Till We Are Vol. 2 Ch.06

– Cześć! Pamiętasz mnie? Jestem Melinda! – przedstawiła się długonoga blondynka w czerwonej sukni.
Theo ujął jej dłoń i uśmiechnął sztywno. Strasznie się krępował i mimo tego, że nie mógł doczekać się wyjścia, teraz myślał tylko o tym kiedy będą mogli wrócić.
Rozejrzał się dyskretnie po dużej sali, tonącej w dyskretnym świetle, w poszukiwaniu mężczyzny. Anthony stał nieopodal sceny i rozmawiał z jakimś wysokim mężczyzną. Tuż obok nich na parkiecie, kilka par tańczyło do spokojnych jazzowych piosenek, przygrywanych przez muzyków. Dalej w półmroku tonęły stoliki, delikatnie rozświetlane światem świec, które na nich stały.
– Theo?  Dobrze pamiętam? – dopytywała kobieta – Przyszedłeś z Anthonym?
Niby nikt nie zwracał na nich uwagi, nie czepiał się i nie śmiał, że przyszli razem. Jednak to nie zmieniało tego, że Theo czuł się dziwnie. Anthony nie zachowywał się w żaden sposób ostentacyjnie, jednak sama świadomość, że byli tu jako para krępowała chłopaka.
– Anthony to świetny facet… i wiesz, że nawet sporo o tobie opowiadał? – rzuciła Melinda, brzęcząc złotymi kolczykami. – Jak się poznaliście?
Theo przesunął jeszcze wzrokiem po sali i spojrzał na kobietę.
– Przypadkiem, w parku. – odparł zwięźle brunet.
Nie wiedział o czym ma z nią rozmawiać. Nie tylko z nią zresztą. Z nikim stąd. Czuł się wybitnie nie na miejscu. Nie znał tu nikogo, pomijając już to, że pochodził z zupełnie innego świata. Żałował swojej wcześniejszej ciekawości, ale powtarzał sobie w duchu, że robi to dla Anthonego. Że już dawno obiecał mu, ze pójdzie z nim na jubileusz jego firmy i nie chciał go zawieść.
Poprawił nerwowo warkocz założony na prawą stronę, błagając w myślał by architekt już wrócił. Było już sporo po północy, po wszystkich sztywnych przemowach i prezentacjach, co niosło ze sobą nadzieję, że niedługo będą już mogli wrócić do domu.
– A ty studiujesz jeszcze? – dopytywała blondynka.
Theo jęknął w duchu. Rozmawiał z nią niecałe trzy minuty, a już miał dosyć. Irytowały go jej błyszczące usta, lśniące co chwilę w uśmiechu olśniewająco białe zęby, obfite piersi, które zaraz chyba miały wylać się jej za dekolt.
Nie przywykł do przebywania w takim tłumie. Zewsząd otaczali go eleganccy ludzie, prowadzący stłumione, grzecznościowe rozmowy.
Chłopak zakołysał kieliszkiem wina trzymanym w ręku i popił z niego szybko.
– Nie… – odparł obojętnie, odejmując od ust kieliszek.
– A czym się zajmujesz?
– Jak to czym? – rzucił Anthony pojawiając się nagle koło chłopaka. – To chyba oczywiste. – mrugnął do Melindy porozumiewawczo, kładąc rękę na plecach Theo.
Kobieta zaśmiała się lekko.
– Właśnie mówiłam Theo, że dziewczyny zabijają się o randki z tobą. – odparła kobieta nie przestając się śmiać.
Sam chłopak odetchnął zirytowany. Naprawdę czekała go teraz powtórka tej bezsensownej wymiany zdań sprzed chwili?
– A właśnie, jeżeli mowa o randkach, Andrew cię szuka. – dodał, wskazując kobiecie grupkę ludzi stojącą przy jednym z dwóch filarów, znajdujących się pośrodku sali.
Melinda podążyła wzrokiem w tym kierunku i uśmiechnęła ponownie.
– Och… więc nie mogę pozwolić mojemu mężczyźnie czekać. – rzuciła. – Cóż, miło było cię spotkać, Theo!
Chłopak uśmiechnął się wymuszenie i odetchnął cicho gdy kobieta odeszła.
– Zatańczysz? – Anthony zwrócił się do chłopaka.
Theo przełknął ciężko ślinę i pokręcił przecząco głową. Przez ostatnie miesiące często wychodzili gdzieś razem, jednak w sprawie obnoszenia się z tym, ze są parą, chłopak nadal miał opory. Kochał Anthonego, ale dużo czasu minie nim będzie tak otwarty jak on.
– A gdybyśmy wyszli? – szepnął mu do ucha architekt, przyprawiając tym samym o gęsią skórkę.
Nim chłopak zdążył odpowiedzieć, Anthony złapał go za rękę i pociągnął w kierunku wyjścia dla personelu. Gdy minęli zaplecze i pomieszczenie zaadaptowanie dla cateringu, wyszli na zaciemnioną klatkę schodową. Z zewnątrz dobiegały ich ciche brzmienia muzyki i szmery rozmów.
Anthony od razu odwrócił się do bruneta i objął go jedną ręką w pasie.
– Więc teraz ze mną zatańczysz? – zapytał z lekkim uśmiechem, przyciągając go bardziej do siebie i kładąc ręce na biodrach chłopaka.
Theo skinął powoli głową i zacisnął pięści na ramionach mężczyzny, który zaczął powoli poruszać się w rytm ledwo słyszalnej muzyki.
– Nie bądź taki spięty… – szepnął Anthony wpatrując się w mroku w zielone oczy chłopaka. – Nie ma tu nikogo oprócz nas…
Theo spuścił wzrok.
– Dziękuję że ze mną przyszedłeś… Gdyby nie ty, mogłoby być nudno… – kontynuował Anthony, kołysząc się powoli.
– Nie ma za co… – mruknął Theo wbijając wzrok w ciemną przestrzeń za Anthonym.
Czuł ciepło bijące od mężczyzny i jego zapach. Po chwili wahania przytulił się bardziej do niego, opierając podbródek na ramieniu mężczyzny. Czuł się nieco skrępowany, pomimo tego, że ich relacje już dawno przybrały taki obrót, firma blondyna była zbyt publicznym miejscem na okazywanie takich uczuć.
– Przepraszam też za Melindę – kontynuował blondyn – Straszna z niej plotkara i gaduła, ale mimo to lubię ją…
Anthony pocałował go krótko przy uchu i westchnął. Chciał go, chciał go, chciał go…! Nie mógł skupić się na niczym innym mając tak blisko tego chłopaka. Byli tu całkowicie sami, zero ukradkowych spojrzeń, które mogłyby go powstrzymać. Bez namysłu pchnął chłopaka na ścianę i wpił się w jego usta. Ręce oparł na ścianie, przyciskając do niej Theo. Westchnął głośno łapiąc wargami za wargę bruneta.
Theo zaparł się rękoma o jego klatkę piersiową i odetchnął ciężej odpychając go od siebie.
– Przestań… – westchnął ciężko – W każdej chwili ktoś może tu wejść.
Anthony przesunął ręce na boki chłopaka i przyciągnął go do siebie.
– Teraz wszyscy zajęci są sobą. – szepnął, przesuwając się z pocałunkami na szyję chłopaka i wsuwając udo między jego nogi.
Theo zadrżał i ponownie odsunął go od siebie.
Wiedział, że ulegnie blondynowi. Ale czy faktycznie, chciał się mu opierać? Przecież uwielbiał jego dłonie i usta, które z każdym dniem były coraz śmielsze i przesuwały granice jego podniecenia o kolejny stopień.
– A ty nie chcesz wrócić? – zapytał spod półprzymkniętych powiek.
– Nie… – jęknął mężczyzna ocierając się o udo Theo.
Szybko zsunął poły marynarki z ramion Theo, unieruchamiając tym samym jego ręce i rozpiął pierwsze trzy guziki jego koszuli. Od razu gdy to zrobił przylgnął ustami do szczupłej klatki piersiowej chłopaka.
Theo odetchnął ciężko i oblizał nerwowo wargi, łapiąc rękoma za marynarkę mężczyzny przed sobą.
– Może pójdziemy… – westchnął czując wilgotny język na skórze.
– Dokąd…? – zapytał mężczyzna i zagryzł zęby na obojczyku chłopaka.
Theo jęknął głośno, odchylając głowę do tyłu. Słysząc echo swojego głosu niosące się po pustej klatce schodowej, zacisnął szybko zęby.
– Do nich… – szepnął zerkając w dół na twarz Anthonego.Mężczyzna zsunął język na sutek Theo i polizał go przeciągle zerkając w górę. Gdy napotkał rozpalone spojrzenie chłopaka, z przebiegłym uśmieszkiem zacisnął zęby na stwardniałej brodawce. Theo wypiął bardziej pierś do przodu i stłumił jęk zagryzając mocno wargę.
Po chwili blondyn wyprostował się i skupił pocałunki na szyi chłopaka, ręką wciąż pieszcząc jego pierś.
– Nnn.. Anth.. – jęknął Theo czując język blondyna tuż przy uchu.
Podniecony, nieświadomie zacisnął mocniej uda na nodze mężczyzny.
– Podoba cię się…? – szepnął mu Anthony łapiąc go zębami za płatek ucha i masując udem krocze chłopaka. – Podoba… – westchnął czując na udzie twarde wybrzuszenie.
– P-p-przestań już… – wysapał Theo, próbując odepchnąć go rękoma zaplątanymi w materiał marynarki. – Proszę… w-wracajmy… – dodał bez przekonania, czując dłonie mężczyzny na swoich biodrach.
Anthony przesunął łapczywie dłońmi po ciele chłopaka i polizał po rozchylonych wargach.
– Nie umiem się przy tobie hamować… – westchnął wsuwając język do ust Theo, a dłońmi zaczynając rozpinać mu pasek.
– Nie… nie tutaj… – westchnął chłopak odwracając głowę od pocałunku.
Anthony spojrzał przenikliwie na twarz Theo i przesunął dłonią po jego szyi. Po chwili odwrócił do siebie jego twarz i ponownie pocałował mocno w usta.
– Więc wracajmy do domu, dobrze?
Theo pokiwał głową, nie patrząc w oczy mężczyźnie.
Dziwnie się czuł z tym, że dotyk drugiego mężczyzny sprawiał mu tyle przyjemności i wiedząc, że chce więcej. Może to tylko to wino? Ale nie potrafił jakoś spojrzeć w oczy Anthonemu, który zaczął zapinać mu koszulę. Wracali do domu w konkretnym celu, a sama świadomość, że właśnie się na to zgodził sprawiała że czuł się bardzo zawstydzony.
Ale tak cholernie lubił jak Anthony go dotykał i całował.
Kiedy mężczyzna doprowadził go już do porządku, złapał go za rękę i poprowadził w dół schodami. Gdzieś z sali dobiegały ich śmiechy i muzyka. Przeszli przez hall i odebrali z szatni płaszcze, a gdy wyszli z budynku niebo rozświetlały już wybuchy fajerwerków, które miały uczcić jubileusz firmy.
Anthony szybko odnalazł drogę na parking i już po chwili znaleźli się w samochodzie. Mężczyzna co raz zerkał na odwróconego w stronę okna chłopaka.
Zgodził się. Zrobią to.
Ale nigdy jeszcze,  umawiał się już z facetami na seks, atmosfera nie była tak specyficzna.
Po kilku minutach jazdy w ciszy zaczął żałować, że to się dzieje. Widział jak chłopak zaciska pięści leżące na kolanach, ani razu też nie odwrócił się w jego stronę. Nie chciał? W zasadzie to nawet nie było dziwne, prawda? Po tej całej historii z Prestonem. I egoizmem byłoby zmuszanie go do seksu tylko dlatego, że sam miał ciśnienie. Nawet jeżeli wcześniej, na schodach był wyraźnie podniecony… Nie znaczyło to przecież nic, zwykłe fizyczne reakcje organizmu…
Anthony złapał go w końcu za rękę.
– Jeżeli nie chcesz to powiedz… – powiedział cicho, parząc przed siebie na ulicę.
Chłopak drgnął, jednak wcale nie odwrócił się do mężczyzny. Chciał. Ale przecież…
– Nie chcę cię do niczego zmuszać… – dodał blondyn. – Nie musimy…
Theo nie odpowiedział. Nawet nie wiedział co mógłby mu powiedzieć, co nie brzmiałoby śmiesznie i banalnie. Zamiast tego splótł z nim palce i odetchnął głębiej, obserwując kolorowe światełka migające za oknem.
Kiedy dojechali na miejsce było już kilkanaście przed pierwszą.
Anthony złapał Theo za rękę i poprowadził do budynku. Theo jak zwykle szedł za nim posłusznie z lekko pochyloną głową. Jakby się wstydził?
W windzie unikał spojrzenia mężczyzny, a kiedy weszli do mieszkania zdjął szybko płaszcz i stanął wyczekująco przy drzwiach.
– Idź do salonu. – polecił mu Anthony, a sam wszedł do kuchni i wyciągnął z lodówki szampana. W salonie zastał chłopaka siedzącego na kanapie.
– Nic ci nie zrobię, głuptasie… – zaśmiał się stawiając butelkę na stoliku i przechodząc do barku po kieliszki.
Już po chwili usiadł obok Theo na kanapie.
Theo popatrzył na niego zdumiony.
– Nawet nie wypiliśmy szampana… – powiedział Anthony otwierając butelkę i rozlewając alkohol do kieliszków.
Kiedy to zrobił podał kieliszek Theo i odwrócił bardziej do niego.
– Za nas… – zawołał pochylając się do krótkiego buziaka, po czym stuknął kieliszkiem o kieliszek chłopaka.
– Za… nas.. – powtórzył Theo przechylając kieliszek.
Po chwili Anthony dolał im szampana do kieliszków i oparł się wygodniej na kanapie ciągnąc na siebie chłopaka i obejmując go ramieniem.
– Pewnie słabo się bawiłeś…? – zapytał głaszcząc go ręką po ramieniu.
– Nie do końca… – odpowiedział powoli, zdezorientowany chłopak. – Po prostu nigdy nie byłem na takim…
– Drętwym przyjęciu dla snobów… – zaśmiał się Anthony, kończąc za chłopaka – Wybacz. Ale w końcu to pięćdziesięciolecie naszej firmy.  – zaśmiał się popijając z kieliszka.
– Nie było tak źle. – powiedział w końcu chłopak – To i tak jeden z najlepszych wieczorów w moim życiu..
– Tylko tak mówisz… – zaśmiał się Anthony, głaszcząc chłopaka po głowie. – Nie jesteś zmęczony? – zapytał dopijając szampana i całując chłopaka w czubek głowy, podniósł się z kanapy.
Theo spojrzał za nim i szybko odstawił kieliszek. Sam przed sobą musiał się przyznać, że nie mógł się już doczekać, aż Anthony znowu go dotknie.
Mężczyzna zdjął marynarkę i przewiesił ją przez oparcie stojącego obok fotela.
– Nie, nie jestem. – odparł szybko, także unosząc się z kanapy.
Anthony posłał mu kolejny uśmiech i przytulił do siebie lekko.
– Będziesz musiał mi wybaczyć, ja odpadam. – zaśmiał się całując go w policzek. – Lecę pod prysznic i spać. A jutro, może pojedziemy na jakąś kolację do dobrej restauracji? – zapytał, zaraz odwracając się od chłopaka i idąc w kierunku łazienki.
Miał dość. Nie był zmęczony tym wieczorem tak, jak zmęczony był tym ciągłym hamowaniem się i gaszeniem podniecenia. I chociaż miał wrażenie, że Theo z każdym dniem pozwala mu na coraz więcej, to dla niego to zawsze było za mało. Był zły na siebie i na swoje libido, ale nie chciał się z nim pieprzyć. On chciał się kochać. Nie chciał być natarczywym pedałem, który ciągle się do niego dobiera, zmusza do pieszczot czy pocałunków.
Theo stał oszołomiony na środku salonu.
Prysznic i spać?
Nawet nie zaproponował wspólnego  prysznica czy… A przecież przedtem był taki chętny. I wyraźnie go chciał. Przecież czuł jego twardego penisa na swoim udzie i umawiali się przecież, że jak wrócą to to zrobią. Rozmyślił się?
Ale przecież zawsze tak dosadnie podkreślał, jak bardzo go pragnie, pomyślał Theo czując wstępujące na policzki rumieńce.
Chłopak zadrżał i zaplótł ramiona na szyi. Z łazienki dobiegał go odgłos szumiącej wody, mógł sobie tylko wyobrażać ciało mężczyzny…
Nagle znieruchomiał. Jego serce biło jak szalone. Przed oczyma miał idealne ciało mężczyzny, które widział już przecież tak wiele razy.
Po chwili wahania sięgnął po butelkę szampana stojącą na stoliku i upił kilka łyków.
Zrobi to.
Kiedy odstawił butelkę zrzucił marynarkę i szybkim krokiem przeszedł przez salon na korytarz, a z niego do sypialni. Podszedł do łóżka i z bijącym sercem zaczął szybko rozpinać koszulę.
Zaraz jednak usiadł nerwowo na łóżku zapinając ją z powrotem. Miał mu się wyłożyć jak jakaś seksy dziunia? Agrh!
Nim dopiął ostatni guzik, przypominał sobie, że Anthony lubi jego włosy. Szybko więc zdjął gumkę i rozplótł warkocz. Przeczesał jeszcze włosy palcami i oparł się rękoma o miękki materiał narzuty na łóżku, nasłuchując odgłosów z łazienki.
Anthony zwykle brał krótkie prysznice, wiec zaraz…
Tak. Skończył, teraz pewnie wyciera się tym dużym brązowym ręcznikiem, wyobraził sobie chłopak.
Czuł jakby jego serce miało zaraz wyskoczyć z piersi. Szybko rozpiął jeszcze jeden guzik.
Anthony pewnie przyjdzie w samym ręczniku, bo nie zachodził tu wcześniej po bieliznę… no, chyba że spodnie od piżamy, w których spał były w łazience… Chociaż Anthony rzadko w nich sypiał…
Theo przycisnął dłonie do twarzy i odchylił się do tyłu opadając na łóżko. O czym on myślał na Boga…?
Nagle wstrzymał oddech słysząc jak drzwi od łazienki się otwierają.
– Theo? – usłyszał po upływie kilku sekund – Myślałem, że poszedłeś już spać… – dodał Anthony włączając lampy ustawione w strategicznych miejscach pokoju.
Chłopak uniósł się szybko i jego wzrok padł na postać Anthonego stojącą w drzwiach. Mężczyzna właśnie kończył zakładać ręcznik na biodrach.
Theo przełknął ciężej ślinę i przesunął wzrokiem po sylwetce blondyna.
– Ja… – zaczął wpatrując się w niego.
– Idziemy spać? – zapytał Anthony.
– Tak… to znaczy… – Theo odetchnął głębiej – Nie..
Anthony zmarszczył brwi w zastanowieniu i uśmiechnął się w końcu lekko.
– Mmm.. to nałożę coś na siebie. – odparł ruszając w kierunku komody.
Przecież nie mógł spać z nim nago.
Kiedy przechodził obok łóżka, Theo złapał go szybko za rękę i wbił w niego spojrzenie. Po chwili przymknął oczy i przesunął powoli ręką w górę ramienia mężczyzny. Gdy się unosił przesunął drżącymi wargami po piersi blondyna.
Anthony rozszerzonymi oczyma wpatrywał się w poczynania chłopaka. Jego mięśnie napięły się pod wpływem suchych ust Theo.
Kiedy chłopak się wyprostował, spojrzał niepewnie w oczy Anthonego i zaraz odwrócił wzrok.
Wygłupił się?
Anthony złapał go szybko za podbródek i uniósł twarz ku sobie. Złożył na wargach chłopaka delikatny pocałunek, nie przestając wpatrywać się w jego oczy. Theo zawstydzony jego spojrzeniem spróbował odwrócić głowę.
– Nie lubisz się ze mną całować? – zapytał mężczyzna.
– Przecież wiesz, że lubię… – odparł szybko chłopak unosząc spojrzenie.
– Więc czemu się odwracasz?
Theo przełknął ślinę i westchnął znowu odwracając spojrzenie.
– Po prostu… się wstydzę.. – odpowiedział cicho opierając niepewnie dłonie na piersi blondyna.
– Zwariuję przez ciebie… – rzucił tylko mężczyzna i przyciągnął go bliżej do siebie. – Już tyle jesteśmy razem…
Polizał chłopaka po wargach i zaraz z westchnieniem złapał zębami za jedną z nich. Ręce wplątał we włosy Theo i przycisnął jego usta do swoich. Chłopak jęknął zaskoczony czując jak język mężczyzny pieści jego wargi i w końcu uchylił usta. Anthony nie czekając wsunął tam język i pocałował go namiętnie.
Theo zsunął ręce na boki blondyna i oparł je na miękkim ręczniku, którym owinięte były jego biodra.
Anthony przestał na chwilę bawić się językiem chłopka i oderwał się od jego ust spoglądając w dół. Czuł że jest już pobudzony i nawet nie chciał myśleć o tym, że nagle Theo mógłby się rozmyślić.
Odetchnął ciężko i ujął twarz chłopaka w dłonie przesuwając nosem po jego policzku.
– Zdejmij… – szepnął.
Theo wsunął drżące, chłodne palce pod materiał ręcznika. Oblizał spierzchnięte wargi i rzucił blondynowi wypłoszone spojrzenie. Anthony widząc to wypiął tylko nieco biodra.
– No już… – powtórzył patrząc z zafascynowaniem na rumiane policzki chłopaka.
Theo spuścił wzrok na dół i z łomoczącym sercem powoli złapał za założony materiał. Po chwili wahania rozsunął go, a ręcznik opadł na podłogę. Westchnął na widok półsztywnego już penisa i szybko uniósł spojrzenie na twarz mężczyzny.
Ten uśmiechnął się do niego lekko i zbliżył usta do pocałunku.
– Tego chcesz…? – rzucił łapiąc ponownie między zęby gorącą wargę chłopaka i zaczynając rozpinać mu koszulę. Kiedy odrzucił ją na bok przesunął dłońmi po szczupłym ciele chłopaka i pochylił się zaczynając składać drobne pocałunki na jego ramionach.
– Bardzo mnie to cieszy… – zaśmiał się w skórę chłopaka i po chwili znowu złapał miedzy wargi wilgotne od jego śliny usta bruneta.
Theo oddychał ciężko starając się skupić na odczuwaniu, co przyszło mu nadspodziewanie łatwo. Uniósł ręce i zatopił palce w wilgotnych włosach Anthonego z zaangażowaniem oddając pocałunek.
– Przyznaję, że i w tym jesteś coraz lepszy. – dodał architekt, jakby sam fakt, że to robili nie podniecał go wystarczająco.
Anthony zacisnął palce na pośladkach chłopaka i pomasował je przez chwilę, po czym zniecierpliwiony zajął się rozpinaniem spodni. Kiedy to zrobił, ściągnął je w dół razem z bielizną i pchnął Theo na łóżko by móc zdjąć z niego ubranie do końca. Odrzuciwszy je na bok wyprostował się i przesunął rozpalonym wzrokiem po jasnym ciele chłopaka. Theo widząc to skulił się nieco.
Blondyn złapał go szybko za kostkę i pomasował nogę Theo.
– Nawet nie wiesz jaki jesteś teraz seksowny… – zaśmiał się, klękając na łóżku i pochylając nad chłopakiem przeciągnął językiem od jego uda, przez tors aż do szyi. Jedną ręką sięgnął do sztywnego penisa Theo i przesunął po nim dłonią, wywołując tym samym przeciągły jęk chłopaka.
Brunet odchylił głowę do tyłu łapiąc szybkie oddechy. Sam dotyk Anthonego sprawiał, że podniecenie dudniło mu w uszach. Naraz poczuł język mężczyzny pieszczący jego ucho. Jęknął głośno i zarzucił ręce na szyję kochanka przyciskając go mocno do siebie.
– Ann… thony… – jęknął do ucha mężczyzny.
Blondyn pocałował go mocno w usta i przesunął kciukiem po główce penisa Theo. Palcami drugiej ręki przesunął po żebrach chłopaka i po chwili pochylił się by zagryźć zęby na różowym sutku.
– Ach…! – na pół pisnął na pół jęknął chłopak, drżąc na całym ciele.
Oparł ręce na ramionach Anthonego i co raz zerkał w dół na jego poczynania. Czuł jak mokry język mężczyzny przesuwa się po jego skórze w dół brzucha. Gdy blondyn wsunął język w zagłębienie pępka, Theo aż wygiął się bardziej czując nową falę podniecenia. Zerknął ponownie w dół i napotkał przenikliwe spojrzenie kochanka, który patrząc mu prowokująco w oczy zsuwał się językiem w dół jego ciała, nie przestając pieścić go ręką.
– Nnn…nie… proszę… ja zaraz… – zaczął Theo, zasłaniając twarz rękoma.
Anthony słysząc to i czując jak ciało chłopaka drży, zabrał rękę i uniósł się wyżej by dosięgnąć ustami twarzy Theo. Podparł się jedną ręką przy jego głowie, a drugą przesunął powoli po przedramieniu chłopaka..
– Dojdziesz? – zapytał pochylając się nad nim.
Theo wstrzymał oddech i rozchylił palce by spojrzeć na mężczyznę. Jego penis pulsował sprawiając mu tym niemal ból. Jęknął cicho, błagając w myślach by Anthony go dotknął.
Mężczyzna  widząc jego wilgotne spojrzenie, pochylił się i pocałował go w czoło.
– Ale chyba o to chodzi, co? – szepnął, masując dłonią szczupłą klatkę piersiową Theo.
Chłopak zadrżał i starając się uspokoić oddechy wcisnął pięści bardziej w twarz.
– Ale… ja chcę… z tobą… – dodał cicho.
Anthony odetchnął ciężej i złapał chłopaka za nadgarstki. Gdy odsunął ręce od jego twarzy, z rozczuleniem spojrzał na zaczerwienione policzki Theo i pocałował go mocno w nabrzmiałe wargi, pochylając się biodrami tak by własnym penisem dotknąć penisa chłopaka.
Theo jęknął w usta mężczyzny.
– Zrób to… – westchnął, gdy blondyn przerwał pocałunek.
Anthony spojrzał mu w oczy i przyklęknął na jego udach. Pomasował dłońmi jego gorące i wilgotne od potu uda, z satysfakcja patrząc jak skóra chłopaka napina się pod jego rękoma. W żółtawym świetle lamp, jego zroszone potem ciało wyglądało tak seksownie, że aż się wahał czy po prostu na niego patrzyć, czy się z nim kochać
– Przesuń się wyżej… – polecił w końcu chłopakowi unosząc się z jego ud.
Theo patrząc w oczy mężczyzny cofnął się w kierunku wezgłowia łózka podciągając do siebie kolana.
Mimo wszystko bał się tego. Z bijącym sercem obserwował jak blondyn pochyla się w kierunku szuflady stojącej obok szafki nocnej i wyciąga z niej tubkę przeźroczystego żelu.
Gdy tylko to zrobił, odwrócił się do chłopaka i przysunął do niego pochylając się do pocałunku i przesuwając dłońmi w dół ud chłopaka pokrytych delikatnymi włoskami.
– Spokojnie… – westchnął przerywając na chwilę pocałunek i zakładając sobie prawą nogę Theo na ramię.
Spojrzał w dół na penisa chłopaka okolonego kępką ciemnych włosów i przesunął po nim palcami, które zaraz jednak skierował miedzy pośladki chłopaka.
Theo półleżąc na poduszkach zacisnął powieki i odwrócił twarz w drugą stronę. Miał wrażenie, że jest już cały mokry, czuł włosy klejące mu się do pleców i jęknął głucho czując palce Anthonego delikatnie masujące jego wejście.
Blondyn zapatrzył się na podnieconą twarz chłopaka i czarne włosy, które rozrzucone wokół jego głowy wyglądały niemal jak aureola. Po chwili pochylił się bardziej oddychając ciężko na policzek chłopaka. Natychmiast wylał trochę żelu na palce i dziurkę chłopaka po czym delikatnie wsunął palec do środka.
Theo zadrżał. Otworzył szerzej oczy i zaczął ciężko oddychać przez nos, wczuwając się w palec, który powoli pieścił jego wnętrze.
– Bożżż… – westchnął, zerkając w dół. Na widok dłoni Anthonego, który sam zaczął przesuwać po swoim twardym penisie poczuł uderzenie gorąca. W jednej chwili chciał krzyknąć Anthonemu, by już w niego wszedł, lecz po chwili jęknął tylko głośniej, czując drugi palec przeciskający się przez krąg mięśni.
Nie przypuszczał nawet, że tak bardzo mogłoby mu się to podobać. Bolało trochę, ale podekscytowanie i rozlewające się w nim gorąco przewyższało nieprzyjemne uczucie.
Czuł jak palce starszego mężczyzny powoli go rozciągają i pieszczą delikatnie w środku. Chłopak przesuwał niecierpliwie rękoma po pościeli leżącej pod nimi i jak zahipnotyzowany wpatrywał się w szare oczy kochanka. W pewnym momencie Theo aż jęknął głośno czując jak palce mężczyzny muskają w jego wnętrzu pewien punkt, o którego istnieniu, chyba nawet nie miał pojęcia. Miał wrażenie, że tylko od tego dotyku mógłby skończyć.
Kiedy Anthony wsunął kolejny palec i ponownie dotknął tego punktu, chłopak napiął się cały i aż odsunął drżąco, zsuwając się z palców kochanka. Opierając się o wezgłowie łóżka, zaplótł ręce na szyi.
– Co się stało? – zapytał Anthony oddychając ciężko i przysuwając ponownie do chłopaka, klękając między jego udami. – Mam przestać?
Theo starając się uspokoić oddech oparł dłoń na piersi mężczyzny i pochylił głowę.
– Zaraz… zaraz zwariuję… – wyszeptał, wychylając się do powolnego, mokrego pocałunku.
Anthony roześmiał się cicho.
– Mam w ciebie już wejść? – zapytał, łapiąc go za nogi i zakładając je sobie na biodra.
Chłopak przełknął nerwowo ślinę i przylgnął mocno do kochanka, siadając mu na kolanach i przesuwając palcami po jego wilgotnych od potu plecach.
– Jeżeli chcesz mogę skończyć cię ustami… – szeptał mu dalej do ucha Anthony – A później zrobimy to jeszcze raz, jeżeli nadal będziesz chciał.. – dodał masując jego pośladki i pocałował lekko w usta.
Chłopak poczuł uderzenie gorąca na te słowa. Anthony bywał taki… bezwstydny.
Objął kochanka za szyję i wcałował mocno w jego usta.
– Nie, zróbmy to tak, jak teraz.. – szepnął ledwo słyszalnie i uniósł się nieco.
– Jeżeli się położysz, będzie mniej bolało… – zasugerował blondyn, całując go po szyi.
– Anthony… – jęknął niemal błagalnie chłopak.
Mężczyzna spojrzał na niego uważnie po czym zagryzając lekko zęby przy uchu chłopaka, sięgnął po omacku po tubkę żelu i nawilżył nim swojego penisa. Po chwili wilgotnym palcem przesunął po rowku chłopaka, odchylił jego pośladki i nakierował się na dziurkę.
Theo mimowolnie unosił się czując jak gorąca główka kutasa kochanka chce się w niego wedrzeć. Oddychał nerwowo, zaciskając mocno palce na barkach Anthonego.
– Spokojnie… – westchnął blondyn naciskając na uda chłopaka i powoli wsuwając się w niego.
Było mu niesamowicie gorąco i nigdy w życiu nie był tak podniecony jak teraz. Zachowanie chłopaka, jego jasne ciało, głos… Już po chwili aż zadrżał czując jak penisem wsuwa się w gorące wnętrze Theo. Chłopak jęknął głośno, zaplatając mocno ręce na szyi mężczyzny.
– Kocham cię… – westchnął drżąco Anthony obejmując bruneta i odciągając go nieco od siebie, by pocałować namiętnie w usta.
Poczekał jeszcze sekundę, która zdawała się być dla niego wiecznością i zaczął powoli falować biodrami.
Theo stłumił jęk i także zaczął unosić się na kolanach mężczyzny. Penisem ocierał się o twardy brzuch kochanka, a ból jaki odczuwał z tyłu powoli przeradzał się w to wyuzdane uczucie rozkoszy, szczególnie gdy koniec kutasa Anthonego ocierał się o prostatę chłopaka. Aż chciał krzyczeć jęczeć i prosić go o więcej.
– Achhh! – jęknął Theo, zaraz jednak zagryzając zęby na palcu, by stłumić zawstydzające odgłosy.
Anthony jęknął nisko i złapał chłopaka z tyłu za włosy, odchylając jego głowę. Gdy to zrobił przesunął językiem po skórze chłopaka i zagryzł na niej zęby, co wywołało kolejny zduszony jęk.
Theo unosząc się na kolanach blondyna ocierał się sztywnym penisem o brzuch mężczyzny, a rękoma przyciskał jego usta do swojej szyi. Był już tak podniecony, że niemal nie dochodziły do niego żadne dźwięki. Nie słyszał już westchnień i słów Anthonego, ani własnych głośnych westchnień.
– Nnn-n-n! Tak! ACH! – wykrzyknął w końcu i po kilku kolejnych pchnięciach wtulił się mocniej w kochanka, dochodząc z głośnym, spazmatycznym westchnieniem.
Anthony czując jak mięśnie chłopaka zaciskają się na jego kutasie, a sperma zwilża jego brzuch, przymknął aż oczy i uniósł się z Theo, przyszpilając go do wezgłowia łóżka. Całując go chaotycznie, zaczął się szybko w niego wbijać. Chłopak wbity w ścianę, podpierał się rękoma o drewniane obramowanie łóżka i pomrukiwał półprzytomnie. Nadal szumiało mu w uszach, i słyszał tylko to na przemian z jękami kochanka i uderzaniem mebla o ścianę.
– Oooch.. T-theo.. – westchnął w końcu Anthony spuszczając się głęboko w chłopaku, po czym oparł na chwilę wilgotne od potu czoło o jego ramię i odetchnął głośno. Brunet opadł głową na ramię mężczyzny i odetchnął.
Po kilku sekundach blondyn odchylił głowę Theo leżącą na jego ramieniu i polizał go po ustach, po czym uklęknął  z powrotem na łóżko wychodząc z ciała chłopaka. Ten osunął się bezwładnie w jego ramiona, i oddychając ciężko ponownie przytulił się do mężczyzny zaciskając odruchowo pośladki. Czuł, że jest tam cały mokry i aż przymknął oczy, starając się nie myśleć o wypływającym z niego nasieniu blondyna. W końcu to było chyba normalne w takiej sytuacji.
Anthony szczęśliwy, pogłaskał go po głowie. Nawet nie wiedział co miałby powiedzieć. Był zmęczony i cholernie szczęśliwy, że w końcu to zrobili. Trochę bał się, jak Theo zareaguje na seks, ale obyło się bez krępujących sytuacji.
– Zmęczony? – szepnął do chłopaka po kilku minutach.
Theo tylko pokiwał głową, na co mężczyzna odsunął się na chwilę i odgarnął pościel na bok. Kiedy już leżeli na swoich miejscach, zgasił światła włącznikiem przy łóżku i przytulił do siebie Theo, całując go ponownie w czubek głowy i głaszcząc po włosach.
– Jesteś zadowolony… ?- szepnął po pewnym czasie Theo.
Anthony aż otworzył szeroko oczy, a jego serce momentalnie zaczęło bić szybciej.
– Co to za pytanie…? – wydusił w końcu zaprzestając ruchów ręki..
Theo zacisnął powieki i przytulił bardziej do Anthonego.
– To znaczy, że nie…? – był taki beznadziejny w łóżku? – Przepraszam…. – westchnął cicho.
Anthony zamrugał aż zaskoczony.
– Theo, o czym ty mówisz, do jasnej cholery? – zdenerwował się mężczyzna.
– Następnym razem się poprawię… – jęknął przepraszająco Theo.
Anthony przełknął ciężko ślinę.
– … będzie ci naprawdę dobrze… – zapewnił go cicho brunet.
– Czekaj… – westchnął Anthony odwracając się na bok i kładąc dłoń na policzku chłopaka – Spójrz mi w oczy… – dodał widząc jak chłopak odwraca spojrzenie – BYŁO świetnie, nigdy nikogo tak nie chciałem, jak chcę ciebie i nie rozumiem czemu nagle mówisz coś takiego… – powiedział patrząc w mroku w oczy chłopaka.
Theo odetchnął cicho z zafascynowaniem patrząc w stanowczą twarz Anthonego.
– Bo chcę żeby było ci dobrze… – szepnął wpatrując się w oczy blondyna – Żebyś nie żałował, że ze mną jesteś… – wyrzucił z siebie szybko Theo.
Anthony pogłaskał go po wilgotnej od potu skroni.
– Nie żałuję. – zapewnił go twardo, po czym uśmiechnął się kącikiem ust – Kocham cię. – dodał.
Theo spuścił wzrok i przytulił się bardziej do mężczyzny.
– Oczywiście… – odparł cicho.
Anthony roześmiał się całując chłopaka we włosy.
– No, a tobie, było dobrze? – zapytał, mając świadomość jak zawstydza chłopaka tym pytaniem.
Theo spięty odwrócił się tyłem do kochanka i wcisnął twarz w poduszkę.
– No powiedz to… – zaśmiał się blondyn głaszcząc go po biodrze i podpierając głowę na dłoni.
– Śpijmy. – rzucił Theo, nie odwracając twarzy w kierunku mężczyzny.
– Nie bądź taki, powiedz jak było ci dobrze. Twoje jęki co prawda były wystarczającym dowodem, ale chcę to usłyszeć… – dodał Anthony, składając drobne pocałunki na łopatce chłopaka.
Theo zadrżał i zaczerwienił się na samo wspomnienie swojego zachowania podczas seksu. Naprawdę był głośny i nie mógł zaprzeczyć, to był jego pierwszy raz, gdy doszedł z innym facetem. I było mu dobrze. Bardzo dobrze. Anthony był idealnym mężczyzną i jak się głębiej zastanowić, z nikim innym nie mógłby tego zrobić.
– Albo możesz powiedzieć coś w stylu: twój chuj zrobił mi naprawdę dobrze i nie mogę doczekać się kolejnego razu. – śmiał się dalej Anthony całując go za uchem.
To była prawda. Na te słowa Theo aż poczuł przypływ podniecenia i spiął ponownie pośladki. Nie mógł się już doczekać, uwielbiał jak blondyn go dotykał i całował. Aż westchnął cicho czując jego język na uchu.
Anthony podniósł się i klęknął nad chłopakiem, opierając ręce po obu stronach jego głowy.
– Przyznaj to w końcu… – powtórzył trącając go nosem przy uchu.
Theo zadrżał czując nad sobą obecność kochanka i powoli odwrócił się w jego stronę, wbijając spojrzenie w ciepłe oczy mężczyzny.
– Twój chuj zrobił mi naprawdę dobrze i nie mogę doczekać się następnego razu. – powtórzył cały czerwony.
Anthony spoważniał i w milczeniu kontemplował twarz chłopaka. On naprawdę to powiedział!
Mężczyzna musiał przyznać, że te perwersyjne słowa w ustach Theo brzmiały jeszcze bardziej wyuzdanie i podniecająco, co też od razu poczuł w swoim kroczu.
– Mam nadzieję, że nie myślisz, że pójdziemy teraz spać. – zamruczał, pochylając się do ust chłopaka z szelmowskim uśmiechem.
Theo wstrzymał oddech i oparł dłoń na klatce piersiowej mężczyzny.
– Nie..? – zapytał wpatrzony w zbliżające się usta blondyna.
Jeszcze chwila i poczuje ich gorąco na własnych, pomyślał i odruchowo przesunął językiem po spierzchniętych już wargach.
– No przecież nie możesz się doczekać, aż znowu w ciebie wejdę… głęboko… – szepnął mężczyzna owiewając gorącym oddechem twarz Theo i zatrzymując się o milimetry od jego ust.
– Tak… – westchnął bezmyślnie chłopak czekając aż w końcu Anthony go pocałuje.
– Bo wiesz, ja też nie mogę…- szeptał dalej blondyn – I mój penis też… jesteś tam taki gorący i ciasny…
Theo pokiwał głową, nie odrywając wzroku od ust mężczyzny.
– A to jak teraz na mnie patrzysz, – kontynuował Anthony, nie spuszczając wzroku z rozpalonej twarzy chłopaka – sprawia, że mam ochotę przycisnąć cię do materaca i brać aż do rana…
Theo odetchnął płytko podniecony i zaplatając ręce na szyi mężczyzny, przyciągnął go do pocałunku. Nie wierzył, że Anthony tak się nim bawił, ale musiał przyznać, że podobała mu się ta zabawa.
Mężczyzna zaśmiał się i usiadł na biodrach chłopaka, oddając z zaangażowaniem pocałunek. Sam był już pobudzony, a gdy poczuł przy własnym kutasie twardego penisa chłopaka, zamruczał z aprobatą w jego usta. Przesunął powoli dłonią po klatce piersiowej Theo zsunął się na nią wargami, nagrodzony westchnieniem aprobaty ze strony kochanka.
– Mo-może pójdziemy pod prysznic..? – zaproponował cicho chłopak i zaraz ugryzł się w język.
Przecież wcale nie chciał przestawać.
Anthony uniósł się i ponownie pochylił nad jego ustami.
– Prysznic? – zapytał niskim głosem – Przecież wolisz tu zostać, prawda? – dodał liżąc go po szyi i przesuwając dłońmi w dół jego ciała.
Theo przełknął ślinę i westchnął przeciągle. Wbił wzrok w sufit i z lekkim uśmiechem, błądzącym na twarzy poddawał się dłoniom i ustom Anthonego.

Reklamy

11 thoughts on “Till We Are Vol. 2 Ch.06

  1. Witam,
    pięknie, cieszę się, ze wyszło z inicjatywy Theo, wciąż jest niepewny siebie i zagubiony…
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie

  2. Wreszcie nadszedł ten moment, kiedyś musiał! Cieszę się i mimo że opis seksu odbiegał trochę od tego, jak go sobie wyobrażałam, to nie zawiódł mnie. Dobrze, że nie wyszło to z inicjatywy Anthony`ego tylko Theo. Bo widać, że mu jednak na tym zależało i tego chciał, a nie oddał się, bo architekt naciskał.
    Było dość sporo literówek, ale widzę, że na dole dziewczyna trochę wypisała, jak poprawisz powinno być ok.
    Fajnie, że Theo naprawdę brał z tego przyjemność, chociaż pierwsza pozycja nie zdziwiła. Theo sam opadał, dobrze zrozumiałam?.Ah, końcówka taka podniecająca. I Theo jest głośny, no nieźle. Jestem ciekawa, co będzie w następnym rozdziale. I jaka parka. I co dalej wymyśliłaś z Theo i Anthonym. Bo już są po pierwszym razie, jest wszystko super i pięknie, chodzą na jakieś imprezki… Wszystko się układa. Aleee…? Coś musi się stać xD I czy wróci Amber? Jeszcze ona jak to ona, ale co z jej córką? Bo przecież była tak blisko z Theo. Mam nadzieje, że to się nie skończy.
    Ah, chce więcej ich seksu xD Theo jest seksowny z tym, że tak się zawstydza.
    Dobra, idę jeść placek xD
    Świetny rozdział, trzymaj się ciepło :)

    1. Hej. C:
      Dobrze, bo naprawdę się denerwowałam tym rozdziałem… C: Teraz tylko czekać, aż i Theo wyzna swoje uczucia architektowi. W ogóle musi się chłopak przełamać, bo mimo wszystko nadal jest niepewny siebie i lekko zagubiony, jak widać.C:
      Przepraszam za nie, na pewno przeszkadzały w czytaniu. Wybacz.
      Ha! Tak jest słodko i fajnie, ale cóż…. długo tak nie będzie, zapewniam. Chociaż… C: No i Amber za kilka rozdziałów powróci, ale to już sama zobaczysz w jakich okolicznościach. C:
      Mmmm… może to zabrzmi dziwnie,ale na tak średnio lubię opisywać seks chłopaków, zawsze wolę brnąć w akcję i dramat. C: No ale na pewno jeszcze nie raz podglądniemy ich w łóżku. C:

      Całuję! <3

  3. To było naprawdę urocze. I zarazem gorące. Uwielbiam pierwsze razy. Wiem, że dla żadnego z nich nie był pierwszy, ale to był ICH pierwszy raz, na który z niecierpliwością czekałam. A Theo był… o jejku… No słów mi brakuje. No i centralnie mnie zaskoczył, powtarzając po Anthonym te perwersyjne słowa. A w jego ustach zabrzmiały szczególnie perwersyjnie. I jeszcze sam wszystko zainicjował. No jestem pod wrażeniem :)
    Z niecierpliwością czekam na następny.

    A tu takie co mi się w oczy rzuciło:
    „Nie tylko z nią z resztą.”- „zresztą”.
    „- A właśnie, Andrew cię szuka- dodał, wskazując kobiecie grupkę ludzi stojącą przy jednym z dwóch filarów, znajdujących się po środku sali.”- „pośrodku”.
    „Nim chłopak zdążył odpowiedzieć,Anthony złapał go za ręką i pociągnął w kierunku wyjścia dla personelu.”- „rękę”.
    „- Idź do salonu- poleciał mu Anthony (…)- „polecił”.
    „Z nas…- zawołał pochylając się do krótkiego buziaka”- „Za nas”.
    „I chociaż miał marzenie, że Theo z każdym dniem pozwala mu na coraz więcej, to dla niego co zawsze było za mało.”- chyba „to”, a nie „co”.
    „Brunet opadł głowa o ramię mężczyzny i odetchnął.”- „głową”.
    „Anthony pogłaskał go wilgotnej od potu skroni.”- „go po”
    „Anthony był idealnym mężczyzną i jak się głębiej zastanowić, z nikim innych nie mógłby tego zrobić.”- „innym”.

    Pozdrawiam i życzę weny :)

    1. Tak… Theo miał być taki słodki i grzeczny, ale… ALE. C: No ten. xD
      No i tak właściwie dla Theo to był ‚tak jakby’ pierwszy raz,,, No i że się zdobył na coś takiego… C:

      Jeju, jesteś aniołem, już poprawiam. :3

  4. Wszystko bylo rewelacyne, ale jedyne co psulo mi ten piekny opis seksu to jakze..niegrzeczne slowo ,,kutas,,. Lepiej napisac ,,pracie,, ,,penis,, ,,czlonek,, lub ,,przyrodzenie,,. Reszta byla super ;). Pozdrawiam.

    Damiann

    1. Hej~! Dzięki…! C:
      Cóż, co do określeń… ‚prącie’ źle mi brzmi w uszach, ‚przyrodzenie’ brzmi tak… pruderyjnie…? Ale może i do tej pary pasuje… mmmm…. xD
      No ale następnym razem postaram się jakoś ładniej to rozpisać, żeby Ci się lepiej czytało. C:

      Trzymaj się ciepło! C:

      1. Ooooo… widzę nowy nick. C:
        Witaj lianna! C:
        Uch, no cóż, nie pozostaje mi nic innego jak następnym razem nie używać ‚kutasów’ przy tej parce. C:

        Pozdrawiam,
        Inga C:

  5. Ten rozdział był zarazem uroczy i podniecający, nie wiem jak ty to robisz…
    I znów tak szybko mi się go czytało. Najchętniej czytałabym nowe rozdziały codziennie :D Naprawdę uwielbiam twój styl.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział!

    1. Ja bym najchętniej dodawała nowe rozdziały codziennie, gdyby mi ich starczyło na bardzo długo, i gdybym miała czas by je pisać codziennie. C:
      I uffff… super, że Ci się podobał pierwszy raz chłopaków. Trochę się stresowałam tym rozdziałem… C:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s