Synowie Rosemary 25 – Ostatni

Kiedy lekcje dobiegły końca Kamil szybko, jeszcze przed resztą grupy, wbiegł do szatni i zgarnął tylko kurtkę z wieszaka, po czym w trampkach wybiegł na zewnątrz. W biegu wciągnął na głowę czapkę i zakręcił wokół szyi czerwony szalik. Pędząc przez nieco zaśnieżony dziedziniec przed głównym wejściem do szkoły, omal nie wywinął fikołka, starając się wsunąć ręce w rękawy. Gdy był już w połowie drogi do bramy osadzonej w grubym, obłożonym klinkierem murem, usłyszał znajomy turkot i niedługo potem przy krawężniku zatrzymał się czarny motocykl.
Chłopak stanął w miejscu i zagryzł mocno wargę. W głowie miał tysiące myśli, nie miał pojęcia jak rozmawiać z Adamem. Co miał mu powiedzieć?
Nadal był bardzo odepchnięty przez ludzi z klasy i pozostałych znajomych, ale plotki bardzo szybko dotarły i do niego. Nie mógł uwierzyć w to wszystko, czym dzisiaj żyła cała szkoła. Cholera! Sam nigdy by nawet nie podejrzewał, że pan Wilczyński, ich dyrektor, ten facet o tych dobrotliwych, ciemnych oczach, który we wrześniu pasował go na ucznia liceum mógłby w gruncie rzeczy być takim… sam nie wiedział. Zwyrolem?
Chłopiec zatrząsł się mocno, na samo brzmienie tego słowa. Ale wszyscy, literalnie wszyscy, mniej więcej takimi słowami go komentowali i to, co wyszło na jaw. Najistotniejsze dla Kamila było jednak to, jak ma teraz być z Adamem. Jasne, że pewnie ten teraz będzie chciał więcej czasu spędzać z bratem i Kamil nie zamierzał mu tego utrudniać. Nawet nie wyobrażał sobie jak musi się Adam czuć. A jego matka? A sam Marcin? Różnie było między nim samym, a bratem motocyklisty, ale uważał, że w takiej sytuacji, te drobne nieporozumienia między nim automatycznie przechodziły na dalszy plan.
Poprawiając na sobie kurtkę spoglądał w stronę Adama, który powoli zdjął kask, po czym jak zawsze przegarnął ręką włosy. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, Mały skrzywił się lekko i zaraz zarzucił plecak na ramię, po czym spokojnym krokiem ruszył ku niemu. Miał nadzieję, że te kilkanaście dzielących ich metrów, jakoś go natchnie i nagle będzie widział jak ma się w tej sytuacji zachować.
Nic takiego jednak nie nastąpiło i w końcu stanął przed mężczyzną. Domyślał się, że to o tym właśnie będą mówić i trochę się denerwował. Chciał mu pokazać, że ma w nim wsparcie i oczywiście, chciał być dla niego ulgą w trudnych chwilach.
– Hej… Adaś – westchnął przyglądając się jego jasnym oczom w bardzo otwarty i szczery sposób. Oczywiście po jego ostatnim wyznaniu, miał nadzieję, że mówiąc ‘Adaś’ poprawi mu humor. Kiedy mężczyzna uśmiechnął się kącikiem ust, sam wyszczerzył się do niego i podsunął jeszcze o maleńki kroczek, brodząc w brudnym, rozpuszczonym przez sól śniegu.
– Hej, Myszko – zaśmiał się motocyklista i oblizał wargi. Zaraz jednak odwrócił spojrzenie na kierownicę i odetchnął głębiej. Bezsenna noc sprawiła, że był otumaniony i nie mógł za bardzo zebrać myśli, a te o ile dawały się jakoś okiełznać, skupiały się tylko na jednym temacie. Marszcząc brwi uniósł szybko wzrok na Kamila i wykrzywił usta w nieco żałosnym uśmiechu. – Mógłbym może… – zapytał nieco rozdarty i poklepał dłonią o kask, który oparł o bak motocykla.
Kamil spojrzał na niego wielkimi oczyma i obejrzał się tylko słysząc pokrzykiwania wybiegających ze szkoły uczniów.
– Co takiego? – zapytał szybko i uśmiechnął się delikatnie.
Adam prychnął głośniej i wzruszył ramionami.
– Sam nie wiem. Przywitać się z tobą, jak ze swoim chłopakiem? – zapytał patrząc mu poważnie w oczy i przenosząc spojrzenie na jasne drzwi wejściowe budynku.
Chłopiec zaczerwienił się mocno i sapnął przez nos. Zaraz też pokręcił głową i wzruszył ramionami, czując jak jego ciało zaczyna drżeć. Cóż, i tak wszyscy już wiedzieli, a z drugiej strony na pewno szczęki by im opadły do samej ziemi gdyby zobaczyli, jakiego ma faceta.
– T-tak – wychrypiał kiwając głową i oblizał usta.
Z wielkimi rumieńcami na policzkach obserwował jak Adam sięga ku niemu i zaciska dłoń okrytą grubą rękawicą na jego ramieniu. Dał się przyciągnąć do niego i wpatrywał się mocno przejęty w jego jasne, ciepłe oczy. Ich usta zetknęły się dosłownie na kilka sekund, w ciągu których nogi zmiękły mu niebezpiecznie, serce przyspieszyło swój rytm, a gorąco i to specyficzne mrowienie skumulowały się w jego podbrzuszu.
Kiedy Adam odsunął od jego spierzchniętych warg, miał wrażenie, że nadal wpatruje się w niego cielęcym, rozmarzonym spojrzeniem i w te jego seksowne usta. Boże. Tak strasznie, strasznie go kochał.
– Mmm… – Potarł o siebie wargami i pokiwał zawzięcie głową. – To… to zdecydowanie był dobry pomysł – powiedział ochrypłym głosem i skubnął dolną wargę zębami. Och, chciałby by ktoś teraz rzucił jakąś beznadziejną uwagę na jego temat. Czy ktoś by się w ogóle odważył widząc Adama? Przecież sam doskonale pamiętał, z jaką obawą i niezdrowym dreszczem podekscytowania obserwował go nim jeszcze zaczęli się spotykać. I naprawdę się go bał. Wyobrażał sobie nie raz ciemne interesy, których Adam mógłby być głównym bohaterem, albo mroczne tajemnice, które mogą skrywać te jego intrygujące, głębokie oczy. Uwielbiał to w nim. Ale kochał już coś innego zupełnie innego.
Adam widząc spojrzenie Małego pokręcił rozbawiony głową i odwrócił się by odczepić drugi kask i podać mu go.
– No wskakuj – rzucił, przyglądając się jak Kamil ściąga czapkę, bo przez ten wielki żółty pompon na jej czubku, zawsze było mu niewygodnie w niej jeździć.
Kamil pokiwał głową i schował czapkę do plecaka, zarzucił go na ramiona, a później odebrał od Adama kask.
– Wiesz, Adaś – zaczął wyjmując ze środka pasek i miętosząc go w dłoniach. – Kurczę… słyszałem, co się stało z Marcinem – powiedział cicho i spojrzał na niego przejęty. – Cholera… ja…
– Daj spokój – przerwał mu Adam i sięgnął do jego podbródka. – To nasze popołudnie. Daj mi się nacieszyć nim będę musiał do niego wracać – powiedział i oblizał nieco nerwowo wargi.
Chłopak odetchnął zaskoczony i szybko skinął głową.
– Ja-jasne – wydusił tylko ponownie czerwieniejąc mocniej.
– No, to wskakuj. Zabieram cię do siebie. Musisz mnie pocieszyć – dodał tym swoim lekkim tonem, zupełnie nie przejmując się mijającymi ich osobami, które oczywiście oglądały się jeszcze długo za nimi. – A później trochę cię podręczę swoimi zwierzeniami, okej? – dopytał uśmiechając się krzywo i w końcu założył na głowę kask. Sprawnie go zapiął i obejrzał się na chłopaka, który też nieco nieporadnie wcisnął na siebie kask. – Mógłbyś się w końcu nauczyć – rzucił rozbawiony obserwując, jak Kamil szuka zagubionego gdzieś w środku paska. Kręcąc głową, złapał go za przód kurtki i przyciągnął do siebie, a później sprawnie, pomimo tego, że miał na rękach grube rękawice, wyłowił z wnętrza dwie części klamry i zapiął je pod brodą Kamila.
– Ale wyglądasz – zaśmiał się patrząc na te jego pucate policzki ściśnięte przez wkład kasku, co oczywiście skutkowało tym, że usta chłopca były złożone w uroczy dziubek.
Kamil przewrócił oczyma i szybko opuścił wizjer, po czym przeszedł na tył i wsunął się na siedzenie tuż za Adamem.
Rozluźniony mężczyzna z uśmiechem zatrzasnął szybę w swoim kasku i zaraz odpalił motocykl. Kiedy Kamil objął go w pasie, ruszył powoli z miejsca, drżąc na samą wizję ich spotkania.

Po kilkudziesięciu minutach Kamil leżał już rozłożony pod nim i wyginał się tak ślicznie pod jego dłońmi, które bez trudu znajdowały najwrażliwsze miejsca na jego ciele. Adam chłonął całym sobą ten widok, nieco niecierpliwie i może też rozpaczliwie znacząc jego skórę wilgotnymi pocałunkami. Uwielbiał patrzeć na jego palce, zaciskające się mocno na ciemnej pościeli i czuć jego drżące mocno uda na swoich bokach. Nie potrzebował wiele czasu by pozbawić go ubrań i choć sam miał na sobie jeszcze spodnie i bieliznę, nie mógł już wytrzymać. Miał wrażenie, że to już ostatni raz, gdy mogą być tak blisko. Odrywając wargi od jego drżących ud podniósł się wyżej i oprał dłonie po bokach jego głowy. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się po prostu w jego rozchylone usta i wilgotne, przepełnione podnieceniem oczy.
– Co tak patrzysz…? – szepnął w końcu chłopiec i wsunął dłonie na jego silne ramiona. – Tak chciałeś się kochać, a teraz… co? – sapnął i oblizał usta. Nawet jeżeli na początku chciał Adama wypytać o wszystko, ten tak bardzo niecierpliwie się do niego dobierał, że w końcu uległ, dochodząc do wniosku, że gdy po wszystkim już będą tulili się mocno o wiele łatwiej będzie im mówić. Zresztą tak uwielbiał kochać się z Adasiem!
Motocyklista przygryzł wargę i uśmiechnął się krzywo.
– Sam nie wiem… jesteś taki śliczny – szepnął i pochylił się do jego ust by ucałować je czule. – Wiesz… naprawdę – dodał i przełknął ciężej ślinę. Szybko sięgnął dłonią do jego uda i założył je sobie na biodro, a dłoń wsunął dalej, aż dotarł nią do jego dziurki.
– Och! – jęknął zduszonym tonem chłopak i wczepił się mocniej w jego skórę, czując jak palec kochanka okrąża jego szparkę i napiera na nią delikatnie. – Ta-tak? – dopytał zawsze łasy na komplementy.
Adam skinął głową i wcałował się w szyję chłopaka, po czym oderwał na chwilę rękę od jego dziurki i przysunął ją do ust. Oblizał dwa palce i zaraz wrócił nimi między pośladki Kamila.
– Bardzo cię kocham – szepnął, wsuwając powoli środkowy palec w jego wnętrze. Czując jak Mały się na nim zaciska jęknął tylko i przygryzł delikatnie płatek jego ucha. Nie miał pojęcia czy kochanek wyczuwa jego nerwowość i niepewność. Czy przeczuwa cokolwiek?
– Adam…! Ada-ś… – westchnął Kamil całując go chaotycznie po barku i kiwając głową. – Pe-ewnie… weź żel – dodał oddychając szybko i łapczywie.
Mężczyzna uśmiechnął się w jego skórę i oderwał się od niego na chwilę.
– Zrobiłeś się strasznie niecierpliwy – zauważył na pozór tylko spokojnym głosem i unosząc się przesunął wzrokiem po jego drobnym ciele. Kamil pod tym wzrokiem skulił się odruchowo, choć tak właściwie chciał się przed nim jeszcze mocniej rozłożyć. Po tylu razach ile się kochali, naprawdę już, wszystko, co czuł, gdy to robili to była przyjemność w najczystszej postaci. Jak więc mógł się opierać? Jak mógł być cierpliwy, skoro najlepiej się czuł wtedy, gdy byli razem – złączeni i zatraceni w sobie?
– Może przyzwyczaiłeś mnie do dobrych rzeczy, co? – rzucił przygryzając niepewnie wargę. Nie chciał być śmieszny, był po prostu zakochany.
Kiedy Adam pochylił się do szafki stojącej przy łóżku, sam sięgnął do jego spodni i rozpiął pasek, a zaraz potem guzik i rozporek.
– Bardzo niecierpliwy – podkreślił Adam, wracając do niego i klękając przy nim na pościeli. Pociemniałym spojrzeniem obserwował jak drżące, szczupłe palce zsuwają z jego bioder spodnie od razu z bielizną. Odetchnął ciężej, kiedy jego uwolniony penis wyprężył się przed nimi i przeniósł wzrok na zarumienioną twarz kochanka. Tak naprawdę miał ochotę płakać patrząc na niego. Jakby już wszystko stracił, jakby już nie mogli nawet się kochać. Boże, czy chciał tak wiele? Czemu musiał tak szybko to zostawiać? Tak szybko odchodzić?
Cholera, wiedział, dlaczego. Wiedział…!
– Chyba tak – usłyszał głos Kamila i uśmiechnął się lekko. – Pomożesz mi? – dopytał Mały, a on nieco roztargniony szybko pokiwał głową. Zaraz zszedł z łóżka i szybko rozebrał się do naga. Kamil w tym czasie usiadł na krawędzi i spojrzał na niego rozpalony. Niemal od razu złapał go za biodro i przyciągnął ku sobie, a gdy w pobliżu jego twarzy znalazł się członek, Adam odetchnął drżąco i ujął go w dłoń. Przesunął po nim drażniąco palcami zsuwając z niego napletek i pochylił się też by złożyć na jego główce mokry pocałunek.
– Och… Kamil – westchnął Adam szybko wsuwając dłoń we włosy swojego chłopca i odchylił głowę na kark, poddając się jego niepewnym, lecz pełnym zaangażowania pieszczotom. Kiedy uchylił powieki i spuścił głowę, posłał chłopcu miękkie spojrzenie. Widząc jego mokre, czerwone wargi obejmujące męskość zatrząsnął się niecierpliwie i zagryzł wargę.
– Kamil… – westchnął czując śliski język na swojej rozpalonej skórze.
Kiedy chłopiec zerknął na niego, jęknął głośno i zafalował biodrami, głośno wypuszczając z płuc powietrze.
Widząc reakcje kochanka, Kamil uśmiechnął się zadowolony i sięgnął palcami do jego jąder. Objął je lekko i pomasował bardziej stanowczymi ruchami. Ręce drżały mu mocno, gdy czuł jak są twarde i nabrzmiałe. Boże, naprawdę je uwielbiał! Całego Adama, każdy najmniejszy kawałeczek jego ciała. Oplatając drugą ręka jego udo, powoli zsunął się z łóżka i uklęknął przed motocyklistą na podłodze. W końcu odchylił jego penisa i sięgnął językiem do jego jąder i zaczął lekko się na nim zasysać.
– Och… mój Mały… – jęknął Adam i podparł się ręką o ścianę ponad niewielką szafeczką stojącą przy łóżku. – Kamil… Kamil – szeptał nieco drżącym głosem. Mały uniósł na niego zaciekawione spojrzenie i uśmiechnął się szeroko. Adaś był zazwyczaj cichy i rzadko wzdychał i pojękiwał tak seksownie.
Kiedy spuścił wzrok i ten padł na kępkę włosów łonowych w dole jego podbrzusza, sam jęknął cichutko i oblizał jego męskość po całej długości, po czym ponownie objął ją wargami i zassał się na niej z pomrukiem.
Po kilku chwilach, podczas których ciało mężczyzny drżało i napinało się mocno, poczuł jak Adam ciągnie go za ramię ku górze. Adam pochylił się ku niemu i szybko wcałował się mocno w jego wargi, przygryzając je niecierpliwie i zachłannie.
Chłopak roześmiał się tylko, a kiedy Adam obrócił ich i usiadł na łóżku, szybko wsunął się na jego kolana i objął go za szyję, odpowiadając zaciekle na pocałunek.
– Mmm! Adaś… – zachichotał skubiąc jego wargi. – Ale dzisiaj jesteś!
– Tak? Jaki – dopytał mężczyzna obejmując go ciasno jedną ręką a drugą odnajdując w skołtunionej pościeli tubkę z żelem.
– Taki… napalony – zaśmiał się Kamil zerkając miedzy ich ciała, gdzie jego twardy członek ocierał się o brzuch motocyklisty.
Adam odetchnął ciężko i wilgotnymi palcami sięgnął do jego pośladków.
– Może gdybyś nie był taki śliczny, nie byłbym tak napalony – szepnął wpatrując się w niego z dołu i wzdychając ciężko, kiedy wsuwał powoli palec w jego dziurkę. – Nie boli? – zapytał przyglądając się jego zmarszczonym brwiom.
Kamil pokręcił głowa i wplótł palce w jasne włosy kochanka.
– Nie. Wcale – rzucił szybko, choć głos załamał mu się, gdy czuł jak szybko drugi palec wdziera się w jego wnętrze. – Och! Ta-ak… – sapnął, a na potwierdzenie swoich słów zabujał mocniej biodrami i opuścił się bardziej, wciskając palce Adama jeszcze głębiej do siebie. Przez chwilę ujeżdżał je, wdychając głośno, a zaraz przeniósł wilgotne spojrzenie na oczy Adama. – Adaś – szepnął nieco ponaglająco, a mężczyzna objął go tylko ciaśniej.
– Już – sapnął i wychylił się by sięgnąć do szuflady po gumkę. Kiedy już ją wyciągnął, objął Kamila w pasie, by szybko ją otworzyć, lecz nim to zrobił, chłopak spojrzał na niego intensywnie.
– A, Adaś – zaczął wyraźnie drżącym głosem. – Może… chciałbyś bez? – zapytał i oblizał usta. Sięgnął do jego dłoni i przesunął je między ich ciała.
Mężczyzna przeniósł na niego zaskoczony wzrok i pocałował go po obojczyku. Wahał się przez chwilę, aż w końcu ponownie objął go ciaśniej.
– Bo czytałem… że bez jest fajniej – szepnął Kamil oddychając głęboko.
– Ale mniej bezpiecznie – odparł Adam i spojrzał na niego z dołu pociemniałym spojrzeniem.
– Ale ja na pewno jestem zdrowy – Mały szybko pokiwał głową i oblizał wargi. – Jeżeli…
– Ale ja nie wiem czy jestem. Nie wiem, Kamil – przerwał mu Adam i oparł spocone czoło o jego bark. – Przepraszam – dodał i pocałował go przy sutku.
Chłopak nieco wybity z rytmu szybko pokiwał głową, nie chcąc by to wspaniałe popołudnie stało się niezręczne. W końcu od dawna nie kochali się tak intensywnie i tak… zachłannie?
– Dobra, to nic, bo… wiesz – szepnął i uniósł ku sobie jego twarz. Pocałował go mocno, a kiedy poczuł, jak Adam unosi jego uda, sam wyprostował się na kolanach, popartych o materac łóżka.
Kiedy mężczyzna założył już prezerwatywę, poczuł, jak jedną dłonią napiera na jego udo, a drugą szybko oblewa penisa żelem, leżącym obok nich.
– Tak bardzo mnie chcesz? – zapytał chrapliwym głosem Adam i nakierował swoją męskość na jego dziurkę. Kilka razy pomasował ją główką członka wywołując tym samym głośniejsze westchnienia u Kamila, a zaraz uniósł nieco biodra i wsunął się w nią lekko.
– Ach! – jęknął chłopak i zasyczał głośno przez zęby. Całe jego ciało spięło się mocno, a on rozpaczliwie objął szyję mężczyzny i wtulił w nią twarz. – Adaś! – niemal pisnął, czując jak twardy penis bezwzględnie wsuwa się w jego ciasne wnętrze. – Adaś! Adaś! – pojękiwał nieustannie, ocierając się spoconą twarzą i wilgotną skórę kochanka.
– Och… Mały… no już… już… – westchnął mechanik, a kiedy poczuł pośladki Kamila na swoich udach uśmiechnął się bezwiednie i pocałował go przy uchu. – Musisz mnie ujeżdżać – szepnął jeszcze i poruszył lekko biodrami. Nie zdążył jednak zrobić tego bardziej stanowczo, a chłopak już niemal pisnął i napiął się cały, zaciskając uda boleśnie na jego bokach. – To boli? – zapytał cichym głosem i pogłaskał go po drżących plecach.
– Nie! – zaprzeczył szybko Kamil i pokręcił głową wciśniętą w jego szyję. – Nie! Boże… Adaś! Jesteś tak… głębo-oko… – sapnął, dygocząc w jego objęciach.
– Tak, czuję – szepnął Adam i powoli zaczął obcałowywać ucho swojego kochanka. – Jak boli to nie musimy – westchnął i wcałował się mocnie w jego ucho. Kiedy nagle chłopak poruszył się na nim, jęknął sam i zacisnął mocno powieki. Cholera, Mały był taki ciasny, że naprawdę bał się, że może go aż zranić. – Poczekaj – rzucił po chwili chcąc go unieść, ale Kamil objął go kurczowo i pokręcił głową.
Nie minęło wiele sekund nim ponownie zabujał biodrami, wzdychając przy tym świszcząco.
– Tak! Adaś – mamrotał powoli nadając swoim ruchom regularny rytm.
– Och, Boże… mój Mały – jęknął Adam i sięgnął do jego drżących warg by ucałować je powoli i mocno. – Kocham cię – powtórzył i uchylił powieki. Kiedy ich spojrzenia się spotkały jęknął niemal płaczliwie i otarł się nosem o rozgrzany policzek chłopca. – Tylko ciebie – zapewnił, a gdy poczuł dygoczące dłonie Kamila na swoim karku, ponownie wcałował się w jego pełne, mięsiste usta. – Naprawdę… wiesz?
– Wie-em! – jęknął Mały i zaraz oparł ręce o tors mężczyzny. Powoli pchnął go na plecy na pościel i łapiąc spazmatyczne oddechy, powoli uniósł się na jego męskości. Dokładnie czuł jak ta powoli się z niego wysuwa, a gdy przy końcu żołądź naparła na zwieracz jednym zdecydowanym ruchem opadł na nią tym sam kuląc się na ciele Adama i jęcząc głośno. Oparł się czołem o jego tors, a palce wbił w wilgotną skórę. Cholera, albo mu się wydawało, albo nigdy do tej pory nie byli tak blisko. A Adam nie był w nim aż tak… az tak do końca.
– Nnnn! Ach! Kamil! – jęknął mężczyzna i sięgnął palcami do jego ramienia. Mały jednak szybko uniósł tułów i oparł dłonie o brzuch kochanka, nadal mocno ściskając go udami. Z jękiem zaczął poruszać biodrami i unosić się na jego penisie, i opadać na niego z głośnym dźwiękiem. Słysząc jak ich ciała obijają się o siebie w nowy sposób, a członek Adama wypompowuje z jego wnętrza powietrze, zaczerwienił się mocno lecz nie przestał go ujeżdżać.
– Do-obrze? – zapytał wyższym głosem i wygiął się mocniej, kiedy jego ciało przeszył silny spazm.
– Cholera… idealnie – jęknął Adam przyglądając mu się spod wpół uchylonych powiek. – Wspaniale… – szepnął ostrożnie odpowiadając na jego ruchy. Z zachwytem wpatrywał się w jego ciało lśniące od potu i drżące usta, które chłopiec co chwilę oblizywał. – Jesteś taki śliczny – szepnął po raz któryś i zaborczo przesunął dłońmi po jego napiętych udach. Nie zamierzał się nawet powstrzymywać, wiedząc, że taka pozycja dla Kamila może być naprawdę wielkim przeżyciem, zresztą nigdy Miały nie był tak rozochocony i nigdy nie dygotał aż tak. No, może podczas pierwszego razu, ale kiedy to było?
Wpatrując się w zamglone, załzawione oczy chłopca, Adam wzdychał głośno. W końcu podkulił nogi do pleców Kamila i uniósł tułów by opleść go ramionami i zaraz, nie wychodząc z niego, przewrócić na plecy.
Chłopak pisnął głośno i boleśnie, kiedy docisnął się mocno do jego pośladków i w kilku chaotycznych ruchach dobił się do końca dochodząc.
– Och! Kamil! – sapnął zduszonym głosem i wtulił mocno twarz w szyję chłopca, podrygując biodrami.
Czując te podniecające ruchy, chłopiec jęknął głośno i objął Adama za szyję. Nie miał chwili nawet by pomyśleć jakby to było gdyby Adam zamiast w gumkę, strzelił wprost w niego. Boże! Tak bardzo chciał tego spróbować.
– Adaś! – westchnął z lekkim uśmiechem i odnalazł wargami jego spierzchnięte usta. Pocałował je lekko i to mężczyzna jak zawsze pogłębił ten pocałunek, penetrując jego usta z niebywałą wprawą i zaangażowaniem. Kiedy po krótkiej chwili zdyszani odsunęli się od siebie, Kamil zafascynowanym spojrzeniem przesuwał po jego zarumienionej twarzy. Chyba wariował, ale tak bardzo uwielbiał ten widok. Jego błyszczących oczu, które tak mocno się w niego wpatrywały i silnego ciała, które lekko nadal drżało.
Dopiero gdy kochanek poruszył się w nim delikatnie, ponownie zwrócił spojrzenie między ich ciała i jęknął głośniej czując i widząc dłoń zaciskającą się na jego niedużym w sumie, ale twardym i pulsującym mocno penisie. Odchylając głowę do tyłu, wtulił się mocniej w Adama i nabijał się na jego wilgotną dłoń.
– Och! Tak… tak mi dobrze – wydusił podrygując biodrami coraz szybciej i dysząc mocniej w szyję Adama. – Och! Boże! Nnnn! – jęczał podciągając wyżej lewą nogę, jakby chciał jeszcze mocniej rozłożyć się pod ukochanym mężczyzną.
Nie poczuł, w którym momencie Adam z niego wyszedł, ani nawet jak mocno ściskał go i całował. Drżąc i łapiąc spazmatyczne oddechy dążył tylko do jednego i faktycznie po kilku chwilach, w którym jego myśli wirowały, napiął się mocno i w końcu strzelił na brzuch wiszącego nad nim Adama.
Mężczyzna zaśmiał się niskim głosem, przygryzając lekko jego ramię i otarł się kroczem i jego wrażliwego penisa, co mały skwitował kolejnym jękiem.
– Było dobrze? – wydusił Kamil czując jak lepi się do Adama.
Motocyklista skinął głową i ponownie wcałował się w jego usta.
– Najlepiej… – szepnął przytulając się do niego i całując przelotnie jego rozluźnione już ciało. – Cholera, poczekaj – sapnął i zsunął się z łóżka. Kiedy zdjął z siebie prezerwatywę skrzywił się lekko i zaraz przeszedł do kuchni by wyrzucić ją do kosza.
Kamil wpatrywał się jego seksowne ciało zmęczonym spojrzeniem i po chwili naciągnął na siebie kołdrę. Pociągając nosem, oblizał usta czując na nich słonawy posmak i napiął mocniej pośladki.
– Adaś… – szepnął, kiedy mężczyzna już do niego wracał. Wzrok od razu uciekł mu w dół jego ciała i zatrzymał oczywiście na penisie, który jeszcze przed chwilą rozpychał go i sprawiał tyle przyjemności.
– Mmm? – zamruczał Adam wsuwając się na łóżko obok niego i przytulając się mocno do jego pachnącego seksem ciała. – Chciałem zrobić to w takiej pozycji – westchnął przeczesując palcami jego przepocone włosy.
– Ja po wczorajszym też – zaśmiał się Kamil i spojrzał na niego przeciągle. Po chwili ułożył się na boku i podłożył pod głowę dłonie. Spojrzał poważnie w oczy kochanka, który studiował jego twarz wzrokiem. – Mmm… wiesz, może pogadajmy o tym? – zaproponował nieśmiało, a Adam od razu wsunął dłoń na jego policzek i pogłaskał go delikatnie.
– Ale Kamil, nie ma o czym. Naprawdę – powiedział spokojnym tonem i oblizał usta wpatrując się w niego mocno. Jakby chciał już na zawsze wyryć pod powiekami jego obraz. I chyba faktycznie tak było.
– A Marcin? – zapytał szybko chłopiec i pocałował go lekko po kciuku, który zbliżył się do jego warg.
– Marcin? Ma się dobrze – wzruszył ramionami mężczyzna i pochylił się nieco by ucałować go czule. – Nie zaprzątaj sobie tym głowy kiedy jesteś ze mną – szepnął jeszcze Adam. Kamil przełknął ciężej ślinę i skinął, po czym sam sięgnął do jego ust.
– Ale… Adaś. Jesteś jakiś dziwny. Pogadajmy o tym – poprosił i posłał mu spojrzenie małego, słodkiego szczeniaka. Przecież był z nim, chciał go wspierać. – Cała szkoła huczy o tym. Że Wilczyński go… – zaczął i speszył się nieco. – W każdym razie ponoć teraz siedzi w Rivierze, chyba żona go wywaliła, no a Marcin… jego nie było – powiedział i spojrzał na Adama niepewnie. – To prawda? – dopytał i sam wyciągnął rękę by pogłaskać Adama po szorstkim nieco policzku.
Mężczyzna zmrużył oczy i przygryzł mocniej wargę.
– Musimy o tym mówić? – zapytał szybko i przewalił się na plecy. – Nie wiem. Chyba. Chyba prawda – powiedział nieco zniecierpliwiony. – Czemu chcesz gadać o Marcinie? – dodał nieco ostro. Boże, jak on nienawidził tego, że wszyscy wokół chcieli i musieli stawiać Marcina w centrum! I do tego jeszcze Kamil!
Chłopiec szybko przysunął się do niego i złożył głowę na jego torsie.
– Nie chcę gadać o nim – powiedział cicho po dłużej chwili. – Chcę o tobie. O tym jak się czujesz i co zamierzasz, jeżeli z Marcinem to prawda. Ale ty… o niczym mi nie mówisz, więc chciałem jakoś to pociągnąć – dodał i pocałował go lekko przy ciemnobrązowym sutku. – Nie denerwuj się, dobrze? – dodał nieco zduszonym tonem i objął go w końcu ramieniem.
Motocyklista uśmiechnął się brzydko i przykrył dłonią twarz. Milczał kilka minut, aż w końcu wtopił palce w ciemne włosy półleżącego na nim chłopca.
– Marcin mówi, że prawda – powiedział tylko i objął go drugą ręką. – Przepraszam. Nie spałem całą noc. Trochę niewyraźnie się czuję. Przepraszam – dodał i pogłaskał go po rumianym, pucatym policzku.
– Dobrze… I co teraz?
– Teraz? – zastanowił się Adam dłużej i przymknął piekące oczy. – Teraz… Teraz… odwiozę cię do domu, Słońce, a później pojadę do Marcina. Zobaczę co się dzieje w domu – powiedział przepuszczając między palcami te zabawne sprężynki.
Kamil zamruczał cicho i skubnął ustami ciemną brodawkę. Zaraz poniósł wzrok na twarz kochanka i uśmiechnął się lekko.
– A może prześpisz się trochę? – zaproponował widząc na jego twarzy autentyczne zmęczenie. Adam jednak pokręcił głową i uszczypnął go w policzek.
– Później. Później się wyśpię – powiedział i spojrzał mu dłużej w oczy, takim spojrzeniem, że Kamila przeszły aż ciarki. Nigdy nikt nie patrzył na niego z takim utęsknieniem.

Później niewiele już czasu Adam mógł dla nich wygospodarować, więc gdy ruszyli w drogę do domu Mrozków, zarówno on sam jak i Kamil czuł pewien niedosyt. Chłopak ściskając go mocno, zajmował miejsce na siedzeniu z tyłu i czuł jak serce wali mu mocno. Sam nie wiedział czemu, ale te spojrzenia Adama był takie… takie dziwne i jednocześnie przepełnione tyloma emocjami, że zaczynał się w nich aż gubić. Starał się być spokojny i tym spokojem zarazić mężczyznę, ale zamiast tego tylko drżał i starał się po prostu zrozumieć. I choć śmiał się z siebie w duchu, po prostu czuł, że stało się coś złego.
Kiedy zatrzymali się pod bramą prowadzącą na jego podwórko zeskoczył z motocykla i zdjął szybko kask. Oddychał płytko i co chwilę oblizywał wargi. Chciał zapytać, ale bał się dotknąć tego czegoś, co nawet niewypowiedziane paraliżowało go całego.
Gdy Adam zdejmował kask, on swój doczepił z tyłu, po czym podszedł do mężczyzny i uśmiechnął się nieco blado.
– A Adam…? – zaczął, a gdy ten zwrócił ku niemu to głębokie spojrzenie, zawahał się ponownie. – Bo wczoraj mówiłeś, że… że chcesz mi coś powiedzieć. I dzisiaj pod szkołą też – szepnął, a Adam zaśmiał się pod nosem i poklepał dłonią kask oparty o bak. W końcu uniósł wzrok na niego i uśmiechnął się krzywo.
– Sam nie wiem… może tak po prostu – wzruszył ramionami i spojrzał krótko na jego wargi.
– Na pewno? – dopytał chłopiec przystępując do niego i łapiąc go za rękaw.
Napotykając jego wielkie, lśniące oczy, Adam przygryzł mocniej wargę. W głowie miał pustkę i choć te słowa miał na końcu języka, szybko przełknął je z powrotem. Nie musiał kończyć tego, co było między nimi, w końcu to i tak się skończy. A po co miał Słodkiemu psuć humor? Po co miał go krzywdzić? Niszczyć? Ranić jeszcze mocniej?
– Adaś…
– Na pewno, Skarbie – zaśmiał się szybko i pstryknął go palcami w policzek. – Może chciałem ci tylko powiedzieć ostatni raz, że cię kocham. Najbardziej i najmocniej. Że nigdy nie czułem tego… – zawahał się i przełknął gulę stającą mu w gardle. – Tego… z nikim. Że tylko ty… – zaciął się i zaraz roześmiał nieco histerycznie. – Po prostu, kluska ze mnie dzisiaj – dodał jeszcze i szybko przyciągnął go do siebie.
Kamil wpatrywał się w niego bez zrozumienia.
– Jak to, ostatni?
– No teraz, jak cię odwożę – powiedział szybko, a Mały skinął głową. – No i w ogóle. Teraz to ja nie wiem, kiedy się zobaczymy. Marcin i ta sprawa… wiesz… policja i tak dalej – machnął ręką.
Chłopiec pokiwał głową i odetchnął cicho.
– Ale masz do mnie dzwonić. Albo pisać – zastrzegł i uśmiechnął się niepewnie. – Albo i to, i to. Okej? – Adam pokiwał głową i pocałował go czule. Kolejne spojrzenie, jakie mu posłał było niemal bolesne, i Kamil sapnął aż głośniej.
– To będę już spadał. Muszę jeszcze zajechać do pracy wziąć wolne – dodał i odsunął od siebie chłopca.
Niezdolny by wypowiedzieć choć słowo, Kamil, obserwował jak wsuwa na głowę kask, opuszcza wizjer i odpala motocykl.
– Kocham cię! – rzucił głośniej, chcąc przekrzyczeć turkot, gdy Adam przytrzymując sprzęgło, nacisnął mocniej na gaz. Ponownie coś zabolało go w środku więc szybko złapał go za ramię, by zwrócić na siebie jego uwagę. Mężczyzna odwrócił ku niemu głowę, a pierwszym co Kamil zobaczył było jego własna, wystraszona twarz w odbiciu ciemnego szkła. Dopiero, gdy się przyjrzał mocniej dostrzegł oczy Adama.
– Kocham cię – powtórzył już ciszej i przełknął ciężko ślinę.
Mężczyzna skinął głową i wpatrywał się w niego dłuższy moment. W końcu Kamil odsunął się krok do tyłu, a on ruszył i po podjechaniu kilku metrów zawrócił na ulicy. Mijając go uniósł lekko rękę, a później już przyspieszył znacznie i nim się Kamil obejrzał, był już przy przystanku na zakręcie.
Wpatrując się w jego sylwetkę chłopak stał tak dłużej. Nie miał pojęcia co się stało, ale czuł się tak… źle? Jakby właśnie coś przegrał. Może powinien bardziej nalegać? Może to co się stało z Marcinem i dla nich było próbą, którą on właśnie przegrał? Może nie tego oczekiwał od niego Adaś?
Po kilku głębokich westchnieniach, Kamil w końcu spuścił wzrok na swoje przemoczone trampki i zacisnął mocno zęby. Nagle już wiedział, czym było to nieprzyjemne uczucie, które dusiło go w środku, i które widział w oczach Adama.
Strachem.

Reklamy

23 thoughts on “Synowie Rosemary 25 – Ostatni

  1. Ryczę. Teraz już na serio. Właśnie moja nikła nadzieja prysła. Nie ma już nadziei dla Kamila i Adama. Mechanik najwyraźniej chce to wszystko zakończyć, zanim zrani Kamilka tak, że ten się po tym nie podniesie. Może to i lepiej, ale w tej chwili rozpaczam, bo naprawdę uwielbiam. Czytać o nich razem. Już się boję, co postanowił Adam. Najbardziej na świecie nie chcę, by wracał do Marcina, bo to by było największą jego życiową porażką. W tej chwili przyszło mi coś strasznego do głowy i nie wiem, które rozwiązanie jest lepsze, ale na samą myśl, że Adaśko mógłby zrobić coś takiego, chce mi się ryczeć. Nie powiem, co mi przyszło do głowy, bo to naprawdę straszne i nie chcę, żeby się spełniało. Wiem, że opo już napisane i nic by to nie zmieniło, ale i tak… To zbyt straszne. A może to ja jestem straszna, że o czymś takim pomyślałam? Wiem, bredzę bez sensu, ale musisz mi wybaczyć. Wierzę, że nie jesteś aż tak okrutna.

  2. Jeju… weź tak ludzi nie strasz w nagłówku, że ostatni rozdział… no jak tak można w biały dzień xD
    Hmm… od czego by tu zacząć?
    Po części muszę przyznać Damianowi rację. W rozdziale brakuje zwrotu akcji, wzrastającego napięcia, scenę łóżkową również prześledziłam tylko wzrokiem, bo tego typu sceny są na ogół takie same. Zgadzam się również z Liv, że brak Marcina doskwiera :D Ale nie uważam, że rozdział jest wypełniaczo-przeciągaczem. Wydaje mi się, że rozumiem Twój zamysł i nawet jeśli część z nas narzeka, to ukazanie tej więzi między Kamilem a Adamem przed kolejnymi zdarzeniami może być ważne. Jako czytelnik ufam Twoim poczynaniom i wierzę, że masz to wszystko obmyślone i jeszcze nie raz nas zaskoczysz.
    Ten „ostatni” raz, ostatnie „kocham”… Czyżby Adam chciał zerwać niebawem z Kamilem, by chronić go przed młodszym bratem? Niech się dzieje, co chce, ale Kamil ma mieć happy end xd

    1. xDD Przepraszam!
      Ałaaaa, xDD Ja tak bardzo nie lubię pisać scen łóżkowych, bo tez myślę tak samo – wszystkie są podobne. No chyba, że się jest mistrzem w pisaniu ich, a ja nim raczej nie jestem. Czasami jednak mam mega wenę na takie sceny, jak było w tym przypadku. Myślę, że tylko dlatego, że jest dosyć istotna dla dalszych losów Adama i w ogóle dla niego. No, ostatnia. W sumie, nawet nie ona sama, a raczej chodzi o to, że się po prostu się kochali. Serio, nie lubię pisać seksów. xD
      Dziękuję za zaufanie w takim razie i w ogóle za takie ładne rozebranie tego rozdziału, choć przecież były w nim jedynie seksy przeplatane mniej lub bardziej złowieszczymi dumaniami Adama.
      A tak w ogóle nic ja nie zdradzam i tak zaraz koniec. :I

      Pozdrawiam ciepło!

  3. Ileż emoocjii… No nie mogę, nie mam co liczyć na Adama z Marcinem, za wiele się działo. Nawet jeśli Adam w końcu się złamie, to i tak nie będą razem Razem. :c
    Ale Kamil jest słodki z Adamem. W sumie chyba najwyższy czas, żeby się chłopak na Adama troszkę wkurzył, ale całe szczęście (albo i nie), że tego nie robi, bo pewnie poznałby całą braciszkową historię.
    Podoba mi się strasznie mocno, ale sama nie wiem, czy nie odetchnę z ulgą na koniec… ^^ Jedno z tych opowiadań, w których bardzo czegoś pragnę i wiem, że nie dane mi będzie tego przeczytać :’) Ale to tym lepiej świadczy o całym tekście chyba.
    Brakowało mi Marcina w tym rozdziale. Nikt chuja nie lubi, ale podoba mi się to, co on wyczynia z ludźmi. xd Wszyscy tacy biedni.
    Wg kto by pomyślał, że zabawa Adama w podwózkę Małego skończy się taką rozpaczliwą miłością? :)

    1. No chyba niestety ten związek nie przejdzie. Nie w tym wymiarze.
      Wiem, że wielu z Was ma różne wyobrażenia zakończenia i w ogóle, dużo różnych ‚marzeń’ odnośnie fabuły. I pewnie gdybym nie miała już Synów przemyślanych do końca to wiele z nich miałoby wpływ na tekst, a tak trzymam się hardo planu. C:
      Dokładnie. Tym bardziej, że Adam przecież wcale a wcale nie wiązał z nim żadnych planów poza seksem, także można powiedzieć, że Kamileg ma moc. C:

  4. „pojękiwał nieustannie, ocierając się spoconą twarzą i wilgotną skórę kochanka.” – ‚o wilgotną skórę’
    „westchnął i wcałował się mocnie w jego ucho.” – ‚mocniej’
    „A Adam nie był w nim aż tak… az tak do końca.” – ‚aż’
    „Mężczyzna zaśmiał się niskim głosem, przygryzając lekko jego ramię i otarł się kroczem i jego wrażliwego penisa, co mały skwitował kolejnym jękiem.” – ‚o jego’
    „Kamil wpatrywał się jego seksowne ciało zmęczonym spojrzeniem i po chwili naciągnął na siebie kołdrę.” – ‚w jego’

    O jejku, biedny Kamil :c. Biedny, że go tak Adam trzyma w niepewności i w ogóle. Nie jestem nawet pewna, czy oczekuję tutaj jakiejś wielkiej dramy, w końcu Kamil i Adam to mój srogi ship i nie wiem, czy bym to przebolała :v. …okey, w sumie to chyba nie ważne, lubię dramaty, może się dziać cokolwiek, ja to jakoś zniosę |’D

    1. Dzięki za literówki!
      Srogi ship xDD Jak to pięknie brzmi! Okej! Zbliża się koniec więc mam nadzieję, że ostatnia wielka drama będzie do przeżycia dla większości z nas. C:

  5. Inga. Tyle emocji. Wykończysz nnie! Nie wiem co jeszcze moge ci napisać. Czuje że w tej historii mało bedzie szczęścia.

  6. Oh.. A już myślałam że to ma być ostatni rozdział. Uf uf! Byleby to się jakoś rozwiązało.. Strach jest ponoć bliźniakiem miłości. Nie wiem czy dobrze że Adam przedłuża wtajemniczenie w swoją ciemną stronę Kamila.. A Marcin. A niech go tir rozjedzie.

    1. Nie, jeszcze kilka przed nami. Nie jestem pewna, czy Adam w ogóle zamierza go w to wciągać. Może już nie? Może ma inne plany na przyszłość?
      O rany! Biedny Marcin, co to by było jakby go tir rozjechał? Lel… pewnie wszystkim by ulżyło. Hehe…

  7. A mi się bardzo dobrze czytało, nawet jeśli nadal jest słodko i różowo, sypią się serduszka i te sprawy, ale między to wszystko udało ci się wprowadzić napięcie. Czuję, że ten moment się zbliża i strasznie sama się denerwuję, jak to wszystko się potoczy. Lubię dramaty, ale kiedy dobrze się kończą. Po tym rozdziale jestem jakaś rozczulona, że sama pójdę coś napisać słodkiego ♥

    1. Ocho, a jak ja się denerwuję pisząc. Spokojnie, spokojnieeeee, to już ostatni rozdział z różowościami i seerduszakami. C:
      Mam nadzieję, że pisanko poszło dobrze!

  8. Myslalem, ze on mu juz powie, tak sie nastawilem na drame… :/
    Mam wrazenie, ze to takie przeciaganie troche, byle wiecej rozdzialow bylo. Kazdy zna uczucia Adama, wiemy, ze przerazliwie sie boi powiedziec prawde Kamilowi. Jego uczucia tez znamy. Czuje jakbym czytal to samo kolejny raz, bez zadnego ciekawego zwrotu akcji. Nawet przewinalem scene seksu, zeby zobaczyc czy w koncu mu powie, ale nic takiego nie bylo. Wiadomo, ze w prawdziwym zyciu czlowiek tez sie boi mowic szokujaca prawde, ale to tutaj trwa troche… Za dlugo?
    To moje zdanie. Oczywiscie nie znaczy to, ze przestane czytac to opowiadanie. Za bardzo lubie Kamila :p
    Co do szkoly… Gdybym znal nature Marcina na pewno nie wierzylbym, ze Bruno mu cos zrobil. Wiadomo – przystojny, madry, inteligentny facet tez moze zrobic cos takiego, a obdarty biedak wygladajacy na zlodzieja moze chciec wszystkim pomoc. Ale jako, ze Marcin to podstepna lajza to nie wierzylbym az tak w te plotki. W dzisiejszych czasach mlodziez i ogolnie ludzie sa zdolni do wszystkiego. Teraz zaczyna mi byc szkoda faceta, ale na pewno ogolnie go nie polubie.

    1. Ohmai, ale nikt tu niczego nie obiecywał przecie. Ani dram, ani prawdy.
      No, może z Twojej strony tak to wygląda, ale ja, jako że mam pogląd na całe opoko wraz z zakończeniem, uznałam, że to, co się dzieje w tym rozdziale jest słuszne. Na miejscu i w ogóle. Hmmm… nie wiem, w tym rozdziale Adamowi raczej nie o prawdę chodzi. No ale dobra.
      O ile się nie mylę, Bruno się już przyznał, że sypiał z Marcinem, więc tu już chyba nie ma mowy o plotkach. Ale co ja tam wiem… No chyba chodzi o to, że uczniowie plotkują, ale to też tam…*odpływa*

      1. Mam wrazenie, ze masz uraz do mnie o cos. To dlatego, ze cos mi sie nie spodobalo i postanowilem o tym napisac? Bo odpowiadasz naprawde chamsko czasami, co mnie dziwi, bo kiedys tak nie bylo, zwazajac na to, ze jestem stalym czytelnikiem :/
        Chyba, ze sie gniewasz o to, ze pisze o przeciaganiu. Co prawda, to prawda, kiedys o tym juz pisalem. Powinnas sie liczyc z takimi komentarzami…
        No ale… :)

        1. A myślisz, że mam powód, by mieć za coś do Ciebie uraz?
          W swoim komentarzu po prostu chciałam naprowadzić Cię na to, co ja widzę w tym rozdziale. Nie miałam zamiaru być chamska i nie wiem, w którym momencie dostrzegłeś to moje chamstwo. Myślę, że pisząc odpowiedź byłam po porostu poważna, i nie użyłam jak zawsze miliona emot, zapewne dlatego zobaczyłeś w nim coś, czego po prostu nie ma, lub nie miałam zamiaru tam wkładać.
          Wiele razy pisałeś, czy zwracałeś mi uwagę na coś w komentarzach, na jakieś moje błędy czy coś co Ci się nie podobało i nie mam z tym problemu. Mimo tego, że do bloga podchodzę dosyć poważnie znam granicę, naprawdę. To chyba nie jest jeszcze ten poziom próżności u mnie. xDD
          Zapewniam, że liczę się z każdym komentarzem, niezależnie od tego czy komentuje stały czytelnik, czy też ktoś nowy. Nie mam problemu też z tym, że nie wszystkim wszystko musi się spodobać, także pax.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s