Synowie Rosemary 19 – Luka w planie

Marcin zmrużył lekko oczy i uchylił usta, by powoli wypuścić z płuc dym. Zza szarej chmury uważnie obserwował dwóch rosłych chłopaków, którzy przyglądali się mu dosyć sceptycznie.
W końcu wzruszył ramionami i oparł się plecami o szarą ścianę obdrapanej kamienicy. By nie przyglądać się im nachalnie przeniósł wzrok na zagracone podwórko, na którym z rzadka rosły drzewa. Po środku znajdowała się także stara studnia, od dawna już raczej nie używana, a zabita na głucho służyła bsrdziej do urządzania na niej popijaw w zwykłe dni, i jako stół podczas sąsiedzkich grillów w sezonie.
Spokojnym ruchem blondyn przysunął do ust papierosa i zaciągnął się nim po raz kolejny.
– Co ci tak zależy, Szmidt? – prychnął w końcu Robert i skrzywił się brzydko, kiedy całkiem świeże rozcięcie na wardze napięło się mocniej przy próbie uśmiechu. Syknął tylko i zaklął szpetnie pod nosem, po czym splunął sobie pod nogi.
Marcin skrzywił się widząc na ziemi wielkiego gluta i tylko zatrząsł się lekko.
– Ciebie też mamy zlać, bo lubisz w dupę? – zapytał jeszcze chłopak i przesunął dłonią po krótkiej szczecinie. – Ten smarkacz nawet się nie broni, rety… to takie gówniane, kurwa, bić takiego szczypiora – dodał i ponownie splunął.
– Trzeba się szanować, kurwa, a ten dzieciak to taki wymoczek… – dodał Kacper i zaciągnął się papierosem.
– To nieważne – westchnął Marcin i spojrzał na puszkę V.I.Pa w dłoni chłopaka. – Zalazł mi za skórę, nie ma znaczenia, że wam nie odda – dodał i przewrócił oczyma.
– No ale przypierdoliłeś się tak do niego, że, kurwa, może powinniśmy wziąć więcej niż do tej pory, co? – zaśmiał się Robert i spojrzał na niego małymi oczkami.
Blondyn wzruszył ramionami i po ostatnim buchu odrzucił papierosa pod nogi, po czym zagasił peta butem.
– Spoko, ale najpierw pogadam ze sponsorką, może odpali wam coś ekstra, jak nie spieprzycie roboty – rzucił i oderwał się od ściany. – Na razie mam stówę na was dwóch. To chyba wystarczy za małe poszarpanie i jakiegoś siniaka na tej gładkiej buźce, co? – zapytał wyważonym tonem.
Kacper spojrzał na Roberta dłużej, a oczy aż mu zabłysły kiedy Marcin wyciągnął z kieszeni świeżą, niemal wyprasowaną i zapewne jeszcze pachnącą stówkę.
– No to jak? – zapytał blondyn i spojrzał na nich prowokująco. – W sumie sporo wyszłoby tego waszego piwka, co? I fajek na melinie – zaśmiał się znacząco, bo przecież jak zawsze musiał ich najpierw poczęstować papierosem, na które ich zwyczajnie nie było stać, a jak wiadomo bez dymka, żadna rozmowa się nie kleiła.
Robert spojrzał na niego twardo i zbliżył się o krok.
– Może i by wyszło – burknął i odebrał od niego banknot, po czym bez mrugnięcia okiem wepchnął go do kieszeni śliskiego dresu. – Ale wiesz, kurwa, nie chwal się nikomu, że bijemy dzieciaki.
– Nie będę. To tylko interes – wzruszył ramionami Marcin i uśmiechnął się krzywo. – Wy zarobicie, a ja się odegram na gówniarzu – dodał i poklepał Roberta po policzku. – No przecież jesteśmy przyjaciółmi, nie? – dodał ze śmiechem i oblizał wargi.
Doskonale widział jak na twarzy chłopaka coś drgnęło na to poklepywanie, ale nic sobie z tego nie robiąc spojrzał mu tylko dłużej w oczy i zaraz zabrał rękę.
– Zresztą jesteście ludźmi honoru i już na początku obiecaliście, że jakby co, to mogę na was liczyć – dodał lekkim tonem. – No i dzisiaj właśnie o to chodzi.
– Ale chyba nie w szkole, co? – burknął Kacper widocznie tracąc cały dobry humor. Cholera, jak oni się nienawidzili. Marcin wręcz się dziwił, że jeszcze sam nie został przez nich pobity, kiedy tak naprawdę zarówno on ich, jak i oni jego tak strasznie irytowali.
– Mały mieszka na Słonecznej Dolinie. Wysiada z autobusu na skrzyżowaniu, to całkiem niedaleko jego domu, a i wokół przystanku macie domki jednorodzinne, czyli musicie uważać. To nie jest dobre miejsce na bójki, bo będziecie na widoku, więc to jest ostateczność – powiedział rzeczowym tonem. – Z tego co wiem dzisiaj ma być na Rynku, a później na Różanej. Idąc ze szkoły musi przejść przez skrzyżowanie Powstańców i Grunwaldzkiej. Kiedy wejdzie już na Powstańców będzie szedł przy żółtej kamienicy, to jest numer pięćdziesiąt sześć, wy będziecie czekali w bramie. Podwórko jest na przestrzał więc nie spierdolcie i nie dajcie mu zwiać – tłumaczył im zawzięcie. – Wiecie, że w środku jest jakiś klub dla ciot i karaoke, ale ludzie tam się schodzą najprędzej o osiemnastej, więc to ma być szybka akcja, żeby nie zaczął się drzeć i nie zwrócił na was uwagi. Lekcje kończy za dwie godziny, a na Powstańców pewnie będzie około szesnastej trzydzieści. I nie zjebcie tego, bo to dobry plan – dodał i spojrzał po ich skupionych twarzach. Nie wyglądali aż na takich debili więc liczył na to, że naprawdę wszystko pójdzie gładko, czyli tak jak do tej pory.
– No, kurwa, nie jesteśmy dzieciaki – burknął Kacper. – Znamy się na robocie – dodał jeszcze, a Marcin przewrócił oczyma.
– Wiem, kurwa – odparł nieprzyjemnym tonem. – Ale jego stary to ten Mrozek od Centaura, więc nawet gdyby sam was nie dopadł i nie zajebał, to zrobi to jego przyjaciel, Ambroży – dodał z prześmiewczym uśmiechem, a chłopacy tylko się skrzywili na wspomnienie o ich starym znajomym, komendancie Michale Ambrożym.
– Dobra, kurwa, dobra – burknął Robert niezadowolony lecz Kacper roześmiał się nagle i odrzucił na bok peta.
– Ej, to śmieszne, że ten mały to taka ciota w sensie… fizycznym i życiowym, jak ma takiego starego – powiedział rozbawiony, a Marcin spojrzał na niego z politowaniem.
– No się ciesz, bo jakby ojciec go podszkolił, to by wam nakopał do dupy, ale póki co to jest tylko małą ciotką, którą macie troszkę poklepać po główce.
Robert wzruszył ramionami i spojrzał na niego podejrzliwie.
– No dobra, ale gówniarz nas zna. Jak powie staremu, wyjdzie na jedno – powiedział, ale Marcin pokręcił głową.
– Nie powie – odparł mocnym, stanowczym tonem. – Do tej pory nikomu nie powiedział to, kurwa, teraz nie powie – dodał, a Kacper pokiwał głową.
– A nie nosi przy sobie jakiegoś pieprzu czy paralizatora od ojca? – zapytał jeszcze choć doskonale widział zirytowanie na twarzy Marcina.
– Do tej pory nosił? – prychnął blondyn i odetchnął ciężej. – Dobra, ja spadam. Bądźcie tylko na czas i nie sikajcie po udach jak, kurwa, cioty – dodał nieco zirytowany i zaraz, bez pożegnania ruszył ku bramie.
Jasne, że Mały mógł się w końcu poskarżyć, ale tak szczerze to latało mu to koło chuja. Przecież i tak ani Robert, ani Kacper czy Mariusz go nie wydadzą, bo to były właśnie ‚honorowe chłopaki’, które jak wiadomo nie sprzedają nikogo psom i nie donoszą na nikogo. Więc tak właściwie był kryty, a to, co stanie się z nimi w zasadzie najmniej go obchodziło. Liczyło się tylko to, by Kamil cierpiał i to mocno. By pożałował tego, że jest pedałem, że zabrał mu Adama. On, Marcin, nie zapomniał, nawet jeżeli mogłoby to tak wyglądać. Zresztą, gdyby nie zrobił takiego dłuższego odejścia, na pewno Adam by się domyślił, kto kryje się za tym ‚dokuczaniem’, a tak na pewno już uznał, że jest po wszystkim. Przecież nawet na tych zasranych obiadach są dla siebie jacyś milsi. Nieco obojętni, ale w taki raczej zwykły sposób, a przynajmniej brat już nie patrzy na niego tak, jakby chciał go zabić. I o to właśnie chodziło. By stracił czujność, by pomyślał, że to już przeszłość, że jest wolny, że ma spokój, i że może żyć sobie błogo z tą jebaną siatkareczką.
Tylko, że wcale tak nie było.
Przez resztę dnia włóczył się bez celu po mieście, zachodząc w różne miejsca, by jakoś zabić czas, wlokący się nieco bezlitośnie. Kilka razy był też na podwórku przy Powstańców, by obejrzeć je dokładniej i znaleźć sobie miejsce, z którego mógłby obserwować całe zajście. Było na nim kilka krzaków i drzew, za którymi mógł przykucnąć i choć ze względu na porę roku miały one łyse gałęzie, po dogłębnej analizie terenu był pewien, że nikt go nie zobaczy. Zwłaszcza Kamil.
Na dobre zaczaił się już około piętnastej i ze spokojem czekał, aż pojawią się na podwórku chłopacy. Tak, jak myślał, zjawili się po półgodzinie i zaczęli dreptać po nieco zaśnieżonym podwórku popalając papierosy i gadając o głupotach. Wyglądali oczywiście tak, jakby byli na swoim miejscu, na swoim podwórku i cholernie dobrze to wszystko szło.
Czasami któryś z nich wychodził w bramę widocznie zaglądając czy Mały nie idzie, a kiedy było już bliżej szesnastej na dobre w niej zniknęli.
Serce Marcina zaczęło bić mocniej. Wiedział doskonale, że idąc do Adama, Kamil będzie przechodził właśnie obok tej kamienicy, a kto wie, może jest też na tyle głupi by przejść właśnie na skróty przez to podwórko, zamiast okrążać cały budynek? To byłoby tak śmieszne i udane, że chyba uznałby, że sam Bóg chciał by ten chłopaczek został ukarany.
Niezdrowe podniecenie ogarnęło jego ciało, jakby to on sam miał zaraz napaść na Kamila, jakby sam miał go uderzyć i wykrzyczeć mu w twarz za co spotyka go kara. To byłoby tak cudowne uczucie, ale nie mógł tego zrobić, jeszcze nie teraz.
Oddychając płytko nasłuchiwał uważnie, by spomiędzy odgłosów ulicy dosłyszeć też chłopaków. Czas wydawał się zwolnić, a on spomiędzy gałązek przypatrywał się bramie. Nie miał pojęcia jak długo czekał, bo to nie miało żadnego znaczenia. Był naprawdę cierpliwym gościem i naprawdę dla niego liczył się jedynie efekt.
Niemal nie jęknął cicho kiedy w końcu przez bramę wszedł Kamil, a tuż za nim Kacper i Robert, widocznie górujący nad nim wzrostem i posturą. Po minie chłopaka widział, że nie szedł tu raczej z własnej woli.
Nim Kamil zdążył się zerwać do ucieczki, Kacper złapał go za rączkę plecaka i pociągnął w bok, za załom budynku. Nawet z tej odległości, Marcin słyszał jak szybko i łapczywie oddycha chłopiec i widział wyraźnie jak przygląda się im ze strachem i niezrozumieniem w oczach.
– Hej… hej…! – zawołał zdławionym głosem i cofnął się opierając się o ścianę. – Czego ode mnie chcecie? – dodał drżąco i uniósł nieco ręce.
– Niczego, kurwa – burknął Robert, a Marcin miał ochotę podejść i palnąć go w łeb. Po co z nim gadali? Mieli go tylko stłuc!
– Kasy? Oddam wam – zarzekał się Kamil i spojrzał na nich błagalnie. – Oddam wam wszystko – jęknął jeszcze i zasłonił się szybko rękoma, w momencie gdy dostrzegł jak Kacper zamachuje się na niego mocno.
Słysząc jęk bólu, Marcin uśmiechnął się uspokojony i choć chłopacy zasłaniali mu widok na Małego jemu wystarczyły jego jęki, ich szybkie, zduszone oddechy i głuche odgłosy uderzeń.
Już po trzech Kamil osunął się na ziemię i zaszlochał głośno, kiedy tylko udało mu się złapać oddech, widocznie po uderzeniu w brzuch. Pomiędzy nogami Roberta, Marcin dostrzegł jego twarz zalaną krwią sączącą się z rozciętej brwi i wargi, a widząc grymas bólu miał ochotę zerwać się z miejsca i jeszcze mu dokopać.
O tym samym widocznie pomyślał Kacper, bo zamachnął się mocno lecz w ostatniej chwili Robert odepchnął go sapnął głośno.
– Dość, kurwa – rzucił i oddychając głęboko zmierzył leżącego pod ich nogami chłopca zimnym spojrzeniem. – Wiesz, kurwa, za co – burknął jeszcze, a Mały zwinął się w ciaśniejszy kłębek.
– N-nie… – jęknął cichutko i otarł nos wierzchem dłoni.
Przez chwilę jeszcze chłopacy spoglądali na niego, aż w końcu zreflektowali się i szybkim krokiem, zasłaniając buzie kapturami ruszyli ku drugiej bramie.
Marcin zadrżał na swoim miejscu i wpatrywał się mocno w Kamila. Dłuższy czas chłopak leżał na ziemi, a on walczył z chęcią podejścia i skopania go mocniej. Mógł też podać mu jebaną chusteczkę.
Nagle zaśmiał się w duchu i po cichu okrążył krzaki tak, by znaleźć się jak najbliżej chłopca. Cały aż drżał, a w głowie mu huczało, kiedy w końcu podszedł i stanął tuż nad nim. Ale tak jak myślał, brunet otumaniony uderzeniami nie do końca chyba rejestrował co się wokół dzieje, a on przez krótką chwilę mógł sycić się jego widokiem.
Kurwa, nienawidził go, nienawidził! Chciał go skrzywdzić jeszcze mocniej. I jeszcze! I jeszcze!
– Boże…! Kamil…! – krzyknął nagle i ukucnął nad nim, szybko łapiąc go za ramię. – Cholera…! – sapnął i zerknął w stronę bramy, jakby szukał tam pomocy.
Już po chwili dostrzegł na sobie zamglone spojrzenie Małego i zrobił jeszcze bardziej zmartwioną minę.
– Kamil! Kurwa…! – sapnął pomagając mu się unieść do siadu i ujmując jego twarz w dłoń. – Cholera… co ty tu robisz?! Kto cię napadł? – dopytywał rozemocjonowanym tonem i zaraz zrzucił plecak z ramienia. Widząc, że chłopak chce coś powiedzieć szybko uciszył go i zaczął grzebać w plecaku w poszukiwaniu chusteczek. W końcu znalazł na dnie pogiętą paczkę i wyjął z niej nieco ubrudzoną chusteczkę i szybko pochylił się nad chłopakiem.
– Ma… Marcin… – jęknął chłopak zerkając na niego czerwonymi od łez oczyma. – Co ty tu r-robisz? – zapytał zdławionym głosem i pociągnął nosem.
– Szedłem do Adama – odparł blondyn i nacisnął mocniej na napuchniętą brew.
Chłopiec jęknął głośniej z bólu i zaraz dygoczącą dłonią odebrał mu chusteczkę i przysunął ją do ust, w których czuł ten nieprzyjemny metaliczny posmak. Czuł jak cała twarz mu pulsuje, a ciało drży mocno i był pewien, że nie utrzymałby się na nogach. Był już tak niedaleko i że akurat musiało mu się to teraz przydarzyć.
Spojrzał na Marcina bezsilnie i skinął głową.
– Ja też… – jęknął i wsunął rękę we włosy. Zaraz rozejrzał się za czapką, a Marcin widząc to, sięgnął po nią szybko i podał mu ją, spoglądając na niego ze współczuciem.
– Chodź, pomogę ci – powiedział szybko i ujął go pod ramię.
Kamil zerknął na niego krótko, ale nie miał głowy by rozmyślać nad jego zachowaniem, sam pewnie nie prędko zwlókłby się z miejsca i doszedł do mieszkania mężczyzny.
– Adam na pewno ma jakieś opatrunki – powiedział jeszcze Marcin i ujął go pod ramię. – Daj mi plecak. Poniosę – zaoferował się jeszcze i gdy ustawił chłopca w pionie, zsunął mu go z ramion. Przerzucił szelkę prze bark i zaraz ujął Kamila pod pachę. – Bardzo cię boli? – zapytał jeszcze chcąc usłyszeć, że tak.
– Nmmm… chyba… chyba tak – jęknął brunet i oparł się mocniej na nim. – Ale wiesz… ja może zadzwonię po… po ojca… – dodał zduszonym głosem. – Nie ma sensu bym zwalał się… Adamowi na głowę – powiedział i ścisnął się ramieniem za bolący brzuch.
– Przestań – rzucił szybko Marcin. – Adam cię odwiezie do domu, albo od niego zadzwonimy. Trzeba się tym szybko zająć, bo spuchniesz jeszcze mocniej – dodał kierując się z nim w stronę drugiej bramy. – Nie bądź już taki uparty – dodał i pomasował go uspokajająco po ramieniu. – Wiesz kto cię pobił? – zapytał jeszcze i zerknął na niego z góry.
Kamil pokręcił głową i zacisnął napuchnięte usta.
– N-nie… – szepnął tylko i zatrząsł się mocniej.
– Dobra, to nieważne – mruknął Marcin pilnując się by nie uśmiechnąć się szeroko. – Twój ojciec jest chyba szefem tej firmy ochroniarskiej, co? – zapytał lekkim tonem, a Kamil skinął tylko głową.
– No… Centaura – sapnął tylko.
– No to może on coś ogarnie. Jakoś ich znajdzie, co? – dopytał, ale chłopak zatrzymał się aż i spojrzał na niego twardo choć nieco żałośnie.
– Daj spokój. Nie wiem kim oni byli – skłamał nieco sepleniąc przez opuchniętą wargę. – A i ojciec nie jest żadnym jasnowidzem – dodał jeszcze, a Marcin skinął głową.
– Dobra. Nie denerwuj się – powiedział i ruszył powoli. – To teraz najmniej ważne. Chodźmy już – rzucił niższym tonem i przygryzł wargę rozciągającą mu się w uśmiechu.

Adam wyjrzał przez okno na ulicę i sapnął nieco zdenerwowany. Poprawił jeszcze roletę i zaraz sięgnął do telefonu. Denerwując się na brak wiadomości, ponownie wybrał numer Kamila, ale kiedy od razu usłyszał sygnał poczty, rozłączył się przeszedł niespokojnie po salonie.
Zerknął w stronę stolika, na którym leżała wizytówka Centaura, zabrana dawno temu z warsztatu, gdzie leżały na ladzie wśród innych ulotek, i zagryzł mocno wargę. Cholera, nie chciał jeszcze niepokoić rodziców Kamila, bo niby nie było aż tak późno, a Mały też spóźniał się jedynie godzinę. Choć zawsze w takich sytuacjach dzwonił do niego i mówił mu, że będzie później.
Nie chciał panikować i już nie raz śmiał się, że jest zupełnie jak Bożena – przewrażliwiony na punkcie chłopaka. Ale to było do niego tak niepodobne. Jasne, że domyślił się, że musiał Małemu paść telefon, ale i tak jakoś nie mógł się uspokoić.
Kiedy po raz któryś już podchodził do okna usłyszał dzwonek domofonu. Szybkim krokiem podszedł do niego i podniósł słuchawkę.
– Hej, to my – usłyszał głos Marcina i aż wytrzeszczył mocno oczy. Drżącym palcem otworzył drzwi i zaraz na skarpetach wyszedł na klatkę.
– No i widzisz, już jesteśmy – usłyszał głos brata i zaraz dostrzegł jak wychodzi z Kamilem z wiatrołapu.
Widząc stan młodszego chłopaka, sapnął tylko i zaraz podszedł do nich.
– Kurwa, Marcin! – rzucił ostro i spojrzał wściekły na brata. – Co się stało? – dopytał i szybko ujął Kamila pod drugie ramię, szybko odpychając siedemnastolatka od niego.
– Daj spokój…. Marcin mi pomógł – rzucił brunet i uśmiechnął się do niego zmęczonym uśmiechem.
Mechanik zerknął ostrzegawczo na Marcina i przez chwilę mierzył go czujnym spojrzeniem.
– Dobra… dobra, kurwa – rzucił zdenerwowany i powoli ruszył z Małym w górę schodów. – Co się stało? Kto cię pobił? – dopytywał starając się być jak najbardziej delikatnym.
– To dobre pytanie – rzucił Marcin idąc za nimi.
– Nn… nikt. Nie wiem – sapnął Kamil i odetchnął z ulgą kiedy już dotarli do drzwi mieszkania motocyklisty.
– Jak to nie wiesz… musiałeś coś widzieć.
– Nie wiem, Adam… – jęknął chłopiec. – Nie znam ich – skłamał znowu i dał się podprowadzić do kanapy i usadzić na niej.
Mężczyzna od razu przyklęknął przy nim i ujął jego twarz w dłonie i spojrzał mu mocno w oczy, obserwując jego źrenice.
Widząc jego zmartwioną minę, Kamil uśmiechnął się rozczulony i pociągnął nosem. Już było mu lepiej.
– Cholera jasna – sapnął Adam i szybko objął go za szyję. – Może to ktoś z drużyny? – zapytał pamiętając jak problem mieli chłopacy z jego orientacją.
– Nie, na pewno nie… – westchnął Kamil i oblizał spuchniętą wargę. – To nic takiego – dodał jeszcze, a Adam odsunął się i spojrzał na niego sceptycznie. Po chwili pocałował go delikatnie w usta i pogłaskał po udzie.
– Cholera… gdzie cię napadli? Okradli cię? – dopytywał, a Kamil pokręcił głową. Kiedy otwierał usta by odpowiedzieć, usłyszał jak stojący z tyłu Marcin upuszcza jego plecak na ziemię.
– Może lepiej go opatrzmy, co? – rzucił siedemnastolatek, mając ochotę rzygać od tych ich czułości. Czuł jednak ten chory tryumf widząc stan chłopaka i cień bólu i wyrzutów sumienia w oczach Adama. O to chodziło. By żałowali, że są ze sobą, by powoli to, co było między nimi zaczęło kruszeć.
Adam przesunął wzrokiem po twarzy bruneta i skinął w końcu głową.
– Pewnie – westchnął i uniósł się szybko z miejsca.
Mijając brata posłał mu ostrzegawcze spojrzenie i zaraz zniknął w łazience.
Serce mu się krajało gdy myślał o Kamilu i o tym, co się dzisiaj stało. Jakoś nie mógł uwierzyć, że ktoś ot tak chciał go napaść, że nic mu nie ukradł tylko pobił i zostawił. I cholera! Marcin!? Skąd u licha, wziął się przy nim Marcin? Jasne to mógł być przypadek, pewnie, że to ładnie ze strony brata, że go tu przyprowadził, że się nim zajął. Tylko, że Adam nie umiał być tak lekkomyślny wobec chłopaka, nawet jeżeli ten wydawał się być już spokojniejszy, jeżeli nie robił mu wymówek, nie próbował go zaciągnąć do swojego łóżka. Nie mógł spuszczać gardy, nie mógł łagodnieć wobec niego, bo wiedział, że wtedy wystarczyłoby tylko jedno jego spojrzenie, jedna smutna minka, a on by mu uległ i wszystko zaczęłoby się od początku.
Kiedy zgarnął z szafki wodę utlenioną, gazę i plastry zaraz wrócił do salonu, gdzie Marcin stał przy kuchni i nalewał wody do szklanki.
– Dzwoniliście do twoich rodziców, Kamil? – zapytał odkładając wszystko na stolik i przechodząc również do kuchni.
– Nie, no – rzucił blondyn i podszedł do chłopca by podać mu szklankę. – Od razu ruszyliśmy tutaj – powiedział jeszcze, a Adam wyjął z szafki miskę i nalał do niej wody. Później sięgnął do szuflady po małą ściereczkę i wrócił do Kamila.
– Okej, to zadzwonimy jak tylko doprowadzimy cię do porządku. To niebezpieczne żebym odwoził cię motocyklem – dodał jeszcze i ponownie przykląkł przy chłopaku. Odstawił miskę na ziemię i odebrał od niego szklankę by postawić ją na stole.
Kiedy jego wzrok padł na brata, który stał za kanapą, przybrał srogą minę i spojrzał na niego z dystansem.
– Dzięki – skinął sztywno głową i zaraz spojrzał wymownie w kierunku drzwi. – Możesz już iść – powiedział chłodnym tonem, a Marcin zmrużył lekko oczy.
– Adam… – szepnął Kamil lecz on nawet na niego nie zerknął, dalej twardo wpatrując się w oczy brata.
Po chwili chłopak prychnął pod nosem i wzruszył ramionami. W jednej sekundzie uśmiechnął się sztucznie i skinął głową. To co dzisiaj się stało mu wystarczało, był zaspokojony choć na pewno mógłby jeszcze trochę pooglądać ten uroczy teatrzyk.
– To pa, Kamil – rzucił i pochylił się do niego by poczochrać go po tych śmiesznych włosach, przy okazji zbierając jeszcze rozwścieczone spojrzenie Adama. W końcu jednak odwrócił się na pęcie i zabrał z podłogi plecak, po czym ruszył w stronę wyjścia.
Mechanik odetchnął głęboko, gdy drzwi się za nim zamknęły i szybko wrócił spojrzeniem do Kamila.
– Już, Mały, już… – szepnął przybierając zupełnie łagodny wyraz twarzy i zamoczył ściereczkę w chłodnej wodzie. Od razu delikatnie zaczął przemywać jego rany i obmywać twarz krwi. – Cholera… to takie… – zaciął się i posłał chłopakowi przepraszające spojrzenie kiedy ten syknął z bólu. – Ciii… przepraszam… – westchnął obmywając go ostrożnie. – Gdybym tylko był przy tobie… – westchnął zaraz wypłukując szmatkę.
Kamil skrzywił się i pokręcił głową.
– Przecież to zwykły przypadek – powiedział cicho chcąc go jakoś pocieszyć. Właśnie tego nie chciał. Nie chciał być kolejnym zmartwieniem Adam, widzieć jego smutnych oczu i wyrzutów sumienia, które w nich się odbijały. Jakby mógł coś na to poradzić, że kilku kolesiom tak bardzo przeszkadza to, że jest gejem. A przecież to zupełnie nie była jego wina.
– No tak… – odparł z wahaniem Adam i przyjrzał się jego wardze. Zaraz też wrócił do jego brwi, z której na nowo zaczęła sączyć się krew. – Wiesz, chyba powinniśmy jechać z tym na pogotowie i to zszyć. Inaczej później zostanie ci brzydka blizna – dodał nieco zgaszonym tonem.
Brunet pokręcił głową i westchnął tylko.
– Adam… to nic takiego, wiesz? To nie twoja wina – powiedział przyglądając mu się mocno.
Mężczyzna tylko skinął głową i zaraz odrzucił szmatkę do miski. Szybko sięgnął po gazę i wodę utlenioną i usiadł obok na kanapie.
– Gdzie cię napadli? – zapytał odchylając jego głowę do tyłu. – Przymknij oczy.
– Chciałem skrócić drogę przez podwórko tej żółtej kamienicy przy Powstańców i to tam… – westchnął stosując się do poleceń Adama. Skrzywił się czując mocne pieczenie, gdy Adam przemywał jego rany wodą utlenioną.
– Przytrzymaj – rzucił Adam przyciskając gazę do jego brwi. – Myślę, że twoi rodzice powinni zabrać cię na pogotowie. Dostałeś w głowę, a ja nie jestem żadnym specjalistą i mogłeś doznać wstrząśnienia mózgu – powiedział jeszcze i odetchnął. – Poczekaj, wyleję wodę – dodał i przeszedł do kuchni. Szybko wylał zawartość miski, po czym opłukał ją i ściereczkę po czym wrócił do chłopaka.
– Co Marcin tam robił? – zapytał klękając przy nim i w końcu zdejmując z niego buty i zaczynając rozpinać kurtkę. – Zgrzejesz się tylko.
Kamil wzruszył ramionami pozwalając mu się rozbierać i cierpliwie trzymając gazę przy łuku brwiowym.
– Mówił, że szedł do ciebie – odparł i uśmiechnął się lekko do mężczyzny. – To nie mógł być on – powiedział od razu, gdy dostrzegł jego minę. – Daj już spokój. Czemu tak go nie lubisz? – zapytał, a Adam pokręcił głową.
– Nic nie rozumiesz, Kamil – sapnął tylko i sięgnął po telefon. – Ja go lubię. Kocham go, to mój brat – dodał mając wrażenie, że te słowa to tylko puste frazesy. Czy on kochał Marcina? Czy może się go bał? Może po prostu czuł wobec niego to chore poczucie obowiązku zmieszane z nienawiścią rodzącą się w nim przez te wszystkie ubiegłe lata. Teraz był wobec niego zimny i podejrzliwy i nie sądził by pomiędzy tymi uczuciami było jeszcze miejsce na miłość.
– To o co chodzi? – zapytał przejęty Kamil i przysunął się do niego, kiedy ten zajął miejsce na kanapie. – Przecież widzę, Adam…
– Mówiłem ci już.
– Mówiłeś, że Marcin jest chory, ale…
– Właśnie. Jest chory. Daj już spokój, Mały. Teraz tobą musimy się zająć – uciął i spojrzał na niego wyczekująco. – Podasz numer? – zapytał, a Kamil speszył się nieco. – I naprawdę nie wiesz kto to był? – dopytał Adam gdy ten milczał dłuższą chwilę, a chłopak odwrócił szybko spojrzenie.
Widząc to mechanik złapał go lekko za podbródek i odwrócił ku sobie.
– Kamil… – zaczął, a brunet odetchnął tylko i zaczerwienił się mocniej.
Przez chwilę jakby walczył ze sobą, aż w końcu spojrzał na niego krótko.
– No wiesz… jest kilku takich chłopaków… – zaczął i odetchnął głębiej, – którym bardziej to wszystko przeszkadza. – dokończył.
– Co to za chłopacy? – zapytał motocyklista napinając się lekko.
– Z trzeciej klasy… wiesz, takie dresy – sapnął chłopak.
– Czyli to nie pierwszy raz, tak? I czemu nic mi nie mówiłeś? Kamil… cholera, przecież wiesz… – zaczął Adam, czując jak podchodzi mu coś do gardła.
Brunet złapał go szybko za rękę i pokręcił głową.
– Bo to nic takiego! – powiedział szybko i skrzywił się z bólu, naciągając rozciętą wargę.
– Dokuczają ci, a ty mówisz, że to nic takiego?
– Nie chcę cię martwić, Adam – powiedział od razu i spojrzał na niego prosząco. – I tak masz tyle problemów… z Marcinem… i w ogóle…
Adam uniósł się z miejsca i pokręcił głową.
– Ale jesteśmy razem, Kamil! – rzucił głośniej i przeszedł po salonie. – Często ci dokuczają? Co robią? – dopytywał widząc jednak, że chłopak nie chce wcale mu odpowiadać. – Cholera… Zaufaj mi, Kamil – dodał mocniej i przykucnął przy nim. – Jak masz mnie, to nie powinieneś być z tym sam – dodał ostrzejszym tonem niż chciał.
Chłopak odetchnął tylko i zmarszczył brwi.
– No nic… przezywają, szarpią… ale poradzę sobie. Chodź – poprosił i złapał go za rękę.
Adam usiadł obok niego i objął go lekko.
– Znasz ich na pewno – powiedział już spokojniej. – To nie jest aż tak duża szkoła. Powiedz mi jak się nazywają – dodał tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Kamil choć z ociąganiem w końcu skinął głową.
– Mmm… Kacper i Robert to chyba bracia… sam nie wiem… Pietraszkiewiczowie? – podsunął cicho nieco zażenowany tym, że tak się skarży. Zerknął krótko na Adama i odetchnął płycej widząc jego minę. – No i jest jeszcze Mariusz…
– Wodryn – dokończył za niego Adam i napiął się cały.
– Znasz ich…
– Znam. Zanim dostaliśmy przydział w bloku, mieszkaliśmy w jednej kamienicy – dodał i odetchnął aż ciężej. Był taki głupi, taki naiwny. A przecież od początku powinien się domyślić, że to sprawka tego chuja. Dobrze znał te podwórkowe sprawy i ten rodzaj ‚koleżeństwa’, podwórkowej śmiesznej więzi, która obowiązywała na zawsze. Szczególnie wśród równych chłopaków z podwórka.
– Masz, zadzwoń po ojca, Kamil – powiedział ze spokojem o jaki nawet by siebie nie podejrzewał.
W głowie jednak huczała mu jedna myśl – dorwać Marcina.

Reklamy

21 thoughts on “Synowie Rosemary 19 – Luka w planie

  1. Marcin stanowczo przesadził. Jak on tak mógł? Widać nie ma żadnych skrupułów, by osiągnąć swój cel. Nie przewidział jednak, że Kamil się wygada, kto go pobił i że brat mógłby skojarzyć z nim tych kolesi. Biedny Kamil. Aż by się chciało go utulać. Nie zasłużył na to wszystko. Głupi Marcin. Aż dziwne, że po tym wszystkim, co zrobił, nadal budzi we mnie współczucie i że nadal wierzę w jego przemianę. Chyba jestem jakaś dziwna.
    Pozdrawiam i życzę weny

  2. Hej. :)

    Mimo tych wszystkich okropnych rzeczy, które robi Marcin, nie potrafię go znienawidzić. Po części go rozumiem. Został głęboko skrzywdzony przez brata, więc stara się sprawić mu tyle bólu ile sam doświadczył. Adam popełnił głęboki błąd i teraz za to płaci. A Marcin? To jego sposób na poradzenie sobie ze swoim cierpieniem. Gdyby tylko Adam zechciał, Marcin mógłby być dla niego doskonałym kochankiem. Gdyby tylko przyznał jak podle go wykorzystał, może dałoby się to jeszcze uratować.

    Co do „wielkiej miłości” Kamila i Adama, moim zdaniem już bardziej pusta i naiwna nie mogłaby być. Kamil nie jest niczemu winny, ale on po prostu nie pasuje do świata Adama. Nie życzę mu źle, ale mam nadzieję, że znajdzie dla siebie miejsce gdzieś daleko od braci.

    Pozdrawiam,
    Kajna.

    1. Naprawic kazirodczy zwiazek? Powaznie? Watpie, ze bys to tolerowala gdyby istnieli oni w realu, a rozumiec to raczej ich nie zrozumiemy, bo raczej zadne z nas tutaj nie uprawialo seksu z bratem lub siostra XD
      No, ale to opowiadanie, wiec kazdy ma swojego faworyta. Moim jest Kamil i z jednej strony masz racje co do tego, zeby trzymal sie od nich z dala, ale z drugiej – to milosc. Milosc jest pokrecona :p

      1. Ha haaaaa, tego akurat nie wiesz, kto z kim sypia. Z drugiej strony gdybym ja mieszkała obok braci, którzy ze sobą sypiają… cóż… chyba niewiele bym mogła zrobić, nawet gdyby mi się to faktycznie nie podobało. xDDD
        I hej, mówisz, że miłość jest pokręcona, ale nie podoba Ci się, że Marcin kocha Adama. No wiem, że to kazirodztwo, ale bądźmy konsekwentni. Każdy kocha, kogo kocha, nawet kiedy dla innych jest to ble i fuj, jak na przykład miłość dwóch kolesi. No weź… bleeee 8D
        Daj się Kajnie oswoić z blogiem nim mi ją przepłoszysz…. QuQ

      2. Czemu wątpisz, w moją tolerancję co do związków kazirodczych? Oceniasz, że nie byłabym w stanie takiego zaakceptować po moim jednym komentarzu? Nie mówię, że tego typu relacja jest zdrowa i poprawna, powiedziałam jedynie, że rozumiem Marcina i to czemu się zachowuje w określony sposób.

        Kajna.

    2. Witaj Kajno! Super, że piszesz!
      W dużym stopniu pewnie masz racje, że Marcin tak właśnie radzi sobie z tym co mu się w wcześniej przydarzyło. Ale nie wiem czy tylko przyznanie się Adama cokolwiek by zmieniło? Marcin jest raczej typem, którego nie zadowalają półśrodki i raczej nie o to mu chodzi, a bardziej o to by brat był tylko jego.
      Adam strasznie męczył się będąc z tym związku z Marcinem, więc raczej już by nie chciał z nim być, nawet gdyby z Kamilem mu nie wyszło. Na pewno chciały to jakoś odpokutować, ale raczej nie tym by ponownie ładować się w ramiona brata. A Mały, heheee… nawet nie wiedział (i nadal nie wie) w co sie wpakował.

      Bardzo dziękuję za komentarz i mam nadzieję, że będziesz pisać częściej! C:

      1. Masz całkowitą rację, ale ja mam jakąś dziwną wrodzoną słabość do skrzywdzonych i odreagowujących. :3 I jeszcze tliła się we mnie ta niewielka iskierka nadziei…
        Poozostało mi czekać cierpliwie na rozwój wydarzeń. ;)

        Kajna.

  3. Nie mam pojęcia, czemu jeszcze nie komentowałam, bo kocham tego bloga. ^^ W sumie to wszystko opowiadania, ale to (i Ćmy i Anioły <3) jest takie supergenialne. Marcin jest świetny. I.. nie widzę go przy nikim innym jak Adamie. Ten moment, kiedy Adam pomyślał, że by mu uległ…<3 Kurde no, Kamila bardzo lubię, Brunona też, ale ten świat Marcina i Adama jest nieporównywalny. Niby ich relacja jest chora, ale uzależniająca i tak pełna emocji. Nie chcę, żeby się skończyła na dobre. A Marcina wcale nie uważam za chorego, to co innego. Mam wrażenie, że jest po prostu pusty, ani szczęśliwy ani smutny. Szkoda że nie ma przy nim Adama. To nie tak, że Marcin jest jakąś ofiarą, ale zasłużył na odrobinę miłości od brata. Tak, to straszny chuj, ale kocha Adama. Tylko jest tak wyprany z tych pozytywnych uczuć, że nie umie pokazać mu tego "normalnie". A Adam to tchórz. Jestem na niego trochę wściekła, chociaż jest spoko postacią. Ale cholercia, Marin to jego brat. :( To Adam zaczął, a teraz odrzuca Marcina za coś, czego mógł się po nim spodziewać. Tylko wolał sam siebie okłamywać i zdążył już go w sobie rozkochać. Z ich dwojga Marcin jest dla mnie silniejszy. Prawda, że to niesprawiedliwe co się wydarzyło, a Adam ma prawo do normalnego życia. Ale oszukuje siebie, że go to uszczęśliwi. No nie sądzę. xd Współczuję też Kamilowi, ale wpakował się w sytuację zupełnie nie z jego świata. Nic dziwnego, może nie ogarniać, ale kurde… W tym przypadku (tak trochę chamsko mówię ;) ale lepiej byłoby, gdyby zniknął. Dla niego samego też, a Adam robi mu świństwo (większe niż Marcin) bo to na nim Kamilowi zależy. Adam chyba zresztą zdaje sobie sprawę, a przynajmniej czasami, że nic z tego nie będzie. Nie z jego przeszłością. Ale Kamil to taka wygodna furtka do bezproblemowego świata. Pomaga trzymać się w decyzji o "zerwaniu" z Marcinem. A teraz jak na kamilkową głowę spadło nieszczęście, to Adam ma poczucie winy. Jakie to obłudne… Niby już napisałam, że Adam ma prawo do tej ułudy normalnego związku, ale i tak mi się to nie podoba. Męczy się on, Marcin i Kamil. Ale to jedna z tych sytuacji, z których nie ma dobrego wyjścia, także.. xd No jestem strasznie ciekawa, bo akurat w tym opo nie mogę na 100pro niczego przewidzieć. Byłoby całkiem zabawnie, gdyby Kamil skończył z Brunonem ^^ Ale być może jeszcze Adam ogarnie swój związek, a Marcin zakocha się z dyrektorze za słodkie słówka po seksie. A seksy są fajne :)
    Dobra, bo się rozpisałam (w chuj nieskładnie, no ale już jebać <3 ) Ale czekam niecierpliwie :3

    1. Ja też nie mam pojęcia, ale cieszę się, że w końcu jednak znalazłaś chwile by napisać. Dziękuję!
      No na pewno nie będzie im prosto zakończyć tę relację, chyba że by zupełnie się od siebie odcięli. Ale są braćmi, mieszkają w tym samym mieście, w dodatku Marcin tak się kręci obok Kamila, więc raczej są marne szanse by tak po prostu to zakończyć. Zwłaszcza znając charakterek Marcina.
      Adam tez jest trochę poturbowany i chyba już po tylu latach dręczenia się z Marcinem ma po prostu dość. Mam wrażenie, że jest już za taką granicą, za którą już nie chce/ nie może się oglądać za bratem, bo inaczej już zupełnie straciłby siebie. Dlatego chyba tak trwa przy Kamilu i tak się go kurczowo trzyma, nawet gdy czasami wydaje mu się, że to i tak na nic. Gdyby Adam miał być z Marcinem, to sama nie wiem. Musiałby chyba mocno tego chcieć, ale brat zawsze będzie mu przywodził we wspomnieniach dom i tamto wszystko, czego on już nie chce pamiętać. Myślę, że głównie dlatego chce się od niego odciąć, ograniczyć. No a Kamil i to, że jest wygodną furtką… cóż. Wydaje mi się że każdy by skorzystał, a szczególnie Adam, który chce zacząć wszystko na nowo. Kamil jest do tego idealny, no i Adam… myślę, że naprawdę go kocha..
      hahaha! Nie wiem co miałoby się stać, by Kamil skończył w ramionach Brunona. Jakiś mega przewrót. xD
      Ja tez chyba dzisiaj pisze dosyć nieskładnie. Ale tam~~! Najważniejsze co chciałam to podziękować za komentarz! Do zobaczenia niebawem, mam nadzieję.
      c:

    1. Czytając ten rozdział, coś we mnie pękło. Nie wiem, co to spowodowało, naprawdę, bo powinno być zupełnie odwrotnie, biorąc pod uwagę opisane wydarzenia… ale choć w relacji Kamila i Adama jest coś magicznie niewinnego, to jednak marzy mi się, żeby Adam był z Marcinem. Koniec tłumaczenia sobie, że przecież są braćmi, powraca Alive z poglądem „kazirodztwo jest okej” XD
      I jakim okropnym chujem Marcin by nie był, robiąc te wszystkie paskudztwa Kamilowi, cholera jasna, chcę, żeby mu się udało! ._. Szkoda, że Adam nie jest w stanie znaleźć w takim związku szczęścia, to wszystko komplikuje ;-;
      Chyba, że ktoś wreszcie uzna, że monogamia jest nudna, to by był ciekawy zwrot akcji xD Ale nie, Marcin nie mógłby podzielić się braciszkiem z Kamilem, szkoda :C xD
      Pozdrawiam! <3

      1. Może zrobiło Ci się szkoda Marcina i tego jak rozpaczliwie już stara się zwrócić na siebie uwagę Adama, sprawić by ten do niego wrócił? Wydaje mi się też, że nie chodzi to o samo kazirodztwo, a bardziej o relacje między bohaterami? Bo przecież gdyby Marcin był w porządku, a Adam też miałby poukładane wszystko w głowie, i gdy byliby wtedy ze sobą to wszystko byłoby okej. Tutaj jednak mamy Adasia, który chce zapomnieć o przeszłości, o domu w którym dorastał i w którym wszystko było na jego głowie (jak choćby wychowywanie Marcina, podczas gdy sam był dzieciakiem, wiecznie pijany ojciec), zacząć żyć na nowo i być szczęśliwym, no i jest Marcin, który za wszelką cenę nie chce mu na to pozwolić, bo go kocha, bo nie chce zostać sam? Wydaje się też, że nie umiałby tak po prostu odpuścić, że uważa, że po tym co Adam mu zrobił, już do końca życia ma za to ponosić odpowiedzialność.
        Ale jets tak jak mówisz – Adam chyba nie mógłby odnaleźć w tym szczęścia, bo to jednak od tego ucieka.
        Oj nie, Marcin niczym się nie dzieli. xDD
        Ściskam ciepło!

  4. Jak przeczytałam, że Adam mógłby ulec jednak Marcinowi to serce mi stanęło. Jak dobrze, że doszedł do tego, że ta ustawka była za sprawą brata. Nawet nie idzie mi o to, by Adam go znienawidził, ale uwolnił się od niego i uczuć im towarzyszących. Dobrze też że Kamil w końcu się przyznał, Marcin o tym nie wie, więc Adam zyskał na czasie. Byleby rodzice Kamila jakoś zbyt agresywnie nie zareagowali – zakazem spotkań czy przeniesieniem do innej szkoł. Chyba że ta byłaby wciąż blisko Adama xD

    1. To nieduże miasto, więc wszędzie byłoby całkiem blisko Adama. xD Dopóki mechanik ma swojego Kamilka, to na pewno nie ulegnie Marcinowi, a raczej będzie na niego jeszcze bardziej zły, że ten tak dokucza Myszce. Także Marcin zbiera ja na razie same minusy u niego i chyba tylko jakaś straszna tragedia by sprawiła, że w końcu Adaś by zmienił front.
      Pozdrawiam. <3

  5. Mam nadzieje, ze Marcina spotka cos o wiele gorszego i wtedy nikt mu nie pomoze. Moze sie poczuje choc trochce jak Kamil.
    Zycie – dobrzy zawsze dostaja w kosc, a zli sobie wedruja bezkarnie po swiecie. Dobrze, ze nie bylo tutaj Brunona, bo o nim juz w ogole nie moge czytac. Kroluja Adam i Kamil <3

      1. Ty komentowalas na FDTS? xD
        Ciekawe czy bysmy sie polubili skoro uzywam wulgaryzmow jak Chase xD
        I dobrze, ze ktos stoi za mna. Bruno jest… nudny i zbyt romantyczny jak dla mnie. Nie chcialbym miec takiego faceta. Nie pociagaja mnie tacy, ktorzy zdradzaja (to juz chyba widac po tym jak traktuje Shane’a i Dawida xD)

        1. Tak, to ja ; D nie wiem zy byśmy się polubili, ale jak na razie też nie darze sympatią Shane’a. Skoro mamy podobny gust co postaci, jest szansa, że może jednak w czymś byśmy się dogadali. Bruno jest memłą, szkoda mi go tylko, że wpadł w sidła Marcina.

  6. Marcin naprawdę targa moimi emocjami, aż sama mam ochotę mu coś zrobić, dlatego cieszę się, że Adam tak szybko to rozszyfrował. Będę trzymać kciuki, by go dopadł! Biedy Kamil, na całe szczęście ma Adama, który się nim zaopiekuje ♥

    1. To koledzy z podwórka, więc raczej szybko wpadł a ich trop. C: Myślę, że Adam bardzo się wkurzył i oby tylko nie napytał sobie jeszcze większej biedy. He he… .___.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s