny marker wypala na nim coś więcej niż te debilne słowa i rysunki. Czym sobie na to zasłużył? Przecież żadnemu z nich nigdy nic nie zrobił. Nawet nigdy nie rozmawiali!
Rechotali nad nim dosyć długo, a Kamil czuł, że rysunki z twarzy zaczynają schodzić mu na szyję, ale cholera, co z tego? I tak przecież mógł pod nimi tylko leżeć i cieszyć się, że to przebiega w miarę szybko, bezboleśnie i cicho. Żaden z nich nie chciał być przyłapany, nawet on. Nie chciał by widzieli go takim nauczyciele, albo co gorsza pozostali uczniowie szkoły, którzy jeszcze by wiwatowali i podsuwali Robertowi kolejne pomysły na świetne rysunki.
W końcu jednak go puścili i śmiejąc się jeszcze wywrócili mu na drugą stronę plecach, wsypując książki wprost na niego. Ale on był chyba zbyt zrezygnowany, by przejąć się tym, że kilka z nich uderzyło go grzbietem w twarz. Przez kilka chwil leżał jeszcze na podłodze. Autobus i tak już mu uciekł.
Kiedy się uniósł wyciągnął z kieszeni telefon i włączył aparat by obejrzeć ich dzieło. Nigdy w życiu nie czuł się tak bliski łez. I naprawdę czuł że jest już na granicy. Poślinił palce i przejechał nimi po czarnych śladach jednak te nawet ani trochę się nie zatarły. Szybko zerwał się z podłogi i poskładał swoje rzeczy. Boże, tak bardzo nienawidził tego miejsca!
Trzęsąc się ubrał kurtkę i zmienił buty, a później biegiem ruszył ku wyjściu. Na zewnątrz zapadał już zmrok, więc on biegiem ruszył w kierunku domu. Nie pozwoliłby sobie na jazdę autobusem, tak były mniejsze szanse na to, że ktoś go zobaczy.
W miarę jak biegł, uspokajał się stopniowo i snuł palny na to jak uniknąć wzroku rodziców i rodzeństwa. Nie miał pojęcia jak to zmyć, by nie zostały ślady, a jeżeli zostaną, co zrobić jutro? Jak przy śniadaniu pokaże się matce? Jak pokaże się w szkole?
Droga do domu zajęła mu ponad godzinę, ale w końcu dopadł do bramki i szybko wstukał kod. Biegiem przebył drogę drzwi, a kiedy wpadł do środka nie zapalił nawet światła.
– Cześć! – krzyknął tylko, mając nadzieję, że głos nie drży mu aż tak. – Musze się uczyć! – dodał jeszcze i porwał z podłogi plecak po czym biegiem wleciał na schody. Na górze od razu wpadł do łazienki i zakluczył drzwi. W jednym kroku znalazł się przy umywalce i roztrzęsionymi dłońmi odkręcił wodę. Nie chciał na siebie nawet patrzeć, więc nabrał na ręce nieco mydła i wody, i zaczął szorować buzię. Dopiero po chwili uniósł się i zerknął w lustro, oczywiście jego zabieg nie dał nic, a na jego policzku nadal dumnie prezentował się krzywy kutas, ‚ciota’, ‚pedał’, a na czole – ‚ssij gałę’. Z płaczliwym jękiem jeszcze zacieklej zaczął się myć, ale to i tak nic nie dało. Dopiero po chwili pozwolił sobie na zaczerpnięcie oddechu i zastanowienie się chwilę.
Zaraz otworzył szafkę i zaczął przeglądać po kolei stojące w niej buteleczki. Kolejno próbował toniku Ewki, później jakiegoś kremu nawilżającego, nawet szamponu i pasy do zębów. Ostatecznie cała twarz go piekła od szorowania i nakłaniania kolejnych środków, a rysunki tylko nieco zbledły, ale i tak doskonale były widoczne na jego czerwonej teraz twarzy.
Zrezygnowany jeszcze raz przemył buzię wodą z mydłem i otarł ją ręcznikiem. W końcu też odważył się wyjść z łazienki i ruszył do swojego pokoju, z którego póki co nie zmierzał wychodzić.
– Kamil! A obiad?! – usłyszał gdy był w połowie drogi,
– Nie chcę! Jadłem z kolegami na mieście – rzucił przechylając się przez barierkę.
– Chodź, zjesz coś – dodała matka, a on tylko machnął ręką i odwrócił się w kierunku drzwi do swojego pokoju.
Jak wryty jednak stanął przed Ewką, która wbiła w niego najpierw zaskoczone, a później już nieco zdeterminowane spojrzenie.
– Czego się gapisz? – burknął i wyminął ją zaciskając usta.
Dziewczyna szybko ruszyła za nim i oczywiście wepchnęła się za nim do pokoju.
– Ej… Kamil.. – zaczęła, a on rzucił porwany plecak pod biurko i zaraz odwrócił się ku niej i mocno złapał za ramię.
– Wynoś się, kurde! – warknął ciągnąc ją w stronę drzwi. Ewa zaparła się mocno i pokleciła głową.
– Daj spokój – rzuciła i spojrzała na niego rozemocjonowana. – O co chodzi? Co jest? – dopytywała. – Jak mi nie powiesz idę do mamy! Powiem jej! Zobaczysz! – pogroziła mu co tylko mocniej go wkurzyło.
– Gówno, gówno jest! – syknął chłopak wypychając ją za drzwi. – I pewnie! Idź i się skarż, mam to w dupie, wiesz? – dodał i zatrzasnął przed nią drzwi.
Szybko zamknął je na klucz i zaraz zakopał się w pościeli. Mógł już się nie łudzić, że Ewa nie wie. Pewnie też powie i rodzinom, zawsze była taką skarżypytą. Zawsze, pomimo tego, że dobrze żyli między sobą musiała im wszystko wypaplać, szczególnie to, czego on nie chciał im zdradzać. Zresztą i tak by się dowiedzieli, a dzisiaj już nie robiło mu różnicy kiedy.
Leżąc pod kołdrą wyjął z kieszeni telefon i szybko odnalazł smsy od Adama. Jasne że chciał go zobaczyć lub chociaż usłyszeć, miał jednak wrażenie, że wtedy zacząłby mu ryczeć do słuchawki, a przecież miał go nie niepokoić. Zamiast tego drżącym palcem wpisał zaczął pisać do niego wiadomość licząc na to, że szybko się uspokoi, że Adam nawet tak, przez smsy podniesie go na duchu.
‚Hej, co u ciebie? Jak było w pracy?’ – napisał uspokajając oddech. Zawahał się czy nie dopisać czegoś jeszcze, ale w końcu wysłał wiadomość i położył telefon na poduszce. Starał się skupić tylko na czekaniu i nie miał pojęcia ile tak leżał wpatrując się w przestrzeń.
– Kamil! Zejdź na dół, rodzice chcą z tobą gadać – usłyszał nagle i poderwał się do siadu. Spojrzał przerażony na drzwi i skulił mocniej w sobie.
Nie odezwał się ani słowem licząc na to, że Ewka uzna, że już zasnął.
– Jak zaraz nie zejdziesz, będziesz biedny – dodała siostra i zaraz odeszła od drzwi.
Kamil oddychając ciężej wpatrywał się w nie uparcie, ale tak właściwie nie miał już przed czym się chować, prawda? Wszyscy już wiedzieli!
Zaciskając drżące wargi zerwał się z łóżka i szybko wypadł z pokoju. Dopiero na schodach się zawahał, ale widząc rodziców przy stole w jadalni zszedł na dół i na miękkich nogach ruszył ku nim. Coś stało mu w gardle więc gdy zatrzymał się przy stole, zacisnął dłonie na oparciu krzesła i spojrzał krótko na ojca. Kiedy napotkał jego wzrok, szybko sam odwrócił spojrzenie.
– Co ci się stało w buzię? – zapytała matka po dłużącej się chwili. Chłopak jedynie wzruszył ramionami i pochylił głowę. Co miał im powiedzieć?
Kolejna porcja ciszy jaka zapadła raniła go bardzo. Zupełnie nie tak to sobie wyobrażał! Przecież w jego durnych marzeniach, rodzice od razu mówili mu, że to zupełnie w porządku, że to przecież nic.
– Ewa mówiła, że w internecie… – zaczął ojciec spokojnym tonem. – Piszą o tobie różne rzeczy – dokończył, a Kamil uśmiechnął się brzydko. – Usiądź, porozmawiamy – dodał stanowczym tonem i Kamil osunął się na krzesło. – Chcesz się do tego jakoś odnieść?
– Kamil… – dodała matka, a on skulił ramiona.
– O każdym coś tam piszą – wydusił i zagryzł mocno wargę.
– A wiesz, co piszą o tobie? – zapytał ojciec. – Cóż, Ewa nam pokazała przed chwilą.
Chłopak pochylił niżej głowę. Pewnie, że pokazała, teraz pewnie podsłuchiwała u szczytu schodów, pomyślał gorzko i pociągnął nosem.
– Kamil, odpowiedz – dodała matka łagodniejszym tonem niż ojciec.
Nastolatek pokiwał głową i szybko złożył ramiona na stole i wcisnął w nie twarz. Nie musiał na nich patrzeć by wiedzieć, że co chwilę wymieniają spojrzenia, że siedząc obok siebie trzymają się pod stołem za ręce. To było takie niesprawiedliwe! On też chciałby mieć przy sobie Adama, móc ściskać go za rękę, bo wtedy na pewno byłby odważniejszy.
– To prawda? – zapytał ojciec, a jemu się wydawało, że ton jego głosu nagle stał się zimniejszy. Zacisnął tylko usta, czując dławiący szloch podchodzący mu do gardła.
– Kamil…
– Ta-tak – wydusił i skulił się mocniej. Usłyszawszy głośne westchnienie matki tylko napiął się mocniej.
– Mmm… ten mężczyzna, który był tu tydzień temu – zaczęła nagle kobieta, a on podniósł szybko głowę i spojrzał na nią rozpaczliwie. – Czy to…
– Mój chłopak. Adam – przyznał drżącym głosem i zaczerpnął głęboko powietrza. Widząc ich miny zacisnął mocno zęby i spojrzał na nich płaczliwie. – Dajcie spokój! – krzyknął nagle i z zamachem uniósł się z krzesła. – I co? I wy też? Wam też tak to przeszkadza? Co teraz? Wyrzucicie mnie?! – zawołał i skrzywił się mocno, czując łzy stające mu w oczach. – Pewnie! Pewnie! Nie obchodzi mnie to! Róbcie jak chcecie! To, co wszyscy mi robią! Czemu wy mielibyście mnie oszczędzić, co? – dodał gorzko i odwrócił się na pęcie.
– Kamil! – rzucił ostrzej ojciec zatrzymując go w miejscu.
– Tomasz… – westchnęła matka, a on otarł szybko oczy i odwrócił ku nim. Ojciec wpatrywał się w niego tym nieprzeniknionym spojrzeniem, a matka wyglądała jakby miała zaraz się rozpłakać, albo wybuchnąć histerycznym śmiechem.
– Ewa mówiła, że porwali ci plecak – odpowiedzialny nagle ojciec, a Kamil spojrzał na niego bez zrozumienia. – To oni cię popisali? Prześladują cię? – dopytywał, a chłopak pokręcił szybko głową.
– To moja sprawa…! – zaczął.
– Pójdę jutro do dyrektora. Tak nie powinno się dziać, mimo wszystko… – dodała matka.
– Mimo wszystko? – powtórzył Kamil i opuścił ręce po sobie. – To moja sprawa! Moja! Nie idź nigdzie, będzie tylko gorzej! Nie wtrącajcie się! Sam sobie z tym poradzę! – dodał ostrym tonem i złapał duży haust powietrza. Spojrzał jeszcze na ich twarze i nagle naprawdę poczuł się pusty. Miał wrażenie, że oni nic nie rozumieją, że nic nie widzą tak naprawdę.
– Dajcie mi spokój! – krzyknął płaczliwie i szybko ruszył ku schodom. Mijając Ewkę popchnął ją mocno i zaraz wpadł do swojego pokoju.
Nie wytrzymał i od razu rozpłakał się głośno.
Co teraz będzie? Widział po ich minach, że im się to nie podoba, że woleliby żeby zaprzeczył, powiedział, że to tylko pomówienia. Tak byłoby łatwiej, ale Boże, jemu już wszystko było bez różnicy!
Kiedy zakopał się pod kołdrą przez dłuży czas nie mógł powstrzymać płaczu. Czuł się naprawdę samotny i opuszczony. W niczym już nie przypominał roześmianego i beztroskiego chłopaka jakim był nim to wszystko się stało. A gdy poznał Adama? Wtedy już zupełnie szalał, a jego humor chyba był na jakimś platynowym poziomie. Nigdy nie był szczęśliwszy. Teraz wszystko po kolei się psuło. Tylko Adam mu został, pomyślał rozpaczliwie i zaraz, ocierając buzię o poduszkę, wygrzebał spod skołtunionej pościeli telefon.
Widząc nową wiadomość otworzył ją i uśmiechnął się przez łzy.
‚Znośnie, ale cholernie długo. – pisał Adam. – Nie pisałeś mi słodkich smsów przez cały dzień. Czy to znaczy, że jesteś za coś zły? Bo wiesz, ostatnio chyba pokazałem ci jaki mam talent do przepraszania i z chęcią przeproszę cię jeszcze raz. Nawet za nic.’
Kamil pociągnął nosem i otarł zapuchnięte oczy.
‚Nie jestem. Straszny kocioł mam teraz w szkole . Dużo nauki – napisał mrużąc nieco oczy, które w ciemności raziło światełko wyświetlacza. – Myślisz tylko o jednym… – dopisał i wysłał smsa. Na szczęście nie musiał długo czekać na odpowiedź.
‚Trudno o tym nie myśleć jak ma się takiego chłopaka’ – przeczytał i pokręcił głową.
‚ I w dodatku czarujesz…’ – odpisał szybko, a jego myśli i walące mocno serce powoli zaczęło się uspokajać.
‚Lubię cię czarować. Znając ciebie szczerzysz się do telefonu, a to jest tak cholernie urocze – odpisał Adam, a on zaśmiał się płaczliwie. – Masz ochotę na przejażdżkę?’
‚Przejażdżkę?’
‚Przynajmniej na początek – pisał mechanik. – Później pojedziemy do mnie. Wiesz.’
‚Chciałbym, ale mam dużo nauki. Może za kilka dni będzie luźniej – napisał Kamil, myśląc raczej o tym, że za kilka dni zejdzie z jego buzi i szyi ta wesoła twórczość tępaków.
‚Żałuję. Tęsknię za tobą w moim łóżku’
‚Tylko w łóżku?’
‚No coś ty! I w łazience, i na kanapie, i przy kuchni. Wszędzie. – odpisał Adam, a on tylko skulił się mocniej i ponownie zaśmiał przez łzy. Boże, gdyby nie on, to nic zupełnie nie miałby już sensu. Kamil miał wrażenie, że dla Adama zniósłby to co się teraz działo, że mimo wszystko to dla niego właśnie musi się starać.
‚Kocham Cię.’ – napisał tylko Kamil i przymknął oczy. Kiedy dostał odpowiedz nawet nie musiał jej otwierać. Doskonale wiedział, co w niej jest napisane.

Reklamy

8 thoughts on “Synowie Rosemary 17 – Mimo wszystko

  1. Kamil :((((( Moje biedactwo. Jak tak można? Ludzie są okrutni. Prawie się popłakałam, serio. Tak mi go szkoda. On nikomu nic złego nie zrobił, a praktycznie cała szkoła jest przeciwko niemu. Na dodatek jego rodzice się dowiedzieli i to w najgorszy z możliwych sposobów. Mam nadzieję, że mimo wszystko nie zostawią go z tym wszystkim samego.
    Marcin mnie wkurza tym, że mówi Klaudii o wszystkim, co robi z dyrektorem. Miałam nadzieję, że odpuścił sobie Adama, ale jak widać, to było tylko chwilowe. Z Brunonem ma tylko dobry seks, ale w głowie ma nadal tylko Adaśka. To takie smutne, bo dyro kompletnie się zatracił w tym fałszywym chłopaku, który, mam wrażenie, nie potrafi być szczery nawet ze sobą. Zakodował sobie w tej styranej główce, że musi być z Adaśkiem i nic innego się nie liczy. Mam nadzieję, że chłopak zmieni swoje nastawienie, bo póki co tylko działa mi na nerwy i robi niepotrzebne nadzieje.

  2. Miałam napisać dopiero pod ostatnim rozdziałem, ale to wszystko to dokładnie jak moja sytuacja ze szkoły kilka lat temu. Biedny Kamil, mam szczerą ochotę go wyściskać i pocieszyć, że kiedyś, jak już nauczy się być sku*wielem, to wszystko się ułoży :x
    Ryczałam przy tym rozdziale, bo to wszystko wyszło ci, droga autorko, zbyt prawdziwe. Tak nie można :c

    1. Ale jak to taka sama? :<
      Wiesz mam nadzieję, że mimo wszystko Kamil się nie zmieni. Nieważne ile razy dostanie po tyłku, lepiej niech zawsze będzie Kamilkiem, nie skurwielem.
      Wybacz!

  3. Mam nadzieję, ze Brunon z Marcinem zostaną przyłapani i wszyscy zaintresują się nimi, a Kamilowi odpuszczą. Biedny :(

  4. Miałam marną i naiwną nadzieję, że Marcin na tyle wpadnie w tę całą grę z Brunonem, że odpuści Kamilowi i Adamowi. Chciał, by ktoś go kochał i to dostał.. To mu nie wystarcza? Gdzie on ma jakąś granicę, coś czego nie przekroczy, albo gdy to zrobi uzna, że to jednak nie jest to? To w sumie przykre, że on za swoje postępowanie nie dostaje żadnej lekcji, a Kamil dostaje ich aż nadto. A traktowanie go przez pozostałych w szkole Kamil zapewne będzie chcieć wykorzystać na swą korzyść.. Klaudii też bym strzeliła przez łeb, powinna się opanować, ale widać, że nie ma co robić ze swoim życiem i że ma słabszy charakter skoro nie dostrzega niczego złego w zachowaniu Kamila, albo jeszcze nie dostrzega. Majka i Filip zdążyli się wymiksować.. Ciekawe na jak długo i jak im się za to oberwie.
    Coś czuję, że rodzice Kamila nie chcieli aż tak bardzo po nim jechać za orientację, ale za sytuację w szkole- że nic nie powiedział etc. Ale zapewne za orientację też, by pofuczeli, mniej lub bardziej.

    1. Teoretycznie Marcin dopiero zaczyna, więc może… może też wpadnie. Na razie chyba nie spotkała go żadna ‚kara’ za cokolwiek co robi, a to, że Adam się od niego odsunął chyba jeszcze bardziej go rozjuszyło. Gdzie jest ta granica? trudno powiedzieć, ale może niedługo już się przekonamy.
      Zazwyczaj tak chyba jest, że jak ktoś jest takim naiwniakiem jak Kamil, to dostaje ostro po tyłku, a ten kto, jak Marcin, być może zasłużył na nauczkę długo jej nie dostaje.
      Z Klaudii to mi wyszła taka typowa, głupia dziewczyna, która stara się być ostra i arogancka. W dużym stopniu pewnie chciałaby być taka jak Marcin, ale jego to chyba nikt nie pobije. Tym bardziej taki pustak jak ona.
      Tak, chyba mimo wszystko Kamil się pomylił, bo on chyba liczył na jakieś ciepłe przyjęcie tej wiadomości. A tu pech… i jeszcze ta jego nadopiekuńcza matka. Myszka się jeszcze pewnie pomęczy…

      Dzięki za komentarz i pozdrawiam ciepło!

  5. Biedny Kamil. Ciekawe czy naprawde czlowiek moze zrobic cos takiego. Pobicie to bardziej typowe, ale takie rysunki na twarzy? To tak jak historia w Trudnych sprawach.
    Szkoda mi go, mam nadzieje, ze Adam mu pomoze :(
    O tamtej dwojce sie nie wypowiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s