POENA. Rozdział III cz. I

Sześć godzin później, niemal w połowie drugiego, nocnego cyklu zacumowali przy Amebie, by zatankować oraz przejąć zmianę po poprzednim oddziale. Podczas gdy Kapitan i Una zeszli na główną stację, by zameldować gotowość do podjęcia służby, reszta zajęła się przygotowaniem skafandrów i ekwipunku, który każdy z nich nosił przy sobie. Nie było to skomplikowane, lecz dosyć mozolne i pomimo rutyny każde z nich sprawdzało wszystko po kilka razy, ponieważ jeden najdrobniejszy błąd, najmniejsza wada uszczelek przy hełmie mogła kosztować ich życie. Dlatego też nauczyli się już by samemu o wszystko dbać, by w razie czego nie ponosić winy za czyjąkolwiek śmierć.
Minęły dwie godziny, nim wszystko było dopięte na ostatni guzik i nim odcumowali od zawieszonej w przestrzeni stacji i jako kolejny ze statków Zero ruszyli.
Przez wielki przeszklony kokpit Legulusa mogli obserwować pogrążoną w mroku półkulę Helane, lecz nie minęło wiele czasu nim, zmieniając kąt lotu, stracili ją z oczu. W końcu przed sobą mieli tylko czerń, która pochłaniała ich z każdą kolejną sekundą, i odległe o setki lat gwiazdy połyskujące blado na jej tle.
Una podgryzając wargę śledził radary, rzadko zerkając za szybę. O wiele prościej było komunikować mu się ze statkiem niż wypatrywać przeszkód za szybą. Ignorując rozmowy, wspólnie z Veną prowadzili statek w kierunku wraku dryfującego w obszarze A, który mieli ściągnąć do Ameby, uprzednio upewniając się, że nie grozi wybuchem czy jakimkolwiek innym niebezpieczeństwem.
– Przygotujcie się, za trzydzieści minut cumujemy – rzucił przez intercom, obserwując migającą na radarze niebieską plamkę.
– Mam nadzieję, że nie muszę wam przypominać procedur. Nie chcę stracić kolejnego żołnierza, bo i bez tego działamy w osłabieniu – dodała Vena, przekręcając się w fotelu i obejmując ich spojrzeniem. – Una, podepnij się. Pharus, przejmujesz stery. Eian, przygotuj statek – rozkazała, przesuwając spokojnym spojrzeniem po granatowych przyległych do ciał żołnierzy skafandrów. – Reszta, sprawdźcie dopływ tlenu do hełmów. To standardowe przeszukanie, ale bądźcie skupieni. Ostatnio zniknęło nam kilka gwiazd z radarów, więc możemy znaleźć rozbitków – dodała.
– Spoko, pani kapitan – zaśmiał się Scut zamykając na kilka sekund hełm i sprawdzając jego szczelność. Kiedy na wbudowanym weń panelu zapaliła się zielona lampka, otworzył go z cichym sykiem i wyszczerzył do Hale wykonującej podobne czynności. – No, a wy – zwrócił się do Zwiadowców. – Nie świrujcie jak ostatnio. Ciężko jest was osłaniać, jak wyłączacie radary.
– To był błąd w systemie. Naprawiłam czujki i powinno być w porządku – zawołała Eian z tyłu statku, gdzie sprawdzała ostatnią już śluzę, oddzielającą kapsuły od wnętrza Legulusa.
– No to dobrze – dodał Falco. –  I Livaj, nie rozdzielajcie się. Mamy sporo czasu. więc możemy na luzie przejrzeć każdy poziom. Niepotrzebnie tak się spinasz zawsze.
– Nie spinam się. Nie znoszę tu być – burknął mężczyzna, dopinając pas skafandra. Wyjątkowo źle się czuł poza Helane i choć w spoglądaniu przez okno na odległą planetę było coś poruszającego, samo przebywanie w kosmosie, gdzie tak naprawdę mógł zginąć w każdej sekundzie, nie należało do najprzyjemniejszych. – Możemy to po prostu szybko załatwić i spierdalać? – sapnął jeszcze i zerknął krótko na Lukę. Czując mocniejsze klepnięcie w ramię, obejrzał się na Antona i wywrócił oczyma.
– Livaj, nie marudź – ucięła Vena i podeszła do nich stukając obcasami. – W razie problemów Una was ściągnie – dodała.
– Kapitan. Statek przed nami to OGME. Z danych wynika że wszedł w nasz układ zaledwie kilka lat temu. Wygląda na to, że spora jego część została zniszczona i tak naprawdę niewiele mamy tu roboty – usłyszeli za sobą głos Pharusa. – Nie widać żadnych form życia. Śluza główna jest szczelna. Przycumuję do niej, więc możecie zejść na niższy poziom i przejść bezpośrednio. Wszystko wydaje się być stabilne i bezpieczne – dodał, a Una potwierdził wszystko skinieniem głowy. Po chwili sięgnął do lewego przedramienia i ścisnął je mocniej. Nim otworzył panel zainstalowany w ręce, zerknął jeszcze na Lukę, który przypatrywał się temu z niewzruszoną miną. Dopiero gdy podpiął kable, mężczyzna odwrócił wzrok i zacisnął mocniej dłoń na trzymanym karabinie laserowym.
– Jestem gotowy – powiedział Una okręcając się w fotelu i przenosząc spojrzenie na monitory.
– Gotowy – rzucił Pharus, przełączając Legulusa na sterowanie ręczne i przypatrując się monitorom przekazującym obraz z tyłów statku powoli zaczął zniżać się ku śluzie. Lekkie szarpnięcie zakomunikowało im się dołączyli się do statku. – Dobra możecie schodzić.
Zaraz po tej komendzie wszyscy ruszyli za Eian w kierunku drabinki prowadzącej na niższy poziom statku. Gdy doszli do śluzy, kobieta upewniła się, że połączenie jest szczelne i już po chwili najpierw Ochroniarze, a później Zwiadowcy weszli w łącznik dzielący oba statki. Kiedy przejście za nimi się zamknęło, Eian przypatrywała się, jak drzwi do OGME otwierają się, a oni kolejno wchodzą w ciemny korytarz, co raz migający czerwonym, alarmowym światłem. Drzwi się zamknęły, a ona straciła ich w końcu z oczu i zaraz szybkim krokiem wróciła na górny poziom, gdzie na głównym ekranie podzielonym na kilka części widać było obraz przekazywany z kamerek załogi.
– Przełącz na Livaja – zarządziła Vena. – Livaj, wchodzicie.

Ciemny korytarz rozciągał się przed nimi, co raz atakując ich snopami iskier z pourywanych przewodów. Kolejne nieszczelne śluzy, jakie mijali nie stanowiły dla nich większej przeszkody.
W końcu też zeszli ma pokład, w korytarz, z którego poszczególne drzwi prowadziły do różnych pomieszczeń. Zajrzeli do każdego, do magazynów, do cel z pryczami, do innych mniejszych kanciap mogących pełnić funkcję zwykłych składzików. Tam na podłodze zazwyczaj znajdowali jakieś papiery czy połamane pojemniki, czasami też szmaty – zwykły obraz we wrakach promów kosmicznych.
– Same śmieci. Ciał czy rozbitków brak – komentował Livaj, prąc na przód. Słyszał za sobą kroki swoich towarzyszy, którzy podobnie jak on zaglądali do mijanych pomieszczeń, które on omijał. – Jest cicho i spokojnie. Zbliżamy się do drabinki na wyższy poziom – dodał, choć doskonale wiedział, że na Legulusie wszystko widać na kamerach. – Scut, zostajesz – dodał jeszcze, ujmując broń w jedną rękę, a drugą łapiąc się za szczebelki drabinki. Powoli zaczął wspinać się na górę.
– Przyjąłem – usłyszał głos mężczyzny i odetchnął głębiej. Kiedy wychylił głowę ponad poziom, ogarnęła go zupełna ciemność. W oddali majaczyło się kilka kontrolek, które póki co zignorował. Wolnym ruchem ujął karabin w obiec ręce i oświetlił pomieszczenie zainstalowaną w nim latarką.
– Czysto – sapnął wychodząc na górę i rozglądając się po pomieszczeniu. Kiedy jego wzrok padł na wyłaniających się z dołu towarzyszy, uśmiechnął się skromnie i skinął głową. – Idziemy na mostek – polecił, domyślając się, że drzwi będące przed nimi muszą na niego prowadzić. – Później sprawdzimy tyły. Może uda nam się to coś odpalić. Chociaż jakieś światło – dodał i ruszył przed siebie.
Kiedy byli już przed drzwiami, po krótkiej walce z panelem, udało mu się w końcu je otworzyć. Weszli do rozległego pomieszczenia, gdzie na podwyższeniu znajdowały się panele sterujące i dwa fotele.
– Hale, spróbuj uruchomić silniki. Anton, poszukaj głównego dysku albo czarnej skrzynki – zarządził, a sam przeszedł pod jedną ze ścian zbudowaną z dużych metalowych szafek. – Musi być stary. Same papiery – zauważył, wysuwając kolejną szufladkę i przeglądając foldery pobieżnie.
– Może znajdziecie dziennik pokładowy, skoro tak – usłyszał w słuchawce głos Veny i skinął głową.
– Nie wykrywacie życia?
– Nie wykrywamy tlenu w żadnym z pomieszczeń, nie wiem jak ktokolwiek mógłby przeżyć – odparła Vena, a on obejrzał się na Hale majstrującą przy panelach, gdy na chwilę zamrugało światło.
– U nas na czujnikach też nic – skomentował i przeszedł kilka kroków dalej. – Scut? Wszystko gra?
– Gra, gra. Tylko ciemno tu jak w dupie – sapnął mężczyzna ze śmiechem.
Livaj skinął głową i zaraz podszedł do Antona grzebiącego w szafkach po drugiej stronie pomieszczenia.
– Może są tu gdzieś komory hibernacyjne – zauważył niższy mężczyzna, bez skrupułów opróżniając kolejne szafki i wywalając zawartość na podłogę.  – Dużo tu śmieci, jak w jakiejś norze.
– Una, podłączę cię do panelu. Tutaj nic nie znajdziemy, może będzie coś na dyskach – rzuciła Hale, wyjmując z kieszonki skafandra niewielką płytkę i wsuwając ją w jeden ze slotów na panelu. – Łapiesz coś? – dopytała.
– Tak. Daj mi chwilę – usłyszeli w słuchawce.
– Jak znajdziesz plany statku, podeślij nam.
– Ma się rozumieć.
W przeciągu kilkunastu kolejnych minut splądrowali całe pomieszczenie, a Hale jakimś cudem udało się włączyć oświetlenie alarmowe, co w zasadzie wszystkim poprawiło humor. Nie spodziewali się mimo wszystko, że znajdą cokolwiek godnego uwagi, a Livaj liczył na to, że po sprawdzeniu tyłów statku będą mogli w końcu wrócić na Legulusa, kilka kolejnych dni podryfować po okolicy sporządzając nudne raporty i wrócić na Helane, do domu.
Zblazowanym wzrokiem przesuwał po pourywanych kablach czy popękanych rurach, w których dawniej pewnie płynęła woda, tlen lub paliwo.
Dopytał jeszcze Ochroniarzy co u nich po czym przeniósł spojrzenie na Hale i Antona grzebiących w porozwalanych papierach w poszukiwaniu jakichkolwiek schematów czy rysunków. Nie sądził by rozumieli z nich cokolwiek, dla niego także maczek, jakim były zapisane był zupełnie niezrozumiały.
– Komory hibernacyjne były w drugiej części statku, tej, która uległa zniszczeniu. Na drugim końcu korytarza, którym przyszliście jest kuchnia i stołówka, wiec zajrzyjcie jeszcze tam i wracajcie – usłyszeli nagle głos Uny. – Resztę plików prześlę na Amebę, bo sam mam za mało danych, by je rozszyfrować. Najprawdopodobniej już od dawna nikogo na nim nie ma, może nawet od wejścia w nasz układ planetarny, ostatni zapis z kamer jest sprzed dziesięciu lat, a przy systemie grzebano jeszcze dawniej.
– Dobra, dzięki – odpowiedział mu Livaj z ulgą. – Okej, słyszeliście wszyscy. Zaraz wracamy – powiedział, po czym pierwszy ruszył w ku wyjściu z pomieszczenia. Kiedy wyszedł na korytarz, skinął czekającym na nim Luce i Falco, po czym pewnym krokiem, mierząc z karabinu, ruszył w stronę odległego włazu. W kilkadziesiąt sekund przebyli całą dzielącą ich odległość.
Livaj dał znak ochroniarzom by zostali, a sam rozbroił panel. Kiedy weszli do wnętrza uśmiechnął się na widok powywracanych, długich stołów i krzesełek, a także stalowych szafek, które poskręcane leżały w jednym z kątów. Brudna podłoga zasypana białym proszkiem i umazana zielonkawą pastą tłumiła nieco ich kroki. Ruchem dłoni,  Livaj wskazał Hale jedne z drzwi najpewniej do kuchni i sam ruszył w kierunku drugich.
– Anton, rozejrzyj się tu – dodał, chcąc jak najszybciej opuścić statek.
W końcu stanął przed lekko uchylonymi drzwiami i pchnął je nogą. Odskoczyły z lekkim skrzypieniem, a on wszedł do środka. Magazyn, w którym się znalazł zastawiony był workami, których zawartość wydawała mu się być nawet znajoma. W jednym był najprawdopodobniej ryż, w innym gruba kasza, a w jeszcze innym jeszcze drobniejsze ziarenka, które gładko przesypywały się przez jego palce.  Uśmiechnął się czując ich miękkość przez rękawice. Przywoływały mu na myśl piasek z plaży nad oceanem. Rozejrzał się po ścianach pomieszczenia i skinął do siebie głową. Było spokojnie i to mu się właśnie podobało.
– U mnie czysto – usłyszał głos Antona i sam odwrócił się do drzwi.
– U mnie te…
– O cholera! – wykrzyknęła nagle Vena, a on zesztywniał i szybko uniósł broń do góry. Pod materiałem skafandra czuł jak jego ciało przejął dreszcz i zaraz wybiegł z magazynu.
– Hale? – sapnął i skinął na Antona, którego również w pogotowiu znalazł w głównym pomieszczeni. Razem ruszyli w kierunku wejścia, w którym kilka chwil temu zniknęła kobieta. – Hale, kurwa, odezwij się…! – wywołał ją ponownie, krok za krokiem zbliżając się do drzwi. – Falco, Luka bądźcie w pogotowiu! Hale? Hale…?! – warknął, popychając drzwi nogą i wchodząc powoli do kuchni.
– Mam… rozbitka – sapnęła Zwiadowczyni w momencie, w którym przestępowali próg.
Słysząc ton jej głosu, Livaj odetchnął ciężej.
– Jesteśmy za tobą. Powoli.
Po przebyciu kilku metrów i okrążeniu kilku szeregów blatu, w końcu do niej dopadli. Z wycelowanymi karabinami, stanęli przez skuloną pod ścianą postacią.
Kiedy wzrok Livaja natrafił na wielkie przerażone oczy postaci, cofnął się o krok, omal nie wpadając na Antona.  Serce zaczęło bić mu nieprzyjemnie mocno i poczuł jak momentalnie pot wpływa na jego skronie.
– To niemożliwe… – szepnął, przesuwając wzrokiem po nagich jasnych ramionach postaci, która dłońmi, kurczowo przyciskała do ust maskę podłączoną do butli z tlenem. – Ale… jak…? – wydusił chrapliwie, zerkając to na Hale do na Antona.
– Zabierajcie go na statek. Nie wiemy jak długo tu siedzi – usłyszał głos Veny i obejrzał się za siebie, słysząc kroki Luki i Falco.
Cofnął się jeszcze bardziej, dając im dostęp do istoty i obserwował jak Hale ujmuje ją pod ramię, po czym rusza w kierunku wyjścia.
– Nie bój się. Pomożemy ci – mówiła niemal bez przerwy. – Rozumiesz mnie?
Postać pokiwała głową, odrywając od niego mokre spojrzenie przepełnione ulgą.

Po kilku minutach byli już na statku. Rozbitka pozostawili w śluzie sanitarnej i natychmiast po nadaniu wiadomości do Ameby ruszyli w drogę powrotną. Żadne z nich nie wiedziało co myśleć, lecz ostatecznie nie byli od myślenia.
I to właśnie Livaj sobie cały czas powtarzał. Serce nadal nieprzyjemnie kołatało w jego piersi, kiedy wspominał to ciemne, pochłaniające go spojrzenie. Nie mógł uwierzyć, jak ktokolwiek mógł przeżyć w zniszczonym, nieszczelnym wraku statku kosmicznego. Na ile dni mogła starczyć butla z tlenem takiej wielkości? Na dwa? A czy według Uny statek nie dryfował tak już od przeszło dziesięciu lat?
Podczas gdy Vena i Pharus starali się zająć nowym pasażerem, reszta wróciła na górny pokład. Każdy z nich był w szoku, lecz nie w takim, w jakim był Livaj, który co chwilę zerkał na monitor, gdzie wyświetlano obraz z kamery w śluzie.
Luka, czując to, przyglądał się bacznie bratu. Nie podobał mu się jego wyraz twarzy ani niepokój z jakim spoglądał na zejście na niższy poziom. W końcu podszedł do niego i odciągnął za ramię na bok.
– Co jest? – zapytał, marszcząc mocno brwi. Widząc jego nieco wypłoszone spojrzenie, pochylił się niej ku niemu. – Livaj… co się dzieje?
Mężczyzna pokręcił głową i odsunął się od jego dłoni.
– Nic… to dziwne, nie? Wiesz… Życie na opuszczonym statku przez nie wiadomo ile lat. Na jednej butli tlenu…
– Nie wiemy jakiej jest rasy, ani skąd pochodzi – powiedział Falco słysząc ich rozmowę. – Może potrzebuje mniej tlenu, może w próżni jego ciało reaguje inaczej. Daj spokój. Dobrze, że żyje – dodał, a Livaj spojrzał na Lukę powątpiewająco.
– Wcale nie – szepnął i odsunął się od brata wracając, na swoje miejsce na jednej z rur pod ścianą.
Nie wiedział, jak wyjaśnić niepokój, który czuł, ale jak miał zareagować, kiedy stawał oko w oko z postacią ze swoich snów? Nie był przekonany czy to dobrze, ale emocje z koszmarów, które czuł też i teraz, nie napawały go optymizmem.
Kiedy przymknął oczy, niemal od razu dostrzegł wpatrzone w niego wielkie ślepia, które hipnotyzowały swoją głębią.  Ani razu nie dotrwał do końca tego koszmaru i choć nigdy nie wierzył w takie rzeczy, teraz nie umiał spojrzeć na to tak jak Falco i reszta, że dobrze, że mogli go uratować.  Być może się mylił, lecz tak po prawdzie nie miał pojęcia z kim prócz brata mógłby o tym pomówić, by  podjąć jakąkolwiek sensowną decyzję. Nie sądził też by ktokolwiek wziął na poważnie jego przeczucia i obawy, kiedy fakty były zupełnie inne. Przecież chyba w nikim innym rozbitek nie wzbudzał takiego niepokoju jak w nim.
Czując łomoczące mocno serce, Luka przeszedł do przodu i usiadł a fotelu Veny, tuż przy Unie. Co chwilę zerkał zaniepokojony na brata i starał się powiązać ze sobą wszelkie wspomnienia jakie dzielili oraz emocje. Dosyć szybko pojął, że omylnie swoją bezsenność zrzucał na jego związek z Irisem, w końcu teraz przy spotkaniu Livaja z rozbitkiem, czuł się podobnie jak choćby ubiegłej nocy.
– Hej, Luka – rzucił cicho siedzący obok Una i przygryzł lekko malinową wargę. ¬ ¬– Co jest? Wasze odczyty wariują – dodał półtonem, pochylając się nad panelami i przełączając je szybko. Mężczyzna przekręcił się i przesunął spojrzeniem po szczupłej, jasnej postaci skulonej na jednej ze stalowych ławeczek znajdujących się w śluzie.
– Nic. Zignoruj – rzucił nieco szorstko i westchnął płycej. Przez chwilę jeszcze czuł na sobie spojrzenie androida wwiercające się w niego nieco nachalnie, lecz w końcu Una prychnął i pokiwał do siebie głową.
Po przełączeniu kilku kontrolek, skulił się w fotelu, podciągając chude kolana pod brodę.
– Dobra robota dzisiaj – dodał mimochodem i jak się spodziewał nie usłyszał na to odpowiedzi. Szybko skalibrował obraz na twarz rozbitka i uśmiechnął się, widząc jak ten przegarnia drżącymi palcami jasne włosy, posklejane od potu i brudu, a także jak pociera o siebie zeschniętymi wargami.
– Nie wiesz skąd pochodzi? – zapytał nagle siedzący obok mężczyzna, a on wzruszył ramionami. – Nie. Nie mam takich danych do porównania. Na Amebie będą wiedzieć – powiedział, wzruszając ramionami. – A, Luka… – zaczął, lecz nie dane mu było skończyć, ponieważ mężczyzna uniósł się z miejsca i zaraz odszedł w głąby pokładu. – Uzupełnijcie szybko raporty z odnalezienia i przeskanujcie je – dodał cicho i skinął do siebie głową, nie oglądając się nawet za mężczyzną.
W duchu jednak westchnął i żeby się nie rozpraszać, pochylił się nad komputerem, rysując po panelu palcem. To przecież nie było tak, że nic nie czuł, choć ostatecznie wszystkie te uczucia Luka nazwałby programem aktywującym się w odpowiedniej chwili. Pewnie miał rację, ale czy nie było to niemal takie same jak ludzkie uczucia? Skoro włączało się w odpowiedniej chwili i postawiało po sobie niesmak? Tak, właśnie, niesmak był odpowiednim określeniem obrazującym jego obecny stan. Niesmak i przykrość, bo czym zasłużył sobie na niechęć mężczyzny? Prócz oczywiście tego, że był maszyną? Kolejną maszyną monitorującą jego życie, przeszło mu przez myśl i skinął do siebie głową. Niezawodną maszyną, inteligentną maszyną stworzoną do pracy właśnie z ludźmi, której podzespoły były wzorowane na ludzkich organach. Czy Lukę wzruszyłoby gdyby zobaczył, że nawet ten tykający silniczek wyglądał jak ludzkie serce? Co z tego, że nim nie był? Co z tego, że nie był prawdziwym człowiekiem, kiedy czuł jak oni?
Jak zawsze gdy łapał się na takich myślach, potrząsnął głową i uśmiechnął się do siebie. Był naiwny, łudząc się, że Luka to zniesie? Po chwili zastanowienia skinął głową, szybko szacując prawdopodobieństwo akceptacji na niższe niż dwadzieścia procent. Znał siebie i znał załogę, chociaż ich reakcje mógł szacować na podstawie prawdopodobieństwa, zawsze mógł zostać zaskoczony. Dawno już oduczył się ich analizować, widząc, że wszystkich to irytuje, więc po prostu czekał na  reakcje, zawsze starając się je archiwizować i na nowo przyswajać.
– Una, możesz mi pomóc z tym panelem? – usłyszał nagle przy sobie i uśmiechnął się do Hale, która przysiadła obok.
– Pewnie, w czym jest problem? – dopytał, zerkając na trzymaną przez nią płytkę, na której wypełniała raport.
– Nie wiem. Ma jakiś problem z połączeniem z główną siecią i nie wiem już, co z tym zrobić – dodała, poprawiając leżący na ramieniu ciemny kucyk.
– Już sprawdzam – zapewnił android, wchodząc w swój komputer. – W ogóle, super poradziłaś sobie na statku, na mostku. Odpalenie zasilania na tak starym systemie w dodatku po tylu latach to naprawdę coś – dodał, a gdy Hale się uśmiechnęła szerzej, sam wyszczerzył się do niej. Lubił to uczucie jakie wywoływał uśmiech.
– Gdyby nie ostatnie twoje wskazówki raczej by nic  z tego nie było. Musisz częściej mnie tak uczyć w wolnych chwilach – dodała przyglądając się jednak trzymanemu panelowi, na który wszedł android i po kilku sekundach, podczas których mogła obserwować jego operacje na systemie w końcu uzyskała dostęp do sieci. – Jesteś wielki – zaśmiała się i zerknęła na główny monitor. Przesunęła spokojnym wzrokiem po obrazie rozbitka i zaraz poklepała Unę po ramieniu. – A wiesz. Po powrocie umówiliśmy się wszyscy w jednej z knajp, żeby uczcić powodzenie misji. Może dołączysz? – zapytała szybko, a Una tylko skinął głową.
– Pewnie, jak będę miał czas to z przyjemnością – dodał  i spojrzał na nią dłużej. Kobieta wypełniała powoli raport, co raz rzucając do niego jakiś komentarz, na które on potrafił tylko się uśmiechać.
Szybko zaczął wizualizować sobie to całe spotkanie w knajpie i podobały mu się te obrazy, które miał w głowie. Ostatecznie jednak nie pił ani alkoholu, ani nie jadł więc nie sądził, by mógł odnaleźć się w tamtejszym towarzystwie, będąc maszyną. Pomimo licznych zaproszeń zawsze udawał, że nie miał czasu, że zawsze miał coś do zrobienia, choć tak naprawdę w przerwach, to jest w pierwszym i trzecim nocnym cyklu, kiedy oni się regenerowali sam spędzał czas na defragmentacjach swoich archiwów czy zajmował podobnymi głupotami w oczekiwaniu na kolejny dzień pracy. Czasami, gdy Eian nocowała na statku nawet udawał, że śpi choć doskonale wiedział, że kobieta zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo sen nie był mu potrzebny.
Na myśl o tym skrzywił się mocniej i zacisnął miękkie wargi. Być może za wielu rzeczy nauczył się i zbyt wiele ludzkich odruchów przyswoił w tym oddziale, ale pomimo tego ile nieprzyjemności w związku z tym czuł, miał wrażenie, że dzięki temu jest lepszym towarzyszem. W końcu ludzie to cenili, przeszło mu przez myśl, nim doszedł do wniosku, że myśli zupełnie jak człowiek. Uniósł też spojrzenie na mniejszy monitor z wnętrza drugiego poziomu i omiótł wzrokiem Lukę, siedzącego przy jednej ze śluz prowadzącej do kapsuły. Uśmiechnął się widząc jak grubym palcem stara się wprowadzać dane na maleńkim panelu, trzymanym w ręce. Był gotów mu pomóc choć wiedział, że prawdopodobieństwo z odrzuceniem jego pomocy równa się pewnie około dziewięćdziesięciu procentom.
Po kilku kolejnych minutach na górę wróciła Vena z Pharusem, z nowymi danymi o rozbitku, więc zajął się wprowadzeniem ich do systemu i przesłaniem do Ameby.

Reklamy

4 thoughts on “POENA. Rozdział III cz. I

  1. Kurcze znaleźli kogoś… i to kogoś ze snów Livaja… czyli że te koszmary to sny prorocze a nie wspomnienia, chyba że ktoś pomajstrował trochę przy jego pamięci a wspomnienia i tak się przebijają? W końcu to opowieść fantasy więc wszystko jest możliwe ☺ Widziałam ten statek – wrak, potrafisz również świetnie opisać miejsca w których nie byłaś, no chyba że masz i takie doświadczenia 😊Potrzebuję trochę więcej opisu tego rozbitka bo mnie ciekawość zrzera, mam nadzieję że w następnych rozdziałach będzie. A czytając o Unie i jego przemyśleniach od razu do głowy wbił mi ten chłopiec robot – Dawid, który poszukiwał swojej mamusi z filmu A.I sztuczna inteligencja, i na samo wspomnienie prawie się popłakałam. Chyba polubię to opowiadanie jeszcze bardziej 😀Dziękuję i czekam na więcej :)

    1. Zapraszam do lubienia. XD
      Dziękuję, starałam się, choć przyznam, że oczekiwałam, iż będę bardziej zadowolona z tego rozdziału. No ale mam trochę szansę się zrehabilitować w piątek C: I zapewniam że będzie więcej Uny i więcej naszego uroczego rozbitka. c:
      Dawid ~<33

      <333

    1. Przepraszam! Jestem złym człowiekiem. Ale to nie będzie tak długie czekanie jak zawsze, bo jak wspomniałam z racji tego że dzisiaj tak krótko za tydzień kolejny rozdział! C:
      <3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s