Synowie Rosemary 22 – Utracone nadzieje

– No i jak tam głowa? – zapytał Bruno łagodnym tonem i zerknął na siedzącego obok chłopaka.
Widząc ta kwaśną minę roześmiał się nisko, po czym przeniósł dłoń z jego uda na dźwignię do zmiany biegów.
– Och… jestem idiotą – sapnął nastolatek i opuścił się niżej na siedzeniu. – Nie mam pojęcia co mi do głowy strzeliło, ale rety… nigdy więcej – dodał, mając wrażenie, że zaraz zwymiotuje.
– Może odwiozę cię jednak do domu, co ty na to? – zapytał ponownie Bruno, a Marcin zmarszczył mocniej brwi.
– Nie… teraz taki jesteś dobry i pozwalasz mi wagarować? – zauważył i szybko sięgnął do jego uda, z racji tego, że dyrektor zdjął rękę z jego nogi. Pomasował je lekko i uśmiechnął się do siebie. – Wiesz… dzisiaj czeka mnie dużo atrakcji w szkole – powiedział, a Bruno oblizał wargi i zerknął na niego pytająco.
– Ach tak? To co takiego będzie się działo?
Chłopak wzruszył ramionami i wyszczerzył się mocno, co wywołało uśmiech i na jego twarzy. Tylko Marcin umiał tak zarażać uśmiechem – tym pięknym, młodzieńczym uśmiechem, który Bruno tak uwielbiał.
– Nic… dowiesz się później – powiedział siedemnastolatek tajemniczym tonem, a on tylko skinął głową. – Powiedz mi tylko… kochasz mnie?
Bruno zerknął na niego unosząc wyżej brew.
– Wiesz, że tak – zapewnił i sięgnął do jego dłoni by spleść z nim palce. Kiedy Marcin pokiwał do siebie głową, spojrzał na niego uważnie i zamruczał w zastanowieniu.
– Ale nie masz zamiaru podpalić szkoły? Albo nie wiem… nie wpadłeś na jakiś inny, tragiczny w skutkach pomysł, prawda? – dopytał widząc jego pociemniałe, podekscytowane spojrzenie.
– Dowiesz się wszystkiego później – powtórzył uparcie Marcin, a on w końcu skinął głową, skupiając się na drodze. – Szkoda tylko, że w nocy byłem zbyt pijany, żebyśmy mogli się kochać – powiedział po dłuższej chwili i przygryzł wargę. – Ale to już trudno.
Bruno, widząc jego smutną minkę, skinął głową i wjechał w bramę jednej z obdartych kamienic.
– Możemy to nadrobić tej nocy – powiedział, a nastolatek roześmiał się głośno.
– Chyba nie… – zamruczał i szybko wychylił się do jego ust.
Pocałował go mocno i stanowczo, a Bruno aż jęknął cicho zaskoczony intensywnością tej pieszczoty, która miała być przecież tylko lekkim buziaczkiem na pożegnanie. Z drugiej jednak strony w tej ciemnej bramie nikłe były szanse, by ktoś ich zauważył. Wsunął więc dłoń na kark kochanka i pogłębił pocałunek, nie mogąc się nim nasycić.
Dopiero, gdy Marcin się cofnął i spojrzał na niego intensywnie, skinął głową i pogłaskał go po uchu.
– No dobrze… to widzimy się na lekcji? – zapytał niższym tonem, a chłopak pokiwał głową.
– Może – zaśmiał się prowokująco, a dyrektor ugryzł go lekko w wargę.
– Masz być, inaczej będę zły – szepnął w jego wargi.
– Zły? Jak bardzo? – dopytał Marcin, a w jego oczach Bruno dostrzegł wahanie.
– Strasznie, przeokrutnie – zapewnił mężczyzna i pocałował go czule. – Będę musiał cię ukarać w nocy –  zaśmiał się wibrująco.
Chłopak westchnął i zastanowił się dłużej.  W końcu skinął głową i sięgnął ręką do klamki.
– Pewnie. Wiesz, że uwielbiam seks – dodał lecz zupełnie nie musiał tego Brunonowi przypominać. – To do zobaczenia – westchnął jeszcze i spojrzał mu przeciągle w oczy. W końcu wyszedł z auta i w ostatniej chwili pochylił się do mężczyzny. – Wiesz, naprawdę cię lubię. Szkoda, że… – zaczął, a Bruno zmarszczył brwi i wbił w niego spojrzenie.
– Że…? – dopytał po chwili, lecz Marcin tylko się roześmiał.
– Że nie mamy dla siebie więcej czasu.
– Będziemy mieć. Już niedługo – obiecał dyrektor i uśmiechnął się zupełnie rozczulony słowami swojego młodego kochanka. – Zabierzemy się w jakieś fajne miejsce i będziemy mieć dużo czasu dla siebie – dodał, a Marcin uśmiechnął się szeroko.
– A, jedziesz dzisiaj do domu po resztę rzeczy? – zapytał jeszcze chłopak, a on skinął głową. – To powodzenia. Myśl o mnie – puścił do niego oczko i uśmiechnął się rozbrajająco. – Nie daj się przekabacić Agnieszce.
– Nie dam – zapewnił mężczyzna, choć nawet nie sądził, by ta tego próbowała.
– To pa, do później – rzucił ostatecznie Marcin i zatrzasnął za sobą drzwi.
Bruno przez chwilę wpatrywał się jak idzie przez zaśnieżone, opuszczone podwórko w kierunku przeciwległej bramy lecz już po chwili wrzucił wsteczny i powoli wycofał się z powrotem na ulicę.
Nie mógł się już doczekać, chociażby wakacji, kiedy będą mogli faktycznie wyjechać na dłużej zostawiając wszystko stąd za sobą.
Był już naprawdę zmęczony tym miastem i tą rzeczywistością, a po ostatnich przejściach z Agnieszką i awanturą jaką mu zrobiła przed domem też nie czuł się dobrze. Miał tylko nadzieję, że dzisiejsza wizyta w domu przebiegnie spokojniej niż  chwile, gdy widzieli się ostatnio. Liczył na to, że kobieta ochłonęła, że w jakiś sposób sobie poradziła, przeszła do porządku dziennego nad jego nieobecnością.
Drugi tydzień mieszkania w hotelu też nie należał do najprzyjemniejszych, ale przyzwyczajał się powoli, rozglądał się za jakimś mieszkankiem, a Marcin był do tego doskonałą motywacją. Przecież nie mogli spotykać się w hotelu i nawet wczorajsza wizyta chłopaka była bardzo ryzykowna.
Ale chyba każdy, nawet ochroniarz, który pomagał mu zaprowadzić nastolatka do swojego pokoju, musiał przyznać, że to było jedyne słuszne wyjście.
Bruno trochę nakłamał mu, że nie zna adresu Marcina, i że nie może go tak zostawić w parku, więc ten tym bardziej mu przytakiwał, podobnie jak dziewczyna z recepcji, która musiała być tą ‘szmatą’, o której opowiadał mu rano kochanek. Całe szczęście, że gdy wracali, Marcin stał się mniej rozmowny i nieco odlatywał, bo przynajmniej nie kleił się do niego i nie mówił jak bardzo lubi czuć w sobie jego kutasa. To było miłe, ale Bruno nie sądził, by pracownicy hotelu uznali to za dobry żart.
Ale nawet taka noc, spędzona właściwie na głaskaniu i muskaniu ustami warg chłopaka, była dobrą nocą. Taką, jaką chciałby przeżywać po każdym zachodzie słońca.
Bruno nigdy by nie uwierzył, gdyby ktoś powiedział mu, że może go jeszcze spotkać takie szczęście, że uda mu się zakochać tak mocno i prawdziwie.
Rzadko zdarzało mu się myśleć o żonie, ale wiedział, że musi się w końcu zebrać i skontaktować z prawnikiem, by napisać jakiś pozew. Nie mógł już się trochę doczekać, aż naprawdę się od niej uwolni, aż nic nie będzie już blokowało jego nowego, wspaniałego życia.
Kiedy zajechał na parking pod szkołą, uśmiechnął się szeroko widząc jak Marcin właśnie wchodzi przez bramę i wita się z Klaudią.
Czasami nawet myślał, że to przez nią chłopak bywa taki arogancki i wpada na te dziwne pomysły, bo przecież, gdy był przy nim był tak uroczy i rozkoszny. Zupełnie kochany. Taki idealny.
Zdając sobie sprawę z tych infantylnych myśli, Bruno pokręcił głową i w końcu zmusił się do zdjęcia z ust tego szerokiego, głupawego uśmiechu, jaki towarzyszył mu od rana, gdy tylko obudził się z Marcinem w łóżku.
Ale, na wszystko co było mu drogie, mógłby dać sobie rękę uciąć, że nie ma na świecie lepszego widoku niż właśnie zaspany Marcin, nagi Marcin, przewalający się w jasnej pościeli i kuszący go spojrzeniem. No, może ta śliwka pod okiem nieco psuła ten sielski obrazek, ale i tak, było cudownie.
Kiedy zerknął na zegarek przeklął cicho widząc, że wybija już ósma. Szybko wyskoczył z auta i przeszedł do tylnych drzwi, by wyjąć leżącą na tylnej kanapie aktówkę.
– No proszę! – usłyszał za sobą kpiący ton i szybko złapał za teczkę. Kiedy odwrócił się i jego wzrok padł na niewysoką kobietę, tylko się skrzywił i zamknął drzwi. – Coś nie cieszysz się na mój widok, szwagrze! – dodała jadowitym tonem przegarniając ręką krótkie włosy.
– Nie mam na to czasu. Naprawdę – rzucił chłodno i zamknął pilotem drzwi.
Dorota pokręciła głową i podeszła do niego bliżej.
– Nigdy nie sądziłam, że taki z ciebie chuj – syknęła rudowłosa kobieta i pogroziła mu palcem.
Bruno tylko prychnął i opuścił ręce po sobie.
– Cóż, nigdy mnie nie lubiłaś, więc co za różnica? – dodał mimochodem i zaraz obejrzał się na budynek szkoły. – Ja wiem, że masz mi wiele do powiedzenia, ale nie sądzę by była to odpowiednia pora i miejsce na wylewanie swoich żalów – dodał oschle, a Dorota tylko się skrzywiła i spojrzała na niego z widoczną pretensją.
– A pewnie, że nie. Pewnie, Bruno – sapnęła. Z jej brązowych oczu posypały się aż iskry. – Nie wiem co ci odjebało, ale pamiętaj, że nie masz już powrotu do Agnieszki – dodała ostro, a on wzruszył ramionami.
– Całe szczęście nie mam takiego zamiaru – odparł pewnym głosem.
Dorota roześmiała się kpiąco i skinęła głową.
– Nawet nie wiesz, jak ją tym zraniłeś. I wiesz co? Ja dowiem się, co to za lafirynda i przysięgam, że pożałujecie oboje tego, co zrobiliście mojej siostrze – dodała groźnym tonem.
Bruno spojrzał na nią z dystansem i uśmiechnął się krzywo.
– No pewnie. Pewnie, Dorota. Trzymam za ciebie kciuki – westchnął nieco złośliwie.
Nigdy za sobą nie przepadali, lub raczej to Dorocie wiecznie przeszkadzało to, że nie jest takim ‘normalnym’ facetem, jak choćby jej mąż. Zawsze w jej mniemaniu był za spokojny, za wrażliwy, za poważny dla Agnieszki. Nie pił dużo na ich rodzinnych grillach czy ogniskach, nie śmiał się z ich niewybrednych żartów, a prezent, jaki od nich dostał na czterdzieste urodziny też nie wzbudził w nim wesołości, czego nie ukrywał. Ale cholera, czy jemu naprawdę miała imponować koszulka z napisem „Branie zaczyna się po czterdziestce”? Serio? W tamtym momencie Bruno już nie wiedział czy ma się śmiać czy płakać, a cała impreza jak zwykle zresztą była farsą nieniosącą jemu żadnych przyjemności.
Zresztą sama Dorota była tak wulgarna, że naprawdę ciężko było mu się z nią porozumieć, tym bardziej, że w jej oczach był raczej jednym z tych „miękkich facetów”, a nie tym twardzielem z tatuażem na ręku z wdzięcznym napisem „Never give up”, jak jej Marek.
Przewracając oczyma westchnął tylko i wzruszył ramionami.
– Powinnaś się cieszyć, w końcu Agnieszka znajdzie sobie prawdziwego faceta, nie? – dodał. – Może takiego jak twój Marek, co? Może masz już dla niej jakiegoś kandydata? Zresztą to nie jest już mój problem, a teraz wybacz, muszę iść do pracy – dodał, a Dorota posłała mu pełne pogardy spojrzenie.
– Każdy byłby lepszy od ciebie. Nie umiałeś docenić tego, jaka ona była dla ciebie dobra! Ile dla ciebie zrobiła! – powiedziała takim tonem jakby Agnieszka faktycznie poświęciła dla niego co najmniej życie. A przecież to było jakimś chorym kłamstwem! Przecież ona tak naprawdę na nim swoje życie zbudowała, spełniając swoje marzenia. Nie jego. Swoje.
Kiedy spojrzał na Dorotę, w jednej chwili zaniechał dalszych dyskusji. Było pewne, że szwagierka nie zrozumie ani jednego z jego uczuć. To jasne, że w jej oczach będzie tym najgorszym. Może i był, ale na pewno nie tylko on ponosił winę za to rozstanie. Nie tylko on zawiódł.
– Faktycznie. Nie umiałem – przyznał już dla świętego spokoju i skinął jej głową. – Do widzenia, Doroto – dodał jeszcze i ruszył wolnym krokiem w kierunku bramy szkoły.
– Pożałujesz tego Bruno – rzuciła za nim. – Zobaczysz jeszcze! – Pogroziła, ale on nawet się nie obejrzał. I tak był już spóźniony. Liczył na to, że przynajmniej nie będzie jej u Agi, gdy na okienku wpadnie po resztę swoich rzeczy.

Trzy godziny w pracy minęły mu niczym mrugnięcie okiem i pewnie dużą zasługę w tym miało nadchodzące spotkanie z żoną. Naprawdę miał nadzieję, że obejdzie się bez awantury, że może pomówią nieco o rozwodzie, że przebiegnie to jakoś tak… na poziomie. Bez zbędnych krzyków i wywlekania na wierzch brudów. Sam nie zamierzał tego robić.
Nie ukrywał jednak przed sobą jak bardzo się denerwuje. I kiedy zatrzymywał auto przed budynkiem, który swego czasu zwał domem, czuł jak robi się mu naprawdę mdło. Może nie ze względu na Agę, na to, że istnieje możliwość kolejnych kłótni, ale najbardziej i najmocniej było mu żal Cypriana.
W pewien sposób tęsknił trochę za nim, tak jakby brakowało mu jego małej, pucatej buzi, albo tego niemowlęcego gaworzenia czy pisku. Chwile, w których za tym tęsknił były bardzo krótkie i ulotne, ale nie miał też śmiałości myśleć nad tym dłużej. Może lepiej byłoby, gdyby Agnieszka nic mu o nim nie mówiła? Było pewne, że gdy Marcin skończy szkołę to wyjadą z miasta, a przynajmniej taki plan miał Bruno. Że z dala od tej małomiasteczkowej mentalności będą mogli żyć otwarcie i swobodnie. Chciał tego, a nie sądził by Cyprian i Agnieszka pasowali do tego obrazka. Podobnie jak on nie pasował do ich życia. Bo czy Cyprian kiedykolwiek miałby lekko, gdyby ktoś się dowiedział, że jego ojciec był gejem? Że zdradził jego matkę z własnym uczniem, że zostawił ich właśnie dla niego?
Bruno miał świadomość, że oboje – i Cyprian i Aga – nie mieliby lekko, gdyby to wyszło na jaw. Nawet, gdyby byli już po rozwodzie, gdyby się nie widywali. Dlatego tak zależało mu, by ten romans pozostał tajemnicą. Ale to był jeszcze ponad rok, musieliby mieć ogromne szczęście by przez tak długi czas to ukrywać, a ostatni poranek i ubiegła noc były balansowaniem na krawędzi. Zresztą każde ich spotkanie było ryzykiem, któremu on nie mógł się oprzeć. Za bardzo był już zaczarowany przez Marcina i jego ciało, by teraz się hamować, by odmawiać sobie tych rozkoszy.
Po kilku minutach walki ze sobą w końcu wyszedł z auta i podszedł do bramki. Szybko wstukał zapamiętany kod i przeszedł przez furtkę.
Dziwnie się czuł idąc tak w kierunku drzwi, które tyle razy przekraczał. Nie wiedział czy ma w nie pukać, czy może użyć swoich kluczy.
Kiedy zatrzymał się przed nimi, odetchnął głęboko widząc swoje odbicie w wąskim pasku szkła i zmarszczył się mocno.
Nie żałował decyzji o rozstaniu, ale to było trudne. Nie miał pojęcia co czeka go za tymi drzwiami. Co zobaczy? Jak Agnieszka sobie radzi, przecież zawsze go… kochała, prawda? A on nie był aż takim chujem, by nie mieć wyrzutów sumienia. Co zobaczy w jej oczach? Chyba życzył sobie by była to złość i nienawiść. Nie zniósłby chyba smutku.
W końcu wyciągnął dłoń i nacisnął na dzwonek, czekał chwilę nim usłyszał za drzwiami kroki i nim te się uchyliły.
– Cześć… – rzucił nieco chrapliwie kiedy stanął twarzą w twarz z kobietą, z którą spędził tyle lat swojego życia.
Jej wielkie, nieco przekrwione oczy mówiły same za siebie, ale minę miała zawziętą. Pomyślał, że to całkiem dobrze.
Agnieszka nie odpowiedziała mu na przywitanie, być może uznając to za zbędne, a może po prostu nie mogąc nic wydusić przez gardło.
– Przyjechałem po resztę rzeczy – powiedział w końcu, odwracając wzrok od jej przepełnionego emocjami spojrzenia. – Mogę wejść?
Agnieszka wahała się chwilę, ale w końcu usunęła się z przejścia i spuściła tylko głowę. Kiedy zamknęła za nim drzwi, Bruno od razu przeszedł głębiej i zatrzymał się w przedpokoju, gdzie przy schodach stały dwie walizki.
– Chcesz zabrać jeszcze książki? Płyty? – odezwała się kobieta nieco sztywnym tonem i zaraz usta jej zadrżały niebezpiecznie, a oczy zaszkliły. – Co jeszcze? Może serwis, który razem kupiliśmy? Mam go podzielić na pół? Obrazy, które kupiłeś do salonu…? – dodała i zacisnęła w końcu wargi.
Bruno spojrzał na nią dłużej i zmarszczył mocno brwi.
– Nie… wezmę tylko ubrania i kilka książek – wydusił nieswoim głosem, widząc jak Agnieszka walczy ze łzami. – Cholera…
– Są tu! W walizkach – dodała szybko i zaczerpnęła głęboko powietrza. Bruno skrzywił się lekko. Nie uprzedzał jej, że przyjedzie. – A książki sobie bierz! Wszystkie! Możesz też zabrać garnki i zasłonki, do swojego nowego, lepszego domu – dodała z żalem i zaraz przeszła w stronę kanapy, ocierając dłońmi twarz.
Mężczyzna odetchnął i po chwili podszedł do niej pełen sprzecznych emocji. Mimo wszystko tak ciężko było mu na nią patrzeć, gdy była w takim stanie.
Może gdyby wiedziała…? O Jakubie, o tamtym, o tej jego naturze, może to wszystko wyglądałoby inaczej? Może zrozumiałaby go? Może pozwoliłby mu tak po prostu odejść, wiedząc, że życie u jej boku zawsze będzie dla niego udręką. I dla nich również.
Cholera, teraz tak bardzo tego żałował. Przecież nigdy nie chciał jej zranić, zawsze tak bardzo ją kochał. Naprawdę kochał, dopóki nie wróciło do niego jego dawne „ja”. Teraz zresztą też nie mógł powiedzieć, że jej nienawidzi. Było mu po prostu cholernie przykro, cholernie żal tych wszystkich lat, które teraz wydawały się być tylko kpiną, próbą zbudowania czegoś, co nie mogło się udać.
Znał ją. I widząc ją tak usilnie walczącą ze łzami, jedyne co chciał zrobić, to mocno ją przytulić. Kiedyś zawsze to właśnie przynosiło jej ulgę, ale teraz raczej byłby to nienajlepszy ruch. Wiedział, że nie chciałaby jego litości, że jest uparta i dumna, ale nie chciał źle. Przecież to wszystko nie tak miało wyglądać. Cała złość jaką czuł nie dalej jak dwa tygodnie temu, gdy ją widział, zamieniła się w zwykłą bezradność i naprawdę, gdyby tylko mógł być inny, gdyby mógł być z nią tak szczęśliwy, jak z Marcinem, to nigdy w życiu by jej nie zostawił.
Czy mógł ją nadal kochać? Nie w sensie romantycznym, nawet nie jak matkę swojego dziecka, ale ot tak, jak kobietę z która łączyło go kilka wspólnie przeżytych lat.
– Aga… – szepnął po chwili zduszonym głosem i powoli podszedł bliżej. – Wiesz… ja… – zawahał się i przygryzł mocno wargę. – Nie chciałem… Przepraszam. To tak po prostu się stało… – dodał i zacisnął usta, czując, że zapewnianie jej o swojej przyjaźni będzie dla niej jeszcze bardziej bolesne.
– Daruj sobie, Bruno – szepnęła i spojrzała na niego zrezygnowana. – Ja to wiem. Wiem, że nie tak. Nie wiem tylko czemu – dodała, a on wpatrując się w jej oczy tylko czekał aż łzy przełamią tamę i spłyną po jej gładkich policzkach.
Mężczyzna zastanowił się chwilę i spuścił w końcu wzrok na jej drżące, zaciskane mocno wargi.
– Co mam ci powiedzieć? – szepnął i powoli wyciągnął rękę by pogładzić ją po ramieniu. – Nie chcesz znać prawdy. Nie potrzeba ci takiej prawdy, wiesz? – dodał z ulgą dostrzegając, że kobieta nie odsuwa się od niego z niechęcią.
– Może właśnie chcę! – warknęła ostro, ale on wiedział, że jej ton nie wynika ze złości, ale właśnie z tego, że tak uparcie próbuje się nie rozpłakać. – Nie wydaje ci się, że to takie naturalne? Że chcę wiedzieć, czemu te wszystkie nasze chwile… to wszystko co… nas łączyło… nic już dla ciebie nie znaczy…? Ale ty nie powiesz mi nic, prawda?! Nie powiesz! A później będziesz mi wyrzucał, że cię nie znam! – dodała mocniejszym tonem, a on przełknął gulę stojącą w gardle. – Nie dajesz się poznać! Cholera! Tyle lat razem przeżyliśmy, a ty…? Ty i tak… i tak byłam obca – dodała i skryła twarz w dłoniach. Kiedy jej ramiona się zatrzęsły, Bruno w końcu podszedł do niej i przygarnął ją do swojej piersi.
– Wiem… tak mi przykro… Tak bardzo żałuję… – powiedział nieco zduszonym tonem, a Agnieszka wczepiła się w poły jego płaszcza.
– I to jest najgorsze, wiesz? – wydusiła po kilku głębszych oddechach. – To, że żałujesz. Tego naszego ślubu, naszego życia, naszego domu, dziecka – dodała i otarła się czołem o jego tors. – Zawsze tak bardzo chciałam być dla ciebie tym, czego potrzebowałeś. Przyjacielem… ale ty… i tak…
– Aga…
Kobieta w końcu odsunęła się od niego i pochyliła niżej głowę, widocznie chcąc ukryć swój stan.
– To i tak już nieważne – powiedziała w końcu. – Może na to nie wygląda, ale już przywykłam, że ciebie nie ma – dodała spokojniejszym nieco tonem i odeszła od niego na kilka kroków. – Chcesz rozwodu? – dopytała, a on tylko się skrzywił. Pokiwał jednak głową i odetchnął ciężej.
– Tak będzie najlepiej – przyznał.
– Dla ciebie?
– Dla nas – sprostował i rozejrzał się po salonie. Ten wyglądaj jak zawsze, czysto i schludnie, jakby zupełnie nic się nie zmieniło. Zaraz też odłożył na stolik klucze do domu i strapił się mocniej.
Kolejne chwile ciszy, które upływały nie były już nawet niezręczne. Miał wrażenie, że i Agnieszka już w jakiś sposób sobie z tym poradziła. Przecież była tak silną kobietą. Na pewno każdy mężczyzna chciałby taką zdobyć. Każdy, który nie czułby się szczęśliwszy przy innym mężczyźnie.
– A może mógłbym… go zobaczyć? – zapytał i spiął się lekko, kiedy Agnieszka spojrzała na niego wystraszona.
– Nie teraz – wydusiła i pociągnęła nosem.
Bruno pokiwał głową. Zaraz przeszedł do schodów i zerknął w ich górę, jakby oczekiwał zastać tam Cypriana. Kiedy ujął za rączki walizki obejrzał się jeszcze na Agnieszkę i odetchnął ciężko.
– To wszystko nie jest tak, jak myślisz – powiedział, choć miał wrażenie, że brzmi naprawdę żałośnie. – Bo gdybym tylko mógł, to naprawdę… – powtórzył będąc przekonanym, że tak właśnie jest.
– Przestań już… chyba powinieneś pójść – usłyszał w zamian i skinął głową.
– Pewnie… Pewnie, Agnieszko… do widzenia – ruszył ku drzwiom i kiedy wyszedł z domu, odetchnął zimnym powietrzem.
W dziwny sposób czuł się uspokojony tym spotkaniem. Przecież istniało tyle różnych scenariuszy, ale Agnieszka raczej go nie zawiodła. To była cała ona.

Choć spotkanie przebiegło spokojnie, jeszcze wiele godzin później był mocno rozkojarzony i przejęty.
To nie tak, że nagle zaczął czegokolwiek żałować, albo, że liczył na jej litość.
Czuł, że potrzebuje jej zrozumienia, ale wiedział, że jest to bardzo śmieszne.  Nie mógł jej powiedzieć, a na pewno nie teraz, kiedy to wszystko było tak świeże. Co dziwniejsze po tej rozmowie zaczynał nawet myśleć, że ona by to zrozumiała, że może nawet, w całej tej dobroci, którą w sobie miała, umiałaby go wesprzeć. Tylko to było tak bardzo żałosne. Nie umiałby chyba prosić ją o więcej, skoro dzisiaj pozwoliła mu odejść. Skoro widocznie stara się jakoś unormować ich życie.
Kiedy w gabinecie zaczął zapadać zmierzch, nawet nie pofatygował się by włączyć światło, a jego wzrok tak niebezpiecznie często zatrzymywał się na zdjęciu Agnieszki i Cypriana, które stało na jednej z szafek na dokumenty. Czy powinien je schować? Czy może nadal sprawiać pozory ułożonego męża, pomimo tego, że i tak chyba cale miasto już wiedziało, że wyniósł się z domu.
Nie wiedział już czy naprawdę chce wykreślać ich ze swojego życia, choć wiedział, że tak byłoby łatwiej. Nie tylko dla niego! Wiedział!
Kiedy zdał sobie sprawę z tego, że jego myśli zataczają koło, odetchnął ciężko i uśmiechnął się krzywo.
Tak bardzo chciałby teraz poczuć przy sobie Marcina. Móc mu powiedzieć o swoich troskach, bo wiedział, że on by je zrozumiał. W jakiś dziwny, pokręcony sposób podniósłby go na duchu, powiedział coś takiego, czego on mógłby się trzymać, co ukierunkowałoby jego plany.
Mogliby przytulać się mocno i rozmawiać o ich przyszłości gdzieś indziej, układać ich nowe życie i jakoś pogodzić się ze starym.
Nie miał jednak pojęcia czemu Marcin nie odbierał od niego telefonów, nawet gdy dzwonił na przerwach. Nie chciał być natarczywy, ale tak bardzo go w tej chwili potrzebował. Nawet gdyby przyszedł tu, do jego gabinetu, i usiadł w fotelu naprzeciwko. Nawet gdyby nie mogli się dotykać, a  musieliby sprawiać pozory, że ich związek jest jedynie na poziomie uczeń – nauczyciel. Sama jego obecność umiałaby ukoić te szalejące myśli, które nie pozwalały mu skupić się na niczym. A tak, mógłby skupić się właśnie na Marcinie. Swojej nadziei na lepsze, szczęśliwe życie.
Kiedy usłyszał pukanie uniósł szybko wzrok, a serce zabiło mu mocniej, gdy pomyślał, że już zaraz zobaczy się ze swoim kochankiem. Jednak gdy w drzwiach stanęła wychowawczyni klasy drugiej D, nie pozwolił lekkiemu uśmiechowi zejść z ust, choć oczywiście, poczuł zawód.
– Cześć Helu – rzucił łagodnym tonem, a widząc jej surową jak zawsze minę, posłała jej ciepłe spojrzenie. – Coś się stało? – dopytał i wskazał jej fotel po drugiej stronie biurka.
Kobieta widocznie się zawahała lecz ostatecznie skinęła głową i zamknęła za sobą drzwi. Widząc jej nieco sztywne ruchy, Bruno przyjrzał się jej uważniej. Miał wrażenie, że nigdy nie widział aż tylu emocji na jej pooranej zmarszczkami twarzy, które nieco nieudolnie chciała przykryć makijażem. Nie pamiętał, by kiedykolwiek pani Sobczyńska wyglądał na tak zmartwioną czy przejętą.
– Coś się stało? – zapytał gdy kobieta zajęła w końcu miejsce.
Ta spojrzała na niego niepewnie i poprawiła poły staromodnego żakietu.
– Wiesz… Bruno – zaczęła w końcu i spojrzała na niego poważnie, choć zawsze między nimi było coś takiego, co można było nazwać głęboką sympatią. Choć nie uśmiechała się do niego często, potrafiła patrzeć na niego cieplej niż na innych i stale podkreślała, że tak żywiołowy, młody człowiek jest potrzebny tej szkole.
Na wspomnienie tych słów, Bruno uśmiechnął się do siebie i oparł przedramiona na blacie biurka, pochylając się ku kobiecie.
– Och, przepraszam – rzucił i uniósł się z miejsca. – Trochę tu ciemno się zrobiło – dodał przeszedł do drzwi by włączyć górne światło. Kiedy wrócił do biurka i zajął swoje miejsce, poczuł się nieswojo, kiedy w spojrzeniu Heli dostrzegł nie sympatię, nawet nie powagę, a rozczarowanie i niezrozumienie.
Coś podeszło mu do gardła, a dłonie zadrżały mocniej.
– Wiesz, Bruno – zaczęła zdystansowanym głosem i pokręciła głową. – Bardzo cię szanuję jako dyrektora, naprawdę dużo zrobiłeś dla naszego liceum – mówiła, a on zacisnął drżące pięści, czując że i serce nagle zaczyna drżeć w nim tak mocno, jakby zaraz miało wybuchnąć.
Kobieta zmilkła na dłużą chwilę, ale on nawet nie czuł mijającego czasu.
– Ale ja nie mogę tego zignorować – dodała i westchnęła cicho. – Dzisiaj po lekcji został u mnie Marcin – już niemal szepnęła, a on spojrzał na nią w niemym szoku i uchylił lekko drżące wargi. – Bruno… Bruno, na Boga… coś ty zrobił temu chłopcu…? – zawisło w powietrzu, a on miał wrażenie, że coś, co do tej pory tak szaleńczo w nim biło, teraz zatrzymało się tylko po to, by opaść gdzieś w dół jego ciała, ciągnąc za sobą wszystkie nadzieje i marzenia, które jeszcze przed chwilą w nim płonęły.

Reklamy

15 thoughts on “Synowie Rosemary 22 – Utracone nadzieje

  1. Dlaczego, Marcin, dlaczego? Czemu, kiedy uwierzyłam, że są w tobie jakieś szczątki ludzkich uczuć, ty odwalasz coś takiego? Tak w ogóle to od początku rozdziału czułam, że coś niedobrego się stanie. A po tym, jak się Marcin zachowywał, jakby przytulał go i całował po raz ostatni, tylko czekałam na to wielkie bum. Szkoda mi Bruna, bo facet naprawdę się zakochał i nawet sobie nie wyobrażam, jak musiała go boleć zdrada chłopaka. To było okrutne ze strony Marcina, zwłaszcza że miałam wrażenie, że coś zaczyna do dyrka czuć.

    1. Na Boga jesteś szajbnięty, przecież Bruno i Marcin to najlepsza para we wszechświecie, nie rozumiem tym bardziej że sam jesteś gejem ( z tego co piszesz wnioskuje to) chcesz żeby ich związek się rozpadł i to jeszcze w tak drastyczny sposób. Pomyśl czy ty byś dobrze się czuł dusząc się w fałszywym związku z kobietą, ja rozumiem – mi też jest żal Agnieszki, ale jednocześnie żal mi jest Brunona, przecież to nie tak że on z premedytacją ożenił się z Agą dla przykrywki, owszem miał wcześniej jakiś tam incydent z facetem ale zapomniał o tym i zakochał się w kobiecie, dopiero po latach gdy spotkał Marcina to wszystko do niego wróciło, jego przeszłość i zrozumiał że tylko mężczyzna da mu pełnie szczęścia i ..rozkoszy ;) Mówisz że mógł zerwać z Agą a potem iść pieprzyć się z Marcinem, ale co by to zmieniło, chyba tylko tą konfigurację: bzykanko z Marcinem -> zerwanie z Agą, a mogło być : zerwanie z Agą-> bzykanko z Marcinem :P no nie wiem jak dla mnie to kij z tym , z resztą on to zrobił pod wpływem chwili zapomniał się , każdy jest tylko człowiekiem, jak to mówi ksiądz jest słaby i grzeszny:D
      Tak czy siak Bruno i Marcin to moja ulubiona para, są świetni, i życzę im jak najlepiej, i żeby Marcin w końcu się ogarnął i żył szczęśliwie z Brunonem bo na przekór innym uważał że zasłużył na szczęśliwe życie, z resztą tak jak każdy inny :) no właśnie Marcin, Marcin co on znowu nawyczyniał, no nic nie mogę się doczekać następnej notki.
      A ty Damian puknij się w głowę i nie życz innym co tobie nie miłe, powinieneś mieć więcej empatii w sobie hehe :P Popraw się. Pozdrawiam wszystkich czytelników

      1. To, że jest gejem nie jest równoznaczne z tym, że musi akceptować każdą homoseksualną parę. Tym bardziej, że ‚związek’ Brunona i Marcina zbudowany został na kłamstnawach i manipulacji. To nie jest zdrowa relacja a kibicowanie czemuś takiemu nie jest wyrazem empatii. Marcin rani Brunona, nawet jeśli ten drugi nie jest niczego jeszcze świadomy. To tyle z moich trzech groszy, niech wypowie sie D.

        1. Racja, to tak jakbys powiedziala, ze mam tolerowac zwiazek kazirodczy. Powiedzmy, ze moja siostra zwiaze sie z ojcem – wedlug Ciebie to, ze nie bede tego tolerowal oznacza, ze nie mam za grosz empatii w sobie?
          Albo powiedzmy, ze masz kogos i idziesz i tego kogos zdradzasz – Twoim usprawiedliwieniem bedzie ,,bo ja bylam z Toba na sile, chwila slabosci”? Ale jesli zdrada to dla Ciebie rzecz jak najbardziejok, to ja nie mam juz nic do powiedzenia :)

          1. Och, przedwieczni bogowieeeee…. Czy tylko mi się wydaje, że mówiąc „trochu empatii~!” Elixa raczej miała nadzieję, że będąc gejem zrozumiesz faceta, geja, który męczył się w związku z kobietą? Nie chodzi tu o zdradę, o związek kazirodczy (?), ale o to, że Bruno nie był spełniony z Agnieszką. Oh mai…
            Podobnie jak ta zdrada. Nie wiem, smutne jest takie czarno-białe życie, kiedy każde pojęcia ma tylko jedno twarde znaczenie, tak myślę. Jednakże trzeba się liczyć z tym, że ocena zawsze podlega osobistym doświadczeniom komentującego…

            1. Bo czy zdrada ma inne znaczenie niz jedno?
              Rozumiem nie kochal, meczyl sie, ale jak wczesniej napisalem jak czul pociag do Marcina mogl sie rozstac z Agnieszka. Wiazemy sie z kims nie po to by zdradzac… Dla mnie to cos zlego, nie wiem moze to wynika z mojego wychowania, jakie wartosci mam wpojone do glowy i nie umiem tego chyba zrozumiec. Nie patrze na to, co czuje ta osoba. Dla mnie ktos kto zdradzil jest obrzydliwy i nie toleruje takich ludzi…
              No ale to opowiadanie, wiec az tak sie nie uzalam nad wszystkim :p

  2. A tak liczyłam, że ten romans jeszcze pociągnie dłużej…
    Nie wiem, ale jakoś nie pasuje mi do Marcina, by udawał skrzywdzonego chłopca przed wychowawczynią i do wszystkiego się przyznał… Znaczy tak ogólnie to „cały on”, jednakże takie rozwiązanie jest dosyć ryzykowne także dla niego samego. Jakoś tak żal mi chłopaka, bo na Bruno mógłby polegać… Myślę, że Marcin go polubił i czuł się przy Wilczyńskim dobrze.
    Samego dyrektora zaś mi nie żal. Był naiwny, poza tym nawet jeśli zakochał się w uczniu, to do niczego między nimi nie powinno dojść. Cały czas zdawał sobie z tego sprawę, więc sam sobie winny.
    Tak jak Alive mam wrażenie, że Marcin jeszcze z tą sprawą nie skończył i bardziej namiesza…
    Rozdział pozostawia pewien niedosyt i wprowadza jakiś zamęt, jakby coś przepadło (dla Marcina rzecz jasna).

    1. Niestety, Show must go on. Nic nie trwa wiecznie, a przynajmniej nie u Marcina. Dx
      Marcin już raz zgrywał pokrzywdzoną sierotkę przez Brunonem, chyba całkiem nieźle mu to wychodzi. Ile lat grał przed Adamem niż ten się na nim poznał? Mam wrażenie że chłopak jest tak zaślepiony, że nawet nie dostrzegł tego jak jego życie mogło się zmienić przy Brunonie. Choć tak jak mówisz, przy nim mógłby żyć inaczej, lepiej. Obaj zresztą mogli.
      Bruno też wyszedł na zaślepionego głupca, ale chyba miał nadzieję na coś więcej. Wyszło jak wyszło, już więcej raczej nie popełni tego błędu.
      Cóż, choć mam plan na Synów aż do ostatniego rozdziału od dawna, sama się nieco wahałam przed napisaniem powyższego rozdziału. Bo faktycznie masz rację, wiele rzeczy już przepadło.
      Trzymaj się,
      Inga

  3. Tak się nie robi, nie przerywa się w takim momencie! o.o Chociaż nie trudno chyba się domyślić, co Marcin opowiedział wychowawczyni. Trochę już go znamy przecież… Tylko żal mi Brunona, który tak kurczowo się trzymał tych marzeń o wyjeździe do innego miasta i życiu z Marcinem ._.
    I czy historyjka chłopaka, której treści się już domyślam, zupełnie zakończy to, co było między nim a dyrektorem? Trudno mi sobie wyobrazić inny finał tego wątku, ale czuję, że to by było zbyt banalne jak na poczynania młodego Schmidta. Mam wrażenie, że jest w stanie jeszcze bardziej namieszać i skopać życie Brunona.
    No chyba, że chciał to zakończyć, żeby skupić się na Adamie, nie wiem…
    Trochę mi smutno teraz, muszę przyznać ;-;
    Pozdrawiam <3

    1. Jestem najgorsza, ale już się z tym pogodziłam!
      Tak, Marcin ma talent do ubarwiania rzeczywistości i psucia życia innym ludziom. A Bruno taki naiwniak właśnie się o tym przekonuje. Kto wie. Może to się jeszcze jakoś rozwiąże. O, Bruno może mógłby pójść a układ z Helą? Że wyniesie się i w ogóle… hehe. No zobaczymy. Co z tego wyjdzie. I w ogóle jaki Marcin ma w tym interes skoro miał dobry seks z Brunonem. Ech. :I
      Marcin jest do wszystkiego zdolny i sama już nie wiem co może go powstrzymać i pozwolić odetchnąć wszystkim, którzy są z nim powiązani. Dx
      Wiesz, ja się w ogóle trzęsłam cała przy pisaniu tej końcówki. Hehe…
      Przepraszam, nie smuć się. <3

  4. Merlinie! Tyle mam myśli w swojej głowie, że nie wiem od czego zacząć swój komentarz. Postaram się to jakoś ładnie sklecić. Po pierwsze, już uwielbiam jego szwagierke! Szczerzyłam się jak głupia, kiedy zaczeła mu grozić. Chciałabym widzieć jej minę na widok „lafiryndy Bruna” :D Chyba zacznę go tak nazywać. I po raz kolejny moja fantazja posuwa sie dalej, jestem ciekawa jak przebiegło by ich spotkanie. W każdym razie, ja też trzymam kciuki by jej się udało, chociaż… właśnie. Po wcześniejszym rozdziale, którego nie zdążyłam skomentować, coś mnie ruszyło, pomyślałam nawet, że zaczynam rozumieć Marcina i cień litości gdzieś przemknął obok mnie, ale dzisiejsza końcowa chyba wymazała tamten obraz i powrócił znowu znienawidzoneho Marcinka. Nadal go nie cierpię, Bruna nadal uważam za infantylnego do granic możliwości, a moja miłość do słodziaków nadal rośnie. Jeśli Marcin odwalił to, co myślę, to współczuję dyrektorowi z całego serca i mam nadzieję, że znajdzie się ktoś w opowiadaniu, kto mu porządnie *** i jakoś go postawi do pionu normalności.
    Jak zawsze jestem nieogarnięta życiowo i dowiedziałam się o wygranej po ptakach :D Gratuluję zwycięzcom i idę powyżywać się na rabatkach w ogródku.

    1. Myślę, że na widok ‚lafiryndy Brunona”, Dorota najpierw by zwymiotowała, później hehe… sama nie wiem. Wymiotowała znowu? >D To raczej nie jest typ człowieka rozumiejący związki homo. xDD Wybacz.
      Ojej, Ten Marcin to zawsze tak ma. Już go ludki zaczynają lubić, a on zawsze coś musi odwalić. Chyba już do końca życia tak mu zostanie. Biedny.
      Bruno to romantyk. Zakochany zupełnie traci zdolność trzeźwego myślenia. Myślę, że to co robi teraz mu Marcin powinno nim potrząsnąć i jakoś mu te oczy otworzyć.
      A może nie… >D

      No przykro z tą loterią. A czekałam wytrwale. Może następnym razem? C:
      Mam nadzieję, że kwiatki przeżyły. C:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s