Till We Are Vol. 1 Ch.18

– Paniczu, pani  Linwood ma teraz ważne spotkanie. – zwołał Stephen, idąc za Ethanem w kierunku gabinetu matki.
Chłopak był zdecydowany porozmawiać z nią, bez względu na jej spotkania i terminy. Może jeszcze powinien umówić się z nią wcześniej, pomyślał ironicznie, zdając sobie sprawę z tego, że do tej pory właśnie tak to wyglądało.
Ale nie mógł czekać. Nie wierzył, by matka mogła zrobić mu coś takiego. Miała różne jazdy, jak chociażby budowa tego grobowca, ale do cholery, jego życie było jego i czuł się dobrze ze swoją orientacją. Nie chciał jej zmieniać. Dużo naczytał się o terapiach reparatywnych. Wiedział, że nie będą go torturować, ani do niczego zmuszać bez jego zgody, ale jeżeli maka wpadła na taki pomysł to… Naprawdę poczułby się zraniony. W końcu jest jego matką, dlaczego nie chce go zaakceptować? I dlaczego on sam w nią wątpi? Kilka słów tego przeklętego rzeźbiarza i zaczął wątpić we własną matkę!
– Paniczu…! – usłyszał jeszcze raz i zatrzymał się przed drzwiami gabinetu.
Nie mógł tam tak wtargnąć. Musiał się uspokoić i zachowywać się jak należy, jak powinien.
– Wejdź i powiedz, że chcę z nią porozmawiać. – westchnął tylko do lokaja i usiadł w fotelu stojącym pod drzwiami.
Przetarł ręką twarz, dochodząc do wniosku, że jego wzburzenie było śmieszne. Musiał się opanować. Poprawił mankiety koszuli wystające spod płaszcza i wyprostował się na siedzeniu.
Już po chwili z gabinetu wyszedł Stephen i poinformował go, że spotkanie niedługo powinno się skończyć.
Ethan pogrążył się w myślach.
Przecież tylko swoją orientacją nie pasował do jej świata. Poza nią był przecież idealny. Miał stypendium, miał karierę zaplanowaną przez ojca. Wszytko tak, jak chcieli. Zawsze robił wszystko, by byli zadowoleni. Nigdy się nie buntował, nigdy nawet nie wyobrażał sobie, by mógłby robić coś innego niż oni mu zaplanowali. To, na co miał sam wpływ podporządkowywał ich woli. Ale jak mógł zmienić to, że był gejem?
Ethan czekał ponad pół godziny na możliwość porozmawiania z kobietą.
Kiedy w końcu wyszła z pomieszczenia, wyprowadzając gościa, skinęła tylko lekko w kierunku Ethana i poszła go odprowadzić.
– Skarbie! – zawołała, wracając i przytuliła go sztywnym wyuczonym gestem. – Coś się stało? Nie uprzedzałeś, że przyjedziesz. – dodała, wprowadzając go do zimnego gabinetu.
Szatyn poczekał aż matka usiądzie i sam zajął miejsce naprzeciwko niej. Był przecież w swoim rodzinnym domu. Naprawdę musiał się zapowiadać?
– To był pan Watson, nowy rzeźbiarz. – tłumaczyła rozpromieniona – Sam zobacz, to wstępne szkice. – dodała, podsuwając mu kilka kartek. – Wszystko tak, jak chcieliśmy.
Ethan zerknął obojętnym wzrokiem  na zarysowane kartki. Naprawdę teraz najmniej go to obchodziło.
Odetchnął tylko postanawiając od razu przejść do sedna sprawy.
– Mamo… – zaczął odwracając wzrok – Mamo. Czy ci… Czy wam bardzo, przeszkadza to, że jestem gejem? – zapytał, wbijając spojrzenie w zdjęcia poustawiane na półkach za kobietą. Wszystkie były tak sztuczne i ustawione. Pamiętał jak robiono każde z nich. Profesjonalny fotograf kazał mu się uśmiechać, ale tak niezbyt mocno. Każdy pluszak czy zabawka , gdy był mały, miały określone miejsce w kadrze, w  zależności od ich koloru i oświetlenia, musiały idealnie komponować się ze wszystkimi elementami na zdjęciu. Jego ubranka również. W końcu był  głównym elementem. Gdy był na zdjęciach z matką musiał być ubrany harmonijnie do jej stroju, dlatego nigdy, jako dzieciak nie nosił ostrych kolorów, ani pstrokatych, wzorzystych ubrań.
Catherine spojrzała na niego okrągłymi jak dwa spodki oczyma. Poza tamtą rozmową, kiedy wyjawił im że jest tym gejem, więcej nie rozmawiali o tym tak poważnie.
– O czym ty mówisz, syneczku…? – kobieta uśmiechnęła się sztucznie.
– Chcesz, żebym szedł na terapię? – zapytał cicho.
Catherine zamrugała kilka razy.
Nie miała jeszcze nic przygotowane w tej sprawie zajęta budową grobowca. Zrobiła tylko mały rekonesans w branży lekarskiej, by znaleźć odpowiednich lekarzy. Nic poza tym. Planowała wysłać chłopaka do kliniki dopiero na wiosnę, do której mieli jeszcze kilka miesięcy.
Odetchnęła i zmarszczyła brwi.
– Co to za głupoty, Ethan? – zapytała, postanawiając nie wciągać w to na razie chłopaka. Zrobi to,  gdy będzie już miała wszystko ustalone i pewne. – Kto ci naopowiadał takich bzdur? – zapyta jeszcze, chociaż doskonale wiedziała, że był to ten przeklęty Hayward. Tylko z nim o tym rozmawiała   i jak widać niepotrzebnie.
Ethan spojrzał żywiej na matkę.
To mu wystarczyło. Wiedział już, że nie mogłaby mu tego zrobić. Na pewno. Była jego matką. Odetchnął z ulgą i uśmiechnął się delikatnie.
– Uważaj Ethan. – poradziła mu matka – Niektórzy chcą nam zaszkodzić. A jak nie zrobić tego łatwiej jak skłócić naszą rodzinę od środka…?
Chłopak tylko pokiwał głową. Nie wierzył w żadne konspiracje przeciwko jego rodzinie, ale teraz to się nie liczyło. Grunt, że mógł nadal wierzyć w matkę, w to, że na swój pokręcony sposób próbuje o niego dbać.
A z Keithem już sobie porozmawia później. Wygarnie mu wszystko. Niech nie myśli, że daruje mu obrażanie jego matki.
– Jasne, mamo.
– Zostaniesz na lunchu? – zapytała kobieta z ulgą. – Opowiesz mi jak tam na uczelni. – uśmiechnęła się wstając i prowadząc chłopaka na dół.
– Nie mogę mamo, muszę jeszcze skoczyć na uczelnię. Mam ważne wykłady z jakimś profesorem zza granicy.
Catherine pokiwała ze zrozumieniem głową.
– Nauka przede wszystkim. – powiedziała, odprowadzając go do drzwi. – Kocham cię. – powiedziała tym samym suchym tonem co zwykle, ale tym razem Ethanowi to nie przeszkadzało. Nie słyszał jak pusto brzmiały te słowa, najważniejsze, że w ogóle padły. Pożegnał się z matką i wyszedł z domu.
Catherine ruszyła szybko na górę.
– Proszę pani, zaraz podamy lunch. – poinformował ją Stephen lecz ona zbyła go gestem ręki.
Kiedy wróciła do gabinetu złapała za telefon i znalazła numer tego rzeźbiarza. Po kilku sygnałach usłyszała znajomy, mocny głos mężczyzny.
– Catherine Linwood. – przedstawiła się zimno – Domyślam się, że wie pan w jakiej sprawie dzwonię.
– Nie mam zielonego pojęcia. – usłyszała po drugiej stronie słuchawki. Głos mężczyzny również stał się zimy i bezosobowy.
– Nie życzę sobie, aby mieszał się pan w życie MOJEJ rodziny. – wysyczała do słuchawki.
– Sama mnie pani w nie wmieszała swoją irracjonalną propozycją. – odparował Keith, zaciskając rękę na słuchawce.
– Ale teraz nie ma pan już  z tym nic wspólnego, więc proszę nie spotykać się więcej z moim synem. – rozkazała mu twardym głosem.
Keith sapnął do słuchawki.
– To zależy tylko i wyłącznie od Ethana. – odparł rzeźbiarz.
– Zniszczę cię, jeżeli jeszcze raz się do niego zbliżysz! – zagroziła mu kobieta tracąc panowanie nad sobą. – Myślisz, że mnie nie stać?!
– Nie wątpię. – odparł beztrosko mężczyzna – Ale ja mam pani groźby w głębokim poważaniu i niech pani nie myśli, że się pani uda mnie zastraszyć. Może i zamydliła pani oczy Ethanowi jakimiś bzdurami, ale ja będę trzymał rękę na pulsie. Niech pani będzie pewna. – dodał i rozłączył się szybko.
Catherine zacisnęła zęby. Nie  pozwoli temu człowiekowi zniszczyć swojej rodziny. Tego była pewna.

Po skończonych wykładach, na których i tak nie mógł już wysiedzieć, Ethan wskoczył w  samochód i popędził przez miasto pod widniejący  na wizytówce adres. Powoli zapadał zmrok, ale na szczęście śnieg przestał w końcu padać.
Kiedy zatrzymał się przed piętrowym domkiem w wiktoriańskim stylu sprawdził dokładnie adres. We wszystkich oknach było ciemno i tylko w prostokątnych okienkach drzwi od garażu mógł dostrzec światło. Szybko przeszedł przez zaśnieżony podjazd, na którym stał samochód rzeźbiarza i uderzył pięścią w umieszczone obok mniejsze drzwi. Dopiero po chwili otworzyły się, a on wpadł do środka.
– Ethan… – zaczął Keith, zamykając za chłopakiem drzwi i ściągając z twarzy białą maskę.
Chłopak zmrużył oczy i pchnął agresywnie mężczyznę do tyłu.
– Kim ty do cholery jesteś? – zawołał.
W trakcie wykładów przemyślał wszystko. Może Keith rzeczywiście chciał im zaszkodzić? Może ktoś mu za to zapłacił?
Keith odetchnął i potarł ręką po policzku.
– Ethan uspokój się…
– Ktoś ci zapłacił, żebyś nas dręczył? – zapytał – Czego właściwie od nas chcesz? Daj nam w końcu spokój!
Blondyn spojrzał na zaczerwienioną z gniewu twarz chłopaka. Mógł się domyślić, że skończy się  to w ten sposób. Ciekaw był tylko, co się stało, że Catherine Linwood zmieniła zdanie. I czy w ogóle zmieniła.
Opuścił ręce po sobie i odetchnął.
– Rozmawiałeś z matką. –  stwierdził – Co ci powiedziała?
Ethan rzucił mu kolejne wściekłe spojrzenie.
– A co ciebie to obchodzi? – warknął – Ona nigdy nie wysłałaby mnie na taką terapię! Jest moją matką! Kocha mnie!
Keith przygryzł wargę. Widział pełne gniewu i żalu spojrzenie chłopaka, i naprawdę było mu go szkoda. W co pogrywała ta kobieta? Nie miał pojęcia, ale bał się,  że chłopak na tym ucierpi.  Tego był niemal pewien.
– Ethan… ja nie twierdzę, że nie kocha… przecież… – odparł cicho mężczyzna.
Nie miał zamiaru ranić chłopaka swoimi słowami. Ale przecież mówił prawdę.
– Więc po co to wszystko? Po co mi to wszystko powiedziałeś? – zapytał Ethan, żywo gestykulując ręką.
Keith zastanowił się przez chwilę co odpowiedzieć, by jakoś wybrnąć z tej sytuacji.
– Widocznie… widocznie źle ją zrozumiałem. – rzucił odwracając wzrok. – Przepraszam. – westchnął, poddając się.
Ethan odetchnął ciężej. Był usatysfakcjonowany tym, że blondyn przeprosił i się poddał. Żal mu było tylko tego, że tak zniszczył  ich znajomość.
– Zaufałem ci… – szepnął pewien, że nigdy więcej nie popełni tego samego błędu.
Keith podniósł spojrzenie na twarz chłopaka i widząc jej zrezygnowany wyraz szybko podszedł do szatyna.
– Ethan… naprawdę… pomyliłem się. Przepraszam. – powtórzył, kładąc mu ręce na ramionach – Bardzo, bardzo cię przepraszam. – dodał, wpatrując się w Ethana.
Nie chciał, żeby ich znajomość tak się skończyła. Stanowczo nie chciał, pomyślał, błądząc  spojrzeniem po ustach chłopaka.
– Okay? – zapytał, hipnotyzując go spojrzeniem.
Szatyn przełknął ciężko ślinę i po chwili pokiwał twierdząco głową.
– Na pewno nie jesteś jakimś… podstawionym kolesiem, chcącym zniszczyć moją rodzinę? – zapytał, zdając sobie sprawę z tego, że udzieliła mu się od matki paranoja na tym punkcie.
Keith z trudem zachowując powagę zaprzeczył ruchem głowy i uśmiechnął się krzywo do chłopaka.
Ethan odwzajemnił skromny uśmiech i odsunął się od mężczyzny , by rozejrzeć się po pomieszczeniu.
Było naprawdę duże, ale ilość zalegających w nim materiałów i narzędzi sprawiała, że zostawało mało miejsca na jakiekolwiek działania. Podszedł do leżącej na środku czarnej, grafitowej płyty i przyjrzał się wyłaniającemu się z niej konturowi smutnej twarzy.
– Co to będzie? – zapytał, przesuwając palcem po szorstkim jeszcze kamieniu i zerknął w stronę rzeźbiarza.
– Płaskorzeźba. Anioł. – wyjaśnił krótko Keith, podchodząc do szatyna.
– Na grób? – zapytał chłopak, przesuwając wzrokiem po widocznie zarysowanej pod bokserką klatce piersiowej mężczyzny.
– Tak. – potwierdził blondyn i stając za chłopakiem objął go od tyłu w pasie. – Cieszę się, że przyszedłeś. – szepnął mu do ucha i odetchnął znajomym zapachem.
– Przyszedłem cię opieprzyć. – odparł od razu Ethan, kładąc dłonie na rękach rzeźbiarza.
– Przeprosiłem przecież… – westchnął ponownie mężczyzna, muskając ucho chłopaka ustami i czując jak jego ciało się napina.
– Myślisz, że to wystarczy i teraz dam ci się przerżnąć? – prychnął Ethan, przekręcając głowę, by spojrzeć w oczy blondynowi.
Kiedy napotkał twarde spojrzenie nie miał już wątpliwości co do jego myśli  i oblizał nerwowo wargi. Keith uśmiechnął się lekko i sięgnął za poły płaszcza chłopaka i pomógł mu go zdjąć. Gdy odrzucił go na  bok, złapał za dłonie szatyna i wsunął ich ręce pod koszulę Ethana, by  pomasować jego napięty brzuch.
– A ty jak myślisz…? – zapytał, zagryzając zęby na szyi szatyna.
Ethan westchnął głośno. Ich splecione dłonie doprowadzały jego ciało do drżenia, a on zaczynał zapominać się coraz bardziej. Był zły? Ale za co? Bez sensu, pomyślał czując  gorące wargi na swojej skórze.
Już  po chwili ich ręce się rozłączyły, a Keith zaczął rozpinać mu koszulę.
– Tutaj? – zapytał chłopak, gdy jego koszula opadła na zakurzoną podłogę między ich nogami.
– Tak. – usłyszał stanowczy głos mężczyzny za sobą i poczuł  gorące usta obcałowujące jego kark.
– Nie wolałbyś iść do domu…? – zapytał jeszcze raz student, czując szorstkie dłonie na swoim ciele.
Keith bez słowa zsunął ręce niżej i pomasował go po kroczu przez spodnie. Gładka skóra pod jego ustami bardzo go podniecała i nie mógł doczekać się więcej. Ciało chłopaka było jednocześnie dla niego tak znajome i obce: jego delikatna skóra, ulotny zapach, kolor jego włosów. I nie potrafił mu się oprzeć. Dużo myślał o tej relacji między nimi i  wiedział, że ciągnie go do Ethana przez to, jak bardzo kojarzy mu się z Jane. Ale nie wykluczał niczego. Student nie był jego zmarłą żoną, był tego świadomy. Czasami dochodził do wniosku, że mógłby zacząć z nim być na poważnie. Poznać się bliżej, spróbować zbudować coś na dłużej.  A czasami zastanawiał się czy to nie za szybko, w końcu minęły tylko dwa lata. Miał nadzieję że nie zrani Ethana swoim niezdecydowaniem i ogarniającymi go czasami wątpliwościami. Zresztą ten też był z nim tylko po to, by pocieszyć swoje złamane serce.
Rozpiął chłopakowi spodnie i wsunął dłoń w jego bieliznę. Ethan jęknął odchylając głowę na ramię mężczyzny.
– Poczekaj… – sapnął, łapiąc go za rękę.
Keith nie zważając na słowa chłopaka ujął jego penisa i jądra w rękę i zaczął go powoli pobudzać.
Ethan czując napływające podniecenie oparł się bardziej o twarde ciało rzeźbiarza. Zaraz poczuł jak drugą ręką, Keith zaczyna ściągać mu z tyłka spodnie. Ciasne ubranie z trudem schodziło z jego ciała, co tylko jeszcze bardziej podnieciło ich obu. Keith odetchnął płytko na widok nagich, jędrnych pośladków za które też zaraz złapał wolną ręką.
– Na co mam czekać? – zapytał chrapliwym głosem, wprost do  ucha szatyna i wsunął palce między pośladki chłopaka.
Ethan zadrżał wyraźnie i odwrócił twarz w jego stronę.
– Chcę, żeby… było jasne. – powiedział, czując masujące jego rowek palce – To tylko seks… – rzucił na wydechu.
Rzeźbiarz posłał mu głębokie spojrzenie pociemniałych oczu. Zacisnął tylko wargi i pochylił się do pocałunku, przygryzając mocno usta chłopaka,
– Tylko seks. – potwierdził, odrywając się od chłopaka i odwracając go brutalnie od siebie.
Zaraz też popchnął chłopaka do przodu i ten upadł na twardy, zimny kamień przed sobą. Jęknął z bólu czując jak wyboiste kawałki granitu wbijają mu się w kolana lecz gorące i agresywne usta zsuwające się w dół jego kręgosłupa, natychmiast osłodziły mu ból.
– To… to przecież będzie czyjś pomnik… – wydusił czując mrowienie na ciele i odwrócił się niepewnie w stronę Keitha.
– Ale jeszcze nie jest. – usłyszał i poczuł mocne popchnięcie w dół za kark.
– To jak bluźnierstwo… – rzucił z jękiem, chociaż wiedział, że podoba mu się takie traktowanie.
Rzeźbiarz roześmiał się złośliwie. I pochylił się całym ciałem  nad plecami chłopaka, tak że ten poczuł sztywniejącą męskość na swoich pośladkach.
– Teraz to tylko kamień… – powiedział mu do ucha – Ale zaraz może być czymś więcej… gdy go poświęcisz. – prychnął i wyprostował się  za Ethanem.
– Jesteś… – zaczął chłopak lecz zaraz przymknął oczy i podpierając się rękoma westchnął czując usta blondyna, które ponownie zjechały po jego plecach na pośladki. Już po chwili poczuł mocne ugryzienie i zacisnął mocno zęby dusząc w sobie jęk. Duża dłoń, która zaczęła bawić się jego przyrodzeniem sprawiła, że jego ciało oblał pot.
Był zaskoczony aż taką otwartością Keitha, który według tego co mówił, był do tej pory tylko z kobietami.
Blondyn oderwał usta od pośladków chłopaka i już po chwili rozsunął je dłońmi, by polizać go przeciągle po dziurce.
Ethan zacisnął mocno powieki i poderwał biodrami.
– Jaki jestem…? – usłyszał po chwili.
– Aghnnn.. niemożliwy… – wysapał szatyn, czując wsuwający się w niego język.
Napiął mocno mięśnie i odetchnął drżąco.
– Przecież to właśnie lubisz, prawda? – zapytał Keith. Bardzo lubił rozmowy podczas seksu.
Nie mając w garażu nic więcej poza śliną, by nawilżyć chłopaka, starał się zostawiać jej jak najwięcej i kiedy wydawało mu się, że już może odsunął twarz od pośladków Ethana i wsunął w niego powoli jeden palec.
Chłopak zacisnął mocniej pięści i wczuwając się w rozciągający go palec pokiwał z zaangażowaniem głową.
– Lubię… – jęknął, czując jak po chwili wsuwa się w niego drugi palec i oba rozpychają się  w jego wnętrzu.
Keith stojąc okrakiem pomiędzy zaplatanymi  w spodnie nogami chłopaka, obserwował uważnie jego ciało skąpane w zielonkawym świetle wiszącej pod sufitem lampy. Był bardzo podniecony. Każdy jęk, westchnienie i ciężki oddech szatyna brzmiały tak dobrze. Rozciągał go szybko i sprawnie, chcąc jak najszybciej być w nim. Kiedy usłyszał jak Ethan, zaciska wargi by stłumić jęki, wolną ręką uderzył go mocno w pośladek, na co chłopak poderwał się mocnej i pisnął z bólu.
– Aaah! Nie… nie wiedziałem, że… taki… jesteś… – wydusił z siebie, podrygując biodrami, by nabić się bardziej na palce mężczyzny.
– Nie podoba ci się?
– Podoooba… – wyjęczał przeciągle, czując jak palce blondyna muskają jego prostatę.
Keith zaśmiał się i rozpiął własne spodnie wyjmując na wierzch twardego penisa.
– Z gumką? – zapytał, przesuwając po nim ręką.
– C-co…? – dopytał chłopak nie mogąc skupić się na niczym więcej, niż na palcach dotykających go w ten sposób, że miał wrażenie, że jeszcze sekunda i naprawdę poświęci ten przeklęty kamień.
– Pytam, czy mam założyć prezerwatywę. – powtórzył blondyn, absurdalnie dla Ethana spokojnym i chłodnym tonem.
Szatyn jęknął ponownie i zmarszczył brwi.
– Nie… nie musisz… – rzucił i prawie natychmiast poczuł główkę penisa ocierającego się o jego pośladki. – No juuuż… – jęknął, jednak Keith dopiero po chwili wyjął z niego palce i spluwając na nie, zostawił jeszcze trochę śliny na własnym penisie.
– Już? – zapytał złośliwie.
Ethan drżał czując za sobą gorącą obecność mężczyzny.
– Już… – jęknął błagalnie, czując jak mężczyzna w końcu przesuwa drażniąco po jego rowku.
Zacisnął powieki przygotowując się  na wejście Keitha lecz ten nadal się nim bawił.
– No proszę…. – wyjęczał, ale odpowiedział mu tylko cichy śmiech za sobą. – Jak możesz być taki…? – zapytał po dłużących mu się chwilach tortur.
– Lata doświadczenia… – szepnął schrypniętym głosem Keith, sięgając do jąder chłopaka.
Ethan jęknął ponownie.
– No kurwa… proszę cię…! – zaskamlał.
To bardzo podniecało Keitha, mógłby słuchać takiego chłopaka całymi godzinami. Wiedział jednak, że sam   długo nie wytrzyma.
Złapał ręką za kark chłopaka i przyciskając go do kamiennej płyty wszedł w  niego powoli z cichym pomrukiem. Odetchnął ciężko czując pulsujące w skroniach tętno, gdy chłopak ciasno zacisnął się na jego penisie.
Ethan nawet nie poczuł bólu z jakim przejechał policzkiem po graficie, jęknął tylko głośno, bo każdy bodziec jaki teraz odczuwał zlewał mu się w bolesną przyjemność, którą uwielbiał czuć w sobie.
Rzeźbiarz przesunął językiem po zębach i po chwili zaczął poruszać się mocnymi pchnięciami w chłopaku.
Ethan jęczał głośno, czując w sobie szerokiego penisa, który sprawiał mu bardzo dużo bólu, bo jednak ślina nie była wystarczającym nawilżeniem, ale i rozkoszy, którą czuł każdym z bolesnym pchnięciem.
– Tak! Oooch….! – jęczał wczuwając się w mocne pchnięcia.
Po kilku minutach blondyn złapał go mocno za włosy i uniósł do góry. Objął go za ramiona i przycisnął jego plecy do swojego torsu, odwracając jego twarz w swoją stronę. Szatyn zaskamlał z  bólu. Całe jego ciało było zlane potem.
– Jęczysz jak dziwka… – rzucił na wydechu Keith, wpatrując się z widocznym uwielbieniem w czerwoną twarz Ethana.
Zaraz zamknął ich usta w agresywnym pocałunku, a wolną ręką złapał za penisa chłopaka.
– Nie.. nie m-mmogę…! – wyjęczał, Ethan odsuwając twarz od ust blondyna, bo z trudem już łapał oddechy, a  w głowie mu się kręciło. Dodatkowo członek mężczyzny wbijał się  w niego pod takim kątem, że za każdym razem trafiał idealnie w jego prostatę. Nawet jeżeli starał się być ciszej, zupełnie mu to nie wychodziło. Zdarte kolana, zaczynały go piec, a uwięzione w dżinsach nogi drętwieć.
– Już… Ta-ak…! – jęknął czując, potężną falę orgazmu.
W tym momencie Kieth puścił go i popchnął z powrotem do przodu. Chłopak w ostatniej chwili podparł się rękoma i wyprężając plecy spuścił się  na kamień z przeciągłym jękiem ulgi. Kiedy skończył i zamrugał powiekami, zauważył, że po płonących policzkach płyną my łzy i skapują na nieukończoną twarz zasmuconego anioła. Przełknął ciężko ślinę zaciskając powieki i uśmiechając się rozpustnie. Po coraz szybszych ruchach Keitha wnioskował, że mężczyzna też zaraz skończy i pojękując cicho wczuwał się w ostatnie pchnięcia.
Po chwili Keith wyszedł z niego i sycząc przez zęby spuścił się na tyłek szatyna. Gdy odetchnął roztarł spermę na jego skórze i pochylił się, by złożyć kilka pocałunków na jego plecach.
Minęło parę minut i wyprostował się zapinając spodnie po czym odwrócił chłopaka do siebie.
Ethan uśmiechnął się arogancko, czując pod tyłkiem zimny, wilgotny od jego nasienia kamień.
Rzeźbiarz uśmiechnął się na widok mokrych policzków chłopaka i otarł je kciukiem.
– Bolało…? – zapytał z krzywym uśmiechem.
– Cholernie… – westchnął Ethan, a Keith wychylił się, by pocałować go mocno w usta.
Chłopak odetchnął z ulgą i podpierając się rękoma oddał powolny, stanowczy pocałunek.
– Ale podobało ci się….- rzucił Keith, odsuwając się od niego i przesuwając silnymi dłońmi po jego udach.
Ethan przygryzł wargę i spojrzał z góry na kucającego przed nim mężczyznę.
– Cholernie… – skinął ponowie głową.
Kieth mierzył go przez chwilę ciemnym spojrzeniem. Chłopak wydawał mu się być idealny.
– Mam tu gdzieś plastry… – powiedział, odrywając się w końcu od Ethana i przechodząc w stronę długiego stołu w poszukiwaniu apteczki. Gdy ją znalazł przyklęknął ponownie przy zakrwawionych kolanach chłopaka i polał je ostrożnie wodą utlenioną.
Ethan zasyczał cicho i mierzył mężczyznę spojrzeniem. Jeszcze przed chwilą traktował go jak zabawkę i dziwkę do ruchania, a teraz z widoczną na twarzy troską opatruje mu kolana? Był naprawdę niemożliwy, pokręcił głową.
Obaj byli.
Kiedy Keith przyklejał mu plastry, chłopak po raz kolejny przestudiował jego twarz. Mężczyzna nie był ani trochę podobny do Anthonego, zupełnie nie w jego typie. I ten krzywy nos, przepocone teraz mlecznobiałe włosy, które wysunęły mu się spod spinki opadały mu na oczy, niemal je zasłaniając też wcale mu się nie podobały. Nie spodobałyby mu się, gdyby spotkali się w klubie, nie zwróciłby pewnie na niego nawet uwagi na ulicy, chociaż niewątpliwie wyróżniał się z tłumu.
Ale podobało mu się zatroskane, skupione spojrzenie z jakim opatrywał  jego kolana. I seks przed chwilą był taki gorący i namiętny.
Po chwili Keith przetarł gazą  obdarty policzek chłopaka i pocałował go lekko.
– Z nią też tu się pieprzyłeś? – zapytał po chwili.
Keith schował buteleczkę z wodą utlenioną do apteczki i zamknął ją, odsuwając na bok.
– Z nią pieprzyliśmy się wszędzie, gdzie się dało. – odpowiedział z krzywym uśmiechem.
Ethan poczuł nieprzyjemne ukłucie.  Zaraz jednak pomyślał, że to absurdalne, by był zazdrosny o zmarłą kobietę. Już otwierał usta by zapytać z kim było mu lepiej. I bardzo zależało mu by odpowiedź była jedna: że to z nim było lepiej. Musiał być najlepszy. Chciał być najlepszy, najważniejszy.
Pochylił się i pocałował go szybko w usta, by nie ośmieszyć się tym pytaniem.
Skopał z siebie do końca ubranie i sięgnął do leżącego obok płaszcza, by wyjąć papierosy. Ułożył się wygodniej na kamiennej  płycie i podpalił papierosa. Zaciągnął się mocno i uśmiechnął szelmowsko.
– Co powiesz na gorący prysznic? – zapytał Keith.
Ethan strzepał popiół na posadzkę.
– Chętnie. – uśmiechnął się lekko, przesuwając palcami po swoim biodrze.
Blondyn odetchnął ciężko.
– Nie zaczynaj znowu. – zaczął śledząc ruchy dłoni chłopaka.
– Czego? – zapytał szatyn niewinnym głosem i zaciągnął się ponownie papierosem.
Keith pochylił się nad nim i złapał jego usta pocałunkiem.
– Dobrze wiesz. – mruknął, przesuwając łapczywie dłońmi po jego szczupłym ciele. – Podniecasz mnie, gdy tak się dotykasz.
– To znaczy, że staje ci na mój widok? – spytał z wyraźnie słyszalną kpiną w głosie.
Keith zaśmiał się cicho.
– Coś w tym stylu. – mruknął, patrząc na palącego chłopaka.
– Może chcesz zapalić? – zapytał Ethan – Pomoże ci się zrelaksować.
– Nie, nie potrzebuję papierosów by się zrelaksować. Wystarczy mi dobry seks.
Dobry seks, pomyślał szatyn, studiując w dalszym ciągu twarz mężczyzny. Nie łączyło ich nic. Każdy miał swoje życie, swoje problemy i przejścia. On cierpiał przez Anthonego, Keith przez zmarłą żonę. Wiedział, że wpatrzone w niego brązowe oczy nie widzą w nim jego, Ethana. Rzeźbiarz mówił mu już jak bardzo przypomina tą całą Jane. Ale nawet jeżeli miałby być jej zastępstwem, to chyba mógł się na to zgodzić. W końcu sam nie oczekiwał niczego więcej  oprócz ‘dobrego seksu’. Jego chora potrzeba bycia najlepszym i najważniejszym mu w tym trochę przeszkadzała, ale przecież już raz przegrał. Chyba powinien nauczyć się przegrywać. Zresztą, gdy Keith wbijał w niego swoje intensywne spojrzenie, czuł się jakby był najważniejszy. Wystarczy by czasami…
– Więc mam być twoją Jane…? – zapytał nagle, sam zaskoczony pytaniem, które wypadło mu z ust.
Keith zacisnął palce na jego udzie.
– Ja będę twoim Anthonym. – odparł, wracając myślami do swoich rozważań. Nie mógł chcieć czegoś więcej od Ethana nim  nie będzie pewien czego sam chce.
Obaj dobrze wiedzieli, że żaden z nich nie potrafi zastąpić wymienionych osób. Ale czy to było ważne? Liczy się to, że w końcu udało im się znaleźć coś, co da im złudne wrażenie że pustka wokół nich została zapełniona.
Żaden z nich nigdy nie chciał być takim syntetykiem, ale czy życie nie zmusza do różnych wyborów? Nawet takich, które wcześniej nie przyszłyby na myśl.
Ethan zachichotał i szybko dokończył papierosa, zagaszając go na boku płyty. Pocałował blondyna głęboko, wypuszczając w jego usta dużą porcję dymu.
– Dlaczego właściwie jesteś jeszcze ubrany?  – zapytał po chwili.
Keith uniósł się i pociągnął go za rękę w kierunku wyjścia z garażu do mieszkania. Kiedy wyszli na korytarz objął władczo chłopaka i popchnął w stronę schodów.
– Zaraz będziesz mógł mnie rozebrać. – zamruczał mu do ucha, a chłopak poczuł gęsią skórkę na karku.

Reklamy

15 thoughts on “Till We Are Vol. 1 Ch.18

  1. Witam,
    o nie jego matka zaprzeczyła, ojć teraz to może już być za późno kiedy zorientuje się, ze to jednak była prawda, Keitj i Ethan gorąco…
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie

  2. Ojejku jej jak mnie tutaj dawno nie było! Się nawet seria zdążyła skończyć… Zazdroszczę ci takiego zapału do pisania! Dziś przeanalizowałam mój stary plik i mam z 4 niedokończone opowiadania dłuższe, a oneshotów to z milion…. Daj mi swoją wenę człowieku!
    Tak poza moimi wyrazami podziwu to.. ojej no Ethan, no <3 Jest takim typem postaci jakich tworzyć nie potrafię, ale uwielbiam je. Taki dziwkowy! (To jest zaleta)

    No i jak zwykle komentarz o niczym, przepraszam, ale rozpisywanie się mi już nie wychodzi.

    1. COKE, ŻYJESZ! xD
      Ethana tez wielbię.. Znaczy wiesz. Mam do niego jakąś słabość. C:
      Ja wenę mam, ale mało czasu i jak się okazuje problemy z netem na nowej stancji. D:
      Lubię Twoje komentarze, nawet te o niczym. C:

      No to, mobilizuj się do kończenia tych opowiadań i wstawiaj na bloga. C:

  3. Dobra, weekend się zaczął, nareszcie xD
    Rozdział ciekawy, seks jeszcze lepszy. Ale tak mi ciągle chodzi po głowie i drażni, że tak szybko przeszli do sedna. Mimo że zawsze wyczekuje tego seksu, o w tym wypadku myślałam, że będzie ciut inaczej. Tzn. rozumiem, że Keith wcześniej uprawiał seks analny z żoną i byli ogólnie doświadczeni w wielu dziedzinach. Wyobrażałam sobie jednak, że pokażesz jakoś, że to jednak pierwszy raz Keitha z facetem. Niby ciurka ta sama, ale chociażby obecność penisa itp. Keith po raz pierwszy chyba dotykał penisa innego niż swój. No i to mnie chyba tak drażni. Ale ja mam taką dziwną przypadłość, że wszystko zawsze muszę mieć podkreślone xD Pierwszy raz robi loda, pierwszy raz dotyka łokcia, pierwszy raz liże pępek xD Wszystko pokazuje jako takie ważne. Może to też źle ;p
    Fajnie, że z jednej strony mamy Anthoniego i Teo – delikatną, słodką parkę, gdzie architekt musi być naprawdę ostrożny wobec chłopaka i mimo tego jak długo się znają, nie mieli seksu. I Ethan i Keith – znają się ledwo, a już przeszli do rzeczy xD I to bardzo ostro, nie spodziewałam się tego po rzeźbiarzu. Ciekawe.
    Seks podobał mi się pod wieloma względami. Reakcje Ethana, robienie tego na kamiennej płycie, obtarcia i łzy – czemu mi się to podoba? Nie wiem, ale podoba. Końcowe zachowanie Keitha też. Opiekuńczość po seksie jest ważna. Tak jak podczas stosunku podnieca ich podłe traktowanie, tak po nim jest czymś bardzo ważnym dobre traktowanie. Takie „mogę być twoją dziwką w łóżku, ale nie poza nim”.

    Matka Ethana to suka, to już wiemy. Jestem ciekawa kiedy chłopak się dowie. Bo musi się dowiedzieć przecież. I jak ta matka to sobie wyobraża? Kiedy mu już powie co planuje, jakich argumentów użyje? Jak go niby do tego namówi? Tym bardziej, że teraz mu nakłamała, a potem okaże się, że Keith miał słuszność.Przeraża mnie to wszystko. Te zdjęcia, okropność. Ethan musi zaznać trochę prawdziwego uczucia. Bo zadowalanie się suchym „Kocham Cię” nie jest dobre. Musi zobaczyć co te słowa naprawdę znaczą.
    Ah i domyśliłam się, że się stało z żoną, jestem wiedźmą xD
    Pozdrawiam :D

    1. Oho, żyjesz Another~~~C:
      Mmm… może masz trochę racji i Keith powinien bardziej przeżyć swój pierwszy raz z facetem, a może… Może po prostu wszytko przesłoniła mu znowu Jane? Może należy do tej kategorii ludzi, którym nie przeszkadza jego biseksualność? Albo raczej odkrycie jej nie zrobiło na nim aż takiego wrażenia, skoro miał już styczność z homoseksualistami… ale chyba powinna,w końcu nigdy nie widział siebie z facetem. Hm… Zabiłaś mi ćwieka. C:
      Tak… Keith i jego charakter… Bardzo mi się podobają. Z jednej strony jest taki ciepły i dobry, a drugiej perwersyjny~~~

      Oh, akurat Caherine Linwood wie dokładnie za jakie sznurki pociągnąć by zmanipulować Ethana. Niestety. D: Ale jakoś mnie również ciężko uwierzyć, że dla niej Ethan mógłby próbować przestać być gejem. A jak napisałam ostatnie zdanie, zdałam sobie sprawę jak idiotycznie to brzmi i szczerze wątpię by to się udało. Ech,ludzie….
      Tak jesteś. Jakieś dalsze domysły? Chętnie poczytam. xD

      Dzięki i….
      PIERWSZY SIĘ ZBLIŻA – SZYKUJ ALEXA~~
      xDDD

      1. Nie wiem czy powinno być to przeżycie opisane dokładniej, czy nie ;p W zasadzie każdy ma swój styl pisania i na swój sposób widzi postacie, więc nie można nic narzucać. Ważne, że ta parka mi się podoba xD A perwersja kręci.
        Aż się boję co ta chora matka wymyśli. Oby Keith był zawsze blisko Ethana, to taki typowy obrońca xD
        A dalsze pomysły… Na razie nic xD Może będą ze sobą parę miesięcy, a potem dopiero Ethan dowie się o chorym pomyśle matki. A może już teraz coś spowoduje, że kobieta wyskoczy z tym. Albo powoli będzie go na to naprowadzać, manipulując i spróbuje zepsuć jego związek z Keithem. o ile się dowie.
        No i zastanawiam się co tam u Theo i Anthoniego. I jak zakończysz ten sezon. Czy tak spokojnie, czy czymś nas zaskoczysz, że będziemy chcieli cię zabić, bo trzeba czekać tyle na kolejne rozdziały xD I przerwa to dobry pomysł, bo można wzbudzić większe zainteresowanie. Dobrze, że wypełnisz czymś te luki. Nowe opko mnie ciekawi, chociaż jak pisałaś, jest strasznie krótkie i będzie dodawane w dużych odstępach. Ale chętnie przeczytam :)
        Też zaczęłam pisać nowe opowiadanie, tak nagle mnie wzięło. Mitologia grecka + teraźniejszość. Porąbane xD
        I tak, aż się boję, czy drugi rozdział się spodoba. Nie mogę się poczekać, aż już rozwinę postacie na tyle, byście mogli je zrozumieć. Na razie wydają się takie… Typowe. Stereotypowe. Zobaczymy jak będzie. Byle się nie załamywać xD
        Za dużo piszę gdy jestem chora!
        Pozdrawiam serdecznie :D

        1. Miło. C:
          Rany~~~Zaczynam się topić pod presją, jaką sama sobie zgotowałam. xD A tu się okaże, że ostatni rozdział wcale Was nie porwie, i wcale nie zachęci do dalszego, niecierpliwego wyczekiwania na druga serię.
          Następnym razem będę bardziej powściągliwa. C:
          Przerwy między rozdziałami miniaturki będą tylko o dzień dłuższe niż rozdziałów TWA.

          Oooo…. dopiero zaczęłaś, więc ciekawi mnie kiedy zaczniesz je publikować. Boję się, że trzeba będzie na nie długo czekać, bo lubisz chyba zrobić sobie zapas nim zaczniesz wrzucać…

          Oj, trzeba jakoś zacząć opowiadanie, a według mnie Twoje wcale nie zaczyna się tak stereotypowo, postacie takie nie są. Ciężko jest je tak określić, jeżeli dopiero się je poznało. Według mnie.

          Oj to zdrowiej, zdrowiej…
          A jak masz wolne od szkoły przez/dzięki chorobie to pisz dużo~~~xD
          Weny!

  4. Super opisujesz toksyczne relacje w rodzinie Ethana, szczególnie z matką. Chłopak za wszelką cenę, nawet nieświadomie stara się zadowolić, zyskać aprobatę – jest w stanie „buntować się” tylko na chwilę (np. gdy przy dziewczynie oznajmił, że jest gejem).
    Jest to perfidne wykorzystywanie zależności rodzic-dziecko, bo nawet dorosły Ethan pozwala sobą manipulować. Jest ślepy na to, co jest widoczne dla innych. Myślę, że jest swego rodzaju mechanizm obronny – przecież nikt nie chce przyznać, że jego rodzice go nie kochają, nie akceptują jakim jest, że jest tolerowany jako ozdobnik – obok ładnego domu, samochodu etc. i to jedynie, gdy spełnia ich wymagania.
    Trochę mniej opisana jest relacja z ojcem, ale możliwe, że też jest ofiarą despotycznej żony i jak często to bywa, usunął się w cień. Tego typu układy, są strasznie trudne i robią bardzo dużo bałaganu w psychice ich ofiary, dlatego nie dziwię się, że chłopak ma tyle problemów ze swoimi emocjami, relacjami z ludźmi. Niestety, najskuteczniejszym sposobem w takich przypadkach, jest ograniczenie kontaktów z rodzicami, w skrajnych przypadkach ich jest zupełne zerwanie.
    Mam nadzieję, że nowa znajomość (w przyszłości może coś więcej) pomoże Ethanowi odciąć się od chorych relacji. Może jednak trochę demonizuję rodziców chłopaka, może są jeszcze w stanie coś zmienić w relacjach z synem?

    1. Masz rację i dobrze piszesz: Ethan powinien ograniczyć kontakty z matką szczególnie, ale… Ciężko chyba to zrobić. Nawet jeżeli rodzice są okropni, ciężko tak uwierzyć w to, że chcą dla nas źle, tym bardziej gdy na każdym kroku podkreślają, że chcą jak najlepiej. Ethan od małego musiał być najlepszy i nawet nie dla siebie, a dla nich.
      I nawet gdy zda sobie sprawę z tego, jaka jest Catherine myślę, że trudno będzie mu się od niej odciąć, w końcu to matka. Rodzicom zawsze daje się taryfy ulgowe i wierzy się w nich do ostatniej chwili. A nawet jak się przestanie wierzyć, zawsze zostaje w nas coś małego, co sprawia, że dajemy im kolejną i kolejną szansę…
      Co zrobi Ethan?
      A może tak jak piszesz, jego rodzice nie są aż tacy źli i jeszcze da się uratować ich rodzinę?
      Zobaczymy~~

      1. Napisałaś, że „nawet jeżeli rodzice są okropni, ciężko tak uwierzyć w to, że chcą dla nas źle”- niestety najczęściej nie chodzi o to, że chcą dla dzieci źle, ale że chcą dobrze dla siebie. Taki sposób postrzegania rzeczywistości, jest najczęstszy dla osobowości psychopatycznych – oczywiście nie mylić z pop-kulturowym wizerunkiem psychopaty, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością!

        1. Masz rację. Czasami, po prostu za bardzo skupiają się na sobie, podczas gdy oczekuje się od nich bezwzględnego oddania dzieciom i troski o nie.
          Nie no, myślę, że Catherine ma problem ze sobą, co nie znaczy, ze wyskoczy z piłą mechaniczną na ulice i zacznie zarzynać ludzi czy coś w tym stylu. Jej psychoza ma raczej inny charakter, nie ten, wykreowany przez uroczego fantastę żądnego sławy.C:

  5. Uwielbiam tę parkę. A scenka była gorąca. Ethana zdecydowanie kręci ostry seks, a Keith nie wyglądał jakby pierwszy raz robił coś takiego. Z tej Jane to musiało być niezłe ziółko :) No i to jaki był opiekuńczy po- cudo :)
    Coś czuję, że w tej serii Ethan się nie dowie prawdy o tym, co matka zamierza zrobić w jego sprawie… No i okłamała go w żywe oczy! A on jej uwierzył i wkurzył się na Keitha… ghrrrr. No jak ona mogła. Ale w sumie nie miał powodów, żeby jej uwierzyć. W końcu to jego matka i nawet jeśli z lekka świrnięta, uważał, że nie zrobiłaby czegoś takiego, a gdy zaprzeczyła, z całej siły chciał uwierzyć w jej słowa. że całej siły chciał, żeby okazały się prawdą… Aż mi go będzie żal, jak dowie się całej prawdy. Bo nie sądzę, żeby się rozmyśliła.
    Taa. Jadnak obaj zastępstwem za ukochane osoby, z którymi z różnych powodów nie mogą być. Ale od czegoś trzeba zacząć i mam nadzieję, że z „to tylko seks” przerodzi się coś silniejszego… jakaś więź… może miłość… Nie oczekuję, że to stanie się szybko, bo każdy z nich musi uporać się ze swoimi uczuciami, ale mam nadzieję, że będą kiedyś szczęśliwą parką, mimo że Keith nie jest w typie Ethana, a Ethan do złudzenia przypomina Keithowi byłą żonę.
    Już nie mogę się doczekać, czym nas zaskoczysz ostatnim rozdziałem :)
    A matki Ethana nigdy nie polubię, żeby nie wiem co. Jest z niej zimna suka, dla której liczy się tylko reputacja, co ludzie pomyślą i za nic ma uczucia i szczęście własnego syna. A to, że on jej tak broni… no po prostu nie mogę.

    A teraz kilka literówek
    „Bardzo, bardo cię przepraszam.- dodał wpatrując się Ethana”- „w” przed „Ethana” i przed „wpatrując” przecinka brakuje.
    „Ich splecione dłonie doprowadzały jego ciało do drżenia z on zaczynał zapominać się coraz bardziej”- „a” zamiast „z”.
    „Dużo myślał o tej relacji między nimi i wiedział, że ciągnie go do Ethana przez to jak bardzo kojarzy mu się Jane”- „z” przed Jane, przed „jak” przecinek.
    „Keith stojąc okrakiem pomiędzy zaplatanymi w spodnie nogami chłopaka (…)”- „zaplątanymi”
    „Ethan jęczał głośno, czując w sobie szerokiego penisa, który sprawiał mu bardzo dużo bólu, bo jednak ślina nie była wystarczającym nawilżeniem, ale i rozkoszy, którą czuł każdym bolesnym pchnięciem.”- nie powinno być „z każdym bolesnym pchnięciem”?
    „Kiedy skończył i zamrugał powiekami, zauważył, że po płonących policzkach płynął mu łzy (…)”- „płyną”

    1. Niestety Ethan nie dość, ze ma problemy z matką to jeszcze wplątał się w taki układ z Keithem, który zazwyczaj nie przynosi nic dobrego.
      Rodzicom niestety wierzy się do ostatniej chwili. W końcu dla swoich dzieci są czymś więcej niż zwykłymi ludźmi i ciężko zaakceptować to, że nas nie akceptują i nie kochają. Biedny Ethan..
      A Jane… och Jane. Szczęście w nieszczęściu, że nie zyje, bo była by niemałą przeszkodą dla Ethana… ale może wtedy jego znajomość z Keithem byłaby inna? C:

      A jak sprawdzałam ten rozdział to pomyślałam,z e udało mi się wyłapać wszystkie… a tu proszę~~
      no nic, dziękuję! :*

  6. To było gorące.Strasznie szkoda mi chłopaków,są bardzo zagubieni i samotni.Ethan jest tak bardzo zapatrzony w matkę , liczę że wreszcie przejrzy na oczy, i zobaczy jaka z niej suka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s