POENA. Rozdział III cz. II

Vena oparła się tyłem o barierkę oddzielającą mostek od reszty pokładu i założyła ręce na piersiach, czekając, aż siedzący obok android wypełni wszystkie polecenia i prześle dane na stację. Przesunęła spokojnym spojrzeniem po reszcie załogi i skinęła twierdząco głową.
– Mówi płynnie po helaneńsku. W dodatku próby nie wskazują na to, żeby atmosfera na statku źle na niego wpływała. Ilość tlenu, bioklimat… na to wszystko reaguje pozytywnie.
– Ale jak to możliwe? – dopytał Scut, marszcząc grube brwi. – Na wraku nie było wcale tlenu, prócz tej butli, na której się utrzymywał.
– Ostatecznie nie wiemy, jakiej jest rasy. To, że my potrzebujemy skafandrów nie znaczy, że on też.
– Nie powiedział nic? Skąd pochodzi? Jak się nazywa? Jakie ma zamiary? – rzuciła Hale, ściskając w dłoniach panel i prostując się na swoim miejscu.
Vena pokręciła głową, zakładając za ucho pasmo czerwonych włosów.
– Raczej pozytywne…
– Cały jest pozytywny, ale nic nie chce gadać? – prychnął powątpiewająco Livaj, wciskając się plecami w swój kąt. – Brzmi zachęcająco. Zbyt pięknie, żeby uwierzyć ot tak i wpuścić go na pokład. Według mnie powinien zostać w śluzie. Oddamy go na Amebę. Niech go zbadają dokładnie, wyślą wiadomość na Helane, a później zrobimy co rozkażą – dodał, zwracając na siebie uwagę wszystkich towarzyszy. Zazwyczaj był pierwszy do łamania zasad, czy też ich naginania, a teraz siedział jak trusia na swojej ciepłej rurze. Ale ostatecznie, chrzanić to, jak miał nie mieć obaw co do tej postaci?
Na pozór spokojny wzrok przeniósł na główny monitor, gdzie wyświetlano obraz ze śluzy i niemal natychmiast odwrócił spojrzenie, gdy zadał sobie sprawę z tego, że ich rozbitek wpatruje się centralnie w oczko kamery. Jego serce wywróciło fikołka, a on oblizał usta i odetchnął, zerkając na Lukę.
– Tak, ale gdyby był tu z nami, moglibyśmy wybadać go bardziej – podsunął Pharus i skinął głową Venie. – Zresztą potowarzyszy nam jeszcze, bo raczej osobiście będziemy musieli odstawić go na Helane, według protokołu.
– Według protokołu obcy zostają w śluzie! – wybuchł Livaj i uniósł się z miejsca. – Chcesz nas narażać, by zabrylować swoimi badaniami na obcych? Ja pierdole, to nasz pierwszy rozbitek, więc może nie bądźmy tak lekkomyślni?
– Livaj, mimo wszystko jest nas tu dziesięcioro. Dziesięcioro wyszkolonych ludzi – podjął Falco przenosząc ku niemu zaskoczone spojrzenie. – No dobra. Dziewięcioro ludzi i android, który na dobrą sprawę może obezwładnić go szybciej niż połowa z nas…
– Kurwa, stary. Oddział Zero nazywasz oddziałem przeszkolonych ludzi? Gratuluję – zakpił i wypuścił głośno powietrze przez nos. – Faktycznie, jedyną jednostką, która na tym statku może nas nie zawieść jest Una, ale jakoś średnio mi się widzi powierzanie mu życia całej załogi? Może ten cały rozbitek sam jest androidem, może, kurwa, szybciej obezwładni Unę, niż może nam się wydawać. Kurwa! Nie bądźcie bezmyślni. Tacy dobrzy i otwarci, a później będzie lament jak zacznie nas zarzynać – dodał, zaciskając mocno pięści.
– Nie przesadzasz, Livaj? – dopytał Anton i sięgnął ręką do jego ramienia, by ściągnąć go na miejsce. Mężczyzna jednak wyrwał mu się i posłał mu rozzłoszczone spojrzenie. – Gdyby był taki wszechmocny i faktycznie chciał nas wyrżnąć, głupia śluza na tym złomie nie stanowiłaby wielkiej przeszkody? Tak sądzę? – dodał i zerknął porozumiewawczo na Eian, która z krzywym uśmiechem pokiwała głową.
– Dokładnie. Jest szczelna, ale zabezpieczenie z niej żadne. Tak na dobrą sprawę.
Livaj sapnął tylko i zacisnął mocno wargi. Kiedy przeniósł wzrok na monitor, a spojrzenie jego i rozbitka znowu się spotkały, potrząsnął tylko głową i machnął ręką.
– Dobra. Pierdolę to – burknął i drgnął, chcąc zejść na pierwszy poziom do swojej celi. Ostatecznie jednak, gdy uzmysłowił sobie, że będzie to równoznaczne z przebywaniem sam na sam na jednym poziomie z obcym, zaniechał tego i cofnął się na swoje miejsce.
– Uspokój się, Livaj – rzuciła Vena swoim niskim głosem i przetarła brew palcem. – Sama uważam, że nie zaszkodzi wziąć go tutaj i przeprowadzić dokładniejszy wywiad. Możemy dać mu coś jeść, okryć jakimś kocem i poobserwować.
Livaj naburmuszył się tylko i pokręcił głową. Czy tego samego nie mogli robić na dole? Za zamkniętą śluzą? Być może wszyscy oni byli tak zapaleni i chcieli się narażać, nie miał więc nic przeciwko, żeby dołączyli do rozbitka za drugą stroną śluzy i najlepiej jeszcze się czymś zarazili. On sam chciał tylko przeżyć.
– Założyliśmy mu chip. Nie wykrywa żadnych zagrożeń – kontynuowała Vena podchodząc do Uny i wsuwając mu dłoń na ramię. – Prawda?
Android pokiwał głową, na jednym z monitorów ciągle wyświetlając odczyty z bransoletki, którą założyli na nadgarstek obcego.
– Obcy statek. Rozbitek mówiący po helaneńsku, który od dziesięciu lat dryfuje po naszym układzie planetarnym. Nic was nie niepokoi? – podjął jeszcze Livaj i zacisnął mocniej wargi.
– Też mnie to zaintrygowało. Ostatecznie jeszcze kilka lat temu roiło się tutaj od poławiaczy Magenty, więc myślę, że całkiem możliwe jest, że się spotkali i stąd umie mówić w naszym języku. Może jest jednym z nich, ale raczej wątpię, by się przyznał, że nielegalnie poławiał i handlował halucynogenami – dodała Vena, lecz on już tylko pokręcił głową. Dla niego nic z tego nie brzmiało logicznie ani spójnie. – Una, możesz przeprowadzić jeszcze raz testy epidemiologiczne z jego próbek? – dopytała, a android tylko skinął głową i szybko zaczął wklepywać coś na klawiaturze komputera. – A ty, Livaj, uspokój się. Twoje odczyty wariują i kwalifikujesz się już do komory relaksacyjnej – rzuciła żartobliwie przez ramię, bo ostatecznie takowa komora na ich statku zupełnie nie istniała.
– I żałuję, że takiej nie mamy. Może nie skończyłbym przynajmniej z poderżniętym gardłem – mruknął pod nosem, wzbudzając jeszcze większe rozbawienie. – Nie proście mnie o pomoc, jak będziecie umierać – dodał, układając się wygodniej na swoim miejscu.
– Nikt dzisiaj nie umrze, Livaj – rzuciła Eian łagodniejszym tonem i uśmiechnęła się ciepło w jego kierunku, choć mężczyzna nie mógł tego zauważył, leżąc do nich tyłem.
– W porządku. Za pół godziny sprowadzamy tu rozbitka – zakomunikowała Vena – Możecie przygotować broń, jeżeli będziecie czuć się bezpieczniej. Eian, przydałby się koc i coś ciepłego, a ty, Una, po prostu monitoruj – dodała, głaszcząc lekko androida po ramieniu. Zaraz zsunęła się na fotel obok niego i przyjrzała się jego jasnej, nieskazitelnie czystej twarzy. – Co ty o tym myślisz? – dopytała go jeszcze, przyglądając się jego skupionej twarzy.
Una spojrzał na nią krótko i uśmiechnął się subtelnie.
– Odczyty wskazują, że jest nieco wyczerpany, co nie jest dziwne. Tężyzna fizyczna adekwatna do budowy. Nie wydaje się też być androidem, co wyklucza szybki rezonans. Jego ciałem na pewno nie kieruje żaden komputer – dodał pewnie, przyglądając się monitorowi.
– Ale co myślisz? – dopytała Vena. – Jesteś za tym, by wpuścić go na górę, czy jednak lepiej, aby został?
– Demokratycznie byłoby wziąć go na górę – powiedział i zerknął na Kapitan krótko. – I wydaje mi się, – zaczął z uśmiechem. Uwielbiał używać takich zwrotów jak: wydaje mi się, być może, moim zdaniem – były tak bardzo ludzkie, – że faktycznie, gdyby miał zrobić nam coś złego, mógłby zrobić to na wraku. A jeżeli czeka aż dostanie się na Amebę czy Helane, raczej nic na to teraz nie poradzimy – dodał. Vena skinęła głową i poklepała go po szczupłym udzie.
– Tak myślałam. Dobra. Przeprowadź jeszcze kilka testów, czy nie zaszkodzimy mu, wprowadzając tutaj.
Una pokiwał głową i wrócił spojrzeniem do komputera. Szybko wszedł w bazę danych i poddał próbki rozbitka kolejnym skanom. Gdy czekał na wyniki, przeniósł spojrzenie na monitory obrazujące pokład, na którym załoga przygotowywała się do przyjęcia obcego. Zaraz też i na niego przeniósł spojrzenie. Ten siedział nadal na ławce skulony, obejmując szczupłe kolana, wychudzonymi ramionami. Jego postać budziła niepokój, ostatecznie jednak oni, Helanie, nie byli jedyni we wszechświecie, nie raz na Amebie przyjmowali obcych i jak dotąd nic złego się nie stało. Una wiedział, że nie mogli być zamknięci i choć po części rozumiał wątpliwości Livaja, domyślał się, że rozwiązaniem zagadki przeżycia rozbitka mogła być swego rodzaju hibernacja.
Skinął sobie głową i zerknął na Lukę siedzącego na swoim wcześniejszym miejscu. Był ciekaw, czy ten podziela wątpliwości brata, w końcu z odczytów, które przez wzburzenia Livaja były nieco nieczytelne, nie mógł być tego pewien.
Dla niego więź łącząca bliźniaków była czymś wychodzącym poza ramy pojmowania. Rozumiał połączenia między bliźniaczymi androidami, nawet między ludźmi zmodyfikowanymi za pomocą implantów, ale tutaj istotną rolę odgrywały właśnie te implanty, chipy, komputery. Była to zatem sztuczna więź, a Lukę i Livaja łączyło coś naturalnego, coś czego w zasadzie nie dało się zbadać. Nieraz dostrzegał jak marszczą się tak samo, gdy coś im nie pasuje, albo jak patrzą na siebie porozumiewawczo, jakby mieli ze sobą jakieś telepatyczne połączenie. Intrygowało go to niezmiernie, tym bardziej, że patrząc na nich z boku, nigdy nie powiedziałoby się, że są bliźniakami. Braćmi – owszem, ale nigdy bliźniakami. Znał ich i miał wrażenie, że tak właściwie niewiele mają wspólnego. Nic z charakteru, nawet z nim samym nikt nie wydawał się mieć takiego problemu jak Luka, a Livaj, traktował go czasami jak ich załogowego pupilka. Z wyglądu tym bardziej nie byli podobni, ponieważ pod wpływem ćwiczeń ciało starszego bliźniaka było o wiele roślejsze i masywniejsze. Jednak byli połączeni, czasami może aż za bardzo, pomyślał, widząc jak tętno Luki przyspiesza, choć ten siedział przecież spokojnie pod ścianą. Za to Livaj wiercił się na swoim miejscu i wzdychał głośniej, co Una słyszał wyraźnie nawet z tej odległości.
Przyglądając się Luce, drgnął dopiero gdy system zakomunikował mu powodzenie w skanowaniu, którego wyniki nie wskazywały, że rozbitkowi mogłoby zaszkodzić większe stężenie tlenu, czy sam klimat panujący na pokładzie. Szybko oznajmił to stojącej niedaleko Kapitan, która pracowała obok, przy swoim komputerze. Kobieta przyjąwszy raport zeszła z mostku i zaraz w towarzystwie Pharusa, Eian i uzbrojonego Antona ruszyła w kierunku zejścia na pierwszy poziom.
– Wypełniłem raport – usłyszał przy sobie Una i zwrócił spojrzenie ku Luce. – Zgrasz? – dopytał mężczyzna, siadając obok w fotelu.
– Pokazywałem ci ostatnio? Nie pamiętasz już? – zapytał android z uprzejmym wyrazem twarzy. Nikt chyba nie był tak oporny jeżeli chodziło o obsługę komputerów jak Luka. Kapsułę oraz skafander obsługiwał bez zarzutów, jednak jeżeli chodziło o coś bardziej zbędnego, jak choćby te programy do raportów w nowych panelach, wydawał się mieć do tego bardzo lekceważący stosunek i nieważne ile razy Una nie szkoliłby go w tym, ten i tak za każdym razem do niego wracał z panelem, który w jego silnych, dużych dłoniach wyglądał jak dziecięca zabaweczka.
Luka wzruszył ramionami i spojrzał na niego bez emocji.
– Pokazać ci jeszcze raz? – dopytał Una, lecz ten pokręcił głową.
– To problem, że zgrywasz je za mnie? – dopytał. – Jeżeli tak to poproszę Hale, żeby mi pomogła.
– Nie, nie… nie problem. Ale myślałem, że chcesz to umieć.
– Nie chcę. Wydaje mi się, że mogę przeżyć, bez tego. Ostatecznie mogę wypełniać te papierowe – dodał niskim, wibrującym tonem.
– Te papierowe nie są akceptowane przez centralę – przypominał Una, odbierając od niego panel i przesuwając szczupłym palcem po jego powierzchni. – Wiesz, Luka… jeżeli chcesz być w jednostce, musisz sam je wypełniać i wysyłać. Nie zawsze będę mógł ci pomagać – podjął ostrożnie i spojrzał na niego przepraszająco.
– Naprawdę? – Luka ponownie wzruszył ramionami. Nie rozumiał w czym był problem. Czy nie liczyło się, że zdawał ten raport? – Czy to moja wina? Te panele są tak małe, że kiedy chcę go wysłać, wyskakuje mi tysiąc innych poleceń – dodał nieco podirytowany.
– Może za mocno przyciskasz?
– Mam za szerokie palce – powiedział, a Una wyszczerzył się niekontrolowanie i skinął głową.
– Mogłeś powiedzieć wcześniej, wiesz? – rzucił i pochylił się do niego z panelem. – Spójrz, gdy przytrzymasz tutaj, przeskalujesz widok na panelu na większy. Później po prostu łapiesz i przesuwasz, widzisz? – dodał przesuwając palcem po powierzchni urządzenia. – W tych starszych modelach było to rzeczywiście czytelniejsze, ale te są bardziej kompaktowe – powiedział jeszcze z uśmiechem. – To co, wysyłam po raz ostatni, a następnym razem już poradzisz sobie sam?
Luka siedząc sztywno, skinął tylko głową, odsuwając się nieco od chłopca. Bo Una był takim właśnie chłopcem, tak o nim myślał, nim przypominał sobie, że jest maszyną. Kiedy patrzył na jego twarz, nie było to zauważalne, dopiero gdy skupiał się na jego nozdrzach, czy klatce piersiowej i dostrzegał, że Una nie oddycha, odczuwał między nimi większy dystans.
Kiedy chłopiec przeniósł na niego spojrzenie błękitnych oczu, odsunął się jeszcze trochę i odetchnął.
– Dzięki – rzucił pod nosem i przekręcił się lekko na fotelu.
Una otwierał już usta, lecz ostatecznie przygryzł je tylko, dostrzegając jak z otwartego włazu prowadzącego na niższy poziom wyłania się Vena, a tuż za nią Pharus.
Nieliczne rozmowy jakie poradzono wokół umilkły, a wszyscy skupili wzrok na trzeciej postaci wychodzącej na podkład.
Jej jasna cera wydawała się być chorowita, a wielkie ciemne oczy wyraźnie odznaczały się na szczupłej twarzy o androgynicznej, subtelnej urodzie.
Przybysz obserwował ich wszystkich wilgotnym spojrzeniem i ściskał mocno poły koca, zebrane pięścią przy szyi. Wydawał się być przestraszony, a szczupłe ramiona wystające spod materiału drżały mu mocno. Podobnie jak blade, płaskie wargi, którymi pocierał o siebie. Jego szczupłe długie nogi opięte przedartymi spodniami, stawiały niepewne kroki tuż za Kapitan, która pokierowała rozbitka, w kierunku ułożonych przy jednej z rur koców będących niedużym posłaniem.
– Usiądź – poleciła mu i skinęła na Antona, by oddalił się nieco z karabinem, który w zestawieniu z postacią wyglądał nad wyraz brutalnie. – Jeżeli będzie ci zimno, to powiedz, mamy dużo koców. Zaraz Eian poda ci coś ciepłego do picia. Chcesz coś zjeść? – dopytała, pochylając się nad rozbitkiem, lecz ten tylko pokręcił głową.
– N-nie… – wydusił nieco ochrypłym, lecz delikatnym tonem. Kiedy w ręce wsunięto mu blaszany kubek objął go szczupłymi palcami i oparł o kolana, przyglądając się wszystkiemu pobudzonym spojrzeniem.
Vena dostrzegła niepewny wzrok, jakim zmierzył kubek
– To tylko woda z mlekiem. Wiesz co to jest? – wyjaśniła szybko i uśmiechnęła się pokrzepiająco, widząc niepewną minę ich gościa.
Ten pokiwał głową i odetchnął płycej.
– Napij się – zachęcała go Kapitan. – Nie masz się czego obawiać – dodała jeszcze. – Jak masz na imię?
Rozbitek zmarszczył mocniej brwi i zastanowiła się dłużej.
– Nie jestem… pewien – powiedział po chwili i oblizał usta. Kiedy spuścił wzrok na swoje dłonie, przyglądał się im przez jakiś czas. – Czy to możliwe, że nie pamiętam? Czy kiedy dotrzemy na Amebę, długo będziemy musieli czekać, nim odeślą mnie na Helane? – zapytał jeszcze nieco wyraźniejszym już tonem.
– Celem twojej podróży była Helane? – dopytał Pharus, a rozbitek pokiwał głową. – Dlaczego? Co się stało?
– Nie jestem pewien – szepnął obcy nieco roztargnionym tonem. – Wydaje mi się, że mieliśmy problemy przy wejściu w układ planetarny. Ale to było już tak dawno…
– Więc więcej was wyruszyło w tę podróż? – dopytała Vena.
– Musieliśmy. Bo… bo nasza planeta została zniszczona. I chcieliśmy się ratować – dodał i nagle pokiwał do siebie głową, tak że krótkie jasne włosy opadły mu na czoło. – Tak, chcieliśmy. Nie było nas wielu, ale mieliśmy materiał genetyczny na statku, tylko, że on przepadł w katastrofie. Wszyscy przepadli. Tak sądzę – dodał i spojrzał na nich pytająco. – Jeden nasz statek, mmm… OGME, tak? OGME przetrwał podróż i dopiero tutaj coś się zepsuło – mówił coraz płynniej i oblizywał co chwilę wargi. – Wysyłaliśmy wam sygnał, ale chyba nie dotarł? Myśleliśmy, że po nas wyruszycie, ale mijały dnie, lata a my dryfowaliśmy, bo zabrakło nam paliwa i wtedy coś w nas uderzyło – dodał i odetchnął.
– Co się stało z waszą planetą? Ktoś ją zniszczył? – dopytała Eian podchodząc bliżej.
– Nie, nawet nie… po prostu nie mogliśmy tam dłużej zostać. Bo wiesz, w naszym układzie kolejno wygasały planety i nasza była ostatnia… musieliśmy się ratować – dodał ciszej. – Byliście najbliżej.
– Więc jesteś z układu Sola-11? – zapytał nagle Pharus i pokiwał głową.
– Sola? Być może. My nazywaliśmy go Ochie – sprostował, a wszyscy skinęli zgodnie głowami. Różnice w nazwach były oczywiste, choć byli już przekonani, że mówili o tym samym.
– On faktycznie zanikł. Niedawno to odkryliśmy. Wiesz, co było tego przyczyną?
Przybysz wzruszył ramionami i zacisnął wargi. Spuścił niżej głowę i zmarszczył mocniej jasne brwi.
– Nie wiem – sapnął tylko i zaraz uniósł spojrzenie, napotykając nim wzrok Livaja.
Mężczyzna wpatrywał się w niego mocno, czując jak serce rozsadza mu pierś. To było nieprawdopodobne. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, miał wrażenie, że zostaje złapany przez oczy postaci, że nie może się od nich oderwać. Dopiero gdy rozbitek sam odwrócił wzrok, on otrząsnął się transu, w który zaczął wpadać. Czując jak po skroni spływa mu kropelka potu, szybko starł ją dłonią i oblizał zeschnięte wargi.
– Będziesz musiał sobie przypomnieć. To ważne. Może uda nam się wysłać kogoś by zbadał tamte rejony. Może jest więcej rozbitków? – zasugerowała Eian.
Nagle Livaj poderwał się z miejsca i podszedł do nich.
– Chyba sama w to nie wierzysz – rzucił, przypatrując się rozbieganym wzrokiem skulonej postaci. – Wydaje mi się, że jako oddział Zero powinniśmy ograniczyć takie bzdurne spekulacje – dodał i odetchnął głębiej, czując drżenie w środku, kiedy był tak blisko postaci ze swoich koszmarów. Wbił w nią mocne, zdeterminowane spojrzenie i zacisnął pięści.
– To była wasza pierwsza podróż na Helane? Ile statków wyruszyło z waszej planety? – zapytał nieprzyjemnym tonem.
– Trzy. OGME, Mira i Trzynasty.
– I tylko wasz wszedł w nasz układ? – dopytał, a postać uniosła na niego spojrzenie.
– Tak. Tamte znikły z radarów dużo wcześniej – powiedział i zaraz przykrył oczy powiekami.
– Ilu z waszej planety udało się załadować na te statki? – dopytał Livaj kpiąco. Wrak, nawet, jeżeli była to tylko połowa, nie był zbyt duży. Ilu członków załogi mógł pomieścić? Dwudziestu? Czterdziestu?
– OGME, był statkiem badawczym. Pozostałe były większe… – dodał ciszej rozbitek, a jego twarz wydawała się być zmęczona i śpiąca. – Wiesz, kiedy cały twój świat zaczyna upadać, nie sposób jest zorganizować ewakuację dla miliardów istnień – dodał ciszej i zacisnął na chwilę wargi, przesuwając palcami po krawędzi trzymanego kubka.
– Mówiłeś, że planety wygasały kolejno. Że wasza była ostatnia. Mieliście czas.
– Tak sądzisz, Livaj? – dopytał rozbitek, a on niemal się cofnął. Zmieszany, przełknął ciężej ślinę i skinął głową.
– Nie ma co tego roztrząsać. To już przeszłość – wcięła się Vena i spojrzała ganiąco na Livaja. – Czasu nie cofniemy. Sola-11 była starym układem i jego gwiazda też. Na wszystko przychodzi kres – dodała, a rozbitek uśmiechnął się smutno i spuścił wzrok na swoje kolana. Po chwili odchylił się do tyłu, by oprzeć się o buchającą gorącem rurę.
– Dokładnie tak samo uważam – szepnął przenosząc szkliste spojrzenie na siedzącego na mostku Unę. Wpatrywał się w niego przez chwilę i w końcu przymknął oczy. – Czy mógłbym… odpocząć? – zapytał ciszej, a Vena natychmiast skinęła głową.
– Pewnie. Najprędzej za trzy godziny będziemy przy Amebie. Tam zdecydują, co dalej z tobą zrobić – powiedziała i rozejrzała się po skupionej na rozbitku załodze. – Wracajcie do swoich zajęć. I niech ktoś przygotuje jakieś jedzenie. Czyja dzisiaj kolej? – dodała, kierując swoje kroki na mostek. – Una, połącz mnie z Kapitanem Beranem, chcę mu zdać relację z badań Soli.
– Soli? – powtórzył android, lecz szybko zaczął wklepywać w komputer kolejne komendy.
– A… na imię mi Śin Redo – usłyszeli za sobą stłumiony, lekki głos.
Una pokiwał szybko głową i omiótł spojrzeniem monitory obrazujące pokład. Przez chwilę przyglądał się jak Luka i Livaj znikają w zejściu na pierwszy pokład i ruszają korytarzem w kierunku kuchni.

Reklamy

5 thoughts on “POENA. Rozdział III cz. II

  1. Czy rozbitek usłyszał imię Livaja, czy już je znał? Może kontaktował się z nim jakoś telepatycznie i stąd te sny? W ogóle to strasznie smutne że ich planeta zgasła i tyle istnień przepadło, a może te dwa statki jeszcze gdzieś dryfują? Biedny Sin Redo. Jakoś nie potrafię go sobie na razie wyobrazić jako czarnego charakteru, ciekawe czy to się zmieni? Ciekawe jak Luka będzie reagował na nowego, mimo iż odczuwa emocje brata nie wydaje się nimi sugerować za bardzo. Ale z drugiej strony chyba jest nieco uprzedzony do innych, albo może to chodzi o roboty, ale w sumie jak ktoś ma uprzedzenia to raczej do wszystkiego co jest mu obce. No nic, zobaczymy ☺Dziękuję bardzo za rozdział, kiedy można się spodziewać kontynuacji?

    1. Myślę, że Luka miał szansę przyzwyczaić się już do rożnych emocji, które współdzielił z Livajem. Może to dlatego zdaje się być tak opanowany? C: Śin jak na razie jest jedną wielką zagadką, ale również mam wrażenie, że ciężko wbić go w schematyczny czarny charakter. Luka nie lubi robotów i komputerów, ale ogólnie też jest raczej takim milczkiem, choć raczej reszta załogi to akceptuje.
      Kolejny rozdział w piątek, już aktualizuję panel obok. Dzięki za komentarz i do przeczytania, mam nadzieję, pod kolejnym rozdziałem. C:

  2. Uch, dalej mam ciary. I TYLE PYTAŃ D: wincyj!
    Tak ładnie mieszasz urocze momenty jak te szerokie Lukowe palca z tą ogólną niepokojącą atmosferą. Mnie się chyba stan Livaja udzielił. To jest dziwne. Zbyt dziwne. Coś tu stanowczo nie gra D:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s