Till We Are Vol. 1 Ch.13

– Nie myślałeś nigdy o studiach? – zapytał Anthony siedząc w fotelu i podjadając ciasto dane im przez jego matkę.
Leżący na kanapie Theo wepchnął do ust kawałek szarlotki.
– Mhm – mruknął, przełykając. – Myślałem.
– I co? Czemu na nie nie poszedłeś? – Anthony przesunął głodnym wzrokiem po jego ciele wyeksponowanym na kanapie.
Po długim spacerze obaj byli porządnie wymarznięci.
Anthony oczywiście nie łudził się, że Theo da się wziąć za rękę, ale i tak spacer był bardzo przyjemny. Przeszli do pobliskiego parku i nawet wpadli na pomysł by zajść nad jezioro, na ławeczkę, gdzie często bywał chłopak, jednak wielkie hałdy śniegu szybko i skutecznie wybiły im ten pomysł z głowy.
Obaj również mieli okazję ochłonąć po pocałunku w kuchni, jednak teraz widok chłopaka leżącego na kanapie sugerował mu coraz to nowsze pieszczoty, którymi mógłby obdarzyć jego ciało.
Widząc jak Theo oblizuje palce z ciasta, nieświadomie przesunął językiem po wargach.
– Chciałem iść na Uniwersytet Muzyczny. – odpowiedział chłopak – Ale przestałem grać wieki temu… później było jak było… – dodał w zamyśleniu.
– A na czym grasz? – dopytywał zaintrygowany Anthony.
Co prawda Theo miał tę swoją gitarę, jednak mężczyzna nigdy nie słyszał, by chłopak na niej grał. Z tego co wiedział, leżała schowana pod jego łóżkiem w sypialni.
– Grałem. – poprawił go brunet – Na skrzypcach, no i standardowo jaki drugi instrument miałem pianino. I umiałem troszkę na gitarze.  Ale to tylko trochę. Ojciec mnie uczył.
– Naprawdę? – Anthony wyobraził sobie chłopaka ze skrzypcami w rękach.
Pasowały do niego.
– Czemu przestałeś? – zapytał.
– Bo z matką przeprowadziliśmy się do mojego ojczyma, a on tego nie lubił. – odparł drżąc na samo wspomnienie.
– A teraz? Nie chciałbyś wrócić do grania? Przystąpić do egzaminu na uczelnię?
Theo w pierwszym momencie uniósł się na łokciach i spojrzał żywiej na blondyna. Zaraz jednak ponownie opadł do poprzedniej pozycji.
– Nie ma szans. – prychnął.
– Niby czemu?! – zapytał od razu Anthony, podchodząc do kanapy i kucając przy niej. – Co ci szkodzi spróbować?
– Anthony… od prawie siedmiu lat nie miałem w rękach skrzypiec. – powiedział z westchnieniem – Nawet jeżeli miałem zadatki na coś więcej, takiej przerwy nie da się nadrobić.
Mężczyzna spojrzał mu w oczy i przesunął ręką po jego ramieniu.
– A co twoja matka na to? Ojciec? – zapytał.
W zasadzie nadal nic nie wiedział o Theo. Ten chłopak był zagadką, nigdy nie mówił nic o sobie, więc teraz, gdy poczuł okazję postanowił ją wykorzystać i kuć żelazo póki gorące. Liczył na to, że w końcu się przed nim otworzy, bo miał wrażenie, że ostatnie wydarzenia bardzo ich do siebie zbliżyły.
– Nic. – usłyszał tylko.
Anthony westchnął zrezygnowany, po czym położył głowę na jego ramieniu i wpatrzył mu się w oczy. Uwielbiał ich głęboką, zielona barwę.
– Chciałbym kiedyś zobaczyć cię ze skrzypcami i usłyszeć jak grasz. – powiedział cicho.
Żałował aż, że nie wykorzystał skrzypiec które były u niego w  domu. Jego matka była kiedyś nauczycielką w szkole muzycznej i też sobie przygrywała na skrzypcach, chociaż mistrzynią według niego, była na pianinie i wiolonczeli.
– To przeszłość.  – odparł chłopak leżąc nieruchomo.
– Moja mama była nauczycielką w szkole muzycznej, mamy w domu skrzypce. – powiedział mu architekt rysując palcem wzorki na wierzchu dłoni chłopaka – Może kiedyś spróbujesz jeszcze raz?
Theo wzruszył ramionami.
Bardzo krótko uczęszczał do szkoły muzycznej, do której zapisał go ojciec i szczerze wątpił, czy potrafiłby jeszcze wydobyć ze skrzypiec czy innego instrumentu jakikolwiek czysty dźwięk.
Z rozmyślań wyrwały go usta blondyna, które zastępując  palce muskały jego dłoń. Chłopak przeniósł  na niego wzrok i odetchnął cicho. Anthony mierzył go tym rozpalonym spojrzeniem, które przyprawiało o drżenie serca.
– Mimo wszystko… – szepnął blondyn – Wyglądałbyś strasznie seksownie. – zamruczał przesuwając dłonią po jego udzie.
– Nie rób… – westchnął drżąco chłopak.
Już czuł gorąco kumulujące mu się w podbrzuszu i lekkie drgniecie  w spodniach, które natychmiast zostało stłumione przez zimne uczucie spływające po jego karku.
Anthony uniósł się i polizał jego wargi przymykając oczy z westchnieniem. Smakowały słodką szarlotką i jak zwykle przyciągały go bliżej. Zabrał rękę z uda chłopaka i przeniósł ją na jego podbródek, by po chwili wsunąć ją mu we włosy.
Theo oparł dłonie na ramionach pochylającego się nad nim mężczyzny i przymykając oczy oddawał powolne pocałunki. Z całej siły starał się odepchnąć wspomnienia i chęć odsunięcia się od mężczyzny. Przecież postanowił już, że zacznie żyć. Że przełamie się i będzie szczęśliwy. I zrobi to do cholery. Za wszelką cenę to zrobi. Będzie normalnym chłopakiem.
Blondyn skubał go po wargach i łapał zębami za język, w tym samym czasie wsuwając ręce pod ciało chłopaka. Theo wypiął się i poczuł jak architekt unosi  go lekko do góry, poddał się więc temu i już po chwili wylądował na kolanach mężczyzny.
Blondyn przerwał całowanie i spojrzał w  górę na twarz chłopaka. Delikatne rumieńce dodawały mu uroku, którego i tak chłopakowi nie brakowało.
Theo bezmyślnie wpatrywał się w oczy mężczyzny i gładził dłońmi jego kark, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że dreszcze zbiegające wzdłuż kręgosłupa blondyna, zdawały się wypychać przód jego jasnych, materiałowych spodni.
– Gorąco… – westchnął Anthony, przesuwając usta na rękę chłopaka i całując ją delikatnie.
Theo oblizał się i odetchnął głęboko. Bardzo się krępował pozycji w jakiej się znajdowali.
Anthony wrócił spojrzeniem do jego oczu i powoli przesuwał rękoma w pasie chłopaka.
– Uwielbiam twoje włosy… – szepnął, wsuwając powoli palce pod koszulkę Theo.
– Dziękuję… – odparł nieśmiało chłopak  skupiając myśli na dłoniach mężczyzny, które wpełzały coraz dalej pod jego koszulkę. Powstrzymał odruch, który nakazał mu odskoczyć od blondyna. Chciał być przy nim.
Poczuł jak gładkie i silne dłonie masują powoli jego boki i przesuwają wzdłuż kręgosłupa ku górze, zatrzymując się na każdym z  kręgów i uciskając go nieco. Theo aż napiął lekko uda, wsłuchując się w szum w jego głowie
Anthony pomasował obie łopatki chłopaka tym samym poruszając nim nieco na swoich kolanach, przez co chłopak otarł się wnętrzem uda o jego sztywniejący członek.
– Ooohh… – westchnął głośniej Theo, lecz jak zahipnotyzowany wpatrywał się w oczy blondyna, w których pojawił się zadziorny błysk.
Uda zaczęły mu drżeć delikatnie, jakby byli na ławce w zaśnieżonym parku, a nie w ciepłym salonie. Anthony po kolei przesuwał palcami wzdłuż długich szram na plecach chłopaka i powoli zbliżył się ustami do ust bruneta.
– Powiesz mi? – zapytał chrapliwym szeptem – Skąd je masz?
Theo oblizał nerwowo usta, pod wpływem wspomnień. Czując falę gorącego powietrza z ust blondyna, spuścił na nie rozbiegany wzrok.
– Nnn… – mruknął cicho. – Nie dzisiaj.
– Są chyba bardzo stare? – zapytał architekt przesuwając dłonie na boki chłopaka.
Theo pokiwał głową twierdząco, nie przestając obserwować jego ust. Chciał je pocałować, ugryźć. Lubił, gdy były zaróżowione i nieco napuchnięte, tak jak wtedy, w lesie.
Anthony kciukami zaczął badać żebra bruneta i pochylił się w końcu by go pocałować.
Theo przycisnął się bardziej do blondyna, ponownie się o niego ocierając i aż przestał na chwilę oddychać, wyczuwszy pod udem erekcję mężczyzny. Zacisnął pięści i przygryzł wargę Anthonego, który zamruczał z aprobatą. Jego ręce wędrowały wyżej i wyżej, a usta przesunął na ucho Theo. W jednym momencie polizał przeciągle językiem ucho chłopaka i zatoczył kciukami kółeczka wokół jego sutków.
– Ach! – jęknął Theo i podrzucił aż biodrami, jeszcze bardziej wciskając się w mężczyznę i zaciskając mocno uda.
Boże, nigdy się tak nie czuł, nie miał pojęcia, że to w ogóle możliwe.
Blondyn zaskoczony ale i bardzo zadowolony reakcją chłopaka pieścił palcami jego sutki, a językiem wyprawiał cuda z uchem, jak w pewnym momencie pomyślał brunet.
Theo zacisnął zęby i wtulił się mocno w Anthonego.  Uwielbiał dotyk jego silnych dłoni i zdecydowanych ust. Jego ciało roztapiało  się od gorącego oddechu mężczyzny.
– Anthony… – westchnął, wpatrując się w ciemne wyjście z salonu, które zdawało się pulsować i rozmywać, przed jego oczyma.
Tyle chciał mu powiedzieć, wyznać, lecz ogarniające go gorąco skutecznie  blokowało mu możliwość zebrania myśli.
– Przestanę jeżeli chcesz… – westchnął architekt.
Nie chciał zmuszać do niczego chłopaka. Chciał by robili tylko to na co gotów jest chłopak. Ale ponownie nie mógł określić czego ten by nie chciał. Po raz wtóry zdał sobie sprawę z tego jak niewiele wie o chłopaku, o jego przeszłości. Co się z nim działo gdy mieszkał na ulicy? Co się stało z jego rodzicami, ojczymem o którym wcześniej wspominał?
Theo zadrżał.
– Nie… To tylko pocałunki… – odparł cicho chłopak – Nic strasznego. Tylko pocałunki… – powtórzył – Nie przestawaj.
Blondyn zabrał prawa rękę z piersi chłopaka i wsunął mu ją we włosy. Gdy odchylił jego głowę, zaczął składać drobne pocałunki na szyi bruneta. Pod ustami mógł doskonale wyuczyć pulsująca tętnicę Theo, sam również  oddychał urywanie.
Anthony nie przestając całować chłopaka, przesunął rękoma wzdłuż jego ciała i podciągnął do góry koszulkę.
Theo niezdolny do jakiegokolwiek myślenia, zdjął z siebie ubranie, które już po chwili wylądowało na podłodze. Nie poczuł żadnego chłodu, dzięki dłoniom mężczyzny, które od razu przylgnęły do jego ciała.
Skulił się tylko  nieco, jakby zawstydzony swoją nagością.
– Mam też się rozebrać…? – zapytał Anthony, licząc na to, że to doda chłopakowi nieco pewności siebie.
Theo zagryzł wargi. Po kilku chwilach wahania skinął twierdząco głową.
Blondyn przysunął dłonie do własnej piersi i zaczął powoli rozpinać swoją koszulę, nie przestając obserwować chłopaka.
Theo zsunął wzrok na ręce architekta i wpatrywał się w powoli odsłanianą skórę mężczyzny. Serce waliło mu jak szalone, a on sam zaciskał zęby i drżące pięści. Kiedy Anthony rozpiął dwa pierwsze guziki koszuli chłopak przymknął powieki.
– Nie musimy robić nic więcej… – usłyszał i otworzył oczy.
Widząc, że mężczyzna przestał rozpinać ubranie oblizał nerwowo wargi.
– To tylko pocałunki… – westchnął ponownie i sięgnął drżącymi palcami do guzików. Po kilku próbach udało mu się rozpiąć kolejny. I jeszcze jeden. I następny…
Kiedy koszula była już rozpięta, rozchylił jej poły na boki i przygryzając wargi wyciągnął dłoń, by dotknąć torsu mężczyzny. Pogłaskał go lekko, czując pod palcami włoski rosnące na piersi blondyna. Poczuł jak mięśnie pod skórą mężczyzny napinają się i szybko uniósł spojrzenie na jego oczy.
– Pocałuj… mnie… – szepnął cichutko cały czerwony.
Anthony pociemniałym spojrzeniem przesunął po jasnej skórze chłopaka. Mógł zauważyć praktycznie każde żebro, nie mówiąc już o dumnie sterczących, zza pasa dżinsów biodrach. Odetchnął płycej. Strasznie go to podniecało, o czym od razu poinformował bruneta.
– Jesteś piękny, Theo… – mruknął pochylając się ustami do obojczyków chłopaka.
Theo, o ile to możliwe, zarumienił się jeszcze bardziej i poczuł gorący oddech spływający w dół jego piersi. Kiedy wilgotny język blondyna dotknął jego stwardniałego sutka aż jęknął głośno i zawstydzony szybko zatkał usta dłonią.
Nie wierzył, że coś takiego może dziać się  z jego ciałem. Miał wyrażenie, jakby został od niego oderwany, ale jednocześnie był zbyt wrażliwy, by nie czuć najmniejszego ruchu dłoni blondyna. Czuł pieczenie pod powiekami i po chwili dopiero uświadomił sobie, że po policzkach płyną mu łzy. Zaskoczony odsunął się od Anthonego.
Co się znowu z nim działo?
Anthony przesunął rozognionym wzrokiem po twarzy chłopaka i dostrzegając na niej łzy, zacisnął mocno wargi.
Pieprzyć podniecenie, pieprzyć seks. Nie chciał więcej patrzeć ma łzy chłopaka.
– Ciii… – zamruczał przytulając go do siebie – Spokojnie. Nie musimy robić nic więcej.
Theo starł palcami łzy. Przecież chciał tego. Skąd te łzy? Czuł lekkie pulsowanie w spodniach. Przecież miał wzwód do cholery, czemu więc te łzy…?
– Ale… Ja chcę być z tobą… – westchnął zapłakanym głosem. Po raz kolejny poczuł się strasznie wybrakowany. Sam nie wiedział co się z nim działo.
Anthony pogładził go uspokajająco po zabliźnionych plecach.
– To nie znaczy, że musimy uprawiać seks. – powiedział spokojnie, chociaż sam miał wyrażenie, że jego twardy jak skała penis zaraz wyrwie mu zamek w spodniach. – Nie musimy się dotykać…
– Ale ja lubię gdy mnie dotykasz… – przerwał mu chłopak zduszonym szeptem. – Gdy mnie… całujesz…
Anthony przycisnął go mocniej do sobie. Dla niego to było niewiele, ale domyślał się jakim ogromnym krokiem musi to być dla chłopaka po tym co przeszedł.
– Daj mi trochę czasu. – poprosił szybko chłopak.
Bał się, że prędzej czy później blondyn go zostawi jeżeli nie będą ze sobą sypiali. W końcu seks był tak normalną rzeczą dla ludzi będących ze sobą.
– Tak bardzo cię kocham… – powiedział Anthony całując chłopaka w ramię – Poczekam ile będzie trzeba. Nie chce cię skrzywdzić…
Theo oderwał się od mężczyzny i spojrzał na niego mokrym wzrokiem.
A on? Co on właściwe czuł do Anthonego? Oprócz wdzięczności, przywiązania, szacunku… Nie miał pojęcia. Wiedział tylko, że teraz nie mógłby już od niego odejść, nie mógłby wrócić do starego życia, bo właśnie zaczynał nowe. I Anthony zdawał się być fundamentem tego nowego życia, które z trudem zaczynał budować.
Brunet pochylił się i pocałował mężczyznę w usta, opierając później czoło na czole blondyna
Anthony odetchnął głęboko. Dla tego chłopaka mógłby nawet zrezygnować z seksu na zawsze, pomyślał zdając sobie sprawę z tego, że zachowuje się jakby seks był dla niego aż tak ważny. A przecież najważniejsze było dobro chłopaka.
Nagle do ich uszu doleciał rozdzierający dzwonek telefonu. Theo aż podskoczył wystraszony i zerknął za siebie na stolik, na którym leżał telefon.
Architekt przymknął powieki. Nie chciał odbierać, nie chciał przerywać tej cudownej chwili, w której mógł być tak blisko Theo. Pocałował chłopaka delikatnie i przesunął dłonie na jego plecy z zamiarem zignorowania urządzenia.
Telefon jednak uparcie wydzwaniał i w końcu Theo zsunął się z kolan mężczyzny.
– Odbierz. – powiedział cichym, schrypniętym głosem.
Anthony wychylił się by go pocałować i sięgnął po słuchawkę.
– Tak? – zapytał, zachrypniętym głosem.
– Anthooony! – pisnął mu w słuchawkę Ethan, wyraźnie już wstawiony.
Blondyn przetarł twarz dłonią jednak uśmiechnął się lekko wyobrażając sobie jak zabawnie musi teraz wyglądać chłopak.
– Cześć Ethan. Co…?
– Anthony! – zawołał po drugiej stronie słuchawki chłopak – Wiesz, że już się święta kończą…! Ja nie chcę! – zawołał Ethan płaczliwie – O! A Mike z Johnem pieprząsię na parkiecie. – zaśmiał. – I wiesz co…? Dobrze im idzie. Ale… Aleja nie o tym..
– Co się stało? – zapytał spokojnie, starając się, by nie zdradzić głosem zniecierpliwienia.
Wiedział, że pijany chłopak bywa płaczliwy i rozgadany.
– Będziesz dzisiaj w Asyluuumie…? – zapytał niewyraźnym głosem Ethan. – Co się dziee.. tak dawno cię nie było…
– Nie, może wpadnę w następnym tygodniu. Ale nie obiecuję. – odparł szybko Anthony – To wszystko? Muszę już kończyć. – dodał nim chłopak zdążył wtrącić chociaż słówko. – Do zobaczenia. Baw się dobrze. – pozdrowił go jeszcze i gdy usłyszał w słuchawce krótkie ‘pa’ rozłączył się natychmiast, po czym odwrócił się do Theo.
Chłopak miał już na sobie koszulkę i kulił się w kącie kanapy.
Anthony zaśmiał się widząc go takiego i przysunął się do niego, łapiąc go za nogi i kładąc je na kolana.
– Wszystko w porządku? – zapytał chłopak.
– Tak… – westchnął mężczyzna, żałując, że nastrój miedzy nimi prysł. – To Ethan. – wytłumaczył, gładząc chłopaka po szczupłych łydkach i z ulgą zauważając, że po łzach chłopak nie było ani śladu.
– Ethan?
– Tak, mój znajomy. – opowiedział, pochylając się i cmokając chłopaka w usta – Chciał mnie wyciągnąć do klubu.
– Możesz iść przecież.. – rzucił od razu chłopak.
–  A pójdziesz ze mną? – zaśmiał się blondyn. – Bez ciebie  nigdzie się nie ruszę…
Theo pomyślał chwilę. Nie miał ochoty nigdzie iść.
–  A jaki to klub? – dopytał.
– Asylum. Najlepszy gejowski klub w mieście. – odparł architekt i  z błyskiem w oczach obserwował jak policzki Theo czerwienieją.
– Może… może innym razem… – szepnął chłopak, zakładając nerwowo włosy za ucho. – A ten… Ethan? Może potrzebuje pomocy…? – zapytał, mając przed oczami najgorsze scenariusze.
Anthony zaśmiał się.
– Nie… po prostu znowu się upił i wydzwania do wszystkich. – zbył temat blondyn i odchylił głowę na oparcie kanapy. Mógłby tak trwać z chłopakiem całą wieczność.

*
Ethan odetchnął głęboko i przeciągał się, mrucząc jak kocur. Tak jak zwykle, chciał jakoś dać do zrozumienia swojemu partnerowi, że musi już się zbierać.
Leżący obok mężczyzna ocknął się z krótkiej drzemki i ziewnął, zasłaniając usta dłonią.
– Zostań do rana. – zasugerował gładząc chłopaka po odkrytym brzuchu.
– Muszę wracać. – zachichotał chłopak, żartobliwie uderzając blondyna po dłoniach – Mam jutro ważne spotkanie. – wytłumaczył i wstał z łóżka w poszukiwaniu swoich ubrań.
Mężczyzna w łóżku usiadł na pościeli i z zachwytem przyglądał się ciału szatyna. Bardzo mu się podobało i nie miałby nic przeciwko by poznali się bliżej.
Ethan znalazł bokserki i koszulkę, i naciągnął je na swoje ciało.
Zaśmiał się gdy poczuł pociągnięcie za ramię i wylądował w silnych ramionach na łóżku
– Ej…! – zaśmiał się głośno zaczynając się wyrywać – Serio… – zaczął, jednak nie mogąc przypomnieć sobie imienia blondyna zaśmiał się ponownie – Mam na ósmą spotkanie.
– Pójdziesz, ode mnie. – usłyszał niski głos i poczuł zęby zaciskające się na płatku jego ucha.
– Muszę się umyć i przebrać. – odparł Ethan, zerkając na mężczyznę za siebie.
Dobrze zbudowany blondyn, niebieskie oczy, dokładnie w jego typie.
Mężczyzna westchnął i wypuścił chłopaka z uścisku.
– Zostaw numer chociaż. – uśmiechnął się mężczyzna.
Ethan wskoczył sprawnie w ciasne skórzane spodnie i sapnął dopinając rozporek.
– Podaj swój, mam telefon pod ręką. – powiedział odwracając się do blondyna z wyciągniętym telefonem.
Mężczyzna podyktował mu numer, którego chłopak i tak nie wstukał na klawiaturze.
– Zadzwonię. – uśmiechnął się i przyklęknął na łóżku, by wcałować się w pełne usta mężczyzny.
Blondyn zamruczał i po raz ostatni wplótł ręce we włosy kochanka. Gdy ten oderwał się od jego ust, przesunął językiem po wargach i uśmiechnął kącikiem ust.
– Do zobaczenia. – mrugnął do niego okiem i ruszył w kierunku wyjścia z sypialni. Na korytarzu wsunął na nogi wysokie, czarne buty i podniósł skórzaną, walającą się po podłodze kurtkę, którą od razu zarzucił na ramiona. Poklepał dłonią kieszeń, by sprawdzić czy ma w niej papierosy i wyszedł po cichu z mieszkania, przybierając surowy wyraz twarzy.
Gdy tylko wyszedł z budynku wyciągnął z kieszeni papierosa i zapalił go. Zaciągając się mocno, ruszył przez zalane świtem miasto.
Kiedy wrócił do swojego mieszkania wszedł szybko pod prysznic, który równie szybko zakończył. Umył szybko zęby i przeszedł do sypialni.
Kawalerka  w której mieszkał była całkiem spora. Kuchnia otwarta na salon, z którego zrobił sobie sypialnię, stawiając pod oknem na podeście wielkie łózko z baldachimem, takie jakie zawsze chciał mieć. Miało ono czerwone zasłony, a na jego wierzchu walało się kilkanaście poduszeczek i kilka wielkich poduch, wszystko w odcieniach ostrej czerwieni i wina. Niedaleko stał stolik do kawy i dwa bordowe fotele, a naprzeciwko nich, umiejscowił wielką bibliotekę, za którą znajdowała się kuchnia. Za fotelami znajdowało się wejście do łazienki i kolejnego pokoiku, z którego urządził sobie mały gabinet.
Z łazienki przeszedł do kuchni, gdzie napił się wody, lecz po chwili namysłu cofnął się do biblioteki, w której zainstalował barek. Wyciągnął z niego butelkę średniej jakości wina, które zwykł pijać. Chociaż powinien lubować się w pieprzonym Cheval Blanc z czterdziestego siódmego roku, pomyślał ironicznie, otwierając butelkę i nalewając alkohol do kieliszka.
Następnie przeszedł po czarnym, łaskoczącym go w stopy dywanie i wszedł na łóżko. Butelkę odstawił na szerokie wezgłowie łóżka, na którym stały jeszcze świece, popielniczka i leżało kilka zaczętych książek. Zatopił się w pościeli i upił wina, po czym sięgnął po leżący obok świec kartonik Lucky Strike’ów i wyciągnął jednego z paczki.
Palił powoli i z rozmysłem, analizując dzisiejszy wieczór.
Ponownie wygłupił się przed Anthonym, dzwoniąc tak do niego i prosząc, żeby przyszedł.
Czasami miał już dosyć zgrywania przed nim takiego słodkiego dzieciaka, ale w zasadzie lubił to. Lubił ich oszukiwać, że jest już pijany, wtedy wszystko co mu robił miało jakieś logiczne wytłumaczenie. W końcu był pijany, mógł się tulić do blondyna, wdychając jego męski zapach, dotykać jego ciała. Boskiego ciała.
Chciałby się  nim spotkać, może z nową fryzurą miałby u niego większe szanse? Ale zaraz, nie. Zmienił fryzurę, by zmienić coś w swoim życiu, a nie przypodobać się architektowi. Miał już dość tej nieodwzajemnionej miłości.
Ale czy to była miłość? Może tylko zauroczenie, które przeszłoby przy bliższym poznaniu? Ale jak może to określić, skoro nie ma okazji tego sprawdzić? Żadnej, najmniejszej… tylko tyle, co Anthony z nim zatańczy w Asylumie… Ale nawet wtedy jego ciało reaguje jak gejzer, mógłby ocierać się o niego bez końca.  A jego usta? Takie stanowcze i dominujące, znał je bardzo dobrze, w końcu tyle razy już je całował w klubie…
I bez znaczenia jak stara się zwrócić jego uwagę, czy go zachęca, czy udaje ’niedostępnego’, to wszystko na nic, pomyślał z żalem dolewając do kieliszka wina i wypijając je łapczywie.
Facet z dzisiaj był całkiem podobny do Anthonego, z budowy, fryzury…  Wszyscy jego faceci byli podobni, ale tak bardzo inni i obcy dla niego. Nie potrafił się z nimi odnaleźć, dobry seks nie załatwiał wszystkiego. W ciągu całej nocy, tylko w momencie, gdy dochodził odpływał i nie czuł się tak cholernie dziwnie. Przez kilka, pieprzonych sekund zapominał, że to przecież nie Anthony, że on właściwe puszcza się jak szmata, by znaleźć ramiona, w których poczuje się jak w domu.
Cholera, przecież nie chciał czuć się jak w domu, pomyślał zaciągając się papierosem.
Jutro miał to głupie spotkanie  na obiedzie u rodziców. I znowu będą go głaskali, chwalili, uśmiechali się sztucznie. Wyrażali się kulturalnie, zachowywali właściwie, poruszali modne tematy jak praca, czy jego wspaniałe studia.
Ethan westchnął zagaszając papierosa w popielniczce i od razu sięgając po drugiego.
Pamięta minę matki, gdy po raz pierwszy przyszła do jego mieszkania. Pamięta jak powiedział im, że jest gejem. Ich reakcja?
– Och Ethan, przestań żartować. – matka zaśmiała się aż dostała rumieńców.
To było bardzo dziwne, te rumieńce na jej twarzy. W końcu nie powinna aż tak sobie folgować, śmiać się tak rozpustnie by mogła dostać rumieńców.
I tyle. Czasami wolałby, by go uderzyli, wyrzucili, wydziedziczyli, wyrzekli nawet, niż udawali, że temat nie istnieje. Jak zwykle, tematy niewygodne były wypierane w  jego domu. Magicznie rozpływały się we mgle ignorancji i zapomnienia. Tak właśnie było.
A jutro pójdzie do nich i będą znowu cudowną rodziną, w której nikt nic nie wie o drugiej osobie. Wymienią kilka uwag o pogodzie, studiach, pracy, o obiedzie, przygotowanym przez Swietłanę. Pouśmiechają się ładnie, nie za mocno i nie za skromnie, tak akurat, jak wymaga się od ludzi na ich poziomie.
On usłyszy kilka uwag o tym, jak ojciec jest dumny ze stypendium jakie dostaje na uczelni i tego jaki to jest samodzielny. Matka pewnie zachwyci się jaki to jest przystojny i uroczy. Szczególnie jutro, gdy po raz pierwszy zobaczy go w nowej fryzurze.
Ethan wypił kwaśne wino z kieliszka i nalał kolejny.
I na co on narzeka, skoro nigdy się im nie buntował? Nie próbował nic zmienić.
Zachowywał się dokładnie tak, jak powinien zachowywać się syn ludzi na pewnym poziomie.

– Ethan! Kochanie, witaj! – zawołała matka i przytuliła go do obfitego  biustu.
– Dzień dobry, mamo. – sapnął chłopak wyrywając się ze sztywnego uścisku kobiety i podał rękę ojcu, stojącemu obok.
– Chodź synku, zaraz podamy obiad. – kobieta stojąca w wejściu do jadalni wskazała mu ręką wnętrze.
Wyglądała jak zwykle pięknie. Była szczupła, ubrana w elegancką, granatowa sukienkę. Na szyi perły, pewnie nowe, kupione przez ojca w Paryżu, gdzie byli na święta. Kasztanowe włosy do ramion, spięte miała w niski kucyk za pomocą czarnej spinki.
– Ładnie wyglądasz, mamo. – pochwalił ją pustymi słowami, dokładnie tak jak powinien zrobić, gdy przychodził do nich na obiad.
– Oj… Przesadzasz, skarbie. – odparła kobieta, z udawaną skromnością zbywając komplement machnięciem dłoni i spuszczeniem oczu.
Gdy weszli do przestronnego pomieszczenia, jako pierwsza zajęła miejsce przy wielkim stole, zaprojektowanym przez samego Phillipe Starka, ulubionego projektanta matki.
Ethan mierząc zimnym spojrzeniem wnętrze  stylizowanego pomieszczenia ruszył do swojego miejsca.
– Paniczu. – usłyszał stłumiony głos Stephena, który wyrósł jak duch za nim by odsunąć mu krzesło.
– Mam na imię Ethan  – zaznaczył po raz drugi tego dnia i ignorując mężczyznę usiadł szybko na swoim miejscu, samemu podsuwając krzesło.
Miał cholerną ochotę usiąść obok i przesunąć swój talerz, jednak wiedział, że nie powinien burzyć harmonii przy stole, której zawsze oczekiwała jego matka.
Przez chwilę panowała przy stole drętwa cisza, która zazwyczaj towarzyszyła rodzinie przy posiłkach.
– Zmieniłeś fryzurę? – zapytała matka, posyłając synowi wystudiowany uśmiech, który nie mógł być ani za szeroki, ani zbyt skromny.
– Tak… – Ethan pokiwał głowa i przygładził wyprostowaną grzywkę.
– Podkreśla twoją przystojną twarz. – powiedział kobieta, patrząc na swojego idealnego syna z zachwytem.
– I wyglądasz dojrzalej. – dodał ojciec, siedzący u szczytu stołu.
Ethan uśmiechnął się krzywo. Chciał w końcu coś w sobie zmienić i głównie o to mu chodziło, gdy je prostował, ale ich wytłumaczenia też mu pasowały.
Kolejna porcja ciszy wlała się do pomieszczenia. Ethan z wieloletniego przyzwyczajenia zaczął liczyć tykanie zegara, który stał na konsoli nieopodal stołu.
– Jak biznes, tato? – zapytał w końcu Ethan, gdy naliczył trzysta dźwięków .
Mężczyzna zadowolony z pytania poprawił rękoma mankiety kremowej koszuli.
– Bardzo dobrze synu. Mamy dużo klientów i szczerze mówiąc brakuje nam rąk do pracy. – tłumaczył z zaangażowaniem – Cieszę się, że już niedługo do nas dołączysz.
Ethan przełknął ciężko ślinę i uśmiechnął się firmowo. Faktycznie o niczym innym nie marzył jak o ciągnięciu rodzinnego wózka z idealną, najlepszą w Denver firmą doradztwa finansowego, pomyślał ironicznie. Zacisnął tylko zęby, uśmiechając się do ojca. Nawet nie patrzył na ich twarze. Maski, które przybierali znał już doskonale.
– A jak było w Paryżu? – zapytał.
I wcale nie miał żalu o to, że kolejne święta spędził sam w swojej kawalerce. W tym perwersyjnym łóżku, które tak bardzo nie pasowało do młodego mężczyzny w jego wieku, z butelką niezbyt drogiego wina, a przynajmniej nie takiego jakie powinien pijać dziedzic imperium finansowego i z paczką papierosów, które nawiasem mówiąc źle wpływały na cerę i zdrowie młodego organizmu.
– A opowiemy ci później, jak nasz gość się zjawi. – odparł ojciec gładząc szpakowatą bródkę i uśmiechając się w sympatyczny, specyficzny dla pana w średnim wieku sposób.
– Czekamy jeszcze na kogoś? – zapytał, zwracając w końcu uwagę na dodatkowe, puste nakrycie stojące obok jego matki.
Kobieta uśmiechnęła się ponownie.
– Mamy dla ciebie z ojcem niespodziankę. – powiedziała i w tym samym czasie usłyszeli dzwonek, a raczej gong do drzwi.
Uniosła się ze swojego miejsca i ruszyła do kończącego korytarz wejściowy saloniku, obaj mężczyźni poszli za nią.
Już po chwili Stephen wprowadził do salonu, młodą dziewczynę. Ubrana była bardzo stosownie , elegancko i… sztywno. W bladoróżową garsonkę i tego samego koloru spódnicę. Owalną twarz okoloną pofalowanymi, rudymi włosami rozświetlał perfekcyjny uśmiech, białych jak perełki ząbków. W dużych niebieskich oczach, podkreślonych dyskretnym makijażem, lśniły ogniki ustawionych na stoiku przy kanapie świec.
– Witaj Natalie! – zawołała kobieta radosnym tonem i podeszła, by ucałować powietrze przy twarzy dziewczyny.
– Dzień dobry pani Linwood. – odparła równie dziwnie podekscytowana dziewczyna.
– Po prostu Catherine. – zbyła ją matka Ethana.
– Natalie! – zawołał Leonard Linwood i uściskał dziewczynę jakby byli bardzo blisko.
Ethan uśmiechnął się w duchu wiedząc do czego to wszystko zmierza.
Catherine położyła mu rękę na ramię, w międzyczasie strzepując z jego szarego, opinającego ciało swetra niewidzialny paproch. Ethan miał natychmiast ochotę wbić dłonie w kieszenie swoich czarnych, dżinsów, lecz oczywiście nie mógł tego zrobić. Nie śmiałby.
– Oto nasz Ethan. – powiedział  dumą w głosie ojciec chłopaka, a matka ścisnęła mu mocniej ramię.
Modliła się w duchu by chłopak nie zrobił nic dziwnego, jak czasami mu się zdarzało. Był wspaniałym młodym mężczyzną, a jak wiadomo nawet wspaniałym synom zdarzają się małe wpadki, które nie są warte rozpamiętywania.
Ale wierzyła, że razem z Leonardem i nianią Betty, głównie nianią Betty, wychowali go porządnie.
Ethan wystąpił i uśmiechnął się  przyjaźnie, tak jak powinien. Tak jak powinien, poczekał aż dziewczyna pierwsza wyciągnie do niego dłoń.
– Natalie Raymonds. – przedstawiła się dziewczyna.
– Nazywam się Ethan. – powiedział, przyjemnym, dojrzałym głosem i pochylił się by ucałować dłoń dziewczyny, bo według jego matki, to takie czarujące – Jestem gejem.

Reklamy

5 thoughts on “Till We Are Vol. 1 Ch.13

  1. Witam,
    Ethan powiedzmy należy do elity, mam takie obawy z tymi jego przygodnymi spotkaniami, zastanawiałam się jak z tego wybrnie, a tutaj proszę jestem dumna, Theo i Anthony powoli…
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie

  2. Uh, do samego końca się zastanawiałam, jak Ethan to załatwi. I gdy już straciłam nadzieje, byłam pewna, że się przestraszy rodziców i pogodzi z losem, ten palnął, co palnął xD
    Jestem z niego dumna ;p
    W ogóle, to lubię go. Fajnie, że a te dwie twarze. Ciężko uwierzyć, że to ten koteczek z klubu. „Koteczek”, bo właśnie tak mi się kojarzy xD A tutaj jest jakiś taki… Zgorzkniały. Znudzony tym wszystkim. Zimny i pragnący tego ciepła. Trochę puszczalski, ale sam ma tego świadomość i wie, dlaczego to robi. Te papierosy i sypialnia, kojarząca mi się z ekskluzywnym… Burdelem. Heh, wino i świece dopełniające całości. Nathan jest fajny, bo jest specyficzny, a ja uwielbiam takie postacie.
    Jego rodzinkę bym chętnie wysadziła w powietrze. Przypomina mi trochę niektóre sytuacje rodzinne, na szczęście te z dalszą familią. Ah, urocze, że wiedząc o orientacji syna, przyprowadzili mu lachona w różu. Znaczy, nie mam nic do niej bo jej jeszcze dużo nie opisałaś… Ale ta, nienawidzę jej xD I dlaczego nazywa się Natalie! Moje imię zostało zbesztane…
    Ale wróćmy do początku… Mamo, jakie to było podniecające. A Theo jest taki wrażliwy na doznania *,* Uwielbiam takich. Tylko dlaczego płakał? Nawet o tym nie wiedział. Ja tam tylko mogę spekulować, że może to przez wzruszenie, albo na odwrót – podświadomie wrócił do jakiś wspomnień i nawet tego nie zauważył. Cholera wie, w zasadzie. Ale ważne, że Anthony jak zwykle porządnie się zachował.
    Theo ciągle powtarza, że to tylko pocałunki, mmm… Ciekawe co powie, jak zajdą dalej.Bo wcześniej może i były pocałunki, ale teraz już pojawia się więcej pieszczot, a do tego ubrań coraz mniej!
    Ah, piękna parka.
    Czekam na kolejny rozdział :D Dzięki szkole chociaż dni do następnych rozdziałów lecą szybciej xD
    Tylko cholera, nie mogę się ogarnąć z czytaniem FDTS. Muszę natychmiast coś im skomentować, żeby nie czuły się opuszczone ;_;
    Pozdro :D

    1. Na całe szczęście, Ethan powoli zaczyna się buntować. Do tej pory zawsze spełniał wymagania rodziców, nie wyrażając na głos niezadowolenia.
      Mam nadzieję, że im bliżej go poznasz, tym bardziej polubisz. Ja osobiście uwielbiam. Uważam, że jest chyba najprawdziwszy ze wszystkich moich bohaterów. Taki zakłamany i udaje ciągle, przed wszystkimi.
      Imię dziewczyny to zupełny przypadek… chociaż teraz to już ‚nie sondze’…
      Teraz troszkę odetchniemy od głównej pary. Mam nadzieję, że wszystkim wyjdzie to na dobre. C:

      Nic nie mów, już drugi tydzień zabieram się za czytanie ACTL, a mam dwa rozdziały, i po prostu ani grama czasu. Jak nie odsypianie pracy, to betowanie rozdziałów by zdążyć je wstawić na bloga. Ale, rok akademicki się dzięki Bogu zbliża wielkimi krokami. C:

  3. W poprzednim komentarzu zapomniałam zapytać, kiedy będzie coś o Ethanie. I co za niespodzianka :) Jak ta jego matka powiedziała, że ma niespodziankę i że ktoś jeszcze ma przyjść, to sobie pomyślałam „oho, zaraz mamuśka mu przedstawi narzeczoną”, a potem dzwonek do drzwi, wchodzi piękna młoda dama, a ja się zastanawiam, kiedy Ethan obwieści „radosną nowinę”, czy jak szanowna pani domu wyjaśni synowi, kim jest owa panienka, czy raczej nie będzie z tym zwlekał. Mogę się oczywiście mylić, co do intencji zaproszenia Natalie, ale po prostu czułam, że powie, że jest gejem. Wkurzają mnie tacy ludzie, jak rodzice Ethana. Że udają, że wszystko est w porządku i w ogóle idealna rodzinka. I od razu przypomniał mi się Charlie z FDTS. On miał podobny problem ze starszymi. Powiem szczerze, że zaskoczyłaś mnie tą drugą twarzą Ethana (która osobiście podoba mi się dużo bardziej). No i czekam, aż Ethan przyłapie Anthony’ego z Theo i jak na to zareaguje. A czuję, że to nie będzie spokojna reakcja. Chłopak nie wygląda na takiego, co łatwo odpuszcza. No i niegrzeczny przerwał Anthony’emu i Theo pieszczoty na kanapie. Swoją drogą, gorące były. Ale i tak nie mogę się doczekać na coś więcej. A postępy już widać (pozbyli się koszulek)… Jeszcze tylko trochę… a może trochę więcej niż trochę… No nic. Ważne, że postępy są. No i Theo się otwiera coraz bardziej i zaczyna mówić o swojej przeszłości. Ta sprawa z ojcem mnie intryguje. No i co się takiego stało, że jego matka i on od niego odeszli. No i co z jego matką i ojczymem. Tak się spodziewałam, że Theo nie będzie skory do odwiedzania gejowskiego klubu. Ale kto wie? Może się w końcu przełamie i pójdzie tam z Anthonym?
    Swoją drogą nieźle to skończyłaś. Jak mogłaś tak to uciąć? Teraz przez trzy dni się będę zastanawiać jak wielką awanturę mu starzy zrobią, jaką mieli minę jak to powiedział. No i w ogóle jak to się wszystko skończy.

    Trochę literówek ci się wkradło… no i przecinków brakuje. Głównie o przecinki chodzi. Przecinki to ZŁO…
    „Kiedy Anthony rozpiął dwa pierwsze guziki koszuli chłopak przymknął powieki.”- przed „chłopak” przecinek powinien być.
    „Kiedy wilgotny język blondyna dotknął jego stwardniałego sutka aż jęknął głośno i zawstydzony szybko zatkał usta dłonią.”- przed „aż” przecinek.
    „Sam nie wiedział co się z nim działo.”- przed „co” przecinek.
    „Dla niego to było niewiele, ale domyślał się jakim ogromnym krokiem musi to być dla chłopaka po tym co przeszedł.”- przed „jakim” i przed „co” przecinek.
    „Bał się, że prędzej czy później blondyn go zostawi jeżeli nie będą ze sobą sypiali. „- przed „jeżeli” przecinek.
    „Dla tego chłopaka mógłby nawet zrezygnować z seksu na zawsze, pomyślał zdając sobie sprawę z tego, że zachowuje się jakby seks był dla niego aż tak ważny.”- przed „zdając” przecinek.
    „Blondyn przetarł twarz dłonią jednak uśmiechnął się lekko na wyobrażając sobie jak zabawnie musi teraz wyglądać chłopak.”- przed „jednak” i przed „jak” przecinek, i tutaj ” na jest niepotrzebne + przecinek przed „wyobrażając”
    „Muszę już kończyć. – dodał nim chłopak zdążył wtrącić chociaż słówko. „- przed „nim” przecinek.
    „Anthony zaśmiał się widząc go takiego i przysunął się do niego, łapiąc go za nogi i kładąc je na kolana.”- przed „widząc” przecinek.
    „- Tak, mój znajomy. – opowiedział, pochylając się i cmokając chłopaka w usta – Chciał mnie wyciągnąć do klubu”- „odpowiedział” i kropki brakuje na końcu.
    „Leżący obok mężczyzna ocknął się z której drzemki i ziewnął, zasłaniając usta dłonią.”- tu chyba miało być „krótkiej”
    „- Zostań do rana. – zasugerował gładząc chłopaka po odkrytym brzuchu.”- przed „gładząc” przecinek.
    „Bardzo mu się podobało i nie miałby nic przeciwko by poznali się bliżej.”- przed „by” przecinek.
    „- Ej…! – zaśmiał się głośno zaczynając się wyrywać – Serio… – zaczął, jednak nie mogąc przypomnieć sobie imienia blondyna zaśmiał się ponownie – Mam na ósmą spotkanie.”- przed „zaczynając” i „zaśmiał” przecinek.
    „- Podaj swój, mam telefon pod ręką. – powiedział odwracając się do blondyna z wyciągniętym telefonem.”- przed „odwracając” przecinek. Swoją drogą ładnie go załatwił, nawet nie zapisując tego numeru. Facet będzie czekał na telefon, a tu nic :D
    „Gdy tylko wyszedł z budynku wyciągnął z kieszeni papierosa i zapalił go.”- przed „wyciągnął” przecinek.
    „Kiedy wrócił do swojego mieszkania wszedł szybko pod prysznic, który równie szybko zakończył.”- przed „wszedł” przecinek.
    „Kawalerka w której mieszkał była całkiem spora.”- przed „była” przecinek i nie jestem pewna, ale chyba przed „w której też”
    „Lubił ich oszukiwać, że jest już pijany, wtedy wszystko co mu robił miało jakieś logiczne wytłumaczenie.”- przed „miało” przecinek. I nie jestem pewna, ale chyba lepiej by było podzielić to zdanie na pół.
    „- Och Ethan, przestań żartować. – matka zaśmiała się aż dostała rumieńców.”- przed „aż” przecinek.
    „W końcu nie powinna aż tak sobie folgować, śmiać się tak rozpustnie by mogła dostać rumieńców.”- przed „by” przecinek.
    „Matka pewnie zachwyci się jaki to jest przystojny i uroczy. „- przed „jaki” przecinek.
    „Przez chwilę panowała przy stole drętwa cisza, która zazwyczaj towarzyszył rodzinie przy posiłkach.”- „towarzyszyła”
    „- Podkreśla twoją przystojną twarz. – powiedział kobieta, patrząc na swojego idealnego syna z zachwytem.”- „powiedziała”
    „- A opowiemy ci później, jak nasz gość się zjawi. – odparł ojciec gładząc szpakowatą bródkę i uśmiechając się w sympatyczny, specyficzny dla pana w średnim wieku sposób.”- przed „gładząc” przecinek.
    „Ethan uśmiechnął się w duchu wiedząc do czego to wszystko zmierza.”- przed „do” albo przed „wiedząc” przecinek.
    „- Natalie! – zawołał Leonard Linwood i uściskał dziewczynę jakby byli bardzo blisko.”- przed „jakby” przecinek.
    „Catherine położyła mu rękę na ramię, w między czasie strzepując z jego szarego, opinającego ciało swetra niewidzialny paproch.”- „w międzyczasie” się pisze razem.

    To chyba tyle. Przynajmniej tyle zauważyłam. Sorki, że tak się czepiam o te przecinki. Czasem nie wiadomo, gdzie skubane trzeba postawić. Sama mam z tym problem. Ale wydaje mi się, że we fragmentach, które wyróżniłam, powinny się znaleźć. Mogę się mylić, ale mogę też mieć rację. Tak jak mówiłam, sama nie jestem w tym najlepsza, ale jak w zdaniu są dwa czasowniki, albo czasownik i w niektórych przypadkach przed imiesłowem przysłówkowym powinien się znaleźć przecinek.
    Jeszcze raz przepraszam, że się czepiam.
    Pozdrawiam i życzę weny. No i zapraszam w poniedziałek :)

    1. Rany~~~ podziwiam, że Ci się chciało te wszystkie błędy tu tak wypisać. xD No ale dziękuję. Bardzo dziękuję xD

      Myślę, że Ethan pojawia się w odpowiednim czasie, nim wszyscy zaczną wymiotować od niezdecydowania Theo. Niestety jego historia i charakter nie pozwalają na to, by od razu rzucił się w wir seksu z Anthonym. No a Ethan… z Ethanem to inna sprawa. xD I umili nam trochę czas w oczekiwaniu na postępy miedzy Theo a Anthonym. I szczerze mówiąc, sama tez kocham Ethana. Jest taki… ludzki. Udaje jak wszyscy, by spełnić wymagania rodziców. A ja jestem taka skromna~~~QnQ
      Jej, ciesze się, że próby opisania zbliżeń głównej pary wzbudzają emocje! To mi przywraca wiarę w siebie. : )
      To teraz łapię za te błędy~~ xD
      Jeszcze nim poniedziałek, będzie rozdział TWA, więc mam nadzieje, ze się zobaczymy.
      I mam też nadzieję na dużo Twojego Anthonego w ‚To nie tak’. C:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s