Synowie Rosemary 21 – Ziarno od plew

Adam docisnął się siebie Kamila i pocałował go lekko w policzek.
– Jesteś kochany… cieszę się, że mnie chcesz – szepnął i skierował swoje usta ku jego wargom. Ucałował je czule, przymykając powieki i wsunął dłoń pod kołdrę, by pogłaskać chłopaka po boku.
Brunet zaśmiał się pod nosem i pokręcił głową.
– No pewnie – rzucił szybko i sam skubnął jego usta.
Przez chwilę wpatrywał się w spokojną twarz mężczyzny, czując że cała senność zupełnie już mu przeszła. Był tak zupełnie rozemocjonowany obecnością Adama w swoim łóżku, w swoim pokoju o tej porze. I czy to, że wszystko się wydało nie było w końcu dobre? Mogli przecież być ze sobą ot tak, nie martwiąc się co pomyślą jego rodzice, jego rodzeństwo, a już zupełnie co powiedzieliby obcy.
– Tylko straszny ze mnie dzisiaj mazgaj – szepnął Adam z przekąsem i westchnął głębiej.
Nastolatek odetchnął teatralnie i zrobił głupią minę.
– Wiesz, gdybyś zawsze był takim twardzielem, pomyślałbym, że masz ze sobą jakieś problemy – powiedział na wydechu i zachichotał wpatrując się w niego nieprzerwanie.
Adam zamilkł na chwilę i przesunął dłoń na jego biodro.
– A tak myślisz, że wszystko ze mną w porządku? – zapytał po chwili.
– Prócz tego, że jesteś takim chodzącym smutkiem, wydaje mi się, że tak – odparł chłopak i przesunął ciepłą dłonią po jego piersi. – Ale zobaczysz – dodał od razu pewnym tonem. – Ja i na to coś poradzę – szepnął żywo i pokiwał sobie głową.
Mężczyzna zaśmiał się pod nosem i oblizał powoli wargi. Wydawało się, że Mały zupełnie nie wie z czym ma właściwie do czynienia, a on sam już nie miał pojęcia czy to dobrze czy źle. Czy nadal byłby tak zaangażowany i pewny siebie gdyby wiedział?
Po chwili przysunął się bliżej i sięgnął do jego ust. Pocałował je powoli z cichym pomrukiem i przycisnął biodra do jego bioder.
Od razu poczuł z jakim zapałem brunet odpowiada na jego pocałunek. To było tak urocze, bo nieważne ile by się nie całowali, Kamil nadal potrafił zgubić się w tych pocałunkach, jakby nie miał pojęcia czy to na nich ma się skupiać, czy może na jego dużej dłoni drażniąco masującej jego delikatną skórę.
Kiedy chłopak westchnął drżąco, Adam uśmiechnął się w jego wargi i przesunął nosem po jego policzku.
– Wiesz… mam na ciebie ochotę… – szepnął i zafalował lekko biodrami.
Nastolatek przygryzł wargę i spojrzał na niego szczerze tym lśniącym, zielonym spojrzeniem.
– Więc jednak…? – westchnął z uśmiechem, rozciągającym mu usta.
Mechanik skinął głową i przygryzł jego wargę.
– To żadna nowość, co?
– A… no żadna – zaśmiał się Mały i odetchnął ciężej, czując jak palce Adama niebezpiecznie błądzą na granicy jego szortów. – Ale gdyby było inaczej, to już naprawdę… zacząłbym się martwić – dodał rozbawiony i docisnął się do jego ciała.
Adam ścisnął go mocniej i powoli przekręcił się na plecy. Kiedy Kamil wylądował na jego torsie odetchnął głębiej i oblizał zeschnięte wargi. Czuł, że tak spędzona noc na pewno mu pomoże. Zawsze pragnął bliskości i takie bycie z kimś, z Kamilem, było skutecznym lekarstwem na wszystkie troski.
– Masz ochotę? – zapytał zerkając na niego podnieconym spojrzeniem.
Brunet zawahał się i obejrzał na drzwi.
– Mmm… a jak… kurczę… – jęknął i oparł się czołem o jego ramię. – Wiesz, boję się, że nas usłyszą… – powiedział, a Adam bez trudu dostrzegł jak ciemnieją mu policzki, pokrywając się tym uroczym rumieńcem.
– To znaczy, że będziemy musieli być bardzo… – zaczął i przyciągnął go do swoich ust by ucałować je namiętnie. – Bardzo… bardzo… cicho – szeptał zaznaczając każde słowo pocałunkiem.
Kamil zadrżał tylko i pokręcił głową.
– Jesteś okropny… – jęknął czując jak mężczyzna buja biodrami. – A gdybyśmy tak… – szepnął i spojrzał na niego prosząco. – No wiesz… tak tylko… jak dawniej? Jak na początku? – zaproponował nieśmiało, a Adam spojrzał na niego zaciekawiony.
– To znaczy? – zapytał przygryzając wargę. – Musisz mi pokazać – dodał, a chłopak ponownie jęknął cicho.
– No wiesz… – szepnął drżącym głosem. – Tak tylko… o… – dodał i zakręcił się na jego biodrach.
Widząc minę Adama tylko pokręcił głową i w końcu usiadł na nim okrakiem.
Opierając dłonie na jego brzuchu oblizał usta i zerknął na niego krótko. Westchnął głośniej i zafalował lekko ciałem, ocierając się o niego kroczem.
– Tylko tak… – powtórzył już nieco ochrypłym szeptem.
Adam spojrzał w dół, gdzie łączyły się ich ciała i odetchnął głębiej. Widzą takiego Kamila niemal od razu poczuł jak ciśnienie mu się podnosi.
– Mmm… Nawet nie wiesz, jaki jesteś seksowny – szepnął i oblizał wargi. Był już pewien, że przy następnej lepszej okazji, zaproponuje Małemu seks w tej właśnie pozycji. Naprawdę chciał go widzieć na sobie, i czuć jak nie tylko jego uda zaciskają się na nim tak mocno.
Kamil zaczerwienił się jeszcze bardziej i zabujał mocniej biodrami.
– Podoba ci się? – zapytał ośmielony jego pełnym podziwu spojrzeniem.
Mężczyzna skinął głową i przesunął rękoma wzdłuż jego ramiona.
– Rozbierzesz się? – westchnął i sam sięgnął do jego koszulki by podwinąć ją ku górze.
Kamil przygryzłszy wargę, obejrzał się ponownie na drzwi i zmarszczył brwi widocznie rozdarty.
– Och… poczekaj… – sapnął i zszedł z niego po czym podbiegł cicho do drzwi i zakluczył je jednym ruchem. Kiedy odwrócił się ku Adamowi zawahał się lecz w końcu zagryzając mocno wargi, ruszył powoli w jego stronę. Syknął, gdy skubnął zębami ranę po dzisiejszym uderzeniu lecz widząc wyciągniętego na jego łóżku Adama tylko jęknął zduszenie, zupełnie już zapominając o bólu.
– Rozbierz się… – powtórzył mężczyzna i spojrzał na niego intensywnie.
– I nie odpuścisz mi? – zapytał Mały niby niewinnym głosikiem, który jak doskonale wiedział bardzo na Adama działał.
Blondyn pokręcił głową i przeniósł spojrzenie na jego krocze.
– Kamil… – powiedział tym niskim, wibrującym tonem, a chłopak aż zadrżał.
– Powiedz, że mnie kochasz, to się zastanowię – powiedział i podciągnął lekko koszulkę chcąc jeszcze mocniej podniecić kochanka. Doskonale widział jakim spojrzeniem mierzy jego dłoń.
Adam zamrużył oczy i uniósł się na łokciach.
– Kocham cię – szepnął tylko i spojrzał na niego wyczekująco.
– Jak bardzo?
– Bardzo – odparł natychmiast i odetchnął widząc jak Kamil unosi wyżej krawędź ubrania. Kiedy jednak się zatrzymał, mężczyzna rzucił mu krótkie spojrzenie i odetchnął. – Bardzo… – powtórzył, a chłopak ponownie podniósł koszulkę o kilka centymetrów. – Bardzo… bardzo… bardzo… – powtarzał Adam wpatrując się w jego szczupły tors, który z każdym kolejnym słowem odkrywał się przed nim mocniej.
W końcu Kamil odrzucił na ziemię koszulkę i spojrzał w dół swojego ciała.
– Mmm… i co teraz mi powiesz? – zapytał czepiając palcami o gumkę spodenek.
Widząc jego rumieńce Adam zakręcił niespokojnie biodrami. Szybko uniósł je i ściągnął z siebie bokserki po czym spojrzał prowokująco na chłopaka.
– Że kocham cię najbardziej i że chodź już, bo zawaruję – powiedział na wydechu i sięgnął dłonią do swojej męskości by pobudzić ją mocniej. – Rozbieraj się i chodź.
Kamil zawahał się i podszedł jeszcze bliżej łóżka.
– Wstydzę się – szepnął. Naprawdę, mógł go prowokować, ale tak strasznie dziwnie się czuł wiedząc, że za jedną ścianą jest Ewka, za drugą Grzesiek, a zupełnie niedaleko jego rodzice.
Adam jęknął zduszenie i spojrzał na niego marszcząc mocno brwi.
– Cholera… jesteś niemożliwy. Teraz się wstydzisz? – sapnął i uniósł się do siadu. Szybko zsunął z jego bioder szorty i oblizał usta. – Widzisz…? Nie takie trudne – westchnął spoglądając na niego. – Boże… tak się ze mną drażnisz, wiesz? Jesteś najlepszy – zapewnił podniecony i pociągnął go na swoje uda.
Od razu też sięgnął do jego warg i pocałował go głęboko, nie dając mu nawet dojść do słowa. Chciał go natychmiast. Zapomnieć się zupełnie w jego ciele, odciąć od siebie i być tylko z nim. Bo tylko z nim czuł się jak ktoś inny, ktoś lepszy, ktoś normalny.
– Kocham cię – szepnął szczerze w jego usta i spojrzał mu mocno w oczy. Nigdy nie czuł tego bardziej. I Kamil chyba też, bo zadrżał wyraźnie i spojrzał na niego w ten miękki sposób. Objął go mocno udami i pocałował czule.
Adam oddał pieszczotę i po chwili położył się na wznak, opierając dłonie na biodrach bruneta.
– Mmm? No dalej… – szepnął i rozpalony, nie spuszczając spojrzenia z jego twarzy.
– Ale tylko… tylko tak? – dopytał chłopak i zerknął między ich ciała.
– Tak, tylko tak – westchnął mężczyzna i zakręcił lekko jego szczupłymi biodrami.
Kamil odetchnął drżąco i sięgnął między ich ciała, by ułożyć wygodniej swojego penisa przy męskości Adama. Kiedy sam zafalował biodrami niemal nie jęknął głośno, czując jak ich członki ocierają się o siebie.
– Och… – szepnął i szybko zagryzł wargę, czując jak Adam odpowiada na jego ruch. – Tak dobrze? – zapytał łamiącym się głosem.
– Nhm… tak – westchnął mechanik i podrzucił nim mocniej. Kamil zacisnął uda i podrygiwał niecierpliwie na jego ciele. Było mu tak duszno i gorąco, a w głowie szybko zaczęło się kręcić. Widząc twarz Adama uśmiechnął się krzywo i zagryzł mocno wargi by nie zacząć jęczeć. Miał wrażenie, że ich ciała idealnie do siebie pasują. Czuł jak twarda jest męskość Adama, czuł jak mężczyzna mocno go chce i naprawdę czuł się jak zupełny i jedyny władca świata. W oczach kochanka widział taką fascynację i takie pożądanie, że chyba nie umiałby mu już niczego odmówić tej nocy. Za każdym razem tak było.
Adam przymknął oczy na chwilę i zasyczał głośniej przez zęby. Wbijając palce w skórę bruneta docisnął go do siebie mocniej, a kiedy spojrzał na jego drżące, spocone ciało ledwie powstrzymał się przed głośniejszym jękiem.
– Dobrze ci? – szepnął tylko i odetchnął głośno przez uchylone wargi.
Kamil posłał mu płaczliwe spojrzenie i skinął głową.
Jego ciało wariowało, a brzuch napinał się tak, jakby tylko chwila dzieliła go od spełnienia. Dostrzegając to Adam uniósł się do siadu i zaraz potem przewalił Kamila na plecy.
Chłopak jęknął zduszenie, ale szybko objął go kurczowo nogami i ramionami, a gdy Adam wbił się w niego z nową siłą niemal zaskamlał pod nim głośno.
– A-Ada… – zaczął zdławionym głosem czując jak jego penis jest niemal miażdżony między ich spoconymi ciałami. Czując przy swoich jądrach, jądra Adama szybko zagryzł zęby na jego ramieniu i zacisnął mocno oczy. W głowie mu wirowało i wiedział, że tylko kilka tych posuwistych ruchów mu wystarczy, by skończyć. Wolał nawet nie wnikać w to czy naprawdę słyszy skrzypienie łóżka lub odgłosy ich ścierających się ze sobą ciał. Było mu tak idealnie, że nie przejąłby się tym zupełnie. A przynajmniej dopóki by w końcu nie doszedł.
Czując na swojej szyi gorący oddech kochanka, wyprężył się pod nim mocno i wbił paznokcie w jego szerokie plecy.
– A… Adaś – westchnął płaczliwie przesuwając dłońmi po jego wilgotnej skórze. – A- Adaś.. proszę… – szepnął cicho wczepiając w końcu palce w mokre włosy na karku blondyna.
Wybijając mocny rytm na ciele Kamila, Adam resztką zdrowego rozsądku sięgnął do jego ust, bo chłopak zaczynał być naprawdę głośny, a doskonale wiedział, jak później by żałował, że to zrobili. Sam pewnie też byłby rano zażenowany przed jego rodziną.
– Ciszej… – westchnął i pocałował go głęboko. Penetrując jego usta, drżał niemniej niż Mały, a czując jak chaotycznie chłopak zaczyna się o niego ocierać i jak mocno zaczyna go ściskać, wbił się mocniej w jego krocze i zatrząsł biodrami.
– Adaś…! – jęknął w jego wargi nastolatek, a on pomimo tego, że brakowało mu już tchu ponownie wpił się w jego usta. Już zaraz poczuł, jak Kamil napina się w końcu i podrygując biodrami dochodzi między ich ciałami. Mimo tego nie odsunął się od pocałunku, choć chłopak widocznie do tego dążył chcąc zaczerpnąć powietrza.
– Ciii… powoli… spokojnie… – szeptał Adam, momentami odsuwając się od warg kochanka i dawkując mu w ten sposób powietrze, cały czas jednak ocierając się o niego. Teraz już jednak w wolniejszych i bardziej zmysłowych ruchach, chcąc poczekać, aż Kamil odetchnie i się nieco uspokoi.
Chłopiec pokiwał głową i cały czerwony, drżał nie mogąc zupełnie nasycić się ani zapachem ani ciepłem mężczyzny.
– Kocham cię… – wzdychał co chwilę, nadal trzymając się go kurczowo.
Adam zamruczał cicho i skinął głową. Kiedy spostrzegł, że Mały się nieco uspokoił ponownie wzmocnił ruchy na jego ciele. Po kilkunastu uniósł się na kolanach i łapiąc mocno za kolano Kamila zaczął masturbować się pospiesznie, przymykając aż oczy z przyjemności.
Widząc to, Kamil uniósł się do siadu i szybko sięgnął ustami do jego torsu i znacząc go mokrymi pocałunkami, masował jego ciało szczupłymi dłońmi.
Pod drżącymi wargami czuł, jak twarde mięśnie się napinają, ale Adam był naprawdę niesamowity, bo niemal bezgłośnie oddychał przez uchylone wargi, pomimo tego, że jego ciało widocznie wariowało.
Jęknął tylko cicho strzelając na brzuch Kamila i wypiął się mocniej do swojej dłoni.
Chłopak wpatrywał się z rumieńcem w jego dłoń przesuwającą się na twardej męskości i w końcu uniósł się i ucałował go mocno w usta.
– Nic nie mów – szepnął prosząco i zaraz zsunął się z pocałunkami na jego wilgotną szyję. Po kilku chwilach, kiedy Adam osunął się bardziej na kolana i on usiadł naprzeciwko niego i spojrzał mu mocno w oczy.
Mężczyzna powoli uspokajał oddech i oblizywał co raz zeschnięte usta.
– O czym myślisz? – zapytał w końcu Kamil, widząc jego przymknięte powieki i lekki uśmiech w kącikach ust.
Blondyn odetchnął i spojrzał na niego przenikliwie.
– Na szczęście tylko o tobie – powiedział zgodnie z prawdą i z westchnieniem przesunął wzrokiem po jego ciele. Uśmiechnął się w końcu czule i sięgnął do jego ust. – To musimy się ubrać? – zapytał po chwili, a Kamil skinął głową.
– Wypadałoby – szepnął i zaraz zsunął się z łóżka.
Kiedy już stanął na miękkich nogach szybko sięgnął po swoje szorty i koszulkę, i ubrał się pospiesznie. Kiedy skończył przeszedł do drzwi i je odkluczył, a później podszedł do okna i uchyli je chcąc trochę przewietrzyć pokój.
Adam z lekkim uśmiechem obserwował jego poczynania, aż w końcu sam sięgnął po swoje bokserki i naciągnął je na biodra.
– Jesteś uroczy – powtórzył już któryś raz z kolei, a Kamil nadął lekko te pucołowate policzki.
– Wiem. Wchodź pod kołdrę bo cię przewieje – dodał, a Adam wbrew jego słowom uniósł się z łóżka i podszedł do swoich spodni, z których wyjął paczkę papierosów.
– Już… już… mogę zapalić? – zapytał, a Kamil skrzywił się tylko i przeszedł do szafy. Szybko wyjął z niej koc i narzucił na ramiona mężczyzny.
– Możesz. Ale w oknie i szybko, bo się zaziębisz – powiedział i wzbijając się na palce skradł mu buziaka, po czym szybko zakopał się pod kołdrą.
Mechanik z krzywym uśmiechem stanął w końcu pod oknem i wsunął papierosa między wargi. Kiedy go zapalił, zaciągnął się mocno dymem i zatrzymał go na chwilę w płucach, po czym wypuścił go celując w uchylone okno.
Kamil skrzyżował ręce na poduszce i złożył na nich głowę, a spojrzeniem śledził twarz Adama, której światło księżyca nadawało jeszcze ostrzejszych rys.
– Wiesz – zaczął nagle przypominając sobie rozmowę z rodzicami, gdy wracali z pogotowia. – Moja mama coś mówiła, że może mogliby twoich rodziców poznać…? – powiedział cicho i natychmiast dostrzegł, jak kochanek spina się mocno i marszy brwi.
– Czemu? – zapytał nieco ochryple blondyn i skrzywił się brzydko.
– Sam nie wiem… tak tylko… – westchnął chłopak i potarł kciukiem policzek. – Ale pewnie nie chcesz, co?
Adam odetchnął ciężko i przez kilka chwil palił powoli.
– Wiesz Mały… mój ojciec… tak naprawdę to tylko zwykły pijak. Przez chlanie wywalili go z nadleśnictwa, a moja matka sprząta klatki w blokach na północy i pracuje w kwiaciarni na drugi etat, żeby ojciec miał za co pić – powiedział spokojnym tonem, ale nawet nie spojrzał na Kamila. – Marne są szanse, że stawiłby się trzeźwy na tym spotkaniu, albo że czegoś nie odjebie. To byłoby żenujące. I dla mnie, i dla ciebie, i dla mojej matki, i dla twoich rodziców – dodał, a nastolatek zadrżał lekko pod kołdrą czując w gardle nieprzyjemne uczucie.
– Mmm… – zawahał się i powoli uniósł się z łóżka. Od razu wsunął się pod koc i przytulił się do ciepłego ciała Adama. – Och, Adaś… Czemu nic nie mówiłeś…?
– Nie ma czym się chwalić – szepnął mechanik i po chwili wahania zagasił peta w stojącym na parapecie kaktusie.
– Ale to nie o to chodzi, draniu – burknął Kamil wtulony w jego tors. – Tylko… o to, że nic mi nie mówisz. A ja… wiesz…
Adam ujmując koc za rogi otulił nim mocniej chłopaka i oparł się tyłem o parapet.
– No wiem, wiem… teraz będzie już inaczej – zapewnił cicho i zerknął na niego z lekkim uśmiechem. – Czuję, że wszystko zaczyna się prostować, że… powoli zostawiam wszystko co złe za sobą, że w końcu… powoli od tego się uwalniam – dodał i wsunął dłoń w te jego zabawne sprężynki na głowie.
Kamil ścisnął go mocno i pokiwał głową.

*

– Proszę pana, proszę natychmiast odejść, inaczej zadzwonię po ochronę – powiedziała kobieta wyraźnie zirytowana i nieco wystraszona.
Marcin skrzywił się brzydko i zachichotał pod nosem.
– Tak? – sapnął i spojrzał na nią nieco mętnie. – Tak, tak, tak… ty jebana ssssuko – dodał jeszcze mrużąc oczy i zachwiał się opierając się ramieniem o kontuar. – Czy ty, kurwa… nie rozumiesz po polsku? – zapytał nieco niewyraźnie i przymknął na chwilę powieki, kiedy wszystko zawirowało mocniej.
Dziewczyna oblizała usta i w końcu sięgnęła po słuchawkę.
– Dzwonię po ochronę. Proszę wyjść – poleciła jeszcze surowym tonem, a Marcin zaśmiał się pijacko i pokręcił głową.
Podparł się ciężej na szerokim lśniącym blacie i pokręcił głową.
– Patrz… – warknął rysując palcem po kontuarze. – Tam na górze, w pokoju… chyba sto… trzydzieści sześć siedzi sobie facet. Bruno.. Brunooo… i zadzwoń po niego, bo ja z nim chcę gadać – dodał ostro, a ona tylko pokręciła głową.
Marcin przez chwilę mierzył ją złym spojrzeniem i odetchnął kilka razy uspokajająco.
– Dobra… dobra, dziwko – zaśmiał się tylko i pokiwał głową. – Zobaczysz… zobaczysz, szmato – mamrotał i w końcu odepchnął się od blatu, i zaśmiał się pijacko widząc już na końcu przestronnego holu postawnego faceta w uniformie ochrony.
Chichocząc, sam ruszył w jego stronę, a słysząc jak jego śmiech obija się echem od ścian, zawył głośno i zatoczył się lekko.
W końcu niemal wpadł w ramiona mężczyzny i jęknął czując jak ten zaciska jego ramię w kleszczowym uścisku.
– No… no, no… – zawołał przez śmiech. – Ale masz uścisk… jak pierdolony Herkules, co? – zaśmiał się i poklepał go po torsie. – Chuja też masz tak twardego? – zapytał bezczelnie i spojrzał na niego przeciągle.
Mężczyzna tylko przewrócił oczyma i szarpnął go mocniej.
– Zamknij się, gnojku, pókim dobry – warknął na niego, a Marcin przygryzł wargę i zadrżał, dając mu wlec się do wyjścia.
– Ja też jestem dobry, wiesz? – zachichotał. – W ssaniu, w dawaniu dupy, w kłamaniu… – śmiał się, a kiedy w końcu wyszli na zewnątrz przymknął aż oczy czując rześkie zimowe powietrze. – I jeszcze wiesz co… zobaczycie… wszyscy… – dodał i zachwiał się, gdy mężczyzna go puścił.
– Idź do domu nim napytasz sobie biedy – powiedział ostro ochroniarz, a siedemnastolatek wzruszył ramionami.
– Biedy… biedy… – zamamrotał i machnął ręką. Zaraz ruszył wolnym krokiem wzdłuż parkingu i śmiał się do siebie.
Faktycznie mógłby napytać sobie jakiejś biedy. Albo komuś. Może Adamowi, temu podłemu chujowi, który go dzisiaj pobił. A może matce, tej idiotce, która myślała, że nadal jest tym uroczym Marcinkiem, że nadal siedzi w nim ten bezbronny gówniarz. A może Brunonowi? Temu facetowi, który dla niego zostawił swoją śliczną żoneczkę i tego zasmarkanego, zasranego bachora?
Śmiejąc się ciągle, ruszył w stronę parku gubiąc się w coraz to bardziej gorzkich myślach. Naprawdę nienawidził tego miejsca, naprawdę chciał im wszystkim udowodnić na co go stać. Cholera!
Idąc chwiejnie alejkami w końcu upatrzył sobie jedną z ławek i ruszył ku niej.
O tej porze nie było tu nikogo i nagle naprawdę tego żałował. Poszedłby z kimś w krzaki, albo gdzieś na jakiś seks, a może powinien iść na dalsze picie?
Strzępki myśli wirowały mu w głowie, a kiedy przewalił się na ławkę zaśmiał się głośno i przytulił gorący policzek do pociągniętej emalią deski.
Po kilku dłuższych chwilach kiedy to dochodził do siebie w końcu wyszarpał z kieszeni telefon.
W końcu udało mu się wybrać numer Brunona i aż uśmiechnął się bezwiednie kiedy nacisnął zieloną słuchawkę. Kilkanaście sekund minęło nim przyłożył aparat do ucha, akurat w tym momencie, kiedy mężczyzna podnosił słuchawkę.
– Marcin? – usłyszał ten wibrujący głos i zadrżał mocniej.
– No… Marcin – zaburczał nieco niewyraźnie i pociągnął nosem.
– Co się stało?
– Nic… stęskniłem się – sapnął i wzruszył ramionami. – A ty nie? Nie kochasz już mnie – dodał oskarżycielsko i przymknął oczy. – Prawda? Nie kochasz, Bruno… Czekałem na ciebie, a ty? Kurwa… Bruno, czemu mi to robisz…?
– Co…? Marcin… jesteś pijany? – dopytywał dyrektor, a on uśmiechnął się krzywo.
– Nie jestem… nie jestem, Bruno, wiesz co…? Wiesz coooo? Kocham cię, a ty… mnie wykorzystałeś… – mamrotał jak w amoku. – A ja… a ja tylko chciałem, żeby ktoś… ty… – dodał i zamilkł na chwilę nie mogąc dobrać kolejnych słów. – Jak każdy, jak każdy, kurwa… – powiedział jeszcze i zaśmiał się brzydko.
Bruno milczał przez chwilę i w końcu odetchnął ciężko.
– Gdzie jesteś? Przyjadę – powiedział cierpliwie. – Powiedz mi tylko, mmm?
Chłopak roześmiał się ponownie i pokręcił głową.
– Nie… nie, Bruno – sapnął. – Tu mi dobrze…
– Ale gdzie? Marcin, proszę – powtórzył mężczyzna, a on uniósł się powoli do siadu.
– W parkuuu… – jęknął i pociągnął nosem. – W parku, Bruuuuno… Bru-no! – zachichotał i potrząsnął mocno głową.
– Którym parku?
– Tym tutaj… no tutaj, zaraz… obok.
– Obok hotelu? – dopytał Wilczyński, a on zaśmiał się głośno.
– Ale jesteś mądry – powiedział i potaknął sobie. – Nie dziwne, że taki z ciebie… dyrektorek… – dodał jeszcze, a Bruno westchnął mu do słuchawki.
– Już wychodzę, Marcin… nie ruszaj się tylko nigdzie – dodał.
– I tak nie mam dokąd iść – szepnął blondyn, jakby poważniejąc i zmarszczył się brzydko. – Wiesz? Nie mam. Nikt mnie nie chce. Ani Adam, ani ojciec… ani ty… ani Filip, ani Majka, ani matka… kurwa… kurwa! – wrzasnął i zaraz zaśmiał się głośno. – A ja… a ja kurwa, tak niewiele chciałem, wiesz…? Tylko, żeby mnie… – zawahał się i ponownie opadł bokiem na siedzenie ławki.
– Wiem… wiem, Marcin, że niewiele – mówił Bruno tym spokojnym niemal hipnotyzującym tonem. – Ale ja ciebie chcę. Wiesz o tym, prawda? Że jestem twój – dodał, a chłopak wzruszył ramionami i oblizał usta.
– Pewnie… pewnie, że tak… musisz chcieć, jakbyś przestał…
– Nie przestanę. Przecież wiesz, mmm? – szepnął mężczyzna, a Marcin przymknął powieki na chwilę, wsłuchując się w ciche słowa mężczyzny.
Nagle poczuł szturchnięcie i uchylił ciężkie powieki. Uśmiech od razu wpłynął mu na twarz i niemal pisnął ucieszony.
– Oooo… mój facet – zachichotał i pozwolił Brunonowi unieść się do siadu.
Mężczyzna przyjrzał mu się uważnie i przetarł kciukami jego policzki.
– Och, Marcin… coś ty zrobił, mm? – zapytał utrzymując go w pionie mocnym chwytem. Naprawdę chłopak go wystraszył tym telefonem, a teraz gdy widział go w takim stanie w dodatku z tą dużą śliwką pod okiem aż się skrzywił.
– Kto cię pobił? – zapytał przejęty i pogłaskał go po policzku czule.
– Mmm… kto… kto… – burknął i uśmiechnął się krzywo. – Ciebie też pobije, wiesz? On wszystkich bije. Najpierw bzyka, później leje – sapnął, a Brunon zesztywniał i wbił nastolatka nieco wystraszone spojrzenie.
– Co? Marcin… byłeś z kimś? – zapytał czując gorycz w gardle. Kiedy chłopak się roześmiał w głos, poczuł zimny dreszcz spływający mu po plecach. – Marcin!? Odpowiedz mi! – dodał ostrzej i wstrząsnął nim łapiąc go za ramiona.
Chłopak przez kilka chwil mierzył go mętnym spojrzeniem, aż w końcu pokręcił głową.
– Kiedyś. Spałem – szepnął i pociągnął nosem, a zaraz ponownie zachichotał gorzko. Zachowując resztki świadomości sięgnął do jego twarzy i poklepał go po policzku. – Słodki z ciebie zazdrośnik – westchnął, a widząc ulgę na jego twarzy pochylił się do jego warg. Ucałował je lekko i zaraz odsunął się i opadł na oparcie ławki. – Kiedyś spałem z nim… wiesz? Co noc. Pieprzyliśmy się jak zwierzęta… kiedyś – szepnął i zaraz przeniósł na niego wilgotne spojrzenie. – Ale twój kutas lepiej do mnie pasuje. Wiesz?
Bruno odetchnął tylko ciężko i zaraz usiadł obok niego, zagubiony w jego słowach. Marcin oparł się na jego ramieniu i przymknął oczy.
– Naprawdę, Bruno… – szepnął i wtulił się w jego płaszcz. – Naprawdę cię lubię – zapewnił i przymknął powieki. – Będzie mi przykro, jak odejdziesz i ty – dodał jeszcze i uśmiechnął się smutno.
Bruno objął go powoli ramieniem i pogłaskał po głowie.
– Nie odejdę. Marcin, przecież wiesz – szepnął i pocałował go dyskretnie w czubek głowy.
– Odejdziesz… – szepnął nastolatek zdławionym głosem. – Odejdziesz, jak każdy – dodał pewnym tonem.
Bruno poczuł mocne łomotanie serca. Naprawdę nie podobało mu się, jak pewnie brzmiały te słowa. A przecież kochali się, przecież chcieli być razem. I on, i Marcin byli dla siebie stworzeni o czym upewniała go każda chwila spędzona razem.
Po kilku minutach takich burzliwych myśli w końcu uśmiechnął się uspokojony i pogłaskał kochanka po włosach.
– Jesteś pijany – westchnął i pokręcił głową. – Ech, głuptasie… – zaśmiał się nisko, mimo wszystko czując to przyjemne gorąco gdy Marcin tak mocno ściskał jego ramię.

Reklamy

7 thoughts on “Synowie Rosemary 21 – Ziarno od plew

  1. Jakoś w tym rozdziale było mi wyjątkowo żal Marcina i miałam wrażenie, że jest wyjątkowo szczery sam ze sobą. Może jest jeszcze dla niego nadzieja?
    Kamil i Adam jak zawsze cudni. Uwielbiam ich i mam nadzieję, że im się ułoży. Adam powiedział Kamilowi o swoich rodzicach, to już postęp. Pytanie tylko, czy będzie w stanie przyznać się do tego, że sypiał z własnym bratem i na dodatek go z nim zdradził. To już inny level zwierzeń, bo łatwiej się przyznać, że ma się ojca alkoholika niż że się dupczyło własnego brata.

  2. Krytyka Marcina jest uzasadniona, ale jednak czuję potrzebę, by wziąć go w obronę. Łatwo go oceniać z naszego punktu widzenia, kiedy poznaliśmy go jako zepsutego chłopaczka, który wszystkim naokoło zatruwa życie swoimi manipulacjami. Tak łatwo zapomnieć, że dorastał w patologicznej rodzinie, która z miejsca spaczyła psychikę jego i Adama, który, odkrywając w sobie kilka lat wcześniej pociąg do tej samej płci, zabrał się za własnego młodszego braciszka. On sam przyczynił się do tego, że Marcin jest taki okropny, taka prawda.

    Choć to nadal nie usprawiedliwia chłopaka. Podejrzewam, że Marcin tłumi w sobie cierpienie i uczucie samotności takim zachowaniem, pragnie sprawować nad wszystkim kontrolę. Chciałby, żeby ktoś go kochał, jakim jest, jest jednak zbyt cyniczny, by się do tego przyznać przed sobą samym i zmienić się choć odrobinę. Nie wiem, takie moje przeczucie a zarazem nadzieja, że tak właśnie jest, a postać Marcina nie jest „potworem”.

    Autorce mogę jedynie pogratulować tak rozbudowanych osobowości, to jest sztuka sama w sobie. Jedyne, do czego mogę się przyczepić poza kilkoma literówkami i przecinkami, to te nieustające „mmm”, na które, jak już kiedyś wspomniałam, jestem wyczulona i które pojawia się u Ciebie niezmiernie często, ale – tu Cię pocieszę – już prawie przywykłam.

    Tak poza tym liczę, że mimo wszelkich następujących komplikacji, uda się zarówno Kamilowi i Adamowi, jak i Marcinowi i Bruno stworzyć udany, trwały związek. Taka mała słabość do happy endów :)

    1. Ja tez dorastam w patologicznej rodzinie, ale nie mam zapedow do niszczenia innym zycia. Czasami trzeba sie wczuc w czyjas sytuacje, ale mysle, ze osoba, ktora nie doswiadczyla danej rzeczy nigdy nie bedzie w stanie zrozumiec pewnych zachowan. Nie mam ojca pijaka, ale liczne problemy z siostra doprowadzily mnie i rodzicow do stanu krytycznego. W przeciwienstwie do Marcina mam pieniadze, ktore zaslepily mojego ojca. Prawie to samo, ale znam paru innych osob z patologicznych rodzin i takie osoby nie niaszcza innym zycia.. No kazdy ma swoje zdanie na ten temat. Autorce sie udalo – postac Marcina wywoluje sensacje :D
      Co do tego ,,mmm” to tez sie zgadzam. Przeraza mnie czasami jego ilosc w rozdziale.
      A ja kocham wlasnie nie happy endy xD

      1. Znalam kilka osob z rodzin patologiczych, moze nie jakos dobrze, ale zadna z nich absolutnie nie byla pokroju Marcina. Moim zdaniem jednak nie nalezy tak porownywac do siebie ludzi, poniewaz kazdy czlowiek reaguje na te sama sytuacje inaczej. Chociazby jedynka w szkole dla jednej osoby nie bedzie niczym, czym nalezy sie przejmowac, ale dla kogos innego moze to byc powod do rozpaczania. Ot, taki maly klarowny przykladzik.
        Piszesz, ze lubisz niekoniecznie szczesliwe zakończenia – i musze przyznac, ze sie nie dziwie. O ile, jak wspomnialam, mam slabosc do happy endow, poniewaz w spokoju pozwalaja dokonczyc czytana historie, to jednak nic tak nie porusza, jak nieszczesliwe badz niejasne (otwarte) zakończenie. Nie moge powiedziec (napisac) ze „uwielbiam”, jak cos sie konczy zle, ale jednak… Jest w tym cos urzekajacego, co sprawia, ze ksiazke zapamietuje sie na dlugo.
        W takim razie musimy czekac cierpliwie na zakonczenie, tak czy inaczej ja bede usatysfakcjonowana :D

  3. „Widzą takiego Kamila niemal od razu poczuł jak ciśnienie mu się podnosi.” ~ ,,widząc”
    Bruno i Marcin… Juz chyba wiadomo, co o nich napisze, wiec… Marcin to chuj niewazne jak bardzo zostal skrzywdzony. W sumie nie zostal skrzywdzony. Sam sie prosil o ruchanie z bratem, wiec nie widze dla niego tlumaczenia. Bruno to skonczony dupek niewazne jak zle mu bylo z zona, mogl najpierw sie rozstac potem sie ruchac z tym frajerem.
    A Adam i Kamil sa slodcy. Mam nadzieje, ze im sie uda, bo z duetu Marcin & Adam to ten drugi zostal bardziej pokrzywdzony…

  4. Ah! Nie wiem od czego zacząć ~!
    Plus dla Adama, że przyznał się o rodzicach.. Choć wciąż mialam wrażenie, że zaraz powie o Marcinie.. Ale pewnie na to przyjdzie czas. Ale nie wiemy w jakim momencie. Taka bomba tykająca… xD już myślałam, że jednak emocje wezma górę i dojdzie do pełnego stosunku, ale nie ma rozczarowania. Samo to jaj Adam traktuje Małego podczas stosunku pokazuje, że jest to zupełnie inny poziom i płaszczyzna niż relacja z Marcinem. Myślałam, że będzie jakaś drama, gdy Kamil mówił „Adaś” ale dobrze, że starszy nie przypisuje tego Marcinowi.
    Teraz tylko poczekać trzeba na rekacje rodzinki xdddddd
    Marcin to smutny człowiek.. Zawsze myślałam, że jak dostrzeżemy to co wokół nas się dzieje, nazwiemy to, to mamy pierwszy krok do rozpoczęcia zmian. Działania jakiegoś.. Ale Marcin chyba nie chce tego robić.. Lub boi się… Dobrze myśli by reszcie pokazać.. Ale mógłby pokazać że jest ponad to, że może się zmienić, że zasługuje na to. Zaskoczyć bo przecież każdy spodziewa się po nim najgorszego. Ciekawa też jestem czy Bruno nie spyta się trzeźwego Marcina z kim się widział a ten nie pamiętając swojego bełkotu mógłby powiedzieć, że z Adamem.
    Troskliwy Bruno jest kochany ;) Skoro Adam znalazł światełko to może i Marcin..

  5. Ee, jednak Marcin i Bruno są razem fajni. ^^ Jak skończą razem, to nie będę płakać, ale ciągle mam nadzieję, że Adam się ogarnie. Albo właśnie przestanie próbować się ogarniać. Bo Kamil jest słodki, ale Adam i Maarciin…
    I w ogóle już się przestraszyłam, że wstawiony Marcin wygada że się z braciszkiem pieprzył. Ale Bruno chyba i tak nie zwróciłby na to uwagi. Oby, bo pewnie w końcu się wyda.
    I no jeszcze… Sorry Marcin, ale nie bez powodu wszyscy cię zostawili, po prostu jesteś chujem. :)
    Pragnę już ciągu dalszego z Brunonem. ich seksy są bardzo gorące ^^

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s