Till We Are Vol. 1 Ch.08

Po tamtym spotkaniu u Amber i rozmowie, Anthony wyraźnie widział, że Theo stał się nieco żywszy. Częściej rozmawiali, zazwyczaj o głupotach, ale chłopak chyba dopiero uczył się takiej zwykłej rozmowy o codziennych sprawach. Spotykali się z Dorothy i Mayą na spacerach w parku. Cokolwiek, by czymś się zająć i cieszyć się bardziej życiem.
Anthony starał się nie naciskać na chłopaka, chociaż dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że z dnia na dzień coraz bardziej zadurza się w Theo. Jego delikatnym głosie, głębokim, czujnym spojrzeniu. Zauważał duże zmiany także w sobie. Nie wiedział już czy normalne było to, że po powrocie z pracy do mieszkania, wciągał głębiej powietrze, by poczuć znikomy, słodkawy zapach chłopaka unoszący się w pomieszczeniach. To było jak jakieś jego drugie życie, pełne obsesji na punkcie bruneta.  Może ten zapach był tylko jego urojeniem, ale dzięki niemu czuł się po prostu jak w domu.
Ale nie chciał denerwować Theo. Starał się go nie dotykać, nie głaskać, nie patrzeć nachalnie. Nie był  aż takim egoistą, by wykorzystywać chłopaka. Zamiast tego cieszył się, że chłopak jakoś  dochodzi do siebie.  Powoli, w końcu od tamtej nocy, gdy znalazł go w kamienicy minęły zaledwie dwa tygodnie, ale przynajmniej coś ruszyło.
Dzień przed Wigilią postanowił zaprosić do siebie Jake’a. Odkąd z nim sypiał, jakoś łatwiej było mu hamować się przy Theo. I nawet jeżeli miewał jakieś głupie myśli na widok  seksownej, jasnej skóry bruneta to nie irytował się już tak bardzo.
Kiedy usłyszał dzwonek do drzwi podbiegł do nich natychmiast.
– Cześć przystojniaku. – usłyszał od razu rozbawiony głos wysokiego bruneta.
Blondyn zaśmiał się tylko i wciągnął go do środka za ramię. Od razu też przywarł do niego wargami, łapiąc mocno rękoma za kark.
– Coś ty taki dominujący? – zaśmiał się Jake zrzucając na oślep skórzaną kurtkę.
Anthony przygryzł mocno jego dolną wargę, na co barman odpowiedział jękiem. Lubił nieco pikanterii w łóżku, o czym doskonale wiedział jego  kochanek.
– Po prostu bardzo…. – zaczął Anthony i zaczął przesuwać ustami po szyi mężczyzny.
-… bardzo ci się chce… – dokończył za niego brunet i westchnął przeciągle czując gorący język przy swoi uchu.
Dużymi dłońmi przyciągnął do siebie mężczyzną za tyłek i zaczął rytmicznie uciskać jego pośladki.
– Cholernie… – podkreślił Anthony podciągając do góry koszulkę barmana i przesuwając łapczywie dłońmi po jego torsie. Był już trochę podniecony szybkością z jaką wszystko się działo. Zresztą ostatnimi czasy bardzo szybko się podniecał, jak dojrzewający nastolatek. Jak najszybciej chciał już być na… nie, dzisiaj pod tym gorącym ciałem. Zgarbił się nieco by ująć w usta sutki mężczyzny i zaczął je trącać drażniąco czubkiem języka. Kiedy stwardniały przygryzł je lekko zębami i pociągnął patrząc prowokująco w oczy kochanka.
Jake aż westchnął głośniej. Jednym ruchem ręki ściągnął z blondyna koszulkę i odrzucił ją na bok po czym wpił się w jego usta, penetrując je gorącym językiem.
– Ktoś tu dzisiaj chce być ostro przerżnięty… – zaśmiał się odrywając na chwilę swoje usta od ust mężczyzny.
Anthony zadrżał i prychnął odpychając od siebie kochanka. Był już bardzo podniecony, co wyraźnie odznaczało się w jego ciasnych spodniach. Rozpiął powoli rozporek.
Stojący naprzeciw niego mężczyzna oddychał głęboko i po chwili złapał go za rękę ciągnąc do sypialni.
Kiedy już się w niej znaleźli szybko popchnął Anthonego w stronę łóżka i całując go po szyi, ściągnął powili spodnie i bieliznę z tyłka blondyna.
– Nie ma go dzisiaj? – zapytał Jake, mając na myśli chłopaka, z którym od jakiegoś czasu mieszkał Anthony. Pocałował przy tym mężczyznę i przyklęknął między jego udami.
– Nie, ma dyżur w schronisku. – odparł Anthony, masując dłonią ramię Jake’a.
Nie chciał myśleć teraz o Theo. Chciał po prostu przerżnąć się z tym gorącym mężczyzną klęczącym przed jego penisem.
– Więc musimy dobrze wykorzystać tę okazję, hm? – uśmiechnął się krzywo Jake i przesunął dłońmi po udach architekta. – Lubię twojego chuja. – rzucił patrząc zmrużonymi oczyma na sztywnego już penisa blondyna.
Z jednej strony zastanawiało go, o co chodzi z tym chłopakiem, ale Anthony nie mówił o nim zbyt wiele.
Jake wychylił się i skubnął ustami sutek blondyna, patrząc w górę w oczy mężczyzny. Widział jak blondyn przygryza wargę i patrzy na niego tym zamglonym spojrzeniem. Lubił to w Anthonym. Wiedział że jeszcze chwila takich pieszczot i zostanie nagrodzony głośniejszym westchnieniem.
Pochylił się i przesunął szorstkim policzkiem po udzie mężczyzny, a ręką ujął mocno penisa blondyna.
Anthony aż westchną ciężej i położył rękę na włosach kochanka.
Brunet oblizał się i przeciągnął powoli językiem po kutasie mężczyzny, z satysfakcją wsłuchując się w przyśpieszony oddech Anthonego. Po chwili wsunął główkę penisa do buzi i zassał się na niej lekko.
– Dobrze… – zamruczał Anthony przymykając oczy o zabierając ręce do tyłu by podeprzeć się na nich i móc obserwować przystojną twarz barmana miedzy swoimi nogami.
Jake wyjął penisa z ust i przesunął wilgotnym językiem  w stronę jader mężczyzny, masując dłonią wzdłuż trzonu penisa. Po chwili zassał się na jądrach, na co Anthony westchnął głośniej.
– Dobrze to robisz… – mruknął patrząc  z rozchylonymi ustami na kochanka.
Barman ujął go w gorącą dłoń i złożył na  żołędzi wilgotny  pocałunek. Po czym przesunął czubkiem penisa po zaczerwienionych ustach i zaczął poruszać ręka po penisie architekta.
Blondyn aż wierzgnął biodrami nabijając się na jego rękę.
– No bierz go… – wysapał podniecony.
Jake zaśmiał się tylko i przesunął po nim ponownie językiem. Po chwili wziął go już do ust i zamruczał z zadowolenia przesuwając dłońmi po silnych udach kochanka. Po kilku płytszych wsunięciach wziął go w końcu głębiej, a prawą dłoń przeniósł na jądra, bawiąc się nimi drażniąco.
Anthony zafalował biodrami i jęknął przeciągle odchylając głowę na kark, czując usta zaciśnięte mocno na jego kutasie. Pochylił się nad kochankiem i oparł rękoma o jego barki wzdychając co chwila.
Jake zamruczał w penisa kochanka i sam zaczął poruszać biodrami. Był już bardzo podniecony, a spodnie zdawały się boleśnie uciskać jego erekcję. Wsłuchując się z przyjemnością w westchnienia Anthonego rozpiął spodnie i wsunął rękę w bieliznę.

– Hej Theo! – zawołała za nim Margaret.
Chłopak właśnie zmierzał do kojca, w którym ulokowali sukę z małymi karmionymi  z butelki. Przywykł jakoś, że to on zawsze je karmi. Z resztą lubił to. Lubił ciepło jakie wydzielały zwierzęta.
Brunet zawrócił i zatrzymał się przy kobiecie, po czym spojrzał na nią pytająco.
– Jak chcesz, to leć już do domu. – rzuciła odbierając mu butelki – Ja je nakarmię.
– Ale ja mogę to zrobić przecież…
– Zawsze to robisz. – ucięła kobieta – Zmykaj do domu. Jutro już Wigilia.
Theo przestąpił z nogi na nogę i zmarszczył brwi.
– Ale napra…
– Już, już…! – pogoniła go kobieta i ruszyła w swoją stronę – Wesołych świąt, Theo. – rzuciła jeszcze nim zniknęła za drzwiami.
Chcąc nie chcąc Theo przeszedł do szatni i przebrał się z roboczych ciuchów. Po niespełna dziesięciu minutach szedł już w stronę przystanku autobusowego, znajdującego się niedaleko schroniska,  by sprawdzić kiedy ma najbliższy autobus do centrum, gdzie mieszkał Anthony. Gdy okazało się, że najbliższy jest za półtorej godziny, doszedł do wniosku, że prędzej będzie w domu, gdy pójdzie pieszo.
Szybkim krokiem ruszył, więc w kierunku miasta. Dzień był mroźny i wietrzny, i Theo musiał przyznać, że wymarzłby w tych swoich starych trampkach. Przesunął wzrokiem po butach, które kupił mu Anthony. Były naprawdę ładne, wygodne i przede wszystkim ciepłe. Ubrania jakie miał na sobie też były bardzo wygodne i takie… nowe? Zupełnie inaczej leżały na nim niż tamte stare, sprane ciuchy.
W takich monetach chłopak już nie wiedział co myśleć. Jakoś powoli chyba przyzwyczajał się to tych wszystkich wygód jakie zapewniał mu architekt. Ale czy to było złe, czy dobre, Theo już zupełnie nie miał pojęcia.
Chłopak zatrząsł się nieco z zimna i wtulił szyję w kołnierz ramoneski, której jako jedynej Anthony nie kazał mu wyrzucić.
Tak, Anthony lubił chyba postawić na swoim, zawsze. Ale zresztą czy Theo mógłby mu w czymkolwiek się postawić w swojej sytuacji? No i przede wszystkim czy w ogóle chciał mu się sprzeciwiać? Czasami miał wrażenie, że Anthony dobrze się bawił przebierając go w coraz to nowsze ciuchy, których zrobiło się niespodziewanie dużo w szafie w jego pokoju. Tak, u Anthonego miał nawet swój pokój, swoje własne miejsce… Może cieszył się jak małe dziecko, ale…
Cieszył? Chyba naprawdę był u Anthonego szczęśliwy.
Dziwnie się czuł, gdy po powrocie  z pracy czekał na niego jakiś pyszny obiad w mikrofalówce, albo gdy blondyn wypytywał go o pracę. Często nie wiedział co mu odpowiadać, więc napomykał coś o zwierzętach, o Margaret czy Sarze. Ale nie lubił tego za bardzo. Dużo bardziej wolał, gdy to Anthony opowiadał mu co robił przez cały dzień. Mężczyzna miał bardzo łagodny głos, często też się śmiał z niektórych zachowań pracowników, którzy jak Theo zauważył z opowiadań mężczyzny, bardzo na nim polegali. Z jednej strony to było takie… Na Anthonym można było polegać, pomagał wszystkim, którzy do niego się  zgłosili po pomoc, był zawsze miły. Dla wszystkich. Nie tylko dla Theo.
Tylko od kiedy chłopak chciał, by Anthony był tylko dla niego…?
Czasami gdy słuchał jego opowieści, robił się jakoś głupio zazdrosny. Chyba chciał być dla mężczyzny kimś wyjątkowym…?
Theo zacisnął pięści w kieszeniach i ruszył szybciej przed siebie.
Co za głupie myśli znowu przychodzą mu do głowy!? Tego właśnie bał się najbardziej w życiu, odkąd żył na własną rękę. Że przywiąże się do czegoś, do kogoś… A przecież ludziom nie warto wierzyć. Nie są dobrzy, nie są mili, nie rozumieją innych… A Anthony….? Za jego dobrocią też musi się coś kryć… Na przykład chęć wykorzystania go.
Chociaż chłopak nie wiedział już, co mężczyzna myśli, gdy tak się w niego czasami wpatruje. Albo gdy gładzi go po głowie czy ramionach. Nigdy nie dążył do niczego więcej…
Po tamtym obiedzie u Amber… Theo myślał, że architekt go naprawdę pocałuje. Serce zaczęło bić mu nieprzyjemnie szybko, nogi drżeć, dłonie zaciśnięte na koszuli mężczyzny się pocić. A sam Anthony, wyglądał bardzo dziwnie, miał takie zamglone, zamyślone spojrzenie, wbite w jego twarz. Ale przecież mógł go mieć w każdej chwili, doskonale o tym wiedział, więc czemu prowokował takie dziwne sytuacje?
Ale tak właściwe tamtą sytuację sprowokował Theo. Wtedy prawie rozryczał się Anthonemu, jak małe dziecko. Poczuł się tak cholernie bezradny i musiał przyznać, gdy Anthony go przytulił, zrobiło mu się jakoś cieplej, spokojniej…
Chłopak zmarszczył brwi do swoich myśli. To było naprawdę dziwne, zbyt skomplikowane, zbyt męczące.
Chciałby być już  w domu, Anthony też już jest na pewno. Zacząłby opowiadać jak było na tym spotkaniu wigilijnym u nich w biurze, na które Theo pomagał mu wczoraj pakować prezenty dla pracowników. W paczkach znajdowały się drobne upominki i chyba czeki ze świąteczna premią, które Anthony wypisywał wraz  z krótkimi życzeniami i pakował do kopert. Później Theo wszystko wrzucał do świątecznych torebek czy pudełeczek. Naprawdę był ciekaw jak wypadł Anthony w roli firmowego Świętego Mikołaja
Theo przyspieszył więc kroku, chcąc jak najszybciej być już w domu. Nie rozglądał się za bardzo po mieście, znał drogę doskonale, więc szedł pewnie przed siebie zajęty własnymi myślami. W mieście, pomiędzy budynkami było już znacznie cieplej. Theo nawet nie zauważył, że od pewnego momentu ktoś za nim idzie. Dopiero gdy znalazł się w mniej uczęszczanej uliczce, którą chciał skrócić sobie drogę, poczuł jak ktoś brutalnie łapie go za ramię i popycha na ścianę budynku.
Theo zacisnął aż powieki, czując jak uderzenie wypompowuje z niego powietrze.  Kiedy otworzył oczy, zobaczył przed sobą pewną siebie twarz Prestona, który bezczelnie przesuwał po nim swoje zachłanne ręce. Serce chłopaka niemal stanęło, strach zmroził mu krew w żyłach. Znowu.
– Proszę, proszę… Andy. – zaśmiał się grubas, chuchając mu w twarz jak zwykle nieświeżym oddechem.
Theo odchylił głowę na kark i chyba cudem tylko wykonał jakiś ruch, jakby chciał wyrwać się mężczyźnie. Widząc te desperackie próby chłopaka, Preston prychnął tylko i przyszpilił go bardziej do ściany.
– Mówiłem ci, kurwa, że masz wracać prosto do domu. – syknął do niego, zagryzając zęby na płatku ucha chłopaka.
– Zzz… zostaw mnie.. – wydusił z siebie chłopak. Nawet nie pomyślał, że mógłby tu trafić na Prestona. Chyba w ogóle przestał o nim myśleć, o tym co mu robił.
Preston roześmiał się tylko i szarpnął chłopaka w dół.
– Chyba pora na mój świąteczny prezent, hm? – wyszczerzył się bezczelnie patrząc z góry na chłopaka i sięgając dłonią do rozporka.
Theo szarpnął się do tyłu, zapierając się mocno rękoma o uda mężczyzny.
– Puść mnie! – warknął cicho.
Preston roześmiał się tylko ciągnąc mocno chłopaka za włosy.
– Myślałeś, że Ci kurwa odpuszczę? – zawołał kucając przy chłopaku – Zrozum w końcu, że jesteś moją dupą. – wysyczał mu w twarz z satysfakcja obserwując jak oczy chłopaka przybierają ten szklisty wygląd, który tak mu się podobał.
Theo oddychał urywanie, bojąc się tego co za chwile miało nastąpić. Przecież skoro Preston już go złapał, to na pewno mu nie odpuści, prawda? Wyrucha go jak wcześniej zwykł robić.
– Zapomniałeś już? – zapytał mężczyzna, przesuwając pulchnymi palcami po twarzy chłopaka – Zapomniałeś, o tej małej Dorothy, tak? Nie chcesz żeby stała się jej krzywda, prawda? – Theo pokiwał głową, na co Preston zachichotał pod nosem – Wiem, że nadal mieszkasz u tego gogusia, ale lepiej będzie jak go zostawisz, hm? – zapytał spokojnie.
Theo zesztywniał wpatrywał się w mężczyznę. Znowu nie miał siły by się ruszyć, by mu cokolwiek odpyskować. Znowu go się bał.
– Po świętach masz wrócić. – powiedział Preston przysuwając usta do ucha chłopaka, a rękę zaciskając na jego kroczu – Załatw to tak, żeby cię nie szukał, rozumiesz? – zapytał, na co chłopak pokiwał głową.
Preston przysunął się bardziej do chłopaka.
Miał szczęście, że trafił dzisiaj na niego. Już od dłuższego czasu obserwował chłopaka, po tym jak pewnego razu zobaczył go na spacerze z tym blondynem i dziewczynką. Musiał chłopaka ściągnąć do siebie i miał plan. Chłopak się go bał, a to było bardzo pomocne.
Przesunął wzrokiem po smukłej twarzy chłopaka. Był taki śliczny. Przecież  nie mógł pozwolić mu tak po prostu odejść z jakimś wychuchanym lalusiem. W dodatku to jego ciało, które tak idealnie pasowało do jego chuja…
– Mam taką ochotę cię wyruchać.. – jęknął mu do ucha mężczyzna – Nabić cię na mojego twardego chuja i rżnąć aż do rana. – dodał czując jak podnieca się na sam dźwięk tych słów.
Theo przełknął ciężko ślinę i przesunął dłońmi po brudnym śniegu na którym siedział. Pobrudzi ciuchy, które dostał od Anthonego, pomyślał starając się odciąć od tego co ma przed sobą i co słyszy. Od wspomnień, które naraz zaczęły zalewać jego głowę. Pamiętał  początek tych sytuacji, później udawało mu się jakoś odpłynąć i pamiętał, gdy budził się z otępienia, brudny i śmierdzący tym facetem.
– Pamiętasz? – zapytał Preston, łapiąc chłopaka za rękę i przyciągając jego dłoń do swojego krocza.
Theo jęknął żałośnie usztywniając ramię.
– Zostaw… – mruknął cicho.
Preston zaśmiał się i polizał go po policzku.
– Za trzy dni masz stawić się u mnie, chyba nie chcesz, by wszyscy dowiedzieli się jaką jesteś dziwką, hm? – zapytał z uśmiechem.
Wytrzyma te trzy dni, a później będzie miał chłopaka tylko dla siebie.
– Powiesz mu, że nie wiem, nie możesz z nim być, że wyjeżdżasz, coś w tym stylu. I lepiej żeby Cię nie szukał, rozumiesz? – zapytał łapiąc chłopaka za twarz.
Theo pokiwał tylko panicznie głową.
– Później będziemy już zawsze razem. – dodał Preston, mając ochotę by chłopak chociaż mu obciągnął. Te jego usta były takie seksowne…
Wstał jednak i spojrzał z góry na chłopaka. Wytrzyma.
– Pamiętaj. – rzucił jeszcze po czym odwrócił się i powoli ruszył w stronę wyjścia z uliczki.
Theo przez kilka minut półleżał sparaliżowany pod ścianą jakiegoś budynku.
Naprawdę starał się zapomnieć o tym wszystkim, o tych groźbach, o Prestonie. Miał do niego wrócić… Wiedział, że musi. Przecież Amber nie mogła się dowiedzieć, Dorothy musiała być bezpieczna… Nawet już nie zastanawiał się co ten facet właściwie  może im zrobić,  najzwyczajniej w świecie się bał. Przecież przez ostatni czas żył tylko dzięki nim.
Chłopak pociągnął nosem i uniósł się z bruku. Szybko przetarł oczy dłonią i odepchnął się ręką od ściany. Wymyśli coś, odejdzie od Anthonego, pomyślał czując jak pieką go oczy. Zrobi wszystko co trzeba, pomyślał zaciskając pięści i ruszając  w kierunku domu.

Theo wszedł do budynku. Był przybity dzisiejszym spotkaniem z Prestonem. Naprawdę miał nadzieję, że tamten rozdział był już zamknięty, tak jak większość rozdziałów w jego życiu, od których dostawał nieprzyjemnych dreszczy i skurczy żołądka. Teraz chciał już tylko wrócić do mieszkania i pobyć z Anthonym. On zawsze potrafił być jakoś tak optymistycznie nastawiony do wszystkiego. Chciał też pobyć z nim trochę, zanim blondyn wyjedzie na święta do swojego domu rodzinnego i zanim on sam zniknie.
Po kilku minutach był już na górze. Jak zwykle po cichu wślizgnął się do mieszkania. Gdy zamknął za sobą drzwi, ze zmarszczonymi brwiami przesunął wzrokiem po ubraniach leżących w korytarzu. Naraz do jego uszu doszedł przeciągły jęk dochodzący z sypialni Anthonego. Serce zaczęło bić mu szybciej, ale skupiwszy wzrok na prostokącie światła padającym na podłogę z sypialni mężczyzny, ruszył powoli przed siebie.
– No bierz go… – usłyszał, gdy zbliżał się do drzwi.
Theo zacisnął palce na kluczu, który trzymał w dłoniach i odetchnął głębiej.
Przecież wiedział co zaraz zobaczy. Mimo tego szedł dalej i już po chwili stanął w drzwiach.
Jego wzrok padł na śniadego mężczyznę klęczącego przy łóżku między nogami Anthonego. Architekt nagi siedział na łóżku i podpierając się na rękach, z rozchylonymi  ustami przyglądał się mężczyźnie przed sobą.
Jego umięśniona klatka piersiowa unosiła się i opadała w urywanych oddechach, a na ustach gościł krzywy uśmiech.
Anthony zaśmiał się czując jak język Jake’a przesuwa się po jego penisie. Położył rękę na głowie kochanka i przycisnął ją do siebie. Poruszył biodrami i przysunął się bardziej na skraj łóżka. Po chwili uniósł spojrzenie i zamarł.
W drzwiach stał Theo.
Twarz miał bladą i wpatrywał się obojętnym wzrokiem w Anthonego.
– T-theo… – westchnął zaskoczony blondyn i odepchnął nieco od siebie  Jake’a. – Ja… – zaczął i wpatrzony w puste oczy chłopaka podniósł się z łóżka i ruszając w kierunku chłopaka.
Theo zmarszczył brwi i przesunął ręką po futrynie. Bez słowa zacisnął pięść i wycofał się z pomieszczenia.
Po chwili do uszu obu mężczyzn dobiegł trzask zamykanych drzwi.
– Kurwa! – zaklął Anthony siadając z powrotem na łóżku. Naraz zdał sobie sprawę z tego, że stał przed chłopakiem ze wzwodem, jak inaczej Theo mógł zareagować. Blondyn przesunął dłońmi po szorstkich policzkach czując się bardzo głupio.
– To był on? – usłyszał z boku.
Jakie siedział przy łóżku i dopinał spodnie. Raczej już tego nie skończą, pomyślał widząc reakcję mężczyzny, który nagle zerwał się z łóżka i zaczął wciągać na siebie ubranie.
– Tak, Theo.. – westchnął Anthony ubierając się.
Podniecenie momentalnie uszło z niego jak powietrze z balonika.
Miało go nie być do cholery! W życiu nie robiłby tego gdyby wiedział, że… Nie chciał by chłopak widział go z innymi facetami!
– Chyba powinieneś już pójść. – dodał szarpiąc się z rozporkiem – W ogóle sorry za tę sytuację. – dodał rozglądając się pośpiesznie za skarpetkami.
– Jasne, jasne. – zaśmiał się barman wstając z podłogi i patrząc ze spokojem jak blondyn rozgląda się w poszukiwaniu koszulki. – Już się zbieram.
– Sorry Jake! – krzyknął Anthony wybiegając z sypialni i podnosząc z ziemi ubranie.
Miał nadzieję, że barman wybaczy mu to, że zostawił go w takim stanie. Teraz priorytetem było to, by wytłumaczyć się Theo. Szybko zarzucił na plecy płaszcz, wciągnął buty i wybiegł z mieszkania.

Theo wyszedł z budynku i powoli ruszył przed siebie. Przeczeka jeszcze godzinę i wróci, bo co miał robić?
Sam nie wiedział czemu wszedł do mieszkania. Już w korytarzu, rozrzucone ubrania i dochodzące z sypialni westchnienia, jednoznacznie określały co się tam dzieje.  Ale nie, musiał wejść.
Poczuł się nieco tak jak wtedy, gdy oglądał jeszcze pornosy  i był napalonym dzieciakiem. Musiał przyznać sam przed sobą, że obaj mężczyźni wyglądali razem naprawdę… podniecająco?
Bo chyba to przez chwilę poczuł widząc Anthonego.  Ale przecież nie powinien poczuć podniecenia. Musiał się pomylić!
A to drugie uczucie?
Był chyba zły na niego, że nie powiedział mu, że ma kogoś. Ale przecież wcale nie musiał mu się tłumaczyć, prawda?
Theo zażenowany nieco, że przerwał im w takiej chwili wbił ręce w kieszenie, a wzrok w śnieg zalegający przy chodniku. Miał nadzieję, że Anthony nie będzie bardzo zagniewany.
– Theo! – usłyszał nagle za sobą.
Odwrócił się zaskoczony, widząc biegnącego w jego stronę blondyna.
Anthony zatrzymał się w końcu przed nim oddychając ciężko. Cały był zaróżowiony na policzkach.
– Wracaj… Wracaj do domu. – wysapał Anthony patrząc mu prosząco w oczy.
Chłopak spojrzał na niego obojętnym wzrokiem.
– Do jakiego domu? – zapytał przekrzywiając głowę.
Nie wiedział co go podkusiło, by być tak sarkastycznym.
– No mojego… – odparł mężczyzna prostując się i zbliżając do chłopaka. – Naszego. – poprawił się zaraz.
Theo wbił w niego wzrok. Naszego? Zaśmiał się pod nosem. On przecież już od dawna nie miał domu.
– Nie chcę wam przeszkadzać. – powiedział chłodno.
Anthony pogłaskał chłopaka po głowie.
– Jake to tylko znajomy. Do seksu.
Chłopak odsunął się od jego dotyku, jednak Anthony nie dał za wygraną. Złapał go za rękę swoją gorącą dłonią.
– Zresztą, już sobie poszedł. – dodał zbliżając się bardziej do chłopaka.
Nie obchodziło go, że stoją na środku ulicy, liczyło się tylko to, by chłopak z nim wrócił.
– Nie mówiłeś, że masz kogoś… – rzucił obojętnie Theo.
– Bo nie mam. Jake to tylko seks. – powtórzył Anthony.  – Wracaj do domu.
Przyciągnął do siebie chłopaka i przytulił za szyję.
– Ja nie mam domu. – usłyszał zduszony szept Theo.
Anthony odgarnął mu włosy i  przysunął usta do jego ucha.
– Twój dom, może być wszędzie tam gdzie ja… – wyszeptał.
Po chwili poczuł jak Theo powoli unosi ręce łapiąc go z tyłu za płaszcz i z drżeniem przycisnął go lekko do siebie.
Anthony wciągnął zapach chłopaka i zadrżał.
– Nie będę już z nim sypiał… – powiedział cicho.
To co powiedział nie było złe, ale w tamtym momencie Theo odepchnął go od siebie.
– Nie obchodzi mnie to. – powiedział chłodno i ruszył w stronę budynku.
Naprawdę, go to nie obchodziło. Naprawdę! Więc czemu poczuł ulgę? Czemu chciał natychmiast wrócić do mieszkania, by upewnić się, że nie ma w nim już tamtego mężczyzny?
Nagle poczuł jak ktoś go łapie za ramię.
– Theo! Jesteś zły? – zapytał blondyn.
– Po prostu, następnym razem uprzedź mnie, że z kimś będziesz… – powiedział obojętnym głosem wyrywając się mężczyźnie.
Właściwie ucieszył się gdy Margaret puściła go wcześniej do domu. Lubił przebywać z Anthonym nawet jeżeli siedzieli w ciszy przed telewizorem i oglądali jakiś beznadziejny film. Albo gdy Anthony czytał coś w fotelu, a on leżał na kanapie i przyglądał mu się kątem oka. Naprawdę podziwiał architekta. Był nie tylko bardzo przystojny i bogaty, ale też szczery i miły.
Co prawda nigdy jeszcze nie zastał go w takiej sytuacji. Aż dziwne, że tylko przez te dwa tygodnie przywykł, że Anthony jest tylko dla niego…
Z tymi rozmyślaniami szybko ruszył w stronę drzwi i podszedł do windy.
– Theo… porozmawiajmy… – zaczął Anthony.
Czuł, że coś było nie tak. Chłopak zachowywał się dziwnie. A może to on sam czuł się głupio przed chłopakiem?
– O czym chcesz rozmawiać? – zapytał cicho brunet.
– No… przepraszam cię. – zaczął Anthony starając się złapać spojrzenie chłopaka.
– Nie masz za co. – odetchnął Theo odwracając się tyłem do mężczyzny.
Kiedy po paru minutach znaleźli się w mieszkaniu zauważył, że jest puste. Oczywiście nie miał odwagi wejść do sypialni Anthonego, ale brak ubrań na podłodze i całkowita cisza mu wystarczyły. Nieświadomie odetchnął z ulgą po czym zamknął się w swoim pokoju. Starał się nie myśleć o Anthonym i tamtym drugim mężczyźnie. Naprawdę się starał, ale wspomnienie nagiego ciała blondyna jakoś nie chciało zniknąć sprzed jego oczu.
Anthony tylko odbił się od drzwi, które chłopak zamknął mu przed nosem.
Nic się nie stało przecież. Nie był z Theo, nie zdradził go przecież. Tylko czemu czuł się tak źle? A zachowanie chłopaka… Zawsze przecież był cichy i siedział u siebie. Nic się nie stało. Przynajmniej starał się to sobie wmówić.

Wieczorem Theo zastał mężczyznę w salonie.
Było to nieco dziwne, bo Anthony o tej porze zazwyczaj przygotowywał się do kolejnego dnia pracy. Ale jutro w końcu była Wigilia.
– Kiedy wyjeżdżasz? – zapytał podchodząc do kanapy, na której siedział blondyn i przerzucił ramiona przez jej oparcie.
Anthony podniósł na niego wzrok  kładąc głowę obok rąk bruneta.
Odkładał próby przekonania chłopaka do wyjazdu. Nawet teraz nie wiedział jak to zrobić.
– Jutro z rana. Chcę jeszcze zdążyć na ubieranie choinki.
– Aha… – Theo pokiwał ze zrozumieniem głową i podał mu mały pakunek. – To prezent. – wyjaśnił.
Anthony ukląkł na kanapie i wziął do ręki małe pudełeczko. Kiedy je otworzył jego spojrzenie padło na średniej wielkości, okrągły medalion. Rzucił chłopakowi niepewne spojrzenie.
– Co to? – zapytał.
Wyjął przedmiot z pudełka i obejrzał go dokładnie. Srebrny medalion pokryty był ozdobnymi żłobieniami, które zbiegały się na środku, gdzie tkwił mały półprzeźroczysty kamień.
– Medalion na zdjęcie rodzinne. – wytłumaczył Theo i sięgnął chłodnymi rękoma by go otworzyć. – Wydawało mi się, że to dobry prezent dla takiej osoby jak ty… – dodał szybko.
– Jest piękny, dziękuję… – odparł szybko mężczyzna – Ale nie wiem czy powinienem… Musiał być bardzo drogi…
Theo wyprostował się i machnął ręką.
– Niespecjalnie. Nie przejmuj się. Znalazłem go na starociach. – rzucił patrząc mu w oczy.
Anthony spojrzał na niego uważniej. Znał już go trochę.
– Kłamiesz… Skąd go masz?
Chłopak zmarszczył brwi.
– Mówiłem ci już…
Anthony wstał z kanapy i podszedł do chłopaka.
– Ukradłeś?
Theo aż zacisnął pięści.
– Nie! Kurwa, jak ci nie pasuje to oddaj! – warknął wyciągając rękę.
– Skoro nie ukradłeś, to może…
– Co chcesz usłyszeć, że się puściłem za kawał blachy? – krzyknął Theo – Dobra, więc tak kurwa! Najpierw dałem jubilerowi, a później taksówkarzowi, żeby mnie odwiózł do domu!
Anthony zmarszczył brwi. Brakowało mu jeszcze kłótni z chłopakiem.
– Więc skąd to masz? – zapytał ponownie ale już spokojniejszym głosem.
– Zarobiłem dupą! – syknął Theo –  Nie cieszy cię takie poświecenie?
Wiedział, że przegina, ale był tak wkurzony, że odpowiedzi same wylatywały z jego ust. Nawet  nie zauważył, że znowu pyskuje Anthonemu. Tylko jemu potrafił.
Anthony założył ramiona na piersi zdenerwowany.
– Nie bądź bezczelny! – syknął. – Mówiłem ci wyraźnie, żebyś tego nie…
Nagle Theo roześmiał się w głos.
– No tak! – krzyknął – Może lepszym prezentem byłoby wyruchanie mnie, co?!
Stojący naprzeciwko mężczyzna, niewiele myśląc uniósł rękę i uderzył go w twarz.
Już po chwili patrząc w rozszerzone oczy chłopaka żałował tego co zrobił, ale w tamtej chwili nie myślał zbyt wiele. Chciał go. Pożądał i to tak cholernie, że nie panował nad sobą. I nagle słyszy coś takiego?! Zareagował automatycznie, nie chciał słuchać takich komentarzy. Tym bardziej, że wiedział, że mógł  go wziąć siłą, a chłopak wcale by się nie opierał.
– Dostałem to od mojego ojca, kiedy jeszcze miałem jakąkolwiek rodzinę. – powiedział cicho Theo trzymając się za piekący policzek.
Nie miał odwagi spojrzeć w oczy blondyna. Dobrze wiedział, że zasłużył na to uderzenie.
Anthony przełknął ślinę.
– Tym bardziej nie mogę tego wziąć. – powiedział zażenowany.
Uderzył chłopaka, który oddał mu być może jedyna pamiątkę po utraconym ojcu. A on w dodatku posądził go o puszczanie się.
– Nie bądź śmieszny. Czyje zdjęcie mam tam niby trzymać?! – usłyszał.
Blondyn zmarszczył brwi w zastanowieniu i zacisnął rękę na medalionie.
– Dziękuję…
Chłopak skinął mu głową i odwrócił się, by wrócić do pokoju.
Anthony złapał go szybko za rękę.
– Theo, pojedź ze mną. –  poprosił patrząc mu w oczy – Nie chcę żebyś siedział tu sam. Szczególnie w święta.
Theo odetchnął głębiej.
– Po co? Nikt mnie tam nie zna. Po co mam się wam wpychać? Przeszkadzać?
– Będę ja, Dorothy, Amber, Georg… Poznasz moich rodziców i resztę rodziny. Będzie naprawdę fajnie.  – powiedział szybko Anthony – Jutro w południe ubierzemy choinkę, później zjemy świąteczną kolację i będziemy śpiewać kolędy. Jeżeli zechcesz, zabiorę cię na pastorałkę. – ciągnął widząc niepewne spojrzenie chłopaka –  W drugi dzień świąt robimy kulig i rozpalamy ognisko w leśniczówce. Schodzą się wszyscy sąsiedzi… Zgódź się.
Theo zastanowił się przez chwilę. Wątpił czy to dobry pomysł, ale z drugiej strony tak dawno nie spędzał świąt normalnie. Szczerze mówiąc wcale ich nie obchodził od sześciu lat.
Poza tym miał przecież odejść. Wymyślił, że zostawi mężczyźnie list, że musiał wrócić do rodziny czy coś, i aby ten go nie szukał
– I na pewno nie będę przeszkadzał? – zapytał, przecież miał być u Prestona dopiero po świętach. Za trzy dni.
– Nie żartuj… – zapewnił go mężczyzna –  Moja mama bardzo się ucieszyła, jak powiedziałem, że przyjedziesz. – wypalił.
Theo uniósł brwi i jak rzadko uśmiechnął się lekko do Anthonego.
– Skoro już jej obiecałem, to chyba nie mogę się wycofać. – powiedział, odpychając wspomnienie dzisiejszego popołudnia na bok. Chciał je wymazać z rzeczywistości. Usunąć, zapomnieć…
Anthony zagapił się na chłopaka i po chwili przyciągnął go do siebie.
– Super… – powiedział tylko.
Nie mógł dłużej się powstrzymywać. Chciał go pocałować. Bardzo. Spróbować w końcu jak smakują jego usta i poczuć gorący oddech na swojej twarzy. Chociaż to… Żadnego seksu, macania czy obciągania. Zwykły pocałunek. Był niemal pewien, że pozwoliłby mu zaspokoić się na długo.
– Przepraszam, że cię uderzyłem. – powiedział tylko wdychając zapach jego włosów i przytulając mocniej do siebie.
Theo nic nie odpowiedział. Zacisnął dłonie na jego koszulce i wtulił bardziej w jego ramiona.
Naprawdę nie rozumiał relacji, która była pomiędzy nimi.

Reklamy

14 thoughts on “Till We Are Vol. 1 Ch.08

  1. Witam,
    tak właśnie myślałam, że Theo wejdzie w trakcie no i ponownie Preston, mam nadzieję, że nie wróci do niego, i zazdrosny świetnie…
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie

  2. Huehuehue C:
    Nie myśl, że nie pamiętam o moim ulubionym blogowym czytadle, a nie odzywam się, bo mimo wszystko pragnę już rozdziałów, których wcześniej nie widziałam xDDD. Z drugiej strony czytam to… trzeci raz…? (chyba tak xD) a ciągle wydaje mi się równie interesujące, co za pierwszym razem *U*. Oby tak dalej~! >U<

    1. O rany Juniśśśśśśś~~~~~! *tulutulituli*
      Marale mi podskoczyły jak zobaczyłam Twój komentarz. Strasznie się cieszę, że w końcu komentujesz. ;A;
      Echh… zaraz sprawdzę co Ci wysłałam i…. myślę, że po dziewiątym rozdziale możesz sobie czytać spokojnie, bo ostatnim jaki Ci podsyłałam są święta, a jeszcze wcześniej co Ci wysyłałam… No dużo się zmieniło. I najwyżej dwa następne rozdziały mogą być podobne do starego tekstu a później… oj później. xD
      no nie wiem, w każdym razie w każdym rozdziale coś dodałam, dopisałam… ‚ulepszyłam’… sama zobaczysz.
      Ale się cieszę, że tu zawitałaś~! Teraz ten blog to całe moje życie, że tak to melodramatycznie ujmę, i fajnie, że też tu jesteś. xD
      Liczę na Twoje majestatyczne zdanie co do reszty tekstu. ^///^

  3. Zastanawia mnie, czy szefowa i współpracownicy Theo zauważyli, że ma nowe ciuchy. To jednak widać przecież ;p
    Eh, Preston… Wiedziałam, że wróci. Ale ja mam właśnie przeczucie, że Theo do niego nie wróci. Że przez te święta coś się w nim zmieni i zostanie u Anthoniego. Może nawet powie mu o tych groźbach?
    Mam nadzieję.
    Ah i wiedziałam, że zobaczy ich podczas seksu! I byłam ciekawa reakcji. Dobrze, że wrócił do domu.
    Na policzek zasłużył, przynajmniej się uspokoił. Ale i tak gdy Anthony go przeprosił to było słodkie.
    Coraz bardziej się do siebie przywiązują. To dobrze :D Ciekawa jestem jacy będą rodzice Anhoniego i co się wydarzy w święta. Sielanka czy jednak jeszcze coś? I kiedy doczekamy się seksu? Heh, jeszcze pewnie trochę poczekamy.
    Uuuuu… Zmykam, bo mi lody topnieją!
    Pozdrawiam ;)

    1. Oto jest pytanie i bardzo się cieszę, że je zadajesz. taa-aaak…xD
      No święta już za trzy dni więc się przekonamy co się podczas nich wydarzy. C:
      Och seksu mówisz… nic nie powiem, żeby nie odstraszyć. Mam nadzieję jednak, że nadchodzące wydarzenia zrekompensują jego brak (ups~!;p)
      Myślę, że sam Anthony wolałby, by ręka mu uschła za to uderzenie, no ale… Theo zawsze mógł wzburzony wybiec z mieszkania i więcej nie wrócić. Z jego psychiką nigdy nic nie wiadomo i aż sama się boję…
      A Ty jesteś całkiem sprytna i aż się boję co kryje się z tym „jeszcze czymś”, bo na pewno ułożyłaś już jakiś prawdopodobny scenariusz. c:

      I dziękuję za reklamę. Jesteś taaaaak kochana. Podoba mi się opis, bardzo zachęcający. Dziękuję! *hug*

  4. Cześć, to znowu ja, a to jest jedyne opowiadanie, pod którym zostawiłam az tyle komentarzy i aż dziwnie mi z tym o-o

    Przechodząc do rzeczy… Znalazłam gdzie czterokropek i słowo „chłopak” chyba w trzech zdaniach pod rząd, co nie wydawało mi się zamierzone, ale ta… naprawdę nie wiem czego się jeszcze mogę przyczepić.
    Mogę powiedzieć, że nie lubię określeń typu „blondyn”, „brunet”, „szatyn”, bo jakoś tak mi… źle wyglądają (to, że sama ich używam to zupełnie nieistotny fakt xD)

    No i mam nadzieję, że Theo nie wróci do Petersona. Powinien powiedzieć Anthonemu i jakoś by to rozwiązali, a P. poszedłby do pudła i git. Ale… Łatowie rozwiązywania nie są dobra ideą na opowiadanie, tak myślę xD Dlatego coś czuję po kościach, że tak to się nie skończy.
    A swoją drogą śmiesznie się czyta o świętach w sierpniu, aż nie mogę się doczekać grudniaaa <33

    1. O, to mi tym bardziej jest miło, że to akurat na moje opowiadanie padło.

      Ech, te moje ciężkie palce i wskakujące czterokropki. Musze je ukarać. xD Staram się unikać takich powtórzeń jak ognia,a le jak widać znowu mi się wkradły , szatany~~ xD Ha ha ha~! A ja myślę, że te określenia ‚szatyn’, ‚brunet’ bywają dobre, by nie zatarł nam się obraz postaci. Mogę chyba się założyć, że nie pamiętasz, ze Anthony ma lekki zarost, bo bardzo rzadko o tym piszę opisując jakieś sytuacje~~ xD

      O nie, zdecydowanie, im więcej bohaterowie cierpią tym bardziej docenia się te banalne happy endy, które tak kocham. xD
      Tak, też dzisiaj się złapałam, że następny rozdział to święta, a my mamy środek lata~~~ Chociaż u mnie i tak leje, więc już chyba wolę śnieg i kolorową choinkę. c:

      1. No widzisz, jaki zaszczyt… Chociaż takie komentarze to akurat nie wiem czy jest się z czego cieszyć. Dodatkowo dodam, że twój blog skłonił mnie też do edycji linków u mnie, więc cóż… Normalnie zmienił moje życie xD

        Nie żeby coś, ale wolę nie pamięta, że Anthony ma lekki zarost i za każdym razem kiedy jest o tym wspomniane coś mi zgrzyta xD Bo ja bardzo nie lubię zarostu :<

        Fuck it, ja tam mogę czytać o świętach w sierpniu, bo zima to mimo wszystko jedna z moich ulubionych pór roku. A święta są fantastyyczneee <3

        1. Pewnie, że zaszczyt… Rany, teraz się czuję jakbym odmieniła czyjeś życie… tak jak w tych amerykańskich programach typu ‚Extreme Makeover’ czy ‚Wife Swap’ , ‚że tak to dramatycznie ujmę’ (lolololoxDD) Jeeee~~~
          A ja lubię taki tam sobie zarost… sam seks. xD

          Ja już się biorę za czytanie Twoich oneshotów od dawna, uwierz, ale praca mnie zabija i tak myślę, że jak zacznie się rok akademicki to to nadrobię i Cię zawalę moimi zajebistymi, treściwymi komentarzami. xD

  5. Nie rób mi tego! Tylko nie ten grubas. Błagam, błagam :'(
    Pomijając ten cały incydent z Prestonem, to miło było. Mam nadzieję, że w trakcie świąt spędzonych z rodziną Anthony’ego, Theo zdecyduje się powiedzieć o groźbach, a Anthony jakoś odwiedzie go od pomysłu wracania do poprzedniego życia.
    Aż się boję ;/

    1. Tess, niestety, Preston wydaje się mieć obsesję na punkcie chłopaka i wątpię by łatwo odpuścił. Myślę jednak, że Anthony nie da skrzywdzić już więcej chłopaka… No a przynajmniej się postara go uchronić. Tylko czy mu się uda? c:
      Ciesze się, że pomimo tego, że opowiadanie nie jest żadnym kryminałem, to udaje mi się trzymać Cię w napięciu~! c:

  6. Bałam się, że ten gad Preston nie odpuści. Nie chcę, żeby Theo do niego wracał, ale pewnie to zrobi, prawda? Czekam na następny odcinek.
    Pozdrawiam***

    1. IVE, wszytko wskazuje na to, że Theo już podjął decyzję o powrocie. Ale kto wie? Jedzie na święta do domu Anthonego, gdzie niewątpliwie wiele może się zdarzyć w przeciągu tych trzech dni. No i czy to co się stanie wpłynie na jego decyzję? Zobaczymy…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s