Synowie Rosemary – W jego świecie

Kiedy zatrzymali się przed klubem, Bruno dosyć niepewnie spojrzał w kierunku wejścia do budynku. Zaraz też przeniósł wzrok na Marcina, od którego niemal namacalnie biło podekscytowanie.
– No, chodźmy – zaśmiał się chłopak i szybko złapał za klamkę.
Mężczyzna odetchnął płycej i przygryzł niepewnie wargę. Naprawdę nie sądził, by mógł odnaleźć się w takim klubie. Był już raczej za stary na takie ekscesy. A przynajmniej tak myślał, dopóki Marcin nie wpadł na ten szalony pomysł.
Ostatecznie jednak nie miał żadnej wymówki, a do Marcina kwestia jego wieku nie przemawiała zbytnio. Zresztą gdyby była dla niego barierą, pewnie by się nie spotykali.
A i sam Bruno nie chciał być w jego oczach stetryczałym staruszkiem, choć faktycznie kiedy słuchał niektórych jego pomysłów, tak się właśnie czuł. Z drugiej strony nie umiał mu odmawiać, nie chciał nawet tego robić. Dlatego też dopóki nie znaleźli się pod klubem, zupełnie się tym nie przejmował.
Nie w głowie mu też było to, że ktoś mógłby go tu rozpoznać, w końcu nie dlatego przejechali aż taki kawał drogi. To miał być ich wieczór i ich noc, zupełnie z dala od domu i od zostawionych w nim trosk.
Z takim nastawieniem Bruno chciał spędzić ten czas. Choć już teraz wydawało mu się, że tak mało im go zostało.
Kiedy spojrzał na Marcina uśmiechnął się lekko i skinął głową.
– No dobrze – uśmiechnął się widząc jego pobudzone spojrzenie. – Możemy spróbować – dodał i wyjął kluczyki ze stacyjki.
Marcin pokiwał szybko głową i zaraz wyskoczył z auta. Potarł nagie ramiona, bo oczywiście nie zamierzał przejmować się kurtką, zdaniem jej do szatni, a później jeszcze pamiętaniem o jej odbiorze. Szybko obszedł samochód i obserwował jak Bruno powoli z niego wysiada.
– No już, chodźmy, Bruno – pogonił go i gdy ten tylko zamknął za sobą drzwi, szybko złapał go za rękę i pociągnął w kierunku wejścia do klubu.
Bruno wpatrzony w chłopaka, oczywiście dał mu się prowadzić, ściskając mocno jego dłoń.
– Trzeba było wziąć kurtkę – rzucił zauważając jak mocno drży jego ręką.
Chłopak tylko machnął na niego i dalej szedł pewnym krokiem, zupełnie nie przejmując się prószącym lekko śniegiem.
Bruno, który był w przynajmniej marynarce, przez chwilę rozważał zaoferowanie jej chłopakowi, lecz kiedy chciał mu to zaproponować, już byli przy bramce.
Po kilku chwilach Marcin wciągnął go do środka, a jemu aż serce podskoczyło mocniej od głośnych basów, które niemal rozsadzały wnętrze klubu.
Siedemnastolatek obejrzał się na niego i uśmiechnął szeroko.
– I jak? – krzyknął, a Bruno tylko pokręcił głową. Od razu poczuł się tu nie na miejscu, ale kiedy Marcin objął go w pasie i wychylił się do jego warg, całe to uczucie przestało mieć znaczenie. W końcu liczyło się tylko to, że mogli być tu razem. W końcu na tym powinien opierać się ich związek, przeszło mu przez myśl. A przynajmniej on starał się uczestniczyć w życiu Marcina. Przecież nie sposób było utrzymać go przy sobie i zabronić mu zabawy. Nie chciał tego robić.  Krępować go czy blokować. Sam przecież przez ostatnie miesiące czuł się jak więzień w swoim domu, w swoim związku i doskonale wiedział, czym to skutkowało, a nie chciał by Marcin odszedł. Miał tak wiele pięknych planów związanych z chłopakiem, z tym, że będą razem.
Przełamując się, objął Marcina ciaśniej i oddał lekko pocałunek. Przy tym chłopaku nawet nie czuł się zażenowany czy skrępowany. Zresztą to nie było miejsce na wspomnienia. A teraz też były zupełnie inne czasy, czego dowodził chociażby ten klub.
Marcin ujął jego dłoń i zaraz pociągnął go w kierunku baru, gdzie oczywiście Bruno zamówił im napoje, podczas gdy chłopak znalazł dla nich miejsce przy stojących pod ścianami kanapach.
Mężczyzna odebrawszy kieliszki szybko odnalazł chłopaka wzrokiem i ruszył ku niemu z lekkim uśmiechem. Kiedy podał chłopakowi drinka, usiadł zaraz obok, bardzo blisko niego. Ten przekręcił się przodem do niego i popijając z kieliszka spojrzał nieco krytycznie na trzymany przez niego sok.
– I całą noc będziesz pił soczek? – zapytał zerkając na niego prowokująco.
Bruno roześmiał się pod nosem i pokiwał głową.
– Nhm… ktoś musi cię odstawić do łóżka – westchnął, a Marcin zrobił śmieszną minę.
– Możemy wziąć taksówkę – powiedział i wsunął dłoń na jego ramię. – Napij się i rozluźnij, nie musisz być tutaj tym spiętym dyrektorkiem – zachichotał i sięgnął do jego koszuli by rozpiąć w niej jeszcze jeden guzik.
Bruno zerknął na jego dłoń i odetchnął płycej.
– Może masz rację… – westchnął. – Mimo wszystko, chyba któryś z nas powinien zachować jakieś resztki świadomości, nie sądzisz?
– Oj tam! – zbył go chłopak. – Mieliśmy się bawić! A ja mam mocną głową, więc jak się upijesz, będę cię pilnował. – zapewnił i uśmiechnął się uroczo – Przy mnie, zupełnie nic ci nie grozi – dodał i wychylił się do jego policzka by ucałować go czule.
Mężczyzna roześmiał się tubalnie i pogłaskał go po udzie.
– Nie wątpię, Marcin – uśmiechnął się do niego. – Następna kolejka będzie już konkretniejsza – obiecał, a chłopak pokiwał żywo głową.
– No dobra – zamruczał i przeniósł usta na jego ucho. Skubnął je lekko po czym odchylił się do tyłu i przesunął wzrokiem po tańczących na parkiecie. W większości byli to mężczyźni, a ich widok podniecił go jeszcze mocniej. – Pamiętasz co mi obiecałeś? – zapytał nagle, przekrzykując dudniącą muzykę.
Bruno powiódł wzrokiem za jego spojrzeniem i zmarszczył mocno brwi.
– Niestety jeszcze tak – odparł, a Marcin zrobił kolejną niezadowoloną minkę. – W sumie możemy poczekać aż się upiję i zapomnę? – zapytał z nadzieją, a chłopak  wsunął rękę na jego udo i zacisnął ją mocniej.
– Obiecałeś – powtórzył uparcie, spoglądając na niego tym głębokim wzrokiem.
Widząc, że jego oczy smutnieją Bruno szybko sięgnął do jego podbródka i przyciągnął go do swoich ust.
– Wiem, wiem – rzucił i pocałował go czule, ośmielony atmosferą klubu. – Tak się tylko droczę troszkę, nie gniewaj się – dodał, by go udobruchać i nie psuć wieczoru.
Marcin spojrzał na niego sceptycznie, ale w końcu skinął głową.
– Niech ci będzie – zgodził się w i odetchnął cicho.
– Ale wiesz… że ja nie umiem tak tańczyć? – zapytał jeszcze Bruno, a on tylko wzruszył ramionami i wskazał mu dłonią parkiet zalany kolorowymi światłami.
– To patrz… to nie jest takie trudne – powiedział i upił łyk z kieliszka. – W sumie możesz tylko pozwalać mi się o ciebie ocierać. Jak widać – zachichotał, a Bruno dostrzegając opisywaną parę uniósł wysoko brwi.
– Mmm… jesteś pewien? Może ten rodzaj tańca zostaw tylko dla mnie? – zaproponował. – Już na kolejną część tej nocy, kiedy będziemy w hotelu – dodał, a Marcin niemal przewrócił oczyma.
– Ale marudzisz – rzucił i wychylił się by pocałować go mocniej. – Daj się porwać chwili, nie myśl ciągle o głupotach, tylko o mnie – dodał i odstawił kieliszek na stojący przy kanapie stolik.
Płynnym ruchem wsunął się na uda mężczyzny i uśmiechnął się zadziornie, wsuwając dłonie na jego ramiona.
– Marcin… – sapnął zaskoczony Bruno i odetchnął płytko, kiedy chłopak zawiercił się na jego udach.
– Co ‘Marcin’, co ‘Marcin’? – zachichotał chłopak i odebrał mu szklankę. Odstawił ją za siebie na stolik i zaraz ujął twarz kochanka w dłonie. – Posłuchaj Bruno. Jesteśmy daleko od domu. Możemy tu trochę zaszaleć. Zrób to dla mnie, co? Wiem, że wolałbyś walce wiedeńskie i sale tronowe, ale o… chcesz być ze mną to musisz cierpieć – zaśmiał się przyglądając mu się mocno.
Bruno odetchnął głośno i wsunął ręce na jego  biodra.
– Bycie z tobą to żadne cierpienie – odparł pewnie i przekręcił lekko głowę by pocałować go lekko w rękę. – Po prosu nie przywykłem do tego rodzaju zabaw – powiedział, a chłopak roześmiał się głośno.
– Imprez! Imprez, Bruno – zachichotał. – Bawią to się dzieci w piaskownicy – sprostował i pocałował go mocniej.
Dyrektor zaśmiał się nisko w jego usta i skinął głową.
– Niech ci będzie – szepnął i wpatrzył się mocno w jego oczy. Zaraz sięgnął do jego policzka i pogłaskał go czule. – To co? Idziemy na ten parkiet? Imprezować? – dopytał z krzywym uśmiechem.
Chłopak zsunął się z jego ud i szybko dopił drinka po czym uniósł się pewnie na nogi i złapał kochanka za rękę. Od razu pociągnął go w stronę tańczących i zarzucił mu ramiona na szyję.
– Bądź dzielny – zaśmiał się sięgając ustami do jego ucha, by skubnąć je lekko. – I nie myśl już. Po prostu…! – zawołał i zaraz otarł się o niego mocniej.
Bruno odetchnął płytko zerkając pomiędzy ich ciała.
Tu, wśród tańczących, było nieco ciemniej i tylko co jakiś czas zalewały ich kolorowe światła, pulsujące w rytm muzyki. Świat wirował, a oni wraz z nim i choć Bruno był nieco skrępowany i nie pozwalał sobie na zbyt wiele, chyba im obu wystarczało to, że mocno trzymał swojego partnera za biodra. To Marcin wił się przy nim zmysłowo i ocierał się o niego mocno, jakby w planach miał, by już teraz i tutaj, zaczęli się kochać. To było tak intensywne przeżycie, tym bardziej, gdy Bruno czuł zapach jego wilgotnego ciała. Drżał cały, kiedy pośladki chłopaka wbijały się w jego krocze w rytm muzyki i nie łudził się już nawet, że nie zesztywniał tak obscenicznie, jak mu się wydawało.
Piosenki mijały, a oni na przemian tańczyli na parkiecie lub pili kolejne drinki. Bruno nie pamiętał, kiedy ostatnio pozwolił sobie na aż tak wiele, ale z każdym kolejnym kieliszkiem jego percepcja skupiała się coraz bardziej i jedynie, na uśmiechu Marcina.
I niedługo faktycznie przestał już myśleć i tylko wpatrywał się w niego, starając się nadążyć za jego ruchami, za jego rękoma i słowami. I musiał przyznać, że było to oszałamiająco cudowne.
Kiedy ponownie znaleźli się na parkiecie Marcin ze śmiechem ocierał się o niego, obejmując ciasno za szyję.
– I co? – krzyknął, a jego oczy błyszczały tak niesamowicie. Naprawdę jak gwiazdy, pomyślał Bruno i uśmiechnął się do niego szczerze. – Jak się czujesz?
Bruno zsunął ręce na jego lędźwie i pochylił do jego ucha.
– Idealnie – odparł przekrzykując muzykę. Mając tak blisko jego szyję, pocałował go po niej mocniej niż zamierzał i w jednym momencie poczuł, jak Marcin wciska się w niego.
Chłopak nie pozwolił mu się odsunąć i zaraz złapał jego wargi w mocnym pocałunku.
– To możemy iść? – zaśmiał się, ujmując w dłonie jego twarz i skubiąc jego usta drażniącymi pocałunkami. – Jestem napalony na ciebie tak straaaaasznie.
Dyrektor roześmiał się i pokiwał głową.
– Pójdę za tobą gdzie zechcesz – obiecał mu żywo i sam przygryzł jego dolną wargę, zasysając się na niej na dłużej.
– No! Ja myślę, że tak – śmiał się Marcin i zaraz pociągnął go w stronę wyjścia z klubu.
Kiedy wypadli na zewnątrz nawet nie poczuli chłodu, a chłopak od razu mocno złapał się ramienia Brunona i śmiał się nadal.
– To juuuż? Ten hotel? – dopytywał. – Chcę, żebyś mnie zerżnął tak moooocno!
Mężczyzna zaśmiał się cicho i przez chwilę skupiał wzrok na stojących wzdłuż krawężnika autach.
– Pewnie… Marcin – rzucił tylko i  w końcu uchylił drzwi jednej z taksówek.
Podał kierowcy adres hotelu, w którym mieli rezerwację i zaraz zamknął za nimi drzwi. Marcin niemal od razu przykleił się do niego, chcąc już teraz zacząć się do niego dobierać i chyba tylko cudem, Bruno się temu oparł, odnajdując gdzieś w sobie resztki trzeźwości.
Po kilkunastu minutach dojechali i kolejnym poważnym wyzwaniem było wejście do budynku dotarcie do drzwi ich pokoju. Obaj byli wstawieni, więc trochę im zajęło nim udało się im odnaleźć w kieszeniach klucz.
Kiedy zatrzasnęli za sobą drzwi pokoju, Marcin od razu pociągnął Brunona w kierunku łóżka, a gdy na nie opadli bez żadnej zwłoki wsunął się na jego ciało i zaczął go całować.
– No… Bruno! Bruno! – powtarzał w jego wargi i podrzucał lekko biodrami. – Powiedz, że chcesz!
– Chcę… Marcin. Chcę – zapewniał mężczyzna, i jęknął tylko kiedy chłopak podciągnął wyżej jego koszule i zaraz zsunął się na jego uda, by ułatwić sobie dostęp do jego krocza.
– Podoba ci się? – dopytywał szybko wygrzebując z jego spodni i bielizny twardego penisa.
– Och…! Oczywiście – jęknął Bruno, kiedy Marcin od razu przystąpił do intensywnych pieszczot.
Świat ponownie zaczął wirować, kiedy mógł zagłębiać się między tymi kuszącymi wargami. Ale nie chciał tego, przecież mieli się kochać, pomyślał i zaraz uniósł się do siadu.
– Zdejmij spodnie – sapnął i zszedł z łóżka, by przejść do ich bagaży po lubrykant. Szybko odnalazł niewielką tubkę, bo przecież używali jej całkiem niedawno, jeszcze przez wyjściem do klubu.
Gdy wrócił do łóżka, Marcin był już nagi i wyciągał się w białej pościeli, wyglądając przy tym niemal jak jakiś książę.
– Tak mnie kusisz –  sapnął Bruno i rzucił na łóżko tubkę. Szybko rozebrał się do naga i wsunął na pościel, by dołączyć do kochanka.
Chłopak natychmiast rozłożył przed nim uda i objął go ciasno nogami, od razu zachęcająco bujając ich ciałami.
– Podoba ci się? – dopytał nieco chrapliwie. Dyrektor tylko jęknął zakrywając go swoim ciałem i wcałował się w jego ucho, skubiąc lekko znajdujący się w nim niewielki tunel.
– Jakbyś nie czuł – sapnął, ocierając się penisem o jego sztywny członek. Ich ciała drżały i lepiły się do siebie, widocznie tylko czekając na to, aż się złączą. – Kocham cię – westchnął Bruno wsuwając rękę między ich ciała i odnajdując zaraz jego zaciśniętą dziurkę.
Marcin czując jego palec, naparł na niego lekko i zaraz poczuł go w sobie, zaciskając się na suchym opuszku.
– Wiesz… Bruno – zaczął i podrzucił chaotycznie biodrami. – Nie mogę dłużej czekać – szepnął. – Weź już mnie… – wzdychał rozpalonym głosem.
Mężczyzna odetchnął drżąco i odkleił się od niego na kilka chwil, by odnaleźć tubkę z nawilżeniem. Szybko wycisnął sporo żelu na dłonie. Palcami jednej z nich zaczął rozciągać Marcina, a drugą nawilżył swój członek. Chłopak pojękiwał cicho, przesuwając drżącymi dłońmi po zarumienionym torsie. Ich seks chyba nigdy nie był zbyt długi, ani zbyt czuły. Przynajmniej pozornie, bo Bruno po każdym takim razie utwierdzał się w przekonaniu, że takiej namiętności, jaka była między nimi, nie sposób jest kazać czekać.
Szybko więc wsunął się między jego uda i jednym płynnym ruchem wcisnął się w jego wilgotną dziurkę. Kiedy poczuł paznokcie Marcina wbijające się w jego plecy, jęknął głośniej i zafalował biodrami.
– Bruno! Tak dobrze! – wzdychał pod nim kochanek i sam narzucił im jeszcze szybszy rytm. – Nie… nie powstrzymuj się! – jęczał, chcąc nadać ich zbliżeniu agresywności. Nie czekał długo nim mężczyzna przyspieszył, pieprząc go głęboko i wciskając tym samym w materac z taką siłą, że chłopak zaciskał mocno zęby i powieki, a i tak jęczał dosyć głośno. Ich ciała obijały się o siebie z niebywałą siła i dźwiękiem, który Marcin wręcz ubóstwiał. Akurat w tym, Bruno był niemal idealny.
– Kochasz mnie?! – dopytał z ekstatycznym westchnieniem i zadarł nogi jeszcze wyżej.
– Och! Tak! – jęknął jego kochanek wsuwając ręce pod jego kolana i składając go niemal w pół z każdym silnym pchnięciem. – Kocham! – rzucił podrzucając chaotycznie biodrami.
Chłopak zaskamlał pod nim i szybko zaczął się masturbować, zerkając między ich ciała, na to jak między jego pośladkami tak szybko i nieco boleśnie niknie ciemny penis Brunona.
Po kilku kolejnych ruchach doszedł ze stłumionym okrzykiem, a w momencie, w którym zacisnął się na męskości Brunona i ten szarpnął się mocniej. Wyszedł ze szparki Marcina i pospiesznie zaczął się nad nią masturbować. Po kilku takich ruchach i łapczywych oddechach, spuścił się w końcu na krocze kochanka, po czym opadł na jego ciało.
Szybko złączył ich przyspieszone oddechy i pocałował Marcina namiętnie, nadal drżąc i ocierając się o niego.
Dopiero po chwili odsunął się i przewrócił obok na plecy. Nim poczuł jak ogarnia go chłód, chłopak przysunął się do niego i wtulił w jego bok.
– Bruno… – westchnął widocznie domagając się jeszcze pieszczot. Mężczyzna zaczął więc go głaskać po ramionach i plecach, starając się uspokoić szalejące serce.
Nigdy w całym swoim życiu nie przeżywał czegoś tak intensywnego i pięknego. Nigdy też nie czuł się szczęśliwszy. Uwielbiał to. Kochał. Każdą chwilę spędzoną przy tym butnym chłopaku.
Słysząc jego ciężkie oddechy, uśmiechnął się zadziornie i wsunął dłoń na jego głowę.
– Wymęczyłem cię – zamruczał, czując jak ogarnia go to błogie rozleniwienie.
Marcin pokiwał głowa i pogłaskał kochanka po brzuchu.
– Och, tak – westchnął i zaraz roześmiał się głośniej. – Wiesz Bruno… nikt nigdy nie pieprzył mnie tak dobrze – zapewnił i przygryzł wargę. – Naprawdę kocham twojego kutasa. Szczególnie w swojej dziurze – zaśmiał się, ocierając się spoconym czołem i jego tors. Zaraz ze śmiechem sięgnął do rosnących na nim włosków zaczął je skubać palcami.
Mężczyzna zaśmiał się nisko i skinął głową.
– Wiem… – szepnął, nie chcąc nawet myśleć, że już za kilka godzin będą musieli wracać.
– Przyjedziemy tu jeszcze kiedyś? – zapytał Marcin, a on ponownie zamruczał cicho. –  A pamiętasz, że obiecałeś mi, że wyjedziemy na dłużej – dopytał jeszcze, a mężczyzna zaśmiał się pod nosem.
– Pewnie, że pamiętam i nie mogę się już doczekać – szepnął, głaszcząc go czule po krótkich włosach.
– Ja też – zaśmiał się chłopak. – Jak skończę szkołę, będziemy mogli być razem, prawda? – zapytał cicho i sam przymknął oczy. – Wyjedziemy gdzieś daleko i będziemy ciągle się pieprzyć, co?
– Pewnie, że tak – zapewnił Bruno ze śmiechem. – Ty i te twoje priorytety – dodał rozbawiony.
Marcin fuknął pod nosem i złapał zębami za jego sutek.
– Bo ja naprawdę to uwielbiam – szepnął tylko i pocałował go w ugryzionym wcześniej miejscu.
Słysząc spokojny oddech Brunona leżał przy nim jeszcze jakiś czas, a gdy mężczyzna już zasnął, powoli zsunął się z łóżka. Kiedy odnalazł paczkę papierosów i zapalniczkę, zarzucił na siebie hotelowy szlafrok i wyszedł na taras. W pierwszej chwili wzdrygnął się czując przejmujący chłód lecz ostatecznie strzepał z jednego z wiklinowych krzesełek cienką warstwę śniegu i usiadł na nim, podkulając do siebie bose stopy.
Wypity alkohol nieco szumiał mu w głowie, ale niestety tego wieczora nie wyłączył mu myślenia. To niby nic, bo zawsze przy Brunonie, z którym w większości czasu się gził, umiał się zapomnieć.
Zapalił papierosa i zaciągnął się nim mocno. Spokojnym wzrokiem przesunął po wysokich budynkach, przesłaniających ciemne niebo. Kiedy zerknął w stronę wejścia do pokoju i natrafił spojrzeniem na leżącego w łóżku mężczyznę, uśmiechnął się brzydko.
Po chwili jednak poczuł w sobie przyjemną pustkę, o wiele, wiele milszą niż to co zazwyczaj kłębiło się w jego głowie.

Reklamy

3 thoughts on “Synowie Rosemary – W jego świecie

  1. Z jednej strony Bruno tak bardzo nie pasuje do tego Marcinowego świata, a z drugiej tak się dla niego stara, i to by było tak cholernie urocze, gdybyśmy już nie wiedzieli, co odwali Marcineg! Dlatego teraz odbiór był bardziej słodko-gorzki, czy raczej słodko-gorzko gorzko gorzki. Bo Bruno… ohmai! On naprawdę wszystko by dla niego zrobił, z niego jest taki totalny zakochaniec! A Marcin cóż… Marcin jest Marcinem.

    1. No tak, biedny Bruno. W ogóle ja chyba bardzo wierzę w to, że Marcin byłby z nim szczęśliwy, gdyby nie ta głupia przeszłość. :<

      Oranyjulek! Wiem że to niepoprawne politycznie, ale ooo i tak wszyscy już wiedzą. Jesteś najlepszym Junem. *ryczy*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s