Till We Are Vol. 1 Ch.06

Po wizycie w szpitalu, na którą Anthony zabrał Theo następnego dnia, mężczyzna, tak jak obiecał, zabrał chłopaka do centrum handlowego. Widział, że wszystkie badania, bardzo znużyły chłopaka, ale sam Theo na nic nie narzekał. Właściwie wcale się nie odzywał, nie licząc kilku wymuszonych zdań skierowanych do poszczególnych lekarzy.
– Chcesz żebym poszedł później z tobą po wyniki? – zapytał blondyn, gdy po kilkunastu minutach wysiadali z samochodu na parkingu pod centrum.
Chłopak wzruszył tylko ramionami i wbił ręce w kieszenie czarnej kurtki, i ruszył za architektem.
– Zrób tak, jak będzie ci wygodniej. – odpowiedział w końcu chłopak wchodząc za blondynem do budynku.
Kiedy weszli do środka ogarnęło ich przyjemne ciepło. W centrum jak zwykle było mnóstwo ludzi. Theo nie lubił takich miejsc, były zbyt zatłoczone i zbyt przytłaczające. Pełne drogich sklepów, błyszczących witryn i bogatych, szczęśliwych ludzi siedzących w tutejszych kawiarniach.
Chłopak wcisnął ręce głębiej w kieszenie i wiernie szedł za Anthonym, nie spuszczając spojrzenia z jego pleców.
– Pomyślę jeszcze o tym, ok? – westchnął tylko mężczyzna, wchodząc po ruchomych schodach na piętro.
Niepokoiła go postawa chłopaka, który zdawał się być obojętnym na wyniki badań. Nie bał się ze mógłby mieć chociażby HIV, albo jakąś inną chorobę. Nie zareagował nawet na propozycję lekarza, by zrobić obdukcję, a na pytania kto go pobił odpowiedział tylko tyle, że napadło go kilku osiłków, których twarzy nie pamięta. Lekarz nie wydawał się być przekonany widząc malinki i ślady pogryzień na ciele bruneta, jednak znając szwagra Anthonego, przestał wypytywać o cokolwiek.
Kiedy byli  już na piętrze, architekt ruszył w kierunku jednego z  bardziej młodzieżowych sklepów, gdzie ubrania były bardziej w stylu chłopaka.
– Wybierz coś sobie. – rzucił do niego.
Brunet odwdzięczył mu się kolejnym pustym spojrzeniem.
– Ja naprawdę niczego nie potrzebuję. – odpowiedział cicho, stojąc nadal niedaleko wejścia.
Anthony westchnął tylko i przeszedł do jednego z wieszaków z jeansami.
– Wolisz ciemne czy jasne? – zapytał unosząc brew i spoglądając na  chłopaka.
Theo wzruszył tylko ramionami i podszedł bliżej mężczyzny. Naprawdę nie chciał być mu już nic więcej winny.
– Więc będą ciemne. – zadecydował mężczyzna zdejmując ze stojaka dwie pary, które według niego idealnie pasowały do sylwetki chłopaka. – Przymierzysz? – zapytał, a widząc kolejne obojętne  wzruszenie ramion pchnął bruneta w kierunku przymierzalni.
Kiedy Theo zniknął za drzwiami,  Anthony odetchnął głęboko i posyłając uprzejmy uśmiech zaciekawionej ekspedientce postanowił znaleźć mu jeszcze jakiś t-shirt. Szybko wybrał dwie ładne koszulki: jeden brązowy t-shirt z czarnym nadrukiem i beżowy podkoszulek. Po chwili namysłu zgarnął też z wieszaka zielony kardigan i poszedł do drzwi przymierzalni.
Zapukał delikatnie i otworzył drzwi. Theo stał w środku pomieszczenia w nowych spodniach i przyglądał się sobie w lustrze.
– Jeszcze to. – Anthony podał mu ubrania z lekkim uśmiechem  i zamknął drzwi czekając aż chłopak się przebierze.
Theo przesunął dłońmi  po nowych rzeczach. W zasadzie bardzo dawno nie miał nic nowego. Bez zastanowienia przebrał się w brązową koszulkę, na którą następnie narzucił podany mu przez mężczyznę sweter. Kiedy skończył się ubierać wyprostował się przed lustrem i przesunął po sobie spojrzeniem. Wszytko oprócz jego papierowej twarzy i podpuchniętych oczu wydawało się być w porządku, więc uchylił drzwi by pokazać się blondynowi.
– Już? – rzucił Anthony retorycznie i wszedł w  drzwi przymierzalni.
Chłopak wyglądał bardzo dobrze. Ciemne kolory kontrastowały z jasną cerą chłopaka, a sweter współgrał ze szmaragdową barwą oczu.
Anthony poprawił mu lekko koszulkę na ramionach, a dłońmi przełożył długie włosy chłopaka na jego prawe ramię.
– Dobrze wyglądasz. – stwierdził gładząc Theo po ramionach, a wzrokiem błądząc po obojczykach chłopaka, wyeksponowanych przez wycięty dekolt koszulki. Widoczne na nich zasinienia stanowczo nie odbierały im uroku. Theo był taki przystojny.
Ciało chłopaka przeszedł lekki dreszcz. Nie lubił być dotykany, szczególnie przez innych mężczyzn, jednak jak zauważył,  Anthony z natury był bardzo dotykalski. Nie powiedział więc nic, tylko odetchnął lekko i spojrzał obojętnie na mężczyznę.
– Te drugie spodnie są dobre? – zapytał blondyn, nie przestając masować ramion chłopaka.
Theo pokiwał twierdząco głową i zgarbił się nieco.
Kątem oka zauważył jak stojąca przy kasie dziewczyna rzuca im co chwila ciekawskie spojrzenia. Bo w zasadzie śmiesznie musieli wyglądać: przystojny, dobrze ubrany mężczyzna na zakupach z posiniaczonym, wychudzonym chłopakiem.
Znowu wychodził na dziwkę?
– Wszystko w porządku? – usłyszał obok dojrzały głos Anthonego.
Szybko  pokiwał głową i przelotnie spojrzał na mężczyznę przed sobą, po czym zawiesił wzrok na lustrzanych drzwiach przebieralni przy których stali. Architekt nie był od niego wiele wyższy, może około pięciu centymetrów, ale jego wysportowana sylwetka i zadbane ciało, sprawiały  z boku tysiąc razy lepsze wrażenie niż sylwetka chłopaka.
– Przymierz drugą. – powiedział Anthony, patrząc na chłopaka ciepłym spojrzeniem.
Brunet od razu cofnął się do środka i zaczął rozbierać.
– Jak będzie pasowała, przebierz się w swoje ubrania i zaraz lecimy. – powiedział architekt po czym wycofał się i zamknął drzwi.
Nie chciał by inni klienci, a także ciekawska ekspedientka widzieli w jakim stanie jest ciało chłopaka. Podszedł więc w kierunku innego stojaka i wybrał jeden ze skórzanych pasków nabitych ćwiekami, który według niego powinien się spodobać Theo. Dobrał jeszcze kilka par skarpetek i bokserek dla chłopaka po czym położył je przy kasie czekając na bruneta. Posłał dziewczynie kolejny czarujący uśmiech i rozejrzał jeszcze raz po sklepie, zastanawiając się czego jeszcze mógłby potrzebować chłopak.
Po chwili sam Theo wyszedł z przebieralni z naręczem ubrań i podszedł do blondyna.
– Pasują? – zapytał jeszcze raz chłopaka, a widząc twierdzące skinienie głową, zwrócił się do ekspedientki by policzyła i spakowała zakupy – Może chcesz coś jeszcze? – zapytał w międzyczasie chłopaka.
– Nie…. – mruknął chłopak obserwując jak z każdą kolejną rzeczą kwota na wyświetlaczu przy kasie rośnie, aż w końcu zatrzymała na astronomicznej kwocie. Jak on do cholery to wszystko spłaci?
Anthony nieświadom myśli chłopaka wyciągnął z portfela kartę i wręczył dziewczynie.
– Kupimy ci jeszcze jakieś buty i zapraszam cię do Starbucksa na kawę, hm? – uśmiechnął się promiennie blondyn.
Theo skrzywił się w duchu. Zostanie tutaj na kawie było ostatnią rzeczą na jaką miał ochotę. Nie powiedział jednak nic i szedł posłusznie obok Anthonego szerokim, jasno oświetlonym korytarzem.
Po kilku chwilach, mężczyzna zatrzymał się przed jednym ze sklepów z obuwiem i zerknął pytająco na Theo.
– Buty… – stwierdził wchodząc do sklepu – Które ci się podobają?
Theo rozejrzał się po sklepie. Wiedział, że sklep w którym byli, nie należał do tych tanich.
– Żadne. – odparł szybko  i spojrzał wyczekująco na blondyna.
Anthony uśmiechnął się do chłopaka mając nadzieję,  że ten w końcu się trochę ożywił.
– Może wejdźmy głębiej, hm? Na pewno któreś przypadną ci do gustu.
– Te, które mam na sobie, bardzo mi się podobają. – odpowiedział cicho brunet.
Anthony zerknął krótko na znoszone trampki na nogach chłopaka.
– Nie wątpię. Ale mamy grudzień, mój drogi i śnieg, a z tego co wiem w trampkach nie jest zbyt ciepło, hm? -zaśmiał się mężczyzna ciągnąc chłopaka w głąb sklepu.
Theo poszedł za nim posłusznie. Mężczyzna wprawnym okiem rozglądał się po rozstawionych po sklepie butach i już po chwili zatrzymał się przy niewysokim podwyższeniu na którym rozstawione były skórzane, ocieplane od środka sztyblety.
– Mogą być czarne? – zapytał i uniósł jedną z par, która wpadła mu w oko. – Siadaj, proszę. – wskazał Theo elegancki stołeczek.
Chłopak usiadł posłusznie, uprzednio odkładając na bok torbę z wcześniejszymi zakupami, po czym spojrzał wyczekująco na blondyna. Ten posłał chłopakowi uśmiech i przyklęknął przed Theo chcąc zdjąć mu jeden z butów.
– Zwariowałeś?! – syknął chłopak, rumieniąc się na policzkach i rozglądając po sklepie.
Oczywiście trafił na kolejne zaintrygowane spojrzenie przeuroczej ekspedientki, przez co spłonił się jeszcze bardziej. Wyrwał mężczyźnie but z ręki i szybko ściągnął własny.
– I jak? – zapytał Anthony dusząc śmiech w sobie.
Ten chłopak był po prostu uroczy.
– Jest okay. – odparł nadal czerwony na twarzy brunet, po czym ściągnął but z nogi i włożył własny trampek.
Anthony skinął na ekspedientkę.
– Pakujemy? – zapytała dziewczyna z szerokim uśmiechem.
– Oczywiście. – odparł mężczyzna odpowiadając zniewalającym uśmiechem.
Dziewczyna zarumieniła się i odeszła w stronę kasy.
– Naprawdę nie potrzebuję nowych butów – stwierdził Theo, obserwując blondynkę, która zerkała co chwilę na Anthonego.
– Theo… – westchnął tylko blondyn zawieszając na nim spojrzenie – Powiedziałem wczoraj, że kupimy wszystko czego potrzebujesz, a według mnie potrzebujesz nowych butów, okay?  To idziemy na kawę? Może wtedy poprawi ci się humor, hm? – uśmiechnął się do chłopaka i zostawiając go przeszedł do kasy.
Ekspedientka z uśmiechem położyła na blacie  zapakowane w torebkę pudełko z butami.
– Gotówką czy kartą? – zapytała  blondyna posyłając mu zalotne spojrzenie.
– Kartą. – odparł mężczyzna podając przedmiot dziewczynie.
– To bardzo dobry wybór…- zaczęła dziewczyna, wskazując głową na leżące obok pudełko – Jeden z najmodniejszych fasonów tej zimy.
– Tak? – Anthony pochylił się do dziewczyny – Widocznie mam oko do ładnych rzeczy, hm? – uśmiechnął się lekko, patrząc dziewczynie w oczy.
– Niewątpliwie. – zaśmiała się blondynka płonąc na policzkach i podsuwając mężczyźnie panel, by mógł wstukać pin.
Theo z obojętną miną przyglądał się  tej scenie ze swojego miejsca. Nie przypuszczał nawet, że Anthony lubi aż tak flirtować z kobietami. Działał na nie, to zauważył już wcześniej. Nawet gdy szli korytarzem niektóre się za nim dosłownie oglądały, ale Theo nie myślał nawet, że mężczyzna odpowiada na zalotne uśmieszki.
Chłopak westchnął tylko i cierpliwie czekał aż blondyn odbierze zakup i będą mogli stąd wyjść.
Po kilku chwilach Anthony wrócił z uśmiechem do chłopaka i wręczył siatkę z butami.
– To teraz kawa i ciasto, co ty na to? – zapytał wychodząc ze sklepu na rozbrzmiewający popowymi, świątecznymi piosenkami hol.
– Jak wolisz. – westchnął chłopak, jakiś dziwnie wyczulony na mijające ich kobiety.
– A ty? Nie masz ochoty?
– Zrobimy jak zechcesz. – powtórzył chłopak.
– Nie jak ja zechcę, tylko powiedz, czego ty chcesz. – powiedział stanowczo mężczyzna zatrzymując się na środku holu i wbijając w chłopaka wyczekujące spojrzenie.
– Chcę już wracać… – odparł chłopak.
Anthony uśmiechnął się do niego.
– Widzisz? Nie było to takie trudne. – zaśmiał się i odwrócił się w kierunku z którego przyszli.
Kiedy wracając podjechali po wyniki Anthony postanowił poczekać na Theo w samochodzie. Chłopak wrócił po kilkunastu minutach z zaklejoną jeszcze brązową kopertą.
– Nie sprawdzałeś? – zapytał zdumiony Anthony. – Ciebie naprawdę nie obchodzi to, że możesz mieć HIV na przykład? – zapytał ostro, marszcząc aż brwi.
– Niespecjalnie… – westchnął Theo wzruszając ramionami.
Naprawdę było mu to obojętne. W końcu i tak kiedyś zdechnie, a prędzej czy późnej jakie to miało znaczenie? Na leki i tak nie miał kasy, więc byłoby to raczej prędzej.
– To może niepotrzebnie robiliśmy te badania, co? Skoro to cię nic nie obchodzi? – rzucił siląc się na spokój i  wyrywając chłopakowi kopertę.
On sam bardzo się tym przejmował. Jak widać bardziej niż chłopak.
Kiedy wyciągnął papiery, szybko przebiegł po nich wzrokiem.
Odetchnął widząc ujemne wyniki i odrzucił kartkę na kolana chłopaka.
– Masz więcej szczęścia niż rozumu. – burknął odpalając silnik i ruszając z parkingu.
– Szczęścia… – mruknął brunet ironicznie i schował dokumenty do koperty.
– Zajedziemy jeszcze po witaminy i maść na te obtarcia i zasinienia, które zapisał ci wcześniej lekarz… – dodał tylko Anthony postanawiając już się nie denerwować na chłopaka.
Chociaż nadal nie rozumiał jak można być tak obojętnym na sprawy dotyczące własnego życia. Starał się tłumaczyć to tym, co ostatnio spotkało chłopaka i chyba tylko dlatego uspokoił się nieco.
Nie odzywając się już do niego zajechał pod aptekę i wyszedł by wykupić receptę, domyślając się, że będzie musiał pilnować, by Theo w ogóle brał te tabletki.
Pokręcił tylko głową i ruszył przez zatłoczone miasto.
– Chcesz jechać po niedzieli do Amber? – zapytał w końcu.
Theo spojrzał żywiej na blondyna.
– Nie wiem… – odparł powoli.
– To ja mam wiedzieć czego chcesz? – zapytał blondyn, siląc się na spokój.
Będzie cierpliwy i pomoże chłopakowi wyjść z dołka. Będzie cierpliwy…
– Pomyślałem, że jak trochę wydobrzejesz, moglibyśmy jechać… – dodał Anthony – Ale jeżeli nie zechcesz to w porządku.
– Nie… bardzo chcę. – odpowiedział Theo żywiej – Ale Amber jest pewnie na mnie zła…
Anthony uśmiechnął się lekko.
– Bardziej zmartwiona…
– Mówiłeś jej…? – zapytał Theo szybko.
Nie chciał, żeby ktokolwiek o tym wiedział. I tak było mu wstyd przed Anthonym, a co dopiero Amber? Nie mógłby chyba spojrzeć jej w oczy…
– Nie. – zaprzeczył od razu blondyn – Nie mówiłem i nie powiem.  Zadzwonię do niej i powiem, że jesteś nie wiem… chory? I że jak wyzdrowiejesz to ciebie przywiozę, w  porządku?
Theo pokiwał głową i osunął się w fotelu.
– Nie przejmuj się. Teraz wszystko będzie już dobrze. – zapewnił go Anthony odruchowo poklepując go po kolanie.
Theo wzdrygnął się i przymknął oczy. Chyba musiał przyzwyczaić się do tego dotykalstwa mężczyzny, westchnął w duchu.
Anthony naprawdę był dziwny.
*

Przez kolejnych kilka dni stan zdrowia Theo dużo się poprawił.
Najgorsze była tylko ta apatia. Theo beznamiętnie poddawał się poczynaniom mężczyzny. Nie sprzeciwiał się niczemu, a na wszystkie sugestie twierdząco przytakiwał głową. Był przygaszony i snuł się jak cień po mieszkaniu architekta. Większość czasu i tak spędzał w swoim pokoju. Anthony już zaczął się rozglądać za jakimś dobrym psychologiem. Sam nie wiedział jak wpłynąć na chłopaka, by chociaż trochę zaczęło mu zależeć.
Pierwszego dnia, gdy wyszedł do pracy, Anthony czekał na niego do późna.
Bał się, że chłopak nie wróci. W końcu siłą go tu przyciągnął, a sam mówił, że nie będzie go zatrzymywał. Wszystko zdawało mu się być takie popieprzone. Podświadomie chyba czekał na jakąkolwiek okazję, by zbliżyć się do chłopaka. Często łapał się też na tym, że gapi się na niego nachalnie czy też trąca rękoma. Theo zwykle w takich sytuacjach spinał się cały, jakby przeczuwał zagrożenie i wbijał w niego obojętne spojrzenie. I mężczyzna był niemal przekonany, że gdyby tylko chciał mógłby go wziąć, a chłopak oddałby mu się bez sprzeciwu.  Dałby mu się posuwać jak tamtemu facetowi…
Anthony był zły na siebie, że nie umiał się hamować. Nigdy przedtem nie miał z nikim takich problemów. Tylko Theo działał na niego jak płachta na byka, przez co cały czas chodził nabuzowany i podjarany, jak dojrzewający nastolatek. Zaczynał się aż zastanawiać czy z nim jest wszystko w porządku, że aż tak podnieca się tym dzieciakiem.
Dzieciakiem? Między nimi było tylko jakieś sześć lat różnicy, nie tak znowu dużo…
Rozmawiał już na jego temat z Amber i razem postanowili, że jak chłopak ‘wyzdrowieje’, spotkają się jeszcze przed świętami na kolacji. Kobieta oczywiście pochwaliła decyzję brata o zabraniu go na święta do domu.
Siedząc w pogrążonym w mroku salonie Anthony starał się wymyślić coś, co by chociaż na chwilę rozweseliło chłopaka. Dobra, chuj z rozweseleniem, żeby chociaż się nieco ożywił, bo jego apatyczne zachowanie przerażało mężczyznę.
Zerknął zaniepokojony na zegarek. Była już prawie siódma.
Anthony żałował, że nie pomyślał o kupieniu mu komórki. Najlepiej takiej z nadajnikiem, pomyślał i uśmiechnął się w duchu. Zaczynał chyba mieć obsesję na punkcie chłopaka.
Nie wiedział ile tak jeszcze siedział, ale z zadumy wyrwał go dźwięk przekręcania kluczy z zamku. Od razu poderwał się i ruszył do przedpokoju. Oprał się o futrynę łuku prowadzącego do salonu i rzucił od razu:
– Gdzie byłeś?
– W schronisku… – odpowiedział spokojnie chłopak, powoli zdejmując kurtkę.
Anthony zmarszczył brwi i zmierzył bruneta wzrokiem.
Zziębnięte czerwone policzki i drżące usta doprowadzały go do białej gorączki. Długi warkocz opadający na bok prowokował, by go rozpleść i zatopić twarz  w pachnących włosach.
– Mówiłeś, że pracujesz do czwartej. – powiedział, zirytowany spokojem chłopaka.
– Tak, ale pod koniec zmiany przywieźli nam sukę z małymi i ktoś musiał się nimi zaopiekować. – wytłumaczył chłopak podchodząc do blondyna.
– I musiałeś to być ty, tak? – zapytał architekt dużo ostrzej niż zamierzał.
– Anthony, to moja praca. – podkreślił brunet. – Moja zmiana. Nic się przecież nie stało.
Blondyn tylko odetchnął ciężej.
Oczywiście, że nie! To tylko on przez trzy godziny się zamartwiał, że coś się chłopakowi stało, albo że wrócił do tamtej kamienicy, tamtego skurwiela, tamtego życia!  Że go zostawił!
To faktycznie nic.
Theo spojrzał na widocznie zdenerwowanego mężczyznę.
Z każdym dniem, czuł się z nim coraz dziwniej.  Zaczynał mięknąć i jak głupek lgnąć do jego dotyku. Nadal się bał, ale kiedy Anthony czochrał go po głowie czy poklepywał chociażby po ramieniu robiło mu się aż cieplej. Nie chodziło tu o to, że podniecał się przy nim, po prostu nigdy chyba z nikim nie miał takich normalnych relacji.  Miał ochotę wyć z rozpaczy, bo z jednej strony czuł, że potrzebuje takiego zbliżenia, a z drugiej bał,  że jeżeli Anthony był gejem, to raczej nie skończy się na zwykłym przyjacielskim uścisku.
Stanął więc przed nim i wbił ręce w kieszenie czarnych rurek, kupionych mu przez mężczyznę.
Nie miał pojęcia jak odwdzięczy się mężczyźnie za to wszystko. Wtedy w centrum kupił mu tyle rzeczy, a w dodatku pozwalał mieszkać u siebie za darmo. No i spłacił jego dług u Prestona.  Coraz częściej Theo myślał o tym, że może powinien dać mu się wyruchać i po prostu odejść. Jeżeli Anthony w ogóle chciałby coś takiego jak on.
– Masz mój numer, mogłeś zadzwonić. – powiedział Anthony nieco spuszczając z tonu czując zapach chłopaka.
– Przepraszam… następnym razem zadzwonię. – odparł od razu Theo spokojnym głosem.
– Rozmawiałem z Amber i jeżeli chcesz możemy do nich jechać na kolację po niedzieli.
Brunet skinął głową twierdząco..
– Idź weź prysznic, śmierdzisz psami. –  dodał jeszcze Anthony i wymijając go ruszył do kuchni.
Prawda była taka, że po całym dniu zapach chłopaka był jeszcze intensywniejszy, a prysznic nieco go niwelował. I jeszcze to jego opanowanie. Jakby celowo go prowokował i kpił sobie z niego.
Po chwili dobiegł go odgłos prysznica. To też go wkurwiło. Czemu był taki posłuszny, do cholery!? Robił wszytko co mu kazał Anthony bez mrugnięcia okiem.
Blondyn  zdenerwowany przygotowywał kolację. Trzaskał drzwiczkami od szafek i rzucał nożami. Zupełnie nie rozumiał czemu go tak nosi. Przypuszczał, że to wszytko przez to, że chciał tego chłopaka. No ale bez przesady. Ile miał lat w końcu? Nie był rozpuszczonym gówniarzem, który musi mieć wszystko.
Może to wszystko przez ten brak seksu? W końcu ostatnio żył niemal jak zakonnik, nawet nie był w klubie, by popić czy potańczyć, chociażby z Ethanem. Ale po raz kolejny upominał się w myślach, że nie jest przecież napalonym szczeniakiem tylko dorosłym facetem, który POTRAFI utrzymać chuć w ryzach.
Kiedy tak stał przy kuchni nagle rozdzwoniła się jego komórka. Odebrał ją z krzywym uśmieszkiem na ustach.
– Hej… masz może ochotę na małe… spotkanie? – zaśmiał się Jake wprost do jego ucha.
– Spotkanie mówisz? – zapytał Anthony sugestywnym tonem.
Gdy był ostatnio w klubie,  jeszcze zanim znalazł Theo, wymienił się numerami z barmanem i zdarzyło im się kilka razy spotkać na seks.
Blondyn aż uśmiechnął się lekko na wspomnienie ciała mężczyzny. W zasadzie dlaczego nie, pomyślał, zaraz przypominając sobie jak długo wyczekiwał dzisiaj na Theo. Theo.Theo. Theo….
– Tak. Mogę być za pół godziny…? – rzucił Jake.
Anthony zagryzł wargę.
– Wiesz u mnie raczej nie wypali… nie mieszkam teraz sam. – rzucił krótko.
Z jednej strony chciał się spotkać z barmanem. Podobało mu się jego ciało i to, jaki był w seksie.  Charakter też miał fajny, zdarzało im się gadać o różnych rzeczach i ich znajomość Anthony mógł określić jako przyjaźń z bonusami, w postaci dobrego seksu. Ale z drugiej… czuł się jakby był nie fair w stosunku do Theo.
– Jakiś motel? – zasugerował Jake. – U mnie nic z tego…
Anthony zastanawiał się głęboko. I w sumie dlaczego?! Przecież wcale nie był w tym sensie związany z brunetem. Tylko mu pomagał. Tylko razem mieszkali. Theo był tylko seksownym, długowłosym chłopakiem, o którym zdarzało mu się mieć perwersyjne fantazje. Takie krótkie, małe…
– Dzisiaj chyba nic z tego… – rzucił do słuchawki.
Mężczyzna po drugiej stronie się zaśmiał krótko:
– Jak w liceum, jest czym i z kim, a nie ma gdzie.
Anthony zaśmiał się nieco rozluźniony.
– Widzę dawne, dobre lata się przypominają.
– Niekoniecznie dobre i niekoniecznie tak dawne… ale u ciebie wszystko okay? Dawno cię nie było w Asylumie. – zapytał Jake.
– Tak jest okay. Po prostu muszę ogarnąć kilka rzeczy. – odparł Anthony opierając się tyłkiem o blat.
– Ech okay… no, ale jakbyś zmienił zdanie i miał ochotę to dzwoń. Nawet dzisiaj. Nawet niekoniecznie na seks, a na zwykle picie… gadanie? – podsunął mu barman.
Architekt brzmiał naprawdę dziwnie.
– Spokojnie. Poradzę sobie ze wszystkim. – odparł Anthony, siląc się na weselszy ton.
W końcu nie działo się nic złego.
– Na pewno? – dopytał Jake.
– Na pewno. A jak już będę na skraju to zadzwonię. – dodał, słysząc już jak Theo wychodzi z łazienki.
– To okay. Nie przeszkadzam już. Pa. – szybko pożegnał się barman.
– Dzięki, do zobaczenia. – rzucił Anthony po czym jego wzrok padł na wchodzącego do kuchni chłopaka.
Theo przebrany był jak zwykle po wieczornym prysznicu w bokserkę i szorty architekta, w których sypiał.
– Siadaj. – rzucił Anthony do niego.
Kiedy sam usiadł naprzeciwko chłopaka z uporem starał się nie patrzeć na jego ciało widoczne spod koszulki. Siniaki i zadrapania były jeszcze widoczne, ale jasna skóra chłopaka była tak kusząca. Jego szyja, obojczyki, a nawet szczupłe nadgarstki i długie palce, niesamowicie nakręcały blondyna.
Anthony przesunął wzrokiem po twarzy chłopaka.
Im dłużej z nim mieszkał tym bardziej był nim zafascynowany.
Theo czując  na sobie wzrok mężczyzny, przełknął speszony to, co miał w buzi.
– Wszystko w porządku? – zapytał w końcu.
Anthony zamrugał i uśmiechnął się lekko.
– Tak, tak… – odparł schrypniętym nieco głosem – Jak było w pracy? – zapytał  wracając wzrokiem do swojego talerza.
– Tak jak zwykle. – odparł chłopak wzruszając ramionami. – A u ciebie? – mruknął pod nosem.
– W porządku.  – odpowiedział  krótko mężczyzna, unosząc wzrok na chłopaka  – Znowu nie wytarłeś włosów porządnie. – dodał unosząc się z krzesła i zmierzając do łazienki po ręcznik.
Kiedy z nim wrócił do kuchni stanął przed chłopakiem i zaczął wycierać mu głowę.
– Nie jestem małym dzieckiem. – usłyszał spod ręcznika, cichy głos chłopaka, który okręcił się na krześle tak, że teraz blondyn stał między jego nogami.
Anthony uśmiechnął się do siebie.
– A czasami tak się zachowujesz. – rzucił trąc puchatym ręcznikiem głowę chłopaka.
Nagle przypomniał sobie ten wieczór, gdy pomagał Theo się wykapać. Ciało chłopaka, jego…
– Niby kiedy…? – zaoponował Theo cicho wzdychając.
Czasami wydawało mu się, że przywykł do dotyku blondyna. Co prawda na początku jego ciało automatycznie drętwiało, jednak później nie było już tak nieprzyjemnie.  Musiał przyznać, że lubił to ciepło, które dawały dłonie blondyna.
– Na przykład teraz… naprawdę tak ciężko wysuszyć ci te włosy? – zapytał Anthony.
– Przecież były prawie już suche…
Anthony roześmiał się i zsunął ręcznik tak, by widzieć twarz chłopaka. Theo czasami go po prostu rozbrajał. Bywał taki… dziecinny? Brakowało jeszcze by przewrócił oczyma i prychnął w wyrazie zniecierpliwienia, jak robią to mali chłopcy.
– Prawie. – podkreślił w krzywym uśmiechem.
Siedzący przed nim chłopak patrzył się na niego z dołu tymi swoimi zielonymi oczyma. I nawet chyba nie zdawał sobie sprawy z tego jak seksownie wyglądał w tym przydużym podkoszulku należącym do blondyna. Z lekko uchylonymi ustami na wysokości krocza mężczyzny.
Anthony odetchnął płytko, zaciskając palce na ręczniku i wpatrując się w oczy chłopaka. Przecież nie zrobi nic głupiego tylko dlatego, że mu się chce.
W jednej chwili odszedł od chłopka, zostawiając ręcznik na jego włosach.
– Posprzątasz po kolacji? – zapytał obcym dla siebie głosem.
Theo pokiwał tylko głową, na co Anthony od razu ruszył do przedpokoju.
– Wychodzisz? – zapytał chłopak wychodząc za nim.
– Tak. – odparł architekt – Nie czekaj na mnie… – dodał, zanim zdążył pomyśleć, że przecież chłopak nie miałby żadnych powodów by to zrobić. Kiedy już się ubrał wyszedł z mieszkania i wybrał numer do Jake’a.
Chyba jednak musiał się spuścić…
Theo po wyjściu Anthonego rozejrzał się po mieszkaniu.
Niby nie rozmawiali  nigdy zbyt dużo, a jak już to Anthony ciągle coś mówił, ale po wyjściu mężczyzny zrobiło się bardzo cicho. Theo zmarszczył brwi i przeszedł do kuchni, by tak jak kazał blondyn, posprzątać po kolacji.
Cały czas zastanawiał się dokąd mógł wyjść mężczyzna. Gdy  wychodził z łazienki usłyszał końcówkę jego rozmowy telefonicznej.
Czyżby Anthony miał jakieś problemy? Ale z drugiej strony pytał go o to przy kolacji. No, tylko że Anthony, nie miał żadnych powodów, by to właśnie jemu zwierzyć się z jakichkolwiek kłopotów. Przecież tak właściwie to Theo był chyba jednym z nich.
Chłopak zgasił światło i szybko przeszedł do swojej sypialni skąd wziął koc i poduszkę. Następnie przeniósł to wszystko do salonu, gdzie zapaliwszy uprzednio stojącą przy dalszym fotelu lampkę ułożył się na kanapie.
W ten sposób powinien usłyszeć wracającego mężczyznę i mieć okazję by z nim  o tym porozmawiać.
Przecież  w każdej chwili mógł się wynieść, pomyślał, przesuwając wzrokiem po książkach leżących na meblościance naprzeciwko sofy.
Nie chciał być problemem dla mężczyzny. Anthony tak bardzo mu pomógł przecież. Ciągle pomaga…
Z drugiej strony ciekawe dokąd poszedł.
Może do jakiegoś mężczyzny? – pomyślał chłopak przekręcając się  na plecy i wbijając wzrok w żółty od światła lampy sufit.
Nie dało się zaprzeczyć, że architekt był bardzo przystojny. Miał też sympatyczną osobowość. Był bardzo dobry i uczciwy… Ciekawe czy ma kogoś…?
Ale przecież mieszkają razem już ponad tydzień, a Anthony nie spotykał się z nikim po pracy, cały czas spędzał w domu z nim, z Theo. Dopiero dzisiaj dokądś wyszedł.
Bardzo nagle zresztą, więc może to było coś związane z pracą…
Ale czy gdyby chodziło o pracę, zachowywałby się tak dziwnie jak dzisiaj? Raz był zdenerwowany, raz wydawał się być w zwykłym dla siebie, dobrym humorze. On w ogóle chyba zawsze ma dobry humor… tylko ostatnio … od kilku dni. Może Theo faktycznie tutaj przeszkadza, tylko Anthony mówił mu, że może zostać jak długo chce i nie wie jak go teraz wyrzucić?
Theo usiadł aż na posłaniu i westchnął zrezygnowany. Po chwili opadł na poduszki i przymknął oczy. Był naprawdę zmęczony. Dzień w pracy należał do tych bardziej męczących. A później jeszcze musiał nakarmić z butelki małe szczeniaki, których matka straciła po porodzie pokarm.
A może powinien sam odejść…?
Ale chyba… nie chciał..

Reklamy

9 thoughts on “Till We Are Vol. 1 Ch.06

  1. Witam,
    Thoe jest taki obojętny na wszystko… jak dobrze, ze nie jest czymś zarażony… Tho nawet nie waż się myśleć o wyniesieni!
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie

  2. Przysposabianie chłopaka do siebie. Dzielny pan architekt, ale jeśli mam być szczera, bardziej go chwalę za to, że w końcu wyszedł i poza wgapianiem się w chudą niedostępną dupcie, poszedł się zabawić. Każdemu się należy, a poza tym Jake wydaje się sympatyczny (mimo że mało go było. Jak dla mnie za mało, przez to bardzo liczę na większą scenę z nim w kolejnym rozdziale.) W ogóle, Jake fajnie się zachował, zainteresował się, a nie tylko przyjął do wiadomości, że ruchanka nie będzie. Szczerze, poza zakończeniem, wykazał więcej zainteresowanie Anthonym niż Theo przez cały rozdział, który był trochę jak obrażona pannica. Te jego jak chcesz, nie wiem i w ogóle foszek z przytupem… eee… rozumiem, że chłopak ma problem, czuje się zaszczuty, ale jak jest mu tak źle z tym że jest dłużny Anthonemu, to niech chociaż będzie mu wdzięczny. Moja opinia. Dlatego tym bardziej popieram to aby Anthony poszedł sobie z kimś pogadać, pozwierzać się, mieć numerek i się rozluźnić. Tym bardziej jak nie jest skazany na prawą rękę. Co nie zmienia faktu, że jak zwykle czuje w powietrzu nieporozumienia wynikające z tego że każdy myśli co innego i nikt sobie nie mówi co myśli. Dorabianie teorii do dziejów. Ech, niby to irytuje, ale też dzięki temu jest ciekawiej w opowiadaniu. W końcu są problemy! A ile można czytać o wspólnym siedzeniu pod kołdrą i piciu kakao.
    Ah, a co do jeszcze takich moich małych szoczków podczas czytania. Dwie koszulki i kardigan… ok. Myślałam, że Theo ma inny gust jeśli chodzi o ciuchy. Bardziej… bojowniczy. Taki bardziej pasek z ćwiekami a nie „sweterek”. I to co pisała Another z tymi bluzkami. Że chyba przyda mu się ich więcej niż dwie.
    Scena z butami urocza, w końcu Theo zareagował. Od razu odzywa się we mnie chęć szturchnięcia go przysłowiowym patykiem, aby częściej jakoś reagował. Taka maluuusia tresura, która na bank nie była by dla niego dobra.
    No to chyba ogólnie tyle. Rozdział czytany wcześniej niż koment pisany więc coś mogło mi umknąć, ale ogólnie to tak ;) Niemniej bardzo lekko się czyta. Nie muszę za bardzo się skupiać przy opisach na pięć stron XD

    1. Ogólnie łapię się na tym, że prawie wszyscy faceci w moim opowiadaniu są tacy wielcy, tacy dobrzy i sympatyczni. Z jednej strony to jest fajne, ale z drugiej, trochę mnie dobija. ;p
      Tak, Theo zachowuje się nieco jakby był obrażony, jednak tak naprawdę jest upośledzony społecznie i nie potrafi normalnie żyć z ludźmi. Poza tym przez te swoje ‚jak chcesz’ i ‚nie wiem’ raczej stara się dać wolną rękę architektowi, by mężczyzna sam podejmował decyzje. Chłopakowi jest zwyczajnie wszytko obojętne, jak już opisałam to w rozdziale drugim. Dlatego też nie walczy z Anthonym o rodzaj ciuchów i pozwala mu się ubierać w to co on wybierze. Akcja tego rozdziału dzieje się dzień po odnalezieniu chłopaka u Prestona i przynajmniej dla mnie byłoby nieco dziwnie gdyby chłopak od razu umiał dogadać się z Anthonym, byłby rozradowany i w przeciągu kilku godzin zmienił swoje podejście do życia. xD No ale ostatnia scena raczej wskazuje na to, ze powoli, powoli zaczyna coś się w nim zmieniać.
      Ogólnie moje opowiadanie raczej nie jest nastawione na ciągłe ruchanie, jeżeli nie zmienia ono czegoś w fabule. Chociaż seks jest dobry i bardzo dobry w każdej ilości. xD Ale zarys bardziej pikantnej scenki już pojawia się na horyzoncie i mogę sobie wyobrazić pod nią komentarze. Ale nie, nic nie zdradzam xDD
      Rany, rozwala mnie to, że już jako kolejna osoba zwróciłaś uwagę na ilość ciuchów zakupionych przez Anthonego. Dziwne uczucie, bo w końcu nie ciuchy są najważniejsze w rozdziale. xDD No ale czytelnik czytelnikowi nierówny i każdy wyłapuje coś innego. c:
      Ha ha ha! Nie wiem czy brak tych opisów to zaleta czy wada. xD Ale skoro lekko się czyta, to jest w porządku. c:

  3. Fajnie jakbyś napisała jeszcze jakieś opowiadanie, ja sama mam jeszcze pomysły, ale nie wiem kiedy je zrealizuje.
    I błagam, nie napalaj się nam moje opowiadania, bo jak będziesz je sobie wyobrażała jako coś bardzo dobrego, to mogę cię zawieść xD Nie chcę tego ;P
    Zaciekawiłaś mnie teraz :P

    1. Ja również mam mnóstwo pomysłów. Gorzej z czasem by je przelać na komputer. Przez wakacje pracuję i w pracy mogę sobie spokojnie poukładać te historie w głowie, jednak jak wracam do domu nie mam siły pisać. Wstukam na telefon szkice, żeby nie zapomnieć i tyle… No ale nic, jakoś to będzie.

      Oj tam, jestem pozytywnie nastawiona na Twoje opowiadanie i raczej tak zostanie. Do pierwszego września jeszcze trochę czasu xD Będzie dobrze. C:

      Zaciekawiłam? Dobrze, kolejny rozdział w niedzielę. To świetne uczucie jednak jak ktoś tak motywuje komentarzami do pisania i zdaje się wyczekiwać nowych rozdziałów. Jeżeli teak nie jest, nie burz mi proszę tego wyobrażenia. xD

  4. Byłam pewna, że rozdział będzie jutro, a tu niespodzianka xD Pomyliłam się czy to ty inaczej dodałaś? Tak czy siak, cieszy mnie taka „pomyłka”.
    To zabawne, że Theo ma podobną sytuacje do chłopaka z mojego opowiadania. Znaczy, ciężko to nawet określić. Podobna, ale w zasadzie różna. Zobaczysz sama. A jednocześnie są całkowicie inni. Fajnie xD
    Anthony jest cierpliwy jak cholera… Nie wiem jak on to robi, naprawdę. No i fajnie, że Theo zaczyna przyzwyczajać się do dotyku, przynajmniej Anthoniego. W zasadzie to nawet lepiej by było jakby miał wciąż tą awersje do dotyku wobec innych ludzi i dawał się macać tylko architektowi. To by było urocze…
    I czy tych koszulek nie będzie potrzebował więcej? Jedynie później dokupią.
    Nie mogłam z tego, jak Anthony chciał ubrać buta Theo, jeny, niczym służący xD I ciekawe czy opiszesz scenę seksu Anthoniego i Jake`a, o ile do takiej dojdzie. Nie będę zła na blondyna, jeśli tak… Każdy zasługuje na porządny orgazm od czasu do czasu xD
    Akcja się rozkręca, a ja coraz bardziej się wciągam, tak więc nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ;) Szkoda, że opek a być dość krótki. Ale ważne by był treściwy ;)

    1. Postanowiłam, że na blogu będę umieszczała informację, kiedy pojawi się rozdział, aby nie było wątpliwość. Rozdziały będą ukazywały się tak, jak do tej pory, ale mała notka nikomu jeszcze nie zaszkodziła. C:
      Jej, coraz bardziej mnie intrygujesz własnym opowiadaniem.
      No Theo nie jest dotykalski w ogóle, ale zaczyna coś w nim pękać. I chyba właśnie dzięki architektowi, który powoli zdobywa sobie monopol na chłopaka. xD
      Do tej sceny mam, szczerze mówiąc, dziwny stosunek. Z jednej strony jest taka… no nie wiem, burzy poważny nastrój i w ogóle… xD

      Ach, kto wie może to nie będzie jedyne opowiadanie na stronie? Może po skończeniu TWA, będę nadal pisała tego typu teksty i któryś może ci się spodoba. xD

  5. Urocze. Anthony to taka kochająca mamuśka dla Theo, że aż dziwnie mi czytać o tym seksualnym napięciu między nimi xD
    Co nie znaczy, że nie „shipuję” tej pary xD
    Dopinguję im z całego serca i mam nadzieję, że jeszcze trochę pocierpią, ale nie tak… typowo. Rozumiesz, mam nadzieję, że jeszcze mnie zaskoczysz i nie zawiedziesz brakiem oryginalności i przesadą… ( jestem hipokrytą, bo czepiam się ludzi o to co sama robię ciągle xD)
    No, a tak ogólnie to coś czuję, ze moje komentarze stają się coraz krótsze i coraz mniej treściwe dlatego chyba już się zamknę… Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy xD

    1. Ha ha ha! Tak czy inaczej, wychodzi na to, że historia wzbudza w Tobie jakieś emocje, oprócz mega wkurwu i załamania na widok kolejnych błędów. xD
      Wiem o co chodzi i mam nadzieję, że się nie zawiedziesz. Czas pokaże jak to będzie. ;p
      Tak szczerze, też jestem chyba pełna hipokryzji, więc Twoja mi nie przeszkadza.
      Nie zamykaj się w żadnym wypadku! xD
      Pozdrawiam również i mam nadzieje, że pod rozdziałem siódmym również coś skrobniesz. C:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s