POENA Rozdział IV

Deszcz głucho odbijał się od metalowego kadłuba Legulusa i grubymi strumieniami spływał na betonowe płyty lądowiska. Od przeszło miesiąca, odkąd wrócili na Helane, lało niemal bez przerwy.
Siedząc na rampie prowadzącej do środka statku, Eian rozłożyła obok skrzynkę z narzędziami i wyjęła z niej termos oraz konserwę. Otworzyła ją przy pomocy śrubokręta i zaraz spod sterty kluczy wyjęła mały widelec, którym przemieszała znajdujące się w środku warzywa w sosie pomidorowym. Kątem oka dostrzegła na sztućcu smugę smaru więc otarła go o podkoszulek i westchnęła głośno. Była zła.
Szare obłoki odbijające się w wielkich kałużach przyciągały jej spojrzenie, a szum deszczu nieco ją uspokajał i zanim reszta załogi nie zjawi się na statku, chciała przemyśleć, jak niby miała załatać kolejną dziurę w Legulusie, kiedy właśnie pozbawiono ją zamienników? Nie tylko ją zresztą, ale i pozostałych mechaników z dziesięciu oddziałów Zero, którzy zaopatrywali się w części w hangarze stojącym nieopodal, gdzie trzymano stare statki, które już dawno wyszły z użycia. Nagle jednak postanowiono poddać je recyklingowi. Zupełnie tak, jakby oni sami nie robili tego już od dawna, wiedząc, że na przydział nowych części do oddziału Zero mogli czekać miesiącami, a przecież ciągle musieli być w czynnej służbie, musieli ćwiczyć, latać poza Helane, pobierać próbki z bagien. W takich chwilach jak te, dochodziła do wniosku, że po prawdzie są zbędni w jednostce, skoro tak właśnie ich traktowano. Nie pamiętała już ile razy w ciągu tych dwóch dni, od kiedy z hangaru powyciągano wraki i przetransportowano do warsztatów na północy jednostki, wykłócała się z Veną, by ta w końcu zainterweniowała i choć Kapitan ponoć to robiła, ona nie zamierzała jej wierzyć póki nie zobaczy w końcu rezultatów tych interwencji.
Jedząc powoli, wpatrywała się pustym spojrzeniem w odległy o kilkaset metrów budynek koszar, który w deszczu i na tle szarego nieba majaczył się jedynie w oddali. Dopiero gdy skończyła i odkręciła termos by napić się z niego kawy, spomiędzy lejących się z nieba strug deszczu wyłoniła się postać, sprężystym krokiem zmierzająca w jej kierunku. Pomimo obszernego płaszcza i kaptura, pod którym się skrywała, po sposobie chodzenia i szczupłych łydkach wciśniętych w wysokie, wojskowe buty, Eian bez trudu rozpoznała w niej Venę i spochmurniała jeszcze mocniej. Jasne, że nie powinna mieszać życia prywatnego z zawodowym, ale kobieta tak bardzo ją irytowała tą swoją służbistością. Gdyby sama tylko mogła poszłaby do centrali i nawrzucała im wszystkim – tym durnym komputerom, które nie rozumiały, że faktyczne zapotrzebowanie na sprzęt w oddziale sięgało nieco dalej niż comiesięczny nowy zestaw olejów i wymiana uszczelek raz na rok. Nie miała pojęcia czy tylko Śmieciarzy traktowano w ten sposób, czy inne oddziały miały ten sam problem. Z drugiej strony, „ważniejsze” oddziały dostawały nowe statki, a on dziedziczyli niedobitki po ich służbie.
Po kilku minutach, z odgłosu deszczu bijącego o stal, udało jej się wyłapać delikatne stukanie metalowych fleków o beton i wtedy już porzuciła te bezsensowne rozmyślania i skupiła się na postaci Veny. Kiedy w końcu ta znalazła się pod Legulusem, po przebyciu kilkunastu kolejnych metrów weszła na rampę.
– Dalej się na mnie dąsasz? – zapytała, odrzucając do tyłu kaptur i podchodząc do niej blisko.
Eian łypnęła na nią złym wzrokiem i oblizała lekko wydatne wargi, postanawiając zignorować jej zaczepki.
– Daj spokój. Byłam właśnie w centrali i umówiłam się na spotkanie z dowódcą… – dodała Kapitan pochylając się do niej lekko.
Dziewczyna jednak odsunęła się szybko i wylała z kubka resztki kawy po czym zakręciła termos.
– Nie pasuje do ciebie ta obrażona mina – dodała Vena, jeszcze mocniej ją irytując.
– Może do twarzy mi będzie z rozwaloną czaszką, jak w końcu ten grat runie z nieba? – prychnęła, pakując wszystko do skrzynki.
Kapitan odetchnęła głośno, prostując się i przeczesując szczupłymi palcami czerwone włosy.
– Zachowujesz się jak nieznośne dziecko. Dobrze wiesz, że to nie leży w mojej gestii. I że tak po prawdzie jestem na łasce tych wyżej tak samo jak i ty, i reszta załogi.
Eian zacisnęła pięść na rączce skrzynki i uniosła się na nogi. Będąc wyżej, spojrzała na nią z wyrzutem.
– Na pewno wiedziałaś, że zamykają hangar. Mogłaś mi powiedzieć. Wiesz jaka leży na mnie odpowiedzialność. Jak spadniemy, to ja będę winna, bo ja odpowiadam za stan Legulusa. Jak mamy dzisiaj wylecieć nad ocean? Z rozstawionymi na pokładzie wiadrami pełnymi wody? – sapnęła i zmarszczyła mocniej brwi. – Tak bym coś zawinęła, nawet na pokład. Chociaż najpotrzebniejsze rzeczy – dodała i opuściła ręce po sobie.
Vena podeszłą bliżej i zatrzymała się przy niej, spoglądając na nią ciepło.
– Na pewno coś wymyślisz, mmm? Jesteś najlepsza – zapewniła, przygryzając lekko wargę i sięgając do jej grubego warkocza. Przełożyła go na drugie ramię dziewczyny i zawinęła lekko jego końcówkę wokół palca.
Eian zmarszczyła gęste brwi i uśmiechnęła się pod nosem na ten gest.
– Jasne – wzruszyła ramionami i spojrzała dłużej w jej oczy. – Rozbroję drzwi od kuchni, to może uda mi się załatać kilka dziur w podwoziu, a szczeliny postaram się zalutować. Niech Anton albo Luka mi pomoże dzisiaj. Nie wiem jak to się będzie trzymać, ale spróbujmy.
Vena uśmiechnęła się szerzej i pokiwała głową.
– Super. Jesteś dzielna – dodała i minęła ją, wchodząc dalej na pokład.
Stojąca na rampie dziewczyna obejrzała się za nią i potarła o siebie wargami. W końcu też sama ruszyła na górę, śledząc spokojnym wzrokiem sylwetkę Veny.
– Ej, Vena – rzuciła, idąc za nią i wsłuchując się w jej kroki odbijające się echem po korytarzu. – Wiesz może co z Śinem?
Idąca przodem kobieta zerknęła na nią krótko i wzruszyła ramionami.
– To nie jest już nasza sprawa. Nadal chyba przebywa w szpitalu na badaniach, albo przenieśli go do ośrodka. Po prostu skupmy się na naszej pracy, okej? – rzuciła tylko i dochodząc do drabinki na drugi poziom, wspięła się po niej zwinnie.
Domyślała się, że Śin będący pierwszym obcym znalezionym przez ich oddział, nadal intryguje ekipę, ale w skali Helane nie był on jedynym, którego przyjęto chociażby w tym kwartale. Dlatego też sama nie wnikała w to aż nadto, bo przecież mieli własne, bardziej pragmatyczne problemy niż losy rozbitka, który po badaniach na pewno zamieszka gdzieś w mieście i po prostu stanie się jednym z nich, jak większość obcych, którym zezwolono na pobyt. A jemu zapewne zezwolą, jeżeli Sola przestała istnieć, bądź nie nadaje się już do zamieszkania.
Kiedy weszła już na poziom, od razu zdjęła z siebie płaszcz i odłożyła go na jedną z gorących rur, a potem przeszła na mostek, gdzie Una właśnie odłączał przewody podpięte do ramienia.
– Dzień dobry, Una – rzuciła i jakoś odruchowo przesunęła dłońmi po jego jasnych włosach.
– Dzień dobry, pani Kapitan – westchnął android, zwijając wszystkie kable do skrytki pod panelami i uśmiechnął się do niej lekko.
– Jak nasz oddział?
– Nm, większość już wstała, więc możemy się ich spodziewać niedługo. Tylko Livaj, jak się domyślasz, zupełnie zignorował polecenia i nawet nie zalogował się w nocy z domu. Na radarze widać, że jest nadal w slumsach, więc ciężko mi powiedzieć coś więcej. Czujniki wskazują na to, że nadal śpi.
Vena odetchnęła ciężko i skinęła głową.
– Jasne – pokręciła głową. – Reszta chłopców i Hale nocowała w jednostce? – dopytała.
– Wyjątkowo tak.
– Dobrze, wyślij im wiadomość, że spotykamy się na strzelnicy. Rano dostaliśmy skierowanie na dodatkowe godziny, które mamy na niej wyrobić. Antonowi natomiast przekaż, by stawił się na Legulusie i pomógł Eian w łataniu. Livaja, jak już się łaskawie zjawi, skieruj do nas. Sam przyjdziesz z nim. Od dzisiaj androidy też mają stawiać się na ćwiczeniach – dodała i potarła się dłonią po jasnym policzku. – Hale i Luka mają chyba dzisiaj się stawić na psychotestach, ale z tego co widziałam dopiero w czwartej godzinie cyklu.
– Dokładnie.
– Doskonale. Wygeneruj mi jeszcze raport ze stanu statku na dzisiejszy ranek, a ja pójdę z Eian zobaczyć te szczeliny na górze – rzuciła i odwróciła się do czekającej na nią dziewczyny. – Idziemy?
Stojąca nieopodal Eian skinęła tylko głową i zaraz skierowała się na tył pokładu, gdzie na jednej ze ścian przymocowana była wąska drabinka. Wspięła się po niej i zaraz odblokowała mały właz, będący wyjściem pod dach statku. W rozległym szybie na jego podłodze znajdowała się większość kabli i rur, a także rozdzielnie tlenu i wody.
Będąc już na górze, Vena objęła wzrokiem cały dach i pokręciła głową.
– Nie wygląda to zbyt dobrze – oceniła, widząc kilka większych szczelin, przez które do pomieszczenia pogrążonego w mroku wdzierało się zarówno światło jak i deszczówka. – Te podstawione wiadra wyglądają komicznie – dodała jeszcze, spoglądając na nie i wsłuchując się w wodę wpadającą do nich niemal nieprzerwanymi strumieniami.
– Tak, tylko bez nich za kilka godzin mielibyśmy zalany mostek – zauważyła Eian, przechodząc między grubymi kablami, by ocenić zawartość wiader. Słysząc westchnienie Veny, obejrzała się na nią i wzruszyła ramionami.
– Dobra. Ostatnio wyszło kilka zarządzeń by częściej składać raporty o stanie sprzętu, więc może jak zalejemy ich falą wiadomości o jego krytycznym stanie, coś więcej ruszy. Wiesz, że nie tylko nasz Legulus się rozpada – powiedziała w końcu Vena, przyglądając się dziewczynie łagodnym spojrzeniem. – Hipokryzją będzie jeżeli to zignorują.
– Ta…
– Od lat już powtarzasz, że nasz statek to złom, a jednak udaje ci się go podtrzymywać przy życiu, więc po prostu rób to dalej. Jakoś to będzie, dobrze?
Eian skinęła głową i przygryzła wargę.
– Dobrze, Vena. Po prostu… mam tego dość? – rzuciła mechanik i opuściła po sobie ramiona.
– Wiem. Tylko, mam dziwne wrażenie, że jeżeli zaczniemy robić większe problemy, mogą nas po prostu wycofać ze służby. W końcu nie my jesteśmy od wydawania sprzętu i raczej ktoś mądrzejszy od nas wyliczył już na zaś, czego i kiedy powinniśmy potrzebować.
Eian wzruszyła ponownie ramionami i zaraz, pochylając się niżej, ruszyła do zejścia na drugi poziom.
– Jasne. Pójdę przygotuję sprzęt nim przyjdzie Anton. A ty możesz popodziwiać naszego staruszka – dodała, mijając ją i zerkając krótko na jej ciemne usta.
Kapitan dostrzegając to spojrzenie, uśmiechnęła się skromnie i skinęła głową.
– A, Eian…? – rzuciła za schodzącą w dół dziewczyną. Ta zatrzymała się na drabince, wychylając głowę przez właz.
– No…?
– Spotykamy się dzisiaj? Falco mówił, że na początku czwartego cyklu?
– Tak, o ile uda mi się do tej pory ogarnąć statek.
– U Brandona?
– Tak, tam gdzie zawsze – wzruszyła ramionami dziewczyna i uśmiechnęła się szczerze. – Musimy uczcić dzień Helane i schlać się do nieprzytomności – zażartowała i zaraz zeszła na dół.
W nieco lepszym humorze przeszła do zejścia na dół, lecz zatrzymała się i obejrzała na Unę.
– A ty, mały, idziesz dzisiaj z nami? – zapytała, zwracając na siebie jego uwagę.
Android przygryzł mocno wargę odwracając się ku niej.
– Do slumsów?
– No, nieprędko zdarzy się, że znowu będziemy mieli wolne całą dobę, więc możemy imprezować przez najbliższe dwa cykle, a kolejne dwa odsypiać – Eian pokiwała żywo głową.
– I jesteś pewna, że to w porządku? Później przez jeszcze następne dwa będziecie zdychać – rzucił żartobliwie, a dziewczyna machnęła tylko ręką.
– Aj, Una. Kiedy ostatnio byłeś z nami, mmm? Jesteśmy załogą, więc wpadnij – powiedziała i uśmiechnęła się zaczepnie. – Luka też będzie – dodała i roześmiała się głośno, widząc, jak android odwraca spojrzenie. Naprawdę w takich chwilach zachowywał się jak zwykły chłopak. Czy to nie było fascynujące? To, że był maszyną, maszyną, która czuła podobnie jak oni, która miała podobne odruchy. – Pogadacie i w ogóle. Wiesz, poza jednostką Luka bywa bardzo rozgadany. A jak trochę wypije, mmm… sam wiesz. Może…
– Eian. Proszę cię – westchnął chłopak i przekręcił się w fotelu, czując zażenowanie. – Pomyślę, okej? Może przyjdę – dodał ciszej i przesunął palcami po klawiaturze.
– Przyjdź koniecznie, bo jak nie to osobiście zapoznam Lukę z moim młodszym bratem. Ma prawie tak słodką buźkę jak ty… – zaśmiała się głośniej.
Una potrząsnął głową i podrapał się lekko po policzku.
– Ale ty lubisz mi dokuczać, co? – sapnął tylko i zacisnął mocniej dłoń leżącą na panelu.
– To z sympatii. Poza tym wiesz, Una… wyglądacie razem naprawdę słodko.
– Android i człowiek. Naprawdę super – rzucił pod nosem chłopak i zmarszczył mocniej brwi. – Czemu ja w ogóle z tobą o tym rozmawiam? Chyba zresztą wiesz, co myśli o tym Luka? Swoje szanse oceniam na dziewięć procent i to tylko dlatego, że ostatnio więcej do mnie mówi, bo pomagam mu z nowymi raportami.
Eian westchnęła głośno i spojrzała na niego dłużej.
– Luka nie jest taki – powiedziała w końcu. – Może i nie czuje tego samego, ale na pewno nie byłby dla ciebie ostry. Dobrze wiesz, że pomimo odstraszającej aparycji jest dobrym facetem.
– Pewnie – sapnął Una i przymknął na chwilę powieki. – Jest dobrym facetem – powtórzył jak echo i pokręcił głową.
Nie podważał tego wcale. Luka był dobry, z tym, że raczej nie widział w nim nikogo innego, niż androida z oddziału. O ile bardziej Una wolałby być zwykłym chłopakiem z bijącym mocno sercem, takim, który Lukę mógłby rzeczywiście zainteresować. Rzadko zdarzało się, by ludzie wiązali się z maszynami, a jeżeli już, to były to maszyny innego rodzaju niż on sam. A on? To było żenujące, ale na dobrą sprawę nie miał nawet odpowiedniego „osprzętowienia”, a jedyne co posiadał, to może tylko bardziej rozwinięte uczucia. Czy to by Luce wystarczyło, gdyby jakimś cudem polubił go bardziej? Una nie wiedział, ale gdyby tylko widział choć cień prawdopodobieństwa, że Luka nie odsunie się bardziej, może i spróbowałby z nim pomówić. A tak? Wolał chyba już milczeć niż narażać się na śmieszność i usłyszeć, że to, co czuje, nie jest prawdziwe. Że być może jest tylko kolejną aplikacją albo i błędem w jego systemie.
– Nie rób takiej miny, Una, bo się poryczę. Weź się w garść i nie bądź tchórzem – rzuciła Eian i zaraz zeszła w dół.
Android tylko się skrzywił i wrócił do pracy. Lubił Eian, ale wolał by w tej sprawie nie odzywała się za wiele. Jej było o wiele prościej. Będąc człowiekiem mogła być z kim tylko by chciała, z innym mężczyzną, albo jeszcze lepiej – z kobietą, bo związki osób o tej samej płci przynajmniej eliminują ryzyko zbyt dużego przyrostu naturalnego, jak mówiono oficjalnie. Było w tym coś prawdziwego, jednak ostatecznie nawet on wiedział, że to nie to sprawia, że ludzie się nie mnożą, a raczej brak warunków do normalnego życia. Niewiele razy był w slumsach, ale nawet te parokrotne wycieczki uświadamiały mu, że żadna zdrowo myśląca kobieta nie chciałaby być w ciąży w obecnych czasach, kiedy każda z nich musiała większość swojego czasu ciężko pracować. Nawet kobiety w pierwszych trymestrach ciąży pracowały jeszcze w kopalniach. Jak bardzo było to chore, kiedy tyle mówiono o szacunku do naturalnie urodzonych, a nie robiło się nic, by polepszyć jakość ich życia i pozwalając im umierać w nędzy?
Tylko czy tak po prawdzie, zastąpienie ludzi sterowalnymi Inkubatorami nie było wygodniejsze?

Piskliwy huk wystrzału rozległ się w powietrzu, zwracając na chwilę uwagę siedzących niedaleko Kapitanów. Zaraz jednak wrócili do rozmowy, tylko kątem oka śledząc postępowania żołnierzy. Na strzelnicy która przypadała oddziałom Zero no było zbyt wielu sprzętów, a broń jakiej używali czasami miała tendencję do zawodzenia, czy też rozładowywania się w zupełnie dowolnych momentach. Dlatego też, większość Śmieciarzy z trzech ćwiczących oddziałów, skupiała się na naprawię karabinów, a nie na samych ćwiczeniach. I kiedy w końcu udało im się jakiś naprawić i wystrzelić wiązkę lasera w kierunku majaczących się w deszczu tarcz, kolejne minuty poświęcali na ponowne analizy broni i jej naprawę.
Nikogo nie dziwiło, że w tym czasie, Kapitanowie zajmowali się raczej własnymi sprawami, pozostawiając im wolną rękę przy ćwiczeniach i tak naprawdę nawet się na nich nie skupiając. Nie zakładano również, że kiedykolwiek, którykolwiek z nich będzie miał jakąś większą sposobność używać broni w walce. Przecież Helane żyła w harmonii i pokoju, a jedyną okazją do walki mógłby być bunt. Bunt, który mógłby wybuchnąć z slumsach, lecz ostatecznie, skoro oni sami stamtąd pochodzili może to i lepiej, że nie umieli walczyć? O wiele lepiej byłoby, by sprawdzali się w treningach siłowych i w zasadzie w tym byli świetni. Nie w inwazjach i bijatykach.
Mimo tego, nawet sobie radzili, a stare laserówki opanowali na tyle, by umieć je uruchomić i wystrzelić ładunek w kierunku tarcz, w które trafiali i które stanowiły dowód o ich zdolności do służby. Nieco lepiej wyposażony model mieli jeszcze przy okazji podróży kosmicznych, więc wypadało, by umieli obchodzić się z bronią na tyle, by się nią chociaż nie skaleczyć. Być może też niektórym z nich taka kolei rzeczy nie odpowiadała, lecz ostatecznie czy nie mieli i tak więcej niż pozostali ludzie? To wystarczało by robili swoje.
Lekki nastrój jaki panował wśród nich na dobę przed rozpoczęcia Dnia Helane sprawiał, że nawet nie doszukiwali się sensu czy też bezsensu tego treningu i tylko odliczali godziny aż w końcu będą mogli zacząć świętować i bawić się. W ciągu roku były tylko cztery takie doby, podczas których całe cztery cykle należały tylko do nich i zwolnieni ze służby mogli spędzić je jak tylko im się podobało. Najczęściej więc wracali do slumsów, do domów, gdzie świętowanie miało większy wymiar niż to w mieście. Tutaj prócz parady nie działo się zbyt wiele, lecz poza miastem przez pierwszy z dziennych cyklów trwał jeden wielki festyn. Może nie mieli w nim zbyt wiele do zaoferowania czy pokazania, ale sama atmosfera i okazja do wypoczynku wystarczała.
– Słyszeliście, że ponoć od przyszłego miesiąca ma ruszyć budowa tej tamy? – rzucił luźno Graham i postukał palcami w blat metalowego stolika, przy którym siedział.
– Tamy? Chyba raczej muru. Czy tylko mi się wydaje bez sensu ogradzanie wszystkiego betonem? – podsunął Heil i zaśmiał się pod nosem obserwując spokojnym wzrokiem swoich podwładnych trenujących w pierwszym sektorze pod wiatą.
– Nie. Tym bardziej, że nie mam pojęcia przed czym mamy się grodzić? Przed wodą? – prychnęła Vena, ziewając i przesuwając palcem po brzegu metalowego kubka. – Nie oszukujmy się, nie zbudują tamy, która powstrzymałaby ewentualne tsunami.
– To jeszcze zależy. Ponoć jest to budowa na następne pięćdziesiąt lat. A wysoka ma być pewnie na sześćset czy siedemset metrów – zauważył pierwszy z mężczyzn i pociągnął głośno nosem. Zaraz potarł go palcami i odchylił się mocniej na oparcie.
– Patrzcie tylko, żeby nas do tego nie zagonili – sapnęła Vena upijając z kubka i spoglądając na Heila.
– Mają wziąć ludzi ze slumsów. Tak słyszałem – powiedział ten i założył za ucho pukiel brązowych włosów.
Vena wzruszyła ramionami i przeciągnęła się na krześle.
– Myślisz, że nie pójdą? – dopytał Graham, a ona pokręciła głową.
– Pojdą jak najbardziej. Może kilkudziesięciu umrze przy okazji, nie? – dodała z przekąsem.
– Może nawet więcej – burknął Heil i oblizał płaskie wargi. – Ja pierdzielę, ale leje. Dawno już nie było takich ulew, nie? Może i dobrze, że budują tamę. Gdyby miało nas zalać, będzie jak znalazł – powiedział i zaśmiał się rozbawiony.
– Nie tak dawno temu miało nas wyprażyć słońce – odbił piłeczkę Graham i spojrzał zniecierpliwiony na zegarek na prawej ręce. – No, jeszcze pół godziny, moi drodzy. Dzieciaki chyba nieźle się bawią, co? – rzucił i skinął w kierunku żołnierzy majstrujących przy karabinach.
– Chyba – zgodziła się kobieta i spojrzała na nich żywiej. – Ej, a nie wiecie co się dzieje w centrali? Od przeszło miesiąca czekam na nowego, ale nikogo nie przydzielili nam jeszcze. Zawsze to na drugi dzień dawali kogoś kolejnego.
– Ostatni Inkubator, który spadł, to chyba do oddziału siódmego, do Marka. Nie wiem… Z miesiąc temu? A ze slumsów nikogo już nie przyjęli od przeszło roku, to nie wiem. Źle ci? Ja nie znoszę tych świeżaków, szczególnie Inkubatorów.
– A dla mnie to całkiem przyjemne – podjął Heil, tupiąc pod stołem nogą. – Lubię patrzeć, jak z nadętych dupków stają się łagodnymi barankami – dodał, jakby sam nie był już Inkubatorem.
Vena skrzywiła się tylko i pokiwała głową. Nie zamierzała raczej wypowiadać się na ten temat, szczególnie, po dramatycznych przeżyciach z Maiorem, Inkubatorem, którego miała pod swoją opieką jeszcze przed Piegiem.
Instynktownie jakoś spojrzała w kierunku Hale, która zaciekle tłumaczyła coś Livajowi i Luce. Niby zawsze scenariusz wyglądał podobnie i oni też ginęli podobnie, zaślepieni swoją próżnością. I niemal nigdy nie zajmowało to dłużej niż miesiąc. Maior jednak był z nimi przeszło pół roku i wydawało się, że już nieco się ogarnął i dopasował. Nadal był aroganckim dupkiem, ale mimo wszystko dało się z nim żyć. A później po prostu odwaliło mu na jednej z podróży kosmicznych, kiedy na jednym z wraków rozszczelnił mu się skafander. I może mogliby go uratować, gdyby tylko im pozwolił się zbliżyć.
Może nie był kimś, kogo lubiło się za charakter, ale powoli wpisał się do ich składu i był jego częścią, dlatego chyba nadal myśląc o nim, czuła niesmak, a jego śmierć bardziej poruszyła ich wszystkich niż na przykład śmierć Piega.
– Ten nowy rozbitek wasz, Vena, to z Soli? Wiecie co tam się stało? – Graham wybił ją z rozmyślań i pochylił ku niej.
– Nam nie powiedział zbyt dużo, a i wiesz jak jest – westchnęła kobieta, zakładając za ucho włosy. – Jak jeszcze był z nami na Legulusie. mówił, że od dłuższego czasu już mieli problemy z klimatem czy coś? Choć nie wiem… Brzmi to trochę naiwnie, bo gdyby tak było raczej większej ilości mieszkańców udałoby się ewakuować? – podsunęła. – Może nie chciał gadać?
– Może ktoś ich napadł? – zasugerował Graham.
– Może. Tylko skoro tak, to raczej nam nie powiedzą, żeby nie wzbudzać paniki.
Heil sapnął głośno i pokiwał głową.
– To całkiem możliwe. Dobra. Idę trochę pomusztruję moje dzieciaczki – rzucił i uniósł się ciężko z miejsca. Brunatny mundur opinał ciasno jego szeroki tors. – A i chyba po paradzie widzimy się w slumsach?
Vena pokiwała głową.
– No tak. Tam gdzie zawsze – uśmiechnęła się lekko i ziewnęła podobnie, odprowadzając go wzrokiem. – Nie znoszę takiej pogody – westchnęła jeszcze do Grahama i podparła głowę na ręce. – Jak tam? Nikt się jeszcze nie skaleczył? Co to za ćwiczenia? Czyżby nasze „dzieciaczki” – rzuciła nosowym głosem naśladując Heila – nie przykładały się do treningu?
Siedzący obok Kapitan roześmiał się tylko i pokiwał głową.
– Kiedyś, pamiętam, to co raz ktoś sobie coś odstrzelił. Była krew i zaangażowanie, a teraz? Ech… – sapnął, a Vena spojrzała na niego rozbawiona.
– Jesteś chory – rzuciła tylko i zaraz również się uniosła. – Dobra idę i ja swoich skrzyczę. Zaraz koniec i wracamy – westchnęła i sprężystym krokiem ruszyła w kierunku drugiego sektora, gdzie znajdowało się miejsce jej załogi.
Mijając drewniane skrzynie, zakryte plandekami w końcu do nich doszła i objęła wzrokiem całe rozleniwione towarzystwo.
– Dobra. Co tu się dzieje? – dopytała wystudiowanym ostrzejszym tonem i spojrzała wymownie na Falca leżącego pod jedną ze skrzyń i drzemiącego lekko. Podeszła do niego i szturchnęła go nogą. – Wstawaj, Falco. Gdzie twoja tablica? – dopytała, prostując się i zakładając ramiona na piersi.
Mężczyzna drgnął i uniósł leniwie powiekę.
– Hale, gdzie moja tablica? – dopytał, a Zwiadowczyni przewróciła oczyma i zaraz wyjęła spod sterty foliowych płatów jedną z ciemnych tablic. W przeciwieństwie do Falca lubiła te ćwiczenia.
Vena zmierzyła ją wzrokiem i pokiwała głową, widząc wypalone dziury w kilku punktach.
– Falco, następnym razem strzelaj już sam. Nie wierzę, że trafiłeś we wszystkie punkty – na pierwszy rzut oka wiedziała, że raczej to Hale przestrzeliła większość z tablic. – Dobra. A Una? Gdzie jest Una? – dopytała zaciekawiona, rozglądając się po sektorze wydzielonym wysokimi, stalowymi filarami.
– Una ma oddzielny trening z androidami – rzucił Scut.
– Oddzielny? Kto tak zarządził? – dopytała Kapitan marszcząc brwi mocniej.
– Nie wiem. Cała trójka jest tam – rzucił Livaj, wskazując jej odległy czwarty sektor strzelnicy.
– Powiedzieliście mu coś przykrego? – zapytała i od razu spojrzała na Lukę. Mężczyzna sapnął i wzruszył ramionami.
– Nawet się do niego nie odzywałem – powiedział, nie mając pojęcia, czemu to na niego zawsze pierwsze padały oskarżenia i jakiekolwiek pytania jeżeli chodziło o Androida.
Livaj roześmiał się i szturchnął lekko brata.
– Myślałem, że już dawno ustaliliśmy, co jest z Uną nie tak – powiedział. opuszczając nisko karabin i podchodząc do Veny. – Po prostu chyba wolał z nami nie ćwiczyć. Zawsze zresztą woli robić rzeczy sam niż z nami – dodał, wzruszając ramionami.
Kapitan westchnęła głośno i skinęła głową. Tak było. Każdy traktował Unę jak równego, ale nie wiedzieć czemu, jeżeli chłopak miał wybór, zawsze się od nich odsuwał. W większości oddziałów było odwrotnie, to ludzie dystansowali się do Androidów.
– Dobra. Pogadam z nim. Wracajcie do ćwiczeń. Falco. Jeszcze dwadzieścia minut i wracamy. Wysil się trochę – poleciła i oparła się o skrzynię, przy której leżał mężczyzna. – Chcę popatrzeć jak strzelacie. No już – dodała, lecz zerknęła w stronę czwartego sektora.
Una był jednym z nich i szalenie go uwielbiała. Jednak było coś przygnębiającego i niepokojącego w widoku trzech, drobnych postaci, które niemal nieruchomo stały w szeregu i po prostu strzelały przed siebie, nie wymieniając ze sobą ani słowa.

Reklamy

14 thoughts on “POENA Rozdział IV

  1. Na Twojego bloga trafiłem zupełnie przez przypadek i powoli rozpracowuję opowiadania. Bardzo lubię Twój styl i postacie, które tworzysz. Są takie bardzo naturalne i niewymuszone.
    „Poena” od razu przypadło mi do gustu. Doceniam umiejętność tworzenia całkowicie nowego, odmiennego świata.
    Una, och, Una tak bardzo mnie rozczula, że im więcej jest go w rozdziale tym szybciej czytam, chcąc poznać jego historię, zrozumieć to jak czuje się… maszyna. Mam nadzieję, że jednak się nie podda.Trzymam za niego kciuki, w końcu „Luka to dobry facet” :). Z jednej strony doskonale rozumiem to jak się czuje, a z drugiej ciężko mi przyswoić, że Android może coś czuć, czuć coś romantycznego(?).
    Śin spędza mi sen z powiek, tak samo jak zafiksowanie Livaja na jego punkcie. Och, tak bardzo chciałbym już wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi! Czuję się taki… zaplątany w tej historii.
    Vena w moim odczuciu jest cudownie sympatyczną i ciepłą osobą. Na początku czytając, że to Inkubator, podchodziłem do jej postaci z dystansem. Jednak po tych drobnych gestach kierowanych w stronę Uny i zamartwianiem się o jego samopoczucie podbiła moje serce. Cudowna kobieta :D No i twarda babka, w końcu to Pani Kapitan.
    Lubię mocne, stanowcze i dominujące kobiece postacie w opowiadaniach, dlatego też sympatyzuję z Eian. Konserwa otwarta śrubokrętem, widelec umazany smarem i… ten długi warkocz. Lepiej być nie może :).
    Nie będę wychwalał każdej postaci z osobna, choć mógłbym :P.
    W każdym razie opowiadanie jest wspaniałe i absolutnie trafia w mój gust.
    Życzę Ci dużo weny i pozdrawiam serdecznie :).

    1. Witam serdecznie na blogu! C:
      Dziękuję, dziękuję. Mam nadzieję, że stare opowiadania Cię nie zniechęcą, albo nie nabawią jakiejś traumy. c:
      Widzę, że Una stał się ulubieńcem, ale to dobrze, jemu potrzeba dużo miłości, pomimo, a może właśnie dlatego, że jest Androidem i pewnie według większości ludzi w okół siebie, zupełnie nie potrzebuje, żadnych takich rzeczy.
      Bardzo się cieszę, że polubiłeś także panie. Szczerze mówiąc, trochę obawiałam się, że pójście w tę stronę, gdzie Kapitanem jest kobieta, mechanikiem też kobieta będzie zalatywało nieco banałem i rażącymi stereotypami. No ale chyba nie wyszło tak źle, a ostatecznie Poena ma się raczej skupiać na wydarzeniach.
      Dzięki za dobre słowa i również pozdrawiam. Aktualnie staram się skleić kolejny rozdział więc mam nadzieję, że na dniach jakoś uda mi się go opublikować. A! I liczę, że wciągnie Cię jeszcze głębiej w świat Helane! c:

  2. Od czego tu zacząć… może od tego, że jestem zachwycona opowiadaniem :) Czytam komiks online Starfighter i tak mnie naszło na coś w podobnych klimatach, a Poema spisała się w tej roli znakomicie. Tworzysz niesamowity klimat sci-fi. Uwielbiam Twoje opisy i przedstawienie świata jakby mimochodem, a jednocześnie jakby był jednym z bohaterów opowiadania (powieści?). Te wszystkie niuanse życia i pracy oddziału Śmieciarzy; podział na lepszych i gorszych ludzi; interesujące miejsca, które nie tylko tworzą tło, ale wręcz żyją – to wszystko tworzy przemyślany i wiarygodny obraz świata Poemy. Ale już mega brawa należą Ci się za bogate słownictwo z gatunku sci-fi, zwłaszcza techniczne, dotyczące maszyn i inszych technologii.
    Nie ukrywam, że bardzo podoba mi się Twój styl, plastyczny i sugestywny, łatwo zobaczyć to, o czym piszesz. Może czasem zdarzają się powtórzenia i drobne błędy typu literówki, ale nie przeszkadzało mi to jakoś szczególnie. Może po prostu tak mnie wciągnęło, że nie przywiązywałam do tego uwagi ;)

    Co do bohaterów – początkowo byłam przekonana, że Luka będzie głównym bohaterem, ale już po chwili zweryfikowałaś moje przekonania i bardzo mnie to cieszy, bo lubię narrację wieloosobową, jest o wiele ciekawsza. Zwłaszcza, że tworzysz interesujące przemyślenia postaci, które odkrywają ich charaktery, a jednocześnie pokazują wzajemne relacje i toczącą się fabułę z różnych perspektyw. Nic nie nudzi, nie dłuży się, wszystko dzieje się we właściwym tempie, dialogi są naturalne i wciągające. Jestem pod wielkim wrażeniem!
    Sam Luka jak na razie jest moim faworytem, jego spokój i milcząca natura, a na dodatek bolesna przeszłość trafia w me gusta <3 Ale najbardziej urzekło mnie określenie Luki jako skały, wewnątrz której szaleje sztorm. Cudne!
    Livaj, Una, Vena, Etia też zostali bardzo fajnie nakreśleni, zwłaszcza Livaj, który jest przeciwieństwem swojego brata, a do tego ma zadziorny charakterek. Niestety brakuje mi mocniejszego zarysu pozostałych członków załogi, choćby Antona i Falco, w sumie to nie wiem nawet jak wyglądają… Więcej o nich poproszę ;) Ogólnie świetnie przedstawiasz postaci, człowiek od razu angażuje się w ich losy, chce ich poznać lepiej i z zainteresowaniem śledzi ich poczynania.

    Na deser fabuła. Przede wszystkim ogromny plus za to, że jest i to tak intrygująca. Podoba mi się strasznie, że nie skupiasz się na romansach, tylko snujesz historię o tajemniczym ocalałym z wraku, o którym śnił Livaj, a który zapewne jeszcze namiesza, a przynajmniej taką mam nadzieję. To tworzy nieco niepokojący klimat. Jestem niesamowicie ciekawa, co z tego wyniknie.
    Pozdrawiam i weny życzę ^_^
    Leśny Ptak

    1. Jeeeej QwQ Witam na blogu!
      Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczą te słowa. Tak po prawdzie Poena jest pierwszym z opowiadań przy którym mam okazję pomajstrować więcej z opisami. Czasami, mam wrażenie, różnie mi to wychodzi, ale człowiek cały czas się uczy. Podobnie mam ze wszystkim. Nawet z tymi bohaterami, choć w poprzednich opach bardzo się na nich skupiałam, to tutaj to wszystko jest takie nowe. I jeżeli mi się udaje, to znaczy, że jestem na dobrej drodze. Bardzo chciałam by każdy z nich był bardzo rozwiniętą postacią z własnym życiem, ale teraz wiem, że to bardzo wydłużyłoby mi fabułę i nim ta doszłaby do głównych wydarzeń to dużo by minęło. Obawiam się trochę, że to nie jest wskazane przy opowiadaniach blogowych dlatego tez staram się to jakoś inaczej pogodzić. C:
      Naprawdę wiele radości mi sprawiłaś tym komentarzem i podniosłaś mnie na duchu. Całkiem sporo czasu spędzam w internecie, żeby chociażby ogarnąć słownictwo czy też zweryfikować jakieś własne spostrzeżenia.
      Nie wiesz jak się cieszę, że napisałaś własnie o tej fabule. Że nie skupia się jedynie na romansie. Takie opowiadania lubię i czytuję, ale mam wrażenie, że w pewien sposób, ujmują takim związkom? Znaczy, fajnie jest chyba czytać o nich w różnych okolicznościach, nie tylko tych okołołóżkowych. 8D Łatwo też wpaść w schemat, zanudzić siebie i zablokować, przez co później bardzo ciężko jest sięgnąć Autorowi po inny gatunek. Nie znaczy to oczywiście, że nie ma dobrych stricte romansów. C:

      Bardzo dziękuje za komentarz i mam nadzieję, że wytrwasz do końca Poeny i koniecznie dasz znać co myślisz. Może też pod innymi opowiadaniami o ile się na nie skusisz? Niektóre straszą, ale jak na pewno wiesz, są takie etapy w całej twórczości, przez które Autor przejść musi. :)
      Pozdrawiam ciepło i również życzę weny! C:

      1. Cieszę się, że moim komentarzem mogłam Cię podnieść na duchu :) Jak dla mnie, możesz wydłużać ile chcesz, bo świetnie się czyta o każdej postaci, albo pomyśl o ebooku, a najlepiej o wydaniu na papierze, bo naprawdę widzę tu talent.
        A co do stricte romansów, to osobiście mam przesyt, bo zwykle mnie nudzą na dłuższą metę i szukam czegoś z fabułą (co nie jest wcale takie łatwe he), a jeszcze w klimatach fantasy czy sci-fi, to już szczyt moich marzeń, także Poena to taka perełka. Idź tą drogą! ;D
        A co do innych opowiadań też zerknę, może coś mi wpadnie w oko, choć mam jakiś awers do obyczajowych romansów i nie wiem, czy nie wymięknę na starcie, co nie znaczy że opowiadania są złe ;) A jeśli chodzi i etapy, to ja wiecznie przechodzę etap wyparcia „nie, nie wierzę, że to napisałam, masakra, co to w ogóle ma być?%#@*” ;D Ale jak wspomniałaś, człowiek uczy się całe życie ;) Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział i w ogóle polecam serial The Expanse, w twoich klimatach

        1. Ach i zapomniałam napisać, że podziwiam i zazdroszczę płodności pisarskiej. Sama ostatnio pisałam rozdział przez pół roku, więc tym bardziej respect ;)

        2. xDD Na pewno domyślasz się jak to jest z wydawaniem rzeczy na papierze. Zresztą mam już za sobą dwa starty w konkursach do TCD i Kotori, i choć się udało, nie powiem, że chciałabym to powtarzać. Wysłanie czegoś do większego wydawnictwa póki co mnie przeraża, także nie więęęę… pozostaje wydawanie na własną rękę i choć udało mi się to zeszłej jesieni na razie chyba nie mam czasu na kolejne takie szaleństwo. xDDD
          Mam tak samo. Nie powiem, można poczytać bardzo czasami, ale no, jednak bardzo pragnie się czegoś z fabułą wykraczającą poza brzegi łóżka. 8D
          Ja ze swojego bloga polecę tylko Synów Rosemary, bo je jeszcze jakoś znoszę. Odradzam TWA, chyba, że lubisz się katować 8DDD Z krótszych rzeczy Święto Przodków jeszcze ujdzie. :D
          Ja staram się nie myśleć o tym co napisałam, a już na pewno nie rozkładać tego na jakieś części czy cokolwiek bo jestem wtedy mega zażenowana. Hehe…
          Ostatnio nie mam czego oglądać do obiadów, więc pewnie zobaczę czo to za serial. No i przepraszam za brak rozdziału w ubiegły piątek, skoro czekałaś. Tak to właśnie jest z tą moją płodnością i ogarnięciem życia. Czasami mnie po prostu wszystko przytłacza i się nie wyrabiam. Ech.
          No i wybacz że odpisuję tak szybko… Jestę geniuszę. 8D

  3. Uwielbiam kazde twoje opowiadanie. Jestes jedna z dwoch osob, ktore prowadza bloga, i okorych nigdy nie zapominam. ;w;
    Una zdobyl moje serce i trzymam za niego kciuki. Zas tobie zycze weny~

  4. Lubię Twój styl pisania i każdy rozdział jest naprawdę wciągający tylko jakoś nie mogę wyłapać głównego wątku, zastanawiam się czy masz jakiś w głowie czy to raczej spontanicznie wychodzi? A może to ja jakaś nieprzytomna ostatnio jestem 😀Jestem coraz bardziej ciekawa postaci Uny, nie może się chłopak odnaleźć chyba bo z jednej strony chciałby należeć do zespołu a z drugiej tak marnie ocenia swoje szanse na to że chyba specjalnie się odsuwa żeby uniknąć zranienia. Mam nadzieję że Vena go trochę przekona albo ustawi ☺bo liczę na to że zjawi się na wspólnym świętowaniu. I wychodzi na to że mieszkańcy Helane są po prostu biseksualni ☺Może to podwyższy szanse Uny u Luki do jakichś 10 % 😆 Będzie jeszcze coś o Sinie? Chciałabym już poznać całe to opowiadanie :) No ale uzbrajam się w cierpliwość i czekam z niecierpliwością :) Dużo weny Ci życzę i dziękuję bardzo za kolejną dawkę kosmicznej opowieści ☺

    1. Z Poeną sytuacja wygląda tak, że mam w głowie główny wątek, i ten nieśmiało pojawia się w niektórych momentach lecz uch, chciałam najpierw nakreślić nieco bardziej bohaterów, ich relacje, świat etc. To tak się dłuży, kiedy rozdziały wychodzą mi po 7-8 stron. Wcześniej, kiedy zakładałam, że uda mi się pisać dłuższe rozdziały to jakoś o, wydawało mi się, że szybciej dojdziemy do głównych wydarzeń. Teraz okazuje się to nie aż tak proste. I o. Staram się to wszystko jakoś pogodzić, więc to nie jest tak, że jesteś nieprzytomna. c: W pewnym momencie rozkiminiania Poeny doszłam do wniosku, że to bardziej materiał na dłuży tekst niż na opo wypuszczane w odcinkach. Hyhyhy….8D Chyba powinnam mniej myśleć, więcej pisać. Poenie wyszłoby to na lepsze. xDDD
      xDDDD Biedny Una. Te 10% procent brzmi tak smutno, no ale „jakie życie, taki lajf”. Liczę, że pod górą mięśni u Luki tak naprawdę znajduje się czułe serce, które w odpowiednim czasie ukoi smutki Uny. QuQ Z założenia właśńie wyszłam, że Helanie są nie są może ogólnie biseksualni, ale nie mają porblemów z innymi orientacjami. Albo odpowiedniejsze będzie raczej to, że akurat seksualność ludzi w ich świecie nie ma jakiegoś większego znaczenia, a już na pewno nie wzbudza większych sensacji czy dyskusji. QwQ N
      Śin, Śin, Śin…. >D NIC NIE ZDRADZAM, CIIIIII. xDDDD
      Dzięki bardzo za komentarz i powiem, że czuję się po nim pchnięta do pracy. C:
      Pozdrawiam gorąco! <3

      1. Cieszę się bo to opowiadanie naprawdę jest super ☺Dałaś mi trochę nadziei na szczęście dla Uny, moje serce odetchnęło ☺No a Sin…, chyba jeszcze będzie skoro nic nie chcesz zdradzić 😆 to bardzo dobrze, trochę niepewności też się przyda ☺ Czekam z niecierpliwością na dalsze wydarzenia, ten świat mnie pochłania za każdym razem gdy pojawia się nowy rozdział 😀Ściskam i do poczytania :)

    1. Witam ciepło na blogu. c:
      Myślę, że jeszcze wiele może się zdarzyć do końca tej historii, więc niech się Una tak ostatecznie nie poddaje. c:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s