Till We Are Vol. 2 Ch.13

Przez kilka dni, nie odzywali się do siebie. I chociaż Danny’ego aż skręcało by napisać, lub zadzwonić do Aarona, tym razem postanowił poczekać, aż to on zrobi pierwszy krok. Bo czy to wszystko nie było jego winą? Czy to nie on powinien zadzwonić i przeprosić? Chociażby za to jak ostatnio rzucił słuchawką nim zdążyli się pożegnać? To niby nic wielkiego, ale bardzo zdenerwowało lekarza. Poczuł się potraktowany tak przedmiotowo, jak nigdy wcześniej. Zresztą i tak później, zajęty pracą starał się zignorować powoli pojawiającą się tęsknotę za kochankiem. Bo przecież było im całkiem dobrze ze sobą, prawda? Gdy byli sami, Aaron był bardzo kochany, troskliwy i może nie mówił zbyt wiele i nie migdalili się na kanapie zbyt czule. W każdym razie nie tak, jak chciałby tego Danny.  Zresztą i tak nie mieli dla siebie zbyt wiele czasu. W końcu obaj pracowali, mieszkali oddzielnie. Ale może dlatego Dan miał wrażenie, że tak słabo się jeszcze znają? Dlatego czuł się czasami jak chłopak do towarzystwa, bo  gdy się spotykali, zazwyczaj kończyli w łóżku? Ale wtedy mu to nie przeszkadzało, bo lubił seks, jak każdy. Dopiero później, gdy już ostygał z emocji, wracał do siebie i kładł się do łóżka, by odpocząć przed dyżurem.
Wiedział, że na to, że miał wrażenie bezcelowości ich związku składało się wiele czynników.  I na pewno wiele z nich wynikało z jego podejścia i jego charakteru. Ale jak on sam mógł to naprawić, skoro Aaron oprócz pustych obietnic nie dawał z siebie nic?
Jednak kilka dni po ich ostatniej rozmowie po prostu nie wytrzymał. Po pracy pojechał do Aarona, i pomimo dziwnego przeświadczenia, że znowu w jakiś sposób się poddaje, zapukał do jego drzwi.
Po prostu czuł się okropnie, zwłaszcza po śnie jaki miał poprzedniej nocy, w którym całował się z tamtym barmanem. Sen był krótki, bo dopadł go tuż nad ranem, gdy przebudził się przed alarmem budzika. Ale Danny pamiętał, że byli w  parku, gdzie przy dużej okrągłej fontannie bawiły się dzieci. I wszystko byłoby okej gdyby nie to, że obok niego na ławce siedział Jake. Mężczyzna mówił coś do niego i patrzył  stęsknionym spojrzeniem, i uśmiechał  się  w taki rozmiękczający serce sposób. Nagle postanowili stamtąd wracać i wtedy znaleźli się za załomem jakiegoś budynku. Chociaż Danny chciał już iść, barman przyparł go do białej ściany i poprosił o jednen pocałunek. Szatyn na swoje nieszczęście zgodził się i już po chwili poczuł wargi Latynosa na swoich ustach. Pocałunek był krótki, bez zapachu, bez smaku, jednak gdy lekarz się obudził,  całus pozostawił po sobie  milion emocji. Wyrzuty sumienia, które potęgował półsztywny penis w jego bokserkach, ale zarazem jakąś dziwną tęsknotę, bo wydawało mu się jakby pamiętał przyspieszone bicie serca i gorący oddech barmana na swoich ustach. Dla Danny’ego to było okropne, bo czuł się niemal jakby zdradził Aarona. Ale jaki mógł mieć wpływ na swoje sny?
Denerwował się, czekając pod drzwiami, aż Aaron mu otworzy i nie miał zielonego pojęcia co mogłoby uspokoić jego sumienie.
Kochanek  po kilkudziesięciu sekundach otworzył w końcu i spojrzał na niego tym swoim miękkim spojrzeniem.
– Danny… – szepnął, marszcząc jak zwykle brwi. – Wejdź… – zaprosił go do środka.
Danny uśmiechnął się blado i wszedł do mieszkania. Doskonale znał przedpokój zalany stłumionym światłem i zawieszony wieloma niewielkimi fotografiami rodziny kucharza.
– Hej… co tam? – zapytał, zdejmując kurtkę i odwieszając ją na wieszak.
– W porządku. – uśmiechnął się kochanek i podszedł bardzo blisko niego.
Nie przytulił go jednak i to szatyn w końcu powoli do niego przylgnął.
– Przesadziłem ostatnio? – zapytał cicho, wdychając przyjemny, słodkawy zapach mężczyzny.
– Nie… to ja przepraszam. – odparł od razu Aaron, oddychając głęboko. – W końcu… tęskniłem…
Tysiące pytań od razu zalało głowę Danny’ego. Czemu nie zadzwonił? Nie przyjechał? Nim jednak zdążył o cokolwiek zapytać, blondyn pociągnął go do salonu i usadził na starej kanapie. Zaraz też przyciągnął go do siebie i pocałował, zmuszając tym samym, by się położył. Danny zebrał szybko myśli i objął mężczyznę za szyję, pozwalając mu się wcałować w szyję i przyciągnął go do siebie bliżej. Silne dłonie kucharza zaraz zaczęły gładzić go po torsie i powoli rozbudzać jego ciało.
Dan kątem oka rozejrzał się po salonie, w  którym nigdy nic się nie zmieniało. Ciemnozielony wypoczynek, który zajmowali, pasował kolorem do stojącego przed nim stolika. Pozostałe wyposażenie salonu, sprawiało wrażenie jakby stało tak już od wieków i nie było nigdy przesuwane nawet o cal.
Po chwili Aaron uniósł się i spojrzał na niego uważnie.
– Wygodnie ci…? – zapytał z tym dziwnym wyrazem twarzy, którego Danny nigdy nie mógł rozgryźć.
– Tak… – szepnął lekarz, ujmując jego twarz w dłonie i uśmiechając się lekko.
W takich chwilach czuł się naprawdę dobrze. Aaron wpatrywał się w niego w zamyśleniu i Danny miał czasami wrażenie, że naprawdę za tym spojrzeniem kryje się coś więcej.
Blondyn po chwili wznowił pieszczoty, a Danny, wpatrując się w żółtawy od lampy sufit nad nimi, oddawał się mu powoli.  Nawet nie zauważył,  w którym momencie z jego ciała zniknęła koszula, a Aaron zsuwał z niego spodnie, jedną ręką masując go przez obcisłe, czerwone bokserki. Mężczyzna zamruczał całując powoli napięty brzuch lekarza. Danny poczuł szybciej bijące serce i gorąco kumulujące się w jego podbrzuszu. Krew szybko spłynęła do jego penisa, wypychając nim bieliznę.
– Uch… Aaron… – jęknął, zerkając w dół, na skulonego mężczyznę, który sukcesywnie zmierzał ustami do jego krocza.
Może Danny faktycznie przesadzał? Z tym wszystkim? Z tymi wymaganiami, problemami? W momencie, gdy Aaron, przesunął policzkiem po twardym wybrzuszeniu, wydawało mu się, że tak właśnie jest. Danny złapał go lekko za włosy i powoli pociągnął do góry, chcąc pocałować.
Gdy Aaron znalazł się między jego nogami, otarł się penisem o jego krocze i uniósł się, łapiąc mężczyznę za szyję. Szybko też przylgnął wargami do ust kochanka i pocałował je zachłannie, przygryzając aż na nich zęby. Z każdym pocałunkiem miał coraz większe wrażenie, że czegoś mu brakuje i coraz większą nadzieję, że kolejny pocałunek mu to da. Serce waliło mu w piersi, jakby miało zaraz wyskoczyć, a on coraz zachłanniej wpijał się w usta blondyna. Zaraz też popchnął go na oparcie kanapy i skopał szybko spodnie do końca. Siadając na kolanach mężczyzny, znowu wpił się w jego usta i  zassał się na nich mocno. Przyciągając za szyję głowę Aarona do swoich ust zaczął mocno ocierać się kroczem o jego brzuch. Jakby zwariował, albo nie uprawiał seksu już od wieków. Ale podobało mu się to, podniecało szalenie. Czemu nie mogli chociaż raz tak właśnie tego zrobić? Żeby bolało, żeby jęki wypełniły te stare, zakurzone pomieszczenia? Żeby nie mieli  siły później wstać, żeby nawet nie mieli na to ochoty…
– Dan… – szepnął kucharz, gdy szatyn dał mu sekundę oddechu – Danny… – jęknął, odpychając go lekko od siebie.
Lekarz jednak nie zwracał na to uwagi, nie chciał przerywać. Spragniony przylgnął ustami do jego szyi i zassał się na niej.
– Danny… uch… bez malinek…! – wydusił z siebie Aaron.
– No bez… – zamruczał szatyn, nie odrywając się jednak od mężczyzny. Z każdą sekundą coraz mocniej falował biodrami i zsunął ręce do własnego krocza, nadal przypierając Aarona do oparcia kanapy ustami. Drżącą dłonią pomasował penisa przez cienki materiał i już po chwili zza gumki bielizny wyskoczyła wilgotna główka członka.
– Mmmm! – jęknął, masując ją palcami i zagryzając zęby na szyi kochanka.
Oddychał ciężko i głośno przez nos, i to tylko bardziej go rozkręcało.
– Danny! – warknął w końcu blondyn,  odpychając go mocno za ramiona.
Posłał mu złe spojrzenie, które bardzo ugodziło Danny’ego. Podniecenie szybko ustąpiło miejsca rozsądkowi i nagle lekarz poczuł się wybitnie głupio. Jak jakiś napalony, wyposzczony bachor –  to właśnie mówiło spojrzenie jego kochanka.
– Ja… ja… – zaczął, płonąc na policzkach – Cholera… – szepnął do siebie i zsunął się z kolan Aarona.
Sfrustrowany zaczął szybko się ubierać.  Czuł się naprawdę upokorzony.
– Danny…. czekaj… – zaczął kucharz podnosząc się z miejsca – Przepraszam…. zaskoczyłeś mnie…
– Zaskoczyłem? – powtórzył lekarz,  przerywając na chwilę ubieranie i zerkając na Aarona. – Czym cię zaskoczyłem…? Przecież chciałeś…
– No tak… Tak, ale… Uch…
Danny odetchnął głęboko i dokończył ubieranie. To było już śmieszne. Byli ze sobą niemal rok, a rozmowa o seksie była dla nich takim problemem? Rozmowa o czymkolwiek zresztą. Jak to w ogóle się stało, że byli razem, że sypiali że sobą?
– Przepraszam, wiem że nie lubisz malinek. – powiedział, zapinając koszulę.
Zapadła chwila ciszy, która dzwoniła mu nieprzyjemnie w uszach i prowokowała do kolejnych rozmyślań
– Powiedz mi… – zaczął nagle – Czemu my w ogóle ze sobą jesteśmy…? – zapytał, czując nieprzyjemne ściskanie w klatce piersiowej.
Aaron uniósł się i spojrzał na niego zaskoczonym wzrokiem.
– Danny… Myślę, że zawsze szukałem kogoś takiego, jak ty… – powiedział cicho.
– Tak? Jakiego?
Aaron odetchnął w zastanowieniu.
– Podobnego do mnie. Pasujemy do siebie. – powiedział, jakby to było coś oczywistego.
Lekarz spojrzał na niego niedowierzająco. Może i miał rację, jednak według niego te podobieństwa stwarzały między nimi tylko bariery. Z każdym dniem przekonywał się, że potrzebuje kogoś, kto by zmienił jego życie, otworzył go na coś nowego. Aaron taki nie był.
– Dan… – szepnął kucharz, łapiąc mężczyznę za rękę – Jeżeli tylko obaj się postaramy, wszystko się ułoży, zobaczysz. – dodał, uspokajając go spojrzeniem.
Szatyn zastanowił się chwilę. Nie wierzył w te słowa, bo doskonale wiedział, że Aaron nie zrobi nic. Przecież nie raz już tak rozmawiali, nie raz postanawiali, że COŚ zrobią.
– Naprawdę tak myślisz? – zapytał zrezygnowany.
– Tak! – powiedział blondyn, przytulając do siebie mężczyznę – Przecież zawsze udawało nam się dogadać.
Danny wciągnął głębiej powietrze i odsunął się od niego.
– Może powinniśmy dać sobie trochę czasu? – powiedział na głos to, co już od dawna chodziło mu po głowie.
Aaron ponownie spojrzał na niego zaskoczony.
– Czasu? – zapytał marszcząc brwi.
– Tak, czasu.
– W porządku… Będzie jak zechcesz. – powiedział cicho.
Lekarz posłał mu smutne spojrzenie. Aaron znowu to robił. Znowu po prostu odpuszczał, po prostu pozwalał mu odejść. Nie zaoponował, zgodził się jak zwykle z jego zdaniem, nie mówiąc co sam myśli. To tylko go dobiło.
– A gdybym… gdybym cię zdradził Aaron…? – zapytał nagle, tknięty impulsem – Co byś zrobił? Gdybym chciał odejść?
Serce zaczęło bić mu nieprzyjemnym, chaotycznym rytmem. Nim Aaron odezwał się słowem, wiedział już, że to nie będzie to, co chciałby usłyszeć. Może był głupi, może tragizował, ale cholera! Chciał coś czuć, przeżywać jakieś głupie, melodramatyczne uniesienia. Nie był robotem, miał marzenia i chciał żyć pięknie, nie monotonnie i automatycznie.
– A zdradziłeś mnie? – zapytał Aaron, patrząc na niego pustym spojrzeniem. – To moja wina…? – bardziej stwierdził niż zapytał blondyn – Porozmawiajmy spokojnie…
Może Danny’emu tylko wydawało się, że jest puste? Może po prostu szukał kolejnej wymówki, może to z nim było coś nie tak? Może już dawno powinni się rozstać, tylko brakowało mu odwagi, bo nie chciał być sam?
– Nie. Nie zdradziłem. – powiedział w końcu przez zaciśnięte zęby. Może to absurdalne, ale oczekiwał większych emocji po kochanku. Mógłby go nawet uderzyć, mógłby przeklinać. W zasadzie nie słyszał nigdy, by Aaron klął.
– Więc czemu to mówisz…? Chcesz… odejść…?
Danny nie odpowiedział nic, czekając z bijącym sercem na kolejne słowa. Odwrócił spojrzenie, nie mogąc już znieść wbitych w niego granatowych oczu. Teraz naprawdę chyba chciał. A może bardziej zależało mu na czymś w stylu: ‚ Nie pozwolę ci tak po prostu odejść’, albo ‚Nie myśl, że tak po prostu wyrzucisz mnie ze swojego życia!’
– Dużo myślałem o tym… wcześniej brakowało mi odwagi… i teraz też brakuje, ale…  dajmy sobie trochę czasu… – wyznał patrząc gdzieś w bok.
Kiedy uniósł spojrzenie, zobaczył jak kochanek wypuszcza powoli powietrze z płuc.
– Cóż… – usłyszał po chwili i aż poczuł kręcące się mu w oczach łzy.
‚Cóż’? Tylko na tyle było stać Aarona po tych wszystkich miesiącach?
Uważał siebie za takiego wrażliwego człowieka, ale nawet gdyby od tego zależało jego życie, nie umiałby nazwać emocji, jaka pojawiła się w tym spojrzeniu.
Czy to był żal? Gniew? Smutek?  A może pustka?
On nie zobaczył jednak nic. Czując łzę zbierającą się pod prawą powieką odwrócił się i ruszył do przedpokoju, gdzie drżącymi dłońmi zaczął się ubierać.
Nim wyszedł, odwrócił się w kierunku salonu, gdzie w wejściu nadal widział odwróconego w swoją stronę Aarona.
– No powiedz coś. Powiedz co czujesz, co myślisz? – powiedział półgłosem, starając nie brzmieć zbyt żałośnie. Aaron usłyszał go i wszedł do przedpokoju.
– Nie wiem… co powiedzieć. – odparł cicho.
Danny zacisnął zęby, czując jak kolejny zawód ogarnia jego serce.
– Pa…! – rzucił w kierunku mężczyzny, który nawet na niego nie spojrzał.
Wyszedł z mieszkania i szybko zbiegł na dół.
Przebiegł szybko przez hall wybiegając z budynku, później przez zdarte przejście dla pieszych i cały czas miał nadzieję, że coś go zatrzyma. Nieważne – samochód na ulicy, potrącony przechodzień. On chciał się zatrzymać, zetrzeć łzę, która uporczywie zawisła w kąciku oka.
Ale czy nie tego chciał?
Przez cały cholerny miesiąc zastanawiał się nad tym co między nimi jest, co do niego czuje. Kiedy po kolejnych kilku metrach zatrzymał się, zaśmiał się z siebie szyderczo. Był sam.
Bez problemu jakim był nic nierozumiejący, niewrażliwy według niego facet.
Czy nie tego właśnie chciał?
Ruszył spokojnym krokiem przed siebie, czując bezbrzeżną pustkę.
Przecież tego właśnie chciał, pomyślał, zwalniając jeszcze bardziej.
Ciemne, zimne miasto uspokajało go i drżenie warg zrzucił na panujący wokół chłód.
Wiedział, że zawalił. Obaj byli facetami i nie wymagał od Aarona Bóg wie czego. Tylko żeby go czasami przytulił, tak przy wszystkich, złapał za rękę, pocałował. Z drugiej strony, sam się tego troszkę wstydził, ale gdyby Aaron się odważył, oddałby uścisk czy ten pocałunek. Naprawdę. Oddałby.
Nigdy nie dostawał od niego prezentów. Nie wymagał tego, ale chciał coś od niego dostać. Głupi drobiazg ze straganu, głupią pamiątkę z jego podróży, które często odbywał do innych filii sieci restauracji, którymi zarządzał jego szef. Coś co mógłby postawić przed oczyma i na czego widok zalewałyby go dobre wspomnienia. Mógł nawet dostać od niego pieprzony kubek z napisem miasta za kilka dolców, brelok za kilkadziesiąt centów,  cokolwiek co mogłoby poświadczyć, że Aaron o nim myśli.
Co kilkanaście metrów zatrzymywał się i odwracał. Miał nadzieję, że blondyn będzie za nim, że nie pozwoli mu jednak odejść.  Ale jego tam nie było.  Jak zwykle.
Nawet nie wiedział kiedy znalazł się znowu pod klubem, kiedy znowu zalały go kolorowe światła, a dudniąca, pulsująca muzyka ogłuszyła go. Atmosfera Asylumu ugościła go jak wtedy, jednak tym razem nie sprawiła, że przestał myśleć o kochanku.  Idąc w kierunku baru, już z daleka dostrzegł śmiejącego się barmana, który kokietował innego klienta.
Zwolnił kroku nagle zastanawiając się, czego tutaj w ogóle szukał. Czego się spodziewał? Że barman będzie już na niego czekał we drzwiach, że ucieszy się na jego widok? Nim zdążył pomyśleć o powrocie, był już przy barze, zajmując stołek i rozbierając się z kurtki.
– Co dla ciebie? – usłyszał nagle i przeniósł rozkojarzone spojrzenie na stojącego przed nim barmana.
Rudzielec z tunelami w uszach uśmiechnął się przyjaźnie i spojrzał wyczekująco.
– Whisky z lodem. – powiedział i zerknął w bok na krzątającego się po drugiej stronie baru Latynosa.
– Jasne. – odparł chłopak i już po chwili podsunął mu szklankę.
Danny odetchnął i pochylił się nad zamówieniem. Boże, czego on tu szukał? Czego się spodziewał?
Przymknął aż oczy zażenowany swoją obecnością tutaj oraz całą tą sytuacją u Aarona. Po co to zrobił? Naprawdę było tak źle? Naprawdę uparł się by zrobić z siebie takie… uh, widowisko? Było mu bardzo głupio, tylko tego był pewien.
W zasadzie u niego w  domu nigdy nie rozmawiano o uczuciach, rodzice nigdy ich sobie nie okazywali, ale nie mógł chyba do końca ich obwiniać o to, że też taki był. Że żenowało go publiczne okazywanie uczuć, mówienie o emocjach. Przecież teraz był już dorosły, nie był nimi, mógł sam decydować jaki chce być, prawda? Więc czemu pomimo postanowień, że będzie inny, bardziej otwarty, teraz było mu tak głupio? Czemu chciał zerwać z Aaronem, skoro mogli sobie spokojnie żyć? I czemu tak bardzo teraz żałował tej sceny jaką mu zrobił? Może powinien zadzwonić i przeprosić?
– Mmm… zawsze, gdy świętujesz, wyglądasz jakbyś zalewał smutki? – usłyszał przed sobą i poderwał głowę z ramion.
Jake stał przed nim, podpierając się ramieniem o blat i uśmiechając krzywo.
– Kolejna udana operacja? – zapytał Latynos.
Danny aż odetchnął płycej widząc jak pełne usta składają się w pojedyncze słowa i wracając myślami do ich pocałunku w tamtym śnie.
– N- nie.. – powiedział, kręcąc głową i starając się zebrać myśli – Dzisiaj naprawę je zalewam.  – powiedział po chwili i pchnął w jego kierunku pustą już szklankę.
– Przez chwilę pomyślałem, że nie poznajesz już ludzi… Danny… – powiedział nisko mężczyzna, zabierając szklankę i stawiając przed nim kolejną.
Lekarz poczuł drżenie serca.  Nie mógł ukrywać, że był mile połechtany tym, że barman pamiętał nawet jego imię.
– Pamiętasz wszystkich swoich klientów? – zapytał, zaciskając na kolanie drżącą rękę.
Latynos zaśmiał się lekko i pochylił bardziej w jego kierunku.
– Tylko tych wartych zapamiętania. – powiedział wbijając w niego spojrzenie.
Danny poczuł jak jego ciało przechodzi dreszcz, który kłuł jego kark milionami drobnych igiełek. Dawno  tego nie czuł.
Nie wiedząc co powiedzieć, popił ze szklanki, zasłaniając nią twarz. Mimo woli zerknął w kierunku siedzącego na drugim końcu baru mężczyzny, którego wcześniej Jake obsługiwał. Po co to zrobił, nie miał pojęcia, jednak gdy  wrócił spojrzeniem do Latynosa, po jego krzywym uśmiechu łatwo wywnioskował, że mężczyzna to zauważył.
– To co cię dzisiaj dręczy? – zapytał barman, mieszając drinki i ustawiając je na okrągłej tacy – Wiesz, że to fryzjerom i barmanom ludzie zwierzają się najczęściej? – dodał z niegasnącym na ustach uśmiechem.
– Nie psychologom? – podsunął Danny, w duchu będąc wdzięcznym, że Jake nie rzucił żadnego komentarza o zazdrości.
I właściwie czemu tak pomyślał? Czyżby był zazdrosny o obcego faceta, z którym tylko raz zdarzyło mu się do tej pory rozmawiać?
– Nie każdego stać na sesje i prywatnych instruktorów. – odparł niezrażony mężczyzna.
– Wydaje mi się, że godzinna sesja z psychologiem jest tańsza od całej nocy picia w barze. – zauważył Danny, popijając ze szklanki.
– Mmm… ale nie jest tak miło, jak w jakiejś knajpie. – zaśmiał się Jake – Zresztą sam chyba jesteś na to dowodem. – pochylił się ponownie do niego i uśmiechnął rozbrajająco. – Słuchaj, Danny… właśnie mam przerwę, może skoczysz ze mną na fajka? – zapytał niskim głosem i spojrzał na niego zdecydowanym spojrzeniem.
Lekarz odetchnął tylko i pokiwał twierdząco głową. Jake podszedł na chwilę do drugiego barmana i już po chwili wrócił do niego, zapraszając do wejścia znajdującego się na końcu lady. Gdy zza niej wyszedł, przeszli przez znajdujące się obok niej drzwi i znaleźli się zaraz w wąskim małym korytarzyku. Latynos zgarnął wiszącą na wieszaku bluzę w kratę i założył ją na siebie.
– Ach… w końcu chwila przerwy… – zaśmiał się, idąc przed lekarzem i przeciągając się lekko – Cały już zesztywniałem od garbienia się za tym barem. – dodał, otwierając dwuskrzydłowe drzwi i wchodząc do kolejnego pomieszczenia – To taki magazyn. Musimy przez niego przejść, żeby wyjść na zewnątrz. Uważaj, szwankuje nam coś tu ostatnio instalacja… – powiedział, prowadząc Danny’ego w głąb pomieszczenia.
Zaraz zamknęły się za nimi drzwi i lekarz starał się iść zauważoną wcześniej ścieżką, pomiędzy kartonami i pudłami. Po chwili jednak jęknął z bólem, gdy uderzył kolanem w jakąś twardą skrzynkę.
– Danny? – usłyszał  z którejś strony i obejrzał się w ciemności – Mówiłem, żebyś uważał. – zaśmiał się tuż koło jego ucha Jake i złapał go zaraz za rękę – W porządku?
– Tak… – szepnął lekarz i dał się poprowadzić barmanowi. – Widzisz cokolwiek? – zapytał, zaciskając rękę na jego gorącej dłoni. To było bardzo przyjemne.
– Nieee… – zaśmiał się Jake – Po prostu znam tę trasę na wylot. – zaśmiał się i faktycznie po kilku kolejnych metrach Danny usłyszał skrzypienie drzwi i wyszli za klub, na wychodzące na zewnątrz schody.
Jake puścił mężczyznę i poprowadził go po schodkach tak, że wyszli po chwili na poziom ulicy, którą Danny zauważył na końcu wąskiego zaułku w którym stali.
Latynos oparł się nonszalancko o barierkę, za którą znajdowało się zejście do magazynu i wyciągnął papierosy, proponując je Danny’emu.
– Dzięki, nie palę. – odmówił lekarz, na co ten tylko się wyszczerzył.
– Pan doktor… – zaśmiał się przyjaźnie i wyciągnął ustami papierosa, zaraz go podpalając małą zapalniczką.
Danny wsunął ręce w kieszenie, żałując, że nie wziął ze sobą kurtki.
– Zimno ci? – zapytał  od razu Jake, zaciągając się papierosem.
– Trochę… w sumie nie pomyślałem, by zabrać coś ze sobą. Nie wiedziałem, że wychodzimy na zewnątrz. – zatrząsł się szatyn – Mam nadzieję, że nie należysz do gości delektujących się każdym buchem.
– Należę. – zaśmiał się barman i wsadzając w usta fajka, zaczął ściągać z siebie bluzę. – Trzymaj. – podał mu ją, zostając w samej czarnej bokserce.
– Żartujesz…? Przeziębisz się. – powiedział  Danny, czując się co najmniej dziwnie – Ja mam przynajmniej długi rękaw.
– Bo niby ta twoja koszulka taka gruba. Weź i nie marudź. – Latynos wepchnął mu w ręce ubranie i zaraz schował rękę do kieszeni obcisłych, skórzanych rurek – Najwyżej przyjdę do ciebie po zwolnienie. Mi się przyda trochę odpoczynku, a jak ty pójdziesz na chorobowe, nie będzie komu składać połamańców.
– Dziękuję… – szepnął Danny, przyjmując bluzę i zarzucając ją na ramiona z lekkim uśmiechem błądzącym mu po ustach. – Długo już tu pracujesz? – zapytał, rozglądając się po zaśmieconej wąskiej uliczce.
– Mmm… będzie kilka lat. – zastanowił się Jake – Ale nie jest źle. Jestem już kierownikiem sali na zmianie.  – zaśmiał się – Może to nie tak poważna fucha, jak ratowanie życia, ale lubię to. – dodał, a  Danny na próżno doszukiwał się w jego przyjaznych oczach zazdrości lub zawiści.
– Wieczny imprezowicz? – podsunął, przyglądając mu się w zastanowieniu.
– Nieee… Znaczy lubię się zabawić, jak każdy, ale wiesz… wiek do czegoś zobowiązuje. – zaśmiał się, paląc powoli. – Trzeba zacząć myśleć poważnie o życiu.
– Poważnie? Masz dwadzieścia cztery lata dopiero…
– Mówi to facet około trzydziestki, który większość życia poświęcał specjalizacjom? – zaśmiał się Jake, stukając go lekko w ramię.
– Ach… masz rację. – odparł Danny wypuszczając powoli powietrze z płuc i spuszczając wzrok na asfalt pod nogami – Ale skoro tak, to chyba mam większe doświadczenie w poważnym myśleniu o życiu, co? – zapytał, odsuwając się o kilka kroków do tyłu i opierając o ciemną ścianę.
– I mówisz, że za wcześnie? – zapytał zaraz barman, przechylając w bok głowę.
Danny zamyślił się chwilę.
– Nie wiem co masz na myśli… – zaczął powoli – Jesteś gejem? – zapytał, nim w ogóle zastanowił się nad pytaniem.
– Bi…
– No, to skoro masz na myśli żonę i dzieci, myślę, że za szybko… Sam chyba nie byłbym pewien czegoś takiego… – powiedział półgłosem – Gdybym był bi. – sprostował od razu.
– A gdybym myślał o przystojnym, ustawionym mężczyźnie…? Może prawniku…? – powiedział zadeptując butem niedopałek rzucony na ziemię – Lekarzu…? – dodał, a  Danny rzucił w jego stronę szybkie spojrzenie, czując jak serce mu przyspiesza.
– Lekarzu? Nie polecam… – zaśmiał się nieco skrępowany – Mają ciągłe dyżury, nieprzewidywane zmiany planów, nagłe wypadki… Rzadko mają czas na cokolwiek poza pracą. – powiedział, zauważając, jak Jake zbliża się do niego.
– Wiesz… myślę, że gdyby miał odpowiednią motywację, nie brałby dodatkowych dyżurów i wracał szybko do domu. – odparował Latynos i zaraz też znalazł się przy Dannym, podpierając się ręką o ścianę.
Był od niego wyższy o kilkanaście centymetrów i pochylił się, by zrównać się z nim poziomem oczu.
– Nie sądzisz? – zapytał, uśmiechając się krzywo.
Lekarz zmarszczył brwi i odetchnął głęboko, czując ciepło bijące od mężczyzny. Zaraz odwrócił spojrzenie.
– Przecież wiesz, że mam faceta… – powiedział w końcu.
– Wiem też, że nie jesteś z nim szczęśliwy. – odparł od razu Jake i łapiąc go za podbródek zmusił go, by na niego spojrzał.
Szatyn przełknął ciężko ślinę.
– Jestem. – skłamał, jak miał w zwyczaju i znowu spróbował odwrócić głowę.
– I dlatego przychodzisz tu sam? Pozwalasz mi się podrywać? – zapytał gładząc go po policzku.
– Nie pozwalam. – powiedział cicho Danny.
Jake pochylił się bliżej do ust lekarza i owiał jego twarz gorącym oddechem, pachnącym dymem papierosowym. Szatyn zsunął wzrok na jego wargi i aż zacisnął dłonie.
Cała ta sytuacja zawracała mu w  głowie. To było takie inne niż wszystko co do tej pory przeżywał, chociażby z Aaronem. Jake – seksowny i zdecydowany, był całkowitym przeciwieństwem jego kochanka.
– Po co to robisz? Nawet mnie nie znasz… – wydusił w końcu przez zaciśnięte gardło.
– Ale chcę cię poznać. – odparł barman półgłosem.
– Zaczynając od tego? – zapytał Danny, zerkając na jego usta.
– Od czegoś trzeba.
Lekarz odetchnął i przymknął aż oczy. Z jednej strony chciał, by Jake w końcu go pocałował, tym bardziej, że przed oczyma stawała mu ta scena ze snu. Cały drżał mocno i barman na pewno to czuł.
Ale z drugiej… Czy to było do końca fair wobec Aarona i samego Latynosa? Danny miał wrażenie, że to pomiędzy nim i kucharzem nie jest definitywnie skończone. Że tego wieczora powiedział to tylko po to, by Aaron go zatrzymał, by  w końcu okazał mu jakieś emocje. Co, jeżeli zostałby tylko zabawką barmana? Co, jeżeli po wszystkim zostanie już naprawdę sam, bo Aaron nie zechciałby później znowu z nim być? Skoro miał normalny, stabilny związek, czemu nagle zachciewało mu się czegoś ekstra, czegoś innego?
– Nie zdradzę mojego faceta. – powiedział w  końcu – Nawet jeżeli mamy teraz te gorsze momenty, nie zdradzę go. – powtórzył odwracając głowę.
Po chwili poczuł jak Latynos opada na niego całym ciałem i przytula się do niego.
– Czemu ja nie mogę znaleźć takiego faceta…? – zaśmiał się nagle, oddychając głęboko – Ładnie pachniesz… – dodał, sprawiając, że Danny aż poczerwieniał na policzkach.
– Może to tylko mylne pierwsze wrażenie? – podsunął mu, czując się wybitnie skrępowany.
Jake odsunął się od niego, łapiąc za rękę oparł się obok niego o ścianę.
– Już drugi raz mi odmawiasz… i wtedy tamtemu kolesiowi… – zamyślił się – Myślę, że inni by się wahali.
– Ja też się waham… w każdym razie  z tobą… – powiedział Danny, nie patrząc na niego – Ale nie mógłbym mu później spojrzeć w oczy… Nie ważne jak teraz jest miedzy nami.
– Rozumiem… – pokiwał głową Jake i wyjął ustami drugiego papierosa z paczki wyciągniętej z kieszeni.
Danny zamyślił się chwilę, po czym przyjrzał się barmanowi z  boku. Mężczyzna palił powoli, głębokimi westchnieniami wypuszczając z płuc dym. Jego zgrabny profil odcinał się na zamazanym tle odległej ulicy, a on po raz kolejny powrócił myślami do tamtego snu.
– Wiele razy ktoś cię zdradził? – zapytał w końcu, by przestać się  zastanawiać jakby to było spróbować.
Jake odwrócił się i spojrzał na niego poważnie, co aż zaskoczyło szatyna.
– Dwa…? – powiedział, po czym zaciągnął się papierosem i potarł kciukiem po brodzie – A raz to ja zdradziłem… – dodał ciszej – Faceci to świnie. – prychnął w  końcu – No, a ty? O co się pokłóciłeś ze swoim?
Danny zamrugał zaskoczony i odetchnął ciężej.
– Pokłóciłem? – powtórzył – Nie wiem czy to właściwie jest kłótnia…
– To co to jest?
– Nie wiem… – wzruszył ramionami niższy z mężczyzn – Coś dziwnego. Jak całe nasze bycie ze sobą.
– Czemu tak myślisz? Coś jest nie tak?
– Chyba wszystko jest okay…
– Nie rozumiem… – zaśmiał się w końcu Jake i spojrzał na niego uważniej – Skoro jest okay, to czemu mówisz, że jest dziwnie i czemu macie te gorsze momenty?
Lekarz odetchnął i zmarszczył brwi. Nie czuł się zbyt pewnie i nie wiedział, czy powinien w ogóle zaczynać ten temat, i zwierzać się Jake’owi.
– Wydaje mi się, że oczekuję czegoś innego… – powiedział powoli.
– To twój pierwszy facet?
– Trzeci, ale jak się głębiej zastanowię, poprzednie związki były podobne… Nigdy nie miałem czasu na jakieś romantyczne randki i tak dalej… Szczególnie gdy robiłem specjalizacje… Co zabawniejsze teraz to mnie ich najbardziej brakuje… – wytłumaczył Danny – Stąd może to wszystko moja wina?
Jake zagasił papierosa butem i stanął ponownie naprzeciwko szatyna.
– Nie wiem o co chodzi… – zaśmiał się – Myślę jednak, że jeżeli masz jakiekolwiek wątpliwości powinieneś z nim o nich pogadać.
– Rozmawialiśmy o tym nie raz. – odpowiedział od razu Danny, a widząc pytające spojrzenie pokręcił głową. – Nie, nic się nie zmieniło. – dodał.
– To zerwij z nim. – odparł od razu Jake.
Lekarz wytrzeszczył na niego oczy.
– Tak łatwo to powiedzieć… – westchnął.
– Zrobić również. – rzucił lekko barman – Po co masz się męczyć w związku, który cię nie zadowala? Jesteś młody, przystojny, z łatwością znajdziesz kogoś, z kim będziesz szczęśliwy.
– Jestem szczęśliwy. – wtrącił Dan, czując się w obowiązku, by to dodać.
– Właśnie widzę… – zaśmiał się Latynos – Danny, gdybyś był szczęśliwy nie wahałbyś się. Ten wieczór spędziłbyś  z nim, a nie z napalonym barmanem. – dodał ze śmiechem – To naprawdę jest proste. Och… Już dawno powinienem wrócić za bar… Chodź… – pociągnął go z rękę, do schodów.
– Ty byś zerwał…? – zapytał Danny idąc za nim przez ciemny magazyn.
– Oczywiście. – odparł pewnie barman, ściskając go za rękę.
Danny’ego trochę denerwowała ta jego pewność siebie. Jakby wszystko było takie czarno białe! To prawda, łatwo było zerwać i zostawić wszystko, ale dużo trudniej było o coś walczyć i coś naprawić. Czy takie rzeczy nie cementowały związków? Nie dowodziły tego, że warto o coś walczyć i wspólnie pokonywać przeciwności?
I czemu nagle, do cholery zaczynał bronić Aarona, skoro do tej pory tak bardzo był na niego zły, tak bardzo zawiedziony jakością ich związku i tak wiele razy myślał o zerwaniu?
– Mówi to facet, który zamiast zerwać, zdradził… – rzucił w  końcu, gdy znaleźli się już w korytarzyku prowadzącym na salę.
Jake zatrzymał się i odwrócił do niego z gniewem w oczach.
– To nie jest takie proste. – warknął, puszczając jego rękę.
– Ależ jest! – odpyskował mu Danny – Sam sobie zaprzeczasz. Nie mogłeś zakończyć jednego związku, nim przespałeś się z kimś innym? – rzucił, ściągając z ramion bluzę i wpychając ją w ręce barmana. – Łatwo mówić innym, co mają robić. – posumował, wymijając Jake’a i ruszając w stronę drzwi.
Latynos jednak szybko złapał go za rękę i popchnął na ścianę. Szybko przycisnął go do niej i pocałował mocno, miażdżąc jego usta swoimi mięsistymi wargami. Lekarz jęknął i zaparł się rękoma, czując jak gorący język wdziera się do jego wnętrza. Nim zdążył pomyśleć, już oddawał pocałunki z zaangażowaniem, o które wcześniej nawet by siebie nie podejrzewał. Gorzko- słodki smak ust barmana bardzo szybko go od siebie uzależnił, a ręce zamiast odpychać napastnika, przyciągały go do siebie jeszcze bliżej. Ciało naprzeciwko niego pachniało tak obłędnie i było tak gorące, że prędzej by się  z nim stopił niż je odepchnął. Zachłanność i namiętność z jaką Jake go całował, uderzała mu do głowy i była nieporównywalna do sposobu w jaki całował się z Aaronem.
Zaraz… z kim?
– Jake! – usłyszeli nagle z boku – Wracaj do cholery, do roboty! – zaśmiał się, przechodzący obok nich kelner.
Danny zaparł się, chcąc odepchnąć mężczyznę. Zawstydzony tym, że zostali przyłapani, zerknął w bok dostrzegając światła sączące się zza bujających się jeszcze skrzydeł drzwi. W tej chwili także się opamiętał i  poczuł pierwsze oznaki wyrzutów sumienia.
Latynos oderwał się od  niego dopiero po kilku kolejnych pocałunkach.
– Pocałunek, to już zdrada? – zapytał schrypniętym głosem i otarł powoli usta.
Lekarz odepchnął go mocno od siebie i jęknął aż w duchu.
– Właśnie dlatego lepiej z nim zerwij. – dodał jeszcze Jake, nim Danny wyszedł na salę i skierował się do stołka przy którym zostawił kurtkę.
Drżącymi dłońmi wyciągnął z kieszeni spodni portfel, a z niego banknot.
Nie mógł uwierzyć, że tak po prostu pozwolił na to barmanowi. Że go całował,  że  w ogóle tak łatwo się tym podniecił!
– Danny… – Jake dopadł go ponownie łapiąc za rękę i ciągnąc w kierunku drzwi, by mogli spokojnie zamienić kilka słów. – Nie bądź zły, ale sam widziałeś…
Szatyn wyrwał mu się i zarzucił szybko kurtkę na plecy.
– Co widziałem? – warknął, szarpiąc się  z rękawami – Co chciałeś mi tym udowodnić, co? – rzucił, naprawdę wkurzony.
– Nie pozwoliłbyś na to, gdybyś faktycznie był szczęśliwy. – wytłumaczył Latynos, jakby to było oczywiste.
– Nie doszłoby do tego, gdybyś… nie uroił sobie czegoś! – wysyczał Danny, stukając mężczyznę palcem w mostek – To tylko głupi pocałunek. – prychnął.
– Skoro tak, to czemu, wzbudził w  tobie aż tyle emocji? – zapytał Jake, wypowiadając na głos, myśli Danny’ego.
Lekarz szybko odwrócił się i ruszył ku wyjściu. Chciał już być na zewnątrz, postarać się o tym zapomnieć.
Uratować własny związek i nigdy więcej nie spotkać tego barmana, który zdawał się być chyba ucieleśnieniem idealnego, gorącego kochanka, pomyślał Danny czując mrowienie ust.

Reklamy

13 thoughts on “Till We Are Vol. 2 Ch.13

  1. Witam,
    no cóż żal mi Dannego, Arron nie jest taki pewny, ugodowy jest całkowicie…
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie

  2. No, byłoby mi smutno, gdyby się nie pocałowali.
    Ale tak jakoś rozumiem Dannego. Ja na jego miejscu też miałabym wyrzuty sumienia i to ogroomne. Nawet, jeżeli nie byłabym szczęśliwa w związku.

    1. ha ha ha~! Na szczęście to się stało… Znaczy dla nas na szczęście… dla nich może nie wyjdzie to na dobre…
      Uch… Danny… no ciekawe jak się sytuacja rozwinie… W ogóle co myślisz o tym jego związku z Aaronem? C:

  3. Emm, no więc jakoś przez październik przeczytałam WSZYSTKO co zamieściłaś na tym blogu i, choć przeważnie tego nie robię, postanowiłam czytać na bieżąco c:
    Komentarz pojawia się dopiero teraz, ponieważ komentowanie nie jest czymś, co mam w zwyczaju, przeciwnie – raczej tego unikam. Jednak kiedy zorientowałam się, że jest to jedyny blog, który przykuł moją uwagę do tego stopnia, że cały tydzień wyczekuję na nowy rozdział, stwierdziłam, że czas to zmienić xD
    Szczerze mówiąc zakochałam się we wszystkich postaciach, a także w Twoim stylu ;)
    Fabuła jest boska. Urzekło mnie, że piszesz o zwyczajnych ludziach. Może dlatego, że spotkałam tyle opowiadań, w których główni bohaterowie są sławnymi muzykami, artystami…
    Innymi słowy: wielbię Cię na klęczkach za to co robisz i życzę duuużo weny, oby tak dalej ^^

    1. Witaj Alive~!
      A widzisz, a ja jestem przeszczęśliwa, ze piszesz~! Potrzebowałam dzisiaj małego zastrzyku motywacji i proszę~~ Dobrzy ludzie istnieją. xD
      Tyle dobrych słów, że aż się śmieje do nich. Cieszę się, że tak trafiłam w Twój gust. Obyś wpadała jak najczęściej. Kto wie? Może któryś z przyszłych rozdziałów również zmotywuje Cię do napisania komentarza? Oby~! xD
      Dziękuję~~! Postaram się być coraz lepsza~! <3

      A po kolejny rozdział, zapraszam już w piątek~! C:
      Trzymaj się cieplutko~! C:

  4. Ja również czekam z niecierpliwością na Ethan’a. I oczywiście Keith’a również.
    Póki co nowi bohaterzy do mnie nie trafili, ale może z czasem się to zmieni. Choć przyznam, że intryguje mnie trochę ten cały Aaron. Zachowuje się naprawdę dziwnie, coś musi się za tym kryć, O.o

    Pozdrawiam :)

    1. Och~~ Szkoda, ale może faktycznie z czasem ich chociaż trochę polubisz? Aaron? Ha ha ha~! No cóż, lepsze to niż nic. C: Ethana nie obiecuję, ale Keith~~~ Mówisz i masz~~! xDD

      Do zobaczenia w piątek~! C:

  5. Aaron coś nie plusuje… sama nie wiem, co o nim myśleć. W dalszym ciągu mnie denerwuje. Zachowuje się tak, jakby w ogóle mu nie zależało. Ale to wszystko pokazywane jest póki co od strony uczuciowej Danny’ego i jak on to wszystko widzi. W gruncie rzeczy nie mamy pojęcia, co się dzieje w głowie Aarona. Może po prostu ma zbyt niską samoocenę? No bo gdyby miał o sobie jakiekolwiek pozytywne mniemanie, to zareagowałby jakoś agresywniej na sugestię o zdradzie… Widać, jakby w ogóle nie miał żadnych emocji… a może tak naprawdę on je wszystkie w sobie dusi? Nie pozwala im wyjść na światło dzienne, bo się czegoś… obawia? Może tego, że zostanie sam? Może w rzeczywistości zależy mu na Dannym, ale nie wiem… ma kurczę jakieś wewnętrzne opory? Wstydzi się tego, kim jest tak bardzo, że nie potrafi być do końca sobą nawet we własnym domu, a co dopiero poza nim? A te malinki? Może nie tyle, co ich nie lubi, a po prostu boi się, że ktoś mógłby je zobaczyć…?
    A Danny? Jeśli chodzi o sny, to mówi się, że odzwierciedlają nasze pragnienia… Ale czy on rzeczywiście o tym marzył? Nie wiem… Na pewno o tym myślał. Myślał o tym, jak to by było całować się z Jakem… Czy rzeczywiście tego chciał? Nie mam pojęcia. Nie jestem pewna, czy on sam wie, czego chce. Z jednej strony twierdzi, że kocha Aarona i jest z nim szczęśliwy, a z drugiej brakuje mu wielu rzeczy, których Aaron nie chce… a może nie potrafi mu dać. A może zwyczajnie brakuje mu bliskości… zaangażowania… jakiejkolwiek inicjatywy czy zapewnienia ze strony Aarona, że mu zależy. W końcu zawsze czeka na jakąś reakcję kucharza, żeby go zatrzymał jak wychodzi czy w dzisiejszej sytuacji jak się zastanawiał nad odejściem. Tego „zostań ze mną” czy „nie opuszczaj mnie”. Jeśli Aaron się nie weźmie w garść, to Danny może go naprawdę zostawić.
    Co do Jake’a… już sama nie wiem… Wydaje się sympatyczny itd., ale czy to wszystko nie są pozory? Czy zależy mu na stałym związku czy może chce się tylko przespać z lekarzem, tak jak było w przypadku Anthony’ego (ale w jego przypadku oboje chcieli tego samego- seksu. Danny’emu zależy na związku)? Niby pamięta go, nawet jego imię, ale… po tej ich rozmowie… radzi mu, żeby zerwał i twierdzi że nie jest to wcale takie trudne, a jak Dan zapytał czemu on zdradził zamiast zerwać, to twierdzi, że to wcale nie jest takie proste. Sam sobie zaprzecza. Tak jak Danny, który mówi, że jest szczęśliwy, a w rzeczywistości wcale tak nie jest. Przynajmniej nie do końca, bo ma duże wątpliwości… Ale teraz o Jake’u. Łatwo jest radzić innym. Mam poważne wątpliwości, czy sam by skorzystał ze swojej rady. Jakoś nie do końca mu ufam.
    Jestem łaskawa i daję Aaronowi jeszcze jedną szansę. Znaj moją dobroć XD Mam nadzieję, że nie mylę się co do niego i się otworzy, nabierze odwagi czy cokolwiek.
    Dobra, kończę, bo mi jakieś wypracowanie wyszło. Chociaż i tak czuję, że coś pominęłam.

    „Ciemno zielony wypoczynek, który zajmowali pasował kolorem do stojącego przed nim stolika.”- „Ciemnozielony” i brakuje przecinka po „zajmowali”.
    „Nawet nie zauważył, w którym momencie z jego ciała zniknęła koszula, a Aaron zsuwał z niego spodnie, jedną ręką masując go przed obcisłe, czerwone bokserki.”- „przez”.
    „Nieważne- samochód na ulicy, potracony przechodzień.”- a nie „potrącony”?
    „Przymknął aż oczy zażenowany sową obecnością tutaj oraz całą tą sytuacją u Aarona.”- „swoją”
    „- Pamiętasz wszystkich swoich klientów?- zapytał, zaciskając na kolenie drżącą rękę.”- „kolanie”.
    „Danny poczuł jak jego ciało przechodzi dreszcz, który kuł jego kark milionami drobnych igiełek.”- „kłuł”. Kuje się żelazo XD
    „Nie wiedząc po powiedzieć, popił ze szklanki, zasłaniając nią twarz.”- „co” nie „po”.
    „Czyżby był zazdrosny o obcego faceta, z którym tylko raz zdarzyło mi się do tej pory rozmawiać?”- „mu”.
    „Uważaj szwankuje nam coś tu ostatnio instalacja… – powiedział prowadząc Danny’ego w głąb pomieszczenia.”- przecinka brakuje po „uważaj” i nie jestem pewna, ale chyba też po „powiedział”.
    „Po chwili jednak jęknął z bólem, gdy uderzył kolanem w jakąś twardą skrzynkę.”- a nie „z bólu”?
    „- Tak… – szepnął lekarz i dał się poprowadził barmanowi.”- „poprowadzić”.
    ” Dzięki nie palę.”- tu chyba też przecinka brakuje.po „Dzięki”.
    „- I mówisz, że za wcześnie? – zapytała zaraz barman, przechylając w bok głowę.”- „zapytał”.

    Pozdrawiam i życzę weny :)
    Czekam z niecierpliwością na next. Chcę Ethana!!! Nie każ mi zbyt długo na niego czekać.

    1. Uch… wiesz, może to i wszytko prawda, o Aaronie, może faktycznie jest tak, jak mówisz. Ale czy to go usprawiedliwia? Nie chcę uparcie bronić Danny’ego bo też pewnie swoje za uszami ma i nie jest takim idealnym facetem, ale przecież wiele razy starał się wyciągnąć z kucharza emocje/ problemy/ myśli. Są już bardzo długo ze sobą, Danny jest mu oddany, a Aaron? Może boi się, że zostanie sam,ale jak o Danny’ego nie zawalczy to niechybnie tak się stanie… Dx
      Mhm~! Myślę, że myśli Danny’ego mamy bardzo dużo i wiemy, że brakuje mu zaangażowania ze strony kochanka. Dostrzega wady Aarona, jednak jak to zazwyczaj jest, jak się z kimś jest (oho) ‚przymyka’ na nie oko… Mmmm, na pewno brakuje mu takiego bycia z kimś, a nie tylko seksu… A czy to może być powód do zerwania? Zobaczymy.
      Jake… Cóż, szczególnie po tym rozdziale dostało mu się po nosie i pokazał swoją ciemniejszą stronę. Hm.. Czy sam skorzystałby ze swoich rad? Myślę, że po wszystkich zdradach jakie przeszedł – tak. Podobnie jak Danny (jak zauważyłaś) sam sobie zaprzecza. Ale czy tacy nie są przypadkiem ludzie? Danny ma ogrooomne wątpliwości, ale innym mówi, że jest szczęśliwy, Jake podobnie… Najtrudniej jest ogarnąć swoje życie, a dawać rady innym – bardzo łatwo.
      Och, lubię wypracowania~! xDD

      A tyle błędów aż…. łaaa~~ Wstyd mi~~Dx
      Już lecę poprawiać~~ QuQ
      Dziękuję~! <3

      Heeej… Ethana nie ma dopiero od miesiąca… Zarówno w Denver jak i na blogu~~ Dajmy chłopakowi odetchnąć. xDD
      Trzymaj się~~! :3

  6. Chyba jeszcze nie komentowałam…. Lubię to robić, ale nigdy nie miałam czasu, gomene :c
    Bardzo podoba mi się twój blog :3 Czasem mam tylko wrażenie, że rozdziały są za krótkie :( [ ale ktoś tam powiedział, że jeśli moim zdaniem rozdział jest za krótki to oznacza, że historia po prostu wciągnęła ;) ]
    Dobrze się to czyta :3
    Chociaż, z niewiadomych dla mnie powodów nienawidzę rozdziałów o tym takim gościu, który kochał się w Anthony’m :c
    Zakochałam się za to w Theo i w Dannym :D Latynosa też bardzo polubiłam :D ( no i Anthonego nie można pominąć ;) szkoda, że tacy ludzie nie istnieją :( )
    Bardzo podoba mi się fabuła i o jak piszesz. :***
    No nic…
    Pozdrawiam i czekam na następny rozdział :D

    1. Nie~~ ja się nie gniewam. Miło jak się dostaje komentarze, ale sama po sobie wiem, ze czasami tak wychodzi, że nie wychodzi. C:
      Tak, tak, tak~~ Zacny człowiek to powiedział, zaprawdę~! xD A rozdziały uczciwie wahają się od 7.5 do 8 stron Worda, czcionką Aral Narrow,11 xD A ten miał nawet 9.5 z okazji Świąt…. tak jakby~~ xD
      Ojejej~~ Nie lubisz Ethana. Patrzę, szanse się wyrównują i już nie tylko biedny Theo jest hejtowany. I bardzo mnie to cieszy~! xD Ha ha ha~~! No niestety nie istnieją w ‚realu’, ale zawsze jest mój blog, na który chętnie zapraszam. Jak się wciągniesz to idealni chłopcy ożyją. C: Oho i lubisz Jake’a~~ \(^u^ )/

      Powodzenia~! Trzymaj się i zajrzyj w piątek~! C: <3

  7. Nie, nie, nie! Dlaczego koniec? Cholera i tak kibicuje Aaronowi i Dannyemu. A co jak ten Latynos go zdradzi?
    Glupi idiota. Ten Aaron moglby wziac sie w garsc!:<
    Pozdrawiam

    Damiann

    1. Uch~~ Jakie ostre słowa, nie jestem pewna do kogo są skierowane. xDD
      Cóż mogę napisać… myślę, jednak, że każdy zasługuję na drugą szansę, nawet Jake, pomimo że raz kogoś zdradził… Danny’ego jeszcze nie. xD
      Uch, Aaron to ciężki przypadek. pewnie ocknie się dopiero jak będzie już za późno. Oczywiście nie życzę mu tego… C:

      Trzymaj się ciepło <3
      Do piątku~! C:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s