Synowie Rosemary 26 – Jedyna osoba, która wierzy

Kolejny dzień minął w zastraszającym tempie, takim, że Bruno nawet się nie spostrzegł, kiedy za oknem hotelowego pokoju zaczęło się zmierzchać. Po raz pierwszy do dłuższego już czasu nie musiał, a raczej nie mógł iść do szkoły, a około południa doszedł do wniosku, że tak właściwie boi się nawet wyjść na zewnątrz. Już od rana śledził informacje na stronie internetowej lokalnego radia i jak się spodziewał dosyć szybko pojawiła się na niej wiadomość o tym, że ‘dyrektor jednego z liceów dopuścił się przestępstwa’. To było śmieszne, chore, dziwne. Miał wrażenie, że aktualnie żyje w jakimś śnie, bo przecież jeszcze wczoraj rano wszystko było takie idealne.
Całe jego ciało drżało mocno na wspomnienie tamtych chwil i choć się starał, w głowie ciągle kołatała mu się jedna myśli o tym, że był zwykłym durniem. Dlaczego uległ Marcinowi? Czemu go pokochał? Dał się wciągnąć w jego grę, złamał zasady i teraz musiał za to odpowiedzieć. Co najgorsze miał świadomość tego, że gdyby nie zrobił tego z uczniem, a uczennicą może i udałoby mu się jakoś z tego wykaraskać. Ale tak? Był chyba największym zwyrodnialcem z okolicy, może nawet większym niż Stanisław Czworak, który swego czasu nałogowo podpalał pustostany w mieście, narażając na utratę zdrowia i życia mieszkających w nich bezdomnych. I w którym momencie stał się takim potworem? Boże, nie miał pojęcia. Jeszcze nie dalej jak rano czuł się tak strasznie pusty, później zdradzony i oszukany, a teraz? Teraz już nie wiedział, miał wrażenie, jakby to ktoś inny żył jego życiem, jakby nie był już sobą.
Nagle wszystko, co mu zostało – Marcin i praca w szkole, na której opierało się jego życie, zostało mu odebrane. To jasne, że dostanie dyscyplinarkę, co byłoby dosyć pomyślnym przebiegiem całego tego koszmaru. Tylko, że jeżeli Marcin będzie się upierał przy swoim, jeżeli będzie powtarzał, że był zmuszany do seksu, to raczej na pewno nie zakończy się to tak łagodnie.
Godziny mijały, a on spędzał je właściwie w łóżku lub fotelu wpatrując się uparcie w różne punkty, które obierał zupełnie przypadkowo. Czekał na telefon. Od policji, od kuratorki, Marcina… Nie miał pojęcia ile razy wyobrażał sobie, że chłopak do niego dzwoni i mówi mu, że to tylko przykry sen. Ale tak się nie działo, i zamknięty w hotelowym pokoju jakoś tak trwał nie mając odwagi zrobić nic więcej niż czekać. Czasami myślał też o Adze, o tym ile złego musiało ją teraz spotykać przez niego. A może nie? Może ona będzie tą biedną, poszkodowaną przez los i naiwną kobietą, którą w tak okrutny sposób uwiódł, oszukał i porzucił. Tak byłoby najlepiej.
Czuł się jak dziecko postawione do kąta. Wystraszony nasłuchiwał odgłosów za drzwiami czy za oknem i czekał na wyrok, choć czuł że on już zapadł.
Kiedy po południu rozległ się dzwonek jego telefonu najpierw zmierzył aparat zdystansowanym spojrzeniem i choć ten leżał na stoliku tuż obok, podniósł go dopiero pod dłuższej chwili i odebrał połączenie.
Głos uwiązł mu w gardle więc dopiero po chwili zdołał wycharczeć coś na kształt krótkiego słowa.
– Tak?
– Bruno? – usłyszał głos Agnieszki i podpierając łokieć o podłokietnik schował twarz w dłoni. Boże, nie chciał z nią mówić. To było takie trudne. – Bruno… co się dzieje? – zapytała szybko, a on tylko skrzywił się mocniej i przymknął oczy. – Wiesz… był u mnie ten chłopak z Ósemki, a wcześniej Ambroży, Boże… Bruno – dodała cicho, a on już widział przed oczyma jak siedzi na brzeżku kanapy i przesuwa palcami po szyi.
– Myślę, że najlepiej żebyś nie rozmawiała z nikim z radia ani gazety, wiesz… po prostu szukają sensacji – powiedział jakby nieswoim głosem. Przesunął zaraz spojrzeniem po skromnym umeblowaniu pokoiku, który robił się coraz ciemniejszy.
– Nie rozmawiałam. Tylko z Ambrożym – przyznała kobieta i odetchnęła głośniej. – Powiedz mi… to dlatego? Dla niego odszedłeś? Dla tego… chłopca? – dopytywała, a on skulił mocniej ramiona. Chciał być z nią szczery i po raz pierwszy chyba poczuł, że w końcu może. Nie miał już nic do stracenia, zupełnie nic.
– Nie, nie dla niego, choć może… dzięki niemu – powiedział ostrożnie i przeczesał dłonią włosy.
– Więc to tak… więc dlatego nie mogło nam się udać? Bo jesteś… gejem? – szeptała Agnieszka, a on tylko się skrzywił. – Dlaczego nigdy nie powiedziałeś mi… nie wiem…?
Mężczyzna niemal się roześmiał i pokręcił głową.
– Co miałem ci powiedzieć? Agnieszko – zaczął i zaciął się na chwilę. – Wybacz mi. Wybacz… ja łudziłem się, że jestem już normalny. Wiesz, taki zwykły i… to nie tak, że cię nie kochałem, że… ja starałem się naprawdę, ale to jest tak trudne. Kochałem cię, kocham, ale… to nie to samo. Nie umiem tak żyć – powiedział szybko nieco plącząc się we własnych myślach. – Ja tylko… nigdy nie chciałem cię zranić, uwierz mi. Przepraszam – szepnął wsłuchując się w głos po drugiej stronie.
Agnieszka milczała długą chwilę, aż w końcu westchnęła cichutko.
– Ten chłopiec…
– Marcin nie jest chłopcem – wtrącił szybko i zacisnął palce na włosach. – On… my… znasz mnie przecież, ja nigdy bym nie zmusił nikogo do tego. Wierzysz mi, prawda? – rzucił z nadzieją, tak bardzo chciał by choć ona mu uwierzyła. By choć jedna osoba była za nim, a Agnieszka żyła z nim tyle lat musiała wiedzieć, że nie jest typem mężczyzny, który mógłby być tak okrutny.
– No właśnie nie wiem, Bruno, czy cię znam. Tyle lat żyliśmy razem, a okazuje się, że jesteś kimś zupełnie innym i obcym – powiedziała nieco drżącym głosem, a on zaśmiał się nieco histerycznie.
Miała rację, kurwa, miała! Nagle też poczuł jak grunt zaczyna palić mu się pod stopami. Nie miał pojęcia co wywołało to uczucie, ale zaczął drżeć mocno jak jeszcze nigdy dotąd.
– Może i lepiej się stało, że odszedłeś – powiedziała cicho, a on zagryzł mocno wargę. – Boże, Bruno… Nie wiem jak to się zakończy, ale nie chcę mieć z tobą już nic wspólnego. Nie zbliżaj się do nas, zapomnij o nas i po prostu… żyj tak, jak chciałeś – dodała, a on pokiwał głową. Co miał innego zrobić? To nie tak, że na nią liczył. Że chciał jej pomocy. Przecież sam nawarzył tego piwa i sam je wypije. Ale jak miał sobie z tym poradzić, skoro nie miał absolutnie nikogo po swojej stronie, skoro był sam? Sam w pustym, ciemnym pokoju, zaszczuty i skreślony tylko dlatego, że był inny, że pokochał kogoś znowu, że odważył się mieć marzenia, że troszkę liznął lepszego, niepozorowanego życia. Tak bardzo tego żałował! Nie mógł uwierzyć, że dał się tak podejść, zniszczyć, że uległ. I czy nie miał racji? Czy nie lepsze było udawanie?
Kiedy Agnieszka się rozłączyła, on tylko przymknął oczy i odchylił głowę na oparcie fotela. Było mu niedobrze, nie miał pojęcia już co robić, nie miał już nawet siły się szarpać.
Zupełnie jak wtedy, gdy rozeszli się z Jakubem, znowu umiał tylko patrzeć jak coś przepływa obok niego, jak ktoś inny decyduje o jego życiu. I cholera, mogłoby tak być. Mógł skłamać i powiedzieć, że szantażował Marcina. Dać się skazać i siedzieć sobie w więzieniu z zapewnionym jedzeniem i spaniem. Czy to nie byłoby dobre życie? I przede wszystkim miałby już spokój, spokój, spokój…
Cisza powoli zaczynała dzwonić mu w uszach, a serce biło mocno i głośno, wypełniając panującą wokół pustkę. Co innego mógł robić? Wraz z Marcinem stracił wszystko.

Czas spędzony z Kamilem minął mu tak szybko, że nawet nie spostrzegł się, a już zaczynało się ściemniać. A przecież jeszcze przed chwilą był pod domem Mrozków i żegnał się ze swoim uroczym chłopakiem pragnąć nasycić się jego widokiem. Jasne, przez chwilę zastanawiał się nad tym by z nim zerwać, ale szybko doszedł do wniosku, że byłoby to niepotrzebnym problemem dla niego i ciosem dla Kamila. A tak to wszystko jakoś się rozejdzie po kościach.
Jakoś to będzie, powtarzał sobie w duchu, zaciskając dłonie na kierownicy motocykla. Jadąc przez miasto dosyć ostrożnie, oddychał głęboko i spokojnie, starając się ukoić szalejące serce. Musiał znać prawdę, musiał upewnić się co zaszło między Marcinem, a tamtym mężczyzną. Nim podejmie jakiekolwiek działanie chciał po prostu się przekonać czy w końcu ktoś poradził sobie z chłopakiem, czego on nie umiał zrobić przez tyle lat.
Ale tamto spojrzenie Wilczyńskiego na komisariacie raczej nie dawało wielkiej nadziei. On też był słaby.
Po szesnastej, kiedy zaczynało już się zmierzchać zatrzymał motocykl na parkingu pod Rivierą. Dosyć krytycznym wzrokiem zmierzył oszkloną fasadę budynku i ujmując kask pod pachę ruszył w kierunku wejścia do kamienicy, w której mieścił się hotel stanowiący własność jednego z gdańskich inwestorów, posiadających większe lokale i centra handlowe w mieście.
Kiedy wszedł o głównego hallu od razu skierował się w kierunku recepcji. Serce biło mu jak dzwon, a nogi też nieco zmiękły.
– Dzień dobry – mimo wszystko uśmiechnął się do stojącej za kontuarem recepcjonistki i to na niej skupił wzrok. – Chciałem dowiedzieć się, w którym pokoju rezyduje pan Wilczyński. Muszę z nim się spotkać – dodał jeszcze i oblizał zeschnięte wargi, opierając kask na lśniącym blacie.
– Dzień dobry. Niestety nie mogę panu udzielić takiej informacji – powiedziała jasnowłosa kobieta i posłała mu jakby współczujące spojrzenie.
– A może mogłaby się pani z nim skontaktować i powiedzieć, że proszę o spotkanie? – zaproponował spokojnym tonem
– Cóż… dobrze. Pana godność?
– Szmidt – powiedział szybko.
– Proszę chwilę zaczekać – usłyszał i skupił wzrok na jej szczupłych dłoniach, które wybierały numer na klawiaturze telefonu. Wsłuchiwał się w jej głos i zniekształcone dźwięki płynące ze słuchawki, a w końcu nie chcąc być zbyt natarczywym odwrócił spojrzenie na stojące nieopodal kanapy i stoliki. W momencie, w którym miał ku nim ruszyć dotarł do niego dźwięk głośno odkładanej słuchawki.
– Przepraszam – uśmiechnęła się recepcjonistka i trzymanym w dłoni długopisem wskazała mu szerokie schody na końcu hallu. – Proszę przejść na drugie piętro, pokój dwieście trzynaście – powiedziała, a on pokiwał głową i zaraz szybkim krokiem w ruszył w tamtym kierunku.
Kiedy był już na górze, szybko przebył oświetlony jasno korytarz i w końcu dopadł do drzwi. Zapukał w nie mocno i już sięgał za klamkę, kiedy ta nagle odskoczyła. Na twarzy stojącego za drzwiami mężczyzny najpierw odmalowało się zaskoczenie, a później już chyba zawód.
– Liczyłeś, że to Marcin? – zapytał i naparł na drzwi ręką, w razie gdyby mężczyzna chciał mu je zamknąć przed nosem.
Bruno zawahał się i odwrócił spojrzenie. Faktycznie łudził się, że to był jego Marcin, że przyszedł tu by wszystko mu wyjaśnić. Widząc jednak jego brata, zadrżał mocniej nie mając pojęcia czego ma się po nim spodziewać.
– Spokojnie, chcę tylko porozmawiać – powiedział Adam dostrzegając jego wahanie. Po kilku sekundach mężczyzna odsunął się i wpuścił go do niewielkiego pokoiku.
motocyklista szybkim spojrzeniem omiótł skromne wnętrze w większości założone książkami i papierami, zatrzymał się przy jednym z foteli stojących przed wyjściem na zaśnieżony balkon i odetchnął, odkładając kask na stojący obok stolik.
– O czym chcesz rozmawiać? – zapytał podejrzliwie Bruno i zatrzymał się nieopodal drzwi.
– Jak to o czym. O Marcinie – wyjaśnił szybko Adam. – I o tym co mu zrobiłeś – dodał ciszej i spojrzał poważnie w ciemne oczy mężczyzny. – Albo o tym co on ci zrobił – dodał w napięciu, obserwując twarz Wilczyńskiego. Chciał wyłapać każde drgnięcie powieki, każdy grymas. Musiał po prostu znać prawdę.
Zaskoczony Bruno sięgnął do kołnierza koszuli i poluzował go lekko. Nie wiedział czy ma ufać Adamowi, czy może wręcz przeciwnie – bać się go. Szybko jednak doszedł do wniosku, że nie ma już zbyt wiele do stracenia. Po chwili wahania podszedł do stolika i usiadł w fotelu.
– Siadaj. Porozmawiamy – powiedział spokojnym tonem i zacisnął drżące dłonie na podłokietnikach.
Kiedy Adam już usiadł w fotelu przez chwilę mierzyli się badawczymi spojrzeniami. Chyba żaden z nich nie wiedział od czego miałby zacząć tę rozmowę.
– Więc? Zmuszałeś Marcina do seksu. Za oceny – powiedział w końcu Adam wpatrując się niego mocno.
Bruno pokręcił głową i przymknął zmęczone powieki.
– Nigdy nie zmuszałem Marcina do niczego – rzucił półtonem. – Ale miałem z nim romans, to prawda. Tylko że myślałem, że… kochamy się – dodał ciszej, dopiero teraz zdając sobie sprawę jak żałośnie to Brzmi. On i Marcin. Uczeń i nauczyciel. Żonaty facet w średnim wieku i nastolatek. Czemu dopiero teraz widział o jak wiele oddaleni są od siebie?
– Marcin mówił ci, że cię kocha? – zapytał szybko Adam, przełykając ciężej ślinę i zaciskając pięści.
Wilczyński skinął tylko głową i spojrzał na niego poważnie.
– Nigdy go nie skrzywdziłem, nie uderzyłem… nie mam pojęcia skąd ten siniak – powiedział szybko i oblizał wargi. – Mieliśmy tyle planów, ja… chciałem dla niego jak najlepiej – dodał zduszonym głosem.
Adam uśmiechnął się brzydko i odchylił się bardziej na oparcie fotela. Milczał dłuższy czas i w końcu skinął głową.
– Wierzysz mi? – usłyszał i przygryzł lekko wargę.
– Wierzę – potwierdził pocierając szorstki policzek dłonią. – Tylko dlatego ci wierzę, bo ten siniak, o który ciebie oskarża, ja mu nabiłem. Bo znam go, wiem do czego jest zdolny i… pomogę ci. Opowiedz mi wszystko – dodał marszcząc mocno brwi.
Bruno wpatrywał się w siedzącego przed nim mężczyznę w niedowierzaniu. Wczoraj jeszcze Adam sprawiał wrażenie, jakby miał ochotę go zmiażdżyć, a dzisiaj proponował mu pomoc? Nie miał pojęcia czemu i po co to robił, ale nie mógł sobie pozwolić na to by przepuścić taką okazję. W końcu to była jedyna osoba, która go nie oskarżała, która mu wierzyła. Zaraz zaczął mu opowiadać wszystko od początku, od tego przeklętego jesiennego popołudnia, kiedy Marcin przyznał się do tego, że jest gejem.
– Będziesz zeznawał? – zapytał kiedy skończył, nadal wpatrując się w te głębokie oczy Adama, które były niemal bliźniacze do oczu Marcina. W ogóle bracia byli tak do siebie podobni.
Kiedy motocyklista pokręcił głową, szybko odwrócił wzrok zażenowany tym jak się w niego nachalnie wpatruje.
– Głupi Marcin – usłyszał po chwili kiedy Adam uniósł się z miejsca.
– Nie rozumiem – sapnął Bruno i szybko wstał za nim. – Więc co teraz? – zapytał przejęty.
Adam wzruszył ramionami.
– Kiedy ktoś zapyta cię po co przyszedłem lepiej, żebyś powiedział, że chciałem… wymierzyć sam sprawiedliwość – powiedział i odetchnął cicho. Po chwili zamachnął się mocniej uderzając Brunona w twarz z całej siły. – Bo jesteś kutasem, który uwiódł mojego małego braciszka – dodał obserwując jak Wilczyński, który aż zatoczył się od tego uderzenia, szybko łapie się za policzek i zwraca ku niemu zaskoczone spojrzenie. Uśmiechnął się do niego nieco przepraszająco i zaraz złapał kask i ruszył ku drzwiom.
– Adam…! – zawołał za nim Bruno, ale on nawet się nie obejrzał, szybkim krokiem wypadł na korytarz i zaraz niemal biegiem ruszył ku schodom. Nagle wszystko wydawało się być tak proste. O wiele prostsze niż jeszcze rano.
Nie wiedział czy może to uderzenie z przed chwili nie przyniosło mu nieco ulgi. Może nie, a może nadal gdzieś w duchu był zazdrosny. Nie raz, gdy Wilczyński opowiadał mu o tym co miał z Marcinem, czuł coś nieprzyjemnego co dławiło jego gardło. Czy to była jednak zazdrość?
Marcin na pewno ucieszyłby się gdyby o tym wiedział, ale to był już ostatni dzień, ostatni taki raz.

– Ani Majka ani Filip niczego nie powiedzą. Nikomu – powiedział mocniejszym tonem Marcin i przesunął dłonią po blacie obdartego biurka. – Kurwa, i ty też nic nikomu nie powiesz, wiesz o tym? – sapnął jeszcze lecz zaraz uśmiechnął się pewnie i przesunął wzrokiem po parkingu pod blokiem.
– Ale Marcin… Marcin… proszę cię – zaczęła jeszcze raz Klaudia, a on przewrócił oczyma.
– Przestań już. Ja to wszystko rozwiążę. Wszystko zaczyna się układać – powiedział mocniejszym tonem i oparł się bokiem głowy o zimną szybę. – Jest okej, po prostu siedź cicho.
– Majka mówiła, że pójdą na policę.
– Gówno prawda. Nigdzie nie pójdą – uciął i strzepał popiół z papierosa do słoika stojącego na parapecie. – Przestań już męczyć, okej? Kochanie, mam wszystko po kontrolą. Nie dygaj – dodał łagodniejszym tonem chcąc udobruchać dziewczynę. – Jak wszystko się uda zabiorę cię gdzieś w fajne miejsce, co ty na to? – zaproponował.
– Och, Marcina. Niech ci będzie. Muszę już kończyć – dodała Klaudia, a on uśmiechnął się do siebie dostrzegając motor zajeżdżający na parking.
– No pewnie, pa. Do zobaczenia – dodał i zaraz rozłączył połączenie.
Spokojnym wzorkiem obserwował jak Adam schodzi z motocykla i zakłada zabezpieczenie na tarczę, a w końcu odczepia z tyłu mały pakunek i rusza z nim i kaskiem do klatki.
Marcin uśmiechnął się do siebie i kiedy mężczyzna zniknął z zasięgu jego wzroku sam zszedł z biurka i szybko wsunął się na łóżko. Ułożył się wygodniej pod kołdrą i przymknął oczy.
Nagle wszystko zaczynało układać się tak dobrze, a cały jego plan, który w sumie był wpadkową różnych zdarzeń okazywał się być zupełnie bezbłędnym.
W końcu miał Adama przy sobie i dla siebie, i był pewien, że jeszcze trochę i już zupełnie nie będzie musiał się nim dzielić. To w pewien sposób go uspokajało i choć wiedział jak dużo jeszcze będzie musiał kombinować był spokojny. Nie liczyło się nawet to, czy Bruno poniesie jakieś poważne konsekwencję najważniejsze było to, że zwrócił na siebie uwagę Adama. Tego przecież chciał od zawsze.
Na myśl, że już zaraz brat znowu będzie przy nim, coś dziwnego działo się z jego sercem. Tak wielu rzeczy mu zazdrościł i naprawdę liczył, że teraz już będą mogli je dzielić wspólnie. Może zamieszkają razem? Matka zaczynała go wkurwiać swoim nadskakiwaniem mu, ojciec w zasadzie chyba olewał całą tę sprawę. Może jeszcze o tym nie wiedział? Zresztą co to była za różnica? Nigdy nie był zaangażowany w jego sprawy, chyba, że chodziło o jakiś socjal lub ewentualne darcie mordy na niego, na Adama cały ten popieprzony świat.
Czy to było tak wiele? Że Marcin po prostu chciał się stąd wyrwać? Że za wszelką cenę chciał się uwolnić z tego piekła. I gdyby mógł tak z Adamem wyjechać gdziekolwiek, zapomnieć o tym wszystkim i zacząć od nowa. Tyle razy przecież brat go bronił i teraz był już czas by i on sam pokazał na co go stać. Doskonale wiedział jak Adaś męczył się żyjąc tutaj, ciągle siedząc w przeszłości, ciągle wracając do tego domu. Może po prostu jeszcze nie rozumiał, że obaj powinni to miejsce opuścić, że naprawdę mogą liczyć tylko na siebie.
Wiedział, że Adam jest na niego zły za tego Kamila, ale wierzył w to, że teraz, nawet przez wzbudzenie w nim litości, jakoś się dogadają, że poradzą sobie i odbudują między sobą zdrowe relacje. Przecież mieli tylko siebie, pomyślał po raz kolejny już wracając do tamtych słów brata, które przez lata ten mu powtarzał. Teraz i Marcin widział, że była to prawda.
Po kilku minutach usłyszał jak mężczyzna wchodzi do mieszkania, gdzie prócz niego nie było nikogo. Kiedy po chwili wszedł do pokoju, Marcin uchylił powieki i uśmiechnął się blado.
– Myślałem, że śpisz – powiedział Adam spokojnym tonem, a on tylko się odsunął pod ścianę.
– Mam już dość spania – powiedział cicho i pociągnął lekko nosem.
Adam pokiwał głową i podszedł do łóżka.
– Jadałeś? – zapytał, a Marcin skłamał twierdzącym skinieniem głowy. – To dobrze. Jutro masz kolejne przesłuchanie, tak? Matka dzwoniła do mnie wcześniej i mówiła, żebym z tobą pojechał – dodał przysiadając obok niego.
Chłopak uśmiechnął się lekko i przygryzł wargę wpatrując się w niego łagodnym spojrzeniem.
– A, zapomniałbym – dodał szybko i uniósł się z miejsca. – Ty pewnie też zapomniałeś, co? – zaśmiał się i zaraz ruszył ku drzwiom. – Poczekaj tutaj. – zaśmiał się i zniknął za drzwiami.
Marcin przez kilka chwil wsłuchiwał się w dźwięki dochodzące z kuchni przylegającej do jego pokoju, a kiedy Adam stanął ponownie we drzwiach uśmiechnął się szerzej i aż usiadł na miejscu.
– Wszystkiego najlepszego – powiedział Adam i podszedł o niego trzymając w ręku talerzyk z niewielkim kawałkiem ciasta, w którym tkwiła wetknięta zapalona świeczka.
– O rany… – zaśmiał się Marcin i oblizał usta wpatrując się w niego mocno. – Dzięki, Adam. Tylko ty zawsze pamiętasz – dodał przyglądając się z bijącym mocniej sercem, jak brat siada znowu obok i podsuwa do niego talerzyk. – Dzięki – sapnął nieco rozkojarzony i zagryzł mocno wargę.
– No, to teraz życzenie i zdmuchnij świeczkę – powiedział Adam i odetchnął płycej.
– Mmm… no to życzę sobie, żebyśmy już zawsze byli razem. W lepszym miejscu niż to – zaśmiał się szybko chłopak i zaraz zdmuchnął świeczkę.
– Nie mówi się życzeń na głos – zauważył Adam podając mu odbarwioną herbatą łyżeczkę.
– E tam, co roku życzę sobie tego samego – powiedział Marcin i zaraz odkroił sobie kawałek przekładanego masą ciasta. – Więc to chyba no… bujda, jak do tej pory się nie spełniło. Ale dzięki – powtórzył się i wychylił się szybko by skraść mu pojedynczego buziaka.
Adam skinął tylko głową i potarł o siebie wargami czując na nich palący odcisk ust Marcina.
– Spełni się. Zobaczysz – zapewnił przyglądając się jak Marcin je powoli ciasto. Sam też zaraz go spróbował i uśmiechnął się z trudem, przekonując się, że jest naprawdę dobre. Zresztą uwielbiał słodycze. Jedli przez chwilę w milczeniu i jak zawsze zostawili mały kawałek z wetkniętą w niego świeczką, co przed kilkoma laty wymyślił Marcin i co stało się ich małą tradycją.
Kiedy Adam odstawił na bok talerzyk zaraz wsunął się na łóżko i ułożył obok chłopaka.
– Jesteś na mnie zły? – zapytał Marcin przypatrując mu się z bliska. Mężczyzna pokręcił zaraz głową i pogłaskał go po policzku.
– Nie, coś ty. Szkoda tylko bo zawsze te urodziny spędzaliśmy w lepszych nastrojach i w lepszych okolicznościach – powiedział przyglądając mu się spojonym wzrokiem.
Cały był spięty i niemal czuł, jak bolą go od tego wszystkie mięśnie. Kiedy Marcin go pocałował nie cofnął się zupełnie, tylko zaciskając mocno powieki pogłębił pocałunek. To nic nie znaczyło, powtarzał sobie w myślach, starając się zupełnie nie myśleć o Kamilu. To było tak bolesne.
Wsuwając dłoń na kark brata docisnął go do siebie, a czując z jakim zaangażowaniem Marcin odpowiada na pieszczotę wycofał się nim chłopak posunął się dalej.
– Wiem, że to zły moment – zaczął w napięciu – przesunął kciukiem po jego miękkim policzku. – Tylko że masz w końcu urodziny, mm? Może pojedziemy na imprezę? Tam gdzie zawsze i zapomnimy o tym wszystkim choć na chwilę? – zapytał ochrypłym tonem i przełknął gulę rosnącą mu w gardle. – Co ty na to? – szepnął wpatrując się mocno w jego oczy.
Marcin zaskoczony szybko pokiwał głową i zaśmiał się na wydechu.
– Byłoby super – sapnął i pocałował go krótko w usta. – Jesteś najlepszy, wiesz? Myślałem, że… ale ty… – dodał i skubnął wargę zębami. – Cholera, przepraszam wiesz? Za to wszystko do tej pory… teraz już będzie tylko lepiej, nie? – zawołał schodząc z łóżka.
Adam usiadł w pościeli i skinął głową, obserwując jak brat podchodzi do zdezelowanej szafy i wyciąga z niej dżinsy.

Reklamy

14 thoughts on “Synowie Rosemary 26 – Jedyna osoba, która wierzy

  1. Tak myślałam, że jedyną osobą, która wierzy, jest właśnie Adam. Może dzięki niemu uda się Brunonowi jakoś z tego wykaraskać. Nie wiem, co kombinuje mechanik, ale mam nadzieję, że nie planuje wrócić do Marcina. Ale ta cała zazdrość o chłopaka jest nieco niepokojąca.

  2. Ten rozdział podobał mi się chyba najbardziej do tej pory. Aż nie wiem co pisać, po prostu tyle możliwych zakończeń przepływa mi przez głowę, że nawet szczerze cieszę się, że opowiadanie już zmierza ku końcowi ;)
    Adam był w chuj zazdrosny, to nie ulega wątpliwości. Szkoda że tak wyszło z Kamilem, bo teraz to chyba on został już zupełnie sam i bez żadnych wyjaśnień. Bruno przynajmniej wie co się dzieje, dzięki Adamowi. Ale jak jeszcze ostatnio nie miałam nadziei na cokolwiek z Adamem i Marcinem, tak teraz całowali się! :333 Myślałam że wylecę w powietrze. Chociaz gdzieś tam głęboko w serduszku też było mi z tym jakoś ciężko, ale inaczej nie może być po prostu. Trudna sprawa.
    I Marcin wydawał się być szczerze szczęśliwy. Dziwne. Tak dobrze mi się czytało o takim Marcinie. On naprawdę przeprosił. Chyba wydaje mu się, że naprawdę teraz chce dla nich dobrze. Na pewno jest w jakimś stopniu skrzywiony psychicznie, ale co za różnica czy naprawdę kocha Adama, czy tylko tak myśli, bo sam się to tego przekonał?
    No nie no… Ciągle jestem przy scenie w sypialni Marcina. To mi się podobało bardziej niż ich seksy. Niby powietrze było aż ciężkie od kłamstwa i obłudy, ale jednocześnie było słodko i.. przytulnie ? :) Chciałam dla nich takiego życia i kawałeczek dostałam <3
    Wiem, że pewnie nie potrwa to długo, Adam chyba idiotą nie jest. Oczywiście marzę o nich, ale nie mam złudzeń. Teraz Marcin myśli, że ma wszystko pod kontrolą. To całkiem dobry moment żeby wszystko urwać, tak jak Adam zrobił z Kamilkiem. Może Adam ma po prostu skłonność do melodramatyzmu i na tej imprezie o której mówił też chce przeżyć z Marcinem swoisty "ostatni raz"? :) To troszkę wredne z jego strony, bo po części zgadzam się z K. dorośli ludzie ponoszą odpowiedzialność za swoje czyny. Ale z drugiej strony, Adam jest jednym z najbardziej pokrzywdzonych, nawet jeśli wszystko ruszyło przez niego. Zresztą kto wie, jaki byłby Marcin, gdyby nie ich związek? Może wcale nie lepszy, przez ich szurniętego tatusia?
    Dobra, bo wypracowanie piszę. Nagle przestało mi być wszystkich w tym opowiadaniu szkoda. Może tylko Kamil jest ZUPEŁNIE niewinny (i naiwny), ale jego w tym rozdziale nie było, więc… W końcu to historia braciszków, może z chwilą kiedy Adam skończył z Kamilem (o ile rzeczywiście zrobił to definitywnie), rola Kamila dobiegła końca? Nie wiem, co mam myśleć! xd
    Happy end dla mnie to Adam i Marcin, może nawet oboje martwi, więc w sumie nie całkiem happy. Ale gdyby wszystko skończyło się "szczerze" to byłabym szczęśliwa.^^

    1. O rany, cieszę się, że choć trochę i Twoje życzenie co do Synów się spełniło. Lubię czytać takie wypracowania, choć później sama nie mam zbyt wiele do powiedzenia. Tak mi się wydaje, że tutaj to huuu… tak ciężko określić kto jest lepszy, a kto gorszy, bo każdy ma coś za uszami. To takie ciężkie – określić kto na co zasłużył. No, może prócz Kamilka, bo on chyba niczym nie zawinił? No nie wiem już sama. Każdego mi szkoda.
      Już niedługo koniec, bo raczej nie przewiduję drugiej serii Synów, choć były takie mgliste plany. I też nie jestem pewna czy w jakikolwiek sposób będzie to szczere zakończenie i czy będzie ‚sycące’. No, już w następny piątek kolejny rozdział. Sama się trzęsę jak na niego czekam. xDDD

  3. Nienawidzę Marcina, jak można być tak złym człowiekiem? Co za manipulant i egoista….Krew mnie zalewa jak o nim czytam!! Niech Adam w końcu się określi, chciałabym żeby skończył z Marcinem i był z Kamilem albo chociaż żeby powiedział mu prawdę o jego relacji z braciszkiem…Świetne opowiadanie, ale tak gra na emocjach…. Chcę żeby Marcinowi się coś stało, żeby umarł czy coś xD nie trawię go. A Bruna mi strasznie żal. Być tak skrzywdzonym i zostać zupełnie samemu :( Przykre. Pozdrawiam i weny życzę! :)

    1. Na moich emocjach też nieźle gra. Po tym rozdziale zaczęło mi być szkoda Marcina. Zresztą, tak właściwie każdego po kolei mi szkoda. Hehe.
      W ogóle, fajnie że piszesz i witam serdecznie na blogu. C:
      Dziękuję i pozdrawiam ciepło!

  4. Jeśli Adam naprawdę jest zdecydowany uwolnić się od Marcina, to widzę tylko jeden sposób. Marcin mu ufa więc udajemy, że wszystko będzie znowu jak dawniej+ impreza, pewnie alkohol+ wyciągnięcie i nagranie zwierzeń jak to naprawdę było. Marcin traci wszelką wiarygodność, bo czy ktoś wtedy uwierzy w romans z bratem? Wątpię.

    1. Jaki ładny plan. Adam byłby cwaniakiem, gdyby się do tego posunął, w sumie… hehe. Marcin byłby zniszczony, ale czy Adam posunąłby się do tego by zniszczyć Marcina a samemu się wypierać i wybielać? W sumie już kiedyś postanawiał być bezwzględnym, ale że aż tak? On i tak cierpi na te okropne wyrzuty sumienia, gdyby zwalił wszystko na Marcina to byłoby z nim tylko gorzej. Chyba.
      Ale już niebawem się okaże.
      W ogóle fajnie Cię widzieć po dłuższej przerwie. C:
      Pozdrawiam ciepło. <3

  5. Z każdym nowym rozdziałem coraz bardziej mnie skręca, czuję mocne napięcie i mam złe przeczucia – skończy się dobrze, ale nie tak jakbym pewnie tego sobie życzyła. Naprawdę nie chce by Adam zostawiał Kamila, a mam wrażenie, że on wyjedzie – jak z Marcinem, to właśnie sam.
    Dobrze, że Adam dowiedział się od Bruna prawdy, ale ten jego plan nie tyle co jest enigmatyczny co niepokojący.
    Boru, ile emocji kosztuje mnie to opowiadanie :D Ze wszystkich, które czytam, tylko to powoduje taki wylew. Jest moje ulubione i jak się skończy, poczuje pustkę :<

    1. A mnie? Czuje jak mi sie cos sciska w brzuchu i mam rozdziawione z szoku usta. Ten pocalunek Adama z Marcinem. Ten kutas…. Wszystko mu wychodzi. Czemu dobrzy ludzie zawsze musza tak cierpiec?! Biedny Kamil, biedny Bruno, Adam, Aga, wszyscy. Myslalem, ze Adam sie ogarnie, a on lgnie do Marcina jak mucha.
      Nie bedzie happy endu. Nikomu nie jest to pisane ;(

      1. Ja wierzę, że Adam to robi dla wyższych celów, może chce by Marcin wierzył, że mu się udało, by przestał kombinować. I może dlatego, żeby to Marcin poczuł się tak naiwnie i dopadła go sprawiedliwość.

        Mam taką nadzieję.

        1. Niczego nie potwierdzam, niczemu nie zaprzeczam. xD Z jednej strony sama nie chcę żeby to opowiadanie sie kończyło, z drugiej sama też strasznie je przeżywam. Sama już nie wiem co jest gorsze. xD

  6. Witam. Chciałam zapytać autorkę tego opowiadania: ile zostało rozdziałów do końca? I najważniejsze: czy napisane już jest w całości? Bardzo mi zależy na odpowiedzi.
    Sam rozdział… SZOK! Boże, jaki ten Adam jest walnięty. Najpierw migdali się z jakimś dzieciakiem, który bądź co bądź zachowuje się jak gimnazjalista, albo i gorzej… a teraz nagle jest zazdrosny o Marcina? Błagam, tylko niech oni nie będą razem. Marcin nie może być z Adamem po tym wszystkim co ten mu zrobił. To Adam zniszczył życie Marcinowi, nie na odwrót. Wykorzystał własnego brata i ponosi odpowiedzialność za to, jaki teraz jest Marcin. Mam nadzieję, że Marcin zmądrzeje, odetnie się od swojego „cudownego” braciszka i jeszcze jakoś dogada się z Brunem. Oni muszą być szczęśliwi. A jeśli nie… to niech przynajmniej pojawi się na horyzoncie ten cały Jakub. Życzę Brunowi jak najlepiej, bo w tym całym opowiadaniu chyba tylko on kieruje się sercem. Reszta ciągle coś kombinuje, bawi się w jakieś gierki. A ten cały Adam to już przechodzi samego siebie. Straszny cykor z niego i intrygant. I to niby on jest tym lepszym z braci? Dobre sobie…
    Cóż, zwrot akcji zaskoczył, ale to chyba dobrze? Mało jest piszących, którzy pisząc opowiadanie potrafią zaskakiwać i trzymać w napięciu do samego końca. Zwykle schemat jest ten sam: bohaterowie się poznają i już po kilku rozdziałach wielka miłość, a potem happy end. Wszystko jest takie przejrzyste i oczywiste, że odechciewa się czytać już po pierwszym rodziale. Z tym opowiadaniem jest zupełnie inaczej. Praktycznie do samego końca nikt, poza autorką oczywiście, nie wie jak się zakończy ta historia. Także, wielkie brawa dla autorki, bo ma niebywały talent. Opowiadanie może napisać każdy, ale żeby to miało ręce i nogi to już niewielu potrafi… Pozdrawiam.

    1. Dobry wieczór K. Miło, że się odzywasz.
      Odpowiadając na woje pytania, najpewniej będą jeszcze trzy rozdziały Synów, w tym epilog. Niestety nie udało mi się jeszcze ich spisać do końca, ale zakończenie jest pewne i nic się nie zmieni, to na bank. Synowie to chyba moje najbardziej przemyślane opowiadanie.
      Cóż, Kamilek jest w pierwszej liceum, więc w sumie, nadal może mieć jakieś gimbowe zachowania. xD O rany, jesteś chyba pierwszą osobą, która mówi tak ładnie o Brunonie. W zasadzie podzielam Twoje zdanie, dla mnie Bruno jest dobrym facetem, może nieco zbyt egzaltowanym, ale dobrym i na raczej nie zasłużył na taki los jak zgotował mu Marcinek. Przy nim też się z Tobą zgodzę, gdyby nie Adam, na pewno miałby szansę być normalnym chłopakiem. Z drugiej strony nie jest przecież bezwolny, ma swój rozum. To takie skomplikowane. Dx Ale to, który z braci jest tym gorszym pozostawiam już do osobistej oceny każdego z Czytelników. Ja nic nie narzucam, a przynajmniej staram się tego nie robić. C:
      Przyznaję się bez bicia, że Twój komentarz podniósł mnie dzisiaj na duchu i odżyłam po przeczytaniu go, a czytałam w pracy i byłam takim falczkiem. A tu bach! I milion pięknych planów. xDD Dzięki! Naprawdę wielkie, wielkie dzięki! Nawet nie wiesz jakie to wspaniałe uczucie przeczytać taka opinię o swoim opowiadaniu. QuQ

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s