Synowie Rosemary 20 – Lepszy syn, gorszy syn

Kiedy oddawał chłopca w ręce rodziców czuł, że nawet oni mają do niego żal. Pewnie, jak mówił Tomasz to tylko kilka siniaków, ale cholera, sam siebie miał ochotę stłuc i dokładnie to samo musiała czuć Bożena, bo patrzyła na niego jak na wroga numer jeden. To nie było przyjemne uczucie. Jasne, że niewiele mógł zrobić, gdy bili Małego, bo po prostu nie było go przy nim, ale czuł się naprawdę bardzo winny. W końcu nikt by nie pobił Kamila, gdyby nie on. Gdyby nie Marcin, gdyby nie ta popierdolona przeszłość, która ich łączyła, i w której Marcin nadal tkwił.
Ale jaki to miało sens? Czego Marcin nadal chciał? Seksu? Uwagi? Przecież to było jasne, że między nimi nie będzie nic innego niż chory, bezuczuciowy twór, nie mający nic wspólnego z miłością. Mogli dzielić tylko łóżko, gzić się jak dwaj pomyleńcy, bo jego samego nie było stać już na wyższe uczucia względem brata.
Doskonale zdawał sobie sprawę, jak wiele razy mu ulegał, jak bardzo się bał o Marcina przed laty. Jak zaślepiony dawał mu się prowadzać, mamić, manipulować. Ale teraz już wiedział, że to był tylko głupi strach, głupi nawyk z przeszłości, kiedy jego świat zaczynał i kończył się na bracie – małym, bezbronnym chłopcu, którego miał obowiązek bronić przed pijanym ojcem i nieporadnością matki. Jeszcze nie tak dawno temu to on był na pierwszym miejscu, on był najważniejszy.
Ale gdzieś pomiędzy tymi nocami w jego ramionach, pomiędzy tymi kłamstwami i absurdalnymi myślami, chyba dostrzegł jak bardzo obaj się pogubili w tym, co się między nimi działo. Będąc przy nim ciągle był spięty i bał się każdego kolejnego jego słowa. Zupełnie tak, jakby to o co mógłby go Marcin oskarżyć było jego winą. I przecież był winny, nie chciał się wybielać.
Chciał tylko dostać szansę, chciał odejść, móc żyć normalnie – bez strachu, bez wyrzutów sumienia i bez poczucia, że robi coś wbrew wszelkim zasadom, co czyni z niego tylko i wyłącznie chorego zwyrola pieprzącego swojego małego braciszka. Im częściej o tym myślał, to właśnie tak się czuł, a dodatkowo widząc Marcina, widział wszystko to co mu zrobił, to jak go skrzywdził. W końcu on wychowywał brata, to on sam go ukształtował. Nie miał pojęcia, że świadomość zniszczenia kogoś może być tak bolesna. A to bolało tak mocno, że co chwilę chciał pokutować za to, a w następnej już sekundzie chciał uciec. Nie był bohaterem, chciał być jak najdalej tego czegoś, tego bólu, tych wyrzutów, które widywał w oczach Marcina.
Czy to była świadoma gra, czy szczera prawda – nie chciał o tym myśleć. Z czasem to było za dużo, a dzień, w którym wszystko już miało się skończyć zbliżał się nieubłaganie. Już od dawna Adam to czuł.
Może to Kamil i ta jego niewinność sprawiła, że widział błędy w Marcinie jeszcze mocniej, a może on sam po prostu przejrzał na oczy, wypalił się i znikło gdzieś to, co tak uparcie trzymało go przy młodszym bracie.
Marcin nie był już dzieckiem, obaj mieli prawo do swoich żyć, swoich marzeń niezależnych od siebie. I gdyby tylko chłopak to pojął, gdyby tylko pozwolił mu odejść, dał zapomnieć i sobie i jemu o tym, co się stało.
Po raz pierwszy chyba w życiu czuł się tak pewnie, gdy jechał do domu. Tak, jakby sam fakt, że w końcu prosto i dosadnie może powiedzieć bratu co o nim myśli, uspakajał go i napełniał jakąś siłą. Przecież nie mogli tak żyć wiecznie, przecież w każdej chwili mogli zacząć od nowa. Chciał w  to wierzyć.
Kiedy zatrzymał motor na zaśnieżonym podwórku bez wahania ruszył na górę i tym razem już nie przeraził go mrok, którym zionęła otwarta na oścież klatka schodowa. Pusty korytarz ani obdrapane ściany były bardzo znajome, bardzo spokojne, ale jednocześnie nie dotyczyły już go. Nie miał już nic wspólnego z mijanymi mieszkaniami, w których nadal tkwili jego dawni sąsiedzi oglądając telewizję, kłócąc się czy nasłuchując kroków na klatce. Nie był już stąd, był inny.
Tak długo wmawiał sobie, że to skąd pochodzi, determinuje jego charakter. Że w sumie ten zataczający się skurwysyn, zbierający matce ostatnie pieniądze to dobre wytłumaczenie jego ‚stosunków’ z Marcinem. Że to logiczne, że jedna patologia rodzi drugą, że z tego nie mogło wyjść nic dobrego, nic normalnego, nic trwałego. Gdyby ktoś się dowiedział, czy byłby zdziwiony? Nie, wszyscy by powiedzieli, że ta rodzina Szmidtów spod trzynastki to banda degeneratów, a to  że pieprzą się między sobą było tylko kwestią czasu. O co by ich jeszcze oskarżyli? Króla Roberta i jego Synów? Tylko nad matką by się litowali utrzymując, że biedna Róża żyły sobie wypruwała, by mieli co do garnka włożyć. Czy nie tak by było?
Jasne, pewnie że tak. Tylko ona był święta, a on jak kretyn tak bardzo zabiegał o jej względy. Czuł w sobie tyle żalu i goryczy, że nie miał pojęcia jak to możliwe by jeden mały człowiek mógł ich nosić w sobie aż tyle. Pamiętał każdy dzień spędzony w tym domu, każdą pieprzoną noc. To było przytłaczające. Jak mógł żyć dalej nosząc w sobie taką przeszłość? Każdą nieprzespaną godzinę, każdą kłótnię rodziców, każde obelgi i uderzenia ojca i widok tych drzwi wiecznie zamykających się za matką, której po prostu nie było. Czasami nawet miał wrażenie, że to tylko jakiś głupi sen, że to niemożliwe by coś, co tak mocno przeżywał stało się naprawdę. O ile wygodniejsze było udawanie.
Ale i ono zaczynało go męczyć. Uśmiechanie się na udawanych obiadkach i ciągłe czekanie na jakieś pieprzone popatanie po główce przez matkę, na co nadal czekał. Tak, czekał na to, jak ostatni naiwny. I zazdrościł Marcinowi każdego jej czułego gestu, każdego miłego słowa.
Kiedy przestał tego potrzebować?
Nie miał pojęcia, ale może to był ten moment, w którym w tych wielkich zielonych oczach drobnego chłopca na przystanku dostrzegł coś, co zupełnie nie pasowało do jego codzienności. Coś tak uroczego i niewinnego, jakby Kamil widział w nim kogoś, kim sam naprawdę od zawsze chciał być. Kogoś silnego, kochanego i zwykłego. Kogoś kto wcale nie ma na swoich barkach miliona obowiązków, kogoś, kto jest wolny. Kto sam o sobie decyduje, kto nie jest tym Szmidtem spod trzynastki, za drzwiami której rozgrywały się największe libacje i najostrzejsze awantury.
W końcu stanął przed drzwiami i zagryzł mocno wargę.
Miał żal do brata o to, jak bardzo ten stara się zniszczyć jego nowe życie. Nie chciał, by Kamil przez to był krzywdzony, choć Marcin był przebiegły – wiedział w co uderzyć by zabolało. W tym by idealny.
Kiedy wszedł do środka, odłożył kask na szafkę na buty i zaraz ruszył w głąb mieszkania.
– O, Adam – usłyszał za sobą i odwrócił się w kierunku matki, która wyszła z kuchni. – Co się stało?
– Nic, przyszedłem pogadać z Marcinem – powiedział ostrym tonem. – Jest u siebie?
– Chyba tak – westchnęła Róża zakładając pukiel włosów za ucho. Chcesz zupy talerz? Gorąca, pomidorowa, przynajmniej dobra, mmm? – dodała, a on spojrzał na nią niezrozumiale.
– Nie. Mamo. Przyszedłem do Marcina – odparł tylko i odwrócił się ku drzwiom do swojego dawnego pokoju, po czym uchylił je jednym ruchem.
Gdy był już w środku jego wzrok padł na leżącego na łóżku chłopaka. Coś podeszło mu do gardła, gdy ich spojrzenia się skrzyżowały. Czy Marcin sobie z niego kpił? Wyglądał jakby nie miał nic na sumieniu, jakby jeszcze dziwił się, że go widzi.
– Co jest? – rzucił bezczelnie i uniósł się do siadu, podpierając z tyłu rękoma.
Adam tylko prychnął i pokręcił głową.
– Doskonale wiesz – wycedził i podszedł bliżej. – Myślisz, że nie mam o niczym pojęcia…? – sapnął jeszcze i zacisnął pieści. Czuł jak pod kurtką jego ciało zlewa pot, a nogi nagle miękną. Cholera, to miejsce mimo wszystko miało jednak coś w sobie.
Marcin uniósł tylko wyżej brew i spojrzał na niego pytająco. Kiedy mężczyzna milczał zawzięcie, on wzruszył w końcu ramionami i uniósł się z łóżka.
– Jak tam Kamilek? – zapytał podchodząc do biurka i odsuwając ostrożnie szufladę. – Będzie żył? – zapytał niby lekkim tonem, na co Adam tylko pokręcił głową z niedowierzaniem.
– Na twoje nieszczęście raczej będzie, co? – wypalił i oblizał suche wargi. W końcu podszedł do niego i nim chłopak wyciągnął z biurka papierosy, odwrócił go ku sobie brutalnym szarpnięciem za ramię.
Widząc jego spojrzenie omal się nie ugiął pod nim i nie wycofał.
– Jeszcze, kurwa raz, odjeb coś takiego… – wycedził i złapał go mocno za przód swetra.
Marcin wytrzeszczył szeroko oczy i cofnął się, wciskając w biurko.
– A o co ci chodzi? – zapytał stonowanym głosem. – Możesz mnie nie szarpać? – dodał łapiąc go mocno za nadgarstek.
Adam uśmiechnął się brzydko.
– Pamiętam, co mi wtedy powiedziałeś – dodał Adam zduszonym głosem. – Że pożałuję, że ciebie tak się nie traktuje, mmm? – rzucił i odetchnął drżąco. Widząc jego spojrzenie zluzował nieco uścisk i spojrzał mu w oczy nieco łagodniej. – Cholera… Marcin! To przeszłość. Rozumiesz? Zacznijmy żyć normalnie… i ty i ja… daj już spokój – dodał lecz mina brata nie uległa żadnej zmianie. Nadal wpatrywał się w niego bezosobowo. Pod tym spojrzeniem Adam zupełnie zmiękł i w końcu odsunął się od niego na kilka kroków.
– Ja wiem, że to moja wina – powiedział szczerze i spojrzał na niego niemal błagalnie. – Wiem, że to był błąd, że możesz mieć o to żal, ale… kurwa, Marcin! Jesteś moim bratem, a ja twoim. Żyjmy normalnie, zapomnijmy o tamtym – dodał, a siedemnastolatek zmełł coś w ustach i powoli sięgnął do szuflady. Wyważonym ruchem wyjął papierosa, przytknął go do ust i podpalił znalezioną na blacie zapalniczką.
Adam wpatrywał się w niego przez chwilę, aż westchnął głośniej i podszedł znowu bliżej.
– Przepraszam. Przepraszam cię – powiedział jakby zapominając o całej determinacji jaką czuł w drodze do domu. – Możesz mieć mnie za kutasa, masz prawo mnie nienawidzić, ale ja… chcę byśmy żyli normalnie, byśmy mieli kontakt, byśmy byli… braćmi – dodał choć miał wrażenie, że od Marcina jego słowa po prostu się odbijają jak od ściany. – Ja zakochałem się w Małym, daj mi być szczęśliwym… – dodał jeszcze ciszej i sięgnął do jego ramienia.
Marcin wykrzywił lekko usta i odtrącił jego rękę.
– Jesteś kutasem – przyznał zaciągając się mocniej i odwracając od niego. – Ale po chuj tu przylazłeś? Myślisz, że potrzebuję twoich przeprosin? – dodał chłodnym tonem i obejrzał się na niego. – Bądź sobie z tym Kamilkiem, co mi do tego? – warknął i strzepał popiół na podłogę. – Naprawdę myślisz, że mnie to cokolwiek obchodzi? Wiem, że masz mnie w dupie, bo znalazłeś sobie ciaśniejszą szparkę, co? – syknął i wzruszył ramionami.
Mechanik odetchnął głębiej i przez chwilę przyglądał się bratu.
– Dobrze – powiedział w końcu. – Więc przestań już się mścić. Przestań nasyłać na niego chłopaków – dodał starając się brzmieć stanowczo. – On nie ma z tym nic wspólnego.
– Nie mszczę się. To moja wina, że ten twój chłopiec jest taką ciotą, która widocznie sama się prosi o lanie?
Mężczyzna odetchnął głębiej i pokręcił głową.
– Nie kłam! Wiem, że to ty. Gadałem z Kacprem – strzelił i spojrzał na niego nieco rozzłoszczony. I po co Marcin tak kłamał? To musiała być jego sprawka.
Ale siedemnastolatek tylko zaśmiał się pod nosem i wzruszył ramionami.
– Jasne. Wszystko moja wina, prawda? – rzucił szorstkim tonem. – Może gdybyś bardziej go pilnował, nie przydarzyłoby mu się nic złego? Ale nie, ty zawsze umywasz ręce, prawda? Zawsze wszyscy są winni tylko nie ty – dodał oskarżycielsko.
– Co ty pieprzysz?! – huknął Adam i ponownie znalazł się przy nim. Nie mógł tego słuchać, szczególnie z ust Marcina. Sam siebie obwiniał, ale gdy i Marcin mu zarzucał coś takiego, czuł się jeszcze gorzej.
– Może nie… cholera… myślisz, że jesteś taki dobry…?
– Nie myślę tak! Nie chcę tylko żebyś mieszał w to Kamila!
Marcin spojrzał mu w oczy prowokująco i skinął głową.
– Spokojnie, przecież mu nie powiem, że to mnie dymałeś, nie? – powiedział spokojnym głosem, który jeszcze mocniej irytował Adama. – W końcu tak uroczemu chłopcu, na pewno by się to nie spodobało. Może nawet by mu się coś przestawiło, jakby dowiedział się, że jego idealny Adaś jest takim skurwielem – wycedził, a mechanik złapał go mocno za sweter.
– Kurwa, przeginasz! – krzyknął wpatrując się w niego mocno.
– To jest prawda, Adam… – westchnął Marcin i jakby nic sobie nie robiąc z tego, że motocyklista trzymał go za ubranie zagasił papierosa na biurku i wzruszył ramionami. – Nigdy nie myślałem, że zrobisz mi coś takiego – powiedział po chwili i zmrużył oczy. – Jesteś taki fałszywy… może powinienem ostrzec tego twojego dziubeńka? – prychnął ironicznie, a Adam aż zatrzasnął się ze złości. – Naprawdę myślisz, że ten gówniarz coś do ciebie czuje? – ciągnął brat. – Że cię zrozumie, że widzi w tobie coś więcej niż zajebisty motor i kawałek chuja? Kurwa, on nie zna cię wcale! Wie cokolwiek o tym wszystkim? – machnął ręką i spojrzał na niego sceptycznie. – Żyje sobie w tej jebanej Słonecznej Dolinie, w tym pierdolonym domku z alarmem i mamusią, i tatusiem, którzy na niego dmuchają i chuchają, którzy tylko czekają na to, by podetrzeć mu tyłek albo zaryczaną gębę, a ty jak kretyn łudzisz się, że do siebie pasujecie? – dodał bezlitośnie poruszając w Adamie wszystkie te wątpliwości, które on sam czuł. – I co? Przyprowadzisz tu panicza? I co mu pokażesz? – zaśmiał się gorzko i ponownie wzruszył ramionami – Ojca? Matkę? Obszczaną klatkę schodową i pokój, w którym mnie ruchałeś? – dodał jeszcze, a Adam odetchnął ciężej.
– Czemu mi to robisz? – wydusił z trudem i potrząsnął nim. – Kurwa! Kurwa, Marcin! – huknął, ale chłopak spojrzał na niego pewnie.
– Ja? Sam to sobie robisz…
– On nie jest tobą! – sapnął mężczyzna.
– Pewnie, że nie jest. Zobaczysz, że jeszcze tu wrócisz, zobaczysz! Zobaczysz, że ta twoja miłość… – zaczął głosem tak prześmiewczym i jadowitym, że Adam niewiele myśląc szarpnął nim mocniej.
– Zamknij się! – huknął nie mogąc uwierzyć, że chłopak właśnie tak o tym mówi. I najgorsze było to, że w jego ustach to brzmiało tak prawdziwie, jakby nie było dla niego żadnej nadziei by się wyrwać, jakby naprawdę już niedługo miał tu wrócić. Do niego, z podkulonym ogonem, bo Kamil by go zostawił. Bo by miał dość tych niedomówień, tych tajemnic, tego ile ich dzieli. A dzieliło przecież bardzo wiele.
– Jesteś jego zabaweczką – dodał nastolatek, ale on już go nie chciał słuchać, zamachnął się mocno i uderzył go w policzek. Nie czekał na jego rekcję i złapał go mocno i pchnął na łóżko.
– Nigdy, kurwa, nie wrócę! – wykrzyczał opadając na jego biodra i przyciskając go do pościeli. – Rozumiesz? Ani do ciebie! Ani do domu…! – dodał zaciskając ręce na jego szyi. – Nienawidzę cię! Nienawidzę tego pierdolonego domu! Całej waszej pieprzonej rodzinki…! – wycharczał ściskając go mocno. Czuł się jakby naprawdę po raz pierwszy w jego życiu, wszystko miał w swoich rękach. Bo przecież Marcin był problemem, a on właśnie trzymał go w stalowym uścisku.
– Chłopcy! Adam! – usłyszał nagle głos matki, który dochodził do niego jakby przez mgłę i poczuł jak kobieta okłada go ścierką. – Adam! Marcin! – krzyczała, a on obejrzał się na nią rozwścieczony. Skrzywił się brzydko i zaraz puścił szamoczącego się pod nim nastolatka.
Widząc jego czerwoną twarz i rozciętą wargę, z której sączyła się krew uśmiechnął się tylko do siebie i zaraz zszedł z łóżka tylko po to, by ustąpić miejsca matce. Przepełniony goryczą obserwował, jak ta dopada do niego, jak go głaszcze, jak drżą jej ręce. Nie spojrzała nawet na niego, jakby przez to, że chciał skrzywdzić jej ukochanego Marcinka, już na dobre przekreślił u niej wszystkie swoje szanse. W końcu zawsze był tym gorszym synem. Nie miał już na co czekać, nie miał już czego tu szukać, więc odwrócił się na pięcie i zaraz wyszedł z pokoju.
Na korytarzu wpadł na nieco zmroczonego ojca, który widocznie zaalarmowany krzykami, pomimo stanu nieważkości w jakim się znajdował, postanowił zainterweniować.
– Co ty, kurwa…? – sapnął pijacko, a Adam miał ochotę roześmiać mu się w twarz. Może choć on byłby z niego dumny, że o mało nie uwolnił go od jednego z tych ‚głupich, zasmarkanych, nie-jego bachorów’? Nie powiedział jednak nic, wiedząc, że dyskusje z nim są zupełnie daremne.

Marcin oddychając ciężko uniósł się do siadu i pomasował po pulsującej szyi.
Kiedy Adam wyszedł z pokoju, odepchnął od siebie ręce matki i spojrzał na nią wściekły.
– Zostaw mnie… zostaw! – sapnął, odsuwając się od niej i kuląc ramiona.
Kiedy oblizał usta i poczuł na języku metaliczny posmak, uśmiechnął się krzywo i odetchnął ciężej.
– Marcinku… – westchnęła kobieta, ale on zaraz poderwał się z łóżka i dopadł do okna. Otworzył je szeroko, a gdy uderzyło w niego zimne powietrze, zaczerpnął go pełne płuca i pokręcił głową.
Po kilku chwilach dostrzegł w dole Adama i zacisnął mocno zęby, pełen sprzecznych emocji, które wariowały w jego ciele.
– Mamo… – szepnął po chwili i obejrzał się na nią ze łzami w oczach.
Nie musiał już nic więcej mówić, bo ona od razu znalazła się przy nim widocznie przerażona. Dobrze wiedział, że to raczej on był jej pupilkiem, choć tak często musiał słuchać o wspaniałości Adama. Ona zawsze będzie po jego stronie, nieważne co się stanie, pomyślał, gdy wtulił się mocniej w jej ramiona. Był pewien, że Adam wróci. Musiał wrócić.

Po kilku godzinach jeżdżenia bez celu w końcu zatrzymał motocykl przed posesją Mrozków. Ale nawet gdy stał już pod bramką, gdy był tak blisko, to nadal się wahał, czy powinien nachodzić ich o tej porze. Czuł się jednak jak wrak i nagle, widząc swoje dłonie zaciskające się na kierownicy, widział je zaciśnięte wokół szyi Marcina. Wtedy coś stawało mu w gardle, blokowało oddech i sprawiało, że serce waliło tak mocno, że aż boleśnie. Nie miał pojęcia jak mógł coś takiego zrobić i trochę chyba żałował, mając wrażenie, że tym właśnie udowodnił, że jednak jest synem Roberta Szmidta, że wcale nie jest lepszy od Marcina. Zresztą nigdy nie był.
Kiedy w końcu się przełamał wyciągnął telefon z kieszeni i skrzywił się widząc, że jest już przed pierwszą w nocy. Po krótkiej chwili wahania wybrał numer Kamila i przyłożył telefon do ucha. Po kilku sygnałach w końcu usłyszał jego zaspany głos, który sprawił, że mimo wszystko na jego usta wpłynął uśmiech.
– A-Adaś? – jęknął Mały do słuchawki, a on odetchnął uspokajająco.
– No… no cześć Mały. Nie mów, że śpisz – dodał i przesunął dłonią po baku motocykla.
– Mnnn… no trochę… – rzucił chłopiec chrapliwym głosem. – Co się stało?
Adam zaczerpnął w płuca powierza i wzruszył ramionami.
– No nie… nie uwierzysz, ale właśnie stoję pod twoim domem i tak się zastanawiam czy… czy mnie wpuścisz do środka… i czy przemycisz do swojego pokoju… Co myślisz? – zapytał i zaraz usłyszał nieco zaskoczone sapnięcie chłopca, który najwyraźniej wygramolił się właśnie z łóżka.
– Jasne… – zaśmiał się do słuchawki nieco już żywszym i wyraźnie podekscytowanym głosem. – Pewnie, że tak, chodź – zachichotał. – Rodzice zwariują, jak znajdą cię rano w moim pokoju, ale to będzie coś odjazdowego. – dodał, a mężczyzna tylko pokręcił do siebie głową.
– Dobra to już gaszę motocykl i zaraz będę czekał pod bramką, okej?
– Okej, ja już schodzę na dół i się rozłączam – sapnął Kamil chyba starając się ubrać. Kiedy się rozłączył, Adam zgasił maszynę i podprowadził ją po bramkę, gdzie ustawił na stopce.
Później ujmując pod pachę kask oparł się o słupek na którym tkwił domofon i zerkał co raz w stronę okna na dole.
– Jesteś? – usłyszał po chwili konspiracyjny szept chłopaka płynący z głośnika przy bramce.
– Nhm, jestem. Otwórz – odparł i nacisnął na klamkę po tym jak z charakterystycznym dźwiękiem Mały mu ją otworzył.
– Chodź do drzwi – dodał jeszcze chłopiec, a on ruszył przez ośnieżony chodnik w ich kierunku.
Serce łomotało mu jak szalone, gdy się do nich zbliżał. Czy Kamil dostrzeże w nim coś niepokojącego? Zobaczy jak faktycznie się czuje, pomimo tego śmiesznego uśmiechu przyklejonego do twarzy? Miał nadzieję, bo naprawdę potrzebował teraz jego rąk i tego przyjemnego głosu, paru zapewnień.
I kiedy już stanął w drzwiach i Kamil mu je uchylił uśmiechnął się jeszcze szerzej i dał się wciągać do środka.
Chłopak na jego widok wyszczerzył się mocno i zaraz wspiął się na palce i przyciągnął go do swoich ust.
– Cześć – sapnął, a Adam objął go ciaśniej i pocałował ostrożnie w spuchnięte nieco wargi.
– Cześć – westchnął i założył mu włosy za ucho – Jak się czujesz? – dopytał przesuwając wzrokiem po szwach na jego brwi.
– Całkiem okej, a teraz już w ogóle… – zaśmiał się szesnastolatek. – No, rozbieraj się i chodź na górę – dodał samemu już zaczynając rozpinać jego kurtkę.
Kiedy wspólnie poradzili sobie z jego wierzchnim ubraniem, najciszej jak potrafili ruszyli schodami do pokoju chłopaka. Pomimo całej tej konspiracji, Mały chichotał co chwilę, a kilka razy nawet potknął się o kolejny schodek, oglądając się na Adama, czy ten na pewno jest tuż za nim. Naprawdę był tak podekscytowany jego obecnością, że wariował już na starcie. Ale widać po nim było, że przynajmniej on jest szczęśliwy.
W końcu zamknęli za sobą drzwi do pokoju, a Kamil od razu doskoczył do mężczyzny i wtulił się w niego jeszcze łapczywiej.
– Mmm.. co to? – zapytał cicho Adam, oddając uścisk i głaszcząc go po głowie.
– Nic… tak się cieszę, że przyjechałeś – zaśmiał się Mały i zerknął na niego tym absolutnie rozkochanym wzrokiem. – Wiesz nawet pytałem rodziców, czy po pogotowiu mogą mnie do ciebie odstawić na noc, ale się nie zgodzili – westchnął takim tonem, jakby to było oczywiste i przygryzł odruchowo wargę. Skrzywił, że gdy ta go zabolała i ponownie wtulił głowę w jego tors.
– Nhm, tak przynajmniej ja mogłem przyjechać. Ale będę grzeczny, żeby ich nie wkurzyć – powiedział spokojnym tonem Adam.
– Jasne! – rzucił brunet i zaraz pociągnął go w stronę łóżka. Kiedy usadził na nim mężczyznę szybko usiadł obok i ujął go za rękę.
– I jak było na pogotowiu?
– Całkiem spokojnie i całkiem szybko. Lekarz powiedział, że mam zgłosić się gdybym czuł się źle i miał mdłości czy coś tam, a mama to najchętniej od razu wpakowałaby mnie do łóżka na kilka dni i zleciła komplet badań – powiedział rozbawiony, a mężczyzna uśmiechnął się nieznacznie ze zrozumieniem. – No, ale wiesz jak to jest u nas…
– No wiem. I nie masz żadnych zawrotów? Czy czegoś tam? – dopytał mechanik, a chłopak żywo pokręcił głową.
– Nie. To nieważne… wiesz, chyba pójdę ci zrobię coś ciepłego do picia, mmm? – zapytał zmartwiony lecz Adam szybko pokręcił głową i rozejrzał po pokoju.
– Nie, nie trzeba – odetchnął głębiej i uśmiechnął się lekko widząc włączony komputer. – I tak nie spałeś? – zapytał, a Kamil gdy powiódł za nim wzrokiem tylko się roześmiał.
– Spałem. Zacząłem oglądać ten film, ale chyba był tak nudny ze usnąłem w trakcie – westchnął, a Adam nie wiedząc trochę co ze sobą zrobić przesiadł się na krzesło obok biurka i pochylił nad laptopem.
– A co to za film? – dopytał i zacisnął nieco drżące dłonie na swoich udach. – O, piszą, że na podstawie bestsellera, chyba nie mógł być nudny…?
– Był – zachichotał Mały i uniósł się z miejsca. – Tylko plakat był ładny i trailer, a tak to ech…
– Nie cofa się ten, kto związał się z gwiazdami. – przeczytał Adam, kiedy Kamil włączył mu plakat. – Film twórców.. ej… czemu wyłączyłeś? – sapnął, a Kamil wzruszył ramionami i zaraz wyłączył komputer.
– Bo przyszedłeś do mnie, a nie do mojego laptopa – powiedział i spojrzał na niego dłużej. – Jesteś jakiś dziwny. Co się stało?
– Czemu dziwny?
– Bo nie dobierasz się do mnie tylko… o… – westchnął chłopak pomimo lekkiego rumieńca.
– Chcesz żebym się dobierał?
– Chcę, żebyś powiedział mi co się stało – powiedział Mały już poważniejszym tonem i posłał mu uważne spojrzenie.
Po dłuższej chwili milczenia mężczyzna uniósł się w końcu z miejsca i sięgnął do kołnierza swetra.
– Położymy się już? – zapytał, a gdy dostrzegł zawiedzioną minę Kamila poczuł się jeszcze gorzej.
Chłopiec skinął głową i zaraz sam zrzucił bluzę i skarpetki wsunął się na łóżko zostając w bokserkach i koszulce, w których widocznie sypiał.
– Zgaszę światło – westchnął Adam odkładając sweter na krzesło i pochylił się nad lampką stojącą na biurku i wyłączył ją.
Gdy skończył się rozbierać i został w samych bokserkach przysunął się do łózka, i wsunął pod odchyloną przez Kamila kołdrę.
– Nie będzie ci tak zimno? – zapytał brunet patrząc na niego w mroku, ale Adam szybko pokręcił głową.
– To zależy, jak będziesz się przytulał – szepnął mężczyzna i przełknął ciężej ślinę, czując jak coś zaczyna w nim pękać.
Słysząc śmiech Kamila skupił na chwilę wzrok na jego oczach i szybko sięgnął dłonią do jego pucołowatego policzka. Ujął go i pogłaskał kciukiem, przysuwając się bliżej jego gorącego ciała.
– I co tam? – usłyszał po chwili i poczuł ciepłą dłoń Małego na swoim boku. Wydawało się, że w opozycji dla niego, ręce chłopca buchają ciepłem i faktycznie, mogłyby go rozgrzać bez trudu. – Co się stało? – dopytał jeszcze raz szesnastolatek, tak cichym głosem, że ledwie go dosłyszał.
Adam milczał dłuższy czas wpatrując się już niemal rozpaczliwie w jego oczy.
– Zrobiłem coś okropnego – przyznał po chwili zduszonym tonem i oblizał usta, czując jak jego ciało zaczyna drżeć.
Kamil spojrzał na niego uważnie i przysunął się jeszcze bliżej.
– Co takiego? – zapytał głaszcząc go nieprzerwanie, w ten sposób, że Adam miał ochotę nadstawiać się do tego jego dotyku. I po chwili też skulił się niżej i przesunął głębiej materaca, by ułożyć się głową na szczupłym torsie chłopaka. Cały zaczynał drżeć na myśl, że miałby mu powiedzieć. A może to świadomość tego co zrobił, sprawiła, że  trzasł się jak w gorączce?
Objął ciasno chłopaka i zaczął gładzić go po żebrach.
– Hej… – usłyszał nagle nad sobą i poczuł szczupłe palce we włosach. – Teraz jesteś ze mną i nie musisz się już niczym martwić, wiesz? – szepnął Kamil i pogłaskał go drugą ręką po ramieniu.
Motocyklista odetchnął drżąco i przymknął oczy, które zaszkliły mu się mocno.
– Gdyby to tylko… było tak proste… – wydusił, a brunet złożył pocałunek na jego głowie.
– Przecież jest. Pomogę ci, wiesz? – zapewnił głaszcząc go czule, tak jak chyba nikt nigdy go jeszcze nie dotykał. – Zobaczysz, że razem sobie z tym poradzimy – dodał.
– I… obiecasz mi, że nie zostawisz mnie, gdy się dowiesz…? – zapytał Adam czując, jak serce mu łomocze.
Kamil zaśmiał się cicho i pokręcił głową.
– Obawiam się, że nawet gdybym chciał cię zostawić nie byłoby to tak proste – odparł.
– Czemu?
– Bo cię kocham – wzruszył ramionami i uniósł ku sobie jego głowę. Widząc wyraz jego twarzy, zmarszczył brwi w geście zmartwienia i pokręcił głową. – Nie zostawię – szepnął szybko i pocałował go lekko w policzek – Kocham cię – powtórzył takim tonem, że Adam wiedział, że to prawda.
Wahał się kolejną dłuższą chwilę, aż w końcu ułożył się w poprzedniej pozycji i pogłaskał go po policzku.
– Wiesz… pobiłem się dzisiaj z Marcinem – szepnął i odwrócił wzrok zażenowany. – Nie mogę go już znieść, nie mogę… patrzeć na niego, ani… wiesz bo on… my… a może raczej ja… zrobiłem… mu coś… okropnego… i to… co się z nim dzieje to moja wina – dodał czując jak beznadziejnie i żałośnie zaczynają łzawić mu oczy.
– Co takiego? – dopytał Kamil łagodnym głosem i powoli przetarł jego policzek.
Adam zacisnął powieki i przełknął gulę stojącą mu w gardle.
– Tobie też, wiesz…? – dodał po chwili i objął go mocno. – Nie zawsze byłem… uczciwy wobec ciebie… szczególnie na początku… – szepnął i spojrzał mu mocno w oczy. – Przepraszam. Zawsze łudziłem się, że nie jestem tym Szmidtem po ojcu… tym chujem i  tak dalej, a chyba… jestem – dodał nieskładnie.
– Ale kochasz mnie. Wiem, że mnie kochasz, Adam – powiedział szybko Mały widząc w jakim stanie rozbicia jest jego mężczyzna. Miał wrażenie, że mimo wszystko nigdy nie byli tak blisko, nawet gdy się kochali w kawalerce mechanika. Nie chciał myśleć co znaczyły te słowa dla niego, czuł, że teraz jal nigdy mógł być wsparciem dla swojego chłopaka.
– Więc widzisz… skoro ja kocham ciebie, a ty kochasz mnie, to nieważne już co się stało. Bo przecież w każdej chwili możemy zacząć od nowa. Patrz nawet teraz – dodał i uśmiechnął się czule w jego stronę. – Nie wiem wiele o twojej rodzinie, ale jestem pewien, że jesteś zupełnie inny. Inny niż Marcin i na pewno inny niż ojciec. Zobacz, ja też nie jestem moim ojcem, bo gdybym nim był to na pewno nie dałbym się łatwo dzisiaj zlać. I ty też nie jesteś swoim, prawda? – dodał, a Adam chłonął te słowa jak gąbka, jakby chciał się w nich zagłębić, wierzyć w nie tak mocno jak nie wierzył jeszcze w nic.
– Tak myślisz? – zapytał po chwili i wbił w niego spojrzenie.
– Pewnie… twój ojciec umiałby się przyznać do błędu?
– Pewnie nie. Wiesz, mój ojciec w ogóle nie gada za dużo – szepnął. – Przynajmniej nie wtedy jak jest trzeźwy, a po pijaku wcale nie nachodzą go żadne głębsze refleksje… – dodał gorzko i odwrócił spojrzenie.
– Nhmm… to, że u ciebie w domu… było źle – zaczął ostrożnie chłopiec i pogłaskał go po policzku. – Wcale nie znaczy, że zawsze będzie źle. I dopóki jestem z tobą to… zobaczysz, zrobię wszystko, żebyś był szczęśliwy – zapewnił i szybko sięgnął do jego ust i pocałował je czule. – Wiem, że masz dużo tajemnic, i że może myślisz, że jestem jeszcze gówniarzem na nie, co?
– Nie jesteś – szepnął Adam pogładził czule jego miękki policzek. – Jesteś głuptasem, ale to coś innego… ja tylko nie chcę, byś mnie zostawił, jak dowiesz się jakim jestem facetem…
– Dla mnie jesteś najlepszy i tylko to się liczy – powiedział szybko Kamil i zarumienił się mocniej. – Zobaczysz, że kiedyś będę taki… wiesz… – szepnął i wtulił się w jego tors.
– No jaki? – dopytał mechanik ze słodko-gorzkim uśmiechem błąkającym się w kącikach ust.
– No taki… że nie będziesz już musiał przy mnie nic udawać, że pomyślisz sobie: no, ten mój Kamil to kawał faceta i mam w nim wsparcie, jak w nikim innym – odparł Mały modulując nieco głos, by ten brzmiał niżej i pełniej.
Adam pokręcił głową i przeczesał dłonią włosy chłopca, które łaskotały go w buzię.
– Może nie jesteś ‚kawałem faceta’, ale mam w tobie wsparcie jak w nikim innym, wiesz? Nigdy… nie byłem tak blisko z nikim, nawet z Marcinem… choć zawsze musieliśmy trzymać się razem – dodał ciszej. I nieważne co powie Marcin, przeszło mu przez myśl, on nigdy nie uwierzyłby, że ten chłopiec, który wcisnął się w niego tak mocno, mógłby go zostawić. Przecież to zupełnie do niego niepodobne, przecież Kamil był inny niż wszyscy z jego świata. I może dlatego lepiej było, że żył sobie w tej jebanej Słonecznej Dolinie, w tym pierdolonym domku z alarmem i mamusią, i tatusiem, którzy na niego dmuchali i chuchali, że był tak nieco naiwny, ale zarazem totalnie uroczy i prosty w swoich uczuciach. Jakby to, że go kochał było takie ‚po prostu’.
– Nie zostawię cię, Adam – szepnął nagle Kamil i ścisnął go mocniej. – Nawet gdyby wszyscy zostawili, to ja nie. Na pewno nie – dodał i pocałował go lekko w tors.
Adam skinął głowie pogładził go po głowie.
Gdyby tylko mógł się jeszcze pozbyć spod powiek tego obrazu, gdy tak bezlitośnie ściskał Marcina za szyję…

Reklamy

12 thoughts on “Synowie Rosemary 20 – Lepszy syn, gorszy syn

  1. Marcinowi się należało, chociaż dobrze, że Adaś go nie udusił. Gdyby chociaż jeszcze coś dotarło do marcinkowej główki, ale nie, on nadal swoje. Adaś musi wrócić, bo inaczej będzie koniec świata.
    Część o Adamie i Kamilu taka urocza. Kamil jest taki kochany i mam nadzieję, że nawet jak się dowie, co jeszcze tak niedawno Adasiek robił z bratem, dotrzyma słowa i go nie zostawi, a postara się go zrozumieć. Już myślałam, że Adam wyzna mu prawdę, ale najwidoczniej stchórzył.
    Pozdrawiam i życzę weny

  2. Przez wakacje zapomniałam, że wczoraj był piątek, żal :’)
    Uooo, biją się, w końcu <3 brawa dla Adama :D. Oby nie dopuścił do siebie myśli, o których mówi mu Marcin i oby przyznał się w końcu przed Kamilem do tego co robił :I. No i niech Kamil go wtedy jakoś zrozumie albo chociaż spróbuje, ale niech go nie zostawia, bo błogosławię ten związek mocno :'33
    I jak zwykle kilka wyłapanych błędów:
    "W tym by idealny." – 'był'
    "westchnęła Róża zakładając pukiel włosów za ucho. Chcesz zupy talerz? Gorąca, pomidorowa, przynajmniej dobra, mmm? – dodała, a on spojrzał na nią niezrozumiale." – brakuje myślnika po uchu
    "czuł, że teraz jal nigdy mógł być wsparciem dla swojego chłopaka." – 'jak'

  3. Ah.. Adam nie może wrócić, to zbyt wyniszczające i dla niego i dla Marcina… Bo ludzie nie mogą żywić się jadem, nienawiścią i straszeniem innych. Mam nadzieję, że Marcin zauważy to wcześniej niżeli później. Tak, by mieć czas na stworzenie własnego szczęścia.
    Kamila czekają okropne wiadomości.. Ale może jakoś zrozumie Adama, pomoże mu.. Gdy to wyjaśnia będą w stanie obronić się przed Marcinem. Hah, jak w jakiejś bajce, gdzie bohaterowie muszą pokonać ciemność.
    Kamil nie jest gluptasem, bo domyśla się, że coś jest nie tak.. To niby nic, ale i wiele.

    1. Mam nadzieję, że tak będzie, ale nie wiem. Boję się, że Marcin… że jemu budowanie tego szczęścia zajęłoby wieki. O ile w ogóle umiałby to zrobić.
      Tak! I to jest takie piękne, że Kamil to taki chłopaczek, mały i w ogóle, a chyba w tej parze to on jest tym adasiowym księciem. C:

  4. A może i fajnie byłoby, gdyby Adam żył długo i szczęśliwie z Kamilem a Marcin z Brunonem..? E, raczej nie. :)
    Scena w domu z Marcinem była super. Normalnie aach. Jaki „bezuczuciowy, chory” związek? No chory może troszkę, ale bezuczuciowy? Kurde no, może nie ma w nim takiej prostej, uroczej miłości jak z Kamilem, ale miłość nie zawsze jest najsilniejszym uczuciem. Wyrzuty sumienia, strach, wstyd i przywiązanie potrafią złączyć ludzi czasem trwalej, niż taka prosta miłość. Fakt, taki związek nie uszczęśliwia, ale da się żyć ;) A w takim tęczowym, ale fałszywym, to się nie długo wytrzyma, obstawiam. ^^
    I jestem ciekawa, co tak u Brunona. Następny rozdział musi być z nim, bo u starszego brata jest w miarę stabilnie na razie. A facet zostawił wszystko dla Marcina, cholercia… xd Jak Marcin to rozegra, po tym jak Adam go (tymczasowo!) zostawił?
    I no jeeej. Z jednej strony, wszyscy są spoko w tym opowiadaniu, chcę żeby było u nich okej. Bruno zasłużył na to, żeby być z Marcinem szczęśliwy, Kamil tym bardziej. Ale jednak nie widzę tego no.. :) Adam i Marcin całkowicie to tłumią. W ogóle uwielbiam, jak Marcin nazywał brata „Adaś”. Jak ja się roztapiam, to co dopiero Adam? ^^
    I znowu się rozpisuję, ale strasznie podoba mi się ta tematyka. Trudna i kontrowersyjna, naprawdę milo poczytać xd.
    Pozdrowionka i miłego weekendu

    1. Jak to niefajnie? To było by takie ładne i dobre. Czemu nikt nie lubi takich słodkości? :D Nie.:I Niestety. xD
      No i na pewno nie można powiedzieć, że miedzy braćmi braki uczuć skoro jeden drugiego już nienawidzi (?), a drugi pierwszego kocha (?). W jego słowniku Adasia uczucia to chyba są te dobre, a te złe to własnie ‚twory’. Wydaje mi się że cholernie ciężko tak żyć i Adam już nie wyrabia. I chyba woli taką prostą miłość. Choć jego miłość z Kamilem raczej nie jest prosta właśnie przez Marcina.
      Nie wiem czy za tydzień będzie Bruno choć oczywiście fajnie byłoby zajrzeć w to jego nowe życie. Ale taką mam ochotę na jakieś seksy adamowo-kamilowe z rodzicami Małego za ścianą. hehe.
      Czy Adam lubi jak Marcin tak mówi? Hehehehee…. >D No raczej nie. Niestety. xDDD
      Dziękuję! A weekend oczywiście zaczął się dopiero o 14 dzisiaj, bo tak to praca. xDDD
      Pozdrawiam również!

  5. Jak dobrze było przeczytać po tym, co działo się w domu Adama, ten fragment jak odwiedza Małego. Miałam wrażenie, że atmosfera „spod trzynastki” ciągnęła się za nim całą drogę i dopiero, kiedy wpadł w ramiona Kamilka, zaczęła ustępować. Powoli. Po troszku. W ogóle dobrze, że Adaś się tak przed nim otworzył, że pozwolił sobie na pobycie przez chwilę takim właśnie małym, potrzebującym pomocy i opieki Adasiem. I mimo, że powiedział Kamilowi jak wielkim ten jest dla niego wsparciem, wydaje mi się, że Myszka i tak sobie nie zdaje sprawy jak ogromna w tym wszystkim jest jego rola, że nieświadomie i zupełnie naturalnie wyciąga Adama z tego całego bagna, z którego ten nie mógł uwolnić się przez te wszystkie lata.

  6. Czekam niecierpliwie na ten moment, w którym Kamil dowie się prawdy, ale jeśli ma on zwiastować zbliżający się koniec, to mogę jeszcze poczekać :D
    Dzisiaj nałapałam kilkanaście drobnych błędów, ale jestem na telefonie i ciężko mi je wypisać. Ktoś betuje twoje teksty?
    Naprawdę sama mam ochotę udusić Marcina, a potem odratować i ponownie to zrobić. Jeśli kiedykolwiek powstanie fanpage ‚Nienawidzę Marcina’ zgłoszę się na przewodniczącego i będę wymyślać pozycje kar dla niego. A mam wybujałą fantazję.

    1. Wszyscy zakładają, że się dowie? A może ta tajemnica pójdzie z braćmi do grobu? xD
      No ale, show must go on, a to byłoby takie piękne, taka drama! xDDD
      Cóż, ten rozdział pisało mi się naprawdę ciężko i skończyłam późni, więc nawet nie miałam komu podesłać do sprawdzenia, a sama też już padałam przy powtórnym czytaniu. Ech, kiedyś się poprawię z tym. :<
      Haha! Wierzę na słowo! Nie ładnie tak wymuszać, ale może jakiś fanfik z ostrym laniem? Na pewno bym nie powiedziała nie. xDD

  7. Kurrrrrde, a juz myslalem, ze powie Kamilowi – ,,zdradzilem Cie z wlasnym bratem, Kamil”. Boze jak ja nie lubie tego Marcina, nawet po tym jak Adam go uderzyl czy sie na niego rzucil nic mu nie weszlo do glowy oprocz ,,musi tu wrocic”. Taka relacja jest chora… Z cala pewnoscia powinien isc do jakiegos psychologa na terapie, bo tego potrzebuje.
    Jestem strasznie ciekaw reakcji Kamila na to wszystko i Brunona tez. Czy go zostawi? Czy te zapewnienia o milosci okaza sie prawdziwe? Ja nie wiem czy byl byl nadal przy takiej osobie. Moze gdybym wiedzial, ze naprawde juz miedzy nimi nie bedzie nic… Chociaz… Nie wiem, trudny temat xD

    1. Heheee… A tu jednak stchórzył. No niestety. Nie jestem pewna, czy dla Marcina jest jeszcze ratunek. Może nie?
      Wydaje mi się, że czego by nie mówić, Adam naprawdę Kamila kocha, Kamil Adama też, tylko pytanie czy zniósłby coś takiego… Myślę, że jest w nim taka zakochany i tak bardzo zaślepiony (nie w tym złym sensie) tą pierwszą miłością, że wiele by zrobił dla Adama i wiele by zrozumiał. Chyba. Może niedługo się przekonamy. C:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s