Synowie Rosemary 18 – W normalnym domu

Stojąc w łazience nad umywalką, Adam przesunął wzrokiem po swojej twarzy i po raz kolejny odkręcił zimną wodę. Nie czuł się tak dobrze jak powinien, choć przecież szalenie zależało mu na zrobieniu dobrego wrażenie. Nawet ogolił się jak przystało, tak właściwie jednak licząc, że to nieco go odmłodzi.
Kiedy otarł twarz ręcznikiem, zaraz wyszedł z łazienki i przeszedł do kanapy, z której uniósł jasną koszulę. Cholera, może się wygłupiał? Może wcale nie powinien się tak odstrajać, a kwiatki, które kupił też będą śmieszne? Tylko czy tak się nie robiło?
Nigdy wcześniej nie musiał się tak określać, tak jasno i dobitnie mówić o tym, że tak, lubi chłopaków. To zawsze po prostu było w nim, ale nigdy nie używał wobec siebie słowa ‚gej’. Zresztą niewielu miał facetów. Raptem dwie przygody po jakiejś imprezie, no i Marcina. Ale z Marcinem to było dziwne i inne, jakby nie byli parą, tylko… sam nie wiedział. No i teraz był Kamil. Chłopak, dla którego tak się właśnie odstawiał, dla którego właśnie się określał i dla którego kupił tę koszulę.
Sam nie wiedział jak to się stało, że zgodził się na obiad w jego domu, że miał przedstawić się jego rodzicom jako chłopak ich syna. To było takie poważne i zarazem naprawdę dziwne.
I może dziwne było to, jak kurewsko się denerwował i to, że kupił te kwiatki. Czasami bał się, że to będzie tylko jakaś farsa, że jego rodzice nie dadzą im żadnego błogosławieństwa. W końcu w jego domu to by tak nie wyglądało. Zresztą, ‚w jego domu’ to chyba nie mogłoby mieć miejsca. Sam nigdy by na to nie wpadł. Komu miał Kamila przedstawić? Matce? Ojcu? Marcin już go znał i gdyby tylko Adam mógł, wymazałby z historii moment, w którym się poznali.
Niedzielne popołudnie zapowiadało się więc szalenie przebojowo. I może to głupie, ale prócz strachu czuł też coś innego.
Kiedy Kamil powiedział mu, że w domu wydało się, że jest gejem i że jego rodzice wpadli na ten pomysł z tym zapoznaniem się, naprawdę zrobiło mu się miło. Nie widział się z Małym od przeszło tygodnia, ale kiedy rozmawiali o tym przez telefon naprawdę czuł, jak bardzo mu na tym zależy. I w zasadzie czumu miałby się nie postarać? Sam czuł, że dla Kamila mógłby zrobić naprawdę wiele, w końcu to on wyrwał go z rąk Marcina. Jasne, że wiele spraw między nim, a bratem nie było do końca zamkniętych, ale to właśnie Kamil był jego światełkiem, jego wyjściem z tej patowej sytuacji. I chciał być dla niego naprawdę podporą, nawet kiedy często czuł się zbyt przytłoczony tym co się do tej pory wydarzyło. Tylko, że żyjąc tak, już od kilku tygodni bez Marcina w swoim łóżku, czuł się lepszy i silniejszy, jakby naprawdę było przed nim tak dużo różnych perspektyw.
Dopinając koszulę odetchnął po raz kolejny i zerknął nieco tęsknie w stronę komódki. Głupio byłoby pójść na ten obiad zjaranemu, ale ręce tak mocno zaczynały mu dygotać. Nim jednak wpadł na pomysł, że kilka buchów będzie całkiem okej, usłyszał dzwonek do drzwi.
Szybko ruszył ku nim i odkluczył je, a na widok Kamila uśmiechnął się krzywo.
– Mmm… ale się odstroiłeś – rzucił chłopak i uśmiechnął się szeroko. Stanął na palcach i opierając się lekko o jego tors ucałował go przelotnie, po czym wszedł do środka.
– Nie podoba ci się? – zapytał zamykając drzwi i zaraz przyciągając do siebie chłopaka. Nim ten zdążył cokolwiek odpowiedzieć, pocałował go mocno. Naprawdę stęsknił się za jego ustami.
Kamil oddał pocałunek i zaśmiał się w jego wargi, po czym odsunął się kilka centymetrów.
– Wyglądasz super – zapewnił i przesunął wzrokiem po jego torsie. – Podoba mi się – dodał jeszcze i przesunął rękoma w dół jego ciała.
– Obawiam się, że dzisiaj jednak powinno się bardziej spodobać twoim rodzicom, nie tobie – rzucił luźno Adam i zacisnął dłonie na jego kurtce. – Mamy jeszcze chwilę. Rozbierzesz się? – zapytał, a brunet skinął głową i z ociąganiem odsunął się od niego by rozpiąć kurtkę.
– No nie wiem… mnie się zawsze podobasz – rzucił przez ramię i wyszczerzył do niego.
Zupełnie nagle w niepamięć poszły te ubiegłe dni, kiedy bał się wyjść na zewnątrz, mając wrażenie, że nadal na jego buzi widnieją te cholerne obelgi. Nie chodził do szkoły aż do końca tygodnia i całe dnie wolał spędzać na przewalaniu się po łóżku, czy gadaniu z Adamem, choć oczywiście nic nie zastąpiłoby ich spotkań.
– Zmarzłeś? – zapytał Adam przechodząc do wnętrza mieszkania. Kamil odwiesił kurtkę i zaraz wszedł głębiej.
– Nie aż tak – westchnął i zajął miejsce przy blacie oddzielającym kuchnię od reszty kawalerki. – Ale możesz zrobić mi coś ciepłego, mmm? – dodał i podparł głowę na ręce, najpierw przesuwając wzrokiem po Adamie, a później po stojących przy zlewie kwiatkach wstawionych w duży słoik. Zaśmiał się cicho i zerknął ponownie na Adama wstawiającego wodę.
– Kupiłeś kwiaty mojej mamie? – zapytał i pokręcił głową z szerokim uśmiechem.
– Tak – westchnął mężczyzna i sięgnął po kubek i torebkę herbaty. – Myślisz, że nie powinienem? – zapytał i obejrzał się na niego. – Sam nie wiem czemu, ale wydawało mi się to… właściwe?
Kamil roześmiał się i pokręcił głową.
– Myślę, że… moja mama i tak ma cię za chuligana, więc… nie wiem czy to coś zmieni – powiedział tylko, a gdy Adam przygotował już wszystko oparł się o blat i pochylił ku niemu.
– Czemu mnie straszysz? – zapytał i pocałował go szybko w usta. – Nie może być tak źle… – zaczął, a Kamil uśmiechnął się krzywo.
– Ale naprawdę… myślisz, że czemu chciała cię poznać? – zapytał i spojrzał krótko na jego wargi. – Tylko i wyłącznie dlatego, że gdy byłeś ostatnio to wiesz… od razu pomyślała, że o, wpadłem w tarapaty. No i że przez ciebie – dodał, a Adam odetchnął drżąco.
– Czyli może być ciężko? – zapytał i potarł się ręką po policzku. Zaraz jednak przeszedł na drugą stronę i pochylił nad chłopakiem.
– No lekko nie będzie – wzruszył ramionami Kamil i spojrzał na niego ciepło. – Moja mama jest strasznie nadopiekuńcza – dodał i zerknął na dłoń Adama na swoim udzie. Wzdrygnął się lekko i zerknął uważnie w jego oczy.
Mężczyzna przygryzł wargę i odetchnął głębiej. Zaraz tez pochylił bardziej i pocałował go mocno.
– Mam nadzieję, że w razie czego pomożesz mi się wybronić – rzucił już w jego wargi i rozsmakował się w nich mocniej. – Mamy jeszcze trochę czasu… co powiesz na szybki numerek? – dopytał, a chłopak zaczerwienił się lekko.
Objął go ramionami za szyję i pocałował głębiej.
– Sam nie wiem… pognieciesz koszulę…
– Zdejmę… Ciebie też rozbiorę, żeby nic się nie wygniotło.

Kiedy zajechali już pod dom Kamila, Adam zerknął na chłopaka i zacisnął lekko usta. Chciał dobrze wypaść, albo chociaż nie wypaść tragicznie. W jakiś sposób był zaaferowany tym wszystkim, bo z którejś strony to było takie… zwykłe? Inne niż to co do tej pory znał. Bo czy kiedykolwiek wyobrażał sobie siebie na obiadku u rodziców swojego chłopaka? To, co działo się teraz było naprawdę szaleństwem.
– No już… nie będzie tak źle – zaśmiał się brunet i wysiadł z auta.
Adam odetchnął po raz ostatni i sięgnął po kwiaty leżące na tylnym siedzeniu, po czym dołączył do Kamila.
– Ale się denerwujesz – rzucił chłopak widocznie w dobrym nastroju, a Adam posłał mu krótkie spojrzenie i powstrzymał chęć sięgnięcia po papierosa. Tym na pewno by nie zapunktował.
Idąc za chłopakiem w końcu stanął pod drzwiami i w ostatniej chwili złapał go za ramię.
– Wiesz Kamil… – zaczął i spojrzał na niego intensywnie. – Ja… naprawdę się postaram – zapewnił, a brunet pokiwał głową.
– Wiem. Wiem, że tak i no… nawet jak cię nie polubią – zaczął przyglądając mu się ciepło. – To ja i tak będę cię kochał – dodał jeszcze, a Adam aż przygryzł wargę. Cholera, nie znał chyba nikogo kto byłby słodszy niż momentami bywał Kamil.
– Ja ciebie też – zapewnił ze swojej strony i skinął lekko głową. Zaraz też weszli do środka. Kamil rozebrał się szybko i odebrał od Adam kurtkę. Nie zdążyli jednak wejść dalej, a już w drzwiach stanęła matka Kamila.
– Dzień dobry – rzuciła i obejrzała się przez ramię. – Tomasz… już są – dodała, choć chłopak był pewien, że do dłuższego czasu wyglądała ich przez okno.
– Dzień dobry – odpowiedział szybko i dopiero po chwili zreflektował się i wręczył jej bukiet. – To dla pani – dodał i w napięciu czekał, aż kobieta go przyjmie.
Widząc jej podejrzliwe spojrzenie, Kamil niemal nie jęknął i przewrócił oczyma.
– Mamo… – sapnął w końcu, a ta uśmiechnęła się nieco wymuszenie i odebrała kwiaty.
– Są piękne, dziękuję – powiedziała takim tonem, że Adam szczerze zaczął wątpić czy przypadkiem od razu nie wylądują w koszu. Odetchnął w duchu i uśmiechnął się nieznacznie.
Kiedy w przedpokoju pojawił się ojciec Kamila napiął się jeszcze mocniej i skinął mu głową.
– Dzień dobry. Mam na imię…
– Adam – przerwał mu mężczyzna i wyciągnął do niego dłoń. – Tak, wiem. Ja mam na imię Tomasz, a moją żonę, Bożenę, już chyba poznałeś ostatnio – powiedział niskim tonem i zerknął na kobietę.
Mechanik skinął głową i oddał mocno uścisk.
– Obiad będzie za chwilę, ale to nawet lepiej, będziemy mogli trochę porozmawiać – dodał Tomasz, a Adam uśmiechnął się krzywo i mimowolnie pokiwał głową. – Chodźce do salonu – rzucił jeszcze, i zaraz i on, i matka chłopaka ruszyli głębiej.
Adam zerknął na Kamila, a widząc jego lekki uśmiech, sam zrobił do niego minę i ruszył za nim do wnętrza domu.
Wiedział, że nie powinien, ale widząc to ładne, czyste wnętrze czuł coś dziwnego. Żałował, że przed Kamilem nie mógłby pochwalić się czymś równie ładnym, miał wrażenie, że pochodzenie ich naprawdę mocno dzieli. Z drugiej strony te jego kompleksy mogłyby wydawać się śmieszne, ale nie umiał się ich wyzbyć.
W końcu zajął miejsce na ciemnym, skórzanym wypoczynku tuż obok widocznie poddenerwowanego Kamila. Na siedzeniu obok usiadł ojciec chłopaka, a Bożena w tym czasie wróciła do kończenia obiadu.
Adam czując na sobie uważne spojrzenie mężczyzny, odetchnął tylko i oblizał lekko usta. Już na pierwszy rzut oka Tomasz sprawiał wrażenie stanowczego i bardzo charyzmatycznego, co właściwie było naturalne, skoro odnosił tyle sukcesów i jakoś utrzymywał się w branży.
Kamil za to, siedząc przy Adamie, zastanawiał się jakby to wyglądało jakby tak wziął go za rękę. W końcu byli parą, mogli chyba to zrobić. Nie był jednak pewien co sam blondyn na to, no i czy ojciec pomimo tego, że raczej na spokojnie reagował na ostatnie wydarzenia, w końcu nie pęknie. Zerknął więc tylko na siedzącego obok mechanika i uśmiechnął lekko. Po jego twarzy widział, że ten się przejmuje i to było tak absolutnie fajne, bo chyba znaczyło, że Adamowi naprawdę zależy. Tak, jak mówił.
– Adam – zaczął nagle ojciec, a on przeniósł na niego spojrzenie. – To może… powiedz coś o sobie? – dodał i zerknął na niego całkiem przyjaźnie.
Mechanik zakręcił się lekko i pokiwał głową.
– Ile masz lat? Studiujesz czy pracujesz? Bo domyślam się że raczej nie poznaliście się w szkole – dodał, a Adam uśmiechnął się lekko.
– Właściwie… to tak. Ale pod szkołą – odpowiedział spokojnym tonem i otarł dyskretnie ręce o spodnie. – Mój młodszy brat uczy się w tym samym liceum co Kamil, no i ja czasami po niego podjeżdżałem – dodał widząc błysk zainteresowania w oczach mężczyzny.
– Więc mieszkasz jeszcze z rodzicami? – zapytał Tomasz, a on szybko pokręcił głową.
– Nie, po prostu u nas w domu, zawsze się co czwartek spotykamy na obiedzie i wtedy zazwyczaj podjeżdżam po Marcina i zabieram go ze szkoły – powiedział powoli. – Mieszkam już od dłuższego czasu sam, a co za tym idzie pracuję. Moi rodzice niestety nie są wstanie utrzymywać dwóch mieszkań, a ja… cóż… nigdy nie chciałem długo siedzieć na ich garnuszku – dodał i uśmiechnął się krzywo.
Tomasz pokiwał głową i rozsiadł się wygodniej.
– Rozumiem. A gdzie pracujesz?
– W warsztacie samochodowym – powiedział szybko Adam i uśmiechnął się lekko. – Ale w sumie naprawiamy tam wszystko – motocykle, ciągniki siodłowe, a czasami nawet maszyny rolnicze. Wiadomo, warsztat musi się z czegoś utrzymywać, a i jest u nas dużo gości, którzy znają się na swojej robocie.
– O, a czyj jest ten warsztat?
– Krzysztofa Kościuszki, nie wiem czy pan zna – dodał blondyn nie spuszczając spojrzenia z mężczyzny.
Ten pokiwał głową i uśmiechnął się nieznacznie.
– Znam, znam. Wiesz to nie jest duże miasto, a nie oszukujmy się, minęły już te czasy kiedy Krzysiek siedział po uszy w smarze – dodał i zaśmiał się widocznie rozluźniony. – Teraz już raczej pokazuje się tylko na imprezach…
Blondyn pokiwał głową i odetchnął samemu rozluźniając się bardziej.
– Pracuję tam już prawie trzy lata, szef bywa często w warsztacie choć chyba bardziej z pasji już, niż z potrzeby. Widać po nim, że lubi grzebać w maszynach, a że nie robi tego zbyt często to raczej przez interesy i papiery – potwierdził i zerknął na Kamila.
– Poszedłeś tam od razu po szkole? – dopytywał Tomasz.
– Tak. Skończyłem zawodówkę, a akurat w tym warsztacie miałem praktyki i widocznie się sprawdziłem – powiedział i uśmiechnął się skromnie.
Tomasz skinął głową i poklepał dłonią po podłokietniku.
– Jak masz fach w ręku to zawsze gdzieś znajdziesz pracę, a ten warsztat to też raczej pewne miejsce – dodał jakby z uznaniem. – Ale przyznam, że wyglądasz na starszego niż jesteś, bo ile ty masz lat? Dwadzieścia… trzy? Dwa?
– Dwadzieścia jeden – sprostował Adam i skinął głową.
– O. Zaskoczyłeś mnie… ale to nieczęsto się chyba teraz zdarza by młodzi ludzie tak szybko wychodzili z domu, co?
– Czy ja wiem… – westchnął młodzieniec i zaciął się na chwilę. Głupio by zabrzmiało stwierdzenie, że on wolał już wyjść stamtąd i żyć na własną rękę. Zresztą, co to byłoby za życie? I tak musiałby iść do pracy z tym jednak, że ojciec zabierałby mu część wypłaty i to po prostu przepijał.
– To chyba geny – powiedział tylko i spuścił wzrok.
– No właśnie. A twoi rodzice czym się zajmują? – dopytała Bożena wchodząc do salonu i siadając na brzegu kanapy. Zaraz wygładziła na kolanach sukienkę, a przez myśl Adama przeszło, że nawet ten gest do niej pasuje. Był bardzo stateczny i taki… wysublimowany.
– Moja matka pracuje w kwiaciarni – powiedział na pozór spokojnie. – Czasami też… zajmuje się innymi rzeczami – dokończył, bo nagle to sprzątanie klatek schodowych wydało mu się takie żałosne. – A ojciec… w tej chwili szuka zajęcia.
– O, rozumiem. A w jakiej branży? – dopytał Tomasz, a Adam omal się nie roześmiał. Czemu słowo ‚branża’ tak okrutnie kolidowało ze słowami ‚Robert Szmidt’?
– Mmm.. cóż, dawniej pracował w leśnictwie – powiedział tylko i odetchnął na wspomnienie czemu właściwie z tego leśnictwa go usunięto. – Ale teraz tu w okolicy wiadomo, nie potrzeba do tego aż tylu ludzi i zostali raczej ci, którzy mieli już konkretniejsze stołki.
– Ale to już sporo czasu temu było… – rzucił Tomasz, a Adam skinął głową i odwrócił spojrzenie. Chyba właśnie dlatego tak się bał tego spotkania. To jasne, że rodzice Kamila chcieli się o nim czegoś dowiedzieć, ale cholera… czego? Tego, że jego ojciec jest pijakiem, a matka nie daje rady sobie z niczym? To na pewno wzbudziłoby w nich zaufanie, pomyślał gorzko i zerknął na Kamila. Ten wpatrywał się w niego z zainteresowaniem, bo w sumie nawet jemu nigdy nie gadał o sobie za dużo.
– A, przyjechaliście samochodem… – zaczęła nagle matka chłopaka, a on szybko skinął głową.
– Tak, nie chciałem żeby kwiaty się zniszczyły, więc pożyczyłem auto od kolegi – powiedział Adam szybko, ciesząc się, że temat zszedł na inne tory.
– Tak się właśnie bałam, bo tak dzisiaj ślisko – dodała i złożyła ręce z westchnieniem. – No i tak myślałam, że Boże, jak to tak wy we dwóch na tym motorze… – rzuciła z przejęciem, a on uśmiechnął się lekko.
– Zapewniam, że byłbym bardzo ostrożny – powiedział szybko i spojrzał na nią nieco rozbawiony. – Ale jak jest już tak ślisko rzadko jeżdżę na monocyklu – dodał i zerknął na Tomasza. – Jak posypują ulice solą to strasznie niszczy lakier, nie mówiąc już o łańcuchu. Choć nie ma tej zimy tyle śniegu, więc może sezon się jeszcze nie skończył – dodał i zerknął uważniej na kobietę.
– Ale chyba masz dodatkowy kask? No i mam nadzieję, że nie wariujesz z prędkością – dodała jeszcze bardziej przejęta.
– Mamo… – westchnął Kamil, ale uśmiechnął się z ulgą.
– Nie wariuję, szkoda byłoby mi maszyny, gdybym miał wypadek – powiedział, a matka chłopaka zrobiła minę na granicy zaskoczenia, oburzenia i ulgi. – I mam kask, bo on jednak dużo daje przy wypadkach – dodał jeszcze, a Kamil go lekko szturchnął łokciem
Adam obejrzał się na niego i zacisnął wargi by nie uśmiechnąć się szerzej. Nie powinien czuć się zbyt pewnie, ani swobodnie, ale uważał, że powinien sprawiać takie wrażenie. By rodzice Kamila widzieli, że ich próby akceptacji tego wszystkiego dają jakieś efekty.
– Adam ze mną jeździ bardzo ostrożnie, nie przejmuj się mamo – rzucił chłopak i przygryzł lekko wargę.
Widząc minę Bożeny, blondyn miał ochotę roześmiać się w głos. Faktycznie musiała się bać o życie Małego i miał wrażenie, że zupełnie nie wierzyła w te zapewnienia.
– No dobrze już – westchnęła tylko i uśmiechnęła się skromnie. – Chodźcie już na ten obiad – dodała i uniosła się z miejsca. Zaraz tez przeszła do schodów w przedpokoju i oparł się ręką o balustradę. – Ewa, Grzesiek! Obiad! – zawołała i już zaraz dało się słyszeć, jak ktoś wybiega z pokoju i szybki krokiem zbliża się do schodów.
– My zjemy na górze – zawołał Kamil i złapał Adama za ramię. Mechanik zerknął na niego zaskoczony i posłał niepewne spojrzenie jego ojcu. Widząc to chłopak zaśmiał się tylko i wzruszył ramionami. – Rety, już ciebie przepytali więc chyba możemy – wzruszył ramionami.
– No dobrze – westchnął Tomasz i wzruszył ramionami, patrząc jak Kamil szybko znika za załomem ściany i zaraz wraca z talerzami.
Skinąwszy na Adama ruszył w kierunku schodów, z których zbiegała niewysoka dziewczyna.
– O, cześć! – zawołała na widok Adama i spojrzała na niego przenikliwie. – Jestem Ewa – przedstawiła się szybko zatrzymując ich na schodach.
Adam uścisnął jej rękę i uśmiechnął lekko, nieco już zmęczony tym sprawianiem pozorów.
– Kamil mówił, że masz super motor. Przewieziesz mnie kiedyś? – zapytała i uśmiechnęła się szczerze.
Mechanik skinął głową i zerknął na stojącą w dole schodów kobietę.
– Jak mama ci pozwoli to pewnie – odparł tylko, a widząc minę nastolatki od razu zrozumiał, że coś takiego prędko się nie zdarzy.
– Dobra, już – burknął Kamil i ruszył do góry. – Chodźmy – dodał, a Adam posłał dziewczynie przepraszające spojrzenie i ruszył za nim. Kiedy byli już na górze i ruszyli w stronę pokoju chłopaka, nagle dało się słyszeć trzask zamykanych drzwi. Adam nawet nie zdążył spojrzeć w ich kierunku, lecz szybko domyślił się że musiał to być najstarszy z rodzeństwa.
– To Grzesiek – wyjaśnił Kamil otwierając łokciem drzwi i wchodząc do środka. – Jak są jacyś goście rzadko wychodzi z pokoju – dodał, a Adam uśmiechnął się krzywo.
– A już myślałem, że to mnie tak się wystraszył – rzucił luźnym tonem i zamknął za sobą drzwi.
Kamil pokręcił głową i po odstawieniu jednego talerza na biurko sam wsunął się na łóżko i ułożył swój talerz na skrzyżowanych nogach.
– Nie, coś ty. Siadaj i jedz – zarządził i sam szybko zabrał się za swoją porcję.
Adam tylko westchnął i usiadł przy biurku. Zamiast jeść, odwrócił się w stronę chłopaka i przyjrzał mu się dłużej.
Sam już nie wiedział jak się czuje w tej niecodziennej sytuacji. Ale raczej zdał ten egzamin i jeżeli Kamil był tak szczęśliwy na jakiego wyglądał, to wszystko było w porządku.
– I co, zdałem? – zapytał po chwili, a Kamil uniósł na niego spojrzenie. Z wypchanymi jedzeniem policzkami wyglądał już bardziej jak chomik, a nie myszka. Widząc go takim Adam zaśmiał się tylko i pokręcił głową.
Chłopak przełknął szybko i spojrzał na niego pytająco.
– Mmm?
– Nic… pytam czy myślisz, że twoi rodzice… mnie zaakceptowali? – powiedział przyglądając mu ciepłym spojrzeniem. – No wiesz… czy nie zabronią ci się ze mną spotykać…
– Jak nie zjesz obiadu to na pewno – rzucił szybko Kamil i szybko wrócił do swojego jedzenia. – Mama będzie zła na ciebie i przez tydzień będzie się denerwować, że coś źle przyprawiła – dodał już z pełną buzia, a Adam uśmiechnął się kącikiem ust. Zaraz też sięgnął po widelec i obrócił go w dłoni.
– No dobrze – rzucił lecz zaraz znowu obejrzał się na jedzącego chłopaka. – Wyglądasz jak chomiczek – powiedział w końcu, a Kamil uniósł wyżej brew w typowym dla siebie grymasie. W końcu tylko pokręcił głową i wzruszył ramionami.
– Jedz – polecił mu i zaraz wepchnął do ust większy kawałek kotleta.
Jadł naprawdę szybko i niejednokrotnie Adam miał mu już zwrócić uwagę, że przecież nigdzie się im nie spieszy. Ostatecznie jednak sam zaczął jeść powoli, wsłuchując się w to jak Kamil stukał o talerz widelcem.
Kiedy chłopak skończył odstawił talerz na biurko i sięgnął pod nie po butelkę wody. Szybko upił kilka sporych łyków i zerknął na Adama dłużej.
– Coś słabo ci idzie to jedzenie. Nie smakuje ci? – zapytał opierając się bokiem o szafę.
– Idzie, tylko… jakoś nie jestem głodny, a przecież muszę zjeść – odparł Adam i uśmiechnął się do niego oczyma. Zaraz jednak odłożył widelec i pociągnął chłopak na swoje kolana. – Możesz mi pomoc – powiedział, obejmując go ramieniem.
– Pokarmić cię? – zaśmiał się brunet i objął go za szyję.
– Raczej zjedz resztę. Żeby mama się nie złościła – dodał, a chłopak tylko zaśmiał się pod nosem i przez kilka chwila walczył z silną ochotą pokarmienia mężczyzny. Ostatecznie jednak odsunął talerz dalej i oparł się bardziej o tors mężczyzny, zbyt rozleniwiony by mówić czy robić cokolwiek.
Czuł się po prostu dobrze, mając przy sobie Adama i wiedząc, że nie musi już tego przed nikim ukrywać. Zwłaszcza przed rodzicami. To, że mógł teraz się przytulać do swojego chłopaka sprawiło, że w sumie szybko zapomniał o niemal wszystkich przykrościach ubiegłych tygodni. Przy nim wszystko wydawało się być takie proste.
Kiedy poczuł, jak Adam zaczyna bawić się jego włosami zerknął na niego z boku, opierając głowę na jego ramieniu.
– Cieszę się, że zgodziłeś się przyjść – powiedział i sięgnął do jednego z guzików jego jasnej koszuli. Swoją drogą, blondyn w jasnych kolorach wyglądał nieco dziwnie i na pewno inaczej niż zazwyczaj.
– Czemu miałem się nie zgodzić? – zapytał Adam głaszcząc go lekko i przyciskając do siebie.
– No nie wiem, bo… Jednak jesteś już dorosły, a ja… no… nie wyglądasz na gościa, który lubi rodzinne obiadki – dodał, a Adam tylko się zaśmiał.
– Głuptas, czemu mam nie lubić? – dopytał niskim tonem.
– A nie wiem, ale w sumie masz wiele cech, o które bym cię nie posądził, gdybym cię tak dobrze nie znał – westchnął i skinął do siebie głową.
– Na przykład jakich?
– Jesteś miły – powiedział, a Adam zaśmiał się w głos. – Kochany i taki… wiesz, słodki. I rodzinny, no i mam wrażenie, że… no wiesz. To między nami to coś poważnego – westchnął jeszcze i zarumienił się lekko. – A wyglądasz na faceta, który raczej nie wziąłby na poważnie takiego dzieciaka jak ja – dodał i pocałował go lekko po szyi.
Adam odetchnął głęboko i przymknął oczy.
– Widzisz, pozory mogą mylić – rzucił luźno lecz w duchu spiął się nieco. Czasami miał wrażenie, że Kamil widzi w nim kogoś kim on tak naprawdę nie był, ale to w sumie dobrze, bo dzięki temu i on miał więcej motywacji by się starać.
Naprawdę z dnia na dzień stawał się coraz bardziej szalony, coraz częściej łapał się na tym, że naprawdę jest zakochany i szczęśliwszy. To, co miał z Kamilem było tak bardzo kontrastujące do tego, co miał, gdy sypiał jeszcze z Marcinem. Pewnie, że z boku to mogłoby być śmieszne, te ich codzienne pisanie przed snem, te długie rozmowy, to przytulanie i wszystkie inne czułości. Mogło to wyglądać jak sielanka, jak mdły i cholernie słodki lukier, ale on po raz pierwszy w życiu czuł się tak normalnie. Potrzebował tego tak bardzo i nie chciał by to się skończyło. Ani razu nie pomyślał o tym, że żałuje, bo czuł, że Kamil jest jedyną jego szansą, jedynym chłopakiem, który naprawdę był silniejszy od niego samego. To też mogłoby być śmieszne, ale po tylu latach zgrywania takiego twardziela i kolesia, który ze wszystkim sobie poradzi, on potrzebował kogoś, kto sprawiłby, że czułby, że może wyluzować, że może przestać udawać. Miał wrażenie, że Kamil taki był, że choć młodszy od niego i drobniejszy, kieruje się jakimiś dziwnymi zasadami, które sprawiają, że czuje się od niego niemal namacalną odwagę, a jednocześnie było to takie zwyczajne i naturalne.
I to nic, że w tej chwili to on trzymał go na kolanach, to nic że chłopak był szczupły i bez trudu dawał się zamknąć w ramionach. Adam i tak mógł się założyć, że z nich dwóch to właśnie Kamil zniósłby więcej od niego. A mimo to sam mógł go tak głaskać i myśleć, że to on się nim opiekuje. Choć faktycznie musiało być na odwrót.
Po dłuższej chwili mechanik uniósł podbródek bruneta i pocałował go lekko w usta.
Kiedy usłyszał ciche westchnienie uśmiechnął się lekko i potarł nosem o chłopięcy jeszcze policzek, po czym ucałował go lekko.
– A może… skoro już wszyscy wiedzą, pójdziemy razem do kina? – zapytał nagle Kamil i spojrzał na niego pobudzonym wzrokiem.
Młodzieniec zaśmiał się pod nosem i zastanowił chwilę.
– Ale tak… pod rękę? – dopytał, a Kamil zastanowił się chwilę.
– Mm… nie wiem czy pod rękę, ale tak wiesz… normalnie, do tej pory trochę się… bałem? Ale teraz to w sumie bez różnicy, czy ktoś domyśli się czy zobaczy, że jesteśmy razem – powiedział i pogłaskał Adama po karku.
– Możemy pójść – rzucił od razu mechanik i pocałował go krótko. – Jeżeli chcesz. Później mógłbym cię zabrać na lody do tej kawiarenki przed kinem – powiedział, a chłopakowi aż oczy zabłysły mocniej. Szybko skinął głową i uśmiechnął się rozczulony. – Tak, to byłoby jak nasza pierwsza randka, co? – rzucił, a widząc, że na policzki Kamila wpływa lekki rumieniec był już pewien, że trafił w sedno jego myśli.
– No tak… byłoby – przyznał chłopak i ponownie wtulił się w niego mocno. – Tak się cieszę, wiesz? Mimo wszystko, tak bardzo się cieszę, że jesteśmy razem – powiedział cicho i przytulił go mocno.
Adam zaśmiał się nisko i pogłaskał go po udzie.
– A wiesz co byłoby później? – zapytał szeptem do jego ucha.
Od razu poczuł dreszcz, który przebiegł ciało Kamila, więc przesunął dłoń wyżej i potarł palcami o jego krocze.
– Mmm… chyba się domyślam – szepnął brunet i wcisnął twarz w jego szyję. Przez myśl mu nawet przeszło jak strasznie nie chciałby, by teraz matka wparowała do jego pokoju. Chociażby po brudne talerze, które musiałaby dokładnie teraz pozmywać. – Ale powiedz… – zachęcił, bo przecież niemożliwie mocno uwielbiał słuchać, jak bardzo Adam go chce.

Reklamy

8 thoughts on “Synowie Rosemary 18 – W normalnym domu

  1. Ah.. Wiadomo jak to z sielankami bywa.. One lubią sie kończyć i mimo tego, że wręcz wyczekujemy kiedy Marcin coś zburzy to i tak ten moment nas zaskoczy. Gorzej z Adamem, bo on przy zakochaniu stracił czujność.. A przy Marcinie jest to chyba najgorsze co można zrobić. Niemniej miło, ze strony rodziców Kamila, że postarali się, by choć trochę poznać Adama. Może nie jest to totalna akceptacja, ale część rodziców nigdy by tego nie zrobiło. Więc dobrze

    1. Telefon odmawia współpracy -.-
      Więc dobrze, że Kamil znajduje w nich powoli wsparcie, które na pewno nie raz i nie dwa sie przyda. Ah, stanęłabym najchętniej między nimi a Marcinem.. Tj Adamem i Kamilem
      xD Kamil jest przesłodki, choć przecież on też może mieć jakąś ciemną stronę i może nas czymś zaskoczyć. Tak, wmawiam sobie, ze da on rade z Marcinem ;o
      Idę do pracy, miłego weekendu Ingo ;)

      1. Wiele można się podziewać po bohaterach SR, ale żeby akurat po Kamilu jakiejś ciemnej strony? xD No nie wiem. Poza tym on chyba nie jest uroczy. Jest normalny, ale w zestawieniu z taka postacią jak Marcin, to faktycznie aniołek. xDDD

  2. „Chodźce do salonu” – ‚chodźcie’
    „Wiesz to nie jest duże miasto, a nie oszukujmy się, minęły już te czasy kiedy Krzysiek siedział po uszy w smarze” – ‚Wiesz, to nie jest […]’
    „Możesz mi pomoc – powiedział, obejmując go ramieniem.” – ‚pomóc’

    Czy marzenie o większych dramach tutaj czyni mnie złym człowiekiem? :C Jeszcze niedawno chciałam, żeby między Kamilem a Adamem wszystko się ułożyło, ale teraz żądam płaczu, bólu i zgrzytania zębów oraz żalu, no spłonę w piekle :’)

    1. Nie, nie czyni. xD Mam nawet wrażenie, że w sumie będziesz zadowolona z dalszego rozwoju akcji. xD
      Nie spłoniesz, spokojnie. Chyba. 8D
      Dzięki za literówy!

  3. Jak ja na to czekałam ♥ czytelniczka ninja, znowu sie ujawnia.
    Miałam komentować częściej, ale znowu skończyło się na planach i to dopiero mój drugi komentarz. Moje „jutro” zawsze kończyło się na czwartku, a potem było – jutro piątek, skomentuje nowy rozdzialik. I tak od kwietnia, a ja chciałam ‚na głos’ pozachwycać się nad twoim talentem.
    JESTEM POD WRAŻENIEM. A nie łatwo mi to przychodzi. Jestem wybredna, ale przy twojej lekkiej manierze pisarskiej, zawsze jestem oczarowania. Wygląda to tak, jakby pisanie nie sprawiało Ci problemów. Skupiłam się, a raczej wczułam w tekst tak bardzo, że nie wyłapałam żadnego błędu, możliwe nawet, że nie było czego szukać. Przez cały tydzień nie mogę się doczekać piątku, to taka moja atrakcja dnia, jak stwierdził chłopak.
    Cieszę się, że ten rozdział był poświęcony Adamowi i Kamilowi. Uwielbiam tych cukierasków ♥ z chęcią bym z nimi aż zamieszkała, tak mi się podobają. Wykreowałaś świetnie postacie, szczególnie braci. Nie są sztampowi, a co najważniejsze, jest to bardzo realna kreacja bohaterów. To się dzisiaj ceni, nie każdy to potrafi, choć w zasadzie powinnam napisać, mało kto tak potrafi. Ma się wrażenie, że żyją naprawdę.
    Muszę jeszcze zwrócić uwagę na niesamowitą zdolność wczuwania się w daną sytuację. Opisy uczuć i przeżyć są… prawdziwe, jakbyś doskonale wiedziała, co odczuwa każdy bohater, każdą rozterkę i wahania, myśli są tak skonstruowane i przepisane, że zaczynam zastanawiać się, czy czasem nie masz daru psychologicznego. Gratuluję.
    Po tych wylewnych kompletach, pozwolę sobie znowu przytoczyć, że ten mały gnojek doprowadza mnie do szału i targa moimi emocjami. Dyrektor jest strasznie naiwny, a Marcinowi życzę wszystkiego najgorszego, bo jestem wredną istotą.
    Dużo weny, czasu na pisanie i przesyłam buziaki Adamowi ♡
    KillCheerleader

    1. Zgadzam sie! Dobrze, ze mamy grono osob, ktore nie lubia Marcina i zycza mu wszystkiego najgorszego xD
      Bledy byly, ale ze czytam z telefonu juz ich nie wypisuje, bo na nim sie nie da :/
      Chcialbym miec takich rodzicow, co Kamil. Tolerancyjni i nawet chcieli sie zapoznac z Adamem. Moja mama tez jest nadopiekuncza, rozumiem w pelni Kamila xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s