Synowie Rosemary 23 – Nowa perspektywa

– No i jak tam głowa? – zapytał Bruno łagodnym tonem i zerknął nie niego tym dobrotliwym spojrzeniem. Marcin skrzywił się mocniej i przybrał naburmuszoną minkę.
– Och… jestem idiotą – sapnął i opuścił się niżej na siedzeniu. – Nie mam pojęcia co mi do głowy strzeliło, ale rety… nigdy więcej – dodał, mając wrażenie, że zaraz zwymiotuje.
– Może odwiozę cię jednak do domu, co ty na to? – zapytał ponownie Bruno, a Marcin zmarszczył mocniej brwi.
– Nie… teraz taki jesteś dobry i pozwalasz mi wagarować? – zauważył nieco złośliwie uważając, że ma pełne prawo by tak właśnie do niego mówić. Szybko sięgnął do jego uda, z racji tego, że dyrektor zdjął rękę z jego nogi. Pomasował je lekko i uśmiechnął się do siebie pewnie. – Wiesz… dzisiaj czeka mnie dużo atrakcji w szkole – powiedział nieco tajemniczo i przygryzł wargę, kiedy zwrócił tą uwagą większe zainteresowanie Brunona.
– Ach tak? To co takiego będzie się działo? – dopytał mężczyzna.
Marcin wzruszył ramionami i wyszczerzył się mocno, już teraz czując to niezdrowe podniecenia na samo wyobrażenie kolejnych wydarzeń. Widząc, że i Bruno się uśmiecha, miał wrażenie, że pobija wszelkie rekordy. W końcu po wszystkim na twarzy Wilczyńskiego jeszcze długo nie zagości uśmiech. Tak sądził.
– Nic… dowiesz się później – powiedział tylko i zaraz spojrzał na niego uważniej. – Powiedz mi tylko… kochasz mnie?
Bruno zerknął na niego unosząc wyżej brew.
– Wiesz, że tak – zapewnił i sięgnął do jego dłoni by spleść z nim palce. Marcin skinął głową i odetchnął płycej. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego jak bardzo Bruno jest nim zauroczony, jak wiele dla niego poświęcił i jak bardzo wierzy w ich związek.
– Ale nie masz zamiaru podpalić szkoły? Albo nie wiem… nie wpadłeś na jakiś inny, tragiczny w skutkach pomysł, prawda? – dopytał dyrektor, a on z trudem powstrzymał wybuch śmiechu. Może po wszystkim Bruno będzie żałował, że tym czymś nie było właśnie podpalenie szkoły?
– Dowiesz się wszystkiego później – powtórzył uparcie. – Szkoda tylko, że w nocy byłem zbyt pijany, żebyśmy mogli się kochać – powiedział po dłuższej chwili i przygryzł wargę. – Ale to już trudno – westchnął. Nie mógł zaprzeczyć, że uwielbiał seks z Wilczyńskim. Tę namiętność miedzy nimi i to uczucie tak doskonale widoczne w jego spojrzeniu. Pech jednak chciał, że to nie jego uczucia pragnął Marcin.
Chłopak spoważniał na chwilę i spuścił wzrok na swoje uda.
– Możemy to nadrobić tej nocy – powiedział Bruno wyrywając go z tej chwilowej nostalgii.
– Chyba nie… – wydusił przez śmiech Marcin i szybko wychylił się do jego ust.
Pocałował go mocno i stanowczo, a Bruno aż jęknął cicho w jego wargi. Ale to miał być ich ostatni pocałunek, mógł być czymś więcej niż tylko buziaczkiem.
Kiedy mężczyzna wsunął dłoń na jego kark i pogłębił pocałunek, Marcin zakręcił się niespokojnie i zadrżał na całym ciele.
Dopiero po dłuższej chwili odsunął się od niego i spojrzał intensywnie w jego oczy. Mężczyzna skinął głową i pogłaskał go po uchu  w ten pieszczotliwy sposób.
– No dobrze… to widzimy się na lekcji? – zapytał niższym tonem, a chłopak pokiwał głową.
– Może – zaśmiał się prowokująco i westchnął, gdy dyrektor przygryzł lekko jego wargę.
– Masz być, inaczej będę zły – szepnął w jego usta.
– Zły? Jak bardzo? – dopytał Marcin i napiął pośladki na samo wyobrażenie takiej nocy. Lubił prowokować Brunona i lubił gdy ten w łóżku bywał bardziej dominujący. Zawahał się chwilę i wbił w niego uważne spojrzenie, choć wiedział, że nie powinien się rozpraszać. Nie teraz. Nie dzisiaj.
– Strasznie, przeokrutnie – zapewnił mężczyzna i pocałował go czule. – Będę musiał cię ukarać w nocy.
Chłopak odetchnął głęboko starając się nie dekoncentrować. W końcu skinął głową i sięgnął ręką do klamki.
– Pewnie. Wiesz, że uwielbiam seks – dodał lekkim głosem by nie wzbudzić żadnych domysłów w mężczyźnie. – To do zobaczenia – westchnął jeszcze i spojrzał mu przeciągle w oczy, tak by kochanek pomyślał, że zupełnie nie ma ochoty się z nim rozstawać.
W końcu wyszedł z auta i gdy uderzyło go mroźne powietrze, odetchnął głęboko. W ostatniej chwili pochylił się do mężczyzny i spojrzał na niego poważnie.
– Wiesz, naprawdę cię lubię. Szkoda, że… – zaczął spokojnym tonem, lecz widząc niezrozumienie w oczach Brunona tylko pokręcił głowa, jakby chciał odgonić natrętną myśl.
– Że…? – dopytał dyrektor, ale on tylko się roześmiał.
– Że nie mamy dla siebie więcej czasu.
– Będziemy mieć. Już niedługo – obiecał. – Zabierzemy się w jakieś fajne miejsce i będziemy mieć dużo czasu dla siebie – dodał, a Marcin uśmiechnął się szeroko.
– A, jedziesz dzisiaj do domu po resztę rzeczy? – zapytał jeszcze chłopak, a on skinął głową. – To powodzenia. Myśl o mnie – puścił do niego oczko. – Nie daj się przekabacić Agnieszce – podkreślił i posłał mu kolejny z serii swoich niewinnych uśmieszków, które widocznie działały na dyrektora.
– Nie dam – zapewnił mężczyzna.
– To pa, do później – rzucił ostatecznie Marcin i zatrzasnął za sobą drzwi.
Od razu pewnym krokiem ruszył w kierunku przeciwległej bramy wyjazdowej z podwórka starej kamienicy, jak zazwyczaj, gdy Bruno go podwoził do szkoły.
Jak dla niego mógłby ich ktoś zobaczyć. Zobaczyć w końcu, co się dzieje, co robi mu ten okropny, despotyczny Bruno Wilczyński.
Z lekkim uśmiechem poprawił na ramieniu plecak i odetchnął zimnym powietrzem. To dobrze działało na kaca, a on pomimo tego, że miał wszystko po kontrolą, wczoraj chyba naprawdę przesadził.
Ale jak mógłby nie, kiedy Adam, jego Adam, tak go potraktował. Uderzył go, zwyzywał i w dodatku powiedział to wszystko. A to przecież nie było możliwe. Adam go kochał, musiał go kochać. Tylko teraz był nieco pogubiony, na pewno był! I na pewno, na pewno do niego wróci. Prędzej czy później. Wróci i powie, że to był jego błąd, że to była pomyła. Ten Kamil i te wszystkie słowa, które ostatnio padały z jego ust to tylko dlatego, że się pogubił w tym wszystkim. A wtedy, gdy już go przeprosi i gdy obieca, że to się więcej nie powtórzy, znowu będą mogli być razem. Tak, jak w jego wspomnieniach, kiedy wszystko dzielili na siebie dwóch. Każdą troskę i każdą radość, każdą ciężką noc, a także tą pełną ich gorącego seksu.
Uśmiechając się do siebie potarł się po siniaku wykwitłym na policzku i przegarnął ręką krótkie włosy. Bardzo chciał by było już później, by było tak, jak w jego wyobrażeniach, że to Adaś po niego przyjedzie, że przytuli go mocno i zabierze do siebie
Cała drogę do szkoły imaginował sobie kolejne wydarzenia, a one napełniały go tak wielką nadzieją, że cały niemal drżał. Wierzył, że mu się uda, że jego plan wypełni się co do punktu.
Kiedy po kilku minutach był już pod bramą szkoły, uśmiechnął się na widok Klaudii idącej z naprzeciwka i podbiegł do niej szybko. Od razu objął ją ciasno i zbliżył usta do jej ucha,
– Musimy pogadać – szepnął i pocałował ją lekko w policzek.
Wiedział, że jeżeli ktokolwiek miałby mu pomóc, to będzie to właśnie ona. Kiedy jednak zobaczył jej spojrzenie, niema wybuchł śmiechem.
– A matma? – sapnęła dziewczyna wypuszczając z ust biały obłoczek pary.
Marcin spojrzał na nią niezrozumiale i pokręcił głową.
– Cholera… jebać matmę – zachichotał i ponownie pocałował ją w rumiany policzek. – Chodź, muszę ci coś powiedzieć – dodał i złapał ją za rękę.
Nie oglądając się na nikogo ruszył pewnym krokiem przez plac przed wejściem do budynku i zaraz skręcił za szkołę. Dziewczyna szła za nim posłusznie ściskają mocno jego palce, a kiedy wyszli już na końcu budynku, Marcin od razu ruszył w kierunku hali gimnastycznej. Oczywiście nie weszli do niej, a skierowali się dalej, depcząc przykrytą cienką warstwą śniegu, zeschnięta trawę.
Kilka kolejnych minut maszerowali przy ścianie budynku aż w końcu doszli do załomu ściany, gdzie uczniowie spotykali się zazwyczaj na palenie podczas lekcji. Miejsce na szczęście okazało się puste i Marcin oparł się o oszronioną ścianę hali plecami, uprzednio upuszczając na ziemię plecak.
Klaudia spojrzała na niego dłużej i przechyliła na bok główkę, nadymając lekko usta.
– No, mów – westchnęła, lecz on posłał jej jedynie podekscytowane spojrzenie.
Szybko sięgnął do jej rąk i przyciągnął ją bliżej tak, by oparła się biodrami o jego biodra. Wzdychając pod nosem sięgnął do jej gładkich włosów i przepuścił je między palcami, układając długie, jasne  pasma na przodzie kurtki.
– Wiesz…. Bo dzisiaj – zaczął Marcin, jednak zaraz pochylił się do jej warg i ucałował je lekko. – Będę potrzebował twojej pomocy – dokończył i uśmiechnął się czarująco widząc jak Klaudia zerka na niego spod przymrużonych oczu.
– Chcesz kasy? – zapytała, ale odpowiedziała na jego uśmiech i oparła się o niego mocniej.
Siedemnastolatek pokręcił głową i założył pasmo włosów za ucho dziewczyny. Przez kilka chwili wpatrywał się w nią mocno, czując jak jej ciało drży delikatnie. Lubił tak na nią działać, wiedział, że ona będzie za nim. Zawsze i wszędzie, czegokolwiek by nie wymyślił.
– Nie… nie, księżniczko – zaśmiał się niskim tonem i ujął jej twarz w dłonie. Pochylił się niżej i przesunął nosem po jej skórze, gorącym oddechem owiewając odsłoniętą szyję. Jej ciało ponownie zadrżało.
– To co? – zapytała cicho dziewczyna i sięgnęła do jego nadgarstków. – Czego teraz chcesz? – dopytała i westchnęła głośniej, gdy Marcin zafalował lekko biodrami.
– Najpierw powiedz co byś chciała w zamian – powiedział chłopak.
– Nie wiem za co…
– Za coś naprawdę… wielkiego, mała – westchnął Marcin i spojrzał jej głęboko w oczy.
Klaudia speszyła się nieco i zastanowiła dłużej. Widocznie biła się z myślami, mając świadomość, że to co teraz się dzieje oznacza jedynie kłopoty. Musiała to wiedzieć, w końcu znali się nie od wczoraj.
Marcin czekał cierpliwie, wiedząc, że mu ulegnie. Zawsze ulegała. Widząc jej niepewną minę, pocałował ją ponownie i wsunął ręce na jej buchającą gorącem szyję.
– Może to, co zawsze? – zaproponował i zacisnął lekko palce. Poczuł jak Klaudia przełyka ciężko ślinę i uśmiechnął się krzywo, kiedy dziewczyna spojrzała na niego spod zmarszczonych brwi. – Chcesz? – zapytał nieco chłodniejszym tonem, tak by poczuła, że nie ma innej możliwości niż się zgodzić. Wpatrywał się w nią mocno, czując jak z każdą sekundą jego spojrzenie chłodnieje, a palce zaciskają się mocniej na delikatniej, szczupłej szyi.
– Chcę – westchnęła szybko dziewczyna i spojrzała na niego ulegle. Po chwili wahania wsunęła dłonie między jego palce, a swoją szyję i odjęła je od swojej skóry. Splotła z nim palce i oparła się czołem o jego tors. – Co robimy? – zapytała i odetchnęła ciężko.
Marcin uśmiechnął się szeroko i objął ją ramieniem.
– Cóż… od ciebie wymagam naprawdę niewiele – powiedział i przytulił ją do siebie ramieniem. Pocałował lekko czubek jej głowy i zaczął przeczesywać palcami jej włosy.
– Chcę tylko byś była ze mną – szepnął i wsunął chłodne palce na jej policzek. – Jak zawsze, Klaudia, przecież… mamy tylko siebie – zapewnił, a ona pokiwała głową i zacisnęła mocno wargi.
A ostatnio przecież było tak dobrze. Tak spokojnie. Bez żadnych ‘wielkich’ rzeczy, przeszło jej przez myśl i nim zdążyła zatęsknić za tamtymi chwilami, chłopak uniósł ku sobie jej twarz i pocałował ją głębiej, tak by nie miała żadnej możliwości by się wycofać.
– A ten siniak… co to znowu? – zapytała cicho Klaudia, a on odetchnął i oparł się czołem o jej czoło.
– To Bruno… wiesz? Bruno i… musimy go za to ukarać – szepnął jeszcze nim pocałował ją delikatnie.

Kilka godzin później stali już przed salą, w której zajęcia miała ich wychowawczyni z jakimiś pierwszakami. Marcin spojrzał na dziewczynę mocno i odetchnął drżąco.
– Daj już spokój – mruknął tylko, a ona posłała mu twarde spojrzenie. Założyła ręce na piersi i pokręciła głową. Od kilku minut już działali w ten sposób – co raz wzdychając, wymieniając ostrzejsze uwagi.
W końcu na korytarzu rozbrzmiał dzwonek i Marcin posłał dziewczynie kolejne pewne spojrzenie. Teraz już za późno byłoby się wycofać.
Nie czekali długo nim z klasy zaczęły wychodzić dzieciaki.
Chłopak nad ich głowami zerkał co chwilę na Klaudię, która ze zniecierpliwionym wyrazem twarzy czekała aż wszyscy wyjdą. Kiedy tak się stało, szybko ruszyła do środka, lecz Marcin pociągnął ją z powrotem na korytarz.
– Kurwa! Daj spokój – sapnął, a ona szarpnęła się mocniej, ale i tak dała się odciągnąć na korytarz. – To nie twoja sprawa – burknął dosyć głośno.
– Nie? A czyja? – warknęła na niego i pokręciła głową – Jak ty nie powiesz, to ja to zrobię – pogroziła jeszcze głośniej, by jej głos przebił się przez szkolną wrzawę.
– Powiedziałem już. Kurwa! – sapnął chłopak i odciągnął ją aż pod okno po przeciwległej stronie korytarza.
– Marcin! – jęknęła Klaudia i spojrzała na niego niemal prosząco. – Tak nie może być…! – dodała zdeterminowanym tonem i obejrzała się w kierunku drzwi do klasy,  z których akurat wychodziła Sobczyńska. – Pani profesor – zawołała, a Marcin pociągnął ją ku sobie za rękę.
– Klaudia! – warknął ostrzegawczo, jednak zwrócili już ku sobie uwagę nauczycielki. Zgodnie z planem.
Kobieta odwróciła się w ich stronę i zmarszczyła mocno brwi.
– Marcin? Co to znowu za awantura? – zaczęła podchodząc do nich i patrząc na nich z dystansem. – Nie sądzisz, że mógłbyś już sobie darować? Już zaraz wszyscy pójdziemy do domów i wolałabym by obyło się bez tragedii – dodała, a on pokiwał głową i uśmiechnął się brzydko.
– Dokładnie. Widzisz, Klaudia? – rzucił wyzywająco, dostrzegając spojrzenie nauczycielki na swoim siniaku.
Dziewczyna jednak wzruszyła ramionami, ignorując go zupełnie.
– Chciałam z panią pomówić – powiedziała nieco wyniosłym tonem i poprawiła torbę na ramieniu.
– Tak? O czym takim? – zapytała nauczycielka i wsunęła kluczyk od sali do kieszonki staromodnego, bordowego żakietu.
– O… o Marcinie i o…
– Kurwa! Klaudia! – niemal huknął na nią Marcin i szybko złapał ją za rękę. Widząc zaskoczoną minę nauczycielki, spojrzał na nią nadal ze wściekłością w oczach i odetchnął. – Przepraszam. To nic… – dodał i pociągnął koleżankę w swoją stronę. – Pójdziemy już…
– Nie tak szybko, moi  państwo – Sobczyńska zatrzymała ich i zmierzyła uważnym spojrzeniem Marcina, a później dziewczynę. – Co takiego się stało? – zapytała, lecz Marcin machnął ręką.
– Nic. Nic takiego – rzucił zniecierpliwionym głosem i spojrzał zły na Klaudię.
– I ten siniak to też nic? – zakpiła dziewczyna, a on tylko wzruszył ramionami.
– To nie wasza sprawa w ogóle! – warknął i w końcu puścił jej rękę.
– Zapraszam do klasy – usłyszał, nim nauczycielka wyjęła z powrotem klucz i podeszła do białych drzwi prowadzących do klasy, którą zazwyczaj zajmowała. – Proszę – rzuciła uchylając je szeroko.
Marcin stał w miejscu uparcie, ale kiedy Klaudia pewnym krokiem wmaszerowała do sali i on, z cierpiętniczą miną wszedł do środka.
Kiedy Sobczyńska zamknęła za nimi drzwi przeszła zaraz do starego biurka, z którego wielkimi płatami łuszczyła się orzechowa farba i oparła się o nie, patrząc na nich wyczekująco.
– Chcecie mi coś powiedzieć? – zapytała. Marcin pokręcił głową przecząco, a Klaudia szybko ruszyła w stronę kobiety.
– Tak nie może być – zaczęła rozemocjonowanym tonem i obejrzała się na Marcina.
Kiedy doszła do biurka zatrzymała się i zawahała nieco.
– Marcin! No powiedz coś – rzuciła i obejrzała się na niego.
Chłopak jedynie się uśmiechnął i wzruszył ramionami. Stojąc przy ostatniej z ławek usiadł nonszalancko na krześle i założył ramiona na torsie.
– To ty chciałaś gadać – syknął i spojrzał na nią ostrzegawczo. Oczywiście tak by i Sobczyńska to dostrzegła.
Klaudia odetchnęła ciężko i powoli odwróciła się do nauczycielki.
– Pani profesor… – zaczęła i ponownie obejrzała się na chłopaka. – Cholera… bo… No powiedz coś! – niemal krzyknęła, a on tylko wzruszył ramionami.
Nauczycielka mierzyła ich zdystansowanym spojrzeniem, aż w końcu usiadła za biurkiem i przetarła oczy ręką.
– Co się stało znowu? – zapytała nieco zirytowana. – Co to za siniak, Marcin? – strzeliła w ciemno, a gdy chłopak wzruszył ramionami, przeniosła wzrok na dziewczynę. – Słucham…
– Bo… – zaczerpnęła powietrza Klaudia. – Bo Marcin… on… sypia z jednym z nauczycieli – rzuciła szybko, a widząc niedowierzające spojrzenie kobiety, uśmiechnęła się brzydko i opuściła ręce po sobie. – Nie wierzy mi pani…
– Trudno uwierzyć w takie sensacje – powiedziała Sobczyńska i pokręciła głową.
Tak jak Marcin się domyślał, prędzej uwierzyłaby w UFO niż w to, że ktoś z kadry mógłby go krzywdzić. W końcu to on był tym najgorszym. Teraz musieli ją tylko przekonać, że nie zawsze tak było.
– Ach tak? – zaśmiał się napinając nieco mięśnie. – I co jeszcze wymyślisz? – rzucił nieco sztywnym głosem.
– Marcin! Pani profesor, ja nie kłamię… to tylko… on się nie przyzna, bo robi to za oceny – tłumaczyła Klaudia. – Znaczy… za przepuszczenie do następnej klasy. To nie tak, że chce, zresztą sama pani widzi tego sińca! – dodała rozemocjonowana i machnęła na Marcina.
Kobieta siedząca za biurkiem pokręciła głową i oparła ją na dłoni. Milcząc wpatrywała się to w dziewczynę, to w siedzącego w oddali chłopaka.
– Wierzy jej pani? – rzucił po chwili Marcin i spojrzał na nią wyjątkowo prowokująco. – Pewnie, co jeszcze? Z kim niby sypiam? – prychnął niby lekko, ale wyraźnie dostrzegła jak mocno zaciska zęby.
– Sam powiedz… jak nie wierzy pani w to, to i na pewno nie uwierzy, kiedy powiem! – dodała i spojrzała na nią niemal na granicy łez. – Ja wiem, co pani sobie myśli – kontynuowała, widząc, że kobieta daleka jest od uwierzenia w jej słowa. – Pewnie, że jesteśmy najgorsi, ale to może właśnie dlatego? W końcu kto uwierzy takiemu Marcinowi, który ciągle kłamie? A kto byłby lepszy do tego niż on? Doskonale pani wie z jakiego domu Marcin pochodzi, nie? – ciągnęła dziewczyna, co raz oglądając się na chłopaka. – No ale cholera! Bicie to chyba już przesada?! – odetchnęła ciężko i po chwili jeszcze bardziej zrezygnowana oparła się tyłem o ławkę. – Pani profesor… niech mi pani uwierzy… – dodała proszącym tonem.
Kobieta uniosła się z miejsca i przeszła kilka razy w tę i z powrotem pod tablicą, po czym odetchnęła głośno. W końcu odwróciła się ku nim i założyła pukiel siwych włosów za ucho.
– Z kim? – zapytała na pozór tylko spokojnym głosem
Klaudia zacisnęła mocno wargi, a Marcin pokręcił głową i odwrócił twarz w stronę okna widocznie sobie kpiąc z całej tej rozmowy. Tylko czemu aż tak się spinał? Czemu tak mocno i kurczowo zaciskał palce na rękawach bluzy.
– No słucham…?
Dziewczyna obejrzała się na Marcina i odetchnęła ciężko.
– Z… z dyrektorem…Wilczyńskim – powiedziała ciszej i spuściła wzrok na swoje dłonie oparte o uda.
Nauczycielka otworzyła szerzej oczy i pokręciła głową. Nawet miała ich zrugać za te kłamstwa, lecz kiedy otwierała usta, Marcin zerwał się z miejsca i zarzucił plecak na ramię.
– Stój! Marcin, zatrzymaj się w tej chwili – rzuciła za nim nieco drżącym głosem.
Kiedy chłopak odwrócił się ku nim nie miał już na twarzy tego kpiącego uśmieszku, jakby nagle ktoś odarł go z jego twarzy, ukazując jaka jest naprawdę.
– Klaudia, wyjdź proszę. Chcę pomówić z Marcinem  – rzuciła Sobczyńska patrząc jedynie na chłopaka. – A ty podejdź tu i usiądź – wskazała mu krzesło.
Dziewczyna z ociąganiem skinęła głową, ale w końcu odetchnęła z ulgą i ruszyła ku drzwiom. Uwadze kobiety nie uszło rozzłoszczone spojrzenie, jakim obdarzył ją Marcin.
Kiedy drzwi się za nią zamknęły, chłopak prychnął pod nosem i nonszalanckim krokiem przeszedł na przód klasy.  Wpatrując się wyzywająco w nauczycielkę, w końcu zajął wskazane przez nią miejsce i złożył dłonie na ławce.
– To prawda? – dopytała Sobczyńska, a on wzruszył ramionami i potarł się po siniaku, chcąc ponownie zwrócić na niego uwagę nauczycielki. – Marcin… powiedz mi, jeżeli to prawda! To nie jest kolejna z twoich zabaw?! – rzuciła w pretensją w głośnie, a on spojrzał na nią wyniośle i skinął głową.
– No nie jest – powiedział ostrożnie. – W każdym razie ja nie bawię się zbyt dobrze. A pani? – dopytał zimnym tonem, który przejął ją do szpiku kości.
Sobczyńska odetchnęła głośno i pokręciła głową.
– Na jakiej podstawie mam ci wierzyć? – zapytała po chwili i odetchnęła ciężko.
– Nie musi pani. Poradzę sobie jak do tej pory. Bez waszych babskich histerii – żachnął się, a ona spojrzała na niego w szoku i po chwili wróciła za biurko. Podparła głowę na dłoniach i pokręciła nią w geście niedowierzania.
– Dobrze… dobrze, Marcin – powiedziała po chwili. – Muszę założyć, że to prawda – powiedziała cicho i skinęła głową. – Do czego…? Do czego pan Wilczyński cię zmuszał? – zapytała, a on roześmiał się pod nosem i zaraz wcisnął dłonie w oczy, popierając się na łokciach.
– Cholera… nie zmuszał! Sam się zgodziłem, kiedy powiedział, że nie dopuści mnie do matury – rzucił i przygryzł mocno wargę. – Co pani by zrobiła? Gdyby była na moim miejscu? – dodał z pretensją. – Wie pani, co się dzieje u mnie w domu, wie pani, że bez matury skończę jak mój ojciec – wypluł z pogardą i odchylił się na oparcie krzesła. – I co? Gdyby pani miała podjąć podobną decyzję, co by pani zrobiła?
– Powiedziała komuś? A nie… mogłeś przyjść do mnie.
– Przyszedłem! A i tak pani mi nie wierzy – dodał oskarżycielsko i pokręcił głową. – Dobra! To nieważne. Już niedługo wakacje, później jeden semestr, a później już z górki. To nic. Słyszy pani? – dodał rozemocjonowanym tonem, podobnie jak niedawno Klaudia.
Kiedy dostrzegł wzrok Sobczyńskiej przygarbił się lekko i  spuścił niżej głowę.
– To tylko kilkanaście miesięcy. Niech pani uda, że nic nie wie! W końcu tutaj to normalka – sapnął i uniósł się z miejsca z zamachem.
Nauczycielka uniosła się zza biurka i spojrzała na niego przenikliwie.
– Przestań już – powiedziała nieco surowym tonem i odetchnęła głębiej. – Wróć do domu, a ja… pomówię z dyrektorem. Jeżeli okaże się to prawdą zgłosimy to na policję – dodała, a on odetchnął ciężko i zmarszczył mocno brwi.
– To będzie tylko problem.  Dla pani, i dla mnie, i dla niego – rzucił szybko.
– Tak trzeba. Jak długo to trwa?
Marcin zacisnął wargi i w końcu opuścił ręce po sobie.
– Nie wiem… trzy miesiące? – wzruszył ramionami i pokręcił głową. – To naprawdę…
– Naprawdę nie powinieneś doświadczać czegoś takiego w szkole – ucięła kobieta, a on przełknął ciężko ślinę. – Wróć już do domu. Później zadzwonię do twojej matki – dodała, a chłopak w końcu skinął głową.
– Ja na pani miejscu dałbym sobie spokój – rzucił tylko na odchodnym i oblizał usta. – Nie skarżę się, a to tylko jeden pieprzony siniak – dodał i ruszył ku drzwiom. W końcu czuł, że wszystko idzie zgodnie z planem.
Kobieta odprowadziła go wzrokiem i opadła na krzesło.
Po wyjściu Marcina przez kilkadziesiąt minut analizowała całą ich rozmowę i te kuriozalne zarzuty względem Brunona. Faktem było jednak to, że nie mogła ich zignorować, nawet gdyby chciała.
Nigdy nie pomyślałaby, że ten mężczyzna, ten Bruno byłby zdolny do tego, by zmuszać jakiegokolwiek chłopca do czegoś takiego. Nawet nie chłopca, kogokolwiek. Tylko, że dla niej fakt, że był to akurat chłopiec, robił dużą różnicę. Nie miała pojęcia jakim trzeba być człowiekiem, by posunąć się do czegoś takiego. A Bruno nigdy nie wydawał się być… takim.
Boże, miał przecież żonę i dziecko, które ostatnio przyszło na świat. Jak mógłby zrobić to swojej rodzinie? Marcinowi?
Tak bardzo nie chciała wierzyć w słowa siedemnastolatka, ale gdzieś wewnątrz czuła tak silny niepokój. Znała Marcina i jego sposób bycia, jego zachowania i powiedzonka, ale nie sądziła by chłopak kłamał. Przecież zachowywał się jak zawsze licząc na to, że ona nie dostrzeże tych nerwowych gestów, spojrzeń, zaciskania zębów i napinania mięśni.
Czy umiałby tak udawać?
Kiedy w końcu uniosła się z miejsca za oknem już zmierzchało. Wierzyła w Brunona, ale musiała go o to zapytać, tym bardziej, że to straszne przeczucie niemal dławiło ją w środku. Postanowiła postawić wszystko na jedną kartę. Nie udawać, nie kręcić. Podejść do tego rzeczowo.
I tego się trzymała dopóki nie stanęła przed drzwiami gabinetu dyrektora. Nagle poczuła, jakby wszystkie jej nadzieje z nim związane legły w gruzach. Jakby wyrok już zapadł.
Po nieśmiałym zapukaniu wsunęła się do środka gabinetu pogrążonego w mroku. Czemu Bruno nie szedł jeszcze do domu? Ostatnio często zostawał dłużej. A i według plotek, którym nie chciała wierzyć opuścił Agnieszkę. Dlaczego dopiero teraz to sobie przypomniała? Może ona poznała prawdę? Może to dlatego?
– Cześć Helu – rzucił łagodnym tonem i posłał ciepłe spojrzenie, ale ją było stać jedynie na to by ściągnąć drżące wargi w wąską linię. – Coś się stało? – dopytał i wskazał jej fotel po drugiej stronie biurka.
Kobieta wahała się przez chwilę, lecz ostatecznie skinęła głową i zamknęła za sobą drzwi. Nieco sztywnym krokiem ruszyła w stronę biurka i usiadła przy nim.
– Coś się stało? – dopytał mężczyzna,  ona spojrzała na niego niepewnie i poprawiła poły żakietu.
– Wiesz… Bruno – zaczęła w końcu i spojrzała na niego poważnie. Kiedy mężczyzna się do niej uśmiechnął tym swoim miłym uśmiechem, chciała coś odpowiedzieć lecz coś zatamowało jej krtań.
– Och, przepraszam – rzucił nagle Bruno i uniósł się z miejsca. – Trochę tu ciemno się zrobiło – dodał i przeszedł do drzwi by włączyć górne światło. Kiedy wrócił do biurka i zajął swoje miejsce, ponownie spojrzał na nią przenikliwe, a coś w jego twarzy nagle drgnęło.
– Wiesz, Bruno – zaczęła zdystansowanym głosem i pokręciła głową. – Bardzo cię szanuję jako dyrektora, naprawdę dużo zrobiłeś dla naszego liceum – mówiła starając się ubrać w słowa wszystkie swoje myśli. Zmilkła na dłuższą chwilę, nawet nie czując upływającego czasu. – Ale ja nie mogę tego zignorować – dodała i westchnęła cicho. – Dzisiaj po lekcji został u mnie Marcin – już niemal szepnęła. – Bruno… Bruno, na Boga… coś ty zrobił temu chłopcu…? – wydusiła i spojrzała na niego szybko,
Miała wrażenie, że coś w nim pęka, coś się zmienia, a w końcu mężczyzna zacisnął wargi i uniósł się z miejsca.
– To prawda. Bruno. To prawda? – powtarzała nieco nieskładnie, a on przetarł dłonią twarz i odszedł do okna.
– Co Marcin ci powiedział? – zapytał nieswoim głosem, a ona odetchnęła ciężko czując jak ogarnia ją złość i rozgoryczenie.
– Prawdę, Bruno. Że zmuszałeś go… szantażowałeś, że nie dopuścisz do matury – powiedziała pewnym tonem. Czuła się bardzo odważna, kiedy Bruno na nią nie patrzył.
Ale w końcu odwrócił się ku niej, a kiedy ich spojrzenia się spotkały, poczuła, że nigdy w życiu nie widziała tak zniszczonego człowieka. W jednej sekundzie, w jednej chwili, coś w nim się zmieniło i po prostu znikło z jego spojrzenia. Czy to w ogóle było możliwe?
– Sypiałeś z nim? – zapytała w końcu, a on uśmiechnął się krzywo i skinął głową.
– Sypiałem, Helu – przyznał głosem wypranym z wszelkich emocji i chwilę później ponownie odwrócił się do okna.

Reklamy

14 thoughts on “Synowie Rosemary 23 – Nowa perspektywa

  1. Niby Marcin mógł nazmyślać coś gorszego, ale i tak przesadził. I jeszcze wplątał w to wszystko Klaudię. Nie lubię jej. Jest jak jakaś bezmyślna kukiełka sterowana przez Marcina, która zrobi wszystko, cokolwiek wpadnie mu do głowy. Co ona chce przez to osiągnąć? Marcin tylko wykorzystuje jej naiwność.
    Ciekawe, co na to wszystko powie Adaś. Bo nie wyobrażam sobie, żeby się nie dowiedział. W końcu Marcin zrobił to wszystko po to, żeby go odzyskać. Adaś, nie daj się!
    Szkoda mi Brunona. Podziwiam go za to, że się przyznał, ale w sumie zdziwiłabym się, gdyby próbował okłamać Helę i jakoś próbować się wykaraskać z tej sytuacji bez wyjścia.
    Pozdrawiam i życzę weny

  2. Infantylny Kamil i nawrócony Adam widzę ze sa ulubieńcami. Bruno jedyny szczery i Marcin bedą demonizowani i dobijani. Poczekam na koniec bo cieżko mi sie czyta tak mocną historie w takich odstępach.

    Dzięki za emocje.

    1. Hej! Żyjesz! C:
      Ale czyimi ulubieńcami? Tak sobie myślę, że trudno, by taki niewinny Kamil, który nie ma pojęcia o rozgrywkach między braćmi, który aktualnie przeżywa swoją pierwszą, szczenięcą miłość był jakoś szczególnie poważny i brał poprawki na rzeczy, o których istnieniu nie ma pojęcia. A Adam po prostu jak na razie ma nadzieję na nowe, inne życie.
      Niestety, może się okazać, że kiedy wszystko się wyda, to nawet oni zostaną poturbowani.
      Boże, gdyby Mały się dowiedział o tym co łączyło Marcina i Adama to byłby dla niego niemal koniec świata. Raczej.

      Fajnie, że znowu się odzywasz.
      Pozdrawiam gorąco! <3

  3. Wooow. „Czy umiałby tak udawać?” No cóż xd
    Ciekawe czy to definitywny koniec. Podobał mi się ten związek, ale Marcin po mistrzowsku wszystko rozwalił. W sumie jak tak patrzeć, to całe życie Brunona. I Marcin jeszcze połączył to ze wzbudzeniem współczucia u Adama, bo na pewno nie pozwoli mu się nie dowiedzieć… :’) Tym bardziej się cieszę, bo możliwe że starszy brat się złamie. Współczuję Wilczyńskiemu, ale nie jakoś strasznie. Polubiłam go, może wyjedzie po wszystkim do innego miasta albo w ogóle za granicę i znajdzie sobie starszego, opiekuńczego partnera? ^^
    Nie lubię Klaudii. Wiem, że była totalnie manipulowana, ale nawet tak, wygadanie pierwszemu lepszemu nauczycielowi takiej sprawy to nie zabawa. Załóżmy, że Marcin naprawdę nie chciał, żeby komuś powiedziała. Ten rodzaj przyjaciół jest najgorszy – chcą pomóc, ale jednocześnie przerzucić odpowiedzialność za uporządkowanie spraw na kogoś innego i zupełnie niewinnego. Jak pani Hela! xd
    No, świetnie. Ale pełno tu uczuć. Niestety następnych najprawdopodobniej kilku rozdziałów szybko nie przeczytam, ale doczekać się nie mogę konfrontacji Marcina i Brunona. Bo wierzę że nastąpi bardzo szybko.. Dziwnie będzie zobaczyć wyprowadzonego z równowagi Wilczyńskiego. :)

    1. Jak oni wszyscy chcą wierzyć, że Marcin nie jest zdolny do różnych rzeczy. Naiwni. xD
      Patrząc na to z perspektywy emocjonalnego Brunona, który swoją przyszłość wiązał właśnie z Marcinem to w sumie, całe jego życie się rozpadło. Racja. Nie wiem jednak na ile było to samym w sobie celem siedemnastolatka, a może po prostu uznał, że cel uświęca środki? I że niestety ofiary w ludziach są nieuniknione, by w końcu sięgnąć po to, czego chce.
      O rany! Masz takie dobre zdanie o Marcinie, jeżeli myślisz, że nie powstrzymałby Klaudii przed wypaplaniem tego wszystkiego Heli. xD Chociaż faktycznie, gdyby Marcin tego nie zaplanował, byłoby to strasznie wkurzające i chyba takie… śmieszne?
      Pewnie wyjeżdżasz na wakacje. Gratuluję i życzę miłego wypoczynku. Również od Synów. Kto wie, może po powrocie i po przeczytaniu kilku tych rozdziałów, spojrzysz na pewne sprawy zupełnie inaczej? Poza tym zawsze są jakieś plusy – będziesz miała więcej tekstu do czytania. c:
      Trzymaj się ciepło i uważaj na siebie! C:

  4. Serio? To już koniec? xd
    Liczyłam na zadymę, taka retrospekcja nie była konieczna, można nawet uznać, że trochę nudna, zwłaszcza że na niej opiera się niemal cały rozdział. A z drugiej strony chciałaś pokazać, jak do tego Marcin podszedł i co miał w głowie, czyniąc taką głupotę. Muszę przyznać, że chłopak jest niezły z tymi swoimi manipulacjami. Coś takiego mi świtało już wcześniej, jak zareaguje Adam, gdy się o wszystkim dowie i obawiam się, że znowu może ulec bratu. Mam nadzieję, że w następnym rozdziale o tym potraktujesz.
    Dodam tylko, że Bruno ma u mnie plus za to, że się przyznał. Zawalił mu się świat, też bym nie miała siły na kłamstwa w takiej sytuacji. Ale jak się z tego podniesie? Chyba jednak trochę go żałuję xd

    1. Chyba następny rozdział to jednak musi być ta zadyma. Żeby nie brakowało emocji. Ale w sumie to, że Adam się dowie wpisuje się ładnie w wizję zadymy.
      Marcin się tu gimnastykuje, knuje, wciąga w to wszystko znowu Bogu ducha winną Klaudię, a oni mówią, że nudne. Ja już nie wię, jadę w Bieszczady. xDDDDD

  5. „Wróci i powie, że to był jego błąd, że to była pomyła.” – ‚pomyłka’.
    „– Z kim? – zapytała na pozór tylko spokojnym głosem” – brakuje kropki na końcu.
    „Czemu tak mocno i kurczowo zaciskał palce na rękawach bluzy.” – powinien być znak zapytania.
    „– Cześć Helu” – brakuje przecinka.
    „wydusiła i spojrzała na niego szybko,” – powinna być kropka.

    …czemu Marcin jest taką kurwą? :I
    W ogóle Marcin i Klaudia, nie wiem jak to skomentować, powinnam to shipować :’D

    1. Dziękuję za literówki. c:
      Ale czegoś tu nie rozumiem.
      Powinnaś shipować Marcina i Klaudię. Mówisz, że Marcin to kurwa. Czy to znaczy, że oboje są kurwami? I czy to dlatego powinnaś ich shipować? :I
      Tak wiele pytań, a tak skromny komentarz. Znikąd odpowiedzi.
      c:

  6. Naprawdę, nie musiałaś kończyć tego znowu w tym momencie XDDD Weź… XD
    No dobra, nie narzekam, bo trochę się rozjaśniło: wiemy, że Marcin ma w tym głębszy cel, poza zniszczeniem życia Wilczyńskiemu, bo chce zwrócić na siebie uwagę brata, żeby ten znowu zajął się biednym, poszkodowanym chłopczykiem. Chyba dobrze rozumiem, prawda?
    I do tego wiemy, że Bruno przyznał się, że sypiał ze swoim uczniem. Chociaż to można było przewidzieć, mam wrażenie, że nie mógłby się tak po prostu tego wyrzec i powiedzieć, że to same kłamstwa. Chyba nie ten typ człowieka.
    Czytając tę ich rozmowę w samochodzie po raz drugi, wiedząc już, co się ma wydarzyć, przeraziło mnie to, jak Marcin dopytywał, czy dyrektor idzie dzisiaj po resztę rzeczy… Jakby chciał się upewnić, że nie będzie miał już powrotu. Co za mała suka ;_;
    A ja i tak go uwielbiam i stoję po jego stronie, ech… xD
    Mam nadzieję, że w następnym rozdziale pójdziesz już trochę dalej ;-;
    Pozdrawiam <3

    1. Ei, skończyłam kilka minut później. xDD
      Całkiem dużo już wiemy. Z drugiej strony, z szerszej perspektywy, może to wcale nie o Brunona tu chodziło? Ale tak zupełnie, zupełnie nie? Nie jestem pewna czy sam Szmidt wie co siedzi w tej jego marcinowej głowie. C:
      Z tym, że Bruno się nie jest typem, który by zaprzeczył akurat się zgadzam. Zresztą co on teraz ma do stracenia? Chyba naprawdę już niewiele, biorąc pod uwagę, co było dla niego najważniejsze. :<
      Marcin bywa taki perfidny, a to jak bezwzględnie pogrywał z kochankiem, naprawdę może przerażać. Aż nie wiem kogo bardziej szkoda.
      Dzięki za komentarz i pozdrawiam również! C:

  7. Serio?! #oburzenie
    Nie dość, że sprawa nadal jest zamglona i niewiele się dowiedzieliśmy, to znowu zakończenie w takim momencie? Gah! Jak ja wytrzymam do następnego piątku?

    1. Mam nadzieję, że wytrzymasz. Szkoda byłoby nie dowiedzieć się jak skończy się ta historia. Chyba xD
      Ach, sądziłam, że to co nazmyślał Marcin jest kluczowe dla tej sprawy, przecież mógł równie dobrze powiedzieć, że Bruno robił mu o wiele, wiele gorsze rzeczy…
      A i wydawało mi się, że samo spojrzenie na ten przełomowy dzień z jego perspektywy jest również istotne, ale co ja tam wię~~ Ja tu tylko piszę. xDDD

  8. Boze jak moglas? Czekalem tyle i myslalem, ze bedzie wieksza akcja, jak Bruno idzie siedziec, wszyscy sie dowiaduja!
    W ogole myslalem, ze on sie nie przyzna, ale smutno, ze nie przeczytamy teraz o reakcji Heli. Jestem ciekaw, co bedzie dalej, tyle sie dzieje. No nic, ide ogladac program o delfinach i czekac na nastepny piatek… ;(

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s