I co dalej? :I

Dzień dobry, witam.

Nie wiem czy ochłonęliście po urodzinach, w sumie pogoda jest taka, że ochłonąć się niestety nie da. :I Urodziny to taki czas podsumowań i po części też tworzenia planów na przyszłość. Jedno podsumowanie już przeczytaliście – to stworzone na fali ekscytacji niosącej mnie właśnie ku minionym urodzinom. Był to tak cudowny dzień. Dzień próby.
I całe szczęście ja ją zdałam. Tak myślę. Poradziłam sobie z tym wyzwaniem, choć momentami dosyć słabo to widziałam, tym bardziej, że dopóki nie wiedziałam, że jest już cholernie późno, żyłam sobie jakby piekła nie było, zajmując się wszystkim tylko nie tym, co trzeba. Ale tam, było minęło. Tyle dobrego, że ten dzień przyniósł mi satysfakcję z tego, że sobie poradziłam. Może przesadzam i wyolbrzymiam, ale ohmai, mam wrażenie, że ten 4 sierpnia, był takim… przełomowym dniem. xD
No i dla mnie był. Zarówno tamten jak i dwa ubiegłe dni.
W każdym razie bardzo skorygowały się moje pisaniowe i rysunkowe plany na przyszłość.
Ostatnio, dosyć często moje wizyty na blogu kończą się falą frustracji i zniechęcenia, choć jak już ostatnio wspominałam, jest wiele, wiele pozytywnych rzeczy, do których na pewno będę często wracała. Bo mimo wszystko blog zaliczam do swoich sukcesów. C:
Nie wiem, co będzie po Synach Rosemary, być może będę zmuszona zawiesić bloga. Nie mam pojęcia jak to się potoczy, ale na razie po prostu nie widzę sensu w dalszym układaniu blogowych spraw. Oczywiście Synków opublikuję do końca, ale rozdziały będę wrzucała co dwa tygodnie, nie tak, jak do tej pory. Myślę, że to wydłuży okres, w którym blog będzie w miarę normalnie funkcjonował, da mi czas na podjęcie ostatecznych (straszne słowo!) decyzji. Przyznam szczerze, że na razie boję się planować nowe opowiadania, bo wiem, że później jeszcze bardziej będzie mi szkoda blog zawiesić lub zamknąć. Dlatego wstrzymuję się dzielnie, choć czasami jest ciężko.
Nie wiem czy brzmi to jak kolejny wylew – a tych ostatnio kilka przeżyłam :I – ale cóż, nie chcę, by blog był moim przykrym obowiązkiem i aktem zadowolenia jedynie Was. Tak na razie to chyba wygląda.
W tym czasie popiszę trochę do szuflady, zajmę się nagrodami dla dziewczyn (bo oczywiście przy pierwszej przesyłce z drukarni nie obyło się bez spięć, dramatów i reklamacji), innymi projektami no i pewnie pracą inżynierską, bo nadchodzący semestr będzie tym dyplomowym. ECH.
To chyba tyle.
A, dwudziesty czwarty rozdział Synów opublikuję za tydzień, 14 sierpnia.

Pozdrawiam,
Inga

TL;DR: Najważniejsze co chciałam Wam przekazać to właśnie to, że rozdziały Synów będą ukazywały się co dwa tygodnie. A później – okaże się. W każdym razie, jakby co, zaskoczenia i szoku nie będzie.
I.

Reklamy

12 thoughts on “I co dalej? :I

  1. Na razie nie czytam Twojego tekstu, bo czekam na całość. Ale przeczytałam poprzednie i są świetne. Na Till We Are w niektórych momętach, szczególnie na końcu płakałam jak nie wiem, a to już coś znaczy. :D Nie myślałaś nigdy o wydawaniu tego co piszesz? Nie chodzi mi o żadne wydawnictwo, bo to z tym wiadomo jak jest, ale o Self-Publishing. Zupełnie inaczej pisze się całość, inaczej traktuje się tekst. Nie myśli się, że to ma być na bloga i to musi być tak, a tak napisane, żeby pasowało. Odkąd sama wydaję na Beezar.pl zaczęłam inaczej traktować moje pisanie. Bloga nie zostawiam, mam na niego zapas tekstu, ale dałam krok na przód w tym moim bazgroleniu. Ja bym na pewno kupiła Twoje teksty, bo bardzo mi się podobają, a że jestem zwolenniczką ukończonych tekstów tym lepiej. :) W każdym razie powodzenia w pisaniu i ogólnie w życiu. :)

    1. Ja uwielbiam jak ludzie płaczą przy moich opowiadaniach. c:
      Tak szczerze to właśnie na tym teraz zamierzam się bardziej skupić, choć nie jestem jeszcze pewna co, kiedy i jak. Jak już coś się wyklaruje na pewno dam znać, ale dobrze wiedzieć, że choć jedna osoba jest chętna. C:
      Zazdroszczę, ja niestety zawsze jestem tuż nad kreską, a o zapasach nie ma już w ogóle żadnej mowy. :<
      Dzięki, że się odzywasz i również życzę powodzenia. C:

      1. A ja uwielbiam płakać przy opowiadaniach. Gdybyś widziała ile chusteczek mi poszło. Haha. :)
        Cieszę się, że na tym zamierzasz się skupić. Reszta przyjdzie sama. Pierwszy krok to chcieć. :) A jestem chętna i to bardzo. :)
        Zapasy powstały w czasach, kiedy pisałam kilka tekstów na raz. Dlatego przez najbliższy rok mam spokój. Tylko poprawki i tyle. A skupiłam się na tekstach odpłatnych. :)
        Trzymam kciuki za wyklarowanie się wszystkiego. :)

        1. Wielkie dzięki za słowa wsparcia. QuQ Ja wiele rzeczy chcę, więc serio… Jak tylko się otrząsnę to się za nie wezmę. A co mi tam. Ktoś to musi zrobić. C:
          Rany, zazdroszczę! Moje piękne plany na ‚zapasy’ właśnie skończyły tylko jako plany. To takie smutne. Ale dobrze, dobrze. Ktoś musi pokazać, jak to się robi. Bądź dzielniakiem! <3

  2. Hejka!
    Mam małą, malusieńką sprawę do Ciebie… otóż na moim blogu powstaje właśnie zakładka „Polecane blogi”, w której chciałabym umieścić także link do Twojego, acz potrzebna mi Twoja zgoda.:)
    Liczę na szybką odpowiedź i pozdrawiam, Nessa.

    1. Dzień dobry. C:
      Pewnie, pewnie, że możesz. Zupełnie nie mam nic przeciwko.
      W sumie możesz rzucić link do swojego bloga, chętnie zajrzę. C:

  3. Hm, będzie smutno, jeśli zawiesisz bloga, no ale nie mogę powiedzieć, że nie rozumiem. Zdaję sobie sprawę, i chyba reszta czytelników również, że masz własne życie, obowiązki i problemy poza pisaniem dla nas rozdziałów. A jeśli obecnie to nie sprawia Ci radości, to cóż… Blog ma być przede wszystkim frajdą dla autora c:
    Pozdrawiam <3

    1. Hej, wiesz to chyba trochę nie tak. Może trochę podłamał mnie odzew Czytelników na te ubiegłe urodziny? Sama nie wiem. Może jestem zbyt egzaltowanym żałośniakiem i o, mającym zbyt miękki tyłeg na bloga? A jednak do tego trzeba być twardzielem i w ogóle. W każdym razie chyba się do tego nie nadaję za bardzo.
      To jasne – pisanie rozdziałów i dla mnie, i dla Was jest fajne. Ale przez te bonusy, w które tyle czasu zainwestowałam… cóż. No, fajnie mieć z tego cokolwiek, choćby w postaci komentarzy, a jak ich nie ma czujesz się naprawdę rozczarowana. I to nie tak, że nie mam czasu, z czasem jest chyba tak, że zawsze znajduje się na to, na co się chce go znaleźć. No ale och…
      To brzmi tak okropnie… ale przez ubiegły tydzień jakoś wszystkie moje ambitne plany odnośnie bloga stały się bardzo kuriozalne. Więc może wychodzenie ze swojej jamki tylko z czymś większym jest lepszym wyjściem? Kto wie…
      <3

      1. Jeśli tylko ta mała ilość komentarzy Cię tak zdemotywowała, to chyba trochę niesłusznie. Wszystkich bonusów był taki natłok w jeden dzień, że wydaje mi się, że mało kto miałby wystarczająco sił, by wykrzesać z siebie tyle komentarzy i równocześnie nie powtarzać się. W każdym razie tak było w moim przypadku. Wiem, że Ty się naprawdę napracowałaś przy pisaniu i myślę, że wszyscy to doceniają, ale cóż… Pisanie wielokrotnie zapewnień, że tak, jest zajebiste, trzymasz poziom i powrót do czasów TWA, czy też odkrycie kolejnych szczegółów ze świata Synów było naprawdę świetnym przeżyciem, chyba trochę mija się z celem. Tym bardziej, że przy regularnych rozdziałach zawsze jest sporo komentarzy.
        Doceń nas, proszę, bo naprawdę uwielbiamy tego bloga, w każdym razie ja ;-; I nie piszę tego, żeby przekonywać Cię do niezawieszania go, tylko, no… Tak mi się głupio zrobiło, jak napisałaś o tych komentarzach i coś mi kazało wygłosić taką przemowę :x

        1. To teraz chyba czas na moją przemowę. xD
          Nie, naprawdę nie oczekiwałam miliona komentarzy pod każdym bonusem. Naprawdę nie. I tak, wiem, że przy regularnych rozdziałach jest sporo komentarzy. Ja wiem to wszystko. Wiem też że było to bardzo dużo tekstów i wiem, że nie wszystkim mogło się chcieć pisać coś pod każdym. Mi by się pewnie też nie chciało. No i kilka było odpowiedzi. Nie liczę tych junowych, bo Jun zawsze komentuje jak już zacznę ją dręczyć. C:
          Kiedy piszę o braku odzewu/komentarzy wcale nie mam na celu ani niedocenianie Was, ani atakowanie czy coś w tym stylu. Sama wiem jak to jest być tym Czytelnikiem i naprawdę, jestem pełna podziwu dla ludzi, którzy regularnie komentują. Bo przecież są tacy.
          Nie chodzi też o to, że macie mi stale dostarczać dawkę peanów na moją część i wychwalać mnie pod niebiosa, bym mogła się kąpać w chwale i blasku swojego nieopisanego geniuszu. Wcale nie o to mi chodzi, naprawdę. Wcale nie pragnę żadnego kółka wzajemnej adoracji, ani niczego takiego. Tym bardziej, że hehe… ja wiem, że wiele osób mówi mi, że łaaał, że mega, że jestem świetna i że moje opowiadania są naprawdę dobre, wspaniałe, tylko że mimo wszystko ja wcale nie jestem takim pewniakiem jakby mogło się wydawać. Jeżeli ktoś tak sądzi, to naprawdę, odsyłam po raz któryś do Juna, która już kolejny rok z kolei musi męczyć się ze mną i moimi wątpliwościami.
          Chodzi mi tylko o zrozumienie, o trochę empatii ze strony ludzi i wykazanie zaangażowania, które i ja staram się wykazywać. Nie wiem, może dwa lata to bardzo niewiele w tej blogosferze, może oczekuję za dużo, ale wiesz… Może brzmi to średnio, ale taka szczera Inga ostatnio we mnie wlazła, i… ja naprawdę bardzo wiele z siebie daję – w tekstach, ogólnie w blogu, by go jakoś ogarnąć, by był jak najlepszy, ale czasami kiedy naprawdę, naprawdę się mega postaram, zrobię coś większego to jakoś tak już się nastawiam na nie mniejsze zaangażowanie z Waszej strony. Czy to podczas loterii, konkursów, kiedy wymyślam nagrody takiej kubatury, że Jun musi je korygować, a później się ze mnie śmieje, że niedługo zaoferuję Wam mieszkania i bentleye, czy właśnie podczas ostatnich urodzin. Czasami po prostu brak mi Waszego zaangażowania? Nie wiem już jak to ubrać w słowa, to nie tak, że mam do kogoś żal. Jestem wdzięczna, że tyle ludzie komentują, że tyle udało mi się osiągnąć, ale mam wrażenie, że to chyba tyle na teraz ile mogę wyciągnąć z bloga by mieć satysfakcję, a nie po prostu się męczyć. Ja wiem, że nikt mi nie każe i że ja też nikomu nie mogę (i nie chcę ) kazać, bo to przecież nie o to chodzi. Wiem, że to co piszę raczej słabo brzmi, bo to jest coś co powinno być widać, a nie o czym można by mówić. Z drugiej strony trudno, żebyście mnie znali od tej strony, kiedy tak właściwie jestem tylko kolejną autorką, starającą się nie uzewnętrzniać z w internetach, bo jak wiadomo internet tego nie lubi. Ostatnio też nic mi z tego nie wychodzi, ale tam… co mi zależy. Raz się żyje. Jestem pewna, że rozumiesz. I jeżeli ktoś inny zrozumiał o co mi chodzi, nie tylko o to, że się focham bo brak mi komentarzy, to jestem szczęśliwa. Zawsze uważam, że ten kto ma zrozumieć ten zrozumie, a kto nie, ten prawdopodobnie uzna, że mój ból dupy wlazł mi już na mózg. To w sumie też jest możliwe, a ja mogę tego po prostu nie widzieć.
          Wyszła bardzo długa przemowa, mam nadzieję, że dotrwałaś do końca. C:

          1. No rozumiem, rozumiem. Nie tak trudno to zrozumieć, bo jako ludzie, działamy bardzo podobnie c;
            I nadal podtrzymuję: jeśli prowadzenie bloga Cię męczy, nie satysfakcjonuje, czy w jakikolwiek inny sposób sprawia, że masz ochotę przestać, to wybór jest dość prosty. Lepiej zawiesić, niż się zmuszać do czegokolwiek, bo pod przymusem nic nie wychodzi tak dobrze, jak powinno z założenia. Więc popieram Twoją decyzję, z pewnym smutkiem, ale popieram c:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s