Till We Are Vol. 2 Ch.07

Theo zamrugał kilka razy i przeciągnął się lekko. Kiedy przekręcił głowę na bok, zobaczył spokojną twarz Anthonego, który otaczał go ramieniem przytulając do siebie.
Chłopak powoli pogładził go ręką po policzku i nieświadomie uśmiechnął się do siebie. Czuł się zabawnie lekko, tak jak nigdy. Wszystko układało się tak idealnie. Wierzył  w to, że teraz będą szczęśliwi, że on, Theo będzie miał dom. W końcu już go miał.
Po chwili zauważył, że mężczyzna otwiera oczy i od razu zmarszczył brwi.
Anthony uśmiechnął się lekko na widok poważnej twarzy Theo.
– Dzień dobry. – rzucił unosząc się i pocałował go lekko w policzek.
– Dobry… – mruknął chłopak.
Anthony naciągnął na niego bardziej jasną kołdrę i przytulił do siebie mocno.
– W końcu… – zaśmiał się całując go ponownie w policzek.
Theo zaparł się lekko rękoma i wbił zielone spojrzenie w mężczyznę.
– Co w końcu? – dopytał.
Blondyn podparł się na ramieniu i odetchnął.
– W końcu jesteś cały mój… – opowiedział lekko.
– Od zawsze… byłem – szepnął cicho Theo, kraśniejąc na policzkach.
Mężczyzna spojrzał zaskoczony na zarumienioną twarz chłopaka i uśmiechnął się szelmowsko. Pochylił się nad nim i przesunął językiem po wargach, po czym zbliżył usta do ucha chłopaka.
– Kocham cię, Theo… – zamruczał.
Theo nieco zażenowany odetchnął płycej i odwrócił wzrok.
– Nie musisz tego ciągle powtarzać… – powiedział cicho.
– A nie mogę? – odbił piłeczkę blondyn.
– Możesz, tylko… – zastanowił się chłopak – Dziwnie się z tym czuję?
Anthony roześmiał się i przesunął nosem po policzku chłopaka.
– Myślałem, że już się przyzwyczaiłeś… – odpowiedział zsuwając rękę na klatkę piersiową chłopaka.
Odsunął się od niego i spojrzał uważnie. Zadrżał aż na widok przystojnej twarzy Theo i jego włosów rozrzuconych na białej nawleczce poduszki.
– Theo… – zaczął miękko – Bądź tylko ze mną… nic więcej nie chcę… – westchnął, wbijając w niego spojrzenie – Wiesz, że zrobię dla ciebie wszystko… – dodał.
Theo spojrzał zaskoczony na wiszącego nad nim mężczyznę i powoli zaplótł ręce na jego szyi.
– Ale ja przecież nic nie chcę… – powiedział poważnie, czując się dziwnie.
Nigdy nie był w takiej sytuacji. Żaden mężczyzna nigdy tak na niego nie patrzył, a on nigdy nie był sam na sam z kimś, kto był w nim zakochany. W dodatku ta spokojna atmosfera i nienachalna bliskość Anthonego sprawiały, że czuł się nieco surrealistycznie.
I ta miniona noc, pełna namiętnych pocałunków, i gorącego dotyku. Samo wspomnienie tego co robili, oblało jego ciało serią dreszczy kumulujących się w podbrzuszu.
Anthony odetchnął i pocałował go krótko w usta, po czym uniósł się na rękach.
Jak widział to jego zakłopotane spojrzenie, lekko rozchylone usta miał ochotę wbić go w pościel, dotykać całego i kochać cały dzień.
– Co jest? – zaśmiał się nerwowo chłopak.
Anthony zamrugał i przewrócił na bok na łóżko. Złapał chłopaka za rękę i westchnął.
– Nic… Chyba czas wstawać… – rzucił wpatrzony w biały sufit. – Spóźnisz się do pracy.
Brunet przewrócił się na bok i skulił nieco. Nie chciał wychodzić. W mieszkaniu Anthonego, w jego łóżku czuł się bardzo bezpiecznie.
Położył dłoń na ramieniu blondyna i spojrzał na jego profil.
Czasami nie wierzył, że miał to szczęście i był z architektem. Wolał nie roztrząsać tego czym na to zasłużył, albo co za to będzie musiał oddać. Anthony wiedział już o nim wszystko, o jego przeszłości i wątpliwościach, które często go nachodziły. I zawsze, cierpliwie powtarzał, jak bardzo go kocha, ile dla niego znaczy, ile jest wart, że Theo w to wierzył. Był najszczęśliwszym chłopakiem na świecie, tak się właśnie czuł.
– Co tam…? – zapytał mężczyzna, przekręcając się ponownie do bruneta i gładząc go po policzku.
– Nic ja… – zaczął chłopak lecz szybko zagryzł wargi, czując jak serce zaczyna mu walić.
Kocham cię – pomyślał, oddychając głęboko. Zaraz też wychylił się i musnął lekkim pocałunkiem wargi mężczyzny.
Anthony przymknął oczy i oddał lekki pocałunek.
Kiedy chłopak się od niego odsunął pogładził go po wcześniej uciskanym miejscu na ramieniu i uśmiechnął się lekko.– W ogóle… nie wiesz co z Ethanem…? – zapytał w  końcu chłopak – Pojechał na terapię?
Anthony odetchnął ciężej.
– Nie… nie… Dzwoniłem ostatnio do niego, ale nie chciał ze mną za bardzo gadać. – wytłumaczył mężczyzna – nie mam pojęcia co się teraz u niego dzieje. Wiem tylko, że na pewno nie pojechał… Poza tym, przedwczoraj, jak u nas był, zupełnie zapomniałem o tym jego facecie… Jak on miał na imię?
Theo przysunął się bliżej do kochanka i ułożył wygodnie na jego ramieniu.
– Keith… – podsunął , przymykając oczy i wciągając zapach mężczyzny.
– Tak, Keith. – powtórzył Anthony – Myślisz, że pozwoliłby mu jechać? – zapytał retorycznie.
Theo potarł palcem czubek nosa i przygryzł wargę.
– Pewnie masz rację… Sprawiał wrażenie bardzo… stanowczego. – odparł cicho.
Ostatnio często myślał o Ethanie. Pomimo tamtych rzeczy, które mu wtedy nagadał, że jest bezdomnym psem i wykorzystuje Anthonego, on przejmował się,  czy chłopak trafił na terapię. Doskonale wiedział z czym się wiąże takie leczenie i nikomu tego nie życzył.  Nie rozumiał jego złości i tamtych wyrzutów, i mógł się tylko domyślać, że był zdenerwowany całym tym pomysłem z wyjazdem do kliniki.
– Wtedy… Ethan nie był sobą. Mam takie wrażenie. – zaczął po kilku minutach Anthony – To wszytko co wtedy mówił…
– Nie przejmuj się… – uciął Theo – Rozumiem.
– Nie chcę, żebyś myślał, że… nie wiem, że coś z tego co mówił jest prawdą. – kontynuował blondyn.
Nie chciał, żeby Theo wpadł w jakiegoś doła. Widział, że jego stan jest teraz bardzo dobry, że wydaje się być szczęśliwy, ale  z drugiej strony miał świadomość, że może nie być jeszcze do końca pewny siebie. Sam Anthony był cierpliwy, zapewniał go o swoich uczuciach i tym ile chłopak dla niego znaczy i ile jest wart, ale obawiał się, że wszystko co udało im się zbudować, może runąć. Zwłaszcza po tym jak potraktował go wtedy Ethan.
– Spokojnie… – powtórzył brunet i po raz kolejny w myślach dodał, że go kocha.
Nie miał odwagi mu tego powiedzieć, więc przytulił się mocniej do niego i pocałował lekko w ramię.
Leżeli tak kilka minut, aż w końcu chłopak odsunął się od Anthonego i usiadł na posłaniu. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z  tego, że nadal jest nagi, przez co skulił się nieco i zerknął niepewnie na leżącego obok mężczyznę.
– Spóźnię się do pracy… – westchnął cicho, jednak zawstydzony swą nagością nie podniósł się z posłania.
Anthony nie przestając się  w niego wpatrywać, założył ramiona pod głowę.
– Mmm… Zapominałem ci powiedzieć, ale pewnie będziesz musiał iść sam na spacer z Dorothy. Ja mam wtedy jakieś głupie zebranie.
– To nic. – odparł szybko chłopak, zupełnie nie skupiając się na słowach blondyna.
Odwrócił się do niego plecami i powoli spuścił na ziemię stopy. Zaciskając ręce na prześcieradle próbował przełamać się i wstać z łóżka. Musiał jeszcze wziąć prysznic i zrobić kanapki do pracy. Ale świadomość, że na udach i pośladkach nadal ma ślady zaschniętej spermy, wcale nie ułatwiała mu zadania.
– Theo…? – usłyszał za plecami i już po chwili poczuł na plecach palce kochanka – Wszystko w  porządku.
Przełknął ciężko ślinę i odbił się od łóżka.
– Pewnie. – rzucił i ruszył w kierunku wyjścia.
Anthony popatrzył za nim i zaśmiał się pod nosem. Chłopak tak bardzo go rozczulał. Niemal całą noc się kochali, zbadał ustami i językiem każde zagłębienie jego ciała, a on nadal się wstydził być przed nim nagi.
Po chwili wstał i przeciągnął się ziewając. On miał jeszcze dwie godziny nim będzie musiał wyjeżdżać do pracy. Szybko wciągnął spodnie od pidżamy i ruszył do kuchni, by przygotować chłopakowi śniadanie. Zamierzał go jeszcze trochę pomęczyć, nim wyjdzie do pracy. Kiedy był w połowie przygotowań do śniadania, z sypialni dobiegł go odgłos telefonu chłopaka.
– Odbierzesz? – usłyszał z łazienki.
– Jasne. – odkrzyknął i ruszył do sypialni, gdzie z leżących na podłodze spodni Theo wyciągnął telefon.
Zerknął na wyświetlacz i aż odetchnął widząc na nim imię swojej siostry. Nie żarli się już, jak na początku, jednak nadal panowała między nimi sztywna atmosfera. Oczywiście Anthony nie chciał ucinać kontaktów z Dorothy, ani ograniczać je Theo, jednak nie zamierzał zapomnieć siostrze tamtych słów. Zresztą kobieta nawet nie próbowała go przeprosić.
– Witaj… – rzucił zimno, odbierając połączenie.
– Anthony…? – jęknęła kobieta zawiedzonym głosem – Czy mógłbyś dać telefon Theo? W końcu to jego aparat. – dodała zaraz wyniośle.
– Niestety Theo jest pod prysznicem, więc nie. – odparł mężczyzna i ruszył do kuchni, by zamieszać smażącą się jajecznicę na patelni – Mów, przekażę mu.
Kobieta po drugiej stronie słuchawki westchnęła głośno, na co blondyn zacisnął mocniej szczękę. Ostre słowa same cisnęły mu się na usta, jednak skutecznie je powstrzymał.
– Powiedz mu, że zadzwonię później. Albo niech on oddzwoni. – rzuciła nim rozłączyła połączenie.
– Jasne… – prychnął pod nosem architekt, zaciskając pięść na komórce.
Oczywiście Amber nie czekała na żadne potwierdzenie i odpowiedział mu tylko sygnał w telefonie.
Tak naprawdę, każdy taki kontakt z siostrą go męczył, jednak był zbyt uparty, by się z nią pogodzić. Wiedział, że Amber myśli podobnie. Pod tym względem byli niemal tacy sami i był pewien, że nieprędko się pogodzą.
Kiedy kończył przygotowywać Theo kanapki, chłopak stanął już ubrany we drzwiach.
– Nie musiałeś… – westchnął widząc przygotowane jedzenie.
– Nie musiałem, ale znając ciebie, poszedłbyś bez śniadania, gdybym ci go nie przygotował. – powiedział Anthony, pakując kanapki do pudełka.
Theo cmoknął mężczyznę w policzek i usiadł do stołu.
– Kto dzwonił? – zapytał, zabierając się za jedzenie z pośpiechem, bo nie chciał spóźnić się na autobus.
– Amber. – odparł mężczyzna, opierając się o stalowy blat za sobą i popijając kawę – Poprosiła żebyś oddzwonił. – dodał, a gdy Theo skinął głową, zapytał – Podwieźć cię?
– Nie, nie… zaraz mam autobus.  – odparł od razu chłopak, szybko pakując do ust jedzenie.
Wiedział, że architekt nie odpuści mu i nie może zostawić nic na talerzu. Szybko więc zjadł i wyszedł do korytarza po kurtkę i plecak, do którego wrzucił pudełko  z kanapkami.
– Jak coś, to zadzwonię. – powiedział, narzucając na siebie kurtkę i podchodząc do blondyna. – Dzięki za kanapki… – dodał, przesuwając spojrzeniem po twarzy mężczyzny.
Anthony  odstawił kubek i położył dłoń na biodrze chłopaka, przyciągając go do siebie.
– Nie ma za co… – szepnął zbliżając  się ustami do jego warg.
Przeciągając chwilę pocałował go mocno , zasysając się na jednej z warg.
– A jak się czujesz…? – zapytał cicho, zsuwając dłoń na jego pośladki, które momentalnie się spięły – Wymęczyłem cię w nocy, mmm? Nic cię nie boli? – zapytał, z przyjemnością obserwując, jak policzki Theo nabierają kolorów.
Chłopak zacisnął dłonie na ramionach Anthonego i odwrócił wzrok.
– Nie… – mruknął pod nosem zawstydzony – Wszystko… okej. – dodał, czując na pośladkach gorącą dłoń. – Spóźnię się na autobus…
Anthony przycisnął go do siebie mocniej.
– Najwyżej cię odwiozę. – odparł od razu architekt i wcałował się w jego usta mocniej.
Theo już po chwili zaplótł ręce na szyi mężczyzny i oddał pocałunek. Wiedział, że nie przegada mężczyzny, zresztą nawet tego nie chciał.

*

Ethan pożegnał się z ludźmi z roku i ruszył na parking, gdzie zostawił samochód. Nim do niego doszedł w kieszeni rozdzwoniła się jego komórka. Nawet jej nie wyciągnął wiedząc, że to matka. Nie chciał ani z nią rozmawiać, ani jej widzieć. Przez ostatnie dwa dni wydzwaniała do niego niemal bez przerwy, raz nawet była w domu Keitha chcąc nastraszyć go i zabronić im się spotykać.
Ale tym razem Ethan jej nie ulegnie. Postanowił to i nie zmieni zdania. Nie chciał być jej marionetką, chciał żyć w końcu normalnie  i szczęśliwie. Postanowił odciąć się od przeszłości – od rodziców i od Anthonego, który zresztą i tak miał swoje życie. Poza tym miał teraz Keitha.
Nigdy nie pomyślałby, że to właśnie w nim będzie miał takie oparcie. Mężczyzna troszczył się  o niego, interesował się i chociaż Ethan był zdania, że tego nie potrzebuje, nie był aż tak niewdzięczny. Umiał docenić to, co rzeźbiarz dla niego robił.
Kiedy dojechał do kawalerki i wszedł na górę, ku swojemu zaskoczeniu dostrzegł  czekającą pod drzwiami matkę.
– Witaj, Ethan. – powiedziała wyniośle i spojrzała krytycznie na jego postać.
Student mógł się założyć, że myśli teraz  tylko i wyłącznie o tym, jak okropnie wygląda w obcisłych dżinsach i powyciąganym swetrze. Ale najważniejsze, że jemu się podobało, zresztą nawet Keith twierdził, że wyglądał w tym świetnie. Matka nie musiała.
– Cześć. – prychnął lekko, zauważając kolejną oznakę niezadowolenia na wypudrowanej twarzy kobiety.
‘Cześć’? Nigdy tak się nie zwracał do rodziców, nie takim lekceważącym tonem.
– Coś się stało? – zapytał dziwnie spokojny i wyciągnął z torby klucze.
Nie myślał nawet, że mógłby być tak rozluźniony na pierwszym spotkaniu po tamtej kłótni. Ale nie zależało mu już na jej aprobacie. Czasami wręcz łapał się na tym, że całą uwagę przeniósł na Keitha. To jego zdanie się teraz dla niego liczyło, jego aprobata i uwaga. I Keith to doceniał, i zauważał.
Gdy otworzył drzwi, wpuścił kobietę pierwszą do środka i zamknął za nią drzwi.
– Tak. Chcę żebyś wrócił do domu. – odparła Catherine zimnym tonem, zaciskając dłonie na rączkach torebki.
Chłopak odwiesił kurtkę na wieszak i ściągnął ciężkie buty.
– To mamy problem, bo ja tego nie chcę. – odparł spokojnie, wskazując skinieniem ręki czerwony fotel.
Catherine zniesmaczonym wzrokiem obrzuciła jeszcze wnętrze pomieszczenia i po chwili usiadła na brzeżku fotela, kładąc torebkę i dłonie na złączonych kolanach.
Ethan przeszedł do barku i wyciągnął z niej butelkę wina i dwa kieliszki. Jeden z nich postawił przed matką i zaraz go napełnił. Sam rozsiadł się na fotelu naprzeciwko niej i wlewając wino do własnego kieliszka, spojrzał na kobietę z uwagą.
Jak zwykle elegancka i wyniosła, sięgnęła po kieliszek, i wzięła mały łyk. Oczywiście od razu po jej minie zauważył, że wino jej nie smakuje i czerpał z tego jakąś nieokreśloną przyjemność. Aż korciło go, by wyjąć papierosy i zapalić jednego. Przy niej. Wydmuchać dym prosto w jej stronę.
– Myślę, że pora najwyższa, żebyś przestał się wygłupiać. – syknęła kobieta przez zaciśnięte zęby – Zupełnie cię nie poznaję. Nie takiego Ethana wychowaliśmy z ojcem.
Ethan prychnął lekko.
– Może nie uwierzysz, ale taki właśnie jestem. – odpowiedział, czując nagłe ukłucie bólu w piersiach – Jeżeli przyszłaś mnie krytykować, to możesz już iść, nie chcę tego słuchać. – niemal warknął.
– Ethan!
Chłopak wstał z fotela i pochylił się nad kobietą.
– Bardzo mi przykro, ale wydaje mi się, że dałem wam wystarczająco dużo czasu. – powiedział cynicznie i  zaraz odszedł pod bibliotekę, jakby chciał możliwie jak najbardziej oddalić się od matki. – Idź już.
Kobieta jednak nie zamierzała wyjść, wręcz przeciwnie. Rozpięła beżowy płaszczyk i odłożyła na bok torebkę. Wyczuła wahanie chłopka i złapała to jako dobrą monetę, szansę, by ponownie okazać mu swoją  wyższość.
– Nie wrócę bez ciebie. – odparła krzyżując nogi w kostkach – Nie zapominaj kim jesteś.
Ethan zacisnął pięści.
– Nie zapominam. – odparł butnie, czując się osaczony – I Ty też nie zapominaj. Jestem Ethanem Linwoodem, dziedzicem waszego pieprzonego majątku, studentem na Uniwersytecie w Denver, no i przede wszystkim gejem, co chyba wyjątkowo wam przeszkadza.
– Nie jesteś gejem. – zbyła go kobieta i posłała mu pewne siebie spojrzenie.
Chłopak zacisnął zęby. Nie musiał z nią rozmawiać, ani kłócić. Wiedział, że sama jej obecność i spojrzenie, mogą go zrównać z ziemią i pozbyć całego animuszu.
– JESTEM gejem. – podkreślił, zakładając ramiona na piersi.
– Dobrze… do tego możemy wrócić później. – powiedziała Catherine – Po drugie, Ethan, jak ty wyglądasz? Wpuścili cię na uniwersytet w takim stroju? – zapytała jak gdyby nigdy nic.
Ethan coraz bardziej zły, zaczął już niemal wbijać palce w ramiona.
– Tak, wpuścili. – odparł niemal natychmiast – Są chyba nawet bardziej tolerancyjni niż wy. Ba! Wiedząc, że jestem gejem nawet mnie nie skreślili z listy. Uwierzysz?
– Powiedziałeś im…?
– A co, boisz się o swoje dobre imię? – prychnął chłopak – Nigdy tego nie ukrywałem.
Catherine odetchnęła płytko. Ona starała się to zawsze trzymać w tajemnicy, by nie narazić się na przykrości ze strony towarzystwa.
– Rozumiem, że chciałeś się wybić z to…
– Z niczego nie chciałem się wybijać! – niemal krzyknął chłopak – Jestem gejem, nie chorym na trąd człowiekiem, ani głupim smarkaczem chcącym wyróżnić się od reszty!  Kiedy to w końcu zrozumiesz, do cholery?! – dodał zdenerwowany.
Catherine posłała mu  kolejne, chłodne spojrzenie.
– Po trzecie, jak się do mnie odzywasz? – zapytała chłodno, zauważając jak od razu z Ethana schodzi złość. – Nie zapominaj o szacunku, jaki należy się rodzicom. – dodała.
Ethan zmełł w ustach kolejną odpowiedź. Z przerażaniem zauważył, że znowu zaczyna jej ulegać. O ile na początku był jeszcze pewny siebie i rozluźniony, tak teraz niemal wbijał się plecami w regał za sobą, jakby się jej bał. A przecież tak nie było. Już nie, powtórzył w duchu i zacisnął wargi.
– Mam szanować ciebie, chociaż ty wcale nie szanujesz mnie? – prychnął w końcu – Idź już, czekam na kogoś.
Catherine uśmiechnęła się wymuszenie i poprawiła na fotelu.
– Kochanie, – zaczęła – ja chcę dla ciebie jak najlepiej. Przecież wiesz… – dodała nieco łagodniej – Jestem twoją matką, to oczywiste, że cię szanuję, dbam o ciebie i wskazuję właściwą drogę.
Chłopak spojrzał na nią uważniej.
– Która według ciebie, koliduje z drogą, którą sam chcę sobie wybrać. – dodał, oddychając głęboko.
– Właśnie, wybrać. – powtórzyła podnosząc się z miejsca – Widzisz, wybór zawsze należy do ciebie. Ale zawsze gdy wybierzesz źle, możesz porzucić obrany kierunek.
Ethan poczuł się osaczony. Z jednej strony wiedział, że mówiąc o drodze, matka ma na myśli jego orientację, niewłaściwą orientację. Ale z drugiej, jej łagodny głos działał na niego niemal hipnotyzująco.
– A my, rodzice, jesteśmy po to, by pomagać swoim dzieciom… – zaczęła podchodząc do niego.
– Dlaczego tak bardzo ci to przeszkadza? – zapytał, wpatrując się w jej oczy.
– Przeszkadza? – zapytała kobieta, udając zaskoczenie – Ja tylko nie chcę byś cierpiał. Wiesz, jacy są mężczyźni. – powiedziała, ujmując jego dłoń. – Są zakłamani, interesowni i zależy im tylko na jednym.
– Nie wszyscy są tacy. – odparł od razu Ethan.
– Kogo masz na myśli? Haywarda? – podsunęła Catherine, nim chłopak zdążył odpowiedzieć – Na pewno zainteresuje cię fakt, że wziął ode mnie pieniądze, by cię uwieść i złamać ci serce. – powiedziała spokojnym tonem, ujmując w dłoń twarz chłopaka.
Ethan patrzył na nią przerażony. Nie wierzył, że tak łatwo jej ulegał, że po prostu jej nie odepchnął i nie wyrzucił. Ale jak mógł to zrobić? W końcu to jego matka.
– Co ty opowiadasz? – jęknął, czując jak ramiona kobiety zaciskają się wokół niego.
– Taka jest prawda. Ten człowiek za pieniądze zrobi wszystko. – podsunęła mu kobieta.
– Przestań… Keith nie jest taki. – wydusił z siebie Ethan, czując jak zapach perfum kobiety mąci mu w głowie. – Poza tym… zapłaciłaś mu, by mnie skrzywdził? Jak mogłaś… – jęknął, czując pieczenie oczu.
– Chciałam, żebyś zrozumiał… Kocham cię, synku.
Ethan resztkami silnej woli odsunął kobietę na odległość ramion.  Chciał się od niej uwolnić, jej ciepło i bliskość nie pozwalały mu się skupić, pozbawiały go całego zdecydowania.
– Przestań to robić… – wydusił z siebie – Przestań kłamać i wymyślać intrygi. – dodał, jednak jej ciepłe spojrzenie po raz kolejny rozproszyło jego złość. – Keith nie zrobiłby tego… ostatnio przyszedł, wdrapał się na mur… dla mnie…
– Kochanie, po co innego miałby to robić jak, nie dla pieniędzy? Przecież nie łączyło was nic oprócz… – zawiesiła głos.
– A twoja rozmowa z Jimem?
– Była zaaranżowana, wszystko później też. Dziewczyna z pieniędzmi, podobna do jego zmarłej żony… Zresztą nawet nie wpłacili żadnej kaucji… to wszystko była gra. – tłumaczyła mu łagodnie kobieta. – Naprawdę myślisz, że Jim zapomniałby zamknąć bramę, nim przyszedłby do mnie?
Po tych słowach Ethan musiał przyznać kobiecie rację. O ile jeszcze przed kilkoma chwilami nie wierzył w ani jedno jej słowo, teraz zauważał, że wszystko co mówi brzmi logicznie.
– Zauważyłeś na pewno, że pozbył się jej rzeczy z domu… Nie ciekawi cię, czemu nadal nie zdjął obrączki? – podsunęła.
Chłopak wstrzymał aż oddech. Co jeżeli mówiła prawdę? Nie mogłaby kłamać, wiedziała przecież wszystko, począwszy od tej ich umowy na seks, a skończywszy na obrączce. Ale jak mogła? Wynajęła go, by go zranić? Czy tak powinna postępować matka? I jak w ogóle mógł dać się nabrać na coś takiego…? Jak mógł wmawiać sobie, że łączy ich coś więcej? Ostanie  dni były dla niego jednymi z lepszych i zaczynał chyba przywiązywać się do rzeźbiarza.
– To niemożliwe… – mruknął pod nosem, starając się wyrzucić z siebie ogarniające go wątpliwości. –  W końcu to on ostrzegał mnie przed tą terapią. Powiedział mi, że…
W końcu matka nie raz już pokazała na co ją tak naprawę stać. Nie była osobą,  której można było wierzyć, jednak z drugiej strony, przedstawiony przez nią scenariusz tak bardzo do niej pasował. Ona mogłaby to zrobić bez mrugnięcia okiem.
– Ethan… – dodała miękko Catherine i pogłaskała go po policzku. – Żadnej terapii miało nie być…. Zrozum, to wszystko było częścią planu.
Chłopak zacisnął tylko wargi. Miał już dość, nie rozumiał co ostatnio dzieje się z jego życiem, dlaczego wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Nie wiedział już kto mówi prawdę, które uczucia są prawdziwe, a które są tylko grą, komu powinien ufać. Logika podpowiadała mu, że matka niekoniecznie mówi prawdę, ale zaraz podsuwała stereotyp dobrej matki, która dba o swoje dzieci. Dlaczego tak się na to uparł? Dlaczego po tylu jej chorych akcjach nadal w to brnął?
– Idź już… – jęknął, czując, że jeszcze chwila i się rozklei z bezsilności. – Idź, zadzwonię później. – dodał nim wyminął ją i ruszył do łazienki.
Dopiero kiedy usłyszał jak zamyka drzwi, odważył się wyjść. Marszcząc brwi, przeszedł do łóżka, na którym zaraz się położył i skulił ciasno.
Cały czas powtarzał w myślach, że matka kłamie, że Keith jest tym dobrym facetem, jednak było już chyba za późno. Ziarno zostało zasiane, a uczucie upokorzenia i goryczy zaczęło rosnąć w nim w  zastraszającym tempie.  Co tak właściwie wiedział o Keithcie? Nagle zdał sobie sprawę z tego, że naprawdę niewiele.
Najgorsze było to, że zaraz miał przyjść. Że wejdzie tu,  zdominuje całą swoją osobą jego mieszkanie, że patrząc na jego ręce będzie myślał o tym jak go dotykały. I tak nie mógł zebrać myśli, a obecność rzeźbiarza wcale mu w tym nie pomoże.
A może nie przyjdzie? Może matka już zadzwoniła do niego? Zapłaciła za zlecenie i mężczyzna zostawi go samemu sobie, odejdzie bez słowa.
Minuty wlekły się jedna za drugą i chociaż nie wiedział dokładnie, która jest godzina, miał wrażenie, że jest już późno. Że Keith już nie przyjdzie.
Ale po co miał przychodzić? Już teraz Ethan wiedział, że to spotkanie skończy się kłótnią, bo jak inaczej mogłoby? Poza tym, musiał jakoś sobie ulżyć. Chociaż teraz był apatyczny, gdy Keith stanie w drzwiach, niewątpliwie nabierze sił, by się z nim kłócić. By oskarżać go o kłamstwa i zdradę, za którą uważał przyjęcie zlecenia matki.
Ale czy to nie brzmiało irracjonalnie? – pomyślał, przesuwając dłonią po satynowej, wiśniowej pościeli. Czy znowu nie daje się zwieść matce? Zmanipulować?
Po chwili podniósł się z łóżka i podszedł do stolika. Szybko przechylił kieliszek, wypijając do dna cierpkie wino. Następnie wyciągnął papierosa i zapalił jednego. Zajmując miejsce w czerwonym fotelu, wbił spojrzenie we drzwi. Z każdą upływającą chwilą stawał się coraz bardziej zdenerwowany i wściekły na rzeźbiarza.
Jak mógł mu to zrobić?
Kiedy w końcu po dłużącym się czasie, Keith stanął w progu jego kawalerki, był już lekko wstawiony.
– Widzę, że zacząłeś beze mnie.  – zażartował mężczyzna, odwieszając płaszcz i podchodząc do fotela w którym siedział chłopak.
Ubrany w garnitur, wyglądał wynioślej i pewniej, i gdy tylko pochylił się nad Ethanem, chłopak odepchnął go mocno ręką.
– Nie dotykaj mnie… –  warknął.
Keith uśmiechnął się do niego lekko i pogłaskał po głowie.
– No przepraszam, spóźniłem się. – powiedział lekko – Po prostu spotkanie z klientem się przedłużyło.
Chłopak zaśmiał się  rozgoryczony.
– Klientem? – prychnął – Kolejnego okłamujesz, udając   nieszczęśliwego po śmierci  żoneczki faceta? – zapytał ironicznie.
Keith zmarszczył brwi i  odsunął od studenta.
– O czym ty mówisz Ethan? – zapytał nic nie rozumiejąc.
– Wiem wszystko! – krzyknął chłopak unosząc się z fotela – Wiem! – warknął, uderzając go ręką w tors.
Mężczyzna złapał go za nadgarstek i przysunął się niego.
– Co takiego wiesz? – zapytał, mając już złe przeczucia.
– Wszystko mi powiedziała… Ty podły chuju! Jak mogłeś?! – krzyknął, uderzając go drugą ręką – Za ile to zrobiłeś?!
– Ale co, Ethan?
– Przestań w  końcu robić ze mnie kretyna i powiedz ile ci zapłaciła, żebyś mnie tak upokorzył, co? No ile? – wykrzyczał mu w twarz.
Keith unieruchomił dłonie chłopaka i zacisnął mocno szczękę.
– Była tu, tak? – zapytał jeszcze spokojnie – Miałeś z nią nie rozmawiać, doskonale wiesz jaka z niej manipulatorka…
Ethan prychnął jak rozwścieczony kot.
– Przestań się wykręcać i zwalać winę na nią… Wierzyłem ci jak ostatni naiwny…
– Ethan uspokój się, po co miałbym cię oszukiwać?
– A dlaczego byś nie miał? – zaśmiał się chłopak wyrywając ręce z uścisku.
Ethan odsunął się od Keitha i sięgnął po kieliszek, który zaraz mężczyzna mu wyrwał i odstawił na stolik.
– Może wystarczy już co? I tak gadasz od rzeczy. – warknął.
– Przestań mówić mi co mam robić! – krzyknął chłopak – Mam tego dość! Wszyscy jesteście tacy mądrzy! Rzygam już tym! – dodał, posyłając mężczyźnie wściekłe spojrzenie.
Rzeźbiarz przetarł twarz rękoma. Jak mógł przypuszczać, że Catherine da im , a przede wszystkim Ethanowi, spokój? I jak Ethan dał się ponownie jej zwieść? Przecież przez ostatnie dwa dni był taki zdeterminowany, by się odciąć od tej toksycznej kobiety.
– Nic nie mówisz… – zaśmiał się szyderczo szatyn – Po co w ogóle tu przylazłeś? Pośmiać się ze mnie, kpić? Tak ci się podoba widok upokorzonego, naiwnego gówniarza? – dodał wpadając w  czarny humor.
Keith podszedł do niego ponownie i oparł dłonie na jego ramionach.
– Ethan… Przestań… Jak możesz nadal jej ufać? Po tym wszystkim co ci zrobiła… – powiedział powoli, mając nadzieję, że chłopak zaraz się uspokoi. Nie chciał go stracić z powodu intrygi tego głupiego babsztyla.
– A ty co mi zrobiłeś, co?
– Przestań już! Nigdy nie wziąłem od niej żadnych pieniędzy… zawsze chciałem cię przed nią chronić!
– Nawet obrączki nie zdjąłeś… – zaśmiał się Ethan, zupełnie nie słuchając mężczyzny – Dlaczego, hm? Powiem ci.. bo jesteś zakłamanym kutasem… z drugiej strony to śmieszne…
– Więc o obrączkę ci chodzi? – warknął rzeźbiarz i szybkim ruchem ściągnął ją z palca, po czym odrzucił na podłogę, a  złoty krążek zatonął w długim włosiu dywanu – Pasuje?! – krzyknął zdenerwowany – Co mam jeszcze zrobić, żebyś mi uwierzył? Przestać chodzić na cmentarz? Sprzedać dom,  w którym z nią mieszkałem, zmienić nazwisko, żeby nie kojarzyło ci się z jej nazwiskiem? Czego jeszcze potrzebujesz?!
– Oczywiście, że nie pasuje!  Daruj sobie…
Keith zdenerwowany podszedł jeszcze bliżej chłopaka.
– Mam sobie darować? – zawołał – Nie ma mowy, słyszysz? Kiedy w końcu to zrozumiesz?!
Ethan odsunął się od niego.
– Wynoś się stąd. – warknął – Wynoś. Się. Stąd…! I nigdy nie wracaj. Mam już was wszystkich dość! Waszych kłamstw i intryg! Jak mogłem myśleć, że jesteś uczciwy, że…
Rzeźbiarz odetchnął głośno.
– Tak? I co, pojedziesz na tę pieprzoną terapię, a później będziesz idealnym syneczkiem w garniturze? Poślubisz jakąś panienkę z wyższych sfer i będziesz miał z nią dzieci?
– To nie twoja sprawa! – krzyknął chłopak – Będę tym, kim będę chciał i wam nic do tego! A tobie szczególnie!
Keith zacisnął pieści i po chwili usiadł w fotelu.
– Nigdzie stąd nie wyjdę, dopóki się nie uspokoisz i nie porozmawiasz ze mną normalnie. – postanowił, łapiąc za paczkę papierosów chłopaka i podpalając jednego.
Ethan zmierzył palącego mężczyznę spojrzeniem.
– Bardzo dobrze. – syknął ruszając do drzwi i ubierając kurtkę – Świetnie! Nienawidzę cię, wiesz…?
Mężczyzna uniósł się z fotela i podszedł do niego.
– To twój problem, nie mój. – powiedział  stanowczo, mając nadzieję jednak że chłopak mówi tak tylko pod wpływem złości – I nie waż się do niej wracać. Nie waż się też iść do klubu, tylko się dowiem, że tknął cię ktoś inny… – wycedził przez zęby, dobrze wiedząc, że Ethan mógłby szukać pocieszenia u jakiegoś mężczyzny.
Chłopak tylko zaśmiał się kpiąco i wyszedł z mieszkania, trzaskając drzwiami.
Podły nastrój towarzyszył mu aż pod apartamentowiec Anthonego. Nie wiedział po co dokładnie to robi, bo chyba wino które wypił zamroczyło nieco jego zmysły. Ale czy nie był już wystarczająco upokorzony? Jeden wstyd w tę czy we w tę nie zrobi już mu różnicy.

Anthony wrócił z pracy zupełnie wyczerpany. Zebranie dłużyło się jak zwykle i może to szczeniackie, ale przez cały czas jego trwania myślał o Theo. Oczywiście zebrał kolejną naganę ze strony swojego wspólnika, ale co mógł na to poradzić? Był tak zakochany w chłopaku, że mimowolnie odpływał w fantazje o nim. Wiedział, że Theo jeszcze nie ma w domu, więc nawet się do niego nie spieszył tak właściwie.
Nie zdążył jednak zamknąć za sobą drzwi i rozebrać się, gdy ktoś w nie zapukał.
Gdy tylko je otworzył, Ethan wpadł do środka i popchnął go na ścianę.
– Ethan…? – wydusił z siebie zaskoczony Anthony – Świetnie, że jesteś. Zastana…
– Kocham cię. – wyznał chłopak szybko – Kocham cię, Anthony. – powtórzył zaciskając zęby i wbijając mgliste spojrzenie w blondyna.
Anthony wpatrywał się w zaskoczeniu w oczy chłopaka. Po chwili zwilżył usta językiem, nie wiedząc nawet jak bardzo to podnieca szatyna.
Co miał mu powiedzieć? Przecież był z Theo.
– Przecież wiesz, że ja kocham Theo… – powiedział miękko, nie chciał ranić Ethana,w  końcu byli przyjaciółmi.
– Wiem… – szepnął chłopak, czując pieczenie oczu – Ale czy to oznacza, że ja nie mogę kochać ciebie…? – zapytał, opierając dłonie o jego tors.
– Nie… chyba nie… – wydusił z siebie architekt i powoli pogładził chłopaka po ramionach – Przepraszam, Ethan. – dodał z przerażeniem zauważając, jak oczy chłopaka zaczynają łzawić. – Nie płacz… – szepnął, ujmując jego twarz w dłoń i unosząc ku sobie. – Nie ma powodów do płaczu…
Ethan pociągnął nosem.
– Jak nie ma… jesteś z nim… A to ja byłem pierwszy… – wydusił z siebie – Dlaczego nigdy nie dałeś mi szansy? Przecież wiedziałeś, musiałeś wiedzieć…
Anthony nie wiedział co ma powiedzieć chłopakowi..
– Przepraszam… – powtórzył, gładząc go kciukiem po policzku – Nie chciałem cię zranić… – dodał.
Jeszcze zanim poznał Theo, często zachowywał się wobec Ethana dwuznacznie i to była pewnie jego wina. Ale czy oni obaj wtedy nie zachowywali się niewłaściwie? W klubie, po alkoholu zachowywali się jak para. Ale to było już tak dawno, że on sam niemal o tym zapomniał. Nie przypuszczał nawet, że mógłby rozkochać tym w sobie Ethana. Zwłaszcza, że wiedział jak często student zmieniał partnerów.
Nie miał pojęcia, jak mógłby pocieszyć chłopaka, więc przytulił go do siebie lekko.
Dla Ethana jednak to było za mało. Przechylając głowę wpił się w jego usta i wepchnął język do ich wnętrza. Zadrżał aż i jęknął głośno, czując jak kręci mu się w głowie z podniecenia i przyjemności. Tak bardzo tęsknił za tymi pocałunkami.
Anthony szybko oderwał od siebie chłopaka i spojrzał na niego marszcząc brwi.
– Przestań. – dodał cicho – Nie rób tego więcej, dobrze wiesz, że jestem z Theo.
Ethan wychylił się i cmoknął go szybko w usta.
– On nie musi o niczym wiedzieć. – szepnął, nagle zdając sobie sprawę  z tego, że mógłby się nawet ukrywać, byle mógłby być z nim czasem.
– O czym ty mówisz…? Ethan. – jęknął mężczyzna – Nigdy nie zgodziłbym się na coś takiego. Dobrze wiesz. – powiedział, zupełnie nie wiedząc co takiego wyobrażał sobie chłopak. Że mógłby zdradzać Theo?
Theo stał sparaliżowany przy windzie. Przez otwarte drzwi słyszał wszystko, co mówili obaj mężczyźni, którzy do tej pory go nie zauważyli. Serce waliło mu jak dzwon ale pomimo słów Anthonego, zaczynał się bać, że jednak blondyn może go zostawić. W końcu Ethan był pewnie o niebo od niego lepszy. Miał rodzinę, pochodził z wyższych sfer i studiował na najlepszym uniwersytecie w mieście. W dodatku, gdy widział, jak Ethan go obejmuje, jak go całuje, był wściekły i strasznie zazdrosny. Nie chciał, by ktoś inny dotykał Anthonego. Chciał ujawnić swoją obecność, nakrzyczeć na Ethana, ale nie miał odwagi. Jedyne na co było go stać to przysłuchiwanie się rozmowie i zaciskanie pięści.
Ale może nie powinien? Może powinien zostawić to Anthonemu? Nie wtrącać się, w  końcu to sprawa pomiędzy nimi? Tylko tak bardzo go bolało, to że dotyka innego mężczyznę.
Drżącą ręką przesunął po panelu, by przywołać ponownie którąś z wind. Wstrzymał aż oddech, by nie zostać przez nich zauważonym. W ogóle żałował, że widział cokolwiek.
Kiedy nadjechała winda otworzyła się z głośnym sygnałem, a on wpadł do niej i szybko nacisnął przycisk zamykający drzwi.
Nie słyszał już jak Anthony odpycha chłopaka.
– Nie idź za nim, Anthony… – zawołał Ethan – Proszę. – dodał, wychodząc za nim na korytarz.
Anthony zdenerwowany, nacisnął szybko przycisk od drugiej windy.
– Jak mam za nim nie iść…? Ethan…! – powiedział niecierpliwie dociskając guzik – Przepraszam, że tak wyszło, ale to jego kocham. Zrozum. – dodał wskakując do windy.
Chłopak bez zastanowienia wszedł za nim.
– Anthony… – jęknął – Zobacz tylko… widział jak cię dotykam, całuję…. Nic nie zrobił.. – podsunął mu, chociaż nie był pewien, jak długo chłopak ich obserwował. – Gdyby mu zależało, po porostu podszedłby i uderzył mnie, jak prawdziwy facet… A on? Ucieka… – prychnął, wyciągając rękę w kierunku twarzy architekta.
– Jemu zależy, Ethan. – powiedział twardo mężczyzna, odsuwając się od niego  – Co ty możesz o nim wiedzieć, co? – dodał, jednak zaraz spuścił nieco z tonu, bo nie chciał być wobec niego nieuprzejmy . – Ja wszystko mogę zrozumieć, ale nie mieszaj się w moje życie. Nie w ten sposób. – powiedział wychodząc z windy i ruszając szybkim krokiem ku wyjściu.
Theo zauważył dopiero, gdy wyszedł poza ogrodzenie osiedla. Przyśpieszył bardziej, nie zwracając już uwagi na Ethana.
– Theo, zaczekaj! – zawołał, widząc, jak chłopak przechodzi przez ulicę i ruszając w ślad za nim.
Dopiero rozrywający pisk opon zatrzymał ich wszystkich.

Reklamy

16 thoughts on “Till We Are Vol. 2 Ch.07

  1. Witam,
    ta kobieta to mnie przeraża, szkoda, że Keith wcześniej nie wyznał Ethanowi, że chciała zapłacić mu za uwiedzenie jego… Ethan pragnie troski i miłości, dlatego wciąż wierzy, a to co zrobił.. Theo trzeba było podejść i walnąć Ethana, a ta końcówka.. proszę niech nie będzie to co myślę…
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie

  2. DZięki za kolejny rozdział.
    Wypadek, szpital, oskarżenia, watpliwości i tyle jeszcze tych emocji w tak małej przestrzeni, kolejnego odcinka.
    Cóż, napiszę, że podoba mi sie tutaj Keith. Jest taki stanowczy, pewny i nieustępliwy. Szkoda mi go troszkę, dlatego, że ładuje się w coś z tak wielkim dzieciakiem. Przecież Ethan mimo odpowiedniego wieku, jest małym rozpieszczonym dzieckiem, któremu się należy … to co ON chce. A chce akurat, Anthonego.
    Mam nadzieję, że Theo będzie miał okazję szybko powiedzieć, ze kocha. Że wreszcie jego demony z przeszłości zostaną gdzieś w tyle, schowają się głęboko. Tak aby chłopak mógł zacząć żyć, tak jak chce.
    Dlaczego bohaterowie gdy komus bliskiemu coś się dzieje, zauważają co złego zrobili, chcą poprawić swoje postępowanie??? Czy świadomość smierci, otwiera serce i rozum???

    OJ, podobała sie kolejna część, jak i cała druga seria. Teraz tylko świadomość, że muszę czekać tydzień na kolejną część:(
    Pozdrawiam cieplutko, wena seksownego ale również motywującego do pracy…życzę:)
    Beata

    1. Och! W końcu ktoś, kto zauważa, ze Ethan nie jest taki świetny i w ogóle… ach! xD Ale kto wie, może dorośnie dzięki Keithowi? O ile mężczyzna z nim wytrzyma.
      No myślę, że jeżeli Anthony będzie cały, to Theo nie zmarnuje już ani sekundy. Tak to zazwyczaj jest, że dopiero gdy możemy coś stracić, to dostrzegamy ile to jest warte. :C

      Bardzo się cieszę i mam nadzieję, że dotrwasz do końca ze mną i z bohaterami mojego opowiadania.
      Dziękuję i również gorąco pozdrawiam. <3

  3. Tylko nie Ethan! Nie mam nic przeciwko, żeby to był Theo i skończył marnie. Wiem, okropna jestem, ale nie znoszę tego matołka. Baba z niego, a nie facet. Niech sobie Anthony innego znajdzie, a Ethan musi być z Keith’em, bo pasują do siebie idealnie. Szkoda, że znów Ethan uwierzył matce i pognał do tego architekta… Ma przy sobie świetnego faceta, a ogląda się za jakimś typkiem co gustuje w przybłędach.

    Mam pytanie do autorki opowiadania: napisałaś już to opowiadanie do końca? Taka ciekawa jestem czy Ethan będzie z Keith’em, że chyba nie wytrzymam… Jak dla mnie to reszta opowiadania mogłaby być tylko o nich. Stworzyłaś ich obu genialnie, po prostu mistrzostwo!

    Życzę weny i pozdrawiam :)

    1. Ojej~~~Ciekawe co na to Anthony! xD
      Jeju, mój biedny Theo, dobrze, że chociaż ja i Anthony go kochamy. xD
      No i masz chyba racje, że Ethan idealnie pasuje do Keitha, tylko jak długo rzeźbiarz będzie znosił takie akcje chłopaka…? Bo jego to też pewnie wiele kosztuje, jak raz Ethan jest z nim, a zaraz znowu przeciw niemu… Miejmy nadzieję, że się niedługo opamięta ten student, bo jak nie to marną mu wróżę przyszłość. Nawet Keith ma jakąś granicę cierpliwości…!

      Ha ha ha~! Wiesz, ja kocham Was wszystkich, za to, że czytacie moje opowiadanie i komentujecie, ale chyba nie myślisz, że zdradzę Ci czy będą razem czy nie… ;p I dziękuję, cieszę się, że ich lubisz, ale jak już mamy drugą parę to wszystkie wątki trzeba doprowadzić do końca, mmm? Mam nadzieję, że ich jednak zniesiesz.
      Dziękuję i zapraszam już jutro na kolejny rozdział. ^ ^
      Trzymaj się cieplutko i nie daj się podłej pogodzie! <3

  4. Przeczytałam, twoje opowiadanie w 2 dni i naprawdę mi się bardzo podobało. Bardzo mocno mnie wciągnęło. Teraz jestem smutna, że przeczytam to co już dostępne. Tym bardziej, że skończyło się w takim momencie:( No. nic pozostaję tylko czekać
    Chciałabym cię tylko zapytać czy dodajesz regularnie, czy nie?

    Pozdrawiam i życzę weny
    matoko

    1. Witaj matoko C:
      Miło mi, że dajesz o sobie znać i ~hohoho~~~Tyle czasu poświeciłaś przez te dwa dni na moje opowiadanie~~~ Dziękuję!
      Rozdziały Till We Are ukazują się co piątek, o każdych zmianach czy innych ważnych (lub nie) sprawach informuję w oddzielnych postach. C: A i zawsze na panelu bocznym bloga dodaję notkę, kiedy będzie kolejny rozdział. Jednak jeżeli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych rzeczach, ukazujących się na stronie, możesz go subskrybować (po prawej stronie na panelu jest takie okienko. Tam wpisujesz swój adres mailowy i zatwierdzasz, i załatwione).
      Mam nadzieję, że kolejny rozdział Ci wynagrodzi dzisiejsze zakończenie. C:
      A w czasie oczekiwania na ósmy rozdział, zapraszam do przeczytania miniaturki ‚ Ćmy i Anioły”, lub zaduszkowego bonusu. A jeżeli i to masz już za sobą to zakładka LINKI, tam znajdziesz dużo stron z opowiadaniami, które są warte uwagi. C:

      Dziękuję i pozdrawiam gorąco!

  5. Miałam zacząć od czegoś innego, ale… JAK MOŻNA KOŃCZYĆ W TAKIM MOMENCIE??? To powinno być zabronione, serio XD Przez ciebie będę się przez cały tydzień zastanawiać i zamartwiać, czy przypadkiem kogoś z nich ten samochód nie trzepnie. A może to być każdy, z całej trójki. A każdego z nich lubię na swój sposób i nie chciałabym, żeby któremuś z nich się coś stało. A mam jakieś cholernie złe przeczucie, że to Anthony’emu coś się stanie… No bo przecież Theo mógł już przejść przez ulicę, Anthony pobiegł za nim, nie patrząc na jezdnię i… Dobra, nie kraczę, bo jeszcze wykraczę…
    Początek słodziutki, a zakończenie kompletnie mnie rozwaliło. W ogóle to w tym rozdziale jakoś szczególnie stopniowałaś napięcie.
    Jak się pojawia matka Ethana, to za każdym razem szlag mnie trafia. Jak ja nie cierpię tej kobiety. A Ethan miał jej już nie ufać. No przecież ona łże w żywe oczy. Ale… skąd ona, u licha wiedziała to wszystko??? Wynajęła jakiegoś detektywa, żeby śledził jej syna, czy co? No i skąd wiedziała, że Keith się pozbył z mieszkania rzeczy żony? No po prostu ta kobieta jest nie możliwa. A Ethan zamiast uwierzyć Keithowi… urgh. Wyznał Anthony’emu swoje długo skrywane uczucia… I co ja mam o tym myśleć? Nie mam pojęcia, dlaczego to zrobił. Chyba nie myślał, że architekt ot tak zostawi Theo, którego kocha dla niego?
    Z niecierpliwością czekam na wyznanie Theo. Bo że kocha Anthony’ego jest pewne. Trzeba mu trochę więcej odwagi, bo tej mu chyba trochę brakuje…
    A Amber i Anthony… Mam wrażenie, że zachowują się jak jakieś rozkapryszone bachory. Mogliby schować dumę do kieszeni i się pogodzić. Przecież są rodzeństwem. Tak się po prostu nie godzi. Żadne z nich nie jest bez winy, ale widać żadne z nich nie kwapi się do przyznania do błędu, więc może to długo potrwać.
    Theo był taki słodziutki, jak się rano wstydził przed Anthonym, że był nagi c:
    Ale Ethan serio mógłby sobie odpuścić Anthony’ego, bo ten kocha Theo, a i on dla Keitha nie jest obojętny.

    „Samo wspomnienie tego co robil,i oblało jego ciało serią dreszczy kumulujących się w podbrzuszu.”- ten przecinek powinien być po „i”, bo ci wyraz rozdzielił. .
    „Nie żarli się już, jak na początku, jednak nadal panował między nimi sztywna atmosfera.”- „panowała”
    „Szybko więc zjadł i wyszedł do korytarza po kurtkę i plecak, do którego wrzucił pudełko kanapkami.”- „z kanapkami”.
    „Nie musiał z nią rozmawiać, ani kłócić.”- „się kłócić”
    „On mogłaby to zrobić bez mrugnięcia okiem.”- „ona”
    „- Przecież wiesz, że ja kocham. Theo”- czy ta kropka na pewno jest tu potrzebna?
    „Przeprasza, Ethan.”- „Przepraszam”
    „Serce waliło mu jak dzwon ale pomimo słów Anthonego, zaczynał się bać, że jednak blondyn może goi zostawić.”- „go”

    Pozdrawiam i życzę weny :)

    1. Aaaaa… wybacz, saki~ *tula* :3
      W sumie to całkiem logiczne, że może to być Anthony… ale… zobaczymy, tak jak , piszesz są aż trzy możliwości. A poza tym, może żadnej tragedii nie będzie i skończy się tylko lekka stłuczką i siniakami? C:
      Cieszę się, że udało mi się wystopniować napięcie. C:
      Catherine ma swoje sposoby, i chyba nie myślałaś, że tak łatwo odpuści chłopakowi. Po pierwsze Ethan jest jej jedynym dzieckiem, dziedzicem, a w dodatku to co robi, rzutuje na opinię o całej rodzinie. Nie wiem co chłopak miałby zrobić żeby się od niej uwolnić… No ale może już niedługo…?
      Myślę, że emocje wzięły górę, w dodatku to wino, które pochłania ostatnio w zatrważających ilościach musiało mu zakręcić w głowie… No i czy zaufa Keithowi? Kto wie, może to, co się stało w na koniec rozdziału zmieni jego sposób myślenia…? C:
      Niestety, rodzeństwo jak na razie nie ma chyba zamiaru się pogodzić. ;C

      Dziękuję za błędy! Już poprawione! <3.
      Pozdrawiam

  6. Pisk opon… mam nadzieje , ze to bedzie Ethan. Niech Antony zrozumie w kocu ze go zranil! Ale oczywiscie to bedzie Theo, An zrzuci wine na biednego dziedzica i s koncu biedny dziecic bedzie chcial sobie cos zrobic.. ehh moje wyobrazenia xd
    Damiann

    1. Ha ha ha! Ale to zabrzmiało „mam nadzieje , ze to będzie Ethan.’ xD
      Ale kto wie… Jednak wtedy i tak pewnie Anthony nie zostawiłby Theo… hm…
      Ale z drugiej strony, gdyby to Theo zginął pod kołami auta… Ach nie…. bo się tworzy mi taki mały łańcuszek samobójczy… ale teoretycznie trzeba jakoś zakończyć opowiadanie… hm…
      Nie, okej, poczekajmy lepiej do następnego piątku. C:

      Pozdrawiam Damiannie i trzymaj się ciepło, bo zimno się robi okropecznie. <3

  7. No kurczę… Nie można kończyć w takim momencie :c
    Ethan mnie już poważnie zaczyna denerwować tym swoim głupim zachowaniem. Jeszcze jak na początku jej wierzył, to było zrozumiałe, ale mógłby już dać sobie spokój.
    I biedny Anthony Y^Y On pewnie by chciał, żeby wszyscy byli szczęśliwi, jest taki kochaniuuuutki. Mam nadzieję, że przez Ethana nie popsują mu się kontakty z Theo. Według mnie zachował się wzorowo postawiony w takiej trudnej sytuacji.
    No to niecierpliwie czekam na kolejny rozdział!

    1. No przepraszam~~~ :3
      Ech… wiesz, w sumie jak tak postawię się w jego sytuacji to mu się nie dziwię wcale, że nikomu nie ufa, ani matce do końca (chociaż niewątpliwe kobieta potrafi nim łatwo manipulować), ani Keithowi tym bardziej. W końcu zawsze otaczała go siatka intryg i krętactw, ale jeżeli komuś się chce ufać, to raczej komuś bliskiemu. Na pocieszenie dodam, ze już niedługo i Bóg mi świadkiem, że ja jako jego moc sprawcza, zrobię z nim porządek! xD
      No właściwe Theo widział doskonale i słyszał ich rozmowę, więc może będzie miał tylko obawy co do tego, czy nie jest od Ethana w czymś gorszy… Ale czy Anthony pozwoli mu mieć długo jakiekolwiek wątpliwości? Nie oszukujmy się. Chyba kocha go jak wariat. C: Już niedługo, kochana! C:
      No chyba, że któryś z tego wesołego trójkącika właśnie zginął pod kołami rozpędzonego auta…

      Dziękuję za komentarz i życzę zdrówka, w te pochmurne listopadowe nastroje pogodowe! :3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s