Till We Are Vol. 1 Ch.19

Anthony z ciężkim sercem wybrał numer do siostry. Od dnia, gdy przyszła po chłopaka wymienili dwa przykre telefony i wiedział dobrze, jak źle wpływa na Theo świadomość, że stanowi kość niezgody pomiędzy nim, a Amber. Ale co miał jej powiedzieć? Przeprosić ją za to, że chłopak wybrał jego? Przecież to było absurdalne.
Po kilku sygnałach kobieta podniosła słuchawkę i przywitała się nim chłodnym tonem.
– Hej. – rzuciła – Coś się stało z Theo? – zapytała natychmiast.
Architekt wypuścił powoli z płuc powietrze i okręcił się na fotelu, by spojrzeć na panoramę miasta, która roztaczała się za przeszkloną ścianą jego gabinetu.
– Nic się nie stało, Amber… – powiedział – Po prostu tak nie może być.
– Jak? O co ci chodzi, Anthony? – rzuciła kobieta, a mężczyzna już miał przed oczyma jej zniecierpliwioną minę.
– O co mi chodzi? Amber, czy my musimy tak się do siebie odnosić? – zapytał.
– Nie dramatyzuj, dobrze  wiesz dlaczego tak jest! – odparowała blondynka.
Anthony postukał palcami w blat przeszklonego biurka.
– No właśnie nie bardzo. Jesteś zła o to, że Theo chce mieszkać ze mną…? – zapytał – Wiem, że nie fair było okłamywanie cię, ale zrozum… dla niego to też było trudne.
– Przestań pieprzyć, Anthony! – zdenerwowała się Amber – Przecież doskonale wie, jak go kocham, mógł mi zaufać. – powiedziała z wyrzutem.
Naprawdę poczuła się wtedy zraniona i zdradzona. Dlaczego chłopak jej nie zawierzył? Przecież znali się długo, spotykali się.
– Ale może się wstydził przyznać się do tego,co się wtedy stało, nie pomyślałaś?
– Tobie się jakoś przyznał. – rzuciła obrażona, na co Anthony tylko jęknął głucho.
– Ale to w ogóle inna sytuacja… wiesz przecież…
Miał już przeczucie, że ponownie nie dojdą do porozumienia, a być może jeszcze bardziej się pokłócą.
– Amber, zachowujesz się jak obrażony dzieciak, a Theo to nie zabawka, o którą moglibyśmy się kłócić. – rzucił w końcu.
– Właśnie. – podchwyciła kobieta – Theo to nie zabawka. – podkreśliła.
Blondyn zmarszczył brwi.
– Czy ty mi coś sugerujesz? – zapytał.
– Tak! Pomyśl co się stanie jak się nim znudzisz i znajdziesz sobie nowego kochasia! – warknęła  w końcu blondynka.
– Słucham?! – mężczyzna podniósł się aż z fotela.
Co ona właśnie próbowała mu zarzucić?
– Przecież wiesz, że go kocham! – rzucił zdenerwowany.
– I wiesz, że będziesz z nim już na zawsze po raptem niecałych, dwóch miesiącach? – zakpiła Amber – Proszę cię, Anthony. Jego nie stać na twoje zabawy i eksperymenty. Doskonale wiem, jak to z wami jest…!
Architekt zamrugał i dopiero po chwili odezwał się ponownie. Doskonale wiedział do czego piła siostra.
– Po trzynastu latach zaczęło ci przeszkadzać to, że jestem gejem? – zapytał, sam nie dowierzając swoim słowom.
Naprawdę się o to kłócili?
– Masz mnie za puszczalskiego pedała, tak?! Super, że po tylu latach dowiaduję się, co myśli o mnie moja kochana siostra! – zakpił, rozluźniając krawat pod szyją.
– A powiedz mi, kiedy byłeś ostatnio w jakimś poważnym związku, co? – sączyła jad Amber – Nigdy nie przedstawiłeś nam żadnego ze swoich facetów! Byłeś w ogóle z jakimś na poważnie?
Anthony odetchnął głęboko i zacisnął dłoń na telefonie.
– Nie spodziewałem się po tobie czegoś takiego, wiesz? – powiedział chłodno – Zadzwoniłem teraz, bo to Theo nalegał byśmy się pogodzili. Ale w porządku. Widzę, że nic z tego. W ogóle cieszę się, że przy okazji poznałem twoją błyskotliwą opinię na mój temat. – zatrzymał się, czekając na odpowiedź siostry.
– Nigdy nie dałeś mi żadnych powodów, bym myślała inaczej. – usłyszał.
– A dałem powód, byś widziała we mnie skaczącą na boki ciotę? Widziałaś mnie kiedykolwiek z jakimkolwiek mężczyzną? – zapytał – Ta rozmowa robi się z chwili na chwilę coraz bardziej kuriozalna. Żegnaj, Amber. – rzucił i po  krótkim, zlewczym pożegnaniu siostry, przerwał połączenie.
Usiadł na stojącą nieopodal drzwi białą kanapę i schował twarz w dłoniach.
Nie wierzył, naprawdę nie wierzył, że usłyszał coś takiego od Amber. A ponoć zawsze mu kibicowała, zawsze wspierała… Teraz wyszło jaką jest żmiją, pomyślał rozczarowany, pocierając szorstkie policzki dłonią. Poprawił przy okazji krawat i odchylił się na oparcie.
To prawda, że zdarzało mu się sypiać z przypadkowo poznanymi w klubie facetami. Ale czy osoby heteroseksualne tego nie robią? I faktycznie jego ostatni poważny związek skończył się na studiach. Później była tylko kariera. Razem z Danielem musieli wbić się w firmę, rozruszać ją po śmierci ojca wspólnika. Udowadniać na każdym kroku, że marka nie ucierpiała ani trochę, gdy przejęli biuro. Później, po pracy naprawdę nie szukał żadnej wielkiej miłości, a i ona sama nie wpadła mu w ręce. Nie myślał o tym, po prostu żył każdym nowym dniem.
Wtedy, na studiach, też nie przedstawił  Johna rodzinie, bo chłopak nie był out. A poza tym, sam nie był wtedy jeszcze pewien jak długo potrwa ten związek, a przysiągł sobie po Billym, że nie pozwoli im wierzyć  w te głupie stereotypy, jakie krążą o gejach. Że przedstawi im kogoś, kogo będzie pewny, kto sam tego zechce i z kim on zechce być bardzo długo.
I Theo taki był.
Co z tego, że nie znali się zbyt długo? Przecież gdyby byli parą hetero, nikt nie dziwiłby się pewnie, gdyby mieszkali razem i deklarowali wielkie uczucie od pierwszego wejrzenia. Poza tym on zakochał się w chłopaku dużo później, gdy poznał go i jego sytuację. Nie jego wina, że wszystko ostatnio działo się w takim tempie, ale wiedział, że różnie w życiu bywa. Był pewien, że to co czuje do Theo, nie jest już tylko płytkim zafascynowaniem jego ciałem. Kochał go. Tak naprawdę. I z każdym dniem kochał go jeszcze bardziej, szczególnie teraz, gdy poznawał jego inne, bardziej pozytywne oblicze.
Theo był jak ten książę z bajki, którego przepowiadały mu Dorothy z Amber.
Nie wiedział tylko, czemu jego siostra robi mu taki podły kawał i chce odgrywać w tej bajce rolę wrednej jędzy. Chciał się z nią dogadać. Rozumiał, że poczuła się urażona, ale czasami miał wrażenie, że odbiera to wszystko jako osobiste wycieczki, jak atak na jej ego. A przecież nie chodziło tu o nią. Czasami chciał ją perfidnie zapytać, czy gdyby sama była zmuszana do takich rzeczy, to czy chciałaby poinformować o tym całą  rodzinę. Ale nie odważył się tego zrobić. Bo ją, do cholery, szanował, bo byli rodzeństwem. Jak widać jednak, dla samej Amber to nie miało znaczenia. Nie przeszkadzało jej to w tym, by oskarżać go o puszczanie się, sugerowanie, że jest zwykłym pedałem. I to naprawdę go zabolało.
Nie zadzwoni do niej już więcej. Nie po tym, co dzisiaj usłyszał.
– Anthony, – usłyszał głos sekretarki – przyszedł do ciebie jakiś chłopak. – poinformowała go Melinda przez intercom.
Architekt szybko uniósł się z kanapy i otworzył szeroko jasne,  dwuskrzydłowe drzwi z matowego szkła, i jego wzrok padł na stojącego przy biurku Melindy Theo. Anthony uśmiechnął się  szeroko, odpychając na bok wspomnienia rozmowy z siostrą.
– Przyniosłem te dokumenty. – uśmiechnął się blado chłopak i pomachał trzymaną w dłoniach teczką.
Blondyn podszedł do niego i zaczął odwijać z jego szyi długi, brązowy szalik z dzianiny.
– Jesteś kochany. – powiedział, pochylając się i całując go w  policzek.
Chłopak jak zwykle zarumienił się i zadrżał, ale Anthony zauważył, że przynajmniej udało im się pozbyć tego odruchu ciągnącego go do tyłu, gdy go dotknął czy pocałował.
– Och, więc jesteś chłopakiem Anthonego? – usłyszeli z boku i zaskoczeni, że ktoś przerywa im tę pełną intymności chwilę, oderwali od siebie spojrzenia.
– Tak… – odparł niepewnie chłopak.
Kobieta odrzuciła na bok złote loki i uśmiechnęła się szeroko.
– To masz szczęście… – zaśmiała się perliście. – Połowa dziewczyn z firmy marzy o takim facecie jak Anthony, ale cóż… – mrugnęła porozumiewawczo do chłopaka.
Theo wymusił uśmiech i przesunął obojętnie wzrokiem po ciele kobiety, opiętym czerwonym, satynowym materiałem.
Anthony za to uśmiechnął się uroczo do blondynki.
– Nie zawstydzaj mnie, Melindo… – rzucił z udawanym zawstydzeniem – Wróć proszę, do pracy. – powiedział, ciągnąc chłopaka do gabinetu.
– Zrobić wam może coś do picia?  – rzuciła za nimi.
Anthony zatrzymał się i spojrzał pytająco na chłopaka. Kiedy ten pokręcił przecząco głową, podziękował sekretarce i zamknął za sobą drzwi.
Theo wszedł do jasnego gabinetu i położył teczkę, i puchatą czapkę na niskim stoliku, stojącym przy kanapach.
Anthony podszedł od razu do niego i zaczął go rozbierać.
– Bardzo, bardzo ci dziękuję. – odparł, chociaż miał wyrzuty sumienia, że ciągnął chłopaka przez pół miasta po głupią teczkę.
– Nie ma za co. – odparł krótko brunet.
– I jak ci się podoba mój gabinet? – uśmiechnął się mężczyzna, zsuwając z  jego ramion kurtkę i odkładając na kanapę.
– Bardzo w twoim stylu. – uśmiechnął się lekko Theo – Zaraz muszę wracać, nie rozbieraj mnie tak. – dodał swoim delikatnym głosem.
Anthony wyszczerzył się do chłopaka, który przeszedł do biurka  i usiadł w czarnym, obracanym fotelu. Z nieschodzącym z ust uśmiechem obserwował, jak studiuje spokojnym spojrzeniem, nieliczne przedmioty leżące na blacie.
Theo okręcił się lekko w fotelu i wstał, by wyjrzeć przez okno. Widok był naprawdę imponujący. Zaśnieżone miasto wyglądało naprawdę…
– Pięknie, mm? – usłyszał obok i poczuł przy sobie ciało architekta.
Mężczyzna objął go i oparł brodę na jego barku.
Theo pokiwał głową twierdząco i odchylił się do tyłu.
–  A jak u ciebie, ciężko w pracy? – zapytał architekt.
– Nie… Dzisiaj wyjątkowo spokojnie. Sara jak zwykle opowiada jakieś niestworzone historie. – zaśmiał się lekko chłopak – Nie mam pojęcia skąd ona je bierze. W każdym razie opowiada je w taki sposób, że brzmią bardzo fantastycznie.
Anthony odetchnął  głęboko zapachem chłopaka. Bardzo potrzebował jego bliskości, która działała na niego kojąco.
– Na przykład dzisiaj, na przerwie, opowiadała o swoim rodzeństwie. Jej młodszy, ośmioletni brat  postanowił ostatnio stworzyć cyrk z  białymi myszkami. –  kontynuował chłopak spokojnym głosem i z niegasnącym uśmiechem na ustach, na wspomnienie żywo gestykulującej dziewczyny.
– I udało mu się? – dopytał blondyn, przymykając oczy.
– Poniekąd… – zaśmiał się Theo cicho – Wyobrażasz sobie, że tresował je przez kilka dni w wannie? Później chował do dużych słoików, gdzie nocowały… No, ale ich matka w końcu znalazła te słoiki. Ponoć była niezła awantura…
Anthony przygarnął go mocniej do siebie.
Boże, było mu tak dobrze. Obecność chłopaka była tak odprężająca. Barwa jego głosu uspokajała go i sam fakt, że potrafili już ze sobą, i rozmawiać tak zwyczajnie, i milczeć bez skrępowania, bardzo go cieszył.
– Kocham cię. – szepnął mu do ucha i poczuł dreszcz jaki przeszedł przez ciało bruneta, które na te słowa reagowało w niezmienny sposób.
Theo odwrócił się do blondyna i pocałował go delikatnie w usta, obejmując jego szyję ramionami.
– To teraz powiedz mi co się stało. – szepnął, wpatrując się z uwagą w twarz mężczyzny. – Tylko bez wykrętów.
Anthony zmrużył oczy  i zmierzył wzrokiem skupioną twarz chłopaka.
– Od kiedy to mój Theo jest tak stanowczy i wnikliwy?
Brunet zarumienił się mocno.
– Nie zmieniaj tematu. – powiedział, wiedząc, że Anthony zawstydza go celowo.
– Nie zmieniam. Chcę ci tylko powiedzieć, że mi się to podoba. I że cię kocham. I że przyjadę po pracy. A zaraz dam na taksówkę, żebyś mógł wrócić do schro… – zaczął blondyn, jednak po chwili poczuł, jak usta chłopaka zatrzymują potok słów wylewający się  z jego ust.
– Sam chciałeś, żebyśmy rozmawiali ze sobą szczerze. – powiedział chłopak, odrywając usta od warg architekta – Więc powiedz, co się stało…? Przecież widzę.
Anthony uśmiechnął się lekko.
Theo naprawdę się zmienił. Był bardziej otwarty i czuły. Nie  krępował się go dotykać, pocałować na dzień dobry czy wtulić w jego ramiona bez zaproszenia, gdy oglądali coś razem. Architekt był pewien, że to pomiędzy nimi to nie zabawa, która mogłaby mu się znudzić. Tylu rzeczy jeszcze w chłopaku nie odkrył. Theo go niezmiennie podniecał i intrygował, ale miał wrażenie, że przez to, że jeszcze ze sobą nie sypiali, ich związek stał się mocniejszy. Był niemal stuprocentowo przekonany, że dzięki temu Theo bardziej mu ufa, wie, że nie zależy mu na jego ciele, a na obecności i więzi, którą stworzyli.
– Po prostu dzwoniłem dzisiaj do Amber. – westchnął w końcu i poczuł jak chłopak sztywnieje.
– Pogodziliście się? – zapytał natychmiast ze złudną  nadzieją w głosie.
– Nie… pokłóciliśmy jeszcze bardziej…
Theo spuścił wzrok i przylgnął do ciała Anthonego.
– Co ci powiedziała? – dopytał, głaszcząc mężczyznę po karku.
– Nic miłego Theo… nic miłego. – westchnął architekt.
– Porozmawiam z nią. – zaoferował się z zaangażowaniem chłopak – Pomogę wam się pogodzić.
Anthony odsunął się od niego i uśmiechnął lekko.
– I jaki waleczny… – dodał z rozmarzonym uśmiechem, ponownie celowo go zawstydzając. Nie chciał, żeby chłopak przejmował się tą kłótnią.
Theo cały czerwony na twarzy złapał Anthonego za krawat i pogładził go lekko. Po chwili uniósł zdecydowane spojrzenie na mężczyznę.
– Sam mnie tego nauczyłeś. – odparł, patrząc na blondyna z błyskiem w oku.
Anthony uśmiechnął się szerzej.
– Oj, nie przypominam sobie takiej lekcji… – zaśmiał się cicho – Chyba zmyślasz…Ale  przypominam sobie inne… – powiedział, zsuwając dłonie na lędźwie chłopaka i przysuwając usta do jego szyi.
Naparł na Theo, który zaraz oparł się o szklaną ścianę za sobą. Składając krótkie pocałunki na wargach bruneta, wsunął dłonie pod jego bluzę.
Chłopak westchnął czując masujące jego ciało palce.
Miał zaoponować, że biuro nie jest odpowiednim miejscem na takie igraszki, ale słowa grzęzły mu w ustach. Kiedy architekt go dotykał, nie był zdolny do jakiegokolwiek myślenia czy sprzeciwiania się.
Odetchnął tylko głęboko i objął mężczyznę za szyję. W końcu resztkami silnej woli odsunął go od siebie na długość ramion.
– Anthony! – zganił go szeptem i spojrzał bacznie w stronę drzwi, za którymi prężnie toczyło się biurowe życie.
Architekt roześmiał się i pocałował go soczyście. Zadowolił się ustami chłopaka, które i tak były bardzo smakowite. Całował go namiętnie, co raz przygryzając jego wargi. Wiedział, że gdy Theo wyjdzie tak czerwony, z napuchniętymi ustami z jego gabinetu, da niezłą pożywkę Melindzie i innym firmowym plotkarom, ale to było silniejsze od niego.  Uwielbiał  go w takim stanie rozkojarzenia i rozpalenia.
W końcu Theo odsunął się od mężczyzny i uśmiechnął się lekko.
– Muszę wracać. – powiedział z żalem w głosie i sięgnął po kurtkę.
– Masz na taksówkę? – zapytał Anthony, patrząc na ubierającego się chłopaka.
– Mhm.
– Przyjadę po ciebie. – przypominał mu jeszcze raz mężczyzna i zbliżył się, by poprawić mu szalik.
– Nie musisz… – zaczął brunet, a  Anthony złapał jego usta pocałunkiem.
–  To faktycznie świetny sposób, by kogoś uciszyć. – zaśmiał się i przygarnął go do siebie.
Theo uśmiechnął się lekko i cmoknął blondyna szybko w usta.
– Niezawodny.
– Odprowadzić cię do windy? – zapytał jeszcze blondyn.
– Trafię, spokojnie. – zaśmiał się Theo i naciągnął na głowę czapkę, którą dostał pod choinkę.
Pocałowali się jeszcze raz i w końcu wyszedł z gabinetu.
Czuł na sobie ciekawskie spojrzenie sekretarki architekta. Doskonale wiedział, że na pewno wygląda dosyć intrygująco, bo czuł, jak palą go policzki. Podniósł rękę do ust i otarł palcami napuchnięte wargi. Skinął kobiecie głową i ruszył do wyjścia.
Pod firmą znajdował się postój taksówek, więc Theo szybko wsiadł do jednej z nich i ruszyli w kierunku obrzeży miasta, gdzie znajdowało się schronisko.
Gdyby nie świadomość, że przez niego Amber z Anthonym się pokłócili, czułby się naprawdę szczęśliwy. Jego życie stało się takie lekkie i miłe. Po prostu miłe, jak nigdy przedtem. Nawet wierzył w  to, że prędzej czy później rodzeństwo się pogodzi. A może sam jeszcze raz porozmawia z Amber? Może to jakoś na nią wpłynie?
Była u nich jeszcze raz, by namówić go do przeprowadzki, ale z każdym dniem Theo stawał się pewniejszy, że chce być tylko z Anthonym. Może mogliby odwiedzić ich w niedzielę? Zobaczyłby się z Dorothy i pobawił z Mayą.
To wszytko dzięki małej i temu, że wtedy na jesieni znalazła jego kryjówkę w parku.
Po raz pierwszy czuł się potrzebny i kochany. Nie jak przedmiot lub przeszkoda na czyjejś drodze. Wiedział, wierzył, że architekt jest jego ostatnią szansą na normalne życie i chciał ją dobrze wykorzystać.
Kiedy taksówka dojechała na miejsce, zapłacił kierowcy i już po chwili znalazł się w środku budynku.
– Theo! Załatwiłeś? – uśmiechnęła się Margaret.
– Pewnie, już wracam do pracy. – rzucił do niej chłopak i zniknął w szatni.

Margaret, od świąt, nie mogła poznać chłopaka. Nie chodziło tylko o nowe ciuchy, które zaczął nosić, ale o samo zachowanie Theo. Był żywszy i pogodniejszy. Nigdy nie brakowało mu zapału do pracy, ale ostatnio przechodził samego siebie. Nawet sam fakt, że zaczynał rozmawiać z Sarą i słuchać z zainteresowaniem opowiadanych przez nią historii, bardzo dziwił kobietę. Nie chciała wtrącać się w jego życie, ale czasami bała się, że Theo wplątał się w coś złego. Narkotyki, sponsoring… Ale z drugiej strony, czy wtedy byłby taki pogodny?
No i to jego fałszywe imię, którym wcześniej się posługiwał. Kobieta była naprawdę bardzo zaskoczona, kiedy ostatnio na przerwie powiedział im, że tak naprawdę ma na imię Theo. Po co chłopak kłamał? Przy nim cały jej plan, by nie wtrącać się zbytnio w życie pracowników, brał w łeb.
Kiedy chłopak kończył zmianę, zatrzymała go na chwilę, by z nim porozmawiać.
– A… Theo, zostań chwilę dłużej, co? – poprosiła go i gdy pożegnali się z Sarą, wbiła w niego spojrzenie. – Wiesz, martwię się, czy u ciebie wszystko w  porządku…
Theo uśmiechnął się lekko, co też było dla niej poniekąd nowością.
– Tak Margaret, nie martw się… – odparł, zaplątując szalik wokół nowej, skórzanej kurtki i patrząc ciepło na kobietę.
– No, ale na pewno? Zmieniłeś się ostatnio.
– Na gorsze? – zapytał chłopak pogodnym tonem.
– Na lepsze… I ja bardzo się cieszę, ale nie wiem, co jest tego powodem…
Theo zastanowił się i pomyślał, że zrobi kolejny krok w swoim życiu. Wielki krok.
– Poznałem kogoś… – powiedział, oddychając głęboko i patrząc uważnie na kobietę za kontuarem.
Nie wiedział co miał więcej dodać, dlatego też poczekał na kolejne pytanie Margaret.
– Czy ona…?
– To on.  – sprostował od razu, a widząc jej pytające spojrzenie, dodał – Bo ja… ja jestem… gejem. – wydusił z siebie, czując wstępujące mu na policzki gorąco.
Widząc zaskoczone spojrzenie kobiety, nie wiedział czy ma zacząć żałować swojego małego coming outu, ale przecież nie cofnie swoich słów.
– Nie wiedziałam… – usłyszał zaskoczony głos kobiety –  Nie wykorzystuje cię? – zapytała zmartwiona.
– Nie, to raczej ja wykorzystuję jego. – odparł Theo z bijącym sercem – To… mogę tu nadal pracować? – zapytał.
Margaret spojrzała na niego pytająco.
– Oczywiście, że możesz. – odparła od razu – Myślisz, że cię zwolnię, bo jesteś gejem? – zaśmiała się –  Po prostu mnie zaskoczyłeś…Jesteś zbyt solidnym pracownikiem, bym mogła cie zwolnić tylko z takiego powodu…  Jesteś pewien, że wszystko gra i on jest w porządku wobec ciebie?
Chłopak uśmiechnął się z ulgą.
– Tak, jestem pewien. Naprawdę jestem z nim szczęśliwy. – dodał szczerze.
Margaret wyciągnęła rękę i poklepała go po ramieniu.
– To w porządku… Trzymam kciuki. – powiedziała. – Okay, nie zatrzymuję cię już dłużej…
Theo założył na głowę czapkę.
– To do jutra. – pożegnał się, wychodząc na zewnątrz, gdzie zauważył już czekającego na niego architekta.
Anthony stał oparty o drzwi samochodu i uśmiechnął się szeroko na widok zmierzającego w jego kierunku chłopaka.
– Hej… – przywitał się Theo i przytulił się mocno do mężczyzny, pomimo tego, że byli w  publicznym miejscu. Zazwyczaj się tego krępował, ale wyznanie poczynione przed chwilą Margaret, dodało mu dużo odwagi.
– Jaki stęskniony… – zaśmiał się blondyn, oddając uścisk.
– Nawet nie wiesz, co się dzisiaj stało. – odparł chłopak, obchodząc samochód i wsiadając z drugiej strony.
– Co takiego? – dopytał Anthony, wsiadając i włączając silnik.
– No… Powiedziałem Margaret, że jestem gejem… – wyznał, rumieniąc się lekko.
Anthony z szerokim uśmiechem pochylił się do chłopaka.
I czy on się nie zmienił? Zmienił się i to bardzo. Wcześniej na pewno nigdy nie przyznałby się nikomu do swojej orientacji.
– Jesteś…? – zaczął cicho chłopak.
– Jestem cholernie dumny. – dokończył architekt i pocałował Theo.
Chłopak odetchnął i oddał pocałunek.
– Kocham cię. – usłyszał po raz kolejny i jego serce zabiło mocniej.
Po chwili ruszyli z parkingu.
Theo wiedział, że nie znali się zbyt długo. I czasami tempo z jakim wszystko się działo, przyprawiało go o zawroty głowy. Ale był  pewien, że to co czuje do niego Anthony, nie jest już tylko płytkim zafascynowaniem jego ciałem. Wiedział, że to coś więcej. Dużo więcej. I z każdym dniem coraz bardziej przywiązywał się do mężczyzny, sam tym zaskoczony. Dzielili ze sobą już tyle przeżyć i chyba dzięki temu czuł, że łączy ich coś szczególnego. Coś, co nie jest zabawą, która mogłaby szybko się znudzić.
Anthony szanował go, był cierpliwy w stosunku do jego niezdecydowania w sprawach łóżkowych. Theo na jego miejscu pewnie by nie wytrzymał, ale blondyn zdawał się być idealny. Zresztą i tak posunęli się daleko w tych próbach, i Theo zaczynał mieć coraz mniejsze opory.
Czasami tylko coś wracało, jakieś nieprzyjemne wspomnienie.
Ale najważniejsze, że zaakceptował już siebie, swoją orientację. Nie miał już ochoty zdechnąć, gdy na siebie patrzył  w lustrze, nie czuł obrzydzenia, gdy widział swoje nagie ciało. I to był dla niego duży postęp.
Wiedział, że nie udałoby mu się to, gdyby nie Anthony. I był mu wdzięczny. To dzięki niemu tak się zmienił.
I dzięki niemu po raz pierwszy poczuł, jak dobre może być życie. Poznał tyle nowych uczuć i zakochał się. Naprawdę się zakochał.
Czuł w kościach, że jest zakochany w architekcie i to było takie fajne, ciepłe uczucie. Zupełnie jakby miał szesnaście lat i całe życie przed sobą. Całą białą kartkę do zapisania.
Nie umiałby mu tego powiedzieć. Jeszcze nie. Ale miał nadzieję, że Anthony czuje, jak bardzo jest dla niego ważny.
Ich życie stawało się takie bajkowe i Theo przestawał się bać, że nagle coś się zepsuje. Nie wiedział, że może być takim optymistą.
Miał świadomość, że czeka ich jeszcze jedna poważna rozmowa, bo on nie może wiecznie ukrywać swojej przeszłości. Nie przed Anthonym. Musi mu powiedzieć o rozwodzie, ojczymie i terapii, którą mu zaserwował no i matce, która najpewniej nadal odsiadywała wyrok w więzieniu, w oczekiwaniu na egzekucję, ale to nadal było trudne. Mężczyzna wiedział o nim wiele brudnych rzeczy, a to przecież jeszcze nie koniec, pomyślał przymykając oczy i odchylając głowę na zagłówek.
Nie chciał myśleć o tym wszystkim co zostało w Hampton, w Wirginii. Teraz tu był jego prawdziwy i jedyny dom.
Od razu poczuł rękę Anthonego, zaciskającą się na jego dłoni.
– Zmęczony? – zapytał architekt.
Theo splótł z nim palce i pokręcił przecząco głową.
– Po prostu chcę już być  w domu.
Anthony uniósł dłoń chłopaka do ust i pocałował ją lekko.
– Zaraz będziemy. – powiedział, uspokajającym tonem.
Theo odetchnął na to płycej i zarumienił się. Tego chyba nigdy się nie pozbędzie, tych rumieńców, które zawsze zdradzają co się z nim dzieje.

– Strasznie dzisiaj wymarzłem. – zatrząsł się Anthony, przytulając się do pleców chłopaka, który zmywał kubki po szybkiej kolacji.
Od kilku godzin byli już w domu, a Anthony faktycznie musiał przemarznąć, bo trząsł się cały i siedział, ubrany w gruby sweter. Zresztą zimy w Denver były bardzo zimne i śnieżne, a lata  skarajnie upalne i duszne.
– Zawsze na mnie krzyczysz, że mam się ciepło ubierać, a sam…. – zaczął Theo, lecz natychmiast zamilkł, czując gorący oddech mężczyzny za swoim uchem.
– Masz rację… – zamruczał mu Anthony do ucha – Zaraz wezmę jakieś prochy i jutro będzie okej.
– Mogę ci przygotować gorącą kąpiel. – zaproponował chłopak, stawiając ostatnie naczynie na suszarkę obok zlewu.
– Jesteś aniołem… – szepnął blondyn i gdy Theo wytarł ręce, odwrócił go do siebie i pocałował delikatnie w usta.
Chłopak zarumienił się.
– Nie przesadzaj… – odparł zażenowany.
Przecież nie robił nic wielkiego. Wyplątał się z uścisku architekta i poszedł do łazienki, by przygotować kąpiel z dużą ilością piany. Wiedział, że Anthony takie właśnie lubił. Wlał do wanny płyn i odkręcił gorącą wodę, po czym przeszedł do garderoby w sypialni blondyna, skąd wyciągnął czysty ręcznik.
Kiedy wrócił zastał w łazience Anthonego, który był już w samej bieliźnie. Przełknął ciężko ślinę i wyciągnął w jego stronę ręcznik.
– Proszę. – powiedział cicho, starając się nie gapić na ciało mężczyzny.
Nie raz widział już jego wyrzeźbiony tors i silne ramiona, i przyznał po raz setny, że Anthony miał  idealnie zbudowane ciało. Teraz, gdy spojrzał na jego atletyczne uda pokryte jasnymi włoskami i spore wybrzuszenie z przodu czarnych, obcisłych bokserek, zrobiło mu się aż duszniej. Nie widział, ile zasług w tym miały unoszące się w pomieszczeniu kłęby pary, a ile nagły atak podniecenia, ale zaczerwienił się mimo woli i odwrócił wzrok.
Anthony podszedł do Theo i pocałował go lekko w usta.
– Dzięki, jesteś kochany. – powiedział, odbierając ręcznik i całując go jeszcze raz.
Tym razem jednak brunet przylgnął do jego warg na dłużej. Wypuszczając głośno powietrze przez nos, zacisnął dłonie na ramionach blondyna i przycisnął go mocno do swoich ust.
Mężczyzna, upuszczając ręcznik na podłogę, złapał go za kark i wsunął język do jego ust. Uwielbiał je i ten gorący, nieśmiały język w ich wnętrzu. Zsunął dłonie na boki chłopaka i już po chwili przycisnął go do swojego ciała za pośladki.
Brunet odetchnął głośniej i objął mężczyznę za szyję. Zadrżał czując ręce  Anthonego na tyłku, a sam zsunął dłoń na twardy brzuch blondyna. Bardzo lubił go tak dotykać, czuć te mięśnie pod palcami. Mężczyzna zamruczał i wcałował się w szyję chłopaka. Theo czuł na swoim udzie, gorąco buchające od krocza Anthonego i zadygotał czując mrowienie w podbrzuszu. Odetchnął  drżąco i nieświadomie otarł się o ciało przed sobą.
Architekt odetchnął głęboko, czując ruch przy sztywniejącym członku. Wiedział, że chłopak zaraz mu ucieknie, ale tak, jak zawsze starał się złapać z takiej chwili ile tylko się dało. Twardniał przy dotyku pojedynczej kości, którą wyczuwał pod palcami, przy każdym oddechu bruneta.
Po chwili, Theo oderwał się od mężczyzny i mijając go w drodze do wanny, zakręcił wodę.
– Będzie powódź… – zaśmiał się skrępowany – To miłej kąpieli. – rzucił jeszcze i odwrócił się do wyjścia.
Anthony złapał go za rękę.
– A może, chcesz wykąpać się razem ze mną? – zapytał, patrząc mu łagodnie w oczy.
Nic się przecież nie stanie, jak zapyta.
Theo przełknął ślinę i spojrzał zaskoczony na blondyna.
Nie był przekonany do tego pomysłu. Gdyby jeszcze nie był tak podniecony. Gdyby miał chwilę, by ulżyć sobie i nie stawać naprzeciwko Anthonego ze wzwodem. Ale czy to w ogóle możliwe, przy tym seksownym architekcie? Ostatnio bardzo często kończył, masturbując się pod prysznicem i poszedł z tym do porządku. Ale teraz… to byłoby coś zupełnie innego. Mężczyzna wiele razy podkreślał, jak bardzo Theo mu się podoba i sam chłopak zaczynał już siebie akceptować, to co się z nim działo.
– Tylko wykąpać. – podkreślił jeszcze raz blondyn. Już miał nawet zaproponować, by zostali w bieliźnie, gdy chłopak, ku jego zaskoczeniu,  pokiwał twierdząco głową.
– W porządku. – powiedział cicho Theo i zaczął się rozbierać.
Pora na kolejny krok, pomyślał i trzęsącymi się rękoma, zdjął przez głowę bluzę.
Anthony z bijącym mocno sercem patrzył jak chłopak rozbiera się powoli. Z każdą częścią garderoby, odrzucaną na podłogę, brunet trząsł się coraz bardziej, a sam Anthony sztywniał szybko, widząc odsłaniające się jasne ciało chłopaka. Gdy zawahał się przy ściąganiu bokserek, sam zdjął je pierwszy, odsłaniając sztywnego, grubego penisa.
Theo oblizał nerwowo wargi i również bez słowa rozebrał się do końca. Czuł już znajomy ból w kroczu i przymknął powieki zawstydzony jak nigdy dotąd.
Anthony przystąpił do niego o krok i ujął za dłoń.
– Jesteś obłędny. – szepnął, łapczywie pożerając wzrokiem ciało chłopaka: od jego czerwonej twarzy, poprzez szczupłą, zapadnięta klatkę piersiową, aż do chudych, długich nóg, porośniętych ciemnymi włoskami.
Wiedział wcześniej, że Theo był podniecony, jednak aż zadrżał na widok jego wyginającego się do góry, chudego penisa. To było niesamowite, że tylko kilka pocałunków i dotknięć  tak bardzo podniecało ich obu.
Gdy podszedł bliżej, a ich penisy się zetknęły, ciało chłopaka przeszył silny wstrząs i z jękiem odskoczył od mężczyzny na długość ramion.
– Spokojnie, spokojnie… – szepnął Anthony, chociaż ten kontakt również przebił go prądem. – To nic takiego. – mówił łagodnym głosem – Tylko cię przytulę. – wytłumaczył.
Theo zachowywał się  jak wystraszone zwierzątko i blondyn chciał go jakoś oswoić z dotykiem i widokiem swojego nagiego ciała. Rozłożył ramiona i posłał chłopakowi ciepłe spojrzenie.
– Nie bój się mnie. – dodał.
Theo spojrzał mu głęboko w oczy i po chwili zastanowienia podszedł bliżej, zaciskając mocno rękę na palcach  Anthonego. Mężczyzna otoczył go ramionami. Obaj byli wstrząśnięci taką bliskością.
– Kocham cię. – szepnął blondyn i musnął policzek chłopaka ustami. – Chodźmy do wody. – pociągnął go za sobą i wszedł powoli do wanny.
Oddychał ciężko, starając się ignorować własne podniecenie.
Chłopak wszedł za nim i z bijącym sercem patrzył jak mężczyzna siada w jednym końcu wanny. Sam szybko skulił się naprzeciwko niego, by ukryć pod pianą prężącego się kutasa.
Anthony mierzył go rozpalonym spojrzeniem i po chwili ponownie wyciągnął ku niemu rękę.
– Chodź… – pociągnął go do siebie i w końcu Theo wylądował między jego nogami.
Spiął się cały czując na lędźwiach twardy wzwód mężczyzny.
– Tak będzie wygodniej. – powiedział architekt, odgarniając na bok jego włosy i składając delikatny pocałunek na  ramieniu. – Odpręż się. – zasugerował, zaczynając powoli masować plecy chłopaka. Pogłaskał go uspokajająco po długich, ciągnących się od łopatek, aż po krzyż bliznach i po chwili z ulgą zauważył, jak ciało bruneta się rozluźnia.
– Miałeś odpocząć… – zauważył chłopak cicho, marszcząc brwi. Gorąca woda jeszcze bardziej go rozpalała, ale oddychając głęboko starał się doprowadzić do porządku.
– Dlatego właśnie zaproponowałem ci wspólną kąpiel. – odparł mężczyzna – Podaj słuchawkę, umyję ci włosy. – dodał.
Theo wykonał polecenie i odkręcił wodę. Gdy Anthony zmoczył mu włosy, sięgnął po szampon i już po chwili  masował jego głowę spokojnymi, okrężnymi ruchami palców.
Chłopak przymknął oczy. Bardzo to lubił.
– Może zadzwonię do Amber?  Poszlibyśmy do nich w niedzielę na kolację?  Albo zaprosili tutaj? – zaproponował.
Anthony odetchnął ciężko.
– Możemy spróbować. Odkręć. – odparł i zaczął spłukiwać chłopakowi włosy.
Wątpił czy to cokolwiek zmieni i już sobie wyobrażał to spotkanie.
Kiedy wyżął z grubsza wodę z włosów  Theo, sięgnął po żel i zaczął myć mu plecy.
– Ale chciałbyś? – dopytał brunet, drżąc pod dotykiem dłoni mężczyzny.
– Myślę, że to dobry pomysł, dawno już nie widziałem małej… – odparł wymijająco i namydlił ramiona chłopaka, a następnie po plecach zsunął ręce na jego boki.
Theo odetchnął drżąco czując je kolejno na swoim brzuchu i torsie, i ponownie wrócił myślami do pulsującego między jego nogami członka, a także tego drugiego, opierającego się o jego plecy. Zacisnął palce na brzegach wanny.
Architekt poczuł, jak ciało chłopaka ponownie się napina, więc pocałował go w kark.
– Ciii… Spokojnie… – szepnął i pomasował boki chłopaka.
Już po chwili wcałował się w jego białą, szczupłą szyję. Theo jęknął cicho i odwrócił twarz, by pocałować mężczyznę w usta. Pocałunek jaki oddał mu blondyn był głęboki i namiętny, a jego ręce przyciskały go mocniej do siebie.
Theo jęknął płaczliwie. Ręce mu drżały i chciał, musiał, się w końcu dotknąć. Postanowił wyjść z wanny i zrobić to w swoim pokoju, gdy Anthony będzie kończył kąpiel. Nie dał rady się jednak unieść, bo mężczyzna zamknął go w stalowym uścisku.
– Nie uciekaj. – szepnął mu do ucha – Spokojnie. Tylko cię przytulam.
I to właśnie był problem, pomyślał brunet. Bo te dłonie, w każdej sytuacji rozpalały jego ciało. Zwykłe przytulenie czy przypadkowe dotkniecie działały na niego tak,  jakby złapał ręką za drut wysokiego napięcia.
– Ale.. ja… Ale to boli… – jęknął Theo – Chcę wyjść…
Anthony oddychał płytko. Wiedział o co chodzi chłopakowi, i na pewno nie o jego uścisk, który niejednokrotnie bywał przecież mocniejszy.
Powoli zsunął dłoń na udo Theo i pogłaskał go lekko.
Chłopak zamarł w oczekiwaniu.
– Dotknę cię… – usłyszał i napiął mięśnie. Już po chwili z jego ust wydarło  się głośne westchnienie, gdy mężczyzna przesunął palcami po jego wrażliwym penisie.
Anthony objął powoli dłonią penisa bruneta, a drugą masował jego tors.
Chłopak podrzucił biodrami i odchylił głowę na ramię mężczyzny. Cofnął się panicznie, wciskając  bardziej w ciało architekta, ale to i tak niewiele dało.
– Aaanthony… – jęknął, czując język blondyna pieszczący jego ucho.
Jego ciało targane spazmami, drżało nieustannie.
Miał wrażenie, że zwariuje od palców Anthonego bawiących się jego jądrami i penisem. Z każdym ruchem oddychał coraz szybciej i zaciskał dłonie na brzegach wanny coraz mocniej. Dodatkowo, ten gorący język i oddech za nim, i palce pieszczące jego sutek, to wszystko sprawiało, że zaczynał odpływać i zatracać się w doznaniach.
Chciał coś powiedzieć, ale nie miał zielonego pojęcia co i jak w ogóle mógłby wydusić coś poprzez zaciśnięte gardło. Pojękiwał tylko cicho, a słysząc odgłosy wydobywające się z jego gardła, przysunął dłoń do ust.
– Nie zasłaniaj się… – westchnął Anthony, odciągając jego dłoń od twarzy.
Jęki tłumione przez zagryzane wargi i urywane oddechy chłopaka niesamowicie go podniecały. Słyszał i widział po jego zachowaniu, że brunet szybko skończy. Kciukiem masował żołądź jego penisa, a chłopak sam nabijał się już na jego rękę opierając się łopatkami o jego tors.
Anthony odetchnął chrapliwie i złączył ich usta w pocałunku.
Nagle Theo wcisnął się w niego jeszcze mocniej i odrzucił głowę na jego ramię. Jego ciało dygotało przeraźliwie, a z gardła wydobył się głośny, przeciągły jęk. Chłopak podkulił nogi i Anthony wpatrując się, jak zauroczony, przytrzymał go, by nie osunął się niżej i nie zachłysnął wodą. Jak zahipnotyzowany, parzył na napinające się ramiona Theo i jego szybko unoszącą się klatkę piersiową. Nim Theo zasłonił twarz ręką, zdążył jeszcze zauważyć jak marszczy brwi.
– Annnn…. Achnn… – jęknął brunet, szarpiąc biodrami i dochodząc.
Emocje rozrywały jego żebra i czaszkę, a on sam rozluźniając się, opadł w ramiona mężczyzny. Oddychał szybko i oblizał wyschnięte wargi. Czuł jak płonie na twarzy i naprawdę wstydził się spojrzeć na blondyna.
Anthony pocałował go lekko w spoconą skroń.
Pierwszy raz widział go takiego i jego reakcje wzbudziły w nim kolejną falę pożądania.
– Jesteś bardzo seksowny, gdy… – zaczął, lecz chłopak  zamknął mu szybko usta pocałunkiem.
Mężczyzna roześmiał się w usta chłopaka i przytulił go do siebie.
Theo dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że twardy, jak skała penis architekta, nadal wciska się w jego plecy. Uniósł się w wannie i spojrzał niepewnie na Anthonego.
– Chcesz, żebym i ja…? – zaczął, posyłając blondynowi wystraszone spojrzenie.
Miałby go dotykać…? To niby nic strasznego. I wiedział, że powinien mu się zrewanżować. I, że na pewno zrobiłby tym przyjemną niespodziankę Anthonemu.
Mężczyzna widząc takiego chłopaka, aż się zatrząsł. Oczywiście, że chciał! Ale jego twarz wyrażała tyle rozterek i niepewności…
Odetchnął tylko i uśmiechnął się zniewalająco.
Pociągnął chłopaka z powrotem do siebie i pocałował w  czerwony policzek.
– Chcę… – zamruczał – Żebyś umył mi plecy i porządnie je wymasował…
– Mmm… okay… – Theo przygryzł wargę i odetchnął z wyraźną ulgą.
Anthony roześmiał się i przytulił go mocniej.
– Wiesz, że cię kocham…? – usłyszał brunet po chwili i zerknął w oczy mężczyzny.
Anthony splótł z nim dłonie.
Był taki szczęśliwy  z Theo. Nie rozumiał jak Amber może w ogóle myśleć, że kiedykolwiek znudzi się tym chłopakiem. Przecież był najlepszym co mu się w życiu przydarzyło. Nie mógłby go zostawić ani skrzywdzić. Przecież nawet nie potrafił od niego wymagać czegokolwiek. Wiedział, że jeszcze trochę minie nim Theo będzie go potrafił dotykać w ten sposób, ale mieli dużo czasu. Był pewien, że nie rozstaną się nigdy, w  końcu tyle ich łączyło, a Anthony starał się stworzyć chłopakowi prawdziwy, ciepły dom. Nawet jeżeli inni mieliby zarzucać mu,  że to niemożliwe, on zrobi wszystko, by tak się stało.
Theo posłał mu wilgotne spojrzenie. Nie miał odwagi powiedzieć mu tego samego, chociaż czuł to całym sobą. I to sprzed chwili, jak mężczyzna go dotykał, jak przytulał, całował. To było coś tak nowego i dobrego… Podobał się Anthonemu, czuł się akceptowany. Wiedział, że jeszcze trochę minie nim sam będzie go potrafił dotykać w taki sposób, ale nauczy się wszystkiego. Architekt był taki wyrozumiały i cierpliwy, a on sam był z nim taki szczęśliwy. Nie rozumiał czemu Amber tego nie widzi. Czemu się z nim kłóci i nadal nalega na przeprowadzkę.
On sam zauważał w  sobie tyle zmian, a wszystkie dzięki Anthonemu, który był najlepszym co mu się w życiu przydarzyło.
Wychylił się i pocałował go delikatnie, po czym wtulił w jego tors.
Nie mógłby już chyba żyć inaczej, nie mógłby odejść.
To tu był jego prawdziwy dom.

KONIEC TOMU PIERWSZEGO

Reklamy

17 thoughts on “Till We Are Vol. 1 Ch.19

  1. Witam,
    Theo zrobił naprawdę wielkie postępy, i to uciszanie pocałunkiem boskie, Amber mam nadzieję, że się opamięta, tak przykre słowa powiedziała…
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie

  2. Obiecałam sobie, że będę komentować to opowiadanie po przeczytaniu każdego z tomów, więc kim bym była, okłamując samą siebie?
    Dziewczyno, wielkie WOW dla ciebie za stworzenie takiej historii, naprawdę! „Till we are” polecił mi mój znajomy – gej, a ja po godzinie słuchania na biologii, jacy Theo i Anthony są słodcy, stwierdziłam, że muszę się do tego zabrać. I nie żałowałam. Osobiście do gustu bardziej przypadła mi para: Keith i Ethan – taki słodkogorzki romans z nutą perwersji. Jestem naprawdę ciekawa jak rozwiniesz ten wątek, szczególnie, że jeszcze dwa tomy przede mną. Mam nadzieję, że między nimi się wszystko ułoży i nie będą patrzeć na ten związek jako „tylko seks” albo próbować zastąpić sobie nim osób, których nie mogą mieć. Skoro mowa o seksie… Tak bardzo chcę żeby Theo przestał się obawiać! Żeby w końcu zaufał całkowicie Anthony’emu i byli razem szczęśliwi! Swoją drogą ciekawe, jaka historia kryje się za przeszłością chłopaka… I ta Amber… Mam nadzieję, że się opamięta.
    Co do części stylistyczno – językowej nie mam dużych zastrzeżeń. Masz lekkie pióro, a twój styl pisania jest naprawdę wciągający. Jedyne, co mnie boli to ta interpunkcja… Nie psuje to fabuły, ale mnie dekoncentruje, choć po kilku rozdziałach można się przyzwyczaić. Nie sugeruj się tym zbytnio, bo jestem Nazistą Estetycznym i Gramatycznym, a to wykracza poza mój utarty schemat harmonii. Przeczulenie perfekcjonisty…
    No cóż… Zmykam czytać dalej i jestem pewna, że się nie zawiodę! To opowiadanie naprawdę jest zbyt cudowne, a czytałam wiele.

    P.S. Strasznie podobała mi się scena między Ethanem i Keithem w Rozdziale 17. To było takie gorące! Awww!!!

    Zapraszam do siebie:

    http://historienadeser.blogspot.com/ – gdzieś po wakacjach powinno pojawić się tam moja autorska historia.

    1. Podziwiam za wytrwałość w postanowieniu! I witam ciepło na blogu! c:
      Moje serce wariuje kiedy czytam, że ktoś polecił mojego blogeła. I to taki żywy człowiek i w ogóleeee. QwQ Jestem szczęśliwa. Cóż, pozostaje mi życzyć żeby choć po części Twoje życzenia co do tekstu się spełniły. C:
      Jej, TWA jest tak stare i zawsze nowym Czytelnikom mówię, że mam zamiar kiedyś je poprawić, ale pierwsze rozdziały mnie samą straszą tak strasznie. :I No nic. Skoro Nazista jak Ty mówi, że nie jest tak tragicznie, to widzę jeszcze dla siebie szansę. Mam też nadzieję, że z rozdziału na rozdział, a później też – mam nadzieję! – z opowiadania na opowiadanie, będzie już tylko lepiej. Choć jak przeczytasz już wszystko pewnie się przyzwyczaisz do mojej koślawej interpunkcji. Obyś tylko się przez nią nie skrzywiła. :I
      Bardzo dziękuję za tyle dobrych słów. Lecę sprawdzić wspomnianą scenkę z Ethanem i Keithem. :I
      Mam nadzieję, że wytrwasz w postanowieniu i niebawem skomentujesz kolejną część TWA.

      Pozdrawiam gorąco i pomimo ścisłej diety postaram się wpaść po jakąś historię na deser. C;

  3. WItaj.
    Właśnie, przeczytałam pierwszy rozdział.
    Mogę napisać, że chyle, oj chyle bardzo nisko głowę.
    Cały wczorajszy dzień, dzisiejsza noc przespana…hmm, 3 godziny snu.
    Ale, warto było.
    A miałam piec ciasteczka, nic jutro mam również czas:) Bo dzisiaj … równiez zamierzam czytać.
    Potrafisz dobrze pisać, zainteresować czytelnika tym co masz do przekazania.
    Wciągająca akcja, bohaterowie których się lubi bądz nie, ale czeka się na nich.
    Czeka się co zrobią, jak zareagują.
    Również ta niewiadoma, jak potoczą się ich losy.
    Pozdrawiam, wena takiego seksownego zyczę:)
    Beata

    1. Witaj Beato!
      Fajnie widzieć nową osóbkę, szczególnie, gdy taki miły komentarz zostawia!
      Wiem, jak sama trafiam na jakieś takie opowiadanie i później zarywam nockę, powtarzając „no mała, ostatni rozdział~~~’ xD
      I strasznie się cieszę, że moje opowiadanie aż tak Cię zaintrygowało! Chociaż mam nadzieję, ze zarywanie nocki nie odbije się na zdrowiu, samopoczuciu i innych obowiązkach. C: Proponuję upiec ciasteczka i chrupać przy czytaniu.
      Mam nadzieję, ze druga seria również wciągnie i nie będzie gorsza od pierwszej!

      A właśnie po spotkaniu z seksownym Wenem, *chwalipięta~~~xD* więc… nie mogę się skupić na pisaniu, a miałam taki ambitny plan…
      Również pozdrawiam i do zobaczenia pod którymś z rozdziałów mam nadzieję! C:
      Trzymaj się ciepło! <3

  4. Dobra, jeszcze raz…
    Straciłam wątek.

    Najpierw Amber – od początku jej nie lubiłam za bardzo. Irytowała mnie. Dobrze, że wyszło, że wcale taka idealna nie jest. Wyidealizowane rodziny mnie przerażają.
    Wkurzyła mnie… Bardzo. Skąd ja znam to uczucie – próbujesz człowiekowi coś powiedzieć, tłumaczysz, wypruwasz flaki, żeby do czegoś dojść, pogodzić się itp. A taka idiotka odpowiada na wszystko olewającym, beznamiętnym tonem. Albo kpiącym. Aż masz ochotę podejść i dać w twarz, albo gorzej. Ah, i jeszcze wyszło co naprawdę o nim sądzi… Wcale nie toleruje ego orientacji. Do tego ma go za puszczalskiego się pedała. Ma dziewczyna tupet. Nie mam nawet ochoty by się godzili, chociaż penie źle to wpłynie na Theo. Jest niczym dziecko wmieszane w kłótnie rodziców. Ale nawet jak się pogodzą, to nie wierzę, że Anthony nie będzie miał urazy…
    Ah, przez to, że mi komenta usunęło, nie wiem co napisałam wcześniej…
    Scena w wannie – seksowna, nie da się zaprzeczyć. Theo coraz bardziej się otwiera, zaczyna tolerować swoją orientacje, ciało. Oby tak dalej. Dobrze nawet, że Anthony nie pozwolił na to, by ten go dotknął. Musi po oswajać powoli. Heh, mój chłopak akurat mi coś podobnego ostatnio powiedział. Będzie mnie oswajał ze swoimi kolegami, ale powoli, żebym się nie spłoszyła.
    Ale dobrze, że Theo pozwolił siebie dotykać. To duży krok do przodu.
    co jeszcze… Dobrze, że dałaś trochę informacji na temat Theo. Dzięki temu jestem tym bardziej ciekawa. Terapia, ojczym, matka w więzieniu… Jest jeszcze trochę do opowiedzenia.

    Końcówka bardzo trafna. Dzięki temu rozdział pozostawił po sobie uczucie spełnienia, ale i chęci dalszego czytania. Może trochę ckliwa, ale to nic. Pasowała.

    Zastanawiam się nad twoimi dialogami. Moja była beta kiedyś upomniała mnie co do nich. Tzn. na przykład: „- Nie ma za co. – powiedział.”
    Jeżeli po myślniku mamy „powiedział, rzekł, mruknął…” czy coś w tym stylu, to nie powinniśmy stawiać kropki. Ty akurat stawiasz kropki wszędzie, tak jak ja kiedyś. A dajemy je tylko, jeśli po myślniku mamy opis tego co zrobił, ale, jakby… Czynnie? Nie wiem jak to wyjaśnić. Np. „- No ok. – Odsunął się od chłopaka”, czy coś w tym stylu. Zrobił jakąś czynność. Wtedy jest kropka, a czasownik piszemy z dużej.
    Najlepiej poszukać sobie info w necie, jest dużo poradników. Tylko komu chce się to czytać… xD Wiem ze swojego doświadczenia :P
    Ogólnie rozdział fajny, nie jakiś wielki, przełomowy, ale przyjemny. Taki… Czytając końcówkę, dobrze jest porównać to sobie z początkami, pierwszym rozdziałem. Zobaczyć jaka wielka zmiana naszła.
    Ah, i Theo zrobił coming out xD Przed jedną osobą, ale to i tak duży krok!
    No i to uciszanie pocałunkami jest urocze xD Chociaż Anthony tak często mówi Theo, że go kocha, że ja sama wyskoczyłabym przez okno lub powiedziała: „Zdradzasz mnie, prawda?”. Ale to ja, a Theo akurat potrzebuje dużej ilości czułości.
    Postaram się przeczytać jak najszybciej „Ćmy i Anioły”. Ale nie dzisiaj… Dzisiaj mam do czytania lekturę, „Król Edyp”. A do tego potrzeba skupienia i czasu niestety.
    Nie wiem co jeszcze miałam napisać… Za bardzo się wkurzyłam, heh.
    Sorki, że takie opóźnienie…. Szczególnie, że to tak ważny rozdział. Ostatni z tomu. Pozwalam się zlinczować :P
    Życzę weny i wytrwałości :)
    PS. Znalazłam bete O_O

    1. Heh… niestety Amber to podła suka, jak się okazuje. ;/ I tez myślę, że Anthony tak łatwo jej tego nie zapomni.
      Theo się otwiera i dobrze, ale zapewniam, ze pomimo tego, kolejna seria będzie pełna… hm… akcji? Niby miałam już nie paplać, ale co tam. xD
      Myślę, że Theo należy do tego rodzaju osób, które potrzebują stałego zapewniania, ze robią dobrze, ze są potrzebni. Przynajmniej na razie. Wszytko musi przyjść w swoim czasie, powoli. No i sama się dziwię, ze było go stać na ten coming out. xD

      Co to kropek i tak dalej. Chyba masz rację, postaram się to sprawdzić w niedługim czasie.
      I podziwiam, ze Ci się chciało jeszcze raz pisać. xD
      Ooooo…. beta. Gratuluję. I zazdroszczę. C:
      Tobie też weny, kochana!

  5. Wczoraj przeczytałam 10 rozdziałów, dzisiaj resztę i ta historia po prostu mnie zauroczyła.
    Jest świetnie napisana, choć można znaleźć kilka literówek, czytało się, ba! pochłaniało, w zastraszającym tempie.
    Chcę więcej -.^

    1. Ojej. C:
      Witaj, Felis.
      Super, że dajesz znać co myślisz o opowiadaniu i jeszcze lepiej, że Ci się podoba, i że wciąga. A te literówki spędzają mi sen z powiek… Ale liczę na Waszą wyrozumiałość. C:
      A więcej będzie, obiecuję. I mam nadzieję, że wciągnie tak samo jak opublikowana już seria.
      A póki co, zapraszam jutro na Ćmy i Anioły. Może ta krótka historyjka również przypadnie Ci do gustu? C:

      btw. jak ładnie Ci WordPress dobrał kolor do nazwy. Felis jak feliks, feniks, słońce, żółć. C:

      1. Hah, nawet nie zwróciłam uwagi ^-^ Chociaż mi feniks się bardziej kojarzy z czerwonym, jak rozżarzony węgiel, ale taki żółty też jest okay! W końcu słońce jest gorętsze od kawałka węgla ^-^;
        Za ok. 40 minut zajrzę tu ponownie, by z zapałem przeczytać „Ćmy i anioły” ^-^

        A w wolnej chwili zapraszam do mnie (właściwie to do nas, bo jest dwóch autorów).

  6. Można powiedzieć, że rozdział spełnił swoje zadanie. Theo coraz bardziej się otwiera iiiiiiiiiii zrobił coming out! Co prawda mały, przed jedną osobą, ale jednak przyznał się do swojej seksualności, zaczyna akceptować się takim, jaki jest. I czy ja dobrze zrozumiałam? Ta terapia na którą chodził to nie była zwykła terapia, tylko taka, która go miała wyleczyć z homoseksualizmu? Taka, którą chce zastosować na swoim syny Catherine? Wtedy by wyjaśniało to zachowanie chłopaka i swoją niechęć w stosunku do siebie i innych gejów… Mogę się oczywiście mylić, ale wszystko jest możliwe… No bo skoro jego ojczymowi przeszkadzała mu gra na gitarze, to dlaczego nie miał przeszkadzać homoseksualizm pasierba… Jego matka siedzi w więzieniu? Co takiego zrobiła? I dlaczego ten rozwód? Co się dzieje z jego ojcem i ojczymem? Strasznie dużo pytań mi przychodzi do głowy…
    Scena w wannie była gorąca, Theo robi duże postępy, no bo dał Anthony’emu dotknąć swojego penisa i w ogóle…
    A Amber mogłaby w końcu odpuścić. Nie spodziewałam się tego wszystkiego po niej. Zawiodłam się na niej, no i strasznie mnie dzisiaj wkurzyła. Ta ich kłótnia zaczyna źle wpływać na Theo, bo poniekąd to przez niego się pokłócili i się obwinia. Ta kolacja to może być dobry pomysł. Niech oni się w końcu pogodzą.
    Co ja jeszcze chciałam… A, ta scenka w biurze była słodka :) No i to uciszanie pocałunkami… Super. Ale oby im to za bardzo w krew nie weszło, bo się niczego nie dowiemy XD
    Ja chcę Ethana!!!
    To chyba wszystko, co miałam do powiedzenia.

    A teraz trochę literówek:
    „Żegnaj, Amber. – rzucił i czekając na krótkie, zlewcze pożegnanie siostry przerwał połączenie.”- To on czekał na to pożegnanie, czy jednak nie?
    „- Nie musisz… – zaczął brunet, a Anthony złapał jego usta pocałunkiem. – To faktycznie świetny sposób, by kogoś uciszyć. – zaśmiał się i przygarnął go do siebie.”- A to są chyba wypowiedzi dwóch osób, więc powinny być w oddzielnych linijkach.
    „Nie chciała wtrącać się w jego życie, ale czasami bała się, że Theo wyplątał się w coś złego.”- „wplątał”
    „Widząc zaskoczone spojrzenie kobiety, nie wiedział czy ma zacząć żałować swojego małego comming outu, ale przecież nie cofnie swoich słów.”- „coming”
    „Anthony stał oparty o drzwi samochodu i uśmiechnął się szeroko na widok zmierzającego w jego kierunku chłopaka”- kropki brakuje.
    „Mężczyzna wiele razy podkreślał, jak bardzo Theo mu się podoba i sam chłopak zaczynał już siebie zaakceptować, to co się z nim działo.”- powinno być raczej „akceptować”
    „Gorąca wodą jeszcze bardziej go rozpalała, ale oddychając głęboko starał się doprowadzić do porządku.”- „woda”
    „Miał wrażenie, że zawaruje od palców Anthonego bawiących się jego jądrami i penisem.”- „zwariuje”

    Weny :)
    Teraz czekam na to drugie mini-opowiadanie :)

    1. Spełnił? To świetnie. Już zaczynałam ogryzać paznokcie za paplanie. xD
      Ale już teraz nic nie zdradzę, wszystko będzie w drugiej serii, która rusza dziewiątego października. Sprostuję tylko, że ojczymowi przeszkadzała gra na skrzypcach (tak jestem wredna xD).
      No Amber, Amber… Niestety, na początku wydawało się, że jest taka dobra i wspierająca,a tu proszzz…. No, ale pewnie się pogodzą. Tak myślę. xD
      Ethan zagości już w pierwszym rozdziale drugiej serii. Obiecuję. C:

      Yay, tradycyjnie. Bardzo Ci dziękuję. Trochę mi głupio, że tak Cię wykorzystuję, albo, że Ty tak się dajesz, ale jesteś meeeega kochana. xD Wyściskałabym Cię. *tuli*
      Lecę poprawiać.

      „Ćmy i Anioły’ już za kilka dni. Mam nadzieję, że się spodobają. C:

      1. Jaić, no tak, masz rację, to były skrzypce. Coś mi się musiało pokręcić :)
        W pierwszym? Super. Już się nie mogę doczekać. :)
        Powinni się pogodzić, jak nie ze względu na siebie, to przynajmniej ze względu na Dorothy i Theo, który się za to wszystko obwinia, choć nie powinien. No bo to przecież to nie jego wina, że Amber jest przewrażliwiona i ma wybujałe ego.
        Nie ma za co :)

        1. Nie no, nic się nie stało. Tak tylko żartuję. Nie sposób przecież wszystko spamiętać. C:
          Wiesz, Amber jest uparta i wydaje mi się, ze tym co mu ostatnio powiedział, zraniła Anthonego do głębi. Wyszła z niej straszna egoistka. I nie, wiem co musi się wydarzyć, żeby się pogodzili. Ale kto wie….

    1. Cieszę się, że mi się udało. Mam nadzieję, że wrócisz po więcej już dziewiątego października, kiedy to wystartuje druga seria. : ) A może pokusisz się też o przeczytanie miniaturki?
      Zapraszam. Miło będzie Cię widzieć. : )

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s