Tajemnice sufitów – Fanfik od Juna <3

Przekartkował książkę raz. Zaraz potem kolejny, a później zrobił to jeszcze od tyłu. Kiedy zdał sobie sprawę, że zwraca na siebie uwagę, odłożył podręcznik i wyprostował się na krześle. Odwrócił się do okna i podparłszy brodę na wierzchu dłoni, uśmiechnął się gorzko.
Nie wątpił, że gdyby ktokolwiek poza nim zaczął tak przeglądać książkę, nie przyciągnąłby uwagi. W przypadku innych mógł być to zwykły wyraz nudy, może zamyślenia? Z nim było inaczej. Wszystko co robił, dawało pretekst. Gdy się odzywał – to było dziwne, gdy milczał, jak miał w zwyczaju – czy nie tak właśnie zachowywali się chorzy?
Una oblizał usta, dochodząc do wniosku, że właściwie nadal mógłby ten podręcznik kartkować, bo ciągle i tak czuł na plecach „subtelne” spojrzenia, na których punkcie był tak bardzo wyczulony. W tej chwili każdy ruch jego dłoni, każde przekrzywienie głowy było dowodem na jego odmienność.
A tak naprawdę po prostu się nudził. Tak. Nawet on potrafił nudzić się tą powszechną nudą właściwą dla ludzi zdrowych.
Ich fizyczka się spóźniała, a to wcale do niej nie pasowało.
Większość uczniów korzystała jednak z tego dodatkowego czasu, kontynuując rozmowy, przechadzając się między ławkami, śmiejąc się. Takie zwykłe rzeczy. Una irytował się za każdym razem, kiedy zdawał sobie sprawę z jaką uwagą śledzi ich zachowania, jak ich analizuje. Czy poniekąd to on sam nie tworzył między nimi muru? – ciągle się nad tym zastanawiał. Jednocześnie dochodził też do gorzkiej refleksji, że poniekąd został do tego zmuszonym.
Ludzie, zwykli ludzie też mieli tendencję do obserwowania swojego środowiska. Nie tylko on. A jednak w jego przypadku postrzegano to inaczej. Wszystko w jego przypadku postrzegano inaczej.
Na krótką chwilę, kiedy drzwi otworzyły się zamaszyście, klasa zamarła, ale wróciła do swojego poprzedniego rytmu już w kolejnej sekundzie. Rozweselona i zziajana Eian zajęła miejsce przy nim. Uśmiechnął się delikatnie, widząc jej policzki i nos zarumienione od mrozu.
– Woźny cię nie pogonił? – zapytał spokojnie, zerkając znacząco na jej buty, a potem na śnieg jaki naniosła do sali.
Dziewczyna powiodła za wzrokiem przyjaciela i roześmiała się, odkręcając z szyi długi szalik. Zdawał się ciepły.
– Tak śmignęłam, że chyba mnie nawet nie zauważył – oświadczyła wyjątkowo z siebie zadowolona.
Una przekrzywił głowę w zamyśleniu, udając, że nie widzi tych kilku par oczy, przyglądających im się uważnie. Eian albo naprawdę ich nie zauważała, albo też nie zaprzątała sobie nimi myśli.
– Myślałem, że cię nie będzie – podjął chłopak, zakładając za ucho pasmo jasnych włosów.
Eian żywo pokiwała głową.
– No. Zaspałam na dwie pierwsze lekcje, a potem uznałam, że już się nie opłaca – wyjaśniła rzeczowo. – Grałam trochę, ale nagle myślę: „kurna, przecież dziś czwartek”.
Una pokiwał głową, jakby rozumiał, ale chyba dziewczyna wyczuła, że nie wszystkie fakty jeszcze połączył. Przewróciła oczami w wyrazie dezaprobaty.
– Czwartek. Fizyka na ostatniej godzinie. Fizyka z Veną – podkreśliła, a Una uśmiechnął się nieco pobłażliwie.
On też uważał Venę za świetną nauczycielkę, ale wiedział, że Eian patrzyła na nią inaczej. Była nią zafascynowana na swój, bardzo eianowy sposób. Unie wydawał się słodki i ujmujący, i o dziwo naprawdę pasował do jej żywiołowej osobowości.
Nie mógł powiedzieć, że nie darzył Eian sympatią. Była mu bliska. Właściwie z niewieloma osobami miał jakikolwiek kontakt. To dzięki niej poznał kilku uczniów, którzy albo nie mieli wobec niego wielu uprzedzeń, albo dobrze wychodziło im ukrywanie ich. Jednocześnie ciągle zachowywał wobec dziewczyny dystans.
Wiedział, jak inni to postrzegają. Dla nich był to kolejny dowód jego choroby, jego odmienności.
On jednak miał ku temu swoje pobudki i tłumaczył je inaczej.
Po wyjściu stamtąd został posłany do tej szkoły. Do drugiej klasy w tym niewielkim liceum na profil matematyczno-fizyczny, zgodnie ze swoim życzeniem. Ludzie byli wobec niego naturalni. Niektórych charakteryzowała zwykła ciekawość, dlatego wypytywali go o różne trywialne rzeczy, jak poprzednia szkoła czy powód, dla którego się przeniósł, inni zaakceptowali jego obecność ot, tak.
Nikt z nich nie wiedział, jak długo przygotowywał się do tego dnia. Do dnia powrotu. Pierwsze chwile w szkole umocniły jego przeświadczenie, że warto było włożyć w to tak wiele wysiłku.
Nie cieszył się tą świadomością długo. Plotki są niesamowite. Plotki mają niemożliwą siłę przebicia i nie znają dystansu. Do szkoły dotarły zaledwie cztery dni po nim, ale bezsprzecznie wygrały w tym starciu.
Może to dziwne, ale Una od razu zrozumiał, co się stało. Tamtego dnia rzucił zwykłe „cześć” osobom ze swojej klasy stojącym na korytarzu, a ich spojrzenia i zawahanie powiedziały mu wszystko. Wiedzieli.
Swoją wiedzę Eian okazała inaczej. Po raz pierwszy do niego zagadała, usiadła z nim w ławce i non stop o czymś mówiła. Od tamtej chwili zawsze z nim była, jak ktoś na kształt opiekuna. Niemal każdy się od niego odwrócił, a ona otoczyła go troską, w jakiś sposób zagarnęła pod swoje skrzydła, więc czy nie powinien w związku z tym czuć wdzięczności? Być może, ale nie czuł jej wcale.
Ona też się zmieniła. Zmieniła się w stosunku do niego z dnia na dzień, usłyszawszy prawdę. Już nie patrzyła na niego jako na tego nowego, jak na zwykłego Unę. Teraz był: „wiecie, tym chłopakiem z mat-fiza, tym, co ma coś z głową. No, tym co rok czy więcej był w psychiatryku. Chyba chciał się zabić…? Miał depresję. Tak, tak, tym nie za wysokim. On podobno już jako dzieciak odwalał. Miał autyzm czy coś”.
Tym był.
Una przesunął wzrokiem po szarawym suficie, podczas gdy Eian o czymś do niego mówiła. Wiedział, że nie słuchając, odpływając myślami gdzieś daleko, daje kolejne preteksty do odtrącania go, do traktowania jako kogoś odmiennego, niespełna rozumu. Może tak było właściwie? Skoro jemu wydawało się, że jest zdrów, że w rzeczywistości jest taki jak inni, czy nie było to najlepszym dowodem na to, że jednak taki nie był? Tak się chyba mówiło.
Lekko przesunął językiem po drobnych zębach i spojrzał na siedzącego w ostatniej ławce Lukę. To Eian go z nim zapoznała. Już pierwszego dnia w szkole zwrócił na niego uwagę, ale nie było w tym nic dziwnego. Ten facet był ogromny i wcale nie wyglądał na ich rówieśnika. A do tego tak zwyczajnie go zlał. I potem, kiedy Eian przedstawiała mu go już oficjalnie jako tego „chorego Unę”, on zlał go znowu.
Nie tak jak inni. On tak prawdziwie go olał. Zupełnie go nie obszedł, jakby do kompletu z Eian był tylko drugim, małym robaczkiem.
Luka nie mógł wiedzieć, jak wielką radość mu tym sprawił. Po raz pierwszy ktoś patrzył na niego tak samo przed i po dowiedzeniu się prawdy. Choć może raczej nie patrzył? To nie było ważne.
Od niepamiętnych czasów Una nie był szczęśliwszy.
Gdy Luka podniósł na niego wzrok, poczuł w brzuchu coś dziwnego. Objaw choroby czy normalności?
Przez chwilę tylko mierzyli się spojrzeniami. Znali się już lepiej. Można powiedzieć, że on, Eian, Luka wraz ze swoim bratem i jego chłopakiem stanowili coś na kształt paczki znajomych. Nie ośmieliłby się użyć słowa „przyjaciół”. Prawie zawsze razem wracali do domów.
Drzwi do sali otworzyły się ponownie – tym razem w sposób bardziej wyważony. Una oderwał wzrok od chłopaka i wyprostował się na swoim miejscu. Czuł jednocześnie ulgę i żal, ciepło i smutek. Czy tak czuliby wszyscy? Czy tak czuliby normalni ludzie?
Odetchnął drżąco, słuchając przeprosin Veny i otworzył zeszyt. Zaczęła się fizyka.

– A może jednak z wami pójdę? – zastanawiała się Eian, stojąc pod bramą szkoły.
Mieszkała najdalej i zawsze odprowadzała Unę pod samą furtkę. Tłumaczyła się, że to po drodze, ale prawda była taka, że mogła skręcić dużo wcześniej, a idąc przez osiedle małych, jednorodzinnych domków, nadrabiała jakieś pół kilometra.
Una zmarszczył brwi i potrząsnął głową. Bąbel na jego ciepłej czapce też przybrał nagle groźny wyraz.
– Jejku, nie zamierzam rzucić się pod najbliższy autobus – powiedział otwarcie, a Livaj wybuchnął niekontrolowanym śmiechem.
Iris szturchnął go w bok ani dyskretnie, ani delikatnie, bo Livaj mimo puchowej kurtki stanowiącej lepsze czy gorsze zabezpieczenie przed mrozem aż się wygiął i zaklął cicho. Eian posłała Unie nieco urażone spojrzenie, ale widząc jego zawziętą minę pokiwała głową i poprawiła na ramionach plecak.
– Ale to tylko dzisiaj – wytłumaczyła się, co jeszcze bardziej zirytowało Unę. Nigdy nie prosił jej o to, by zawsze odstawiała go do domu. – Obiecałam pomóc Hale z matmą. Tylko dzisiaj, okej?
– Jasne – odparł chłodno Una, jednak widząc jej przepraszające spojrzenie, przywołał na twarz wymuszony uśmiech i pokiwał głową. – Serio. To nic. Chłopaki idą w tę samą stronę – dodał z niejakim zażenowaniem, ale Eian zdawała się usatysfakcjonowana.
– To do zobaczenia jutro – rzuciła z uśmiechem, chociaż w stronę Hale ruszyła z niejakim ociągnięciem.
– Na razie! – krzyknął za nią Livaj, zagłuszając tym samym pożegnanie Irisa i pomachał jej żywiołowo.
Una skinął głową z przyklejonym do twarzy uśmiechem, a Luka po prostu stał przy nich z dłońmi wciśniętymi w kieszenie kurtki.
Nigdy nie odzywał się za dużo i kiedy wracali do domów całą piątką, to Livaj i Eian ciągle rozmawiali. Czasami co nieco dopowiadał Iris, a Una odzywał się głównie wtedy, kiedy dziewczyna to na nim wymuszała.
– My idziemy do Irisa – odezwał się Livaj, jak tylko ruszyli sprzed bramy szkoły.
Una zerknął na nich z zaciekawieniem i skinął głową. Częściej to Iris szedł do Livaja niż odwrotnie. Chłopak od razu spostrzegł jego wzrok i uśmiechnął się szeroko.
– Nooo, Iriska rodziców wyjątkowo nie ma, musimy korzystać – oznajmił, wykonując przy tym taki gest, że buzia Uny momentalnie pokryła się wyraźnym rumieńcem.
Zdenerwował się na siebie za to. Znał już te livajowe zagrywki, ale i tak niemal zawsze reagował na nie zawstydzeniem i wypiekami. Z ust chłopaka zniknął uśmiech, kiedy Iris znowu dźgnął go w bok, też nieco tym zachowaniem zażenowany. Z drugiej strony, nawet teraz Una dostrzegał jak ciemne oczy Irisa błyszczą wyraźnie, gdy był tak blisko Livaja.
– W sumie Luka cię może odprowadzić zamiast mamusi Eian – zagadnął chłopak w zastanowieniu, a Una zmierzył go złym spojrzeniem. – Hej no, jak się jednak postanowisz rzucić pod ten autobus, to myślisz, że na kogo będzie? Na mnie! Eian zawsze mnie się czepia – poskarżył się.
– Livaj, głupku – zganił go Iris raczej dla zasady.
Una westchnął w duchu i potrząsnął głową. Trochę dziwnie się czuł, kiedy Livaj wyrażał się o tym tak lekko. Z jednej strony bardzo lubił to, że chłopak podchodził do tematu tak lekceważąco i ze śmiechem, ale bywały dni, że on sam nie mógł się na to zdobyć. Dzisiaj chyba wypadł jakiś wypośrodkowany dzień, bo ani go to nie rozbawiło, ani też nie zrobiło na nim większego wrażenia.
– Przez wzgląd na ciebie tego nie zrobię – obiecał głosem bez wyrazu, a Livaj ze śmiechem sięgnął do bąbla na jego czapce i poklepał go po nim.
– Dobry Unuś.
Iris posłał chłopakowi przepraszające spojrzenie, ale ten nie zwrócił na nie uwagi.
– To w takim razie skręcamy. Do jutra. I ten, Luka, weź nie zeżryj mi całego makaronu. Na kolację wracam – podkreślił Livaj i nie czekając na odpowiedź brata, pociągnął Irisa w stronę bloków.
Jakiś czas szli z Luką w milczeniu dość nieśpiesznie. Una mimowolnie zastanawiał się czy gdyby przystanął, Luka zauważyłby to i także by się zatrzymał. Zawsze z nimi wracał, ale Unie wydawało się, że chłopak jest jakoś odseparowany, że tak naprawdę nie jest z nimi, tylko gdzieś obok, że po prostu zmierzają w tym samym kierunku, nic poza tym.
Czy to nie było troszkę niesprawiedliwe?
Luka był milczący i dużo bardziej cichy niż on. Zupełnie nie dało się odgadnąć, co siedziało mu w głowie, ale to nie o nim inni szeptali, to nie jego wytykali palcami, choć przecież też różnił się tak bardzo.
Una przygryzł wargę i zatrzymał się. Na ułamek sekundy serce zamarło mu w piersi.
– O co chodzi? – zapytał Luka, nie zrobiwszy nawet jednego kroku. Powoli się do niego odwrócił i posłał mu neutralne, pytające spojrzenie.
Una przyglądał się przez chwile jego twarzy. Niespecjalnie byli do siebie z Livajem podobni. Luka wyglądał dużo poważniej i tak też się zachowywał, poza tym był sporo większy. Czasami trochę kojarzył się Unie z drzewem. Był taki wielki i niewzruszony, różne rzeczy działy się na jego oczach, a on nie zważał na nie, żyjąc swoim spokojnym, stałym rytmem.
– Zastanawiałem się czy się zatrzymasz – przyznał szczerze Una i pokonał dzielącą ich odległość. – Możemy iść dalej – dodał zaraz, ruszając jako pierwszy.
– Zatrzymałem.
– Mhm. – Una uśmiechnął się mimowolnie, czując jak przepełnia go ciepło.
– Uśmiechasz się.
Una zerknął uważniej na Lukę, który zdążył zrównać się z nim krokiem i skinął głową.
– Często się uśmiecham.
Na te słowa to Luka uśmiechnął się nieznacznie i posłał mu trudne do odgadnienia spojrzenie.
– Szczególnie do Eian, z politowaniem. Albo jak jesteś zirytowany – przyznał.
Una oblizał usta, nie odrywając od Luki spojrzenia.
– I kiedy jeszcze?
– Jak patrzysz w sufit.
– Jak patrzę w sufit?
– Mhm…
Chłopak przez chwilę rozważał te słowa.
– Czemu akurat wtedy? – zapytał ostrożnie.
– Ty mi powiedz.
Nie wiedział, co powiedzieć. Nie miał pojęcia, dlaczego uśmiechał się do sufitu, ale domyślał się, że skoro zauważył to Luka, zauważyli też inni, a dzieciak po psychiatryku, który uśmiecha się do sufitu, nie był chyba najlepszym przykładem normalności.
– Przyglądasz mi się… – Una bardziej stwierdził niż zapytał, dochodząc do wniosku, że nigdy nie złapał Luki na tym, by jako pierwszy zawieszał na nim wzrok.
– Czasami – potaknął Luka i wzruszył ramionami. – Zastanawiam się, co ciekawego tam widzisz.
Una zerknął na chłopaka kątem oka.
– Czy to jakiś konkretny sufit? – dopytał.
– Chyba nie. Widziałem jak patrzysz na sufit w prawie każdej sali. Dzisiaj też. Na fizyce. Zanim przyszła Vena.
Una wrócił wspomnieniami do czasu sprzed rozpoczęcia zajęć. O czym myślał? Czy nie o tym, że także Eian zmieniła do niego nastawienie od czasu dowiedzenia się o jego chorobie. A później chyba o tym, że Luka niezmiennie traktował go tak samo.
– Chyba już wiem – przyznał, znowu czując ten sam dziwny ucisk w brzuchu. Luka posłał mu wyczekujące spojrzenie. – O tym, że mnie zlewasz – oświadczył Una, uśmiechając się promiennie.
Luka przyglądał mu się przez chwilę w zastanowieniu i w końcu, kręcąc głową, odpowiedział na jego uśmiech. Una aż otworzył szerzej oczy, jakby w ten sposób mógł ten obraz lepiej uchwycić i zachować w pamięci.
– To powód do uśmiechów? – dopytał jeszcze Luka.
– Całkiem tak.
– Hmm, okej… dalej będę cię zlewać – obiecał, a Una roześmiał się i pokiwał głową.
Coś chwyciło go za gardło, poczuł jak szklą mu się oczy, a jednocześnie było mu tak przyjemnie lekko. Gdzieś w głębi siebie miał myśl, że wcale nie zasłużył na tak dobre uczucia. Szybko ją przegonił. Nie teraz. Nie teraz.
– Odprowadzić cię do domu? – zapytał Luka niespodziewanie.
Una zawahał się.
– Też się boisz, że wskoczę pod autobus czy tak… po prostu?
– Może dowiem się więcej o sufitach. Albo poznam inne powody do uśmiechów – wyjaśnił Luka, samemu się przy tym stale uśmiechając.
Una przygryzł mocno wargę, mając wrażenie, że się rozpłacze. Szybko pokiwał głową i podsunął się bliżej boku Luki.
– No dobra. Może jeszcze coś ci powiem – odparł przez ściśnięte gardło.
Jeśli Luka zauważył w jakim był stanie, zupełnie to zignorował. Po chwili sięgnął jednak do jego głowy i Una poczuł, jakby go po niej pogłaskał. Podniósł na niego niepewne spojrzenie. Serce miał już w gardle.
– Livaj spłaszczył ci bąbla – wyjaśnił rzeczowo Luka, spoglądając na niego
– Fajnie – odetchnął drżąco Una, przystając i wpatrując się w niego wielkimi, jasnymi oczyma.
Światło na skrzyżowaniu, przed którym się zatrzymali zmieniło się na zielone.
– Fajnie?
– Strasznie fajnie! – wykrzyknął Una i złapawszy Lukę za rękaw kurtki, pociągnął go za sobą. – Chodź, chodź, bo zaraz będzie czerwone!

Reklamy

7 thoughts on “Tajemnice sufitów – Fanfik od Juna <3

  1. W tej rzeczywistości Luka jest taki słodki :) I interesuje się Uną 😆 Ale Uny nie oszczędzasz nigdzie, chociaż tutaj poczuł się w końcu zrozumiany i to mi mi się bardzo podobało :) Dziękuję bardzo i pozdrawiam

    1. Nooooo, Luka powala QuQ On jest tu taki genialny. Jun się mocno wczuł w tego olbrzyma. A Unuś, choć poharatany przez życie tez taki mega ciepły, aż się chce go wytulać i ululać. Będe Juna dręczyła o ciąg dalszy tego fika.
      Nie wiem jak inni, ale ja mam wrażenie, że to dopiero pierwsza część. Nie mam racji? >u>
      <33

  2. Gdybym mogła za każdym razem dawać lajki, czy inny serduszka, już dawno zaczęła bym to robić. To się aż prosi o takie kliknięcie :) No ale niestety, strefa blogowa nie wpadła jeszcze na ten iście genialny pomysł xD
    No i ah! Wszystkiego najnajnajnajnajnajnajnajnajnajnannaj lepszego
    Trzy lata, to jednak coś! :D

    1. Witam, witam na blogełu!
      Wydaje mi się, że można na łordpresie dawać lajki, bo czasami dostaję powiadomienia, że ktoś lubi jakiś mój wpis, ale tak szczerze nie ogarniam. xD A junowy fik jest takim pięknem, że aż i mi serce zaczeło się roztapiać, jak to przeczytałam QwQ
      Dziękuję! Trzy lata, a minęły tak szybko @u@
      Trzymaj się ciepło!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s