Till We Are Vol. 2 Ch.12

Po zakończonym dyżurze Danny przebierał się powoli w szatni. Skomplikowana operacja, którą dzisiaj przeprowadził, udała się i był z siebie naprawdę zadowolony. Zwieńczeniem tego dnia  mogłaby być jeszcze dobra kolacja i może nawet kino. Od wieków nigdzie nie był, ani w  żadnej restauracji, ani w kinie, czy teatrze. A dzisiejszy dzień, który był nieco męczący, zalał go falą optymizmu i miał ochotę na nieco szaleństwa.
Kiedy zamykał szarą szafkę na kluczyk, wyciągnął z kieszeni telefon. Uśmiechnął się do siebie i wybrał numer kochanka, który według umowy miał już na niego czekać pod szpitalem.
– Hej, Aaron… – zawołał wesoło do słuchawki , gdy tylko mężczyzna odebrał – Jesteś już?
– Tak, czekam już od piętnastu minut. – odpowiedział mu, głęboki, chrapliwy głos, od którego dostawał dreszczy.
– Zawsze możesz po mnie wyjść… – zaśmiał się Danny, chociaż wiedział, że Aaron nie miał na to najmniejszej ochoty.
– Czekam przy samochodzie. – odparł mężczyzna, luźnym głosem.
– Wiesz, miałem dzisiaj świetny dzień… – zaczął lekarz, powoli wychodząc z pustego pomieszczenia na korytarz i kiwając  pielęgniarkom w  pożegnaniu głową, ruszył do wind. – Złożyliśmy pogruchotaną nogę. Mówię ci, była zmasakrowana, ale na szczęście uniknęliśmy  amputacji. – mówił żywo, wchodząc do windy.
– No… mój facet… – odparł półgłosem Aaron, a Danny wyobraził już sobie błysk jego granatowych oczu – Zawsze powtarzałem, że jesteś najlepszym chirurgiem w całym stanie. – zaśmiał się już lżejszym tonem.
– Ha ha ha! W każdym razie dzisiaj tak się czuję. – odparł pogodnie lekarz wysiadając na parterze i ruszając do drzwi. – Może skoczymy dzisiaj gdzieś na kolację? Albo do kina, na jakiś film?
– Mhm… możemy. Okej, widzę cię. Rozłączam się. – powiedział Aaron, a Danny dostrzegł już jego sylwetkę przy samochodzie stojącym na parkingu.
Ruszył w jego kierunku szybkim krokiem i po kilku chwilach stanął przed mężczyzną.
– Cześć… – wyszczerzył się do niego, wlepiając w  niego rozkochane spojrzenie.
Aaron był strasznie przystojnym mężczyzną i lekarz zawsze uważał, że ma wielkie szczęście, że byli ze sobą. Uśmiechnął się do niego lekko, jak miał w zwyczaju i pochylił w jego kierunku, by chociaż cmoknąć go w policzek na przywitanie. Blondyn zmarszczył szerokie, jasne brwi i odsunął się lekko.
– Danny… wsiadaj… – powiedział płasko, poprawiając stójkę w płaszczu i odwracając się do drzwi.
Lekarz odetchnął cicho, starając się nie dać zepsuć sobie humoru i obszedł samochód.
– Jeju… To jak, najpierw kino czy kolacja? – zaśmiał się, wsiadając i odwijając szalik z szyi.
– Może kino? – zapytał Aaron, ruszając z parkingu.
– No, a ty, jak wolisz? – dopytał pogodnie Danny, kładąc gorącą dłoń na ręce mężczyzny, leżącej na gałce od skrzyni biegów.
Aaron wzruszył tylko ramionami.
– Nie wiem, to twój dzień. – odparł i w końcu, ku uldze mężczyzny, splótł z nim palce – Chociaż nie  sadzę, by grali dzisiaj coś dobrego. Na pewno chcesz iść? – zapytał.
Danny uśmiechnął się lekko, czując jednak jak dobry humor zaczyna go opuszczać.
– Nie musimy, jeżeli nie chcesz…  – powiedział w końcu.
– To może po prostu kolacja? – zasugerował Aaron.
– Okej… to gdzie mnie zabierasz? – zaśmiał się lekarz.
– Równie dobrze mogę ugotować coś w domu, mm?
Danny zacisnął zęby. Rozumiał, że Aaron był szefem kuchni w jednej z lepszych restauracji, ale naprawdę miał ochotę gdzieś wyjść. Zabawić się w końcu, powłóczyć po mieście.
– Tak myślisz…? – zapytał w  końcu, nieco przygaszonym głosem.
– Pewnie. – odparł od razu mężczyzna i uniósł do ust jego dłoń, całując ją krótko.
Danny uśmiechnął się w jego stronę, po czym odwrócił twarz do okna, by ukryć swoje rozczarowanie.
Po raz kolejny zaczął powtarzać sobie, że przecież jest z Aaronem szczęśliwy. Byli ze sobą już od dłuższego czasu, mężczyzna był dobrym kochankiem i… Wszystko było okej. Byli szczęśliwi. Może sam nie był nigdy aż tak bardzo out, ale Aaron również nie. Mężczyzna był raczej bardzo powściągliwy, nigdy nie zażenował go żadnym gestem w miejscu publicznym, i pod tym względem chyba byli do siebie podobni.
Kiedy dojechali w końcu pod budynek, w którym mieszkał kucharz i wjechali do podziemnego parkingu, lekarz odepchnął od siebie głupie myśli. Aaron zatrzymał się na miejscu, po czym wysiedli z samochodu i ruszyli do wind.
Danny idąc obok, niemal zetknął się  z nim ramieniem, na co ten od razu odsunął się o kilka centymetrów.
Lekarz po chwili wahania złapał go za rękę.
– Danny… – szepnął mężczyzna, wysuwając dłoń z uścisku – Nie jesteś dzieckiem…
Lekarz zmarszczył się nieco.
– Masz rację, nie jestem. – westchnął tylko, spuszczając głowę i wchodząc do windy.
Starał się zdusić w sobie nieprzyjemne uczucie, które ostatnio towarzyszyło mu coraz częściej. Nie był dzieckiem, ale czy to, że chciał go wziąć za rękę i to w pustym garażu, oznaczało, że nim był? To było bardzo frustrujące, że Aarona tylko w domu było stać na jakiekolwiek okazanie mu uczuć. I ku jego zdziwieniu coraz częściej o tym myślał i coraz bardziej mu to przeszkadzało, i rozczarowywało go.
W milczeniu wjechali na górę i po przejściu przez wyścielony brązowym dywanem korytarz weszli do mieszkania. Kiedy rozebrali się w przedpokoju, Aaron natychmiast przytulił się do szatyna i odetchnął głęboko.
– Cały dzień za tobą tęskniłem… – szepnął, przytulając go mocno.
Był wyższy od lekarza i obejmując go, zamykał go niemal całego w swoich ramionach. Pochylając się lekko i przymykając oczy, zaczął błądzić ustami po jego twarzy.  Danny  poczuł na swoich wargach, usta mężczyzny. Westchnął głośniej, gdy kochanek pocałował go mocno, przyciskając do siebie.
Już po chwili ręce kucharza zaczęły błądzić po jego plecach i podciągać do góry jego ubranie.
– Mieliśmy zjeść kolację… – zauważył Danny, póki czuł, że zdoła mu się oprzeć.
– Och… może poczekać… – zamruczał Aaron w szyję kochanka i mocno się w nią wcałował. – Czy nie może? – zapytał unosząc na niego rozkochany wzrok.
– Nie może. – warknął Danny, odpychając go od siebie i ruszając do salonu.
Był zły i na Aarona, i na siebie, że znowu chyba zaczynał przesadzać, jak często uważał. Bo może i przesadzał, i może to było głupie, ale brakowało mu czegoś. Zdenerwowany opadł na kanapę i sięgnął po pilota, by włączyć telewizor.
– Danny… co się dzieje? – zapytał kochanek podchodząc z tyłu i kładąc duże dłonie na jego karku – Jakiś dziwny ostatnio chodzisz… – powiedział, zaczynając go masować.
– Mówiłem ci… – zauważył lekarz odsuwając się od jego rąk.
Blondyn westchnął, zaczesując ręką włosy do tyłu.
– Chodzi ci o to w garażu? – zapytał, prostując się przy kanapie.
– Też…
– Uch… Danny, przecież wiesz, że nie lubię…
– …się obnosić… Tak, wiem. Też nie lubię, ale byliśmy w pustym garażu, Aaron. – powiedział Danny niemal bezbarwnym głosem – Zaproponowałem dzisiaj kino i kolację, i co…? Jak zwykle nic. – westchnął lekarz, odwracając spojrzenie.
– Przecież się staram… – odparł mężczyzna – Nadal możemy iść, jak tak bardzo chcesz. Kino, restauracja? Czy według planu, wszystko? – zapytał  blondyn. – Wybieraj.
– Och i będziemy siedzieli dwa metry od siebie, albo zaczniesz mnie karcić wzrokiem za moje zbyt maślane spojrzenie, tak…? – prychnął gorzko lekarz. – Może lepiej sobie darujmy… – dodał.
– Kocham cię. – powiedział nagle kucharz, a  Danny aż ciężej przełknął ślinę.
– Super… – mruknął pod nosem, chociaż zupełnie nie czuł tej miłości, którą ponoć żywił do niego mężczyzna.
– Przecież dobrze wiesz, że.. nigdy nie byłem zbyt pewny siebie. – powiedział cicho blondyn.
– Aaron, jesteśmy dorosłymi facetami. Mamy po trzydzieści pięć lat, a…
– …a chcesz się zachowywać,  jak zakochana para nastolatków. – dokończył za niego kucharz.
Danny uniósł się z miejsca  i rzucił mężczyźnie złe spojrzenie.
– Nie! Ale czy musimy się zachowywać jak stare małżeństwo z pięćdziesięcioletnim stażem, które nigdzie już razem nie wychodzi? – zapytał ostrym tonem. – Po prostu chciałbym poczuć, że ci na mnie zależy… To takie trudne?
– I mamy chodzić za rączki, i przesyłać sobie buziaczki? Wino, tango i róża w ustach, tego oczekujesz? – zapytał Aaron, zakładając ręce na piersi. Od razu pożałował swojej ironii, gdy tylko zobaczył zrezygnowane spojrzenie Danny’ego.
– Wiesz, nie musiałeś aż tak z tego kpić. Według ciebie odrobina romantyzmu w związku jest taka zła?
– Nie jest zła… ale… jak to wygląda? Obaj jesteśmy facetami. Chcesz, żebym przynosił ci kwiatki i otwierał drzwi? – zapytał blondyn, starając się nie brzmieć zbyt sarkastycznie. Prawda była jednak taka, że był tym nieco zażenowany.
– I to niby ja zachowuję się jak gówniarz… – westchnął lekarz, ugodzony jego kpinami i tym jak skrajnie podchodził do tematu. – Dobranoc, Aaron. – dodał tylko i skierował się do wyjścia.
Aaron poszedł za nim do drzwi i spojrzał wyczekująco. Miał wrażenie, że Danny tylko się z nim tak droczy i zaraz znowu będzie okay. Przecież zawsze jakoś się dogadywali, chociaż w zasadzie nie kłócili się zbyt często.
Danny szybko się ubrał i spojrzał na blondyna wyczekująco.
– Dobranoc… – powiedział cicho kucharz, sadząc, że na to właśnie czeka jego kochanek.
Lekarz posłał mu ostatnie rozczarowane spojrzenie i wyszedł z mieszkania.
Tak jak się spodziewał, Aaron nie zatrzymał go ani za nim nie poszedł. Jak zwykle.
Kiedy wyszedł przed budynek jeszcze kilka razy oglądał się za siebie, ale nie łudził się zbytnio, że Aaron tam będzie. W końcu ich związek nie był żadnym  wielkim love story, nawet nie kłócili się zbyt często, a później nie godzili się namiętnie. Obaj nie byli ani przesadnie romantyczni, ani szaleni, chociaż Danny czuł, że gdyby tylko Aaron dał się ponieść, on zrobiłby to również. Ale tak nigdy nie było. Szczególnie, gdy byli gdzieś poza własnymi mieszkaniami. I może Danny też był takiego zdania, że nie chciał być tak wszem i wobec out. Co jednak  nie znaczyło, że gdyby Aaron pierwszy go wziął za rękę, to on by od razu się odsunął. Czasami miał nawet wrażenie, że podczas seksu, kochanek patrzy na niego takim dziwnym wzrokiem, zbyt poważnym i zbyt zafrasowanym. Zawsze też wtedy milczał, wzdychając tylko ciężej i bardziej drżąco, gdy dochodził. Z głośniejszym jękiem Danny’ego, karcił go spojrzeniem, jakby bał się, że sąsiedzi usłyszą zbyt wiele. A Danny miał ochotę jęczeć i krzyczeć, mówić i słuchać wyuzdanych słów, i nawet jeżeli na początki próbował sprowokować do nich Aarona, szybko się poddał, widząc, że nie przynosi to żadnych efektów.
Ale ostatnio to wszystko jakoś mu zbrzydło. Nagle zaczęła mu przeszkadzać powściągliwość kucharza. Nie oczekiwał też, że będą gruchać jak gołąbeczki, ale chciałby gdzieś wyjść ze swoim mężczyzną, pobyć wśród ludzi. Mogliby pójść do jakiegoś klubu, przecież tyle było lokali dla gejów w Denver! Ale nie, bo ich wspólne życie toczyło się tylko i wyłącznie w łóżku. Tylko dlaczego przez to, że Aaron był taki, on miał sobie odmawiać? W końcu mógł pójść sam do klubu i po prostu się nieco zabawić, tym bardziej, że jutro ma wolne.
Nie mógł jednak  zaprzeczyć, że zależało mu na blondynie. Naprawdę chciał z nim być, bo mężczyzna był w gruncie rzeczy bardzo ciepłym i kochanym facetem. Zawsze dobrze go traktował, nie wyzywał ani nic z tych rzeczy, nie zmuszał do seksu. Pamiętał jak na początku był nim zafascynowany, jak nie mógł się wręcz doczekać ich pierwszego razu, jak niepewność kochanka, sprawiała, że czuł się tak inaczej. Ale z czasem okazało się, że ich związek był po prostu taki płaski. Blondyn nigdy nie podejmował żadnych decyzji dotyczących ich wspólnego życia, nigdy się w nic za bardzo nie angażował. To Danny zrobił pierwszy krok, gdy tylko zdał sobie sprawę, że Aaron jest gejem, on wyciągał go nocami na niezobowiązujące spacery po parku, on zawsze wpraszał się do niego i w końcu pierwszy go pocałował, dotknął, rozebrał. Był pierwszym facetem Aarona i często tym właśnie tłumaczył się jego kochanek, że nie wie jeszcze jak z nim postępować. Na początku to było coś wielkiego i niesamowitego, że w końcu Danny trafił na takiego faceta. Czystego, który nigdy z nikim nie był, ale z czasem jego niepewność zaczęła mu naprawdę przeszkadzać. Byli ze sobą już ponad rok, jednak Aaron niemal wcale się nie zmienił, może tylko przyzwyczaił się do obecności Danny’ego w swoim życiu, do jego szczoteczki w swojej łazience. Ale czy o to chodziło? By się ‘przyzwyczajali’?
Wtedy, gdy z miesiąc temu opowiadał mu o pacjencie, którego chłopak niemal dzień i noc siedział przy jego łóżku, i zasugerował, że też mogliby być bardziej otwarci, Aaron przyznał mu rację. Ale jak zwykle na tym się skończyło, bo nie robił nic w tym kierunku. Może Danny też nie był zbyt idealny, jednak starał się. Mówił mężczyźnie o niemal wszystkich swoich wątpliwościach, problemach, sam też nakłaniał go, by Aaron mówił o tym, co on robił nie tak. Jak zwykle jednak kucharz powtarzał mu, że wszystko z nim jest w porządku, i że on sam postara się zmienić, bo mu zależy na ich związku. Tylko że, to były tylko słowa.
Danny po kilkunastu minutach pieszo, zatrzymał w końcu przejeżdżającą taksówkę.
– Zna pan jakiś klub dla gejów? – zapytał, gdy tylko zajął miejsce z tyłu.
W mroku dostrzegł, jak twarz pulchnego kierowcy czerwienieje.
– T-tak.. najpopularniejszy będzie chyba Asylum… – powiedział poprawiając na głowie spraną, zieloną bejsbolówkę – Jedziemy?
– Tak. – zdecydował Danny, mając wrażenie, że jednak nie powinien tam jechać bez swojego faceta.
Kiedy po kilkunastu minutach zatrzymali się w uliczce, zerknął z niepewnością na wielki, niebieski neon nad wejściem, przed którym stała kolejka mężczyzn w różnym wieku. Dopiero głośnie chrząknięcie zmusiło go do oderwania spojrzenia i wyjścia z auta. Zapłacił mężczyźnie i odwrócił się jeszcze raz w stronę klubu.
Po kilku chwilach zaśmiał się ze swoich wątpliwości i już był przy wejściu. Czemu w ogóle się wahał?
Dopiero po kilkunastu minutach udało mu się dostać do środka i od razu został zalany głośną muzyką i kolorowymi światłami. Rozejrzał się tylko po tłumie par tańczących na parkiecie i ruszył w kierunku podświetlonego na czerwono baru. Rosnące podniecenie szybko zagłuszyło jakiekolwiek wątpliwości, które mogłyby zmusić go do powrotu. Nie pomyślał nawet przez chwilę, by zadzwonić po Aarona i zaprosić go tutaj. I tak kochanek nie przystałby na jego propozycję. Nie w tym wypadku.
Kiedy przepchnął się w końcu do baru, zajął miejsce na stołku i jeszcze  raz odwrócił się w kierunku parkietu.
Na studiach nieczęsto bywał w takich klubach, bo wolał zajmować się nauką. Zawsze chciał być chirurgiem, jak jego ojciec i czuł, że jeszcze kilka lat praktyki i ciężkiej pracy i na pewno będzie kimś wielkim. Zresztą, czy jego dzisiejsza operacja tego nie dowodziła?  W końcu wszyscy założyli już by odciąć mężczyźnie nogę w kolanie, a on ją uratował. Powinien świętować.
– Co dla ciebie? – usłyszał za sobą i zaraz odwrócił się w stronę baru.
Przesunął szybko wzrokiem po barmanie o latynoskiej urodzie i uśmiechnął się lekko.
– Mmm… whisky z lodem?  – rzucił głośno, by być słyszanym pomimo dudniącej muzyki i uśmiechnął się lekko.
Barman skinął głową i zaraz odwrócił się po szklankę i butelkę.
– Pierwszy raz w takim klubie? – zapytał stawiając przed nim kwadratową, niewielką szklankę.
– Niee… po prostu za moich czasów wyglądało to nieco inaczej… – zaśmiał się lekko, popijając ze szklanki.
Barman przewiesił białą ścierkę przez ramię i oparł się ramieniem pochylając w jego kierunku.
– Chyba lekko przesadzasz… nie wyglądasz na starszego pana polującego na łanie w klubach… – zażartował mężczyzna, po czym odsunął się na chwilę, na by przyjąć zamówienie od jednego z kelnerów. – Zresztą, oni zazwyczaj szukają chłopców w parkach. – dodał wracając do niego i zaczynając mieszać drinki.
– Chyba masz rację. – odparł Danny, przyglądając się jak barman sprawnie miesza ze sobą alkohole – Przyszedłem świętować. – powiedział nie chcąc zakańczać rozmowy z mężczyzną i siedzieć jak ostatnia sierota przy barze.
– O… a jaka to okazja? – zapytał mężczyzna, unosząc na niego spojrzenie dużych brązowych oczu.
– Udana operacja. – odparł Danny z dumą w głosie i uniósł szklankę do ust popijając z niej.
– Jesteś lekarzem?
– Tak, chirurgiem.
– Wieki nauki… Faktycznie musisz być stary. – zaśmiał się barman i skinął ręką w kierunku chodzącego po sali kelnera – Powiedz,  jeszcze jaką masz specjalizację?
– Urazówka…  – odparł lekarz stawiając na blat pustą szklankę.
– No brawo… – powiedział barman i postawił przed nim kolejną szklaneczkę z alkoholem – To ile dzisiaj rąk złożyłeś?
Danny roześmiał się nieco rozluźniony.
– Nie… nie rąk. Nogę. – zaśmiał się, rozluźniając pod szyją szalik – Powiedzmy, że ktoś zaoszczędzi na protezie.
– Ou… aż tak? – skrzywił się mężczyzna za barem, gładząc się ręką po zaroście – To twoje zdrowie, panie doktorze. – rzucił sięgając pod ladę po szklankę z sokiem i stukając nią w naczynie lekarza.
Danny uśmiechnął się szerzej. Przez chwilę nawet pomyślał, że obcy facet bardziej interesuje się jego sukcesami niż jego własny partner. Zaraz jednak uśmiech nieco zgasł mu na ustach, gdy doszedł do wniosku, że przecież barman w klubie jest między innymi od tego, by zabawiać gości i wciskać im kolejne drinki. Sam nawet nie zauważył, gdy stanęła przed nim kolejna szklanka.
– Blue Heaven. – usłyszał obok siebie , czując czyjąś obecność.
Barman tylko skinął głową i zabrał się za przygotowywanie drinka.
Danny obejrzał się i od razu napotkał przeszywające go spojrzenie dużych błękitnych oczu.  Chłopak stojący przy nim uśmiechnął się szeroko i przygryzł wargę.
– Mogę postawić ci drinka? – zapytał, pochylając się lekko do niego.
Lekarz odetchnął cicho i zerknął na niego niepewnie.
– To nie jest konieczne. – odparł czując na sobie palące spojrzenie.
Chłopak założył blond włosy, okalające jego  drobną twarz za ucho i roześmiał się odrzucając głowę do tyłu.
– Och, jest! – zawołał – Mężczyźni są zazwyczaj zadowoleni, gdy im stawiam. – zachichotał, przesuwając szczupłą dłonią po jego udzie.
Danny stanowczo zdjął z nogi jego rękę.
– Nie wątpię. – dodał twardo, zauważając kątem oka, jak barman stawia na blacie niebieskiego drinka w wysokiej szklance . – Ja chyba jednak spasuję. I myślę, że chłopcy w twoim wieku powinni się raczej uczyć w czwartkowy wieczór, a nie puszczać się po darkroomach.  – dodał, posyłając chłopakowi stanowcze spojrzenie i odwracając się od niego w stronę lady.
– Głupek… – mruknął pod nosem blondynek i zgarniając swojego drinka odszedł od baru.
–  Z takim podejściem raczej nikogo nie wyrwiesz. – zaśmiał się barman, przecierając blat ścierką.
– Nie chcę nikogo wyrywać… – westchnął Danny,  popijając ze szklanki – Poza tym ile ten gnojek miał lat? Osiemnaście?
– Mmm… to akurat chyba, co? – zapytał barman, pochylając się do niego i popijając sok ze szklanki.
– Przestań… – westchnął tylko i w końcu zsunął z ramion kurtkę, odwieszając ją na oparcie.
– To znaczy wolisz dojrzałych facetów…? – ciągnął rozmowę Latynos  – W jakim wieku? Wujek Jake zaraz ci jakiegoś znajdzie…
– Naprawdę nikogo nie szukam. – zbył go Danny.
– Niech pomyślę, – zaczął mężczyzna  przyjmując od kelnera kolejne zamówienie – przyszedłeś tu sam, ale nikogo nie szukasz… To znaczy, że chcesz o kimś zapomnieć? Ale wtedy znalezienie kogoś innego też jest dobrym pomysłem…
– Nie. Po prostu chcę się zabawić i miło spędzić czas.
– Do tego też przydaje się towarzystwo. – zauważył mężczyzna, podnosząc na niego szybkie spojrzenie.
– Uch… to klub czy biuro matrymonialne? – zaśmiał się skrępowany  lekarz i dopił whisky.
– Och, co ci zależy! – zawołał barman i przywołał kelnera – No dalej, jaki przedział wiekowy? – zapytał, oddając zamówienie i opierając się ramieniem o blat.
– Mmm… okay, niech będzie. – odparł w końcu Danny, coraz bardziej rozluźniony – Powyżej trzydziestki.
– Ach… już odpadłem. – zaśmiał się mężczyzna, stawiając przed nim kolejnego drinka – Dalej… jaki jeszcze powinien być?
– Hm… – zastanowił się lekarz, przyglądając się barmanowi –  Powinien być… zabawny… szalony, no i out. Och, i zabójczo przystojny oczywiście.
– Panie doktorze, to przecież ja, tylko niestety jestem jeszcze szczylem, bo mam tylko dwadzieścia cztery lata. – zaśmiał się Latynos – Chyba, że dla mnie nagnie pan zasady… – pochylił się jeszcze bardziej i uśmiechnął krzywo.
– Jake, wychodzę na przerwę, okay? – zapytał drugi barman podchodząc do nich i odrywając bruneta od rozmowy z lekarzem.
– Okay młody, tylko nie pieprzyć się na zapleczu, nie spać i nie pić. – powiedział Jake i popchnął chłopaka w kierunku wyjścia, klepiąc go po tyłku. – Dobra, wybacz, czas zacząć pracę. – mrugnął do Danny’ego,  nieco teatralnie kiwając mu głową  i  odszedł przyjmować zamówienia.
Lekarz zapatrzył się na mężczyznę. Barman ciągle z nim flirtował i zagadywał, a Danny chcąc nie chcąc musiał przyznać, że był bardzo przystojny i pewny siebie.  I to było w nim fajne i pociągające. Jego uśmiech i cała postawa aż promieniały, i Danny strasznie żałował, że Aaron nie potrafił taki być. Teraz, gdy porozmawiał przez tych kilka chwil z Jake’m wady jego kochanka jeszcze bardziej rzucały mu się w oczy, a zainteresowanie jakie okazał mu mężczyzna otworzyły mu oczy na inne alternatywy.
Bo czy na świecie był tylko Aaron? Nie byli przecież na siebie skazani i skoro tak bardzo do siebie nie pasowali, jak ostatnio zauważał, może powinni w końcu się rozstać? W końcu każdy chce być szczęśliwy. Z drugiej strony przecież w ich związku nie było aż tak tragicznie, nie było źle… Było po prostu monotonnie. Ale czy to powód do zerwania?
– Czy jest na sali lekarz? Pacjent nam odpływa… – zaśmiał się barman, stając przed nim po kilkunastu minutach.
Danny zachichotał i przesunął w jego kierunku szklankę.
– To robota dla anestezjologa. – rzucił, czując się coraz luźniej.
– Mmm, to jak nagniesz dzisiaj zasady? – zapytał Latynos zdejmując szklankę z blatu i posyłając  lekarzowi przenikliwe spojrzenie.
– A często wdajesz się w romanse…? – zapytał  Danny, łapiąc od razu za podsuniętą mu szklankę.
– Romanse… znaczy mógłbym się stać twoim potencjalnym pacjentem…?
– Spokojnie,  on nic nie zrobi, bo ma to w dupie. – zaśmiał się gorzko lekarz i posłał mu wymuszony uśmiech. – Pewnie nawet gdybym go zdradził uznałby to za swoją winę i mi wybaczył.
– Idealny facet… – zaśmiał się lekko Jake.
Danny zmełł cisnące mu się na usta ‘bynajmniej’ i zauważył zastanowienie na twarzy Jake’a.
– Mmm… mógłbym przyjąć, że nie wiem nic o żadnym mężu. – powiedział w końcu Latynos – Ciekawe… obaj nagięlibyśmy swoje zasady. – zaśmiał się zaraz – Mogłem się zresztą domyślić, że masz kogoś. – powiedział po chwili, posyłając mu krótki uśmiech.
– Nie, nie… – zaczął Danny, czując już gorąco  spowodowanie alkoholem  – Nieee… Jesteś… uch, jesteś.
Jake zaśmiał się tylko i zabrał sprzed niego szklankę z niedopitą whisky.
– A jestem. I będę na tyle wspaniałomyślny, że nie sprzedam ci już ani jednego drinka, bo zrobisz coś, czego później będziesz żałował.
– Niczego nie żałuję… – szepnął lekarz, chociaż wiedział, jak perfidne to było kłamstwo.
Odetchnął ciężko i obrócił się na stołku patrząc na tańczący tłum. Pokręcił tylko głową, nie mogąc sobie nawet wyobrazić jak fajnie byłoby zatańczyć tak kiedyś ze swoim facetem.
Po chwili zeskoczył ze stołka i wyciągnął z kieszeni portfel.
– Jak macie jakieś księgi, z chęcią napiszę pean na temat tutejszej obsługi. – rzucił, kładąc na stole banknot.
Barman zaśmiał się tylko i pochylił w jego kierunku.
– Ale oddaj kluczyki, bo po pijaku nie będziesz wracał. – rzucił.
– Nie ma mowy. – zawołał Danny, ubierając się powoli – Zresztą przyjechałem taksówką.
– Okej. Zaraz ci zamówimy.  Na jakie nazwisko? – zapytał Jake.
– Danny Spencer.
Latynos skinął do drugiego barmana  i polecił mu zamówienie taksówki.
– Wróć prosto do domu i nie jedź na dziwki, Danny. – zaśmiał się jeszcze.
– Dziwki… – powtórzył lekarz  – Gdybym chciał go zdradzić, wolałbym już z tobą.
– Jak to zabrzmiało. – zaśmiał się barman – Jakbym był JUŻ taki ostatni.
Danny spojrzał mężczyźnie w oczy i dostrzegając  w nich rozbawienie, po raz kolejny pomyślał, że Jake jest zbyt idealny, jak na zwykłego faceta.
Ten mrugnął do niego i uśmiechnął się krzywo.
– Dobra… do zobaczenia! – rzucił w końcu Danny i po chwili dopiero ruszył przez tłum w kierunku wyjścia.
Kiedy był już na zewnątrz, wyciągnął z kieszeni telefon. Oczywiście nie miał ani jednego nieodebranego połączenia od Aarona, ani jednego smsa.
Zrezygnowany podszedł do stojącej już na parkingu taksówki i upewniwszy się, że jest dla  niego, wsiadł i kazał zawieść się do domu.
W głębi serca, bolał go ten brak zainteresowania ze strony kochanka. Ale czego innego się spodziewał? Zaśmiał się z siebie w duchu i już po chwili wybrał do niego numer.
– Cały pieprzony wieczór, czekałem aż zadzwonisz… – powiedział zimno, gdy tylko usłyszał w  słuchawce zaspany głos mężczyzny.
Było to oczywiste kłamstwo, jednak chciał nieco zagrać na sumieniu blondyna.
– Dan… uch… nie wiedziałem co mógłbym ci powiedzieć. – odparł po chwili kucharz. – Zabrakło mi po prostu odwagi.
Danny poczuł nieprzyjemne dławienie. Z jednej strony to było tak bardzo typowe dla Aarona, a jednocześnie, z drugiej,  brzmiało jak jakaś tania wymówka.
– Proszę cię… – prychnął w końcu – Pewnie i tak uważasz, że zachowuję się jak jakaś głupia panna i czepiam się nie wiadomo o co.
– Nie… wiem o co ci chodzi. Uch… wiek chyba nie zwalnia z takich głupich błędów. – powiedział cicho blondyn.
– Błędów…?
– No… tak… Wiem, że spędzamy razem mało czasu, rozumiem. Czasami jednak nie wiem, jak mam cię traktować… jesteś moim pierwszym…
– Och, tak! Wiem, wiem… – warknął Danny do słuchawki – Jestem twoim pierwszym. Ale…. Cholera… Aaron… – jęknął lekarz, odchylając kark na zagłówek – Ty nie traktujesz mnie źle… – po prostu nam się nie układa i czuję się jak chłopiec do towarzystwa, dodał w myślach.
– Poradzimy sobie, zobaczysz. – dodał mężczyzna. – Idź już spać. Dobranoc, Danny.
– Dobran… – zaczął lekarz, lecz nim skończył Aaron już zakończył połączenie. To jeszcze bardziej zirytowało mężczyznę. – Cholera! – warknął, nie zwracając nawet uwagi na kierowcę.
Czy naprawdę był aż tak śmieszny z tymi całymi wymaganiami? Nie chciał zmuszać Aarona do jakiegoś wielkiego coming outu, bo o nim też wiedzieli tylko jego rodzice i kilku bliższych znajomych, w tym dwóch byłych. Ale przecież byli normalną parą, która mogła robić normalne rzeczy, a nie tylko chować się po kątach i uprawiać seks. Według niego już to było bardziej szczeniackie. Nie mógł nie przyznać, że związek z Aaronem był najdziwniejszym w całym jego życiu.
Kiedy w końcu wysiadł na rześkie powietrze pod własnym apartamentowcem aż odetchnął głębiej.
Ale może on też był do niczego, skoro pomimo tylu wspólnie spędzonych miesiącach, Aaron nie nabrał pewności siebie? Może on sam zachowywał się źle i obaj powinni się spiąć, i wtedy coś by z tego wyszło?
Pewnie gdyby nie tamta para ze szpitala, nawet by mu to nie zaczęło przeszkadzać, pomyślał płacąc taksówkarzowi i ruszając do wejścia.

Reklamy

15 thoughts on “Till We Are Vol. 2 Ch.12

  1. Witam,
    ech Danny dobrze zrobiłeś wychodząc.. tak przed drzwiami nie ma przytulenia, ale już za nimi to tak ;] czyżby ten Jacke to był właśnie ten, który był z wtedy z Anthonim?
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie

  2. chyba jestem jedyną osobą, której ta para nie podeszła? nie mam pojęcia dlaczego. przyzwyczaiłam się do pozostałych dwóch par i myślałam, że wokół nich będzie się toczyć akcja. a tu nagle wyskakuje jakiś Danny. wolałabym się dowiedzieć co z Ethanem i zobaczyć jak się dalej potoczą losy Anthonego i Theo. do końca będzie sielanka między nimi czy jeszcze się coś wydarzy? pozostaje mi czekać na kolejne piątki i uzbroić się w cierpliwość. to opowiadanie będzie miało dwie części czy przewidujesz ich więcej?

    1. W zasadzie miały być dwie części. Ale tak sobie myślę i myślę… xD I albo będą dwie, ale druga będzie dłuższa od pierwszej, albo będą trzy. Wyjdzie w praniu. C:
      A Anthonego i Theo czekają jeszcze niespodzianki, spokojnie. xD Więc może nawet wyjdą trzy części? W sumie pisze niby dla siebie, dla własnej przyjemności. Ale bardzo wiele też zależy od Was. Jak będziecie czytać opowiadanie i będziecie chcieli więcej to będzie, postaram się. xD A jak nie, to zamknę opowiadanie i być może spróbuję z czymś innym, kto wie. C:

  3. Można powiedzieć, że rozumiem Dannego, bo sama bardzo często czuję, że mojemu facetowi na mnie nie zależy. Tylko, że on jak nie odpiszę w dziesięć minut, pisze kolejnego sms-a, potem kolejnego, a potem już dzwoni. No ale jest wiele podobieństw.
    Nie lubię Aerona, a za to uwielbiam tego barmana. Czy to ten sam facet, który był raz u Anthony`ego? Czy tak tylko mi się skojarzyło?

    A Danny albo musi zrobić raz porządną awanturę swojemu facetowi, z której coś wyniknie, albo powinien częściej odwiedzać gejowski klub, to może coś zajdzie między nim a barmanem.

    To chyba tyle. W opku pojawiła się trzecia parka, to fajnie :) Obyś dawkowała nam je po równo :)
    Pozdrawiam i z góry Wesołych świąt :D
    Ładny ten paseczek z boku :D

    1. Och… Aaron jaki widać się nie popisał i dużo brakuje mu do Rudego~! Dx
      Tak, tak, Jake to ten sam barman co wcześniej… Fajnie, że zapamiętałaś go~! xDD

      Awanturę? Sama nie wiem, czy będzie go stać na coś takiego… Może juz przywykł do takiego Aarona? Może jest zdania, że nie da się już tego zmienić? W końcu już kilka razy o tym rozmawiali i Aaron, obiecał, ze się postara… A ze te starania nie przynoszą żadnych efektów~~~Dx

      Dzięki~! *tula* Tobie również Wesołych Świąt~! C:

  4. Jeej. Nowa parka. Tak się zastanawiałam, czy będzie jeszcze jakaś parka, czy zostaną te dwie. No bo Anthony dochodzi do siebie po wypadku, Ethan mi wybył i ani widu, ani słychu (nadal czekam na jakieś wieści) i zastanawiałam się, co masz zamiar przez ten czas pokazywać. Takie rozwiązanie jak najbardziej mi odpowiada. Od kiedy w opowiadaniu pojawił się Danny, od razu zapałałam do niego sympatią. I aż się prosiło, żeby został na dłużej. Aaron natomiast… jakby to… wkurza mnie, odkąd się tylko pojawił. Nie wiem, czy to kwestia tego, że Danny jest jego pierwszym, czy po prostu taki jest jego charakter, ale… nie podoba mi się, jak traktuje Danny’ego. I jak na razie nie wzbudził mojej sympatii. Co innego ten barman… Jednak cieszę się, że jednak nie wylądowali w łóżku i nie doszło do zdrady. Chodzi o zasady, nadal nie lubię Aarona. Jednak jeszcze go nie skreślam. Ale póki co, ma u mnie same krechy. Za zachowanie na parkingu, za to, że nie zareagował odpowiednio w domu (to znaczy nie zatrzymał go, jak ten wychodził, bo zdecydowanie Danny na to czekał, ani za nim nie pobiegł), nie zadzwonił do niego, no i jeszcze ta rozmowa telefoniczna… jak tak można się rozłączać w pół słowa, ja się pytam. Żeby nie było, że jestem be i oceniam ludzi po pierwszym wrażeniu (chociaż to jest ważne, bo daje pewny punkt odniesienia i wpływa na dalszy osąd), to daję mu szansę na rehabilitację.

    A teraz literówki:
    „Ruszył w jego kierunku szybkim krokiem i po kilku chwilach stanął przed mężczyzna.”- „mężczyzną”
    „Aaron był strasznie przystojnym mężczyzną i lekarz zawsze uważał, że ma wiele szczęście, że byli ze sobą.”- „wielkie szczęście”.
    „Czy według planu, wszystko?- zapytał w blondyn”- bez „w”.
    „- Dobranoc… powiedział cicho kucharz, sadząc, że na to właśnie czeka jego kochanek.”- brakuje myślnika po jego wypowiedzi i „sądząc”.
    „Bo przecież na świecie był tylko Aaron, prawda?”- tu Ci się podwójna spacja wkradła przed „na” i… coś tu chyba jest nie tak… nie wiem. Z kontekstu, powinno być tu chyba zaprzeczenie, że Aaron nie był jedyny na świecie i jak są inne możliwości, to nie muszą się ze sobą męczyć. Przynajmniej tak mi się wydaje.
    „Romanse… znaczy mógłby stać się twoim potencjalnym pacjentem…?- a nie „mógłbym”?
    „Nie chciał zmuszać Aarona to jakiegoś wielkiego coming outu”- „do” nie „to”.

    Pozdrawiam i życzę weny :)

    1. Cieszę się, że przypadła Ci do gustu. Danny też się cieszy, bo potrzebuje duużó czułości i uwagi~! xD C: Nie żebym broniła Aarona, bo nawet jeżeli Danny jest jego pierwszym to uch… no… są parą. To normalne, że nikomu nie zależy do końca tylko na seksie, bo przecież nie o to chodzi chyba w związkach… Mam nadzieję, że Aaron ogarnie się nim będzie za późno…

      Och~! Dziękuję za literówki i już się za nie zabieram~! xD

      Wesołych Świąt, Saki~! <3

    1. Uhu hu~~! Cieszę się… Mam nadzieję, ze polubisz go coraz bardziej z każdym następnym rozdziałem, w którym będzie. A co myślisz o Aaronie? C:

      Pozdrawiam cieplutko~! <3

      1. A Aarona w ogóle nie rozumiem. Na początku mógł mieć jakieś obiekcje, żeby tak otwarcie traktować swoją orientację, ale już jest z Dannym całkiem długo. Dziwne, że my samemu nie brakuje takich drobnych czułości? Trzymania się za rączkę, przytulania na przystanku, czułych buziaczków na spacerze… No po prostu go nie rozumiem :c

        1. Cóż, też go nie rozumiem. W końcu jak się z kimś jest to chce się takich rzeczy… Buziaczków, prezencików, randek~~~Aaron jest dziwny. Ciekawe czy jego związek z Dannym przetrwa, bo lekarzowi tego własnie brakuje…

  5. ,,…a chcesz się zachowywać  się jak zakochana para nastolatków.” Dwa razy -się-
    Byl jesacze jeden blad, ale nie moge go znalezc teraz. Chyba zamiasta da to napisalas na, albo no zamiast do..
    O my gy! Nowa para!
    Szkoda mi strasznie Dannyego. Najbardziej wkurzylo mnie to, ze przerwal polaczenie, a nawet nie zaczekal az tamten powie mu dobranoc. Ja bym nie pozwolil sobie na takie traktowanie. Nawet nie wiesz jak sie ucieszylem, ze go nie zdradzil..!
    Nie moge sie doczekac nastepnego rozdzialu. Mam nadzieje, ze znowu bedzie wzmianka o nich ;)
    Pozdrawiam

    Damiann

    1. Dzięki za wyłapanie tego błędu. Zresztą zauważyłam, żę muszę porządnie zedytować ten rozdział, ale to już po zakończeniu świątecznych przygotowań, bo jak na razie… ech… Dx
      Tak, tak, tak~~ Nowa para – nowe dramaty. C: I będzie o nich wzmianka, zapewniam… Wydaje mi się, że Danny też nigdy nie chciał być tak traktowany, ale różnie w życiu bywa. Czasami idzie się na jakieś kompromisy… czy coś~~~
      Wesołych Święta Damiannie, I Mikołaja bogatego~! C:
      Pochwal się koniecznie prezentami, mm? Śniegu nie ma, ale Święty przecież w saniach lata po niebie, więc prezenty być powinny~! XDD
      Trzymaj się, do następnego piątku~! <3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s