Synowie Rosemary 27 – Boski wiatr

Przysuwając skręta do ust Adama, Marcin roześmiał się głośno i naparł mocniej na jego bok.
– Cholera! – krzyknął i opadł do tyłu na oparcie sofy. – Najlepsza osiemnastka w całym moim życiu – zawołał nieco niewyraźnym głosem i zaraz sięgnął dłonią do uda brata. Zaciskając mocniej palce na jego skórzanych spodniach uśmiechnął się pijacko i czknął głośno. – Adaś… Adaaaaaś – mamrotał, szczypiąc mocno jego udo.
Mężczyzna uśmiechnął się gorzko, odbierając od Marcina skręta i odłożył go do popielniczki. Upił mały łyk piwa, które sączył już od momentu, w którym zmienili klub na pensjonat u starej Dżasminy. Kobieta była ich starą ‘znajomą’, zresztą chyba tylko w jej pensjonacie tak zwyczajnie mogło wynająć pokój dwóch napalonych facetów i spędzić w nim czas na wiadomych przyjemnościach.
Póki co impreza urodzinowa Marcina trwała w najlepsze i nawet nieznani im faceci siedzieli i świętowali ten dzień w restauracji na dole budynku.
Adam wzdrygnął się lekko, nieco zblazowanym wzrokiem przesuwając po siedzącym przy barze kółeczku transów śpiewających karaoke i zaraz, czując dłoń Marcina sunącą coraz wyżej, sam odchylił się na oparcie nieco struchlałej już kanapy i spojrzał chłopakowi prosto w oczy.
– Daj spokój – rzucił, przekrzykując mężczyzn zawodzących głośno „To nie ja”, nawet już nie udając że potrafią wydobyć z siebie tak wysokie dźwięki jak sławna wokalistka.
– Czemu? – westchnął Marcin i przysunął się bliżej, wpatrując się niemal z zachwytem w światła odbijające się w oczach Adama. – Czemu, Adaś? Przecież tutaj… – zaczął i oparł głowę na jego ramieniu. Tak właściwie tylko tutaj nigdy nie musieli udawać i ukrywać łączącej ich relacji. Nigdy też żaden z transów nie powiedział ani słowa na ich temat, a sama Dżasmina niejednokrotnie stukała umięśnioną nogą wbitą w za ciasny pantofel, krzycząc zupełnie męskim i niskim głosem, że „Miłość, kurwa, nie zna podziałów!”. Bo tutaj, faktycznie nie znała. Ani płci, ani krwi. Po prostu była, nawet pod przykrywką buchających rządzy czy instynktów. To było miejsce, gdzie każdy mógł być sobą bez wstydu, bez usprawiedliwiania się czy krygowania. Czasami Marcin czuł, że mógłby zostać tu już na zawsze, tylko co jakiś czas wracając do oddalonego o dwadzieścia kilometrów miasta by dać znać, że żyje, żeby matka nie świrowała. A najlepiej byłoby gdyby i Adam chciał zostać, żeby mogli być tak po prostu razem.
– Adaś… – szepnął sięgając do jego policzka i ucałował go lekko. Czując pod wargami kłujący zarost zadrżał mocniej. Tę noc chciał spędzić z nim i życzył sobie by naprawdę złączyła ich już na zawsze.
Motocyklista dopiero po chwili wahania sięgnął do dłoni brata i zacisnął na niej swoje chłodne palce. Zaraz też wychylił się do jego ust i pocałował je delikatnie, zupełnie nie tak jak Marcin lubił.
Nastolatek pogłębił więc tę pieszczotę przygryzając usta Adama i ciągnąc za nie mocniej.
– Mało pijesz – zauważył zerkając w stronę zastawionego kolorowymi kubkami stolika.
– Bo ty pijesz za nas dwóch – westchnął Adam, sięgając dłonią do jego policzka i odsunął się delikatnie od pocałunku.
– Pójdziemy na górę? – zaproponował szybko chłopak, a mechanik zawahał się dłużej. W końcu jednak skinął głową i uniósł się z miejsca. Na kilka okrzyków zachęcających do przyłączenia się do karaoke odpowiedział tylko skinieniem głowy. I tak po prostu ruszył za Marcinem w stronę schodów, ściskając kurczowo jego dłoń. Tak bardzo się bał.
Kiedy byli już na górze, w wąskim pokoiku, w którym prócz łóżka miesił się jedynie mały stolik stojący pod oknem, nawet nie zapalali światła. Zresztą Marcin tego zupełnie nie potrzebował. Od razu przyparł Adama do drzwi i osunął się przed nim na kolana, chcąc rozbudzić go swoim widokiem. Masował jego uda i podbrzusze, co chwilę trącając jego kroczę. Bardzo dawno już nie mógł go takim oglądać i nie chciał czekać jeszcze dłużej. Chciał go mieć natychmiast, sam przecież był już gotów.
Nie miał jednak pojęcia, jak nieprzyjemne wrażenie zostawiał jego dotyk na ciele Adama. Mężczyzna jednak pomimo tego nawet nie drgnął, ani nie odezwał się słowem pozwalając bratu na wszystko. I dopiero zdał sobie sprawę z tempa tego zbliżenia, gdy dłonie chłopaka zsuwały z jego bioder spodnie.
– Marcin… – sapnął i złapał go szybko za nadgarstki. – Ja… nie mogę – wydusił jeszcze, a widząc jego pytające spojrzenie pociągnął go ku sobie i pocałował lekko w usta. To nie było już to samo co jeszcze kilka miesięcy temu. Wtedy nawet jeżeli wiedział, że to złe, przynajmniej potrafił czerpać z tych zbliżeń jakąkolwiek przyjemność, chociaż fizyczną. A teraz? Było mu niedobrze i miał wrażenie, że ta minimalna ilość piwa jaką wypił już podchodzi mu do gardła. Nie chciał seksu. Nie z Marcinem. Nie wiedział już czemu czuje się tak słaby, czemu nawet teraz widząc te jego oczy i słuchając z jakim uczuciem wymawia jego imię, nie umiał po prostu się zmusić. Określić. To miała być dobra noc dla nich obu, a zapowiadało się na kolejną kłótnię.
Chciał zrozumieć brata, dowiedzieć się po co to wszystko. Ale nawet kiedy Marcin szeptał mu do ucha, że go kocha, on nie czuł nic. Dawniej na pewno by mu uległ, a teraz był tak dziwnie oziębły i zziębnięty. Chyba wiedział czemu tak było.
– Nie chcesz? – usłyszał głos chłopaka i ujął jego twarz w dłonie.
– Nie mogę – sapnął, ale po minie chłopaka wiedział, że ten tego po prostu nie rozumie.
– Daj spokój…!
– Proszę cię, Marcin – szepnął i po chwili wahania ruszył z nim w stronę łóżka. – Proszę… może po prostu połóżmy się – dodał wsuwając się w ubraniu i butach w kwiecistą pościel i spojrzał na brata miękko. – Chodź… przytul się mocno, jak kiedyś – zaproponował.
Marcin zmarszczył mocno brwi, a w końcu skinął głową i nieco chwiejnym krokiem usiadł na materacu.
– Nnn… niech ci będzie – szepnął układając się na boku i czekając, aż Adam obejmie go od tyłu swoim silnym ramieniem.
Kiedy tak się stało westchnął głośno i przymknął powieki.
– Najlepsze urodziny – powtórzył i przyciągnął do siebie dłoń mężczyzny. Ucałował ją niemal z namaszczeniem i wtulił się mocniej plecami w tors Adama. Nie miał pojęcia, że mężczyzna zamiast jego ciepła czuł tylko powoli ogarniający go chłód.

Szurając krzesłem, Kamil odsunął się od stołu i przeniósł talerz do zmywarki. Nieco roztargniony omal go nie upuścił, ciągle mając we wspomnieniach obraz odjeżdżającego Adama. Miał wrażenie, jakby umknęło mu coś bardzo istotnego.
Dobiegające zza ściany odgłosy programu lecącego w telewizji jakoś jeszcze bardziej go zniechęciły, więc w końcu, nawet nie zaglądając do salonu, ruszył do przedpokoju, a tam wszedł na schody i wspiął się na poddasze. Kiedy był już w swoim pokoju, pierwszym co zrobił było sprawdzenie telefonu, a widząc brak wiadomości nadął tylko policzki i po chwili wątpliwości usiadł za biurkiem.
Książki od chemii wyglądały co najmniej zachęcająco, ale był twardy i nie ulegając im włączył komputer. Po zalogowaniu się na facebooka, skrzywił się tylko kiedy pierwszym postem, na który padł jego wzrok, był ten o rozgrywanych dzisiaj mistrzostwach, na które pojechała jego drużyna. Trener mógł wiele powiedzieć, ale i tak przecież miał nad sobą dyrektora, który miał niemal obsesję na punkcie zespołu, a w każdym razie od momentu kiedy zaczęli wygrywać. Nie dziwnym więc było, że drużyna pojechała na turniej do Dąbrowy bez niego. A jeszcze smutniejsze było to, że nawet bez niego na ich szyjach zawisły srebrne medale. Nie był zawistny, ale to jeszcze bardziej go zdołowało. Nie był jednak aż tak niezbędny jak zakładał.
Zirytowany szybko zatrzasnął laptopa i sięgnął do książek.
Znał rozwiązanie swoich smutków, ale nie sądził już by miał dzisiaj przyjemność z niego skorzystać. Czuł, że Adam odszedł. Tak po prostu i bez słowa. I chyba dlatego tak bardzo bał się wybrać jego numer i zadzwonić, czy napisać smsa. Nie chciał usłyszeć potwierdzenia. Wolał łudzić się Adam sam zadzwoni już niedługo, może jutro, i że wszystko będzie dobrze. Tak, jak jeszcze kilka dni temu, kiedy naprawdę się kochali.
Nie miał pojęcia co się zmieniło ani co zrobił nie tak. Tak właściwie nic nie miał, tylko ten niepokój w sercu, że to koniec, że Adam odszedł nawet nie dając mu szansy, żeby to naprawili. A przecież jeszcze kilka godzin temu kochali się tak mocno w kawalerce mężczyzny, ściskali się i całowali zachłannie, a Adam mówił mu przecież, że go kocha.
Chłopak cały czas analizował ich ostatnią rozmowę, a na wspomnienie tamtego spojrzenia kochanka drżał tylko mocniej. Nic nie rozumiał, ale z chwili na chwilę przekonywał się, że winien wszystkiemu jest Marcin.
Nigdy nie zadręczał Adama pytaniami o brata, ale może powinien? Zacząć wnikać w te ‘rodzinne sprawy’, przecież, Boże, byli razem, czy nie? Ale pewnie, dał się zaspokoić spędzanymi razem chwilami w łóżku i wyznaniami, a przecież nie na tym polegał prawdziwy związek. Widział, że Marcin sprawia multum problemów, chociażby w szkole! A ta ostatnia akcja? Pewnie, że wszyscy mu teraz współczuli, ale tak po prawdzie to było tak piekielnie zaskakujące, że taki chłopak jak on dał się zastraszyć dyrektorowi. Temu Miśkowi z głową nabitą poezją i sztuką. Teraz, gdy Kamil o tym myślał, to brzmiało jak żart. Przecież nadal miał pod powiekami Marcina – tego z pewną siebie miną, z fajkiem w ustach i z nonszalancją opierającego się o ścianę, znudzonym wzrokiem mierzącego przechodzących obok uczniów. Przecież to taki był! A nie skrzywdzony i zastraszony. Kto w ogóle w to uwierzył? Przecież wszyscy go znali.
Zaaferowany Kamil nagle zerwał się z krzesła i rozejrzał panicznie po pokoju. Na pewno miał rację i musiał o tym powiedzieć Adamowi. Nieważne jakby to zabrzmiało, nieważne, że Adam przecież mógłby się na niego za to poważnie wkurzyć. Ale on musiał wiedzieć prawdę, musiał to ustalić. Przecież ostatnio było tak dobrze, kiedy Adaś więcej czasu spędzał z nim, a nie w swoim domu czy z bratem, więc jego zmiana i ten… strach, który widział dzisiaj w jego oczach musiały być spowodowane właśnie Marcinem.
Kamil wiedział, że to może i byłoby okrutne, ale przecież jego mężczyzna nie miał żadnych obowiązków co do brata, prawda? Obaj byli już dorośli i nawet jeżeli w przeszłości w ich domu nie działo się zbyt dobrze, to teraz… teraz było co innego! Adam miał prawo się uwolnić od tego wszystkiego, miał prawo być szczęśliwy. A z kim byłby szczęśliwszy niż z nim, z Kamilem? Ile razy to przy nim Adaś się śmiał? Ile razy mówił mu, że jest mu dobrze, że nigdy z nikim nie było mu lepiej? Cholera! Przecież to było warte starania się, nie mogli się poddać, nie teraz.
Kamil był zdeterminowany i pewien, że nie dopuści już do tego by Adam miał problemy. By się martwił o Marcina, o dom i o to co w nim zostawia.
Z rumieńcami na policzkach, szybko doszedł do wniosku, że on sam byłby dla kochanka nowym i o wiele, wiele lepszym domem. Musieli spróbować naprawić swój związek, choć na razie jeszcze nie miał pojęcia co w nim się zepsuło.
Drżącymi dłońmi sięgnął szybko po telefon i wybrał numer mechanika. W chwili kiedy przytrącił go do swojego ucha, nagle usłyszał dźwięk otwieranych drzwi.
– Kamil do łóżka – poleciła tylko matka i zaraz weszła głębiej do pokoju. – Uczysz się jeszcze? – zapytała zerkając na leżące na blacie biurka książki. Nastolatek chcąc nie chcąc odłożył telefon i szybko pokiwał głową.
– Trochę – rzucił zduszonym głosem. Czuł jak cały w środku się trzęsie. – Mamo daj spokój, nie jestem małym dzieckiem, żebyś mnie goniła do spania – dodał nieco zirytowany tym, że kobieta mu przeszkadza.
– No dobrze już… nie złość się – powiedziała matka i zajrzała jeszcze do kaktusa stojącego na parapecie. – Ale nie siedź zbyt długo, dobrze? Lepiej wstań i rano się poucz – ciągnęła spokojnym tonem, a Kamil aż się gotował.
– Dobrze – sapnął tylko.
– Macie jutro sprawdzian? – dopytywała, a on po chwili usiadł zrezygnowany na łóżku i mając nadzieję, że to śledztwo kobiety nie potrwają zbyt długo. – A jak ci poszedł ten z matematyki?
– Mamo, dobrze! – niemal jęknął Kamil i odchylił się do tyłu, opadając na plecy. – Daj już spokój… chcę się uczuć, mógłbym może? – zapytał ironicznie i zasłonił twarz ramieniem.
– Ale się złościsz… odkąd wróciłeś do domu jesteś w bardzo złym nastroju. Taki naburmuszony i rozkojarzony. Powiesz co się stało? – dopytywała matka.
Kamil przewrócił oczyma i zaraz przekręcił się na łóżku i zakrył kołdrą. Zachował się jak gówniarz, ale nie mógł już znieść jej nadopiekuńczości. Czy musiała tak wnikać w jego sprawy? Dopytywać, rozdrapywać.
– Wiesz, zmieniłeś się odkąd jesteś z Ada… – zaczęła, a on poderwał się szybko z łóżka.
– Boże, mamo! – rzucił głośniej. Nie chciał tego słuchać. Pewnie, że się zmienił, ale chyba przede wszystkim dorósł i po prostu nie chciał jej się spowiadać ze wszystkiego jak siedmioletnie dziecko. Zresztą co ona chciała usłyszeć? Poza tym już niemal słyszał jak o wszystko co złe obwinia Adama, który ma na niego zły wpływ i w ogóle, jest najgorszy. – Czy to takie dziwne, że dorastam? Boże, to nie jest wina Adama. Nie mam pięciu lat, mogę zrobić coś sam? Sam sobie poradzić z jakimś problemem? Czy nie? Do końca życia będziesz mnie tak niańczyć? – warknął i spojrzał na nią ze złością. – Daj mi już spokój! Jak będę potrzebował pomocy to o nią poproszę, rany! – dodał zezłoszczony, a widząc minę matki, zaczerwienił się mocno i odwrócił wzrok. – Idź już, proszę – powiedział już ciszej i przegarnął dłonią rozsypujące się na wszystkie strony włosy.
– Nie denerwuj się tak – odparła nieco oschle matka i ruszyła ku drzwiom. – Chciałam tylko porozmawiać. Dobranoc, Kamil – dodała na odchodnym i wychodząc zamknęła za sobą drzwi. Jasne, że była obrażona, inaczej na pewno zostawiłaby je uchylone, żeby usłyszeć pewnie jak beczy.
Kamil odetchnął tylko głęboko i uniósł się, by sięgnąć do biurka po telefon. Ponownie wybrał numer kochanka i przycisnął komórkę do ucha.
Nie chciał rozzłościć bardziej Adasia, ale czuł, że to właśnie on jest najważniejszy. On i jego szczęście. A Marcin był tylko problemem. Odkąd tylko pamiętał.
Przez krótka chwilę Kamil wsłuchiwał się w ciszę w telefonie, aż w końcu automat poinformował go, że w tej chwili numer Adama jest nieosiągalny. Zadrżał mocniej na samą myśl, że teraz mężczyzna musi pocieszać brata i to jego przytulać, udawać, że wszystko jest i będzie dobrze. Ale Kamil wiedział, że nie zawsze tak było i oddałby wszystkie skarby świata, żeby móc teraz być przy nim i po prostu go ochronić.

Dopiero przed czwartą w nocy postanowili wrócić do domu. Marcin nadal wstawiony chichotał nieprzerwanie schodząc w dół schodów. Na krótką chwilę zatrzymali się w salonie by wsunąć za gorset Dżasminy śpiącej na kanapie pieniądze za pokój. Salon ogólnie prezentował się jak pobojowisko, czyli tak jak po każdej imprezie. Część gości spała na kanapach czy fotelach, lecz większość już kilka godzin temu udała się do swoich pokoi, o czym świadczyły jednoznaczne odgłosy dochodzące zza ścian, kiedy jeszcze obaj leżeli ciasno do siebie przytuleni.
Na zewnątrz było ciemno, a pod nogami skrzypiały pozostałości śniegu, które nie roztopiły się poprzedniego dnia.
Kałuże na parkingu przed pensjonatem przymarzły lekko, lecz w ciemności żaden z nich nie mógł ich dostrzec. Marcin wpadł w jedną i zaklął głośno, szybko jednak roześmiał się i dopadł do ramienia Adama. Ścisnął je mocno i dał mu się prowadzić dopóki nie zatrzymali się przy motocyklu.
Mechanik odetchnął głęboko i przymknął na chwilę oczy. Pomimo spokojnej nocy podczas której brat na szczęście już nie naciskał na seks, on nadal czuł niepokój i lekkie drżenie rąk. Dopiero po chwili wahania podał Marcinowi kask i spojrzał na niego w ciemności.
– Załóż – polecił i sam sięgnął do zamka kurtki. Nastolatek zachichotał i odetchnął głośno.
– Nie mogę, nie chcę – burknął tylko i przysunął się do niego. Skradł mu szybkiego buziaka i wepchnął kask w ręce.
Adam spojrzał na niego zaskoczony.
– Załóż. Proszę cię – powiedział najmocniejszym tonem na jaki było go stać. – Marcin… załóż kask – powtórzył przełykając ciężej ślinę. Nagle miał wrażenie jakby był już jedynie obserwatorem tych wydarzeń. – Załóż.
– Nie…! Wyluzuj – sapnął chłopak. – Ty załóż – przekomarzał się z nim, a w końcu odebrał go z rąk mężczyzny i ujął po pachę. Czuł się naprawdę lekko. Miniona noc nawet jeżeli nie spędzona na seksie, miał wrażenie, że bardzo ich do siebie zbliżyła. Może nawet bardziej niż seks? – Dobra, dobra – zaśmiał się i wzruszył ramionami. – Wsiadaj – dodał i po chwili sam zaczął wciskać kask na głowę. Mężczyzna nieco zrezygnowany w końcu pomógł mu, po czym założył własny kask lecz zapiął paska pod brodą czując, że i tak jest mu już gorąco. Zaraz też zajął miejsce na motocyklu i odpalił go. Kiedy to zrobił obejrzał się na Marcina i ponownie przełknął ciężej ślinę. W końcu skinął mu głową, a chłopak zajął miejsce tuż za nim i od razu ścisnął go mocno w pasie.
Powoli ruszyli z parkingu.
Gdy wyjechali na szosę prowadzącą do miasta, Marcin uchylił wizjer kasku i zaśmiał się głośno odchylając się nieco by czuć ten zimny pęd powietrza. Ściskając udami Adama wyginał się mocniej i mocniej nie mogąc uwierzyć jak przyjemne było to uczucie – tak siedzieć na tym motorze i być tak blisko. Czuć coś tak mocno, że aż serce samo pragnęło wyrwać się przez żebra i ulecieć gdzieś wysoko.
Zamroczony przez alkohol nie wiedział już czy to, co czuje jest prawdziwe, ale było naprawdę przyjemne. Tak jak ten huk i turkot motocykla, kiedy Adam jadąc prostą droga rozpędzał się coraz bardziej. Tknięty impulsem Marcin zawył głośno i roześmiał się, choć zimne powietrze sprawiało, że łzy płynęły mu już po policzkach. Czuł się tak wolny i spełniony, kiedy pędzili przez tę ciemność, zupełnie jakby jechali ku nowemu światu. Czy nie tego obaj chcieli?
Adam zacisnął mocniej dłonie, na kierownicy i zwarł usta, zza których chciał wydrzeć się krzyk. Czuł jak Marcin prostuje się na siedzeniu i ponownie przylega ciasno do jego pleców. Trasę, jaką jechali znał bardzo dobrze i doskonale wiedział, że są już coraz bliżej zakrętu. Pamiętał, że jeszcze wczorajszego wieczora był on nieco oblodzony, ale mimo to nie zwolnił.
Miał wrażenie, że to jego serce zwalnia w przeciwieństwie do maszyny, która rozpędzała się mocniej. Nie mógł wiedzieć, że jedyne o czym myślał teraz siedzący za nim Marcin to było właśnie to, że mógłby spędzić tak życie – wtulając się w jego plecy i jechać przed siebie dokładnie tam, gdzie on sam zechce. Ale przecież sam Adam nie widział już żadnej innej drogi. Tak bardzo się bał i naprawdę na wiele sposobów już próbował się uwolnić. Ale nie tylko siebie. Marcina też. Wiedział, że to jego wina i ciągle czuł się tym obarczony i przytłoczony. Nie umiał sobie z tym poradzić, nieważne jak bardzo by się nie starał.
Kiedy z szaleńczą prędkością wjechali w zakręt poczuł mocniejszy skok adrenaliny, ale jeszcze nim rozpaczliwie spróbował zacisnąć hamulec puścił kierownicę.
A później już w jednej sekundzie tego pożałował. Żałując, przypominał sobie jak obiecał sobie dawno temu, że nie wróci do tego życia. Ale Marcin i ta intryga z dyrektorem nie pozostawiały mu wyboru. Ile jeszcze osób miały zniszczyć konsekwencje tego czego dopuścił się przed laty? A to Marcin był tymi konsekwencjami. Boże, gdyby tylko umiał się do tego przyznać przed kimś trzecim. Poprosić o pomoc dla siebie, dla ich rodziny. Ale nie, przez lata wolał wmawiać sobie, że nie miał wyjścia. A to, którego używał teraz jakie właściwie było? Czy w ogóle istniało lepsze po tylu latach? Czy naprawdę chciał jeszcze więcej dokładać na swoje barki, przeszło mu przez myśl kiedy nieudolnie starał się wyhamować na oblodzonej jezdni – łapać za ster, wystabilizować go, nacisnąć nogą na hamulec.
Ostatnią jego myślą było jednak to, że na szczęście nie zdążył.

Reklamy

12 thoughts on “Synowie Rosemary 27 – Boski wiatr

  1. Adaśko nie zapiął kasku, co daje mu niewielkie szanse. On to wszystko od początku zaplanował? Naprawdę planował się zabić? Naprawdę jesteś tak okrutna, jak się bałam, że jesteś? Ok, ja jestem okropna, bo przeszło mi przez myśl właśnie to, że Adaśko będzie chciał skończyć ze swoim życiem, ale… No… Będę ryczeć, jak on serio umrze. No i Kamil… Co on sobie pomyśli? Będzie się obwiniać o to wszystko?
    Nie wytrzymam, lecę czytać dalej. Nie mam pojęcia, jakbym to zniosła, gdybym musiała czekać na każdy kolejny rozdział.
    Pozdrawiam i życzę weny

  2. Takkk. Jest pięknie. I w dodatku romantycznie nawet. Ale oooch…
    Ciekawe jak zareagowałby albo zareaguje Bruno na śmierć Marcina. Bo chyba nadal całkowicie nie udało mu się go skreślić.
    I zaraz. „dwie notki z Synków”? Dwie… :’)
    Z jednej strony nie, ale trochę tak. Mam małą nadzieję że Adam i Marcin nie żyją a te ostatnie rozdziały będą już tylko o Kamilu i Bruno. Tak chciałam żeby umarli razem i teraz jestem ci tak wdzięczna za choćby szansę na takie zakończenie. <3
    Smutno mi ze Adam czuł takie zimno podczas tej nocy. Współczuję mu. Nie wiem czy bardziej niż Marcinowi, ale ich ostatnia wspólna noc nie powinna tak wyglądać. Dlaczego Adam musiał się zakochać w Kamilu… Chociaż pytanie czy zakochał się w Kamilu czy po prostu tęsknił do normalnego życia? Jeśli to drugie, to jest tchórzem. Hehe, chciałam napisać że Marcin na to nie zasłużył, ale zasłużył na większe nieszczęścia :)
    No. Czekam niecierpliwie i oby nie żyli. Powinni umrzeć razem, ot, taki tragizm c;
    Podobają mi się te ostatnie rozdziały w ogóle. Bardzo Adamowo-Marcinowe, chociaż smutne. Ale poruszające :3

    1. Bruno to naiwniak. Nawet jak teraz jest nieco rozczarowany, to pewnie gdyby Marcin umarł byłby żal i smutek.
      No dwie *idzie beczeć do kąta*. Śmierć razem byłaby bardzo… romantyczna? I pewnie takie szczęście w nieszczęściu dla Marcina. No zobaczymy co da się zrobić.
      Wiele jest niewiadomych w Synach, wiele niedopowiedzeń, ale tego że Adam naprawdę kocha Kamila akurat jestem pewna. Choć przysięgam, że nawet dla mnie jak autorki opowiadania, wiele rzeczy pozostaje tajemnicą.
      Bardzo się cieszę, że się podobają. Ja nie wiem, zbliżający się koniec mnie dobija. :I

      Trzymaj się ciepło <333

  3. Ja komentuję jak zwykle z opóźnieniem xd
    To opowiadanie od początku było kłębiskiem różnych nieszczęść i zagmatwań, także ten wypadek i jego konsekwencje dziwić nie powinny. Kiedy Marcin upierał się z tym kaskiem, że go nie założy, zaczął wzrastać niepokój, że coś się stanie, coś na pewno się stanie. Śmierć samego Marcina byłaby sporym ułatwieniem dla Adama i Kamila, chociaż jest to nieodpowiedni sposób myślenia, w końcu mimo wszystko to brat. Może zaś tylko Adam by zginął? W ten sposób w Marcinie mogłaby zajść jakaś przemiana, możliwe też, że chłopak popadłby w obłęd (ma te skłonności, ja to wiem xd), Kamil by się załamał, ale może sprawa dyrektora by się rozwiązała, bo Marcin by się przyznał? Może jakaś śpiączka lub jak już wcześniej wspomniałaś, Autorko, w komentarzu – kalectwo? A może nic poważnego im samym się nie stanie, ale spowodują wypadek z udziałem osób trzecich i ktoś z nich zginie? Tyle możliwości, że aż mnie intryguje, co tam sobie obmyśliłaś :)

    1. Szczęśliwe zakończenie ogólnie chyba byłoby szokiem. C: Sama nie wiem czy śmierć któregokolwiek z chłopców byłaby jakimkolwiek ułatwieniem dla kogokolwiek. Bo na ten przykład umiera Adam. Marcin wpada pewnie w szał, niszczy jeszcze więcej osób, z tym akurat się zgodzę, ma skłonności to tego. Umiera Marcin – Adam pewnie też by oszalał z wyrzutów sumienia, które by go ogarnęły. Czy to by było ułatwienie? Takie życie ze świadomością, że zabił brata? Sama nie wiem. W zasadzie, gdyby Marcin skończył na wózku miałby juz niewielkie pole do popisu. Brzmię jak okrutnik, ale może to byłoby szczęśliwym końcem tego opowiadania? No, no… same ciekawe wizje. Gdyby ‚przy okazji’ zginał ktoś jeszcze to pewnie Adam poszedłby siedzieć. Rany, jakie to zagmatwane wszystko. Ale jej.. i tak nie chcę żeby się kończyło. :<
      Będę chyba beczeć….

  4. Słucham?! Co tu się właśnie stało? ;_;
    Jakoś bardzo mi pasuje motyw śmierci tej dwójki do klimatu całego rozdziału, a ja nie chcę, żeby tak było… ;-;
    Nie rób mi tego ;-;

    1. Coś strasznego, Alive. :< Spokojnie, nie zrobię. Zdradzę też, że będzie to tylko pewien procent tej straszności, o której mówisz. Załóżmy że 65. :D

  5. Tylko ich nie uśmiercaj! Kamil zasługuje na wyjaśnienia a Bruno na oczyszczenie z zarzutów. Mimo że bardziej tragiczne zakończenie mimo wszystko byłoby na rękę Adamowi. Trochę smutno, że nie myślał o Kamilu, gdy Marcin wypowiadał jego imię. Ale wybaczam xD był zaprzątniety tym jak się wywinąć. Właściwie to wypadek to łatwe zakończenie, zbyt łatwe. Ale nie wiem czy na ilość ich utrudnień w życiu nie jest to tym

      1. Zakładając, że bracia umrą to faktycznie Adaś mógłby się wywinąć i poczuć ulgę. A może Marcin zostanie kaleką, a Adaś będzie musiał pchać jego wózek? Kto to wie… xDDD Ale w tym wypadku, wypadek by tylko pogorszył ich sytuację. Czy ja jestem aż takim okrutnikiem? Cóż… Kiedy myślę o Marcinie mam wrażenie, że tak… :<
        Myślę, że plan Adama na ten 'pechowy' wieczór wymagał tego by odciął od siebie myśli o Kamilu. Więc tym razem mu darujmy jego brak wrażliwości. C:
        Dziękuję ślicznie za komentarz i mam nadzieję, że kolejne dwa tygodnie miną w mgnieniu oka. c:
        Pozdrawiam ciepło. c:

  6. Nie wiem co napisać… Po prostu brak mi słów, na początku opowiadania napisałam, że to pierwsze w którym nie polubiłam ani jednej postaci. Opowiadanie czytałam, bo trudno byłoby sobie odmówić Twojego tekstu, ale nie komentowałam. Cóż, dalej nikogo nie lubię, ale jest mi ich tak cholernie żal… Z tej historii każdy wyjdzie okaleczony psychicznie, o ile przeżyje bo nie wiemy jeszcze czy bracia przeżyją wypadek, nie tylko główną czwórka, ale też żona Bruna, znajomi Marcina, każdy kto był blisko tej sprawy.
    Ciekawa jestem ile jeszcze zostało rozdziałów, jednak niezależnie ile ich jest jestem pewna, że wywrą mocne wrażenie. Udało Ci się stworzyć ciekawe, nieszablonowe, bardzo emocjonalne opowiadanie. Jest JAKIEŚ, mam nadzieję, że potraktujesz to jako komplement. I mam nadzieję, że będziesz dalej pisać i rozwijać swój talent :-)

    1. Hej. C:
      Zostały jeszcze dwie notki z Synków. Co prawda mam jakiś mglisty zarys drugiej serii, ale sama nie wiem. Chyba sobie daruję, zazwyczaj lepiej zrezygnować z nakręcania kolejnych i kolejnych dram.
      Wiesz to takie, miłe co napisałaś. I oczywiście, że traktuję to jako komplement. Ale najwięcej przyjemności sprawiło mi to tam wyżej… Q///Q , że czytasz pomimo tego, że właśnie nie lubisz nikogo z opka, bo o… no… QuQ
      Hyhy. Jestem dzisiaj strasznie zmotywowana, a Twój komentarz potęguje to uczucie.
      Rany, kolejne opowiadanie musi być lepsze. :I No i może mniej smutne niż Synowie, czego Wam i sobie życzę. Amen.
      <33

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s