Till We Are Vol. 3 Ch.11

Wsłuchując się w  paplanie Sary, Theo przymknął lekko oczy i odetchnął cicho. Był naprawdę już bardzo zmęczony i marzył chyba jedynie o tym, by już wrócić do domu i położyć się spać.
Zajęcia w szkole dłużyły mu się dzisiaj cholernie, podobnie jak sam dyżur w schronisku, podczas którego naprawdę nie mieli niemal nic do roboty, przez co czas spędzany w fotelu nużył go niemiłosiernie.
Cały wyjazd do Wirginii całkowicie wybił go z rytmu, ale Theo nie miał na co narzekać, przecież wszystko poszło tak dobrze. Kyle polubił go, podobnie jak jego nowi rodzice, a rodzice Anthonego tak dobrze porozumieli się z Sue. W dużej mierze dzięki Patrickowi, który podszedł do tego w bardzo pogodny i luźny sposób, nie robiąc z tego wielkiej sprawy. Po prostu porozmawiali z nią, poznali się i wrócili do Grinleey i chociaż Theo nie mógł być przy całej rozmowie, później gdy sam poszedł do matki ta zapewniała go, że wszystko jest w porządku, i że państwo Russel są bardzo mili.
Uśmiechając się lekko do swoich myśli, Theo odchylił głowę na oparcie wiklinowego fotela i po chwili sięgnął do kieszeni po telefon, jak zawsze gdy nie miał ochoty włączać się w dyskusje z wiecznie podekscytowaną czymś dziewczyną. Współczuł nieco Margaret, ale ta siedząc za kontuarem wydawała sobie nieźle radzić wypełniając papiery i od czasu do czasu kiwając głową, i przytakując dziewczynie.
Brunet przetarł twarz i kilkoma ruchami palca wszedł w galerię.
Oczywiście pierwszymi zdjęciami jakie przejrzał, były te najnowsze – jedno z matką, a następne z wizyty u Kyle’a. Przygryzając wargę, by nie śmiać się zbyt szeroko do telefonu na widok niezliczonej ilości dinozaurów, które regularnie pojawiały się na zdjęciach, przeglądał je powoli.
– Co masz? – usłyszał nagle i zwrócił spojrzenie na zaciekawioną mulatkę.
Uniósł na nią szybko spojrzenie i uśmiechnął się lekko.
– Nic takiego. – powiedział, przypatrując się jej z uwagą. Dziewczyna była zdolna niemal do wszystkiego, nawet do rzucenia się na niego i wyrwania mu telefonu z ręki, tego był pewien.
– Jak to nic? – zawołała Sara – Szczerzysz się do tego telefonu jak wariat… – dodała i mrugnęła do niego porozumiewawczo.
Theo odetchnął cicho i skinął głową.
– Byliśmy z Anthonym na wyjeździe i przeglądam fotki. – wyjaśnił ogólnie. Nigdy nie mówił im o swojej rodzinie i w ogóle nie opowiadał o sobie zbyt wiele, czego teraz też nie zamierzał robić.
Chcąc schować telefon, przesunął jeszcze kilka razy palcem po ekranie i natrafił na zdjęcie śpiącego kochanka. Odetchnął cicho przypominając siebie szczegóły ich rozmowy na jego temat.
– To na pewno są fotki z wyjazdu? – rzuciła Margaret zza kontuaru, a on aż zarumienił się lekko.
– Oczywiście… – powiedział nieco zażenowany.
– Masz minę jakbyś oglądał gołe laski. – dodała swoje Sara, a on aż zesztywniał i pokręcił powoli głową.
– Po co według ciebie miałbym je oglądać? – rzucił i przygryzł od środka policzek, wpatrując się w koleżankę.
Sara zachichotała i wzruszyła ramionami.
– Ja mam ci tłumaczyć takie rzeczy? – mrugnęła do niego ponownie, a chłopak tylko zacisnął wargi.
– Nie, to nie są gołe laski. – powiedział cicho wracając wzrokiem do wyświetlacza i przesuwając nim po spokojnej twarzy architekta. Oddychając głębiej śledził wzrokiem jego usta i zamknięte oczy. Gdyby był teraz obok, Theo na pewno z przyjemnością wsunąłby rękę w jego rozczochrane, jasne włosy.
Czując przyjemny dreszcz podekscytowania Theo, nabrał więcej powietrza w płuca i po chwili wyłączył telefon.
Przysuwając jego krawędź do ust, wpatrzył się w Sarę nic niewidzącym wzrokiem. Jego myśli mimowolnie zaczęły schodzić na jeden tor, w ten sposób, że po chwili aż sapnął cicho i pokręcił ponownie głową.
Przecież nie będzie masturbował się do tego zdjęcia, pomyślał zażenowany. Szybko też przekonał się, że oparcie się temu pomysłowi wcale nie jest takie proste, zwłaszcza gdy przypominał mu się niski głos kochanka, gdy ten pytał go o to.
Wstał z miejsca i przeciągnął się lekko.
– Kim jest w ogóle Anthony? – zapytała Sara, a on tylko zerknął na nią krótko i stłumił ziewniecie.
– Moim chłopakiem. – wzruszył ramionami – Idę do łazienki. – dodał po czym wyszedł spokojnym krokiem z pomieszczenia, chcąc uniknąć już kolejnych pytań dziewczyny. Zresztą może doprowadził ją tym wyznaniem do chociaż krótkiego momentu, w którym nie wie co miałaby powiedzieć? W końcu nie codziennie, ktoś musiał jej wyznawać, że jest gejem, pomyślał i po chwili wszedł do ubikacji.
W słabo oświetlonym, ciasnym pomieszczeniu spojrzał na swoją twarz w lustrze. Zielonkawe światło stanowczo nie dodawało uroku jego zmęczonym oczom i sam aż jęknął cicho. Naprawdę nie wyglądał ani najzdrowiej, ani najlepiej i wiedział, że Anthony ma absolutną rację, jeżeli chodzi o to, że naprawdę wziął na siebie nieco za dużo. Jednak dopiero teraz, gdy spojrzał tak na siebie to zauważył, w końcu na co dzień, szczególnie z rana miał dużo energii. Zawsze starał się pozytywnie nakręcać na cały dzień, żeby z niczym nie zawalić. Nie zmieniało to jednak tego, że wyglądał na bardzo zmęczonego, a zimne światło zaczepionej na ścianie żarówki jeszcze bardziej potęgowało to wrażenie.
Chłopak pochylił się do kranu i odkręcił wodę po czym przemył szybko twarz, chcąc się nieco otrzeźwić. Kiedy to zrobił wyprostował się ponownie i przyjrzał się sobie jeszcze raz.
Nagle aż zaśmiał się cicho zdając sobie sprawę z tego, że tak się prezentując niekoniecznie musi podobać się kochankowi. A nie dość, że nie wyglądał atrakcyjnie to jeszcze na pewno martwił go swoim stanem i upartością.
Tylko czy to, że chciał nadrobić stracone lata i szybko wyjść ze wszystkim na prostą było tak bardzo złe?
Przymykając oczy zastanowił się chwilę. Może faktycznie mógłby nieco odpuścić sobie schronisko? Pracować na pół etatu, albo w  ogóle brać tylko kilka dyżurów w tygodniu? W końcu nic złego by się nie stało i na pewno sama Margaret by ten pomysł pochwaliła. A on dzięki temu miałby więcej czasu dla Anthonego. Bardzo dawno już nigdzie razem nie byli, pomyślał szybko i aż zastanowił się nad tym głębiej, ani w kinie, ani w klubie, do którego dawniej przecież dosyć często razem chodzili. No, a przecież architekt to lubił. Lubił wieczorami wychodzić z domu i w ogóle się bawić, a teraz przez niego niemal wcale nie miał okazji tego robić, bo albo pracował, albo jeździł z nim do Wirginii i w podróżach też pracował, a wieczory spędzał raczej sam, dopóki on nie wróci  po ósmej do domu.
Wyciągając telefon Theo od razu włączył zdjęcie kochanka i przygryzł wargę.
W końcu jemu samemu też tego brakowało. Chociaż się kochali, nie robili tego tak, jak dawniej. Nie pieścili się zbyt długo, ani przed, ani po, bo on szybko po wszystkim zasypiał. A przecież te pieszczoty były jedną z najprzyjemniejszych rzeczy.
Wzdychając cicho chłopak wrócił myślami do chwil sprzed paru miesięcy. Och, wtedy kochali się naprawdę w bardzo namiętny sposób, długo i mocno, a Anthony dopieszczał jego ciało z każdej strony.
Z napływającą kolejną myślą, Theo czuł coraz większe podekscytowanie. W pewnym momencie doszedł do wniosku, że naprawdę muszą wrócić do tych sposobów. Uśmiechając się krzywo chłopak napiął uda i sam nie wiedział, w którym momencie wpatrywania się w zdjęcie blondyna sięgnął dłonią do krocza. Tylko po to, by pomasować je lekko, w końcu mrowiejąc aż dopraszało się uwagi.
Szybko jednak zabrał rękę, a czując duże pobudzenie, aż przyjrzał się sobie pilniej. Rozszerzone źrenice i lekki rumieniec na samą myśl, że mógłby nawet teraz dotykać się wpatrując się w to zdjęcie sprawiły, że od razu poczuł kolejną falę podniecenia.
– Cholera… – szepnął podekscytowany i uśmiechnął się krzywo.
Teraz cały wieczór będzie o tym myślał i pewnie nawet gdy stąd wyjdzie, wróci na kilkadziesiąt minut i po prostu sobie ulży.
Kręcąc głową, do swoich myśli Theo schował telefon do kieszeni i zerknął na lampę. Szybko ponownie przemył twarz i wyszedł z pomieszczenia.
Przecież wcale nie musiał tego robić sam. Przecież miał kochanka, pomyślał i wrócił do recepcji.
– Ale serio? – rzuciła się do niego Sara, łapiąc go aż za ramię.
Theo zmarszczył brwi i pokiwał głową szybko, odsuwając się od niej lekko. Naprawdę nie lubił być dotykany przez obcych ludzi, a dziewczyna będąca tylko koleżanką z pracy raczej do nich należała.
– Serio. – westchnął i podszedł do kontuaru, za którym siedziała szefowa.
– Hej, Margaret, – zaczął – mógłbym już wyjść? – zapytał spokojnym głosem. Do końca dyżuru zostały mu jeszcze dwie godziny i naprawdę nie sądził by je wytrzymał.
Kobieta podniosła na niego wzrok i uniosła do góry rudawą brew.
– A coś się stało? – zapytała, ale widząc jego zmęczoną twarz, skinęła tylko głową. – Najpierw rozjuszyłeś Sarę, a teraz mnie z nią zostawiasz?
Chłopak zerknął na dziewczynę i uśmiechnął się nieco krzywo. Faktycznie chyba dostarczył mulatce sporej rozrywki, bo ta aż drżała podekscytowana nową sensacją.
– Jakoś sobie poradzisz…. – zapewnił, posyłając jej przepraszające spojrzenie, po czym uśmiechnął się szerzej. – Dzięki. – rzucił i ruszył do szatni by się przebrać.

Kiedy Theo zajechał przed biurowiec, w którym siedzibę miała firma Anthonego, po krótkiej rozmowie ze strażnikiem zjechał na podziemny parking. Znali się trochę, bo czasami, gdy Anthony zostawał do późna i dawał samochód chłopakowi, Theo przyjeżdżał po niego.
Gdy zaparkował na niemal pustym poziomie, wysiadł z auta i ruszył do windy. Wsiadłszy do niej przejrzał się w jej lustrzanym wnętrzu. Na wory pod oczyma nic teraz nie poradzi, ale  przeczesał przynajmniej włosy, które zresztą specjalnie rozpuścił wychodząc ze schroniska. W końcu architekt najbardziej lubił je właśnie, gdy były rozpuszczone.
Wjeżdżając na piętro, na którym znajdował się gabinet mężczyzny czuł już lekkie podekscytowanie. W końcu blondyn spodziewał się go najwcześniej za godzinę.
Wysiadając z windy szybkim krokiem ruszył w kierunku jego biura. Kiedy do niego doszedł, zatrzymał się przed matowymi drzwiami, zza których sączyło się przytłumione światło. Odetchnął czując jak na jego usta wpływa delikatny uśmiech i przygryzł wargę w końcu łapiąc za klamkę.
Drzwi uchyliły się bezszelestnie, a on aż westchnął na widok pochylonego nad papierami kochanka. Mężczyzna bez marynarki, z koszulą rozpiętą na kilka guzików i poluzowanym krawatem, wyglądał naprawdę łóżkowo, jak szybko określił w myślach. W dodatku tak skupiony, nawet nie zauważył jego wejścia, więc Theo mógł przez chwilę pozachwycać się jego widokiem. Nieczęsto widywał go tak poważnego, więc przygryzając wargę szczerzył się do siebie i wpatrywał w niego z zafascynowaniem.
– Może pora na małą przerwę? – powiedział w  końcu półgłosem.
Anthony szybko podniósł wzrok, a na jego twarzy od razu pojawił się ten piękny, szeroki uśmiech.
– Theo! – zawołał i odchylił się na fotelu, przeciągając nieco plecy.
Chłopak zadrżał aż wyobrażając je sobie bez ubrania i odetchnął cicho podchodząc do biurka. Anthony odłożył pisak na blat i od razu pociągnął go na swoje kolana.
Brunet zaśmiał się nieco zaskoczony i kiedy siedział już wygodnie, przysunął się do pocałunku.
Mężczyzna zamruczał w jego usta i zassał się na nich lekko.
– Co tak wcześnie? – zapytał cicho, przesuwając nosem po jego policzku.
Theo wzruszył ramionami i objął go za szyję.
– Po prostu… – zaczął lecz szybko umilkł – Ale jeżeli za wcześnie, mogę poczekać aż skończysz.
Blondyn szybko pokręcił głową i zaśmiał się głośniej.
– W samą porę. – przyznał – Myślałem, że zwariuję od tych papierów. – westchnął i zsunął ręce na jego lędźwie. – Dopadła mnie najgorsza zmora architekta, czyli…
– Nieergonomiczna łazienka? – wtrącił Theo i sam roześmiał się słysząc śmiech kochanka.
– Tym razem są to durne przepisy i urzędnicy. – powiedział po chwili i pocałował go soczyście.
– Mmm…. To może ja nie będę ci przeszkadzał? – powiedział od razu brunet – Ty sobie skończysz, a ja grzecznie poczekam i później… pojedziemy do domu… – zaproponował.
Anthony przygryzł lekko wargę i pokręcił głową.
– Nie… skończę to jutro. Zresztą już niewiele zostało. – dodał, nie przyznając się, że zadanie to jest nieco nadprogramowe. Bo co innego mógł robić gdy chłopaka nigdy nie było? Naprawdę wolał już pracować niż siedzieć w domu i zastanawiać się kiedy wróci, a sam przecież nigdzie nie pójdzie.
Masując go po plecach odchylił się w fotelu i przyjrzał jego twarzy.
Theo wyglądał na bardzo zmęczonego i na usta cisnęło mu się by ponownie zacząć go przekonywać o porzuceniu pracy w schronisku. Odgarniając z jego twarzy włosy odetchnął tylko głębiej i pokręcił głową.
– Miałeś ciężki dzień? – zapytał, uśmiechając się delikatnie.
– Aż tak widać? – zapytał Theo i zaśmiał się cicho, w końcu kręcąc przecząco głową – Nie… chyba nie, bardziej był nużący i dlatego wyglądam tak byle jak. – powiedział wzruszając ramionami.
– A jak sprawdzian? – dopytał Anthony, drugą ręką przesuwając po jego udzie.
– Całkiem dobrze, ale chyba pomyliłem kilka dat. – westchnął i uśmiechnął się szeroko – W każdym razie nie będzie źle, w  końcu dużo się do niego uczyłem. – dodał, a blondyn skinął głową.
Przytulając się do niego odetchnął cicho.
– Tęskniłem za tobą. – przyznał, wciskając twarz w jego szyję – Cieszę się, że jesteś wcześniej.
Chłopak zachichotał cicho i pogłaskał go po głowie.
– Wiesz… – zaczął, czując jak zaczyna mu przyspieszać tętno – Właściwie to… miałem nadzieję, że wrócimy szybciej do domu i…
– I…? – dopytał architekt i uniósł na niego żywsze spojrzenie.
Theo przygryzł wargę, czując na sobie świdrujący wzrok blondyna.
– No powiedz…
– I będziemy się kochać tak, jak dawniej… – przyznał i oblizał usta.
Anthony spojrzał na niego z krzywym uśmiechem i przesunął dłoń w górę jego uda.
– Tak, jak dawniej? – dopytał, chociaż doskonale zdawał sobie sprawę z różnicy o jakiej ten mówił.
Brunet pokiwał głową i masując go lekko po karku, uśmiechnął się lekko.
– Mhm… tak długo i w ogóle… – powiedział, nie wiedząc jak inaczej mógłby to wyjaśnić.
Anthony wychylił się do jego ust i wcałował się w nie ze śmiechem.
– Jeżeli tylko masz siłę, jestem skłonny ci ulec. – powiedział, chociaż wiedział, że po tych słowach z ust kochanka już na pewno mu nie odpuści.
Theo pokiwał żywo głową i oddał z zaangażowaniem pocałunek.
Pieszcząc jego usta, wsunął dłoń w miękkie włosy blondyna i docisnął go do siebie mocniej, pogłębiając pocałunek z każdą sekundą. Już po kilku chwilach czuł, że ten robi się zbyt gorący i zbyt namiętny jak na miejsce, w którym się znajdują. Anthony jednak, nie zwracając na to najmniejszej uwagi poświęcał się całkowicie jego wargom, a rękoma już był pod jego bluzą. Zsuwając usta na jego policzek, przysunął je do jego ucha i przygryzł je lekko.
– A… Anthony… – szepnął Theo chrapliwie, nadstawiając się jednak do kolejnych pieszczot. Masując go po ramionach uśmiechał się do siebie i w pewnym momencie zakręcił aż biodrami. Blondyn znał każdy jego wrażliwy punkt i tylko pocałunkiem, doprowadzał go do białej gorączki.
– Wracamy…? – zapytał po chwili i jęknął cicho, czując jak usta kochanka teraz obcałowują jego szyję.
Architekt nie odrywając się od jego pachnącej skóry, pokręcił tylko głową przecząco.
– Wiesz ile razy wyobrażałem sobie ciebie na tym biurku? – zamruczał i przygryzł lekko jego skórę.
Theo jęknął zduszenie i otworzył szerszej oczy.
– Ale…
– Żadnych ale, mój drogi. – przerwał mu szybko Anthony. – Nikogo tu nie ma, więc bez problemu możemy się tu kochać. Poza tym to mój gabinet i moja firma. – dodał stanowczym głosem, a chłopak tylko skinął głową ulegle.
– Masz rację. – szepnął, czując palce kochanka, które przesuwały się po jego kroczu opiętym w ciasne dżinsy.
Anthony zaśmiał się cicho i w końcu pomasował go bardziej zdecydowanym ruchem.
– Mhm.. więc teraz ty spełnisz moje marzenie, a później ja twoje… – dodał, wsłuchując się w drżący oddech chłopaka.
– Do… dobrze. – szepnął rozpalony Theo i pokiwał głową, wypychając biodra do jego ręki. – Wszystko co zechcesz… – dodał, przyciskając go za kark do swojej szyi.
Anthony zaśmiał się przebiegle i wtulił usta w jego skórę. Szybko poradził sobie z paskiem jego spodni i wsunął w nie dłoń.
Theo jęknął głośno, zaciskając uda i z ciężkim oddechem wcałował się w jego usta. Mężczyzna nie potrzebował wiele by pobudzić jego ciało i już po kilku minutach takiej pieszczoty Theo miał ochotę sam mu się wyłożyć na biurku.
Czując jak ciało chłopaka drży, Anthony wyciągnął rękę z jego spodni i wsunął ją pod bluzę chłopaka. Masując go po torsie, wpatrywał się w jego twarz, a widząc na niej niemal błagalny wyraz w końcu zsunął go sobie z kolan.
– Nie za szybko? – szepnął, zsuwając z jego bioder spodnie z bielizną i zaciskając dłonie na jego pośladkach.
Theo pokręcił głowa i zdusił jęk, czując jak dociskany przez mężczyznę ociera się o twarde wybrzuszenie w jego spodniach. Szybkim ruchem rozpiął jego koszulę i przysuwając dłoń do jego torsu, ustami zassał się na sutku.
Anthony odetchnął głośno i przygryzł mocno wargę. Przesuwając palcami po rowku chłopaka zaśmiał się ponownie, wypinając tors do jego ust.
– Wiesz… – zaczął chrapliwym głosem – Mimo wszystko będziesz musiał być bardzo cicho… – powiedział, chociaż doskonale zdawał sobie sprawę z tego o której strażnik robi obchód, i że na kilku piętrach nie ma absolutnie nikogo, bo nawet sprzątaczka skończyła już swoją pracę.
Theo pokiwał szybko głową, skubiąc ustami jego skórę i wypinając się do jego palców.
– Będę. – zapewnił szeptem i zaczerwienił się, myśląc o tym jak to mogłoby mu się udać.
Architekt skinął głową i zerknął na niego przebiegle.
– Musimy to zrobić szybko, żeby strażnik nas nie nakrył. – dodał, a Theo aż zesztywniał.
– To może… – zaczął prostując się, lecz już po chwili odetchnął widząc jego rozpalone spojrzenie.
Anthony pokiwał głową zadowolony z osiągniętego efektu i sięgnął palcami do ust Theo, by nawilżyć jego śliną swoje palce.
Theo poczerwieniał jeszcze bardziej, ale oblizał je posłusznie i napiął się cały, gdy ponownie poczuł je przy swojej dziurce. Podniecony wypiął się do nich bardziej, w  końcu nie chciał, by ktoś ich przyłapał. Umarłby chyba ze wstydu no i narobiłby go Anthonemu. Z drugiej też strony też bardzo, bardzo chciał już poczuć go w sobie.
Gdy mężczyzna naparł palcami na jego szparkę, szybko objął go ramionami i zdusił jęk w jego ramieniu.
– Ciii… – upomniał go blondyn i z szerokim uśmiechem sięgnął  głębiej do jego dziurki.
Wsuwając w nią palce, sam zadrżał mocno, czując jak Theo wczepia się w niego i drży, nieudolnie próbując powstrzymać jęknięcia czy głośny oddech.
– Ciii… Theo… – szepnął, pieszcząc go z jeszcze większym zapałem, tak by jednak chłopak nie mógł się hamować.
Theo jęknął płaczliwie i zacisnął mocno zęby. Drżącą ręką sięgnął do paska blondyna i rozpiął go, po czym sam wsunął ręce na jego pośladki. Ściskając je mocno, ocierał się kroczem o jego penisa i wcałował się w jego szyję.
Czując gorące oddechy na swojej skórze, Anthony oblizał spierzchnięte usta. Gdy chłopak ocierał się o niego mocniej sam przygryzał mocno wargę, by nie jęknąć głośno.
Brunet przymknął oczy wbijając się w jego krocze i po chwili zsunął z jego bioder także bieliznę. Zerkając miedzy ich ciała, westchnął na widok nabrzmiałego penisa Anthonego.
– W domu… – szepnął i oblizał usta, żałując że nie mają czasu by mógł wziąć go w usta. Naprawdę bardzo to lubił, pomyślał przeciągając po nim ręką.
– Co w domu? – dopytał Anthony a widząc jego spojrzenie sapnął cicho i skinął głową, odwracając go do siebie tyłem.
Sięgając do marynarki po portfel, wyjął z niej nawilżoną prezerwatywę i założył na penisa. Obserwując wypięte pośladki Theo, oblizał się lubieżnie i zaśmiał pod nosem, gładząc je ręką.
– Theo… – westchnął, rozsuwając je i przysuwając członek do dziurki – Theo… – powtórzył napierając na nią mocno. Theo napiął plecy, czując że te są już całe mokre pod bluzą i zaciskając wargi, jęknął głośno. Podpierając się łokciami o jakieś papiery przymknął oczy, całkowicie skupiając zmysły na penisie mężczyzny.
Anthony odetchnął gdy w końcu wsunął się do końca  pogładził pośladek chłopaka, zaczynając się w nim poruszać.
– Ach… – jęknął Theo i zaraz schował twarz w złożonych ramionach – Ach… Anthony… – szepnął rozpalony i zaczął niecierpliwie odpowiadać na powolne ruchy jego bioder.
Anthony wbijając się w niego mocno, pochylił się nad jego plecami.
– Miałeś być cicho… – szepnął podniecony widokiem jak Theo stara się taki być. Wiedział jednak, że im bardziej chłopak się stara, i im bardziej on sam nakazuje mu ciszę, tym ciężej jest mu hamować te odgłosy. A on je uwielbiał, uwielbiał słuchać jak Theo  jest dobrze.
– Prze… och… przepraszam. –  rzucił chłopak i zacisnął mocno oczy. Oddychając głośno sięgnął do szklanej krawędzi biurka i wykładając się na nim, zacisnął mocno palce. Podrzucając biodrami, myślał tylko i wyłącznie o tym, by w końcu dojść i by Anthony, który z taka pasją się niego wbijał, również się zaspokoił.
W końcu, widząc, że jego starania zdają się na nic, zacisnął zęby na nadgarstku i pojękiwał w niego głośno.
– Ale jesteś… nieposłuszny… – zaśmiał się na wydechu Anthony i wysuwając się, przekręcił go na plecy, zupełnie nie przejmując się pogniecionymi papierami i rzeczami, które przy tym spadły na podłogę.
Theo jęknął płaczliwie i spojrzał na niego przepraszająco.
Architekt szybkim ruchem ściągnął z niego buty i spodnie, i zadarł jego nogi do góry. Pociemniałym spojrzeniem przesunął po jego rozłożonym ciele i ponownie wbił się w niego mocno.
Theo wpatrując się w jego oczy pokiwał głową i jęknął, sięgając rękoma do własnego penisa.
– Tak… – zawołał, zaczynając się szybko masturbować.
Blondyn obserwując go, z głośnymi dźwiękami wsuwał się w jego ciało. Oblizując co chwilę wargi, pochylił się bardziej nad jego ciałem, dostrzegając jak te napina się silnie.
Po kilku mocnych uderzeniach w jego wnętrzu Theo skulił się nieco, bardziej na nim zaciskając i dochodząc w swoje dłonie.
Anthony obserwując go z fascynacją, wbijał się w niego mocno i szybko. Nagle jednak wpatrując się w twarz kochanka, wyszedł z niego i szybko ściągnął z siebie prezerwatywę. Pociągnął go za rękę do góry i zasyczał przez zęby.
Chłopak widząc to szybko opadł przed nim na kolana i oparł wilgotne od spermy dłonie na jego nagich biodrach. Wpatrując się mokrym wzrokiem w penisa blondyna oblizał się i zerkał do góry na architekta.
– Anthony… – szepnął, masując jego uda palcami i posyłając mu powłóczyste spojrzenie, uchylił lekko wargi.
Po kilku ruchach na penisie mężczyzna wypiął się bardziej i strzelił na jego twarz z głośnym westchnieniem. Przez chwilę jeszcze masturbował się, nim spojrzał na chłopaka trzeźwiejszym wzrokiem.
– Th.. Theo… – szepnął, przenosząc dłoń na jego głowę i głaszcząc go po włosach.
Widząc jak brunet oblizuje usta i sięga palcami do czerwonego policzka, by zebrać z niego białe plamki spermy, zagryzł mocno wargi.
– Na… naprawdę ją lubisz, co? – zapytał, a Theo powoli skinął głową.
– Naprawdę… – potwierdził, unosząc się i przysuwając do pocałunku.
Obejmując go  za szyję, otarł się jeszcze o jego biodra i pocałował mocno. Kiedy się odsunął od jego warg, uśmiechnął się do niego lekko, nadal czując wilgoć na twarzy.
Po chwili obejrzał się za siebie.
– Trochę narozrabialiśmy… – powiedział ściszonym głosem widząc pomięte dokumenty na biurku i te leżące na podłodze.
Anthony uspokajając oddech skinął głową.
– Było warto. – zamruczał i skubnął jego wargi zębami.
Chłopak skinął głową zaśmiał się cicho, odsuwając się z żalem od jego buchającego gorącem ciała. Szybko sięgnął po bieliznę i spodnie, i zaczął się ubierać. Zerknął na kochanka, a widząc, że ten nadal się w niego wpatruje spojrzał na niego pytająco.
– Ubieraj się… – powiedział półgłosem, mając nadzieje, że zdążą jeszcze posprzątać nim zjawi się ochroniarz robiący obchód.
Anthony pokiwał szybko głową i zaśmiał się pod nosem, podciągając spodnie. Oczywiście nie zamierzał mówić Theo o tym małym kłamstewku, lecz pokręcił aż głową, widząc jak ten szybko się ubrał i zaczął zbierać z podłogi kartki.
– Co  tam? – rzucił brunet zerkając na niego pytająco.
Anthony zaśmiał się głośno i gdy skończył zapinać koszulę, przykląkł przy nim i przyciągnął jego usta do mocnego pocałunku.
– Kocham cię. – wydusił przez śmiech i zaczął pomagać mu w porządkach.

Reklamy

9 thoughts on “Till We Are Vol. 3 Ch.11

  1. Oni są słodcy, uwielbiam. I Anthony… mmm^^ Doszłam do wniosku, że chyba nie ma postaci z TWA, której bym nie lubiła. I za każdym razem, gdy czytam kolejny rozdział jestem pod wrażeniem jak potrafisz ich wykreować, wyodrębnić i trzymać się określonych charakterów. ^^
    Pozdrawiam ciepło! ;)

    1. Ojej. bardzo się cieszę. No i podniosłaś mnie na duchu, czasami ciężko jest właśnie trzymać się ich charakterów, zwłaszcza jak ma się więcej postaci… Ale mówisz, że mi się udaje, więc jestem spokojna.
      Pozdrawiam! <3

  2. Widzę, że Damiann wypisał większość, ale ja też coś znalazłam.
    „Dziewczyna było zdolna niemal do wszystkiego, nawet do rzucenia się na niego i wyrwania mu telefonu z ręki, tego był pewien.” – „była”.
    „- Jakoś sobie poradzisz…. – zapewnił, posyłając jej przepraszając spojrzenie, po czym uśmiechnął się szerszej.” – oprócz „przepraszające”, co Damiann zauważył, jeszcze ” szerzej”.
    „W końcu blondyn spodziewał się do najwcześniej za godzinę.” – „go” nie „do”.
    „- Może pora na mała przerwę? – powiedział w końcu półgłosem.” – „małą”.
    „Masując go po torsie wpatrywał się w jego twarz, a widząc na niej niemal błagalny wyraz w końcu zsunął go siebie z kolan.” – a nie „sobie”? No i chyba przecinków brakuje w dwóch miejscach: przed „wpatrywał” i przed „w końcu”.
    „Oblizując co chwilę wargi pochylił się bardziej nad jego ciałem, dostrzegając jak te napina się silnie.” – a nie „to”? I przecinki: przed „pochylił” i chyba przed „jak”.
    Tak ogólnie w wielu miejscach brakuje przecinków, zwłaszcza tam, gdzie występują imiesłowy, ale nie tylko, ale za dużo tego, żeby wypisywać. I to nie tylko w tym rozdziale. Dobra, nie czepiam się, przecinki to straszliwa zmora. Poza tym aż tak bardzo nie przeszkadza ich brak, chociaż w niektórych miejscach aż się prosi, żeby go postawić.

    Chłopcy byli dzisiaj baardzo niegrzeczni XD Podobało mi się.Było gorące. Widzę, że Theo zasmakowała sperma Anthony’ego. Hehe. Kto by przypuszczał.
    Dobrze by było, jakby jednak Theo chociaż trochę odpuścił tą pracę w schronisku. Nie mówię, żeby z niej całkiem rezygnował, tylko dał trochę na luz, bo się biedny zamęczy.
    Hehe. Jak Theo mógł coś takiego powiedzieć Sarze, a potem tak po prostu sobie pójść? No to się przecież nie godzi XD I jeszcze zostawić biedną Margaret na pastwę tej dziewczyny. Ona ją tam zadręczy. Albo rzuci się na chłopaka następnego dnia i wypyta o szczegóły, przez resztę dnia starając się nie wybuchnąć z tej ekscytacji tą wiadomością XD

    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Czekam na Ethana. I na Dana. Aaronem też nie pogardzę. Dawno go nie było. Nie to, że mam coś do Anthony’ego i Theo, ale stęskniłam się trochę za pozostałymi bohaterami.

    Pozdrawiam i życzę weny :)

    1. Nasza droga autorka tym razem popelnila bardzo duzo bledow. Nieladnie! :P
      Ja uwazam, ze to zdanie jest dobre, bo o wiele lepiej brzmi z ,,te”, a nie z ,,to”.
      „Oblizując co chwilę wargi pochylił się bardziej nad jego ciałem, dostrzegając jak te napina się silnie.” :)

    2. Theo chyba jest tym nie mniej zaskoczony. Był tak bardzo na nie, a tu proszę.
      Nuu i też mam nadzieję, że zmądrzeje, chociażby ze względu na to, że jak trochę odpuści będzie mógł się częściej kochać z Tośkiem. XD
      Huuu… rozumiem, rozumiem. Ale niestety trzeba być cierpliwym. C:

      Daj spokój… ja jak skończę pisać i później sprawdzam to przecinki stoją dosłownie wszędzie… Uch. :C W ogóle dziękuje za literówki i wstyd mi, że tak ich dużo. :C

      Dziękuje i również pozdrawiam.

  3. „– Idę do łazienki. – dodał po czym wyszedł spokojnym krokiem z pomieszczenia, chcąc uniknął już kolejnych pytań dziewczyny. Zresztą może doprowadził ją tym wyznaniem do chociaż krótkiego mementu, w którym nie wie co miałaby powiedzieć?” ~ ,,uniknąć” i ,,momentu”.
    ,,Nagle aż zaśmiał się cicho zdając sobie sprawę z tego, że w tak się prezentując niekoniecznie musi podobać się kochankowi.” ~ bez ,,w”.
    „Chociaż przecież się kochali, nie robili tego tak, jak dawniej.” ~ bez tego ,,przecież” byloby lepiej.
    ,,- Jakoś sobie poradzisz…. – zapewnił, posyłając jej przepraszając spojrzenie,…” ~ ,,przepraszające”.
    ,,Gdy zaparkował na niemal pustym poziome, wysiadł z auta i ruszył do windy.” ~ ,,poziomie”.
    ,,- Aż tak widać? – zapytał Theo i zaśmiał się cicho i w końcu pokręcił przecząco głową –” ~ nie za duzo tu ,,i”?
    ,,- Mhm.. więc teraz ty spełnisz moje marzenie, a później ja twoje… – dodał, wsłuchując się w drżący oddech chłopak.” ~ ,,chłopaka”.
    ,,Czując jak ciało chłopaka drzy, Anthony wyciągnął rękę z jego spodni i wsunął ją pod bluzę chłopaka.” ~ ,,drży”.
    ,,Architekt skinął głowa i zerknął na niego przebiegle.” ~ ,,głową”.
    ,,Anthony pokiwał głową zadowolony z osiągniętego efektu i sięgnął do palcami do ust Theo, by nawilżyć jego śliną swoje palce.” ~ bez jednego ,,do”.
    ,,Czując gorące oddechy na swojej skórze, Anthony oblizał spierzchnięte usta. Czując jak chłopak ociera się o niego mocniej sam przygryzł wargę, by nie jęknąć głośno.” ~ nie za duzo ,,czując”?
    ,,Pociągnął go za rękę do góry, zasyczał przez zęby.” a nie „i zasyczał przez zęby.”?
    ,,- Co w domu? – dopytał Anthony a widząc jego spojrzenie sapnął cicho i skinął głową, odwracając go do siebie tyłem.” ~ przecinek przed ,,a”.
    ,,Sięgając do marynarki po portfel. Wyjął z niej nawilżoną prezerwatywę i założył na penisa.” ~ a nie powinno byc bez kropki?
    ,,Wpatrując się mokrym wzrokiem w penisa blondyna oblizał się i zerkał do góry w jego architekta.” ~ a nie ,,zerknął na swojego architekta”?
    Ale co lubi Theo? Sperme? :D
    Podoba mi sie, ze dalas w opowiadaniu.. Prezerwatywy! Naprawde. Rzadko kiedy ktos o tym pisze. Dla nich trzeba tylko opisac seks i jak sie ktos komus spuszcza w tylek..
    Theo bardzo niegrzeczny, a Anthony? Jak go sciagnal na ziemie zeby mu sie spuscic na buzie? :D
    Kiedy bedzie Aaron? Stesknilem sie za nim :(
    Pozdrawiam

    Damiann

    1. Tag, Theo lubi spermę, ale nie byle jaką, boTośka. xDD
      Heeeeeej, przepraszam za te błędy… Już poprawiam, i dziękuję za ich wyłapanie. C:
      A Aaron… hm…

  4. Cud, miód i orzeszki :-) Świetny rozdział, scenka w gabinecie odpowiednio gorąca. Mam nadzieję, że plusy zrezygnowania lub ograniczenia pracy w schronisku przeważą i Theo nie będzie się już przepracowywał.
    Mam też nadzieję, że u Ciebie już wszystko w porządku, w każdym razie trzymam kciuki :-)
    Pozdrawiam :-)

    1. Też mam taka nadzieję, bo lubię jak się sekszą. C:
      Czy w porządku… heh. Jest tragicznie i sama już nie wiem czy się śmiać czy płakać. Serio. Po prostu przyciągam pecha ostatnio jak magnes. Popsuty laptop i sesja – to powinno Ci wszystko wyjaśnić, a to w sumie jest najmilsze co mnie ostatnio spotkało. :D Całe szczęście że pożyczyłam lapka, to pomimo tego że program do projektowania na nim nie działa, to przynajmniej mogłam napisać dzisiejszy rozdział. Heh…
      Dziękuję i ściskam ciepło. C:
      <3333

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s