Fanfik konkursowy od Saki – Czy to miłość? (TWA)

Nadal było mu ciężko pogodzić się z tym, że Danny wybrał tego całego Jake’a, a nie jego. W czym on niby był lepszy? Dopóki go nie poznał, nie przeszkadzało mu tak, jak było. A przynajmniej się nie skarżył. Myślał, że się kochają, że ten czas, co razem spędzili, coś dla niego znaczył. Chciał nawet wybaczyć mu tą zdradę… Ale widocznie Danowi aż tak bardzo nie zależało jak jemu. Minęło już trzy miesiące, odkąd zerwali. Aż do tej pory liczył na to, że Dan się opamięta i do niego wróci. Jednak dziś stracił wszelką nadzieję. Zabolało go, że jego były kochanek powiedział, że jest szczęśliwszy z tym facetem, z którym go zdradził, niż z nim.
– Szefie, długo jeszcze? Klienci się niecierpliwią – usłyszał głos kelnera, który wyrwał go z zamyślenia. Cholera. Nie powinien o tym rozmyślać w pracy, bo to się może źle skończyć. Nałożył zamówione danie na talerze, przystroił i dał kelnerowi, żeby podał gościom.
– Przeproś ich ode mnie. Jakoś nie mogę się dzisiaj skupić – poprosił, mając nadzieję, że ci nie będą mu mieli za złe tego spóźnienia i nie obniży to ich oceny restauracji. Chciał, żeby goście do niego wracali, a nie zniechęcali się zbyt długim oczekiwaniem na jedzenie.
– Nie ma sprawy – powiedział kelner i uśmiechnął się do niego uprzejmie, po czym przeczesał palcami swoje czarne włosy, w tej chwili spięte w krótki kucyk. Było w tym uśmiechu coś jeszcze… a może mu się tylko zdawało? No nic. Nie będzie sobie tym teraz zawracał głowy. Musi się skupić na pracy.
– Niech się tak szef nie przejmuje. W tym morzu dużo ryb i co najmniej jedna szefem zainteresowana – dodał kelner i mrugnął do niego. Potem wziął talerze i wyszedł z kuchni, żeby dostarczyć danie gościom. Pachniało wyśmienicie i chciałby, żeby dla niego też coś przyrządził. Miał ochotę na jego jedzenie, ale nie tylko. Jego usta też wyglądały smakowicie i mógł się założyć, że równie dobrze smakują. Ale do niedawna były niedostępne. Teraz się to zmieniło i zamierzał zakosztować tych kuszących ust i nie tylko. Chciał go lepiej poznać, ale że facet nie był zbyt otwarty, to znacznie utrudniało sprawę. Nie wyglądał na takiego, co lubi mówić o sobie. Ale za punkt honoru ustalił sobie, że otworzy skorupę tego faceta i przy okazji dobierze mu się do spodni. Chciał czegoś na dłużej, a nie tylko jednonocne przygody, jak do tej pory, a że wiedział, że Aaron był w związku dłuższy czas, był dobrą partią i istniała szansa, że im się uda. Jeśli tylko ten będzie chciał. Westchnął cicho i podał gościom danie z przeprosinami od szefa kuchni. Ci tylko machnęli ręką i powiedzieli, że nie ma sprawy, ale że mają nadzieję, że taka sytuacja się nie powtórzy. Zapewnił więc ich, że oczywiście to jednorazowa sytuacja. Wspomniał coś o złamanym sercu. Ci kiwnęli głową ze zrozumieniem i kazali przekazać szefowi kuchni, że życzą mu szczęścia, bo na jednym związku świat się nie kończy. Kelner kiwnął głową i odszedł od ich stolika, żeby zebrać następne zamówienia.

Zdawało mu się, czy ten kelner go podrywał? Już jakiś czas temu zauważył, że patrzy się na niego jakoś dziwnie… inaczej niż jak kelner na szefa kuchni. A spojrzenia te zaczęły się nasilać około trzech miesięcy temu, mniej więcej w czasie, kiedy Danny z nim zerwał. A może to tylko przywidzenia? Przez to, że Dan go zostawił, przestał myśleć racjonalnie. Ten kelner nie mógł wiedzieć. Przecież zawsze uważał… Nie zrobił nic, przez co ktoś mógłby pomyśleć, że jest gejem. Świetnie, teraz zamiast tego, że Danny go rzucił dla jakiegoś przypadkowego faceta, z którym go zdradził, teraz będzie się zastanawiać, czy ten kelner przypadkiem nie zna jego tajemnicy i nie robi sobie z niego żartów. A co, jeśli to jakoś wykorzysta, przeciwko niemu? Jeśli powie wszystkim? Zacisnął oczy i przetarł je palcem wskazującym i kciukiem. Zaczynał chyba wpadać w paranoję. Musiał się uspokoić, bo inaczej zepsuje jakieś danie, albo spali kuchnię i dopiero będzie. Wziął kilka głębokich wdechów i starał się nie myśleć o niczym innym, jak o jedzeniu, które przyrządza. I o dziwo, jakoś mu się to udało aż do zamknięcia restauracji. Za każdym razem jednak, kiedy dawał temu chłopakowi potrawy do podania, unikał z nim kontaktu wzrokowego.
– Te, szefie, unikasz mnie – powiedział kelner, opierając się łokciami o szafkę. Kucharz stał po drugiej stronie mebla, tyłem do niego, dlatego nie zauważył jego nadejścia. Spojrzał na niego zaskoczony i zaraz odwrócił wzrok.
– Jeszcze tu jesteś? Myślałem, że poszedłeś do domu – powiedział, nie patrząc w jego stronę. Cholera. Domyślił się. Ale przecież nie mógł go wiecznie unikać. Obaj tu pracują i niemożliwym jest, żeby nie zamienili choćby słowa. I pozostałym mogłoby się to wydać dziwne na dłuższą metę.
– Czekałem na ciebie – powiedział chłopak i obszedł szafkę naokoło, by stanąć obok niego. – Powiedziałem coś nie tak, że nawet nie chcesz na mnie spojrzeć? A może jest coś innego? – zapytał, po czym stanął niebezpiecznie blisko naprzeciwko kucharza i złapał dłonią za jego podbródek, by skierować na siebie jego spojrzenie. Był od niego wyższy, więc musiał zadrzeć mu głowę do góry, żeby ich spojrzenia się spotkały.
– Czego ode mnie chcesz? – zapytał drżącym głosem. Serce podeszło mu do gardła i miał wrażenie, że przestał oddychać.
– Czego się tak cykasz? Nie zjem cię przecież… Chyba że będziesz chciał – powiedział i mrugnął do niego.
– Możesz mnie puścić? – powiedział, próbując się mu wyrwać.
– Nie mogę, bo znowu mi uciekniesz – powiedział kelner, nie mając najmniejszego zamiaru go puszczać.
– Nie ucieknę – zapewnił kucharz, choć najchętniej by stąd wybiegł w chwili, kiedy ten chłopak by go puścił.
– Trzęsiesz się jak galareta wyjęta prosto z lodówki. Nic ni nie zrobię. Co najwyżej to – powiedział i z zaskoczenia pocałował kucharza w usta. Ten przez chwilę nie zareagował, zbyt był zszokowany zachowaniem współpracownika. Kiedy jednak pierwszy szok minął, odepchnął go i wytarł usta. Nie uciekł jednak, bo to on miał klucze i musiał zamknąć restaurację. Gdyby nie to, już by go tu nie było.
– Co ty wyprawiasz? Jesteśmy w miejscu publicznym. Co jeśli ktoś…
– Nikogo nie ma – powiedział kelner, wzruszając ramionami. Nie było dla niego żadnego problemu, skoro wszyscy wyszli. – Bardziej przeszkadza ci miejsce niż to, że w ogóle cię pocałowałem?
– To nie… Cholera… Obie te rzeczy mi przeszkadzają. Co ty sobie wyobrażasz?
– Masz kogoś? Nie. Lubisz facetów? Oczywiście. – Zadawał pytania i natychmiast udzielał za niego odpowiedzi. – Skoro tak, nie widzę żadnego problemu. Chyba że ty masz jakieś dziwne zasady i nie umawiasz się z ludźmi z pracy. Albo jest jeszcze coś innego. W czym jest problem, Aaron?
– Nie pozwoliłem ci mówić do mnie po imieniu – warknął, nie mając pojęcia, co powiedzieć na jego poprzednie słowa.
– Będę mówić, jak mi się podoba. To wolny kraj. I czemu się akurat tego przyczepiłeś? Masz ze sobą jakiś problem? Może to z twojej winy rozpadł się twój związek z tym doktorkiem?
– Co? Skąd… Nie! Ty nic nie wiesz! To on mnie zdradził! On wybrał kogoś innego! – wybuchnął kucharz. – Wybaczyłem mu, chciałem dać drugą szansę… Ale… Cholera… Po co ja ci to mówię? Przecież ty i tak nie zrozumiesz, co czuję – powiedział, choć głęboko w swojej świadomości zdawał sobie sprawę, że sam nie wie, jak dokładnie się czuje. Zawsze myślał, że kochał Danny’ego. Ale czy to naprawdę była miłość? Czy nie cierpiałby bardziej po tym, jak jego były kochanek go dzisiaj ostatecznie odrzucił? A może po prostu, tak jak pomyślał po tym, jak Danny odjechał, zostawiając go samego na parkingu, że przyzwyczaił się do samotności? Ale przecież nie chciał być sam! W ogóle nie rozumiał siebie i swoich uczuć.
– Skąd wiesz, że nie zrozumiem? A wiem, bo jakiś czas cię obserwuję – powiedział kelner i pogłaskał go kciukiem po policzku.
– Że co?! Chcesz powiedzieć, że mnie śledzisz?! – zapytał wściekły nie na żarty Aaron.
– Nie śledzę, tylko obserwuję w pracy i przyglądam ci się na ulicy, kiedy cię spotkam przypadkiem, a to zasadnicza różnica. Widziałem cię z nim kilka razy, najczęściej w takiej jednej kawiarni, a zobaczyć was nie było trudno, bo zawsze siedzieliście przy oknie, i sobie poskładałem fakty. A to, że jest lekarzem wiem, bo go widziałem w szpitalu, jak byłem odwiedzić moją matkę – powiedział i jeszcze raz cmoknął go w usta. – Akurat wtedy, kiedy odwiedzał go całkiem przystojny Latino o imieniu Jake.
– Przestań mnie całować – warknął kucharz i spojrzał na niego wrogo swoimi granatowymi oczami. Na wspomnienie obecnego kochanka Dana wywróciło mu się w żołądku. Czyli ten odwiedzał go w pracy? On przez cały rok, który byli razem, nawet na chwilę tam nie wszedł. Zawsze czekał na niego na parkingu przed szpitalem.
– Bo co zrobisz? Zgłosisz właścicielowi, że cię kelner molestuje? – zapytał i uśmiechnął się kpiąco. Czuł, że Aaron nie piśnie nikomu słówka, nawet jeśli by go przypalano żywym ogniem.
– Czego ode mnie chcesz? – zapytał i głośno przełknął ślinę, kiedy zamiast odpowiedzi, kelner mocno go przytulił i zaczął macać go po tyłku. – Co ty robisz? Nie pozwalaj sobie – powiedział, chcąc brzmieć groźnie, ale zamiast tego w jego głosie było słychać strach. A może to nie był strach? Może to coś innego? Zaczynało mu się robić gorąco i kręcić w głowie i już nie wiedział, czy chce go odepchnąć, czy ciaśniej się do niego przytulić. Brakowało mu ciepła drugiej osoby, którego nie zaznał przez trzy długie miesiące, ale nie wiedział, czy może zaufać temu chłopakowi. Poza tym strasznie dziwnie się czuł, całując się w takim miejscu. Nigdy nie robił tego poza domem. Bał się, że ktoś go zobaczy… Czuł, że nie powinien tego robić, że takie rzeczy tylko w swoim domu za zamkniętymi drzwiami. Żeby nikt się nie dowiedział. Wstydził się tego, kim jest, dlatego nie chciał, żeby ktokolwiek się dowiedział. Żeby uniknąć upokorzeń. Nie zniósłby szyderczych spojrzeń rzucanych w jego stronę. Straciłby szacunek jako szef kuchni…
– Na pewno chcesz, żebym przerwał? – zapytał niskim głosem brunet i całując go po szyi, wsunął mu dłoń pod bluzkę.
– Nie tu… Zostaw… – jęknął, kiedy kelner zassał mu się na szyi. Odepchnął go i przyłożył dłoń w miejscu, w którym się zassał kelner, jakby w ten sposób mógł sprawdzić, czy ten bezczelny chłopak nie zrobił mu śladu.
– Nie szyja, czy nie kuchnia? – zapytał, przyglądając mu się z zaciekawieniem. Nigdy nie spotkał nikogo takiego. Wszyscy, z którymi się przespał – bo nie miał na koncie żadnego długoterminowego związku – byli prości jak drut i łatwi. Nie musiał się ani trochę natrudzić, żeby zaciągnąć ich do łóżka. Aaron był inny i w pewien sposób go to przyciągało. To było trochę jak polowanie. Im ciężej złapać zwierzynę, tym lepiej smakuje.
– Nie szyja i nie kuchnia. Cholera, zrozum, że ja nie mogę…! Nie w takim miejscu! I do diabła, nie rób mi malinek w miejscu, gdzie ktoś by mógł zobaczyć!
– A gdzie indziej mogę? – zapytał, nie odnosząc się, czy chodzi mu o miejsce, w którym się do niego dobierał, czy miejsce na jego ciele, gdzie mógł zostawiać widoczne ślady.
– Jak się zgodzę, to się ode mnie odczepisz? – zapytał blondyn, choć w ogóle mu się nie uśmiechało tego kontynuować.
– Czemu miałbym to robić? Jeśli miejsce by ci odpowiadało, to czemu miałbym rezygnować? Jak na jednym razie miałoby się skończyć, to mogę to zrobić równie dobrze tu i teraz, na tej szafce, w nosie mając twoje zasady – powiedział, wskazując głową wspomnianą szafkę.
Kucharz przełknął głośno ślinę. Przez dłuższą chwilę myślał intensywnie, aż w końcu zrezygnowany kiwnął głową.
– Niech ci będzie. Wygrałeś. Idziemy do mnie. Ale nie myśl sobie, że ci ujdzie na sucho ten szantaż – powiedział i wyszedł z kuchni tylnymi drzwiami, które prowadziły na zewnątrz budynku. Te frontowe zamknął, kiedy wyszli ostatni goście. – Idziesz? – zapytał, wściekły na siebie, że się zgodził, i na niego, że go do tego praktycznie zmusił. Przecież jeśli by nie wyraził zgody, ten zapewne sam by sobie wziął, co chce. A on wolał się zgodzić i mieć coś do powiedzenia, niż pozwolić zrobić mu z nim co chce.
Kiedy kelner wyszedł, zamknął drzwi na klucz, a zaraz potem schował go do kieszeni.
– Chodź. Miejmy to już z głowy – powiedział i nie oglądając się na niego, poszedł w stronę swojego auta. Kiedy obaj się przy nim znaleźli, powiedział – Siedzisz z tyłu.
Chłopak jęknął z protestem i spojrzał na niego szczenięcym wzrokiem.
– Mowy nie ma. Będziesz mnie rozpraszał. A ja nie chcę ryzykować spowodowania wypadku – powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu i wsiadł do auta po stronie kierowcy. Chłopak mimo nakazu zajęcia miejsca z tyłu, usiadł obok niego z przodu. – Mówiłem ci, że masz siedzieć z tyłu – jęknął sfrustrowany. Ten chłopak w ogóle go nie słuchał.
– Nie mam zamiaru siedzieć z tyłu, skoro z przodu jest wolne miejsce. Obiecuję, że cię nie dotknę, zanim nie dojedziemy na miejsce – zapewnił i zapiął pasy, nie mając najmniejszego zamiaru się przesiadać. Aaronowi nie pozostało więc nic innego, jak westchnąć ciężko i to zaakceptować. Nie będzie się przecież z nim kłócić. Przecież to i tak nic by nie dało. Nie potrafił się kłócić. Nigdy nie udało mu się wygrać żadnej kłótni. Zawsze ktoś miał lepsze argumenty od niego.
Mimo że kelner, tak jak obiecał, nie dotknął go przez całą drogę, niemożliwie się denerwował. Chłopak cały czas na niego patrzył, jakby go chciał zjeść wzrokiem, przez co ledwo się mógł skupić na prowadzeniu. Kiedy zaparkował na podziemnym parkingu, odetchnął głęboko i odpiął pasy.
– Jesteśmy. Wysiadaj – powiedział zimnym głosem. Nie miał pojęcia, czemu ten kelner się go uczepił, ale chciał to mieć jak najszybciej za sobą, mimo że wewnątrz strasznie się bał. Dan był jego pierwszym facetem i nie miał zbyt dużego doświadczenia w tym temacie. Nie wiedział, czego się spodziewać po tym chłopaku, przez co jeszcze bardziej się bał.
Chłopak zamiast go posłuchać, odpiął pasy i wpił się zachłannie w jego usta. Aaron westchnął cicho z zaskoczenia, by następnie jęknąć z protestem wymieszanym z przyjemnością. Drań dobrze całował, musiał mu to przyznać. Ale nie odpuści mu tak łatwo. Nie miał zamiaru całować się w miejscu publicznym, nawet jeśli byli sami w zamkniętym samochodzie. Krępowało go to i bał się, że ktoś może ich zobaczyć.
– Zostaw. Nie tu – stęknął i odepchnął go od siebie na odległość ramion.
– Czemu nie? – zapytał i jeszcze raz pocałował jego usta, pokonując barierę, którą stanowiły ręce kucharza. Złapał go za nadgarstki i przytrzymał jego ręce nad głową opartą o zagłówek fotela, by móc namiętnie go całować bez żadnych przeszkód.
– Czemu mi to robisz? – wyjęczał między pocałunkami, desperacko próbując się uwolnić. Danny nigdy na niego tak nie naciskał. Nie robił żadnych problemów. Do czasu, aż coś się w nim zmieniło. Aż poznał tego cholernego barmana, który mu go odebrał. Był zły na byłego kochanka, że tak łatwo odrzucił to, co budowali przez tak długi czas, na Jake’a, że pojawił się w życiu Dana i na siebie, że na to wszystko tak łatwo pozwolił. Nie jego wina, że nie potrafi się przełamać. Że ogarnia go paniczny lęk przed tym, że ktoś może się o nim dowiedzieć, nawet jeśli prawdopodobieństwo, że ktoś go zobaczy w jednoznacznej sytuacji graniczy z cudem.
– Bo tak mi się podoba. Aż tak się boisz? – zapytał i pocałował go w szczękę.
– A ty się nie boisz? – kucharz odpowiedział pytaniem.
– Szczerze? Mam to gdzieś, czy ktoś się dowie i co o tym pomyśli. Szefie, nie wpadaj w paranoję. Nawet jeśli ktoś się dowie, nie spali cię na stosie – powiedział lekceważącym tonem i jeszcze raz pocałował go w usta.
– Proszę cię. Chodźmy do mnie. Nie każ mi tego robić tutaj – jęknął płaczliwie Aaron. Naprawdę się bał i nie potrafił tego lęku powstrzymać. Przed Dannym starał się tego nie okazywać, bo nie chciał wyjść na aż takiego mięczaka. Teraz nie jest już z Danem, więc wszystko mu jedno. Nie potrafił być stanowczy przy tym chłopaku, tak jak jako tako udawało mu się to przy byłym kochanku. Do stanowczości wiele mu brakowało, ale Danowi potrafił się czasem postawić. Kelner przytłaczał go swoją osobowością i zachowaniem.
– Aż tak ci zależy? – zapytał, patrząc na jego przerażoną twarz. Nie sądził, że jest z nim aż tak źle. Postanowił, że pomoże mu przezwyciężyć strach. Choć trochę, żeby się nie trząsł na każdym kroku i przestał uważać na każdy swój gest, żeby tylko przypadkiem ktoś się nie dowiedział, że jest gejem.
Aaron spojrzał na niego błagalnie, nie mając siły, żeby cokolwiek powiedzieć.
– Niech ci będzie. Prowadź do swojej jaskini, tygrysie – powiedział i poklepał go po udzie.
Aaron spojrzał na niego karcąco, ale w duchu odetchnął z ulgą. Kilka minut później wchodzili już do mieszkania kucharza. W przedpokoju zdjęli buty i wierzchnie odzienie i poszli do salonu. Zaskoczyło to gospodarza, bo spodziewał się, że ten nachalny kelner rzuci się na niego od progu. Ten natomiast jak gdyby nigdy nic usiadł na starej zielonej kanapie w salonie i poprosił o kawę.
– Co jest z tobą nie tak? – zapytał kucharz, podając mu napój, o który poprosił, po czym usiadł obok niego na kanapie. Zdenerwowanie trochę mu minęło, kiedy znalazł się w bezpiecznych czterech ścianach swojego domu.
– O co ci chodzi? – zapytał kelner, sącząc swoją kawę.
– Chyba nie chcesz mi wmówić, że przyszedłeś tutaj, żeby napić się kawy? – zapytał kąśliwie. Nie rozumiał tego faceta.
– A co? Już się nie możesz doczekać? – zapytał i przejechał palcem wskazującym po jego udzie.
– Nie o to mi chodzi. Najpierw mnie napastujesz i zmuszasz do niewiadomo czego, a teraz, jak gdyby nigdy nic, pijesz sobie kawę! Ja tu przez ciebie zeświruję!
– Bez nerwów, Aaron. Chciałem tylko sprawdzić, na ile jesteś w stanie mi pozwolić. Nie mam zamiaru cię do niczego zmuszać. Skoro już mnie zaprosiłeś do siebie, to nie widzę powodu, żeby się spieszyć. I mógłbyś mi mówić po imieniu? Jeszcze nigdy nie słyszałem, żebyś się tak do mnie zwracał – powiedział i spojrzał mu w oczy.
– Ja nawet nie wiem, jak masz na imię. I co to za różnica, jak się do ciebie zwracam? – burknął kucharz i napił się swojej kawy, po czym odstawił filiżankę na stolik.
– Jestem Michael. Ale możesz mi mówić Mike. Moje imię jest zbyt poważne.
– Niech ci będzie… Mike. To… co masz zamiar zrobić? – zapytał, nie patrząc mu w oczy.
– A co chcesz, żebym zrobił? – zapytał, po czym wypił do końca swoją kawę i odstawił pustą filiżankę na stolik.
– Jak powiem, żebyś wyszedł, to wyjdziesz? – zapytał, nie licząc na twierdzącą odpowiedź.
– Jeśli naprawdę tego byś chciał, to z wielkim żalem, ale spełniłbym twoje życzenie – odpowiedział szczerze. Nie chciał się narzucać. Już i tak wystarczająco nadwyrężył jego nerwy. Nie liczył na to, że Aaron pozwoli mu na aż tyle i wątpił, żeby nie wykorzystał okazji i go stąd wygonił.
– To w takim razie żegnam – powiedział kucharz i odwrócił od niego wzrok.
Kelner opuścił głowę i zrezygnowany wstał z kanapy. Niby nie liczył na cud, ale był trochę zawiedziony. Kiedy miał zakładać buty w przedpokoju, usłyszał za sobą głos kucharza.
– Czekaj. Mike…
– Co jest? Zapomniałem czegoś? A może chcesz mi jeszcze coś powiedzieć? Chyba że… chcesz, żebym cię przeprosił, tak?
– Gdzie się podziała ta twoja pewność siebie? Przed chwilą mnie napastowałeś i w nosie miałeś to, co myślę na ten temat, a teraz jesteś gotów się kajać i przepraszać?
– Nie chcę, żebyś myślał, że jestem chujem. Mam swoje zasady i nie mam zamiaru posuwać się za daleko. Nie chcę się narzucać. Jak nie chcesz, to nie. Ale pocałunków nie żałuję.
– Ale chciałbyś, żeby to zaszło dalej? – zapytał blondyn, sam nie wiedząc, po co to ciągnie. Powinien po prostu pozwolić mu wyjść.
– Czemu o to pytasz? Oczywiście, że bym chciał. Od dawna mam na ciebie ochotę, ale zawsze miałeś tego swojego lekarza. Teraz, jak go nie ma już dłuższy czas… poczułem się chyba zbyt pewnie. Przepraszam, jeśli cię w jakiś sposób skrzywdziłem. Nie będę się więcej narzucać. I nie martw się, nikomu nie powiem. Zachowam dla siebie to, kim jesteś. Ty możesz zrobić, co chcesz. Mam gdzieś, czy ktoś się o mnie dowie, czy nie.
– Zazdroszczę ci tej odwagi – powiedział Aaron, czym zaskoczył chłopaka. – Ja nie potrafię… boję się… Dan… Nawet on miał mnie dość, choć wcale nie jest otwarty. Nawet on nie mógł znieść… – Głos mu zadrżał, a obraz zaczął się zamazywać. Był do niczego. Skoro nawet Danny, który ukrywa swoją tożsamość seksualną zostawił go z powodu jego panicznego strachu przed tym, że ktoś się o nim dowie i że jest taką dupą życiową, która nie potrafi walczyć o to, na czym mu zależy, to kto z nim wytrzyma? Myślał, że z Dannym mu się uda, że będą ze sobą już zawsze i nie będzie się musiał martwić, że zostanie sam.
– Już, ćśśś – powiedział Mike łagodnie i pogładził go po policzku, przy okazji ścierając łzę bezsilności, która po nim spływała. – Poradzisz sobie z tym. Ja ci pomogę. Może i kochałeś tego swojego lekarza, ale skoro on nie potrafił cię docenić, to może wcale na ciebie nie zasługiwał, hm?
Aaron spojrzał na niego zaszklonymi oczami. Czy naprawdę kochał Dana? Wydawało mu się, że tak. Przez ten cały czas, który z nim był i te trzy miesiące po ich rozstaniu również. Ale teraz, jak o tym myślał, czy gdyby tak było, to nawet jeśli zerwali, czy nie walczyłby o niego trochę bardziej? Czy nie robiłby wszystkiego, żeby ten do niego wrócił? Czy całowanie z innym facetem mogłoby mu sprawiać aż taką przyjemność? Czy to była miłość czy zwykłe zauroczenie, przyzwyczajenie i poczucie bezpieczeństwa? Sam nie wiedział i miał nadzieję, że Mike pomoże mu odpowiedzieć na te pytania.
– Nie idź – poprosił i złapał go za koszulkę na plecach. Dana nie potrafił zatrzymać. Zniszczył wszystko przez to, że pozwolił mu odejść. Gdyby wtedy, kiedy się tak strasznie pokłócili… choć kłótnią to ciężko nazwać, bo to raczej Dan wylewał swoje żale, a on tylko czasem coś burknął, gdyby wtedy za nim wybiegł, to może nie skończyłoby się tak, jak skończyło? Choć znając siebie, pewnie znowu by coś odwalił i zdenerwował Dana, a ich związek znów by zawisnął na włosku. Jak tak teraz o tym myślał, to nie mogło skończyć się dobrze. Ich związek nie miał przyszłości. Nie dogadywali się, szczególnie w ostatnim miesiącu przed zerwaniem. Ale czego on oczekiwał? Był przecież beznadziejny. Sam ze sobą by nie wytrzymał, więc czemu Danowi miałoby się to udać? Czemu komukolwiek miałoby się to udać? Chyba nie był stworzony do związków. Do końca życia zostanie sam, bo Mike na pewno niedługo się znudzi taką nieciekawą osobą jak on, a na nikogo innego nie liczy, bo w życiu nie odważy się sam kogoś sobie znaleźć. I nikt nie znajdzie jego, bo nie zrobi nic, żeby ktoś się dowiedział, że jest homo.
Chłopak spojrzał na niego pytająco. Coraz mniej rozumiał tego faceta. Najpierw każe mu wychodzić, a teraz go zatrzymuje. Jednak mimo wszystko serce zabiło mu mocniej na te słowa. Chciał go pocałować, ale bał się jego reakcji. Facet był tak nieprzewidywalny jak kobieta w ciąży. I właśnie w tej chwili zrobił coś, czego się najmniej spodziewał, a mianowicie pocałował go prosto w usta. Musiał przy tym stanąć na palcach, bo kelner był od niego sporo wyższy, co było dość niespotykane, bo sam do niskich nie należał.
– Jak zaraz nie przestaniesz, nie będę mógł się powstrzymać – sapnął, kiedy kucharz się od niego oderwał.
– Może ja nie chcę, żebyś się powstrzymywał? – zapytał, czym zaskoczył samego siebie, nie tylko swojego gościa. Co się z nim działo? Co ten facet z nim robił? Nigdy nie spodziewał się po sobie, że będzie gotów przespać z facetem, którego ledwo zna. A teraz… teraz niemal pragnął, żeby do czegoś między nimi doszło.
– Zważaj na słowa, szefie, bo jak zacznę, to nie przestanę, nawet jak będziesz mnie o to błagać – powiedział, patrząc na niego z pożądaniem.
– Dzisiaj nie jestem sobą, więc korzystaj z okazji – powiedział. Naprawdę czuł się jakby ktoś inny nim sterował. I odczuwał nieodparte pragnienie bliskości. Odkąd Dan go zostawił, czuł się samotny. Może i ich związek nie był idealny, może czasem zdarzały się im spięcia, ale były i miłe chwile. I miał pewność, że nie jest sam. Nie chciał być sam. Nie lubił samotności. I kiedy myślał, że już do końca będzie na nią skazany, pojawił się Mike, który od dawna przy nim był. Nagle okazał swoje zainteresowanie jego osobą. Na początku kelner wydawał mu się zarozumiały i zbyt pewny siebie, ale kiedy pokazał się z innej strony, jak był gotów odpuścić przez tylko jedno słowo kucharza… ten zaczął trochę inaczej na niego patrzeć.
– Dziwny jesteś. Ale nie przeszkadza mi to. Przez to jesteś jeszcze bardziej interesujący – zamruczał brunet i cmoknął go w skroń.
– Nie jestem zbyt rozrywkowym typem. Nawet Dan mi to wypomniał, a sam nie należy do tych, co lubią poszaleć w klubie na dyskotece czy…
– Nie mów o nim. Jego już nie ma. Nie lubię, jak facet, który mi się podoba, mówi przy mnie o swoim byłym. I jak o nim myśli, kiedy go całuję, albo robię coś innego.
– Zazdrosny jesteś? Przecież nawet nie jesteśmy razem. A dla twojej wiadomości, nie myślałem o nim, kiedy mnie całowałeś. Wszystkie moje zmysły były skupione na tobie – powiedział szczerze blondyn. Nie miał pojęcia, skąd zebrał się na odwagę, by powiedzieć to wszystko praktycznie obcemu mężczyźnie. Zwykle mówił niewiele, ale przez śmiałość kelnera jakiś hamulec mu puścił na tyle, by wyznać, co czuje.
– Naprawdę? – zapytał brunet z niedowierzaniem i spojrzał w jego granatowe oczy swoimi brązowymi. Podobały mu się te oczy. Miały taki niespotykany kolor. Tylko trochę żałował, że Aaron tak rzadko na niego patrzy i pokazuje mu swoje oczy. Że jest w nich więcej niepewności i strachu niż pożądania i sympatii.
– Tak. I bardzo dobrze całujesz – powiedział kucharz, wstydząc się spojrzeć mu w oczy. Zarumienił się przy tym jak jakaś zakochana nastolatka.
– Potrafię robić też inne rzeczy – zamruczał i pocałował go dominująco w usta. – Aaron? – sapnął, kiedy oderwał się od tych słodkich warg.
– Hm? – mruknął kucharz, zerkając na niego kątem oka.
– A… Wspomniałeś o tym, że nie jesteśmy razem. To nic nie zmienia. I tak jestem zazdrosny. I… Chciałbyś być razem… ze mną? – zapytał niepewnie. Z jednej strony bał się zaangażowania, a z drugiej nie chciał być sam do końca życia. Chciał choć raz zobaczyć, jak to jest z kimś być, a nie tylko się pieprzyć.
– Nie wiem. Wiem, że nie chcę być sam. Może poznajmy się lepiej, a potem zobaczymy, co? – zapytał kucharz i spojrzał mu niepewnie w oczy.
– Może być – zgodził się z nim Mike. – Ale i tak chcę cię dzisiaj przelecieć – powiedział, patrząc mu świdrująco w oczy. Starał się wykorzystywać każdą chwilę, kiedy uda mu się złapać jego spojrzenie.
– A nie może być odwrotnie? – zapytał niepewnie Aaron. Nie przepadał za byciem na dole i do końca miał nadzieję, że jakoś uda mu się odwrócić role.
– Na mój tyłek musisz sobie zasłużyć, szefie – zamruczał i wpił się agresywnie w jego wargi.
Kucharz jęknął cicho i przymrużył oczy. Już nie próbował go odepchnąć. Chciał wykorzystać tę szansę, którą dał mu los.
– Tak? A co takiego muszę zrobić, żeby na niego zasłużyć? – zapytał, patrząc mu wyzywająco w oczy. Nie miał pojęcia, jak to się działo, ale ten chłopak prowokował go swoim zachowaniem. Sprawiał, że nie potrafił przejść obojętnie obok żadnej jego uwagi.
– Musisz zapomnieć o swoim byłym. I pozbyć się tych bezsensownych lęków. Chociaż trochę. Nie oczekuję, żebyś się zmienił z dnia na dzień, ale nie możesz panikować na każdym kroku, bo to chore.
– Sugerujesz, że jestem chory? – warknął kucharz. – Takie słowa raczej nie budują nastroju, wiesz?
– Nie sugeruję, że jesteś chory, tylko twoje zachowanie – sprostował Mike.
– Wielka mi różnica – mruknął. – Nie potrafisz zaakceptować tego, jaki jestem? – zapytał z wyrzutem. Wiedział, po prostu wiedział, że tak będzie. I po co w ogóle robił sobie jakieś nadzieje?
– Mogę spróbować, ale ty też się postaraj. Naprawdę mi się podobasz i nie chciałbym, żeby nam nie wyszło z powodu twojego problemu z samoakceptacją.
– Nie mam problemu z zaakceptowaniem siebie. Po prostu boję się, że inni mogą tego nie zaakceptować.
– Wielka mi różnica. Wiesz co? Przemyśl to, co powiedziałem i daj mi znać. Ja spadam. Straciłem ochotę – powiedział, po czym założył buty na nogi, zdjął z wieszaka swoje wierzchnie ubranie i wyszedł z domu kucharza, nie oglądając się na niego. Aaron nawet nie próbował go zatrzymać. Poczuł się jak wtedy, kiedy Dan opuszczał jego mieszkanie po ich „kłótni”. Coś jakby go sparaliżowało. Nie potrafił zrozumieć, co tu się przed chwilą stało. Dlaczego Mike wyszedł? Czemu zostawił go tu samego? Czy każdy jego domniemany związek ma się kończyć, zanim w ogóle się zacznie? Naprawdę był gotów oddać się temu chłopakowi. Byle tylko nie musiał być znowu sam. Czemu on musi mu to aż tak utrudniać? Czy stracił szansę, żeby coś z nim zbudować? Czy nie ma możliwości, żeby mu odpuścił i zaakceptował go z wszystkimi męczącymi wadami, które posiadał?

Był niewyspany. Nic mu się nie chciało. Było mu jeszcze gorzej niż wczoraj. Przez cały wieczór liczył na to, że Mike wróci i powie, że się mylił i że nieważne jest to, że nie potrafi przestać się bać, bo zależy mu na nim. W nocy natomiast nie mógł zasnąć, bo zastanawiał się, czy to rzeczywiście nic takiego. Że skoro nawet Danowi to przeszkadzało, to co dopiero takiemu Mike’owi, który ma gdzieś, co inni o nim myślą. Postanowił, że jeśli chłopak jeszcze będzie go chciał, spróbuje się zmienić. Bo jeśli dalej tak będzie się tak zachowywać, nie uda mu się zatrzymać nikogo na dłużej i w końcu zostanie sam. Ciężko było mu się skupić na pracy, tym bardziej, że Mike cały czas go unikał i robił wszystko, żeby ich spojrzenia się nie skrzyżowały, a ich spotkania były ograniczone do minimum. Nie odezwał się do niego od początku zmiany aż do teraz. Aaron nie miał pojęcia, co o tym myśleć. Jednego dnia mu się narzuca, a drugiego unika na wszystkie możliwe sposoby. Przez to wszystko mało brakowało, a usmażyłby kotlety na zimnym tłuszczu, czy nie posolił ziemniaków. Ba, prawie zepsuł curry. Tylko cudem udało mu się je uratować.
– Co się z szefem dzieje ostatnio? – zapytała jedna z kucharek pomagających mu w gotowaniu. To dzięki niej kotlety zostały usmażone na odpowiednio gorącym oleju, a ziemniaki w ostatniej chwili posolone.
– Co? A… Nie, nic. Wszystko jest w porządku – powiedział, unikając kontaktu wzrokowego z dziewczyną.
– Raczej nie takie nic, bo szef taki nieobecny ostatnio. Czy coś się stało? Bo wydaje mi się szef taki smutny. Nie wiem, mogę się mylić, ale jeśli to nic takiego, to niech szef postara się w miarę szybko z tym uporać, bo pański nastrój wpływa na atmosferę w kuchni, a tak się nie da pracować.
– Tak jest – powiedział Aaron i uśmiechnął się blado. Czemu nie mógł być normalnym facetem, któremu podobają się kobiety? Czemu musiał wstydzić się tego, że pociągają go męskie tyłki? Moment… Wstydzić się? Czy Mike miał rację? Czy on naprawdę nie do końca akceptuje to, kim jest?
– Cieszę się, że szef zrozumiał. A teraz, proszę mi wybaczyć, ale idę opieprzyć Mike’a, żeby przestał straszyć gości swoją grobową miną i przestał mylić zamówienia. Ja nie wiem, co się z wami dzieje, ale możecie załatwiać swoje sprawy poza pracą, a nie przynosić ich do niej?
– Ja… nie odpowiadam za tego chłopaka, ale jeśli chodzi o mnie, postaram się, żeby taka sytuacja się więcej nie powtórzyła.
– Dziękuję. Swoją drogą… Ciekawe co się dzieje z Mikem. To nie w jego stylu. Zawsze się uśmiechał, niezależnie od sytuacji. Może się zakochał? – myślała na głos dziewczyna.
– Zakochał? – zapytał kucharz i głośno przełknął ślinę.
– Znam go pół życia i jeszcze nigdy go takiego nie widziałam. Zakochanego też nie, więc kto wie? Ciekawe tylko, kto to taki. Gdybym miała strzelać, stawiałabym na pana – powiedziała i zaśmiała się niezręcznie. Kucharz momentalnie się zaczerwienił. – Przepraszam, nie powinnam – powiedziała, zauważając minę Aarona.
– Dlaczego… – przełknął ślinę – dlaczego tak sądzisz? – zapytał, nie patrząc nawet w jej kierunku.
– Dlaczego? Bo… Nie wiem, czy powinnam. To głupie, przepraszam. Lepiej się zajmę swoją pracą i powiem durniowi, żeby się ogarnął.
– Czekaj – powiedział i złapał dziewczynę za rękę, żeby ją zatrzymać. – Proszę, powiedz. Dlaczego tak myślisz?
– To dla pana aż takie ważne? – zapytała i spojrzała na niego niepewnie.
– Ważniejsze niż kiedykolwiek śmiałbym przypuszczać – powiedział, sam nie wierząc, że ciągnie ten temat. Przecież prawdopodobnie strzelał do własnej bramki. Jeśli ta dziewczyna się czegoś nie domyśli, to będzie cud. Ale nie potrafił inaczej. Musiał się czegoś dowiedzieć, wybadać teren, bo inaczej zwariuje.
– No dobra. Ale ani słowa, że panu powiedziałam. Bo on… jest gejem, nie spuszcza pana z oka, kiedy tylko ma taką możliwość, ostatnio cały czas o panu gada, no i… powiedział, że pana potrawy cudownie pachną, że ledwo się powstrzymuje, żeby ich nie spróbować, i że żałuje, że jeszcze ich nie zakosztował. To ostatnie może i nie jest wiarygodnym powodem, żeby tak myśleć, ale… jak to mówią, przez żołądek do serca – powiedziała i zaśmiała się niepewnie.
– W tym przypadku to chyba przez nos – powiedział i westchnął cicho. – Dobra, leć, nie zatrzymuję cię więcej – powiedział kucharz i z powrotem wziął się do pracy.

– Co żeś zrobiła? – zapytał kelner, z niedowierzaniem patrząc na swoją przyjaciółkę.
– Nie musisz mi dziękować – powiedziała i wywróciła oczami.
– Dziękować? Jak mnie znienawidzi, to będzie twoja wina – jęknął sfrustrowany. Całą noc myślał o Aaronie i doszedł do wniosku, że zależy mu na nim, jak nigdy na kimkolwiek. Nie wyobrażał sobie, żeby nie mógł chociaż spróbować. Był nawet gotów znieść to jego wkurzające zachowanie. Tą jego cholerną nieśmiałość i totalny brak pewności siebie.
– Nie obchodzi cię, co na to powiedział? – zapytała, unosząc jedną brew.
– Nawet nie chcę wiedzieć – burknął, choć w duchu umierał z ciekawości. Nie przyzna się jednak do tego przed nią. Duma mu na to nie pozwalała. Powie, to z chęcią jej wysłucha. Nie powie – cóż, jakoś to zniesie.
– Jak sobie chcesz – burknęła dziewczyna i wróciła do kuchni.
Świetnie. Kolejny powód do zamartwiania. Następnym razem dwa razy pomyśli, zanim cokolwiek powie tej dziewczynie. Dobrze, że nie powiedział jej, że Aaron też jest gejem, bo mogło być jeszcze gorzej.

Był wkurzony. Mike unikał go, jak tylko mógł, do samego końca zmiany. A on chciał z nim porozmawiać. Chciał wyjaśnić kilka rzeczy, przeprosić za wczorajsze zachowanie… i zapytać, czy to, co powiedziała kucharka jest prawdą. Dlaczego on musiał wszystko utrudniać? Akurat kiedy się zdecydował, że chce spróbować? Dlaczego nie wrócił tamtego wieczoru? Dlaczego w ogóle wychodził? Naprawdę nabrał ochoty, żeby spędzić z nim ten czas. Czy był aż tak beznadziejny, żeby tak łatwo z niego zrezygnować? Czy nie zasługiwał na szczęście? Na miłość? Może Dan miał rację, że odszedł do innego. Przynajmniej nie musi się już męczyć z jego trudnym charakterem. Bo jak się tak zastanowić, zawsze coś było nie tak… Zawsze coś zgrzytało. Nigdy nie było idealnie. Może to i lepiej, że Mike zrezygnował. Przynajmniej nie będzie się musiał męczyć, a on nie będzie musiał ponownie cierpieć  z powodu rozstania. Tylko czemu, mimo że nie byli razem, i tak cholernie bolało?
Westchnął smutno, po czym zdjął fartuch i odwiesił go na wieszak. Kiedy miał się już zbierać do domu, bo lokal został zamknięty i wszyscy się porozchodzili w swoją stronę, usłyszał za sobą ciepły głos, który przyprawił go o mocniejsze bicie serca:
– Hej, szefie. Co tak wzdychasz?
– Zmęczony jestem – powiedział, z ledwością powstrzymując drżenie głosu. Może jeszcze jest nadzieja? Gdyby tylko się przełamał… Może miałby jeszcze szansę? – Myślałem, że się już zmyłeś. Twoja przyjaciółka już dawno poszła.
– Nie jestem jej cieniem, żeby wszędzie za nią chodzić. Miałem ochotę zostać dłużej, to zostałem, a jej nic do tego. To tylko przyjaciółka. W dodatku mieszkamy w przeciwnych kierunkach.
– Długo się znacie?
– Będzie z dziesięć lat. Czemu w ogóle o to pytasz? – zapytał, marszcząc brwi.
– Bo… Sam nie wiem. Po prostu się zastanawiam, jak dobrze może cię znać i jakie jest prawdopodobieństwo, że to, co o tobie powiedziała, jest prawdą.
– A chciałbyś, żeby było? – zapytał wymijająco kelner.
– Nie wiem… Tak? – powiedział niepewnie, choć na usta rwało mu się: „bardzo”.
– Aaron… Nie wiem dokładnie, co powiedziała, a tym bardziej co ty na to, ale… cholera… – zamilkł na chwilę, kiedy dotarło do niego ostatnie słowo kucharza. – Powiedziałeś „tak”?
– Tak – powiedział już pewniej Aaron. – Wiesz… Naprawdę nie chciałem… żebyś wczoraj wychodził. Ale się chyba na mnie wkurzyłeś… Ja wiem, że jestem trudną osobą, ale… miałem nadzieję, że zrozumiesz. Zdałem sobie jednak sprawę, że to ja się myliłem, naprawdę mam problem ze sobą i jak nie będę z nim walczyć, to do końca życia będę sam.
– Nie. Aaron. To ja się myliłem. Nie powinienem cię do niczego zmuszać. Spieprzyłem wczoraj. Myślałem, że nie chcesz mnie widzieć po tym, jak ci nagadałem. Dlatego się usunąłem, żeby ci nie psuć już więcej humoru.
– To ja się myliłem. Wcale nie zepsułbyś mi humoru. Tak naprawdę… miałem nadzieję, że wrócisz. I… Mike, ja zrobię wszystko, będę się starał zmienić, tylko… kurwa… – zaklął, choć nigdy wcześniej mu się to nie zdarzyło. –  Nie zostawiaj mnie, do cholery. Nie po tym, jak coś zacząłem do ciebie czuć – powiedział kucharz i zadziwiając tym samego siebie, przyciągnął mężczyznę do namiętnego pocałunku.
Mike przez krótką chwilę nie zareagował, zbyt zaskoczony gestem kucharza, ale zaraz odwzajemnił pieszczotę z takim zaangażowaniem, że Aaronowi zmiękły kolana tak, że ledwo mógł ustać. Drań tak cholernie dobrze całował! Aż się zaczął zastanawiać, jak duże ma w tym doświadczenie.
– To… co właściwie do mnie czujesz, Mike? – zapytał nieco zachrypniętym głosem, kiedy ich usta się rozłączyły po zapierającym dech w piersiach pocałunku.
– Szczerze? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Wiem, że jest to coś więcej, niż do tej pory miałem z kimkolwiek innym, ale nie potrafię nazwać tego uczucia. Bardzo cię lubię, Aaron i chcę wiedzieć o tobie więcej i więcej. Chcę spędzać z tobą swój wolny czas, całować cię, przytulać… Chcę cię poznać tak, jak nikt jeszcze do tej pory… Chcę, żebyś zapomniał o swoim byłym, żeby… żebyś myślał tylko o mnie. Czy to miłość?
– Nie wiem. Jak się zakocham, to ci powiem – powiedział kucharz i bez zastanowienia cmoknął jego wargi. Zadziwiał samego siebie. Nigdy przedtem nie przyszłoby mu do głowy, że jest w stanie zrobić coś takiego bez zastanowienia. Każdy jego gest był dokładnie przemyślany. Czy to sprawka tego chłopaka? Czy przez niego się zmieniał? Czy to była zmiana na lepsze? I czy jemu samemu podobała się ta zmiana?
– To nie kochałeś tego swojego doktorka? – zapytał zdziwiony kelner.
– Kiedyś myślałem, że tak. Ale coraz częściej zadaję sobie pytanie, czy przypadkiem nie byłem z nim z przyzwyczajenia. Dla własnej wygody… Czy gdybym naprawdę go kochał, nie cierpiałbym bardziej po jego stracie?
– Jeśli chcesz, spróbuję pomóc odpowiedzieć na twoje pytania – wyszeptał mu na ucho Mike i lekko musnął ustami jego ucho.
– Mike… – szepnął drżącym głosem kucharz.
– Tak, wiem. Nie tu. Przepraszam. Już nie bę…
Aaron nie dał mu dokończyć, bo przyciągnął go za koszulkę i zatkał usta namiętnym pocałunkiem.
– Zamknij się już – warknął, po czym wyciągnął z kieszeni klucz i zamknął drzwi od wewnątrz. – Tym razem nie pozwolę ci uciec – powiedział, patrząc mu wyzywająco w oczy, po czym odłożył klucze na szafkę, by zaraz przylgnąć do niego w mocnym uścisku i pocałować te jego cudowne usta.
– Zaskakujesz mnie, szefie – zamruczał kelner, po czym oddał pocałunek, również go obejmując. W pewnym momencie wsunął jedną z dłoni za granicę, którą stanowiły spodnie kucharza.
– Mnnn – ten jęknął cicho w wargi chłopaka, kiedy jego gorąca dłoń pomasowała go po rowku, niebezpiecznie blisko dziurki. Zaczynał się powoli podniecać.
– Co jest, szefie? Chcesz, żebym przestał? – zapytał Mike i ścisnął jeden z jego pośladków.
– Nie zamykałbym drzwi, gdybym chciał, żebyś przestał. Głupek. Kontynuuj, jak już zacząłeś – powiedział zawstydzony i jęknął cicho, kiedy druga z dłoni chłopaka wsunęła się mu pod koszulkę i drażniąco ścisnęła jego sutek.
– To właśnie chciałem usłyszeć – zamruczał kelner i liznął go za uchem.
– Danny by nie uwierzył… nnn – jęknął kiedy chłopak mocniej ścisnął jego sutek.
– Ani słowa o tym doktorku, kiedy jestem przy tobie. Szczególnie w takiej chwili – warknął, po czym uwolnił swoje ręce, by zaraz odwrócić kucharza tyłem do siebie i przygwoździć do szafki, na której ten położył klucze do restauracji. W jednej chwili odpiął pasek jego spodni, rozpiął je i zsunął mu je do kolan razem z bielizną.
– Co w ciebie tak nagle wstąpiło? – jęknął Aaron, odwracając do niego głowę.
– Nie lubię, jak facet, z którym się mam pieprzyć, mówi o innym – powiedział i przysunął dłoń do jego twarzy. – Liż. Nie mam nawilżenia, więc, że tak powiem, jak se pościelisz, tak się wyśpisz.
Aaron westchnął drżąco i z ociąganiem wziął do ust środkowy i wskazujący palec mężczyzny i zassał się na nich, co jakiś czas je oblizując. To wszystko go niezdrowo podniecało. Nigdy nie robił czegoś takiego z Dannym. Nawet sobie nie wyobrażał, że jest zdolny do czegoś takiego. I nawet nie przyszło mu do głowy, że skoro są w kuchni, to na pewno znalazłoby się coś, co mogłoby posłużyć  za poślizg.
– Dobry chłopiec – powiedział czule kelner i wyciągnął z ust mężczyzny palce.
– Zamknij się, dzieciaku – warknął, po czym jęknął cicho, kiedy chłopak pomasował stymulująco jego dziurkę z zewnątrz. – Jestem, do cholery, starszy od ciebie. Ile ty masz właściwie lat?
– Dwadzieścia. Bardzo ci przeszkadza, że zaraz cię przeleci natrętny gówniarz? – zapytał i wsunął opuszek palca do jego wnętrza i pomasował rozluźniająco zwieracz od wewnątrz.
– Nnn… Cholera… Nie spieprz tego – mruknął tylko, cały czerwony na twarzy. Chłopak był taki pewny siebie i agresywny, a jednocześnie czuły i delikatny w tym, co robił. To dość nietypowa mieszanka, ale w pewnym sensie mu się podobała. Do tego stopnia, że nie mógł doczekać się więcej i wcale nie przeszkadzała mu różnica szesnastu lat.
– Nie pożałujesz, że się zdecydowałeś – zamruczał  brunet i wsunął palca nieco głębiej. Chwilę nim wiercił, by odnaleźć prostatę, a kiedy już mu się to udało, co stwierdził po żywszej reakcji współpracownika, pomasował stymulująco to miejsce, by go pobudzić i jednocześnie rozluźnić, bo mimo że udało mu się wsunąć do środka palec, facet był tak ciasny, niczym dziewica. Nie wiedział, czy to przez to, że ten długi czas nie był na dole, czy może po prostu był bardzo spięty, ale chciał zrobić wszystko, żeby go dobrze przygotować. Nie chciał zrobić mu krzywdy. Nie był wielki, ale mały też nie był, więc bez nawilżenia może być ciężko. Zwłaszcza na początku.
– Mam nadzieję – sapnął kucharz i zacisnął dłonie tak mocno, aż mu kostki pobielały.
– Rozluźnij się, szefie, bo w takim tempie do niczego nie dojdziemy – powiedział łagodnie i cmoknął go w kark.
– Przepraszam… po… postaram się – powiedział i jęknął cicho, kiedy kelner ponowił pieszczotę jego prostaty. Wziął kilka głębokich i jednocześnie drżących wdechów, po czym powiedział – Spróbuj wsunąć drugi.
Mike jeszcze chwilę pomasował zwieracz mężczyzny jednym palcem, po czym rzeczywiście spróbował z drugim. Ten, z niemałym oporem, ale jednak, udało mu się wsunąć do środka. Ścianki odbytu mężczyzny przez chwilę boleśnie zacisnęły się na jego palcach, ale zaraz trochę się rozluźniły – na tyle, by dać chłopakowi jakiekolwiek pole manewru.
– Nie denerwuj się, szefie. Wszystko będzie dobrze. Tylko rozluźnij się jeszcze troszeczkę – poprosił łagodnym głosem i pogłaskał go po plecach pod koszulką.
-To mnie pocałuj – wyburczał w ramię tak, że Mike ledwo go zrozumiał.
Chłopak odwrócił do siebie głowę kucharza i przyciągnął do długiego, namiętnego pocałunku. W tym czasie wprawnie go rozciągał. Szło mu to trochę łatwiej, niż chwilę wcześniej. Na szczęście Aaron zaczął się rozluźniać, bo gdyby to miało potrwać dłużej, to chybaby nie wytrzymał. Rozciągał go jeszcze parę minut, to wsuwając w niego palce aż po knykcie, to wysuwając je z niego. Od czasu do czasu zginał je w jego wnętrzu lub rozszerzał.
– Mike… wys… wystarczy – wysapał kucharz. – Włóż go już – powiedział cicho, zbyt zawstydzony, by zrobić to choć o ton głośniej. Nie miał w zwyczaju rozmawiać podczas seksu, bo było to dla niego zbyt krępujące. Do tego bał się, że podczas wypowiadania  się zadrży mu głos, albo wyda z siebie jakiś krępujący odgłos. Przypomniało mu sie, jak Danny bezskutecznie próbował wydusić z niego choćby słowo. Temu chłopakowi przyszło to tak łatwo, jakby to było zupełnie naturalne.
– Jesteś pewny? – zapytał chłopak, choć sam najchętniej wbiłby się już między te jego połóweczki.
– Jestem. Tylko… Nie chcę wyjść na mięczaka, ale… bądź delikatny, proszę.
– Zawsze jestem delikatny. Chyba że ktoś ma specjalne życzenie – zamruczał mu do ucha, po czym wysunął z niego palce i zsunął uciskające go w tej chwili niemiłosiernie spodnie razem z bielizną do połowy ud. Ujął swojego sztywnego penisa u nasady i przejechał nim po rowku mężczyzny. Zatrzymał się na dziurce i lekko na nią naparł.
– Nnnn… Naprawdę nie wierzę, że to robię – powiedział kucharz i jęknął cicho, kiedy główka penisa chłopaka przecisnęła się przez jego ciasną szparkę.
– Chyba się nie boisz, co? Nikt nas tu nie zobaczy. Osobiście zamknąłeś drzwi na klucz.
– Wiem. Ale i tak… nnn… Dziwnie się czuję z myślą, że jutro przyjdą tu ludzie i będą gotować dla klientów…
– Posprzątamy dokładnie i nikt się nawet nie domyśli, co tu dziś między nami zaszło – powiedział i wsunął się odrobinę głębiej.
– I tak będzie mi dziwnie… jak będę tu stał i przygotowywał to jedzenie, to będzie mi się to przypominać.
– Mówisz, że będziesz o tym rozmyślać podczas pracy? Niegrzeczny – zamruczał kelner i wsunął kilka kolejnych centymetrów.
– Samo mi się będzie przypominać – jęknął i zacisnął dłonie na blacie.
– Mam nadzieję, że nie będzie cię to tak rozpraszać, żeby przeszkadzać ci w pracy. Mogę już zacząć się ruszać?
– Chyba tak. Ale…
– Tak, wiem, będę delikatny.
– Dzięki. I… Mike?
– Hm?
– Wolę to powiedzieć teraz, bo później może być za późno. Byłbym wdzięczny, jakbyś nie dochodził w środku.
– Nie jestem głupi. – Zaśmiał się chłopak i cmoknął go koło ucha. – Domyślam się, że nie byłoby to zbyt komfortowe, biorąc pod uwagę miejsce, w którym się znajdujemy. A teraz się zamknij – powiedział i zaczął się powoli ruszać. Nie chciał przesadzić, z racji że Aaron długo nie był na dole i tego, że robili to bez nawilżenia. – Powiedz, jak będę mógł szybciej – powiedział i zmienił lekko kąt, pod którym w niego wchodził.
– Ha! – krzyknął krótko kucharz i zakrył sobie usta dłonią, żeby już żaden upokarzający dźwięk nie wydobył się z jego ust.
– Nie zakrywaj – poprosił Mike i pogładził go po boku. – Chcę cię słyszeć.
– Mowy nie ma – warknął, odkrywszy na moment usta, po czym znowu sobie je zatkał. Na to nie da mu się ubłagać.
– Szkoda. Dobrze, tym razem ci odpuszczę. Ale mam nadzieję, że kiedyś pozwolisz mi posłuchać twojego seksownego głosu – zamruczał mu do ucha i cmoknął go w bok szyi.
– Nie licz na to – jęknął i przymrużył oczy z przyjemności. Było mu o dziwo dobrze. – I możesz trochę przyspieszyć – wyburczał w ramię.
Kelner trochę przyspieszył swoje ruchy. Uważał jednak, żeby to robić jak najdelikatniej. Nie chciał go skrzywdzić. Było mu dobrze i chciał, żeby Aaron też odczuwał przyjemność. Kochali się tak jeszcze kilka minut, a Mike wyciskał przy tym z mężczyzny stłumione przez ręce jęki przyjemności. To był dla niego jeden z najlepszych numerków. Dawno nie było mu tak dobrze. I miał nadzieję, że kucharz czuje podobnie. I że nie wyobraża sobie przy tym byłego kochanka. To byłby cios poniżej pasa. Nie tylko jego duma by ucierpiała. Coraz bardziej zdawał sobie sprawę, że to, co czuje do tego mężczyzny, nie jest zwykłym zauroczeniem. To zdecydowanie jest coś więcej. Nie wiedział, czy to miłość, ale miał nadzieję, że z czasem się dowie. Że to, co się właśnie między nimi zaczęło, przetrwa dłużej niż tydzień… miesiąc… rok… Nie chciał, żeby to się kończyło. Chciał go poznać, chciał z nim przebywać, dotykać go, całować, pieścić, chciał spróbować każdej potrawy, którą potrafi przyrządzić… Miał nadzieję, że Aaron choć w połowie poważnie jak on traktuje ich relacje.
– Mike! – krzyknął kucharz zachrypniętym głosem, nie potrafiąc się opanować, kiedy chłopak otarł się penisem o jego prostatę. Czuł, że długo już nie wytrzyma, więc ujął w dłoń swój członek i chaotycznie zaczął się masturbować.
Mike drgnął lekko, kiedy usłyszał, jak kucharz woła jego imię. Jego serce zabiło przy tym tak mocno, że miał wrażenie, że to wyskoczy mu z klatki piersiowej. Zrobiło mu się gorąco i ledwo się powstrzymał, żeby nie dojść. Zrobił jeszcze kilka pchnięć, po czym się wysunął i zaczął masturbować jedną ręką. Palce drugiej ręki wsunął w dziurkę mężczyzny i zaczął go nimi pieprzyć.
– Po… całuj – jęknął błagalnie Aaron, wykręcając się w jego stronę.
Mike natychmiast wykonał prośbę mężczyzny i wpił się żarłocznie w jego usta. Kucharz stęknął przeciągle w usta chłopaka i doszedł na szafki. Mike wyciągnął z niego palce i przyspieszył ruchy na swoim penisie, by po chwili dojść na kafelki podłogi.
– Nie wierzę… że to zrobiłem – wysapał Aaron, z trudnością łapiąc oddech. Trochę piekło go w wiadomym miejscu, ale nie mógł powiedzieć, że mu się nie podobało.
– Następnym razem pozwolę ci być na górze – wyszeptał mu do ucha zachrypniętym głosem brunet i pocałował go czule w usta.
Kucharz odpowiedział na pieszczotę, obejmując go przy tym za szyję.
– Trzymam cię za słowo – szepnął Aaron, kiedy się od niego odsunął, by zaczerpnąć oddechu, po czym znowu wpił się w jego usta. Już teraz wiedział, że nie odpuści tak łatwo tego związku. Może to jeszcze nie miłość, ale na pewno jest między nimi chemia. Z Mikem było tak inaczej niż z Danem… Zwyczajnie nie mógł się oderwać od tego chłopaka. O ile z jego byłym kochankiem wystarczyły mu spotkania w domu, czy to jego, czy swoim, tak z kelnerem nie potrafił się rozstać. Chciał się z nim całować, obejmować go, czy zwyczajnie z nim porozmawiać. Dowiedzieć się o nim czegoś więcej, co lubi, czego nienawidzi… Nie miał pojęcia, co się z nim stało, ale miał przeczucie, że gdyby w dalszym ciągu był z Danem, wystarczyłby mu sporadyczny seks z pieszczotami mu towarzyszącymi. Nigdy wcześniej nie odczuwał aż takiej potrzeby bliskości. Było to dla niego zwyczajnie zbędne. Teraz potrzebował tego jak powietrza i wody.
– Jak mnie zostawisz, to cię zabiję – warknął i zawstydzony wtulił twarz w jego pierś. Czy to miłość? Nie miał pojęcia. Ale wiedział, że jeśli miałoby się to skończyć, bolałoby bardziej, niż kiedykolwiek. Bardziej niż wtedy, gdy stracił Dana. Teraz już wiedział, że ich rozstanie wyszło mu na dobre. Miał nadzieję, że się nie rozczaruje i nie będzie już dłużej żałować rozstania z lekarzem. Nie wyobrażał sobie obwieścić światu, że jest gejem, ani obnosić się ze swoim homoseksualizmem, ale spróbuje być bardziej otwarty. Postara się przezwyciężyć ten niezdrowy lęk i nie panikować, kiedy Mike będzie chciał go dotknąć, przytulić czy pocałować na pustej ulicy czy w samochodzie. Albo jednak nie, ulica odpada, zawsze ktoś może się nagle pojawić. Ale samochód… to może wypalić. W końcu ostatnim razem nie było najgorzej.
– Zawsze dotrzymuję słowa. I lubię na ostro, ale nie brutalnie – zamruczał kelner i cmoknął go w kącik ust. – Liczę na twój dobry smak.
– Postaram się zaspokoić cię najlepiej, jak potrafię. A skoro o smaku mowa… Jesteś głodny? Bo ja po tym numerku strasznie zgłodniałem.
– O niczym innym teraz nie marzę, niż o jakiejś dobrej kolacji – odpowiedział Mike i spojrzał na niego szczenięcym wzrokiem.
– A co byś powiedział na kolację ze śniadaniem? – zaproponował kucharz i uważnie przyjrzał się jego twarzy. Ta natychmiast się rozjaśniła.
– Zapraszasz mnie na noc? – zapytał z niedowierzaniem.
– Chyba że nie chcesz… – powiedział Aaron, odwracając wzrok. Wiedział jednak, że Mike jak najbardziej chce. Od razu można to wyczytać z jego twarzy.
– Nie. Jasne, że chcę. Po prostu… nie mogę uwierzyć – powiedział i soczyście smoknął kochanka w usta. – Ale mam nadzieję, że to ty przygotujesz zarówno kolację jak i śniadanie, a nie, że zamówimy jakąś chińszczyznę.
– Innego scenariusza nie przepowiadam – zamruczał Aaron i klepnął go w ramię. – Ubieraj się, bo zanim dojedziemy do mnie, umrę z głodu – powiedział, sam podciągając najpierw bieliznę, a później spodnie.

*KONIEC*

Reklamy

2 thoughts on “Fanfik konkursowy od Saki – Czy to miłość? (TWA)

  1. O rany! Przyznaję, że byłam zaskoczona wyborem postaci, ale oczywiście pozytywnie! Tak, tak, pozytywnie. Po oddzieleniu Aarona od Dana, z kucharza wychodzi całkiem w porządku chłopak i tak trochę szkoda, że nigdy nie miałam czasu pomyśleć co z nim dalej będzie. Niestety miał ten pech, by zaistnieć tylko jako poboczna postać. Ty jednak sprawiłaś, że zastanowiłam się nad nim bardziej, to jest, nad jego przyszłością już bez Danny’ego.
    Bardzo spodobał mi się pomysł, by osobą, której ostatecznie uległ był ktoś tak bliski jak Mike. Wydaje mi się, że Arek ogólnie trudno załapuje takie kontakty, nie spoufala się za bardzo z nikim, co doskonale tu przedstawiłaś, kiedy nawet pomimo tego, że razem pracowali, on nie znał imienia kelnera! Od razu pomyślałam – CAŁY AREG! Na pewno, gdyby panem do jego pary był ktoś zupełnie nowy w jego otoczeniu, było by im o wiele, wiele ciężej się dogadać. Choć przecież i tak Mike już się nachodził za nim! xD
    To urocze, że tak długo na niego czekał, i że ciągle był obok. Że widział, co dzieje się z kucharzem. Zawsze poruszają mnie takie historie – o skrywanej miłości, zauroczeniu. A Mike przecież się krył, póki Aaron nie rozstał się z Danem. Hahaha! Dzięki mnie i temu, że się rozstali, w końcu miał swoją szansę. ;P
    Na początku, gdy czytałam Mike wydawał się być strasznie przytłaczający. I myślałam sobie – no nie, to nie ma prawa się udać. Arek zamknie się w swojej skorupie, a napalony kelner tylko się o nią obije i poleci dalej, znajdzie sobie kogoś innego. Ale w miarę czytania przekonywałam się, że jeżeli Mike byłby kluską pokroju Dana, to po co to wszystko? Nawet gdyby im się wtedy udało, to prędzej czy później znowu byłoby to samo. I wtedy doceniłam tę natarczywość chłopaka, to, że potrafi przyprzeć kucharza do muru i zmusić do pocałunku. Inaczej nic by nie zdziałał! A i widocznie to działa na samego Arka pobudzająco, skoro pod wpływem Michaela mówił i robił rzeczy zupełnie do siebie nie podobne. Brawo dla chłopaka!
    I wszystko pięknie ładnie, wydawałoby się, że z Mike’a taki macho, a tu proszę. Przejmuje się Aaronem, a momentami ma takie piękne myśli na jego temat i wychodzi z niego zakochana pannica. Lubię, kiedy postacie nie są takie jednowymiarowe i twardogłowe, a Mike taki właśnie jest. To, jak się przejął czy przyjaciółka nie nagadała Arkowi na niego dziwnych rzeczy było wprost przeurocze.
    Michael ma wielki potencjał by zawrócić Aaronowi w głowie i jestem pewna, że jest też na tyle uparty, że w końcu go urobi, a przynajmniej zmieni go, wpłynie na postrzeganie siebie i zaakceptowanie swojej natury.
    No i ten seks na koniec! Bogowie, nigdy, przysięgam, nigdy pomimo jego charakteru nie wyobrażałam sobie Aarona na dole!
    Podsumowując, w fiku jest wszystko to, co powinno w nim być. Nie żeby seksy były najważniejsze, ale cieszę się że je napisałaś! QuQ W ogóle czasami czytając wypowiedzi Aarona, byłam aż zaskoczona tym, że w zasadzie nawet sama napisałabym dla niego taki tekst, więc to chyba znaczy, że wczułaś się w niego, a czasami byłam porażoną ich śmiałością. To oczywiście komplement, cieszę się, że kucharz mógł nieco rozwinąć skrzydła i wyrwać się z narzuconej mu przeze mnie roli. To bardzo odświeżające.
    Saki! Wielkie dzięki za ten fanfik. Jest tak cholernie długi, że podejrzewam, że żaden z moich publikowanych na blogu rozdziałów nigdy nie zbliżył się do tej granicy. Jestem też pod wrażeniem, że nie ma w nim żadnej literówki (chyba, że jestem ślepakiem. Okej. Jestem. Cicho.) Poza tym jak na moje oko, to piszesz bardzo poprawnie i nominuję Cię moim mistrzem interpunkcji! Chciałabym tak władać nad przecinkami jak Ty! QuQ
    Strasznie mnie ciekawi co Cię skłoniło akurat do napisania o Aaronie. No i przede wszystkim dziwię się, że jesteś tak niepewna swoich tekstów, skoro są one naprawdę dobre i sprawiają dużo radości. Nawet nie wiesz jak się denerwowałam, zaczynając czytać tego fika i jak byłam szczęśliwa po przeczytaniu go.
    Szalenie Ci dziękuję! <3333

    1. Hehe. Pewnie byłaś pewna, że skoro to ja, to pewnie napiszę o Ethanie. A tu taki psikus :) Postać poboczna plus wymyślona. No, ale cieszę się, że wyszło na plus, a nie minus. A skoro zaczęłaś się zastanawiać nad dalszymi losami Aarona, to nie pozostaje mi nic innego, jak tylko się cieszyć. Może kiedyś napiszesz jeszcze coś o nim dzięki temu fikowi? Ok, może nie dzięki niemu, ale może być małym ogniwem zapalnym :)
      Cieszę się, że spodobała Ci się postać Michaela. Uznałam, że jak facet będzie typu Dana, to może i miałoby szansę zaistnieć, ale skończyłoby się tak samo, albo podobnie, bo Aaron ma taki charakter, a nie inny. A jeśli będzie właśnie takim macho, który bierze, co chce, nie zważając na uczucia innych, może się w ogóle nie zacząć. Wybrałam więc pośrednią opcję, której właściwie nie potrafię zakwalifikować. Ale jeśli widziałbym z kimś Aarona, to właśnie z kimś takim jak Mike. Hehe. Taak. Dzięki Tobie Mike w ogóle powstał w mojej głowie, ale to taki szczegół. Myślę, że z nim Aaron będzie szczęśliwszy niż z Danem. Może początki nie będą łatwe, ale pod jego wpływem kucharz ma większą szansę zaakceptować siebie i się zmienić niż przy Dannym.
      Co do seksu i Aarona na dole… Jak facet był z Danem, to rzeczywiście widziałam go tylko na górze. Dlatego postanowiłam zrobić na przekór. Tak, chciałam, żeby choć raz był na dole i zobaczył, jak to jest. Cieszę się, że się cieszysz, że były i mam nadzieję, że mimo tego, że nie widziałaś Aarona na dole, ta wersja jednak Ci się spodobała.
      Jeśli chodzi o wypowiedzi Aarona i przedstawienie jego zachowania, cieszę się, że są w miarę autentyczne. Szczerze mówiąc, mam wrażenie, że wczułam się w niego aż za bardzo. Czemu Aaron? Może dlatego, że jest postacią tak podobną do mnie, że niemal się z nim utożsamiam. Hehe. Można powiedzieć, że poszłam na łatwiznę XD A tak serio, to dawno już myślałam, żeby coś o nim napisać. Jakoś nigdy nie mogłam ścierpieć, że tak go zostawiłaś.
      Nie ma za co. Świetnie się bawiłam, pisząc go. Jeden z najdłuższych moich tworów. W sumie nie dziwię się, że żaden z rozdziałów Twoich opowiadań nie jest taki długi. Normalnie byłoby z tego ze dwa rozdziały. Ale cóż, nie potrafiłam krócej tego napisać.
      Gdybyś znalazła jakąś literówkę, to chyba bym się załamała. Nie no, żartuję, może aż tak źle by nie było. Ale starałam się go dopieścić najlepiej, jak potrafię. Do mistrza interpunkcji mi chyba trochę brakuje, bo nadal mam problemy w niektórych sytuacjach, ale staram się.
      Chyba mam niską samoocenę i małą pewność siebie. Za każdym razem, jak coś wypuszczam, albo wysyłam, mam wątpliwości, czy komukolwiek spodoba się to, co napisałam. Także ten…
      Denerwowałaś się? A czemuż to? Bałaś się, że nawalę? Cieszę się, że mój fanfik wywołał na Twojej twarzy uśmiech i że się choć trochę podobało.
      Nie ma za co. Przyjemność po mojej stronie :*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s