Życiowo #5 – Szklany człowiek

Dzień dobry, witam.

Do tego Życiowa przybieram się już od dłuższego czasu, ale jak zawsze było coś pilniejszego do zrobienia. Nie przedłużając już, powoli będę zmierzać do rzeczy, choć właściwie, o ile jeszcze kilka dni temu miałam plan na to, co chcę powiedzieć, teraz jakoś czuję się jakbym szła zupełnie na żywioł.
No nic. Zacznijmy może od tego, że w moim życiu naszły naprawdę duże zmiany, choć mam wrażenie, że znowu aż tak wiele się nie zmieniło. Nadal jestem tym samym człowiekiem, bo jak się łatwo domyślić, nawet ucieczka o prawie czterysta kilometrów nie zmieni cię ot tak.
Szczególnie, jeżeli przez ubiegłe lata wszystko, co złe budowało twój charakter. I to wcale nie tak, że się łudziłam, że nagle będę inna, szczęśliwa etc. Po prostu zakładałam, że będzie lepiej niż jest, choć właściwie nie wiem skąd we mnie ta naiwność. I wiecie, to nie tak, że poddaję się na wstępie, choć to tak właśnie wygląda.
Zawsze chciałam studiować na ASP, cóż, nie pisałam chyba o tym w wakacje, ale byłam na kilku egzaminach w dwóch różnych miastach i do jednego z nich się dostałam. No i jestem.
Z racji tego, że nie mogę sobie pozwolić na mieszkanie czy nawet stancję, zostaje mi akademik. Póki co nie ma tragedii, dziewczyna z pokoju jest całkiem miła, tak samo pozostałe współlokatorki. Warunki też nie są tragicznie, ale wyobraźcie sobie jak ciężko jest się przyzwyczaić do mieszkania z kimś w pokoju, osobie, która przez ubiegłe cztery lata mieszkała naprawdę sama? O ile jeszcze na poprzednich studiach, przez pierwsze 3 lata wynajmowałam tylko pokój na stancji, o tyle przez ubiegły niemal cały rok mieszkałam sama w kawalerce. Cóż, chyba stałam się dzikiem. Chyba raczej na pewno tak.
Teraz, cóż, studia dzienne, przeniesienie do innego miasta równa się temu, że nie zarabiam póki co, więc jedyne na co mnie stać to dwójka w akademiku. Miło. Mam nadzieję, że uda mi się w miarę szybko znaleźć pracę, choć to też czarno widzę. Nie wiem, czy ja się zrobiłam takim leniem strasznym? Nawet nie mam siły się za nią rozejrzeć, a wszystkie oferty jakie znajduję w necie tylko bardziej mnie dobijają. Ale okej. Okej.

Jest mocno źle. Oczywiście świadomość, że sama się w tym nakręcam wcale nie pomaga, ale nie umiem jakoś przestać. Wiecie, jaki szok przeżyłam na rozpoczęciu roku, kiedy zobaczyłam ludzi z mojego wydziału? Na każdym kroku piękne indywidua na poziomie artyzmu, mam wrażenie, którego nigdy nie dosięgnę. Oczywiście chodzi mi o aparycję, o ich styl, styl do którego mam wrażenie mocno nie pasuję? To takie dobijające, hehe…
To nie tak, że nigdy nie miałam przyjaciół. Wiecie. Miałam. SERIO. Tym razem jednak czuję się zupełnie wyprana z jakiegokolwiek zapału i choć jasne, chciałabym być lubiana, po prostu nie czuję się na siłach by się starać o znajomości. Wiecie. Musiałabym wtedy od czasu do czasu wyjść z pokoju, rozmawiać o rzeczach, które mnie nie pociągają, udawać, że się świetnie bawię, kiedy tak naprawdę nie czuje się przynależna do otoczenia, kiedy po prostu czuję, że nie pasuję. Nie wiem, znacie to uczucie? Oderwania? Absurdu oddziałującego na was otoczenia, które jest mocno obok, które tak naprawdę was nie dotyczy? Mam wrażenie, że wyrobiłam się mocno, że naprawdę zdziczałam. To straszne. Ta ciężko mi się rozmawia z ludźmi i w ogóle, uuuuch.
Nawet nie zdawałam sobie sprawy z ilości kompleksów, które mam? Jasne, że niejednokrotnie się na jakimś łapałam, ale kiedy jestem tutaj, mam wrażenie, że wszystko jest ze mną nie tak, zaczynając od wyglądu moich butów, a kończąc na kolorze włosów. Pomijam już brak siły i tendencję do zwykłego odpuszczania. Jasne, od dawna już byłam obojętna na wiele rzeczy, ale teraz to jest takie… UCH. Jestem bardzo „negatywna” i to jest straszne.

Podczas przemowy na rozpoczęciu, która była naprawdę bardzo podniosła, poczułam się nieco komicznie. Pani mi mówi o zaangażowaniu, o niesamowitej więzi jaką właśnie nawiązaliśmy wstępując w grono studentów, o tym, jak studia zbliżają, jakie otwierają przed nami możliwości, a ja mam ochotę się śmiać gorzko. Możliwości? Więzi? LOL.
Czuję się po prostu stara, mm? Naprawdę mocno za stara na to by się „oddziczyć”. Ba, nawet nie wiem jak to zrobić! Nie wiem nawet czy chcę.  I o zgrozo, mam wrażenie, że to, że moje marzenie by tu być właśnie się spełniło, to naprawdę zaczynam żałować, że tak się stało. O ile prościej byłoby się nie dostać i móc narzekać, że nic mi się nie udaje? Że to wszystko nie moja wina, że nie miałam nawet szansy? Ale mam i jak to spieprzę ­– a już to się przecież dzieje­  – to będzie naprawdę cyrk. To wszystko to jest jakaś tragedia. : D

Nie chciałam jednak jedynie ponarzekać. Po prostu, cóż, nie czuję się na siłach do niczego. Nie jestem w stanie określić kiedy będzie kolejny rozdział POENY. Czy kiedykolwiek? Czy to opowiadanie doczeka się finału? Nie wiem. Nie wiem co z życiem, a co dopiero z blogiem. Muszę ogarnąć te studia i jakoś na nich funkcjonować, muszę też znaleźć pracę i nie wiem, czy będę w ogóle miała siłę i ochotę pisać cokolwiek. To takie przykre. Od ponad roku, staram się ogarnąć coś większego z czym mogłabym podbić do jakiegoś wydawnictwa i przy odrobinie szczęścia przestać być biedakiem, ale mam, cóż, trzydzieści stron kupy i póki co nie zapowiada się by to się zmieniło.
Mam ochotę beczeć. : D
Tylko, kurwa, jak dzielisz pokój z obcą osobą, to głupio tak beczeć, nie? Beczeć przed kompem. Głupio też sufitować i być żywym trupem, a mimo wszystko wolałabym mieć chociaż jakieś normalne stosunki ze współlokatorką. Wiecie, nie być okrążanym na kilometr dziwadłem, na które łypie się złym wzrokiem, hehe…
Czy ktoś mógłby mi pomóc? : D
Nie wiem, moi drodzy, jak to dalej będzie. Mam nadzieję, że może się przyzwyczaję, że może nie będzie tak tragicznie jak zakładam. Październik dopiero się zaczął, prawda? No nic. Zajrzyjcie czasami, może pojawi się coś nowego. A może samotność mnie zabije i będziemy wszyscy wolni, elo, elo. xD

Ściskam ciepło i mam nadzieję, że do przeczytania!
Inga

Reklamy

18 thoughts on “Życiowo #5 – Szklany człowiek

  1. Co ja widzę? Co to za rozpacz? Znam uczucie „O cholera, nie pasuję, to artyści”. Na tę chwilę (jeszcze) jestem liceum plastycznym. Już niedługo, a potem kto wie. Z czasem wszystko się normuje, uspokaja, jest lepiej, a człowiek zaczyna być częścią tego wszystkiego. U mnie do wszystkiego doszło wtedy multum problemów zdrowotnych na każdej płaszczyźnie, więc nic, tylko umierać. Aktualnie sama wyglądam jak „artysta” aka „świr”. To zabawne, ale raczej nie definiuje człowieka. Nie trzeba „pasować”, żeby pasować, jakkolwiek głupio to brzmi ;) A poza tym jak ich tam tyle jest, to będąc typową jesteś bardziej nietypowa niż oni. O! A i pokój dzielę z dwiema innymi osobami – da się przyzwyczaić, po roku przestało mi to aż tak przeszkadzać, a po kilku latach już nawet nie zwracam na nie większej uwagi. Znaczy tak, rozmawiamy, ale każda ma swoje sprawy. Wszystko jest inaczej niż na początku, tylko zdrowie tak samo kiepskie.

    Ale na początku ryczałam, wyłam i tupałam, nie krępuj się. Zrób to samo. Może i Tobie pomoże.

    A i rzecz jasna gratuluję! Na ASP wcale nie tak łatwo się załapać, z tego co mi się o uszy obiło. A zdradzisz może jaki kierunek? :)

    1. Masz rację, nie definiuje człowieka strój. Po prostu chyba zbyt brutalnie wpadłam do klatki z tyloma kolorowymi ludźmi c: Mam wrażenie, teraz, że piszac tę notkę byłam mocno pod wplywem czegoś złego i w ogóle taka… zahukana i rozbita.
      Teraz trochę sie poukładało w szkole i to wydaje się być mniejszym problem niz wtedy.
      Wspolokatorka jest całkiem spoko miła i bardzo często jej nie ma. XD Oby tak dalej!

      Ochłonęłam, naprawdę. Chyba przeżyłam jakis szok termiczny. 8D

      W ogóle, ohmai, kogo moje oczy widzą! Tak dawno się nie odzywalaś! C:

      Nie wiem czy to „ociepanie” to okrzyk zgrozy bo się dowiedziałas gdzie i co studiuję, czy cu, hehe…
      W każdym razie ja podziwiam ze uczysz się w plastyku. Marzyłam o tym a skończyłam w zwykłym LO. Może mi sie tylko wydaje ale po plastyku sa większe szanse właśnie na ASP jakieś?

      Mega milo Cię widzieć! Seriooo! <3

  2. Cześć.
    Nie komentowałam tutaj nigdy wcześniej, bo ostatnio wchodzę na blogi dość sporadycznie i jeszcze nie zapoznałam się ze sporą częścią Twojej twórczości, ale piszę teraz, bo strasznie przykro mi się zrobiło czytając ten post i w sumie przypomniały mi się moje początki na studiach.

    Ja też jakiś czas temu podjęłam się studiowania na kierunku artystycznym i wylądowałam w akademiku z dziewczyną studiującą to samo co ja, tyle że już na magisterce. Nasze plany i zajęcia były masakryczne. Bywało, że patrzyłyśmy na siebie z niechęcią, kiedy jedna z nas rysowała i świeciła światło całą noc, robiąc projekty czy uzupełniając szkicownik.

    Pamiętam, że bałam się studiów jak cholera, bo słyszałam co dzieje się na artystycznych kierunkach, jaka jest tam rywalizacja, jakich ludzi się spotyka.
    Mimo wszystko miałam nadzieję, że tamtejsze środowisko nie będzie przesadnie „natchnione”. No i miałam pecha, bo trafiłam do grupy złożonej prawie z samych pracujących już grafików (którzy przyszli tylko po „papier”) i absolwentów lokalnego plastyka.
    Przysięgam Ci, pierwsze tygodnie szkoły to był dla mnie koszmar.
    Do tej pory pamiętam upokorzenia przy korektach, kiedy prawie cała grupa miała zatwierdzone projekty do realizacji już na pierwszych zajęciach, i tylko ja, i może jeszcze kilku wyrzutków, musieliśmy wysłuchiwać kpin od niektórych asystentów (z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że oni są nawet gorsi od doktorów).
    Po tym jak słyszysz, że Twoje prace to: „czysty kicz i amatorka”, zaczynasz wątpić we wszystko.
    Na początku byłam pewna, że albo się przeniosę, albo rzucę te studia w cholerę, ale potem wszystko zaczęło się układać. A na to co się nie układało, zwyczajnie się uodporniłam. Złapałam kontakt z paroma osobami. Wdrożyłam się w naukę i rysowanie. Nauczyłam się znosić nieprzyjemne korekty. Zaczęłam olewać hipsterów i robiłam swoje.

    Nie ma co ukrywać, że wśród studentów kierunków artystycznych panuje duża rywalizacja, zawiść, a czasem wręcz wyścig szczurów, co wynika często z poczucia niedocenienia.
    A przynajmniej taka jest moja teoria. Mnie też się to nie podoba, ale nic na to nie poradzimy.

    Jestem pewna, że na pewno znajdziesz tam kogoś, kto nie miał wcześniej do czynienia ze sztuką w takim wymiarze jak np. uczniowie plastyków, i nie popisuje się jej znajomością w każdej chwili.
    Bądź kogoś kto jeszcze nie przesiąkł tym całym „blichtrem” do tego stopnia by instynktownie nawijać o Boznańskiej przy kawie.

    Życzę Ci dużo siły i powodzenia! Jestem pewna, że wszystko się jakoś ułoży ^^

    Jeszcze tylko zapytam, jaki kierunek, czy chociaż „typ studiów” wybrałaś?
    Tak zwaną sztukę „niebrudzącą” (projektowanie, architektura wnętrz, fotografia, itp), czy brudzącą (np. malarstwo, grafika warsztatowa, rzeźba)?
    Pytam, bo bardzo podoba mi się twoja miniaturka. Znak jest świetnie zakomponowany.

    PS Co do niecodziennego wyglądu studentów… W mojej grupie było parę osób, które kochało modę i samodzielnie projektowało swoje ciuchy, które, nie będę kłamać, były świetne! Nie ukrywam też, że często patrzyli oni z góry na ludzi noszących się nieco mniej ekstrawagancko – np. mnie.
    Nie masz pojęcia z jak wielkim uśmiechem na ustach obserwowałam ich rozpacz, gdy na zajebistych ubraniach pojawiały się niemożliwe do sprania plamy z farby i innych chemikaliów ^^

    1. Dzień dobry! ♡
      Ja jak najbardziej się cieszę, że napisałaś. Może nawet bardziej z tego, że akurat tutaj niż pod jakimkolwiek rozdziałem. Nie miałam pojęcia chyba, że aż tylu fajnych ludzi mogłoby się mną przejąć tak bardzo! C:

      Ojeju. Mam wrażenie, że trochę mnie przeraziłaś. xD Wolałabym nie usłyszeć, że moje prace to kicz i amatorka, hehe. Ale no wiadomo, wykładowcy są różni. Niektórzy bardziej inni mniej uduchowieni i czujący się na mocy krytykowania wszystkiego. I chyba masz rację, ze najgorsi zazwyczaj są tacy mmm „świeży”, świeżo po jakiś dyplomach czy obronach, myślący, że nagle są panami świata i jedynym słusznym medium dyktującym co jest „dobre” a co „złe”. Choć, teoretycznie, pewność siebie to klucz do sukcesu, prawda?
      To dopiero początek u mnie, więc nie wiem jeszcze czy akurat moi są tak tragiczni. Po dzisiejszych zajęciach jestem jednak całkiem dobrze nastawiona. Co prawda same zadania do zrobienia jak na razie wydają się być jakieś takie nierzeczywiste, ale o samych wykładowcach mam naprawdę dobre zdanie. C:

      Och. U mnie też jest sporo osób po jakimś plastyku i takich co mocno już ogarniają. To mnie trochę deprymuje, ale cóż, nie mam na to wpływu raczej, także muszę po prostu robić swoje. Przecież chciałam tu być. Nie chcę żałować. Po dzisiaj jestem dużo spokojniejsza. C:

      Wydaje mi się, że typ moich studiów to ten mniej brudzący, choć jednoznacznie można ocenić dopiero po wybraniu specjalności. A teeen, to chyba dawno kończyłaś ASP. Teraz mam wrażenie im artysta bardziej uwalony w farbach (szczególnie na buźce) tym ma większą moc sprawczą. >u>

      Bardzo Ci dziękuję, że napisałaś! Obiecuję, że postaram się być dzielna! Ba, że będę! ♡♡♡

      1. Ojej, nie miałam na celu straszyć Cię ^^
        Chciałam tylko powiedzieć, że te wszystkie irytujące i czasem nieprzyjemne aspekty studiowania, po jakimiś czasie przestaną Cię tak bardzo zajmować.
        Bo w gruncie moje spojrzenie na szkołę bardzo ewoluowało przez te lata.

        Ja nie studiuję teraz na ASP, tylko w małym instytucie sztuki. Jeszcze nie skończyłam studiów, jestem w trakcie robienia dyplomu licencjackiego, czego absolutnie się nie spodziewałam.
        Między innymi dlatego, że jeszcze 2 lata temu nie myślałam się, że w ogóle będę studiować gdzieś indziej niż na ASP, ale po dostaniu się na dwa kierunki. Jeden ten którym zajmuje się obecnie i drugi – fotografię na ASP. Doszłam do wniosku, że studiowanie dla prestiżu kierunku, który mało mnie interesuje to głupota. Miałam plan zostać tu gdzie jestem przez rok, podszkolić umiejętności i przenieść się na inną uczelnię. Ale spodobało mi się ^^
        Nie wszystko, oczywiście.
        Polubiłam atmosferę panującą na uczelni, bo w pewnym sensie staliśmy się małą rodziną. Taką prawdziwą. W której jest nielubiany wujek i wkurzająca ciotka. Gdzie wszyscy się znają i większość rzeczy o sobie wiedzą, ale też w brew pozorom nie robią sobie z tego powodu tak bardzo na złość jakby mogli.
        Co roku organizujemy wielką katedralną wigilię, choć połowa wydziału to ateiści ^^ (W zeszłym roku razem ze współlokatorką, zachlapałyśmy cały akademik gotowanym na nią barszczem ^^)
        Ale od razu dodam, żebyś nie pomyślała, że to co mówię Cię nie dotyczy, bardzo dużo szwendam się po innych uczelniach artystycznych i moi najlepsi kumple tam studiują, więc mam spore porównanie. Moim zdaniem to wszystko jest do siebie bardzo podobne. Właściwie, jedyna różnica jest taka, że na uczelniach finansowanych przez ministerstwo kultury jest lepsze wyposażenie. Z tym, że często się go nie wykorzystuję.
        Mój rok prawie się popłakał, gdy jeden z profesorów uczących na kilku uczelniach poinformował nas, że na jednej z Akademii znajduje się ogromna sprawna praca, której nikt nie używa z nieznanych powodów.

        A co do nauczycieli.
        Są różni, nie ma co się czarować. Kobieta, która uczyła mnie na II roku, na początku wydawała mi się być potworem technologicznym, który czepia się każdej bzdury, a już kilka miesięcy później widziałam w niej swoją promotorkę, bo była tak konkretna, jak chyba nikt na uczelni.
        Mam też nauczyciela, który podczas korekt, stawał przy mnie, patrzył na pracę i wzdychał. I tyle.

        Nie ma co żałować!
        Żałować mogłabyś, gdybyś stchórzyła i nie poszła na takie studia wcale. Teraz po prostu poznaj to środowisko i na pewno nie jest tak upiornie jak myślałaś wcześniej ^^ Do wszystkiego się przyzwyczaisz i za rok, w ogóle nie będziesz pamiętać o swoich obawach ^^

        Pozdrawiam Cię mocno i życzę powodzenia!

  3. Też coś dopowiem o stylówie ludzi z ASP. Chociaż sama jestem po uczelni technicznej, znam paru takich… Ładna powłoka, „artystyczna”, a pod spodem pustka. Warto zobaczyć jakieś wywiady sławnych pisarzy i itp, z najwyższej półki – oni zwykle wyglądają jak prosto z lumpeksu. Część materialna życia nie jest dla nich ważna. Współlokatorkę po jakimś czasie przestaniesz zauważać, będzie jak mebel xD – kwestia przyzwyczajenia. W ogóle, to powinnaś być dumna – chcesz urzeczywistnić swoje marzenia na przekór wszystkiemu i chwała ci za to.
    A znowu uspołecznianie się na siłę… Jedni są tacy, a drudzy owacy. Też mam poczucie tego absurdu wokół mnie, że „problemy” ludzi są po prostu śmieszne, by nie powiedzieć głupie, ale ja mam na to totalnie wy*ebane. Nie przejmuj się tym, co myślą o tobie inni. Ważne żebyś ty czuła się ze sobą dobrze i tego ci życzę :)

    1. No czasami tak jest z tymi artystami. Przerost formy nad treścią i te sprawy. A dzisiejsza młodzież to już w ogóle… Czasami tylko ciężko to jakoś odsunąć od siebie. Mam wrażenie, że po prostu potrzebuję czasu, żeby sobie poradzić z tą nową sytuacją. Ale naprawdę, choć trochę się obawiałam, to Wasza reakcja, mam wrażenie, bardzo podniosła mnie na duchu. Strasznie Wam, Tobie, dziękuję! To było dla mnie naprawdę ważne. ♡///♡

      Jeszcze parę dni i mam wrażenie, otaczający mnie na wydziale ludzie będą najmniej istotni. Mam wrażenie, że już się zlewają w jedną artystyczną masę >u> Czy jestem okropniakiem? >u>
      Współlokatorka akurat wyjechała na kilka dni. Oby tak dalej… hehe~~

      Pozdrawiam gorąco i dziękuję za słowa wsparcia! ♡♡♡

  4. No widzę że dopadła Cię konkretna deprecha… Służę ramieniem jeśli chcesz ponarzekać lub popĺakać lub po prostu wypić kawę w towarzystwie :)
    Jestem pod wrażeniem że dostałaś się na ASP – mam nadzieję że to co teraz przeżywasz to tylko taki strach przed zmianą, przed czymś nowym i jak się trochę przyzwyczaisz to to minie. Ja reaguję w podobny sposób, ale wierz mi to naprawdę przechodzi :)
    Sama zdajesz sobie sprawę ze oceniasz ludzi ze studiów przez pryzmat ich wyglądu, podejrzewam że ten super look to też taki sposób na poradzenie sobie z nieznanym. Na pewno każdy z nich przeżywa stres tak samo jak Ty, tylko starają się tego nie pokazywać. Poczekaj trochę, przyzwyczaicie się do siebie i nie będziesz się czuła taka wyobcowana 😊
    A jak dalej nie będziesz ogarniać to pisz do nas, będziemy Cię wspierać z całych sił :)
    Ps. Mówię całkiem szczerze o tym spotkaniu jeśli jesteś w Wawie, a jak nie to też możemy spróbować coś zorganizować 😚
    Ściskam i przesyłam pozytywne fluidy 😉

    1. Trochę chyba tak, hehe… nie no, mam nadzieję, że nie będę musiała nadużywać ramion dobrych ludzi i im niszczyć koszule swoimi łzami. Taka chwila słabości mnie naszła, niestety.
      Pewnie masz rację, ostatnio doszłam do wniosku, że choć zmian pragnę, to trochę mnie przerażają. Pewnie tak jak mówisz, muszę ochłonąć.
      Wiem, że to płytkie – ocenianie ludzi po wyglądzie, ale niestety, jak widzę takich „krzyczących” strojem ludzi to zupełnie mnie do siebie nie przekonują. Liczę na pozytywne zaskoczenie. C:
      Super, że mogę na Ciebie i w ogóle, na moich Czytelników liczyć, nie tylko jeżeli chodzi o rozdziały! Niestety nie studiuję w Warszawie. Ale dzięki. Naprawdę, wielkie, wielkie dzięki! <333
      *zagarnia do siebie wszystkie pozytywne fluidy*

  5. Hej…
    Może Cię nie pocieszę, bo sama jestem w podobnym „niefajnym” stanie (chyba małe załamanie nerwowe, ale co tam), też chcę coś napisać.
    Po maturze właściwie 6 miesięcy spędziłam sama w domu (rodzice cały czas w pracy, ja zamknięta w pokoju z komputerem), rozleniwiłam się strasznie, nie uczyłam się nic, a teraz nagle takie „BUM”, bo wybrałam sobie mega trudne studia, z wysokimi wymaganiami… Ale to nie jest najgorsze.
    Jak wspomniałam wybrałam sobie trudne studia i bardzo rozchwytywane, więc nie dostałam się na dziennie i poszłam na wieczorowe. Rodzice się zgodzili płacić czesne, ale przez to codziennie muszę jechać dwie godziny do miasta (którego w ogóle nie znam i się gubię co chwila) i dwie godziny z powrotem, więc już po dwóch dniach czuję się, że tak brzydko się wyrażę „wyjebana z życia”. Do tego kończę prawko i coś mi się zdaję, że trochę mi to zajmie. Jak już mi się uda zdać to planuje znaleźć pracę i się przeprowadzić blisko uczelni…
    Fajne marzenia, nie?
    Czuję się jak przegryw totalny, bo mogłam wybrać łatwiejsze studia dzienne, mieszkać sobie 5 minut od Instytutu i mieć wszystko z głowy, nie męczyć się tak… Dostałabym się na każde studia praktycznie, bo zdawałam trzy przedmioty i matura mi poszła całkiem przyzwoicie, to mi się zachciało pieprzonej psychologii!!

    Przepraszam, że tak o sobie piszę, ale jak zobaczyłam, że też masz ciężko (może nie taka sama sytuacja, ale odczucia chyba tak samo depresyjne), to też zachciało mi się wylać trochę żalów.

    I nie martw się swoim „dzikiem”, myślę, że to naprawdę kwestia przyzwyczajenia i jak spotkasz fajnych ludzi to się otworzysz. I pamiętaj, żeby nie zmieniać się tylko dlatego, bo oni są inni. Niech sobie będą super fajni, z oryginalnym stylem. Ty to ty, oni to oni. Jeśli mają potrzebę wyrażania siebie poprzez wygląd? Spoko, ale nie każdy musi się do tego dostosowywać… Poza tym byle kto się tam nie dostaje, więc na pewno zauważono w Tobie potencjał! To najważniejsze, a nie ubrania i inne pierdoły.

    Idź sobie trochę popłacz, nie wiem, do łazienki, czy coś, może trochę emocji z Ciebie zejdzie i lepiej się poczujesz, chyba nie warto tłumić w sobie takich złych odczuć. Ja nie jestem taka twarda i ryczę, jak tylko sobie pomyślę o tym w co się wpakowałam! xD

    Ech, to dopiero początek, więc nie warto się załamywać (choć jest to mega, mega trudne), dajmy z siebie na razie wszystko, a jak nie wyjdzie, to cóż. Życie.
    Będziemy miały przynajmniej świadomość, że zrobiłyśmy wszystko co w naszej mocy ;)

    Powodzenia w życiu, pisaniu, ujarzmianiu dzika itp. ;)!

    1. Oj, doskonale wiem o tym, że dojazdy są bardziej męczące niż cokolwiek no i też jak sie pomyśli ile się traci na to czasu to już w ogóle załamka. :< Myślę, że o, obie musimy po prostu się spiąć. Bo weź, super, że się dostałaś, że spełniasz swoje marzenie. Choć na pewno jest to trudne i męczące. Może trzeba się skupić na całej tej drodze, wiesz, ile fajnych rzeczy się nauczysz na dobrej uczelni i w ogóle, jak już zdobędziesz dyplom to może się okazać że ten cały trud się opłacał. Wierzę, że tak będzie.
      Obie musimy po prostu skupić się na zadaniu, tak sądzę. C:

      No i jak najbardziej, sekcja komentarzy jest otwarta dla wszystkich i jak ktoś chce sie pożalić to zapraszam, bo czemu nie. C: Każdy sposób, żeby sobie trochę ulżyć jest dobry, bo nie ma co sie zadręczać i czasami człowiek potrzebuje. Mam nadzieję, że wygadanie się trochę pomogło. Psychologia, tak sobie myślę, to mega rozwijająca i ciekawa rzecz, także nie ma mowy, żebyś żałowała! Na pierwszych studiach miałam takie zajęcia, co prawda wiesz, były mocno po macoszemu potraktowane, ale samo to wystarczyło by stwierdzić że o, ŁAŁ!. C:

      Ostatnio sama robiłam prawko, zdałam za pierwszym razem, więc jest to możliwe i życzę Ci abyś tez szybko zdała, i tez za pierwszym razem!. c:

      Dziękuję Ci za wsparcie i też mocno trzymam za Ciebie kciuki. Jakbyś chciała kiedyś się pochwalić jak Ci idzie i w ogóle, to pisz śmiało. Czy na mejla czy gdzieś na blogu. Liczę na to i wraz ze swoim dzikiem Cię dopingujemy! <333

  6. Gdzie studiujesz? (Jeżeli nie chcesz się zdradzać, to oczywiście rozumiem.) Jeżeli gdzieś blisko mnie, to z chęcią bym Cię zabrała na kawę i mocno wyściskała. Nie smutaj, potrafię sobie wyobrazić jak ludzie na ASP wyglądają, ale szczerze? Dla mnie to zawsze było na pokaz. Takie: „patrz, jak bardzo znam się na modzie, jak bardzo się wyróżniam.”

    1. Uch. Ja nigdy nie sądziłam, że dla mnie wygląd ma takie znaczenie. Ale naprawdę, czuję się przerażona tą krzykliwością i tym artyzmem jakim emanują. Mam wrażenie, że się pogrążam… hehe…
      Teraz studiuję sobie w Toruniu. c:

      1. Oja! Studiuję w Krakowie, więc większość czasu jednak mnie nie ma, ale jeżeli będziesz kiedyś wyrażała chęć, to z chęcią do Torunia wpadnę :D. Jestem z Bydgoszczy, do Torunia góra godzina drogi. ;3

        Jeżeli zawsze marzyłaś o ASP, to naprawdę się nie załamuj. Prace, jakie zamieszczasz na blogu, bardzo mi się podobają. Głowa do góry, nikt nie każe Ci być najlepszą. Rób co kochasz, a studia traktuj pod kątem nowych doświadczeń. Pewnie dużo się na nich dowiesz o technikach, stylach i tak dalej. Rozwiniesz się (albo raczej nabierzesz pewności siebie), a później zobaczysz, że sama staniesz się częścią tego artyzmu. Studia rozwijają, myślę, że mogą Ci nawet dodać kolejnych pomysłów na opowiadania i jeszcze niedługo czymś nas zasypiesz. :D

        Wiem, że łatwo jest tak mówić, ale sama byłam w podobnej sytuacji. Z początku Krakowa nienawidziłam, jestem za bardzo zżyta z Bydgoszczą, bo mam tam wszystko. Chłopaka, rodzinę, psy, przyjaciół. Ale jakoś całkiem niedawno zmieniłam do tego stosunek. Stwierdziłam, że jak ciągle będę się dołować, to całe życie w tym dole przesiedzę. Teraz Kraków jest dla mnie najlepszym miastem ze wszystkich w Polsce. Co chwilę dostrzegam plusy mieszkania tutaj (jedynym minusem jest chyba sławetny smog xD). Skup się na plusach. Toruń też jest pięknym miastem, chociaż jako bydgoszczanka nie powinnam tak mówić xD Inni bydgoszczanie zżarli by mnie żywcem, a więc tylko Bydgoszcz, Toruń be.

        A tak na serio, przejdź się po starówce wieczorem (starówkę to Toruń faktycznie ma śliczną) i zastanów się nad plusami. Ja tak kilka miesięcy temu zrobiłam i od tamtego momentu staram się myśleć tylko o plusach. Negatywne nastawienie zabija, można w nim ugrzęznąć.

        A co do ludzi… Jeżeli mam być szczera, w Krakowie mam tylko kilku naprawdę dobrych znajomych. Nie musisz tak całkowicie rezygnować ze swojego „dzika”, jeżeli nie chcesz. ;) Nie zmuszaj się do niczego, jesteś świetną babką. Nie wiem czemu, nie znamy się, ale czuję do Ciebie ogromną sympatię. Lubię Twoje opowiadania (Poena naj <3), uważam Cię za jednego z najlepszych autorów boys love/lgbt/m-m (jak zwał tak zwał). I chociaż strasznie ciężko mi się zebrać do komentarza, bo czytam zazwyczaj na telefonie, a później zapominam, nie ma motywacji i tak dalej, to w końcu skomentuję, obiecuję. :) Wydajesz się naprawdę miłą i fajną babką, więc głowa do góry.

        1. No właśnieee coś sobie kojarzyłam, że Ty jesteś z Bydgoszczy. : D Toruń jest faktycznie ładny, tylko że ta pogoda ostatnio, a dokładniej ten wiatr zamrażający duszę! D: To jest dramat. :I

          Szczerze mówiąc, mam wrażenie, że dzisiejszy dzień na zajęciach trochę mnie uspokoił. Znaczy jasne nadal większość ludzi mnie przeraża i odstrasza swoim artyzmem, ale o, powolutku się dystansuję. Tak sądzę. Sami wykładowcy robią mega dobre wrażenie! Wiesz, jak aplikowałam tutaj to właśnie o to mi chodziło. O zajęcia, nie o nawiązywanie nowych przyjaźni 8D I jak zobaczyłam nasz plan, myślę sobie „łaaaał, łaaaaaał, mega łał!” I naprawdę jest fajny. Trochę historii, trochę filozofii, wiesz takie zajęcia, które myślę otworzą mój mózg i to mnie tak bardzo cieszyło. Po pierwszym dniu się podłamałam, ale już dzisiaj jest lepiej. Naprawdę lepiej. c: No i dobre jest to, że będę ZMUSZONA by rysować czy malować, bo samej, wiadomo, ciężej się zmusić jak nie trzeba.

          Dobra, dobraaa. Nikomu nie powiem, że tak dobrze mówiłaś o Toruniu. TYLKO BYDGOSZCZ ELO! 8D

          Naprawdę, jestem poruszona. Tyle dobrych ludzi mam wokół, że aż grzech się tak załamywać QuQ *ryczy* Naprawdę już, nie sądziłam i nie liczyłam na tyle wsparcia, a jednak, o. *wyje*
          Bardzo, bardzo Ci dziękuję! Super, że czytasz, ale heheee, ja wiem dokładnie jak to jest z komentowaniem, także nie przejmuj się tym wcale, wiem jak trudno do tego się zebrać, szczególnie jak się nie jest na świeżo po przeczytaniu. C:
          Dzisiaj czuję w sobie jakąś energię – to chyba od Was szystkich ♡u♡ – więc ściskam Cię ciepło i postaram się poczynić jakieś ładne plany na swoje życie, także pisaniowe. C:

          ♡♡♡♡

  7. Halo, proszę Panią, bardzo proszę tu tak się nie rozlewać jak surowe kruche ciasto, które leżało zbyt długo poza lodówką! Get your shit together, czy coś!
    Chciałbym Ci powiedzieć, że jeśli nie chcesz się „oddziczać”, to nie ma w tym większego sensu. Fakt, że czujesz się „inna” od tego tłumu indywiduów, jest zrozumiał, jasne, ale czy to nie świadczy, że poniekąd sama wyróżniasz się z grupy? Teraz jest tak dużo oryginalnych, alternatywnych i ociekających sztuką ludzi, że znacznie bardziej oryginalne i alternatywne jest bycie zwykłym, cokolwiek znaczy to słowo. Wcale nie musisz pasować do przeciętnej ekipy z ASP, tak samo jak oni wcale nie muszą pasować do przeciętnej ekipy z, nie wiem, wydziału pedagogiki. A skoro na ASP się dostałaś, to chyba znaczy, że jednak w jakimś sensie nie odbiegasz od tych ludzi aż tak drastycznie, co nie? Pamiętaj, że najważniejsze jest to, żebyś czuła się dobrze sama ze sobą. Nie ze sobą na tle grupy, ale ze sobą. I, cholera, możesz być „zdziczała”, skrajnie introwertyczna, może wręcz aspołeczna, jeśli dzięki temu nie będziesz musiała się zmuszać do udawania kogoś innego. Ty nie musisz nawet z całą tą alternative bandą rozmawiać, jeśli nie chcesz czy nie czujesz potrzeby. Rób swoje i nie zmuszaj się do niczego, hun. No i gratuluję dostania się na ASP, wierzę, że dasz sobie radę <3
    Mam nadzieję, że nie zabiłem Cię moimi truizmami i pseudointelektualnym wywodem godnym marnego coacha z serii "bądź sobą" :')
    Odzywaj się czasem, jak tam życie się toczy, bo choć zaległości na blogu mam katastrofalne, Życiowo czytam zawsze!
    Pozdrawiam, trzymaj się <3

    1. Oj, proszę Pana, to ciasto już się dawno rozlało. :<
      Bardzo nie chcę się oddziczać, ale mam wrażenie, że na gruncie na jaki właśnie weszła trochę powinnam. I wiesz, mówię tu o podstawowych relacjach z ludźmi, żeby przynajmniej wiedzieć kiedy będzie jakieś koło czy że zajęcia sa odwołane. Naprawdę, więcej nie potrzebuję, a wydaje mi się że moje kontakty z ludźmi mogą być upośledzone nawet na takim poziomie.. heh..
      Jestem chyba okrutna i pewnie karma mnie dotyka, ale uch, mam wrażenie, że większość tych ludzi to "artyści" pełną parą. Wiem, że tak oceniać po wyglądzie jest mocno źle i brzydko, ale co ja poradzę? Przecież widzę co widzę.
      Kurde. :I Wiem, wiem. Może po prostu muszę trochę ochłonąć i uporządkować się tutaj, w tym nowym miejscu.
      Naprawdę dziękuję Ci za zainteresowanie, i że chciało Ci się pisać tyle ładnych słów. Wiem, że ogólnie jest nagonka na "marnych kołczów", ale akurat trafiłeś na dobry moment i naprawdę podniosłeś mnie na duchu. Miło jest wiedzieć, że nie dla wszystkich jest się tak obojętnym jak się wydawało.
      Bardzo, bardzo Ci dziękuję. Na pewno dam znać. Może po drodze stanie się coś dobrego i wrócę za jakiś czas z czymś pozytywnym i fajnym?
      Ściskam ciepło i gorąco i w ogóle! <3333

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s