Till We Are Vol. 3 Ch.16

Wpadając w zaułek, przecisnął się przy stojącej już w nim karetce i zatrzymał się w miejscu. Nie do końca chyba rejestrował to co widzi – jak sanitariusze pochylają się nad Keithem, jak zakładają na jego twarz maskę, a jeden wyciąga strzykawkę. Nie słyszał też niemal nic z tego co mówili, a po prostu obserwował ich poruszające się wargi.
Zaciskając dłoń na trzymanym inhalatorze, słyszał tylko szum w głowie. Przed oczyma migały mu światła karetki, co raz zalewając scenę przed nim innymi kolorami.
Jęknął chyba, widząc jak jeden z mężczyzn zupełnie przesłania sobą rzeźbiarza, co jeszcze bardziej wzbudziło w nim niepokój.
Przecież nie mógł go stracić, nie teraz, kiedy byli szczęśliwi, kiedy wszystko między nimi się wyjaśniło. Przecież zmienił się dla niego, przecież to wszystko było dla niego. Wszystko co teraz robił.
Miał świadomość, że może jego postawa wobec Keitha była zbyt dramatyczna, ale on nie umiał inaczej. Jak kochał to już chyba do końca, tak na śmierć i życie. Nie wyobrażał sobie, by mógł sobie poradzić bez rzeźbiarza, by w ogóle jego życie miało jakikolwiek sens bez niego. Nie mógł go stracić, po prostu nie mógł.
Jak będzie dalej żył bez jego głosu i ramion? Bez jego pocałunków i troski, którą zawsze go otaczał? Cholera, był pewien, że nie będzie. Miał wrażenie, że to przy nim poznał smak prawdziwej miłości. W końcu to z Anthonym było tak bardzo platoniczne, zupełnie naciągane. I dopiero Keith był prawdziwy, tak zupełnie cudowny.
Nie czuł nawet łez spływających mu po policzkach, ani drżących nóg, na których nie mógł niemal ustać. Po prostu wpatrywał się w obraz przed sobą, a jego głowę zalewały same czarne obrazy. Pod ich naporem zupełnie oderwał się od swojego ciała, nie czując jak bardzo go zawodzi. Po prostu stał i patrzył. Czekał, a każda sekunda wlokła się bezlitośnie.
Gina oddychając głęboko, dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, że Ethan wrócił już i stał tuż przy karetce. Jej samej serce waliło mocno, a ręce drżały gdy co chwilę poprawiała nerwowo włosy. Nie raz już była świadkiem takiego ataku u mężczyzny, ale za każdym razem przeżywała to równie intensywnie. W końcu każdy atak mógł być tym ostatnim.
Kiedy dzwoniła po karetkę, bała się, że ta przyjedzie już za późno,w końcu stan w którym go znaleźli był tragiczny. Nic by chyba nie opisało jej ulgi, gdy kobieta po drugiej stronie słuchawki poinformowała ją że przyjęto już takie zgłoszenie i pomoc jest już w drodze. Zamierzała zrugać Keitha za jego bezmyślność, gdy ten już wydobrzeje lecz czuła się niemal tak samo winna. W końcu już od lat mężczyzna nie miał ataku, że i ona sama zapomniała o jego chorobie. Nie mogła uwierzyć, że ten był aż tak głupi, że tak się narażał.
Obserwując ręce sanitariuszy, po raz któryś odetchnęła drżąco i zerknęła na Ethana.
Chłopak prezentował się tragicznie – cały roztrzęsiony i zapłakany, stał z opuszczonymi rękoma i wpatrywał się w rozgrywaną scenę tępym spojrzeniem.
Po chwili wahania, Gina podeszła do niego i położyła mu rękę na ramieniu. Przecież oboje go kochali, oboje się martwili, chociaż Ethan widocznie miał słabsze nerwy. Kiedy tylko pogładziła go po ramieniu, ten drgnął i spojrzał na nią wystraszonymi oczyma.
– No… – zaczęła uśmiechając się do niego blado – Teraz już będzie dobrze… za kilka minut… – szepnęła i jęknęła zaskoczona, gdy chłopak mocno się w nią wtulił.
Zupełnie jak jakiś mały, bezradny chłopiec, którego przerastało to, z czym musiał się mierzyć. Z trudem przełknęła gulę stojącą w jej gardle, gdy plecy chłopaka zaczęły drżeć, a on stłumił szloch w jej ramieniu. Na Boga, czy to nie było śmieszne? Czy nie pocieszała właśnie chłopaka, który odebrał jej całą nadzieję, że ma jakiekolwiek szanse na związek z Keithem? Ile razy, w chwilach słabości, życzyła mu jak najgorzej? Ile razy pragnęła, by chłopak nie wrócił z tamtego wyjazdu?
Przełykając gorycz pogładziła go po drżących plecach. Jane też niejednokrotnie pocieszała, gdy ta kłóciła się z chłopakiem, później mężem. I cholera, tak właśnie wyglądało jej pieprzone życie!
– No, już, Ethan… – westchnęła, starając się odciąć od nieprzyjemnych myśli.
Głaszcząc go po głowie, obserwowała sanitariuszy. Po kilku kolejnych chwilach mężczyźni wyraźnie rozluźnieni zaczęli składać swoje rzeczy. Jeden z nich pomógł Keithowi unieść się z ziemi i podprowadził go do otwartej karetki.
– No, panie Hayward… – zaśmiał się młodszy z nich – ma pan szczęście – rzucił usadzając go w drzwiach samochodu.
Ethan zesztywniał, gdy w końcu poprzez szum usłyszał poruszenie i przekręcił głowę, zerkając w stronę rzeźbiarza.
Blondyn uspokajając się powoli, skinął tylko głową.
– Wie pan co by się stało, gdyby…
– Wiem… – mruknął Keith, obserwując jak sanitariusz ponownie zabiera się za mierzenie mu ciśnienia. – Była tu… chyba Gina…? – rzucił zupełnie nie mając pojęcia czy jej słowa i to wszystko było prawdziwe, czy po prostu już miał jakieś halucynacje z braku tlenu.
– Jest, jest… – zaśmiał się drugi z mężczyzn, który porządkował rzeczy we wnętrzu karetki. – Dzielną ma pan narzeczoną. – dodał jeszcze.
Keith zerknął w kierunku Giny oblizując usta i przygarbił się nieco, czując się bardzo zmęczony i ociężały.
– To nie jest moja narzeczona… – powiedział cicho i oparł się ciężej o drzwi samochodu.
Gina słysząc te słowa drgnęła lekko, uśmiechając się gorzko. Tak, nie była nią i nigdy nie będzie. Przez chłopaka, którego właśnie pocieszała tuląc do siebie.
Ethan uśmiechnął się krzywo i odsunął w końcu od dziewczyny. Opierając się o drzwi karetki zerknął na kochanka. Oczywiście miał do niego żal o to, że nie powiedział mu nic o swojej chorobie, ale w tej chwili po prostu patrzył na niego, by upewnić się, że wszystko jest okej. Bo to teraz było najważniejsze. Później będzie się na niego denerwował, później wygarnie mu co myśli o jego bezmyślności, ale teraz po prostu cieszył się, że mężczyzna żyje.
Rzeźbiarz łapiąc spojrzenie chłopaka wykrzywił usta w lekkim grymasie. Nie wyobrażał sobie nawet jak musiał go nastraszyć.
– Dlaczego nie miał pan przy sobie inhalatora? – dopytywał sanitariusz – W ogóle, kiedy był pan ostatnio na badaniach? – rzucił, krzątając się przy nim.
Keith odetchnął i zamrugał kilka razy, oblizując ponownie wargi. Cholera już bardzo dawno tego nie czuł – tego realnego zagrożenia i zwykłego strachu, bezsilności.
– Bardzo dawno temu… – westchnął tylko i pokręcił głową.
– Więc może zabierzemy pana od razu, co? – rzucił chłopak, a on tylko wzruszył ramionami.
– Jasne… – westchnął i pokiwał głową, przenosząc spojrzenie na szatyna – Zaczekasz w domu…?
– Nie, pojadę za wami i razem wrócimy. – powiedział ochrypłym głosem Ethan, przełykając ciężko ślinę. Miał wrażenie, że nogi nadal mu się trzęsą.
– Okej… – rzucił Keith łapiąc kolejne przestraszone spojrzenie kochanka, pozwolił się wprowadzić do karetki.
Kiedy samochód wraz z rzeźbiarzem odjechał, Ethan zerknął na Ginę i uśmiechnął się do niej lekko.
– Wiesz…. dzięki… – wydusił – Gdyby nie ty…
Gina zmarszczyła brwi, czując się okropnie z serdecznością jaką widziała w jego oczach. W końcu kochała blondyna, to o niego się martwiła. O niego. Nie o Ethana. Nie chciała go pocieszać ani przytulać, uspokajać. A widząc tę beznadziejną wdzięczność w jego spojrzeniu, spięła się bardziej i powstrzymała jego dalsze słowa ruchem dłoni. Przecież nie była jego przyjaciółką, chociaż ostatnio ich relacje tak właśnie wyglądały, przez całe przygotowania do wystawy, przez to, że Keith zabierał go niemal zawsze na ich spotkania. I ona musiała patrzeć na te ich porozumiewawcze spojrzenia, na drobne gesty, które sobie okazywali. Zupełnie nie mieli pojęcia jak się ona czuje, a ona nie wiedziała już, czy rzeźbiarz robił to celowo, czy może tak po prostu okazywał chłopakowi swoją miłość.
I nieważne ile razy ona postanawiała to dzielnie znosić, za każdym razem przytrafiło się coś co zupełnie wybijało ją z rytmu. Jak chociażby to zaprzeczenie przy sanitariuszu. Okej, taka była prawda, ale… czy mężczyzna nie był słaby po ataku? Czy musiał mu zaprzeczyć, postawić między nimi taką twardą barierę?
A przecież to ona znała Keitha lepiej. To ona wiedziała o jego chorobie, to ona zawsze była obok. Nawet dzisiaj, przy tym ataku. To ona szeptała mu, że go kocha, i że go potrzebuje. Groziła mu, że jeżeli odejdzie, to ona osobiście się z nim policzy. Nie Ethan. ONA. I to było tak cholernie nie fair, że pomimo uczucia jakim go darzyła i pomimo tego, że zawsze była blisko, sama nigdy nie mogła liczyć na wzajemność.
Wygładzając ciemną sukienkę na brzuchu, wzruszyła tylko ramionami i spojrzała w oczy Ethana.
– Przestań… przestań mi dziękować… – rzuciła i spuściła wzrok na ziemię.
Domyślała się, że Keith nie powiedział nic chłopakowi, inaczej ten nie traktowałby jej tak dobrze, a raczej jak swojego wroga.
Ethan zmarszczył lekko brwi i przysunął się do niej.
– No… gdybyś nie zadzwoniła po karetkę…
– To Keith po nią zadzwonił, Ethan, nie ja… – powiedziała w końcu i pokręciła głową – Nie jestem twoją przyjaciółką, więc jedź już do niego i… tyle… – rzuciła gorzko i poprawiła nerwowo włosy.
– Gina… – zaczął chłopak i sięgnął ręką do jej ramienia – Przecież… Gdyby nie ty… – dodał i zamrugał zaskoczony widząc, że dziewczyna się odsuwa.
Na pewno gdyby nie ona, nie potrafiłby się szybko uspokoić.
– Właśnie… – Gina zaśmiała się gorzko – To tak cholernie głupie, że ci pomagam… powinnam kopać pod tobą dołki… – dodała i przygryzła mocno wargę.
– O czym ty mówisz, przecież…
– Keith ci nie powiedział? – rzuciła i uniosła na niego wilgotne spojrzenie – Kocham go, ale on chyba woli ciebie i to, jak go zawsze ranisz… a nie mnie. – dodała.
Ethan wypuścił głośno powietrze z płuc i przełknął ciężej ślinę nie wiedząc co miałby jej odpowiedzieć, ale nagle poproszenie jej by przeszła z nim do samochodu i pojechała po blondyna, wydało mu się być jakimś chorym żartem.
Stojąc, wpatrywał się w nią bez słowa, aż w końcu ta odwróciła się i ruszyła ku drzwiom prowadzącym na zaplecze galerii.
Chłopak po kilku chwilach sam skierował się do wyjścia z zaułku i ruszył ku samochodowi kochanka.
Ten wieczór był tak zaskakujący, że niemal czuł jak wszystkie zdarzenia, rozsadzają mu czaszkę. Rodzice, atak i teraz jeszcze Gina.
Trudno było mu uwierzyć, że Keith wiedział o jej uczuciach, skoro zawsze się spotykali i traktowali tak ciepło. Czy gdyby wiedział, byłby tak okrutny? Zmuszając ją by patrzyła na nich? Jak się przytulają, trzymają za ręce? Sam pewnie wolałby odciąć się w takiej sytuacji.
Poza tym, nagle Ethan przypomniał sobie jak zawsze był zazdrosny o Jane. A przecież Gina była bardzo podobna do zmarłej siostry. Czy Keith nie kochał nadal zmarłej kobiety? Czy nie chciałby być z nią gdyby tylko miał szansę? A co jeżeli podczas jego pobytu na Haiti, doszło między nimi do czegoś? Co jeżeli…
Chłopak starał się zignorować rosnący w nim niepokój, nie chciał wymyślać czegoś i ponownie wprowadzać między nimi zamętu. Zwłaszcza, że przez ostatni czas było między nimi tak wspaniale. Z drugiej strony jednak bolało go to ile kochanek nadal przed nim ukrywał. To nie było uczciwe.
Dojeżdżając do szpitala, chłopak ochłonął nieco starając się skupić tylko i wyłącznie na Keithcie i na tym, by zaopiekować się nim po ataku. Szybko jednak, podczas czekania na niego w poczekalni, złość ponownie zaczęła w nim rosnąć. Mężczyzna miał przed nim tyle bezsensownych tajemnic! W dodatku cały czas myśli o nim i o Ginie wysuwały się na pierwszy plan, że naprawdę zaczynał czuć taką chorą zazdrość. Jego blondyn ‚karał’ za kochanków na Haiti, a sam? Nawet jeżeli nie pocieszył się dziewczyną to i tak nie miał powodów, by ukrywać przed nim jej wyznanie.
Po dłuższym czasie czekania w budynku, w końcu wyszedł przed szpital by zaczerpnąć świeżego, jesiennego powietrza. Bardzo chciał się uspokoić i przywitać się z ukochanym tak jak powinien, ale cholera! Czuł się oszukany. Dlaczego Keith nadal mu nie ufał? Przecież zmienił się, był mu wierny, starał się być czuły i ciepły. Sam zauważał, że poza łóżkiem nie jest już taki jak dawniej i miał nadzieję, że to podoba się mężczyźnie. I nagle okazywało się, że to za mało?
Po kilku minutach, gdy był jeszcze zupełnie wściekły, przez drzwi wyszedł Keith, a on uniósł się z ławki, na którą po raz kolejny usiadł nerwowo.
– Keith…! – zawołał i znalazł się przy nim już po kilku krokach.
Widząc jego spojrzenie i lekki uśmiech, zacisnął tylko pięści.
– Hej… – rzucił krzywo blondyn chowając do kieszeni telefon, którym już miał dzwonić do chłopaka.
Dostrzegając jednak jego minę zmarszczył brwi i odetchnął głębiej.
Ethan zaciskając wargi w końcu znalazł się przy nim i nie wytrzymując już, uderzył go lekko w tors.
– Jak do cholery mogłeś?! – warknął, napierając na niego pięściami.
Mężczyzna zaskoczony złapał go za nadgarstki i oddychając głębiej przez nos unieruchomił go.
– No już… spokojnie… – rzucił, czując, że szatyn nadal się wyrywa, a jemu ciśnienie zaczyna ponownie się podnosić – Ethan…!
– Cholera! Wiesz… – warknął chłopak i w końcu przestał się szarpać, wpatrując się tylko w jego oczy bardzo zranionym spojrzeniem – Dlaczego…? – zapytał tylko rozczarowanym tonem.
Keith zmarszczył brwi i pokręcił głową.
– Przepraszam… to było bardzo… nierozsądne… – powiedział powoli, a widząc jego wyraz twarzy skrzywił się nieznacznie – Ale już jest okej. Wracajmy do domu, co?
Rozwścieczony Ethan pokręcił tylko głową i wyrwał ręce z jego uścisku.
– Jasne! – rzucił ironicznie – I co dalej? Znowu będzie wszystko tak ładnie, tak? – prychnął i odszedł na kilka kroków. Odwrócił się zaraz do niego i machnął rękoma – A co… co by się stało gdybyś… – rzucił zdławionym głosem – Jak mogłeś być tak głupi?!
Keith uniósł brew i oblizał usta.
– Byłem i tyle… – wzruszył ramionami. Nie dodał już, że to po rozstaniu z nim zaczął palić, by odreagować ten cały stres. W żadnym wypadku to nie była wina chłopaka, tylko faktycznie jego głupota i to, że przez ostatnie lata, gdy astma zupełnie nie dawała o sobie znać, on zapomniał o niej łatwo i przestał dbać o swoje zdrowie.
– I bardzo, bardzo cię przepraszam… – dodał podchodząc do niego i próbując go objąć.
Chłopak jednak szybko odtrącił jego ręce.
– A Gina? – rzucił z wyrzutem – Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć, że się w tobie kocha?
Keith zerknął na niego zaskoczony i oblizał usta.
– Skąd…?
– Sama mi przed chwilą powiedziała! – warknął – Nie wiem… Spałeś z nią, jak mnie nie było? – walnął prosto z mostu i wbił w niego natarczywe spojrzenie.
– Nie. – zaprzeczył żywo mężczyzna i podszedł do niego bliżej – Ethan… – zaczął miękko i położył mu ręce na ramionach – Przecież… to ciebie kochałem… tak…? – dodał półgłosem i pomasował go lekko – Przecież nie umiałbym cię zdradzić…
– Ale mnie wtedy nie było… a ona jest jak Jane… – wydusił chłopak i spuścił bezsilne spojrzenie na swoje stopy.
Keith pokręcił głową i spojrzał na niego czule. Nie takiego powitania się spodziewał, ale w gruncie rzeczy nie był zaskoczony. Doskonale znał temperament kochanka i aż zaśmiał się cicho pod nosem.
– Przyznaję, że… może i byłoby lepiej gdybym ci powiedział, ale..
– Ale? – wtrącił się szatyn unosząc na niego krótkie spojrzenie – Nie ufasz mi. – stwierdził gorzkim tonem – Nie ufasz mi na tyle, by powiedzieć mi cokolwiek o sobie, tak? Nigdy nie przedstawiłeś mi nikogo prócz Giny. Czemu? – dodał z wyrzutem, przypominając sobie przy okazji, że i ją poznał tylko i wyłącznie dlatego, że wpadł na nich wtedy pod komisariatem.
– Może dlatego, że nie mam ci kogo przedstawić? – rzucił łagodnym tonem blondyn.
Ethan spojrzał na niego powątpiewająco i wzruszył ramionami.
– Jak sobie chcesz… – burknął zgaszonym głosem i odwrócił się od niego.
Rzeźbiarz szybko złapał go pod ramię i pomimo tego, że stali na chodniku, przyciągnął do do siebie blisko.
– No tak… – westchnął i trzymając go mocno pogłaskał po policzku – Po śmierci Jane stałem się rasowym odludkiem… – zaśmiał się cicho – A oprócz Giny, mogę ci jeszcze przedstawić kilkoro sąsiadów… – dodał z krzywym uśmiechem.
– Bez łaski… – mruknął chłopak i dopiero po chwili uniósł na niego wzrok, i spojrzał na niego smutno.
– Hej… gdybym nie chciał, by ktoś wiedział, że jesteśmy razem, pewnie nie zaprosiłbym cię na wystawę, mmm? Albo nie pozwoliłbym żebyś mnie na niej pocałował…? Nie sądzisz? – dodał blondyn tym niskim głosem, który go skutecznie wybijał z rytmu.
– Niby tak… – przyznał powoli – A Gina? Czemu mi nie powiedziałeś?
– A potrafiłbyś ją dobrze traktować, gdybyś wiedział? – odparł od razu blondyn, a chłopak przygryzł tylko wargę.
– Chyba za dobrze mnie znasz… – uśmiechnął się krzywo – Ale nie zmienia to faktu, że wobec niej… to było… okrutne. – dodał żywiej, napinając nieco ramiona.
Rzeźbiarz pokiwał powoli głową i pogłaskał go ponownie po policzku. Po chwili pociągnął go przez niemal pusty o tej porze parking i usadził na ławeczce niedaleko ich samochodu.
– Wiesz… kiedy mi powiedziała… a ciebie nie było… – zaczął powoli, biorąc go za rękę – Przyznaję, że czasami myślałem o tym… żeby się z nią przespać czy cokolwiek… W końcu była najbliższą mi osobą po śmierci Jane. – powiedział i natychmiast poczuł jak chłopak mocniej ściska jego dłoń – Ale to ciebie zawsze kochałem. – dodał od razu – Pamiętasz jak na początku, złościłeś się że będąc z tobą myślę o Jane? – dopytał, a Ethan wpatrując się niego wielkimi oczyma skinął głową i powoli podciągnął kolana pod brodę, kuląc się na ławce – I wtedy, gdybym zrobił to z nią, na pewno myślałbym o tobie. To trochę śmieszne, wiem, ale tak bardzo… brakowało mi ciebie. W dodatku nie miałem od ciebie żadnej wiadomości, twoja matka zawsze mi próbowała weprzeć, że nie chcesz mieć już ze mną nic wspólnego, a Gina zawsze była…
Ethan skulił się czując wypieki na policzkach i pokiwał głową. Starał się zrozumieć jego uczucia. Ponownie zrobiło mu się tak niemożliwie wstyd, a to spuściło z niego nieco ciśnienia.
– I naprawdę nic między wami się nie zdarzyło…? – szepnął, czując że gdyby to była jednak prawda, on oszalałby z zazdrości. Zupełnie nagle zapomniał o tym ile razy on naprawdę sypiał z innymi, raniąc Keitha.
Rzeźbiarz wyciągnął rękę i pogłaskał go po głowie.
– Naprawdę. – potwierdził – I to ona, chociaż wiedziała, że to na ciebie czekam, sama zdecydowała się przy mnie zostać. Sam tego nie rozumiem, ale… to była jej decyzja, chociaż wiedziałem, że to nie będzie dla niej miłe, to jej uległem. Może to był błąd. – wyjaśnił, głaszcząc go czule – A astma już od dłuższego czasu nie dawała o sobie znać no… i cóż…
– Teraz już będziesz o siebie dbał? – wtrącił szybko szatyn.
Mężczyzna przełknął ciężej ślinę widząc niemal błaganie w jego wielkich, błękitnych oczach i skinął głową.
– Będę. – uspokoił go i czule pogłaskał po rozczochranych włosach.
– I… i nie masz już żadnych sekretów? – dopytał Ethan obejmując nogi ramionami.
Keith zmrużył lekko oczy i pokręcił przecząco głową.
Nie chciał zawracać tym głowy Ethanowi, chociaż wracając wspomnieniami do tamtej wizyty, niemal od razu poczuł przy skórze zimne stalowe ostrze. Po co miałby mówić o tym kochankowi? Żeby go niepokoić bardziej? Albo żeby po raz kolejny przekonać go jak wyrachowaną kobietą jest jego matka?
Jednak widząc jego czułe spojrzenie, jęknął aż w duchu. Wolał sobie nawet nie wyobrażać jak chłopak będzie wściekły gdy to się wyda, a wyda się przecież na pewno. No i ten zawód w jego oczach… Bardzo nie chciał już go więcej widzieć.
Po kilku chwilach walki ze sobą, Keith odetchnął głębiej i wsunął dłoń na jego udo.
– Właściwie mam jeszcze jeden mały… – powiedział ostrożnie, a Ethan podniósł na niego natychmiast bardzo pobudzone spojrzenie.
Widząc, że mężczyzna nadal milczy wbił w niego spojrzenie.
– No powiedz. – ponaglił go i oblizał usta widząc jego dziwny wyraz twarzy – Co to takiego?
Keith westchnął pod nosem i skinął powoli głową. Odruchowo poklepał się po kieszeni marynarki, by wybadać czy ma przy sobie papierosy. Szybko jednak pokręcił głowa. Miał wrażenie, że limit głupich rzeczy jakie mógł popełnić przekroczył już dawno i ta sprawa, o ile nie da się zamknąć po rozmowie z matką chłopaka, powinna się raczej skończyć na komisariacie. W końcu sam na pewno nie da rady temu wytresowanemu szczurowi.
– Wiesz… jestem trochę zmęczony, więc… powiem ci, ale jutro, okej? Na spokojnie to obgadamy i postanowimy co zrobić, dobrze? – rzucił i uśmiechnął się czule do chłopaka.
Ethan zmarszczył brwi.
– Nie… powiedz teraz. – powiedział twardo, lecz kochanek już pochylał się do jego warg. – Keith… – jęknął chłopak lecz szybko mu uległ, czując jak blondyn pogłębia pocałunek.
Łapiąc za klapę jego marynarki pociągnął go bardziej na siebie i wcałował się z zaangażowaniem w jego usta.
– Mmm… – zaczął odsuwając się na chwilę – Ale… to na pewno nic… ważnego…? – zaczął cicho zerkając na niego zamglonym wzrokiem.
Keith uśmiechnął się i pokręcił głową.
– Nie aż tak, byśmy musieli przerywać… – westchnął i ujął go za podbródek ponownie przyciągając do swoich ust.
Skubiąc je lekko, spoglądał czule w jego oczy.
– Może – zaczął ocierając się nosem o jego policzek – wrócimy do domu i…
– Iii…? – rzucił na wydechu Ethan, zerkając na niego lśniącymi oczyma i zaciskając mocniej splecione na kolanach palce.
– Weźmiemy razem prysznic? A później pójdziemy do łóżka… – zamruczał mężczyzna uśmiechając się lubieżnie.
Chłopak zachichotał cicho, czując na policzku i szyi jego pieszczotliwe ruchy łaskoczące skórę.
– A… nie powinieneś odpocząć po tym ataku…? – dopytał, czując dreszcze zlewające jego plecy.
Keith skinął powoli głową i musnął jego policzek lekkim pocałunkiem.
– Powinienem… – potwierdził i uszczypnął go lekko za ucho – A to chyba znaczy, że będziesz musiał sam się obsłużyć… – zaczął.
Ethan sapnął podniecony i szybko pokręcił głową.
– Chyba żartujesz! – syknął, udając oburzenie – Jak to sobie niby wyobrażasz?
Keith zaśmiał się cicho i przygryzł lekko jego skórę.
– Po prostu sam będziesz musiał mnie dzisiaj ujeżdżać. – wyjaśnił niskim głosem – Przecież nie mogę się męczyć.
Ethan jęknął cichutko i pokiwał żywo głową.
– Ale na pewno możemy…? – zapytał jeszcze szeptem.
Rzeźbiarz roześmiał się i pocałował go mocno, po czym uniósł się z miejsca. Pociągnął ku sobie kochanka i objął go ramionami.
– Mam tylko astmę… – rzucił i zaśmiał się głośno – A to nie znaczy, że nie mogę uprawiać seksu.
Ethan spojrzał na niego nieprzekonany.
– No ale… tak po ataku…?
– Och… najwyżej będę trzymał blisko inhalator. Pod poduszką. Jeżeli to cię uspokoi. – dodał i pokręcił aż głową.
Szatyn zachichotał pod nosem i po chwili dał się pociągnąć w stronę samochodu. Oczywiście tej nocy nie zamierzał mu ulec i na pewno nie będą się kochać. Nie znał się, ale zupełnie nie wyobrażał sobie tego, by tak od razu mógł narażać kochanka na taki wysiłek.
Wsiadając jednak do auta aż pokręcił głową. Albo miał wrażenie, albo zawsze kończyli zbyt szybko w łóżku. Niezależnie od tego jak bardzo starali się by tak nie było.
W połowie drogi, wsłuchując się w uspokajający głos Keitha, doszedł też do wniosku, że ponowie poddał się zbyt szybko. Powinien go bardziej naciskać w sprawie tego drugiego sekretu. A właściwie tego kolejnego.
Nigdy nie przypuszczał nawet, że mężczyzna tak wiele przed nim ukrywał. Chociaż po głębszym zastanowieniu szybko doszedł do wniosku, że to, że nie był tego wszystkiego świadom nie wynikało do końca z tego, że Keith się krył, a raczej z tego, że on nadal nie nalegał na niego w żadnej sprawie. A przecież tyle razy postanawiał, że dowie się o nim wszystkiego.
Kiedy w końcu zatrzymał auto na podjeździe przed domem Keitha, odwrócił się ku niemu i uśmiechnął lekko.
– Wiesz… nie zdążyłem ci jeszcze powiedzieć… – zaczął i zarumienił się lekko widząc uważne spojrzenie mężczyzny – Cholernie cieszę się, że nic ci nie jest… Bałem się… – dodał ciszej.
Rzeźbiarz sapnął cicho i pochylił ku niemu.
– Przepraszam… – westchnął i pocałował go czule, po czym uśmiechnął w ten sposób, który od razu wyparł z serca chłopaka cały żal.
– Już okej… – szepnął tylko i sam uśmiechnął się z ulgą – Ale jak jeszcze raz zobaczę cię z papierosem… – pogroził, a rzeźbiarz roześmiał się głośno.
– Mmmm? To co takiego? – dopytał, a widząc że Ethan zbiera się do wyjścia, sam wysiadł z auta i zaszedł przed maskę.
– To sam już nie wiem… – zachichotał chłopak i podchodząc do niego, cmoknął go krótko w usta – Będę bardzo się gniewał. – powiedział i ujął go z rękę.
– Och, chciałbym to zobaczyć. – prychnął żartobliwie blondyn dając się ciągnąć w kierunku drzwi do domu.
– Nie chciałbyś. – uciął Ethan i z pęku kluczu kochanka, wybrał ten do drzwi wejściowych.
Kiedy wsunął go w zamek i spróbował przekręcić, zaraz zmarszczył brwi i skupił na nim bardziej wzrok.
– Co jest? – rzucił Keith, przytulając go od tyłu i masując rękoma jego brzuch.
Szatyn zmarszczył brwi i wyciągnął klucz, by przyjrzeć się mu ponownie.
– Pomyliliśmy domy. – rzucił przez ramię, a Keith zaśmiał się tylko i pocałował go przy uchu.
– Może prędzej klucze. – powiedział rozbawiony i sięgnął dłonią do ręki chłopaka zaciśniętej na klamce. Kiedy nacisnął ją, momentalnie wyprostował się, gdy bez trudu drzwi się otworzyły.
Mrużąc oczy wyszedł przed chłopaka i otworzył drzwi na oścież. Przecież niemożliwym było to, by ich nie zamknął, gdy wyjeżdżali na wystawę.
Szybko obejrzał się na kochanka, a widząc jego przestraszone spojrzenie, szybko złapał go za rękę.
– Spokojnie… – szepnął i powoli wszedł do środka.
Po kilku krokach natrafił na włącznik światła w przedpokoju i zaświecił światła. Niemal od razu jęknął na widok przewróconego do góry nogami salonu. Wszystko, dosłownie wszystko, było zniszczone – począwszy od szuflad z komody, a skończywszy na rozprutej tapicerce kanapy.
– Kurwa… – syknął, cofając się do wejścia i sprawdzając panel od alarmu, który został całkiem ładnie rozbebeszony.
– Ale… Keith.. – wydusił Ethan drepcząc za rzeźbiarzem do kuchni, która też była zdemolowana – K-kto…? – jęknął, rozglądając się po wnętrzach.
Blondyn odetchnął kilka razy głębiej, czując jak ponownie tego wieczora zaczyna brakować mu tchu i pociągnął chłopaka w stronę garażu. Nim otworzył drzwi wbił korek od prądu i włączył światła. W zasadzie nic nie było tak ważne i cenne, jak jego sprzęt do pracy. Kiedy wpadli do warsztatu zaklął jeszcze głośniej widząc pooblewane farbą kamienie i wyraźnie poturbowany sprzęt.
Ethan na drżących nogach wszedł za kochankiem do garażu i jęknął aż w duchu.
– Boże… Keith… – jęknął puszczając jego dłoń i przechodząc do blatu pod ścianą, na której były zawsze przyczepione różne notatki czy foldery, teraz zamazane sprayem. Na środku blatu, gdzie rozsunięte były papiery leżała wąska brązowa koperta. Kiedy ujął ją między palce za jeden róg i uniósł do góry, obejrzał się panicznie na mężczyznę, gdy wypadło z niej pięć grubych plików banknotów.
Rzeźbiarz widząc to podszedł szybko do niego i wyrwał mu z ręki papier, patrząc rozjuszonym wzorkiem na pieniądze. Mógł się założyć, że było tu całe, pieprzone pięćdziesiąt tysięcy. Oddychając ciężej odwrócił się w kierunku wnętrza warsztatu i skrzywił się, ponownie przesuwając wzrokiem po oblanych farbami olejnymi kamieniach. Przecież nawet jeżeli uda mu się to zmyć, nie mógł ręczyć, czy nie zostaną odbarwienia, pomyślał i przeszedł do walającej się na ziemi szlifierki. Uniósł ją do oczu i obejrzał dokładnie bez większego optymizmu.
Po chwili poczuł dłonie Ethana wsuwające się na jego ramiona.
– Ale… kto…? – jęknął chłopak i przykucnął przy nim.
Keith pokręcił głową i spojrzał na niego.
– No, jak to kto… – westchnął i uniósł się z nim do góry.
Chłopak spojrzał na niego żywiej i szybko obejrzał się w kierunku blatu. Zasłaniając usta ręką, pokręcił głową i zaraz ruszył ku drzwiom.
Blondyn szybko jednak złapał go za rękę i przyciągnął ku sobie.
– No co ty robisz….? – szepnął i objął go mocno.
– Och…! Tym razem jej nie daruję! – warknął zaciskając pięści na koszuli kochanka i oddychając szybciej.
Wiedział jak wielu przykrości ze strony jego rodziny doznał Keith, ale to było już stanowczo przesadą. I jeszcze te pieniądze! Zerkając na nie, jęknął cicho i schował twarz w jego piersi.
– Ale… tak nagle? Przecież… – zaczął i uniósł spojrzenie na kochanka.
Keith odchrząknął i odetchnął ciężej.
– Nie nagle….. Ethan… To właśnie o tym chciałem ci powiedzieć… – westchnął cicho i spojrzał mu poważnie w oczy.

Reklamy

10 thoughts on “Till We Are Vol. 3 Ch.16

  1. „Po kilku minutach, gdy był jeszcze zupełnie wściekły, przez drzwi wyszedł Kieth, a on uniósł się z ławki, na którą po raz kolejny usiadł nerwowo.” – „Keith”.
    Matka Ethana chyba trafi na pierwsze miejsce mojej listy najbardziej znienawidzonych postaci kobiecych. Po tym rozdziale po prostu zasłużyła na ten awans ;-;.

    1. Jej, ja myślałam, ze już dawno jest na jakiejś takiej liście xDD
      W ogóle miło, ze w końcu piszesz. Mam nadzieje, że będziesz odzywała się częściej. C:

      Pozdrawiam!

  2. Teraz to przesadziła. No, po prostu z rozdziału na rozdział zaskakuje mnie coraz bardziej (w tym negatywnym sensie). To wredne babsko powinno ponieść konsekwencje za swoje niecne czyny. Na pewno znajdą się jakieś dowody świadczące przeciwko niej, więc wystarczy tylko zgłosić to na policję. Lepiej nie robić nic na własną rękę, bo można pogorszyć i tak beznadziejną sytuację.
    Nie dziwię się Ethanowi, że tak przywitał kochanka. Należała mu się bura za tą bezmyślność.
    Strasznie mi szkoda Keitha. To, przez co przechodzi przez matkę Ethana, a teraz jeszcze demolka jego domu i warsztatu… No, po prostu to wszystko woła o pomstę.
    Jak ja chcę, żeby byli szczęśliwi. Niestety, dopóki matka Ethana się panoszy i wprowadza zamęt, nie jest to możliwe.
    Co do Giny… w końcu pękła. I tak długo wytrzymała, biorąc pod uwagę jej sytuację. Wprowadziła mały zamęt, ale to nic w porównaniu do tego, co zrobiła Catherine.
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy, bo urwałaś w takim momencie, że… no, po prostu nie mogę. Już chcę dalszy ciąg.

    „- Keith ci nie powiedział? – rzucił i uniosła na niego wilgotne spojrzenie” – „rzuciła”.
    „Skubiące je lekko, spoglądał czule w jego oczy.” – „Skubiąc”.

    Pozdrawiam i życzę weny :)

    PS: Dawno Cię nie było na moim blogu i tak się chciałam dowiedzieć, czy mnie opuściłaś, czy po prostu nie masz kiedy zajrzeć.

    1. Haaaa… a ja myślałam, że wszyscy już wiedzą, ze Catherine jest totalnie postrzelona i naprawdę posunie się do wielu rzeczy. C:
      Ja też mam nadzieje, że chłopcy pójdą na policję i powiedzą wszystko co trzeba. Może to ją jakoś utemperuje? Oby, bo już i tak ile im krwi napsuła to huuu~~~
      Nu, Keith ciężko pracował na wszystko – warsztat w szczególności, bo dom przecież miał z Jane po jednej z ciotek. Na pewno będzie mu zależało, by ta kobieta poniosła konsekwencje.
      Mhm, Gina pękła. I też się dziwię, że tyle znosiła. :I

      Dziękuję za literówki.
      Co do Twojego bloga. Nie, nie zapomniałam. Po prostu naprawdę teraz dużo pracuję, ale jak już niejednokrotnie mówiłam. Postaram się nadrobić zaległości w komentowaniu. Muszę się utrzymać na pierwszym miejscy na tej liście najzacieklejszych czytaczy. C:

      Trzymaj się ciepło!!
      <3

  3. Mam tylko nadzieję, że sprawa skończy się na policji i nie wplączą się w jakieś dziwne gówno rodem z melodramatów a matka Ethana dostanie po łapach. No jak można być tak zawistną su…. babą… czekam niecierpliwie na dalszy ciąg

    1. Oj, myślę, że po Catherine można było spodziewać się absolutnie wszystkiego :II
      I myślę jeszcze, że Keith nie będzie już tak lekkomyślny by działać coś na własną rękę.
      Pozdrawiam ciepło!

  4. ,,Ale nie zmienia to faktu, że wobec niej… to było… okrutne. – dodał żywiej, napinając niego ramiona.” ~ ,,nieco”
    ,,Zupełnie nagle zapomniał o tym ile razu on naprawdę sypiał z innymi, raniąc Keitha.” ~ ,,ile razy”
    ,,- Boże… Keith… – jęknął puszczając jego dłoń i przechodząc do blatu pod ścianą, na której były zawsze przyczepione różne notatki czy folderu, teraz zamazane sprayem.” ~ a nie ,,foldery”?
    Niestety nie wiem czy wypisalem wszystkie bledy, bo jednym okiem czytalem a jednym ogladalem komedie :/ Wiem ze nie bylo w niektorych miejscach przecinkow przed ,,że”.
    To bylo super! ,,- Po prostu sam będziesz musiał mnie dzisiaj ujeżdżać.”. Smialem sie jak glupi do telefonu, takie slodkie, ale i niegrzeczne :D
    Sadzilem, ze pojda do domu i spedza ten czas razem, ale to co zrobil ten – jak to pieknie ujal Keith – ,,wytresowany szczur” to przekracza wszystkie granice. Powinni z tym isc na policje, przeciez Keith tyle pracowal, a oni tak to wszystko mu zniszczyli..
    Pozdrawiam

    Damiann

    1. Huuu, Keith ostatnio się nie popisał z paleniem, więc może teraz podejmie rozsądną decyzję. OBY! W końcu cały dobytek jego życia poszedł się kochać. :II
      Dziękuję za literówki i jeeeej, podziwiam taką podzielność uwagi! Tu komedia tu TWA. xDDD

  5. Szkoda, że nie dokończyłaś tej rozmowy :-(
    Rozdział jak zawsze świetny, potrafisz trzymać napięcie. Trochę mi smutno gdy pomyśle, że jedno z moich ulubionych opowiadań wkrótce się skończy. Będę za nimi tęsknić :'(
    Tymczasem życzę Ci efektywnego wykorzystania tej, wreszcie, pięknej wakacyjnej pogody. Pozdrawiam :-)

    1. Wiesz, myślę, że nawet jeżeli sie skończy nie raz was jeszcze uraczę chłopcami. Może jakimś bonusikiem? Świątecznym? Urodzinowym i tak dalej? Na pewno ich tak nie porzucę. xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s