Wiem, co zrobiłeś. Rozdział 1

Zdjąwszy patelnię z gazu, Alek wyłączył kuchenkę i zaraz ruszył ku wyjściu z kuchni. Obejrzał się jeszcze za siebie, by sprawdzić czy wszystko zabrał i upewniając się, że tak, zacisnął mocniej dłoń na rączce patelni. Mijając się w drzwiach z sąsiadem spod trzysta czternastki, pozdrowił go zdawkowo i ruszył korytarzem.
Jego segment znajdował się pośrodku, więc już po kilku chwilach był wewnątrz. Odstawił patelnię na stolik we wspólnej małej kuchni i sięgnął do swojej szafki po talerz. Przełożył na nie podgrzany makaron z sosem – jedyne danie, które umiał robić i wychodziło mu całkiem w porządku ­– i po chwili wahania odstawił brudną patelnię na bok tuż obok sterty brudnych naczyń pozostawionej przez Norberta.
Alek nigdy nie był czyściochem, a nawet uważał, że jest bałaganiarzem, ale odkąd mieszkał w akademiku, przekonywał się, że nie jest aż taki ostatni do sprzątania. Ba, starał się nawet w miarę systematycznie po sobie zmywać, najlepiej od razu, żeby nie musieć później szorować zaschniętego jedzenia, ale też nie brzydzić nikomu widoku brudnymi garami. Czasami, owszem, zdarzało mu się nie umyć kubka czy miski po płatkach i stawiał je na stole przy ścianie w miejscu, gdzie swoje naczynia zostawiał Norbert.
Nikt jednak nie pobiłby jego współlokatora, gdyby chcieli zorganizować jakieś zawody. To Norbert był tym, który robił najwięcej bałaganu, a jednocześnie też zawsze twierdził, że Krzysiek, który mieszkał z nim w pokoju w zeszłym roku był o wiele, wiele gorszym bałaganiarzem, a brudne kubki potrafił chować do szafki i wyjmować po trzech czy czterech miesiącach, albo wtedy, gdy wszystkie czyste – nawet te należące do reszty lokatorów segmentu – były już brudne.
Alek na te wszystkie zapewnienia, że Norbert nie jest taki najgorszy, uśmiechał się tylko krzywo, bo faktycznie nie był, tylko ze sprzątaniem miał spory problem.
Ogólnie był jednak facetem do rany przyłóż. Miał swoje dziwactwa, ale z tym Alek się liczył, gdy postanowił zamieszkać w akademiku. Po prostu obiecał sobie, że studia to będzie dobry czas, że faktycznie, tak jak ludzie mówią, uda mu się nawiązać jakieś znajomości, przyjaźnie i prócz nauki bawić się dobrze. Nie był żadnym przesadnym introwertykiem i lubił się zabawić, podobnie jak po prostu poleżeć na łóżku z książką czy telefonem z odpaloną grą. Był całkiem zwyczajny, choć chyba jak każdy miał jakieś tam swoje tajemnice.
Ale przy Norbercie, miał wrażenie, nie da się ich mieć długo. Chłopak był tak otwarty i towarzyski, a nawet jak przesadzał z tą szczerością to wystarczył ten jego głupawy, szeroki uśmiech i wszyscy z marszu wybaczali mu gafy, jakie nieraz potrafił palnąć. Po prostu chyba wiedzieli, że Norbert nie ma intencji nikomu cisnąć, czy robić przykrości. To nie leżało w jego naturze. On po prostu był wariatem i często zbyt szybko działał, a dopiero później myślał. Alek uważał, że nie mógł mieć lepszego współlokatora niż on.
W pokoju obok mieszkało jeszcze dwóch chłopaków i też byli bardzo w porządku. Michał i Tomek, obaj studiujący zarządzanie i administrację, z tym, że na różnych latach. Mieszkali razem już drugi rok w jednym pokoju, a z Norbertem w segmencie. Alek początkowo obawiał się, że będzie mu ciężko wbić się w ich paczkę, ale ostatecznie okazało się, że to są tylko jakieś głupie lęki, być może wynikające ze stresu związanego ze zmianami. Choć mijał dopiero drugi miesiąc odkąd Alek mieszkał w Toruniu, nie raz już zdarzyło się, że pili razem a to oblewając inaugurację roku, a w dniu, w którym wszyscy zjechali, tak po prostu – zapoznawczo. Czasami zdarzało się, że Michał miał dobry dzień i gdy robił jakieś jedzenie, to robił go o tyle więcej by starczyło dla nich czterech. W zasadzie to było o wiele łatwiejsze niż gdyby każdy miał sobie oddzielnie gotować. Początkowo Alek myślał, że to przesada, i że nie muszą się przyjaźnić, a gotowanie sobie nawzajem jest już zupełnym przegięciem, teraz to jednak doceniał. Ile razy Michał i jego schabowe ratowały go gdy wracał wykończony z uczelni i zupełnie nie miał siły, żeby kiwnąć palcem, a co dopiero ogarniać jakieś żarcie? Nawet już nie liczył.
W ten sposób Alek czuł się naprawdę dobrze, zupełnie tak, jakby nagle wszystko wchodziło na właściwe tory. Jakby naprawdę przyjechał tu, żeby spełniać jakieś tam swoje marzenia, żeby się wyrwać, nauczyć się innego życia niż to małomiasteczkowe, którym żył do tej pory.
Z uśmiechem przeszedł przez króciutki korytarzyk, z którego wchodziło się do pokoi i zaraz wszedł do własnego.
Na łóżku Norberta oczywiście panował bałagan, a jego rzeczy już dawno zaczęły wyłazić poza jego połowę pomieszczenia. Oczywiście, to Alek na początku upierał się, że ta połowa po prawej jest Norberta, a ta z drzwiami na ścianie jest jego. Że ta półka należy do niego, a tamta do Norberta, że jeszcze kolejna będzie na jakieś detergenty, a w pawlaczu mogą trzymać torby. Teraz już wiedział jak był naiwny i że po prostu musi wiedzieć, co należy do niego, bo Norbert, mieszkający już trzeci rok w akademiku czuł się tu zupełnie jak u siebie. Nie było w nim niepewności pierwszorocznego i pewnej drobiazgowości człowieka nieco przewrażliwionego na punkcie swoich rzeczy. Alek trochę taki był, ale zauważył, że coraz mniej rzeczy mu przeszkadza.
Podszedł do swojego małego biurka, wciśniętego między łóżko a okno i usiadł przy nim. Kiedy przypomniał sobie, że i tak nie ma Internetu, spojrzał dłużej na łóżko, myśląc o tym, że Norbert zawsze jadł półleżąc i oglądając przy tym filmiki na tablecie. Miał wiele przyzwyczajeń, które dla Alka wydawały się nieco zabawne, ale ta cesarska poza przy jedzeniu pobijała wszystko.
Był już w połowie swojej porcji, kiedy nagle pukanie zwróciło jego uwagę. Przełknął szybko i zerknął w kierunku drzwi do pokoju. Nie zdążył rzucić „proszę”, gdy te uchyliły się i jego wzrok padł na szczupłą twarz nieznanego mu chłopaka.
– Cześć. Zgłaszaliście awarię Internetu, nie? – rzucił chłopak, a Alek poderwał się szybko z miejsca i pokiwał głową.
– A, no. Tak. Rety, jak fajnie, że w znowu ktoś przychodzi. Już od kilku dni nie działa – poskarżył się Alek podsuwając krzesło do biurka.
Chłopak wszedł do pokoju i zdjął plecak.
– Trochę mieliśmy z tym roboty w serwerowni, a teraz musimy posprawdzać gniazdka. Mogę?
Alek pokiwał głową i zaraz sięgnął do stojących na stosie pudełek, zasłanianych gniazdko.
Ciemnowłosy chłopak wyjął z plecaka laptopa, kabel i zaraz przykucnął na podłodze. Bez słowa uruchomił swój komputer, a w międzyczasie podłączył wtyczkę.
Alek, czując się nieco niezręcznie, przyglądał się temu. Nie za bardzo wiedział, czy może mu patrzeć na ręce, albo czy powinien zagadywać, czy może raczej wrócić do jedzenia, bo przecież chłopak był tu do pracy.
Przeczesał krótkie włosy dłonią i ostatecznie usiadł na swoim łóżku.
– Wczoraj był już jeden koleś i coś sprawdzał, ale dalej nie działa – rzucił mimochodem.
Chłopak zmarszczył lekko brwi i spojrzał na Alka uważniej.
– Serio? Dopiero dzisiaj zaczynamy…
– Taki blondyn, chudy – podsunął Alek i dopiero po chwili chłopak pokiwał głową.
– A… to pewnie Karol. Nic mi nie mówił. Ale jak i tak nie działa, to i tak muszę na nowo to sprawdzić – powiedział i uśmiechnął się oszczędnie.
Alek skinął głową i przez chwilę przyglądał się operacjom, jakie chłopak przeprowadzał na komputerze.
– A ty studiujesz? – zapytał w końcu, mając wrażenie, że ta cisza jest nieco niezręczna.
– Tak. Temu w ogóle tak późno przyszedłem, bo w sumie tylko w weekendy mam czas – powiedział. – A w pokoju obok jest net normalnie?
Alek pokiwał głową.
– Z tego co wiem, to tylko u nas jeszcze nie ma.
– Dziwne. U mnie na kompie jest. Może macie zły kabel? – zapytał, a Alek zamyślił się na chwilę.
– W sumie Norbert ostatnio kupił nowy, i na nim też nie działa.
– Na moim jest, widzisz? To musi być coś z kablem, albo z kompem.
Alek zastanowił się chwilę i pokiwał głową nieprzekonany.
– No, może… Ale jak Michał, z pokoju obok, się podpinał na swoim kablu i kompie to też nie działało…
Chłopak zastanowił się chwilę.
– No to pewnie macie coś z kompami. Polecam przeskanować jakimś antywirusem albo przynajmniej anti-malwarem – powiedział. – Macie kogoś, żeby sprawdził wasze kompy? Net działa, więc ja tu nic więcej nie zrobię.
Alek potarł o siebie wargami i skinął głową.
– Norbert na pewno kogoś zna.
– No, i może kupcie jeszcze inny kabel. Z jakiejś innej firmy, czy coś… Wiesz, o co chodzi – dodał zbierając się powoli.
– O co chodzi? – usłyszeli z boku i Alek obejrzał się szybko. Uśmiechnął się szeroko na widok Norberta, który z rumianą twarzą opierał się o futrynę.
– O, cześć. Chodzi o net…
– I co, naprawiłeś? – Norbert spojrzał uważnie na chłopaka, dopinającego plecak.
Kiedy ten pokręcił głową, Alek tylko wzruszył ramionami.
– Nie, ale ja ci wszystko powiem – obiecał.
Norbert ściągnął kurtkę z ramion i odwiesił na wieszak w korytarzyku. Kiedy tylko chłopak od Internetu wyszedł, Alek zajął swoje miejsce na łóżku.
– Nie naprawił. U niego na kompie działa i powiedział, żebyśmy sprawdzili czy nie mamy żadnych wirusów…
– To nie mógł zobaczyć? – zapytał Norbert przysiadając na swoim łóżku, stojącym jakiś metr od niego.
Alek wzruszył ramionami.
– To chyba nie jego działka. A co ty tu robisz w ogóle? Myślałem, że wracasz jutro…
Norbert wyszczerzył się zadowolony i podszedł do szafy by wyjąć z niej czystą koszulkę.
– A, bo pisał Bartek, że jest impreza w Dziesiątce. Dawaj, idziemy! Chłopaki są? – dopytał w biegu zmieniając ubranie i zaraz wypadł na korytarz by zapukać do drzwi obok.
– Nie ma – Alek podniósł się z łóżka i oparł się o otwarte szeroko drzwi. – A co to za impreza?
– A… jakaś tam. Chodź. Mamy jakieś piwo w lodówce jeszcze? – zagadnął kolega przechodząc zaraz do niskiej lodówki stojącej naprzeciwko wejścia do toalety. – Dawaj, idziemy.
Alek zawahał się, ale widząc jego roześmiane spojrzenie, sam tylko pokręcił głową. W sumie była sobota, a on miał całkiem imprezowy humor. Spojrzał po sobie i po chwili wahania cofnął się do pokoju by zmienić szorty na dżinsy. Mieli już prawie końcówkę listopada i na zewnątrz było naprawdę chłodno.
– No dobra, ale to już się zaczyna? – dopytał Alek, a kiedy wyszedł na korytarz by założyć buty, odruchowo przesunął spojrzeniem po swoim odbiciu w lustrze. Przeczesał dłonią rudawe włosy i zaraz sięgnął po kurtkę.
– No. W założeniu do dziesiątej musimy się zebrać, bo cisza nocna. – Zaśmiał się głośno. – Ej, kurtki nie bierz – rzucił jeszcze wymijając go i zgarniając spod swojego biurka plecak. Wrócił do ich małej kuchenki zaczął ładować w niego puszki z piwem, co raz pocierając nos.
Kiedy Alek był już ubrany zamknął drzwi na klucz, a zaraz potem u boku kolegi wyszedł z segmentu. Zamknęli go i szybko ruszyli w kierunku wind.

Od akademika numer dziesięć dzieliło ich może dwieście metrów. Norbert jak zawsze paplał dużo, ale tym samym jeszcze bardziej nakręcił Alka na imprezowanie.
Alek nie uważał, że będąc w akademiku trzeba ciągle chlać i imprezować, bo przecież z tego akademiki ponoć słyną, ale lubił te imprezy. Lubił, że w pewien sposób sam fakt, że byli studentami, że mieszkali w akademikach sprawiał, że mieli swojego rodzaju połączenie. Mógł zapukać do obojętnie jakich drzwi i wiedział, że zastanie tam taki sam pokój z tak samo wysłużonymi meblami i jego lokatora, który z właściwą dla studenta serdecznością poratuje go wszystkim co będzie miał. Lubił fakt, że wszyscy tu jechali na tym samym niemal wózku, że rzut beretem dzielił go od kumpli z roku i mógł iść do nich po notatki nawet po północy i nie był to żaden wielki dramat. Lubił studencką solidarność i lubił, to, że na jedno hasło potrafili się zebrać do działania. Drobnym szczegółem, który absolutnie mu nie przeszkadzał, był fakt, że zazwyczaj było to hasło „impreza”.
Na akademickim osiedlu wcale nie było źle, a panie na recepcji w większości akademików były bardzo serdeczne. Jasne, wkurzały się, gdy wracali całą bandą o drugiej czy trzeciej w nocy, ale Alek miał wrażenie, że rozumieją „prawa młodości”.
Kiedy wpadli do Dziesiątki, od razu wystartowali do recepcji. Norbert rzucił numer pokoju należącego do chłopaka z jego roku i po oddaniu legitymacji ruszyli na górę.
Już na dole słyszeli muzykę i mijali się z ludźmi z puszkami czy butelkami w dłoniach. Impreza odbywała się na czwartym piętrze, ale za nim do niego dotarli zatrzymywali się kilka razy by przywitać się ze znajomymi – w większości Norberta – i zamienić kilka słów. Zewsząd było słychać śmiechy, ktoś krzyczał, jakaś dziewczyna piszczała.
Na korytarzu na czwartym piętrze był już taki ścisk, że z trudem przecisnęli się do głównej kuchni i zatonęli w gronie znajomych. Alek znał już mniej więcej kumpli Norberta, więc rozluźniony przywitał się ze wszystkimi, przekrzykując muzykę.
Bardzo szybko udało mu się wbić w imprezowy klimat. Piwo wchodziło mu wyjątkowo łatwo i po pewnym czasie nawet już nie liczył, którą puszkę czy butelkę trzyma w dłoni. Twarze migały mu przed oczyma, śmiech i muzyka zlewały się w jedno i pomyślał, że między innymi po to tu był, żeby tego doświadczyć, żeby w końcu żyć.
Dopiero po pewnym czasie, dostrzegł twarz, której wypatrywał w zasadzie odkąd się pojawili na imprezie. Prawie zakrztusił się piwem, kiedy chłopak przeciskający się w wejściu do kuchni uśmiechnął się do jakiejś swojej znajomej. Miał naprawdę śliczny uśmiech i ładną twarz. Nie znali się jakoś dobrze, tylko na tyle, by czasami pogadać na imprezach, nawet na fejsie nie byli znajomymi, choć Alek oczywiście, prześledził cały jego profil i wszystkie zdjęcia, jakie były ustawione na publiczne.
Obserwował pobudzonym spojrzeniem jak Mateusz we właściwy dla siebie sposób drapie się za uchem przebitym kolczykiem, śmiejąc się przy tym tak, że aż błyszczały mu oczy. Jasne, starannie ułożone włosy jak zawsze wyglądały świetnie, a zbyt duży T-shir wisiał luźno na jego szczupłym ciele. Byli z Alkiem podobnej budowy, ale przez workowate ciuchy jakie zazwyczaj nosił, Mateusz wyglądał na drobniejszego.
Alek zawahał się, bo chciał do niego zagadać. Podejść, przywitać się. Zawsze udawało im się zamienić choć kilka słów kiedy złapali się w jakimś miejscu, no i zawsze też mówili sobie „cześć”. Czy to było wiele? Alek nie wiedział, być może nie, i po prawdzie nie wiedział, czy może coś przyspieszać. Chciał, żeby to jakoś naturalnie między nimi wyszło. Bez dram, z całym tym uczuciem towarzyszącym pierwszym chwilom zauroczenia. Czy nie one były najlepsze? Być może dużo lepsze niż późniejszy etap przyzwyczajania się, oddalania i w końcu bycia przy sobie tylko z obawy przed samotnością. Może z nimi byłoby inaczej, nie twierdził, że nie. Przecież Mateusz był taki uroczy i słodki. I kiedy patrzył na niego dłużej, miał wrażenie, że gdyby byli razem, codziennie zakochiwałby się w nim na nowo. Czasami wydawało mu się, że Mateusz jest nim zainteresowany, bo tego, że też jest gejem był pewien niemal na sto procent. Pamiętał, że zapoznali się na imprezie zapoznawczej w jego akademiku, bo dziewczyna, z którą Mateusz był na roku, mieszkała dwa piętra niżej niż Alek.
Ostatecznie tylko przygryzł wargę i popatrzył na niego jeszcze chwilę. Na pewno będzie miał okazję jeszcze z nim pogadać, a jeszcze fajniej by było, gdyby Mateusz sam do niego podszedł.
Trącony łokciem przez Norberta zaśmiał się skrępowany i wrócił już do rozmowy przy oknie. Choć nie mówił o tym współlokatorowi, miał wrażenie, że on wie. Dziwne było tylko to, że jeszcze go nie pytał i z drugiej strony, Alek nie wiedział czy byłby gotowy na taką rozmowę. Trochę obawiał się jego reakcji i po prostu chciał go jeszcze trochę lepiej poznać.
Co jakiś czas jeszcze zerkał w kierunku wejścia do kuchni, ale Mateusz i reszta jego przyjaciół niebawem zniknęli mu z oczu.

Mimo wszystko bawił się świetnie. Nieco wstawiony lawirował między ludźmi. Trochę potańczył zachęcony przez jedną z koleżanek z roku, trochę się powydurniał wyjąc przez okno, bo jakiś koleś wyszedłszy po fajki zapomniał portfela i jego współlokator mu go zrzucał na dół. Później sam wyszedł z kilkoma chłopakami po piwo i czas szybko mu minął. Dobiegała dwudziesta druga i część ludzi, wiedząc, że zaraz będą musieli się zbierać, postanowiła iść do jakiegoś klubu, pozostali, ci bardziej uparci mieli zamiar pertraktować z recepcjonistką o możliwość przedłużenia imprezy. Pani Ania, która miała nockę, znana była ze swojej surowości, ale wiedzieli, że jak się z nią dobrze zagada i nikt nie będzie miał skarg, to pozwoli im bawić się przynajmniej do północy. Niby nie byli wcale tak porządni, a regulamin akademików nie był czymś, na co zwracali uwagę, ale wiedzieli, że z paniami z recepcji warto żyć w zgodzie.
Kiedy na korytarzu zrobiło się luźniej, Alek wrócił do kuchni by odnaleźć Norberta. Nie widział go nigdzie na korytarzu ani na schodach. Widząc kolegę wiszącego na parapecie i obłapiającego się z jakąś dziewczyną tylko zamachał do niego ręką i zaraz się wycofał, postanawiając wrócić do swojego pokoju.
Lekkim krokiem zbiegł po schodach, a na recepcji odebrał swoją legitymację. Chwilkę zagadał z recepcjonistką i zaraz wypadł na chłodne powietrze.
Uśmiech nie schodził mu z ust kiedy szedł chodnikiem w kierunku swojego akademika. Po chwili wahania przystanął i aż zaśmiał się wyczuwając w tylnej kieszeni fajki. Nie wiedział do kogo należały, ale widocznie musiał albo schować je przez przypadek, albo zapomnieć, że któryś z kolegów dał mu je na przechowanie. Wyjął jednego i wsunął między wargi schodząc ze ścieżki i wchodząc na plac zabaw skryty między wysokimi sosnami. Nim dotarł do ławeczki przetrząsnął kieszenie, ale nie mógł oczywiście znaleźć zapalniczki.
– Jeszcze raz – upomniał się cicho i na spokojnie zaczął przeszukiwać wszystkie cztery kieszenie, jakie miał w spodniach. Niezadowolony rezultatem tych poszukiwań opadł na ławkę i odchylił głowę na kark.
Zdecydowanie był pijany. Kręciło mu się w głowie, a żołądek miał nieco ściśnięty. Przymknął oczy, nawet nie czując już chłodu nocy i po omacku wsunął papierosa między wargi. Przygryzł lekko filtr i odpłynął na kilka chwil. Było mu dziwnie gorąco, a w głowie promile huczały na przemian z dziwnymi wstawkami wspomnień. Dziwnych myśli, do których mógł się tylko głupkowato uśmiechać.
Nagle poczuł, że ktoś opadł na ławkę bardzo blisko niego.
– I co, nie masz ognia? – Alek powoli uchylił powieki i tylko bardziej się rozluźnił na widok jasnej buzi, o mocno zarysowanej szczęce.
– A… nie mam. Ty masz?
Mateusz pomachał mu przed oczami zapalniczką i zaraz wraz z cichym pstryknięciem przed oczami Alka pojawił się płomień. Chłopak zaciągnął się i ujął papierosa między palce.
– Dzięki. A co ty tu robisz? – zapytał luźno, a Mateusz zapalił cienkiego papierosa i dopiero gdy się zaciągnął, spojrzał na niego dłużej.
– A, śledzę cię może – rzucił wpatrując się w niego przenikliwie, brązowymi oczyma. Dopiero po chwili parsknął śmiechem i trącił go pod żebra, opierając się plecami o ławkę.
Alek przez dłuższą chwilę przyglądał mu się w słabym świetle latarń. Na policzkach miał jeszcze większe rumieńce niż wtedy, gdy widział go ostatnio na górze. Włosy nieco potargane, a mięsiste wargi spierzchnięte. Pachniał potem zmieszanym z dezodorantem, ale i to Alkowi się podobało. Kiedy wpatrując się tak w niego w końcu zwrócił jego uwagę sam parsknął rozbawiony.
– Jestem pijany – orzekł i pokręcił głową. Strzepał popiół i zaciągnął się ponownie papierosem.
Mateusz roześmiał się delikatnie i zerknął na niego pytająco. Nagle jednak wzruszył ramionami i skinął głową.
– Ja też – rzucił przeciągając się na ławce i opierając się łokciami o oparcie. – Ale na szczęście jutro można odespać. Ile razy skacowany byłem na zajęciach?! To, to jest dopiero tragedia. A jak masz niedzielę, żeby ci wywietrzało to nie ma spiny – zaśmiał się.
Alek zgodził się skinieniem głowy i milczał przez chwilę. Kiedy przy kolejnym buchu poczuł gorąco na palcach, przeklął i odrzucił peta na ziemię.
Siedzący chłopak złapał go szybko za rękę i spojrzał na niego uważniej.
– Okej? – zapytał, a Alek z westchnieniem skinął głową i zaraz zabrał dłoń, choć podobało mu się jak delikatne są ręce Mateusza. Ponownie spojrzał na niego dłużej i choć mogło się to wydawać z boku śmieszne, znajdował coś podniecającego w wymianie tych spojrzeń, w odruchu pocierania o siebie warg, jakie w nim wywoływały.
Uśmiechnął się, nagle zaczynając lekko drżeć. Zastanawiał się, czy musiał aż się upić by zrobić ten pierwszy krok? Czy chciał go teraz zrobić? Czy te podchody nie były o wiele przyjemniejsze?
Mateusz odsunął papierosa od warg i odrzucił niedopałek w piasek, po czym ponownie przeciągnął się na ławce.
– Mieszkasz w Jedenastce, co? – Zagadnął.
Alek pokiwał głową i oderwał plecy od oparcia.
– Skąd wiesz?
– Mówiłem, że cię śledzę – zaśmiał się Mateusz i spojrzał na niego intensywnie. – A tak serio, to kilka razy widziałem jak wychodzisz rano z klatki. Tą drogą przy akademikach chodzę na zajęcia.
Alek pokiwał głową ze zrozumieniem pochylił się tak by stykać się ramieniem z Mateuszem.
– No… to jak wiesz już gdzie mieszkam, to teraz do kolekcji brakuje ci tylko mojego numeru telefonu – zauważył nieco spięty. Nigdy nie był przesadnie otwarty wobec facetów, ale też, kiedy już wyczuł, że konkretny chłopak „gra w tej samej drużynie”, potrafił wyjść z inicjatywą. Po alkoholu szczególnie.
Spojrzał w napięciu na Mateusza i trochę pożałował, że był wstawiony. Wolał by chłopak myślał, że nie zrobił tego pod wpływem, a że naprawdę jest nim zainteresowany.
Mateusz odwzajemnił długie spojrzenie i wystawił nieco język, przygryzając lekko jego czubek.
– Nooo… chyba masz rację – powiedział, ale niemal od razu uniósł się z ławki i okręcił w miejscu. – Przejdziemy się? – zapytał spoglądając na niego z góry.
Alek podniósł się nieco chwiejnie z miejsca.
– Dokąd?
– Oj, chodź. Żadnych pytań! – Roześmiał się i pociągnął go za materiał koszulki.
Wyszli na wydeptaną między drzewami ścieżkę. Między akademikami drzewa rosły na tyle gęsto, że szybko znaleźli się poza kręgiem światła latarń, a po kilku chwilach zeszli też ze ścieżki. Alek jednak nie pytał dokąd idą.
Nie odeszli daleko, ale weszli na tyle głębiej między drzewa, że nie mogli być widoczni dla podchmielonych maruderów, którzy mogli kursować między akademikami. Wzrok Alka szybko przyzwyczaił się do mroku i widział, jak Mateusz opiera się plecami o jedno z drzew.
– Masz telefon? – zapytał ciszej chłopak, a on wsunął dłoń do kieszeni, w której zawsze nosił komórkę. Nie wyczuwając jej jednak zaraz pomacał drugą kieszeń.
– Kurczę, chyba zostawiłem w pokoju – powiedział przysuwając się lekko do niego.
Mateusz wyjął swój telefon i odblokował go szybko.
– Dobra, to podaj mi swój numer.
Alek podyktował ciąg cyfr, a kiedy chłopak puścił mu sygnał i schował telefon do kieszeni ciasnych dżinsów, ostrożnie sięgnął do jego ręki. Oblizał usta niepewnie, wpatrując się mocno w jego wargi. Były takie kuszące, a on już od dawna chciał je pocałować. Czy to możliwe, żeby miał aż takie szczęście?
Uśmiechnął się głupkowato i pochylił głowę. Poczuł oddech chłopaka na swojej twarzy i jego szczupłe dłonie na karku. Jego gorący język wsunął się delikatnie do wnętrza jego ust, a ciało przylgnęło do jego. Alek opadł na niego bardziej, dociskając go bardziej do drzewa. Oplótł jego ciało ramionami, a dłonie same zawędrowały pod jego koszulkę. Dotknął jego gorącej skóry i uśmiechnął mocno, przerywając na krótką chwilę pocałunek. Spojrzawszy Mateuszowi w oczy, przełknął ciężko ślinę. Nie czekał długo, aż to chłopak wychylił się do jego warg i pocałował mocniej niż przed chwilą, otarł się o niego sugestywnie i zsunął dłonie na jego biodra. Docisnął go do siebie bardziej, tak, że aż mógł poczuć sztywność na swoim udzie.
– U-uch… – westchnął Alek przytrzymując go mocno ramionami. – Wiesz, nie rób tak… – szepnął chrapliwie i przygryzł jego wargi. Widząc pytające spojrzenie chłopaka tylko zaśmiał się pod nosem. – Nie zrobimy tego tu pod drzewem. Nie jestem aż tak pijany – powiedział muskając jego wargi drobnymi pocałunkami.
– To gdzie to zrobimy?
– No właśnie…?
– U mnie? Jutro o szesnastej? – rzucił Mateusz i zaczesał mu pukiel włosów za ucho. – Zamówimy coś do jedzenia, pogadamy… Okej?
Alek pokiwał głową i dopiero po chwili spojrzał na chłopaka nieco uważniej.
– To będzie randka czy seks? – dopytał jeszcze i nie mogąc się powstrzymać skradł mu kolejnego buziaka.
– Oczywiście, że randka – Mateusz wyszczerzył się do niego, aż na policzkach zrobiły mu się dołeczki.
Alek spojrzał na nie z ulgą i uśmiechnął się także. Ponownie złączył ich usta w pocałunku. Gdzieś poprzez promile dobijała się do niego myśl, że już, koniec, że powinien przestać, że jutro się spotkają i będą mieli dla siebie więcej czasu. Że jutro będzie trzeźwy i wszystko będzie o wiele fajniejsze niż teraz. Nie mógł się jednak oderwać od tych warg, od ciała Mateusza, który ocierał się o niego raz mocniej, a raz zupełnie uciekając biodrami do tyłu.

Było sporo po czwartej, kiedy wrócił do pokoju. Miał wrażenie, że wraz z pocałunkami uleciał z niego alkohol, że pod koniec był już raczej upojony bliskością chłopaka.
Nie zapalając światła zrzucił z siebie ubranie i w samej bieliźnie wsunął się na łóżko. Dopiero po chwili oprzytomniał i wychylił się do biurka po telefon. Na widok nieodebranego połączenia od nieznanego numeru wyszczerzył się szeroko i zaraz zapisał numer.
Kiedy ułożył się już pod kocem napisał szybkiego smsa, z prośbą o adres i wiadomość, kiedy Mateusz będzie w domu. Nie czekał długo na odpowiedź, i choć kiedy tylko przyłożył głowę do poduszki zaczął przysypiać, zdołał jeszcze wymienić z chłopakiem kilka smsów. Dopiero, gdy Mateusz napisał, że jest już w mieszkaniu, odłożył telefon na stojące u wezgłowia łóżka biurko i ułożył się wygodniej. Przymknął oczy, myśląc już tylko o pocałunkach, jakie wymienili i o uścisku jego szczupłych ramion.
Po kilku minutach dźwięk wibracji wybudził go z półsnu.
„Wiem, co zrobiłeś”, przeczytał i zmarszczył lekko brwi.
Zaspany zerknął na nadawcę, a widząc jakiś niezapisany numer, nawet się tym nie przejął. Z jednym zamkniętym okiem odpisał tylko, że to pomyłka, a później wsunął telefon na brzeg biurka i odwrócił się na drugi bok.

Reklamy

8 thoughts on “Wiem, co zrobiłeś. Rozdział 1

  1. Fajnie się zapowiada :) Ciekawe kto wysłał tego ostatniego sms-a? I czy chodzi o obsciskiwanie się Alka i Mateusza? Zapewne niedługo się okaże 😉 Wesołe jest życie w akademikach :) Tęsknię za taką wolnością 😀 Dziękuję i pozdrawiam

    1. Dzięki! C: No zobaczymy, czy dla Alka skończy się wesoło xD Póki co, niech się cieszy.<3
      Dziękuję za komentarz i do środy. Ale nie obiecuję, że cokolwiek się wyjaśni xDDDD

      Ściskam ciepło!

  2. Uu. Wydaje mi sie, ze to moze byc ktos kto nie akceptuje Alka… no i nie wie o jego orientacji ogolnie. I teraz bedzie sie uciekal do szantazu.
    A moze to Norbert? Taki zwykly chlopaczek, a wyjdzie z niego niezle ziolko?
    Tyyyle pytan, a brak odpowiedzi☹️

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s